Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miedwiediew. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miedwiediew. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 marca 2017

Premier Miedwiediew to ma klawe życie...



Aleksiej Nawalny i jego Fundacja do Walki z Korupcją udostępnili dziś w sieci rezultaty swojego śledztwa na temat majątku premiera Rosji, byłego prezydenta Dmitrija Miedwiediewa. Pałace, jachty, winnice, posiadłości w Rosji i za granicą rejestrowane jako majątek fundacji charytatywnych. Na ich czele stoją jednak krewni, przyjaciele z lat studiów Miedwiediewa, ludzie zaufani. Nawalny nazywa premiera Rosji jednym z najbardziej skorumpowanych rosyjskich urzędników i polityków. Jednak, jak na razie reakcja na śledztwo Nawalnego była umiarkowana. 


Opozycyjny dziennikarz Arkady Babczenko nie mógł powstrzymać się od krótkiego sarkastycznego komentarza.





Krótkie streszczenie śledztwa przeprowadzonego przez Nawalnego w sprawie premiera Miedwiediewa:


Świetnie udokumentowane śledztwo Aleksieja Nawalnego demonstruje stopień skorumpowania premiera Rosji Dmitrija Miedwiediewa. 



Aleksiej Nawalny i Fundacja do Walki z Korupcją: przyjrzyjcie się, oto Dmitrij Miedwiediew, zwinął to i to, to i to, na jego imię zarejestrowano to i to, proszę, to jego winnice, jachty, posiadłości, odbywało się to wszystko według takich schematów, to są ludzie, a nawet zobaczcie w jakich Miedwiediew chodzi adidasach.

Facebook: Nie do wiary. To oznacza koniec Miedwiediewa

Natalia Timakowa (rzeczniczka premiera); mam to w dupie

Aleksander Bastrykin (szef Komitetu Śledczego): mam to w dupie

Dmitrij Pieskow (rzecznik prezydenta): mam to w dupie

Społeczeństwo: mamy to w dupie

Siergiej Szojgu (minister obrony): Odbiliśmy Palmirę


I na tym można postawić kropkę. 



Autor Arkadij Babczenko


Film Nawalnego na temat korupcji Miedwiediewa można znaleźć: https://www.youtube.com/watch?v=qrwlk7_GF9g


Oryginał komentarza Babczenki znajduje się na jego Facebooku: https://www.facebook.com/babchenkoa/posts/1007146596052240?pnref=story



Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com



Projekt "Media-w-Rosji" ma na celu umożliwienie czytelnikowi w Polsce bezpośredniego kontaktu z rosyjską publicystyką niezależną, wolną od cenzury. Publikujemy teksty najciekawszych autorów, tłumaczymy materiały najlepiej ilustrujące ważne problemy współczesnej Rosji. Projekt "Media-w-Rosji" nie ma charakteru komercyjnego.





środa, 7 października 2015

Do absolutnego zła nie pisze się listów



List znanego dziennikarza Olega Kaszyna do przywódców Rosji na razie nie doczekał się odpowiedzi. Władze nie zareagowały na sugestię, iż śledztwo w sprawie napadu na Kaszyna w 2010 roku zostało sparaliżowane, by uratować skórę jego zleceniodawcy, gubernatora obwodu pskowskiego Andrieja Turczaka. Bez reakcji pozostały zarzuty o demoralizację narodu, o działania Kremla prowadzące do jego całkowitej dezorientacji. Jednak list Kaszyna, wzorowany na słynnym posłaniu pisarza Aleksandra Sołżenicyna do przywódców ZSRR wzbudził ożywioną dyskusję w rosyjskich mediach niezależnych, w sieciach społecznościowych. Obok głosów poparcia pojawiły się reakcje sceptyczne. Jedną z nią był tekst Alfreda Kocha, aktywnego polityka w latach dziewięćdziesiątych, dziś emigracyjnego publicysty. Jego zdaniem, pisanie listów do obecnej władzy jest przejawem bezgranicznej naiwności. Obecna władza jest absolutnym złem, a pisanie do niej listów jest zdradą dobra.
  


Autor: Alfred Koch  





Pod rządami Borysa Jelcyna zajmował wysokie stanowiska w aparacie władzy. dziś jest emigrantem politycznym, mieszka w Bawarii. Jednak jego  teksty i wypowiedzi są uważnie czytane przez publiczność w Rosji. Często budzą spory i polemiki. 




Oto co myślę na ten temat: taki gatunek dyktatury jak rosyjsko-radziecka jest jednak w stanie ewoluować i zmieniać się.

LIst Sołżenicyna

Tylko popatrzcie: czterdzieści dwa lata temu Sołżenicym napisał swój słynny list do przywódców ZSRR. Była to sensacja. KC KPZR, Wydział Ideologiczny, Wydział Piąty KGB, Związek Pisarzy ZSRR, itd., mówiąc krócej, cała radziecka maszyna propagandowa, ideologiczna, karna i odpowiedzialna za bezpieczeństwo wpadła w histerię.

Ludzie trafiali do więzienia za przechowywanie tekstu. Za rozpowszechnianie, za to, że go czytali. Konfiskowano urządzenia do kopiowania. Zaostrzono kontrolę nad korzystaniem z maszyn do pisania. Kseroksy na noc zamykano na kłódkę, na drzwiach stawiano pieczęć.

Na Sołżenicyna rzuciła się specjalnie wyszkolona armia dziennikarzy, pisarzy, działaczy kultury. Nawet w szkołach odbywały się pięciominutowe sesje nienawiści, opowiadano kim jest ten Sołżenicyn - to wróg ludu i naszego ustroju.

Władzom wydawało się, że prosty radziecki człowiek przeczyta tekst i koniec: rozpadnie się władza radziecka. Prosty człowiek radziecki utraci swą wiarę, wniosek narzucał się sam: przepadła sprawa socjalizmu.

Więcej nawet: w tamtych czasach przywódcy komunistyczni poczuli się wręcz obrażeni, że tak o nich się myśli. Oni, dniem i nocą, rwą sobie żyły, z zatroskaniem myślą o społeczeństwie, a tu jakiś niegodziwiec rzuca oszczerstwa na uczciwych bolszewików… 

Władza dzisiejsza ma skórę o wiele grubszą i jest o wiele mniej wrażliwa. Oto Kaszyn napisał nowy "List do przywódców (numer 2)". Nie będę analizował jego wartości literackiej, ten tekst, być może,  nie jest gorszy nawet od posłania Sołżenicyna (to kwestia gustu). I co? A no nic…

Brak reakcji

Nawet mowy nie ma, by zaczęły się konfiskacje urządzeń do kopiowania na masową skalę, nikt nie zakazuje sprzedaży smartfonów i komputerów. Nie zarządzono blokady Facebooka. Nie podjęto decyzji, by w ciągu 24 godzin wyrzuć Kaszyna z Rosji do ulubionej przez niego Szwajcarii. Nawet Pieskow nie wystąpił z żadnym komentarzem.

Centrum "E" nie "ruszyło nawet główką". Żadna odpowiedź nie pojawiła się w programach telewizyjnych. W przedszkolach nie uruchomiono programu porannych lekcji wychowawczych z paleniem portretu Kaszyna. Nie wydarzyło się w ogóle nic….


A przecież nie da się powiedzieć, iż Kaszyn jest dziennikarzem niezbyt znanym. Wręcz przeciwnie, jest świetnie znany. Nie prawdą byłoby też twierdzenie, iż jego listu nikt nie przeczytał. Przeczytały dziesiątki tysięcy ludzi. A przeczytają jeszcze setki tysięcy.

O co więc chodzi? Skąd wzięła się taka flegmatyczna reakcja władz? Nie boją się rozczarowania ze strony prostego Rosjanina? I że ten list w jego świadomości zasieje wątpliwości? że doprowadzi do zmiany w jego stosunku do władz?

Nie, nikt się nie boi. To świadectwo jak bardzo w ciągu tych 42 lat zmieniła się władza, do jakiego stopnia dostosowała się do rzeczywistości. Co to znaczy, że się dostosowała? Władza zrozumiała, iż cały ten zgiełk nie ma najmniejszego znaczenia.

Mamy was w…

Uważacie, że jesteśmy złodziejami? No tak, przecież specjalnie tego nie ukrywamy. Uważacie, że w Rosji są ludzie, których nie obowiązuje prawo? Oczywiście, że są. Dobrze to wiecie, a my wiele razy, w jawny i demonstracyjny sposób tłumaczyliśmy jak jest. Jesteście zdania, że mamy was w dupie? Nareszcie, zrozumieliście, jaki mamy do was stosunek. A już nam się zdawało, że wszyscy jesteście nieuleczalnymi tępakami.



