Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rosja korupcja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rosja korupcja. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 9 marca 2017

Czy system zbudowany przez Putina przetrwa do 2042 roku?



W końcu 2016 roku ukazała się w Rosji książka Dmitrija Trawina "Czy system putinowski przetrwa do roku 2042". 

Ludzie czują, że żyje im się gorzej, że Rosja pogrąża się w kryzysie, jednak pamiętają lata naftowej prosperity. Przeraża ich też wspomnienie lat dziewięćdziesiątych, wtedy, gdy Rosja wprowadzała podstawowe reformy gospodarcze żyło im się jeszcze gorzej. Polepszenie warunków życia kojarzą z objęciem władzy przez Władimira Putina. Dla obecnego prezydenta nie widzą alternatywy. Dzięki aneksji  Krymu i interwencji w Syrii wydaje im się, że Rosja wzięła na siebie wielką i historyczną misję i dlatego gotowi są przymknąć oczy na spadający poziom życia. W zachowaniu status quo zainteresowana jest elita, której udało się sprywatyzować państwo. Putin, Miedwiediew, Patruszew i Czajka zamierzają sprawować władzę do końca życia. Rosja Putina ma dość sił żeby trwać w warunkach coraz powszechniejszej stagnacji i degradacji gospodarki.

Z Dmitrijem Trawinem, dyrektorem Ośrodka Badań Procesów Modernizacji w Uniwersytecie Europejskim w Sankt Petersburgu  rozmawiał Michaił Sokołow. 


"Media-w-Rosji" publikują skróconą wersję tej rozmowy.



Społeczeństwo nie widzi dla Putina alternatywy. Ludzie władzy zamierzają sprawować ją dożywotnio. System zbudowany przez Putina może okazać się trwalszy, niż można to było przewidzieć. 



Michaił Sokołow:
Porozmawiajmy o rewolucji jako elemencie modernizacji. Bywa, iż władza nie daje sobie rady, dodatkową przeszkodą są różnego rodzaju kataklizmy, czasem taka sytuacja skutkuje konstruktywnymi reformami, czasem nie. Potem nadchodzi następny etap. Rewolucja dobiegła końca, tak jak moim zdaniem w Rosji w latach 1991-1993. Czy nieunikniona jest potem faza restauracji, powrotu do starego?

Czy restauracja była nieunikniona?

Dmitrij Trawin:
Nasza rewolucja trwała do 1988 roku do 1993. Gorbaczow podjął świadomą próbę modernizacji systemu, zainicjowany przez niego proces wymknął się spod kontroli, wszystko się rozwaliło. Dopiero przyjęta w 1993 roku konstytucja stała się fundamentem nowego systemu politycznego. Minusy i wady były oczywiste, pełno było w nim sprzeczności, jednak ogólnie okazał się zrozumiały.

Czy restauracja była nieunikniona? Nie. Jednak w naszych warunkach, moim zdaniem,  jej prawdopodobieństwo było ogromne. Piszę  o tym w swojej książce "Czy system putinowski przetrwa do 2042 roku?". Zadecydowały o niej trzy okoliczności, zaistniały razem, choć tak stać się nie musiało.   Po pierwsze, reformy lat dziewięćdziesiątych były szczególnie bolesne. Było to skutkiem dziedzictwa w gospodarce pozostawionego Gajdarowi przez Stalina i Breżniewa. Na to nałożyły się nieudane reformy gospodarcze podejmowane przez Gorbaczowa i Ryżkowa. W takich warunkach reformy Gajdara nie mogły nie boleć.

Sokołow:
Po Gajdarze przyszedł Wiktor Czernomyrdin.

Trawin:
Jego działania, podejmowane wspólnie z prezesem Banku Centralnego Gieraszczenko raziły brakiem konsekwencji.  Jeszcze zwiększyły dotkliwość transformacji. Nieudana okazała się także próba podjęta przez Anatolija Czubajsa zapewnienia krajowi stabilizacji finansowej poprzez stworzenie systemu zadłużenia państwowego. Przyczyną był kryzys azjatycki 1998 roku. Zapłaciliśmy bankructwem finansów państwowych i dewaluacją rubla.

Na ten problem dotkliwości reform nałożył się kolejny. Kiedy do władzy doszedł Putin zaczęły się tłuste lata. Ceny na ropę wzleciały do góry. Można było zrezygnować z reform.  W rezultacie ograniczono się do zmian w dziedzinie podatków, choć te właśnieprzyniosły pozytywne skutki.

Sokołow:
Tutaj też swoją rolę odegrał Gajdar.

Trawin:
Ministrem finansów był wówczas Aleksiej Kudrin, uważnie przysłuchiwał się rekomendacjom byłego premiera. Jak już powiedziałem, to była udana reforma, ale nie ona spowodowała gwałtowny wzrost poziomu życia, o tym zadecydowała rzeka dochodów naftowych rozdzielanych później w społeczeństwie. Jak długo reformatorzy proponowali reformy rynkowe, ludzie borykali się z poważnymi trudnościami. Ale wynikały one nie z działań reformatorów, miały one swoje korzenie przede wszystkim  w spadku otrzymanym po poprzedniej epoce.

Ale jak tylko zaprzestano forsowania reform rynkowych i zaczęło się konstruowanie modelu autorytarnej władzy Putina, dochody ludności ruszyły do góry. Źródłem rosnącego dobrobytu były jednak dolary uzyskane ze sprzedaży ropy naftowej. To ważny moment, chciałbym byśmy zwrócili na niego uwagę. Obywatele Rosji, wyborcy posłużyli się logiką prostą do wytłumaczenia. Niewykształconym ludziom często trudno zrozumieć proces reform. A tu logika była trudna do podważenia, w latach dziewięćdziesiątych było trudno, a dwutysięcznych dobrze.

Putin zuch, Jelcyn nie

Sokołow:
Putin zuch, a Jelcyn nie.

Trawin:
To oczywiste, że racjonalnie myślący ludzie poprą przywódcę gwarantującego wzrost dobrobytu. I nie będą czytać góry książek i artykułów tłumaczących dlaczego Putin nie jest zuchem, a reformy Gajdara były szalenie ważne.

Sokołow:
Ale dziś poziom życia spada. Putin w oczach ludzi wciąż jest zuchem?

Trawin:
To nasz następny problem.

W tamtych czasach, gdy wysokie dochody z ropy splotły się z problemami odziedziczonymi z przeszłości, ludzie wsparli Putina. Wielkie znaczenie miało to, iż on sam nie był idealistycznym demokratą, takim jakim do pewnego stopnia był Jelcyn. Budując nowy system Putin potrafił doskonale wykorzystać emocje narodu.

Ale obecnie sytuacja uległa zmianie. Dochody ludności spadają, dziś znów znalazły się na poziomie roku 2011. Z jednej strony obecny kryzys zepchnął nas do poziomu z roku 2011, z drugiej, nie zapominajmy,  w tym właśnie roku żyliśmy już o wiele lepiej i bogaciej, niż w 1999, gdy Putin doszedł do władzy.

Sokołow:
Musimy spaść do poziomu z roku 1998, żeby ludzie zaczęli zachowywać się inaczej?

Trawin:
Bardzo bym nie chciał realizacji podobnego scenariusza. Ale doskonale rozumiem naszych współobywateli, gdy mówią, jasne, dziś żyje nam się trudniej, ale z drugiej strony nie ma porównania z nieszczęsnymi dziewięćdziesiątymi.

Sokołow:
Ludzie, jak pan to opisał, przeżyli okres bogatej dzięki dochodom z ropy restauracji politycznej, rozwoju autorytaryzmu. Więc może teraz opowiedzą się po stronie modernizacji?

Trawin:
Na podstawie różnych sondaży trudno oczekiwać, iż tak się stanie. Moje osobiste obserwacje to potwierdzają.

Z jednej strony poziom życia nie spadł drastycznie, z drugiej Putin zrobił dwie ważne rzeczy, jakie gwarantują stabilność reżimu. Być może też zapewnią mu trwałość  na długo. Po pierwsze, wyczyścił przestrzeń polityczną.

Prosty obywatel myśli bardzo konkretnie. Jeśli nie Putin, to kto? Proszę bardzo, pokażcie nam obok Putina (tylko nie w Internecie, ludzie tam wiele nie czytają), w telewizji, w programie pierwszym, w programie "Rossija" alternatywnego kandydata.

Sokołow:
Widzom wciąż pokazują Zjuganowa, Żyrinowskiego, Mironowa. Od wielu lat.

Trawin:
Na tym polega sztuczka Putina.  Ci politycy nie są dla Putina żadną konkurencją. To żałosne widowisko.

