wtorek, 13 września 2016

Monolog generała



Był jednym z najbardziej wpływowych ludzi w Rosji w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych. Wszędzie, jak cień towarzyszył prezydentowi Jelcynowi. Ale general Aleksander Korżakow był nie tylko szefem jego ochrony. Przyjaźnili się, razem pili, spotykali na uroczystościach rodzinnych. Jak przyznaje sam Korżakow, podczas choroby Jelcyna, musiał wręcz wypełniać funkcję głowy państwa. Przestał być faworytem Jelcyna latem 1996 roku. Korżakow uważał , iż Jelcyn nie ma szansa na zwycięstwo w wyborach prezydenckich, był za ich odłożeniem. Po swej dymisji Korżakow nie odszedł z polityki, trafił do parlamentu. Jednak starał się trzymać język za zębami. Rozumiał, iż na razie w trosce o własne bezpieczeństwo nie powinien dzielić się wiedzą o kulisach rosyjskiej polityki. Dziennikarz portalu Mediazona Maksym Sokołow namówił jednak generała na garść interesujących wspomnień.


Generała Aleksandra Korżakowa wysłuchał Maksym Sołopow



Maksym Sołopow wybrał się z wizytą do podmoskiewskiej wioski Mołokowo. Odwiedził w niej jednego z samych wpływowych ludzi w Rosji w latach dziewięćdziesiątych, byłego ochroniarza Borysa Jelcyna i założyciela Służby Bezpieczeństwa Prezydenta, generała Aleksandra Korżakowa.





Był jednym z najbardziej wpływowych ludzi w Rosji w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych. Generał Korżakow był nie tylko ochroniarzem, ale i bliskim przyjacielem prezydenta Jelcyna. 




Byłem jednym z lepszych oficerów KGB, wiele razy zdobywałem mistrzostwo w różnych dyscyplinach sportu, w strzelaniu, siatkówce, biegu sportowym na orientację. Potem, proszę wybaczyć, byłem w Afganistanie. Specjalnie w tym celu wydano mi paszport zagraniczny. Wówczas dostawał go mało kto. Zaczęli mnie wysyłać w świat. Byłem we Francji, Czechach, Anglii, Chinach. To znaczy, że cieszyłem się zaufaniem. Zwolniono mnie w 1989 r. Za co? Za to, że poszedłem na urodziny niszczonego wówczas Jelcyna. Tylko się zastanów, czy odwiedziłem bandytę? Byłem na urodzinach jakiegoś Rotenberga (jeden z oligarchów ery Putina, jego przyjaciel jeszcze z czasów leningradzkich - "mediawRosji").? Odwiedziłem faceta, który był ministrem w rządzie ZSRR, członkiem Komitetu Centralnego. Członkiem KC!  Może nie Biura Politycznego,  ale co z tego…. Potem pracowałem u niego jako ochroniarz przez ponad dwa lata. Znaleźliśmy wspólny język. Został moim starszym druhem. I za to mnie wtedy zwolniono.

Emerytura

To była inicjatywy Jurija Plechanowa, naczelnika Zarządu Dziewiątego (jednostka KGB zajmująca się ochroną najważniejszych osób w ZSRR i gości przybyłych z zagranicy). Sam Kriuczkow (ostatni przewodniczący KGB) jeszcze mnie nie znał, ale Jelcyna śledzono. Nawet wtedy o tym nie myślałem. Miałem jedno marzenie, by z emeryturą w wysokości 250 rubli przenieść się na wieś do matki, wybudować tam dom, a mieszkanie w mieście oddać córkom. Od dziecka kochałem wieś. Od razu, gdy przywieziono mnie tu po raz pierwszy, pokochałem tę okolicę. Nigdy nie byłem na obozie pionierskim. A tu nagle mnie zwalniają. Dobre sobie! Zacząłem pytać o wysokość emerytury. 200 rubli, a mogło być 250. 50 rubli w czasach radzieckich, na tamte pieniądze, oj, oj, to było strasznie dużo. Mama z ojcem dostawali wówczas 120 rubli, później 132. I byli szczęśliwi.

Jeden ze znajomych zaproponował mi pracę w archiwum. Odmówiłem. Teraz myślę, iż może zrobiłem błąd. Tam, jak się okazuje, jest wiele ciekawych rzeczy. Ale w tamtych czasach jeszcze byłem wysportowany. Potrzebowałem ruchu, działania. I wtedy ktoś z naszych, kto wcześniej przeszedł na emeryturę, zaproponował mi pracę w kooperatywie "Plastik". Wtedy już działały kooperatywy. Wynagrodzenie - 1000 rubli. W KGB zarabiałem 300, a tutaj tysiąc. "A co tu trzeba robić? - pytam. - To samo". W porządku, spróbuję. Mamakina, tego alkoholika,  wziąłem jako zastępcę (były funkcjonariusz Zarządu Dziewiątego KGB, później kierownik sekretariatu i sekretarz Jelcyna). Zrobiłem z niego człowieka. Potem przyjęliśmy ludzi, napisaliśmy instrukcje, ułożyliśmy kalendarz. Mamakin był świetnym sztabowcem. We dwójkę zorganizowaliśmy pracę służby ochrony. Już po kilku miesiącach zacząłem zarabiać 3000 rubli.

Skrzynka bananów

Żona była szczęśliwa. Przy takiej pensji samochód Ładę można było kupić w ciągu dwóch miesięcy. Żona mówiła potem, że to był najlepszy okres w naszym życiu.

Idę po ulicy, widzę sprzedają przyzwoite banany. Mówię konwojentowi, "zanieś kilka skrzynek do mojego samochodu". Każda skrzynka kosztowała 21 rubli, daję mu 50 za dwie. Patrzę, sprzedają czereśnie. Cztery, pięć rubli za kilo. Ludzie kupują po 30-40 deko. Forsy brak. A ja mówię, "dla mnie proszę całą skrzynkę".

Takich kooperatyw było już wtedy sporo. Uaktywnił się świat kryminalny, zaczęto wtedy mówić o braciach Kwantriszwili. Ja w żaden sposób nie ucierpiałem. Wzięliśmy do siebie sportowców, zapaśników, bokserów. Miałem świetnych chłopaków. Podczas szkolenia dawaliśmy im odpowiednie instrukcje: "Jeśli zaczynają strzelać, walcie się na podłogę samochodu. Do diabla, macie ratować życie. A tamci, w cholerę. Sami widzicie skąd mają kasę."

