wtorek, 8 lipca 2014

Walczymy o rosyjskie państwo narodowe


Obecna Rosja w niewielkim stopniu podobna jest do tej zniszczonej przez rewolucję bolszewicką. Wojna domowa w Donbasie jest w istocie fragmentem batalii o odbudowę historycznej Rosji. – w rozmowie z Ksenią Sobczak, dziennikarką stacji telewizyjnej „DOŻD’ ”, Jegor Proswirnin, redaktor popularnego portalu internetowego „Sputnik&Pogrom” tłumaczy jakie cele stoją przed odradzającym się w Rosji ruchem nacjonalistycznym.
 

Spotkanie na antenie „TV DOŻD’” Kseni Sobczak i Jegora Proswirnina jest świetną ilustracją kolejnej odsłony charakterystycznej dla Rosji konfrontacji między zwolennikami mocarstwowej tradycji narodowej z rzecznikami oświeconej orientacji liberalnej.  




Publicyści i politycy reprezentujący poglądy nacjonalistyczne niechętnie
pojawiają się w studiu "TV DOŻD'". Tym ciekawsze okazało się spotkanie
Kseni Sobczak s Jegorem Proswirninem. 

Ksenia Sobczak:
Moje pierwsze pytanie związane jest z tym, że wojna w zasadzie się skończyła, Putin wydał Radzie Federacji odpowiednie wytyczne (wywiad został przeprowadzony zaraz po podjęciu przez Radę Federacji uchwały cofającej zgodę na użycie sil zbrojnych za granicą – „mediawRosji”). Jest pan rozczarowany?

Jegor Proswirnin:
Nie powiedziałbym, że wojna się zakończyła, powiedziałbym raczej, że ona się dopiero zaczyna. To, że Putin dał Radzie Federacji wyraźne wytyczne, w rzeczywistości może oznaczać cokolwiek. Co konkretnie – dowiemy się za kilka dni. Jeśli ze strony Rosji zacznie się ścisłe blokowanie granicy, to wtedy rzeczywiście będzie to znak, że machnięto na wszystko ręką. Ale możliwe też, że to swego rodzaju zagrywka dyplomatyczna.

Sobczak:
Zawsze wydawało się, iż pan pisze szczerze. Może i kontrowersyjnie, ale z autentyczną wiarą w głoszone przez siebie poglądy. Naprawdę uważa pan, że możliwa jest kontynuowanie przez Rosję wojny z Ukrainą?

Proswirnin: Wiem, że w Rosji istnieje poważna partia, będąca zwolennikiem wojny. To partia „jastrzębi”, ona nie chce zakończenia działań wojennych. Władze Rosji nie mają obecnie żadnej strategii, czy celu, wszystkie decyzje podejmowane są pod wpływem bieżących wydarzeń. Istniała strategia zajęcia Krymu, ale potem już zabrakło perspektywicznego myślenia i planowania. Wydawało się im, że po aneksji wszystko będzie jak dawniej, tyle że już z Krymem w naszych granicach.

Sobczak:
Moim zdaniem dalsza strategia jest dla każdego zrozumiała. Oczywiście polega ona na tym, że trzeba prowokować wydarzenia na Ukrainie, w taki czy inny sposób, zaostrzać sytuację i nie przekraczać przy tym pewnych granic. Putin ma i dobrych, i złych „policjantów”. Pan jest takim złym, który zaognia sytuację.

Procesy tektoniczne




Redaktor i założyciel portalu "Sputnik&Pogrom" Jegor Proswirnin, mimo swojego 
młodego wieku,  w oczach rosyjskiej publiczności cieszy się sporym autorytetem. 
Nieoczekiwanie, w plebiscycie portalu colta.ru na najbardziej wpływowego rosyjskiego
intelektualistę zajął drugie miejsce. 


Proswirnin:
Po pierwsze, nie popieram Putina, więc nie można powiedzieć, że jestem jego człowiekiem. Po drugie, jak na razie to sam Putin jeszcze nie bardzo rozumie, jakie procesy tektoniczne właśnie się rozpoczęły: na naszych oczach rodzi się rosyjski nacjonalizm. Obserwujemy przekształcanie się wielonarodowościowej RFSRR, w której żyliśmy przez ostatnie 20 lat, w Rosję. Na naszych oczach na powierzchnię wypłynęła kwestia istnienia narodu rosyjskiego. Do tej pory – jak się okazuje – był on największym na świecie narodem, niezjednoczonym w ramach jednego państwa. Widzimy, że Rosja ma z tym problem, musi bronić własnego narodu poza swoimi granicami.

