Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sankcje wobec Rosji. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sankcje wobec Rosji. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 6 sierpnia 2015

Ser Wróg


Kilka dni temu prezydent Putin wydal zarządzenie o likwidacji produktów żywnościowych objętych rosyjskimi antysankcjami i nielegalnie przywiezionymi do Rosji. Władze muszą się teraz wykazać, zademonstrować z jakim zapałem wypełniają decyzję prezydenta. Jednak w rosyjskim społeczeństwie obrazki ilustrujące niszczenie żywności wywołują zdecydowanie krytyczne reakcje. Rosja wciąż pamięta, ile pokoleń cierpiało koszmarny głód. 



Zdjęcia z operacji likwidacji sera w obwodzie biełgorodzkim opublikował świetny, redagowany w Jekaterynburgu portal Znak.com





Dziś w obwodzie biełgorodzkim zniszczono pierwszą partię produktów objętych sankcjami. Na miejscowym wysypisku śmieci likwidacji poddano 10 ton zakazanego w Rosji importowanego sera. Wydział prasowy regionalnego zarządu "Rossielchoznadzoru" w obwodzie biełgorodzkim poinformował portal "Znak.com", iż ser wyprodukowany przez nieznanego producenta zostal zatrzymany na granicy Rosji w końcu zeszłego miesiąca.

Likwidacja 10 ton sera zajęła ok. godziny. "Sera było bardzo dużo, cała ciężarówka "Kamaz". Część znajdowała się w oddzielnych opakowaniach, część oddzielnie. Zniszczono go przy pomocy ważacego 45 ton buldożera."
W zeszłym tygodniu prezydent Putin podpisał zarządzenie o likwidacji na granicy Rosji zabronionych w Rosji produktów objętych sankcjami. W odpowiedzi rząd przyjął szczegółowe zasady ich likwidacji. Szereg polityków i ekspertów zaapelowało o zmianę podejścia do objętych sankcjami towarów.


Także społeczeństwo występuje przeciwko niszczeniu jedzenia. Na stronie change.org pojawiła się adresowana do prezydenta Putina petycja. Jej sygnatariusze proponują, by produktów nie likwidowano a przekazywano potrzebującym za pośrednictwem organizacji charytatywnych. W chwili obecnej pod petycją zebrano 264 tysiące podpisów. 














Tłum: ZDZ

Oryginał ukazał się na redagowanym w Jekaterynburgu portalu Znak.com: http://www.znak.com/urfo/news/2015-08-06/1044013.html





Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com


wtorek, 14 lipca 2015

Rosja jak Grecja


Porozumienie z Iranem budzi w Rosji niepokój. Napływ tamtejszej ropy naftowej na światowe rynki może doprowadzić do istotnego spadku cen tego surowca. Alfred Koch, polityk liberalnej orientacji, były minister do spraw prywatyzacji, dziś emigrant polityczny zamieszkały w Niemczech apeluje do Władimira Putina, by wyzbył się fałszywej nadziei. Ropa po 60 dolarów za baryłkę oznacza, iż Rosja ruszy szlakiem wiodącym ku katastrofie gospodarczej. W warunkach sankcji udzielane jej kredyty będą drogie i uwarunkowane politycznie. Pora - Koch ostrzega prezydenta Rosji - zapomnieć o wybrykach w starym stylu.



 Autor: Alfred Koch





Strona w Facebooku prowadzona przez Alfreda Kocha cieszy się rekordową popularnością. Codziennie
odwiedzają ją setki tysięcy internautów. Koch regularnie ciętym językiem komentuje rosyjską politykę. 





Porozumienie atomowe z Iranem osiągnięto.  Kraj ten włączono już do systemu SWIFT. Następny krok to zniesienie sankcji, w tym również na eksport ropy naftowej.

Eksperci różnią się między sobą co do tego, jaki  wpływ na ceny ropy wywrze usunięcie sankcji. Jedni prognozują, że cena za baryłkę spadnie do 40 dolarów, drudzy uważają, że ceny pozostaną takie jak dotychczas.


Wzrostu cen nie przewiduje nikt

Jednakże nikt nie przewiduje, aby ceny wzrosły. Dosłownie nikt.

Wszyscy, którzy czarują Putina, że „jeszcze dwa lata i wszystko z cenami na ropę będzie charaszo” podobni są do guślarzy i magików. Putin doskonale zdaje sobie sprawę, że jeśli cena pozostanie na obecnym poziomie (tj. około 60 dolarów za baryłkę), to powoli zacznie się zbliżać nieunikniony krach. Przez kilka lat wyczerpią się rezerwy, nawet jeśli uciekniemy się do restrykcji gospodarczych i wysokiej inflacji. Potem przyjdzie nieuchronna konieczność szukania pożyczek na zagranicznych rynkach.





Kredyty będą nam przyznawane z obejściem sankcji, co oznacza, że będą drogie. Okaże się wtedy, że Rosja wdepnęła w to samo co Grecja: będzie musiała stare kredyty spłacać nowymi. A te nowe będą jeszcze droższe i wskutek wysokiego stopnia zadłużenia ratingi kredytowe będą dołować. 

To jeszcze pół biedy! Najgorsze, że nowe kredyty będą uwarunkowane politycznie, tak jak w czasach późnego ZSRR. I wtedy żegnaj suwerenności będącej dla Putina oczkiem w głowie.

Czy jest to dla niego temat do refleksji? Zapewne nie… On nie ma zwyczaju rozmyślać o przykrościach. Utwierdził się w przekonaniu, że należy przeczekać, a wtedy wszystko będzie tak jak dawniej – cena 120 dolarów za baryłkę, a on znów złapie Pana Boga za nogi. W psychoanalizie taka postawa nazywa się "wypieraniem". W świadomości Putina nie ma miejsca dla czarnego scenariusza.


Pora zaprzestać dokazywania


A jednak jest on bardzo prawdopodobny. Fakt, że w projekcie rosyjskiego budżetu na rok 2016 wydatki obronne zostały obniżone o 13% w ujęciu nominalnym (uwzględniając inflację będzie to 25%) oznacza, iż rosyjscy finansiści oceniają sytuację inaczej, niż Putin.

Tak naprawdę już przyznano się, że utajniony przez Putina plan przezbrojenia armii rosyjskiej do 2020 r. nie zostanie zrealizowany. Szczególnie ucierpi plan budowy okrętów wojennych. Wniosek jest oczywisty: rosyjskie Ministerstwo Finansów nie chce angażować się w kosztowne projekty o długim cyklu produkcyjnym. Oznacza to, że nie jest ono pewne najbliższej przyszłości, a spodziewa się raczej, że będzie coraz gorzej.

Myślcie nasz drogi Władimirze Wladimirowiczu, myślcie. A może jednak ściągniecie cugle. Przestaniecie zadzierać głowę? Żyć jak się Wam podoba…. Trochę za bardzo się Pan nadokazywał. W ten sposób dalej się nie da: spadajcie wszyscy, nikt nie będzie mi nic dyktował, sam sobie jestem sternikiem…

Tłumaczenie: Maciej Górski






Tekst ukazał się na stronie w Facebooku prowadzonej przez Alfreda Kocha:



*Alfred Koch (ur. 1961), rosyjski polityk orientacji liberalnej, związany z formacją Jegora Gajdara i Anatolija Czubajsa. Publicysta, bizmesmen. W latach 1993-1997 pracował w Komitecie d.s. Własności Państwowej, w ostatnim okresie na stanowisku przewodniczącego. Był współodpowiedzialny za program prywatyzacji, który stal się źródłem bajecznego bogactwa dla garstki rosyjskich oligarchów. Pod rządami Władimira Putina stal się jego radykalnym krytykiem. W obawie przed aresztowaniem wyjechał z Rosji w 2014 roku. Mieszka w Niemczech. Jego strona w Facebooku cieszy się gigantyczną popularnością. 











Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com





wtorek, 14 kwietnia 2015

Sankcje, scenariusze



Europejskie sankcje odcięły Rosję od zachodnich kredytów. Gospodarka zjada wewnętrzne rezerwy w błyskawicznym tempie. Już w lipcu, Unia Europejska podejmie decyzję, czy przedłużyć działanie sankcji, czy je znieść. Wystarczy veto jednego państwa członkowskiego, by przestały obowiązywać. To dlatego - zdaniem Władimira Miłowa, rosyjskiego działacza opozycyjnego i publicysty - Władimir Putin, spotykając się z przywódcami Grecji, Cypru, Włoch i Węgier próbuje aktywnie skleić "anty sankcyjną" koalicję. Nawet jednak ewentualne zniesienie sankcji, nie poprawi położenia rosyjskich przedsiębiorstw i banków. Rosja w oczach rynków finansowych stała się krajem podwyższonego ryzyka: może napaść na każdego swojego sąsiada.




 Autor: Władimir Miłow
 

 



Dla Putina i jego otoczenia głównym problemem jest teraz, choćby częściowe, zdjęcie  sankcji europejskich, nałożonych na Rosję w lipcu zeszłego roku, po zestrzeleniu malezyjskiego Boeinga nad Donbasem. Sankcje te wprowadzono na 1 rok, przed upływem tego terminu nie ma szans na ich zniesienie. Taka decyzja wymagałaby pełnej zgody wszystkich 28 państw członkowskich Unii Europejskiej - o tym nie ma co marzyć. Ale przedłużenie sankcji też nie będzie proste, dla takiej decyzji, także potrzebna będzie jednomyślność.




Władimir Putin liczy na to, iż grecki premier Alexis Cipras będzie jednym z tych przywódców
państw UE, który w lipcu sprzeciwi się przedłużeniu sankcji nałożonych na Rosję. 




Klejenie koalicji


Dlatego więc Putin stara się teraz skleić koalicję zorientowanych na Rosję państw UE, gotowych zablokować przedłużenie sankcji. Na przestrzeni dwóch ubiegłych miesięcy Putin odbył spotkania z czwórką przywódców państw członkowskich UE. Byli wśród nich premier Węgier Istvan Orban, prezydent Cypru Nicos Anastasiades, Premier Grecji Alexis Cipras i premier Włoch Matteo Rienzi. Rosja usiłuje także porozumieć się z kilkoma innymi państwami, one też zachęcane są do udziału w tej koalicji, są wśród nich Austria, Czechy i Słowacja.