Po pięciu latach śledztwo doprowadziło do wykrycia sprawców napadu na Olega Kaszyna. Czy sprawiedliwość dosięgnie w końcu zleceniodawcą, gubernatora obwodu pskowskiego, Andrieja Turczaka? 


Zapamiętajcie to debile: zwisa nam, co o nas myślicie. Czytajcie wszystkie literki po kolei: z-w-i-s-a. Jasne? Co zrobimy w związku z listem Kaszyna? Nic. Dobrze to zrozumieliście. Zrobimy zero. Nawet nie będziemy go czytać. Cała ta historia jest nam obojętna.

Powstałby ten list, albo nie, i tak nasze zachowanie wobec was się nie zmieni. Dusiliśmy was do tej pory, będziemy dusić dalej. W naszych oczach jesteście świniami oraz idiotami. Takimi zostaniecie. I piszcie swoje szpargałki, ile wam dusza zapragnie. Papier zniesie wszystko. I wasze nieszczęsne dziecięce popiskiwanie.

Opowiadać o was pionierom, to poniżej godności. Pokrzyczycie, pokrzyczycie i zamkniecie się, zmęczycie się. A nam wszystko jedno, pies szczeka, karawana jedzie dalej. Ciekawe, jak to się stało, że przez te czterdzieści dwa lata tak się zmieniliśmy? Pewnie dlatego, iż zrozumieliśmy, to czego nie rozumieliśmy wcześniej. Nie mamy do czynienia z żadnym narodem.

Kaszyn pisze - "zdemoralizowaliście naród". Zdemoralizowaliśmy, to prawda, ale nie naród. Nie da się zdemoralizować narodu. Prawdziwy naród odtwarza swoją moralność, wszystkie jej elementy. Naród ją przechowuje. Właśnie moralność jest immanentną cechą narodu. Narodowi nie da się zabrać moralności. Innymi słowy, naród bez moralności nie jest narodem.

Demoralizujemy tłum

W ten sposób demoralizujemy motłoch, tłum. Tylko motłoch pozwoli się zdemoralizować. Tak więc naszego największego odkrycia w ostatnich latach dokonaliśmy wtedy, gdy zorientowaliśmy się, że w Rosji nie ma żadnego narodu.

Jak to się stało? Pod tym względem zapewne macie rację: stuletnie ludobójstwo nie mogło pozostać bez konsekwencji. Być może historia jest jeszcze bardziej złożona. Może wszystko zaczęło się jeszcze wcześniej, ale to nie ma już teraz znaczenie. Nasi poprzednicy dokonali wielkiej rzezi - wystarczy, by zniszczyć jakikolwiek naród. Nawet najzdrowszy i pełen energii.

Tak czy inaczej, obecne władze rosyjskie posłużyły się brzytwą Ockhama i odcięły wszystko to, co zbędne. Nie należy mnożyć bytów ponad potrzebę. Władza zrozumiała moment szczególnie istotny: ideologia jest wyjątkowo szkodliwa. Wyznając ideologię szybko popada się w doktrynerstwo, traci się szansę na dokonanie optymalnego wyboru. Efektywne decyzje można podejmować tylko przekraczając granice ideologii.

Nagi pragmatyzm

Z tego też powodu władza zrezygnowała z moralności (moralność to jeden z różnych przejawów ideologii). Nagi pragmatyzm władzy doprowadził ją do nieoczekiwanego wniosku: najlepiej rządzi się wtedy, gdy można kupić większość a wobec mniejszości zastosować przemoc. To wszystko. Taki jest początek i koniec całej kuchni rządzenia.

Jeśli udało się kupić większość,  to wówczas przełknie ona każdy twój fortel. Ta przekupiona większość pozbawiona jest moralności, więc jej zdaniem to logiczne, że brakuje jej też i władzy. Więcej nawet, tego rodzaju publika odbierze moralność w zachowaniu władzy, jako jej słabość i brak zdecydowania.

Po co o tym piszę? Moim zdaniem żadne apele pod adresem władzy niczego nie dadzą. Wszystkie te listy są przejawem dzikiej naiwności, a nawet w pewnym sensie wyrazem pozerstwa. Człowiek dostał po głowie żelaznym łomem - a on jeszcze nie rozumie… A gdyby nie dostał…?

A teraz to wezwanie pod adresem nie istniejącego bytu, nie wiadomo jakiego "narodu". Ach, zostawcie go w spokoju, nie znęcajcie się nad narodem, nie demoralizujcie go, nie dezorientujcie…

Jeszcze krócej. Mamy do czynienia z całkowitym i absolutnym złem. Zrzuciło ono z siebie wszystkie listki figowe, za to nosi na ręku zegarek za miliony rubli. To zło przechwala się, że jest złem. Jest złem świadomym swojego zła. To prawda, nawet stworzyli dla siebie własną szatańską cerkiew. W niej pełno jawnych i oczywistych przykładów bluźnierstwa i wypaczania nauki Chrystusa.

Pisanie listów pod adresem tego zła nie tylko jest pozbawione sensu, może być także nieuczciwe. Zło gra przecież z wami w uczciwą grę. Tłumaczy ci wprost, nie licz na nic. A ty kłamiesz samemu sobie, próbujesz przekonać siebie i otoczenie, iż dialog jest możliwy, wystarczy tylko by władza cię usłyszała. Takie postępowanie jest nie tylko nieuczciwe wobec zła. Jest także zdradą dobra.

Kiedy zaś zdradzamy dobro, ono znika…



Tłumaczenie: Zygmunt Dzięciołowski


Oryginał ukazał się najpierw na stronie prowadzonej przez autora na "Facebooku":


Tekst został później szeroko rozpowszechniony w rosyjskim Internecie.




LIst Olega Kaszyna do przywódców Rosji:

"Odpowiadacie za gigantyczną katastrofę moralną". Oleg Kaszyn pisze do przywódców Rosji.





*Alfred Koch (ur. 1961), rosyjski polityk orientacji liberalnej, związany z formacją Jegora Gajdara i Anatolija Czubajsa. Publicysta, biznesmen. W latach 1993-1997 pracował w Komitecie d.s. Własności Państwowej, w ostatnim okresie na stanowisku przewodniczącego. Był współodpowiedzialny za program prywatyzacji, który stal się źródłem bajecznego bogactwa dla garstki rosyjskich oligarchów. Pod rządami Władimira Putina stal się jego radykalnym krytykiem. W obawie przed aresztowaniem wyjechał z Rosji w 2014 roku. Mieszka w Niemczech. Jego strona w Facebooku cieszy się gigantyczną popularnością. 








Inne teksty Alfreda Kocha na "Media-w-Rosji":



Przez lata Alfred Koch cieszył się w Rosji podejrzaną reputacją. Zarzucano mu współudział w programie złodziejskiej prywatyzacji najbardziej dochodowych gałęzi gospodarki rosyjskiej. Potępiano za rolę, jaką odegrał w likwidacji niezależnej telewizji NTV. Zawsze jednak był przekonanym zwolennikiem gospodarki i polityki liberalnej. Teraz przekonania zaprowadziły go do obozu najbardziej zawziętych przeciwników prezydenta Putina. Pisany przez Kocha na emigracji w Bawarii blog cieszy się w Rosji gigantycznym zainteresowaniem. Koch pisze z rozmachem, nie wstydzi się wulgaryzmów, bez litości tropi przejawy demoralizacji w obozie władzy. Jego rozmówcą w wywiadzie dla magazynu Sobiesiednik jest Dmitrij Bykow, błyskotliwy poeta, eseista, satyryk, dziennikarz. Rozmawiają o tym, co najważniejsze. O wojnie na Ukrainie, zabójstwie Niemcowa, przyszłości Władimira Putina.



Wesele Dmitrija Pieskowa, rzecznika prasowego prezydenta Rosji wciąż jest gorącym tematem w rosyjskich mediach społecznościowych. Mieszkający dziś w Bawarii Alfred Koch, polityk i publicysta oszacował koszta hotelu, kolacji weselnej i występów zaangażowanych artystów. Jeśli zapłacił ktoś inny, to oznacza, że Pieskow skasował łapówkę. Jeśli rachunek - pyta Koch - uregulował sam rzecznik, to skąd kremlowski urzędnik wziął tyle kasy…. 