Wielu ludziom się wydawało, że można bezkarnie żonglować taką retoryką, że to taki trick z zakresu technologii politycznych i że za miesiąc nikt już nie będzie tych haseł pamiętać. Zamiast tego na Ukrainie wybuchła katastrofa humanitarna. Tam jest teraz ponad 10 tys. prorosyjskich powstańców, Putin być może chętnie by się od nich odżegnał, ale okoliczności mu na to nie pozwalają. Zamiast przycichnąć, dzisiaj zestrzelili helikopter. Niestety, nasze społeczeństwo nie rozumie, że to nie jest zwykły kolejny konflikt, podobny do gruzińskiego, a przeciwnie – rozpoczęła się całkowita transformacja naszego społeczeństwa. Stało się to zarówno wbrew życzeniom Putina, jak i przestrzegającej zasad tolerancji stacji telewizyjnej „Dożd’ ”.

Sobczak:
Naprawdę? Słucham pana i mam wrażenie, jakby w studiu „Dożdia” pojawił się Dmitrij Pieskow (rzecznik prezydenta Putina –„mediawRosji”). Mówi pan o Rosjanach i o rosyjskiej państwowości dokładnie to samo, co on. Czy zdaje pan sobie sprawę, że brzmi to tak, jak gdyby sam Putin udzielił panu pełnomocnictw?

Proswirnin:
Sam Władimir Putin twierdzi, że „Rosja dla Rosjan – to hasło idiotów i prowokatorów”.
Jednocześnie z podjęciem ostatnich kroków pojawiła się nowa strategia (właściwie wciąż jeszcze prowadzona jest na ten temat dyskusja).Mam na myśli strategię walki z ekstremizmem do 2025 r. Zostanie ona zatwierdzona najpóźniej w październiku. Przewiduje się wprowadzenie nowego pojęcia, dotąd nieobecnego w świadomości społecznej – „ideologii ekstremistycznej”. Termin ten oznacza wszelkie idee i poglądy, nie tylko bezpośrednie nawoływanie do ich wprowadzenia w życie.

Sobczak:
Ale pan, póki co, ze swoim „Sputnikiem i pogromem” (www.sputnik&pogrom.com – portal redagowany przez Jego Proswirnina – „mediawRosji”) nie trafił na czarną listę Roskomnadzoru (instytucja państwowa nadzorująca przestrzeganie przepisów w dziedzinie mediów – „mediawRosji”)…

Proswirnin:
Jeśli Władimir Władimirowicz na serio postanowi machnąć ręką na Noworosję, to nas oczywiście posadzą za kratki.

Miałem 18 lat i już wtedy domagałem się zmiażdżenia Ukrainy


Sobczak:
Mam wrażenie, że w chwili obecnej uzasadniona jest opinia, iż - świadomie lub nie – propaguje pan politykę Kremla i w ciągu ostatniego półrocza stał się pan przedstawicielem mainstreamu.

Proswirnin:
Zawsze reprezentowałem jedynie politykę prorosyjską. Od lat powtarzam jedno i to samo. Zmiażdżenia Ukrainy domagałem się już w wieku 18 lat. Więc można powiedzieć, że to nie ja propaguję politykę prokremlowską, a odwrotnie – to Kreml wreszcie dojrzał do…

Sobczak:
Czy bez zmiażdżenia Ukrainy Rosjanie nie mogą normalnie żyć?

Proswirnin:
Ukraina jest państwem całkowicie antyrosyjskim. Przez ostatnich 20 lat prowadziła przymusową ukrainizacją. Jest niezdolna do samodzielnego istnienia. Na postradzieckim obszarze w Europie Wschodniej to kraj o najwolniejszym tempie wzrostu PKB, niższym nawet od Mołdawii. Przez 20 lat Mołdawia osiągnęła więcej, niż Ukraina.

Sobczak:
Delikatnie mówiąc, niezupełnie podzielam pańskie poglądy na ten temat. Pragnę wręcz zwrócić się do naszych ukraińskich telewidzów i powiedzieć, że absolutnie nie zgadzam się z tym, co mówi Jegor Proswirnin. Ale każdy ma prawo do wyrażenia swojego zdania i szanuję to pańskie prawo.

