piątek, 5 czerwca 2015

Paszport i skalpel: obywatel zostaje w domu



Przedsiębiorca Władimir Melichow od lat działa także w ruchu na rzecz odrodzenia tradycji kozackich. Z jego inicjatywy powstały dwa muzea upamiętniające walkę Kozaków z bolszewikami. Władzom nie podoba się ani jego działalność biznesowa, ani jego aktywność społeczna. Tym razem postanowiono mu uniemożliwić wyjazd za granicę. O tym jaką wybrano metodę, Melichow opowiedział we wpisie na swoim blogu, opublikowanym na portalu radiostacji "Echo Moskwy". Skrępowani gorsetem przepisów funkcjonariusze rosyjskich resortów siłowych nie rzadko posługują się niestandardowymi metodami, podrzucając swoim ofiarom narkotyki, broń, wycinając strony z dokumentów podróży…


  

Autor: Władimir Melichow



 


 
 

Zgodnie z obowiązującymi przepisami obywatela Federacji Rosyjskiej można pozbawić prawa 
do wyjazdu za granicę tylko na podstawie prawomocnego wyroku sądu. 




Dziś rano powinienem był wylecieć do Monachium, tam mieli na mnie czekać Kozacy z Hanoweru. Wspólnie wybieraliśmy się do Lienz w Austrii, na poświęcenie kaplicy wzniesionej na znajdującym się tu cmentarzu kozackim.  W tym właśnie miejscu, 1 lipca 1945 r. władze brytyjskie przekazały liczną grupę Kozaków przedstawicielom reżimu Stalina - Kozaków czekała zguba.

Na lotnisku Domodiedowo przeszedłem odprawę biletową, oddałem bagaż, wyruszyłem w kierunku stanowisk kontroli paszportowej. Przez okienko przekazałem siedzącemu w budce funkcjonariuszowi paszport i bilet lotniczy. Oto jak potoczyły się wydarzenia…

Najpierw funkcjonariusz obejrzał mój paszport, potem zweryfikował na komputerze moją tożsamość. Nagle dostrzegam jego rozbiegane oczy. Patrzy to na paszport, to na bilet, to na mnie.


Dzwonek telefonu


Po kilku sekundach dzwonek telefonu. Podnosi słuchawkę, słucha w milczeniu przez 5 minut. Do stanowiska podchodzą dwie osoby. Jedna z nich w mundurze Służby Granicznej, druga po cywilnemu. Ani do mnie, ani do funkcjonariusza siedzącego w budce nie odzywają się słowem.  Odbierają mu tylko mój paszport z biletem i odchodzą.

Rzecz jasna funkcjonariuszowi  zadaję pytanie: "O co chodzi?  jakieś problemy? Nie mogę wyjechać za granicę?" Funkcjonariusz uśmiecha się szeroko:  "nie skąd, nie ma żadnego zakazu, pana paszport poddany jest planowej kontroli".

Pytam, tak na wszelki wypadek, o to jak długo trwają zazwyczaj tego rodzaju planowe kontrole. Jeżdżę za granicę od 20 lat, jeszcze ani razu z podobną procedurą się nie zetknąłem. Ale opowiadali mi o nich przyjaciele i znajomi.

- Jakieś pięć minut - odpowiada funkcjonariusz. Czekamy. Ja stoję przed okienkiem, on siedzi w budce.

Upłynęło pół godziny. Już rozumiem, że coś się święci. Kontrola dokumentu paszportowego nie może trwać 30 minut. To oznacza, iż dotarła odpowiednia instrukcja, by nie wypuścić mnie z kraju..

Istnieje tylko jeden legalny sposób, by uniemożliwić obywatelowi wyjazd z kraju: prawomocny wyrok sądu. Ale takiego nie ma. Więc przychodzi mi do głowy, iż przez ten czas, oni zastanawiają się do czego się przyczepić. Być może sprawdzają nadaną na bagaż walizkę, szukają w niej przedmiotów niedozwolonych…  Wymyślą niezapłacony prze mnie mandat?

Stoję, czekam. Minęła godzina. Do głowy przychodzi mi inna myśl, na pewno trzymają mój paszport tak długo, żebym spóźnił się na samolot.

Po kilku minutach przychodzi oficer Służby Granicznej. Proponuje, byśmy razem udali się do ich pomieszczenia służbowego. Idziemy.