Porozumienie z Iranem budzi w Rosji niepokój. Napływ tamtejszej ropy naftowej na światowe rynki może doprowadzić do istotnego spadku cen tego surowca. Alfred Koch, polityk liberalnej orientacji, były minister do spraw prywatyzacji, dziś emigrant polityczny zamieszkały w Niemczech apeluje do Władimira Putina, by wyzbył się fałszywej nadziei. Ropa po 60 dolarów za baryłkę oznacza, iż Rosja ruszy szlakiem wiodącym ku katastrofie gospodarczej. W warunkach sankcji udzielane jej kredyty będą drogie i uwarunkowane politycznie. Pora - Koch ostrzega prezydenta Rosji - zapomnieć o wybrykach w starym stylu.



Oficjalna propaganda rosyjska grzmi: ofiarowaliśmy Polsce wyzwolenie, dla niego zginęły setki tysięcy naszych żołnierzy. "Związek Radziecki sam nie był państwem wolnych ludzi, nie mógł nikomu zapewnić wolności" - odpowiada w Moskwie polska ambasador, pani Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz. W rosyjskim Internecie posypał się na nią grad obelg.

Jednak nie wszyscy Rosjanie popierają punkt widzenia oficjalnej, propagandy. Na swojej stronie w Facebooku, polską ambasador wziął w obronę Alfred Koch, polityk, publicysta, jedna z najbarwniejszych postaci na rosyjskiej scenie politycznej: "Nie da się jednostronnie przyznać sobie tytułu wyzwoliciela. Pod tym względem potrzebna jest także zgoda wyzwolonego. Może nie?"





Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com





Projekt "Media-w-Rosji" ma na celu umożliwienie czytelnikowi w Polsce bezpośredniego kontaktu z rosyjską publicystyką niezależną, wolną od cenzury. Publikujemy teksty najciekawszych autorów, tłumaczymy materiały najlepiej ilustrujące ważne problemy współczesnej Rosji. Projekt "Media-w-Rosji" nie ma charakteru komercyjnego. 



poniedziałek, 5 października 2015

"Odpowiadacie za gigantyczną katastrofę moralną". Oleg Kaszyn pisze do przywódców Rosji.



Brutalnego napadu na dziennikarza Olega Kaszyna dokonano 5 lat temu w centrum Moskwy, w pobliżu jego miejsca zamieszkania. Rosyjskie środowisko dziennikarskie zareagowało solidarnie, najpopularniejsi przedstawiciele świata mediów pikietowali organy sprawiedliwości, domagając się odnalezienia sprawców. Ówczesny prezydent Miedwiediew obiecał, iż pourywa im głowy. Od początku było oczywiste, iż napad miał związek z publicystyczną działalnością Kaszyna. Kilka tygodni temu on sam ujawnił, iż ciągnące się od lat śledztwo w końcu doprowadziło do wykrycia bandytów. Napad zorganizowano na zlecenie gubernatora obwodu pskowskiego Andrieja Turczaka, rozwścieczonego niektórymi sformułowaniami na swój temat opublikowanymi przez Kaszyna. Dla rosyjskiej opinii publicznej rewelacje dziennikarza okazały się sensacją, jednak szybko wyjaśniło się, że ktoś z góry hamuje działania wymiaru sprawiedliwości. W emocjonalnym, adresowanym do prezydenta i premiera liście otwartym Oleg Kaszyn zarzuca im nie tylko próbę ratowania gubernatora kryminalisty, ale przede wszystkim doprowadzenie Rosji do stanu pełnej katastrofy moralnej.




Autor: Oleg Kaszyn




 

Zimą 2011 roku Oleg Kaszyn spotkał się z ówczesnym prezydentem Rosji Dmitrijem Miedwiediewem. Usłyszał wtedy obietnicę, iż organy śledcze doprowadzą do wykrycia sprawców napadu. 






Panowie Putin, Miedwiediew:



Koledzy pisali już listy otwarte na mój temat. Panowie (a tym bardziej wasz Komitet Śledczy) nie odpowiedzieliście ani razu, ale tutaj wszystko wydaje się jasne; proszono was, byście wyjaśnili sprawę, ale komu to jest potrzebne? Sam dobrze rozumiem, iż od dawna sprawa ta jest dla was wyjaśniona i jesteście świadomi, że to wasz gubernator Turczak inicjował w stosunku do mnie czyn o charakterze przestępczym. Jeden z was obiecał mi, iż jego organizatorom i wykonawcom pourywa głowy. Sprawcy dawno zostali ustaleni, dobrze o tym wiecie. Dalsze udawanie, iż będziecie tę sprawę wyjaśniać nie ma najmniejszego sensu, już dawno wszystko zostało wyjaśnione. Powtarzam więc jeszcze raz, jesteście całkowicie zorientowani, co się stało, zrozumiała jest też podjęta przez was decyzja.


Wola kierownictwa jest ważniejsza


Podjęliście decyzję, iż opowiecie się po stronie swego gubernatora Turczaka, iż otoczycie ochroną bandę napastników zabójców, w której składzie znajduje się Turczak. Zapewne z logicznego punktu widzenia, jako ofiara tej bandy powinienem się oburzyć, podkreślając, iż to nieuczciwe i niesprawiedliwe. Ale rozumiem dobrze, iż podobne słowa mogą wzbudzić jedynie wasz śmiech. Wszystkie rosyjskie ustawy przyjmowane są i realizowane pod waszą całkowitą i bezwarunkową kontrolą. Ale nie jesteście w stanie przestrzegać nawet ustanowionego przez siebie prawa. Za każdym razem pojawiają się istotniejsze, niż prawo okoliczności. Turczaka i jego wspólnika Gorbunowa ratuje teraz śledczy Sockow. Moją sprawę powierzono właśnie jemu, stara się ze wszystkich sił, by zburzyć postępowanie śledcze. Sam wypowiedział się na ten temat ze szczególnym wdziękiem - jest ustawodawstwo i jest kierownictwo. Wola kierownictwa jest zawsze ważniejsza od jakiejkolwiek ustawy. Prawdę mówiąc, ma rację - wasza wola w Rosji znaczy więcej, niż prawo, i prosta zasada przestrzegania prawa w tej sytuacji okazuje się fantastyką pozbawioną związków z rzeczywistością.

Śledczego Sockowa znam od lat. Należy do mojego pokolenia, swego czasu był dziennikarzem radiostacji "Narodnoje Radio". Potrafię go sobie wyobrazić jako studenta pierwszego roku prawa. Studiując prawo rzymskie odczuwał zachwyt. Był uczciwy. Marzył o tym, by zmienić świat. Kim stał się dziś? Jest wystraszonym urzędasem, marzy o tym, by utrzymać się na stanowisku do emerytury, popełni każde świństwo, nawet jeśli naruszyłby kodeks karny. Kto odpowiada za to, że tak się zmienił? Wy z niego zrobiliście takiego, jakim jest.


Wybór między Sierdiukowem, a Sockowem


Piętnaście lat waszego panowania, nie wiadomo dlaczego, przyjęto oceniać w jakichś materialnych kategoriach. Ropa kosztuje tyle, dolar tyle, dochód narodowy zwiększył się o tyle procent, i tak dalej. Ale istota nie polega na ropie i PKB. Ocena waszego piętnastolecia musi uwzględnić los takich ludzi jak Sockow. To dzięki wam poszedł określoną drogą. Najpierw był natchnionym studentem pierwszego roku. Po wykładach czytał wiadomości publikowane przez opozycyjne radiostacje. Teraz stał się cynikiem w mundurze i głośno przyznaje, iż polecenie podporządkowanych wam wykonawców jest dla niego, śledczego i oficera ważniejsze od wszelkiego prawa. I nie mam prawa go za to osądzać. Sockow ma przed oczami przykład swego kolegi i współpracownika Aleksieja Sierdiukowa. Ten zasłużony funkcjonariusz śledczy nie tak dawno posadził mera Machaczkały Amirowa, teraz jednak faktycznie pozbawiono go pracy. Spotkał go odwet za to, iż ośmielił się opublikować prawdę o mojej sprawie wraz z nazwiskiem odpowiedzialnego za nią Turczaka.



Gubernator obwodu pskowskiego Andriej Turczak (z prawej) jest synem starego przyjaciela prezydenta Putina, jeszcze z czasów petersburskich. 



Dokonaliście wyboru między Sierdiukowem, a Sockowem. Ma on dla was zasadnicze znaczenie. Tacy, jak ten pierwszy są wam niepotrzebni, tacy jak ten drudzy, są podstawą waszej władzy. Im bardziej giętkie okażą się ich grzbiety, tym bardziej możecie być spokojni. Wasze piętnastolecie - nie schlebiajcie sobie, to nie okres odrodzenia Rosji, czy powstania z kolan. Wasze piętnastolecie to okres gigantycznej katastrofy moralnej doświadczonej przez nasze pokolenie. Za tę katastrofę ponosicie osobistą odpowiedzialność.