Sytuacja chyba wygląda tak, iż jeśli Putinowi uda się przekonać do zablokowania sankcji jedynie małe państwa, takie jak Grecja, Węgry, czy Cypr, to szanse jego na osiągnięcie zaplanowanego celu będą niewielkie. Europejscy gracze wagi ciężkiej wywrą na nich presję i będzie po wszystkim, wystarczy, że Merkel chrząknie. Dlatego właśnie Putin & Co robią wszystko, by w tej kolacji znalazły się też większe kraje, takie jak Włochy. Czas pokaże, czy Putinowi się uda. Wygląda jednak na to, iż na zniesienie sankcji Europa nie ma wielkiej ochoty, napięcie wojskowe w Donbasie wciąż jest spore, na razie mamy do czynienia z czasowym zawieszeniem broni. W strefie konfliktu nie dokonała się żadna poważne deeskalacja, demilitaryzacja. Bliżej lipca, zwolennicy sankcji będą w stanie zagrać publicznie jeszcze silniejszą kartą. Mogą opublikować raport o rezultatach śledztwa prowadzonego w sprawie katastrofy Boeinga nad Donbasem, w nim prawdopodobnie winą zostaną obarczeni rosyjscy wojskowi (od samego początku uważałem, że Boeing nie został zestrzelony przez donbaskich separatystów, że zrobiła to przetransportowana przez granicę rosyjska bateria. Małpy nie potrafią posługiwać się skomplikowaną techniką wojskową, brak im kwalifikacji, by zestrzelić samolot lecący na wysokości 10 tys. metrów).


Dlaczego zniesienie sankcji europejskich ma dla Putina tak wielkie znaczenie?


Po ich wprowadzeniu biznes rosyjski dotknęła prawie całkowita międzynarodowa blokada kredytowa. Nikt już nam nie pożycza pieniędzy. Ofiarą tej blokady padły nie tylko przedsiębiorstwa objęte sankcjami. Na wszelki wypadek nie pożycza się Rosjanom w ogóle. Wszystkich dręczy pytanie, czy przypadkiem Rosja nie zaatakuje jeszcze kogoś. To oczywiście doprowadziłoby do objęcia sankcjami jeszcze większej ilości banków i przedsiębiorstw.  W rezultacie, na międzynarodowych rynkach finansowych, Rosję dotknęły bezprecedensowe ograniczenia kredytowe. Najświeższe dane Banku Centralnego mówią o tym, iż całkowite zadłużenie rosyjskich banków i przedsiębiorstw zmniejszyło się z 660 miliardów dolarów 1 lipca 2014 roku, do 509 miliardów 1 kwietnia roku bieżącego. Odnotowaliśmy spadek o 150 miliardów na przestrzeni 9 miesięcy.

Nie ma czym tych pieniędzy zastąpić. Nasz system finansowy nie potrafi zdobywać ich na rynku wewnętrznym. Chińczycy wbrew rozbudzonym nadziejom nic nie dali i nie dadzą. Gospodarka zetknęła się z wielkim kryzysem w dziedzinie finansowania. Na razie pomaga sobie, wykorzystując stare rezerwy. W ciągu 2 miesięcy, fundusze rezerwowe Ministerstwa Finansów zmniejszyły się o 2 biliony rubli. W tym tempie, bilion co miesiąc, rezerw nie starczy na długo.

Stąd bierze się obecna strategia Kremloidów - zrobimy wszystko, by znieść sankcje europejskie, by uruchomić ponownie zachodnie kredyty dla Rosji. To dlatego, Putin tak bardzo kadzi gotowym do kontaktów przywódcom państw UE.


Płonne nadzieje


Ale i ta strategia nie przyniesie rezultatu, tak jak wiele podobnych pomysłów zgłaszanych w zeszłym roku. Najpierw słyszeliśmy, iż zachód nie wprowadzi poważnych sankcji wymierzonych w rosyjski sektor korporacji i banków, iż ograniczy się jedynie do sankcji "punktowych" wymierzonych w urzędników, tak postąpiono wobec Białorusi. Po drugie, wmawiano nam, iż Europa w odróżnieniu od USA nie jest gotowa na wprowadzenie poważnych sankcji. Po trzecie, przekonywano nas, iż czeka nas chiński potop finansowy. Wszystkie te nadzieje okazały się płonne.

Także nadzieja na zniesienie sankcji europejskich już w lipcu okaże się płonna. Jeśli nawet podjęte zostaną, pozytywne z punktu widzenia Kremla, decyzje to nie rozwiążą one najważniejszego obecnie problemu - nie tylko rządy ograniczają z nami kontakty, robią to także banki. Instytucje finansowe już dokonały na poważnie nowej kalkulacji ryzyka politycznego związanego z pożyczaniem pieniędzy rosyjskim kredytobiorcom. Rosja traktowana jest dziś jako państwo nieprzewidywalne. 

Może zwyczajnie napaść na swoich sąsiadów. Jeśli więc sankcje zostaną zniesione, nie ma co oczekiwać, iż strumień udzielanych nam kredytów osiągnie dawne rozmiary. Rosjanom będą dawać niewiele i bardzo ostrożnie. Ale co ważniejsze, wciąż nie ma podstaw dla zniesienia sankcji. Przywódcy państw będących zwolennikami ich utrzymania dysponują na pewno nowymi, poważnymi argumentami i nie zawahają się, by ich użyć.







Tak długo, jak Putin prowadzi grę obliczoną na zniesienie sankcji, prawdopodobieństwo, iż podjęte zostaną działania bojowe przeciw Ukrainie na większą skalę jest niewielkie. Dokąd nie zostaną podjęte główne decyzje Putin stara się zachowywać jak "porządny facet". Ale, gdy zorientuje się, że jego starania nie przynoszą rezultatu, może wierzgnąć. Tak, jak stało się to w styczniu w Mariupolu, po tym jak odwołano spotkanie w formacie normandzkim, zaplanowane w Astanie. W końcu jednak odbyło się spotkanie w Mińsku, gdzie podpisane znane porozumienie.


Ofensywa na wielką skale? Chyba nie…


Jeśli Europejczycy przedłużą działanie sankcji, można spodziewać się eskalacji działań wojennych na Ukrainie. Jednak osobiście, nie spodziewałbym się ofensywy na wielką skalę. W ciągu ostatniego roku Ukraina, w większym, lub mniejszym stopniu, zwiększyła swój potencjał bojowy. Ludność położonych na wschodzie regionów Ukrainy dala znać, czego chce (ludzie nie popierają Putina). W obecnych warunkach, jakakolwiek poważna ofensywa przeciw Ukrainie ugrzęźnie podczas szturmu większych i średnich miast. Dla Putina oznaczać to będzie wielką i krwawą wojnę miejską "a la Sarajewo", zwłaszcza wówczas, gdyby podjęto próbę sforsowania Dniepru.

Obecna sytuacja znajduje się w stanie zamrożenia. Stare niebezpieczeństwa nie zniknęły. Zachowanie Putina dalej jest niezrównoważone. Nie udało mu się zrealizować większości celów, nie wiadomo co robić dalej. W drugiej połowie roku można także oczekiwać, iż Rosja będzie się domagać, by w nowej konstytucji Ukrainy zapisano prawo regionów wschodnich nałożenia veta na wstąpienie do NATO, itd.

Może się mylę, ale tak widzę obecną sytuację.


Tłumaczenie: ZDZ




Oryginał ukazał się na blogu Władimira Miłowa publikowanym także na portalu radiostacji "Echo Moskwy": http://www.echo.msk.ru/blog/milov/1529632-echo/




*Władimir Miłow jest dyrektorem Instytutu Polityki Energetycznej. W 2002 roku przez kilka miesięcy zajmował stanowisko wiceministra energetyki w rządzie Michaiła Kasjanowa. Znany jest także ze swej działalności w szeregach opozycji demokratycznej. W roku 2008 wspólnie z Borysem Niemcowem opublikował krytyczny raport „Putin. Rezultaty.” W 2012 r. został wybrany przywódcą opozycyjnej parti „Demokratyczny Wybór”. 









Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com






wtorek, 10 czerwca 2014

Wieniediktow: Szef odpowiada za wszystko


Putin nigdy nie ucieka od odpowiedzialności. Wysłuchuje opinii z różnych stron, ale decyzje podejmuje samodzielnie. Nie ma wątpliwości, iż będzie się ubiegał o prezydenturę po raz kolejny w 2018 roku. Zachodnie sankcje są bolesne dla gospodarki rosyjskiej, kryzys na Ukrainie może przekształcić się w ropiejącą ranę.


Aleksiej Wieniediktow, redaktor naczelny radiostacji „Echo Moskwy” oprowadza czytelników po kulisach kremlowskiej polityki.


Wywiad ukazał się na lamach publikowanego w Jekaterynburgu sieciowego magazynu Znak.com


Rozmawiał Aleksandr Zadorożnyj




Naczelny redaktor radiostacji „Echo Moskwy” Aleksiej Wieniediktow jako pierwszy (i wówczas jedyny) publicysta przepowiadał głośno, iż Władimir Putin „połknie” Krym.  Nikt wówczas mu nie wierzył, Wieniediktowa uznano za szaleńca. Podobny plan – jak twierdzi – zaczęto opracowywać już w 2008 roku,  niemal równocześnie z wojną w Gruzji. Nie trzeba chyba podkreślać, iż Aleksiej Wieniediktow jest jednym z najlepiej poinformowanych i cieszących się największym wpływem szefów rosyjskich mediów. W końcu ubiegłego tygodnia, uczestnicząc w auto maratonie „Echa Moskwy”  po terenach Powołża i Uralu znów odwiedził Jekaterynburg. Skorzystaliśmy z okazji, by poprosić go o nową porcję prognoz na przyszłość.  



Aleksiej Wieniediktow kieruje radiostacją ” Echo Moskwy” od 1998 roku.