Paszport bez jednej kartki


W pomieszczeniu znajduje się jeszcze jeden oficer, trzyma w rękach mój paszport. Zbliża się do mnie i mówi: Władimirze Pietrowiczu, jak to możliwe, dlaczego w pana paszporcie brakuje jednej kartki? Wyciąga w moim kierunku rękę z paszportem. Już widzę: starannie, zapewne przy pomocy skalpela, albo żyletki, rzeczywiście wycięto jedną z pustych stron.

Z tym dokumentem latam od 2010 roku. Wszystkie kartki zawsze znajdowały się na miejscu. Były także na swoim miejscu dzisiaj, gdy oddawałem go w punkcie kontroli granicznej. To też powiedziałem oficerowi. Uśmiechnął się obłudnie, powtórzył swoją śpiewkę: "niestety, sam pan widzi, brakuje jednej strony."


To było oczywiste. Trzymali paszport przez godzinę. Wpadł im do głowy jeden pomysł, wyciąć z niego z niego stronicę. Dzięki temu mogą stwierdzić, iż dokument nie nadaje się do podróży zagranicznych. W ten sposób zatrzymają mnie na miejscu. Tak się też stało. Oddali mi paszport i powiedzieli: "niestety z takim dokumentem pana wyjazd z kraju jest niemożliwy".

Przez cały czas patrzałem mu w oczy. Uderzył mnie ich cyniczny, pozbawiony sumienia wyraz.

Co mogłem na to odpowiedzieć? przecież zdawałem sobie sprawę, iż nie mam żadnego wpływu na tę sytuację…

W podobnej sytuacji wszyscy zapewne zareagowalibyśmy tak samo: "nie wstyd wam tego, co zrobiliście?"


Zaraz wręczymy ci dokument


W milczeniu upewnili się, że oddali mi paszport. Oświadczyli, iż sprawę uważają za zamkniętą. Ze swej strony zażądałem od nich dokumentu na piśmie objaśniającego przyczyny, tego co się stało: najpierw bezpodstawnie zabrali mi paszport, potem zniszczyli go i pod tym pretekstem uniemożliwili mi wyjazd.

Nagle widzę, jak zmienia się wyraz twarzy oficera, który zwrócił paszport. Słyszę jak syczy pod moim adresem: "zaraz wręczymy ci dokument".  Odebrał mi paszport i wyszedł. Siedzę i czekam. Wspólnie ze mną, tym samym rejsem powinien był wylecieć Michaił Lwowicz Ordowski. Poprzedniego dnia dotarł do Moskwy z Petersburga.  Miałem ze sobą szereg dokumentów i albumów z fotografiami, wiozłem  je dla ludzi w Lienz. Zatelefonowałem do Michaiła i poprosiłem, (o ile nie przeszedł jeszcze kontroli granicznej), by podszedł do pomieszczenia służbowego pograniczników i odebrał ode mnie i dokumenty i zdjęcia. W skrócie wytłumaczyłem mu, dlaczego zwracam się do niego z podobną prośbą. Zatelefonowałem w porę, Michaił właśnie przechodził kontrolę paszportową. Spotkaliśmy się po kilku minutach, przekazałem mu wiezione przeze mnie materiały.

Już po kilku sekundach zbliżyli się do nas funkcjonariusze Służby Granicznej. Posypały się pytania. Na jakiej podstawie Michaił do mnie przyszedł? Co znajduje się w przekazywanych mu przeze mnie materiałach? Kiedy to tłumaczyłem, Michaił spakował  je do torby, na szczęście jego nie zatrzymano.




Wśród przekazanych władzom radzieckich w Lienz Kozaków, prawie połowę stanowili starsi, kobiety i dzieci. Z inicjatywy środowisk kozackich w Rosji i za granicą na miejscowym cmentarzu kozackim zbudowano kaplicę. 



Ale to nie koniec. Za jakiś czas Michaił Lwowicz zatelefonował. Zatrzymano go w autobusie transportującym pasażerów do autobusu. Najwyraźniej wydano im ostrzejsze rozkazy, należy wszystko starannie skontrolować.

