Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rosja następstwa kryzysu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rosja następstwa kryzysu. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 listopada 2015

Strajk: to nie dla nas



Kryzys gospodarczy w Rosji pogłębia się, razem z nim spada poziom życia. Zmniejszają się realne dochody ludności, oszczędności w wielu dziedzinach gospodarki mogą doprowadzić do zwolnień pracowników. Ceniony ośrodek badań społecznych "Centrum Lewady" zainteresował się, co w tej sytuacji Rosjanie myślą o strajkach, jako o metodzie walki o własne żądania. Jak się okazuje, w Rosji mało kto wierzy skuteczność strajkowej metody walki. Rezultaty badania podsumowuje szanowany rosyjski socjolog, Aleksiej Lewinson.



Autor: Aleksiej Lewinson.




  

Choć sytuacja gospodarcza Rosji ulega pogorszeniu, ludzie nie wierzą w strajk jako środek do walki o swoje prawa. 



Strajk - to słowo z cudzego słownika, z dawno zapomnianego życia. Rzeczywiście, mamy niewiele dużych przedsiębiorstw z tysiącami proletariuszy zdolnymi do tego, by ramię w ramię podjąć akcję strajkową. Dawno temu zniknęły związki zawodowe, które potrafiłyby stanąć na czele strajku i przeprowadzić rozmowy z pracodawcami.


Strajk nie załatwi niczego


Ludzie zorientowani opowiadają nam o innych niewidocznych na pierwszy rzut oka aspektach tej sytuacji. Ustawodawca, regulując stosunki w miejscu pracy, ustawił robotników podejmujących akcję strajkową w niekorzystnym położeniu. Ludzie myślą, że przy pomocy strajku realizują swoje niezbywalne prawa, jednak w rzeczywistości często trafiają przed sąd. Inicjatorzy strajków muszą być przygotowani na silną, niekiedy też fizyczną presję. O wszystkim tym opinia publiczna wie niewiele.

W październiku Centrum Lewady przeprowadziło sondaż, by dowiedzieć się, jakie są poglądy społeczeństwa na temat strajków. Przyjrzyjmy się przede wszystkim odpowiedziom robotników i porównajmy je z odpowiedziami innych grup społecznych. Ankietowani robotnicy najczęściej odpowiadali (31%), iż "przy pomocy strajku nie da się niczego załatwić". Zgadzają się z nimi pracujący wspólnie specjaliści, podobne poglądy mają studenci i emeryci. W odpowiedzi tej można wyczuć duży ładunek goryczy.
Charakterystyczne, iż znajdujący się po drugiej strony barykady przedsiębiorcy patrzą na kwestię strajków z większą przychylnością. Najczęściej można od nich usłyszeć odpowiedź, iż "strajk jest akceptowalnym sposobem rozwiązywania nabrzmiałych problemów" (34%). Wśród robotników tego rodzaju odpowiedź pada dwa razy rzadziej. Co ciekawe, pracownicy umysłowi (wśród nich urzędnicy państwowi) jeszcze rzadziej (dwukrotnie) gotowi są przyznać, iż "akcja strajkowa to normalny przyjęty sposób walki". W ich odpowiedziach na pytanie o strajk, brzmi krzyk rozpaczy: "to środek ostateczny, ale w dzisiejszych warunkach, niekiedy nie udaje się go uniknąć" (w tej grupie z podobnym poglądem zgadza się 41%). Przypomnijmy sobie, jak dramatyczne słowa można było przeczytać na plakatach, z którymi wychodzili na place lekarze i nauczyciele. I przypomnijmy także, iż strajki oraz inne formy protestu nie zawsze miały na celu osiągnięcie podwyżek wynagrodzeń. Ludzie starali się uratować swoje szpitale i szkoły przed skutkami tak zwanych reform, to w nich nas leczą i uczą nasze dzieci.


Głos specjalistów 


Niewykluczone, iż pracodawcy i menedżerowie odnoszą się do strajków z mniejszym lękiem, gdyż obowiązujące obecnie przepisy zapewniają im w rzeczywistości skuteczną ochronę przed tą formą protestu. Z drugiej strony, nie da się powiedzieć, iż nasz ustawodawca idzie biznesowi szczególnie na rękę. Jednak w sytuacji strajkowej prawo będzie na stronie pracodawcy. Kryzys jednak tylko się pogłębia i liczba sytuacji konfliktowych w przedsiębiorstwach i instytucjach będzie tylko rosnąć. Warto więc wsłuchać się w głos specjalistów, ich zdaniem, w obecnej sytuacji bardziej niebezpieczny jest brak jakichkolwiek metod perswazji pod adresem pracodawców, niż dysponowanie nimi i korzystanie z nich. W liberalizacji przepisów o strajkach należy widzieć przede wszystkim instrument zapobiegania i kontrolowania protestów o charakterze żywiołowym.