Proswirnin:
Takie są fakty. To nie jest moja opinia, iż wzrost PKB na Ukrainie był najniższy ze wszystkich postradzieckich krajów Europy Wschodniej.

Winne są władze Ukrainy


Sobczak:
Obecnie mamy do czynienia z sytuacją, kiedy giną prawdziwi, żywi ludzie. Chciałabym uniknąć tonu podniosłego, ale to naprawdę tak wygląda, na Ukrainie leje się krew. Nie czuje się pan za to osobiście odpowiedzialny? Odkąd ukończył pan 18 lat  konsekwentnie nawoływał pan do wojny. Czy teraz, kiedy nadchodzą coraz to nowe informacje o śmierci, o niewinnych ofiarach – Rosjanach, Ukraińcach…





Proswirin:
Po pierwsze, uważam, że winne są władze ukraińskie. To Kijów odmówił udziału w dyskusji na temat federalizacji Ukrainy. Nawet nowo wybrany prezydent Poroszenko powiedział, że nie może być o niej mowy, że jedyną możliwą do zaakceptowania opcją jest państwo unitarne.

Sobczak:  
Ale chyba poczuwa się pan do odpowiedzialności? A pytanie, kto jeszcze jest winny można też zadać innym osobom….

Proswirnin:
Przepraszam, ale to nie ja bombarduję miasta.

Sobczak:
Ale akceptuje pan takie metody. Na stronie „Sputnik i pogrom” jest wiele publikacji, w których nawołuje pan do działań wojennych. A przed chwilą w nadawanym na żywo programie telewizji „Dożd’ ” przyznał pan, że jest konsekwentnym zwolennikiem „zmiażdżenia Ukrainy”.

Proswirnin:
Ukraińska armia rozbiegłaby się na cztery wiatry, gdyby wkroczyły tam wojska rosyjskie. Uważam, że [wtedy] byłoby o wiele mniej ofiar, niż jest teraz. Wszystko skończyłoby się bardzo szybko, zupełnie bezboleśnie, jak na Krymie. Krym udowodnił, że gdy tylko wkracza rosyjska armia…

Sobczak:
Czyli nie jest pan niczemu winien? To pan pisze te wszystkie posty, cały czas nawołuje do „zmiażdżenia Ukrainy”, ale te ofiary nie mają z panem osobiście nic wspólnego?

Proswirnin:
Ja konsekwentnie powtarzam, że Ukraina to „failed state”, upadłe państwo, coś w rodzaju Somalii.

Sobczak:
I mieszkańcy tego „upadłego państwa” są nieważni, ich życie jest nic nie warte?

Proswirnin:
Przeciwnie, ich życie jest ważne. „Failed state” oznacza przede wszystkim brak sprawnej władzy centralnej.

Sobczak:
To oczywiste.

Wprowadźmy siły pokojowe


Proswirnin:
Dlatego uważam, ze wprowadzenie sił pokojowych - z czym Kreml cały czas zwleka, byłoby najszybszym i najbardziej bezbolesnym rozwiązaniem. Uważam, że Krym jest doskonałym dowodem na to, że mam rację. Tam zginęły zaledwie dwie osoby, a i one przypadkiem: jedną zabił snajper w wyniku jakiejś prowokacji, a druga gdzieś się przewróciła po pijanemu. A 20% armii ukraińskiej po prostu przeszło na służbę do Rosji. Dlatego, kiedy mówię o „zmiażdżeniu Ukrainy”, mam na myśli scenariusz krymski. Wkraczają wojska rosyjskie, Ukraińcy bez szemrania się rozbiegają…

Sobczak:  
Krytykuje pan pewnych ludzi, iż za to, iż chcą „odpuścić sobie rosyjską wiosnę”. Kogo ma pan na myśli?

Proswirnin:
Sabotować „rosyjską wiosnę” zamierzają przede wszystkim zwolennicy polityki liberalnej. To oni chcą zachować dobre stosunki ze społecznością międzynarodową.

Sobczak:
Wymieni pan jakieś nazwiska?

Proswirnin:
Za speca od Ukrainy uważa się Wiaczesława Surkowa. Mówi się, że to Surkow po powrocie z Ukrainy usiłował wszystkich przekonywać, że dogadał się z Poroszenką.