Składki partyjne

Odeszliśmy już stamtąd, ale jeszcze przez półtora roku płaciliśmy z Mamakinem składki partyjne. Ogromne. Prawie po 500 rubli (zgodnie ze statutem KPZR, członkowie partii o dochodach powyżej 300 rubli, winni byli płacić składki w wysokości 3% zarobków). Specjalnie chodziliśmy płacić składki w dzień wypłaty. Dzwoniliśmy na Kreml, przepuszczali nas do Arsenału, do naszego starego biura. Ludzie stawali w kolejce, by popatrzeć jak płacimy. Po pół roku przepędzono nas i zmuszono byśmy przenieśli się do organizacji partyjnej w administracji budynku, pod adresem zamieszkania. Mieszkańcy, emeryci, zaczęli nas nachodzić, pytali, kiedy zapłacę składki. Wtedy napisałem oświadczenie, iż  zawieszam swoje członkostwo w KPZR aż do momentu, gdy zostanie rozstrzygnięta kwestia powołania wewnątrz partii Platformy Demokratycznej. A oni tam dyskutują na mój temat, obsmarowują, zażądano, żebym oddal legitymację. Nie wy mi ją dawaliście. I dlatego wciąż ją zachowałem.

Chodziłem na demonstracje popierające Jelcyna. Kupiłem sobie specjalne stylisko do łopaty, doczepiłem do niego tablicę z plakatem "Ręce precz od Jelcyna". Brałem udział w demonstracjach "DemRossiji" jako szeregowy uczestnik. Nie byłem wtedy jeszcze ochroniarzem Jelcyna. Za to moje fotografie przekazywano z rąk do rąk w Zarządzie Dziewiątym KGB: "To on, zdrajca. Zobaczcie jak się stoczył. Przefarbował się. Major KGB."

Trzy adresy

W tamtym czasie zaprzyjaźniliśmy się z Jelcynem jeszcze bardziej. Do momentu, kiedy nie upadł z mostu. Do dziś niewiadomo, co się wtedy stało. Wtedy koledzy, choć jeszcze przez kilka miesięcy pracowałem w "Plastiku", powierzyli mi stanowisko szefa jego ochrony. Kierownictwo kooperatywy marzyło, żebym wrócił. Odszedłem stamtąd ostatecznie we wrześniu 1990 roku, ale dopiero w styczniu 1991 zostałem pozbawiony etatu definitywnie. Zrozumieli, że już nie wrócę.

Za to Jelcyn poszedł do góry. Ale mnie były potrzebne pieniądze, w końcu miałem na utrzymaniu dwoje dzieci. Żona znalazła sobie pracę w cerkwi, ale przyzwyczailiśmy się już do mojego niezłego wynagrodzenia. Poprosiłem wtedy naszego kolegę Siergieja Trubę z DemRosiji, by wypłacano mi wynagrodzenie w wysokości 300 rubli. Razem z emeryturą już dawało się żyć. Ten facet przekazał mi 3 adresy: "pod nie możesz przyjeżdżać po pieniądze co miesiąc, takiego a takiego dnia". Więc jeździłem pod różne adresy, podpisywałem się i w różnych kooperatywach dostawałem po 100 rubli. W jednej zatrudniono mnie jako budowlańca, w innej kontrolera, w trzeciej ochroniarza. Nie było to przyjemne. Czułem się jak bandyta z mafii. Moje stanowisko ochroniarza Jelcyna miało całkowicie nieformalny charakter.

Ochroniarz Jelcyna

Jeździłem wtedy do Tuły. Żeby ochraniać Jelcyna, kupiłem tam dwie strzelby. Kiedy przemieszczaliśmy się samochodem, woziłem ze sobą rakietnice i nóź desantowy. Ale z bronią mogłem się narwać na wielkie problemy, nóż przywiozłem jeszcze z Afganistanu, więc dałem sobie z nim spokój. Z resztą za nóż by mnie nie wsadzili. Nie miałem żadnych pistoletów. Nawet wówczas, gdy dostawałem od kogoś pistolet gazowy, zaraz potem przekazywałem go komuś innemu. Za to nie rozstawałem się z rakietnicą myśliwską. Dobrze wiedziałem, że jeśli wystrzelić z niej w zagrażający nam samochód, to skutek będzie natychmiastowy.

Powiedział pan słusznie, w 1991 roku uratowaliśmy wszystkich, którzy do dziś znajdują się u władzy. Ale oni nie mieli nic wspólnego z rewolucją demokratyczną. Autorami rewolucji są fanatycy, ale władza wpada w ręce niegodziwcom. Nie znoszę naszych rządzących. Znam ich wszystkich.

Jak założyłem FSO…

Cały Zarząd Dziewiąty KGB liczył sobie 15 tysięcy ludzi. Teraz w FSO pracuje blisko 50 tysięcy. Kiedy odszedł Jelcyn, było ich 13 tysięcy. I wystarczało, ochraniali gubernatorów, premierów, sędziów Sądu Konstytucyjnego, Najwyższego, ochraniali też dacze.

To ja stworzyłem Służbę Bezpieczeństwa Prezydenta. Teraz ta nazwa wywołuje wiele spekulacji, ale w rzeczywistości osobista służba ochrony prezydenta jest częścią Federalnej Służby Ochrony. Zaraz po puczu, powołałem do życia oddzielną strukturę, Główny Zarząd Ochrony. Podlegał bezpośrednio prezydentowi, nie tak jak w Zarządzie Dziewiątym, gdy nadzór należał do Oddziału Pierwszego. Ja napatrzyłem się na ten Oddział Pierwszy. Więc rozwiązaliśmy dziewiątkę i odtworzyliśmy, jak w czasach Stalina, oddzielną strukturę. Ochrona rządu i enkawudziści, którzy nocami przeprowadzali aresztowania, ty byli różni ludzie. Różnili się przede wszystkim pod względem psychologicznym.

Dlaczego nigdy nie potępiałem Władimira Miedwiediewa, naczelnika ochrony Gorbaczowa, za to, iż porzucił prezydenta na daczy w Forosie? (mowa o puczu w sierpniu 1991 roku - "mediawRosji"). Miedwiediew dostał rozkaz od Plechanowa, który osobiście przyleciał do Gorbaczowa. Miedwiediew był jego podkomendnym, zajmował stanowisko zaledwie szefa oddziału. Zabieraj rzeczy i wynoś się ! Powinienem pójść do niego, poinformować Michaiła Siergiejewicza…. - Wynoś się….




Podczas sierpniowego puczu w 1991 roku Aleksander Korżakow nie odstępował Borysa Jelcyna na na chwilę. 