Sokołow:

Mamy jeszcze premiera Miedwiediewa i ministra obrony Szojgu.

Trawin:
Można jeszcze przypomnieć byłych premierów Zubkowa i Fradkowa  wyciągniętych przez Putina diabeł wie skąd.

To bardzo udana zagrywka. Obok Putina znajdują się ludzie, którzy nie mogą z nim konkurować, pod licznymi względami są od niego o wiele słabsi.

Społeczeństwo więc nie widzi alternatywy.

Często rozmawiam z ludźmi, najczęściej słyszę od nich to samo. No tak, teraz żyje nam się trudniej, Putin dawniej nam się podobał, teraz już nie bardzo, ale nie ma go kim zastąpić.. Jeśli trafi nam się słaby przywódca, czekają nas znów nieszczęsne dziewięćdziesiąte, więc może już lepiej, żeby został Putin.

Kolej na Krym

Sokołow:
Potem kolej na Krym?

Trawin:
To jeszcze jeden argument na korzyść Putina. Z jednej strony, ludzie z bólem serca przyznają, żyjemy paskudnie, ale jakoś przy Putinie jeszcze dajemy sobie radę. Więc trzeba zrobić tak, by niezadowolenie odczuwano tylko w związku z gospodarką. Trzeba ludziom dostarczyć coś dla podniesienia ducha.

Sokołow:
Krym się do tego nadaje? Ratujemy mitycznych "Rosjan" przed zagrożeniem ze strony mitycznych "banderowców"?

Trawin:
No tak. Ludzie chcą wierzyć w mity.

Potrzeba im czegoś wielkiego, i mnie tego potrzeba i panu. Człowiek cały dzień obsługuje maszynę, ale potem chciałby poczuć, że i on uczestniczy w czymś uroczystym.

Ludzie słyszą od Putina:  tam są ci straszni banderowcy, za chwilę zabiorą wszystko. Zaraz potem dodaje, w gruncie rzeczy, ci straszni banderowcy są najemnikami jeszcze straszniejszej Ameryki. Ale z Ameryką jesteśmy w stanie konkurować, jesteśmy równie potężni. Więc jeśli uda nam się, choćby Rosjan na Krymie uratować od banderowców, to w rzeczywistości uratujemy ich od Ameryki. Przy okazji zbawimy samą Rosję, bo przecież to Ameryka chciała na Krymie zbudować bazę wojskową.

Tak wygląda analiza prostego człowieka, oddałem swój głos na Putina, a to oznacza, że i ja pomogłem temu wielkiemu człowiekowi uratować Rosję i Ukrainę od strasznej Ameryki.

Żeby tylko nie było wojny

Sokołow:
No dobrze, jednak zraz potem idzie Donbas, to kosztuje, tam toczy się wojna. Następna w kolejce jest Syria, jeszcze do niedawna większość Rosjan niewiele o niej słyszała,, teraz zaś wiadomo, bombardujemy tam złoczyńców. Ale to przecież jakaś dziwna historia, same nasuwają się analogie z Afganistanem….  W Związku Radzieckim wychowano nas  pod hasłem "żeby tylko nie było wojny". Dla ludzi w poradzieckiej Rosji wciąż jest ono aktualne?

Trawin:
Ten apel odnosił się do II wojny światowej, w końcu strasznie od niej ucierpieliśmy, wszyscy w rodzinie mają, mieli kogoś, kto stracił życie. Afganistan był problemem dla wysyłanych tam młodych żołnierzy,, jednak w gruncie rzeczy w całym kraju reakcja była stosunkowo spokojna. Dopiero w latach pieriestrojki wytłumaczono nam, co się tam działo w rzeczywistości.

Znam wielu uczestników tej wojny. Dla nich były to najlepsze lata w życiu. Poczuli wówczas więź z czym wielkim, brali udział w realizacji wielkiej geopolitycznej misji Związku Radzieckiego. Tak im się przynajmniej wydawało.

Sokołow:
I teraz znowu, Syria i Donbas to wielka geopolityczna misje, a jej celem jest zniszczenie złych ludzi?

Trawin:
Wygląda na to, że Syria to podobny przypadek. W końcu Putin stwierdził, iż walczymy tam z międzynarodowym terroryzmem. Obama był słabeuszem, ni to ni sio, a my walczyliśmy z terrorem, ratowaliśmy Palmirę, wielkie wartości kultury. Putin pozycjonuje się jako przywódca na skalę światową, jego nie da się porównać z jakimś tam Janukowiczem, można go porównywać jedynie z prezydentem Stanów Zjednoczonych.

Ale w Donbasie powoli opuszczamy kurtynę. Rosja nie prowadziła jakiegoś specjalnego PR dla projektu Noworosji. To była robota grupy przebiegłych facetów, najpierw ich promowano, potem jednak odprawiono w niebyt, uciszono ich, ten projekt jest stopniowo wygaszany. Rosja wciąż powtarza, iż Donbas jest częścią Ukrainy. Domagamy się przede wszystkim respektowania praw mieszkających tam obywateli rosyjskojęzycznych.

Sokołow:
Ale obecnie jesteśmy świadkami eskalacji walk, widzimy jak odbierana jest cudza własność. Uznaliśmy właśnie ważność dokumentów obu ludowych republik. Czy nie wygląda to na zaostrzenie konfliktu?

Trawin:
Za każdym razem, kiedy jesteśmy świadkami eskalacji konfliktu, powtarzamy iż odpowiedzialny za nią jest Kijów. Za to dla Ukraińców we wszystkim winna jest Moskwa. Jeśli idzie o kwestię dokumentów, to nie myślę, by stała się ona przedmiotem troski wielu milionów Rosjan, to wciąż kwestia lokalna.

Przypadek generalissimusa Franco

Sokołow:
Pisze pan w swojej książce o doświadczeniu generalissimusa  Franco. Był autokratą, przez wiele lat swoich rządów unikał gospodarki rynkowej, zarządzał ekonomiką metodami socjalistycznymi, o wszystkim rozstrzygało państwo, Hiszpania brnęła w ślepą uliczkę. A jednak nagle dał zielone światło dla reform liberalnych, co po jego śmierci doprowadziło do odbudowy demokracji. Z tego doświadczenia w Rosji można będzie skorzystać, czy to całkowicie indywidualny przypadek?

Trawin:
Chciałbym mieć nadzieję, iż Putin po 17 latach sprawowania władzy (w momencie kolejnych wyborów to będzie już 18, tyle lat rządził też Leonid Breżniew) po kolejnym zwycięstwie wyborczym zaakceptuje program Kudrina i podejmie dzieło reform. Jednak historia mówi o tym, iż przypadek Franco był rzeczywiście indywidualny.

Z drugiej strony nie można zignorować obiektywnych okoliczności, które popychały go w kierunku reform.

Sokołow|:
Stany Zjednoczone naciskały, Hiszpania należała do NATO, trzeba było zmienić wizerunek kraju…

Trawin:
Te czynniki odegrały swoją rolę. W dodatku kraje sąsiednie rozwijały się bardzo szybko. Po wojnie zwracał na siebie uwagę niemiecki cud gospodarczy, nawet włoski. Mimo zacofania obecnego na południu, Włochy rozwijały się bardzo szybko. Za to Hiszpania stała w miejscu. Do pewnego stopnia ta sytuacja zachęcała Hiszpanów do reform.

Ale Putin nie ma tego rodzaju bodźców. Na odwrót, zrywając z Ameryką Putin uwolnił się od podobnej presji. Moralny nacisk ze strony państw zachodu nie ma już znaczenia. Ameryka stale powtarzała autorytarnym przywódcom Korei z lat pięćdziesiątych -sześćdziesiątych, iż muszą przestrzegać zasad demokracji.

Sokołow:
Jakie pana zdaniem reformy są najbardziej potrzebne? Czy program Kudrina opracowany przez Centrum Badań Strategicznych zawiera elementy prowadzące ku modernizacji? To, co dostrzegam do tej pory wygląda inaczej. Ostatnim zrealizowanym pomysłem samego Gajdara była obniżka podatku od dochodów osobistych. Teraz wynajęci przez Centrum pracownicy Instytutu Gajdara sugerują jej likwidację. Chcieliby podniesienia stawki podatkowej z 13 do 17%. Dla Rosji ta ostatnia cyfra brzmi symbolicznie.

Trawin:
Na ile się orientuję, ten program reform jest rozsądny, przygotowany przez profesjonalistów. Będzie nam ocenić go łatwiej, kiedy Aleksiej Kudrin przedstawi szczegóły.