Ja zaś wciąż czekałem na oficjalne pismo Służby Granicznej. Upłynęło 30 minut. Teraz wyszedł do mnie kolejny oficer. Z oficjalnym i uroczystym wyrazem twarzy zaczął czytać postanowienie dotyczące popełnionego przeze mnie naruszenia prawa. Usłyszałem, iż najpierw uszkodziłem swój paszport, potem zaś z uszkodzonym paszportem próbowałem przekroczyć granicę państwową. Za podobne wykroczenie zostałem ukarany mandatem w wysokości 2 tysięcy rubli.

Po przeczytaniu swojego dokumentu zapytano mnie złośliwie, czy nie mam jakichś pretensji. Powiedziałem spokojnie, że mam. Zacząłem wpisywać je do protokołu: "podczas kontroli paszportowej nieznany mi funkcjonariusz razem z biletem odebrał mi paszport. Przez godzinę nie widziałem, co się dzieje z moimi dokumentami,  nie wiedziałem dokąd je wyniesiono. Kiedy zwrócono mi paszport, okazało się, iż wycięto z niego jedną kartkę. Oznacza to, iż mój paszport został zniszczony, przez funkcjonariuszy, którzy odebrali mi go w punkcie kontroli granicznej".

Dopisałem swoje uwagi. Podpisałem protokół. Czekała na to funkcjonariuszka Służby Granicznej. Teraz ona zabrała  paszport, wytłumaczono mi, że poszła robić kopię, chociaż inna kopiarka znajdowała się obok.


Sprawdzona metoda


Kopię robiono przez kolejnych 30 minut. Samolot już dawno odleciał. W końcu oddano mi dokumenty. Pokazano mi drogę powrotu do głównej sali lotniska.

Na tym historia się skończyła.

Paszport jest uszkodzony i należy go wymienić. Przepadły bilety na samolot. Rzecz jasna, nie mam najmniejszej szansy, by trafić do Lienz na poświęcenie kaplicy. Mam za to mandat w wysokości 2 tysięcy rubli, za to, iż rzekomo wyciąłem w paszporcie jedną stronę, a potem z uszkodzonym dokumentem usiłowałem polecieć za granicę (jeszcze, kiedy znajdowałem się na posterunku Służby Granicznej, telefonowałem do adwokatów, by poradzili mi, jak mam postąpić w tym wypadku. Maria Siernowiec broniła mnie jeszcze przed fałszywymi zarzutami w  2008 roku.  Jak się okazało, tego rodzaju przypadki nie były jej obce, nawet napisała na ten temat artykuł: https://openrussia.org/post/view/280/ .


Zacząłem szukać w Internecie. Znalazłem. Takich przypadków było więcej. To stosunkowo nieźle wypróbowana metoda. Taka historia przydarzyła się Rodionowi Suljandzigie, dyrektorowi Ośrodka  Wsparcia dla Małych Narodów Północy, który wybrał się na zorganizowaną przez ONZ światową konferencję poświęconą problemom narodów tubylczych. Jemu także zabrano paszport, a kiedy go zwrócono, okazało się, że brakuje w nim wyciętej strony (http://www.bbc.co.uk/russian/international/2014/09/140922_un_indigenous_russia_conference)

W moim życiu, w minionych latach zdarzyło się wiele. Nieuzasadnione aresztowania, wielomiesięczny pobyt w więzieniu (8 miesięcy) pod nieuzasadnionymi zarzutami, wyssane z palca oskarżenia o działalność ekstremistyczną. Później wzywano mnie na nie kończące się rozprawy sądowe. Nie tylko z mozołem broniłem swoich racji, ale domagałem się także ukarania prokuratury za jej samowolne działania.

Dusiłem się w atmosferze całkowitego bezprawia i bezkarności, a jednak tak czy inaczej walczyłem z nimi, potrafiłem bronić swoich racji, posługiwałem argumentami opartymi o prawo.

Jednak wydarzenie z Domodiedowo ma całkowicie inny charakter. To nie zwykle bezprawie, a PRAWDZIWY, WULGARNY BANDYTYZM.




W paszporcie Władimira Melichowa wycięto kartkę o numerze 37/38


Nawet wówczas, gdy państwo naciąga prawo, czy toleruje bezprawie, stara się jednak, by odbywało się to w mniej lub bardziej dopuszczalnej formie. Tutaj jednak wszystko odbyło się inaczej, wyszli z lasu i u przechodnia zabrali wszystko, co chcieli. A potem z powrotem do lasu.

