czwartek, 21 lipca 2016

Śmierć Pawła Szeremeta. Wersje…



Przeprowadzony w Kijowie zamach na popularnego dziennikarze Pawła Szeremeta odbił się szerokim echem nie tylko na Ukrainie. Wywołał on także szok w rosyjskim środowisku demokratycznym. Niezależne media pełne były wspomnień o zamordowanym dziennikarzu. Przypomniano, iż bliska przyjaźń łączyła go z pozbawionym życia w podobny sposób opozycyjnym politykiem, Borysem Niemcowem. Ilja Jaszyn znal dobrze obydwu, Niemcowa i Szeremeta. Jego zdaniem, przede wszystkim rosyjskie służby specjalne miały oczywisty motyw, by Szeremeta pozbawić życia. Przeprowadzony w centrum Kijowa spektakularny zamach daje im szansę na destabilizację sytuacji politycznej na Ukrainie. Reżim Putina wciąż prowadzi wymierzoną w ten kraj zimną wojnę.


Autor: Ilja Jaszyn



Zamachu na popularnego dziennikarza Pawła Szeremeta dokonano w samym centrum Kijowa. 



Ukraińskie organy śledcze poinformowały, iż sformułowano kilka wersji odnoszących się do zabójstwa dziennikarza Pawła Szeremeta w Kijowie. Większość z nich nie wytrzymuje krytyki, z pewnością już w najbliższym czasie przyjdzie z nich zrezygnować.

Pierwszy przykład. Śledczy zakładają, iż Paweł mógł rozgniewać któregoś z wpływowych dygnitarzy, lub oligarchów. To oni mieliby zorganizować zabójstwo, by zapobiec publikacji nie znanych jeszcze kompromitujących ich materiałów.

Szeremet nie zajmował się dziennikarstwem śledczym

Jednak Szeremet nie zajmował się dziennikarstwem śledczym. Jego specjalnością była publicystyka, analityka, wywiady, reportaże. Nawet jeśli założyć, że w jakiś sposób zdobył kompromitujące kogoś materiały, to zabójstwo niespecjalnie mogło zablokować ich publikację. Szeremet musiałby o tego rodzaju materiałach uprzedzić swoich kolegów, czy choćby swoją partnerkę życiową, szefową portalu "Ukraińska Prawda" dziennikarkę Alonę Pritułę.

Jeszcze jedna wersja związana jest z samą Pritułą, to w prowadzonym przez nią portalu "Ukraińska Prawda" Paweł był  zatrudniony. Śledczy dopuszczają możliwość, iż głównym celem zabójców była Prituła, zaś Paweł, który siedział za kierownicą jej samochodu zginął omyłkowo.

Ona sama jednak oświadczyła, iż przemieszczając się po mieście, Szeremet prawie zawsze korzystał z jej samochodu. Mordercy, organizując tego rodzaju zamach,  zazwyczaj zawczasu obserwują potencjalną ofiarę, musieli więc być zorientowani, kto znajduje się za kierownicą. W dodatku, prokuratura poinformowała, iż podłożony w samochodzie ładunek wybuchowy został odpalony zdalnie. Mordercy musieli więc widzieć dokładnie, iż kierowcą był Szeremet, co oznacza, iż zamierzali rozprawić się właśnie z nim.

Białoruski ślad?

Zapewnie śledczy spróbują także sprawdzić, czy z tym zabójstwem nie są powiązane białoruskie służby specjalne. Szeremet urodził się na Białorusi i przez wiele lat był konsekwentnym krytykiem reżimu Aleksandra Łukaszenki. Szeremeta wydalono z kraju i pozbawiono białoruskiego obywatelstwa. Mimo to, w dalszym ciągu kierował jednym  z najbardziej popularnych portali opozycji, w nim publikowano codziennie wiadomości ignorowane przez oficjalną propagandę.

A jednak Łukaszenka jest człowiekiem racjonalnym, w obecnej sytuacji trudno przypuszczać, by skandal tego rodzaju był mu na rękę. Szeremet rozdrażniał prezydenta Białorusi, jednak nie był w stanie wyrządzić jego władzy większej szkody. W dodatku, dziś, Łukaszence w pewnym stopniu udało się uregulować stosunki z Zachodem, sankcje w odniesieniu do jego kraju zostały zniesione. Sam Batka czuje się dobrze w roli budowniczego pokoju, przyjmował w Mińsku przywódców innych państw prowadzących rozmowy na temat pokojowego uregulowania konfliktu w Donbasie. Jeśli w zabójstwie Szeremeta znaleziono by ślad wiodący ku białoruskim służbom specjalnym, mogłoby to doprowadzić do ponownej izolacji reżimu Łukaszenki. Doświadczony dyktator nie będzie podejmował takiego ryzyka.

Rosyjskie służby specjalne

I na koniec główna wersja - zamach na Szeremeta zorganizowały rosyjskie służby specjalne. Moim zdaniem, to ona jest najbardziej prawdopodobna, jej weryfikacja wymaga od śledczych szczególnego wysiłku i uwagi.

Po pierwsze, zamachowcy okazali się profesjonalistami. Sprawnie podłożyli ładunek wybuchowy. Eksplozje przeprowadzono w taki sposób, by Szeremet nie miał najmniejszej szansy na przeżycie. Z drugiej strony, uniknięto ofiar ze strony osób postronnych. Techniczna realizacja zamachu w sposób oczywisty świadczy o kwalifikacjach wykonawców, wskazuje na charakter pisma typowy dla służb specjalnych.

Po drugie, ewentualni rosyjscy zleceniodawcy mieli oczywisty motyw. Bądźmy konkretni, mówmy wprost: reżim Putina kontynuuje swoją zimną wojnę wymierzoną w Ukrainę. Rozprawa ze znanym dziennikarzem, w samym centrum Kijowa, destabilizuje sytuację polityczną w kraju, nanosi wielka szkodę dla reputacji jego władz. Warto zwrócić uwagę, jak starannie propaganda kremlowska podejmuje temat warunków w jakich działa obecnie  ukraińska prasa - według rosyjskich propagandystów administracja Poroszenki nie jest w stanie zapewnić jej bezpieczeństwa. Z całą pewnością, także opozycja na Ukrainie obarczy za to odpowiedzialnością prezydenta Poroszenkę ( i nie bez podstaw).