Aleksandr Zadorożnyj:
- Przyłączając Krym, Władimir Putin sam podgrzał w kraju nastroje nacjonalistyczne. W krymskim wystąpieniu wielokrotnie używał słów „rosyjski”, „Rosjanin”. Teraz jednak, kiedy bombardowany jest Donbas, a pod jego adresem kierowane są apele o wprowadzenie sił zbrojnych, Putin przestał posługiwać się tą retoryką. Pytanie: Putin jak wiadomo wsłuchuje się uważnie w głos swego elektoratu, teraz jednak traci zdobyty wcześniej kapitał polityczny. Nacjonaliści mogą się od niego odwrócić… Może dla Putina ich poglądy to niewiele znaczące „kwiatki’?


Imperialista w komunistycznym stylu


Aleksiej Wieniediktow:
Na ile rozumiem Putina, to oczywiście nie jest on żadnym nacjonalistą. Na każdym spotkaniu z redaktorami naczelnymi rosyjskich mediów podkreślał, jakie niebezpieczeństwa dla Rosji i jej integralności niesie ze sobą nacjonalizm. Putin zawsze rozumiał, iż wszelkie przejawy nacjonalizmu wiodą prostą drogą do rozpadu Rosji. Często to powtarzał. Do roku 2012 – niepublicznie, od roku 2012 zaczął się na ten temat wypowiadać ostrożnie i publicznie. Według mojej klasyfikacji Wladimir Wladimirowicz Putin jest imperialistą w komunistycznym rozumieniu tego terminu i oczywiście internacjonalistą. Dla niego – tak, jak to rozumiem – Związek Radziecki stanowił kontynuację rosyjskiego imperium. To dlatego Putin nie odwołuje się do emocji nacjonalistycznych, dla niego znaczenie ma ziemia, nie krew. 

Jeśli interpretuję jego poglądy prawidłowo, Putin rozumuje tak: Krym jako terytorium należał do rosyjskiego imperium, należał też do RFSRR oraz ZSRR. Podobnie traktowało tę sprawę pokolenie Breżniewa. Żyjąc w zjednoczonym państwie, nikt nie zastanawiał się w jaki sposób ono powstało i z jakich składa się części. Dla Putina rozpad rosyjskiego imperium, a potem ZSRR był geopolityczną tragedią, mówił o tym wielokrotnie. Teraz obserwujemy powrót to tej retoryki. A wracając do terminu „Rosjanin”, dla niego oznacza on po prostu „mieszkańca Rosji”.

Zadorożnyj:
Powtarza pan często, iż pańskie prognozy są pesymistyczne. W jednym z wywiadów mówił pan: „Jeśli (na południu i wschodzie Ukrainy) krzykną „pomocy” , on jej udzieli. Zwłaszcza jeśli na jakimś placu będzie leżało dwadzieścia trupów.” Sens innej pańskiej wypowiedzi był następujący: Putin przebije korytarz do Naddniestrza, włączając Mikołajew i Odessę, w obu tych miastach działają stocznie, o kluczowym znaczeniu dla Floty Czarnomorskiej. Widzieliśmy już pożar w Odessie, bombardowania Donbasu. Co jeszcze musi się wydarzyć, by Putin zdecydował się na wprowadzenie sił zbrojnych? A może się nie zdecyduje?

Wieniediktow:
Mam znajomego, jest już bardzo stary, w czasach radzieckich kręcił się w pobliżu Biura Politycznego. Słyszę od niego, kiedy głośno rozmyślam na podobne tematy: „Aleksieju, pan nie wie, co się dzieje w środku.” My nie wiemy, co się dzieje w środku. Moim zdaniem tragedię rosyjsko-ukraińską łatwiej zrozumieć, gdy spojrzeć na nią nie jak na wybór fotografii, a jak na film. Nic się jeszcze nie skończyło i nie zakończy przez dłuższy czas, tam wciąż wszystko może się zdarzyć. Mamy do czynienia z elementami wojny domowej. Nasza wiedza, co to takiego wojna domowa oparta jest na razie na lekturze książek. Brat bije się z bratem, ojciec z synem, matką z córką. Badania historyczne udowodniły, iż okrucieństwo wojny domowej jest wiele razy większe, niż okrucieństwo wojen rozpętywanych dla podbojów. Tylko sąsiedzi prowokują równie silne emocje. Co więcej na terytorium Ukrainy strzelają obywatele Rosji. Funkcjonariusze Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Czeczenii podają się do dymisji, cale ich bataliony wyruszają na Ukrainę. Do Czeczenii zaczęto już wysyłać trumny, „ładunek 200”, dobrze wiemy jak Czeczeńcy reagują na śmierć swoich rodaków. Więc wszystko będzie się raczej rozwijać.

Być może zobaczymy teraz jakieś przejawy woli politycznej. Nasz ambasador Michaił Zurabow pojechał do Kijowa na inaugurację Poroszenki. Wcześniej go odwołano, więc można w tym geście dostrzec przejaw naszego uznania dla nowej ukraińskiej władzy, dla Poroszenki jako prezydenta. Można spróbować z powrotem wepchnąć pastę do tubki. Ale to nie będzie proste zadanie. Mamy do czynienia z konfliktem wielu różnych interesów.





Jak mówi Łatynina (Julia Łatynina, znana blogerka, dziennikarka, publicystka „Echa Moskwy” – red. Znak) dokonuje się właśnie palestynizacja południa i wschodu Ukrainy. Ten region zamienia się w niegojący się wrzód. Komendanci polowi robią swoje, zewsząd napływa broń, z całego świata ciągną najemnicy w poszukiwaniu zarobków i uznania. Mieszkańcy południa i wschodu Ukrainy stali się ofiarami długotrwałej tragedii. Trafili do piekła, nie wiadomo jak chronić się przed bombami, przypadkowymi kulami, rykoszetami. Niczego tam nie uda się zatrzymać, tak tylko na rozkaz Putina, Obamy i Poroszenki. Ten konflikt żyje już swoim życiem, komendanci polowi coraz mniej poddają się kontroli, zaczęły się rabunki. Tam czeka się na rosyjskie pieniądze z budżetu, handluje się bronią, do regionu dociera jej sporo, to już jest wielki biznes. Południe i Wschód mogą przekształcić się w wielką „czarną dziurę”, to jest naprawdę bardzo smutne. Z palestyńskiej sytuacji nie ma wyjścia, rośnie potrzeba zemsty rodowej, plączą różne interesy. Nie mam pojęcia, jak z tego wszystkiego się wyplątać.

Zadorożnyj :                                                                                                                             A Ten korytarz w kierunku Naddniestrza…. To prawda?


Wieniediktow:                                                                                                                         Taka opcja także jest planowana. 21 lutego, ludzie nie z samej góry, ale uczestniczący w pracach nad koncepcją polityki zagranicznej powiedzieli mi, iż patrzę w nieprawidłowym kierunku. Ja przyglądałem się Donieckowi, oni Naddniestrzu. Jest ściśnięte pomiędzy nieprzyjaznymi nam Rumunią i Mołdową, nieprzyjazną Ukrainią i VI Flotą USA, my Naddniestrza tak nie zostawimy, usłyszałem, będziemy się tam przebijać. Nie rozmawialiśmy o akcji zbrojnej, Janukowicz wciąż jeszcze był prezydentem, poruszyliśmy kwestią Naddniestrza jako zadanie o strategicznym znaczeniu. I co teraz z tym zamierzamy zrobić?

Zadorożnyj:
Słyszeliśmy od Pana, że Putin myśli o kolejnej kadencji prezydenckiej….


Operacja: „Wybory 2018 roku”


Wieniediktow:

Audytorium „Echa Moskwy” rośnie 
zawsze w sytuacjach kryzysowych.
Jestem całkowicie przekonany, iż Władimir Putin zgłosi swoją kandydaturę w 2018 roku. O ile się orientuję, w administracji prezydenta działają zespoły socjologiczne, ich zadanie polega na zbieraniu danych dotyczących popularności nie możliwego następcy a obecnego prezydenta (w udzielonym w lutym wywiadzie dla „Nowej Gaziety”, Aleksiej Wieniediktow wymienił jako trzech potencjalnych pretendentów, trzech Siergiejów – Iwanowa, Szojgu i Sobianina. „Ja bym i nie wykluczał Miedwiediewa” - dodał wówczas Wieniediktow – red. Znak).

Od dawna przyglądam się naszym mechanizmom wyborczym, więc to dla mnie oczywiste, iż ci ludzie analizują bazę, zastanawiają się, czy jest możliwe szybkie i błyskotliwe zwycięstwo w kolejnych, czwartych dla Putina wyborach.

Zadorożnyj:
Problem Naddniestrza będzie rozwiązywany właśnie podczas czwartej kadencji Putina?

Wieniediktow:
To pytanie należałoby raczej wysłać na adres Sztabu Generalnego…

Zadorożnyj:
Znany politolog Aleksander Dugin wzywa obecnie do wysłania naszych sił zbrojnych na Ukrainę. Twierdzi także, że przyłączenie Krymu stało się faktem, dzięki temu, że przez wszystkie te lata Putin przysłuchiwał się jego radom…

Wieniediktow:
Jeśli będę krzyczał głośniej od innych, iż Putin będzie kandydował na następną kadencję, to nie znaczy, że „on sam mnie usłyszy….” Nie bawmy się w przedszkole. Zwycięstwa zawsze mają wielu ojców.

Zadorożnyj:
O to właśnie chciałem zapytać: Czy w oczach Władimira Putina ktoś jest prawdziwym autorytetem, czy ma on jakichś doradców? Nie mam na myśli jego współpracowników uczestniczących w polityce bieżącej.

Wieniediktow:
Oczywiście wszyscy staramy się obserwować sytuacje, odnotowywać wszystkie zakręty i przejawy ekstremizmu. Zadanie ludzi zatrudnionych w administracji  polega na formułowaniu dla prezydenta programu działań. Oni wszystko analizują – on dokonuje wyboru. Ale ja bym w ramach tego procesu unikał niepotrzebnych personifikacji. Jeśli 80 % ludności krzyczy „Krym jest nasz”, Dugin jest tylko jednym z owych 80%. Czy krzyczał głośniej od innych? Jednak poziom krzyku w żadnym wypadku nie wpływa na decyzje prezydenta Putina.

Zadorożnyj:
Dla Putina nie ma znaczenia kto podnosi glos?

Wieniediktow:
Nie ma. Putin zwykle mówi cicho i nie lubi, gdy ktoś podnosi głos.

Zadorożnyj:
Jakimi wpływami w otoczeniu Putina dysponuje „partia wojny”?

