wtorek, 30 czerwca 2015

Szałamow: siatka, mydło i ręcznik



W Rosji Władimira Putina Stalin przedstawiany jest jako wielki wódz i efektywny menedżer. Przy akompaniamencie fanfar na cześć tyrana nie jest łatwo dbać o pamięć o jego ofiarach. Wybitny pisarz Warłam Szałamow odsiedział w łagrach 18 lat. Jego utwory należą do klasyki literatury lagrowej. Dysydent z czasów radzieckich, Siergiej Grigorianc dobrze znał pisarza. W rozmowie z dziennikarzem Radia Swoboda Muminem Szakirowem opowiada co stało się z jego rękopisami i jak wyglądały jego ostatnie dni. Trudno po zapoznaniu się z relacją Grigorianca zachować obojętność.  Los pisarza w czasach radzieckich bywał prawdziwie tragiczny.
   





18 go czerwca upłynęło 108 lat od dnia urodzin autora "Opowiadań kołymskich". Nie była to data  jubileuszowa, ale wielbiciele pisarza odnotowali kolejną rocznicę. Działacze Memoriału, autorzy portalu shalamov.ru zorganizowali z tej okazji projekt "Moskwa Szałamowa". W jego ramach odbyły się wykłady, wycieczki, spektakle. Siergiej Grigorianc, założyciel działającej na rzecz praw człowieka fundacji "Glasnost'" dobrze znał pisarza. Dzięki jego wiedzy, organizatorom obchodów łatwiej było odtworzyć moskiewską topografię Szałamowa.








Siergiej Grigorianc spędził wiele lat w radzieckich więzieniach i łagrach. Jego zdaniem, także rządy
Władimira Putina zasługują na jak najostrzejsza krytykę. 






Mumin Szakirow:
Jak pan poznał Warłama Szałamowa?

Siergiej Grigorianc:
Mój przyjaciel, poeta Walentyn Portugałow (spotkali się z Szałamowem na Kołymie) zaprowadził mnie w 1963 do maleńkiego, dwupokojowego mieszkanka na Choroszewskim Szosse. Tam mieszkała Olga Niekludowa z rodziną. Trafiłem do wnętrza typowego dla moskiewskiej inteligencji lat sześćdziesiątych, stare meble, na półkach Mandelsztam, Andriej Biełyj, książki innych poetów i pisarzy, pierwsze i jedyne wydania tych autorów. Gospodyni mieszkania Olga była drugą żoną Szałamowa, pobrali się po jego powrocie do Moskwy w 1956, pierwsza żona się z nim rozwiodła. Tam mieszkał wtedy też syn Olgi Siergiej, miał wówczas, podobnie do mnie ok. 20 lat, dziś jest znanym etnografem, znawcą Dalekiego Wschodu, profesorem.

Szakirow:
Szałamow spędził w obozach 18 lat. Jak wyglądał, kiedy zobaczył go pan po raz pierwszy?

Grigorianc:
Miał dwa metry wzrostu. Był wysuszonym dryblasem. Kiedy poruszał rękoma, widać było jak drżą. Przez to że był chudy, wyglądał na jeszcze wyższego. W pewnym momencie pojawił się w kuchni, z trudem się w niej pomieścił. Ze swymi dziwactwami był człowiekiem z innego świata. Z Portugałowem dostaliśmy coś do jedzenia, herbatę, Szalamow nie jadł nic. Później Lubow Wasilijewna, żona Portugałowa wytłumaczyła, iż on w ogóle, także w domu jadał niewiele. Sam sobie gotował zupę z pszenicy ze śledziami.

Szakirow:
Orientował się pan z kim ma do czynienia?