Po trzecie, zabójstwo Szeremeta jest jednoznacznym sygnałem wysłanym w kierunku tych obywateli rosyjskich, którzy wyemigrowali na Ukrainę i nie zrezygnowali z krytyki reżimu Putina. Może się im wydawać, iż znajdując się na terytorium innego państwa są bezpieczni. Dla wszystkich emigrantów politycznych śmierć Szeremeta oznacza w sposób oczywisty, iż w rzeczywistości ich bezpieczeństwo jest iluzją. Teraz musiało do nich dotrzeć: krytyków Putina można pozbawić życia nie tylko naprzeciw Kremla, ale i w centrum Kijowa.

Stosunkowo często spotykaliśmy się z Szeremetem. Po śmierci Borysa Niemcowa, rozmawiając z Pawłem, zastanawiałem się, czy nie należało w swoim czasie przekonać Borysa, iż powinien przenieść się na Ukrainę. Może to uratowałoby mu życie.

Szeremet wówczas już stosunkowo długo mieszkał w stolicy Ukrainy. Uśmiechnął się wtedy ze smutkiem i powiedział:

- Jeśli myślisz, że służby specjalne Putima, nie mogą tu dostać kogo zechcą, to się mylisz. Agenci FSB w Kijowie czują się jak w domu.


Tłumaczenie: Zygmunt Dzięciołowski

Oryginał ukazał się na Facebooku opozycyjnego polityka Ilji Jaszyna:

https://www.facebook.com/yashin.ilya/posts/1081234435263534




*Ilja Jaszyn (ur. 1983), rosyjski polityk opozycyjny orientacji demokratycznej. Zaczynał działalność w młodzieżówce liberalnej partii "Jabłoko". Obecnie jest wiceprzewodniczącym opozycyjnej partii PARNAS. Brał udział w licznych akcjach, ulicznych, demonstracjach. Jest autorem tekstów publicystycznych publikowanych w mediach opozycyjnych. Wielokrotnie zatrzymywany przez policję. 









Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com





Projekt "Media-w-Rosji" ma na celu umożliwienie czytelnikowi w Polsce bezpośredniego kontaktu z rosyjską publicystyką niezależną, wolną od cenzury. Publikujemy teksty najciekawszych autorów, tłumaczymy materiały najlepiej ilustrujące ważne problemy współczesnej Rosji. Projekt "Media-w-Rosji" nie ma charakteru komercyjnego



sobota, 9 lipca 2016

Gdzie znajduje się Łotwa?



Warszawski szczyt NATO w wielkim napięciu obserwowano w Moskwie. W pro kremlowskich mediach, jak zwykle można było usłyszeć o amerykańskich ambicjach, by narzucić światu swoje rządy. Nawet autor pieriestrojki, Michaił Gorbaczow ostrzegł przed prowadzonymi przez Zachód przygotowaniami do wojny. Publicysta moskiewskiej radiostacji "Echo Moskwy" Anton Oriech wypowiada się w nieco sarkastycznym tonie. Rosja jest nieprzewidywalna, to co zrobi zależy od jednego człowieka. Cztery bataliony stacjonujące w Europie Wschodniej nie będą miały żadnego znaczenia. I jeśli wybuchnie prawdziwy konflikt rozstrzygną go rakiety strategiczne z głowicami jądrowymi.




  Autor: Anton Oriech 










Nic nie mogę na to poradzić, za każdym razem, kiedy słyszę o kolejnym szczycie NATO, NATO i UE, Rosji i NATO, i tak dalej, w dowolnej kolejności, zaczyna mnie mdlić. Całe to kolędowanie nie ma najmniejszego sensu. Wszyscy ci generałowie w cywilnych garniturach,  biurokraci z całego świata spotykają się po to, by przez kilka dni sobie pogadać, zagwarantować miejscowym hotelom pełne obłożenie (przyjeżdżają przecież ze swoją świtą) i na koniec objeść się kanapkami z łososiem. NATO to ogromna i mało zwrotna organizacja. Unia Europejska jest tak samo ogromna i nieruchawa. W NATO wszystko zależy od decyzji podejmowanych przez Stany Zjednoczone. Bez nich wszystko to, co dotyczy kwestii wojskowych nie ma żadnego sensu. W Unii Europejskiej o wszystkim decydują Niemcy, bez ich pieniędzy, także w tym wypadku, gadanie o czymkolwiek traci sens.


Duże państwa, małe państwa


Istnieją potężne państwa, istnieją także słabe państewka wiszące na szyi tych pierwszych. Wielcy krzyczą o globalnym bezpieczeństwie, więc teraz muszą te małe taszczyć na swym garbie. Naprzeciw nich wszystkich - Rosja. Ten kraj ma masę wad, jego gospodarka jest zacofana, brakuje mu wyobraźni. Rosja nie ma sojuszników. Ale to jest także jej plusem. Rosja może podejmować działania szybko, gwałtownie, nie musi się nikogo radzić, oprócz Władimira Władimirowicza. Rosja może nie przestrzegać reguł gry, podczas gdy w NATO obowiązują liczne ograniczenia i procedury. W rezultacie, gdy Rosja ruszyła na wojnę z Gruzją, NATO po prostu przyjęło to do wiadomości. Gruzja wprawdzie nie jest członkiem NATO, ale ta organizacja wzięła na siebie obowiązki dotyczące globalnego bezpieczeństwa. A jednak Gruzja utraciła część swojego terytorium, za to Rosja rozszerzyła się o dwa regiony, które przeszły pod jej kontrolę. Rosja przeprowadza błyskawiczną operację mającą na celu przyłączenie Krymu, ale NATO nic z tym nie może zrobić.

