Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Władimir Putin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Władimir Putin. Pokaż wszystkie posty

środa, 29 kwietnia 2015

Intryga, jak sprężyna, czyli przyłączenie Rosji do Czeczenii



Ani jeden podmiot Federacji Rosyjskiej nie cieszy się tak daleko idącą autonomią, co Czeczenia kierowana przez Ramzana Kadyrowa. Jej prezydent nie jeden raz deklarował pełną lojalność wobec gospodarza Kremla, Władimira Putina. Te deklaracje nie oznaczają jednak lojalności wobec federalnych organów władzy państwowej. Putin jest kreacją systemu KGB - tłumaczy redaktor naczelny "Nowej Gaziety", Dmitrij Muratow. Kadyrow jest kreacją Putina. Obu łączy szczególna więź. I to dlatego właśnie, może się okazać, iż ujawnienie pełnej prawdy o zabójstwie Borysa Niemcowa nigdy nie będzie możliwe.

 


Z Dmitrijem Muratowem, redaktorem naczelnym "Nowej Gaziety" na antenie stacji telewizyjnej "TV DOŻD'" rozmawia Julia Taratuta.  






[Poniższy materiał został przygotowany w oparciu o transkrypcję rozmowy opublikowaną na portalu "TV DOŻD'". Tekst został skrócony i zredagowany, po to by usunąć charakterystyczne dla rozmowy prowadzonej na żywo powtórzenia, nie odnoszące się do tematu rozmowy wtręty, chropowatości dialogu].





Prezydent Rosji Władimir Putin jest kreacją systemu służb specjalnych. Prezydent Czeczenii Ramzan
Kadyrow jest kreacją Władimira Putina. Obu łączy szczególna więź. 




Julia Taratuta:
Po śmierci Borysa Niemcowa w rosyjskich mediach tylko "Nowaja Gazieta" opisywała szczegóły śledztwa, tylko u was można była odnaleźć możliwie pełny obraz tego, co działo się po zamachu. W  jednym z artykułów wymieniono szereg nazwisk, dowiedzieliśmy się kto jest kim, potem powtarzały się one w innych publikacjach. Pana gazeta obserwuje rozwój wydarzeń, gdzie znaleźliśmy się obecnie? Jeśli toczy się wojna, kto walczy z kim?


Zleceniodawca


Dmitij Muratow:
Kiedy pytają mnie o zleceniodawcę… Mam pewne doświadczenie, więc odpowiadam, na razie na ten temat niczego nie wiemy. Nie mamy żadnych dowodów wskazujących na to, kto był zleceniodawcą. Znamy niektóre, całkowicie potwierdzone fakty, ale ich interpretacją lepiej niech zajmują się blogerzy. Ludzie odpowiedzialni muszą oceniać je nieco inaczej. Co wiemy? Już na pierwszym przesłuchaniu Zaur Dadajew, funkcjonariusz batalionu "Siewier" przyznał się, iż to on dokonał zabójstwa na zlecenie. Potem zaś poleciał na Kaukaz, do Inguszetii razem z zastępcą dowódcy batalionu "Siewier" Rusłanem Gieremiejewem. Ten fakt został udowodniony.

Wiemy także, iż jeden z ludzi uczestniczących w zamachu, wynika to z zeznań Dadajewa, a także wyników przeprowadzonych ekspertyz, mężczyzna o nazwisku Szawanow został zabity podczas próby zatrzymania. Jednak za jego śmierć nie ponoszą odpowiedzialności przybyli z Moskwy funkcjonariusze specnazu. Szawanowa zabiła grupa miejscowej policji. Znalazła się ona w miejscu jego zamieszkania, nim przybył tam oddział specnazu. Według miejscowych policjantów, sam Szawanow wysadził się przy pomocy granatu.

Wiemy sporo o technologii prowadzonego śledztwa. Te działania muszą być prowadzone w określony sposób. Istnieją opisane w kodeksach instrukcje, należy ich przestrzegać. Jeśli zostają zignorowane, każdy adwokat, doświadczyliśmy tego w sprawie Anny Politkowskiej, w sądzie przysięgłych akt oskarżenia zetrze w proch. Ważny więc jest sam sposób prowadzenia śledztwa. Jeśli zostają naruszone procedury, podstawy prowadzonego postępowania, to później w sądzie udowodnienie oskarżonemu winy okazuje się niemożliwe.

Śledztwo w sprawie zabójstwa Borysa Niemcowa prowadzone jest zgodnie z procedurami. Śledczy skierowali - to moment szczególnie ważny - odpowiedni wniosek o doprowadzenie na przesłuchanie człowieka towarzyszącego Dadajewowi w samolocie  do dwóch instytucji: do zarządu FSB w Czeczenii i do sztabu wojsk wewnętrznych. Do sztabu zwrócono się, bo batalion Siewier wchodzi w ich skład, do FSB, bo ta instytucja nadzoruje śledztwa w głośnych sprawach. Chodzi tu o wspomnianego Rusłana Giemiejewa, jego brat jest senatorem, członkiem Rady Federacji. Do tej pory jednak wniosek ten nie został zrealizowany, jakie  były przyczyny, nie orientuję się…

Rozmawiając o śledztwie w sprawie zamachu na Niemcowa, musimy podkreślić, iż na początku prowadzono je profesjonalnie, intensywnie, przestrzegając zasad i wymogów proceduralnych. W ciągu kilku pierwszych godzin, dzięki zastosowaniu metod z zakresu nowoczesnych technologii, a także wykorzystaniu informacji agenturalnych udało się ustalić nazwiska zabójców Borysa Niemcowa, to jest wykonawców zamachu i częściowo jego organizatorów. Ale jak toczy się śledztwo dziś...? Nie mam pojęcia, co dzieje się w gabinecie generała Krasnowa, jednak do tej pory nie udało się przesłuchać kilku kluczowych świadków. Mam wrażenie, mogę się mylić, podkreślam jest ono subiektywne, że Dadajew zostanie uznany tak za wykonawcę, jak i organizatora zamachu. A niewykluczone, że okaże się również zleceniodawcą tego głośnego zabójstwa politycznego na zamówienie.

Taratuta:
Śledztwo skupia się na wykonawcy…


Nie jestem blogerem


Muratow:
Wydaje mi się, iż władze stanęły przed skomplikowanym wyborem: pokój i stosunki z kierownictwem Czeczenii oparte na zaufaniu, lub wyjaśnienie prawdy o zabójstwie Niemcowa. Chcę podkreślić, nic mi nie wiadomo na temat roli samego Kadyrowa w zamachu. Słyszałem to już wcześniej od tysięcy ludzi, "przecież sam dobrze rozumiesz, jak to było ze sprawą Politkowskiej". A ja niczego nie rozumiem. Przez wiele lat nie udało nam się znaleźć dowodów na to, że Kadyrow był zamieszany w tę sprawę. Nie jestem blogerem, nie mogę sobie pozwolić, na jakieś kategoryczne stwierdzenia, takie podejście byłoby nieprofesjonalne. Ale Czeczenia swoich ludzi nie wydaje, taki daliśmy w gazecie tytuł.  To osobny świat, tam obowiązują własne zasady braterstwa broni.

Taratuta:
Mówił pan już o tym, że Czeczenia nie jest zwykłym państwem, że nie chodzi tylko o jej niezależność, ale że jest to państwo szczególnego rodzaju, bardzo zmilitaryzowane. Wydaje mi się, że to cenna obserwacja o charakterze politologicznym.

Muratow:
Musiała pani zauważyć, że w naszym kraju ucichły wezwania w rodzaju, dość utrzymywania Kaukazu, dość utrzymywania Czeczenii… To dlatego, ze czeczeńskie siły zbrojne, świetnie uzbrojone, wyposażone, bogate w doświadczenia wojenne, podczas wojny rosyjsko-gruzińskiej maszerowały w awangardzie. Walcząc o "russkij mir" te same oddziały często dodawały sobie odwagi okrzykami "Allach Akbar". Kadyrow chce, byśmy widzieli w nim nie tylko szefa jednego regionu, jednego z 83 podmiotów Federacji Rosyjskiej. Jego ambicją jest wizerunek jednego z wiodących dowódców rosyjskich sil zbrojnych. Kadyrow nigdy nie kłamał, gdy twierdził, iż jest bezgranicznie oddany Putinowi.


Taratuta:
Powiedział pan, iż ucichły wezwania, by przestać utrzymywać Czeczenię, przestać utrzymywać Kaukaz. Nie bardzo obserwowałem, jak zmieniała się sytuacja pod tym względem, więc tym ważniejsze jest dla mnie pana zdanie. Po prostu zmieniły się nastroje społeczne, czy też raczej mamy tu do czynienia z impulsami idącymi z góry, z Kremla?




Na wywiad z Dmitrijem Muratowem telewizja "DOŻD'" musiała czekać szczególnie długo. Redaktor naczelny
"Nowej Gaziety" niechętnie występuje w innych mediach, niż własne. 




Koniec z utrzymywaniem Czeczenii


Muratow:
To stare hasło cieszyło się wielkim poparciem społecznym. Porównywaliśmy wtedy, jak wiele pieniędzy z budżetu wydaje się na mieszkańców obwodu kostromskiego, a jak dużo na jednego mieszkańca Czeczenii, lub Dagestanu. Tam była ogromna różnica, na Kaukaz wydawaliśmy kilka razy więcej. Ludzi to wściekało, byli kategorycznie przeciw. To wezwanie stało się banalne. Wszyscy powtarzali: "jak to tak? Potem jednak, nagle odkryliśmy, że te pieniądze docierają nie tylko do prostych mieszkańców Czeczenii. I że w ten sposób finansujemy także swoje wojsko. Niech pani zwróci na to uwagę, kiedy uwolniono dziennikarzy stacji telewizyjnej Life News, okazało się, że główną role w tej historii odegrali Czeczeni i ich formacje siłowe (18 maja 2014 pod Kramatorskiem, zostali zatrzymani dziennikarze pro kremlowskiej telewizji LIfe News Sidiakin i Sajczenko. Wielka rolę w ich w uwolnieniu odegrali przedstawiciele prezydenta Czeczenii, którzy w Kijowie wynegocjowali ich uwolnienie - mediawRosji").