Trudno jednak sobie wyobrazić, iż Putin zechce program ten realizować. Jeśli tak, byłoby wspaniale. Po dymisji Kudrina sytuacja finansowa Rosji stała się wyjątkowo trudna. Kudrin już w 2011 roku uprzedzał, co nas czeka, jednak go nie wysłuchano, teraz widać do czego to doprowadziło.

Sokołow:
Przejedliśmy Fundusz Rezerwowy?

Trawin:
Przejedliśmy wszystko co się dało. Jeśli dojdzie do realizacji programu reform, Kudrin, lub ktokolwiek inny, kto będzie za nie odpowiedzialny, przede wszystkim będzie zmuszony do zatkania dziury w budżecie. Niewykluczone, że trzeba będzie powtórzyć sporo z tego co zrobił Gajdar w 1992 roku.


Książka Dmitrija Trawina "Czy system putinowski w Rosji przetrwa do 2042 roku?" wywołała sporą dyskusję. 



Scenariusz bezbolesnego wyjścia z kryzysu jest niemożliwy

Sokołow:
 Gajdar 2.0. Czeka nas podwyżka podatków?

Trawin:
Sytuacja zmusiła Gajdara to ustalenia podatku NDS (od wartości dodanej) na szczególnie wysokim poziomie, nie było innego sposobu na zatkanie dziury w budżecie. W innym wypadku, potrzebna byłaby dodatkowa emisja pieniądza ze wszystkimi znanymi konsekwencjami. Nie będzie bezbolesnego wyjścia z 17 letniego okresu rządów Putina.

Sokołow:
Może czeka nas inny scenariusz. Nie będzie zmiany modelu rządów. Zobaczymy jego kontynuację przy pomocy metod fiskalnych, takich jak podwyżka podatków, podwyższenie wieku emerytalnego, redukcja wydatków na medycynę i cele socjalne.

Trawin:
Moim zdaniem, najbardziej prawdopodobny scenariusz po zwycięstwie Putina na wyborach w 2018 roku oznacza rezygnację z reform Kudrina. To znaczy będą realizowane czysto formalnie, pod tym względem mamy wielkie doświadczenie. W swoim czasie Gorbaczow zaaprobował program "500 dni", ale zaraz potem akademik Aganbegian tak go przeredagował, iż autor programu Grigorij JAwlinski oświadczył, iż nie może za niego odpowiadać.

Sokołow:
Co doprowadziło do upadku ZSRR…

Trawin:
Program Grefa,  wszystko to już było. W rzeczywistości program Kudrina zostanie odłożony na półkę, władza ograniczy się do podnoszenia podatków i wieku emerytalnego, to umożliwi zatkanie rosnącej dziury budżetowej i w Funduszu Emerytalnym. Władza będzie się starała przetrwać jak najdłużej.

Sokołow:
Niekiedy termin modernizacja bywa także kojarzony z takim sympatycznym terminem jak "korupcja". Kiedy obserwujemy jak wprowadzane są różne reformy, praktycznie wszędzie towarzyszy temu wzrost korupcji, złodziejstwa, bezprawia.  W swojej książce pan pisze o tym też.

Modernizacja i korupcja

Trawin:
Przypomnijmy sobie związek Radziecki. W nim nie było gospodarki rynkowej. Ale w tamtych czasach także istniała korupcja, szara strefa w gospodarce, było takich rzeczy całkiem sporo. Jednak skala korupcji, skala zachęcających do niej bodźców była o wiele mniejsza, niż w jakiejkolwiek gospodarce rynkowej. Człowiek mógł ukraść bardzo dużo pieniędzy, nie wiadomo było tylko jak je wydać.

Mieliśmy w swoim czasie skorumpowanego ministra spraw wewnętrznych Szczołokowa. Zdążył kupić wiele dóbr, jednak nie mógł wydawać z rozmachem jaki umożliwiały ukradzione przez niego sumy. Kiedy w ramach modernizacji, pojawia się gospodarka rynkowa, korupcyjnych pokus gwałtownie przybywa. Bardzo ważne więc,  by modernizacji towarzyszyła rzeczywista demokratyzacja, tylko ona może położyć tamę korupcji.

Sokołow:
Myśli pan o demokracji z jej systemem wyborów umożliwiającym kontrolę władzy wykonawczej?

Trawin:
O to właśnie chodzi. Rynek może rozwijać się bez demokracji, jednak wówczas przeżarty zwykle jest korupcją. Być może w niewielkich państwa, w których przywódca sprawuje kontrolę nad wszystkim, jest on także w stanie ograniczać korupcję.

Sokołow:
Wsadzając przyjaciół do więzienia?

Trawin:
Przyjaciół i nie tylko przyjaciół. Tam wszystko widać jak na dłoni. Jednak w większych krajach nie można się obejść bez demokratyzacji, w nich nawet najuczciwszy despota nie jest w stanie sam kontrolować wszystkiego.

Jachty i pałace premiera Miedwiediewa

Sokołow:
Właśnie pojawił się świeży temat, w związku z nim w Internecie szaleje dyskusja. Byłby on także omawiany w prasie, gdybyśmy mieli normalną, wolną od cenzury prasę. Aleksiej Nawalny ogłosił wyniki swojego śledztwa, pokazał jak premier Dmitrij Miedwiediew otrzymuje pieniądze od oligarchów.

Dowiedzieliśmy się jak wiele pieniędzy trafia na kontrolowane przez niego  rachunki fundacji charytatywnych, jak budowane są wspaniałe pałace, kupowane farmy rolnicze, posiadłości we Włoszech, organizowana produkcja wina, czy mleka. Jak Pan będąc naukowcem zareagował na to wszystko?

Trawin:
Nic mnie w tej historii nie zdziwiło. Od dawna w środowisku naukowym posługujemy się terminem  "zachowanie władzy zorientowanej na zyski osobiste". Mówiąc prościej, jeśli miliony naszych obywateli myślą o tym, iż państwo istnieje po to, by o nich się troszczyć, to nie mają racji.

W rzeczywistości, w takim kraju  jak nasz, struktury państwowe istnieją po to, by troszczyć się o tych, którzy sprawują władze. Oni też troszczą się o samych siebie. Starają się maksymalizować  zysk z aktywów znajdujących się pod ich kontrolą. Pod tym względem Miedwiediew nie jest żadnym wyjątkiem. Wydaje mi się, iż podobnymi aktywami dysponują wszyscy czołowi przedstawiciele władz. Ten sam Nawalny publikował już rezultaty śledztwa dotyczące Szojgu, Szuwałowa, Czajki. Wszędzie obraz jest podobny, różnią się szczegóły w zależności od tego, jakiego rodzaju aktywa znajdują się pod kontrolą konkretnego człowieka. Ludzie różnią się także pod względem swego zachowania. Kto nie chciał uczestniczyć w tym wszystkim, już dawno nie znajduje się u władzy, nawet jeśli do niedawna w strukturach reżimu zajmował wysokie stanowiska.

Sokołow:
Nie dziwi pana jak wygląda w ich wykonaniu konsumpcja dóbr materialnych. Budowa luksusowych pałaców, zachowanie jawnie demonstracyjne, jachty, kosztowne ubrania i zegarki.  

Trawin:
Obserwowaliśmy różne mechanizmy korupcji. Nawet w przypadku polityków o wiele mniejszego formatu, niż premier Miedwiediew, okazywało się, iż za granicą posiadają apartamenty i wille, rachunki na wielkie sumy w tamtejszych bankach, a także inwestycje w tamtejszy biznes. Jeśli obecny rosyjski system polityczny rozpadnie się, będą mogli wyjechać za granicę i tam żyć w dobrobycie. Nazwał bym to korupcją według scenariusza zachodniego. Tam na Zachodzie będą posiadać przyzwoite mieszkania, inwestować, lub żyć z procentów jak rentierzy. Mamy jednak w Rosji ludzi, którzy zwłaszcza w warunkach konfrontacji z Zachodem, nie będą mogli tam wyjechać.

Prywatyzacja państwa

Sokołow:
Choćby Miedwiediew i sam Putin?

Trawin:
Rzecz jasna. Powiedziałbym, iż warunkach rosyjskich prywatyzowana jest nie własność, a samo państwo. Ci którzy znaleźli się w naszym państwie u władzy, nigdy z niej nie zrezygnują. Zamierzają sprawować ją dożywotnio, a także będą chcieli przekazać znaczną część majątku i wpływów swoim dzieciom.

