Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sojusz Chiny Rosja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sojusz Chiny Rosja. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 27 czerwca 2016

Wybór Rosji: Zachód, czy Eurazja?



W tym roku we wrześniu odbędą się w Rosji wybory parlamentarne, w 2018 roku Rosja będzie wybierała prezydenta. Choć ich wyniki wydają się łatwe do przewidzenia rosyjscy politycy, ekonomiści i publicyści są świadomi wielkich wyzwań stojących przed krajem. Największą troskę budzi gospodarka. Proponowane są różne rozwiązania. Program liberalny forsuje były minister finansów Aleksiej Kudrin, doradca Putina Siergiej Głaziew jest zwolennikiem umocnienia roli państwa. W wywiadzie dla jedynej w Rosji niezależnej stacji telewizyjnej "TV DOŻD", Igor Jurgens, ceniony ekonomista orientacji liberalnej, wyjaśnia co myśli o rywalizacji obu wpływowych ekonomistów i ostrzega, iż rezygnacja z reform popchnie Rosję w kierunku Eurazji, przekształci ten wielki kraj w peryferie Chin.






Z Igorem Jurgensem rozmawia Lew Parchomienko





W wywiadzie udzielonym stacji TV "DOŻD'" prezydent Rosyjskiego Związku Firm Ubezpieczeniowych Igor Jurgens opowiedział, co czeka rosyjską gospodarkę, jeśli nie zostaną przeprowadzone reformy, jak przebiega poszukiwanie odpowiedniego modelu rozwoju, a także wytłumaczył jakie niebezpieczeństwo przedstawia "skostnienie" góry i dlaczego przed upływem 2018 roku Rosja będzie musiała dokonać wyboru między Zachodem, a Eurazją.





Dla znanego ekonomisty Igora Jurgensa alternatywa dla Rosji jest oczywista, albo dołączy do Zachodu, albo stanie się częścią Eurazji. 





Lew Parchomienko:
Na początku chciałbym pana spytać, jak ogólnie przedstawia się obecnie w naszym kraju sytuacja gospodarcza. Do pewnego stopnia można odnieść wrażenie, iż wszystko wraca do normy. Po swym ostatnim zebraniu Bank Centralny oświadczył, iż już w tym roku, najpóźniej w drugiej połowie, spodziewa się wzrostu gospodarczego. Rubel udało się ustabilizować, poziom cen ropy naftowej jest całkiem przyzwoity, spotykamy się coraz częściej z tego rodzaju uspokajającą retoryką. Czy popełniamy błąd, poddając się podobnym nastrojom, czy też rzeczywiście wszystko jakoś się układa, samo z siebie?


Retoryka, a rzeczywistość

Igor Jurgens:
Tutaj, na terenie gdzie odbywa się forum, sytuacja wygląda świetnie. Proszę się rozejrzeć dookoła i zobaczy pan nowy wspaniały budynek, wszystko w nim działa bez zarzutu. W porównaniu z naszym forum, Davos może się wstydzić. Z tego punktu widzenia, trudno zaprzeczyć, odczuwamy nastrój ożywienia. Ale fakty wzięte z rzeczywistości dowodzą czegoś zupełnie innego. Bank Centralny, trzeba go za to pochwalić, potrafił zachować stabilność makroekonomiczną, nie rośnie inflacja, wręcz spada, być może da to pozytywne efekty. Cena ropy naftowej pozostaje zmienna, nie można mieć pewności, iż podniesie się do poziomu 60 dolarów za baryłkę, przy tej cenie brakuje nam połowy dochodów, by gospodarka wróciła do poprzedniego stanu. A poza tym przekonaliśmy się, co to znaczy zależność od ropy naftowej i gazu, zwłaszcza wtedy, gdy gospodarki innych krajów wybierają innego źródła energii. Załóżmy, że do 2025 roku mamy jakieś zapasy, poduszkę bezpieczeństwa, choć nie jest ona już tak wygodna i miękka jak kiedyś. Choć osobiście aprobuję działalność Banku Centralnego, to jednak nie widzę żadnego planu strategicznego, nie mamy go dla naszej gospodarki. Sam prezydent wezwał, byśmy zastanowili się nad wariantami rozwoju. Tu jest Siergiej Głaziew, tu jest Aleksiej Kudrin, przeanalizujemy teraz, jakie są ich propozycje, które z nich dla Rosji będą korzystniejsze. Jednak musimy sobie uświadomić, iż ogranicza nas horyzont czasowy, rok 2018. Plan Kudrina, albo plan Głaziewa musi zostać sformułowany przed 2018 rokiem. W tym roku będziemy wybierać prezydenta. Wcześniej nie będzie żadnych gwałtownych zmian, decyzji, na pewno nie do jesiennych wyborów parlamentarnych.  Zaraz po nich, także będzie trudno wyobrazić sobie coś podobnego, rzecz jasna, jeśli tylko nie wydarzy się coś dramatycznego. Znaleźliśmy się więc na rozstaju dróg. W żadnym wypadku nie da się powiedzieć, iż wszystko wraca do normy. Daj z resztą Bóg, by niskie ceny na ropę, nieoczekiwane zdarzenia za granicą i w kraju, coraz bardziej rosnący poziom nierówności, niezadowolenia nie uruchomiły procesów negatywnych, w przeciwnym kierunku.

Parchomienko:
Skąd ta data graniczna - 2018 rok? Zgodnie z konstytucją, jeśli Putin znów zostanie wybrany, będzie to jego ostatnia kadencja. Czeka nas wtedy jeszcze większa niepewność, niż obecnie. Dziś, widać w to miarę wyraźnie, panuje zgoda co do tego, by w 2018 roku wybrać go ponownie. Ale co będzie potem? Tego nie wiemy zupełnie.





Dla Kremla tegoroczne Forum Ekonomiczne w St. Petersburgu było kolejną okazją do starań o przełamanie izolacji Rosji.



2018 rok

Jurgens:
Ma pan rację, zwracając uwagę na osobowość przywódcy. Z tym bywa związane największe ryzyko. Model hierarchiczny skonstruowany wokół lidera o określonej osobowości, to z punktu widzenia gospodarki zjawisko niekorzystne. Putin z pewnością cieszy się popularnością. Zapewne, jeśli tego tylko zechce, zostanie wybrany w 2018 roku na kolejnych 6 lat. Ale możemy być też pewni, iż przygotował on już swego następcę. Jeśli ten go zawiedzie, znajdą się kolejni, casting już trwa, wszystko jednak odbywa się po cichu. Ale po 2018 roku, jeśli dobrze rozumiem, sytuacja zmusi nas do podjęcia decyzji, czy idziemy razem z wielkim światem, czy z Eurazją. Eurazja, to w mniejszym lub większym stopniu odtworzenie Noworosji, z podobnym skutkiem. Towarzysze chińscy mówią to nam otwartym tekstem, kochani musicie dać sobie radę sami, jeśli w jakiejś dziedzinie odniesiecie sukces, podamy wam rękę. I możemy pozostać przyjaciółmi. Ale to wcale nie oznacza, że będziemy za was gdziekolwiek regulować rachunki. Dlatego już w 2018 roku czeka nas wybór. Będziemy musieli sobie odpowiedzieć, czy chcemy iść razem ze światem zachodnim, Zachód to przecież także Japonia, Australia, Singapur, czy pójdziemy własną ścieżką, szukając impulsów dla własnych reform w Chinach. Nigdzie indziej już nie da się pójść. Ale w Chinach zaczął się proces zmian, zwłaszcza w gospodarce, w ich polityce wiele pytań wciąż czeka na rozstrzygnięcie. A pozostali nasi przyjaciele, kto jeszcze mógłby nas wesprzeć? Grupa BRICS? Pani prezydent jednego z należących do niej krajów doczekała impeachmentu, do Afryki Południowej lepiej się nie zbliżać, widać co tam się dzieje pod przywództwem obecnego genialnego prezydenta. Indie z Chinami w ogólne nie są zaprzyjaźnione, nawzajem umacniają swoje granice, traktują się z ostrożnością, niekiedy nieżyczliwie. Zajmujemy jedną siódmą planety, ogromne terytorium, ale jednocześnie zmniejsza się liczba ludności zdolnej do pracy, w takiej sytuacji nie da się zbudować własnego, samodzielnego i stabilnego modelu. Trzeba myśleć o świecie globalnym. Do świata globalnego można wejść przez bramę od frontu, albo wybrać dla siebie rolę przyjaciela Chin i jednocześnie o wiele młodszego brata.

Parchomienko:
Młodszy brat to my?