Myję się w wodzie po praniu


Grigorianc:
Wcześniej coś już o nim słyszałem. Czytałem jakieś wiersze, opowiadania, dostawałem je od Portugałowa. Wówczas jeszcze nie były opublikowane "Opowiadania kołymskie", to one przyniosły mu światową sławę. Wśród znajomych miałem sporo ludzi pokaleczonych przez Kołymę. Ich przyjaciele, krewni byli ofiarą aresztowań, rozstrzelań. Zachowanie Szałamowa mnie nie zdziwiło. Trochę później zaczął pojawiać się w uniwersytecie, przychodził do nas na wieczory "zapomnianej poezji". Mówiąc precyzyjnie, to były wieczory poświęcone poetom, ofiarom represji, autorom takim, jak Daniel Charms (poeta i dramaturga, autor utworów utrzymanych w surrealistycznej poetyce absurdu - "mediawRosji"), Aleksandr Wiedienski (poeta i dramatopisarz, przedstawiciel literatury absurdu- "mediawRosji"), Iwan Pulkin. Zbieraliśmy się wydziale dziennikarstwa, w audytorium numer 15, miało ono kształt amfiteatralny, zawsze przychodził tłum ludzi. Już w czasach studenckich byłem człowiekiem samodzielnym i aktywnym, drukowano mnie w "Encyklopedii Literackiej". Mam wrażenie, że Portugałow przyprowadził mnie do Niekludowów, specjalnie, po to bym poznał Szałamowa, a potem zorganizował jego wieczór na uniwersytecie. Niestety, nie udało się, do spotkania ze studentami nie doszło, ale zaprzyjaźniłem się z Warłamem Tichonowiczem. Podtrzymywaliśmy trwałe i przyjacielskie kontakty przez wiele lat.

Szakirow:
Znamy jego prozę i wiersze. Są ponure i mroczne. W jego osobowości obecne były podobne rysy?

Grigorianc:
Lata 30-40te utrwaliły się w pamięci nawet tych, którzy przeżyli je na wolności, nigdy potem nie potrafili o nich zapomnieć. Co tu mówić o ofiarach więzień i obozów. Moje przejścia obozowe były o wiele lżejsze, odsiedziałem wszystkiego 9 lat, jednak do tej pory nie potrafię uwolnić się od odruchów i reakcji typowych dla zeka. Na przykład, do dziś myję się w wodzie po praniu. Na Kołymie siedział także pisarz Jurij Dombrowski (wybitny pisarz rosyjski, autor utworów tłumaczonych także na polski - "mediawRosji"), po wyjściu na wolność wyglądał jak wykształcony, inteligentny człowiek, jednak kiedy przychodził do restauracji Związku Pisarzy szokował wszystkich. Makaron jadł rękoma. Od pewnych rzeczy nigdy nie można się wyzwolić.

Szakirow:
Dobrze rozumiem: sam Szałamow był ostry, mroczny, złośliwy?

Grigorianc:
Wobec mnie zawsze był uprzejmy, nie czułem w nim napastliwości, złośliwości.  Ale zauważyłem, iż nigdy nie uczestniczył w rozmowach we trójkę, to takie czysto obozowe przyzwyczajenie. Dwóch ludzi, to dwóch świadków. Wystarczy, by wlepili nowy wyrok. Po dwudziestu latach w zonie, ofiara nie jest już w stanie rozmawiać w obecności trzeciego człowieka. Szałamow w takich sytuacjach milkł.

Szakirow:
Miał poczucie humoru?

Grigorianc:
Nigdy się z tym nie spotkałem. Często widziałem, jak nie dowierza ludziom, jak reaguje sceptycznie. Potrafił rozmawiać tylko na interesujące dla siebie tematy. Oleg Czuchoniec, świetny poeta, pracował w redakcji poezji miesięcznika "Junost'", opowiadał, iż Szałamow na dwór wychodził zawsze z siatką, mydłem i ręcznikiem, drugi ręcznik zawijał sobie wokół szyi, był zawsze przygotowany na aresztowanie. Ale ja poza pomieszczeniem mieszkalnym nigdy go nie spotkałem.

Szakirow:
Czego się obawiał? Przecież to były czasy odwilży.


Rękopisy


Grigorianc:
Kiedy się poznaliśmy, Szałamow znajdował się w szczególnie trudnej sytuacji. KGB nad nim się znęcało, przeczuwał, że jego rękopisy mogą zostać zniszczone w dowolnej chwili. Szałamow miał przyjaciela, pisarza Georgija Demidowa. On miał za sobą podobne doświadczenia. Demidow napisał wiele, stale ukrywał swoje rękopisy, rozdawał znajomym, wydawało mu się, że tak uda się je uratować. W pewnym momencie, u wszystkich znajomych Demidowa przeprowadzono rewizje, KGB skonfiskowało rękopisy. Po tej historii przeżył jeszcze pięć lat. Nie napisał już ani jednej linijki. Dziś udało się wydać jego utwory, cudem zachowały się w archiwach KGB. A pisarz Jurij Dombrowski? Wygląda na to, że został zamordowany. Sam w jakimś stopniu przepowiedział swoją śmierć. Straszyli go, bili go, w końcu go uśmiercili. Kiedy na zachodzie opublikowano jego powieść "Wydział rzeczy niepotrzebnych", w holu Domu Pisarzy, na oczach szatniarzy i wybitnych rosyjskich twórców pobiło go sześciu muskularnych facetów. Zaraz potem umarł na skutek krwotoku wewnętrznego. Wcześniej napisał opowiadanie, w nim przewidział własną śmierć, chociaż nie jej dokładne szczegóły. Tak, czy inaczej miał rację. Umarł nagle.

Szakirow:
Można to sobie wyobrazić? Szałamow idzie na kompromis, ustępstwa, by jego wiersze i proza ukazały się w druku?

Grigorianc:
Wykluczone. Warto przyjrzeć się innym przykładom. Pisarz Arkadij Bielinkow. Odsiedział swoje. Strasznie zależało mu na druku. Napisał książkę o pisarzu Juriju Tynianowie (pisarz, historyk literatury, przedstawiciel rosyjskiej szkoły formalnej - "mediawRosji"). By przeszła cenzurę dodał akapit o tym, jak trockiści zatruwali studnie. Jeszcze jeden świetny poeta Tola Żygulin siedział w kołymskich łagrach. Chciał, żeby drukowano jego zbiory poezji. Miał sposób na to, by przechodziło po kilka jego kołymskich wierszy. Dodawał do nich inne, wiernopoddańcze, napisane z okazji 1go maja, innych świąt. Dla Szałamowa to było nie do zaakceptowania. On sam nigdy nie był autorem hołdów pod adresem władz, ani w wierszach, ani w opowiadaniach. Mógł sobie pozwolić na jedno tylko ustępstwo, pozwalał by wiersze jego wychodziły nie w skomponowanych tomikach, cyklach, ale oddzielnie. Bolało go to, bo zdawało mu się, iż jego wiersze wyrwane z kompletnego zbioru nie przekazywały precyzyjnie tego, na czym mu zależało.

Szakirow:
W 1973 roku Szałamow w końcu wstąpił do Związku Pisarzy. Przedtem też napisał list do "Litieraturnej Gaziety". Protestował w nim przeciw publikacji jego opowiadań w wydawnictwach emigracyjnych "Posiew" i "Nowyj Żurnał".

Grigorianc:
Do tego listu zmusił go Borys Polewoj (redaktor naczelny czasopisma "Junost'). Opowiadał mi o tym Oleg Czuchoniec. Polewoj zaprosił Szałamowa do siebie i ostrzegł, iż jeśli nie napisze listu, to "Junost'" przestanie publikować jego wiersze (to było jedyne czasopismo drukujące pisarza). Polewoj uprzedził też Szałamowa, iż można będzie zapomnieć o publikacji jego książki. W tamtym okresie wyszedł pierwszy zbiór opowiadań Szałamowa w przekładzie na niemiecki, taka była przyczyna presji wywieranej na niego przez KGB, by wystąpił w tej sprawie publicznie.






Szakirow:
Sołżenicyn po powrocie do Rosji nawiązał kontakty z władzami, nie jeden raz gościem u niego w domu był prezydent Putin. Były zek Aleksander Isajewicz Sołżenicyn dawał do zrozumienia byłemu funkcjonariuszowi KGB, że aprobuje jego działalność jako prezydenta. Potrafi pan sobie wyobrazić podobne zachowanie Warłama Szałamowa?


Co można znaleźć w archiwach?