Sokołow:
To właśnie już obserwujemy. Syn sekretarza Rady Bezpieczeństwa Andriej Patruszew został mianowany przewodniczącym rady dyrektorów centrum "Kasnieftgaz". Dzieci prokuratora Czajki dysponują całym imperium biznesowym. Syn byłego szefa administracji prezydenta Siergieja Iwanowa został mianowany szefem korporacji "Alrosa". Ale te stanowiska powierzono im na jakiś czas, a jeśli jutro zostaną zdymisjonowani? Jeśli władza się zmieni, przestaną być potrzebni.

Trawin:
Ludzie starszego pokolenia, Władimir Putin, Dmitrij Miedwiediew, ministrowie obrony, spraw zagranicznych, prokuratorzy generalni, dokąd pozostają żywi nie zrezygnują z władzy i stanowisk. Tego, lub innego Jakunina (były szef rosyjskich kolei) Putin może zdymisjonować, jednak w ramach systemu politycznego zbudowanego przez Putina i Jakunin spokojnie jeszcze będzie mógł funkcjonować.

Sokołow:
Wraz z synem i fundacją w Londynie.

Trawin:
Tam jest fundacja, nie małych rozmiarów dom wraz jak się wydaje ze specjalnym pomieszczeniem do przechowywania futer. Ludzie ze starszego pokolenia, mają teraz 50,60,70 lat korzystają z prywatyzacji państwa, inwestują w domy, posiadłości . Zależy im na dostatnim życiu, tu na miejscu. Dla nich Zachód jest niedostępny, czeka ich życie w Rosji.

Sokołow:
Liczą na dobre emerytury? Odpoczynek? Zamierzają przekazać państwo swoim dzieciom?

Trawin:
To czego się dorobili, pozwoli im na życie w luksusie aż do śmierci. Sytuacja dzieci jest trochę inna, ich nie obejmują sankcje, syn nie odpowiada za ojca, to żelazna zasada w społeczeństwach demokratycznych.

Dzieci już dziś zajmują wpływowe stanowiska, otrzymują wysokie wynagrodzenia, całkiem możliwe, iż są one inwestowane dalej. Dzieciom wolno bez ograniczeń kupować za granicą nieruchomości, nikt im w tym nie przeszkadza. Transakcje rejestrowane są na własne nazwisko, na podstawione firmy, na teściową, wszystko jedno… Jeśli więc wydarzy się coś nieoczekiwanego, dzieci mogą stać się zwykłymi obywatelami świata cywilizowanego.

Mogą kiedyś pokusić się o napisanie pamiętników, tak jak niegdyś powstały pamiętniki dzieci Chruszczowa, Berii, jak mi się wydaje, wnuk Stalina też coś tam napisał. Nikonow napisał o swoim dziadku Mołotowie. "Tacy byli nasi rodzice, mieli swoje plusy i minusy, ale to już przeszłość, my zaś jesteśmy zwykłymi mieszkańcami cywilizowanego świata, my za rodziców nie odpowiadamy." Potomków Patruszewa, Iwanowa, Fradkowa czeka zwykłe życie zwykłych obywateli, być może tu, być może na Zachodzie….

Sokołow:
Więc jak to w końcu będzie, czy system zbudowany przez Putina przetrwa do 2042 roku?

Trawin:
Zachęcałbym przede wszystkim do przeczytania mojej książki. Jeśli mógłbym odpowiedzieć jednym słowem, to zapewne bym jej nie napisał.

Ale jeśli bardzo krótko, moim zdaniem system stworzony przez Putina ma spore możliwości by trwać dalej, nie ma ich jednak potencjału, by aktywnie rozwijać gospodarkę. Więc istnieje możliwość, iż będzie trwać długo i funkcjonować w warunkach narastającej stagnacji i degradacji gospodarki.


Tłumaczenie: Zygmunt Dzięciołowski
Oryginał ukazał się na portalu Radio Swoboda: http://www.svoboda.org/a/28343006.html



*Dmitrij Trawin (ur. 1964), ekonomista i publicysta o poglądach liberalnych. W latach 2001-2008 był zastępcą redaktora naczelnego tygodnika "Dieło". Obecnie jest profesorem Uniwersytetu Europejskiego w St. Petersburgu, kieruje w nim Ośrodkiem Badań nad Procesami Modernizacji. Jest autorem licznych publikacji w rosyjskich mediach oraz szeregu książek na tematy ekonomiczne i polityczne.





Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com



Projekt "Media-w-Rosji" ma na celu umożliwienie czytelnikowi w Polsce bezpośredniego kontaktu z rosyjską publicystyką niezależną, wolną od cenzury. Publikujemy teksty najciekawszych autorów, tłumaczymy materiały najlepiej ilustrujące ważne problemy współczesnej Rosji. Projekt "Media-w-Rosji" nie ma charakteru komercyjnego. 





poniedziałek, 14 marca 2016

Wciąż kradną….. Dlaczego?




Dlaczego rosyjscy urzędnicy, funkcjonariusze państwowi wciąż kradną? Dlaczego nie wstydzą się zdobytego na drodze korupcji luksusu? Dmitrij Trawin, profesor Uniwersytetu Europejskiego z St. Petersburga pokazuje do jakiego stopnia historia pomogła ukształtować mentalność współczesnego urzędnika. W czasach, gdy nie istniał oficjalny książęcy budżet przeznaczony na utrzymywanie urzędników, o swoje dochody musieli zadbać sami. Część wnoszonych przez ludność opłat uważano za uzasadnione. Nazywano je "wynagrodzeniem". Zamieniały się w łapówki, gdy zachęcały do naruszenia prawa. W nieco zmienionej formie system ten obowiązuje i dziś. Urzędnicy uważają, iż zarabiają niesprawiedliwie mało, biznes postępuje słusznie pomagając im finansowo. Co innego wielka miliardowa korupcja i bezlitosne łupienie budżetu państwa.
 


Autor: Dmitrij Trawin  





Rosyjscy urzędnicy uważają, iż dodatkowe wynagrodzenie płacone im przez biznes jest usprawiedliwiona rekompensata za ich niewielkie pensje . 





Łapówkarstwo kwitnące w rosyjskim środowisku urzędniczym ma wiele odcieni. Można je zrozumieć, jeśli odwołać się do historii.




Znajomy cudzoziemiec, inteligentny i  dobrze zorientowany w sprawach rosyjskich zapytał mnie, dlaczego tak wielu Rosjan nie wstydzi się demonstrowania swego luksusowego stylu życia, w dodatku w żadnym wypadku nie odpowiadającego poziomowi ich oficjalnych dochodów. Luksus ten w oczywisty sposób ma swoje źródło w korupcji. Mogłoby się wydawać, okradasz państwo, więc powinieneś żyć skromnie, niczym pan Korejko, bohater powieści Ilfa i Pietrowa "Złote cielę" (spekulant, podziemny milioner wiodący skromny, cichy tryb życia - "mediawRosji"). Inaczej ludzie będą tobą pogardzać. Czyżby w Rosji ludzie w obliczu korupcji reagowali inaczej?


Nie ma się czego wstydzić


Odpowiedziałem, iż pogardą oraz potępieniem ze strony mniej zamożnych warstw (włączając do nich dziennikarzy i profesorów podobnych do mnie) nasi nuworysze się nie przejmują. Za to we własnym środowisku spotykać się będą z niezrozumieniem. W nim biedy należy się wstydzić, uznanie zdobywa się przede wszystkim demonstrowaniem własnego powodzenia i to za każdą cenę. Być może nawet tam, w środowisku nuworyszy  można usłyszeć słowa oburzenia, gdy mowa o nielegalnych źródłach dochodu. Nie przeszkadza to jednak traktować skorumpowanych znajomych jak swoich, prowadzić z nimi interesy, utrzymywać z nimi kontakty. W tym środowisku dziennikarze i profesorowie pojawiają się rzadko, zwykle ogląda się ich niczym przyrodniczą ciekawostkę, z resztą i tak tylko wtedy, gdy  wcześniej potrafili się czymś wyróżnić.

Podobne zjawiska obserwujemy od dawna, jednak nie łatwo było mi znaleźć wytłumaczenie, dlaczego tak się dzieje…. Dopiero co jednak, przeczytałem poświęcony korupcji rozdział z książki "Rosyjskie imperium od tradycji do nowoczesności." napisanej przez petersburskiego naukowca, profesora Borysa Mironowa. Jej lektura pozwoliła mi zrozumieć o wiele więcej. Mironow jest historykiem, autorem, wyróżniających się na tle innych, badań fundamentalnych, jego zainteresowanie budzi przede wszystkim  historia Rosji w czasach caratu. Autor podarował nam trzy opasłe i pełne głębokich przemyśleń tomy. Każdy z nich liczy prawie tysiąc stron. Znajdziemy w nich pełno ilustracji oraz informacji o tym, jak żyła Rosja na przestrzeni dwóch i pół stuleci.