Pytania bez odpowiedzi


We współczesnym społeczeństwie rosyjskim każde, nawet najbardziej oczywiste pytanie na temat dobra i zła pozostaje bez odpowiedzi. Czy wolno kraść? Czy wolno oszukiwać? Czy zabijanie bywa etyczne? Na wszystkie podobne pytania w dzisiejszej Rosji pada jedna odpowiedź, iż to niejednoznaczne. Dzięki waszym staraniom naród pogrążył się w demoralizacji, nie potrafi oprzeć się dezorientacji. Kłamstwo i obłuda to dla was odpowiednie instrumenty kierowania masami. Łatwe i skuteczne. Za każdym razem jednak, kiedy z nich korzystacie zadajecie całemu społeczeństwu bolesny cios, każdy kolejny może się okazać śmiertelny. Szukacie rozwiązań dla swych aktualnych problemów nie zauważając, iż sami sobie kopiecie jamę. "To nie jest takie jednoznaczne" - usłyszycie chóralną odpowiedź tłumu, gdy pewnego dnia będziecie musieli przed nim uciekać. Domyślam się, boicie się tego tłumu, ale nie zapominajcie, sami go stworzyliście, poza wami trudno kogoś o to oskarżyć. To wasz przypadek, największą odwagę przejawiacie wtedy, gdy mówicie "to nie my" - nawet jeśli złapano was za rękę. Naprawdę, chcecie by historia zapamiętała was jako bohaterów pozytywnych? Mimo, iż macie na sumieniu tyle afer….


W izolacji od rzeczywistości


Odizolowaliście się sami wraz ze swą nomenklaturą od społeczeństwa. Tym samym odizolowaliście się od rzeczywistości. Za każdym razem, my wszyscy znajdujący się po przeciwnej stronie rozdzielającej nas ściany wzdrygamy się, gdy po raz kolejny któryś z waszych współpracowników pretendując do miana myśliciela, pojawia się na trybunie, by wypowiedzieć się o "procesie chipowania ludności", "euroatlantyckim spisku", czy "wojnie komórkowej". Jeszcze potrafimy się dziwić, gdy padają tego rodzaju słowa, wy zaś odizolowani od świata słyszycie tylko je, tylko im skłonni jesteście wierzyć. Wasze przesądy i mistycyzm odzwierciedlają obraz świata utrwalony w świadomości czytelnika publikowanych w latach osiemdziesiątych w samizdacie tekstów o "masonach". Wasze pseudo prawosławie - i dla Chrystusa musiałoby być przerażające - zamieniło was już dawno w totalitarną sektę. Co równie ważne, wasze sekciarstwo umacnia znana wam zapewne jeszcze z Petersburga lat dziewięćdziesiątych etyka kryminalna. To właśnie splot sekciarstwa i bandyckich wyobrażeń o tym, na czym polega "porządne" zachowanie wobec swoich, zmusza was, byście wybierając między prawem i Turczakiem, wybrali Turczaka.


Gdybyście wybrali tylko Turczaka. W tym roku musieliśmy zapamiętać nazwisko Rusłana Gieriemiejewa. Poznaliśmy je dzięki wam. To dlatego, iż także dzięki wam, największą dolegliwością jaka grozi tym ludziom, są publikacje oparte na źródłach agencji "Rosbałt" (petersburska agencja "Rosbałt" była źródłem wielu sensacyjnych informacji ze śledztwa w sprawie zabójstwa Borysa Niemcowa - "mediawRosji"), a nie protokoły przesłuchań. Nazywana kadyrowską dzisiejsza Czeczenia to wasz twór. Wy ją wykreowaliście, to dla was idealny model tej Rosji, jaką chcielibyście rządzić. Pozostałe regiony winny robić wszystko, by do niej się upodobnić i tak właśnie postępuje dzisiejszy, rządzony przez Turczaka Psków (w gruncie rzeczy także całkowicie wasz). Wsadziliście do kryminału całą wierchuszkę republiki Komi i udajecie, iż banda stojąca na czele jednego z podmiotów federacji jest anomalią (chodzi o głośne w Rosji niedawne aresztowania gubernatora republiki Komi i jego licznych współpracowników oskarżonych o korupcję - "mediawRosji"). Sami jednak orientujecie się świetnie, iż Gajzer, był gubernatorem typowym dla waszego systemu. Komi jest typową republiką, Kuszczewska była typową, a nie odbiegającą od normy stanicą (w 2010 roku w Stanicy Kuszczewskiej w Kraju Krasnodarskim zorganizowana banda dokonała masowego mordu na 14 osobach prawdopodobnie na tle biznesowym - "mediawRosji"). Dostaliście Rosję ze słowem federacja w nazwie państwa, ale co to za federacja, jeśli rozdajecie regiony znajomym, dzieciom przyjaciół, niekiedy przypadkowym bandytom, tylko dlatego, iż są wam lojalni i oddani. W internetowym dialogu z Turczakiem określiłem jego nominację jako haniebną, przedstawiłem ją jako uderzenie w podstawy federalizmu, teraz jednak przyznaję, iż moje sformułowanie było nieudane. W dzisiejszej Rosji wszystko, co formalnie nazywane jest federalizmem obraża obywateli, prawo i zdrowy rozsądek. Za to także wy, któż by jeszcze, niesiecie osobistą odpowiedzialność. Ktokolwiek przyjdzie po was, będzie musiał tworzyć Rosję od początku, to wasza jedyna zasługa historyczna, zmarnowaliście na to piętnaście lat. Macie dla siebie jedyne ulubione usprawiedliwienie, innych brak, lata dziewięćdziesiąte. Ważne jednak byśmy to rozumieli, utrwaliliście i zachowaliście wszystko to, za co znienawidziliśmy tamten okres. Niczego nie naprawiliście, zrobiliście tylko gorzej.


Rosja jako łup


Podoba wam się rola dziedzica imperium, carskiego i radzieckiego. Ale cesarze wieszali przestępców kryminalnych, nie darowali im guberni. Jesteście dumni ze swego neo-radzieckiego militaryzmu. Twórcą radzieckiego kompleksu wojskowo przemysłowego był marszałek Ustinow. Gdyby ktoś mu powiedział, iż pobicie człowieka przy pomocy metalowej rury można zaksięgować jako rzeczywisty projekt z dziedziny obronności i sfinansować z budżetu obronnego, na pewno doszedłby do wniosku, iż ktoś opowiada mu antyradziecką anegdotę. Najstarsi pracownicy turczakowskiej fabryki opowiadali mi, iż dwadzieścia lat temu młody, przyszły gubernator jeździł czarną Wołgą po jej terytorium i strzelał z pistoletu do chodzących po niej kotów. To są szczegóły z jakich zostanie zapisany portret waszych czasów i waszej nomenklatury. Nie możecie liczyć na nic więcej. Wasz główny problem polega na tym, iż nie kochacie Rosji, traktujecie ją jak łup. Co by nie mówili wam wasi cerkiewni ojcowie duchowni, tego właśnie Pan Bóg wam nie przebaczy.


Najbardziej znani dziennikarze rosyjscy po napadzie na Olega Kaszyna pikietowali budynki należące do milicji, prokuratury domagając się odnalezienia sprawców napadu na swego kolegę.  



Na przestrzeni ostatnich dni słyszałem wiele razy, iż cały szum wokół mojej sprawy podniesiono w ramach toczącej się wojny między otaczającymi was klanami. To także rys charakterystyczny dla narzuconego przez was systemu współrzędnych, nic nie dzieje się tak po prostu, wszędzie należy spodziewać się spisku. Będąc uczestnikiem tak zwanego spisku mogę powiedzieć, iż wojna klanów, grup to nie wymysł, ona toczy się naprawdę. Ale wszystkie one mają jeden cel, chodzi o to, by uratować skórę waszego gubernatora Turczaka i jego partnerów przed konsekwencjami sądowymi. Jak mi się zdaje, ta walka przyniosła zwycięstwo. Widzę dokładnie, iż najgorsze, co może spotkać Turczaka to cicha dymisja, odwlecze się ją w czasie, zaś co dalej wydarzy się w mojej sprawie, pokaże czas. Tylko na taką sprawiedliwość może liczyć obywatel, ale to oznacza, iż cały wasz system nie jest w stanie zagwarantować żadnej sprawiedliwości.

To wasza sprawa, ale to ciekawe: czy czujecie się w życiu komfortowo, rozumiejąc, iż wam samym, wcześniej, lub później, trudno będzie liczyć na prawo i sprawiedliwość?