Ten kraj nie jest już mój ! Co mam powiedzieć o tym, co mi się przydarzyło. Czuję oburzenie, gorycz, wściekłość?  Na pewno nie!

Tak, czy inaczej kaplicę zbudowano,  1go czerwca ja poświęcono.  To nieprzyjemne, że nie mogłem tam być, spotkać się z wieloma ludźmi, czekaliśmy na to spotkanie, ale jeśli Bóg pozwoli, jeszcze się kiedyś zobaczymy.

Zdarzyło się coś innego.  Wcześniej, na wszystkich zakrętach, tak w życiu osobistym, jak i naszym wspólnym, ten kraj uważałem za swój, nasz. Krytykowałem go za wiele, widziałem, że choruje, ale bez względu na to, jak układało się życie, uważałem, że jest nasz.

Teraz ten kraj przestał być mój. Już nie może być moim i nie tylko dlatego, iż tak wiele dzieje się w nim rzeczy niedopuszczalnych. Wałczyłem z tymi zjawiskami, przeciwstawiałem się im.

Ten kraj nie jest już mój, dlatego iż już go nie ma, że nie istnieje w przyrodzie. Narodziła się fikcja nazywana państwem, pozbawiona jednak istotnych instytucji państwowych, nie oparta na prawie, nie uregulowana żadnymi przepisami. Mamy mafię, która robi co zechce.

Ta mafia ma swoje wspólne fundusze. Dzięki nim ma za co żyć. Ma swoich nadzorców. Jeśli ktoś nie ma zamiaru podporządkować się ich despotyzmowi, mogą go ukarać po bandycku. Wytną z paszportu stronicę, osadzą człowieka za kratami, albo pozbawią go życia.

Kiedy wróciłem z lotniska do domu nadeszła wiadomość z Rostowa nad Donem. Gdzieś zaginęło dwóch ludzi. stali na czele grupy Kozaków także wybierających się na uroczystości w Lienz. Jednego szukano przez pół dnia,  znaleziono go w komisariacie milicji. Oskarżono go o zabójstwo. Drugiego szukano do wieczora, znaleziono go przed niespełna godziną, także znajdował się w rejonowym komisariacie milicji.

Co to za kraj? Co to za państwo?

Państwa nie ma.

A pustka nie może tak pozostawać bez kontroli….



Tłumaczenie: ZDZ



Oryginał został opublikowany na portalu radiostacji "Echo Moskwy":






 *Władimir Melichow, (ur. 1956) przedsiębiorca, działacz społeczny. Jest aktywnym uczestnikiem ruchu na rzecz odrodzenia społeczności kozackiej i jego antybolszewickich, imperialnych tradycji.  Z jego inicjatywy w Podolsku (pod Moskwą) i w Stanicy Jenaskiej powstały muzea poświęcone walce Kozaków z bolszewizmem. Aresztowany przed kilkoma laty pod rzekomymi zarzutami natury gospodarczej. 












Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com
























6 komentarzy:

  1. Dzięki za przetłumaczenie. "Z tym dokumentem latam od 1910 roku." - chyba powinno być "od 2010". Nurtuje mnie też ta "strona". Czy nie powinno być "kartka"?

    OdpowiedzUsuń
  2. Przepraszamy za błędy. One się zdarzają. Pracujemy w pośpiechu. Nie mamy korekty. Dodatkowa para oczu zawsze się przydaje. Nawet po opublikowaniu wracamy do naszych tekstów, by usunąć usterki. W druku byłoby to niemożliwe. Pozdrawiamy !

    OdpowiedzUsuń
  3. mniejsza o tłumaczenie, wiemy o co chodzi, normalnym ludziom w Rosji życzę, aby się nie poddawali- kropla drąży skałę.....

    OdpowiedzUsuń
  4. „Fajnie” napisane - tak strasznie autor próbuję zapomnieć ze ta "walka z bolszewikami" to była ramie w ramie z hitlerowcami często jako SS ... I tu właśnie jest cały powód na reakcje państwa rosyjskiego. Dla tych ukraińskich oddziałów UPA walczących w SS Galizien i reszcie w większości się udało... Polski General Anders wyciągnął ich z tej zsyłki (jako polskich obywatelów !!!) i wysłał do Kanady i GB niestety. To byli ci którzy uczestniczyli w rzezi wołyńskiej i pacyfikacji Warszawy... Dlatego Ukraina jest teraz jaka jest i ma nowych bohaterów narodowych Bandere i Szuchewicza

    W 1944 roku, generał Krasnov i inni przywódców kozaccy przekonał Hitlera, aby umożliwić wojskom kozackim, a także cywilom i nieliniowym Kozakom, aby na stałe osiedlić się w słabo osiedlonej Carnia, w Alpach. Kozacy przenieśli tam garnizony i swoja populacje cywilna, eksmitując ich mieszkańców. Było to kilka stanic i urzędów, ich administracja, kościoły, szkoły i jednostki wojskowe. Tam walczyły one z partyzantka i prześladowali miejscowa ludności, popełniając liczne zbrodnie.

    Kiedy alianci postępuje od centrum Włoch do włoskich Alpach, włoskich partyzantów pod dowództwem generała Contini kazali Kozakom opuścić Carnia i iść do Austrii. Tam, w pobliżu Lienz, armia brytyjska internowała Kozaków w obozie dla internowanych. Przez kilka dni, brytyjska armia karmiła ich. Tymczasem jednostki Armii Czerwonej zbliżyły się w ciągu kilku mil na wschód, szybko postępując do spotkania aliantów. W dniu 28 maja 1945 roku Brytyjczycy przetransportowali 2046 generałów i oficerów kozackich - w tym generałów kawalerii Piotr Krasnov i Andrei Shkuro - do poblisko stacjonującej Armii Czerwonej i poddała ich do dowódcy Armii Czerwonej, który nakazał ich sądzić za zdradę. Wielu kozackich przywódców nigdy nie było obywatelami ZSRR, po rewolucji w Rosji uciekając w 1920 roku, [potrzebne źródło], a więc wierzyli, że nie mogą być winni zdrady. Niektóre wyroki były wykonywane natychmiast. Wysocy rangą oficerowie byli sądzeni w Moskwie, a następnie straceni. W dniu 17 stycznia 1947 roku Krasnova i Shkuro powieszono na placu publicznym. General Helmuth von Pannwitz, który walnie przyczynił się do powstawania i kierownictwem Kozaków pobranych z hitlerowskich obozów jenieckich do walki z ZSRR, postanowił podzielić los repatriacji Kozaków. Został stracony za zbrodnie wojenne wraz z pięcioma generałami i atamanami kozackimi w Moskwie w 1947 roku [edytuj]

    W dniu 1 czerwca 1945 roku Brytyjczycy przekazali 32000 Kozaków (z kobietami i dziećmi) do Armii Czerwonej w celu repatriacji do ZSRR; [potrzebne źródło], podobnie postąpiono w amerykańskiej strefie okupacyjnej. Większość Kozaków wysłano do łagrów na dalekiej północy Rosji i na Syberii, wielu tam umarło; niektórzy jednak uciekli, a inni doczekali amnestii Nikity Chruszczowa w trakcie jego polityki destalinizacji (patrz poniżej). W sumie około dwóch milionów ludzi repatriacji do ZSRR pod koniec II wojny światowej. [10]. to jest cytat z English Wikipedia

    OdpowiedzUsuń
  5. Wojtek Matulewicz7 czerwca 2015 09:57

    Do "Anonimowy" z przydługaśnym "historycznym" wpisem :
    "I tu właśnie jest cały powód na reakcje państwa rosyjskiego"
    I tu właśnie jest dowód, że "państwo rosyjskie" de facto nie istnieje. Państwo jako takie powinno przede wszystkim postępować zgodnie z prawem. Bo to państwo jest tego prawa twórcą i gwarantem. Twój wpis klasyfikuje ciebie jako typowego " ruskiego trolla" który pseudohistorycznym bełkotem (w którym fakty pomieszane są z kłamstwami, przekręceniami i insynuacjami) próbuje usprawiedliwić BEZPRAWNE działania obecnych władz rosyjskich.
    Artykuł jest o tym jak obecnie działają władze w Rosji : szykany, oszustwa i łamanie prawa przez funkcjonariuszy "państwowych". Wpis nie jest o samych kozakach (którzy też mają swoje "za uszami"- ale to nie temat tego artykułu).

    OdpowiedzUsuń
  6. Widać że chłopcy są fanami "Misia"

    OdpowiedzUsuń