W rzeczywistości otrzymaliśmy społeczno-polityczną encyklopedię Rosji. Autor skupił się nie na tak modnym obecnie opisywaniu życia różnych książąt, carów oraz innych postaci (chociaż w książce są także rozdziały tego rodzaju), ale przede wszystkim maluje obraz życia ludu. Mironow opowiada o tym, jak ludzie pracowali, odpoczywali, modlili się do Boga, składali hołdy władcy, kolonizowali peryferie i reformowali życie w wielkich miastach. Korupcją zajmuje się tylko w jednym z rozdziałów II tomu, niewielkim, jednak szczególnie bogatym pod względem treści .


Dochody urzędników


"W wieku XVII i w pierwszej połowie XVIII - zauważa Mironow - daniny płacone urzędnikom stanowiły znaczną część ich dochodów. Zgodnie z przepisami, nielegalne były jedynie daniny prowokujące urzędnika do działań niezgodnych z prawem. Tego rodzaju naruszające prawo daniny nazywano "łapówką", podczas gdy te legalne i przyspieszające wydanie zgodnej z prawem i powszechnym obyczajem decyzji określano jako "wynagrodzenie". Odpowiednie "wynagrodzenie" świadczyło o szacunku dla urzędnika, było wyrazem pragnienia by objął petenta swoim patronatem. "Łapówkę" traktowano jako zachętę do popełnienia przestępstwa. Z dzisiejszego punktu widzenia granica między "łapówką", a "wynagrodzeniem" wydaje się niejasna, a jednak i dla urzędników i ludności w tamtych czasach była czytelna. To zapewne dlatego," łapówki" wielokrotnie przewyższały "wynagrodzenia". Na urzędnika odpowiedzialnego za nieuzasadnioną przez prawo decyzję zawsze czyhało niebezpieczeństwo - poszkodowany mógł złożyć skargę, "czynownikowi" groziła kara. Jednak samo tylko przyjęcie prezentu nie groziło konsekwencjami. Najwyraźniej lwią dolę wszelkich opłat uiszczano, by przyspieszyć proces wydawania decyzji, liczono też na to, iż opłaty zachęcą urzędnika do wydania postanowienia korzystnego dla petenta".


W dzisiejszej Rosji....


A jak wygląda pod tym względem stan rzeczy we współczesnej Rosji? "Łapówka" wiąże się z oczywistym nadużyciem władzy. Proszę, oto przykład: urzędnik przyznaje środki finansowe na budowę drogi, stadionu, lub innego obiektu o charakterze wojskowym i równocześnie w oczywisty i świadomy sposób dwu-trzykrotnie zawyża koszty. Część pieniędzy wraca potem do niego w charakterze prowizji, to co pozostaje zabiera firma budowlana.  Sytuacja, gdy będziemy mieć do czynienia z "wynagrodzeniem" będzie się nieco różnić. Urzędnik nie marnotrawi wówczas pieniędzy z budżetu wprost, faworyzuje tylko jednego z oferentów, wybierając wykonawcę zamówienia państwowego. Być może inne oferty są równie wartościowe, jednak w tym wypadku urzędnik działa na szkodę, tych którzy je zgłosili.

Jednak państwo nie poniesie straty, zaplanowane w budżecie pieniądze, tak czy inaczej zostaną wydane, być może nawet państwo na tym skorzysta. No i firma realizująca zamówienie osiągnie wielkie zyski. W tej sytuacji będzie ona skłonna do "wynagrodzenia" przysługi okazanej jej przez wpływowego urzędnika.

Tego rodzaju "wynagrodzenia" często nie wiążą się z jakimkolwiek naruszeniem prawa, także w tych wypadkach, kiedy zamówienia państwowe rozdzielane są na zasadach konkursowych. Zawsze można  znaleźć wiele sposobów opartych na obowiązującym prawie, by odsiać oferty konkurentów nie gotowych do zapłacenia "wynagrodzenia". Nie trudno też o argumenty na rzecz protegowanej przez urzędnika firmy, prezentowanej jako najlepsza i najbardziej efektywna. 

Dlaczego więc ludzie otrzymujący tego rodzaju "wynagrodzenia", kupując sobie mercedesy, albo domy na Rublowce mieliby się wstydzić osiągniętego luksusu?   Sama historyczna terminologia pozwala urzędnikom przypuszczać, iż otrzymują nagrodę za swój talent menedżera, za umiejętności wspinania się w hierarchii służbowej i budowania złożonego systemu układów i stosunków z innymi. Dzięki temu państwo nie traci nic, zaś biznes otrzymuje zyskowne zamówienia.

Innymi słowy, urzędnicy traktują dodatkowe "wynagrodzenia" otrzymywane od biznesu jako sprawiedliwą część swych dochodów. Ich zdaniem, państwo nie opłaca odpowiednio wykonywanej przez nich pracy. Bywa także, iż urzędnicy odchodzą ze swych stanowisk do biznesu, tam zarabiają o wiele więcej, niż na posadzie państwowej. Ci którzy pozostają na posadzie państwowej, potrafią dobrze policzyć, ile wynosi różnica między ich własną pensją, a tą jaką mogliby otrzymać przechodząc do biznesu. I tę różnicę starają się sobie zrekompensować.


Korzenie w historii


Borys Mironow w przekonywujący sposób pokazuje jak istniejący w Rosji zwyczaj niedopłacania urzędnikom wykreował cały system łapówkowy. W XV-XVI wieku w Rosji nie istniał żaden oficjalny budżet przeznaczony na ich utrzymanie. "Za wypełnianie swych obowiązków przedstawiciele książęcej administracji trzy razy do roku, od ludności, nad którą sprawowali nadzór otrzymywali daninę - na Boże Narodzenie, Wielkanoc i Dzień św. Piotra (29 czerwca według. starego kalendarza). Gdy urzędnicy obejmowali swoje stanowisko ludność wypłacała im daninę "przyjazdową"…. W XVII wieku system uległ zmianie: znaczące i regularne wypłaty urzędnicy "prikazów" otrzymywali w związku z prowadzonymi przez siebie sprawami, zaś daniny świąteczne i pozostałe "wynagrodzenia" płacone przez lud zachowały się na zasadach dobrowolności ". Jak porządek ten da się wytłumaczyć? W Rosji nie istniał rozwinięty system fiskalny. Łatwiej było zorganizować bezpośrednie opłacanie urzędników przez ludność, niż służbę poboru podatków, organy odpowiedzialne za budżet, z którego byłaby wypłacana określona przepisami pensja.

Przez stulecia państwo traktowało tego rodzaju korupcję, jako całkowicie uprawnioną metodę pracy z aparatem biurokratycznym. "Przyjęte w 1649 roku "Ułożenije" przez ponad półtora wieku stanowiło podstawę rosyjskiego systemu prawnego. Jego przepisy - przypomina Borys Mironow - nie zabraniały przyjmowania łapówek. Sądowe konsekwencje groziły urzędnikom tylko wówczas, gdy przyjęcie łapówki związane było z popełnieniem innego przestępstwa, gdy ofiarą była sama administracja, lub system sądowniczy. Karano za nieuzasadnione wyroki i fałszerstwa."


Za małe pensje


Z czasem rzecz jasna także rosyjskie państwo stawało się nowocześniejsze, bardziej współczesne, silniejsze. Wtedy zaczęto urzędnikom wypłacać pensje z budżetu. Jednak nawet w XIX wieku nie wystarczały one na zaspokojenie elementarnych potrzeb. Za pensję trudno było choćby kupić urzędniczy szynel. "Bez łapówek - zauważa Mironow - zwłaszcza urzędnikom na niższych stanowiskach, lub prostym kancelistom groziła śmierć głodowa. To dlatego były tolerowane przez władze." Mikołaj I powtarzał, iż w całej Rosji tylko on jeden nie bierze łapówek. Zapewne trochę przesadzał, jednak słowa cesarza oznaczały, iż łapówek nie biorą tylko ci, którym są one niepotrzebne.

Współcześni urzędnicy zarabiają tyle, iż nie mieliby problemu z zakupem przysłowiowego szynela. Ale wciąż obowiązuje ogólna logika wypłat dodatkowego "wynagrodzenia", zwłaszcza, iż ich pensje nie są uważane za sprawiedliwe. Co ciekawe, odbiorcy lewego "wynagrodzenia" często z pogardą odnoszą się do odbiorców miliardowych "łapówek". Ich zdaniem "łapówkarze" wiodą kraj do zguby. Płacone im "łapówki" nie odpowiadają ich stanowisku, są dowodem na to, iż "łapówkarze" nie mają sumienia i nie szanują obowiązujących powszechnie zwyczajów.