Jurgens:
Wystarczy proste porównanie. Z jednej strony liczba ludności 1,4 miliarda i druga gospodarka świata. Z drugiej 146 milionów ludzi i dwunasta gospodarka. Proszę samemu wyciągnąć wnioski. Na pewno więc ostrożny Putin, po przeprowadzeniu odpowiedniej analizy musi myśleć o tym, jakie zająć stanowisko w 2018 roku. Tutaj może mu się przydać konfrontacja między Kudrinem i Głaziewem, tolerując ją Putin wysyła jasny sygnał tak do wewnątrz, jak i za granicę. Po pierwsze, wy także musicie się jakoś określić, dajcie znać, na co mogę liczyć w zamian, jeśli znów pójdziemy drogą liberalnych reform i kontrolowanego liberalizmu sugerowanego przez Kudrina. Jak zmieni się wasz stosunek do mnie osobiście i do grupy osób uczestniczących wraz ze mną w sprawowaniu władzy? Jak zmieni się wasz stosunek do mojego kraju?

Parchomienko:
Dla Putina ważna jest reakcja za granicą?

Jurgens:
To będzie rozstrzygające. Niektórzy mówią, że w konfrontacji ze światem zewnętrznym nasze kontrsankcje przyniosły nam zwycięstwo. Ci ludzie zapewne większość czasu spędzają na daczy, dla nich kartofle są ważniejsze, niż wszystkie inne warzywa i owoce produkowane na świecie. Ale nie oni określą kierunek rozwoju naszego kraju. Dla Putina dychotomia, o jakiej wspomniałem wiąże się z koniecznością poszukania odpowiedzi na wiele pytań. Putin rozumie je dobrze, formułuje prawidłowo, ale podjęcie decyzji nie będzie łatwe.

Parchomienko:
Tylko taki istnieje wybór? Między umownym Kudrinem i umownym Głaziewem? A może dryfujemy w jeszcze innym kierunku. Jeśli tak, to dokąd zmierzamy?

Kudrin kontra Głaziew

Jurgens:
Nazwiska są symbolami, o nich słyszeliśmy najwięcej. Aleksiej Kudrin zajął określone stanowisko, oświadczył: "Spróbuję, potrafię." Mam odpowiednich ludzi, drużynę. Kierowany przez niego Ośrodek Badań Strategicznych to duży świetny zespół ludzi z wielką wiedzą i doświadczeniem. Oni potrafią napisać plan, co i kiedy trzeba zrobić. Także Głaziew w polityce obecny jest od dawna, jeszcze z czasów partii "Rodina". Tam także jest swoja filozofia, ideologia, zwolennicy, jeśliby przeprowadzić głosowanie, mogłoby się okazać, że to oni dysponują większością. Ich hasła są atrakcyjne, Głaziew sugeruje, iż gospodarka może opierać się na kredycie, dzięki takiemu podejściu rozwiążemy główne problemy, odrodzimy przemysł obronny, rozwiniemy politykę socjalną, uzdrowimy wszystko. Za nami pociągną inni. Mamy dwóch liderów symbolizujących różne podejścia, oni sami są autorami swojej reputacji. Ale sytuacja jest bardziej złożona, należy uwzględnić wiele różnych niuansów, istnieje zapewne trzecia, czwarta, piąta droga. Mamy w kraju ludzi zdolnych do odegrania roli lidera, potrafiliby zebrać wokół siebie odpowiednich ludzi, mają doświadczenie biurokratyczne, nie brakuje im charyzmy. Jednak w czasie trwającego w naszym kraju dwadzieścia pięć lat procesu reform wszyscy oni zrozumieli dobrze, iż mamy w kraju głównego arbitra. Więc poczekajmy jeszcze trochę i przekonajmy się, czego on chce. On może wyeliminować z gry jednego, albo drugiego, może też grę tę zainicjować i uporządkować.

Parchomienko:
Porozmawiajmy więc może o naszym głównym arbitrze. Znamy dobrze starą kremlowską tradycję, by starać się o zachowanie równowagi, by uniemożliwić komukolwiek zdobycie zbyt szerokich wpływów, i równocześnie wyeliminować przypadki zbyt gwałtownego upadku. Teraz kiedy stoi przed nami konieczność dokonania opisanego przez pana wyboru, przestrzeganie tej tradycji jest czymś dobrym, czy złym? Może dzięki niej uda się wziąć u obu stron to, co najlepsze, albo zdarzy się coś odwrotnego, weźmiemy od obydwu to, co najgorsze. W rezultacie dostaniemy ni to ni sio.

Małe szanse na "fusion"

Jurgens:
W ideale świat przetrwa w oparciu o zasady wynikające z teorii konwergencji. Zajmowali się nią wybitni myśliciele Eugene Rostow, Sacharow, inni. To co najlepsze z socjalizmu plus to, co najlepsze z kapitalizmu. Nieefektywność jednego modelu, nieefektywność drugiego, skąpstwo kapitalistów i nieefektywność gospodarki socjalistycznej zostaną odrzucone, za to pozostaną prawdziwie sprawiedliwe socjalistyczne zdobycze socjalne i kapitalistyczna efektywność mechanizmu gospodarczego. Tak,  trzeba iść drogą konwergencji. To w gruncie rzeczy model szwedzki, taki jaki znaliśmy do niedawna, bo w tym siedmiomilionowym kraju także obserwujemy swego rodzaju ruchy tektoniczne. Ale model szwedzki i tak pozostaje najlepszy, taka konwergencja jest nam potrzebna. Instynktownie, świadomie także Władimir Władimirowicz szuka dla siebie czegoś podobnego. Mówiłem już o tym, i u Głaziewa i u Kudrina można znaleźć uzasadnione obserwacje i sugestie. To pod ich adresem padło wezwanie: pracujcie. Z propagandowego punktu widzenia, byłoby najlepiej, gdyby na końcu można było zaproponować "fusion" sklejony z obu programów. Proszę bardzo, to propozycje Kudrina odnoszące się do efektywności w dziedzinie zarządzania, a tu propozycje Głaziewa z zakresu problematyki socjalnej, ułatwiające mobilizację mas oraz realizację projektów infrastrukturalnych na wielką skalę. Ale między zespołami obu tych ekonomistów nie ma odpowiedniej chemii, nie ma zaufania. Między nimi od 25 lat trwa spór, niekiedy otwarty, niekiedy za kulisami, z tego powodu nie ma mowy o połączeniu programów. W dodatku w wielu wypadkach zawarte w nich propozycje nie pasują do siebie. To przypadek podobny do przeszczepu wątroby, najpierw trzeba ustalić, czy jest szansa na przyjęcie przez nowy organizm nowego organu. Ale wtedy może się okazać, że nie każda wątroba się nadaje.

Parchomienko:
Jak mi się wydaje, tak czy inaczej, w pewnym momencie trzeba będzie dokonać wyboru.

Jurgens:
Ci spierający się ze sobą ekonomiści postawili przed sobą ambitne zadanie, albo do 2018 roku nasz program zostanie przyjęty, albo… Wtedy rozstrzygnie się los tych ludzi….

Wolność dla biznesu

Parchomienko:
I na koniec jeden z ważniejszych momentów wspominany i przez Głaziewa i Kudrina. Obydwaj są zwolennikami liberalizacji warunków w jakich działa biznes. Postulują, by na biznes nie wywierano takiej presji. Zapewne to najważniejsze zadanie i jedno z trudniejszych, bo efekty przyjętych rozwiązań okażą wpływ na sytuację wielu grup naszej elity.