Grigorianc:
Nie. Dla niego to wszystko byłoby obrzydliwe. Sołżenicym był zawsze zwolennikiem władzy autorytarnej. W różnych artykułach pisał, iż władza autorytarna, to dla naszego kraju najlepsza droga rozwoju. Do pewnego stopnia rozumiał też, iż nasza władza autorytarna będzie opierać się na KGB. Takie stanowisko budzi kontrowersje. Kończę właśnie dwie nowe książki, piszę w nich o różnych osobach i wydarzeniach, w związku z tym dość często rozmawiam przez telefon z Natalią Dmitriewna, wdową po Sołżenicynie. Pisanie o nim jest trudniejsze, potrafił być chytry. Szałamow nigdy nie próbował przechytrzać, zachowywał się prostolinijnie, świadczył o tym także jego wygląd.

Szakirow:
Pana zdaniem w archiwach KGB do dziś znajdują się rękopisy niepublikowanych utworów Szałamowa. Mamy już rok 2015. Jak mogło do tego dojść?

Grigorian:
Wspomniałem KGB, bo wszystko działo się pod skrzydłami tej organizacji. Jednak z formalnego punktu widzenia potrzebna jest większa precyzyjność. Rękopisy znajdują się w RGALI (Rosyjskie Państwowe Archiwum Literatury i Sztuki). Historia wygląda tak, iż do tych rękopisów i materiałów nie ma dostępu nikt poza upoważnionymi osobami, które współpracowały z Iriną Sirotinską i jej synem. W 1980 roku zajmowałem się historią literatury, interesował mnie Andriej Biełyj, Remizow, także literatura emigracyjna, literatura z początku wieku. Z tego powodu dosyć często pracowałem w archiwum. Kontaktowałem się z dyrektorka archiwum Natalią Wołkową i jej mężem (był znany znanym ze swej pasji kolekcjonerskiej, później założył Muzeum Kolekcji Prywatnych). W archiwum spotkałem się z Sirotinską. Powiedziałem jej, że chciałbym zapoznać się z rękopisem Szałamowa dotyczącym świata przestępczego.  Dziś jest on już opublikowany, wtedy jeszcze nie. Chciałem na ten utwór rzucić okiem jeszcze raz, czytałem go już wcześniej. Ale odpowiedź Sirotinskiej była negatywna, według  niej był on w specjalnej części archiwum, do niej dostęp podlegał restrykcjom.

Szakirow:
Uważa się, iż Irina Sirotinska była blisko zaprzyjaźniona z Warłamem Szałamowem i że to dzięki niej udało się uratować i zabezpieczyć jego archiwum.

Grigorianc:
W tej historii jest wiele kłamstw i niedokładności. Wobec Warłama Szałamowa zachowano się bardzo demokratycznie. W jego domu nieoczekiwanie pojawiła się pracownica RGALI Sirotinska, udało jej się zdobyć jego zaufanie. Zaczęli rozmawiać. Obiecała, że się postara, by jego rękopisy zostały przyjęte do archiwum. Jako pracownica archiwum Sirotinska była oficjalnie zatrudniona w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych. Na pierwszy rzut oka złożono mu kuszącą propozycję, ale z drugiej było to wyłudzenie. Pisarze radzieccy zawsze pragnęli zachować rękopisy utworów nie przyjętych do druku, ocenzurowanych. Niekiedy oddawali do archiwum, to co wydawało im się ważne. Jednak nie wszystko było przyjmowane. Jak mi się zdaje, Szałamow nie miał do zaufania do Sirotinskiej, ale jej propozycja, złożona w końcu przez pracownicę archiwum,  wydała mu się zbawienna. To była szansa na uratowanie rękopisów nie drukowanych utworów. Nie wiadomo było,  co by się z nimi stało, gdyby przyszli po niego, zatrzymali na ulicy… Może zostałyby spalone, zniszczone. Ale ta oferta okazała się pułapką.

Szakirow:
W tamtych latach kontaktował się pan z Szałamowem?