Nauczono nas jeszcze w czasach radzieckich, iż strajki nie są "naszą" metodą. Nie przypadkowo, podobnej odpowiedzi ludzie starej daty (emeryci) udzielają częściej, niż przedstawiciele wszystkich innych grup społecznych. Ale i wśród robotników spora piętnastoprocentowa grupa uważa, iż "strajki w naszym kraju są niedopuszczalne". Zaledwie 5 % potrafi myśleć w kategoriach "proletariackich", ich zdaniem "strajk jest jedynym sposobem umożliwiającym realizację żądań".


Tłumaczenie: ZDZ












*Aleksiej Lewinson (ur.1944), socjolog, eseista, ceniony rosyjski intelektualista, kierownik Oddziłalu Badań Socjo-Kulturowych w Centrum Lewady. Stały autor gazety "Wiedomosti "i czasopisma "Nieprikosnowiennyj zapas". 






Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com






Projekt "Media-w-Rosji" ma na celu umożliwienie czytelnikowi w Polsce bezpośredniego kontaktu z rosyjską publicystyką niezależną, wolną od cenzury. Publikujemy teksty najciekawszych autorów, tłumaczymy materiały najlepiej ilustrujące ważne problemy współczesnej Rosji. Projekt "Media-w-Rosji" nie ma charakteru komercyjnego. 






środa, 23 września 2015

Klęska poradzieckiego eksperymentu



Przeciętny Rosjanin w wieku ok. 45 lat, lojalny wobec władzy i pozbawiony własnego światopoglądu nie pamięta czasów radzieckiego zastoju. Lata dziewięćdziesiąte odczuł na własnej skórze. Zgodnie z oficjalną wykładnią były to lata przeklęte. W 1998 roku Rosja zbankrutowała, ale błyskawicznie udało się przezwyciężyć kryzys. Może z tego powodu ludzie o nim zapomnieli. Ten z lat 2008-2009 też nie był długotrwały i nie utrwalił się w pamięci. To dlatego - twierdzi petersburski publicysta Siergiej Szelin - obywatele nie rozumieją, że kryzys w czasach Putina nosi inny charakter, będzie trwał długo i nie da się go rozwiązać w ramach istniejącego systemu. Poradziecki eksperyment się nie udał. Trzeba się znowu będzie zabrać za rozwiązywanie problemów.



Autor: Siergiej Szelin 





Społeczeństwo rosyjskie nie wyciągnęło wniosków z kryzysowych lekcji 1998 i 2008 r. 



 


Wyobraźmy sobie przeciętnego "poradzieckiego" Rosjanina. Niech będzie przyzwoity, lojalny wobec władzy, pozbawiony światopoglądu, taki jak nam podpowiada statystyka, no i będzie sobie liczył mniej, niż 45 lat. Człowiek większości, wciąż ich drażnią przypominając znany wskaźnik "84 procent". Może tylko niekiedy zapominamy o jednym, o czym należałoby wspomnieć choćby po to, by oddać mu sprawiedliwość: to dzięki jego rękom i głowie powstaje ponad połowa wytwarzanych w kraju dóbr i usług.


Zapomniane lata zastoju


Ludzie ci nie pamiętają czasów radzieckiego zastoju. Ale dzięki telewizji wiedzą, iż w tamtych czasach żyło się jak w raju. Większość z nich zastała lata dziewięćdziesiąte. Wówczas zobaczyli na własne oczy, iż nie wszystko było do luftu. Jednak po latach udało się ich przekonać, iż tamta rzeczywistość była beznadziejna. Prawie wszyscy z nich dobrze pamiętają nasze obydwa poradzieckie kryzysy ekonomiczne, z 1998 r. i 2008 r. To ich bagaż intelektualny, z nim wkraczają w obecną epokę wzrostu poziomu biedy.

Dla zachowania dokładności, trzeba powiedzieć, iż stopniowe pogarszanie się warunków materialnych zaczęło się u nas jeszcze w roku 2013. Jednak kryzys rozkręcił się na dobre równo rok temu. We wrześniu 2014 roku, po raz pierwszy od lat, średnia miesięczna cena baryłki ropy naftowej spadła poniżej 100 dolarów. Nasza waluta rubel, nie zwracając uwagi na starania Banku Centralnego, by zapobiec jego dewaluacji zaczęła tanieć. W końcu września trzeba już było zapłacić 39 rubli za 1 dolar. W tamtym momencie był to wynik rekordowy.

Tak to się zaczynało. Teraz, dokonując podsumowania pierwszego roku kryzysu, należy podkreślić, iż do jego najważniejszych konsekwencji należy realny spadek wynagrodzeń i innych dochodów, mniej więcej o jedną dziesiątą. W pierwszym półroczu 2015 roku dochody niższe od minimum niezbędnego do przeżycia uzyskały 22 miliony obywateli, jest to liczba o 1,4% wyższa, niż w 2013 roku.

Warto się zastanowić, jak na te zjawiska patrzy przedstawiony na początku przeciętny Rosjanin. Zapewne, całkiem instynktownie porównuje swoje obecne doświadczenie, z tym co widział i przeżył wcześniej.


Kryzys 2008-2009


Trajektoria kryzysu z lat 2008-2009 była na początku podobna. Można jednak zauważyć i różnice. Na samym początku gdy tamten kryzys się rozkręcał, wszystkie wskaźniki spadały gwałtowniej, niż obecnie. Średnia miesięczna cena baryłki ropy Brent w grudniu 2008 roku spadła poniżej 40 dolarów (uwzględniając dzisiejszą wartość dolara).

Przez pięć kolejnych miesięcy, od września 2008 roku do stycznia 2009 realne dochody ludności były niższe, niż w ciągu analogicznych pięciu miesięcy roku poprzedniego. W grudniu 2008 roku, w szczytowym momencie spadku, różnica w porównaniu z grudniem 2007 roku wynosiła 11%.



Ale potem, z punktu widzenia prostego człowieka wszystko się jakoś ułożyło. Od lutego 2009 roku rubel przestał spadać. Zaraz potem zaczął się umacniać. Ceny ropy już latem 2009 roku wzrosły do 60 dolarów za baryłkę (uwzględniając dzisiejszą wartość dolara), w grudniu za ropę płacono już 70 dolarów. We wrześniu 2009 r., po roku od wybuchu kryzysu, rzeczywiste osiągane przez ludność dochody były już o 2,7% wyższe, niż w analogicznym miesiącu 2008 roku. Liczba mieszkańców znajdujących się poza granicą ubóstwa w roku 2009, w porównaniu z 2008 uległa niewielkiemu zmniejszeniu (18,4 mln).

Tamten kryzys uderzył mocno w gospodarkę rosyjska. Nie udało się jej przezwyciężyć wszystkich jego następstw, ale obywatele tylko troche najadli się strachu. Spodziewali się dramatu, zdołali się jednak jakoś wykręcić.


1998 rok: niewypłacalność


Spójrzmy więc może w nieco odleglejszą przeszłość. Łatwiej nam będzie zrozumieć, dlaczego obywatele bez specjalnych emocji wspominają także sierpniowo-wrześniowy kryzys z 1998 roku. Mimo, iż siła jego uderzeniowa była potężna.

Rzeczywiste osiągane przez ludzi dochody spadły w 1998 roku o 16%, w 1999 roku jeszcze o 12%. Do kieszeni obywateli trafiało zaledwie 74% dochodów osiąganych w 1997 roku. Liczba żyjących poza granicą ubóstwa, i tak ogromna, w tam tym okresie wzrosła o jedną czwartą (z 34 mln do 42 mln).

Ale tamto bankructwo miało także inne następstwa. Jego skutkiem stal się gwałtowny wzrost gospodarki. Zaczął się on już w końcu 1998 roku. Już po roku przełożył się na oszałamiające tempo wzrostu dochodów indywidualnych. W liczbach rzeczywistych ulęgły one zwiększeniu o 12% w roku 2000, o 9% w 2011, o 11% w 2002. Tak udało się odrobić straty poniesione w wyniku ogłoszonej przez Rosję w 1998 roku niewypłacalności. W tym samym 2002 roku liczba żyjących za granicą ubóstwa także wróciła na poziom sprzed sierpniowego bankructwa. No i potem, przyszły lata tłuste. Przygody i zawirowania z przełomu wieków zaczęto odbierać jako prolog do wielkiej epoki dobrobytu.


Klęska poradzieckiego eksperymentu


Te właśnie kryzysy gospodarcze utrwaliły się w pamięci człowieka poradzieckiego. Widział je, doświadczył ich na sobie, jednak tak naprawdę nie był w stanie pojąć, co się stało. Doświadczenie osobiste nie stało się dla niego źródłem szczególnego lęku, nie podpowiada mu, iż kryzys w czasach Putina może okazać się trudniejszy, niż wstrząsy i przeżycia z "przeklętych lat dziewięćdziesiątych". Propaganda karmi go wszelkimi bajkami, umacniając taki ogląd rzeczywistości. Nie musi jednak go kształtować od początku, człowiek poradziecki i tak myśli w ten sposób.

Poradzieckiemu człowiekowi nie chce pomieścić się w głowie, że cały trwający już ćwierć wieku eksperyment poradziecki się nie udał, i że trzeba będzie go powtórzyć, że od nowa trzeba się będzie zabrać za rozwiązywanie problemów.

To oznacza, iż ku zrozumieniu tej myśli trzeba będzie iść drogą dłuższą, podobną do tej, którą już przechodziliśmy.

Obecny kryzys nie we wszystkich swych elementach przypomina upadek gospodarki radzieckiej w schyłkowej epoce ZSRR. Jednak istnieją też podobieństwa. Ten kryzys będzie trwał długo, ma charakter nieodwracalny, nie da się go przezwyciężyć w ramach istniejącego systemu, buduje jedność prostych ludzi.

Mniej więcej od połowy 1970 roku poziom życia w ZSRR powoli, choć nieodwracalnie się pogarszał. Wieloletnie i trwające bez żadnych przerw pogarszanie się standardów materialnych było stałym fragmentem życia społecznego w epoce późnego Związku Radzieckiego.

Likwidacja starych porządków mogła zostać przeprowadzona według różnych scenariuszy i pod różnymi sztandarami ideologicznymi. Do sytuacji, w której naród dał na nią zgodę mogło dojść wtedy dopiero, gdy upowszechniła się wizja upadku systemu, a przede wszystkim jego gospodarczej nieefektywności.

Nie doczekaliśmy się zwycięstwa mądrości i odpowiedzialności społecznej. Ostatnie pokolenie radzieckie i tak nie rozstało się z radzieckimi iluzjami. Wyraziło swą zgodę na zmianę systemu tylko wtedy, gdy ludzie znaleźli się pod ścianą. Zrozumiałe, że pokolenie to okazało się nie przygotowane na czekających je perypetie, i że nie odrobiło wynikającej z nich lekcji.

Dlatego właśnie pokoleniu poradzieckiemu zechciało się raz jeszcze popróbować radzieckiego stylu życia. Teraz więc stoi przed nim konieczność powtórnego przejścia tej samej smutnej i długiej drogi. Kiedyś zapewne nasi współobywatele dojrzeją, wtedy obudzimy się w nowych latach dziewięćdziesiątych. Nie jestem jednak pewien, czy chciałbym by do tego doszło, zanim zmądrzeją. 

W przeciwnym wypadku znów czeka nas droga po kole.


Tłumaczenie: Zygmunt Dzięciołowski


Oryginał ukazał się na portalu agencji Rosbałt: http://www.rosbalt.ru/blogs/2015/09/18/1441678.html







*Siergiej Szelin (ur. 1955), petersburski dziennikarz, publicysta orientacji demokratycznej. W przeszłości za-ca red. naczelnego tygodnika "Dieło" i petersburskiej gazety "Wiecziernij Pietierburg". Jego teksty ukazują się na łamach prasy petersburskiej i moskiewskiej ("The New Times", "Nowaja Gazieta", "Fontanka.ru", "Rosbalt.ru"). 












Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com





Projekt "Media-w-Rosji" ma na celu umożliwienie czytelnikowi w Polsce bezpośredniego kontaktu z rosyjską publicystyką niezależną, wolną od cenzury. Publikujemy teksty najciekawszych autorów, tłumaczymy materiały najlepiej ilustrujące ważne problemy współczesnej Rosji. Projekt "Media-w-Rosji" nie ma charakteru komercyjnego. 





środa, 26 sierpnia 2015

Putin może odejść. Ciekawe na jakich warunkach…



Prezydent Putin znajduje się u władzy dłużej niż większość światowych przywódców. Wszystkie instytucje państwowe w Rosji znajdują się pod pełną kontrolą władzy wykonawczej, a więc samego Putina. Być może w kręgach niezadowolonych prowadzi się rozmowy o usunięciu Putina, jednak rzeczywistych kandydatów do jego obalenia brak. Wybitny politolog z St. Petersburga Grigorij Gołosow zastanawia się jednak, czy możliwe jest dobrowolne ustąpienie Władimira Putina i w jakich mogłoby nastąpić okolicznościach. Jakich gwarancji należałoby udzielić ustępującemu przywódcy, by zgodził się odejść. 


Autor: Grigorij Gołosow




"Jestem zmęczony, odchodzę. Zrobiłem wszystko, co w mojej mocy."



Nie sposób odmówić Władmirowi Putinowi politycznej długowieczności. Prezydent Rosji znajduje się u władzy dłużej, niż zdecydowana większość przywódców w innych krajach. Nie ma w tym nic dziwnego. Przez dłuższy czas potrafił w miarę skutecznie regulować podstawową dla rosyjskiej klasy rządzącej kwestię. Mam na myśli problem legalizacji własności. Tak w Rosji, jak i za granicą uznawane jest obecnie prawo rosyjskiego właściciela do jego własności. Do pewnego momentu prezydent Putin sprawdzał się w charakterze instrumentu ułatwiającego rozwiązywanie problemów, jednak ostatnio sam stal się problemem. Teraz to z jego powodu nasz właściciel traci nie tylko pieniądze. Pozbawia się go także zasługującego na szacunek miejsca w międzynarodowym towarzystwie. To miejsce zawsze było jego marzeniem. Zubożenie dotyka także przeciętnego Rosjanina. Od lat władze rosyjskie chełpiły się publicznie, jak bardzo troszczą się o jego los. Wszystko układa się źle. I będzie tylko gorzej.


Political fiction


Nic więc dziwnego, iż przyszłość obecnego reżimu jest szeroko dyskutowana. Omawiane są różne scenariusze, od przewrotu pałacowego, do kolejnej roszady na najwyższych stanowiskach w rodzaju tej przeprowadzonej w 2008 roku. O nadchodzących zmianach mają świadczyć nawet tak niewiele znaczące wydarzenia, jak przejście na inne stanowisko jednego z najbliższych współpracowników przywódcy. W rzeczywistości jednak wydarzenia, jakich jesteśmy świadkami dowodzą tylko tego, iż sam Putin zachowuje całkowitą pewność siebie, wierzy we własne siły, inaczej nie składałby w ofierze bliskich sojuszników wagi ciężkiej. Rozmyślania o dojrzewającym wewnątrz elity przewrocie mającym na celu obalenie Putina przypominają "political fiction". Kto będzie obalał? Szojgu? Bortnikow? Bastrykin?

Odpowiedni kandydaci do obalania to z resztą nie jedyny element niezbędny dla przeprowadzenia udanego przewrotu państwowego. Mówiąc jednak szczerze, trzeba stwierdzić, iż innych elementów brakuje też. Nie istnieje także legalny sposób odsunięcia Putina od władzy wbrew jego woli, mimo iż Rosja dysponuje pełnym kompletem instytucji pozwalających imitować demokracje liberalną. W istocie system polityczny zakłada możliwość odsunięcia od władzy jej nosiciela drogą legalną. W demokratycznym państwie, nawet jeśli tak jak w Rosji prezydent posiada w nim bezprecedensowe pełnomocnictwa, w przeprowadzeniu procedury zmiany władzy mogłyby wziąć udział takie instytucje, jak parlament, Trybunał Konstytucyjny, a nawet partia rządząca - to ona mogłaby zaproponować alternatywnego przywódcę.


Śmiecie na powierzchni wody


Ale w Rosji do tego nie dojdzie. Wszystkie wymienione powyżej instytucje znajdują się pod pełną kontrolą polityczną władzy wykonawczej, a więc samego Putina. To on decyduje, kto znajdzie się w parlamencie, kto w Trybunale Konstytucyjnym, a kto w kierownictwie partii "Jedna Rosja", lub Frontu Ludowego. To prawda, instytucje te mogłyby odżyć, gdyby kontrola nad nimi osłabła, lub zniknęła. Jednak same one nie są w stanie podjąć działania na rzecz podobnej transformacji. Ich przeznaczeniem jest rola śmieci dryfujących po powierzchni zbiornika wodnego. Widać je z wierzchu, ale nie mają żadnego wpływu na prądy podwodne.



Trudno spodziewać się zmian


Co z tego wynika?

Po pierwsze, trudno mieć większą nadzieję iż w Rosji mogą zajść w najbliższej przyszłości zmiany polityczne. Putin nie odejdzie pod presją, i nie dlatego iż jest tak silny, iż nie ma słabych punktów, ale dlatego, iż takiej presji wywrzeć nie ma komu. Wszystko pozostanie tak, jak to mniej więcej wygląda obecnie. Oczywiście, życie stanie się trudniejsze, mniej wesołe, ale pogorszenie sytuacji politycznej przez dłuższy czas nie będzie miało wpływu na podstawowe parametry obecnego reżimu. W gruncie rzeczy w tym miejscu można było by postawić kropkę. Ale po drugie, nie da się wykluczyć (na razie tylko teoretycznie), iż Putin sam podejmie decyzję o swojej dymisji, i ze zgodzi się na nią na własnych warunkach.

Mniej więcej to jasne w jakiej sytuacji Putin byłby skłonny do podjęcia takiej decyzji. Tak, czy inaczej, potrzebny będzie cały zespół przyczyn: rosnące niezadowolenie w jego otoczeniu, uzasadnione pretensje ze strony szefów naszego biznesu, wyraziste przejawy niezadowolenia, masowe protesty społeczne, a także brak sukcesów na arenie międzynarodowej, nasilająca się izolacja. Obecnie sytuacja nie wygląda aż tak źle, nie jest pewne, iż zmieni się w tym kierunku. Z drugiej jednak strony, nie da się wykluczyć, iż okoliczności tak właśnie się ułożą, nagle i równocześnie. Wtedy Putin zechce odejść sam. Pytanie: w jaki sposób?


Dobrowolne odejście


W historii mieliśmy przykłady, gdy autorytarni przywódcy dobrowolnie oddawali władzę. Proces ten przebiegał w różny sposób. To zrozumiałe, iż nie idzie tu przykłady w rodzaju historii z Symeonem Bekbułatowiczem (wyniesiony na tron carski w 1575 przez Iwana Groźnego książę tatarski - "mediawRosji") - choć wyniesiono go na tron carski, rzeczywistym władcą pozostawał Iwan Groźny. Takimi sztuczkami nikomu oczu zamydlić się nie da. Zależy nam bowiem na rzeczywistej gotowości do rezygnacji z władzy.

Fundamentalny problem związany z tego rodzaju odejściem jest widoczny dla każdego. Gdzie gwarancje, iż przywódca następnego dnia po swej rezygnacji nie trafi za kratki? Gdy istnieje tego rodzaju zagrożenie, nikt nie porzuci władzy. Na pierwszy rzut oka odpowiedź jest oczywista: dajmy gwarancje, jeśli są one potrzebne. Nie ma problemu, można udzielić dowolnych gwarancji, na dowolny termin. Ale takie obietnice są niewiele warte. Proszę bardzo, przekazałeś władzę, teraz objął ją Pietrow, lub Sidorow, ale już wkrótce problemy pojawiają się u samego Sidorowa. I on zaczyna - to przecież całkowicie naturalne - zwalać wszystko na ciebie. Gdzie zarzuty, tam będzie i kara. Może więc warto przypomnieć Sidorowowi o gwarancjach? Zacznie wtedy kręcić, niestety, nie zdawaliśmy sobie sprawy ze skali niepraworządności, z tego jak bardzo narozrabiałeś. Przecież umowa była nie taka.

Tak konstruowane są wszelkie gwarancje umocowane w systemie prawnym: ustawę o prawach i przywilejach eks-prezydenta można unieważnić. W porównaniu z tym nieformalne umowy typu "paktu z Moncloa" są nic nie warte. Ich realizacja możliwa jest tylko wówczas, gdy odpowiednie gwarancje zapewni rzeczywista siła polityczna. W Hiszpanii po śmierci Franco i w Chile po odejściu Pinocheta było nią wojsko. Jednak rosyjskie struktury siłowe zagwarantować mogą niewiele. Skonstruowane są tak, iż ich bezgraniczna lojalność wobec jednego przywódcy może zostać zastąpiona lojalnością wobec innego.


Rzeczywiste gwarancje


Rzeczywiste gwarancje muszą nosić charakter polityczny: były przywódca winien dysponować poważnymi instrumentami pozwalającymi mu okazywać wpływ na podejmowane decyzje. Być może wygląda to dziwnie, ale tego rodzaju gwarancje Putin otrzymać może tylko od społeczeństwa. W chwili obecnej jego wielkim atutem jest miłość znacznej części wyborców. Oczywiście, miłość ludu bywa zmienna, jednak nie w podobnym stopniu co miłość ze strony elity. Więc w sytuacji skrajnej konieczności i beznadziei może nie 86%, a 40% udzieli mu swego poparcia - choćby z wdzięczności za "Krymnasz", czy wstawanie z kolan. Wynika to także z tego, iż propagandową mglę w zaroślach ludowych przyjdzie nam rozganiać przez dziesiątki lat. W naszym kraju ludzie do dziś kochają Stalina.

Jak wiadomo, w ramach obecnego ładu konstytucyjnego cała władza, bez ograniczeń, należy do prezydenta. To oznacza, iż po swym odejściu, w takim systemie, Putinowi nie pomoże nawet poparcie największej frakcji w parlamencie. Rzeczywiste gwarancje może dać jedynie znaczne rozszerzenie pełnomocnictw organu ustawodawczego, to jest wprowadzenie do konstytucji zasady odpowiedzialności rządu przed parlamentem. Równolegle potrzebne będzie znaczne ograniczenie pełnomocnictw prezydenta. Kwestia ta była dyskutowana jeszcze w 1995 roku, gdy elity obawiały się powrotu komunizmu wraz z wyborczym zwycięstwem Gennadija Zjuganowa.

Podobne propozycje zgłaszano także stosunkowo niedawno, były one centralnym punktem programu buntu z Placu Błotnego (demonstracje z lat 2011-2012- "mediawRosji"). Ten program nie utracił aktualności. Dzięki temu łatwiej nam zrozumieć, o co chodzi w pewnej ważnej kwestii. W ostatnich dwóch-trzech latach doświadczyliśmy szczególnych zawirowań społecznych. Pozwalają one wytyczyć drogę powrotną wiodącą drogą okrężną  do owego programu sprzed kilku lat. W latach 2011-2012 kraj nie był przygotowany do jego realizacji. Nic jednak strasznego. Historia jest cierpliwym wychowawcą. Wyobraźmy sobie ucznia, pobawił się sobie przez jakiś czas podarowanym przez tatę Iphonem. I wciąż robi poważne błędy ortograficzne. W takiej sytuacji, lepszy skutek można osiągnąć stosując inne sposoby mające na celu zmuszenie go, by nauczył się pisać prawidłowo.


Tłumaczenie: Zygmunt Dzięciołowski

Oryginał ukazał się na portalu slon.ru: https://slon.ru/posts/55519




*Grigorij Gołosow (ur.1963), wybitny rosyjski politolog, profesor Uniwersytetu Europejskiego w St. Petersburgu











Teksty Grigorija Golosowa na blogu "Media-w-Rosji":


Kreml zdał sobie sprawę, iż wciągnięcie Ukrainy do Unii Euroazjatyckiej jest niemożliwe. Teraz Moskwie najbardziej zależy, by zahamować zbliżenie między Ukrainą i Zachodem. Temu służy projekt federalizacji. Jednak wybitny petersburski politolog Grigori Gołosow uważa, iż cel ten Moskwie łatwiej będzie osiągnąć powstrzymując się od wspierania separatystów. Rosja powinna wesprzeć reintegrację Wschodu i Południa Ukrainy. Tylko tak można będzie zwiększyć ich wpływy w polityce ukraińskiej i uniknąć ich pełnej marginalizacji.






Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com




Projekt "Media-w-Rosji" ma na celu umożliwienie czytelnikowi w Polsce bezpośredniego kontaktu z rosyjską publicystyką niezależną, wolną od cenzury. Publikujemy teksty najciekawszych autorów, tłumaczymy materiały najlepiej ilustrujące ważne problemy współczesnej Rosji. Projekt "Media-w-Rosji" nie ma charakteru komercyjnego. 






czwartek, 20 sierpnia 2015

Żarty się skończyły



Zaostrzający się kryzys prowokuje rosyjskich publicystów do zadawania coraz poważniejszych pytań. Czy możliwy jest powrót do metod z okresu Wielkiego Terroru? Czy Rosji grozi głód? Jak bardzo kraj pogrąży się w izolacji od świata zewnętrznego? Coraz częściej też pojawia się pytanie o możliwość zamachu stanu. W historii Rosji w ten sposób władza zmieniała się nie raz. Władimir Jakowlew, dziennikarz, wydawca, założyciel popularnej gazety "Kommersant" ostrzega: już w najbliższej przyszłości Rosji grozi kataklizm na wielką skalę, gwałtowna zmiana władzy, lub dramatyczny kryzys społeczny i polityczny. Jakowlew ostrzega: wyjeżdżajcie z kraju, zabierajcie ze sobą dzieci. Apeluje o powołanie Komitetu Ocalenia Narodowego. Jego dramatyczny wpis na Facebooku wzbudził w Rosji szeroką dyskusję.



 Autor: Władimir Jakowlew



 


Władimir Jakowlew ostrzega: nowy rosyjski kryzys może przynieść ze sobą sceny przerażającej przemocy. 





Przyznam uczciwie, nie mam najlepszej opinii na temat poziomu swojej inteligencji. Moi znajomi mogą potwierdzić, mam wiele wad i cech osobliwych. Ale jeśli idzie o intuicję, nigdy jeszcze mnie nie zawiodła. Dlatego piszę ten tekst.

Jestem pewien, że w Rosji, w najbliższym możliwie czasie - liczonym w tygodniach, miesiącach - dojdzie do realizacji jednego z dwóch scenariuszy.


Dwa scenariusze


Może dojść do zmiany władzy. Następstwa są absolutnie niemożliwe do przewidzenia. Mogą się okazać niezwykle niebezpieczne.

Może także rozpocząć się ciężki kryzys społeczny. Towarzyszyć mu będzie przestępczość na ulicach, deficyt podstawowych towarów, zagrożenie życia i zdrowia obywateli.

Żarty się skończyły.

Jeśli macie taką możliwość, WYJEŻDŻAJCIE I PRZEDE WSZYSTKIM ZABIERAJCIE DZIECI.

Ok., niekoniecznie na zawsze, choćby na dwa, trzy miesiące (tam, dokąd można bez wizy), pół roku. Ale wyjeżdżajcie. Jeśli przez ten czas nie wydarzy się nic, a sytuacja ulegnie normalizacji będę się cieszył ze swej pomyłki.

Dobrze rozumiem, iż ci którzy mają dziś po 25-30 lat nie czują, iż scenariusze takie są prawdopodobne. Kiedy byłem w tym wieku, też niczego nie przeczuwałem. Ale pewnego dnia wróciłem z urlopu, rano poszedłem na zajęcia sportowe w klubie "Dynamo", kiedy wyszedłem z sali gimnastycznej, wsiadłem do samochodu, a potem zauważyłem, że na czerwonym świetle obok Dworca Białoruskiego razem ze mną stoją czołgi i inne pojazdy opancerzone.

To zdarzyło się rano, 19 sierpnia 1991 roku. Był to poranek pod znakiem GKCzP.  Przez trzy noce miasto przysłuchiwało się w trwodze wystrzeliwanym na zewnątrz, za oknami seriom z broni automatycznej. Wówczas tylko cudem nie skończyło się wielkim przelewem krwi.

Tym razem jednak cud się nie zdarzy. Słabi wówczas, dziś są silni. W kraju zaś nie ma tych, którzy byli w nim wówczas i potrafili wpłynąć na przebieg wydarzeń.


Przewrót przychodzi nieoczekiwanie


Przewroty zawsze dokonywane są nieoczekiwanie. Przewrót w Rumunii zaczął się od wielkiej demonstracji zorganizowanej dla poparcia ówczesnego władcy - Ceausescu. Ostatnie wybory do Rady Najwyższej ZSRR, przeprowadzone przed rozpadem państwa, cieszyły się "poparciem i aprobatą" ze strony społeczeństwa.

Wojna domowa w Rosji zaczęła się od niepokojów w Petersburgu, w kraju nie było o nich wiadomo nic. Dopiero po wielu latach nazwano je "Wielką Rewolucją Październikową".

Zewnętrzne przejawy pewności siebie ze strony władzy trudno oceniać jako dowód na stabilność sytuacji. Istnieją dwa klasyczne objawy świadczące o zbliżaniu się kataklizmów społecznych:

1. Ogólne, znaczne niezadowolenie ludności. TO ABSOLUTNIE NIEWAŻNE CZYM ZOSTAŁO SPOWODOWANE (nawet jeśli przyczyny są różne, niezadowolenie jest jedno).
2. Rozłam społeczeństwa na dwa zwalczające się obozy. W normalnych okolicznościach, obserwując społeczeństwo widzimy ogromną paletę różnorodnych poglądów. Ale gdy dwa zwalczające się obozy zajmują całkowicie różne stanowiska, gdy nie liczą się odcienie,  w obu aż kipi od skierowanych przeciwko sobie emocji.

Oba te objawy są widoczne w dzisiejszej Rosji. Przeczucie podpowiada mi, iż nadchodzącej katastrofie zapobiec się nie da. Można ją będzie tylko przeżyć. Zdaję sobie z tego sprawę, że nie zostanę usłyszany, ale powiem tak czy inaczej - trzeba byśmy przestali się nawzajem przeklinać, wyjaśniać kto ma rację. To nie jest już ważne. Można się będzie tym zająć później. Obecnie ważne jest jedno - jak będziemy ratować ludzi. Żywych ludzi, bez względu na ich przekonania polityczne.


Potrzebny jest Komitet Ocalenia Narodowego


A to dlatego, iż już za chwilę bardzo źle, bardzo strasznie będzie absolutnie wszystkim.

Jak mi się zdaje, żaden normalny człowiek nie ma dziś wątpliwości, władza utraciła możliwości działania. Nie dysponuje też żadnymi efektywnymi instrumentami niezbędnymi dla zarządzania krajem, tak w sytuacji stabilnej, jak i tym bardziej kryzysowej.

W sytuacji jaką mamy, naprawdę, może trzeba powołać do życia Komitet Ocalenia Narodowego?  Nie po to, by obalić władzę. Sama poradzi sobie z tym zadaniem, nie trzeba jej będzie pomagać. Ale w tych warunkach, być może już w najbliższym czasie, trzeba będzie ratować ludzi.

Mam wielką nadzieję, iż ktoś mądrzejszy od mnie i bardziej spostrzegawczy, już taki komitet, chicho i bez rozgłosu (tak byłoby, nawiasem mówiąc, najwłaściwiej) już dawno powołał do życia. Albo organizuje teraz. Chodorkowski, a może Nawalny.

Ale jeśli się mylę i niczego takiego nie ma, to trzeba zabrać się do roboty natychmiast. Mogę nawet podpowiedzieć odpowiednią nazwę. Nazwijcie "19-20".

Na cześć tej jedynej nocy z 19 na 20 sierpnia 1991 roku, nocy Białego Domu, gdy szukając ratunku kraj zjednoczył się naprawdę.






Tłumaczenie: Zygmunt Dzięciołowski

Oryginał ukazał się na prowadzonej przez Władimira Jakowlewa stronie w Facebooku. Tekst trafił później na łamy różnych rosyjskojęzycznych portali i blogów. https://www.facebook.com/photo.php?fbid=812561068860477&set=a.431251400324781.1073741826.100003197744579&type=1&theater





Władimir Jakowlew (ur.1959 ) rosyjski dziennikarz, wydawca, biznesmen. Założyciel gazety i Domu Wydawniczego "Kommersant". Mieszka obecnie w Izraelu. 










Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com




Projekt "Media-w-Rosji" ma na celu umożliwienie czytelnikowi w Polsce bezpośredniego kontaktu z rosyjską publicystyką niezależną, wolną od cenzury. Publikujemy teksty najciekawszych autorów, tłumaczymy materiały najlepiej ilustrujące ważne problemy współczesnej Rosji. Projekt "Media-w-Rosji" nie ma charakteru komercyjnego.