Tłumaczenie: Zygmunt Dzięciołowski


Oryginał można znaleźć na portalu kashin.guru: http://kashin.guru/2015/10/03/pismovojdyam/





*Oleg Kaszyn (1980), znany moskiewski dziennikarz związany w przeszłości z dziennikiem „Kommersant”. W 2010 stał się ofiarą brutalnego pobicia, wiązanego powszechnie z jego działalnością publicystyczną. Publikuje obecnie na portalach slon.ru, colta.ru. Założył własny portal kashin.guru. W październiku 2012 roku wybrano go do Rady Koordynacyjnej Opozycji. Ostatnich kilka lat mieszkal w Genewie, w Szwajcarii. Niedawno powrócił do Rosji. Na antenie niezależnej telewizji "TV DOŻDŻ'" wychodzi obecnie jego autorski program polityczny "Kaszyn.guru."







Artykuły Olega Kaszyna na blogu "Media-w-Rosji":




Wzrost napięcia na wschodzie Ukrainy, demonstracje i przejmowanie budynków państwowych przez siły prorosyjskie mogłoby świadczyć, iż Moskwa szykuje tam powtórkę scenariusza z Krymu. Znany moskiewski dziennikarz Oleg Kaszyn jest innego zdania: cena za aneksję Donbasu byłaby o wiele za wysoka i prezydent Putin zdaje sobie z tego sprawę. 


 

W propagandowej maszynie Kremla coraz większą rolę zaczynają odgrywać przedstawiciele młodszego pokolenia dziennikarzy. W lojalnych wobec władz programach telewizyjnych, radiostacjach i gazetach krzyczą głośno, by w ten sposób przyspieszyć własną karierę. Humorystyczny felieton Olega Kaszyna podpowiada młodym, jaka droga najszybciej wiedzie do sukcesu.


 

Wszczynając awanturę wojenną na wschodzie Ukrainy, Rosja sama ściągnęła na siebie klęskę. Życie w Donbasie nie było usłane różami, jednak państwo rosyjskie - pisze publicysta Oleg Kaszyn - pomogło przekształcić wschód Ukrainy w dymiącą ogniem Czeczenię. "Poszliśmy do Doniecka i Ługańska, bo…." - Rosja w żaden sposób nie potrafiła przedstawić uzasadnienia dla swych działań. To nie rozpad ZSRR okazał się największą katastrofą. Sama Rosja w obecnym kształcie jest dla siebie katastrofą i pozostanie nią na długo.











Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com





Projekt "Media-w-Rosji" ma na celu umożliwienie czytelnikowi w Polsce bezpośredniego kontaktu z rosyjską publicystyką niezależną, wolną od cenzury. Publikujemy teksty najciekawszych autorów, tłumaczymy materiały najlepiej ilustrujące ważne problemy współczesnej Rosji. Projekt "Media-w-Rosji" nie ma charakteru komercyjnego. 









piątek, 19 kwietnia 2013

Telewizja, której nie jest wszystko jedno




Z Natalią Sindiejewą założycielką i dyrektorem generalnym stacji telewizyjnej TV DOŻD' w Moskwie rozmawia autor bloga, Zygmunt Dzięciołowski

ZDZ
O TV DOŻD' moi moskiewscy przyjaciele mówią, że to jedyna w Rosji niezależna stacja telewizyjna. Za każdym razem, kiedy ją oglądam, przekonuję się, że mieli rację. Ciągle pokazujecie coś, czego gdzie indziej zobaczyć się nie da. Znany opozycjonista, 36-letni prawnik, bloger, działacz opozycji Aleksiej Nawalny  tuż przed swym procesem oświadczył u was, że na najbliższych wyborach prezydenckich zgłosi swoją kandydaturę. To z resztą uderzające, o sądowych perypetiach Nawalnego (rzekomym sprzeniewierzeniu pieniędzy partyjnych i kradzieży materiału drzewnego) ze szczegółami opowiadają wszystkie kontrolowane przez Kreml media, ale o jego ambicjach prezydenckich milczą jak grób. Ani słowa nie zająkną się też o jego walce z korupcją na najwyższych szczeblach rosyjskiej władzy.

Natalia Sindiejewa:
Każdy środek przekazu marzy o takim „newsmakerze”, bohaterze występującym z tego rodzaju oświadczeniem.  Po programie z Nawalnym od razu znaleźliśmy się na pierwszym miejscu indeksu cytowań publikowanym przez stronę Yandex Novosti. Czy spotkają nas z tego powodu nieprzyjemności ze strony władz, nie mam pojęcia.

ZDZ:
Po raz pierwszy usłyszałem o Waszej stacji, kiedy znani w Rosji aktorzy, pisarze, dziennikarze, zaczęli czytać na antenie Konstytucję Federacji Rosyjskiej. Komu ten pomysł przyszedł do głowy? Co dzięki niemu osiągnęliście?

Sindiejewa:
Ten projekt wymyśliła i zrealizowała Wiera Kriczewska, wówczas nasz producent kreatywny i reżyser, razem z nią zakładaliśmy TV DOŻD'. Spodobała nam się jego niezwykła prostota. A poza tym nie zdawaliśmy sobie sprawy, jaki rozgłos zdobędzie ten program. Przede wszystkim wyjaśniliśmy, że tak naprawdę nikt z nas nie czytał konstytucji. Widzowie otrzymali od nas nie tylko swego rodzaju przesłanie ideologiczne, ważny okazał się także motyw popularyzatorski.

ZDZ:
Tak na prawdę ludzie zrozumieli, że współczesna Rosja żyje w niezgodzie ze swą własną konstytucją.

Sindiejewa:
Stąd sukces projektu. Do widzów dotarła oczywista prawda, w końcu artykuł 31 konstytucji mówi o tym, iż obywatele mają prawo do zgromadzeń w dowolnym miejscu, tak samo przedstawia się rzeczywistość z pozostałymi artykułami, które czytaliśmy na antenie. Nasze państwo nie przestrzega żadnego z nich.

ZDZ:
Stację TV DOŻD' uruchomiliście trzy lata temu. Wydawałoby się rosyjscy widzowie cierpią od nadmiaru telewizyjnej rozrywki. Mają do dyspozycji 6 programów federalnych obejmujących cały kraj. Do tego dochodzą dziesiątki stacji lokalnych oraz telewizja satelitarna z pakietami od 100 do 200 kanałów. W takiej sytuacji  start nowego projektu telewizyjnego wymaga nie mało odwagi. Musieliście mieć jakiś pomysł? Pani się nie zawahała. Jak idea przyświecała Pani przede wszystkim?

Sindiejewa:
Naszą główna ideę wyrażał krótki slogan: „przestań się bać, włącz telewizor”. Adresowaliśmy go do tej części audytorium, która przestała oglądać telewizję i przestała jej wierzyć. Wymyśliśmy też drugi slogan: „Daj telewizji jeszcze jedną szansę.” Od piętnastu lat zajmowałam się radio i rozumiem jak skonstruowany jest rynek mediów. Najpierw udał mi się projekt radiostacji Sieriebriannyj Dożd’, dotarliśmy do szczególnie cennego segmentu publiczności radiowej, odniosłam sukces finansowy. Rozmarzyłam się, zachciało mi się wzlecieć jeszcze wyżej. Obmyślając różne warianty dalszego rozwoju uswiadomiłam sobie, że od jakiegoś czasu przestałam w ogóle oglądać telewizję. Poczułam pierwszy impuls. Popatrz, nie ma stacji telewizyjnej, która by mnie interesowała. A potem zdałam sobie sprawę, takich ludzi, podobnych do mnie, rozczarowanych rosyjską telewizją jest całkiem sporo…

Otwartość, szczerość, uczciwość, nieobojętność


ZDZ:
Bardzo mi się podoba jeszcze jedno wasze hasło: „Dla tych, którym nie jest wszystko jedno”.

Sindiejewa:
Mnie nie jest obojętne, to co dzieje się w moim kraju, otaczają mnie ludzie, którzy czują tak samo. Kiedy człowiekowi wydaje się, że może coś zrobić, nie powinien z tego rezygnować. Nienawidzę bicia piany, nie potrafię pięknie przemawiać i występować publicznie. Jednak od pewnego czasu czuję, że muszę dla siebie odwojować kawałek miejsca na ziemi, tylko tak można cokolwiek zmienić. Polityka jest mi daleka, ale nie jest mi obojętne jakie jest i będzie moje życie, chiałabym, żeby moje dzieci pozostały w Rosji, dlatego tak bardzo zależy, by nasze życie zmienialo się na lepsze. Ktoś mi podsunął lekturę „Siły bezsilnych” Havla. Kiedy środki masowego przekazu wciąż kłamią, prawda nabiera charakteru opozycyjnego.