Sobczak:
Tak twierdzi pański kolega Dugin.

Proswirnin:
Niestety, nie czytuję Dugina i nie uważam go za swojego kolegę.

Sobczak:  
Naprawdę go pan nie czyta?! Dlaczego?

Proswirnin:
Bo to jest jakiś nawiedzony religiant.

Sobczak:
Reprezentujecie przecież identyczne stanowisko.

Proswirnin:
Nic nas nie łączy. Ja nigdy nie byłem zwolennikiem ideologii eurazyjskiej, drwiłem z niej. Konsekwentnie uważałem, że przed Rosją jest jedna droga – europejska.

Sobczak:
Ma pan zwolenników?

Proswirnin:
Są ich setki tysięcy. Ich liczba rośnie z każdym dniem.

Sobczak:
Nie mam na myśli czytelników pańskiego portalu, raczej znanych publicystów, dziennikarzy, polityków.

Proswirnin:
Za swojego nauczyciela uważam wielkiego rosyjskiego filozofa Dmitrija Jewgieniewicza Gałkowskiego (współczesny filozof rosyjski, zwolennik idei nacjonalistycznej – „mediawRosji”).

Sobczak:
Kogoś jeszcze może pan wymienić?

Proswirnin:
Oczywiście partię nacjonalistyczno-demokratyczną i demokratyczny odłam nacjonalistów – tych, którzy uważają, że nacjonalizm rosyjski winien być pozbawiony odcienia religijnego czy autorytarnego. To zupełnie normalny, zdrowy rosyjski nacjonalizm.

Sobczak:
Mam wrażenie, że w ostatnim czasie pańska retoryka zaczęła się zmieniać. Nieoczekiwanie stała się bardzo bliska poglądom Aleksandra Prochanowa i Aleksandra Dugina. Można by zestawić wasze zdania i zagrać w grę „kto to powiedział”. Za autora niektórych pańskich opinii (czasem wyrwanych z kontekstu) można by uznać właśnie któregoś z nich.

Proswirnin:
Może pani wziąć jakikolwiek mój wczesny tekst publicystyczny i znajdzie tam pani dokładnie to samo. Zarówno Dugin, jak i Prochanow, są zwolennikami silnej Rosji, dominującej na obszarze postradzieckim. Oni mają zupełnie inną docelową wizję państwa, ale pewne założenia mamy zbieżne.

Czytają mnie na Kremlu




Swą karierę telewizyjną Ksenia Sobczak zaczynała w popularnych widowiskach
 produkowanych dla masowej publiczności. Wtedy zdobyła reputację  znanej celebrytki. 


Kilka lat temu zmienila emploi. Jej pasjonujące wywiady polityczne na antenie "TV DOŻD' "
są jedną z największych atrakcji tej telewizji. 


Sobczak:  
A czy ma pan zwolenników w administracji prezydenta?

Proswirnin:
Nie wiem, ale mówiono mi, że kilku wysoko postawionych urzędników na Kremlu czyta moje teksty. I nie służbowo, a dla własnej przyjemności.

Sobczak: 
Kto?

Proswirnin:
Podobno wydruki moich artykułów czytał nawet Wołodin (zastępca szefa administracji prezydenta odpowiedzialny za politykę wewnętrzną –„mediawRosji”), słyszałem, że mu się spodobały. I dlatego nas do tej pory jeszcze nie zamknęli, a ja nie wylądowałem za kratkami.

Sobczak:
Ktoś jeszcze poza nim?

Proswirnin:
Nie mam pojęcia.

Sobczak:
A Siergiej Borysowicz Iwanow (szef administracji prezydenta – „mediawRosji”) nie czytał?

Proswirnin:
Niestety, nic mi o tym nie wiadomo. To, że mnie czytają, nie oznacza jeszcze, że podzielają moje poglądy.

Sobczak:
Nie dostrzega pan jakiegoś echa swoich poglądów w polityce państwa? Cytują pana teksty w programie pierwszym telewizji. Znajdziemy jeszcze jakieś przykłady tego rodzaju? Powiedzmy, przeczytał pan wystąpienie Putina i dostrzegł w nim cytat ze swoich tekstów? Zdarzyło się to panu?

Proswirnin:
Nie, nie zdarzyło się, bo Putin lubi cytować Iljina, ja mam do niego mam stosunek raczej negatywny. Dla niego niezwykle istotny jest pierwiastek religijny, obowiązkowo musi nawiązywać do prawosławia. Ja nie jestem zwolennikiem religii w XXI wieku. W tym punkcie bardzo się z Putinem różnimy.

Sobczak:
Putin cytuje nie tylko Iljina, ale i Bierdiajewa. Więc może i pana również?

Proswirnin:
On cytuje rosyjskich konserwatystów w taki sposób, jak gdyby czas się zatrzymał 100 lat temu. Ale to przecież już przeszłość. My żyjemy w innym świecie, trochę takim postmodernistycznym, tym bardziej, że można udowodnić…

Sobczak:
A gdyby zaproponowano panu pisanie przemówień dla Putina, zgodziłby się pan?

Proswirnin:
Na rolę zwykłego speechwritera” bym się nie zgodził. Chciałbym mieć możliwość podejmowania określonych decyzji.

Sobczak:
I na jakie stanowisko by się pan zgodził?

Proswirnin:
No, może doradcy do spraw polityki wewnętrznej.

Sobczak:
Czyli chciałby pan być szarą eminencją?

Proswirnin:
Chcę pozostać człowiekiem niezależnym od państwa. Nie lubię być od kogokolwiek zależny.

Sobczak:
I jakby pan pogodził tę niezależność z wpływowym stanowiskiem w administracji prezydenta?

Proswirnin:
Wtedy to już państwo zaczęłoby zależeć ode mnie.

Sobczak:
Czyli marzy się panu rola Wiaczesława Surkowa z okresu jego świetności?

Proswirnin:
Można tak powiedzieć. Dugin, Prochanow i Żyrinowski to nie są persony takiej rangi, żeby Surkow się fatygował, telefonował do nich z wytycznymi.

Sobczak:
A patrząc obiektywnie na siebie samego, na swoją stronę internetową, gdzie by pan siebie umieścił w tej hierarchii?

Nie jestem personą ze „świecznika”


Proswirnin:
Ja się w ogóle nie uważam za „personę ze świecznika”. Właśnie wczoraj otrzymałem największe w życiu dowody uznania od Igora Iwanowicza Striełkowa za dostarczenie pomocy do Słowiańska. Dla mnie to teraz najważniejsze – gdzieś trwa wojna i ludzie znajdujący się na linii frontu, w samym środku piekła, wyrażają mi wdzięczność.

Sobczak:
Czyli Striełkow jest pańskim największym idolem?

Proswirnin:
Oczywiście, bo to jest człowiek o bardzo białogwardyjskich i antykomunistycznych poglądach, to człowiek, który bardzo sceptycznie odnosi się do…

Sobczak:
Wie pan, z białogwardzistami jest pewien problem. W ich przypadku było jasne, komu i w imię czego służą: carowi, przeciwko komunistom.

Proswirnin:
Nie, to nie tak.

Sobczak:
Ze Striełkowem sytuacja jest dość dziwna. Kiedy ktoś prosi o interwencję obce państwo, a konkretnie – zwraca się do Władimira Putina o wprowadzenie wojsk, to chyba powinien przyznać, że reprezentuje interesy tego właśnie państwa. Z kolei, jeśli działa jako ochotnik-separatysta na obszarze swojego własnego kraju, to taka prośba o interwencję jest raczej intrygująca. Do której grupy zalicza pan zalicza?



Założony w 2012 roku portal internetowy "Sputnik&pogrom" propaguje oświecony rosyjski
nacjonalizm w wersji dostosowanej do epoki  Internetu.  Stąd jego nazwa. Sputnik 
był osiągnięciem nauki i rozumu, pogrom to skutek działania narodowego żywiołu. 


Proswirnin:
Dla Striełkowa, podobnie jak dla mnie, Ukraina jest terenem jego dzialania, ale  nie jest odrębnym państwem… On służy wiecznej Rosji.

Sobczak:
Czyli Putinowi?

Proswirnin:
Nie, bo Putin to tylko prezydent RFSRR. Natomiast Striełkow w Słowiańsku odbudowuje potęgę Rosji.

Sobczak:
Chwileczkę. W jego głowie istnieje jakaś wymyślona przez niego Rosja? To pan chce powiedzieć?

Proswirnin:
Dlaczego „wymyślona”? W jego głowie istnieje Rosja, w imię której poległy miliony naszych przodków.

Sobczak:
Striełkow służy Rosji?

Proswirnin:
Oczywiście, samej idei Rosji.

Sobczak:
Pewnej wyimaginowanej Rosji?

Proswirnin:
Oczywiście, ponieważ prawdziwa Rosja jeszcze nie istnieje, istnieje stara RFSRR.

Sobczak:
Nie ma pan wrażenia, że to jakaś bardzo dziwna koncepcja?

Proswirnin:
Dlaczego dziwna? Wybaczy pani, ale istnieje oficjalny dokument, zgodnie z którym Federacja Rosyjska jest prawnym spadkobiercą RFSRR.

Sobczak:
Chwileczkę. Lubi pan precyzję. Więc niech pan popatrzy. Sytuacja jest klarowna, kiedy ktoś służąc Putinowi, działa na terytorium Rosji, Ukrainy czy Somali. To jest oczywiste. Kiedy jednak ktoś służy Ukrainie, Janukowyczowi, Poroszence, komuś jeszcze, ta sytuacja również jest jednoznaczna. Jednak kiedy człowiek służy, walczy i zabija na terenie jednego kraju w imię innego, jakiegoś wirtualnego kraju, to sytuacja ta przypomina fantazje fanów gier komputerowych.

Proswirnin:
Przepraszam panią, ale podkreślę jeszcze raz: naszym zdaniem nie istnieje żadna Federacja Rosyjska.

Sobczak:
Czyim zdaniem? Objedliście się grzybków albo LSD? Przecież Federacja Rosyjska jest obiektywnym bytem.

Teraz odradza się tamta Rosja


Proswirnin:
Zdaniem patriotów prawdziwej, historycznej Rosji, zniszczonej w 1917 r. Obiektywnym faktem jest, że tamta Rosja odradza się właśnie tu i teraz, i ani Putin, ani pani, ani ktokolwiek inny, kto dorastał w ciągu ostatnich…

Sobczak:
A dzięki komu się odradza?

Proswirnin:
Dzięki Striełkowowi. On tam buduje rosyjskie państwo narodowe.

Sobczak:
Pod swoim przywództwem?

Proswirnin:
Nie, nie pod swoim przywództwem. Dla niego zupełnie nie ma znaczenia, kto będzie rządził. Dla niego istotna jest idea odrodzenia prawdziwej, historycznej Rosji. Kwestia przyszłości całej Federacji Rosyjskiej polega na tym, żeby Putin dobrowolnie zaczął ją zmieniać w tę prawdziwą Rosję. Inaczej…

Sobczak:
Nie tylko Striełkow walczy w tej chwili za to wirtualne państwo.

Proswirnin:
Wybaczy pani, ale to wirtualne państwo okazało się bardziej realne, niż 40-milionowa Ukraina.

Sobczak:
Czyli nie niepokoi pana, iż Striełkow apeluje do Putina o pomoc dla siebie, działając na terenie innego kraju?

Proswirnin:
Białogwardziści korzystali z pomocy Anglików, Amerykanów, w pewnym momencie chyba nawet Japończyków.

Sobczak:
Wychodzi na to, że ludzkie życie nie ma dla was znaczenia w porównaniu z tymi wirtualnymi wartościami, w które wierzycie?

Proswirnin:
Ludzkie życie to największa wartość.

Sobczak:
Chwileczkę, dopiero co pan powiedział, że największą wartością jest ta Rosja z waszych marzeń. „Istnieje wirtualna Rosja i to ona jest najwyższą wartością, swoistym pięknym ideałem”. To przecież pańskie słowa.

Proswirnin:
To nie jest piękny ideał, a realnie istniejące państwo.

Sobczak:
Pan ocenia te wydarzenia jak miłośnik gier komputerowych, a ja próbuję namówić pana, by wrócił pan do rzeczywistości.

Proswirnin:
Od dawna nie gram już w gry komputerowe.

Sobczak:
Istnieje rzeczywisty Striełkow, człowiek z krwi i kości. Walczy na prawdziwej wojnie, w realnie istniejącym dziś państwie, o nazwie Ukraina. I domaga się wsparcia od innego państwa – Rosji, która z jakichś tam powodów powinna mu…

Proswirnin:  
A skąd ten pomysł, że Ukraina istnieje na prawdę? A już tym bardziej – że Ukraina istnieje w Donbasie, skoro odbyło się tam referendum i większość mieszkańców opowiedziała się za rewizją…

Sobczak:
Takie jest zdanie całego świata. Pan jeden się z nim nie zgadza.

Proswirnin:
Świat nie uznaje też aneksji Krymu. I co, chce mi pani powiedzieć, że Krym to jakaś wirtualna przestrzeń?

Sobczak:
Jakie to ma w ogóle znacznie, czy Krym należy do Federacji Rosyjskiej czy nie, skoro dopiero co powiedział pan, że Federacja Rosyjska nie istnieje?

Proswirnin:
Przynajmniej powstrzymano tam teraz ukrainizację.

Sobczak:
Chwila, przecież Federacja Rosyjska nie istnieje, wszystko nosi wirtualny charakter?

Proswirnin:
Federacja Rosyjska istnieje, nie istnieje natomiast historyczna Rosja. Nie ma narodowego państwa rosyjskiego z rdzennie rosyjską ludnością. Takie państwo w chwili obecnej nie istnieje.

Sobczak:
No, ale walczy o nie Striełkow. I pan o nie walczy...

Proswirnin:
Oczywiście. To klasyczny przykład ruchu nacjonalistycznego. Podobne wybuchały w całej Europie w XIX i XX wieku.


Tłum. K.K.


Oryginał opublikowany na portalu stacji telewizyjnej "TV DOŻD'"




*Jegor Proswirnin (ur.1986), rosyjski bloger i dziennikarz o nacjonalistycznej orientacji. Redaktor popularnego portalu sputniki&pogrom.com . W głosowaniu na najbardziej wpływowego rosyjskiego intelektualistę przeprowadzonym przez liberalny portal colta.ru Proswirnin zajął w tym roku drugie miejsce, zaraz za Aleksiejem Nawalnym. 



*Ksenia Sobczak (ur. 1981), ceniona dziennikarka rosyjska, publicystka stacji telewizyjnej „DOŻD’”. Córka byłego burmistrza St. Petersburga, Anatola Sobczaka. Aktywna uczestniczka protestów przeciw fałszerstwom wyborczym organizowanym przez demokratyczną opozycję w latach 2011-2012.





Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com





5 komentarzy:

  1. Straszny cymbał ten Proswirnin.

    OdpowiedzUsuń
  2. Po pierwsze, wyśmienity blog! Będę częściej zaglądał.

    Po drugie, (ad przedmówca) jedną z mądrości dalekiego wschodu, której Polacy mogliby się w końcu nauczyć (z korzyścią dla siebie) jest szacunek dla przeciwnika. Nazywając kogokolwiek cymbałem ujmujemy godności sobie samym. Nie za bardzo pojmuję dywagacje Proswirnina o państwach realnych i wirtualnych, jednak w jego rozumowaniu można się dopatrzyć pewnej logiki. Co prawda działa ona tylko jeśli przyjmiemy rusocentryczny punkt widzenia, jednak czasem dla lepszego zrozumienia drugiej strony należałoby taki wysiłek wykonać, niezależnie od własnych sympatii czy antypatii.

    Po trzecie, odwiedziłem stronę wydawnictwa, którego redaktorem jest bohater wywiadu. Z naszego punktu widzenia interesujący wydał mi się artykuł o zalecanym przyszłym kierunku relacji Rosji względem Zachodu oraz reszty świata.

    Ciekawy jest podział państw zachodnich na 3 grupy. Kluczem kategoryzacji jest pozycja międzynarodowa oraz stosunek kraju do Rosji. Niemcy, Francja, W. Brytania i Włochy określane zostają jako główni partnerzy Rosji na Zachodzie.

    Do drugiej klasy należą kraje neutralne lub umiarkowanie przychylne, takie jak kraje skandynawskie, Węgry, kraje byłej Jugosławii.

    Do Zachodu 3. kategorii autor zalicza "kraje peryferyjne, o znaczeniu minimalnym lecz krzykliwe: Polske, Rumunię, Bułgarię i państwa bałtyckie, i ta część jest dla nas najbardziej interesująca:

    "All these countries a third-West combined three points:
    1. They no one can call them, their military, economic and political power is negligible; 2. They represent the interests of the United States, often coming into direct conflict with the four "motors EU": European grants are not thrilled with the deployment of new U.S. military bases in EU 3. Being economically closed to Russia, while they abuse our country's last words, periodically bringing the matter to all kinds of trade wars and demonstrating irrational behavior."

    ...i dalej:

    "Undoubtedly, part of the return of Russia's historical influence is to work to eliminate the U.S. presence in the European periphery (of which the U.S. is trying to build a cordon sanitaire and almost new anti-Russian political-military alliance), and in harmony and mutual European giants. In Berlin, the Poles with American flags cause the same feelings as in Moscow."

    Przykro przyznać, ale niestety są to diagnozy trafne. Z rosyjskiego punktu widzenia dobitnie widać, że Polska realizuje interesy USA kosztem swoich relacji z Berlinem i Moskwą, z drugiej strony autor sugeruje, że odbudowę dawnej strefy wpływów w tym obszarze Moskwa powinna zacząć od osłabienia relacji sojuszniczych (?) między tymi krajami a USA. (http://sputnikipogrom.com/mustread/15470/its-only-a-dream/)

    Dla Polski wniosek z tego płynie taki, że jesteśmy krajem zbyt małym aby prowadzić samodzielną politykę czy to wobec Berlina czy Moskwy, dodatkowo skażonym mentalnością postkolonialną, i Moskwa doskonale o tym wie. Należałoby wyciągnąć z tego wnioski:

    A: Wejść w orbitę jednego z graczy rezygnując z suwerenności. To plan jak się zdaje realizowany obecnie, wszak Warszawa staje się coraz bardziej uzależniona od Berlina.

    B: Przejść do wagi ciężkiej i rozpocząć budowę regionalnej koalicji (przychodzą na myśl koncepcje neojagiellońskie) tworzącej równowagę dla dwóch największych graczy. To ambitne zadanie wymagałoby jednak wysiłku naprawy wszystkich dziedzin działania państwa od gospodarki począwszy, poprzez postawienie na innowacje, na wojskowości skończywszy. Tylko taka Polska byłaby w stanie być krajem na tyle atrakcyjnym aby móc zbudować taki blok.

    Przykro stwierdzić, że jedyne na co obecnie nasze państwo stać to realizacja wariantu pierwszego, a drugi wydaje się trwale majaczyć gdzieś w domenie political fiction. Przegrywamy i nazywanie kogokolwiek cymbałem nie pomoże.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po pierwsze - poglądy o bytach wirtualnych i realnych to jakieś popłuczyny po platonizmie. Jak rozumiem te mętne wywody jednego z czołowych rosyjskich intelektualistów (o zgrozo!!!), pan Proswirnin uważa, że istnieje taka czysta idea Rosji, a obecny byt państwowy Federacji Rosyjskiej nie jest jego zdaniem właściwą realizacją owej idei. Wyraźnie widać, że pan Proswirnin ma spore braki w wiedzy z zakresu nauk społecznych i historii.
      Po drugie przytoczone poglądy dotyczące klasyfikacji państw europejskich świadczą o braku podstawowej orientacji w polityce zagranicznej. Bułgaria nie jest bynajmniej jakimś szczególnie antyrosyjsko nastawionym krajem. Polska Tuska przechodziła przez dość wyraźny zwrot proeuropejski i okres sporej wstrzemięźliwości w stosunkach z USA. Powrót do sympatii z USA jest raczej wymuszony postawą europejskich potęg w kryzysie ukraińskim. Bliskość ekonomiczna Polski z Rosją jest moim zdaniem dość iluzoryczna. Cała wymiana handlowa z Rosją to ile jest? 15% naszej wymiany handlowej? Uzależnieni gospodarczo to jesteśmy od Niemiec.
      Więc ja pana Proswirnina cymbałem nie nazwę, ale jego diagnozy są mało warte.

      Usuń
  3. Tacy ludzie dają broń separatystom, jaką jest szalona ideologia. Więc część odpowiedzialności za tortury i zbrodnie spada na tego pulchniutkiego koleżkę.

    OdpowiedzUsuń
  4. powinni tego gogusia wysłać na Ukrainę niech sam sobie postrzela na lini frątu to mu gęba zmięknie

    OdpowiedzUsuń