Tłumaczenie: Zygmunt Dzięciołowski 


Oryginał ukazał się na portalu petersburskiej agencji "Rosbałt": http://www.rosbalt.ru/blogs/2016/03/10/1496659.html







*Dmitrij Travin (1961), ekonomista, publicysta, profesor Uniwersytetu Europejskiego w St. Petersburgu, dyrektor Ośrodka Studiów nad Procesami Modernizacji. Członek opozycyjnego Komitetu Inicjatyw Obywatelskich powołanego do życia przez byłego ministra finansów Aleksieja Kudrina.









Inne artykuły Dmitrija Trawina na blogu „Media-w-Rosji”:


Nowe życie w gnijącym bagnie


Istniejący obecnie w Rosji system przede wszystkim opiera się na lojalności biurokracji. W czasach boomu naftowego była świetnie opłacana, mogła także dorabiać na boku łupiąc biznes i wykorzystując zasoby państwowe. Jednak wraz ze spadkiem cen ropy i rozszerzaniem się kryzysu źródła te wysychają. W rosyjskiej elicie biurokratycznej będą tylko nasilać się konflikty wewnętrzne i walka o sfery wpływu. A jednak, uważa petersburski politolog i ekonomista Dmitrij Trawin, choć ludzie w Rosji nie są gotowi, by ruszyć na barykady, trudno uwierzyć, by zadowalał ich system tak źle zorganizowany jak obecnie. Gdy jednak zmieni się pokolenie ludzi we władzy, to szybko okaże się, iż chętnych do walki w obronie starego systemu pozostało niewielu.





W rosyjskich środowiskach liberalnych panuje przekonanie, iż po piętnastu latach rządów Władimira Putina Rosja pogrąża się w zastoju. Przestała rozwijać się gospodarka, zostały zerwane liczne więzi łączące ją ze światem zewnętrznym.  Nie są wprowadzane żadne nowe, potrzebne reformy. Dmitrij Trawin, ekonomista i publicysta z Uniwersytetu Europejskiego w St. Petersburgu zastanawia się, jak długo jeszcze sytuacja ta będzie trwać. Chłodna analiza prowadzi go do wniosku, iż przebudzenie Rosji związane będzie ze zmianą pokolenia rządzących. Za 15-20 lat.

  


W wielkiej polityce pojawił się  w czasach radzieckich. Władimir Żyrinowski jest jedynym politykiem z tamtych czasów, który przetrwał do dziś. Niedawne skandale z jego udziałem postawiły jednak pod znakiem zapytania jego dalszą karierę. Tym bardziej, iż nacjonalistyczny elektorat Żyrinowskiego przechodzi stopniowo na stronę prezydenta Putina. Dmtrij Trawin uważa jednak, iż stary mistrz populistycznego PR nie da się jeszcze wysłać na emeryturę.



Na Kremlu nie mają wątpliwości, Rosjanie potrzebują jasnego drogowskazu, jednoczącej ich idei. Tylko tak, w nadchodzących trudnych czasach, można będzie zapobiec ewentualnym niepokojom. Rozpatrywano różne warianty – pisze petersburski publicysta i ekonomista Dmitrij Trawin. Swoich zwolenników ma projekt euroazjatycki, prezydent Putin skłonny był raczej wywiesić sztandary konserwatywne. Zwyciężył wariant najprostszy i dla mas zrozumiały najbardziej. 


Do wyborów prezydenckich w 2018 roku obowiązywać będzie retoryka w stylu „żyjemy w oblężonej twierdzy”. Rosję otaczają wrogowie, wewnątrz knują zdrajcy.






Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com





Projekt "Media-w-Rosji" ma na celu umożliwienie czytelnikowi w Polsce bezpośredniego kontaktu z rosyjską publicystyką niezależną, wolną od cenzury. Publikujemy teksty najciekawszych autorów, tłumaczymy materiały najlepiej ilustrujące ważne problemy współczesnej Rosji. Projekt "Media-w-Rosji" nie ma charakteru komercyjnego.






środa, 24 lutego 2016

Faszyzm light, bez nadziei na liberalizację



Czy reżim Putina jest stabilny? Jak poważnym zagrożeniem jest dla niego załamanie cen na rynku ropy naftowej? Jak ostre są konflikty wewnątrz elity? Czy Kreml ma podstawy, by obawiać się "kolorowej" demokratycznej rewolucji? Jak bardzo w warunkach obniżenia poziomu życia powszechne są nastroje protestacyjne? - w wywiadzie udzielonym agencji informacyjnej stacji TV Tomsk 2 młoda i błyskotliwa politolog Maria Sniegowaja udziela odpowiedzi na najważniejsze pytania odnoszące się do aktualnej rosyjskiej rzeczywistości politycznej. Jej zdaniem reżim Putina to faszyzm w wersji light, całkowicie niezdolny do zainicjowania z góry reform wiodących ku liberalizacji.
 



 Z Marią Sniegowają rozmawiała Julia Mucznik 





Julia Mucznik:
Przez całą poprzednią dekadę nasza opozycja powtarzała uparcie, iż władza zawdzięcza swą siłę wysokim cenom na ropę naftową. Ceny spadną i piramida władzy rozpadnie się. Czy zgodzi się pani z opinią, iż władza okazała się o wiele stabilniejsza, niż się wydawało to jej krytykom?


Wzrost niezadowolenia


Maria Sniegowaja:
Jej stabilność na razie przejawiła się w ten sposób, iż władza nie upadła natychmiast, gdy ceny ropy poleciały w dół. Ale niskie ceny na surowce energetyczne mamy zaledwie od roku. To za krótki okres, by na tej podstawie wyciągać wnioski na temat stabilności systemu  i jego zależności od cen ropy. Warto równocześnie zwrócić uwagę na to, iż nastroje protestacyjne w kraju rosną. Ludziom nie wystarczą zagraniczne zwycięstwa na "wszystkich frontach". W ciągu minionego roku zwiększyło się niezadowolenie wywołane sytuacją gospodarczą. Socjologiczne sondaże pokazują, iż znacząco zwiększyła się liczba ludzi, którzy uważają, iż kraj idzie niewłaściwą drogą (proszę przestudiować ostatnie dane Centrum Lewady). Równocześnie zmniejsza się odsetek aprobujących działalność Władimira Putina (z 88% w październiku 2015 roku, to jest zaraz po rozpoczęciu operacji wojskowej w Syrii, do 82% w styczniu 2016 roku). Podobną dynamikę obserwujemy w odniesieniu do różnych wskaźników, takich jak aprobata dla premiera Miedwiediewa, rządu, gubernatorów. To dla systemu sygnał alarmowy.

Mucznik:
Jednak oprócz protestów kierowców ciężarówek (siedzą sobie w nich bez szczególnego poparcia ze strony społeczeństwa), na razie trudno zaobserwować w kraju inne powszechne przejawy protestu….


Protesty kierowców tirów nie gasną. W ostatnich dniach z radykalnym żądaniem dymisji rządu wystąpili kierowcy St. Petersburga. 


Sniegowaja:
Na razie tylko ruch kierowców tirów znalazł się w centrum uwagi i zainteresowały się nim media. Ale w roku 2015 liczba akcji protestacyjnych zwiększyła się o 40% w porównaniu z rokiem poprzednim. Takie dane w oparciu monitoring podaje "Centrum Praw Społeczno-Pracowniczych". Są one są wiarygodne. W zeszłym roku odnotowano w kraju 409 akcji o charakterze protestacyjnym. Były one różnorodne, nie bardzo masowe, szybko ugasały. Ale w porównaniu z falą protestów w latach 2011-2012 zmienił się przekrój ich uczestników. Wówczas protestowała tak zwana "klasa kreatywna", podnosząc postulaty o charakterze politycznym. Teraz buntują się inne warstwy społeczne, najgorzej opłacane i najsłabsze, wałczą przede wszystkim z opóźnieniami w wypłacie wynagrodzeń.
Warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden wskaźnik - gotowość do udziału w protestach. Badania potwierdzają, iż przyznaje się do niej ok. 20% ankietowanych, zamieszkujących różne regiony. Tak więc stabilność systemu nie jest taka, jak wielu może się wydawać.

Mucznik:
Istnieje jednak pogląd, iż jeśli kryzys będzie się pogłębiał, ludzie stracą ochotę do protestów. Ważniejsze będą starania o to, jak związać koniec z końcem, trzeba będzie poszukiwać dodatkowych źródeł dochodów, praca na działce pochłonie wiele czasu, itd.

Sniegowaja:
Tego rodzaju zjawiska trudno prognozować. Należy pamiętać, iż w okresie koniunktury na ropę poziom życia ludności bardzo się podniósł. Pogodzić się z jego obniżeniem psychologicznie nie będzie łatwo. Ale nie wydaje mi się, by ludzie tak jak w czasach radzieckich, lub na początku lat dziewięćdziesiątych szykowali się do powrotu na własne działki i pola. W mniejszym, lub większym stopniu przyzwyczaili się do wysokiego poziomu konsumpcji. Powtórzę się, przestrzegałabym przed niedocenianiem siły nastrojów protestacyjnych i możliwości pojawienia się tego rodzaju akcji już w najbliższej przyszłości.


Reżim neopatrymonialny


Trzeba pamiętać o tym, jaki rodzaj systemu uformował się w dzisiejszej Rosji. Ten reżim określiłabym jako neopatrymonialny, charakteryzuje go destrukcja instytucjonalnej tkanki społecznej. Życie społeczne, obywatelskie, na poziomie podstawowym nie istnieje, co uniemożliwia ludziom samoorganizację. Niewielkie, izolowane akcje protestacyjne nie mogą się zjednoczyć, dotrzeć do opinii publicznej. Wszystkie kanały komunikacji ułatwiające jednoczenie się zostały zawczasu zniszczone. Tego rodzaju różnorodne i chaotyczne protesty są charakterystyczne dla systemów patrymonialnych, ludzie domagają się w nich od góry by "dała pieniądze" i "ułatwiła ludziom przetrwanie ". Trudno obecnie przewidzieć, jak w miarę pogłębiania się kryzysu gospodarczego będzie rozwijać się rozdrobniony na razie ruch protestacyjny, czy przybierze poważniejszy kształt i stanie się niebezpieczny dla systemu politycznego współczesnej Rosji.


Przy okazji warto wspomnieć o jeszcze jednym rysie charakterystycznym dla podobnych systemów patrymonialnych: pod ich panowaniem na ryzyko szczególnie narażony jest mały biznes. Wszyscy chcą go złupić i wydoić. Nie wszystkie systemy autorytarne zachowują się w ten sposób. Niektóre wręcz przeciwnie, szukają oparcia w małym biznesie. Ale Rosja to nie ten przypadek. Stąd wynika prawdopodobieństwo, że mały biznes może przyłączyć się do protestów organizowanych na dole. Jeśli "umowni" kierowcy tirów połączą się z małymi przedsiębiorcami i zorganizują wspólne akcje, będziemy mieli do czynienia z inną jakością ruchu protestacyjnego.

Mucznik:
Określa pani obecny reżim panujący w Rosji jako patrymonialny. Jakie są jego podstawowe cechy charakterystyczne?


Ważne są układy nieformalne


Sniegowaja:
Przywódca reżimu neopatrymonialnego utrzymuje władzę, umacniając swoją rolę arbitra. Ważne są układy nieformalne, związki osobiste, a nie ideologia, czy prawo. Formalnie istniejące instytucje polityczne w rzeczywistości nie mają znaczenia. O wszystkim rozstrzyga dystrybucja renty. Jest ona źródłem władzy i bogactwa, dla ich zdobycia nie są potrzebne jakieś specjalne starania. W naszym wypadku jej źródłem jest ropa naftowa, inne surowce. Pochodząca z nich renta rozdzielana jest wewnątrz elity, resztki dostają się dołom. Cały system opiera się na tej redystrybucji. Jak długo mamy co dystrybuować, pozostaje stabilny.

Mucznik:
Dochody z renty obecnie spadają. Jaka będzie reakcja systemu?

Sniegowaja:
Zobaczymy wojnę wewnątrz elity. Już dziś obserwujemy rosnącą liczbę spraw kryminalnych, których źródłem jest atak jednej grupy ludzi z FSB na inną. Na Kremlu boją się dziś bardziej niezadowolenia elity. Mówi się o możliwym ataku ze strony "tabakierki". Mniejsze obawy wywołują protesty dołów, te choćby wspomniane przeze mnie wcześniej. Stąd biorą się starania, by zmniejszające się dochody z renty dzielić między różnymi grupami elity. Ich efektem są takie historie jak "ustawy Rotenberga", "System Platon", ulgi i preferencje dla Gennadija Timczenki, przekazanie lotniska Szeremietiewo Rotenbergowi. Od czasu do czasu, słyszymy odgłosy toczących się wewnątrz elity walk, im bardziej dochody z renty będą się zmniejszać, tym będą głośniejsze.

Mucznik:
Wspomniała pani "tabakierkę". Na ile prawdopodobny jest bunt elity? Przecież jej nie brakuje instynktu samozachowawczego. Ci ludzie rozumieją, że jeśli coś już się wydarzy, będą główną ofiarą.


Instynkt samozachowawczy


Sniegowaja:
Instynkt samozachowawczy, przyswojone normy zachowania, to istotne kwestie Mówi się na przykład, że ludzie ci boją się spotkań w grupach, choćby liczących trzy osoby. Ktoś mógłby donieść Putinowi, że organizują spisek. Ten system uległ pewnej formalizacji, istnieje już przecież od wielu lat. Ludzie którzy się weń nie wpisują są wyrzucani za burtę, nawet tak lojalni jak były minister finansów Aleksiej Kudrin. Pozostają najbardziej lojalni. Także ci, którzy z tego okrętu nie będą mieli dokąd uciec. Jak pani widzi, Kreml prowadzi rozpaczliwe starania mające na celu zniesienie zachodnich sankcji (stąd wzięło się niedawne wystąpienie Miedwiediewa w Monachium, spotkanie patriarchy Cyryla z papieżem, wizyta w Moskwie Henry Kissingera, związana z dziewczynka Lizą, wymierzona w Merkel kampania propagandowa Kremla w Niemczech). To jeszcze jedno świadectwo kurczenia się aktywów, a także obaw Kremla przed konsekwencjami kryzysu gospodarczego. Takimi choćby jak rozłam wewnątrz elity.

Mucznik:
Rozmawiamy o perspektywach ruchu protestu. Ale istnieje jeszcze jeden ważny temat: "eksport (tranzyt) kolorowych rewolucji". Przez kilka ostatnich lat poświęcano mu wiele uwagi we wszystkich publicznych dyskusjach o przyszłości. Dostrzega pani możliwość takiego tranzytu?


Eksport rewolucji?


Sniegowaja:
Rosyjskie władze i media straszą takim scenariuszem, popatrzcie tylko do jakiego chaosu prowadzi "eksport" tak zwanych rewolucji demokratycznych, prowadzących do obalenia autorytarnego przywódcy.

Zapewne istnienie swego rodzaju fali rewolucyjnej jest możliwe. Z różnych powodów. Taka fala może powstać pod wpływem różnych czynników, obserwujemy wtedy efekt śnieżnej kuli. Dzieje się tak, gdy pojawia się zjawisko wspólne dla wszystkich, na przykład kryzys światowy, albo spadek cen na ropę naftową. Jego skutkiem może być pogorszenie się poziomu życia i upadek rządów (dobrym przykładem jest tu kryzys kredytowy w krajach Ameryki Łacińskiej w latach osiemdziesiątych). Ludzie spostrzegają, jak niezadowoleni ze swej sytuacji sąsiedzi, obalili władcę. Tak rozwinęła się "arabska wiosna. " Ale to była właśnie lawina śnieżna i fala rewolucyjna, nie zaś spisek inspirowany przez Departament Stanu. Świat jest dziś przejrzysty, uczestnicy protestów w różnych krajach uczą się od siebie wzajemnie. Ważny jest wynikający z podobnych rewolucji efekt "pokazowy". Ale także władze uczą się, jak reagować na podobne wydarzenia. Nasze, jak widać, z powodzeniem. Stąd bierze się reakcja Kremla na Majdan. Kreml przestraszył się, iż przykład Majdanu może okazać się zaraźliwy, ten lęk stal się podstawą polityki rosyjskiej na Ukrainie.

Mucznik:
Zapewne bardziej niż ukraiński, jest dla nas aktualny przykład Syrii. Wielu ekspertów utrzymuje, iż zdecydowane poparcie udzielone przez Rosję reżimowi Asada wynika z tego, iż choć Syria jest od nas daleko, Kreml nie chce dopuścić do obalenia jej przywódcy. Byłby to bowiem kolejny przykład dla naszych opozycjonistów… Zagraża nam syryjski scenariusz?