ZDZ:
Przypomina się stara anegdota. Przedstawiciel radzieckiej organizacji handlowej, eksportera butów, jedzie do Afryki, nie ma szans na biznes raportuje do centrali, wszyscy chodzą na bosaka. Handlowec z kraju kapitalistycznego dochodzi do diametralnie różnego wniosku. Fenomenalne szanse na sukces, pisze do centrali. Wszyscy chodzą na bosaka.

Sindiejewa:
Pomyśłałam, warto spróbować. Mamy szansę dotrzeć do segmentu audytorium cenionego przez reklamodawcę, to biznes nie bez perspektyw. Nie przestraszyłam się konkurencji ze strony federalnych programów, interesuje mnie różny od nich segment publiczności. Przyjrzałam się stacjom kablowym, żadna nie nadawała programu dla moich widzów. Znalazłam wolną niszę. Atrakcyjną dla tych, których interesują programy informacyjne i którym spodoba się, że nadajemy je na żywo. Nie miałam wtedy jasnej koncepcji formatu przyszłej stacji. Po głowie chodziło mi  kilka słów definiujących ideologię nowego projektu: otwartość, szczerość, uczciwość, nieobojętność.

ZDZ:
Na pewno równolegle szykowała Pani biznes plan, zastanawiała, kiedy zwróci się inwestycja, kiedy pojawi się pierwsza kopiejka zysku?

Sindiejewa:
Rozmawiałam z konsultantami. Wytłumaczyli mi, ile potrzeba pieniędzy, by uruchomić stację w segmencie kablowym ze studio działającym na żywo. Ale na początku nie miałam szczegółowego biznes planu. Wiedziałam, jaką sumą dysponuję i ile potrzeba na start.

ZDZ:
Lubi Pani ryzyko….

Sindiejewa:
Pierwszy biznes plan napisałem po dwóch latach, dopiero wtedy, kiedy zrozumiałam, jak wygląda budżet stacji. Wreszcie zrozumiałam jaka powinna być objętość niezbędnego nam programu. Intuicja zawiodła mnie tylko pod jednym względem. Nie oszacowałem dobrze, ile potrzeba nam będzie czasu, by wyjść na zero. Wydawało mi się, że uda się szybciej. Ale telewizja rządzi się swoimi prawami. Model naszej działalności jest bardzo oszczędny, zatrudniam dwa razy mniej ludzi, niż zapewne potrzebujemy. Z drugiej strony, nie możemy stać w miejscu, widz czeka na nowe projekty. Ich przybywa coraz więcej, jednak sprzedaż reklamy nie rośnie w podobnym tempie. Ta dysproporcja to aktualnie mój największy problem.

Jeden z  najpopularniejszych rosyjskich dziennikarzy Leonid Parfionow, w przeddzień procesu opozycjnisty Aleksieja Nawalnego, na antenie TV RAIN przeprowadził wywiad z jego żoną Julią. "Tak - powiedziała - wyobrażam sobie Aleksieja jako prezydenta"


ZDZ:
W dzisiejszej Rosji TV Rain, to jedyna stacja bez cenzury, gdzie serwisy informacyjne niczego nie ukrywają. Na tle pozostałych stacji TV Rain przypomina samotny biały żagiel, pojedynczą wyspę. Nie możecie nie mieć wrogów. Gotowych was zniszczyć. Jak się przed nimi bronić?

Sindiejewa:
Atakują nas ze wszystkich stron. Ale z drugiej strony władza zmądrzała. Na początku nie traktowano nas serio. Obserwowano nas, niczym niezrozumiałych szaleńców. Ale nagle, staliśmy się szanowaną stacją, podobną prawie do I Programu. Odwiedził nas w studiu jako gość ówczesny prezydent Miedwiediew, zaraz potem naszego redaktora naczelnego zaproszono na Kreml razem z czołowymi dziennikarzami czterech głównych stacji federalnych. Był to dla nas mega sukces. Jednak, kiedy w grudniu 2011 roku ludzie wyszli na ulice, z góry zaczęto na nas wywierać niewiarygodny nacisk. Straszono nas i namawiano. Na szczęście wybroniliśmy się. Nie stracilismy twarzy, uratowaliśmy kontakty z górą. Zapewne zadziałała moja kobieca dyplomacja.

ZDZ:
Wasi przeciwnicy też oglądają TV DOŻD'. Dobrze widzą, jak wy z nimi gracie, taka kobieca gra czasem, bywa, budzi jeszcze większe rozdrażnienie.

Sindiejewa:
Jak to mam powiedzieć, nie mam królika w kapeluszu. Nie zamierzam obalać władzy. Na Kremlu to rozumieją. Przede wszystkim zależy mi na dochodowym biznesie. Przypadkowo znalazłam wolną niszę, pomyślałam, że jest szansa na biznes. Zaryzykowałam wszystko: pieniądze, życie, rodzinę, teraz widzą mnie rzadko, cały czas jestem w pracy. To mój projekt. Nie mam nad sobą nikogo, kto podpowiedziałby, to powinnaś zrobić tak, a to inaczej. Może dlatego istniejemy do dziś. W dodatku władzy wydaje się, że nasze audytorium jest na tyle niewielkie, iż nie muszą traktować nas poważnie. Tutaj z resztą natrafiamy na określoną sprzeczność, mnie rzecz jasna zależy na poszerzeniu audytorium, ale gdy tylko odniesiemy sukces nasza sytuacja może zmienić się radykalnie. Władze nie złożyły rąk, próbują na nas wpłynąć przy pomocy instrumentów finansowych, do reklamodawców wysyłane są odpowiednie sygnały, lepiej dla was będzie jeśli pominiecie TV DOŻD', niektórzy z nich oczywiście boją się i nas ignorują.

ZDZ:
Jak silny jest ten nacisk?

Sindiejewa:
To trudno ocenić. Ja przecież nie wiem, do ilu potencjalnych reklamodawców telefonowano. Jednak ze sprzedażą reklamy mamy problemy, czas reklamowy sprzedajemy sami, a nie przez wielkie firmy pośredniczące powiązane z Kremlem, dysponujące ogromnymi możliwościami finansowymi. Mam przede wszystkich na myśli takie giganty jak Video International i Gazprom Media. W związku z tym zaczęliśmy myśleć o nowej strategii, już niedługo zaczniemy pobierać opłaty od widzów, potrzebne nam jest dodatkowe źródło przychodów. Publiczności na pewno się to nie spodoba, ale nie mamy wyjścia, musimy zwrócić się do widzów, by sięgnęli do własnych kieszeni.

ZDZ:
Można przewidzieć jak zareagują wasi widzowie.

Sindiejewa:
Będzie trudno. Czytam różnego rodzaju analizy, w nich mówi się o tym, iż 70% widzów nie ma zamiaru płacić. W tej dziedzinie potrzebny jest przełom, więc nie cofnę się przed ryzykiem. Jestem pewna, że prędzej, czy później tego rodzaju zmiany na rynku są nieuniknione.

Obywatel poeta


ZDZ:
Mówiła Pani o tym, że w trudnych sytuacja pomaga Pani żeńska dyplomacja i intuicja. Jednak w zeszłym roku opinia publiczna negatywnie oceniła zdjęcie z anteny projektu „Obywatel poeta”. Wasza publiczność była nim zachwycona. Setki tysięcy widzów oglądały popularnego aktora teatralnego Michaiła Jefremowa, czytającego satyryczne wiersze Dmitrija Bykowa, pisane w zależności od tematu w stylu charakterystycznym dla znanych z historii literatury rosyjskich poetów. Satyra w Rosji dawno nie odniosła takiego sukcesu. „Obywatel Poeta” jawnie wyśmiewał się z władzy, nierzadko atakował konkretnych, najważniejszych w kraju polityków. 

Sindiejewa:
Kiedy zaczynaliśmy pracę nad tym cyklem, nie mieliśmy pojęcia co z niego wyjdzie. Prosiłam autorów o jedno, by unikali ataków odnoszących się do życia osobistego. Jeśli idzie o działalność publiczną, pracę, proszę bardzo, ale prosiłam byśmy unikali wątków osobistych, nie atakowali człowieka w związku z jego wzrostem, wyglądem zewnętrznym, czy życiem rodzinnym. Niestety piąty z kolei wiersz Bykowa okazał się skandaliczny, przekraczał wszystkie granice, poniżał swego bohatera, poprzez aluzje do rozmiaru jego członka. Wtedy się sprzeciwiłam, tego nie puścimy na antenę, powiedziałam. Zaproponowałam zmiany, spróbujmy w wierszu dokonać poprawek poprosiłam. Zaczęliśmy szarpać tekst bez wiedzy Bykowa, który właśnie poleciał do Ameryki. W całej tej historii puściły nam nerwy, ktoś na zewnątrz przekazał informację o naszym sporze, wybuchł gigantyczny skandal, moskiewska publiczność zaczęła nas oskarżać o stosowanie cenzury….