Jurgens:
To rzeczywiście zagadnienie najważniejsze. Wszystkie gospodarki, które odniosły sukces najpierw zadbały o wolność dla producenta, wolność dla naukowców dostarczających pomysły, wolność dla ludzi gotowych do ponoszenia ryzyka, zmniejszyły stopień regulowania zjawisk gospodarczych. Niech pan spróbuje w Ameryce nie zapłacić podatku… Od razu więzienie. Ale człowiek, który stworzył swój niewielki biznes ma pole do działania. Na przestrzeni ostatnich 25 lat nasza góra skostniała, zostały zablokowane drogi awansu społecznego. Na górze widzę paraliż,  nie brakuje tam bogatych, rozsądnych, energicznych, skutecznych ludzi, ale w tym środowisku nie widzę zmian. Więc zastanawiam się, jak środowisko to zareaguje na działania ludzi z resortów siłowych, dla których najważniejsze jest zachowanie porządku, w przeciwnym razie, ich zdaniem, grozi nam powtórka z 1917 roku. Z resztą, to także jest prawdopodobne. Zastanawiam się, jak ta elita odpowie na ostrzeżenia zgłaszane przez ludzi z resortów siłowych rysujących scenariusze wiodące do zburzenia status-quo. Dlatego wśród ludzi z najbliższego otoczenia (Putina) nie zobaczymy wielkiej ochoty do zmian. Nie oczekiwałbym tego nawet od znajdujących się tam liberałów. Ale jak w takim razie, zmienimy wzajemne relacje między światem biznesu, a prokuraturą, MSW, Komitetem Śledczym? Od 25 lat krzyczymy "łapy precz od biznesu", "przestańcie ich zastraszać". Ale od dwudziestu lat trwa tylko dokręcanie śruby. I dlatego uważam, iż pana pytanie jest tak ważne. Jeśli jednak dojdzie do zmian, uda się przeprowadzić sensowną reformę administracyjny, to będziemy żyli w innym kraju. Czy jednak wówczas od ludzi zaangażowanych w obronę ojczyzny w jej najbliższym sąsiedztwie, na Ukrainie, w Donbasie, a także w Syrii nie usłyszymy" "sekundę, a gdzie nasza dola? Na wasz rozkaz przelewaliśmy krew, coś nam się chyba należy. Więc sam pan widzi, jak ważne pytanie jest zadane przez pana pytanie.

Tłum.: Zygmunt Dzięciołowski


Oryginał ukazał się na portalu stacji telewizyjnej "TV DOŻD'": https://goo.gl/JOMrgA





*Igor Jurgens (ur. 1952), rosyjski ekonomista orientacji liberalnej. Obecnie przewodniczący Związku Firm Ubezpieczeniowych, a także szef wpływowego think-tanku "Instytut Nowoczesnego Rozwoju" (INSOR). Jest także profesorem Wyższej Szkoły Ekonomiki. Uczestniczył w anty kremlowskich protestach i demonstracjach w latach 2011-2012










Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com



Projekt "Media-w-Rosji" ma na celu umożliwienie czytelnikowi w Polsce bezpośredniego kontaktu z rosyjską publicystyką niezależną, wolną od cenzury. Publikujemy teksty najciekawszych autorów, tłumaczymy materiały najlepiej ilustrujące ważne problemy współczesnej Rosji. Projekt "Media-w-Rosji" nie ma charakteru komercyjnego. 

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Wejście chińskiego smoka



Ogromne przestrzenie na rosyjskim Dalekim Wschodzie wyludniają się coraz bardziej. Ludzie uciekają do centrum Rosji. Skłania ich do tego trudny klimat i sytuacja ekonomiczna. Ich dochody są niskie, zaś ceny na towary i usługi szczególnie wysokie. Być może tylko pod względem zanieczyszczenia środowiska sytuacja na Dalekim Wschodzie przedstawia się lepiej, niż w pozostałych regionach Rosji. Ale i w tej dziedzinie pojawiają się zagrożenia, na przykład oddanie do eksploatacji budowanego w obwodzie amurskim kosmodromu "Wostocznyj". Jeszcze niebezpieczniejsza jest planowana przeprowadzka na rosyjski Daleki Wschód szeregu chińskich przedsiębiorstw szczególnie szkodliwych z ekologicznego punktu widzenia. Ekonomista z położonego nad Amurem Błagowieszczeńska, Jurij Moskalenko bije na alarm.



Autor: Jurij Moskalenko




Rząd zamierza na Dalekim Wschodzie udostępnić tereny na które zostaną przeniesione chińskie przedsiębiorstwa. I zabiorą się za niszczenie naszego środowiska.  Opinia ekonomisty.











Odpływ ludności


Podstawowym problemem rosyjskiego Dalekiego Wschodu pozostaje nie ustający odpływ ludności. Ludzie wyjeżdżają z różnych powodów, skłaniają ich do tego trudny klimat, także niewspółmiernie niskie dochody w porównaniu do najwyższych w kraju taryf na usługi komunalne i transportowe. Zwłaszcza te ostatnie prowadzą do faktycznej izolacji Dalekiego Wschodu od centrum kraju.

Jeśli zapytać co jeszcze zatrzymuje ludzi na Dalekim Wschodzie, to powiedzą, iż jest to stosunkowo niezła sytuacja pod względem ekologicznym. Na tle całego regionu in minus wyróżniają się niektóre tereny położone w kraju Primorskim, gdzie odczuwa się skutki związane z rozmieszczeniem tam atomowej floty podwodnej.

Przyrodzie na Dalekim Wschodem zagraża jeszcze jedno potencjalne niebezpieczeństwo.  Związane ono będzie z uruchomieniem na pełną skalę znajdującego się w obwodzie amurskim kosmodromu "Wostocznyj". Jednym ze składników paliwa rakietowego jest szczególnie toksyczna hydrazyna. Z drugiej strony oczekiwania, iż kosmodrom "Wostocznyj" przekształci się w centrum dalekowschodniej strefy wysokich technologii mogą okazać się płonne. W działalności kosmodromu nieuniknione będą różnego rodzaju sytuacje awaryjne, obawa przed nimi także może skłaniać ludzi do wyjazdu.


Chińskie inwestycje


W tych warunkach decyzja o przeprowadzce na terytorium rosyjskiego Dalekiego Wschodu działających w 12 różnych dziedzinach chińskich przedsiębiorstw może pociągnąć za sobą dramatyczne konsekwencje.

Umowa w tej sprawie została zawarta podczas wizyty ministra ds. rozwoju Dalekiego Wschodu Aleksandra Gałuszkina  w Pekinie. Nie ma znaczenia fakt, iż jak zwykle w tego rodzaju wypadkach wspomniano także o konieczności przestrzegania przez stronę chińską obowiązujących w Rosji norm ekologicznych. Znając sytuację w Rosji i znaczenie jakie Chiny przywiązują do kwestii rozwoju gospodarczego, trudno sobie wyobrazić skuteczna kontrolę w odniesieniu do ekologii.

Sytuacja ekologiczna w samych Chinach stała się na tyle poważna, iż do pewnego stopnia może od niej zależeć stabilność polityczna kraju. W wielu regionach Chin dochodziło do masowych akcji protestacyjnych w związku z sytuacją ekologiczną. Niekiedy uderza radykalizm protestów, ich uczestnicy wdają się w walkę z policją i dokonują napadów na budynki administracji państwowej. Coraz częściej do udziału w nich włącza się młodzież. Ludzie bronią prawa do życia w warunkach bezpieczeństwa ekologicznego, domagają się by władze podjęły decyzję o rezygnacji z produkcji szczególnie szkodliwej dla środowiska.

Władzom Chin zależy na tym, by zmniejszyć poziom zanieczyszczeń ekologicznych na swoim terytorium. Wydaje im się, że położony po sąsiedzku rosyjski Daleki Wschód nadaje się, by przenieść tam produkcję szczególnie szkodliwą i niebezpieczną.


Ludzie zaprotestują


Można się spodziewać, iż zamieszkali na Dalekim Wschodzie Rosjanie będą aktywnie protestować przeciw takiej polityce swoich władz. Wystarczy, że zrozumieją, iż ich życie i zdrowie znalazły się w niebezpieczeństwie.  Można sobie wyobrazić, iż zacznie się od akcji o celach czysto ekologicznych, jednak szybko mogą w nich się pojawić akcenty odnoszące się do relacji etnicznych, czy naszej polityki zagranicznej. Nawet protesty o czysto ekologicznym charakterze mogą sprzyjać zjednoczeniu całej opozycji politycznej na Wschodzie Rosji. Ludzie rozumieją, iż inicjatorem i organizatorem tego rodzaju polityki są przede wszystkim władze państwowe i reprezentujące je instytucje, zwłaszcza Ministerstwo do Spraw Rozwoju Dalekiego Wschodu. To oznacza, iż być może nie da się uniknąc w naszym regionie wzrostu nastrojów anty moskiewskich.

Ale ekologia to jeszcze nie wszystko. Przedstawiciel ministerstwa do spraw Rozwoju Dalekiego Wschodu oświadczył, iż nowe chińskie przedsiębiorstwa powstaną na priorytetowych terenach przyspieszonego rozwoju (t.zw. TPRy) oraz wolnego portu we Władywostoku. Wszystkie te niebezpieczne z ekologicznego punktu widzenia przedsiębiorstwa otrzymają ulgi podatkowe i innego rodzaju preferencje.


Ani podatków, ani miejsc pracy


W praktyce oznacza to, iż przeniesione do nas firmy chińskie nie będą płacić rosyjskich podatków oraz wolno im będzie bez kontroli sprowadzać z zagranicy ludzi do pracy.

To oczywiste, iż w tym wypadku rzecz idzie wyłącznie o robotnikach chińskich.

W rezultacie nie dostaniemy ani podatków, ani miejsc pracy. Konsekwencją będzie ostateczne pogrążenie ekologii Dalekiego Wschodu. Mam wrażenie, iż w odniesieniu do Dalekiego Wschodu tylko na jedno pytanie nie padła jeszcze odpowiedź: kiedy tereny te opuszczą ostatni obecni mieszkańcy. Nowe propozycje forsuje ministerstwo o nazwie sugerującej, iż będzie się ono zajmować rozwojem Dalekiego Wschodu. Ten kto tę nazwę wymyślił, chyba zażartował z nas wszystkich.



Tłum.: Zygmunt Dzięciołowski

Oryginał ukazał się na portalu moskiewskiej "Nowej Gaziety": http://www.novayagazeta.ru/comments/72596.html



*Jurij Moskalenko, ekonomista z położonego na Dalekim Wschodzie Błagowieszczeńska. Jest szefem Katedry Krajowej i Światowej Gospodarki w miejscowej filii Moskiewskiej Akademii Przedsiębiorczości. Występuje w mediach lokalnych i krajowych. 











Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com





Projekt "Media-w-Rosji" ma na celu umożliwienie czytelnikowi w Polsce bezpośredniego kontaktu z rosyjską publicystyką niezależną, wolną od cenzury. Publikujemy teksty najciekawszych autorów, tłumaczymy materiały najlepiej ilustrujące ważne problemy współczesnej Rosji. Projekt "Media-w-Rosji" nie ma charakteru komercyjnego.




piątek, 14 sierpnia 2015

W ślepym zaułku "antyzachodniej" integracji



Skłócona z Europą i Ameryką Rosja Władimira Putina poszukuje nowych sojuszników i partnerów. Podejmuje też rozpaczliwe działania, by odzyskać status mocarstwa światowego. Dawne republiki radzieckie stara się wciągnąć do unii gospodarczej. Z nowymi rozwijającymi się gospodarkami usiłuje stworzyć przeciwwagę dla potęgi świata zachodniego. Aleksiej Małaszenko, rosyjski ekspert Moskiewskiego Centrum Fundacji Carnegie uważa jednak, iż starania te wiodą w ślepy zaułek. Jego zdaniem, polityczne korzyści z inicjowanych, lub wspieranych przez Moskwę zabiegów integracyjnych są ograniczone. Kreml jednak nie chce zejść z wybranej drogi, udając, iż nie dostrzega niepowodzenia swoich starań.
 


Autor: Aleksiej Małaszenko 






Propaganda rosyjska usiłowała przedstawić lipcowy szczyt BRICS w Ufie jako wielki sukces rosyjskiej dyplomacji. 




Perspektywy podejmowanego przez Rosję „zwrotu na Wschód” wcale nie wyglądają różowo.
http://www.novayagazeta.ru/views_counter/?id=69464&class=NovayaGazeta::Content::Article&0.7386022815390616
Zakończony w Ufie 9 lipca szczyt aż dwóch naraz międzynarodowych organizacji Szangajskiej Organizacji Współpracy SzOW i BRICS jest postrzegany w Rosji jako wyjątkowo znaczący krok ku światowym przeobrażeniom. Jednak pozostali uczestnicy spotkania  nie podzielają tej oceny.

Daje się zauważyć określona maniera, mówi się o końcu epoki „zachodocentryzmu” i o kształtowaniu się na świecie nowych ośrodków siły. Wolta, jakiej dokonuje Rosja polega na zmianie orientacji z Zachodu na „Niezachód”. Ten ostatni termin jest neologizmem stworzonym dla potrzeby chwili (określenie to wprowadził Dmitrij Trenin z moskiewskiego biura fundacji Carnegie i pokrywa się ono w pewnym stopniu z używanymi niegdyś terminami „Trzeci Świat” lub „kraje rozwijające się” -  „media-w-Rosji”).  Ta reorientacja odbywa się stosunkowo gładko, ze względów politycznych i psychologicznych Rosja była do niej gotowa. Po aneksji Krymu skłonność do zmiany ta przerodziła się w konieczność i, jak łatwo przewidzieć, nie zniknie ona do końca panowania Putina. 

Równocześnie Rosja podejmuje rozpaczliwe działania, aby odzyskać status światowego mocarstwa. Dążąc do osiągnięcie tego celu, angażuje się w różnorodne projekty integracyjne. Projekty te sytuują się na czterech poziomach.

Projekty regionalne

Projekt pierwszego, najniższego poziomu to Euroazjatycka Unia Gospodarcza. Jest ona wyłącznie inicjatywą rosyjską, choć początkowy impuls dał jej prezydent Kazachstanu  Nursułtan Nazarbajew. Projekt ten nie ma wielkiego znaczenia, można powiedzieć, że jest regionalny i obliczony na ustanowienie hegemonii Rosji w przestrzeni posowieckiej. Istnieje pogląd, że unia stanowi swoistą próbę wskrzeszenia ZSRR w okrojonym rozmiarze. Mimo wszelkich wysiłków Rosji EUG borykała się z problemami, a kryzys na Ukrainie jeszcze je pogłębił.






Innym, o wiele wcześniejszym projektem, tym razem o charakterze wojskowo-politycznym jest powstała w 1992 roku Organizacja Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (OUBZ). Ma ona od początku znaczenie dość fasadowe, na razie nie musiała stawiać czoła agresji z zewnątrz, a w wewnętrzne konflikty u swoich członków ingerować nie chce. Potwierdzeniem takiego podejścia jest choćby pasywna postawa OUBZ, zajęta przez nią podczas wydarzeń w Kirgistanie w roku 2010. Wojnę o Nagorny Karabach potraktować należy w całkowicie odrębnych kategoriach, mimo iż jednym z uczestników konfliktu jest należąca do OUBZ Armenia.

Pewnego ożywczego impulsu dostarczyło OUBZ islamskie państwo ISIS, gdyż wraz z nim powróciło z pewną ostrością zagrożenie agresją z zewnątrz.

SZoW: Sam na sam z Chinami

Na drugim poziomie integracji umieścić możemy powstałą w 2001 roku z inicjatywy Chin Szangajską Organizację Współpracy SzOW. Tworząc ją Chiny postawiły sobie za cel ostateczne wytyczenie granic między Chinami a dawnymi republikami radzieckimi.  W nieformalny sposób Chiny pełnią w tej organizacji rolę przywódczą, kładąc przy tym szczególny nacisk na kwestie ekonomiczne. Z kolei Moskwa podejmuje nieustanne wysiłki, aby SzOW nadać wyraźniejsze oblicze polityczne, Chińczycy jednak przystać na to nie chcą. 

Rosja chciałaby, aby SzOW uważano za efekt wspólnego projektu i zabiega, aby przystąpili do niej dalsi członkowie, jak Iran, Afganistan, Pakistan, a w szczególności Indie. Szczyt przyjął rezolucję o rozpoczęciu procedury przystąpienia Pakistanu i Indii do SzOW. W razie spełnienia się tych zamiarów Rosja nie pozostawałaby już sam na sam w SzOW z Chinami.  Jednak poszerzenie SzOW raczej nie przyczyni się do jej wewnętrznej konsolidacji, a spowoduje de facto powstanie podziału na dwie orbity. Pierwszą tworzyć będą „członkowie-założyciele” Rosja, Chiny i państwa Azji Centralnej, a do drugiej zakwalifikowani zostaną „nowicjusze”, dla których przystąpienie do SzOW będzie miało znaczenie raczej symboliczne.

Należałoby ocenić, że SzOW pozostaje dość pasywną organizacją. Bardziej zajeta jest planowaniem działań, niż rzeczywistymi działaniami.

Jedwabny szlak: nowa wersja

Trzeci z poziomów integracji to nowa chińska wersja Jedwabnego Szlaku. W poprzednich wcieleniach projekt ten istniał od lat 90-tych ubiegłego wieku, jednak nie wyszedł poza sferę rozmów wstępnych. Obecna wersja, pod przemożnym chińskim wpływem, ma szanse doczekać się realizacji. Z pewnością do projektu dołączy Euroazjatycka Unia Gospodarcza EUG. Po części będzie to z korzyścią dla unii, ale z drugiej strony Rosja straci w niej rolę wiodącą. Co ciekawe, Chiny wcześniej odnosiły się do pomysłów integracji euroazjatyckiej pod rosyjską egidą z wyraźną obojętnością, od 2015 roku jednak zaczęły wykazywać w tym kierunku rosnące zainteresowanie. O ile w chińskim słowniku dyplomatycznym nie pojawiało się określenie „euroazjatycki” i istniał tylko przymiotnik „azjatycki”, to obecnie Chińczycy zaczęli odmieniać „euroazjatycki” na różne sposoby. Tak więc unia EUG może udać się na Jedwabny Szlak choć zagubi na nim swoją niezależność. Wówczas projekt ten może przynieść jej dobroczynne skutki. 

Przyszłość BRICS

Na czwartym poziomie integracji umieścić można stowarzyszenie BRICS (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny i Republika Południowej Afryki) zainicjowane w 2001 roku. Przewiduje się, że w najbliższych dziesięcioleciach BRICS stanie się najbardziej wpływową organizacją międzynarodową. W ujęciu Moskwy BRICS stanie się alternatywą dla światowej dominacji Zachodu tak w aspekcie politycznym, jak i gospodarczym.

Trzeba zauważyć, że ambicje Brazylii oraz Indii dyktują im politykę mającą na celu uzyskanie lepszej pozycję geopolitycznej i zdobycie miejsca wśród światowej elity państw. Dla Chin podobne zabiegi polityczne ze strony BRICS nie mają znaczenia, gdyż zaistniały już one w roli światowego mocarstwa i, w odróżnieniu od Rosji, nie cierpią na kompleks niższości. Chińczycy traktują BRICS, jak i pozostałe inicjatywy integracyjne, w sposób instrumentalny. BRICS jest dla nich narzędziem umożliwiającym przekształcenie światowego systemu monetarnego tak by odpowiadał bardziej potrzebom ich gospodarki.

Rosja nie może zapomnieć, że jest spadkobierczynią jednego z dwóch światowych mocarstw i dlatego może do pewnego stopnia zagubić się w BRICS. Dla nieprzyjaznej jej Europy, Rosja ze względu na swą wielkość pozostaje mimo wszystko w centrum zainteresowania, za to w takim stowarzyszeniu jak BRICS przypada jej bardziej poślednia rola. Na Brazylii, Indiach czy RPA rosyjski potencjał jądrowy nie robi większego wrażenia.

Wydaje się też, że Kreml, trochę po żeńsku czaruje Chiny swą potęgą militarną. Stąd zapewnienia, iż okaże się ona "jak znalazł" w razie konfliktu ze Stanami Zjednoczonymi. W tych okolicznościach propagandzie rosyjskiej tym łatwiej przychodzi roztrząsać możliwości wybuchu nowej wojny światowej. Pekin przysłuchuje się aluzjom tego rodzaju, bywa, że okazuje im życzliwe zrozumienie i poparcie, jednak na długą metę w Chinach nie wierzy się w konflikt z użyciem broni atomowej.   

Członkowie BRICS targują się z Zachodem

W BRICS, tak jak wśród uczestników innych inicjatyw integracyjnych trudno znaleźć zdeklarowanych przeciwników Zachodu. Członkowie BRICS nie tyle kłócą się z Europą i Ameryką, co targują. Na ich tle Rosja stała się czarną owcą i będzie musiała powściągnąć swoje gwałtowne antyzachodnie odruchy. Ponadto swoiste zbiorowe podejście członków BRICS do kwestii politycznych w żadnym razie nie oznacza ich poparcia dla rosyjskich pretensji w kryzysie ukraińskim. Krym na mapach używanych w BRICS nadal pozostaje częścią Ukrainy.

Członkami OUBZ i SzOW w ich obecnym składzie są państwa rządzone przez podobne autorytarne reżimy, natomiast systemy polityczne państw uczestniczących w BRICS różnią się od siebie. Jasnym jest, że integracja wymagałaby większej jednorodności. Oczywistym jest też, że Indii i Brazylii nie będzie interesował de-facto jednopartyjny system polityczny Rosji. Będą one Rosję krytykować za jej łamanie praw człowieka, które one same respektują.

Pod względem gospodarczym Rosja zajmuje w BRICS dopiero czwarte miejsce. Brak jest szczególnych powodów, aby oczekiwać, że samo członkostwo w BRICS dostarczy Rosji bodźca do natychmiastowego wzrostu gospodarczego. Dwie trzecie potencjału gospodarczego BRICS przypada na Chiny. Gdyby chińska gospodarka uległa kryzysowi, czego - sądząc po ostatnim załamaniu chińskiego rynku finansowego - nie można wykluczyć, to ambicje Chin co do Jedwabnego Szlaku oraz SzOW zostaną podkopane. Jak wiemy, notowania na giełdach w Szanghaju i Shenzhen spadły tego lata o 35%. Jeśli ten trend nie ustąpi, to oznaczać to będzie potężny cios dla chińskiej gospodarki. W ślad za tym może dojść do dalszego znacznego spadku cen ropy naftowej.

Nowa społeczność międzynarodowa

Oczekiwania Kremla, iż wszystkie projekty integracyjne, w jakie się angażuje, stworzą swoistą nową międzynarodową społeczność mogą budzić wątpliwości, choć z drugiej strony, w taki właśnie sposób komentowano w Rosji sukces szczytu BRICS i SzOW w Ufie. W istocie wszyscy uczestnicy szczytu kierowali się swymi egoistycznymi interesami  narodowymi i są one od siebie wyraźnie różne. „Niezachodnia” integracja przy całym swoim budzącym wrażenie zasięgu geograficznym nie daleka jest od wykreowania powszechnego światowego trendu.

Polityczne korzyści z zabiegów integracyjnych są dla Rosji ograniczone. Nie ziszczają się jej nadzieje na przekształcenie porządku światowego i nadania mu nowej, dwubiegunowej formy Zachód - „Niezachód”. Żaden BRICS nie jest w stanie wziąć na siebie odpowiedzialności za światową sytuację polityczną. Nawiasem mówiąc, co dziś tego rodzaju odpowiedzialność miałaby oznaczać? Jaki może być przebieg wydarzeń na Bliskim Wschodzie, gdyby Zachód postanowił, iż pozostawia tam rozwój wypadków swojemu losowi? 

Korzyści gospodarcze, uzyskiwane przez Rosję z projektów w rodzaju OUBZ czy BRICS są minimalne i takimi pozostaną w przyszłości. Za to do OUBZ Rosja musi wręcz dopłacać z własnej kieszeni.

Kreml udaje, jakby tego wszystkiego nie zauważał. Najwyraźniej zauważyć nie chce.



Tłumaczenie : Maciej Górski

Oryginał ukazał się na portalu moskiewskiej "Nowej Gaziety": http://www.novayagazeta.ru/politics/69464.html







*Aleksiej Małaszenko (ur. 1951), rosyjski politolog, znawca problematyki Islamu, Bliskiego i Dalekiego Wschodu. W latach 2000-2006 był profesorem Państwowego Moskiewskiego Instytutu Spraw Zagranicznych (MGIMO). Obecnie ekspert Moskiewskiego Centrum Fundacji Carnegie. 









Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com



Projekt "Media-w-Rosji" ma na celu umożliwienie czytelnikowi w Polsce bezpośredniego kontaktu z rosyjską publicystyką niezależną, wolną od cenzury. Publikujemy teksty najciekawszych autorów, tłumaczymy materiały najlepiej ilustrujące ważne problemy współczesnej Rosji. Projekt "Media-w-Rosji" nie ma charakteru komercyjnego. 


czwartek, 22 maja 2014

Smak gotowanej cebuli


Rosyjscy intelektualiści szukają odpowiedzi na pytanie, skąd wzięło się masowe poparcie dla aneksji Krymu i agresywnej polityki Władimira Putina. Podczas długiej rozmowy w programie stacji telewizyjnej „TV DOŻD’” wybitny pisarz rosyjski Borys Akunin tłumaczył także, dlaczego występował publicznie na demonstracjach protestu w latach 2011-2012, jaki jest jego stosunek do opozycjonisty Aleksieja Nawalnego i czy nęka go poczucie winy wobec społeczeństwa. Zdaniem Borysa Akunina obecny reżim jest archaiczny, niedemokratyczny i nie przetrwa długo.
 

Rozmowa z Borysem Akuninem przeprowadzona w programie stacji telewizyjnej "TV RAIN". Prowadzący Tichon Dziadko. Uczestniczyli w rozmowie Anna Narinskaja, Anna Mongajt, Andriej Archangielski, Nikołaj Aleksandrow.  





Borys Akunin jest częstym gościem na antenie telewizji "DOŻD'"




Tichon Dziadko:
Chciałbym zacząć od spraw aktualnych. Liczni obserwatorzy powtarzają, że sankcje nałożone na Rosję przez Unię Europejską i USA nas nie lękają. Możecie nas straszyć, my w odpowiedzi zmienimy kierunki rozwoju gospodarczego. Pójdziemy w kierunku Chin, a nie w kierunku USA. Pan to też tak odbiera?

Borys Akunin:
Nie powinienem być adresatem tego pytania. Ja nie jestem kompetentny w tej dziedzinie. Stosunki z Chinami, przemysł gazowy, znam się na tym nie więcej od obecnych w studiu. Zapewne z resztą o wiele mniej.

Tichon Dziadko:
Jednak moje pytanie nie dotyczy gospodarki, a społeczeństwa. Interesuje mnie dokąd idzie nasz kraj?

Borys Akunin:
Od dawna mam wrażenie, iż kiedy Wladimir Putin określa USA, NATO, albo Europę mianem naszych przeciwników, to równocześnie skazuje się na partnerstwo z Chinami, Rosji w tym układzie wypada rola młodszego partnera. Cała działalność międzynarodowa naszego prezydenta wygląda tak, jakbyśmy mieli do czynienia z chińskim agentem wpływu.

Anna Narińska:
Pana specjalnością jest Japonia, nie Chiny, ale można też powiedzieć, że jest nią Wschód. Może dla pana reorientacja na Wschód jest mniej traumatyczna, niż dla wielu innych ludzi? Tych, którzy wzdrygają się, kiedy słyszą, że Rosja spogląda teraz w kierunku Chin, nie Zachodu. Może nie mamy się czym denerwować?

Borys Akunin:
Wschód jest bardzo różnorodny. Chiny różnią się od Japonii. Japonia jest demokratyczna, Chiny nie. To mówi samo za siebie.

Tichon Dziadko:
Mamy do czynienia z wieczną opozycją, a to Rosja przesuwa się w kierunku Europy, a to nadaje priorytetowe znaczenie innej części swego terytorium i zmierza w kierunku Azji. Jak Panu się wydaje, dokładnie w tej chwili, w maju 2014 roku dokąd zmierza Rosja?

Borys Akunin:
Jeśli przyznać, iż Zachód jest dla nas synonimem społeczeństwa demokratycznego, a Wschód to nie tylko kierunek geograficzny, lecz i pewien obraz społeczeństwa patriarchalnego,  niedemokratycznego, to rzecz jasna Rosja kieruje się na Wschód. To chyba dla wszystkich nas jest oczywiste.

Nikołaj Aleksandrow:
A jeśli spojrzeć na dzisiejsze wydarzenia oczami historyka… Jak się Panu wydaje, w przeszłości, nasze starania o budowę silniejszych więzi między Rosją, a Wschodem mogły być korzystniejsze?

Borys Akunin:
Jak tu powiedzieć, ze mnie taki historyk…  Jestem przede wszystkim miłośnikiem historii i dyletantem w tej dziedzinie. Rzeczywiście, pracuję teraz nad książką, nazwałem ją  „Historia państwa rosyjskiego”, ale to nie jest praca źródłowa.  Niczym uczeń pierwszej klasy przechodzę od jednego okresu do drugiego. Doszedłem na razie do połowy XV wieku. W odniesieniu do tego okresu mogę się  wypowiedzieć.

Złota Orda, czy Bizancjum?


Nikołaj Aleksandrow:
W związku z tym, na razie więc Wschód musielibyśmy ograniczyć do Bizancjum?

Borys Akunin:

U szczytu swej potęgi Złota Orda kontro-
lowała terytoria od syberyjskiej rzeki
Irtysz do Kaukazu. 
Raczej do Ordy. Odpowiadając na pytanie jak silne we współczesnym państwie rosyjskim są korzenie sięgające do czasów tatarskiej Ordy, to w tej sprawie sporo sobie wyjaśniłem, chyba ją nieźle rozumiem. Tych korzeni jest wiele. Jeśli będziemy mówili o przesłaniu państwowo-politycznym, to moim zdaniem, Rosja nie jest spadkobiercą imperium bizantyjskiego, a przeciwnie jest spadkobiercą Złotej Ordy. W pewnym stopniu Rosja odtworzyła granice imperium Czyngischana i kontynuuje jego misję. W czasach kolonizacji i obejmowania kontroli nad nowymi terytoriami, realizacja tego zadania była łatwiejsza dzięki temu, iż w oczach wielu grup etnicznych, Car Biały - Car Moskiewski odbierany był jako następca Białej Ordy, tak nazywano wśród nich Złotą Ordę. To dawało nam pewnego rodzaju legitymację. Dlatego Wschód i wschodnie tradycje polityczne – to część naszego dziedzictwa. Ich znaczenie, zakorzenienie nie jest mniejsze od tradycji zachodniej, a być może i większe.

Anna Narinskaja:
Nawiązując do tego, co pan powiedział, czy uzasadniony jest pogląd, iż wszystkie nasze starania podejmowane w ciągu ostatnich dwustu lat i w ciągu minionych dwóch lat, by zbliżyć się do Europy nosiły do pewnego stopnia charakter ahistoryczny i były z góry skazane na klęskę?  Jeśli przyjrzymy się temu, co dzieje się dziś, jeśli zwrócimy uwagę na rosnące wskaźniki popularności Władimira Putina, nawet jeśli są do pewnego stopnia zawyżone, to musimy przyznać, iż są naprawdę oszałamiające. Więc może my wszyscy, komu nie podoba się zwrot Rosji w przeciwnym kierunku, to co dzieje się na Ukrainie, w rzeczywistości, niezbyt dobrze znamy swoje społeczeństwo, żyjemy od niego w izolacji i pora byśmy zamilkli. Niektórzy mogą wybrać drogę „Walizka, dworzec, Izrael”, pozostali znajdą coś innego?

Borys Akunin:
Tutaj od razu pojawia się kilka pytań. One wymagają wyjaśnień. Kiedy mówi pani o społeczeństwie, o ludzie, kogo ma pani na myśli?

Anna Narinskaja:
To mnogość ludzi zamieszkałych w różnych rosyjskich miastach, to oni wypowiadają się w różnego rodzaju sondażach, ankietach, głosowaniach i zwłaszcza w ostatnim okresie deklarują znaczące wsparcie dla szeregu działań podejmowanych przez nasze władze.

Borys Akunin:
A ci, którzy nie wspierają, nie są  społeczeństwem? Pani i ja nie jesteśmy nim?

Anna Narinskaja:
Mam wrażenie, ze często posługiwał się Pan słowem demokracja i ma ono dla pana pozytywny sens. Przecież mamy do czynienia w pewnym sensie z władzą większości?

Borys Akunin:
Większości?

Aanna Narinskaja:
Większości.

Borys Akunin:
Oto pytanie. Jeśli idzie o społeczeństwo, o lud, to zgodnie z naszą rosyjską tradycją inteligencką, do tej kategorii zaliczamy niewykształconą część ludności. Do rewolucja jej odsetek sięgał 90%, dziś całkiem niewykształconych ludzi już nie ma. Nie wiadomo dlaczego, zawsze uważaliśmy, iż lud i warstwa wykształcona są czymś od siebie odseparowanym. Wychowałem się w Związku Radzieckim, moja mama, nauczycielka w szkole średniej, zarabiała nie więcej, niż ślusarz hydraulik zatrudniony w naszej osiedlowej administracji. Z trudem rozumiałem źródła bariery ujawniającej się podczas wizyty ślusarza hydraulika w naszym mieszkaniu. Mama zachowywała się tak, jakby była czemuś winna. Zawsze z nim tak rozmawiała, wstydliwe wypłacała mu 3 ruble, i tak dalej. Taka sytuacja byłaby zrozumiała w XIX wieku, wtedy poczucie winy było powszechne, my żyjemy w czystej przestrzeni, jesteśmy syci, wszystko to otrzymaliśmy w spadku, a oni są biedni, nieszczęśliwi i trzeba występować w ich obronie. Marnie rozumiem, dlaczego dziś, nie możemy znaleźć wspólnego języka ze wszystkimi ludźmi zamieszkującymi nasz kraj, rozmawiać z nimi jak z dorosłymi, tak jak rozmawialibyśmy ze sobą i dlaczego nie możemy domagać się od nich tego samego.

Anna Narinskaja:
My rozmawiamy z nimi jak z dorosłymi, a oni demonstrując swe dorosłe stanowisko, wyrażają poparcie dla władzy.

Borys Akunin:
To jest kwestia wieku, ile kto ma lat, to pytanie bardzo mnie interesuje. Już dawno temu, dotarło do mnie, iż każdy naród (tylko traktujmy naród nie jako czysto etniczne zbiorowisko, a jako całą ludność zamieszkałą w kraju) ma swój określony wiek mentalny, pod tym względem narody mogą się bardzo różnić. Mówiąc umownie, średnio statystyczny naród w Afryce jest w jednym wieku, a średnio statystyczny naród w Europie będzie w innym. Jeszcze niedawno wydawało mi się, iż wiek, poziom naszego rozwoju można oceniać na 18-19 lat.

Teraz, po ostatnich wydarzeniach, wydaje mi się, że nieco przedobrzyłem, nasze reakcje pozwalają  ocenić wiek naszego narodu najwyżej na lat 15-16. Wystarczy popatrzeć jakimi metodami podnoszone i obniżane są w naszym kraju wskaźniki popularności władzy, mamy wciąż świadomość charakterystyczną dla wieku dojrzewania, wszyscy razem musimy jeszcze sporo wydorośleć. Przede wszystkim zależy nam na tym, by wydarzenia biegły szybciej, by Rosja możliwie jak najszybciej stawała się krajem wolnym i na prawdę cywilizowanym.

Anna Mongajt:
Odnajduję w takim spojrzeniu pewien rodzaj lekceważenia, kiedy mówimy o inteligencji i prostym ludzie. Inteligencja czuje się wtedy doroślejsza, tym samym wydaje jej się, że jest lepiej wykształcona, świadoma tego co się dzieje…

Nikołaj Aleksandrow:
To nie tak, Aniu. Wasilij Rozanow porównywał nihilistów do podrostków, on sam był typowym przedstawicielem inteligencji.

Borys Akunin:
A oprócz tego wśród moich przyjaciół ze środowiska inteligencji jest ogromna ilość ludzi ze świadomością nastolatka. Tak więc to chyba nie chodzi o lekceważenie….

Anna Narinskaja:
Kiedy mówi pan o nastoletnim wieku społeczeństwa, rzeczywiście, można w tym dostrzec poczucie wyższości. Ogólnie mówiąc, ma pan na myśli pan nas obecnych w studiu, przeczytaliśmy kilka książek, cenimy wartości europejskie, mówię za siebie, ale być może wyrażam także opinię pozostałych, i myśli pan także o ludziach,  którzy uważają, iż nie tylko Krym jest nasz, ale nawet jeszcze to i tamto, stąd dotąd, aż nie wiadomo dokąd….

Borys Akunin:
Mam na myśli średnio statystycznego Rosjanina, weźmy pewną sumę i podzielmy ją przez ilość zamieszkałych u nas ludzi. Takie jest źródło wspomnianej przez panią większości.

Poczucie winy


Andriej Archangielski:
A może inaczej sformułować pytanie? Może w sposób trochę nieoczekiwany? Czy męczy pana, jako pisarza, poczucie winy przed społeczeństwem? Dla pisarza takie emocje są typowe. Ale pytam nie dlatego, by wzbudzić podobnego rodzaju fałszywą emocję. Pan sam tak poczucie winy opisywał, tłumacząc, iż było ono konsekwencją radzieckiego wychowania. Ze swej strony, chciałbym powiedzieć o czymś innym, o tym iż pisarz, a Pan jest jednym z najbardziej znanych współczesnych pisarzy rosyjskich, zna się na społeczeństwie. Tylko teraz mieliśmy okazję, by zrozumieć,  że wiemy o nim niezbyt wiele. Nagle, na przestrzeni ostatnich dwóch miesięcy, zobaczyliśmy  przede wszystkim społeczeństwo  przeniknięte duchem militaryzmu, ludzie chcą strzelać, bić się, gotowi są do wysłania czołgów. Ostatnich dwadzieścia lat niczego nie zmieniło w świadomości społecznej. Więc być może pan jako pisarz, boryka się z poczuciem winy, za to, iż wszyscy my, pan też, nie zdołaliśmy zrozumieć, o co chodzi naszemu społeczeństwu?

Borys Akunin:
Nie męczy mnie poczucie winy. Nie bardzo rozumiem z jakiego powodu i za co miałbym je odczuwać. Ale borykam się z innym uczuciem, ono nie daje mi ani spać, ani spokojnie pisać. Nawet, kiedy wyjeżdżam do jakiegoś wspaniałego kraju, też psuje mi apetyt i nastrój. Tak działa na mnie swoiste poczucie równowagi,  bardzo dobrze rozumiem i bardzo dobrze pamiętam, wszystko to do czego doszedłem. Miałem szczęście, tak ułożyły się okoliczności, ale wszystko tak, czy inaczej, zawdzięczam ludziom zamieszkałym w naszym kraju. Oni kupowali i  kupują moje książki. To jest właśnie pojmowanie, iż wiele otrzymałem i ja nie mogę teraz udawać, że nie mam żadnych zobowiązań, nie mogę tak się odwrócić na pięcie i odejść. Rozumienie tej sytuacji mi przeszkadza.

Na pewno może powstać wrażenie, iż okropnie lubię występować na demonstracjach i zajmować się działalnością społeczną. Zapewniam was, wszystko nie tak, to smakuje jak znienawidzona przeze mnie gotowana cebula. Ale zdarzają się chwile, kiedy dociera do mnie, iż nie wolno mi nic nie robić, dlatego, że nic nie robić, albo zmilczeć w jakiejś sytuacji, to także pewien akt i w dodatku nieprzyzwoity. Tyle na temat poczucia winy. Męczy mnie nie poczucie winy, a raczej poczucie jakiegoś obowiązku.   

A teraz, jeśli idzie o kwestię powszechnego poparcia dla przyłączenia Krymu („Krym nasz”) i tak dalej… Wysłuchajcie mnie, gdzie tu się mamy nawzajem przekonywać? Widzimy doskonale, ten kto kontroluje telewizję, dysponuje potężnym aparatem propagandowym i jest w stanie każdemu zrobić kaszę z mózgu. Ja bym nie przywiązywał do sondaży jakiegoś szczególnego znaczenia, wystarczy sobie przypomnieć rok 1985, można by wtedy spytać o popularność Breżniewa i KPZR. W rezultacie otrzymalibyśmy wskaźnik 99%. Po czterech latach wszystko to zaczęło się rozwalać. A po pięciu lat nic już nie zostało, te sondaże są warte dwie kopiejki.

Rosyjscy intelektualiści pytają skąd wzięło się
tak masowe poparcie Rosjan dla aneksji Krymu
Jestem zdania, iż Władimir Putin, gdy zaczęto pompować wskaźniki popularności w podobny sposób,  wybrał bardzo niebezpieczną drogę. Równie dobrze można robić zastrzyki z adrenaliny by podnieść ciśnienie i stosować za każdym razem coraz większą dawkę. Jak daleko można zajechać na samym Krymie? Powiedzmy pół roku, ale potem znów trzeba będzie wymyśleć coś innego, oni już to wymyślą. Za każdym razem będziemy mieli do czynienia z odwołaniem się do jakichś archaicznych i ciemnych instynktów, wszystko dlatego iż Putin sam sobie wytłumaczył, że jest prezydentem ludu. Z jego punktu widzenia lud, to prymitywny stwór, można nim łatwo manipulować. Przez jakiś czas można, ale nie wydaje mi się, iż bardzo długo.

Andriej Archangielski:
Z pewnością ma pan rację. Ale dla Putina nie ma przeciwwagi, w każdym innym kraju istnieje społeczność humanistyczna,  jej głos jest słyszalny, temu głosowi się przysłuchują. Niestety, Putin jest go pozbawiony, powszechnie brakuje zdrowego rozsądku, nikt go nie artykułuje, nikt go nie reprezentuje, choć pewna liczba ludzi rzeczywiście ośmieliła się zabrać głos. Dlaczego głos tej społeczności jest nieobecny? Dlaczego ci ludzie nie są w stanie niczego przeciwstawić idei „Krym nasz”, nawet na poziomie idei, na poziomie intelektualnym.

Borys Akunin:
A jak Pan sobie wyobraża głos tej społeczności? Tak dla przykładu?

Andriej Archangielski:
Tego nie da się stworzyć sztucznie. Z pewnością jednak można stwierdzić, iż poczynając od 1991 roku, jeśli nie cofnąć się jeszcze dalej w przeszłość, społeczność humanistyczna, intelektualna, niezależna i wolna nie miała warunków, by zaistnieć.

Nikołaj Aleksandrow:
Nawiasem mówić, to zabawne, od czasów radzieckich nie tak bardzo zmieniły się personalnie składy personalne redakcji naszych ogólnokrajowych stacji telewizyjnych.

Borys Akunin:
Choć poszczególni dziennikarze zmienili się radykalnie.

Andriej Archangielski:
Z trudem ich da się dziś rozpoznać.

Anna Mongajt:
Wspominał pan, iż działalność społeczna, wystąpienia na demonstracjach, to czym pan się zajmuje,  jest mu równie nienawistna, co i gotowana cebula. Jak się Panu wydaje, na ile ten rodzaj działalności (pana wystąpienia publiczne) jest w pana wypadku skuteczna?

Borys Akunin:
Nie mogę oprzeć się wrażeniu, iż jeśli nawet moja działalność przez jakiś czas przynosiła pewne rezultaty, to teraz to się skończyło. Teraz zaczyna się jakiś nowy, inny okres. No kolejnym etapie, ludzie angażujący się w czasie wolnym od pracy będą już niepotrzebni, nadchodzi czas zawodowych polityków, zawodowej polityki, ludzie będą musieli poświęcić temu całe swoje życie. Kiedy nadejdzie nowa fala, ten sam ruch na rzecz demokracji zetknie się z bardziej drastycznymi okolicznościami, niż to widzieliśmy w latach 2011-2012.

Poparcie dla Nawalnego 


Anna Narinskaja:
Dostrzega pan jakichś innych zawodowych polityków, poza Aleksiejem Nawalnym? Jeśli zrozumiałam dobrze, w pewnym momencie oświadczył pan, iż nie będzie go już popierał w związku z jego oświadczeniami zawierającymi akcenty nacjonalistyczne.  Coś się w tej sprawie zmieniło? A inni, jacy ludzie powinni przyjść, by zamienić naszych publicznych intelektualistów?

Borys Akunin:
Zacznijmy od poparcia dla Nawalnego. Mój stosunek do polityki opera się na tym, iż nie wspieram ludzi, a zespół poglądów. Jakiś polityk może być sympatyczny, ale jeśli spostrzegam, iż jego poglądy nie są zbieżne z moimi, przestaję go popierać. Tylko tyle. W pewnym momencie Aleksiej Nawalny zaczął promować hasła dla mnie nie do zaakceptowania. Wiec powiedziałem, że to mi się nie podoba. Ale obecnie prowadzenie dyskusji z Aleksiejem Nawalnym, jest niemożliwe, bo znajduje się pod domowym aresztem. Jedyne co mogę powiedzieć teraz na temat Nawalnego,  to wezwać do wypuszczenia go na wolność, nic więcej.

Nikołaj Aleksandrow:
A jednak, jeśli nieco inaczej spojrzeć na ten problem, znów będziemy musieli wrócić do historii. Od pewnego czasu obserwujemy rozwój pewnego trendu, na naszych oczach przeprowadzana jest swego rodzaju unifikacja historii Rosji – stawia się znak równości między Cesarstwem Rosyjskim i Związkiem Radzieckim. Jak się Panu wydaje, czy Związek Radziecki był kontynuacją historii Rosji?  Czy być może, jesteśmy dziś prawdziwymi spadkobiercami historii radzieckiej, zaś ta Rosja, jaka istniała do 1917 roku została zniszczona ostatecznie i spoglądanie w jej kierunku jest pozbawione sensu?

Borys Akunin:
Kiedy dojdę do IX tomu pisanej teraz historii, będę lepiej przygotowany do udzielenia odpowiedzi na to pytanie. Teraz mogę podzielić się jakimś ogólnym wrażeniem. Nie ma wątpliwości, Związek Radzieckim był spadkobiercą Cesarstwa Rosyjskiego, stanowił kolejny etap ewolucji państwa rosyjskiego.  Choć jego historia przebiega po bardzo złożonej trajektorii, to jednak obserwujemy jego rozwój.

Nikołaj Aleksandrow:
Dziennikarze często powtarzają, iż to co mamy teraz, jest powrotem do historii, do tyłu, odświeżaniem ideologii imperialnej, jej mitologii w wykonaniu różnych ideologów w rodzaju Prochanowa, Dugina…

Borys Akunin:
Nie czytałem ideologów Prochanowa i Dugina. A jeśli idzie o…

Nikołaj Aleksandrow:
Na prawdę nie czytał pan Prochanowa?

Borys Akunin:
Nie. A powinienem?

Nikołaj Aleksandrow:
Tak powinien pan.

Władimir Putin na Krymie. Jednak Borys Akunin uwa-
ża, iż jego archaiczny reżim nie przetrwa długo. 
Borys Akunin:
Z mojego punktu widzenia, jeśli odwołać się do jakichś analogii literackich, mam wrażenie iż znaleźliśmy się obecnie w trzecim akcie sztuki „Smok”, Jewgienija Szwarca. Chodzi mi o to, iż zapewne wszystkie nasze wstrząsy polityczne, te które zdarzyły się i trwają na naszych oczach, z perspektywy historycznej, przy całej swojej dramatyczności, często sprawiają wrażenie komiczne. Nasz narodowy przywódca okropnie jest podobny do Burmistrza i nie podobny do Smoka (bohaterowie sztuki Szwarca – „mediawRosji”). Te starania mające na celu odbudowę imperium przy pomocy stosowanych przez niego niegodziwych metod, przy udziale urzędników złodziei, tych instrumentów, są skazane na klęskę i niepowodzenie.

Nie ma najmniejszych wątpliwości, iż Rosja stanie się w końcu państwem demokratycznym. Wygląda na to, że nie stanie się to tak szybko, jak byśmy tego pragnęli. Upłynie jeszcze kawałek czasu, już pewnie nie tak długi. Zupełnie nie wierzę, iż ten system może  się długo utrzymać. Po prostu dlatego, iż jest nie trwały, nie skuteczny i archaiczny.



Rozmawiali:


*Anna Narinskaja (ur. 1966), krytyk literacki Domu Wydawniczego „Kommersant”





*Anna Mongajt (ur. 1978), popularna dziennikarka stacji telewizyjnej „TV DOŻD’”





*Nikołaj Aleksandrow (ur.1961), krytyk literacki, dziennikarz radiostacji „Echo Moskwy”






*Andriej Archangielski (ur.1974), krytyk literacki, redaktor działu kultura tygodnika „Ogoniok”






*Tichon Dziadko (ur.1987), dziennikarz, zastępca redaktora naczelnego stacji telewizyjnej „TV DOŻD’”






*Borys Akunin (ur. 1956, prawdziwe nazwisko Grigorij Szałwowicz Czchartiszwili), wybitny pisarz i tłumacz rosyjski, autor serii książek detektywistycznych o przygodach detektywa Fandorina tłumaczonej na wiele języków. Obecnie skupił się na pisaniu „Historii Państwa Rosyjskiego”. Aktywny uczestnik ruchu protestu z lat 2011-2012. 









Rozmowa została wyemitowana w programie stacji telewizyjnej "TV DOŻD'". Jej zapis można znaleźć po adresem: 

Tłumaczenie: Zygmunt Dzięciołowski




Inne teksty Borysa Akunina (zapisy na blogu, wywiady) na blogu  „Media-w-Rosji:

Borys Akunin: co nas czeka po przyłączeniu Krymu?

Przyłączenie Krymu – konstatuje pisarz Borys Akunin - cieszy się poparciem większości obywateli. Rozentuzjazmowana większość nie zdaje sobie sprawy, że konsekwencje będą katastrofalne. Rosję czekają gigantyczne trudności gospodarcze, ograniczenie wolności słowa, represje polityczne. I kres im może położyć rewolucja…


Znany pisarz Borys Akunin: TV „DOŻD’” stała się bastionem wolności.

TV Dożd’ już dawno przestała być modną telewizją hipsterską – uważa znany rosyjski pisarz Borys Akunin. Dziś, w Rosji Wladimira Putina, to prawdziwy bastion wolności słowa. Czy uda się go uratować? Akunin nie jest optymistą, władze trudno będzie powstrzymać. Ale nic nie jest wieczne i już dziś, według pisarza, można dostrzec w Rosji zalążki zbliżającej się zmiany.

  
Liberalna Rosja w niemym przerażeniu obserwuje wydarzenia w Kijowie. I tak, jak pisarz Borys Akunin, obawia się możliwej reakcji swojego prezydenta:  dalszych surowych kar  i represji w stosunku do oponentów. 

Oni i My. Korespondencja pisarzy Borysa Akunina i Michaiła Szyszkina

Dwaj wybitni pisarze Borys Akunin i Michaił Szyszkin w pisanych do siebie listach dyskutują na ile sytuacja w Rosji jest uwarunkowana  jej historią. Rozmyślają także o głębokiej przepaści rozdzielającej dwa narody będące częściami jednej nacji i o tym jak ją zasypać.








Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com