"Opowiadania kołymskie"Warłama Szałamowa pozostaną na zawsze jednym z najważniejszych świadectw
okrucieństwa reżimu Stalina. 



Grigorianc:
5 lat, od 1975 do 1980 spędziłem w więzieniach i obozach. Po wyjściu na wolność pomyślałem o spotkaniu z Szałamowem.  Wydało mi się, że moglibyśmy podzielić się doświadczeniem, nie literackim, a życiowym, zamierzałem napisać coś o swoich przeżyciach. Ale po zwolnieniu obowiązywał mnie zakaz zamieszkania w Moskwie i w obwodzie moskiewskim. Znajdowałem się pod nadzorem, moja swoboda przemieszczania się była ograniczona, musiałem raz na tydzień meldować się na milicji. Czekały mnie poszukiwania dachu nad głową w strefie oddalonej od Moskwy o 100 kilometrów, tam jednak znalezienie czegoś odpowiedniego do wynajęcia było niemożliwe. Wynajmujesz, a to oznacza, że będzie się zależnym od właścicielki mieszkania. Ona z kolei w stu procentach jest zależna od miejscowego dzielnicowego. Wystarczy, by funkcjonariusz milicji polecił jej, by napisała iż wróciłeś o 10ej, a nie o 8ej, tak jak to przewiduje regulamin… I ona tak napisze. Trzeba było kupić dom, ale nie wolno mi było tego zrobić.. Z Tolą Marczenko  (legendarny dysydent z czasów radzieckich, umarł w łagrze, już po objęciu władzy przez Michaiła Gorbaczowa - "mediawRosji") było gorzej, zanim to zrozumiał, już posadzili go po raz kolejny za nieprzestrzeganie regulaminu. Tak, czy inaczej, miałem kilka miesięcy, bo pomieszkać z żoną w stolicy, a równocześnie szukać przystani w strefie położonej poza setnym kilometrem. Już pierwszego wieczora w Moskwie spotkałem przyjaciela z uniwersytetu, poetę Miszę Ajzenberga i zapytałem go o Szałamowa. Próbowałem do niego zatelefonować, jednak stary numer nie odpowiadał… Nie było w tym nic dziwnego, stary dom Szałamowa przy Horoszewskim Szosse został zburzony. I nagle okazało się, że od kilku lat nikt go nie widział, ludzie nie mają pojęcia, jak go znaleźć.

Szakirow:
Pan go odnalazł?


W Domu Inwalidów i Starców


Grigorianc:
Najpierw ktoś mi powiedział, że w ostatnich latach Szałamow mieszkał pod innym adresem. Odnaleźliśmy ulicę i dom. Ale tam go nie było. Potem zaczął nam pomagać lekarz, Jurij Fejdman, znal Szałamowa z kontaktów w literackim kółku Nadieżdy Mandelsztam. Fejdman mógł wysyłać oficjalne zapytania do różnych instytucji medycznych. Po kilku tygodniach Szałamow się znalazł. Znajdował się  w Domu Inwalidów przy ulicy Łacisa. Był chory, cierpiał na chroniczny katar, wymagał stałej opieki, oddała go tutaj Irina Sirotinska.

Potem całą historię, jak się tam znalazł opowiedziała mi Ludmiła Zajwaja. W latach siedemdziesiątych stała na czele słynnego klubu bibliofilów w Domu Książki Technicznej na Prospekcie Lenina. Ta dziwna kobieta sama pisała wiersze i opiekowała się Szałamowem. Sprzątała w jego mieszkaniu i odnosiła bieliznę do pralni. Po jakimś czasie Szałamow zażądał, by wezwała notariusza, powiedział, że muszą uregulować swoje stosunki. Trudno odgadnąć, o co mu chodziło, czy chciał ją do czegoś upoważnić, czy się z nią ożenić. Zajwaja ze zdziwienia i głupoty zatelefonowała do Sirotinskiej. Ta zjawiła się natychmiast. Wkrótce sąsiedzi Szałamowa z tej samej klatki schodowej napisali skargę, iż wspólnie z pisarzem nie da się mieszkać. W ten sposób trafił do Domu dla Inwalidów i Starców.