ZDZ:
Publiczność kochala was przede wszystkim za brak wszelkiej cenzury…


Projekt "Obywatel Poeta" odniósł oszałamiający sukces. Takiej satyry nie widziano w Rosji od lat. Dziś poeta Dmitrij Bykow, aktor Michaił Jefriemow, producent Andriej Wasiliew wrócili na antenę TV RAIN z nowym projektem "Obywatel porządny". 



Sindiejewa:
Wtedy obraził się producent „Obywatela Poety” Andriej Wasiliew. I podjął decyzję o zakończeniu cyklu. Ale już w dwie godziny po spotkaniu z Wasiliewem dowiedziałam się, że swój projekt sprzedał konkurencyjnej stacji telewizyjnej „Żywi” należącej do miliardera Michaiła Prochorowa. Z czasem emocje ucichły, o skandalu zrobiło się ciszej, wtedy zrozumiałam z jakim zderzyłam się cynizmem. Wasiliew po prostu znalazł nowego klienta, to wszystko. 

ZDZ:
Ludzie, którzy krytykowali panią za stosowanie cenzury byli oburzeni Pani telefonem do rzeczniczki prasowej prezydenta Natalii Timakowej. Jest Pani właścicielem stacji, jej założycielem, szefem, ma więc pani prawo puszczać na antenie to co się Pani podoba, zdejmować z niej, to co Panią drażni, lub jej nie odpowiada. Ale wpadła Pani na bardziej oryginalny pomysł, zadzwonila Pani do rzeczniczki prezydenta i zaproponowała jej, by zredagowała tekst Bykowa.

Sindiejewa:
To nie tak. Od dawno przyjaźnię się z Natalią. Najpierw opowiem panu trochę starszą historię. TV RAIN  dopiero co pojawił się na antenie, jeszcze niczego nie zdążyliśmy zrobić, i już wtedy, na polecenie zastępcy szefa kremlowskiej administracji Władisława Surkowa, operatorzy kablowi zaczęli nas usuwać ze swojej oferty. Przez pół roku starałam się zorientować, co się dzieje, w końcu ze łzami w oczach dotarłam do Nataszy Timakowej, poza nią nie wiedziałam do kogo jeszcze mogłabym pójść.
- „Nasza stacja jest taka mała, jeszcze nie zdążyliśmy nagrzeszyć”.
- „Sama nie wiem jak ci poradzić” – rozłożyła ręce Natasza.

Już czegoś się wtedy domyślałam, „to stamtąd – dodałam – z góry”. Wtedy Natasza podpowiedziała mi rozwiązanie: „zwróć się do NTV Plus z prośbą, by dołączyli cię do swojej oferty. Ja spróbuję porozmawiać z Dmitrijem Anatoliewiczem, (Prezydentem), wytłumaczyć mu, że jesteście nową stację, niczego jeszcze nie zbroiliście, ale ci z góry już was zaczęli dusić.” Wtedy Miedwiediew dowiedział się od Timakowej o naszych problemach. Wówczas nie było nawet projektu „Konstytucja”, można nas było oglądać wyłącznie w Internecie. NTV Plus to największa w Rosji platforma satelitarna, należy do koncernu Gazprom Media, więc, żeby się znaleźć w ich ofercie, potrzebna jest zgoda administracji prezydenta. I wtedy taką zgodę dostaliśmy. Historia z „Obywatelem Poetą” wydarzyła się pół roku później. Wydawało mi się, że  mam wobec Natalii zobowiązania czysto ludzkie, moralne. I kiedy dostałam wiersz Bykowa, zadzwoniłam do Nataszy, "posłuchaj – powiedziałam – zaraz wyślę ci tekst, sama nie wiem jaką podjąć decyzję. Moim zdaniem ten wiersz jest po prostu obelżywy”. Natasza niczego nie redagowała, przysłała mi wiadomość, „oczywiście, wiersz jest obelżywy, sama też to widzisz”. W tamtym momencie zabraliśmy się już do korygowania tekstu. Podczas kolejnej rozmowy usłyszałam od Nataszy: „tego tekstu nie możesz nie puścić.”

Ja nie dyskutowałam z nią o tym puścić czy nie, chciałam po ludzku usłyszeć jej opinię, czy to się nadaje, czy nie. Chcialam zbadać, czy tylko ja, tak myślę na jego temat.

ZDZ:
Ale teraz chyba pani żałuje, że dzwoniła Pani do Timakowej….

Sindiejewa:
W przyszłości już tak nie zrobię, ale tego telefonu nie żaluję, w końcu uczymy się przez całe życie.

ZDZ:
Telewizja w Rosji poddana jest starannej cenzurze, nie jest to dla nikogo tajemnicą. Wobec niektórych znanych dziennikarzy, takich jak Svietlana Sorokina, Leonid Parfionov, Jewgienij Kisieliow, Sawik Szuster wydano zakaz występowania w programie najważniejszych stacji. Na prawdę jest tak źle?

Spis zakazanych nazwisk


Sindiejewa:
W 80 procentach to samocenzura. Rzecz jasna, istnieje spis zakazanych nazwisk obowiązujący kanały federalne. Ja go nie widziałam, ale nie trudno odgadnąć, jakie znajdują się w nim nazwiska. Rzecz idzie o 2-3 osobach, więcej to już samocenzura. Swietłanie Sorokinie zaproponował pracę należący do Aleksandra Rodnianskiego Kanał Piąty z Skt. Petersburga. I co z tego wyszło? Po dwóch programach z niej zrezygnowano. Nikt do redakcji nie telefonował, ale Swietłana występowała ostro, odważnie, więc kierownictwo stacji samo się przestraszyło, pomyśleli na pewno, po co im ten problem…. To wszystko. 

ZDZ:
Samocenzurze pomagają pewnie cenzorzy państwowi….

Sindiejewa:
Oczywiście. W największych stacjach pracują cenzorzy, zatrudnieni są pod przykryciem jako specjaliści do spraw…. jakichś tam…. Pokazywano mi ich gabinety w redakcji państwowej telewizji WGTRK, ci ludzie muszą obejrzeć wszystko, potem proponują poprawki i zmiany.

ZDZ:
Potrafi się pani ustrzec w przyszłości przed pokusą samocenzury….

Sindiejewa:
To jeszcze jedna lekcja ze skandalu z wierszem Bykowa. Omówiliśmy w redakcji ponownie nasze zasady. Wszystkie programy oglądam po emisji. Nie chcę się denerwować zawczasu. Za to przed pokazem musza obejrzeć je prawnicy, jeśli oni nie zgłaszają zastrzeżeń, program idzie na antenę.

ZDZ:
Zaprosiła pani do pracy w swojej telewizji jednego z najpopularniejszych dziennikarzy telewizyjnych Leonida Parfionowa. Od lat nie wolno mu występować na antenie wiodących kanałów. Takie zaproszenie to swego rodzaju deklaracja, jestem gotowa wesprzeć dziennikarzy znajdujących się na czarnej liście.

Sindiejewa:
Szczerze mówiąc, to nie miało dla mnie większego znaczenia. Parfionow jest wyjątkowo utalentowanym dziennikarzem, po ludzku mi żal, że widz nie może go oglądać. Z drugiej strony programy Parfionowa to wyjątkowa droga przyjemność.  Jedyna szansa, byśmy mogli je kontynuować, to zbiórka pieniędzy prowadzona przez „Fundację Wsparcia dla Telewizji Niezależnej.” Jeśłi uda się zebrać pieniądze, Parfionow zostanie, jeśli nie, będziemy musieli się z nim rozstać i to będzie decyzja czysto finansowa, bez związku z polityką.

ZDZ:
Dysydenckie tradycje z dawnego ZSRR są pani bliskie?

Sindiejewa:
To dla mnie odległa historia…

ZDZ:
Ale nazwisko Andrieja Sacharowa coś pani mówi….

Sindiejewa:
Oczywiście. Z drugiej strony, choć to może zabrzmieć dziwnie, jestem przecież dyrektorem stacji „Deszcz”, to nie moja „opera”. Wychowałam się w małym, prowincjonalnym miasteczku, w Miczurinsku (obwód Tambowski), w domu nigdy nie prowadzono kuchennych, dysydenckich rozmów.

ZDZ:
Czym zajmowali się rodzice?