Ostrożny, podejrzliwy, dokładny


Wieniediktow:
Drużyną Putina jest cała rosyjska biurokracja, od Czubajsa do Sieczina i Rogozina. Mamy w niej doświadczonych, w pozytywnym znaczeniu tego słowa, liberałów i skrajnych reakcjonistów. Wszyscy dzielą się z prezydentem swoimi poglądami. Dobrze się w tym orientuję, ludzie z rządu odpowiedzialni za resorty gospodarcze, przedstawiciele korporacji państwowych, banków tłumaczyli prezydentowi, jakie będą konsekwencje sankcji nałożonych na Rosję w odpowiedzi na przyłączenie Krymu. Nie da się powiedzieć, iż Putin nic na ten temat nie wiedział. Prezydent szukał własnej odpowiedzi. Od ekonomistów usłyszał jedno, od Sztabu Generalnego coś innego, a od jastrzębi w rodzaju Sieczina i Rogozina ich wersję. I podjął decyzję. Mam wrażenie, że wywarcie na Putina jakiegoś nacisku jest szczególnie skomplikowane.

Putin jest niezwykle ostrożny, podejrzliwy, dokładny. Są w tym swoje plusy, są i minusy. Osobiście dostrzegam w tym więcej minusów, jeśli twoi asystenci, zespoły doradcze nie są w stanie w żaden sposób na ciebie wpłynąć, to powstaje pytanie, czy są ci w ogóle potrzebni. Kiedy człowiek podejmuje decyzje jednoosobowo, to tym sam podnosi cenę każdego błędu, rośnie też ilość następstw. I w końcu mamy, to co mamy. Tak, czy inaczej nie sądzę, bo komukolwiek udało się wywrzeć na Putina nacisk. Władimir Władimirowicz w najmniejszym stopniu nie jest uzależniony od stanowiska swoich gremiów doradczych.

Zadorożnyj:

W skład Klubu Izborskiego wchodzą konserwatywni 
publicyści, politycy, naukowcy.
W Rosji wielu uważa, iż zachód nie chce wsłuchać się w argumenty formułowane przez Rosję i że usiłuje wyłącznie ją obarczyć odpowiedzialnością. Często towarzyszy pan w europejskich podróżach ministrowi spraw zagranicznych Ławrowowi. Tak jest w rzeczywistości? Czy wciąż istnieje realna możliwość uregulowania pokojowego z udziałem Zachodu i Rosji? Czy może jest odwrotnie, i tak jak sugerują to nasi konserwatyści, członkowie Klubu Izborskiego, walki na Wschodzie i Południu Ukrainy toczą się wciąż, by ograniczyć Putinowi pole wyboru, by zmusić go do wprowadzenia sił zbrojnych i tym samym doprowadzić do zastosowania przez Zachód wobec Rosji pełnego kompletu sankcji, gospodarczych, technologicznych, itp.?

Wieniediktow:
Nie ma jednego Zachodu. Jednolity, ogólny Zachód istnieje tylko w mózgach niewykształconych rosyjskich politologów. W rzeczywistości każdy z krajów pilnuje własnych interesów. Tak samo każda działająca tam partia. W rezultacie istnieje wiele różnych propozycji odnoszących się do kwestii uregulowania kryzysu na Ukrainie. Państwa G7, wiodące mocarstwa gospodarcze (do niedawno razem z Rosją państwa te tworzyły grupę G8 – red. „Znak”) w kwestii przyłączenia Krymu wspólnie zajęły mniej więcej zbliżone stanowisko. Zdarzyło się to po raz pierwszy od 1945 roku, by jedno państwo europejskie chapnęło kawałek terytorium innego europejskiego państwa, naruszając tym samym wszelkie umowy międzynarodowe i istniejące granice. Nie da się przytoczyć żadnego innego podobnego przykładu. I chciałby pan, by inne państwa, same niekiedy posiadające podobne problemy, zareagowały inaczej?

Zadorożnyj:
Nawiasem mówiąc porównywanie Krymu z Jugosławią jest pozbawione sensu. Tam nikt nie sięgał po cudze terytorium…

Wieniediktow:
Ma pan rację. Z Krymem jednak to się zdarzyło, taka prawdziwa nowela literacka. Tak, czy inaczej, proponowałbym, by zwrócił pan uwagę na memorandum genewskie z 17go kwietnia. Podpisali je Ławrow, Kerry,  Ashton oraz ukraiński minister spraw zagranicznych Deszczyca. W nim nie wspomina się o Krymie, jak by ta historia stanowiła oddzielny przypadek. Mało kto o tym pamięta. Oznacza to, iż zdaniem Zachodu, rozbrojenie na Ukrainie to jedna historia, a przyłączenie Krymu inna. Nie aprobują przyłączenia, ale nie widzą konieczności, by wszystko to objąć jednym pakietem. Tak to odebrano na Kremlu.

Gdyby nasi politolodzy, obserwowali dyskusję w krajach Zachodu, musieliby zauważyć na przykład, jak bardzo republikanie najeżdżają na Obamę. Uważają go za mięczaka, ich zdaniem poszedł na ustępstwa wobec Putina, a na Ukrainę należałoby wysłać amerykańską armię. Poglądy Obamy i McCaina w tej kwestii różnią się całkowicie. Podobnie jest z Hollande’m i Sarkozy’m. Ten ostatni dopiero co odwiedzał Putina w Soczi, potem jeździł do St. Petersburga.

To oczywiste, iż przyłączenie Krymu, sprawiedliwe czy nie, otworzyło skrzynię Pandory. Pojawiła się kwestia weryfikacji granic w oparciu o jakieś dawne wydarzenia historyczne. Rację ma ten, kto jest silniejszy, to niepokoi wszystkich najbardziej, nie wydarzenia krymskie.


Pluńmy na zachodnie pieniądze


Zadorożnyj:
Sankcje i groźby ich zaostrzenia dowiodły, iż Zachód jest w stanie okazywać poważny wpływ na naszą gospodarkę…

Wieniediktow:
Nie może być inaczej. Federacja Rosyjska jest częścią światowej gospodarki, nie żyjemy w izolacji. Znacząca część naszych kryzysów gospodarczych miała swój początek poza granicami naszego kraju. Nie ma wątpliwości, iż sankcje uderzą w gospodarkę, im będą surowsze i bardziej wyrafinowane, tym ich skutki będą bardziej bolesne. Prawie wszyscy zapomnieli już o tym, iż źródłem upadku ZSRR były sankcje wprowadzone w odpowiedzi na interwencję w Afganistanie. Pamięta się jedynie o tym, iż niektórzy nie przyjechali na moskiewską Olimpiadę. Wato jednak zajrzeć do dokumentów, przeanalizować je, doprowadzono do spadku cen ropy, nałożono sankcje ograniczające import zboża, zaczęło się zmniejszanie dostaw, pojawiły się kartki na artykuły spożywcze. Dowiedzieliśmy się, co to takiego klasyczne embargo.

Zadorożnyj:
Uderzając w gospodarkę, można także wpłynąć na politykę wewnętrzną…

Wieniediktow:
Tu nie ma prostego związku. W dłuższej perspektywie uderzenie w gospodarkę może doprowadzić do mobilizacji społecznej. Ludzie zaczną myśleć, dlaczego jest nam tak źle, dlaczego nie starcza towarów i pieniędzy. Najpierw odpowiedzą sobie, dlatego iż kiepsko pracujemy. Potem jednak, znajdą wytłumaczenie prostsze, lżejsze i wygodniejsze: dlatego, ze okrążyli nas wrogowie. Jak to tak – ja kiepsko pracuję? Pracuję świetnie !


Sankcje i ustępstwa


Zadorożnyj:
Pod wpływem sankcji, Putin może pójść na ustępstwa?

Wieniediktow:
Tak mówić mogą tylko ludzie nie wykształceni. Oni też mają prawo do swojego niewykształconego punktu widzenia. Pytam raz jeszcze: czy ci co tak myślą, uważają Putina za idiotę? Wierzą, iż da się go na to złapać? Nawiasem mówiąc, Władimir Wladimirowicz sprawuje funkcję głowy państwa dłużej, niż którykolwiek ze światowych przywódców. Naprawdę są tacy, komu się wydaje, iż będzie w stanie podejść Putina? Będzie do tego zdolny? Chyba go nie doceniają.

Zadorożnyj:
Możemy długo zastanawiać się nad tym, jakie będą skutki nowych, dodatkowych sankcji. Ale może odpowiedzmy lepiej, jakie będą konsekwencje już tych wprowadzonych?

Wieniediktow:
Konkretne osoby, szczerze mówiąc, mało mnie interesują. Jednak sankcje sektorowe, to oddzielna historia. To nie pojedynczy wystrzał, to stopniowe duszenie. Są przecież sprawy „niesankcyjne”. W jednym z największych banków światowych odbywa się dyskusja na temat kredytu dla Rosji. Bierze w niej udział amerykański dyrektor i zapowiada: nie będziemy głosować za ten kredyt, to niepewna historia, ich polityka jest jakaś dziwna, nagle zabrali cudze terytorium, lepiej dajmy pieniądze Indonezji. Nie ma jeszcze sankcji, pieniądze płyną w innym kierunku. Rośnie koszt pieniędzy dla Rosji.

Zadorożnyj:
W odpowiedzi można usłyszeć w Rosji, możecie się udławić swoją śmierdzącą zachodnią kasą, damy sobie radę, pójdziemy na giełdę w Hongkongu?

Wieniediktow:
Niech idą. Tam będzie tak samo. Zobaczą, że kraj znajduje się w trudnej sytuacji, podniosą stawkę procentową. Żadne Chiny nam nie pomogą. Wpychanie nas w ramiona Chin – to taki chytry zabieg strategiczny. Ale warto, byśmy to rozumieli, Putin jest tego świadomy, dostrzega, że wpychają go w chiński ślepy zaułek.

Zadorożnyj:
Nie mamy innych wariantów?

Pole manewru 



Władimir Putin pełni funkcję głowy państwa o wiele 
dłużej, niż którykolwiek ze światowych przywódców. 

Wieniediktow:
Putin zawsze ma pole manewru. Można to było zaobserwować w Normandii. Gazprom idzie na cenowe ustępstwa, wojska rosyjskie wycofują się znad granicy Ukrainy, nasz ambasador jedzie na inaugurację Poroszenki – to są istotne kroki, nie zasłona dymna. Jeśli oszukasz, przestaną ci wierzyć. Poziom zaufania ma wielkie znaczenie.

Zadorożnyj:
Niektóre nasze media opisują rezultaty wyborów do Parlamentu Europejskiego, jak gdyby było to zwycięstwo konserwatywnego kursu Wladimira Putina. Taka ocena jest uzasadniona? Można się spodziewać, iż w rezultacie tych wyborów, stanowisko Europy wobec Rosji stanie się bardziej samodzielne i życzliwsze?

Wieniediktow:
Tak mogą przypuszczać tylko nieprzygotowani i nieuważni obserwatorzy. Marie Le Pen nie ma wpływu na stanowisko Europy, na decyzje podejmowane przez rządy europejskie, to nie od niej zależy współpraca z Rosją, lub jej brak. Choć zdobyła 25% głosów, jej partia pozostanie na marginesie. A poza tym, tych 25% też nie jest powodem do radości. Kiedy głos zabierają faszyści europejscy, słyszymy w Rosji, to nasi. Wtedy chce mi się zareagować, pewnie w 1942 mógłbyś przyjacielu  znaleźć dla siebie robotę starosty w Brześciu, najechali nas twoi sojusznicy.

Zadorożnyj:
W lutowym wywiadzie dla „Nowej Gaziety”, rozmawiał pan z Dmitrijem Bykowem, mówił pan, że Janukowicz, nie wydał rozkazu strzelania do Majdanu….

Wieniediktow:
Mamy dziś dostęp do dokumentów znalezionych u Janukowicza, notatki jego ochroniarzy, co robił, z kim się spotykał, kto telefonował. Nie ma dowodów, nie ma nawet aluzji. Gdzie wtedy był? Na polowaniu, zastrzelił masę zwierząt. Decyzja nie była przygotowana, podjęto ją w pośpiechu. Nie ma dziś dowodów na to, że Janukowicz osobiście wydał taki rozkaz. Dokąd mi ich nie pokażą, nie uwierzę.

Zadorożnyj:
Następne pytanie dotyczy Putina, nie Janukowicza. Gdyby coś podobnego wydarzyło się w Moskwie, Wladimir Wladimirowicz nie będzie się wahał?

Wieniediktow:
Nie mam pojęcia, będzie się wahał, czy nie. Ale Putin nigdy nie uciekał od odpowiedzialności. To jego zasada: podjąłem decyzję, proszę ją wykonać. Nigdy niczego na nikogo nie zwalał, tak było zawsze. Kiedy popadłem z nim konflikt w związku z wojną w Gruzji, przyniosłem mu dokumenty, takie słowa padły na antenie „Echa Moskwy”, a tam powiedziano to i to (kiedy radiostacja „Echa Moskwy” poinformowała słuchaczy, jakie jest stanowisko nie tylko Rosji, ale i strony gruzińskiej, Putin powiedział w rozmowie z Wieniediktowem: „Nie jest pan zdrajcą, jest pan wrogiem”, w ustach prezydenta był to swego rodzaju komplement – red. Znak).

Usłyszeliśmy wtedy od Putina, sam nic nie wiem, ale tu jest Wieniediktow, on odpowiada za wszystko. To jest słuszne – szef odpowiada za wszystko. Tak rozumie to Putin, nigdzie nie będzie się chować. Niech pan popatrzy, on sam wydaje wszystkie oświadczenia w kwestii Ukrainy, nie Ławrow, nie Szojgu, nasz minister obrony w ogóle niczego nie mówi. Sam Putin występuje i składa oświadczenia, uwalniając od odpowiedzialności – drobiazg - swoich współpracowników.

Zadorożnyj:
Więc czy w Rosji byłoby to możliwe, by rozkaz o rozpędzeniu Majdanu, w końcu zdarzenia o znaczeniu historycznym, wydał nie Putin, ale jakiś półkownik z jego otoczenia?  Tak, jak pana zdaniem, zdarzyło się to w historii z Janukowiczem.

Wieniediktow.
Możliwe. Ale na początku co to było za wydarzenie historyczne? Ktoś rozkazał Bierkutowi rozpędzić demonstrację 80 studentów, trudno tu mówić o historii.  To po pierwsze. A po drugie, widzimy, iż na wschodzie i południu Ukrainy decyzje operacyjne podejmują komendanci polowi. Mało prawdopodobne, by myśleli o historii. Putin pewnie myśli, ale oni nie. Niech potem politycy się w tym grzebią.

Zadorożnyj:
W jednym ze swoich wcześniejszych wywiadów powiedział pan, że Putin ma do dyspozycji pierwszą połowę prezydenckiej kadencji, by przeprowadzić szereg niepopularnych reform, utrzymanych w duchu Gajdara, w takich dziedzinach jak szkolnictwo, ochrona zdrowia, system emerytalny. Połowę kadencji mamy już za sobą….

Wieniediktow:
Niczego nie zrobiono. Krym zasłonił wszystko. Putin wybrał formułę zwycięstwa, mobilizacji patriotycznej, w ten sposób wskaźnik jego popularności, wyrósł o półtora raza. Te nastroje w społeczeństwie trzeba stale podsycać, same z siebie długo nie przetrwają. Niepopularne reformy zepchnięto na drugi plan, na razie Putin uznał, że nie są najważniejsze. Nic nie świadczy też o tym, iż ma zamiar do nich wrócić.

Zadorożnyj:
Zmiana geopolitycznego wektora, nowa retoryka, „znajdujemy się w okrążeniu, otaczają nas wrogowie” , te momenty oznaczają, że dla modernizacji kraju trzeba będzie znaleźć źródła wewnętrzne. Znajdujemy się na skrzyżowaniu, można spróbować zmiany aparatu zarządzającego w stylu „soft”, razem z nią czekałby nas odwrót od konserwatyzmu, odwilż, pobudzenie inicjatywy indywidualnej, albo odbędzie się rewolucja kadrowa z góry, czystki, mobilizacja nowego putinowskiego aktywu, równolegle, dalsze zwiększenie roli państwa w gospodarce, pięciolatki, itd. Jaka ścieżka pana zdaniem zostanie wybrana”

Wieniediktow:
Pana obraz jest uproszczeniem. Obserwujemy elementy jednego i drugiego. Wszystko zaczęło się nie półtora roku temu, raczej zimą 2012 roku, zaraz po serii masowych demonstracji na Placu Blotnym. Wtedy właśnie dokonano wyboru na korzyść „konserwatywnej większości” i „konserwatywnych wartości”. To był świadomy wybór Putina, to pasuje do niego, czuje się z tym komfortowo. Powtarzam: sami należymy do jednego pokolenia, ważne dla nas są stabilność, powolny ruch, bez gwałtownej modernizacji, konserwatyzm. Ale i tak, cały ten ruch jest chaotyczny i idzie w różnych kierunkach.


Kto się boi „Echa Moskwy”?


Zadorożnyj:
Chciałbym także zadać kilka pytań dotyczących pana osobiście. Ojciec i syn, Arat i Aszot Gabrielianowie (właściciele wielu aktywów w mediach aktywnie wspierających Kreml i Putina – „mediawRosji”) demonstrowali ostatnio wobec pana wyjątkowe chamstwo. Deputowany Dumy Państwowej Fiodorow wzywał do rozprawienia się ze zdrajcami narodowymi w środkach masowego przekazu, zaczynając od radiostacji „Echo Moskwy”. Naprzeciwko waszej siedziby instalowano gigantyczne bannery atakujące „piątą kolumnę”. Na wojnę z waszą radiostacją wyruszył dyrektor generalny państwowego holdingu telewizyjnego WGTRK, Oleg Dobrodiejew. I tak dalej. Czy te działania lękają pana? rozdrażniają ? czy może reaguje pan z uśmiechem? Sam pan powiedział  w rozmowie z Władimirem Poznerem (znany rosyjski publicysta telewizyjny –„mediawRosji”), iż tylko dwóch ludzie orientuje się, jaka będzie przyszłość waszej radiostacji – Władimir Putin i Dmitrij Miedwiediew…


Wielki plakat z portretami przywódców rosyjskiej 
„piątej kolumny” powieszono naprzeciwko siedziby 
„Echa Moskwy”..
Wieniediktow:
To wszystko jest nieprzyjemne, ale nic poza tym. Mój stosunek do tych działań jest filozoficzny. Dobrze rozumiemy, kto stoi za każdym z tych napadów. Orientujemy się, który z nich jest szczery, a kiedy mamy do czynienia z odpowiednia reżyserią i wzbudzaniem histerii. Dziś powiedziałbym, iż o losie radiostacji „Echo Moskwy” zadecyduje jeden człowiek. Nie Oleg Borisowicz Dobrodiejew i nie Aram Aszotowicz Gabrielianow.  Ojciec Gabrielianow dobrze orientuje się, iż wszystko wygląda trochę inaczej. Pytanie o nas należałoby raczej zadać Jurijowi Kowalczukowi (osobisty przyjaciel Putina, bankier, współwłaściciel holdingu „Nacjonalnaja Media Grupa” – red. Znak).

Ja na razie pytał nie będę, bo rozumiem kto, jak i dlaczego, organizował wymierzone w nas akcje. Po co miałbym stawiać pytania i wzbudzać u niektórych poczucie dyskomfortu. Ale oczywiście inaczej oceniam teraz ludzi zaangażowanych w akcje przeciw  nam, zwłaszcza tych, którzy robią to, nie w zgodzie z własnymi przekonaniami, a po to by zwiększyć swój udział procentowy w jakimś przedsięwzięciu, albo żeby zasłużyć na jakieś nagrody państwowe. Mówiłem już o tym, że za wieloma wymierzonymi w nas akcjami stał Oleg Dobrodiejew. Ludzie powinni wiedzieć, że stary Dodrodiejew ze stacji telewizyjnej NTV i ten nowy, to są dwie różne osoby, ten stary umarł, ten nowy jest jakimś samozwańcem, fałszywym Dobrodiejewem,  ŁżeOleżkiem, takiego nie znam i nie chcę poznać. Człowiek się zmienił, mój stosunek do niego też. Takie jest życie, bywa, ze możemy się rozczarować w odniesieniu do pewnych osób.

Zadorożnyj:
Zdarzyło się w ostatnim okresie, iż pomyślał pan, jak to dobrze, że mam osobistą ochronę?

Wieniediktow:
Chyba nie. To jest okropne. Wybieram się na spotkanie z kobietą, a oni idą za mną, stoją w drzwiach. Okropne, na prawdę okropne.

Zadorożnyj:
W 1993 roku o mało co nie rozstrzelano pana na dziedzińcu Białego Domu (podczas buntu Rady Najwyższej wymierzonego w Borysa Jelcyna – „mediawRosji”). Uratował się pan dzięki temu, że udało się panu rozgadać konwojenta. Warto dziś rozmawiać? gadać z ludźmi? choć widzimy, że pewne rozmowy prowokują tylko głębszą nienawiść.

Wieniediktow:
Trzeba rozmawiać. W pewnym momencie napięcie osiąga szczyt, ale potem poziom nienawiści spada, jeśli zaprzestać rozmowy, nienawiść pozostaje. Należy tłumaczyć swoje stanowisko. Nie ma w tym nic niewłaściwego.


Słowa podziękowania za pomoc w organizacji wywiadu kierujemy pod adresem naczelnego redaktora radiostacji „Echo Moskwy-Jekaterynburg” Maksyma Putincewa. 



*Aleksiej Wieniediktow (ur.1955), charyzmatyczny i kontrowersyjny moskiewski dziennikarz, publicysta, redaktor naczelny liberalnej moskiewskiej radiostacji „Echo Moskwy”. 







Oryginał można znaleźć pod adresem:




O radiostacji „Echo Moskwy” na blogu „Media-w-Rosji”:


Radiostacja „Echo Moskwy” od lat zajmuje szczególne miejsce w archipelagu rosyjskich mediów. Pozostaje źródłem wolnej od cenzury informacji i komentarzy przedstawiających różne punkty widzenia. Formalnie większościowym udziałowcem radia jest koncern Gazprom Media. O wyborach redaktora naczelnego w radiostacji "Echo Moskwy" pisze Natalia Rostowa. Materiał portalu slon.ru .




Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com

sobota, 31 maja 2014

Rosyjska gospodarka: sankcje i spowolnienie


Przez ostatnich 14 lat rosyjska gospodarka mogła pochwalić się solidnymi wskaźnikami rozwoju. Teraz jednak gwałtownie wyhamowała. Kryzys ukraiński – ostrzega były minister finansów i wicepremier, Aleksiej Kudrin - przyniesie dodatkowe spowolnienie. Jeśli za jakiś czas, jego skutkiem będzie spadek dochodów ludności, Kreml może się zetknąć z groźnymi przejawami niezadowolenia społecznego. W dodatku, recepty rządu na walkę ze spowolnieniem gospodarczym są niejasne i nieprzekonujące.


Rozmowa  z Aleksiejem Kudrinem, wieloletnim ministrem finansów i wicepremierem Federacji Rosyjskiej (2000-2011) na antenie stacji telewizyjnej „DOŻD’”. Wyemitowano ją w programie „Hard Day’s Night



W rozmowie wzięli udział:

Michail Zygar – naczelny redaktor telewizji „DOŻD’”
Maria Makiejewa – zastępca redaktora naczelnego telewizji „DOŻD’”
Lew Parchomienko – autor programów gospodarczych na antenie telewizji „DOŻD’”
Jelizawieta Osetinskaja – red. naczelna redaktor agencji RBK
Andriej Gorianin – redaktor naczelny portalu „slon.ru”








Michaił Zygar:
Nie możemy zacząć od innego tematu, zwłaszcza teraz, kiedy ze wschodu Ukrainy przychodzą takie, a nie inne wiadomości. Zaledwie pół roku temu, jak sądzę, nikt z nas nie mógłby sobie wyobrazić, iż w mieście z ludnością powyżej miliona mieszkańców, położonym niedaleko od Moskwy  będzie toczyć się prawdziwy walka, albo że ukraińskie lotnictwo przeprowadzi tam bombardowanie. To jasne, że trudno nam obecnie odgadnąć, czym to się wszystko zakończy.

Jak pan myśli, jaką cenę, za to co się dzieje, przyjdzie zapłacić Rosji?

Spowolnienie


Aleksiej Kudrin:
Rozmawiając o następstwach tego, co się zdarzyło w naszych stosunkach z Ukrainą, musimy porozmawiać też o konflikcie pomiędzy Rosją, a krajami Zachodu.  Nałożono na nas sankcje i w rezultacie naszą gospodarkę dotknie spadek tempa wzrostu, co najmniej w granicach,  od 1% do 1,5%.  Autorzy różnych prognoz mówią o zerowym wzroście, być może o wzroście 0,5%. W innej sytuacji mogliśmy myśleć o wzroście na poziomie 1,5%, albo i 2%. To są skutki tego, co zdarzyło się wokół naszego kraju. Przypominam, mówimy o spowolnieniu wzrostu w ciągu jednego roku. 1% rosyjskiego PKB,  to mniej więcej 700 miliardów rubli.

Michaił Zygar:
Porównywał pan tę sumę z pieniędzmi, jakie wydano na Olimpiadę…

Lew Parchomienko:
Mówił pan, że sankcje będą nas kosztować właśnie tyle. Jakby pan jednak ocenił ich szersze następstwa, nie tylko na poziomie czysto finansowym?

Aleksiej Kudrin:
Nie jesteśmy jeszcze w stanie dać pełnej oceny. Mówiłem już o stracie 1% PKB w tym roku. Ale wpływ sankcji będzie trwał, nawet jeśli nie będą one zaostrzane, wystarczy, że zostaną zachowane. Weźmy taki przykład – w tym roku wiele przedsiębiorstw nie podejmie decyzji o rozpoczęciu nowych projektów. Nie rozumieją, jak będzie się przedstawiała kwestia finansowania, tak ze źródeł wewnętrznych, jak i zewnętrznych. Czy pojawią się nowe elementy ryzyka, czy stanie się ono jeszcze większe…? Inwestorzy postanowili poczekać. W tym roku zaobserwujemy w naszej gospodarce zmniejszenie inwestycji. Nawet jeśli będzie ono niewielkie, na poziomie 2-3%, to jednak w porównaniu z poprzednim okresem, będzie to spadek. To oznacza, że w przyszłym roku nie zostaną uruchomione nowe zakłady, nie powstaną nowe miejsca pracy.

Także w przyszłym roku, jak mi się zdaje, grozi nam zerowy wzrost PKB. Pogrążyliśmy się w stagnacji na co najmniej 2-3 lata. Potencjalnie grozi nam utrata wzrostu, nawet w przypadku, gdyby sankcje nie uległy zaostrzeniu. Spróbowałem oszacować wysokość strat w tym roku i w ciągu najbliższych dwóch lat. A przecież trzeba jeszcze znaleźć pieniądze na zagospodarowanie Krymu. Bieżące wydatki każdego roku to wynagrodzenia, usługi komunalne wszystkich instytucji budżetowych, emerytury, tu będziemy potrzebować  dodatkowo od 80 do 100 miliardów rubli. I tak już będzie każdego roku. Plus inwestycje na Krymie. Do 2020 roku, ta suma urośnie zapewne to 1 biliona rubli, być może będzie trochę mniejsza. Tak, czy inaczej, idzie o setki miliardów. Nasze straty wyniosą w ciągu najbliższych 2-3 lat ok. 200 miliardów dolarów, to jest suma której nam zabraknie.

Lew Parchomienko:
Ma pan na myśli utracone zyski…

Aleksiej Kudrin:
Tak. Plus wydatki bieżące.

Jelizawieta Osetinskaja:
Chciałabym rozwinąć temat strat związanych z Krymem. W tym wypadku. możemy mówić wyłącznie o dodatkowych ciężarach? Być może jednak w związku z Krymem pojawią się też jakieś nowe możliwości gospodarcze? Chciałabym, byśmy ten obraz opisali w sposób bardziej zrównoważony. Mamy tam wielkie terytorium, dwa miliony mieszkańców, będą inwestycje, one przecież pobudzą wzrost. Zastanawiał się pan nad tym, czy tez skupił się pan tylko na tendencjach negatywnych?



Internetowa strona "Komitetu Inicjatyw Obywatelskich" zalożonego
przez Aleksieja Kudrina po jego odejściu z rządu. 


Aleksiej Kudrin:
Moje oceny dotyczą całego kraju. Straty w tej skali wielokrotnie przewyższają niewielkie projekty inwestycyjne i dochody z Krymu. Nie chciałbym w żaden sposób pomniejszać możliwości Krymu, ale korzyści z niego w ciągu najbliższych 3-5 lat będą minimalne. Będziemy więcej wydawać, realizować nowe projekty inwestycyjne, ale przez jakiś czas nie będzie z nich większego pożytku. To będą czysto rosyjskie inwestycje, o żadnych zagranicznych projektach na Krymie, na razie, nie ma mowy. Ten stan rzeczy potrwa tak długo, jak Krym będzie pozostawał strefą o nieokreślonym statusie międzynarodowym. Jak wiadomo, sankcje dotkną tych, którzy zechcieliby na Krymie podjąć jakieś prace. Takie firmy też muszą się z nimi liczyć. Z tego powodu, niektóre nasze czołowe przedsiębiorstwa nie mogą angażować się na Krymie, stanęłyby bowiem w obliczu poważnych strat, tu chodzi o akcjonariuszy, inwestycje, realizacje niektórych projektów, także w Rosji.

Maria Makiejewa:
A utrata przychylności ze strony władz? Nie zaboli bardziej?

Aleksiej Kudrin:
Sukcesy naszych przedsiębiorstw nie zależą tylko od przychylności władz. Równie ważny jest odbiór ich działalności ze strony ludności, innych inwestorów, partnerów, także tych z zachodu. Z wieloma z nich wciąż współpracujemy, sprzedajemy wyroby własne, importujemy ich produkcję, technologie, sprzęt. Utrata tych form współpracy, a budowaliśmy je latami, także stanowi swego rodzaju ryzyko, przedsiębiorcy nie chcą się na nie narażać.

Maria Makiejewa:
Kiedy pojawiły się wspomniane przez pana szacunki, w którym momencie? Czy zostały one przedstawione władzom kraju? Czy prezydenta zainteresowały pana poglądy, zanim jeszcze przyłączono Krym?

Tajne zebranie


Aleksiej Kudrin:
Te szacunki noszą orientacyjny charakter. Wcześniej dotarły do mnie 2-3 prognozy opracowane przez różne agencje, instytucje, we wszystkich odnalazłem jakieś minusy. Wynikały one z tego, iż nie mamy do czynienia wyłącznie z określonym środowiskiem instytucjonalnym i różnymi rodzajami ryzyka ekonomicznego. Na naszych oczach podejmowane są decyzje polityczne, w ich następstwie określone inwestycje, czy formy współpracy likwidowane są momentalnie. Dopiero prognozy uzupełnione o określone poprawki dały obraz możliwych strat. Podzieliłem się moim widzeniem tych problemów na jednym z zebrań, a poza tym, ja specjalnie swoich wątpliwości przed nikim nie ukrywałem.

Maria Makiejewa:
Nie pamięta pan daty tego zebrania?

Aleksiej Kudrin:
Odbyło się jeszcze przed krymskim referendum.

Maria Makiejewa:
Na tym zebraniu na pewno przedstawiano i inne prognozy.

Aleksiej Kudrin:
Nie bardzo wolno mi o tym mówić.

Maria Makiejewa:
Brał Pan udział w tajnym zebraniu ?

Aleksiej Kudrin:
Tak.

Michaił Zygar:
Jednak proszę powiedzieć dokładniej, co to było za zebranie.

Aleksiej Kudrin:
Mówiliśmy o rozwoju gospodarczym, przedstawiano prognozy….

Michaił Zygar:
Na Kremlu?

Aleksiej Kudrin:
Tak, na Kremlu. Ale, jak mi się wydaje, uczestnicy tamtej dyskusji nie do końca uświadomili sobie następstwa sankcji. Mówiliśmy o nich, najwięcej ja.

Jelizawieta Osetinska:
Władze analizują, jaką cenę przyjdzie nam zapłacić? Osobiście odnoszę wrażenie, iż nikt się tym specjalnie nie zajmuje. A przecież jakiekolwiek działania polityczne zawsze mają określone następstwa dla kraju, ludności, finansów.

Aleksiej Kudrin:
Wydaje się, że nikt nie pokusił się o dokładniejsze obliczenia. Ale na tym zebraniu poczucie ryzyka było obecne, także zrozumienie tego, iż w wyniku sankcji, na przykład, eksport ulegnie zmniejszeniu. Na razie, jak sądzę, mamy do czynienia z realizacją scenariusza umiarkowanego ryzyka, z takim scenariuszem nasze władze się liczyły.

Michaił Zygar:
Jeśli prawidłowo zrozumiałem pytanie Lizy Osetinskiej, to jej chodziło także o to, czy przypadkiem w obliczu oczywistych korzyści politycznych związanych z ogromną popularnością obecnej polityki zagranicznej, kwestia sankcji nie zeszła na drugi plan, nikt się nimi specjalnie nie przejął. Sankcje? proszę bardzo, a my i tak wzięliśmy swoje, Krym jest nasz, wystarczy sobie to uświadomić, by poczuć wielki przypływ adrenaliny. W takiej sytuacji, czego tu się bać?

Aleksiej Kudrin:
Nie zgodziłbym się. W tej sytuacji, wszystko jest poddawane ocenie, robione są różnego rodzaju bilanse. I oczywiście trudno zachować pełny spokój. Kiedy dzieliłem się własnymi ocenami, wysłuchano ich z wielką uwagą.



Oficjalnie, rosyjscy biznesmeni i dygnitarze demonstrują
lekceważenie dla zachodnich sankcji. 

Jakoś to będzie...


Andriej Gorianow:
Podczas Forum Ekonomicznego w Petersburgu odniosłem wrażenie, iż nasza elita, urzędnicy, wielcy biznesmeni, są jednomyślni, oceniając optymistycznie perspektywy naszej gospodarki. Ta jednomyślność jest porażająca. Jest pan chyba jedynym człowiekiem, który swoimi wątpliwościami dzieli się publicznie. Skąd bierze się ta jednomyślność? Oprócz pana, ktoś jeszcze usiłuje wytłumaczyć naszym decydentom, iż odmienny punkt widzenia nie jest pozbawiony uzasadnienia?  Takich ludzi na pewno nie jest zbyt wielu.

Michaił Zygar:
Jest ich mniej niż dwóch.

Aleksiej Kudrin:
A ja na forum nie wyczułem aż takiego optymizmu. No tak, oficjalne oceny bywają formułowane w sposób bardziej optymistyczny, mówi się, iż ryzyko nie jest aż tak duże, jak niektórzy się spodziewają i że sankcje uderzą rykoszetem w zachód, nikt jednak nie wymienia żadnych cyfr. Dzisiaj na koniec Ministerstwo Rozwoju Gospodarczego….

Andriej Gorianow:
Proszę mi wybaczyć, pan i Aleksiej Uliukajew (minister rozwoju gospodarczego – „mediawRosji”)….

Aleksiej Kudrin:
… dwa tygodnie temu opublikowało nową prognozę wzrostu PKB na 2014 rok – 0,5%. A ja już półtora miesiąca temu uprzedzałem, że będzie 0%, albo 0,5%. Obecnie dla ministerstwa ten ostatni wskaźnik jest obowiązujący. Ale, jak mi się wydaje, będzie mniej niż pół procenta, być może pozostaniemy w strefie dodatniej, ale znacznie bliżej zera.

Jelizawieta Osetinska:
Usłyszałam to samo od jednego z poważnych biznesmenów,  to był Wekselberg (jeden z rosyjskich miliarderów, szef fundacji „Skołkowo” i holdingu „Renova”). OK., powiedział, będziemy żyć w warunkach takiej stabilizacji.

Andriej Gorianow:
Słyszałem to od wszystkich swoich rozmówców.

Jelizawieta Osetinska:
Przeprowadziliśmy serię wywiadów, za każdym razem słyszeliśmy to samo…

Aleksiej Kudrin:
Chcecie powiedzieć, że nikt się nie niepokoi tym, co będzie dalej….

Jelizawieta Osetinska:
Nie niepokoi...

Michaił Zygar:
Być może mają zamiar kogoś wyprowadzić w pole?

Andriej Gorianow:
Zaczynając od Andrieja Kostina (prezes wielkiego banku „VTB” – „mediawRosji”)

Jelizawieta Osetinska:
Do Gennadija Timczenko (biznesmen, miliarder, przyjaciel Władimira Putina – „mediawRosji”).

Andriej Gorianow:
Tak to wygląda.

Aleksiej Kudrin:
Są dwa stanowiska, zwróćcie na to uwagę. Zgodnie z oficjalną prognozą rządu wzrost gospodarczy wyniesie 0,5 %. To najwolniejsze tempo wzrostu od 14 lat, z wyjątkiem 2009 roku.

Niezadowolenie społeczne


Andriej Gorianow:
Trudno oprzeć się wrażeniu, iż nikt nie bije na alarm….

Aleksiej Kudrin:
W końcu oficjalne stanowisko jest takie, że nie spodziewamy się spadku PKB, chociaż możliwość, że i taki będzie scenariusz w gospodarce, też jest dopuszczana. Ze spadkiem PKB mieliśmy do czynienia w 2009 roku, jakoś udało nam się z tego wybrnąć. Popularny jest pogląd, że jeśli dojdzie do stabilizacji sytuacji wokół Ukrainy, uspokojenia w sprawie sankcji, to damy sobie radę. Ale wydaje mi się, że zawyżamy prognozę w dziedzinie zatrudnienia, w rzeczywistości zmniejszenie ilości miejsc pracy będzie większe. Weźmy przemysł samochodowy, zatrudnienie zostanie zmniejszone o 10%, a może o więcej. Nie zdajemy sobie sprawę z tego na przykład, iż w ogromnym stopniu osłabły nasze banki, w ciągu ostatniego jednego kwartału wycofano z nich depozyty na sumę 400 miliardów rubli. To oznacza istotne osłabienie systemu bankowego w skali całego kraju, dlatego rząd podjął decyzję o dekapitalizacji banków w oparciu o podporządkowane instrumenty dłużne.

Nie zdajemy sobie także sprawy z tego, iż po raz pierwszy od 14 lat, z wyjątkiem 2009 roku, zahamowany zostanie wzrost realnych dochodów ludności. Jeśli powtórzy się to przez dwa-trzy lata, zetkniemy się z niezadowoleniem społecznym. Jako ekspert, mogę mówić o tym wszystkim otwarcie. Urzędnicy na stanowiskach nie mają ochoty wypowiadać się na ten temat. Zwłaszcza teraz, przecież jeszcze to wszystko się nie zdarzyło…  Być  może mają nadzieję, iż do tego nie dojdzie, a nuż się uda, unikniemy najgorszego, nagle coś nam pomoże. Ale tak, czy inaczej także oficjalne prognozy są wystarczająco powściągliwe, a nawet pesymistyczne.

Andriej Gorianow:
Władimir Putin sformułował pewien program wyprowadzenia rosyjskiej gospodarki ze ślepego zaułka. Przyznał, że jest kryzys, spadek, zapowiedział podjęcie odpowiednich kroków. Pana zdaniem, będą wystarczające, by gospodarka rosyjska wróciła na ścieżkę wzrostu?



Władimir Putin na petersburskim Forum Ekonomicznym w 2014 roku. Prezydent
Rosji zapowiedzial kroki mające na celu uzdrowienie sytuacji w gospodarce,
ale do końca nie wiadomo, na czym będą polegały. 


Aleksiej Kudrin:
Ten program zawiera szereg racjonalnych decyzji oraz zaleceń. Jednak do tej pory, rząd nie wypowiedział się skąd weźmie środki i w jakiej skali ten program będzie realizowany. Mówi się na przykład o tym, iż zostaną udostępnione kredyty przeznaczone na modernizację przemysłu, mają być udzielane według stawki inflacja + 1%. Na razie, trudno mi sobie wyobrazić, co to będą za kredyty, gdzie znajdziemy potrzebne środki, jaką przeznaczymy na nie sumę…  100 miliardów, 500, czy może bilion rocznie? Nawet bez tego rodzaju wsparcia, inwestycje w naszej gospodarce wynoszą ok. 13 bilionów rocznie, więc kredyty na sumę 100 miliardów, czy 300 miliardów będą bez znaczenia, nawet jeśli pieniądze zostaną przeznaczone na szereg konkretnych projektów.

O rzeczywistej przebudowie gospodarki można będzie mówić, kiedy kredytowanie osiągnie poziom porównywalny z ogólnymi rozmiarami już realizowanych inwestycji. Zwłaszcza, iż obecnie, wspomniane przeze mnie inwestycje, nie są realizowane przemyśle – pieniądze są przeznaczane na transport, łączność, usługi, handel, nieruchomości, wydobycie. Przemysł korzysta z inwestycji w niewielkim stopniu. Więc, kiedy mówi się o dodatkowym inwestowaniu, to na razie nic nie wiadomo na jaką skalę, jakie będą źródła finansowania. Do tej pory nie usłyszeliśmy od rządu przekonujących wyjaśnień.

Maria Makiejewa:
Zapewne ma Pan jakąś własną odpowiedź na te pytania? Zechce Pan się nią podzielić?

Poluzowanie polityki pieniężnej?


Aleksiej Kudrin:
To żadna tajemnica…. Jednym ze źródeł zwiększenia inwestycji może być Fundusz Dobrobytu Narodowego . Możliwa jest także zmiana jednej z zasad budżetowych, na razie jej nie korygowano, myślę tu podjęciu inwestycji państwowych. Wtedy za inwestycje odpowiadać będzie budżet. Kierunek trzeci, to zapewne wydzielenie bankom niewielkich subsydiów, by możliwe było obniżenie stawek procentowych. W dodatku możliwe będzie wprowadzenie gwarancji państwowych, by zmniejszyć cenę ryzyka. Tak też można obniżyć stawkę procentową.



Na petersburskim Forum Ekonomicznym przedstawiciele biznesu
od Aleksieja Kudrina starali się dowiedzieć jaka będzie przyszłość
rosyjskiej gospodarki. 


Ale wszystkie te posunięcia nie wystarczą. Wygląda na to, iż myśli się o jakichś działaniach ze strony banku centralnego, możliwe jest zwiększenie na rynku refinansowania w oparciu o nie całkowicie rynkowe, lub zupełnie nierynkowe rozrachunki. Nazwijmy to poluzowaniem polityki pieniężno-kredytowej. Ważne w jakiej skali będą prowadzone te działania, czy nie doprowadzą one do zwiększenia inflacji, jak to wpłynie na nasze dochody, wynagrodzenia. Tu pojawiają się także inne pytania, do jakiego stopnia poprzez obłożenie innych gałęzi gospodarki podatkiem inflacyjnym zostaną obciążone same inwestycje. Ostateczna odpowiedź, wpływ źródeł finansowania na realizację programu i jego rozmiary, wszystko to na razie pozostaje niezbyt jasne.

Jelizawieta Osetinska:
Chciałabym na chwilę odejść od gospodarki. Mówił pan dużo o cenie jaką trzeba będzie zapłacić. Jak się Panu wydaje, co należało zrobić inaczej? Myślę o Krymie i kolejnych naszych działaniach. Na pewno ma pan na te sprawy własny pogląd. Powtarza pan: „płacimy wielką cenę, nieproporcjonalnie wielką, zahamowaliśmy wzrost gospodarczy.” Pan zawsze występował za politykę wzrostu gospodarczego. Co pana zdaniem powinien był zrobić Putin?

Aleksiej Kudrin:
Kiedy działo się to wszystko, reagowałem bardzo emocjonalnie. Czuję te emocje do tej pory. Także w związku z obecnymi tragicznymi wydarzeniami, trwa wojna, na Donieck spadają bomby. Ale wraz z upływem czasu, staram się analizować, to co się stało, czego można było uniknąć, jak to wpływa na pozycję Rosji na arenie międzynarodowej.

Makiejewa:
Jak pan zareagowal na wydarzenia krymskie. Cieszył się pan? Był pan przejęty?

Kudrin:
Jesteśmy świadkami tragedii. Jej ofiarą jest naród Ukrainy. Jej ofiarą jest naród rosyjski. O żadnych zwycięstwach nie ma tu mowy. Obserwujemy wydarzenia bliskie wojnie domowej na terytorium Ukrainy między rosyjskojęzyczną i ukraińskojęzyczną ludnością. Trudno na to patrzeć obojętnie.

Izolacja na arenie międzynarodowej


Parchomienko:
Kiedy po raz pierwszy usłyszał pan o Krymie? przez telefon? podczas rozmowy osobistej? Na to, co tam się wydarzyło, jak pan zareagował, jakie odebrał pan emocje?.

Aleksiej Kudrin:
Nie chciałbym rozmawiać teraz o emocjach. Wolałbym pominąć ten temat. Przez cały czas starałem się patrzeć na sytuacje kompleksowo, takiego widzenia nam brakuje. Ale mogę częściowo odnieść się do pana pytania. Sformułuję to tak: doczekaliśmy poważnych zmian w polityce światowej, a także naszej rosyjskiej, wewnętrznej. Echo wydarzeń na Krymie słyszalne jest daleko poza Krymem. Ta sytuacja ma poważne następstwa nie tylko w polityce rosyjskiej, czy dla bilateralnych stosunków między Rosją, a Ukrainą. Przed nami dziesięciolecia bardzo trudnych stosunków. Pokłóciliśmy z braterskim narodem na długo. To wszystko ma związek z moimi emocjami.

Ważny jest także inny aspekt, związany z bezpieczeństwem międzynarodowym, pojawiły się nowe czynniki ryzyka. Rosja, czy na arenie ONZ, czy w Radzie Bezpieczeństwa zawsze wypowiadała się za kolektywnymi gwarancjami bezpieczeństwa. Rosja nie jest w stanie samodzielnie dyktować rozwiązań, nawet w naszym regionie. Nasza siła wynikała ze współpracy z innymi krajami, bliskimi nam, w działaniu na rzecz bezpieczeństwa zbiorowego, także w Radzie Bezpieczeństwa. Teraz jednak zrezygnowaliśmy z tej polityki.

Lew Parchomienko:
Ja bym to nazwał izolacją….

Aleksiej Kudrin:
Nie, jeszcze nie mamy do czynienia z izolacją. Ale naruszyliśmy pewien porządek działań zbiorowych,  postąpiliśmy tak, jak postępują niektóre inne kraje, będące obiektem naszej krytyki. Jaki będzie rezultat, jak to się ułoży, proporcje korzyści, z tym co straciliśmy, zwłaszcza w perspektywie długoterminowej, to są wszystko rzeczy jeszcze wymagające oceny. Ważne byśmy także pamiętali o sprawach nie poddających się ścisłej ocenie przy pomocy kryteriów czysto ekonomicznych.

Warto powiedzieć, iż moim zdaniem, jednym z celów Putina była odpowiednia reakcja na wydarzenia na Ukrainie, przejęcie władzy przy użyciu broni, chaos, niebezpieczeństwo dla ludności cywilnej. Jego prognozy się sprawdziły. Rozmawiam z wieloma znanymi politykami, biznesmenami, wygląda na to, że w przyszłości Krym nie stanie się źródłem zaostrzenia konfliktu i sankcji, jeśli pojawią się nowe sankcje ich przyczyną będą już inne wydarzenia.

Lew Parchomienko:
Z Krymem, jak się wydaje wszyscy się pogodzili, nawet Ukraina.

Aleksiej Kudrin:

Być może, robiono jakieś kalkulacje, podejmowano próbę oceny możliwych następstw… Rzeczywiście wygląda na to, iż wielu pogodziło się z tym, co wydarzyło się na Krymie, przynajmniej nieoficjalnie.



Tłumaczenie, skróty: Zygmunt Dzięciołowski



Aleksiej Kudrin (ur. 1960), rosyjski polityk i działacz gospodarczy. Zwolennik kursu liberalnego w gospodarce. W latach dziewięćdziesiątych wspólnie z Wladimirem Putinem pracował w petersburskiej merii. W latach 2000-2011 minister finansów i wicepremier. Po odejściu z rządu powołał do życia „Komitet Inicjatyw Obywatelskich”. Brał udział w demonstracjach protestacyjnych przeciw fałszerstwom wyborczym w latach 2011-2012. Obecnie profesor Uniwersytetu w St. Petersburgu. 





Tekst rozmowy opublikowano na stronie internetowej telewizji "DOŻD'", a także na stronie kierowanego przez Aleksieja Kudrina "Komitetu Inicjatyw Obywatelskich":
http://komitetgi.ru/news/news/1569/#.U4mUz6OKD4g






Na blogu „Media-w-Rosji” o gospodarce rosyjskiej:

Na najbliższe lata zaplanowano w Rosji wielkie wydatki na modernizację wojska, na różnego rodzaju programy socjalne. Jednak eksperci alarmują, iż w 2014 roku rosyjska gospodarka zetknie się z poważnymi problemami, wręcz uniemożliwiającymi realizację tych planów. Nie brak głosów wieszczących nadejście poważnego kryzysu gospodarczego. 
Iwan Trefiłow, dziennikarz "Radio Swoboda" przedstawia prognozy ekspertów na rok 2014.



Aleksiej Kudrin od lat osiemdziesiątych należał do grona liberalnych rosyjskich ekonomistów. Po rozwiązaniu ZSRR w merii St. Petersburga odpowiadał za finanse. Tam spotkał Władimira Putina. W latach dwutysięcznych, z jego inicjatywy, przez blisko 10 lat zajmował stanowisko ministra finansów. Zdymisjonowany przez Dmitrija Miedwiediewa dołączył nieoczekiwanie do akcji protestacyjnej przeciw sfałszowanym wyborom w 2011 roku. Na zeszłorocznym spotkaniu w Jekaterinburgu, zorganizowanym przez niezwykle interesujące, miejscowe wydawnictwo internetowe www.znak.com, Kudrin w ciekawy sposób wypowiedział się o rosyjskiej polityce, gospodarce, historii. 




Obserwuj i polub nas na Facebooku: