poniedziałek, 26 stycznia 2015

Prawda Mariupola



Samolot malezyjskich linii lotniczych, autobus pod Wołnowachą, ofiary na przystanku trolejbusowym w Doniecku, polegli w Mariupolu – za każdym razem, zauważa petersburski publicysta i opozycyjny polityk, Borys Wiszniewski - donbascy terroryści zaprzeczają, iż mieli z tym cokolwiek wspólnego. Z Kremla także bez przerwy płyną zaprzeczenia, w Donbasie, na Krymie, nie było rosyjskich żołnierzy, Rosja nie dostarcza separatystom uzbrojenia. Ta tradycja kłamstw i zaprzeczeń zrodziła się dawno, jeszcze w czasach radzieckich. Jednak prawda, ostrzega Wszniewski, prędzej, czy później wyjdzie na jaw.
 


 Autor: Borys Wiszniewski




 

Coraz większe jest prawdopodobieństwo, iż kolejnym celem ofensywy donbaskich
separatystów jest położone nad Morzem Azowskim miasto Mariupol. 





Kiedy został zestrzelony Boeing, zachwyceni terroryści z Doniecka natychmiast oświadczyli, iż zniszczono ukraiński samolot transportowy i przy okazji zagrozili, że taki los spotka każdy samolot, który pojawi się na ich niebie.

Ale nieco później, gdy zrozumieli, iż zestrzelili samolot pasażerski poszli w zaparte. Do dziś można spotkać ogarniętych wątpliwościami, iż za zdarzenie to odpowiadają terroryści.

Kiedy rozstrzelano autobus pod Wołnowachą, zachwyceni terroryści natychmiast poinformowali o likwidacji ukraińskiego posterunku.

Ale kiedy zrozumieli, że trafili w autobus pasażerski, znów wyparli się wszystkiego. Do dziś można spotkać ogarniętych wątpliwościami, iż za zdarzenie to odpowiadają terroryści.  

Kiedy na Donieck spadły pociski moździerzowe i na przystanku trolejbusowym zginęli ludzie, terroryści natychmiast wysunęli oskarżenia pod adresem armii ukraińskiej.

Potem, kiedy zrozumieli, iż moździerze nie strzelają na odległość 15 kilometrów (w tej odległości znajdowały się wówczas pozycje ukraińskie) wydali oświadczenie, iż do miasta przekradła się „specjalna dywersyjna grupa mścicieli” po to, by ostrzelać przystanek trolejbusowy. Do tej chwili można spotkać ogarniętych wątpliwościami, iż za zdarzenie to odpowiadają terroryści.  

Kiedy w Mariupolu zginęli ludzie ostrzelani z Gradów, zachwyceni terroryści natychmiast poinformowali o ataku na miasto (wcześniej ich główny bandzior pochwalił się, iż nie zamierza nikogo brać do niewoli).

Potem, kiedy zrozumieli, co się stało, zgodnie ze starym przyzwyczajeniem, znów postanowili zrzucić odpowiedzialność na armię ukraińską. Oskarżono ją o prowokację, choć tym razem dowody, iż strzelano z terytorium kontrolowanego przez terrorystów są oczywiste.






Dzisiaj tylko rosyjscy dyplomaci mogą wyrażać wątpliwości, kto w istocie odpowiada za śmierć 30 ofiar w Mariupolu. A potem jak zwykle, zablokują rezolucję Rady Bezpieczeństwa ONZ oskarżającą donieckich terrorystów. Wspólnie z nimi rosyjscy propagandziści ubrani po cywilnemu, zaczynając od głównych kremlowskich stacji telewizyjnych, do anonimowych blogerów będą skarżyć się, że Mariupola nie udało się wyzwolić wcześniej.

Ile jeszcze potrzeba ofiar po mariupolskiej tragedii, by dla  wszystkich stało się oczywiste, iż w kwestii ukraińskiej Kreml prowadzi politykę wiodącą ku katastrofie?

Te politykę prowadzi Kreml, nie kto inny, bowiem pozbawieni rosyjskiego wsparcia terroryści nie utrzymaliby się nawet przez tydzień. Ich Grady, Uragany, Buki, przenośne komplety rakietowe, czołgi i transportery opancerzone przychodzą do nich tylko z Rosji.

Jeszcze ktoś ma wątpliwości skąd wzięła się ich uzbrojenie ? I myśli, że to donieccy górnicy składają je z części zamiennych w swych podziemnych warsztatach? I w nich produkują pociski i kule?

Jeszcze ktoś ma wątpliwości, że w Donbasie z armią ukraińska walczą nie wyszkoleni w cudowny sposób „ochotnicy” potrafiący obsługiwać Grady i kierować czołgami, a przysłani z Rosji wojskowi profesjonaliści.

Nawiasem mówiąc, kto pamięta jak władze rosyjskie i rosyjscy propagandyści nazywali Czeczenów walczących z armią rosyjską (Czeczeni nie dostawali z zagranicy ani czołgów ani BTRów, ani wyrzutni rakietowych)? Nazywano ich powstańcami?

Jeśli dobrze pamiętam, Komitet Śledczy nie prowadził wówczas żadnych działań śledczych, by odnaleźć winnych masowej śmierci cywilnych mieszkańców Czeczenii. Za to teraz nasz Komitet dzielnie wziął się za śledztwo skierowane przeciw ukraińskiej armii.

Rzecz jasna, nasze władze konsekwentnie zaprzeczają, iż żołnierze rosyjscy są obecni na terytorium Ukrainy.

Tak samo zaprzeczano, by byli obecni na Krymie. Przynajmniej przed aneksją. Potem już nie zaprzeczano.

Tak samo zaprzeczano, iż na wschodzie Ukrainy obecni są „ochotnicy”, dopiero później przyznano się i do tego.

Ich poprzednicy, przywódcy z czasów radzieckich, w identyczny sposób zaprzeczali, iż nasi żołnierze walczą w Korei, Syrii, Angoli, Mozambiku, Egipcie, Jemenie, Algierii, Wietnamie, Etiopii i Libanie. Przyznano się do tego po fakcie. Ta tradycja narodziła się już dawno.

Świat zorganizowany jest tak, iż to, co teraz jest tajemnicą, tak czy inaczej, stanie się jawne.

Tak samo i teraz, gdy Striełkow-Girkin dzieli się szczegółami, jak zajęto krymski parlament, albo jak rozpoczęto bunt w Donbasie, już w niedalekiej przyszłości dowiemy się, kto rozpętał wojnę na Ukrainie. Kto i w jaki sposób kierował tam rosyjskich „ochotników na urlopie”, kim byli i jakie nosili stopnie wojskowe tamtejsi „ochotnicy”, kto i w jakich ilościach wysyłał tam rosyjskie uzbrojenie, kto siał nienawiść i rozpowszechniał kłamstwa.

To się stać musi. Chciałoby się mieć nadzieję, iż już w niedalekiej przyszłości wszyscy winni poniosą odpowiedzialność. I przed narodem Rosji i przed narodem Ukrainy.

Za poległych i rannych, za pokaleczone ciała i zranione dusze.

Przypomnimy wszystkich, ich imiona i nazwiska.

Tłum.: ZDZ


Oryginał ukazał się na portalu internetowym radia „Echo Moskwy”









*Borys Wiszniewski (ur.1955), politolog, publicysta, opozycyjny polityk, deputowany Zebrania Ustawodawczego St. Petersburga. 











Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com







2 komentarze:

  1. I co tu można napisać?
    Cieszy, że nie wszyscy Rosjanie mają mózgi sformatowane przez kremlowską propagandę.
    Martwi to, że nie mają siły przebicia. Że megafony, przez które wykrzykuje się urągające niekiedy zdrowemu rozsądkowi hasła, są w rękach tych, którzy chcą maszerować noga w nogę i ramię w ramię z Kremlem.
    Martwi też to, że jak już w końcu kiedyś Putinowi powinie się noga, lub jacyś anonimowi, "mogący" ludzie z jego zaplecza uznają, ze się zgrał i go zamienią na jakąś bardziej pokojową twarz Rosji, zdobycze Putina zapewne pozostaną pod rosyjskim władaniem. Krym nasz, i kropka. Za jakiś czas okaże się, że Donbas też. A może i Mariupol, bo tak po prawdzie, to Ukraińcy walczą może i dzielnie, ale często-gęsto przede wszystkim głupio, tracąc bez sensu ludzi i sprzęt.
    Martwi też to, jaką skalę przybrał propagandowy obłęd w polskim internecie.

    I tylko ofiar żal. Zginęły tak boleśnie bez jakiegokolwiek sensu...

    OdpowiedzUsuń
  2. Podziwiam autora. Obawiam się, że nie dadzą mu żyć zbyt długo. Niewyobrażalna odwaga...

    OdpowiedzUsuń