Sniegowaja:
To bardzo wątpliwe, iż w Rosji może wydarzyć się coś podobnego. Warianty eksportu, tranzytu rewolucji w dużym stopniu uzależnione są od parametrów istniejącego reżimu. Reżim rosyjski zasadniczo różni się od syryjskiego. Kluczowa różnica związana jest z mniejszościowym charakterem reżimu Asada. Na jego czele stoi religijna mniejszość alawitów. To nieliczna i silnie zintegrowana kasta. Nie bez podstaw obawia się, iż jej przetrwanie całkowicie zależy od trwałości rządu Asada. Alawicka mniejszość rządzi sunnicką Syrią już od czterdziestu lat. Zajęła dominującą pozycję w syryjskich silach zbrojnych i służbach specjalnych. Elity alawickie są całkowicie lojalne wobec reżimu, w jego obronie będą walczyć do ostatniej kropli krwi, sprzyja temu poczucie oblężonej twierdzy. Ludzie ci zdają sobie sprawę z tego, jak straszny będzie ich los po obaleniu Asada. Po odniesieniu zwycięstwa, opozycja, sunnicka większość fizycznie zetrze alawitów z powierzchni ziemi.

W Rosji istnieje populistyczny reżim autorytarny. Opiera się nie na jakiejś stanowiącej mniejszość grupie, otoczonej w dodatku przez wrogą większość. W rosyjskim przypadku zasadnicze znaczenie ma redystrybucja zasobów pomiędzy różnymi wspierającymi reżim grupami, takimi jak wąski krąg elity, reprezentanci resortów siłowych, biurokracja i lojalni wobec władzy ludzie utrzymywani przez budżet. Tych grupy nie jednoczy poczucie wspólnej identyfikacji. W tym systemie nie ma mniejszości, której przetrwanie byłoby uzależnione od zachowania władzy przez Władimira Putina. Rosyjskie elity stoją wobec znacząco mniejszego ryzyka w porównaniu z popierającymi Asada alawitami.

Mucznik:
Czy to oznaczy, że w naszym przypadku nikt za władzę nie będzie bił się do ostatniej kropli krwi….?

Sniegowaja:
Niech Pani wyobrazi sobie wicepremiera Rogozina, który nawiasem mówiąc niedawno strzelił sobie w nogę, za to przedtem miał trudności, żeby wdrapać się czołgu. Czy on będzie walczył aż do końca z automatem w ręku za swego przywódcę? Oczywiście, że nie. Można zapewne wyobrazić sobie, iż taką siłą staną się "kadyrowcy". Więc jak, wejdą do Moskwy, ich batalion "Wschód" zacznie zabijać stołecznych dysydentów?

Mucznik:
A jak ich potem wyprowadzić z Moskwy?


Kupowanie lojalności


Sniegowaja:
Jak mi się wydaje, na Kremlu obecna działalność Ramzana Kadyrowa budzi lęk, władza nie wie co z tym zrobić. Pod tym względem reżim rosyjski odczuwa brak stabilności, rozumie swoją zależność od lojalności ludzi z resortów siłowych. Dlatego na ich utrzymanie z budżetu idą tak wielkie pieniądze. Tak kupuje się lojalność, w inny sposób nie da się jej zapewnić. I zapewne także do określonego momentu możliwe będzie kupowanie lojalności władz Czeczenii.


W latach 2011-2012 w protestach "klasy kreatywnej" uczestniczyły w Moskwie dziesiątki tysięcy ludzi. 

W systemach, w których lojalność wobec kierownictwa podtrzymywana jest poprzez redystrybucję renty, elity w zmienionych okolicznościach łatwiej przechodzą na stronę opozycji. Taki przebieg miała zmiana reżimu Milosevica w Serbii, tak wyglądał upadek Janukowicza na Ukrainie. Podobne zjawisko obserwowaliśmy w Rosji w latach 2011-2012, kiedy niektóre grupy elity zaczęły w sposób niejawny wspierać protesty opozycji pozaparlamentarnej. Obecnie nastroje protestacyjne udało się przygasić, ale z drugiej strony nie widzę w Rosji jakichkolwiek grup gotowych na śmierć w obronie reżimu. Jeśli więc i do Rosji trafi "tranzytem" jakaś rewolucja, to prawdopodobnie przebiegnie ona według przyspieszonego i bardziej pokojowego scenariusza.

Mucznik:
Obecny reżim porównywany bywa z różnymi innymi, tak zapewne można lepiej poznać jego naturę. Zestawia się go na przykład, z system radzieckim, przed radzieckim samodzierżawiem,  latynoamerykańskim (w typie rządów Chaveza), z włoskim z czasów Mussolini. Które z tych porównań są uzasadnione? I czy rzeczywiście pomagają nam w zrozumieniu reżimu Putina?


Faszyzm light


Sniegowaja:
Mamy w Rosji faszyzm light, w stylu Mussoliniego. To władza korporacji, grupa czekistów na czele reżimu, podobna ideologia grupy rządzącej, antyliberalizm, odrzucanie demokracji i praw człowieka, retoryka mobilizacyjna, szukanie oparcia w kontrolowanych przez państwo monopolach, w uzależnionych od państwa grupach ludności, zachowujących lojalność, bo nie znane są im inne sposoby funkcjonowania.  To kult państwa, towarzyszy mu zasada podporządkowanie interesów osobistych, indywidualnych interesom państwa. To pozwala wytłumaczyć dziwne przyzwyczajenie naszego państwa do niszczenia niezależnego, ale lojalnego wobec niego biznesu. Chciałoby się spytać, po co, dla jakich korzyści? Takie postępowanie nanosi szkody gospodarce, zwiększa potencjał protestu. Ale i tu jest swoja logika. Ważna jest likwidacja wszelkiej niezależności, temu systemowi niepotrzebny jest człowiek, który sam zarabia na życie, nie zależy od wypłacanej przez władze jałmużny.

Mucznik:
Czy pogłębiający się kryzys polityczny i gospodarczy zmusza systemy takie jak nasz do podejmowania reform? Według niektórych prognoz kryzys winien zmusić władze od "odkręcenia śruby". Innymi słowy, czy możliwa jest pokojowa transformacja rosyjskiego systemu politycznego, wybór kursu zbliżonego do liberalnego?

Sniegowaja:
Ja i w latach 2011-2012, kiedy podobne oczekiwania były o wiele powszechniejsze, nie uważałam, iż ten system może pójść drogą "odkręcania śruby". W nim jakakolwiek liberalizacja nie jest możliwa. Reżim opiera się na biurokracji, ludziach z resortów siłowych. W warunkach jakiejkolwiek liberalizacji utraciliby dochody ze swojej renty, przynajmniej ich znaczną część. Większość nich podobna jest do bakterii; nie przynoszą organizmowi żadnych korzyści, tylko go niszczą. Uwolnienie się od nich byłoby równoznaczne ze zniszczeniem systemu. Władza na to nie pójdzie nigdy. Jest bardziej prawdopodobne, iż zobaczymy starania zmierzające do zniesienia sankcji (naciski na zachód trwają cały czas), albo próbę doprowadzenia do podwyższenia ceny na ropę naftową poprzez destabilizację sytuacji na Bliskim Wschodzie. Ale to jest stara metodologia radziecka, w tym że po nią sięgnięto nie ma nic dziwnego, reżim coraz bardziej przypomina ten ze schyłkowego okresu ZSRR. Nie jest on w stanie zaproponować jakichkolwiek nowych pomysłów, idei. Proszę porzucić jakąkolwiek nadzieję na dobrowolną liberalizacje reżimu zainicjowaną z góry.


Tłumaczenie: Zygmunt Dzięciolowski
Wywiad ukazal się na portalu stacji telewizyjnej Tomsk2. Program telewizyjny zostal zlikwidowany, jednak jego ludzie w dalszym ciagu prowadzą portal internetowy:




*Maria Sniegowaja, rosyjska politolog, socjolog, ekonomistka orientacji liberalnej. Wykształcenie zdobywała na rosyjskich i amerykańskich uczelniach (universytety Harvard, Columbia). Często publikuje artykuły w mediach rosyjskich i międzynarodowych. 













Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com





Projekt "Media-w-Rosji" ma na celu umożliwienie czytelnikowi w Polsce bezpośredniego kontaktu z rosyjską publicystyką niezależną, wolną od cenzury. Publikujemy teksty najciekawszych autorów, tłumaczymy materiały najlepiej ilustrujące ważne problemy współczesnej Rosji. Projekt "Media-w-Rosji" nie ma charakteru komercyjnego.