Kiedy na wschodzie Ukrainy trwały zaciekle walki, nikt nie ukrywał, iż biorą w nich udział świetnie wyszkoleni ludzie z Kaukazu, na odwrót fakty te wręcz podkreślano. Wszyscy rozumieli, że to armia generała Kadyrowa. On sam nie przedstawia się jako obywatel Putina, mówi raczej o sobie jestem jego piechurem, jestem żołnierzem Putina.

Taratuta:
Armia Kadyrowa pojawiła się za zgodą Putina, czy to samodzielna inicjatywa prezydenta Czeczenii?


Przyłączenie Rosji do Czeczenii


Muratow:
Mam wrażenie, że w ten sposób, sam Kadyrow umacnia swoje znaczenie. Wiele razy pracowałem na wojnie w Czeczenii. Byłem tam niezliczoną ilość razy. Doskonale pamiętam emocje Czeczenów z tamtego okresu, emocje Czeczenów walczących z bronią w ręku. Wszyscy mówili tylko o oddzieleniu się od Rosji. Ale teraz obserwujemy proces innego rodzaju, wszystko to ma związek z Ramzanem Kadyrowem. Mamy do czynienia z przyłączeniem Rosji do Czeczenii. To ważny proces. Dokonał się na naszych oczach. Na pierwszy rzut oka widać wszystkie atrybuty czeczeńskiej suwerenności.

Ostatnia kłótnia między Ministerstwem Spraw Wewnętrznych, a Kadyrowem świetnie to ilustruje. Nawiasem mówiąc, nie wykluczałbym, iż Kadyrow ma rację, kiedy mówi, iż przybyli na terytorium Czeczenii z zewnątrz funkcjonariusze, załatwiali także jakieś prywatne interesy. Próbujemy się na ten temat dowiedzieć czegoś więcej. Zdobyliśmy już pewne informacje, ale na razie nie jestem gotów do tego, by je ujawnić…

Można było wydać oświadczenie, iż podjęte zostaną starania, by tę sytuację wyjaśnić. Jednak Ramzan Kadyrow doszedł do wniosku, iż powinien wystąpić z ostrzeżeniem… Zapowiedział, że jego ludzie będą strzelać do wszystkich funkcjonariuszy (spoza Czeczenii, działających na terenie republiki bez uzgodnienia - mediawRosji")… W ten sposób, może wypowiedzieć się tylko wojskowy, dowódca, głównodowodzący swojej republiki. Odpowiedź MSW była umiarkowana… Zwłaszcza jeśli rozumie się, iż tego rodzaju wypowiedź i sytuacja są niedopuszczalne.

Mamy do czynienia z wezwaniem do strzelania w funkcjonariuszy. Warto sobie od razu przypomnieć fantastyczną surowość wyroków w procesach demonstrantów z Placu Błotnego i jej związek z inną wypowiedzią Putina, o tym że nie wolno podnosić ręki na człowieka w mundurze.

Z jednej strony zapowiedź strzelania. Z drugiej, w jednym z procesów demonstrantów z Placu Błotnego chodziło o odłamanie kawałka emalii zębowej funkcjonariuszowi policji.  Zaczęło się od tego kawałka…  Aż  doszło do tego, co mamy teraz. Sprawy Placu Błotnego przyniosły koniec rosyjskiej modernizacji. Za odłamany kawałek emalii funkcjonariusza sil specjalnych OMON wlepiono człowiekowi wieloletni wyrok. Jak widać jedni mogą, inni nie. A to dlatego, że ten pierwszy występuje rzekomo przeciw interesom Rosji, a ten drugi, choć w ekstremalnej formie, działa na jej rzecz.

Taratuta:
Mówi pan, ze Kadyrow jest piechurem Putina, i że demonstruje całkowitą lojalność. Jesteśmy jednak teraz świadkami ostrego konfliktu między rosyjskimi, federalnymi strukturami siłowymi, a kierownictwem Czeczenii. Jedno mówi Kadyrow, co innego robią resorty siłowe. Jak to wszystko pogodzić, oświadczenia Kadyrowa o pełnej lojalności wobec Putina i całkowity brak lojalności wobec resortów siłowych? Można więc mówić o konflikcie z Putinem?


Ciepła wódka dla ludzi z resortów siłowych


Muratow:
Powiem wprost. Władimir Putin jest pewnym stopniu kreacją systemu struktur siłowych, służb specjalnych, KGB, one go stworzyły. A Kadyrow został stworzony przez samego Putina. Najpierw Putin dogadywał się z jego ojcem Achhmatem, iż to on będzie człowiekiem, który w Czeczenii zaprowadzi pokój. Za realizację swoich zobowiązań Achmat zapłacił cenę życia. Miejsce ojca poległego w wyniku zamachu zajął syn. Tak więc Putin związany jest z Ramzanem krwią jego ojca Achmata. Ta więź jest o wiele mocniejsza, niż ta łącząca Putina z FSB.




Rok 2004. Czeczenia. Cmentarz w Centeroj. Grób poległego w zamachu bombowym Achmata Kadyrowa. Władimir Putin (z lewej) i Ramzan Kadyrow (z prawej). To śmierć tak bardzo zbliżyła Władimira Putina i Ramzana Kadyrowa.

Nie jestem psychologiem, ani psychiatrą. Putin nigdy nie zdradza, nie wydaje swoich ludzi. To samo charakteryzuje Kadyrowa. I w rezultacie ludzie z resortów siłowych będą pić ciepłą wódkę, powtarzając: "znów nam nie pozwolili". Oddział federalnego specnazu przybył do wsi Dżałka, by Geremiejewa dostarczyć na przesłuchanie. Okazało się, że otoczyli go podobnie uzbrojeni i wyposażeni ludzie, silnie zmotywowani, z oddziału ochrony batalionu Siewier. Nikt nie wydał rozkazu, by strzelać. To była jasne dla wszystkich, iż jeśli ludzie specnazu przystąpią do wykonywania rozkazu, by świadka dostarczyć na przesłuchanie, zacznie się wojna.

Taratuta:
Dobrze pana rozumiem? Mamy w kraju dwie armie, jedna z nich podlega kontroli, druga nie…


Armia Kadyrowa


Muratow:
Obie podporządkowane są głównodowodzącemu.  Ale żadna z nich nie jest podporządkowana tej drugiej. Kadyrow nie podlega strukturom federalnym.

Armia Kadyrowa, cały region, posiadają wszelkie atrybuty całkowitej suwerenności. Tam jest lotnisko międzynarodowe, program działań na arenie międzynarodowej, składane są dziwne propozycje, jak ta sprzedaży broni Meksykowi, by mógł odebrać Ameryce stan Nowy Meksyk. W Czeczenii istnieją własne uregulowania dotyczące życia publicznego, rozrywki. Instytucje federalne pozbawione są możliwości prowadzenia samodzielnie jakichkolwiek czynności śledczych, przekonaliśmy się o tym, gdy do opuszczenia republiki zmuszono przedstawiciela Komitetu Śledczego, Sobola. Wystarczyło, gdy spróbował pobrać próbki DNA od miejscowych funkcjonariuszy policji, by zbadać ich związek z popełnionym w Rosji zabójstwem. Tak funkcjonuje tylko państwo suwerenne.

Taratuta:
Ta sytuacja jest więc oczywista, nawet FSB nie może niczego zdziałać z Czeczenią. Nawet ta instytucja nie dysponuje niezbędnymi instrumentami. A prezydent Rosji? Ma je do dyspozycji? W jaki sposób może zarządzać tymi dwiema armiami? Zacznijmy od tej pierwszej…

Muratow:
Najważniejsza jest nić wzajemnej sympatii między Putinem, a Kadyrowem. Musimy o tym pamiętać,  jeden nigdy nie zawiódł drugiego. Czasem na skutek działań jednego z nich, ten drugi znajdował się w niezręcznej sytuacji, ale to nic takiego, bez znaczenia. Jeden nie zdradzi drugiego. Między nimi panuje szczególna więź. Ona jest silniejsza od prawa. Ich by ta charakterystyka nie zawstydziła, to więź między dwoma zabijakami. Dlatego nie mają tu znaczenia federalne przepisy, normy, regulaminy. To jest więź na innym poziomie. Więź monarchów. I być może monarchy i następcy.

Taratuta:
Zastanawialiśmy się nad przejawami niezależności Czeczenii. Jeśli dobrze pana zrozumiałam, uważa pan, że Czeczenia jest także suwerennym państwem z gospodarczego punktu widzenia. Wieczna zależność Czeczenii od moskiewskich dotacji, to mit…?


Cierpienia Czeczenii


Muratow:
Pod tym względem, warto jedno oddzielić od drugiego, ile zarabia sama Czeczenia i czy otrzymuje dotacje? Otrzymuje, to oczywiste. A ile i jak zarabia sama? Czeczenia ma ropę, lotnisko międzynarodowe, jej mieszkańcy są urodzonymi budowlańcami, każdy szanujący się człowiek będzie właścicielem fabryki betonu, cementu, cegielni, albo firmy transportowej. Równocześnie pamiętam bardzo dobrze Czeczenię z lat 1995-1996-1997, Grozny zrównany z ziemią przez nasza artylerię. Droga od stadionu Dynamo, do tak zwanego Pałacu Prezydenckiego, dawnego Komitetu Obwodowego Partii wyglądała jak ruiny na zdjęciach Stalingradu. Tylko general Szamanow mógł wtedy cynicznie żartować, iż miasto jest całe, niezniszczone, bo oni strzelali tylko z pistoletów. Pamiętam dobrze jego żarciki na antenie, w programie Swiety Sorokiny.