Zmieniłem wszystko tak, żeby było jak przy szefie ochrony Stalina, Nikołaju Własiku. Teraz szef ochrony podporządkowany jest tylko pierwszej osobie w państwie. Jeśli zechce mnie zdjąć, proszę bardzo. Ale nie może przyjechać jakiś generał i zarządzić, żebym porzucił swoje stanowisko. Wszystkimi innymi niech zajmuje się FSO. Niech ochraniają Dumę, patriarchę, Pudrina, kogokolwiek.

Swój człowiek u każdego gubernatora

Kiedy powstawała FSO, wszyscy nasi mini prezydenci (szefowie republik - MZ), wszyscy gubernatorzy też organizowali swoją ochronę. Po roku 1991, zwłaszcza po roku 1993, ruszyła cała fala, wszyscy zamawiali sobie własnych ochroniarzy. Jeden bal się bandytów, inny komunistów. I kogo brali do tej ochrony? Albo byłych żołnierzy specnazu, albo byłych sportowców. Mają mocne pięści, ale nie potrafią obchodzić się z bronią. Albo potrafią, ale nie mają pojęcia o przepisach. Wszystko to było zgniłe. Przyszedł mi do głowy pomysł, poszedłem z nim do prezydenta.  "Niech pan pozwoli, weźmiemy wszystkie te ochrony pod nasze skrzydła". Jeśli nie potrafisz powstrzymać jakiegoś procesu, powinieneś nim pokierować. Masz forsę? Chcesz wynająć sobie ochronę? Proszę bardzo, ale tylko spośród etatowych funkcjonariuszy FSO…

O co chodziło? Wszystkich tych ludzi zbieraliśmy u siebie w Kuławnie, tam mieliśmy świetny obóz treningowy. Popracujemy dwa tygodnie, poćwiczą strzelanie, walkę na macie, poznają przepisy. I zrozumieją choć trochę, co to takiego prawo i przepisy. Jeśli nie służyłeś w wojsku, damy ci stopień młodszego sierżanta, po dwóch latach będziesz podporucznikiem. Ci ludzie byli szczęśliwi.

Jeśli wezmę pistolet i kogoś zastrzelę, posadzą mnie. Ale jeśli jesteś funkcjonariuszem FSO i o bronisz ochranianego człowieka, to już całkiem inna historia. Wyszkoliliśmy tych sportowców, daliśmy im status prawny. Tak właśnie pojawiła się Federalna Służba Ochrony.

To już nie była służba taka jak GUO (Główny Zarząd Ochrony), która ochraniała Kreml, dacze państwowe w pobliżu Moskwy, plus po jednej daczy w Karelii i w Soczi. Stary GUO rozszerzyliśmy na cały kraj. Z chłopakami pracowali nie tylko instruktorzy, ale także funkcjonariusze operacyjni. Zazwyczaj świetni profesjonaliści, starzy czekiści, wiedzieli kogo i jak zwerbować. Więc proszę na to zwrócić uwagę, w ochronie każdego gubernatora mieliśmy swojego człowieka. Jeśli tam zaczynało się coś złego, dowiadywaliśmy się o tym pierwsi. I Jelcyn wiedział doskonale, iż nie są szykowane żadne spiski.

Korupcja

Nasi funkcjonariusze operacyjni walczyli także z korupcją. Oddelegowaliśmy ich do dwóch różnych oddziałów, "K" odpowiadał za administrację prezydenta, "P" za rząd. Przegnaliśmy z rządu 14 ludzi, na czele z pierwszym wicepremierem Aleksandrem Szochinem. Pożegnaliśmy się z szefem administracji prezydenta Siergiejem Fiłatowem. To był skorumpowany łajdak, współpracował z chuliganami, złodziejami, zbudowali mu prywatny dom, o wiele bogatszy, niż mój. Samo ogrodzenie z żeliwa kosztowało 400 tysięcy dolarów.

A jak wygląda moja sytuacja? Moje książki wychodziły w milionowych nakładach, wiele kontraktów podpisałem z różnymi radiostacjami. One moją książkę "Jelcyn od świtu do zmierzchu" czytały u siebie na antenie.

Ale w mojej książce są zaledwie 3% prawdy. Dziś można już opowiedzieć o wiele więcej. Dawniej wydawało mi się, iż pisanie o pewnych rzeczach będzie nie w porządku. Ale teraz zrozumiałem, co oni tam wyprawiają.

Teraz dużo mówi się o Szuwałowie (pierwszy  wicepremier, bohater prowadzonych przez Aleksieja Nawalnego śledztw). Z tyłu, za moim garażem stoi dom jego dawnego komendanta. Odszedł, nie był w stanie dalej pracować. Kiedy aktualna była historia ze Skołkowem (nieukończony projekt rosyjskiej Doliny Krzemowej, promowany w czasach prezydentury Miedwiediewa - "mediawRosji"), Szuwałowowi pieniądze przywożono ciężarówkami. Przywozili mu je do domu, w pudłach, workach, w ogromnych paczkach. Wrzucali do szaf na ubrania.

Murow. Jak można go było tolerować?

Odszedł teraz Jewgienij Murow (dyrektor FSO w latach 2000-2016). Jak długo można go było jeszcze tolerować? Zwolnił takiego człowieka, jak Aleksiej Aleksandrowicz Diomin. Tylko nie pomyl go z byłym ochroniarzem Putina, gubernatorem obwodu tulskiego Diuminem. Losza za czasów Gorbaczowa dostał najwyższe odznaczenie, order Lenina, w Zarządzie Dziewiątym KGB było tylko dwóch takich ludzi. To oni w ciągu 6 miesięcy wybudowali dla Gorbaczowa, na działce o powierzchni 66 hektarów, daczę "Barwicha". Po wygnaniu Gorbaczowa, także Jelcyn miał ochotę, by w niej zamieszkać.

Przyszedł Putin i mianował Murowa. We wszystkich wywiadach z 1996 roku mówiłem, że ten facet jest skorumpowanym łapówkarzem. Jednak gazety to wycinały, bano się FSO. Zaraz po swojej nominacji Murow wezwał swego zastępcę do spraw budownictwa, Diomina. Po moim odejściu, mój następca Jurij Krapiwin mianował Loszę na generalskie stanowisko.

Murow zwołał zebranie, gdy dobiegło końca zarządził: " wy Diomin, zostańcie".

Codzienne spotkania u Murowa przewidziane na pięć minut ciągnęły się po trzy godziny. Jakaś brednia. Po co brali w nich udział kucharze? Dlaczego w ich obecności omawiano sprawy, o których dowiedziałeś się tylko od samego prezydenta. Znać je powinni tylko funkcjonariusze operacyjni. Tak się nie da. Nigdy nie robiłem wielkich zebrań.

Wcześniej Murow nigdy niczym nie zarządzał. Putin go mianował, bo siedzieli razem w jednym gabinecie. Putin uważał, że Murow jest mu oddany. Ale kiedy Murow spotkał swojego zastępcę do spraw budownictwa, powiedział mu od razu: "Policzmy się, proszę bardzo. Od każdego kontraktu, umowy należy się 10%". Losza o mało co nie upadł z wrażenia. Ale wyżej pójść się już nie da. Wyżej jest tylko Pan Bóg. I jeśli kraść w takim miejscu? Tak wcześniej nigdy nie było. Losza harował uczciwie, przepracował tyle lat. Wyszedł i od razu napisał podanie o dymisję. Ze stanowiska generalskiego. Kiedy Murow chciał na nie wybrać któregoś z podległych mu funkcjonariuszy, wszyscy odmówili.

Wtedy Murow wziął Saszkę, mojego dawnego szefa sztabu i mianował go zastępcą do spraw budownictwa. Po dwóch latach Sasza w stopniu generała porucznika odszedł na emeryturę. I zarobił dwa zawały serca. Tacy teraz przychodzą do FSO i innych organów ochrony prawa. Ci, którzy spekulują na patriotyzmie nie są ludźmi. Można to określić jednym słowem, taniocha. Putin zwolnił Murowa nie tylko za korupcję, a tak jak w wypadku Jakunina za angielskie paszporty. Miał je sam Murow, albo jego dzieci.

Spisek generała Rochlina

Co to zapytanie, czy wierzę w spisek Rochlina? Sam brałem w nim udział. Lew Rochlin (przywódca Ruchu Poparcia dla Sil Zbrojnych, general armii) przygotował rysunki, na ich podstawie zacząłem przygotowania mające na celu przerzut korpusu Rochlina z Wołgogradu do Moskwy. Do dziś czekają na mnie w fabryce im. Skuratowa w Tule.

Tak byłem uczestnikiem tego spisku. Wcale się nie wstydzę. Kiedy funkcję regenta wypełniał Anatolij Czubajs, nie trzeba było wiele wysiłku, by zająć Kreml. Po prostu tfu! Wystarczyłby jeden korpus. Po wydarzeniach 1993 i 1996 roku już nikt by nie posłuchał Jelcyna.

Po 1 lutego 1996 roku Jelcyn był żywym trupem. Kropka. Nie nadawał się do tego, by na niego głosować. Na pracę zostawały mi wówczas dwie godziny. Przychodziłem do biura o dziewiątej, o jedenastej telefonował Jelcyn: "Aleksandrze Wasilijewiczu, może zjemy razem obiad?" Finito, dzień pracy się skończył. Mówiono wówczas, że ja byłem drugim człowiekiem w państwie. Ale warto to skorygować. Proszę mnie nie obrażać, niekiedy byłem i pierwszym. Wtedy, kiedy Jelcyn nie miał już nikogo, kto za niego naciskał by na odpowiednie guziki. Kiedy dziś pytają mnie, kto moim zdaniem mógłby zająć prezydencki fotel Jelcyna, odpowiadam od razu - Rochlin.

To prawdziwa bieda, kiedy nie wiesz na kogo postawić. Tak jak i dzisiaj, kiedy pytają, a kogo widzielibyście na miejscu Putina. Wystarczy wyznaczyć kogokolwiek, byle był uczciwy. Wystarczy prosty, uczciwy facet.

Moim zdaniem Rochlin byłby najlepszym kandydatem. Przede wszystkim dla tego, iż był człowiekiem honoru. Rochlin nikomu się nie podlizywał. Miał z tego powodu wielu wrogów w Ministerstwie Obrony. A przecież realizował wszystkie zadania. Trzeba było zająć jakąś miejscowość, proszę bardzo, on to robił. Straty były niewielkie, jeśli w ogóle nie zerowe. Sam zawsze starał się przemyśleć każdą operację… Tylko sam.

Żona wariatka

Ale spisek się nie udał. Jego lider został zabity. Kropka. Rochlina zastrzeliła żona-wariatka. Nie było żadnych snajperów, strzelców. Jakiś przedziwny zbieg okoliczności. Znałem go dobrze. Bywałem u niego w domu, w bani, tam gdzie go zastrzelono. Opowiedział mi całe swoje życie.

W spisku, razem z nami, uczestniczyli różni ludzie. Także ci, którzy byli razem Chasbułatowem w 1993 roku. Ci stawiali przed sobą całkiem inny cel, chcieli by wrócił komunizm i Związek Radziecki. Ja byłem przeciw. Ja nie chciałem powrotu ZSRR. Ja miałem dość, potrzebowaliśmy prawdziwej demokracji. Żeby była konkurencja. żeby nie było wszędzie monopoli. Dlaczego tak lubię Amerykanów? Teraz będą mieli wybory. Nawet jeśli zrobią pomyłkę i postawią na Trumpa, za cztery lata go zmienią. Mają też Kongres. Nie pozwolą narobić głupstw.

Ale u nas tak się nie da. Przyjęliśmy głupią konstytucję. Idiotyczną. A co by się stało, gdyby nie było mnie wtedy obok Jelcyna. Konstytucja byłaby jeszcze gorsza. To był mój pomysł, by wprowadzić gubernatorów do Rady Federacji. Podzieliłem się nim z Jelcynem. On wtedy jeszcze nie rozumiał po co. A ja rozumiałem. Ważne, by była jakaś przeciwwaga. Czytałem tę konstytucję i było mi wstyd.

Pracowałem wtedy w Dumie, w komisji do spraw obronności. Starałem się pomóc Rochlinowi. Chodziło to, by jego chłopcy z miejsca dyslokacji w Wołgogradzie dostali się na Kreml. By to się udało, należało do czołgów i transporterów opancerzonych dołączyć przyczepy. Byłem wtedy deputowanym z Tuły, dlatego zwrócono się do mnie, żebym to załatwił. Zamówiłem przyczepy na sumę 240 tysięcy dolarów. Ale tam gdzie je zrobiono, leżą do tej pory. Wszystkie zardzewiały. Dlatego, że zleceniodawca ich nie odebrał. Nikt nie mógł ich odebrać.

Tak to było. Takie było moje zadanie. Rochlin zamierzał działać tak, jak w Czeczeni. Tam zbliżał się do przeciwnika swoimi ścieżkami, nikt inny ich nie znał. I teraz Rochlin wiedział, jak  przerzucić wojsko do Moskwy w ciągu dwóch dób. Cały korpus. Miał pomysł jak zająć Kreml, ja miałem pomóc w jego realizacji. Na Kremlu znalem każdy zakątek. wiedziałem, jak się tu przedostać, kogo trzeba będzie ogłuszyć. Wiedziałem nawet, którędy należałoby należy przejść, żeby kropnąć Jelcyna. Na to jednak  się nie zdecydowałem. Spotkało mnie później wiele zarzutów. "Dlaczego go nie zabiłeś?" Ale jak mogłem go zabić, jeśli Jelcyn był legalnie wybranym prezydentem? Wy go wybraliście. Mówią, że to nie my. Więc skąd się wzięło 70% za Jelcyna? Wybaczcie, ale to społeczeństwo oddało na niego swój głos.

Nie mogłem zostać zdrajcą. Ale byłbym w stanie go kropnąć, kiedy mnie zwolniono (wtedy gdy kazałem aresztować dwóch złodziei-posłańców). Wtedy Jelcyn zdradził własny naród i na czele państwa postawił Czubajsa. Tak, kiedy to się wydarzyło byłbym w stanie go zabić.

Kiedy zginął generał Rochlin, już nikt więcej do mnie się nie zgłaszał. Prawda potem uczestniczyłem w jeszcze jednym spisku. Ale jego inicjator też już umarł. Po prostu umarł. Tak się zdarza. Nie wydaje mi się, by ktoś mu w tym pomógł.

Patriarcha, Szojgu, Putin i emerytura inżyniera

Ja nie uznaję autorytetu Kiryła. To nie jest mój patriarcha. Przychodził do mnie, kiedy był zastępcą Aleksieja, przez cztery godziny piliśmy z nim koniak. Świetnej jakości, podarowany Jelcynowi i mnie przez ludzi z Mołdawii. Prezydent wówczas wyznaczył mi specjalne zadanie, miałem kontrolować handel bronią.  Nie chodziło o to, by łapać międzynarodowych bandytów, ale o to by kontrolować handel zagraniczny. Razem z FSO powołaliśmy do życia korporację "Rozwoorużenije". Wchodzące w jej skład fabryki, zatrudnieni w nich ludzie, zaczęli dostawać choć jakieś pieniądze. Ale obecny patriarcha namawiał mnie, byśmy Cerkwi oddawali 10% od sprzedaży uzbrojenia. Oni już wówczas dostawali kupę forsy z alkoholu i papierosów. Natychmiast powiedziałem nie. "Chcecie jeszcze forsę z uzbrojenia? Nawet mnie nie namawiajcie". Ale on zaczął mi tłumaczyć, że w kraju nie ma teraz ideologii, i że tylko cerkiew może ją zaproponować.



W 2011 roku Aleksander Korżakow ostatecznie rozstał się z polityką. W wybranym wówczas parlamencie zabrakło dla niego miejsca. 



Wskaźnik poparcia dla Putina wynosi teraz 80%, Szojgu (minister obrony )ma 70%. Obawiałbym się, iż los Szojgu już jest wiadomy. Nasz szef boi się go. Sierioża Szojgu jest niezłym facetem, ale należy wystrzegać się zbyt bliskich kontaktów z przywódcą narodu. A teraz jeszcze Putina nastraszyli Turcy.

Oczywiście słyszałem o ostatnich nominacjach. Wstrząsnął mną sondaż opinii przeprowadzony przez radio "Echo Moskwy". Słuchacze mieli wybór: te nominacje dla ochroniarzy oznaczają, iż Putin czegoś się boi. Albo na odwrót - niczego się nie boi. 95 % uczestników sondażu odpowiedziało, że Putin się boi. 95%! Szczerze mówiąc, ja też jestem tego zdania. Czas płynie i pewne rzeczy Putinowi robić jest coraz trudniej. Po co stworzono gwardię? Przecież prezydentowi i tak podporządkowane są wojska wewnętrzne, minister spraw wewnętrznych, minister obrony i dyrektor FSB.

Tłumaczyłem już, jak tworzyliśmy FSO. W ten sposób uwolniliśmy Jelcyna od lęku, wszystkie regiony były pod naszą kontrolą. Dzisiaj zadanie służby ochrony nie polega na tym, by okazywać pomoc w rozwiązywaniu problemów gospodarki. Ważniejsza jest kontrola, pewność że nikt nie zawiązuje spisku. Te nominacje były nierozsądne. Gubernator winien zajmować się gospodarką, w trochę mniejszym stopniu polityką, ale dziś jakich mamy menedżerów, jakich polityków? Teraz każdy z nich będzie miał kuratora z administracji prezydenta, to on będzie podejmował decyzje w kwestiach gospodarczych. Komu to jest potrzebne? Ci ludzie mają inny zawód.

Im się wydaje, że społeczeństwo jest za Putinem. Figa z makiem. Mój brat go popierał, jest inżynierem. Właśnie przenieśli go na emeryturę. Paszoł won. Brat harował całe życie. Miał 22 lata, kiedy skierowali go do fabryki im. Chruniczewa. Pracował w niej całe życie. Ani razu nie był za granicą, nawet nie jeździł do sanatorium. Odpoczywał podczas delegacji, na kosmodromie w Bajkonurze. A teraz musi się utrzymywać z emerytury w wysokości 18 tysięcy rubli. Choćby dali mu dyplom honorowy.



Korżakow

1969-1970 - Aleksander Korżakow odbywa służbę wojskową w Pułku Kremlowskim.
1970 - przyjęty na służbę w IX Zarządzie KGB.
1985-1987 - pracuje jako ochroniarz Pierwszego Sekretarza Komitetu Moskiewskiego KPZR, członka kandydata Biura Politycznego Borysa Jelcyna.
Październik 1987  - Jelcyn występuje na plenum KC z ostrą krytyką kierownictwa partyjnego. Jego przemówienie nie zostaje opublikowane w radzieckiej prasie, jest jednak szeroko rozpowszechniane w samizdacie.
Luty 1988  - Jelcyn zostaje pozbawiony stanowiska członka kandydata Biura Politycznego. Zostaje przeniesiony do pracy w Komitecie do spraw Budownictwa "Gosstroj".
1989 - Korżakow zostaje zwolniony z KGB. Jelcyn zostaje wybrany delegatem na Zjazd Deputowanych Ludowych.
1990 - Jelcyn zostaje wybrany na stanowisko przewodniczącego Rady Najwyższej RSFSR
1991 - Jelcyn wygrywa wybory na stanowisko prezydenta  Rosji. Korżakow staje na czele Głównego Zarządu Ochrony. W 1996 roku zostaje on przekształcony w Federalną Służbę Ochrony.
1996 r. - Korżakow traci wszystkie stanowiska.  Jest to skutkiem skandalu związanego z zatrzymaniem Siergieja Lisowskiego i Arkadija Jewstafiewa, działaczy sztabu wyborczego Jelcyna. Ich zatrzymanie ma miejsce w najgorętszym okresie kampanii wyborczej.
1997 - Korżakow zostaje wybrany deputowanym do parlamentu. Do roku 2011 pracuje w Komisji do spraw Obrony.
Lipiec 1998 r. - pod Moskwą ginie zastrzelony przywódca opozycyjnego Ruchu Poparcia dla Sil Zbrojnych, generał armii Lew Rochlin. Za sprawcę zbrodni została uznana żona generała, Tamara Rochlina.



Tłumaczenie: Zygmunt Dzięciołowski

Oryginał ukazał się na portalu Mediazona: https://zona.media/article/2016/05/09/korzhakov






*Maksym Sołopow, moskiewski dziennikarz młodszego pokolenia. Obecnie pracuje w portalu "gazeta.ru". Wcześniej związany był z zajmującym się obroną praw człowieka portalem http://zona.media/ (uruchomionym z inicjatywy dziewcząt z Pussy Riot). Współpracuje z nim po odejściu do gazeta.ru. 










Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com



Projekt "Media-w-Rosji" ma na celu umożliwienie czytelnikowi w Polsce bezpośredniego kontaktu z rosyjską publicystyką niezależną, wolną od cenzury. Publikujemy teksty najciekawszych autorów, tłumaczymy materiały najlepiej ilustrujące ważne problemy współczesnej Rosji. Projekt "Media-w-Rosji" nie ma charakteru komercyjnego.











środa, 7 września 2016

Podłość i świństwo



Od 2012 obowiązuje w Rosji ustawa o organizacjach niekomercyjnych. Przewiduje ona, iż organizacje pozarządowe zajmujące się polityką i korzystające z zagranicznych źródeł finansowania otrzymają status "agenta obcego państwa". Ministerstwo Sprawiedliwości zostało zobowiązane do prowadzenia odpowiedniego rejestru takich organizacji. Przestraszony przez falę protestów z lat 2011-2012 Kreml wydał wojnę pozarządowym stowarzyszeniom i organizacjom zajmującym się obroną praw człowieka, przeciwstawiającym cenzurze, piętnującym arbitralność władzy. Dziesiątki rosyjskich organizacji padło ofiarą drakońskiej ustawy. Zmuszono je do zaprzestania działalności. 


Teraz na listę agentów obcego państwa wpisano Ośrodek Lewady, najbardziej szanowaną w Rosji pracownię socjologiczną prowadzącą badania opinii publicznej. Publikowane przez nią dane i wskaźniki uważano za wiarygodne,  cieszyły się zainteresowaniem w Rosji i na całym świecie. Przyszłość Ośrodka stanęła pod poważnym znakiem zapytania…..

  
Z dyrektorem Ośrodka Lewady, Lwem Gudkowem rozmawia Natalia Diomina 




Wywiad z dyrektorem Ośrodka Lewady Lwem Gudkowem udało się przeprowadzić wieczorem 6 września. Dzień wcześniej dowiedzieliśmy się, iż 5 września Ministerstwo Sprawiedliwości Federacji Rosyjskiej umieściło jeden z najbardziej szanowanych ośrodków socjologicznych w kraju na liście agentów obcego państwa.




Wybitny rosyjski socjolog Lew Gudkow jest szefem Ośrodka Lewady od 2006 r. 





Natalia Diomina:
Dzień dobry Lwie Dmitrijewiczu, czy można zadać panu kilka pytań?

Lew Gudkow:
Dzień dobry Nataszo ! Udzieliłem już dziś 52 wywiadów, ale jeśli trzeba, proszę bardzo. Tylko że język zaczął mi się  już plątać.

Diomina:
Co zmieni się w działalności Ośrodka Lewady, jeśli nie uda się odwołać decyzji o wpisaniu go na listę agentów obcego państwa?

Koniec działalności badawczej

Gudkow:
W różnym stopniu odbije się to na pracy poszczególnych komórek Ośrodka. Jeśli nie uda się niczego zrobić, to prawdopodobnie, zachowana zostanie ta część naszego zespołu, która zajmuje się badaniami komercyjnymi, marketingowymi. Ale jak mi się wydaje, cała robota autentycznie socjologiczna, analityczna zostanie wstrzymana. Na tym praktycznie zakończy się historia Ośrodka Lewady jako organizacji badawczo-analitycznej.

Zostanie zachowana jakaś struktura formalna, ale nie będzie to obecny zespół badawczy, który zdobył sobie taki autorytet i szacunek.

Działając w nowych warunkach, napotkamy poważne ograniczenia finansowe, nie będzie nam wolno prowadzić badań i sondaży socjologicznych. Naprawdę nie wolno! W pewnym stopniu zostanie to nam zabronione. W końcu nie da się prowadzać sondaży wyborczych i politycznych z przyklejoną łatką agenta obcego państwa.

Oprócz tego, ucierpi cały szereg prowadzonych przez nas obecnie badań obejmujących np. pracodawców, struktury zarządzające. Oni i tak się trzęsą, gdy się do nich zwracamy, ale od teraz, gdy będziemy mieli status agenta obcego państwa zwyczajnie będą nam odmawiać. 
W wielu regionach obowiązuje niejawna instrukcja kierownictwa, by nie podtrzymywać kontaktów z organizacjami agentami. Dotyczy to instytucji socjologicznych, ekonomicznych, charytatywnych, historyczno-krajoznawczymi. Więc choćby z powodów technicznych nasza dalsza praca będzie niemożliwa.

Diomina:
Czy decyzja Ministerstwa Sprawiedliwości była dla was zaskoczeniem? Czy ma związek ze zbliżającymi się wyborami do parlamentu?

Dusząca pętla

Gudkow:
Nie była dla nas niespodzianką. Ale irracjonalnie miałem nadzieję, że do tego nie dojdzie… Już wcześniej przeprowadzano u nas różne kontrole, ale wówczas przepisy były bardziej precyzyjne. Jeśli chodzi o finansowanie z zagranicy, to zabronione były granty bezpośrednie. Zrezygnowaliśmy z nich już w zeszłym roku, przestaliśmy wówczas uczestniczyć w jakichkolwiek konkursach umożliwiających zdobycie grantu. Od tamtej pory, współpracę z partnerami zagranicznymi, organizacjami komercyjnymi, albo placówkami badawczymi, uniwersytetami, podejmowaliśmy tylko w oparciu o umowy komercyjne.

W pewnym momencie do ustawy o agentach obcego państwa wprowadzono określone poprawki, teraz jako zakazane klasyfikowane jest wszelkiego rodzaju wsparcie finansowe z zagranicy. Dziś dowolne finansowanie z zagranicy, nawet jeśli sponsorami są nasze krajowe firmy, lub organizacje, albo uniwersytety z innych państw jest traktowane jako swego rodzaju "kryminał". Ta taktyka jest nieskończenie tępa, w dodatku stwarza warunki uniemożliwiające prowadzenie niezależnych badań socjologicznych. Po cichu niezależnej nauce nakłada się duszącą ją pętlę.

Diomina:
Czy nie wydaje się panu dziwne, że obecna decyzja została podjęta przed wyborami? Władza udawała, iż zależy jej na tym, by przeprowadzono je uczciwie….

Przed wyborami

Gudkow:
Zbliżające się wybory odegrały rzecz jasną swoją rolę. Stały się swego rodzaju katalizatorem, przyspieszyły czysto formalne zakończenie kontroli. Przeprowadzono ją niedbale, to była pospieszna chałtura, potraktowano nas z lekceważeniem. Łatwo było w niej dostrzec ślady zamówienia politycznego. Czarną robotę zepchnięto na drobnych podwykonawców. Jak mi się zdaje, Ministerstwo Sprawiedliwości, w oczywisty sposób nie chciało zajmować się tą sprawą, ona ruszyła do przodu dopiero po trzecim oświadczeniu wydanym przez działaczy "Anty-Majdanu". Kluczową rolę odegrała oficjalna interpelacja Sablina, członka Rady Federacji. Wtedy ruszyła kontrola. Początkowo zapowiadano, iż będzie trwała od 12 do 31 sierpnia, w rzeczywistości ograniczono ją do pięciu dni.

W protokole pokontrolnym jest wiele błędów, powtórek, naciągnięć. Chciałem go dziś opublikować, ale zderzyłem się z przeszkodami o charakterze formalnym. Dokument wymienia kilka firm, z którymi współpracowaliśmy,  zawiera także informacje o charakterze finansowym, publikując je moglibyśmy naruszyć wiążącą nas tajemnicę handlową.

To utrudnia publikację protokołu pokontrolnego. Postaramy się w najbliższym czasie zorientować, czy nasi partnerzy nie będą mieli zastrzeżeń, a jeśli ktoś nie wyrazi zgody, dane te zostaną zasłonięte. Za to same nazwy firmy zostały wymienione na portalu Ministerstwa Sprawiedliwości. Więc ukrywanie ich byłoby śmieszne.




Setki rosyjskich organizacji pozarządowych umieszczono w rejestrze agentów obcego państwa, zmuszając ich działaczy do zaprzestania, albo ograniczenia działalności.

"Polit.ru" : 
Agencja Interfaks powołując się na Ministerstwo Sprawiedliwości poinformowała , iż znaczna część otrzymanego przez Ośrodek finansowania pochodziła od Uniwersytetu Wisconsin. Wśród innych firm i organizacji zagranicznych finansujących Ośrodek Lewady znajdowały się: IPSOS MORI UK LTD (Wielka Brytania), moskiewska filia Jones Day Partnership Limited (USA), FAFO AIS AS (Norwegia), Fernland Holdings LTD (Szwajcaria), Deutsche Gesselschaft Fuer Technische Zusammenarbeit GNBH (RFN), Gallup Inc (USA), Viesoji Istaiga (litwa), University of Wisconsin (Madison, USA), Regents of University of Colorado, Columbia University, The George Washington University (USA).



Diomina:
Być może im więcej w raporcie znajduje się błędów, tym lepiej? Łatwiej będzie w sądzie zaskarżyć postanowienie ministerstwa….

Zamówienie o charakterze politycznym

Gudkow:
Mamy do czynienia z oczywistym zamówieniem o charakterze politycznym. Dotyczy ono nie tylko Ośrodka Lewady. Taka jest ogólna tendencja. Co raz bardziej do głosu dochodzą siły reakcji. Ja to nazywam recydywą totalitaryzmu. Nie tylko my staliśmy się jej ofiarą, zwrócono na nas uwagę, bo jesteśmy trochę bardziej rozpoznawalni od innych. Nasze dane częściej pojawiają się w mediach.

Diomina:
Jak się Panu wydaje, jaka byłaby reakcja na tę sytuację założyciela ośrodka, Jurija Lewady?

Gudkow:
Powiedziałby, że to "podłość i świństwo". Tak samo ocenił swego czasu wrogie przejęcie WCIOMu (od 1992 roku Jurij Lewada, uczony z dysydencką przeszłością,  kierował pracami najważniejszej wówczas rosyjskiej pracowni socjologicznej Wszechrosyjskiego Ośrodka Badania Opinii Publicznej. W 2003 roku pozbawiono go stanowisko. Na znak protestu Lewada i grupa jego wspołpracowników opuścili WCIOM, zakładając swoją własną pracownię badawczą - "mediawRosji)".

Diomina:
Czy odczuwa pan wsparcie ze strony środowiska? Zebrano już ponad 200 podpisów pod petycją skierowaną do ministra sprawiedliwości. Jej inicjatorem na portalu change.org jest socjolog Dmitrij Rogozin.

Gudkow:
Jeszcze jej nie widziałem, ale to z jego strony gest zasługujący na szacunek, zwłaszcza, iż on sam często występował z krytyką pod naszym adresem.

Diomina:
Dotarły do was listy ze wsparciem od kogoś jeszcze? Kolegów socjologów?

Gudkow:
Na razie niczego nie widziałem, przez cały dzień, od rana rozmawiam przez telefon. Bez przerwy. No i jeszcze odbyliśmy zebranie z prawnikami.

Diomina:
Oddacie sprawę do sądu?

Pójdziemy do sądu

Gudkow:
Nie mamy innego wyjścia. Spodziewałem się, że w piątek zostanę wezwany do Ministerstwa Sprawiedliwości, gdzie miano zapoznać mnie z protokołem pokontrolnym i gdzie miałbym szanse na zgłoszenie swoich zastrzeżeń. Ale prawdopodobnie, wczoraj, na Ministerstwo Sprawiedliwości wywarto silny nacisk, jego urzędnicy szybko zrezygnowali z piątkowego dialogu na temat protokołu. Moje zastrzeżenia przestały kogokolwiek interesować. Powiedziano nam, że nie będą rozpatrywane, zostaną dodane do akt, gdy naszą sprawę oddamy do sądu. Podpisali szybko decyzję i przysłali do nas. Więc teraz możemy już iść tylko do sądu.

Diomina:
Jak mi się wydaje, środowisko socjologiczne winno wystąpić w waszej obronie. Jeśli dobrali się do was, dobiorą się i do innych…

Gudkow:
Istotnie, nasza sprawa dotyczy wszystkich. Jeśli nie uda się nam wywinąć, to będą bić wszystkich za udział w projektach międzynarodowych. Bez względu na to, czy uderzenie trafi w ludzi lojalnych wobec władzy, czy nie. Będziemy mieli do czynienia z całkowitym bezprawiem.

Diomina:
Będziecie dalej publikować swoje prognozy przedwyborcze?

Gudkow:
Mówiąc szczerze, nie wiem. Być może, naszemu koledze Grażdankinowi uda się coś jeszcze opublikować.

Diomina:
Przyszło mi do głowy, iż być może władze postanowiły przeszkodzić wam w opublikowaniu jakichś danych tuż przed wyborami, czy zaraz po nich?

Gudkow:
Nie wydaje mi się, choć ofensywa przeciw nam zaczęła się od neurotycznej reakcji na prawybory w partii "Jedna Rosja". Tendencja uległa wzmocnieniu latem, gdy okazała się, że spada jej popularność. W warunkach kryzysu, władza rzeczywiście obawia się rosnącego niezadowolenia społecznego, negatywnych ocen Dumy, rządu i innych organów władzy. Więc w odpowiedzi, zaczynają na wszystkich wywierać presję.


Memoriał

PS. Wieczorem, 6 września pojawiła się informacja o tym, iż rozpoczęła się nie planowana wcześniej kontrola charytatywnego Stowarzyszenia Memoriał zajmującego się obroną praw człowieka. Na podstawie instrukcji wydanej przez Prokuraturę Generalną, Ministerstwo Sprawiedliwości sprawdza, czy "czy istnieją przesłanki mówiące o tym, iż organizacja zajmując się działalnością nie mającą charakteru komercyjnego, jednocześnie spełnia rolę agenta obcego państwa…."  W odpowiedzi na żądanie Ministerstwa Sprawiedliwości Memoriał udostępnił kontrolerom protokoły, sprawozdania z prowadzonej działalności, listy publikacji, dokumenty finansowe, bankowe, itd. z ostatnich 4 lat (od chwili przyjęcia odpowiedniej ustawy). Przedstawione dokumenty liczą 31250 stron. Wyniki kontroli winny zostać opublikowane nie później, niż 30 września.



Tłumaczenie: Zygmunt Dzięciołowski
Oryginał rozmowy ukazał się na portalu polit.ru:




* Lew Gudkow (1946), wybitny socjolog rosyjski, analityk, od 2006 r. dyrektor Ośrodka Lewady, cenionego w Rosji i za granicą ośrodka badania opinii publicznej. Autor licznych artykułów i książek publikowanych w Rosji i za granicą.









*Nataia Diomina, rosyjska dziennikarka specjalizująca się w problematyce naukowej. Publikuje na portalu polit.ru i w magazynie "Troicki Wariant"








*Ośrodek Lewady, rosyjska organizacja socjologiczna zajmująca się badaniem opinii publicznej. Uważana za najbardziej wiarygodną instytucję tego rodzaju w kraju. Ośrodek powstał w 2003 roku, gdy grupa socjologów na czele z Jurijem Lewadą została wypędzona z moskiewskiego Wszechrosyjskiego Centrum Badania Opinii Publicznej. Ówczesne wydarzenia wokół WCIOMu interpretowano jako jeden z pierwszych sygnałów pojawienia się w Rosji tendencji autorytarnej po objęciu urzędu prezydenta przez Władimira Putina.
Badacze tacy, jak Jurij Lewada, Borys Dubin, Lew Gudkow, Aleksiej Lewinson związani byli z WCIOMem od lat. Ich zasługą był rozwój nowoczesnej rosyjskiej socjologii. Pozbawieni pracy, założyli własną placówkę badawczą, działającą najpierw pod nazwą VCIOM-A, później jako Ośrodek Lewady. Pierwszy szef placówki, wybitny uczony z dysydencką przeszłością w czasach radzieckich, wielki przyjaciel Polski Jurij Lewada umarł w 2006 roku, jego następcą na stanowisku dyrektora został Lew Gudkow.





Inne wywiady z Lwem Gudkowem na "Media-w-Rosji":



Krym i Ukraina: większość Rosjan popiera interwencję.


Bezpośrednio po wybuchu kryzysu na Ukrainie rosyjska opinia publiczna ze spokojem obserwowała bieg wydarzeń. Dopiero zmasowana kampania propagandowa obudziła demony i większość Rosjan uwierzyła w zagrożenie ze strony banderowskich radykałów. Zmniejszył się lęk przed wojną, wzrosło poparcie dla interwencji wojskowej na Krymie i we wschodnich regionach Ukrainy.

O wynikach sondażu przeprowadzonego przez Centrum Lewady rozmawiają Andriej Lipski (Nowaja Gazieta) i Lew Gudkow (dyrektor Centrum).



Co Rosjanie myślą o Olimpiadzie w Soczi?

 

Olimpiadą w Soczi zachwycają się kontrolowane przez Kreml media. Ale, jak wynika z sondażu przeprowadzonego przez cenione w Rosji „Centrum Lewady”, stosunek społeczeństwa do igrzysk nie jest jednoznaczny. Jedni, widzą w nich szansę na umocnienienie międzynarodowego prestiżu Rosji. Inni są przerażeni związaną z Olimpiadą korupcją.


Z dyrektorem „Centrum Lewady”, Lwem Gudkowem, rozmawia Andriej Szaryj.



Nawalny: biegacz ze związanymi nogami




Lew Gudkow, dyrektor Centrum Lewady, uważa, iż pod koniec moskiewskiej kampanii wyborczej można zaobserwować wzrost popularności wszystkich kandydatów. Jego zdaniem, jednak prawdopodobieństwo, iż w Moskwie dojdzie do drugiej tury wyborów mera nie jest wysokie. Fragmenty wypowiedzi Lwa Gudkowa w programie Radio Swoboda.









Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com



Projekt "Media-w-Rosji" ma na celu umożliwienie czytelnikowi w Polsce bezpośredniego kontaktu z rosyjską publicystyką niezależną, wolną od cenzury. Publikujemy teksty najciekawszych autorów, tłumaczymy materiały najlepiej ilustrujące ważne problemy współczesnej Rosji. Projekt "Media-w-Rosji" nie ma charakteru komercyjnego.