Szakirow:
Jak zareagowano w Domu dla Inwalidów na Pana wizytę? Łatwo było się tam dostać?

Grigorianc:
Kiedy powiedziałem, że przyjechałem w odwiedziny do Szałamowa, wyszła do mnie dyrektorka. Widać było, że się ucieszyła: "Jak to dobrze, że w końcu ktoś się u niego zjawił. Jest u nas od trzech lat. Ale to trudny pacjent, stale zrywa prześcieradło z materaca, chowa ręczniki, potem obwiązuje sobie nimi szyję. Trudno go karmić, nie potrafi obsłużyć się samodzielnie, drżą mu ręce. Naprawdę nie jest z nim łatwo. Nikt do niego nie przychodzi".

Wersja, iż odwiedzała go tam Sirotinska, to absolutne kłamstwo.

Szakirow:
Jak wyglądał?

Grigorianc:
Poznał mnie. Ucieszył się, ściskał rękę. Mówił jednak niewyraźnie, rozumiałem najwyżej co trzecie zdanie. Wymarzona dłuższa rozmowa okazała się niemożliwa. Z jednej strony odnalazłem i spotkałem żywego Warłama Szałamowa, z drugiej na nagim materacu leżał przede mną całkowicie wyczerpany człowiek. Na szczęście, jego sąsiada w pokoju odwiedzała córka, niekiedy częstowała go choćby jabłkiem. Nie byłem w stanie odwiedzać Warłama Tichonowicza regularnie, zbliżała się pora mojego wyjazdu z Moskwy. Opowiedziałem o pisarzu, znajomemu historykowi sztuki, Saszy Morozowowi. I on zaczął tam chodzić. Dołączyli do niego inni ludzie. Przez cały czas Szałamow coś pomrukiwał, Morozow nauczył się rozumieć jego słowa. Zapisywał je, zorientował się, że to są wiersze, potem doprowadził do publikacji tych najpóźniejszych utworów Szałamowa. Pod poduszką pisarz przechowywał paryskie wydanie swoich "Opowiadań kołymskich", najwyraźniej była to wówczas dla niego rzecz najcenniejsza.


Inteligentne paniusie


Szakirow:
Coś mu groziło?

Grigorianc:
W odróżnieniu ode mnie i Szałamowa, Sasza Morozowa nie miał doświadczenia obozowego. Prosiłem go, by zachował ostrożność. Ale on zaczął przyprowadzać tam znajome moskiewskie "inteligentne" paniusie, któraś Szałamowa karmiła, inna udziergała czapeczkę, opiekowały się nim. Na pierwszy rzut oka, trudno byłoby się do czegoś przyczepić, człowiek potrzebował pomocy, ludzie mu ją okazywali. Jeśli idzie o mnie, mieszkałem wtedy w Borowsku, do Moskwy mogłem jeździć raz w miesiącu, odwiedzałem wtedy krewnych. Kiedy przyszedłem do Szałamowa kolejny raz, spotkałem u niego jakieś nieznane mi panie, potem przyszedł jeszcze ktoś inny. Powiedziałem Saszy, że to niebezpieczne, żeby nie przyprowadzał więcej obcych ludzi. Jeden z odwiedzających miał za sobą odsiadkę w obozie, ale cieszył się kiepską reputacją. Sasza był innego zdania: "niech w ten sposób modlą się o wybaczenie grzechów". Zignorował moje ostrzeżenia. W rezultacie w Domu Starców, u Szałamowa zbierała się regularnie grupa osób o liberalnych poglądach. Wśród nich była para lekarzy. Pisarz chorował, cierpiał na Parkinsona, Sasza miał nadzieję, że mu pomogą.

Szakirow:
Ostrzegał pan kolegę. Co jednak było dla pana źródłem niepokoju? To wciąż były czasy Breżniewa..