W 1995 roku ruiny Groznego przypominały ruiny Stalingradu. 


Mój kraj kilka razy wyrządził Czeczenii ogromną krzywdę. Wystarczy wspomnieć liczbę zmarłych w Karłagu, masowe wysiedlenie ludności 23 lutego 1944 roku pod Żezkagan, czy Aktiubinsk, a potem całkowite zniszczenie stolicy i wielu innych miejscowości, takich jak Bamut, Borzoj… To dlatego, trzeba było potem "wykupić" całe terytorium Czeczenii. Zniszczyłeś, więc wykup i buduj. Może budowano zbyt luksusowo. Oczywiście otoczenie Kadyrowa może pozwolić sobie na różne ekscesy, rozrzucanie na ślubach banknotów po 500 euro (dolarów nie, bo to waluta wroga), kupowanie najdroższych prezentów. Jeśli ktoś chce zobaczyć  ich samochody, wystarczy podjechać pod jedną z moskiewskich restauracji w rejonie ulicy Bronnej. Tam zobaczycie, co to za flotylla.

Ale to wszystko wzięło się z tego, że Jelcyn nie dogadał się z Dudajewem, a nieżyjący już Graczow obiecał, iż załatwi sprawę w ciągu trzech dni, przy pomocy jednego pułku wojsk desantowych.  Za to potem w Rostowie nad Donem, w lodówkach, w wagonach chłodniczych, na terenie laboratorium numer 124 kierowanego przez kapitana pierwszej rangi Szczerbakowa, leżały tysiące spalonych ciał. Zniszczenie Czeczenii, wojna z Czeczenią były gigantycznym błędem, potem przyszło za niego zapłacić. Tę historię obecnych problemów trzeba pamiętać. Kiedy mówimy, iż tak po prostu utrzymujemy Czeczenię, to chcę powiedzieć, że to nie jest takie proste. Pozbawiliśmy życia całe pokolenie.





Taratuta:
Dobrze pana zrozumiałam? Pana zdaniem niezależność Czeczenii jest dziś o wiele większa, niż….

Muratow:
Bez wątpienia… W Czeczenii liczy się wyłącznie władza Ramzana Kadyrowa.

Taratuta:
Wróćmy do tego konfliktu między FSB, a czeczeńskimi strukturami siłowymi, jak pan to ocenia? Kto zaczął pierwszy? Na czym polega istota sporu? Obserwujemy walkę o pieniądze, wpływy?


Czeczeńskie ekscesy w stolicy Rosji


Muratow:
Mam swoją wersję. To całkowicie moja ocena tej sytuacji. Kilka razy, tak zwana ochrona Kadyrowa, albo ludzie, którzy mieszkali w jednym z hoteli w centrum miasta, albo w przedstawicielstwie Czeczenii, albo wynajmowali jakieś mieszkania, robili w Moskwie rzeczy całkowicie nie do zaakceptowania. Tak uważają nasze organy odpowiedzialne za przestrzeganie prawa, tak uważają zwykli mieszkańcy. Ci ludzie chwytali zakładników, ukrywali ich. Przykład: zawodowy złodziej samochodów kradnie auto, coś mu się pomyliło, zabrał nie tam gdzie można. W odpowiedzi zaczyna się akcja wymierzenia mu kary. Torturują go, ścigają. W innym przypadku dokonano porwania zakładnika z restauracji na ulicy Powarskiej. W jeszcze kolejnym, rozstrzelano w bezpośrednim sąsiedztwie Białego Domu (siedziba rządu Rosji - "mediawRosji") jednego z braci Jamadajewów (Muratow mówi o Rusłanie, jednym z trzech braci. Wszyscy znaleźli się w ostrym konflikcie z Ramzanem Kadyrowem, Rusłana zabito w 2008 r.  - "mediawRosji"). W ocenie funkcjonariuszy struktur siłowych takie rzeczy, w mieście za które ponoszą odpowiedzialność są niedopuszczalne.

Byłego komendanta oddziału "Goriec" Bajsarowa rozstrzelano w Prospekcie Lenina. Rozprawę zakończył kontrolny wystrzał. Organizatorzy tej akcji uważali, że to najlepszy sposób na wymierzenie sprawiedliwości. Jak to możliwe? Wszyscy wiedzą, kto to zrobił. Tak to jest. Inaczej oni nie potrafią. W końcu ludzie ze struktur siłowych mieli dość. Aresztowano kilku ludzi, odwieziono ich do Butyrki, ale zaraz potem dostali rozkaz, by ich wypuścić, więc wypuścili, żeby uniknąć zaostrzenia sytuacji. Policjanci i prokuratorzy zapewnili potem, że znajdą tych ludzi w Czeczenii, przywiozą ich z powrotem, przedstawią zarzuty…. Pusta idea… Oczywiście nie dali rady. Ale tak, czy inaczej było to uderzenie w ich własne poczucie godności. Ludzie z instytucji siłowych nie rozumieją, że władza kieruje się szczególnym interesem państwa. Jednym z najważniejszych priorytetów jest uniknięcie nowej fali terroryzmu w czeczeńskich górach. Bezpieczeństwo i przeciwdziałanie przestępczości to ich kompetencje, ich sfera działalności, wydawało się, że w niej to oni są szefami. Ale wyjaśniło się, że jest inaczej.

Taratuta:
Nie pierwszy raz mieli do czynienia z najwyższym arbitrem, chodzą do niego składać raporty, informują go… Na co liczyli w sytuacji z Niemcowem….?

Muratow:
Wydawało im się, że dowody są oczywiste. I że wiedzą bardzo dużo.

Taratuta:
Można w obecnej sytuacji stwierdzić, iż federalne organy odpowiedzialne za przestrzeganie prawa, na tym etapie sprawy, poniosły klęskę?


Zbliżają się decydujące tygodnie


Muratow:
To nie futbol, gdzie można powiedzieć, mecz się skończył, upłynęło 90 minut i jedna z drużyn albo wygrała, albo przegrała. Mamy tu do czynienia ze skrywaną intrygą przypominającą ściśniętą sprężynę.

Taratuta:
Dmitriju Andrejewiczu, pana zdaniem, kto jest górą w obecnym  konflikcie ludzi z federalnych i czeczeńskich struktur siłowych….?

Muratow:
Już powiedziałem, moim zdaniem, termin zwycięstwo ma zastosowanie w odniesieniu do rywalizacji sportowej. Tam wszystko wiadomo po ostatecznym gwizdku arbitra. A tu obserwujemy, jak sprężyna intrygi jest ściskana. Z jednej strony, głównodowodzący winien podjąć jakąś decyzję, z drugiej ludzie z instytucji siłowych odczuwają dyskomfort, iż nie są w stanie pokazać społeczeństwu, iż pieniądze przeznaczone na ich utrzymanie, nie są wyrzucane w błoto. Kadyrow z kolei podkreśla, iż on sam wspiera Putina, za to oni mu w tym przeszkadzają Powiem teraz coś okropnego. Wczoraj była mowa o tym, iż Kadyrow gotów jest ustąpić, z resztą już nie pierwszy raz. Ale jeśli tak się stanie, to w nowej sytuacji miałby rozwiązane ręce. Wtedy z wrogami Rosji, tymi wymienianymi w Instagramie Ramzana Kadyrowa, można będzie się rozprawić łatwiej i szybciej. Mamy w tej sytuacji jednego arbitra, jest nim Wladimir Putin, jak zwykle zachowuje się na swój sposób. Czeka i obserwuje, jak ułoży się sytuacja, która ze stron lepiej uzasadni swoje stanowisko. To wszystko. Nic więcej dodać się nie da. Wciąż czekamy na finał. Czekają nas decydujące tygodnie.




Grozny odbudowano z rozmachem i przepychem. Zniszczoną Czeczenię Moskwa musiała wykupić na nowo. 


Taratuta:
Tygodnie? Głównodowodzący znalazł się w trudnej sytuacji. Krążą plotki i legendy, o tym że zniknął na jakiś czas. Mamy tu element ironii politologicznej. Wyjechał na Wałdaj, żeby porozmyślać, jak rozwiązać tę sytuację. Sam niewiele może zrobić…  A tu niewiadomo jakie wyjście będzie najlepsze. Komu przyznać zwycięstwo? Jak zademonstrować, co mu się podoba, a co nie.

Muratow:
Zniknięcie Putina, choroba Putina, nowa diagnoza, dokąd pojechał, to wszystko nadaje się dla blogerów. Z tego może być tweet, albo retweet, post albo repost.

Taratuta:
Może w społeczeństwie zapanował nowy nastrój. Ludzie wymyślają to wszystko, żeby udowodnić do jakiego stopnia, problem stojący przed prezydentem jest nierozwiązywalny.

Muratow:
Dziennikarz Filip Dziadko jest autorem mądrej frazy, Facebook stal się rodzajem znienawidzonej pracy. Żeby ją wykonywać, trzeba analizować wszystkie wersje, wszystkie warianty, choć często nie mają z prawdą wiele wspólnego.


Tego nie wie nikt


Taratuta:
Zastanówmy się więc, jakie wyjście ma prezydent Putin…

Muratow:
Tego nie wie nikt. To jest temat dla politologów. Nikt nie wie, co i jak zrobi prezydent. Wygląda na to, iż w tej sprawie nie znajdzie się rozstrzygnięcie na gruncie prawa. Jeśli nie jest możliwe przesłuchanie świadka, to znaczy, że sytuacja wyszła poza pole regulowane przez prawo. Tak więc zapadnie decyzja w oparciu o inne, arbitralnie określone kryteria.

Taratuta:
Samo naprasza się pytanie, jak bardzo poirytowany jest prezydent tym, że znalazł się w podobnej sytuacji.

Muratow:
A kto to wie: poirytowany, czy nie?

Taratuta:
Ja nie zadaję kobiecego pytania o to, jak on dziś wygląda. Wydaje mi się, że pańskie wnioski są przygnębiające.


Niemcow nie był wrogiem


Muratow:
Mam wrażenie, że w wypadku Spółki Akcyjnej Rosja, lub nazwijmy ją korporacji Rosja, podobnie do innych wielkich korporacji, czy organizmów, mamy do czynienia z holdingiem o strukturze piramidy. Na czele stoi Putin. Kwestia lojalności, osobistego oddania ma wielkie znaczenie. Przypominam sobie wywiad udzielony gazecie "Izwiestia"  przez ojca Władisława Surkowa, wówczas, gdy sam Surkow znajdował się na bocznym torze. Powiedział wtedy: "Mój syn uważa, iż Putin jest wspaniałym człowiekiem, on sam będzie zawsze do jego dyspozycji". Kiedy Kadyrow mówi, że jest piechurem Putina i gotów jest za niego umrzeć, w oczach Putina, tak właśnie jest. A jaki mamy wybór między lojalnością i prawem? Z jednej strony organizacja, która go wychowała, przygotowała do życia, z drugiej lojalność, Putinowi nie wolno jej zdradzić…

To wszystko byłoby dobrym tematem dla pisarza Marqueza. Kto, jak i co pisze do pułkownika, i w jaki sposób pułkownik udziela odpowiedzi. Tu jest materiał na wybitną powieść…  Niestety chodzi o śmierć Borysa. Prezydent mógłby w tej sytuacji zrobić coś ważnego, ucieszyłbym się z jego dekretu umożliwiającego zawieszenie tablicy upamiętniającej Niemcowa, przed upływem przewidzianego przepisami terminem pięciu lat od śmierci. Tak postąpiono w odniesieniu do Jegora Gajdara. Dla ludzi, którzy zabili Borysa, byłby to sygnał, że człowiek którego pozbawili życia, nie był wrogiem, ofiarę życia złożył zwykły obywatel Rosji, nie wróg… Żeby przestała to dla nich być ofiara o charakterze sakralnym.

Taratuta:
Wciąż toczy się wojna wewnętrzna… W odniesieniu do Niemcowa, na razie nikt nie anulował jego charakterystyki jako wroga…

Muratow:
No tak. Chciałbym dodać coś jeszcze. Borysa śledzono nie tylko w lutym. Zaczęto za nim chodzić w sierpniu 2014 roku, potem w październiku i listopadzie obserwowało go GRU. Miano go na oku przez dłuższy czas. Borys Jefimowicz Niemcow był od dawna na celowniku.

Taratuta:
Mówi pan o jego zabójcach?

Muratow:
Nie tylko. Śledzili go różni ludzie. Nie znam wszystkich szczegółów, nie mam dostępu do wszystkich sekretów, ale mogę powiedzieć, że śledzono go od dawna. Więc to oczywiste, że jego zabójstwo nie ma najmniejszego związku z "Charlie Hebdo". Część grupy, która polowała na Niemcowa zatrzymano w melinie narkotykowej… W oczach wielu ludzi, Niemcow był wrogiem Rosji. Może Putin, jak by naiwnie to nie zabrzmiało,  jest w stanie zatrzymać to polowanie na wrogów, choćby przy pomocy tej tablicy pamiątkowej… W przypadku Gajdara, nawiasem mówiąc on i Niemcow byli przyjaciółmi, tablica została wmurowana przed upływem 5 lat od śmierci… To bardzo ważne, by prezydent, choćby symbolicznie dał do zrozumienia, "dość, już dalej się nie ważcie".


Tłumaczenie: Zygmunt Dzięciołowski


Oryginał opublikowany został na portalu stacji telewizyjnej "DOŻD'":
http://tvrain.ru/teleshow/govorite_s_yuliey_taratutoy/dmitrij_muratov_prisoedinenie_rossii_k_chechne_uzh-386382/







*Dmitrij Muratow (ur. 1961), wybitny rosyjski dziennikarz, współzałożyciel (1993 r.) i wieloletni redaktor naczelny najważniejszego w Rosji pisma opozycyjnego "Nowej Gaziety".












*Julia Taratuta (ur.1978), rosyjska dziennikarka, redaktor naczelna rosyjskich wersji magazynów "Forbes Life" i "Forbes Woman". Współpracuje z telewizją "DOŻD"". 










Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com






środa, 11 marca 2015

Po śmierci Borysa Niemcowa: prezydent w ślepym zaułku



Od samego początku, założyciele opozycyjnej, moskiewskiej „Nowej Gaziety” wielkie znaczenie przywiązywali do dziennikarstwa śledczego. Od rozpadu ZSRR, poradziecka Rosja była krajem skandali,  zabójstw na zamówienie i informacyjnych przecieków do mediów. „Nowaja Gazieta” uważała rozsupływanie tajemnic, poszukiwanie prawdy za swą najważniejszą misję. Kilku jej dziennikarzy, Anna Politkowska, Jurij Szczekoczichin, Igor Domnikow zapłaciło za to cenę życia.
 

Teraz redakcja „Nowej” nie szczędzi wysiłków, by uczestniczyć w wyjaśnianiu zagadki śmierci Borysa Niemcowa. Sensacyjny artykuł, podpisany przez cały zespół dziennikarzy śledczych „Gaziety”, sugeruje wprost, iż wykonawców, inspiratorów i zleceniodawców zamachu, szukać należy w rządzonej przez Ramzana Kadyrowa, Czeczenii. Fakt ten zdaniem „Nowej Gaziety” stawia prezydenta Putina przed szczególnie trudnym wyzwaniem.


Autor: Redakcja Śledcza "Nowej Gaziety"
 


Patrioci Rosji i jej wrogowie


Zabójstwo Borysa Niemcowa stawia prezydenta przed koniecznością dokonania wyboru.



Czeczeński batalion "Północ" jest jednostką wojsk wewnętrznych Rosji. Jej najważniejsi przywódcy 
(na zdjęciu prezydent Miedwiediew) przez lata nie szczędzili jego żołnierzom wyrazów uznania. 





















O tym, kto i w jaki sposób dokonał zamachu na Borysa Niemcowa mówi się zbyt wiele. I w rezultacie na ten temat wiadomo niewiele. Piana bita przez komentatorów, przecieki informacyjne pochodzące ze źródeł w organach śledczych rodzą plotki, na ich podstawie powstają nowe, przybywa ich w postępie geometrycznym. Ale główna pogłoska pojawiła się w poniedziałek i nie ma ona przypadkowego charakteru. Właśnie wtedy, jednocześnie, do aresztu trafili organizatorzy, zleceniodawcy i wykonawcy tego najgłośniejszego zabójstwa politycznego w historii współczesnej Rosji. Motywem, jak podawano, okazała się osobista wrogość, sprowokowana poczuciem głębokiej urazy na tle religijnym, swego rodzaju odprysk sprawy „Charlie Hebdo”. Pojawienie się tej  zaproponowanej przez kogoś interpretacji wyglądało na podjętą przez Kreml i osobiście prezydenta Putina próbę znalezienia wyjścia z powstałej w wyniku zabójstwa Niemcowa szczególnie skomplikowanej sytuacji. Problem polega na tym, iż wersja ta nie zgadza się z rzeczywistością.

A co z nią się zgadza? Nie będziemy brać pod uwagę komentarzy fabrykowanych przez amatorów, grafomanów, pomińmy różne przecieki informacyjne ze śledztwa, wszystko, co przypomina medialny szum. Blefują ci, którzy powołują się na ustalenia śledztwa. Odpowiedzialni za nie funkcjonariusze niczego nie komentują, że tak właśnie jest, widać choćby na przykładzie szczególnie ostrożnych wypowiedzi rzecznika Komitetu Śledczego, apelującego do opinii publicznej, by nie wierzyła w nic, co zostało napisane.

Logika wydarzeń pozwala przypuszczać, iż na Kremlu zabójstwo Niemcowa wywołało szok. Tam też zażądano, by najpierw ustalono prawdę, co wydarzyło się naprawdę. Dlatego wybór padł na Krasnowa, oficera śledczego do spraw szczególnie ważnych. Kontakty z prasą nie są w jego stylu, Krasnow nie uprawia też polityki. Podobnego rodzaju zakaz wydano też członkom grupy śledczej – obowiązuje ich milczenie nawet po odnalezieniu winnych i wydaniu wyroku przez sąd. „Nowaja Gazieta” jest w tym przypadku dobrze zorientowana, to właśnie general Krasnow wykrył sprawców zabójstwa Stanisława Markiełowa i Anastazji Baburowej, i w konsekwencji sprawę „BORNu”.


Wykonawcy


Wiadomo, iż o wykonanie zamachu na Borysa Niemcowa podejrzewany jest Zaur Dadajew, były zastępca dowódcy batalionu "Północ", jednostki wojsk wewnętrznych MSW Federacji Rosyjskiej. Śledczy podejrzewają także byłego funkcjonariusza tego oddziału Biesłana Szabanowa. Dadajewowi postawiono zarzuty, został aresztowany razem ze swoim kuzynami, braćmi Szadidem i Anzorem Gubaszewami. Pod zarzutem współudziału w zbrodni (prawdopodobnie prowadzili obserwację polityka) aresztowano także Ramzata Bachajewa i Tamerlana Eskerchanowa (były funkcjonariusz na MSW Czeczenii). Związek obu podejrzanych z elitarną czeczeńską jednostką potwierdził w swoim Instagramie przywódca Czeczenii, Ramzan Kadyrow. Sam Zaur Dadajew, jako jedyny spośród aresztowanych złożył zeznania, w nich całą winę wziął na siebie. Drugiego podejrzanego, Szabanowa przesłuchać się nie udało, albo on sam popełnił samobójstwo, wysadzając się przy pomocy granatu, albo zginął od przypadkowego wybuchu podczas niedzielnego szturmu jego miejsca zamieszkania w Groznym.

Podejrzanych odnaleziono błyskawicznie. W historii rosyjskich śledztw prowadzonych w związku z zabójstwami na zlecenie, nigdy jeszcze żadnego nie przeprowadzono z podobną szybkością. Wytłumaczyć to można na kilka sposobów. Po pierwsze, skutecznie posłużono się agenturą FSB. Są też inne przyczyny.

Kamery zainstalowane na moście i na Kremlu rzecz jasna funkcjonowały. To właśnie brak nagrań z nich w Internecie najlepiej świadczy o powadze z jaką prowadzone jest śledztwo. Pod tym względem,  w innych sprawach kryminalnych dochodziło do częstych przecieków informacyjnych, przestępców praktycznie w reżimie online informowano, czy winni brać nogi za pas, czy nic im nie grozi (stacja telewizyjna TVC wyłożyła w sieci video ze swej kamery z własnej inicjatywy, zrobiono to zanim śledztwo zdążyło film włączyć do zespołu dowodów rzeczowych).

Z drugiej strony, trzeba powiedzieć, iż zapisy video nakręcone przez kamery należące do Federalnej Służby Ochrony niekoniecznie przekazano organom śledczym natychmiast. Tak działają nasze procedury: najpierw postronna organizacja zgłosić musi zapotrzebowanie, ten wniosek jest rozpatrywany i dopiero później podejmowana jest decyzja o zdjęciu klauzuli tajności z potrzebnych organom śledczym materiałów. Tylko po zaaprobowaniu własnego wniosku uzyskują one dostęp do zapisów video.

Spora ilość czasu potrzebna była także, by przejrzeć materiały video pochodzące z systemu „Potok”. Rejestruje on ruch uliczny na głównych arteriach stolicy. Czas był także potrzebny dla odtajnienia funkcjonariuszy prowadzących obserwację Borysa Niemcowa w przededniu akcji 1go marca. Jak się zdaje, byli to właśnie ci funkcjonariusze, którzy znaleźli się na miejscu zdarzenia i w rezultacie pomogli prowadzącym śledztwo. Stało się tak nie od razu, bez zgody kierownictwa nie mieli oni prawa do współpracy z organami śledczymi. Są to współpracownicy tajni, nie powinniśmy się więc dziwić, iż gdy zostaną wezwani do sądu, publiczność i media zostaną poproszone o opuszczenie sali rozpraw. Obowiązują ich odpowiednie instrukcje, naruszenie ich jest niedopuszczalne. Dla przykładu, nie wolno im interweniować w jakichkolwiek wydarzeniach, nawet jeśli dzieją się na ich oczach. Jakby nie wyglądało to dziwnie, pretensje należy zgłaszać nie do nich, a do autorów instrukcji resortowych.

Funkcjonariusze prowadzący obserwację poruszali się pieszo (pieszego nie śledzi się przy pomocy samochodu) nie mieli szans, by ruszyć w pościg. Założenia taktyczne normujące prowadzenie obserwacji przewidują, iż wspomagające samochody wspomagające winny być rozstawione w tych punktach, w których można spodziewać się „obiektu”. Oznacza to, iż samochody te nie byłyby w stanie przybyć błyskawicznie na miejsce zamachu.

Wykonawcy zamachu nie zatroszczyli się, by utrudnić ich zidentyfikowanie. W pamięci kamer pozostawili wizerunki własnych twarzy, w samochodzie zachowały się ich ślady, nie pofatygowali się nawet, by go spalić. Byli całkowicie pewni swojej bezkarności. Zabijając w odległości 100 metrów od Kremla, nie zamierzali nadać swemu czynowi charakteru „sakralnego”. Wybrali miejsce, bo było dogodne. Odpowiadały im schody, wielość dróg ucieczki. Mało prawdopodobne, iż wiedzieli o organizowanym marszu, to oznacza, że Borys Niemcow znajdował się pod ich obserwacją. Wszystko świadczy o tym, iż zabójcy nie byli zawodowcami, ich pomyłki - a popełnili wszystkie z możliwych – wynikały z przyzwyczajenia do stosowania metod siłowych innego rodzaju.


Batalion Północ


Samodzielny, specjalny, zmotoryzowany batalion „Północ” imienia bohatera Rosji Achmata „Hadż” Kadyrowa wchodzi w skład 46ej samodzielnej brygady operacyjnej wojsk wewnętrznych Rosji. Liczy ok. 600 żołnierzy, stacjonuje na stałe w Groznym. Jego dowódcą jest bohater Rosji, pułkownik Alibek Delimchanow, kuzyn deputowanego Dumy Państwowej (również nagrodzonego orderem bohatera Rosji). Jeśli się przyjrzeć wszystkim okolicznościom, trzeba stwierdzić, iż oddział ten ma charakter specjalny i wyjątkowy, nawet jeśli porównać go z innymi strukturami siłowymi Czeczenii.

Funkcjonariusze „Północy” wielokrotnie byli nagradzani odznaczeniami państwowymi. Otrzymali je Dadajew, Szabanow (na stronie internetowej rządu Czeczenii jest informacja o tym, iż order za męstwo wręczył mu osobiście ówczesny minister spraw wewnętrznych Rosji, Raszyd Nurgalijew).
Z resztą i cała 46ta brygada nie mogła skarżyć się na brak zainteresowania i uwagi, niejednokrotnie odwiedzali ją goście na stanowiskach, szefowie, członkowie „Bojowego Bractwa” organizacji weteranów miejscowych wojen i służb specjalnych na czele z Dmitrijem Sablinem, jednym z organizatorów „Antymajdanu” (na naszej stronie o Antymajdanie: Antymajdan: rosyjskie tituszki szykuja się do boju’ – „mediawRosji”).

Żołnierze batalionu „Północ” (być może dawni żołnierze, albo urlopowani – dokładnie nie jest to wiadome) walczą obecnie po stronie Donieckiej Republiki Ludowej. Ich liczebność – jedna kompania. Całkiem niedawno, pod Debalcewe zginął żołnierz o pseudonimie „Małysz” (znamy tylko jego imię – Rustam).

Jeśli poddać analizie przestępstwa kryminalne, w których odnaleziono ślad czeczeński, to nie sposób nie zauważyć pewnej osobliwości: żaden aresztowany, nawet gdy przedstawianu mu akt oskarżenia, nigdy nie składał zeznań. Ograniczano się do informacji: „urodziłem się, ożeniłem”. Jeśli w sprawę zamieszani byli funkcjonariusze struktur siłowych, to zakładali, iż wykonali odpowiedni rozkaz. Milczeli także dlatego, iż w sprawę zamieszani byli ich krewni (tak było w wypadku Anny Politkowskiej, tak jest w wypadku Borysa Niemcowa). Krewnych się nie wydaje. W dodatku zleceniodawcami byli także krewni, lub starsi i szanowani koledzy – ich także zdradzić byłoby nie w porządku. Przyznanie się do winy, po to by zmniejszyć rozmiar wyroku, także jest niedopuszczalne – można w ten sposób zagrozić pozostałym. Dlatego wszyscy milczeli.

Jednak Zaur Dadajew zaczął mówić od razu. Co więcej, demonstracyjnie zrezygnował z adwokata. Jedyną przyczyną może być postawione przed nim zadanie, jeśli już wpadłeś, twoja jedyna szansa (jeśli nie brać pod uwagę intryg o charakterze politycznym) polega na tym, byś odwrócił uwagę organów śledczych od prawdziwych organizatorów. Być może później nasz humanitarny system penitencjarny skieruje cię do zakładu karnego w „malej ojczyźnie”. Tam już może się wydarzyć wiele dziwnych rzeczy. Wszystko to jest tajemnicą poliszynela.


O czym poinformowano prezydenta?


Jeszcze w środku minionego tygodnia prezydenta Rosji poinformowano o wszystkim, o czym do tej chwili wiadome było organom śledczym.

O czym konkretnie? Że istnieje na prawdę lista osób przewidzianych do odstrzału. Na niej obok Borysa Niemcowa znajdowali się, Aleksiej Wieniediktow, Michail Chodorkowski i prawdopodobnie Ksenia Sobczak.  I że w odniesieniu do każdego z obecnych na liście działa nie jedna grupa zabójców, a jak to przyjęto w Czeczenii co najmniej dwie.

Wymieniono także niektórych wykonawców. Padły nazwiska organizatorów zamachu i nie brzmiało ono Dadajew.



Jako deputowany Dumy Obwodowej w Jaroslawlu Borys Niemcow szczególnie 
aktywnie walczył z miejscową korupcją. Po jego śmierci, w ramach śledztwa, przesłuchano
najważniejszych tamtejszych urzędnikow, razem z gubernaorem obwodu. 



Jak się wydaje, podejrzany o organizację zabójstwa ma na imię Rusłan. Nosi stopień majora. Prezydent zna jego nazwisko, w poniedziałek poddano go w Groznym przesłuchaniu, udało się także zapobiec przeciekom informacyjnym na ten temat. Pojawiła się jednak aluzja, iż bliski krewny Rusłana zajmuje w Czeczenii wysokie stanowisko. My także znamy to nazwisko, jednak pamiętając o domniemaniu niewinności, nie podamy go do wiadomości publicznej,. Ale nazwisko to jest znane już dziesiątkom, jeśli nie setkom funkcjonariuszy MSW, FSB i Komitetu Śledczego.

Rusłan również odbywał niegdyś służbę w batalionie „Północ”. Nagradzano go wielokrotnie. Później przeniósł się do Moskwy, tutaj pracowali dwaj jego wujowie. Jednego z nich, razem z grupą kolegów,  jesienią 2006 roku, zatrzymali funkcjonariusze Krasnosielskiego Oddziału Spraw Wewnętrznych. Znaleziono wówczas u niego swego rodzaju „pakiet zabójcy”. Z jednego z karabinów można było przebić samochód opancerzony. Z opresji całą grupę (na początku nie pomogły pokazane przez nich legitymacje MSW Czeczenii, gdyż brakowało skierowania na delegację) wybawił interweniujący specjalnie pułkownik FSB Bażanow. Dyżurny funkcjonariusz zademonstrował wówczas dziwny upór i o mało co nie zatrzymano i ratownika z FSB. Tak, czy inaczej, później wszystkich zwolniono.

Informacje o tym incydencie, trafiły do opinii publicznej dzięki byłemu merowi Groznego Besłanowi Gantamirowowi. Odwiedził nas w „Nowej Gazietie” i opowiedział, iż ludzi tych wysłano do Moskwy, po to, by go zabili. Warto przypomnieć, iż nieco wcześniej, przed odwiedzinami Gantemirowa zabito Annę Politkowską, zaś nieco później podpułkownika FSB Mowładi Bajsarowa.

Jeszcze później, tego samego wuja Rusłana poddano przesłuchaniu w sprawie o zniknięcie (w styczniu 2008 roku) autorytetu kryminalnego Rusłana Atłangerijewa. Należał on do kręgu znajomych byłego zastępcy dyrektora FSB. Atłangirejewa wywieziono z Moskwy do Czeczenii w bagażniku samochodowym (o ile informacje „Nowej Gaziety” odpowiadają rzeczywistości, zgodę wydał jeden z byłych generałów MSW, odpowiedzialny za kierunek „kaukaski”). Ów wuj trafił na przesłuchanie także w 2009 roku, w sprawie o zabójstwo deputowanego Rusłana Jamadajewa. Teraz człowiek ten zajmuje się polityką.

Polityką zajmuje się także drugi wuj Rusłana. W systemie „Syrena” (sprzedaż biletów lotniczych) udało się odnaleźć informacje o tym, iż Rusłan często towarzyszył swemu wysoko postawionemu wujowi w charakterze ochroniarza, a może asystenta. Nazwiska obu wujów są także znane prezydentowi. Wiadomo mu także, iż obydwaj znajdują się w gronie bliskich znajomych i współpracowników Ramzana Kadyrowa.

Rusłan ma też trzeciego wuja. Zajmuje on wysokie stanowisko w Rejonowym Oddziale Spraw Wewnętrznych w Szełkowo. Niegdyś odbywał tu służbę podejrzany o udział w zabójstwie Niemcowa Eskerchanow.


Wersje i motywy


Jeśli zignorować wszystkie bzdury, iż zamach zorganizowano na polecenie prezydenta, Chodorkowskiego, lub że była to operacja specjalna Służby Bezpieczeństwa Ukrainy, możliwych wersji przestępstwa pozostawało wciąż wiele. Wszystkie należało zweryfikować, sprawdzić, czy nie było to zbrodnia na tle bytowym, osobistym, ekonomicznym, czy nie brała w niej udziału Anna Duricka. W tej sytuacji trzeba byłoby sprawdzić, czy za zabójstwo Niemcowa nie odpowiadają przypadkiem Marsjanie (jeśli tylko istniałoby naukowe potwierdzenie ich istnienia). Wszystkich śledczych uczy się, iż należy sprawdzić wszystkie możliwości i na podstawie bazy dowodowej wyeliminować wersje pozbawione uzasadnienia. Dlatego więc, swego rodzaju histeria związana z przesłuchiwaniem kobiet zaprzyjaźnionych w swoim czasie z Niemcowem, budzi irytację. Wszystkie należało przesłuchać obowiązkowo.

W polu widzenia grupy operacyjnej, znalazła się jeszcze jedna wersja, ją także sprawdzano w pierwszej kolejności. Chodzi o tak zwany ślad jarosławski. Jak wiadomo, Borys Niemcow zdobył mandat deputowanego do tamtejszej Dumy Obwodowej. Już w Jarosławlu udało mu się zdemaskować lokalne machinacje korupcyjne, w konsekwencji w kierownictwie obwodu doszło do głośnych dymisji. Rewizje w Jarosławlu przeprowadzono już w niedzielę 1 marca, a w poniedziałek przesłuchano grono miejscowych dygnitarzy, na czele z gubernatorem.

Na tym stadium, grupie operacyjnej pozostały do zweryfikowania dwie wersje. Pierwsza zakładała, iż morderstwa dokonali mieszkańcy Czeczenii, druga iż odpowiedzialność ponosili ludzie uczestniczący w konflikcie na Ukrainie.

Pierwsze aresztowania wyjaśniły sporo, jednak w gruncie rzeczy wciąż nie ma odpowiedzi na pytanie, czy w sprawie tej, nie byli ze sobą związani przedstawiciele różnych środowisk naszych „patriotów”.

Obecnie niektóre media, powołując się na organy wymiaru sprawiedliwości, informują o innym jeszcze możliwym motywie zbrodni. Zastanówmy się, czy wersja ta jest wiarygodna. Mamy tu na myśli, kwestię urazy za wypowiedzi ofiary na temat rozprawy w redakcji magazynu „Charlie-Hebdo”. Dlaczegóżby nie? W zrealizowanym przez stację telewizyjną NTV programie „Anatomia protestu -3” (na razie nie dopuszczono go na antenę) dla Borysa Niemcowa wyznaczono rolę głównego bohatera. Określono go, jako najbliższego sojusznika Michaiła Chodorkowskiego, który jak wiadomo wypowiedział się wyjątkowo ostro na temat masakry we francuskiej redakcji. Rozdrażniony tym komentarzem, przywódca Czeczenii Ramzan Kadyrow, określił później Chodorkowskiego jako głównego wroga i szydercę islamu.

Tego motywu nie można wykluczyć. Jednak uwzględnić go można, tylko jako część skomplikowanej gry wymierzonej w Borysa Niemcowa. Niewykluczone, iż dla samych wykonawców miał on znaczenie, trudno jednak uznać go za najważniejszą przyczynę krwawej rozprawy.

Wszystko pozostałe stanowi oczywisty sygnał wysłany pod adresem Kremla. „Patrioci Rosji” mają dość czekania. Wrogów należy likwidować. Pora, by zdjąć nogę z hamulca. Jeśli nie zrobicie tego wy, znajdziemy innych. Ale w tej sytuacji staniecie się od nas zależni, będziecie musieli rachować się tylko z nami. To my reprezentujemy siłę zdolną przełamać waszą słabość. To, co robimy dla obrony ojczyzny przed wrogami, w sytuacji gdy nasze służby specjalne nie dają sobie rady, zasługuje na uznanie i nagrody.


Polityczny ślepy zaułek i wojna na oświadczenia


Istnieje także inna siła. Do tej pory wielokrotnie dostawała po nosie. Tłumaczono, że to w celu zachowania stabilności politycznej na Kaukazie. Mamy tu na myśli instytucje powołane do strzeżenia prawa i służby specjalne. Nie jeden raz, w okazywali się w sytuacji ludzi wysłanych po wodę z durszlakiem. Udaje mi się wykryć zabójców, a ktoś wypuszcza ich na wolność. Wykrywają tajemnicę zabójstwa, a ktoś uniemożliwia im przesłuchanie podejrzanych, ci zaś się z nich śmieją. Być może w latach 2006-2009, kiedy należało rozwiązywać problem stabilności politycznej Czeczenii, kiedy w lasach znajdowała się jeszcze spora ilość „wiernych synów islamu” planujących oddzielenie się od Rosji i powołanie do życia kalifatu, być może wówczas należało patrzeć przez palce na w ten sposób legitymizowaną przemoc. Ale w późniejszym okresie, służby specjalne zaczęły działać z wyprzedzeniem. Pierwszym sygnałem było zapobieżenie zamachu na Isę Jamadajewa (polityk czeczeński, jeden z pięciorga braci,  przez lata skłócony z Ramzanem Kadyrowem – „mediawRosji”). Ostatnim, podobna operacja w odniesieniu do mera Chasawjurtu Sajgidpaszy Umachanowa. W tym ostatnim wypadku, choć organy śledcze znały nazwiska zleceniodawców, uniemożliwiono im pociągnięcie ich do odpowiedzialności.

Tym razem jednak żadna z instytucji, takich jak MSW, FSB, czy Komitet Śledczy nie chce powtórki starego schematu. Nie chcą by zatknięto im usta i wykorzystano. Wystarczy przypomnieć niedawny skandal z aresztowaniem i późniejszym uwolnieniem funkcjonariuszy MSW Czeczenii,  wydelegowanych do Moskwy, w celu zapewnienia ochrony dla najważniejszych w republice dygnitarzy. Porwany przez nich i torturowany człowiek, cudem zachował życie. Odpowiedzialnych nie udało się pociągnąć do odpowiedzialności, mimo iż śledztwo w tej sprawie otoczyli osobistą opieką szef Komitetu Śledczego Bastrykin i kierownictwo FSB. Przypomnijmy, zaraz po tym incydencie, kilku wyższych stopniem oficerów FSB z aparatu centralnego tej organizacji, odmówiło pełnienia służby i zastanawiało się nad złożeniem raportów z prośbą o zwolnienie.

Powstała nowa sytuacja. Zderzyły się ze sobą dwie siły wspierające Kreml, teraz obie przesuwają się w przeciwnych kierunkach.  Zmuszają w ten sposób władze Rosji do określenia, kto jest prawdziwym patriotą, a kto nie. Domagają się, by władza dokonała wyboru najważniejszego sojusznika. Wszystko to, odbywa się w niełatwych warunkach politycznych. Rosja de facto uwikłana jest w wojnę, boryka się z kryzysem gospodarczym, nie potrafi uwolnić się od wymyślanego przez specjalistów od PR strachu przed „pomarańczową zarazą”.

W tym kontekście mniej istotne są liczne komentarze. Naszym zdaniem warto przede wszystkim zwrócić uwagę na kilka faktów i cztery oświadczenia.

Najpierw fakty: przebieg przestępstwa jest w zasadzie znany, szef państwa został szczegółowo poinformowany przez dyrektora Federalnej Służby Bezpieczeństwa Bortnikowa. Na terytorium Czeczenii prowadzone są aktywnie działania operacyjno-śledcze, o jakich wcześniej trudno było nawet myśleć. Mediom podrzucono wersję o braku zleceniodawcy, bo to najlepszy sposób, by dokonać pomiaru średniej temperatury w całym szpitalu.



Czy sojusz Władimira Putina z Ramzanem Kadyrowem przetrwa kryzys wywołany przez
zamach na Borysa Niemcowa


A teraz wspomniane przez nas oświadczenia:

1. Wydał je Władimir Putin na kolegium Ministerstwa Spraw Wewnętrznych: „Najwięcej uwagi należy udzielić głośnym przestępstwom, w tym także popełnionym w oparciu o motywy polityczne. Trzeba wreszcie uwolnić Rosję od wstydu i tragedii podobnych do tej, jaką nie dawno przeżyliśmy i widzieliśmy wspólnie. Mam tu na myśli wyzywające zabójstwo Borysa Niemcowa, jakiego dopuszczono się w samym centrum stolicy.” Ta wypowiedź miała miejsce 4go marca, kiedy prezydent mógł już znać całą prawdę.

2. To oświadczenie wydal Ramzan Kadyrow, natychmiast po zamachu, jeszcze przed falą aresztowań. „Tylko siły zainteresowane we wzroście napięcia mogły zdecydować się na tak brutalny zamach. Organizatorzy zabójstwa mieli nadzieję, iż świat o zabójstwo Niemcowa oskarży nasze władze państwowe <…>. Nie ma żadnych wątpliwości, iż zabójstwo Niemcowa zorganizowały służby specjalne Zachodu <…>. Borys Niemcow był przede wszystkim obywatelem Rosji, zaś zamach na życie każdego obywatela Rosji zasługuje na surową karę <…>”.

3. Złożył je Ramzan Kadyrow już po zatrzymaniu podejrzanych. „Znałem Zaura (Dadajewa – red.) jako prawdziwego rosyjskiego patriotę.  <…> Jestem przekonany, iż jest on całkowicie oddany Rosji, że był gotów za ojczyznę oddać swoje życie. <…> Wszyscy, którzy znali Zaura twierdzą, iż jest on człowiekiem głęboko wierzącym. Jak wszyscy muzułmanie on także poczuł się głęboko wstrząśnięty postępowaniem „Charlie” i komentarzami wspierającymi publikację karykatur. <…> Tak, czy inaczej, jeśli sąd udowodni winę Zaura, to trzeba będzie stwierdzić, iż dopuścił się ciężkiego przestępstwa. Ale chcę podkreślić raz jeszcze, Zaur nie mógł zrobić niczego na szkodę Rosji. Dla niej przez wiele lat ryzykował życiem.” W oświadczeniu, Kadyrow, także Biesłana Szabanowa (stracił życie podczas próby aresztowania), nazywa „dzielnym bojownikiem”.

4. Słowa Władimira Jakunina, jednego z ludzi z najbliższego otoczenia Władimira Putina. Jest on szefem Rosyjskich Kolei. Jakunin wypowiedział się po opublikowaniu drugiego z kolei oświadczenia Ramzana Kadyrowa. „To zabójstwo było demonstracją. Nie przypadkowo zamachu dokonano w centrum stolicy, tak by zobaczyli je wszyscy. Była to starannie zaplanowana akcja. Jej celem było uderzenie w autorytet władz Rosji”.

Władimir Jakunin, tak jak i inne osoby z bliskiego otoczenia prezydenta, jest także byłem funkcjonariuszem służb specjalnych. Jest człowiekiem poważnym, nigdy nie mówi niczego bez uzasadnienia, nie robi lekkomyślnych aluzji.

Niestety, mamy do czynienia z sytuacją, w której o losie śledztwa w sprawie zamachu na Borysa Niemcowa decydować będą nie Komitet Śledczy, czy FSB, a osobiście prezydent. Od jego decyzji, zależeć będzie nie tylko kto znajdzie się na ławie oskarżonych, ale także przyszła konfiguracja polityczna Rosji. Kraj znalazł się dziś na krawędzi wojny między dwiema silami stanowiącymi podpory reżymu. Trzeba będzie określić, kto jest patriotą, a kto nie. Prezydenta ze szczególnym cynizmem i przemocą wpędzono w ślepy zaułek. Teraz dowiemy się, jak z niego zamierza wyjść. Zapewne już w niedalekiej przyszłości.



Tłumaczenie: K.W.



Oryginał ukazał się na portalu moskiewskiej „Nowej Gaziety”: http://www.novayagazeta.ru/inquests/67575.html




Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com





wtorek, 26 sierpnia 2014

Legendarny rockman Makarewicz pisze list do Putina



Od kilku dni jeden z najbardziej zasłużonych i lubionych rosyjskich muzyków i piosenkarzy Andriej Makarewicz, lider legendarnej grupy „Maszyna Wriemieni” jest obiektem kampanii nienawiści organizowanej przez pro kremlowskie media.


 W filmie telewizji NTV Makarewicza nazwano „przyjacielem kijowskiej junty”, zarzucono mu także, iż nie interesujący się do tej pory polityką artysta, wystąpił z krytyką Kremla w związku z kryzysem ukraińskim,  gdyż władze odmówiły dalszego subsydiowania jego działalności artystycznej.
 

W parlamencie rozległy się głosy wzywające do pozbawienia Makarewicza nagród państwowych. Kampania przeciwko Makarewiczowi powiela stare radzieckie wzorce, przypominają się kampanie oszczerstw przeciw pisarzom, takim jak Borys Pasternak, czy Aleksander Sołżenicyn.


Zdesperowany Makarewicz napisał list do prezydenta Władimira Putina.
 




                                    Na występ Andrieja Makarewicza w wyzwolonym  przez armię 
                                    ukraińską Swiatogorosku pro kremlowskie media odpowiedziały 
                                    utrzymaną w starym, radzieckim duchu kampanią nienawiści. 




Prezydent Federacji Rosyjskiej
Władimir Władimirowicz Putin


Panie Prezydencie,


Trzeci tydzień z rzędu nie wysycha potok obelg i oszczerstw płynący pod moim adresem z łam gazet i ekranów telewizyjnych. Nazywają mnie „przyjacielem junty”, „sprzymierzeńcem faszystów”, „zdrajcą”, itd.

Przy tym jedynym „przestępstwem”, jakie popełniłem polega na tym, iż w ramach akcji charytatywnej, zaśpiewałem trzy piosenki w mieście Swiatogorsk, w obozie uciekinierów z Doniecka i Ługańska, a słuchaczami były dzieci uciekinierów. W związku z tym nie poczuwam się do żadnej winy. Wszystko to, co opowiadają w mediach na temat mojej podróży jest pozbawionym sumienia kłamstwem.

Grupa „Maszyna Wriemieni” istnieje 45  lat. Przez ten czas zdobyla miliony wielbicieli w Rosji i na świecie. I już na pewno nie  da się oskarżyć o brak miłości do Ojczyzny.

Pani Prezydencie, stanowczo proszę Pana o powstrzymanie tego zgiełku naruszającego moje dobre imię.


Na razie jeszcze Ludowy Artysta Rosji


Andriej Makarewicz




                                     
                                     "Poworot" to jeden z najbardziej popularnych utworów
                                     Makarewicza i Maszyny Wriemieni. 









Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com









wtorek, 29 kwietnia 2014

Projekt „Żyrinowski”: jak długo jeszcze?


W wielkiej polityce pojawił się  w czasach radzieckich. Władimir Żyrinowski jest jedynym politykiem z tamtych czasów, który przetrwał do dziś. Niedawne skandale z jego udziałem postawiły jednak pod znakiem zapytania jego dalszą karierę. Tym bardziej, iż nacjonalistyczny elektorat Żyrinowskiego przechodzi stopniowo na stronę prezydenta Putina. Dymtrij Trawin uważa jednak, iż stary mistrz populistycznego PR nie da się jeszcze wysłać na emeryturę.



Autor: Dmitrij Trawin







Żaden inny polityk rosyjski nie może konkurować z Władimirem
Żyrinowskim pod względem długowieczności. 



Władimir Wolfowicz Żyrinowski pozostaje poza konkurencją. Znów udało mu się wyróżnić, zaistnieć w naszej rzeczywistości politycznej - i to na tle obecnych wydarzeń. A przecież mogłoby się zdawać, iż teraz właśnie jego partia LDPR, z wytartymi, oklepanymi pomysłami powinna znaleźć się na marginesie, tracąc zainteresowanie. A jednak Żyrinowskiemu udało się zwrócić na siebie uwagę, zmusić innych, by znów zaczęli o nim mówić i to w chwili, gdy zajęci jesteśmy Ukrainą i Krymem. Coś podobnego osiągnąć potrafią tylko prawdziwi mistrzowie PRu.

Co dzieje się dookoła nas? Kryzys rosyjskiej gospodarki nikogo nie interesuje, społeczeństwo nie zastanawia się skąd weźmiemy „kasę” za dwa-trzy lata. Spadek rosyjskich ratingów jest przedmiotem zainteresowania tylko ze strony specjalistów. Miliony ludzi dyskutują na temat „Republiki Donieckiej” i „kijowskiej junty”. Na tym tle, dzięki okazanemu młodej dziennikarce grubiaństwu, Żyrinowskiemu znów udało się zwrócić na siebie uwagę. Na temat incydentu z jego udziałem wypowiedziało się kierownictwo Dumy oraz Rosyjska Cerkiew Prawosławna.

Na pierwszy rzut oka, mogłoby się wydawać, iż Żyrinowski wykopał sobie głęboki polityczny grób. I że kojarzony z jego nazwiskiem, liczący sobie ćwierć wieku projekt polityczny, wymyślony jeszcze w ZSRR, dożywa ostatnich dni. W istocie Władimir Wolfowicz osiągnął to, na czym zależy mu najbardziej – zainteresowanie jego osobą ze strony wielomilionowego audytorium. Publiczność tego rodzaju żyje od skandalu do skandalu, od plotki, do plotki.  Mimo iż chodzi na wybory, nie chce by zawracano jej głowę poważnymi problemami, gospodarką, czy polityką. Reagując szybko na zmieniające okoliczności, przywódca LDPR potrafi widownie tę zagospodarować.  

Wcześniej Żyrinowski plasował się na prawym skrzydle naszego spektrum politycznego. Władimir Putin wraz z Partią „Jedna Rosja”, potrafił łączyć ludzi reprezentujących różne poglądy. Żyrinowski bajdurzył, fantazjował, komunikując się ze swoim nie całkiem zrównoważonym elektoratem. Jego zwolennicy nie potrafili dostrzec, do jakiego stopnia rzeczywistość rozmija się z jego patetyczną retoryką. W ślad za swym wodzem, starali się tak szybko podnieść z kolan, by dać radę jeszcze podskoczyć. W czasach masowej konsumpcji, przeważająca część ludności wspierała Putina, jego wyborcom nie chciało się podskakiwać, zależało im na normalnym życiu, dobrobycie rodziny. Dzięki Putinowi, wielkość i sukcesy kraju były dla nich źródłem satysfakcji moralną.

Do niedawna taki podział elektoratu funkcjonował skutecznie. Dzięki niemu Kreml podczas każdych wyborów mógł zbierać obfite plony. W rezultacie, głosy publiki umiarkowanie wiernopoddańczej oraz glosy publiki nieco egzaltowanej wpadały do jednego kotła. W nim szykowano oryginalne danie pod nazwą „Plan Putina”. Obecnie jednak, sytuacja polityczna ulega transformacji, w niej tkwi źródło różnych zagrożeń dla interesów LDPR.

"Skok na południe"


Od niedawna Putin w swej retoryce i w swych działaniach zaczął przesuwać się na prawo. Jak się łatwo domyślić, przejęcie kontroli nad Krymem nie jest identyczne z „ostatnim skokiem na południe” (aluzja do książki Władimira Żyrinowskiego pod takim tytułem, opublikowanej w 1993 roku – „mediawRosji”). Według Żyrinowskiego o jego urzeczywistnieniu można będzie mówić wtedy, gdy rosyjskiemu żołnierzowi uda się obmyć buty w Oceanie Indyjskim. Ale obecny kurs Putina nie da się już nazwać umiarkowanym. Łatwiej w nim spostrzec ślady retoryki Żyrinowskiego, niż ostrożne działania Putina z lat minionych. Prezydent Rosji najwyraźniej nie obawia się konfliktu z łatwą do określenia częścią swego elektoratu – tą, dla której ważny jest dobrobyt, a nie histeria narodowa, i liczą się wartości europejskie. Może to oznaczać, iż możliwą stratę głosów tej kategorii obywateli Kreml zechce zrekompensować odbierając glosy Żyrinowskiemu.

Z punktu widzenia Putina jest to konieczny manewr. Sytuacja gospodarki rosyjskiej obecnie zmienia się na gorsze. Części ludności potrzebny jest stały wzrost dochodów, Kremlowi trudno będzie zachować poparcie tej części społeczeństwa. Przyklejając jej łatkę „zdrajcy narodowego”, czy „banderłogi” (głupie plemię małp z powieści Kiplinga, tego określenia Putin użyl w jednym ze swoich dawnych przemówień – „mediawRosji”) łatwo będzie ją zrzucić ze swego pokładu. Zamiast niej można się będzie teraz odwołać do ludzi odczuwających uniesienie na fali rzekomych sukcesów w polityce zagranicznej. Ich glosy zamienią stare głosy oddawane na Putina.

W tym układzie Żyrinowskiemu będzie coraz trudniej zbierać plony wyborcze. Jego tradycyjny wyborca może odejść do obozu Putina. Prezydent jest młodszy, jego działania wzbudzają wrażenie, ma na koncie realne sukcesy. Partia Żyrinowskiego upodobniła się teraz do znanej z powieści Bułhakowa „osietriny drugiej świeżości”. Sprzedać ją nie łatwo, gdy na półkach dostępny jest świeższy i smaczniejszy towar.


Nowe sposoby walki


Jakie kroki w tej sytuacji podejmuje Żyrinowski? Nie poddaje się. Szuka nowych i nie standartowych sposobów walki. Szokowanie publiczności do tej pory przynosiło niezłe rezultaty, więc Żyrinowski zawsze chętnie korzystał z tej taktyki, bez względu na sytuację polityczną. Czegóż więc nie wymyślał w niedalekiej przeszłości? Gdy się rozmarzy, zamyka restauracje McDonalds, dzieli Ukrainę między Polskę i Rosję, buduje ogrodzenie z drutu kolczastego wzdłuż Kaukazu północnego, ustala reguły zachowań seksualnych we własnej partii i targuje się z Kyrgyzstanem na temat jeziora Issyk-kul.

Podobne podejście do polityki może nie być przekonujące dla człowieka zainteresowanego polityką i starającego się podejmować decyzje wyborcze w taki sposób, by odpowiadały jego politycznym interesom. A jednak w naszej rzeczywistości nie brakuje ludzi gotowych głosować „dla draki”. Im nie chodzi o skorygowanie polityki państwowej. Gotowi są nagrodzić oklaskami najzabawniejszego klowna, czy przewracającego się na scenie artystę. Taki wyborca nie traktuje polityki poważnie, od polityków domaga się zazwyczaj na tyle dużo, iż ich rzeczywiste działania zawsze budzą jego niezadowolenie. W rezultacie wyborca taki glosuje „na złość”, w ten sposób karze całą klasę polityczną i doprowadza sytuację do absurdu.

Taka publiczność istnieje w rzeczywistości. Żyrinowskiego w polityce zawsze charakteryzował absolutny realizm, więc bez oporów zaapeluje do tego audytorium. Pod tym względem nie będzie miał konkurentów. Putin jako prezydent nie może sobie pozwolić na otwartą klownadę, a poza tym nie jest mu ona potrzebna. Styl Putina jest inny. Za to cały szereg innych klownów, stawiających w polityce pierwsze kroki,  nie posiada własnej partii ani możliwości, by ją założyć. Żyrinowski jest więc monopolistą. Jak mi się wydaje, w wyborach 2016 roku uda mu się zdobyć całkiem znaczącą liczbę głosów, choć stuknie mu już wtedy siedemdziesiąt lat.


Jak zmiażdżyć przeciwnika?


Projekt „Żyrinowski” może się zetknąć z jeszcze innymi trudnościami. Mogą one wynikać ze wzrostu konkurencji i negatywnych emocji wewnątrz obozu władzy i różnych jego frakcji. Jak wiadomo, wszystkie obecne w parlamencie partie działają na rzecz Kremla, jednak nienawidzą się nawzajem bardziej, niż nienawidzą liberałów. Każda ugrupowanie pro-kremlowskie stara się o zwiększenie swego elektoratu, osiągnięcie tego celu stanie się prostsze, gdy najpierw uda się zmiażdżyć przeciwnika.

Partię „Sprawiedliwa Rosja” udało się osłabić niemal zaraz po ostatnich wyborach do parlamentu. Jej lider Siergiej Mironow popełnił poważny błąd, pozwolił sobie przez jakiś czas prowadzić walkę ze świętym kremlowskim kursem, prowadzonym pod sztandarami Putina. Dziś idiotyczny błąd popełnił Żyrinowski i być może jego przeciwnicy będą starali się ze wszystkich sił osłabić go, przedstawiając jako skandalistę. Wystarczy umówić się ze stacjami telewizyjnymi, by jak najczęściej pokazywały jego co bardziej ekscentryczne występy. Będzie to tym łatwiejsze, iż sami dziennikarze czują się obrażeni przez Żyrinowskiego i wielu z nich gotowych jest bojkotować wszelką jego działalność.

Władimira Żyrinowskiego czeka teraz seria trudnych wyzwań. Podejmuje wielkie ryzyko. A jednak do tej pory, większość jego ekstrawagancji kończyła się sukcesem. W rosyjskiej polityce nie ma już ani jednego polityka, który tak jak on rozpocząłby karierę jeszcze w czasach radzieckich i obecny jest w niej do dziś. Co ciekawe, Żyrinowski wciąż ma szansę, by nie utonąć.


Artykuł ukazał się na stronie petersburskiej agencji Rosbałt:







*Dmitrij Travin, ekonomista, profesor Uniwersytetu Europejskiego w St. Petersburgu, dyrektor Ośrodka Studiów nad Procesami Modernizacji. 








Inne artykuły Dmitrija Trawina na blogu „Media-w-Rosji”:




W Rosji zaobserwować można pierwsze objawy sytuacji rewolucyjnej. Coraz częstsze są przypadki, gdy niekontrolowany przez władze, ślepy gniew ludu rozstrzyga, co jest dozwolone, a co nie. Może on jednak, tak jak w 1917 roku, zniszczyć państwo – ostrzega Dmitrij Trawin. Nie obroni go charyzma jednego człowieka. Rosja potrzebuje odpowiedzialnej opozycji zdolnej do przezwyciężenia nadciągającego kryzysu.




Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com