Unia Europejska, choć przedłuża wszelkiego rodzaju sankcje, coraz bardziej ogarnięta jest przez różnego rodzaju wątpliwości. NATO i Unia Europejska podejmują właśnie decyzje o najbardziej znaczącym zwiększeniu swego bezpieczeństwa od czasów Zimnej Wojny, zwiększają swój potencjał obronny, by móc przeciwstawić się wojnom hybrydowym, różnym innym zagrożeniom. I co z tego? Proszę bardzo, w Donbasie od dwóch lat toczy się wojna hybrydowa, jak możecie teoretycznie się temu przeciwstawić? Wystarczą cztery bataliony desantowe w Polsce? Wyobraźmy sobie, iż Rosja zechce odebrać utraconą Kłajpedę, albo Narwę, albo część Łotwy, by wziąć pod ochronę doprowadzonych do ostateczności zwolenników federalizacji…. NATO ruszy na wojnę? Za Narwę i Kłajpedę? Gotowe będzie do rozpętania Trzeciej Wojny światowej z powodu Łotwy?


Rakiety z głowicami


Niczego nie rozpętają. Przede wszystkim dlatego, iż większość ich mieszkańców nawet nie ma pojęcia, gdzie znajduje się ta Łotwa. To wyczerpuje temat. Ważniejsza będzie skala naszego awanturnictwa, i do jakiego stopnia ulegniemy sile fantazji. A jeśli wojna zacznie się naprawdę, to o jej rezultatach zadecydują nie jakieś bataliony, a rakiety balistyczne z głowicami nuklearnymi. Wówczas nie będziemy nawet pamiętać o deklaracjach i szczytach.

Tłum.: ZDZ

Oryginał ukazał się na portalu radia "Echo Moskwy":



*Anton Oriech, moskiewski publicysta o liberalnej orientacji. Regularny autor  radiostacji "Echo Moskwy". 








Inne felietony Antona Oriecha na blogu "Media-w-Rosji":


Jak wygrać krymskie referendum? Po dwa czołgi w lokalu wyborczym.


Powrotu Krymu do Rosji pragnie nie tylko Władimir Putin i najbliższa mu elita władzy. Większość społeczeństwa czeka nań z zachwytem. Czy jednak zdaje sobie sprawę z dalekosiężnych konsekwencji awantury o Krym?



Wojna o Krym, czyli jak zniszczyć Rosję….


Rozpalając pożar na swojej granicy i wspierając krymskich separatystów, Rosja wstąpiła na pole minowe. Wojna z Ukrainą nie będzie przypominać wojny z Gruzją. Próba odzyskania starych rosyjskich terytoriów może się dziś skończyć tylko rozpadem samej Rosji.







Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com



Projekt "Media-w-Rosji" ma na celu umożliwienie czytelnikowi w Polsce bezpośredniego kontaktu z rosyjską publicystyką niezależną, wolną od cenzury. Publikujemy teksty najciekawszych autorów, tłumaczymy materiały najlepiej ilustrujące ważne problemy współczesnej Rosji. Projekt "Media-w-Rosji" nie ma charakteru komercyjnego. 


poniedziałek, 27 czerwca 2016

Wybór Rosji: Zachód, czy Eurazja?



W tym roku we wrześniu odbędą się w Rosji wybory parlamentarne, w 2018 roku Rosja będzie wybierała prezydenta. Choć ich wyniki wydają się łatwe do przewidzenia rosyjscy politycy, ekonomiści i publicyści są świadomi wielkich wyzwań stojących przed krajem. Największą troskę budzi gospodarka. Proponowane są różne rozwiązania. Program liberalny forsuje były minister finansów Aleksiej Kudrin, doradca Putina Siergiej Głaziew jest zwolennikiem umocnienia roli państwa. W wywiadzie dla jedynej w Rosji niezależnej stacji telewizyjnej "TV DOŻD", Igor Jurgens, ceniony ekonomista orientacji liberalnej, wyjaśnia co myśli o rywalizacji obu wpływowych ekonomistów i ostrzega, iż rezygnacja z reform popchnie Rosję w kierunku Eurazji, przekształci ten wielki kraj w peryferie Chin.






Z Igorem Jurgensem rozmawia Lew Parchomienko





W wywiadzie udzielonym stacji TV "DOŻD'" prezydent Rosyjskiego Związku Firm Ubezpieczeniowych Igor Jurgens opowiedział, co czeka rosyjską gospodarkę, jeśli nie zostaną przeprowadzone reformy, jak przebiega poszukiwanie odpowiedniego modelu rozwoju, a także wytłumaczył jakie niebezpieczeństwo przedstawia "skostnienie" góry i dlaczego przed upływem 2018 roku Rosja będzie musiała dokonać wyboru między Zachodem, a Eurazją.





Dla znanego ekonomisty Igora Jurgensa alternatywa dla Rosji jest oczywista, albo dołączy do Zachodu, albo stanie się częścią Eurazji. 





Lew Parchomienko:
Na początku chciałbym pana spytać, jak ogólnie przedstawia się obecnie w naszym kraju sytuacja gospodarcza. Do pewnego stopnia można odnieść wrażenie, iż wszystko wraca do normy. Po swym ostatnim zebraniu Bank Centralny oświadczył, iż już w tym roku, najpóźniej w drugiej połowie, spodziewa się wzrostu gospodarczego. Rubel udało się ustabilizować, poziom cen ropy naftowej jest całkiem przyzwoity, spotykamy się coraz częściej z tego rodzaju uspokajającą retoryką. Czy popełniamy błąd, poddając się podobnym nastrojom, czy też rzeczywiście wszystko jakoś się układa, samo z siebie?


Retoryka, a rzeczywistość

Igor Jurgens:
Tutaj, na terenie gdzie odbywa się forum, sytuacja wygląda świetnie. Proszę się rozejrzeć dookoła i zobaczy pan nowy wspaniały budynek, wszystko w nim działa bez zarzutu. W porównaniu z naszym forum, Davos może się wstydzić. Z tego punktu widzenia, trudno zaprzeczyć, odczuwamy nastrój ożywienia. Ale fakty wzięte z rzeczywistości dowodzą czegoś zupełnie innego. Bank Centralny, trzeba go za to pochwalić, potrafił zachować stabilność makroekonomiczną, nie rośnie inflacja, wręcz spada, być może da to pozytywne efekty. Cena ropy naftowej pozostaje zmienna, nie można mieć pewności, iż podniesie się do poziomu 60 dolarów za baryłkę, przy tej cenie brakuje nam połowy dochodów, by gospodarka wróciła do poprzedniego stanu. A poza tym przekonaliśmy się, co to znaczy zależność od ropy naftowej i gazu, zwłaszcza wtedy, gdy gospodarki innych krajów wybierają innego źródła energii. Załóżmy, że do 2025 roku mamy jakieś zapasy, poduszkę bezpieczeństwa, choć nie jest ona już tak wygodna i miękka jak kiedyś. Choć osobiście aprobuję działalność Banku Centralnego, to jednak nie widzę żadnego planu strategicznego, nie mamy go dla naszej gospodarki. Sam prezydent wezwał, byśmy zastanowili się nad wariantami rozwoju. Tu jest Siergiej Głaziew, tu jest Aleksiej Kudrin, przeanalizujemy teraz, jakie są ich propozycje, które z nich dla Rosji będą korzystniejsze. Jednak musimy sobie uświadomić, iż ogranicza nas horyzont czasowy, rok 2018. Plan Kudrina, albo plan Głaziewa musi zostać sformułowany przed 2018 rokiem. W tym roku będziemy wybierać prezydenta. Wcześniej nie będzie żadnych gwałtownych zmian, decyzji, na pewno nie do jesiennych wyborów parlamentarnych.  Zaraz po nich, także będzie trudno wyobrazić sobie coś podobnego, rzecz jasna, jeśli tylko nie wydarzy się coś dramatycznego. Znaleźliśmy się więc na rozstaju dróg. W żadnym wypadku nie da się powiedzieć, iż wszystko wraca do normy. Daj z resztą Bóg, by niskie ceny na ropę, nieoczekiwane zdarzenia za granicą i w kraju, coraz bardziej rosnący poziom nierówności, niezadowolenia nie uruchomiły procesów negatywnych, w przeciwnym kierunku.

Parchomienko:
Skąd ta data graniczna - 2018 rok? Zgodnie z konstytucją, jeśli Putin znów zostanie wybrany, będzie to jego ostatnia kadencja. Czeka nas wtedy jeszcze większa niepewność, niż obecnie. Dziś, widać w to miarę wyraźnie, panuje zgoda co do tego, by w 2018 roku wybrać go ponownie. Ale co będzie potem? Tego nie wiemy zupełnie.





Dla Kremla tegoroczne Forum Ekonomiczne w St. Petersburgu było kolejną okazją do starań o przełamanie izolacji Rosji.



2018 rok

Jurgens:
Ma pan rację, zwracając uwagę na osobowość przywódcy. Z tym bywa związane największe ryzyko. Model hierarchiczny skonstruowany wokół lidera o określonej osobowości, to z punktu widzenia gospodarki zjawisko niekorzystne. Putin z pewnością cieszy się popularnością. Zapewne, jeśli tego tylko zechce, zostanie wybrany w 2018 roku na kolejnych 6 lat. Ale możemy być też pewni, iż przygotował on już swego następcę. Jeśli ten go zawiedzie, znajdą się kolejni, casting już trwa, wszystko jednak odbywa się po cichu. Ale po 2018 roku, jeśli dobrze rozumiem, sytuacja zmusi nas do podjęcia decyzji, czy idziemy razem z wielkim światem, czy z Eurazją. Eurazja, to w mniejszym lub większym stopniu odtworzenie Noworosji, z podobnym skutkiem. Towarzysze chińscy mówią to nam otwartym tekstem, kochani musicie dać sobie radę sami, jeśli w jakiejś dziedzinie odniesiecie sukces, podamy wam rękę. I możemy pozostać przyjaciółmi. Ale to wcale nie oznacza, że będziemy za was gdziekolwiek regulować rachunki. Dlatego już w 2018 roku czeka nas wybór. Będziemy musieli sobie odpowiedzieć, czy chcemy iść razem ze światem zachodnim, Zachód to przecież także Japonia, Australia, Singapur, czy pójdziemy własną ścieżką, szukając impulsów dla własnych reform w Chinach. Nigdzie indziej już nie da się pójść. Ale w Chinach zaczął się proces zmian, zwłaszcza w gospodarce, w ich polityce wiele pytań wciąż czeka na rozstrzygnięcie. A pozostali nasi przyjaciele, kto jeszcze mógłby nas wesprzeć? Grupa BRICS? Pani prezydent jednego z należących do niej krajów doczekała impeachmentu, do Afryki Południowej lepiej się nie zbliżać, widać co tam się dzieje pod przywództwem obecnego genialnego prezydenta. Indie z Chinami w ogólne nie są zaprzyjaźnione, nawzajem umacniają swoje granice, traktują się z ostrożnością, niekiedy nieżyczliwie. Zajmujemy jedną siódmą planety, ogromne terytorium, ale jednocześnie zmniejsza się liczba ludności zdolnej do pracy, w takiej sytuacji nie da się zbudować własnego, samodzielnego i stabilnego modelu. Trzeba myśleć o świecie globalnym. Do świata globalnego można wejść przez bramę od frontu, albo wybrać dla siebie rolę przyjaciela Chin i jednocześnie o wiele młodszego brata.

Parchomienko:
Młodszy brat to my?