Grigorianc:
Na początku lat osiemdziesiątych władzom udało się rozgromić moskiewskie środowiska dysydenckie. Udało im się oczyścić miasto z niepokornych. Warłamow był już człowiekiem znanym, chętnych do odwiedzin i spotkania było wielu. To wtedy francuski Pen Club przyznał mu nagrodę wolności. W rezultacie, w styczniu 1982 roku postanowiono, by Warłama Szałamowa przenieść z Domu Starców (tutaj wolno było wejść każdemu) do Kliniki Psychoneurologicznej.  W niej odwiedziny postronnych były zabronione. Chodziło o to, by Szałamowa odizolować od świata. To wydarzyło się w styczniu. Był byle jak ubrany, pół gołego wepchnięto go do karetki, odwieźli na miejsce. Po drodze go przeziębili. Zaczęło się zapalenie płuc. Te dni spędziła z nim młoda lekarka, córka słynnego tłumacza Wiktora Chinkisa (to on przetłumaczył na rosyjski "Ulissesa" Joyce'a). Ale Szałamowowi nie można już było pomóc. Umarł w tej klinice.

Szakirow:
A gdzie pan się wtedy znajdował?

Grigorianc:
Zatelefonowano do mnie do Borowska, poinformowano o jego śmierci. I o tym, że liturgia żałobna odbędzie się w cerkwi Swiatitiela Nikołaja w Słobodzie Kuznieckiej. Tam po raz pierwszy zobaczyliśmy Irinę Sirotinską. Kiedy trumnę z ciałem pisarza przeniesiono do samochodu usiadła obok, nikt do niej nie podszedł. Samochód był pusty, gdzieś tam w środku siedział jeden tajniak. Byłem łagiernikiem, poproszono mnie więc, bym nad jego trumną powiedział kilka słów. Ale tam był też człowiek, który kierował ceremonią, nie chcę wymieniać jego nazwiska, uważano go wówczas za zasługującego na szacunek liberała. Od niego usłyszałem, iż sam Warłam Tichonowicz prosił, by na jego pogrzebie nikt nie przemawiał. Poczułem coś na kształt zakłopotania, uwierzyłem, dopiero potem zdałem sobie sprawę, iż on nie znał Szałamowa, pisarz nie mógł mu niczego powiedzieć, że ta prośba była zmyślona. Potem czekała na nas długa droga po zaśnieżonym cmentarzu. Zachowały się archiwalne fotografie. W mieszkaniu geologa Natalii Kind odbyły się "pominki", w swoich wspomnieniach sporo o Natalii pisał Sołżenicyn. W 1983 roku znowu mnie aresztowano, skazano na 7 lat kolonii o zaostrzonym reżimie.  To była kara za moją działalność na rzecz obrony praw człowieka. Cztery lata później, już przy Gorbaczowie objęto mnie amnestią.

Szakirow:
Jakie miejsce w literaturze rosyjskiej zajmuje Szałamow?

Grigorianc:
Pod względem siły wyrazu Szałamowa w literaturze rosyjskim można śmiało porównać z Dostojewskim. Obydwaj byli geniuszami, każdy z nich, jak wcześniej Dante, Szekspir i Rabelais, odkrył dla świata wcześniej nie znaną stronę natury  ludzkiej. Proza Szałamowa może okazać się requiem dla pokaleczonego narodu rosyjskiego, pozostała z niego zaledwie niewielka cząstka. Ale może nie trzeba się spieszyć z wnioskami. Miejmy nadzieję, że i Rosja i wielki, silny naród rosyjski wciąż mają przed sobą jakąś przyszłość.



Tłumaczenie: Zygmunt Dzięciolowski


Oryginał ukazał się na portalu svoboda.org




*Warłam Szałamow (1907 - 1982), wybitny poeta i pisarz rosyjski, więzień stalinowskich  łagrów. Jest autorem sławnych na całym świecie "Opowiadań kołymskich".












*Siergiej Grigorianc (ur.1941), dysydent z czasów radzieckich, więzień polityczny, dziennikarz i literaturoznawca. Założyciel fundacji "Głasnost". Jest ostrym krytykiem rządów Władimira Putina.









*Mumin Szakirow (ur. 1959), dziennikarz i reżyser filmowy. Od  1994 jest związany z radiem Swoboda. Autor głośnego filmu dokumentalnego "Holokaust, czy to klej do tapet?"











Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz