Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rosja gospodarka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rosja gospodarka. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Wejście chińskiego smoka



Ogromne przestrzenie na rosyjskim Dalekim Wschodzie wyludniają się coraz bardziej. Ludzie uciekają do centrum Rosji. Skłania ich do tego trudny klimat i sytuacja ekonomiczna. Ich dochody są niskie, zaś ceny na towary i usługi szczególnie wysokie. Być może tylko pod względem zanieczyszczenia środowiska sytuacja na Dalekim Wschodzie przedstawia się lepiej, niż w pozostałych regionach Rosji. Ale i w tej dziedzinie pojawiają się zagrożenia, na przykład oddanie do eksploatacji budowanego w obwodzie amurskim kosmodromu "Wostocznyj". Jeszcze niebezpieczniejsza jest planowana przeprowadzka na rosyjski Daleki Wschód szeregu chińskich przedsiębiorstw szczególnie szkodliwych z ekologicznego punktu widzenia. Ekonomista z położonego nad Amurem Błagowieszczeńska, Jurij Moskalenko bije na alarm.



Autor: Jurij Moskalenko




Rząd zamierza na Dalekim Wschodzie udostępnić tereny na które zostaną przeniesione chińskie przedsiębiorstwa. I zabiorą się za niszczenie naszego środowiska.  Opinia ekonomisty.











Odpływ ludności


Podstawowym problemem rosyjskiego Dalekiego Wschodu pozostaje nie ustający odpływ ludności. Ludzie wyjeżdżają z różnych powodów, skłaniają ich do tego trudny klimat, także niewspółmiernie niskie dochody w porównaniu do najwyższych w kraju taryf na usługi komunalne i transportowe. Zwłaszcza te ostatnie prowadzą do faktycznej izolacji Dalekiego Wschodu od centrum kraju.

Jeśli zapytać co jeszcze zatrzymuje ludzi na Dalekim Wschodzie, to powiedzą, iż jest to stosunkowo niezła sytuacja pod względem ekologicznym. Na tle całego regionu in minus wyróżniają się niektóre tereny położone w kraju Primorskim, gdzie odczuwa się skutki związane z rozmieszczeniem tam atomowej floty podwodnej.

Przyrodzie na Dalekim Wschodem zagraża jeszcze jedno potencjalne niebezpieczeństwo.  Związane ono będzie z uruchomieniem na pełną skalę znajdującego się w obwodzie amurskim kosmodromu "Wostocznyj". Jednym ze składników paliwa rakietowego jest szczególnie toksyczna hydrazyna. Z drugiej strony oczekiwania, iż kosmodrom "Wostocznyj" przekształci się w centrum dalekowschodniej strefy wysokich technologii mogą okazać się płonne. W działalności kosmodromu nieuniknione będą różnego rodzaju sytuacje awaryjne, obawa przed nimi także może skłaniać ludzi do wyjazdu.


Chińskie inwestycje


W tych warunkach decyzja o przeprowadzce na terytorium rosyjskiego Dalekiego Wschodu działających w 12 różnych dziedzinach chińskich przedsiębiorstw może pociągnąć za sobą dramatyczne konsekwencje.

Umowa w tej sprawie została zawarta podczas wizyty ministra ds. rozwoju Dalekiego Wschodu Aleksandra Gałuszkina  w Pekinie. Nie ma znaczenia fakt, iż jak zwykle w tego rodzaju wypadkach wspomniano także o konieczności przestrzegania przez stronę chińską obowiązujących w Rosji norm ekologicznych. Znając sytuację w Rosji i znaczenie jakie Chiny przywiązują do kwestii rozwoju gospodarczego, trudno sobie wyobrazić skuteczna kontrolę w odniesieniu do ekologii.

Sytuacja ekologiczna w samych Chinach stała się na tyle poważna, iż do pewnego stopnia może od niej zależeć stabilność polityczna kraju. W wielu regionach Chin dochodziło do masowych akcji protestacyjnych w związku z sytuacją ekologiczną. Niekiedy uderza radykalizm protestów, ich uczestnicy wdają się w walkę z policją i dokonują napadów na budynki administracji państwowej. Coraz częściej do udziału w nich włącza się młodzież. Ludzie bronią prawa do życia w warunkach bezpieczeństwa ekologicznego, domagają się by władze podjęły decyzję o rezygnacji z produkcji szczególnie szkodliwej dla środowiska.

Władzom Chin zależy na tym, by zmniejszyć poziom zanieczyszczeń ekologicznych na swoim terytorium. Wydaje im się, że położony po sąsiedzku rosyjski Daleki Wschód nadaje się, by przenieść tam produkcję szczególnie szkodliwą i niebezpieczną.


Ludzie zaprotestują


Można się spodziewać, iż zamieszkali na Dalekim Wschodzie Rosjanie będą aktywnie protestować przeciw takiej polityce swoich władz. Wystarczy, że zrozumieją, iż ich życie i zdrowie znalazły się w niebezpieczeństwie.  Można sobie wyobrazić, iż zacznie się od akcji o celach czysto ekologicznych, jednak szybko mogą w nich się pojawić akcenty odnoszące się do relacji etnicznych, czy naszej polityki zagranicznej. Nawet protesty o czysto ekologicznym charakterze mogą sprzyjać zjednoczeniu całej opozycji politycznej na Wschodzie Rosji. Ludzie rozumieją, iż inicjatorem i organizatorem tego rodzaju polityki są przede wszystkim władze państwowe i reprezentujące je instytucje, zwłaszcza Ministerstwo do Spraw Rozwoju Dalekiego Wschodu. To oznacza, iż być może nie da się uniknąc w naszym regionie wzrostu nastrojów anty moskiewskich.

Ale ekologia to jeszcze nie wszystko. Przedstawiciel ministerstwa do spraw Rozwoju Dalekiego Wschodu oświadczył, iż nowe chińskie przedsiębiorstwa powstaną na priorytetowych terenach przyspieszonego rozwoju (t.zw. TPRy) oraz wolnego portu we Władywostoku. Wszystkie te niebezpieczne z ekologicznego punktu widzenia przedsiębiorstwa otrzymają ulgi podatkowe i innego rodzaju preferencje.


Ani podatków, ani miejsc pracy


W praktyce oznacza to, iż przeniesione do nas firmy chińskie nie będą płacić rosyjskich podatków oraz wolno im będzie bez kontroli sprowadzać z zagranicy ludzi do pracy.

To oczywiste, iż w tym wypadku rzecz idzie wyłącznie o robotnikach chińskich.

W rezultacie nie dostaniemy ani podatków, ani miejsc pracy. Konsekwencją będzie ostateczne pogrążenie ekologii Dalekiego Wschodu. Mam wrażenie, iż w odniesieniu do Dalekiego Wschodu tylko na jedno pytanie nie padła jeszcze odpowiedź: kiedy tereny te opuszczą ostatni obecni mieszkańcy. Nowe propozycje forsuje ministerstwo o nazwie sugerującej, iż będzie się ono zajmować rozwojem Dalekiego Wschodu. Ten kto tę nazwę wymyślił, chyba zażartował z nas wszystkich.



Tłum.: Zygmunt Dzięciołowski

Oryginał ukazał się na portalu moskiewskiej "Nowej Gaziety": http://www.novayagazeta.ru/comments/72596.html



*Jurij Moskalenko, ekonomista z położonego na Dalekim Wschodzie Błagowieszczeńska. Jest szefem Katedry Krajowej i Światowej Gospodarki w miejscowej filii Moskiewskiej Akademii Przedsiębiorczości. Występuje w mediach lokalnych i krajowych. 











Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com





Projekt "Media-w-Rosji" ma na celu umożliwienie czytelnikowi w Polsce bezpośredniego kontaktu z rosyjską publicystyką niezależną, wolną od cenzury. Publikujemy teksty najciekawszych autorów, tłumaczymy materiały najlepiej ilustrujące ważne problemy współczesnej Rosji. Projekt "Media-w-Rosji" nie ma charakteru komercyjnego.




poniedziałek, 25 stycznia 2016

Na jak długo Rosjanom wystarczy cierpliwości?




Rosyjska gospodarka kontynuuje zjazd w dół. Po latach bezprecedensowego naftowego dobrobytu, ludzie stanęli w obliczu poważnego spadku dochodów. A jednak, wybitny rosyjski ekonomista i publicysta Władisław Inoziemcew uważa, iż  nawet jeśli kryzys potrwa dłużej, nie należy oczekiwać, iż społeczeństwo ogarną nastroje protestacyjne. Rosjanie, zwłaszcza na prowincji nie zdążyli przyzwyczaić się do życia na wyższym poziomie. Teraz będą gotowi do zaciągnięcia pasa. Nie ma jednak mowy o powrocie do czasów radzieckich, do starej radzieckiej strategii "wyżywania". Znów nadciągają zjawiska dobrze znane z lat dziewięćdziesiątych, emisja pieniądza, inflacja, spadające dochody budżetu, zatory finansowe. Całkiem prawdopodobne, iż nawet w tej sytuacji w kraju będą powstawać nowe przedsiębiorstwa i biznesy, zaś ludzie będą demonstrować, wydawałoby się, dawno zniszczoną przedsiębiorczość.   



Autor: Władisław Inoziemcew 






Styczeń przyniósł  dalsze osłabienie kursu rubla. Dewaluacja waluty, zachodnie sankcje, zaniechanie reform potężnie uderzyły w rosyjska gospodarkę. 




Rosyjska gospodarka, jak zauważają obecnie liczni obserwatorzy, zachowuje się jak samolot, który wpadł w korkociąg. Chociaż do tej pory nie podsumowano rezultatów 2015 roku, to widać iż wyniki pierwszych miesięcy nowego roku mogą okazać się jeszcze bardziej rozczarowujące. Na jakiś czas urzędnicy państwowi zapomnieli, że dopiero co ogłosili, iż "przejście dna kryzysu" już za nami. Pomińmy na razie kwestię spadku cen ropy naftowej i zmniejszających się dochodów największych przedsiębiorstw. Jak się wydaje, najmniej przyjemne zjawisko 2015 roku to blisko dziesięcioprocentowy spadek realnych wynagrodzeń, dotychczas największy w XXI wieku. Jeśli w 2016 roku spadek ten osiągnie podobne rozmiary (brak na razie podstaw, by oczekiwać innego rozwoju wypadków) to pojawia się jak najbardziej uzasadnione pytanie: na ile ludziom starczy cierpliwości?

Moim zdaniem, nawet jeśli spadki będą trwały jeszcze przez dłuższy czas, nie należy oczekiwać, iż społeczeństwo zacznie protestować. Wynika to z kilku istotnych przyczyn.


Dwudziestoprocentowy spadek nie będzie katastrofą


Po pierwsze, w porównaniu z początkiem lat dwutysięcznych, we współczesnej Rosji znacznie podniósł się poziom życia (nie mówiąc już o czasach radzieckich). Nawet jego dwudziestoprocentowy spadek nie będzie katastrofą. Co więcej, nawet jeśli wybuchnie fala niezadowolenia społecznego, to ogarnie ona przede wszystkim stosunkowo najbardziej aktywną klasę średnią. Na tym poziomie jednak, w gospodarce, istnieją największe rezerwy. Weźmy dla przykładu choćby droższe sklepy położone w centrum miasta i hipermarkety znajdujące się na peryferiach, czy w strefach przemysłowych - różnica cen w nich na poszczególne towary może sięgać 100% i więcej. Zamiana towarów droższych na podobne lecz tańsze daje szanse, by konsekwencje wynikające ze spadku dochodów były mniej odczuwalne. Konsumpcja towarów trwalszych, zaspokajających potrzeby przez dłuższy czas, ulegnie rozciągnięciu w czasie. Ludzie będą rzadziej kupować samochody, smartfony, artykuły gospodarstwa domowego.

Po drugie… Z jednej strony  mieszkańcy średnich i niewielkich miast nie doświadczyli takiego gwałtownego wzrostu dochodów, jak mieszkańcy Moskwy, w rezultacie nie zdążyli się przyzwyczaić do nowych dla nich kanonów dostatku. Z drugiej strony, niewielu z nich uważało, iż zmiana na lepsze będzie miała charakter trwały. W swojej masie ludzie uważali ją za cud, nie zaś poprawę osiągniętą dzięki pracy. Moi zdaniem, ponad dwie trzecie Rosjan, którzy doświadczyli na własnej skórze życia w gorszych dla naszej historii czasach, choćby podświadomie gotowych jest do zaciągnięcia pasa. Najlepszym potwierdzeniem tego zjawiska jest brak protestów pod hasłami gospodarczymi. Pewną rolę odgrywa też czynnik dodatkowy, sztucznie organizowana iluzja zagrożenia z zewnątrz. Trzeba się przed nim bronić, taka postawa zawsze jednoczy społeczeństwo. "Poczucie jedności w naszym społeczeństwie jest dziś silniejsze, niż kiedykolwiek w ostatnich latach" - można przeczytać w raporcie WCIOMu (jednej z rosyjskich pracowni badań społecznych - "mediawRosji").








Po trzecie, w znacznym stopniu nie doceniane jest znaczenie czynnika solidarności społecznej. Nic nie buduje w społeczeństwie większych podziałów, niż brak równości. Pojawienie się problemów wspólnych dla wszystkich działa w odwrotnym kierunku, sprzyja zjednoczeniu społeczeństwa.  Z tego punktu widzenia, nasz kryzys przedstawia się zadziwiająco: z powodu inflacji i rosnących kursów walut zagranicznych zmniejszają się dochody wszystkich obywateli. Jednak bogatsze warstwy tracą więcej. W tej sytuacji władza musi jedynie uważać, by nie podejmować działań uderzających w poziom życia oddzielnych kategorii obywateli (mam tu na myśli na przykład likwidacje ulg przysługujących emerytom, lub podwyżkę taryf za przejazd po drogach płatnych, korzystanie z parkingów). Pozostałe problemy społeczeństwo będzie przyjmować ze zrozumieniem.


Doświadczenia sąsiadów


Po to by ocenić choćby w przybliżeniu poziom wytrzymałości społeczeństwa, wystarczy przyjrzeć się doświadczeniom sąsiadujących z nami państw zamieszkałych przez dawnych ludzi radzieckich, takich jak w Rosji. W listopadzie 2015 roku średnie wynagrodzenie w Rosji wynosiło 33,8 tys. rubli (500-600 dolarów USA). W tym samym miesiącu średni poziom wynagrodzeń na Białorusi wyniósł 6,75 mln miejscowych rubli (25,9 tys. rosyjskich). Ceny w obu krajach są podobne, na Białorusi dokonał się całkowicie proces zamiany importu na miejscową produkcję, w rezultacie udział towarów importowanych na rynku ograniczono do minimum. Ludność odpowiedziała na tę sytuację poszerzeniem funkcji gospodarstwa domowego (dacze i ogrody). Obywatele masowo jeżdżą do Polski na zakupy, po żywność i artykuły gospodarstwa domowego. Od 2008 roku Białoruś doświadczyła dwóch ogromnych dewaluacji swojej waluty, a jednak na razie nie widać jakiegokolwiek zagrożenia dla jej stabilności.

Ukraina dostarcza jeszcze jednego, choć znacznie bardziej dramatycznego przykładu. Średnie wynagrodzenie (na przestrzeni roku) wyniosło 4,5 tys. hrywien (14,3 tys. rosyjskich rubli, 750 złotych), inflacja osiągnęła poziom 43%. W tym kraju działania polityków już dwukrotnie sprowokowały rewolucje ludową, a jednak na razie nie pojawiły się tu poważne akcje protestacyjne wywołane przez kryzys gospodarczy i rosnącą biedę. No i na koniec przyjrzymy się Mołdawii. To najbiedniejszy europejski kraj zrzeszony we Wspólnocie Niezależnych Państw. Średnie wynagrodzenie miesięczne wynosi tam 4,2 tys. lei (13,4 tys. rubli rosyjskich). Mogłoby się wydawać, iż za te pieniądze nie da się przeżyć. Reakcją społeczeństwa jest masowa emigracja za chlebem (od kwietnia 2014 roku dla obywateli Mołdawii wprowadzono bezwizowy wjazd do krajów Unii Europejskiej). Ale ogólnie rzecz biorąc i tu ludzie adaptują się do warunków życia. Nie będę wspominał Tadżykistanu i Kirgizji.


Powrót do lat dziewięćdziesiątych


Nie łatwe jest poszukiwanie bezpośrednich paraleli, ale trzeba stwierdzić, iż potencjał "archaizacji" Rosji jest stosunkowo duży. Jak się wydaje, realne dochody ludności mogą zmniejszyć się o 35-40%, nim znaczną część obywateli ogarną nastroje protestacyjne. Z gospodarki rosyjskiej nie zniknęły zjawiska charakterystyczne dla gospodarki radzieckiej. Można tu wymienić przede wszystkim słynną "economy of favours" (gospodarkę opartą na wymianie przysług), czyli mówiąc prościej układy i znajomości. Jeszcze jednym istotnym, pochodzącym z czasów radzieckim rysem charakterystycznym pozostaje "resortowość". Dziesiątki milionów obywateli mają zapewniony dostęp do dodatkowych przywilejów i usług  (lub mogą je kupować po zniżonej cenie) tylko dlatego, iż są związani z tą, lub inną uprzywilejowaną organizacją finansowaną z budżetu. Można tu wspomnieć też o "własnym gospodarstwie przydomowym". W czasach radzieckich, jak wynika nawet z danych obliczonych przez statystykę radziecką, tego rodzaju gospodarstwa dostarczały 62% produkowanych w kraju kartofli, 47% jaj, 36% warzyw i do jednej trzeciej mleka i mięsa.

Choć mechanizmy i formy degradacji społeczeństw (zawłaszcza tych współczesnych) są w dostępnej literaturze zbadane i opisane znacznie gorzej, niż rozwój, warto podkreślić, iż przebiegają one wyjątkowo łatwo i szybko. Na przestrzeni kilku minionych dziesięcioleci widzieliśmy, iż ludzie są nie tylko w stanie pogodzić się z drastycznym pogorszeniem warunków swego bytu, lecz także pozwalają narzucić sobie niemal wojskowe warunki życia. Widzieliśmy to na początku lat dziewięćdziesiątych w byłej Jugosławii, w Abchazji sytuacja częściowego rozkładu trwa do chwili obecnej. Mieszkańcy Doniecka i Ługańska mogli korzystać z życia w stosunkowym dobrobycie, jednak na naszych oczach, w 2014 spotkała ich katastrofa. Ludzie bardzo szybko przyzwyczajają się do nowych warunków życia, do takich zjawisk jak kolejki, deficyt towarów, dystrybucja pomocy humanitarnej, itd. Dawny naród radziecki wiąże mocno umiejętność dostosowywania się do nowej sytuacji, w której pozbawia się go dóbr i przywilejów materialnych.

Recz jasna, nawet jeśli sytuacja zacznie rozwijać się zgodnie ze scenariuszem niekorzystnym, będzie ona ewoluować nie w kierunku radzieckiego modelu "walki o pzeżycie". Zobaczymy raczej powrót do modelu gospodarki i społeczeństwa z lat dziewięćdziesiątych. Nie zetkniemy się ponownie z epidemią przestępczości, ale towarzyszyć nam będą zatory finansowe, pojawienie się instrumentów quasi finansowych, rozszerzanie się szarej strefy, spadające dochody budżetu, dodatkowa emisja pieniądza i wysoka inflacja. Całkiem prawdopodobne, iż nawet w tej sytuacji w kraju będą powstawać nowe przedsiębiorstwa i biznesy, zaś ludzie będą demonstrować, wydawałoby się, dawno zniszczoną przedsiębiorczość.

Scenariusz ten jest o wiele bardziej prawdopodobny, niż powrót do "radzieckości". Choć dziś, niemal z niezliczonych źródeł dowiadujemy się jak wspaniała była radziecka przeszłość, do powrotu do niej nie jest gotowa nowa rosyjska elita. Nikt nie ma ochoty na pisanie i realizację planów gospodarczych, także dlatego, iż przez ostatnich 25 lat nie zrealizowano ani jednego. Nikt nie ma ochoty na powrót do życia z zamkniętymi granicami i nie chce by pozbawiono go dostępu do zaparkowanych za granicą dziesiątków miliardów dolarów. Nikt nie chce powrotu do państwowej własności na środki produkcji. Za zniszczenie jej tysiące ludzie zapłaciły życiem (nie tylko w znaczeniu przenośnym). Być może radziecka przeszłość była wspaniała, jaka by jednak nie była, radziecka rzeczywistość z komitetami partii, socjalistycznym współzawodnictwem pracy, samizdatem pozostanie historią, my zaś utkniemy w przeszłości o wiele nam bliższej.


Tłumaczenie: Zygmunt Dzięciołowski

Tekst ukazał się na portalu slon.ru: https://slon.ru/posts/62621#payline





*Władisław Inoziemcew (ur. 1968), wybitny rosyjski ekonomista, socjolog, polityk o demokratycznej orientacji. Dyrektor Centrum Badań Społeczeństwa Postindustrialnego. Redaktor naczelny pisma „Swobodnaja Mysl”. Jest autorem kilkuset opublikowanych w Rosji i za granicą prac naukowych i publicystycznych. Ma na koncie 15 monografii. Jest członkiem Rady Naukowej i Prezydium Rosyjskiej Rady do Spraw Zagranicznych. 







Artykuły Władisława Inoziemcewa tłumaczone przez "Media-w-Rosji"




Po kilkunastu latach niebywałej koniunktury na rynku surowców energetycznych rośnie prawdopodobieństwo, iż Rosja znów znajdzie się u rozbitego koryta. Wybitny ekonomista Władisław Inoziemcew szuka odpowiedzi na pytanie, jakie rezultaty dla gospodarki Rosji przyniosło 16 lat rządów Władimira Putina. Rosja straciła wielką szansę na modernizację, by pójść drogą Chin, lub Emiratów. Wraz ze spadkiem cen ropy obserwujemy cofanie się wszystkich wskaźników gospodarczych do poziomów z początku lat dwutysięcznych. W obliczu rosnącego kryzysu Kreml opanował stan paraliżu.  Władze nie robią nic, mając wyłącznie nadzieję, iż jakoś to będzie.



Spowolnienie gospodarcze stało się zauważalne zaraz po powrocie Władimira Putina na Kreml, jednak to przede wszystkim sankcje gospodarcze doprowadziły do spadku wartości rubla. Podejmując wysiłki na rzecz odbudowy mocarstwowej pozycji Rosji, Władimir Putin niewiele uwagi poświęca gospodarce. Potrafi jedynie składać daleko idące obietnice socjalne. Rosja nie jest przygotowana na kryzys – mówi ekonomista i polityk Władisław Inoziemcew

Zamiast realizacji wcześniej opracowanego planu działań, można spodziewać się nowej fali propagandy. Społeczeństwo dowie się, że kryzys sprowokowali Amerykanie, i że w trudnej chwili należy skupić się wokół prezydenta Putina.



Choć spada cena ropy naftowej, ostatnie wskaźniki makroekonomiczne dla Rosji nie wyglądają najgorzej. Na ich podstawie pojawiły się wręcz optymistyczne głosy prognozujące przełamanie kryzysu. Wybitny rosyjski ekonomista Władisław Inoziemcew przestrzega jednak, iż optymizm jest zdecydowanie przedwczesny. Do przełamania kryzysu daleko, nie bardzo wiadomo skąd miałby nadejść impuls sprzyjający uzdrowieniu ekonomiki. Najbliższe trzy miesiące będą rozstrzygające, asekuracyjne zachowania konsumentów i przedsiębiorców na rynku może zaowocować nadejściem nowej, jeszcze bardziej destrukcyjnej fali kryzysu.





Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com




Projekt "Media-w-Rosji" ma na celu umożliwienie czytelnikowi w Polsce bezpośredniego kontaktu z rosyjską publicystyką niezależną, wolną od cenzury. Publikujemy teksty najciekawszych autorów, tłumaczymy materiały najlepiej ilustrujące ważne problemy współczesnej Rosji. Projekt "Media-w-Rosji" nie ma charakteru komercyjnego. 





środa, 13 stycznia 2016

Jakoś to będzie: stracone szanse pod rządami Władimira Putina



Po kilkunastu latach niebywałej koniunktury na rynku surowców energetycznych rośnie prawdopodobieństwo, iż Rosja znów znajdzie się u rozbitego koryta. Wybitny ekonomista Władisław Inoziemcew szuka odpowiedzi na pytanie, jakie rezultaty dla gospodarki Rosji przyniosło 16 lat rządów Władimira Putina. Rosja straciła wielką szansę na modernizację, by pójść drogą Chin, lub Emiratów. Wraz ze spadkiem cen ropy obserwujemy cofanie się wszystkich wskaźników gospodarczych do poziomów z początku lat dwutysięcznych. W obliczu rosnącego kryzysu Kreml opanował stan paraliżu.  Władze nie robią nic, mając wyłącznie nadzieję, iż jakoś to będzie.




Autor: Władisław Inoziemcew






Państwowa bezsilność. Po szesnastu latach rządów Władimira Putina.


Obecne władze dysponowały czasem i środkami, by przekształcić Rosję, jeśli nie w jeszcze jedne Chiny, to chociaż w nowe Emiraty. Można było zbudować podstawy ekonomicznego rozwoju na następnych kilka dziesięcioleci. Co zdarzyło się w rzeczywistości?




Znowu mówią o ropie....





Lata stracone

Przez pierwsze dni robocze 2016 roku uwaga Rosjan skupiona była na kursie dolara i cenie ropy naftowej. Rano 12 stycznia dolar kosztował 71 rubli, a baryłka ropy Brent 31 dolarów. Na wskaźniki te reagować coraz trudniej, jeszcze niedawno wielu wydawały się one na pograniczu czarnego snu daleko odbiegającego od rzeczywistości.

Niech nam się nie wydaje, iż ta nerwowość nie miała związku ze świątecznymi dla naszego narodu zdarzeniami. Wręcz odwrotnie. Na razie nie odbywają się jakieś ogólnonarodowe uroczystości z tej okazji. Ale to 16 lat temu, w okolicach Nowego Roku Władimir Putin przeprowadził się na Kreml. To jemu, przywódcy rosyjskiego państwa, zawdzięczamy przede wszystkim, iż teraz ze wstrzymanym oddechem obserwujemy, jak zmieniają się ceny ropy naftowej. To jego polityka doprowadziła do tego, iż poza nośnikami energii w duszy Rosji wiele więcej odnaleźć się nie da.

Z czym nasz kraj rozpoczyna siedemnasty rok rządów swego przywódcy? Średnia pensja, jeśli oszacować jej wartość w dolarach, jest na poziomie z października 2005 roku. Nasz Produkt Krajowy Brutto, jeśli także oszacować go według rynkowego kursu waluty, znajduje się na poziomie zbliżonym do 2006 roku. Według prognozy na 2016 rok PKB wyniesie 77,2 biliony rubli, zaś średnioroczny kurs dolara 79 rubli. Dla roku 2006 weźmy następujące wskaźniki: nominalny PKB wyniósł 26,7 bilionów rubli (dane Rosstatu), zaś średnioroczny kurs dolara 27,17 rubli (dane Centralnego Banku Rosji).

Na początku roku warto także uświadomić sobie, iż w ciągu ostatnich trzech lat odpływ kapitału z Rosji wyniósł 280 miliardów dolarów. Pod rządami Władimira Putina nasz budżet wojskowy zwiększył się nominalnie 7,5 razy, zaś w przeliczeniu na dolary 4,4 razy. Nasza biurokracja ostatecznie przekształciła się w klasę rządzącą.  O jej rządach, symbolicznie, mówią najwięcej takie wydarzenia i zjawiska, jak dwie rozpoczęte w ostatnich latach wojny, ucieczka od naszych sąsiadów na poradzieckiej przestrzeni, destrukcja stosunków z głównymi partnerami w sferze gospodarczej.


Powstajemy z kolan?


Popatrzcie tylko, ile szczęści miał przywódca naszego państwa, Władimir Putin. Najpierw uśmiechnęła się do niego koniunktura, dzięki niej ceny na ropę wzrosły z 28,5 dolarów za baryłkę w roku 2000 do 102 dolarów (cena średnia) w latach 2010-2014 (dane BP Statistical Review of World Energy 2015). Putin sprawował władzę w społeczeństwie zainteresowanym przede wszystkim tym, jak zarabiać, konsumować i cieszyć się wstawaniem z kolan. W takich warunkach można było przekształcić Rosję, jeśli nie w drugie Chiny, to w nowe Emiraty. Można było zbudować podstawy dla wzrostu gospodarczego na kilka dziesięcioleci. Co jednak zrobiono w rzeczywistości?



Zacznijmy od spraw najprostszych. Przyjrzyjmy się reklamowanym przez Putina korporacjom państwowym. On sam mówił o nich, iż są one mechanizmem napędowym gospodarki. Prze te lata Gazprom, największy monopolista w kraju, kierowany przez jednego z najbliższych przyjaciół prezydenta, wybudował  (i buduje je dalej) kilka budzących wrażenie gazociągów. Tylko że wydobycie gazu w 2015 roku na poziomie 414 miliardów metrów sześciennych okazało się mniejsze, niż w 1999 - 545 miliardów metrów. Uważa się, że potencjał wydobycia u Gazpromu jest o wiele większy, problem polega na braku popytu. Ciekawe jednak, jak to się stało, iż z podobnymi problemami nie zetknął się Katar? Jego produkcja wzrosła z 24 miliardów metrów do 177 miliardów, a jednak kraj ten nie doświadczył żadnych trudności ze zbytem.

Przez te lata Rosnieft zdołała połączyć wszystkie możliwe do zdobycia aktywa naftowe, od Jukosa do Itery. W 2013 roku korporacja przejęła TNK-BP za 55 miliardów dolarów. Teraz jednak wartość Rosniefti szacowana jest na ok. 34 miliardów dolarów. Bank BEB, przez te lata przedstawiany jako "lokomotywa rozwoju", zdołał osiągnąć tylko tyle, iż jest dziś potencjalnym bankrutem. Na jego ratunek państwo będzie musiało przeznaczyć sumę ponad 1 biliona rubli. Korporacja "Rostechnologie" byłaby niczym bez rujnujących budżet zyskownych zamówień wojskowych.

Jeśli spojrzeć wstecz na historię gospodarki rosyjskiej w epoce Putina, widać wyraźnie, iż rozwijały się niemal wyłącznie tylko jej sektory "niepaństwowe": handel hurtowy i detaliczny, łączność, banki prywatne, budownictwo, szeroka rozumiana sfera usług komercyjnych. Państwo w gospodarce pełniło rolę hamulcowego.


Głupcy i drogi


Jeszcze jeden punkt oczywisty - infrastruktura. Kraj funkcjonował w warunkach gospodarczego boomu (jego źródła nie mają tu znaczenia, nawet jeśli zdarzył się przypadkowo w związku z dochodami ze sprzedaży ropy naftowej). Zwykle w takiej sytuacji, państwa biorą się za budowę dróg samochodowych, tras ekspresowych, mostów, estakad, sieci energetycznych. Popatrzcie choćby na Chiny.

Tak się dzieje wszędzie z wyjątkiem Rosji. Przez 16 lat nie oddano do eksploatacji ani jednego odcinka magistrali kolejowej przystosowanej dla szybkiego ruchu. W latach 2014-2015 w rosyjskich miastach budowano po  1,2 tys. km dróg rocznie, 4 razy mniej, niż w roku 2000. Budowa autostrady z Moskwy do St. Petersburga odbywa się obecnie z tą samą szybkością co w latach dziewięćdziesiątych. Dane samego Gazpromu mówią o tym, iż poziom gazyfikacji rosyjskich miejscowości zwiększył się o 0,1%, do 65,4%, W tym tempie zadanie pełnej gazyfikacji kraju uda się zrealizować dopiero n początku XXII wieku.

Przez 16 lat moce przeładunkowe rosyjskich portów morskich wzrosły w dwukrotnie mniejszym stopniu, niż przeładunki w jednym tylko porcie, w Szanghaju. Rozmiary transportu ładunków po Północnej Drodze Morskiej okazały się w 2014 roku niższe niż w 1999 r. (130 tys. t. w porównaniu do 460 tys. t.).

Gdzie jest owo powstawanie z kolan? Gdzie jedność rosyjskiego terytorium i satysfakcja z tego, że tu mieszkamy? Tak jak nie było jej wcześniej, tak nie ma i teraz. Mamy tylko piękne obietnice, każdego roku powtarzane w podobnym kształcie. Przez wszystkie laty u władzy Putin obiecywał krajowi podwojenie PKB i uwolnienie od naftowej zależności.  Zabawne, ten pierwszy cel ogłoszono już w 2003 roku. Ale teraz mamy szansę, iż już w 2018 osiągniemy wskaźniki PKB (w cenach dolarowych) podobne do tych z przeszłości.

Proces przezwyciężania zależności od wydobycia ropy można zilustrować prostymi cyframi: w 1993 roku udział ropy, produktów naftowych i gazu w rosyjskim eksporcie wynosił 39,7%. W roku 2014 69,5%. Nie doświadczyliśmy w Rosji żadnej przemysłowej transformacji. W tym czasie, gdy sprawował władzę Władimir Putin,  Rosja pozostała jedynym krajem spośród wszystkich "emerging markets", gdzie poziom wzrostu produkcji przemysłowej okazał się niższy od tempa wzrostu PKB.

Gdzie podziały się szeroko reklamowane przedsiębiorstwa przetwórstwa naftowego, takie jak kombinat Rosniefti w Kraju Przymorskim. Gdzie produkcja współczesnego sprzętu, techniki medycznej, lekarstw, komputerów, czy choćby telefonów komórkowych? W większości tych kategorii Rosja zależna jest od importu na poziomie od 70-100%. Jeśli nasi partnerzy zechcą doprowadzić gospodarkę rosyjską do pełnego upadku, wystarczy, iż wprowadzą zakaz sprzedaży do Rosji surowców i materiałów wyjściowych.


Jakoś to będzie…


Rezultaty reform o charakterze socjalnym wyglądają równie katastrofalnie. Podobnie można ocenić pracę struktur państwowych odpowiedzialnych za zapewnienie obywatelowi podstawowych warunków życia. Choć nasz budżet pęczniał od nadmiaru petrodolarów, w Rosji niemal zlikwidowano bezpłatną medycynę. Wszystkie wskaźniki potwierdzają drastyczny spadek poziomu kształcenia na poziomie średnim. Nasze uczelnie wyższe już dawno stały się fabrykami produkującymi ludzi z pozbawionymi jakiegokolwiek znaczenia dyplomami. Nawet duma putinowskiej Rosji, potężne ministerstwo do spraw sytuacji nadzwyczajnych nie było w stanie szybko przynieść ratunek dziesiątkom ludzi, którzy okazali się w śnieżnej pułapce na drodze w okolicach Orska. Nie będę już wspominał o zrastaniu się struktur władzy ze światem przestępczym - głośny film o prokuratorze Czajce obejrzały już miliony widzów (mowa o filmie dokumentalnym zrealizowanym przez Fundację do Walki z Korupcją Aleksieja Nawalnego -"mediawRosji").

Także w polityce zagranicznej Rosja nie bardzo ma się czym pochwalić. Nie wspomnę o Ukrainie, po prostu zrobiliśmy z niej wroga. Ale popatrzmy na naszych sojuszników w Azji Środkowej, wszystkim coraz bardziej zależy na zbliżeniu z Chinami. To one w ostatnich latach stały się w tym regionie największym inwestorem. Odgradzamy się od świata zewnętrznego przy pomocy sankcji, jednak przestały one kogokolwiek straszyć. Podjęliśmy akcję wojskową w Syrii, ale już dziś zaczynamy sobie uświadamiać, iż by odniosła sukces winniśmy przeznaczyć na nią więcej sil i środków, niż jesteśmy sobie w stanie na to pozwolić. Pod rządami Putina Rosja wydała na cele wojskowe 960 miliardów dolarów (dane SIPRI Database 2015). Suma ta stanowi 80% naszego nominalnego PKB w 2015 roku. Wygląda na to jednak, iż jedynym efektem była teatralna mikrooperacja w Osetii.

Jednak zjawiskiem sprawiającym największe wrażenie jest szybka i zapewne nieodwracalna likwidacji naszego pozornego dobrobytu. Przebiega ona równolegle do  pękania bańki na rynku naftowym. Już po raz piąty rok z rzędu rząd nie jest w stanie w żaden sposób zatrzymać spadku tempa wzrostu gospodarczego. Przez trzy lata władze zamrażają prywatne fundusze emerytalne, co w rzeczywistości oznacza zaciąganie pożyczki u własnych obywateli. Rząd był tak bardzo dumny z Funduszu Rezerwowego, ale już za rok-półtora możemy znaleźć się w sytuacji, iż zabraknie go całkowicie. Już pierwsze przejawy spadku cen na rynku naftowym doprowadziły do rezygnacji z indeksacji emerytur, uzasadnione jest przeczucie, iż za niedługo dojdzie do drastycznych cięć w wydatkach socjalnych (w cenach rublowych i tak utraciły one połowę swej dolarowej wartości).

Naszym krajem rządzi człowiek, który wiele mówi, jednak nie jest gotów do podjęcia żadnych działań konkretnych. Przez 15 lat korzystał jedynie z korzystnych trendów rodzących się poza naszymi granicami. Tak wygląda bezsilność wielkiego państwa. Władze potrafiły wydać dowolną sumę, nie były jednak w stanie postawić przed sobą jakichkolwiek choć trochę ambitniejszych celów. Nie potrafiono znaleźć odpowiednich kadr dla ich realizacji, nie umiano stworzyć jakichkolwiek bodźców dla biznesu. Obywatelom nie zaproponowano żadnego inspirującego programu, powtarzano jedynie stare wyświechtane hasła. Obserwując wciąż padające stawki na rynku naftowych futures, władze rosyjskie znalazły się w stanie paraliżu. Dziś, jak to w Rosji bywało wiecznie, mają wyłącznie nadzieję, iż jakoś to będzie.


Tłumaczenie: Zygmunt Dzięciolowski

Oryginał ukazał się na portalu agencji RBK: http://www.rbc.ru/opinions/economics/12/01/2016/5694b0229a79473841558e1f




*Władisław Inoziemcew (ur. 1968), wybitny rosyjski ekonomista, socjolog, polityk o demokratycznej orientacji. Dyrektor Centrum Badań Społeczeństwa Postindustrialnego. Redaktor naczelny pisma „Swobodnaja Mysl”. Jest autorem kilkuset opublikowanych w Rosji i za granicą prac naukowych i publicystycznych. Ma na koncie 15 monografii. Jest członkiem Rady Naukowej i Prezydium Rosyjskiej Rady do Spraw Zagranicznych. 









Artykuły Władisława Inoziemcewa tłumaczone przez "Media-w-Rosji"



Spowolnienie gospodarcze stało się zauważalne zaraz po powrocie Władimira Putina na Kreml, jednak to przede wszystkim sankcje gospodarcze doprowadziły do spadku wartości rubla. Podejmując wysiłki na rzecz odbudowy mocarstwowej pozycji Rosji, Władimir Putin niewiele uwagi poświęca gospodarce. Potrafi jedynie składać daleko idące obietnice socjalne. Rosja nie jest przygotowana na kryzys – mówi ekonomista i polityk Władisław Inoziemcew

Zamiast realizacji wcześniej opracowanego planu działań, można spodziewać się nowej fali propagandy. Społeczeństwo dowie się, że kryzys sprowokowali Amerykanie, i że w trudnej chwili należy skupić się wokół prezydenta Putina.



Choć spada cena ropy naftowej, ostatnie wskaźniki makroekonomiczne dla Rosji nie wyglądają najgorzej. Na ich podstawie pojawiły się wręcz optymistyczne głosy prognozujące przełamanie kryzysu. Wybitny rosyjski ekonomista Władisław Inoziemcew przestrzega jednak, iż optymizm jest zdecydowanie przedwczesny. Do przełamania kryzysu daleko, nie bardzo wiadomo skąd miałby nadejść impuls sprzyjający uzdrowieniu ekonomiki. Najbliższe trzy miesiące będą rozstrzygające, asekuracyjne zachowania konsumentów i przedsiębiorców na rynku może zaowocować nadejściem nowej, jeszcze bardziej destrukcyjnej fali kryzysu.





Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com





Projekt "Media-w-Rosji" ma na celu umożliwienie czytelnikowi w Polsce bezpośredniego kontaktu z rosyjską publicystyką niezależną, wolną od cenzury. Publikujemy teksty najciekawszych autorów, tłumaczymy materiały najlepiej ilustrujące ważne problemy współczesnej Rosji. Projekt "Media-w-Rosji" nie ma charakteru komercyjnego.






sobota, 19 września 2015

Cena ropy, kryzys i co z tego może wyniknąć….



Rosyjskie i zagraniczne media alarmują. Masowo ukazują się publikacje rysujące w czarnych barwach przyszłość gospodarki rosyjskiej i skutki kryzysu dla obywateli. Profesjonalni eksperci zachowują umiar, ostrożniej dobierają słowa, analizują rożne scenariusze rozwoju wydarzeń. Michail Dimtriew cieszy się reputacją eksperta obdarzonego szczególną intuicją, jego prognozy z roku 2008 przewidujące zbliżającą się falę masowych protestów okazały się trafne. W latach 2011-2012 Rosjanie wyszli na ulicę, protestując przeciw fałszerstwom wyborczym i powrotowi na Kreml Władimira Putina. W niniejszym artykule, podkreślając znaczenie jakie mają dla Rosji dochody ze sprzedaży ropy i gazu Dmitriew wskazuje jak ich cena - 40, a może 50 dolarów za baryłkę - może wpłynąć na rozwój sytuacji w gospodarce i nastroje społeczne.




Autor: Michaił Dmitriew





W najbliższych latach cena ropy naftowej na rynkach światowej będzie miała zasadnicze znaczenie dla gospodarki rosyjskiej i budżetu. 




W lipcu 2015 ponownie zaczęły pogarszać się nastroje społeczeństwa rosyjskiego. Na razie o zmianie tej świadczy silna obniżka publikowanego przez Sberbank indeksu nastrojów finansowych (urząd statystyczny Rosstat publikuje swoje dane z poślizgiem, raz na kwartał). Mimo że dane te odnoszą się do jednego, mało reprezentatywnego  miesiąca lata, to biorąc pod uwagę wydarzenia sierpnia trudno oczekiwać istotnej zmiany tych nastrojów na lepsze.
To w lipcu zaczął się na dobre spadek cen ropy. Jednak, jak się zdaje, większe znaczenie ma tu kumulujące się od jakiegoś czasu odczuwane przez społeczeństwo zmęczenie kryzysem. 


Nie chcemy oszczędzać


O ile w pierwszym półroczu poziom oszczędności indywidualnych był bardzo wysoki (mniej więcej trzy razy wyższy, niż w pierwszym półroczu roku ubiegłego), to obecnie widać silny spadek gotowości do oszczędzania, chyba że są to oszczędności w walutach obcych. Dochodzi do tego brak zainteresowania kredytami indywidualnymi. Jeszcze w 2014 roku wolumen kredytów konsumenckich i hipotecznych rósł, ale obecnie jesteśmy świadkami wyraźnego spadku akcji kredytowej.

Spadek wolumenu kredytów hipotecznych w pierwszym półroczu wyniósł 40%. Wcześniej obserwowaliśmy spadek stopy oszczędności, ale ludzi stać było na to aby nie oszczędzać, wprost przeciwnie mogli pozwolić sobie na kredyty. Obecnie nie ma ani kredytów, ani oszczędności, co oznaczać może, że konsumentów ogarnął nastrój skrajnego pesymizmu. Społeczeństwu brak środków, aby przygotować się na gorsze czasy. Nie jest ono też w stanie zachować dotychczasowego poziomu konsumpcyjnego poprzez zaciąganie kredytów.

Jasne jest, że sierpniowe osłabienie rubla wzmocni pesymizm wśród ludzi.
Realne dochody ludności spadły w drugim kwartale o ponad 4,5%. Przyjąć można, że w tym samym stopniu straciły wartość emerytury. Jednocześnie dane Rosstatu pokazują o wiele większy spadek płac realnych, maksymalna wartość tego wskaźnika wynosiła 10%, choć sytuacja ostatnio nieco się polepszyła. Także wskaźnik sprzedaży detalicznej, najlepiej ilustrujący poziom konsumpcji obniżył się o niemal 10%, pod tym względem także nie widać oznak, by sytuacja uległa poprawie. Możliwości zastępowania importu rodzimymi produktami zostały niemal wyczerpane. Taka substytucja, która była do osiągnięcia została dokonana jeszcze w początkach bieżącego roku.


Biedniejemy: obywatele i przedsiębiorstwa


Również duża część świadczeń socjalnych ulegnie w ujęciu realnym znaczącemu ograniczeniu. Udział świadczeń socjalnych w dochodach ludności w okresie sprzed kryzysu osiągnął poziom bliski historycznemu maksimum, to oznacza że jest z czego dokonywać obniżek.

Wywołana dewaluacją spirala wzrostu cen towarów importowanych doprowadzi niechybnie do spadku spożycia brutto. Towarzyszącym czynnikiem hamującym stanie się redukcja popytu. Dwie trzecie konsumpcji przypada na popyt konsumpcyjny. Nie ma tu dobrych perspektyw, ani dla wytwórczości ani w sektorze usług związanych z rynkiem konsumpcyjnym.  Musimy liczyć się z perspektywą spadku zasobów przedsiębiorstw. Będzie on następstwem wywołanej gwałtownym spadkiem cen eksportowanych surowców redukcji przychodów. W rezultacie dokonuje się znaczny spadek majętności wszystkich podstawowych podmiotów gospodarki, tak biznesu jak i ludności.



Ceny ropy: od 30 do 70 dolarów



Nie ma podstaw dla nadmiernego pesymizmu


Kolejna dewaluacja rubla i głęboki kryzys cen ropy naftowej nie uzasadniają weryfikacji najbardziej wiarygodnych prognoz średniookresowych. Rynki surowcowe mogą rzeczywiście przyhamować na czas dłuższy. Tak się stanie, jeżeli obecny bieg wydarzeń w Chinach przyniesie na tyle fatalne rezultaty, że odbije się to negatywnie na gospodarkach innych krajów, w tym USA.

Na razie obserwujemy chwilową paniczną reakcję inwestorów. Jednak wzrost Chin trwał będzie nadal. W ramach obecnego kryzysu nie ujawniła się gigantyczna bańką na rynkach finansowych w krajach rozwiniętych, tak jak to było w roku 2008. Jest więc za wcześnie, aby mówić o popadnięciu Rosji w tragiczną sytuację. Nie ma podstaw dla nadmiernego pesymizmu. Jednak od sierpnia obserwujemy rosnącą niepewność co do perspektyw gospodarki światowej. Te nastroje zmuszają nas, by prezentując najbardziej pesymistyczny dla Rosji scenariusz (jednak nie najbardziej wiarygodny)  dokonać korekty  w dół wskaźników scenariusza najbardziej pesymistycznego i alarmującego dla Rosji.

Na razie fluktuacje cen ropy i kursu walutowego nie oznaczają fundamentalnych zmian dla naszego budżetu. Po pierwsze wydaje się, że osłabienie rubla było większe, niż wynikałoby to ze spadku cen ropy. Tym samym generowane przez sektor naftowo-gazowy dochody budżetu w wyrażeniu rublowym nie wykażą istotnego spadku, co sprawi że da się pokryć tegoroczne wydatki budżetowe bez znaczącego zapożyczania się na rynku finansowym i pokrywania deficytu z Funduszu Rezerwowego.


Ważne są średnie ceny roczne


Trudno jest snuć prognozy na rok przyszły. Większość graczy na rynku naftowym bierze pod uwagę możliwość krótkookresowego spadku cen ropy do 43-45 dolarów za baryłkę, chociaż prognoza ta nie jest uważana za najbardziej prawdopodobną. Rynek ropy może obecnie szukać krótkookresowej równowagi w szerokim zakresie cen od $30 do $70 za baryłkę. Dla dowolnej z takich cen popyt i podaż mogą się mniej więcej równoważyć, nie reagując doraźnie na cenę.

Jeśli cena ropy spadnie ponownie nie będzie to oznaczać, że zatrzyma się ona na tym poziomie przez kolejne dwa lub trzy lata. Rozstrzygające dla stabilności rosyjskiego budżetu są średnie ceny roczne. W roku bieżącym cena średnia, zgodnie z oczekiwaniami budżetowymi, ma wynieść 50 dolarów lub nieco więcej.



Stress test: 40 dolarów za baryłkę



W przypadku cen na poziome 40 dolarów za baryłkę - zanalizujmy ten scenariusz jako krytyczny - budżet państwa pozbawiony zostaje dodatkowych przychodów, jakich dostarczyć powinien  eksport, co skutkować będzie jeszcze głębszym spadkiem PKB. Dalej nastąpi zduszenie zarówno zagregowanego popytu, jak i możliwości inwestycyjnych. Gospodarka, która już przeżywa kryzys wyhamuje jeszcze bardziej.

Aby zrównoważyć budżet potrzebne będą poważne cięcia wydatków. Ich skala może znacznie przekroczyć 10% i trudno powiedzieć w jakich dziedzinach będzie trzeba je przeprowadzić. Problemu nie da się rozwiązać jedynie poprzez zmniejszenie emerytur.

Bardziej prawdopodobne jest, że dodatkowo trzeba będzie uciec się do cięć w innych pozycjach wydatków. Przede wszystkim, przy takiej cenie ropy gwałtownie spadną dochody budżetów regionalnych zasilanych głównie z podatku dochodowego i od wynagrodzeń. Przy obecnej cenie ropy spodziewamy się w roku bieżącym skurczenia się realnych dochodów budżetów regionalnych o około 10%. Jeśli w 2016 roku niska cena ropy utrzyma się dłużej,   spodziewać się należy spadku o dalsze 10%.


Drukowanie pieniędzy pogorszy sytuację


W takiej sytuacji dodrukowanie pieniądza nie zapewni władzom ani szczególnych korzyści, ani efektu propagandowego, a jedynie pogorszy sytuację. Jeśli za pieniądzem nie będzie stał rzeczywisty wzrost gospodarczy, to niemal na pewno dojdzie do pogoni za walutami obcymi i szybko staniemy się świadkami spirali inflacyjno-deflacyjnej, tak jak działo się to na Białorusi w latach 2011-2012, przed i po wyborze prezydenta Łukaszenki. Podobny mechanizm zadziałał również w ostatnim okresie na Ukrainie.

Na największy uszczerbek wystawione zostaną emerytury i płace sfery publicznej. Ze względów politycznych trudno ich nie indeksować, lub je obniżać, szczególnie wobec powszechnego spadku nastojów społecznych. Przy scenariuszu „40 dolarów za baryłkę” nie starczy zasobów Funduszu Rezerwowego i Funduszu Bogactwa Narodowego, aby w okresie trzech, czy czterech lat pokrywać niedobór dochodów budżetu. Tak czy inaczej staniemy wówczas przed koniecznością monetyzacji  deficytu budżetowego czyli pośredniego lub bezpośredniego zapożyczania się pod zabezpieczenie kredytami z Banku Rosji, co doprowadzi do nadmiernego wzrostu podaży pieniądza.

W skrajnej wersji rozwoju wypadków Rosja może popaść na długo w makroekonomiczną nierównowagę przy szalejącej inflacji i  niestabilnym, nic nie wartym rublu. Zniknie gospodarczy rozwój, dojdzie do długotrwałego spadku poziomu życia.  Trwał będzie potężny deficyt budżetowy, którego nie da się pokryć dochodami z obrotu rynkowego.

Taki ponury obraz oglądamy dziś na Ukrainie. Przez pewien czas w takiej sytuacji pozostawała też Białoruś, lecz dzięki poprawie koniunktury na świecie i dzięki rosyjskim dotacjom udało się jej w miarę skutecznie przezwyciężyć kryzys. W Rosji przyszłość zależy całkowicie od zwyżki cen ropy, bowiem żadnych innych dźwigni wzrostu rosyjska gospodarka się nie dorobiła .

Potrzeba co najmniej dziesięciolecia, aby wykształcić inne niż eksport surowców siły napędowe wzrostu gospodarczego. Jednakże gdyby niskie ceny ropy zagościły na rynku w długiej perspektywie, to przez cały ten okres gospodarka Rosji nie będzie w stanie choćby podnieść się do poziomu sprzed kryzysu w roku 2014.


Dla ludzi: warunki skrajnie trudne


Społeczeństwo zderzy się z problemem spadku konsumpcji, z brakiem indeksacji emerytur i z rosnącym ubóstwem. W fatalnej sytuacji znajdą się ci, którzy zaciągnęli znaczne kredyty konsumpcyjne i hipoteczne. Średni udział wydatków na spłaty kredytów doszedł do 10%  dochodów indywidualnych całego społeczeństwa, przy czym dłużnicy, stanowiący 1/5 populacji konsumentów, na spłaty wydać muszą 35% swoich dochodów. Na swój sposób ucierpią odległe mono-miasta zależne od jednego zakładu czy fabryki, tam gdzie da o sobie znać spadek cen oraz popytu na surowce. Obserwowaliśmy niedawno wzorem z lat 90-tych przypadek blokady kolei transsyberyjskiej przez rozgoryczonych zamknięciem kombinatu produkcji molibdenu robotników osady Żirekien w rejonie Czity. 

Tego rodzaju przypadki będą się powtarzać. Ludzie znajdą się w skrajnie trudnych warunkach bytowych, czemu towarzyszyć będą wybuchy nagromadzonej agresji. Dzisiaj udaje się ją przekierowywać na  wrogów zewnętrznych. Istnieje jednak duże prawdopodobne, iż agresja ta ponownie znajdzie ujście wewnątrz kraju. Historia Rosji podpowiada, iż w takich okolicznościach gniew społeczny kieruje się przeciw trzem kategoriom: oligarchom, urzędnikom oraz imigrantom. Dziś o bogaczach niemal zapomniano i choć nastawienie wobec urzędników jest tradycyjnie negatywne, to jego intensywność osłabła. Także nastroje wrogie imigrantom są na poziomie bliskim wieloletniego minimum. W oparciu o nasze badania jakościowe oraz sondaże Centrum Lewady można stwierdzić, iż nasilenie negatywnych emocji wobec urzędników państwowych – wobec biurokracji jako całości, a nie przywódców – oraz obcych etnicznie  przybyszów miało miejsca pod koniec 2013 roku. Emocje te później przygasły, jednak tylko dlatego, iż agresja skierowała się na przeciwników zewnętrznych.

Jednak w warunkach głębokiego kryzysu wahadło z łatwością odchyli się w przeciwną stronę. Ludzie nie będą już tak zadowoleni i optymistyczni jak w latach 2010-2011. Ujrzymy wtedy innego wyborcę, o bardziej populistycznych żądaniach, zorientowanego bardziej na przetrwanie niż zainteresowanego rozwojem kraju. Zobaczymy wówczas nastroje społeczne podobne do tych z końca lat 1990-tych i początku 2000 roku. Władzom będzie coraz trudniej kanalizować te pełne agresji emocje.


50 dolarów za baryłkę


Nawet scenariusz, przyjęty przez nas za podstawowy, zakładający wzrost cen ropy do 70 dolarów w roku 2018 przewiduje, iż będziemy mieli do czynienia z mniej lub bardziej możliwym do opanowania deficytem budżetowym. W roku 2017 staniemy przed koniecznością redukcji wydatków z budżetu federalnego rzędu 5-7% w ujęciu realnym. Scenariusz „50 dolarów za baryłkę” komplikuje sytuację przede wszystkim dlatego, że hamuje odbudowę gospodarki, zaś dochody budżetu są bezpośrednio uzależnione od  poziomu wzrostu gospodarczego.

Nasz budżet na najbliższe trzy lata powstał przy założeniu bardzo optymistycznego tempa odbudowy rosyjskiej gospodarki. Ten wzrost przewidywany na poziomie 2,3 – 2,4%. nie będzie możliwy do osiągnięcia, jeśli uwzględnić  rosnącą niepewność co do losów gospodarki światowej.

Powszechnie akceptowane prognozy muszą być teraz korygowane w dół: w 2016 roku wzrost wyniesie poniżej 1%, w kolejnym roku 1,5% . Przy tak niskim tempie dochody budżetu będą rosnąć wolniej, niż oczekuje tego Ministerstwo Finansów.
Oznacza to, że przy cenie ropy 50 dolarów za baryłkę nasz PKB nie wróci do poziomu sprzed kryzysu wcześniej niż w 2018 roku, a dynamika dochodów budżetu w ujęciu realnym znacznie się pogorszy. Planując wydatki, przyjdzie nam o wiele bardziej zacisnąć pasa. Dokładniej mówiąc, wiemy już, że pod nóż poszły wydatki na obronność, co jeszcze do niedawna było nie do pomyślenia. Nieunikniona będzie niepełna indeksacja emerytur, do tej pory uznawano, iż musi ona odpowiadać tempu inflacji.

Propozycje te są rozpatrywane także na wypadek bardziej optymistycznego rozwoju wypadków na rynku ropy, np. gdyby cena wzrosła ponad 50 dolarów za baryłkę.


Zmęczenie kryzysem


Obraz społeczeństwa, jaki ujrzymy będzie się bardzo różnił od tego, jaki widzieliśmy po poprzednim kryzysie, gdy nastroje polityczne uległy pogorszeniu,  jednak towarzyszył im wzrost poziomu życia (do spadku dochodów realnych nie doszło nawet w 2009 roku). Wzrost spożycia ogółem w latach 2010-2014 stanowił jedną trzecią całego wzrostu odnotowanego na przestrzeni minionych 25 lat. Poprawa w tym okresie była o wiele większa, niż w latach 2005-2008.

Krótkotrwały kryzys z sierpnia nie będzie miał wielkiego znaczenia dla kształtowania nastrojów społecznych. Z tego punktu widzenia o wiele istotniejsze jest przejście kryzysu do fazy chronicznej z niepewnymi i oddalonym w czasie nadziejami na ozdrowienie i odzyskanie poprzedniego realnego poziomu spożycia. Decydującym czynnikiem może się okazać narastające wśród ludzi zmęczenie kryzysem. Dziś jeszcze nie jest ono odczuwane aż w takim stopniu.

Warto zwrócić uwagę na pewien paradoks: odsetek osób, które według sondaży Rosyjskiej Akademii Gospodarki Narodowej odczuwały w jakimś stopniu skutki kryzysu wynosił w maju 34%. Jednocześnie, według tego samego badania, optymizmu w kwestii gospodarki przybywało. Ta sytuacja dłużej trwać nie będzie.


Zagrożenie dla stabilności


Dziś należy raczej spodziewać się pogorszenia oczekiwań w odniesieniu do gospodarki, co prędzej czy później przełoży się na negatywne nastroje polityczne społeczeństwa. Co prawda, w minionych 25 latach nie zetknęliśmy się z sytuacją precedensową, w której długotrwałe pogorszenie sytuacji gospodarczej nie spowodowałoby erozji poparcia politycznego dla władz i pogorszenia nastrojów społecznych. Na razie zjawisko tego rodzaju nie daje o sobie znać. Jednak długotrwałość obecnego kryzysu sprawia, że utrzymanie podobnego status quo będzie mało prawdopodobne. Jeśli kryzys przejdzie do fazy przewlekłej zetkniemy się ze wzrostem zagrożenia dla rosyjskiej stabilności politycznej. To z kolei jeszcze bardziej ograniczy swobodę manewru władz, utrudni działania antykryzysowe i skomplikuje utrzymanie równowagi budżetowej.

Jak uczy nas doświadczenie historyczne, utrata zaufania społeczeństwa do władz na tle zjawisk kryzysowych zachodzi w Rosji z opóźnieniem 2 do 3 lat. Obecny kryzys pod względem dolegliwości jest jednym z najgorszych od 25 lat. Jednak wyróżnia go pewna cecha szczególna, uwaga społeczeństwa odwracana jest ku konfliktowi poza granicą. Punkt przełomowy dla tych nastrojów jeszcze nie nadszedł. Można przyjąć, że ich pogorszenie pojawi się z opóźnieniem, niż wynikałoby to niezadowolenia z pogarszających się warunków bytowych. Trudno powiedzieć jak będzie głębokie, gdyż po raz pierwszy stajemy wobec splotu czynników, jakimi są kryzys gospodarczy oraz ostry konflikt geopolityczny. W całym okresie Rosji post radzieckiej nie mieliśmy do czynienia z czymś podobnym.

Teoretycznie rozwój wydarzeń może się potoczyć bezkonfliktowo, jeśli władze zdążą przeprowadzić kolejne wybory w warunkach sprzyjających nastrojów społecznych. Można by wówczas mieć nadzieję, że w okresie powyborczym rosyjskie elity skupią się na poszukiwaniu skutecznych dźwigni wzrostu gospodarczego. Zauważmy przy tym, że nawet gdyby ceny ropy wzrosły do poziomu 70-80 dolarów za baryłkę, to nie zagwarantują one nam zadowalającego tempa wzrostu. Bez zmiany modelu gospodarczego Rosja pozostanie uwięziona w pułapce średniego tempa rozwoju. Władze są tego świadome, jednak nie posiadają one możliwości podjęcia poważnych działań długofalowych. Po pierwsze, dlatego, że znajdujemy się na etapie silnych zawirowań gospodarczych, uniemożliwiających prowadzenie jakichkolwiek działań o charakterze perspektywicznym. Po drugie, dlatego iż w kraju zaczyna się nowy cykl wyborczy.


Tłumaczenie Maciej Górski


Oryginał ukazał się na portalu slon.ru: https://slon.ru/posts/55670






 *Michaił Dmitriew (ur. 1961), rosyjski ekonomista, były zastępca ministra rozwoju gospodarczego i handlu, a także deputowany do parlamentu. Zajmując wysokie stanowiska Dmitriew wyróżniał się wśród rosyjskiej elity władzy  skromnym stylem życia, nie posługiwał się samochodem służbowym dla dojazdów do pracy. W latach 2005-2-14 szef Centrum Analiz Strategicznych. W swojej prognozie z roku 2008 przewidział falę niezadowolenia i protestów jaka ogarnęła rosyjskie środowiska miejskie w latach 2011-2012. W roku 2014 został brutalnie pobity w pobliżu swego domu w podmoskiewskiej miejscowości Łobnia. Obecnie jest prezesem spółki "Nowy wzrost gospodarczy". 







Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com





Projekt "Media-w-Rosji" ma na celu umożliwienie czytelnikowi w Polsce bezpośredniego kontaktu z rosyjską publicystyką niezależną, wolną od cenzury. Publikujemy teksty najciekawszych autorów, tłumaczymy materiały najlepiej ilustrujące ważne problemy współczesnej Rosji. Projekt "Media-w-Rosji" nie ma charakteru komercyjnego.