Jurgens:
Wystarczy proste porównanie. Z jednej strony liczba ludności 1,4 miliarda i druga gospodarka świata. Z drugiej 146 milionów ludzi i dwunasta gospodarka. Proszę samemu wyciągnąć wnioski. Na pewno więc ostrożny Putin, po przeprowadzeniu odpowiedniej analizy musi myśleć o tym, jakie zająć stanowisko w 2018 roku. Tutaj może mu się przydać konfrontacja między Kudrinem i Głaziewem, tolerując ją Putin wysyła jasny sygnał tak do wewnątrz, jak i za granicę. Po pierwsze, wy także musicie się jakoś określić, dajcie znać, na co mogę liczyć w zamian, jeśli znów pójdziemy drogą liberalnych reform i kontrolowanego liberalizmu sugerowanego przez Kudrina. Jak zmieni się wasz stosunek do mnie osobiście i do grupy osób uczestniczących wraz ze mną w sprawowaniu władzy? Jak zmieni się wasz stosunek do mojego kraju?

Parchomienko:
Dla Putina ważna jest reakcja za granicą?

Jurgens:
To będzie rozstrzygające. Niektórzy mówią, że w konfrontacji ze światem zewnętrznym nasze kontrsankcje przyniosły nam zwycięstwo. Ci ludzie zapewne większość czasu spędzają na daczy, dla nich kartofle są ważniejsze, niż wszystkie inne warzywa i owoce produkowane na świecie. Ale nie oni określą kierunek rozwoju naszego kraju. Dla Putina dychotomia, o jakiej wspomniałem wiąże się z koniecznością poszukania odpowiedzi na wiele pytań. Putin rozumie je dobrze, formułuje prawidłowo, ale podjęcie decyzji nie będzie łatwe.

Parchomienko:
Tylko taki istnieje wybór? Między umownym Kudrinem i umownym Głaziewem? A może dryfujemy w jeszcze innym kierunku. Jeśli tak, to dokąd zmierzamy?

Kudrin kontra Głaziew

Jurgens:
Nazwiska są symbolami, o nich słyszeliśmy najwięcej. Aleksiej Kudrin zajął określone stanowisko, oświadczył: "Spróbuję, potrafię." Mam odpowiednich ludzi, drużynę. Kierowany przez niego Ośrodek Badań Strategicznych to duży świetny zespół ludzi z wielką wiedzą i doświadczeniem. Oni potrafią napisać plan, co i kiedy trzeba zrobić. Także Głaziew w polityce obecny jest od dawna, jeszcze z czasów partii "Rodina". Tam także jest swoja filozofia, ideologia, zwolennicy, jeśliby przeprowadzić głosowanie, mogłoby się okazać, że to oni dysponują większością. Ich hasła są atrakcyjne, Głaziew sugeruje, iż gospodarka może opierać się na kredycie, dzięki takiemu podejściu rozwiążemy główne problemy, odrodzimy przemysł obronny, rozwiniemy politykę socjalną, uzdrowimy wszystko. Za nami pociągną inni. Mamy dwóch liderów symbolizujących różne podejścia, oni sami są autorami swojej reputacji. Ale sytuacja jest bardziej złożona, należy uwzględnić wiele różnych niuansów, istnieje zapewne trzecia, czwarta, piąta droga. Mamy w kraju ludzi zdolnych do odegrania roli lidera, potrafiliby zebrać wokół siebie odpowiednich ludzi, mają doświadczenie biurokratyczne, nie brakuje im charyzmy. Jednak w czasie trwającego w naszym kraju dwadzieścia pięć lat procesu reform wszyscy oni zrozumieli dobrze, iż mamy w kraju głównego arbitra. Więc poczekajmy jeszcze trochę i przekonajmy się, czego on chce. On może wyeliminować z gry jednego, albo drugiego, może też grę tę zainicjować i uporządkować.

Parchomienko:
Porozmawiajmy więc może o naszym głównym arbitrze. Znamy dobrze starą kremlowską tradycję, by starać się o zachowanie równowagi, by uniemożliwić komukolwiek zdobycie zbyt szerokich wpływów, i równocześnie wyeliminować przypadki zbyt gwałtownego upadku. Teraz kiedy stoi przed nami konieczność dokonania opisanego przez pana wyboru, przestrzeganie tej tradycji jest czymś dobrym, czy złym? Może dzięki niej uda się wziąć u obu stron to, co najlepsze, albo zdarzy się coś odwrotnego, weźmiemy od obydwu to, co najgorsze. W rezultacie dostaniemy ni to ni sio.

Małe szanse na "fusion"

Jurgens:
W ideale świat przetrwa w oparciu o zasady wynikające z teorii konwergencji. Zajmowali się nią wybitni myśliciele Eugene Rostow, Sacharow, inni. To co najlepsze z socjalizmu plus to, co najlepsze z kapitalizmu. Nieefektywność jednego modelu, nieefektywność drugiego, skąpstwo kapitalistów i nieefektywność gospodarki socjalistycznej zostaną odrzucone, za to pozostaną prawdziwie sprawiedliwe socjalistyczne zdobycze socjalne i kapitalistyczna efektywność mechanizmu gospodarczego. Tak,  trzeba iść drogą konwergencji. To w gruncie rzeczy model szwedzki, taki jaki znaliśmy do niedawna, bo w tym siedmiomilionowym kraju także obserwujemy swego rodzaju ruchy tektoniczne. Ale model szwedzki i tak pozostaje najlepszy, taka konwergencja jest nam potrzebna. Instynktownie, świadomie także Władimir Władimirowicz szuka dla siebie czegoś podobnego. Mówiłem już o tym, i u Głaziewa i u Kudrina można znaleźć uzasadnione obserwacje i sugestie. To pod ich adresem padło wezwanie: pracujcie. Z propagandowego punktu widzenia, byłoby najlepiej, gdyby na końcu można było zaproponować "fusion" sklejony z obu programów. Proszę bardzo, to propozycje Kudrina odnoszące się do efektywności w dziedzinie zarządzania, a tu propozycje Głaziewa z zakresu problematyki socjalnej, ułatwiające mobilizację mas oraz realizację projektów infrastrukturalnych na wielką skalę. Ale między zespołami obu tych ekonomistów nie ma odpowiedniej chemii, nie ma zaufania. Między nimi od 25 lat trwa spór, niekiedy otwarty, niekiedy za kulisami, z tego powodu nie ma mowy o połączeniu programów. W dodatku w wielu wypadkach zawarte w nich propozycje nie pasują do siebie. To przypadek podobny do przeszczepu wątroby, najpierw trzeba ustalić, czy jest szansa na przyjęcie przez nowy organizm nowego organu. Ale wtedy może się okazać, że nie każda wątroba się nadaje.

Parchomienko:
Jak mi się wydaje, tak czy inaczej, w pewnym momencie trzeba będzie dokonać wyboru.

Jurgens:
Ci spierający się ze sobą ekonomiści postawili przed sobą ambitne zadanie, albo do 2018 roku nasz program zostanie przyjęty, albo… Wtedy rozstrzygnie się los tych ludzi….

Wolność dla biznesu

Parchomienko:
I na koniec jeden z ważniejszych momentów wspominany i przez Głaziewa i Kudrina. Obydwaj są zwolennikami liberalizacji warunków w jakich działa biznes. Postulują, by na biznes nie wywierano takiej presji. Zapewne to najważniejsze zadanie i jedno z trudniejszych, bo efekty przyjętych rozwiązań okażą wpływ na sytuację wielu grup naszej elity.

Jurgens:
To rzeczywiście zagadnienie najważniejsze. Wszystkie gospodarki, które odniosły sukces najpierw zadbały o wolność dla producenta, wolność dla naukowców dostarczających pomysły, wolność dla ludzi gotowych do ponoszenia ryzyka, zmniejszyły stopień regulowania zjawisk gospodarczych. Niech pan spróbuje w Ameryce nie zapłacić podatku… Od razu więzienie. Ale człowiek, który stworzył swój niewielki biznes ma pole do działania. Na przestrzeni ostatnich 25 lat nasza góra skostniała, zostały zablokowane drogi awansu społecznego. Na górze widzę paraliż,  nie brakuje tam bogatych, rozsądnych, energicznych, skutecznych ludzi, ale w tym środowisku nie widzę zmian. Więc zastanawiam się, jak środowisko to zareaguje na działania ludzi z resortów siłowych, dla których najważniejsze jest zachowanie porządku, w przeciwnym razie, ich zdaniem, grozi nam powtórka z 1917 roku. Z resztą, to także jest prawdopodobne. Zastanawiam się, jak ta elita odpowie na ostrzeżenia zgłaszane przez ludzi z resortów siłowych rysujących scenariusze wiodące do zburzenia status-quo. Dlatego wśród ludzi z najbliższego otoczenia (Putina) nie zobaczymy wielkiej ochoty do zmian. Nie oczekiwałbym tego nawet od znajdujących się tam liberałów. Ale jak w takim razie, zmienimy wzajemne relacje między światem biznesu, a prokuraturą, MSW, Komitetem Śledczym? Od 25 lat krzyczymy "łapy precz od biznesu", "przestańcie ich zastraszać". Ale od dwudziestu lat trwa tylko dokręcanie śruby. I dlatego uważam, iż pana pytanie jest tak ważne. Jeśli jednak dojdzie do zmian, uda się przeprowadzić sensowną reformę administracyjny, to będziemy żyli w innym kraju. Czy jednak wówczas od ludzi zaangażowanych w obronę ojczyzny w jej najbliższym sąsiedztwie, na Ukrainie, w Donbasie, a także w Syrii nie usłyszymy" "sekundę, a gdzie nasza dola? Na wasz rozkaz przelewaliśmy krew, coś nam się chyba należy. Więc sam pan widzi, jak ważne pytanie jest zadane przez pana pytanie.

Tłum.: Zygmunt Dzięciołowski


Oryginał ukazał się na portalu stacji telewizyjnej "TV DOŻD'": https://goo.gl/JOMrgA





*Igor Jurgens (ur. 1952), rosyjski ekonomista orientacji liberalnej. Obecnie przewodniczący Związku Firm Ubezpieczeniowych, a także szef wpływowego think-tanku "Instytut Nowoczesnego Rozwoju" (INSOR). Jest także profesorem Wyższej Szkoły Ekonomiki. Uczestniczył w anty kremlowskich protestach i demonstracjach w latach 2011-2012










Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com



Projekt "Media-w-Rosji" ma na celu umożliwienie czytelnikowi w Polsce bezpośredniego kontaktu z rosyjską publicystyką niezależną, wolną od cenzury. Publikujemy teksty najciekawszych autorów, tłumaczymy materiały najlepiej ilustrujące ważne problemy współczesnej Rosji. Projekt "Media-w-Rosji" nie ma charakteru komercyjnego. 

piątek, 17 czerwca 2016

Nawalanka jest najważniejsza. O rosyjskich pseudokibicach we Francji


Zachowanie rosyjskich pseudokibiców na EURO 2016 wzbudziło szok. Nie spodziewano się takiej brutalności. Siergiej Smirnow dobrze orientuje się w zagadnieniach rosyjskiej subkultury futbolowej. W swoim artykule tłumaczy, kiedy kibice gotowi są do współpracy z władzą, a kiedy liczy się dla nich własny biznes. Dla piłkarskich chuliganów mniej ważne jest kibicowanie własnej drużynie, priorytetem jest nawalanka z kibicami drużyny przeciwnej. Do Francji rosyjscy pseudokibice pojechali, by siać przerażenie, pobić przeciwnika, zwiększyć poczucie własnej wartości. Kreml już podjął pierwsze kroki, przy przed Mistrzostwami Świata w 2018 roku zaprowadzić porządek, jednak jak ostrzega autor, nie będzie to łatwe, środowisko i subkultura pseudokibiców rządzą się własnymi prawami.



Autor: Siergiej Smirnow



 

Dla specjalistów orientujących się w problematyce rosyjskiej subkultury kibicowskiej zachowanie rosyjskich pseudokibiców we Francji na EURO 2016 nie było niespodzianką. 



"Nie byliśmy w Europie już od trzech lat. Za dwa tygodnie, w Niemczech będzie na nas czekać pół Europy…. Na początek, poznaj trochę cyfr: w Niemczech zarezerwowano miejsca dla czterech tysięcy Holendrów. To nie są wielbiciele tulipanów, oni przyjadą odpowiednio przygotowani"- to cytat z filmu " Firma" z 1988 roku. Zapewne nie nakręcono lepszego filmu na temat subkultury skupionych wokół piłki nożnej kibiców. Szef Klubu Sympatyków "West Ham", jego rolę gra Garry Oldman, składa kolegom z innych angielskich klubów propozycję połączenia sił podczas wyprawy na mistrzostwa Europy w 1988 roku.


Subkultura


W tamtych czasach, po tragedii z 1985 roku na stadionie Heysel w Brukseli (finał Pucharu Europy, dziś to liga mistrzów) Anglia pozbawiona była prawa do udziału w europejskich rozgrywkach pucharowych. W Brukseli chuligani Liverpoolu przeleźli przez ogrodzenie oddzielające ich od sektora zajmowanego przez kibiców Juventusu. Pod naporem usiłujących uciekać przed  Anglikami Włochów, zawaliła się ściana stadionu. Śmierć poniosło 39 ofiar. W okresie poprzedzającym tragedię 1985 roku brytyjscy pseudokibice zdążyli już zirytować nie tylko rząd angielski, lecz także mieszkańców wielu krajów europejskich. Praktycznie każdy wyjazd angielskiego klubu kończył się awanturami i bijatyką z miejscowymi i lokalną policją. Wtedy właśnie narodziła się specyficzna subkultura kibiców futbolu, powstały kluby-firmy, zaczęto zwracać uwagę na sposób ubierania się, obuwie, pojawił się właściwy dla tego środowiska żargon. Priorytetem dla pseudokibiców stało się nie wsparcie własnego klubu podczas meczu, a walka wręcz z pseudokibicami innych klubów.

O tym opowiada grany przez Garry Oldmana bohater filmu, chuligani pojadą do Niemiec, by uczestniczyć w bójkach z pseudokibicami z innych krajów. Stopniowo subkultury pseudokibiców zaczęły żyć zgodnie z zespołem niepisanych zasad. Ważne, by nie walczyć z normalnymi kibicami, oponentów należy szukać w gronie takich samych pseudokibiców drugiej strony. W tym środowisku pojawiła się konkurencja, tak wewnątrz poszczególnych krajów, jak i na poziomie międzynarodowym. Istnieje wrogość między fanatycznymi zwolennikami konkurujących ze sobą klubów. W przypadku rywalizacji międzynarodowej dodatkowym motywem konfliktu stają się sprzeczności zakorzenione w historii.


Powalczyć z oponentami


Jeśli chce się zrozumieć, co dzieje się obecnie na EURO 2016 we Francji, należy uświadomić sobie, iż pseudokibice pojechali na mistrzostwa, nie tylko po to by wesprzeć swoje reprezentacja narodowe, lecz także po to, by powalczyć ze swymi oponentami. Nie ma wątpliwości, iż wśród kibiców reprezentacji Rosji znajdują się zwykli chuligani, ich subkultura w naszym kraju szybko się rozwija. Siłę rosyjskiego marginesu futbolowego można porównać z siłą tych środowisk w Anglii i w Polsce, to one uważane są za najsilniejsze w Europie. Kilkuset pseudokibiców pojechało z Rosji do Europy, po to by uczestniczyć w awanturach, zademonstrować swoją siłę, przestraszyć innych, poniżyć tak "cenionych" Brytyjczyków.

Zwolennicy konspirologii,  w tym wersji, iż futbolowych chuliganów zbierano po całym kraju, i że wyprawiono ich na mistrzostwa Europy we Francji samolotem Putina, nie wiele wiedzą o rosyjskiej subkulturze piłkarskiej.  Na korzyść wspomnianej powyżej wersji świadczą znane fakty współpracy środowiska kibiców z przedstawicielami władzy. Czy współpraca taka miała miejsce? Tak, nie ma co do tego wątpliwości. Myślę tu przede wszystkim o napadach na aktywistów opozycyjnych na początku lat dwutysięcznych. To pseudokibice w białych koszulkach okręconych wokół głowy pobili obrońców lasu w Chimkach. Jeden z bohaterów reportaży napisanych w tamtych czasach, Wasia Killer domaga się obecnie od gazety Daily Mirror, by wycofała się ze swych zarzutów pod jego adresem, iż to on był odpowiedzialny za organizację bójek w Marsylii.


Biznes, tylko biznes


Trzeba tylko rozumieć, iż wówczas, w sprawie lasu w podmoskiewskich Chimkach,  kibice wkroczyli do akcji nie z pobudek ideowych, a za sowite wynagrodzenie. Piłkarscy chuliganie starali się wtedy unikać konfliktów z władzami; i tak z powodu organizowanych przez siebie drak znajdowali się w grupie podwyższonego ryzyka. Jednak nie da się powiedzieć, iż między władzami, a chuliganami powstał sojusz o charakterze strategicznym. Zdarzało się wręcz, iż chuliganów zbyt ściśle związanych z władzą wyrzucano z własnej grupy. Kibice CSKA na derbach ze Spartakiem wywiesili demaskatorski transparent: oskarżał on jedną z "czerwono-białych" grup o współpracę z "reżimem". Zarzut dotyczył ochrony straganów na rynku Biriulowskim, wówczas gdy po zabójstwie tutejszego mieszkańca Jegora Szczerbakowa przez pochodzącego z Azerbajdżanu Orchana Zejnałowa, doszło do zamieszek.

Grupy dobrze zorganizowanych młodych ludzi, dysponujących sporym doświadczeniem zebranym podczas ulicznych bijatyk i drak, zawsze mogą liczyć na zapotrzebowanie. W środowisku około futbolowym wielu próbuje w ten sposób zarabiać na życie. Jeszcze jeden przykład, głośny incydent na Cmentarzu Chowańskim, tutaj także nie obyło się bez udziału ludzi ze środowiska piłkarskiego. Przedstawiciele piłkarskich grup wsparli Dagestańczyków i Czeczeńców w walce z imigrantami z Azji Środkowej. Choć większość chuliganów łączą przekonania radykalnie nacjonalistyczne, taka współpraca na przykład z ludźmi z Kaukazu nie budzi ich oporu, to zwyczajny biznes. Futbolowi chuligani uczestniczyli także w głośnej strzelaninie na ulicy Roczdielskiej, zaledwie w odległości 300 metrów od Białego Domu (siedziba rosyjskiego rządu - "mediawRosji"). Wzięli w niej po stronie świata  przestępczego, popierając mafijnego szefa Szakro Młodszego. W tym wypadku także nie było mowy o żadnych osobistych sympatiach, liczył się wyłącznie biznes. Podobną drogę, wiodącą do świata przestępczego, przeszli wcześniej pseudokibice brytyjscy i europejscy.


Sygnał 


Swego rodzaju demonstrowano przez chuliganów futbolowych lojalność w stosunku do władzy wcale nie musi im pomóc  w okresie poprzedzającym zaplanowane w Rosji na 2018 rok mistrzostwa świata. Do parlamentu złożony został projekt ustawy umożliwiającej stworzenie czarnej listy kibiców. Można będzie na nią trafić za udział w bijatykach. Za karę będą objęci stadionowym zakazem wstępu. Wzorowano się tutaj na podobnej ustawie przyjętej w Anglii, gdzie walkę z pseudokibicami rozpoczęła jeszcze Margaret Thatcher. Pamiętając o tym, jakie metody stosują rosyjskie organy ochrony porządku i bezpieczeństwa, można założyć, iż w pójdą one dalej niż w Anglicy, by poddać kontroli środowiska kibiców. Już teraz prowadzone jest śledztwo w odniesieniu do chuliganów z najsilniejszych grup kibicujących klubom CSKA i Spartak. Śledczy zainteresowali się ich bijatyką z zimy tego roku. W tej sprawie w charakterze ofiar występują mieszkańcy domu, w pobliżu którego doszło do walk. Jest to we współczesnej Rosji sprawa bezprecedensowa, mamy być może do czynienia  z pierwszym sygnałem wysłanym przez władze pod adresem środowiska kibicowskiego: przed mistrzostwami świata 2018 roku uspokójcie się, takiego zachowania tolerować nie będziemy, inaczej spadną na was represje.

Rosyjscy chuligani na meczu w Marsylii demonstrowali swoje emocje patriotyczne, trzeba jednak podkreślić, iż na różnych imprezach międzynarodowych w podobny sposób zachowuje się większość pseudokibiców. Co ciekawe, na meczu z Anglią nikt nie wywieszał flag DRL i ŁRL. Wydarzenia na Ukrainie w znacznym stopniu podzieliły środowiska kibiców. Część chuliganów poparła przyłączenie Krymu i wydarzenia w Donbasie, niektórzy nawet wyjechali tam w charakterze ochotników. Z drugiej strony, w licznych grupach kibiców nie brakuje ludzi współczujących Ukrainie i podtrzymujących kontakty z chuliganami ukraińskimi, zaangażowanymi w wydarzenia na Majdanie. Ukraińskich i rosyjskich pseudokibiców łączą często radykalnie prawicowe poglądy.  Podczas EURO 2016 wszystkie te sprawy znalazły się na drugim planie, na francuskich mistrzostwach Rosjanie przede wszystkim (tak wyobrażają to sobie nasi pseudokibice) winni być silniejsi od przeciwników, budzić ich lęk, zwyciężyć. W tym środowisku reakcję prasy brytyjskiej odnotowano z największym zadowoleniem.


Najważniejsza jest "nawalanka"


Jeśli komuś się zdaje, iż tego rodzaju subkulturą Kreml może zarządzać, lub manipulować, to myli się zasadniczo. Zgodnie z podobną logiką, można by w działaniach ukraińskich kibiców futbolowych w czasie Majdanu dojrzeć intrygę Departamentu Stanu. Albo utrzymywać, iż ruchy nieformalne z czasów ZSRR, takie jak "punki", hipisi" i bajkerzy cieszyły się poparciem CIA. A może punków i SEX Pistol wymyślono w KGB? Takich konspirologicznych teorii i interpretacji można wymyśleć dowolną ilość.

W filmie, o którym pisałem na początku, jego bohater, grany przez Garri Oldmana zostaje zabity. Po jego śmierci chuliganie czołowych klubów jednoczą się, by pojechać razem do Niemiec do Mistrzostwa Europy. W scenie finałowej chuliganie wypowiadają się przed kamerą, wyjaśniając motywy swego postępowania:

- Jedziemy do Europy, żeby dać nauczkę Europejczykom, jasne? Proszę posłuchać, może powiem coś nie tak, ale to jest po prostu "nawalanka". Po to jedziemy do Europy. Będziemy to robić w każdym kraju, niech spróbują nas zatrzymać. Jeszcze coś dodam. Jeśli  piłka nożna zostanie zabroniona, będziemy jeździć na turnieje bokserskie, bilardowe, nawet na darty.

Autor filmu z 1988 roku bardzo dobrze zrozumiał subkulturę piłkarskich pseudokibiców.



Tłumaczenie: Zygmunt Dzięciołowski

Oryginał ukazał się na portalu slon.ru: https://slon.ru/posts/69480





*Siergiej Smirnow, rosyjski dziennikarz średniego pokolenia, w latach 2013-2014 zastępca redaktora naczelnego portalu "Russkaja Planieta", obecnie redaktor naczelny portalu "Mediazona" (założonego przez "Pussy Riot")










Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com



Projekt "Media-w-Rosji" ma na celu umożliwienie czytelnikowi w Polsce bezpośredniego kontaktu z rosyjską publicystyką niezależną, wolną od cenzury. Publikujemy teksty najciekawszych autorów, tłumaczymy materiały najlepiej ilustrujące ważne problemy współczesnej Rosji. Projekt "Media-w-Rosji" nie ma charakteru komercyjnego.