Sindiejewa:
Tato był lekarzem wojskowym, przerzucano go po całym kraju z jednego regionu do drugiego. Mieszkałam z dziadkami, to byli wyjątkowo dobrzy ludzie. Pamiętam, płakałam, kiedy umarł Breżniew. Jak mi się zdaje, w naszym miasteczku płakali wszyscy. W tamtych czasach byłam pionierka, komsomołką.

ZDZ:
A jak znalazla się pani w Moskwie?

Sindiejewa:
Po szkole szykowałam się do wyjazdu do Leningradu, miałam nadzieje, że przyjmą mnie na psychologię w tamtejszym uniwersytecie. Ale po końcowych egzaminach w szkole, zrozumiałam, że jeśli teraz wyjadę, babcia z dziadkiem szybko umrą. Dla nich, to było najważniejsze zadanie, wnuczka wydorośleje, skończy szkołe, można będzie odejść na tamten świat. Wtedy podjęłam decyzje, że zostaję, będę się uczyć w miejscowym Instytucie Pedagogicznym. Jednak w Miczurinsku zawsze było mi ciasno…. Kiedy przyjechałam do Moskwy, po tygodniu poczułam się w niej, jak ryba w wodzie, jakbym mieszkała tu od zawsze. Później ludzie, których spotykałam, nie wierzyli, że nie urodziłam się w Moskwie, nie odczuwałam żadnych kompleksów. Od początku pociągał mnie show biznes.

ZDZ:
Gdzieś przeczytałem, że zaczynała pani od handlu włoską odzieżą…..

Sindiejewa:
Okropnie mnie to nudziło, ale zarobiłam masę pieniędzy. Jednak cały czas czułam, że moim przeznaczeniem jest show biznes. Zaczynałam od telewizji, potem zabrałam się za radio… Bardzo mnie to wciągnęło. Mój obecny mąż, pobraliśmy się siedem lat temu, trochę ze mnie żartuje, „miałem wrażenie, że żenię się z kobietą ze świata glamour, tu nagroda „Srebrny Kalosz”, tam, eleganckie przyjęcia, popularna radiostacja. Wciąż powtarzałam, że polityka jest brudna i, że ja jej nie rozumiem. Jeśli znalazłam się tu, gdzie teraz jestem, to dlatego, że trudno mi zachować obojętność. Ale wciąż jestem ostrożna, nie formułuję ocen politycznych, staram się nie wypowiadać na tematy polityczne, to nie moja specjalność.

ZDZ:
Dziwne, jednak to Pani stacja stała się platformą agitacyjną dla kandydatów do Rady Koordynacyjne j rosyjskiej opozycji.

Sindiejewa:
Powinnam tu przyznać się do kropli zdrowego pragmatyzmu. Niech pan popatrzy, Rupert Murdoch stworzył stację Fox nie dlatego, że jest jakimś fanatykiem republikanów. Wystarczyło, że zrozumiał, iż na rynku telewizyjnym istnieje nisza, że wielka grupa ludzi, atrakcyjna dla reklamodawców, nie ma swojej telewizji. Ze mną chyba jest podobnie, nie mogłabym robić czegoś, co mi się nie podoba. Tak się złożyło, że mój świat wartości dał się pogodzić z projektem biznesowym. Jeśli jutro ktoś mi podpowie, pomyśl o innych wartościach, wtedy masz szansę ma mega projekt biznesowy, to przynęta na którą się nie złapię. Nie jestem przedsiębiorcą, gotowym zrobić wszystko.

Nadzieja umiera na samym końcu


ZDZ:
Cyniczne moskiewskie życie potrafi niejednego nauczyć jak żyć. Checesz odnieść sukces, musisz przestrzegać nieformalnych zasad….

Sindiejewa:
Mogę sobie wyobrazić sytuację, dyktują mi co powinnam zrobić, albo stracisz swój biznes. Chyba się nie poddam, starczy mi sił, żeby odmówić. Ale z drugiej strony, jestem gotowa na jakieś kompromisy. Na szczęście do tej pory nie musiałam stawać przed podobnym wyborem, staram się żyć poza systemem, dla mnie ważne jest zachowanie równowagi.

ZDZ:
Zaproszeni przez Was goście, wasi dziennikarze mówią na antenie, to co myślą. W dzisiejszej Rosji to często najprostsza droga do konfliktu i kryzysu.

Sindiejewa:

Wystarczy, że ktoś naruszy prawo, wtedy powiemy mu do widzenia, materiał tego rodzaju zdejmiemy ze strony internetowej. Jeśli jutro którys z naszych dziennikarzy opowie się na antenie za upowszechnieniem prawa na posiadanie broni, będzie musiał odejść, ja w tej sprawie jestem kategorycznie przeciw. Ale tego rodzaju ograniczeń jest u nas niewiele, zwłaszcza, iż do pracy przychodzą do nas ludzie z określonym systemem wartości.

Jesteśmy optymistami informuje logo i jingle TV RAIN. 



ZDZ:
Może dojść do sytuacji, w której będzie pani gotowa sprzedać TV RAIN?

Sindiejewa:
Miałam kiedyś na ten temat rozmowę z szefem I kanału Konstantinem Ernstem. To on posłużył się przykładem Ireny Lisniewskiej, założycielki stacji REN-TV.
- Pamiętasz, Lisniewska zrobila wszystko, żeby sprzedać stację za jak najwyższą cenę. Ty też tak zrób. Na pewno kiedyś to zrobisz….” – powiedział Ernst.
Ale to nie jest mój cel, nie po to założyłam TV RAIN. Nie są mi potrzebne wielkie pieniądze, najważniejsze, żeby moja firma przynosiła choćby niewielki zysk, żeby mogla się rozwijać. Tu nie chodzi o to, by drażnić się z władzą, i by w końcu ktoś zechciał mnie kupić. W grudniu, w zeszłym roku dostałam tego rodzaju ofertę. „Powiedz ile chcesz, a my kupimy TV RAIN”.

ZDZ:
Kupić, żeby potem zamknąć stację?

Sindiejewa:
Nie, raczej, żeby ją kontrolować.

ZDZ:
Jest pani przygotowana na najgorsze?

Sindiejewa:
Nie jestem. Obecność politycznych wątków w programie, to nie jest sposób na windowanie ceny sprzedaży. W dalszym ciagu zależy mi przede wszystkim na tym, żeby samodzielnie zbudować dochodowe przedsiębiorstwo, nie wykluczone, iż z udziałem nowego partnera. Mogę nawet sobie wyobrazić, że już w niedalekiej przyszłości naszego widza przestanie interesować polityka. Będzie nią maksymalnie znudzony. Wtedy też damy sobie radę, dostosujemy nasz program do nowych okoliczności, zajmiemy się na przykład tematami socjalnymi. Jednak na razie, nasza obecna linia programowa przyciąga widzów.

ZDZ;
Często powołuje się pani na swoją intuicję. Co pani podpowiada w kwestii przyszłości Rosji…..?

Sindiejewa:

Dlaczego jestem taka uparta i nie poddaję się? Na poziomie intuicji, czuję, choć zabrzmieć to może nieco patetycznie, że Rosja ma do wypelnienia szczególną misję, wierzę, że doczekamy się zmian na lepsze, przełomu i znów zaczniemy żyć inaczej. Pamiętam doskonale lata dziewięćdziesiąte. Ja uwielbiałam tamte czasy, czułam wtedy, że jestem na fali….

ZDZ:
Dziś niektórzy mówią o straconej dekadzie....

Sindiejewa:
Byliśmy wtedy dumni, z tego że jesteśmy Rosjanami. Dobrze pamiętam, z jakim wówczas pracowałam entuzjazmem. Chciałabym, żeby tamte emocje wrócily, by zdarzyło się coś, co zainicjuje przemiany. Z drugiej jednak strony, obserwując, to co władza robiła w ciągu minionego pół roku, jakie uchwalono wówczas  ustawy, trudno obronić się przed wątpliwościami. Do jakiegoś momentu powtarzałam sobie, nie ma sprawy, wytrzymamy, teraz też staram się nie stracić ducha.

ZDZ:
Na rosyjskiej scenie pojawiło się nowe pokolenie, które chciałoby wpłynąć na bieg zdarzeń. Ma jakieś szanse? Czy przeciwnie, władza jest stabilna, świadoma swoich interesów, gotowa bronić ich do końca… I w dodatku ma do dyspozycji skuteczne instrumenty.

Sindiejewa:
Mój mózg, rozum racjonalnie analizując rzeczywistość podpowiadają, iż w najbliższej przyszłości osiągniemy niewiele. Ale serce i dusza nie chcą się z tym pogodzić. Mamy takie rosyjskie przysłowie, że nadzieja umiera na samym końcu.   





Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com