Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gospodarka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gospodarka. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 27 czerwca 2016

Wybór Rosji: Zachód, czy Eurazja?



W tym roku we wrześniu odbędą się w Rosji wybory parlamentarne, w 2018 roku Rosja będzie wybierała prezydenta. Choć ich wyniki wydają się łatwe do przewidzenia rosyjscy politycy, ekonomiści i publicyści są świadomi wielkich wyzwań stojących przed krajem. Największą troskę budzi gospodarka. Proponowane są różne rozwiązania. Program liberalny forsuje były minister finansów Aleksiej Kudrin, doradca Putina Siergiej Głaziew jest zwolennikiem umocnienia roli państwa. W wywiadzie dla jedynej w Rosji niezależnej stacji telewizyjnej "TV DOŻD", Igor Jurgens, ceniony ekonomista orientacji liberalnej, wyjaśnia co myśli o rywalizacji obu wpływowych ekonomistów i ostrzega, iż rezygnacja z reform popchnie Rosję w kierunku Eurazji, przekształci ten wielki kraj w peryferie Chin.






Z Igorem Jurgensem rozmawia Lew Parchomienko





W wywiadzie udzielonym stacji TV "DOŻD'" prezydent Rosyjskiego Związku Firm Ubezpieczeniowych Igor Jurgens opowiedział, co czeka rosyjską gospodarkę, jeśli nie zostaną przeprowadzone reformy, jak przebiega poszukiwanie odpowiedniego modelu rozwoju, a także wytłumaczył jakie niebezpieczeństwo przedstawia "skostnienie" góry i dlaczego przed upływem 2018 roku Rosja będzie musiała dokonać wyboru między Zachodem, a Eurazją.





Dla znanego ekonomisty Igora Jurgensa alternatywa dla Rosji jest oczywista, albo dołączy do Zachodu, albo stanie się częścią Eurazji. 





Lew Parchomienko:
Na początku chciałbym pana spytać, jak ogólnie przedstawia się obecnie w naszym kraju sytuacja gospodarcza. Do pewnego stopnia można odnieść wrażenie, iż wszystko wraca do normy. Po swym ostatnim zebraniu Bank Centralny oświadczył, iż już w tym roku, najpóźniej w drugiej połowie, spodziewa się wzrostu gospodarczego. Rubel udało się ustabilizować, poziom cen ropy naftowej jest całkiem przyzwoity, spotykamy się coraz częściej z tego rodzaju uspokajającą retoryką. Czy popełniamy błąd, poddając się podobnym nastrojom, czy też rzeczywiście wszystko jakoś się układa, samo z siebie?


Retoryka, a rzeczywistość

Igor Jurgens:
Tutaj, na terenie gdzie odbywa się forum, sytuacja wygląda świetnie. Proszę się rozejrzeć dookoła i zobaczy pan nowy wspaniały budynek, wszystko w nim działa bez zarzutu. W porównaniu z naszym forum, Davos może się wstydzić. Z tego punktu widzenia, trudno zaprzeczyć, odczuwamy nastrój ożywienia. Ale fakty wzięte z rzeczywistości dowodzą czegoś zupełnie innego. Bank Centralny, trzeba go za to pochwalić, potrafił zachować stabilność makroekonomiczną, nie rośnie inflacja, wręcz spada, być może da to pozytywne efekty. Cena ropy naftowej pozostaje zmienna, nie można mieć pewności, iż podniesie się do poziomu 60 dolarów za baryłkę, przy tej cenie brakuje nam połowy dochodów, by gospodarka wróciła do poprzedniego stanu. A poza tym przekonaliśmy się, co to znaczy zależność od ropy naftowej i gazu, zwłaszcza wtedy, gdy gospodarki innych krajów wybierają innego źródła energii. Załóżmy, że do 2025 roku mamy jakieś zapasy, poduszkę bezpieczeństwa, choć nie jest ona już tak wygodna i miękka jak kiedyś. Choć osobiście aprobuję działalność Banku Centralnego, to jednak nie widzę żadnego planu strategicznego, nie mamy go dla naszej gospodarki. Sam prezydent wezwał, byśmy zastanowili się nad wariantami rozwoju. Tu jest Siergiej Głaziew, tu jest Aleksiej Kudrin, przeanalizujemy teraz, jakie są ich propozycje, które z nich dla Rosji będą korzystniejsze. Jednak musimy sobie uświadomić, iż ogranicza nas horyzont czasowy, rok 2018. Plan Kudrina, albo plan Głaziewa musi zostać sformułowany przed 2018 rokiem. W tym roku będziemy wybierać prezydenta. Wcześniej nie będzie żadnych gwałtownych zmian, decyzji, na pewno nie do jesiennych wyborów parlamentarnych.  Zaraz po nich, także będzie trudno wyobrazić sobie coś podobnego, rzecz jasna, jeśli tylko nie wydarzy się coś dramatycznego. Znaleźliśmy się więc na rozstaju dróg. W żadnym wypadku nie da się powiedzieć, iż wszystko wraca do normy. Daj z resztą Bóg, by niskie ceny na ropę, nieoczekiwane zdarzenia za granicą i w kraju, coraz bardziej rosnący poziom nierówności, niezadowolenia nie uruchomiły procesów negatywnych, w przeciwnym kierunku.

Parchomienko:
Skąd ta data graniczna - 2018 rok? Zgodnie z konstytucją, jeśli Putin znów zostanie wybrany, będzie to jego ostatnia kadencja. Czeka nas wtedy jeszcze większa niepewność, niż obecnie. Dziś, widać w to miarę wyraźnie, panuje zgoda co do tego, by w 2018 roku wybrać go ponownie. Ale co będzie potem? Tego nie wiemy zupełnie.





Dla Kremla tegoroczne Forum Ekonomiczne w St. Petersburgu było kolejną okazją do starań o przełamanie izolacji Rosji.



2018 rok

Jurgens:
Ma pan rację, zwracając uwagę na osobowość przywódcy. Z tym bywa związane największe ryzyko. Model hierarchiczny skonstruowany wokół lidera o określonej osobowości, to z punktu widzenia gospodarki zjawisko niekorzystne. Putin z pewnością cieszy się popularnością. Zapewne, jeśli tego tylko zechce, zostanie wybrany w 2018 roku na kolejnych 6 lat. Ale możemy być też pewni, iż przygotował on już swego następcę. Jeśli ten go zawiedzie, znajdą się kolejni, casting już trwa, wszystko jednak odbywa się po cichu. Ale po 2018 roku, jeśli dobrze rozumiem, sytuacja zmusi nas do podjęcia decyzji, czy idziemy razem z wielkim światem, czy z Eurazją. Eurazja, to w mniejszym lub większym stopniu odtworzenie Noworosji, z podobnym skutkiem. Towarzysze chińscy mówią to nam otwartym tekstem, kochani musicie dać sobie radę sami, jeśli w jakiejś dziedzinie odniesiecie sukces, podamy wam rękę. I możemy pozostać przyjaciółmi. Ale to wcale nie oznacza, że będziemy za was gdziekolwiek regulować rachunki. Dlatego już w 2018 roku czeka nas wybór. Będziemy musieli sobie odpowiedzieć, czy chcemy iść razem ze światem zachodnim, Zachód to przecież także Japonia, Australia, Singapur, czy pójdziemy własną ścieżką, szukając impulsów dla własnych reform w Chinach. Nigdzie indziej już nie da się pójść. Ale w Chinach zaczął się proces zmian, zwłaszcza w gospodarce, w ich polityce wiele pytań wciąż czeka na rozstrzygnięcie. A pozostali nasi przyjaciele, kto jeszcze mógłby nas wesprzeć? Grupa BRICS? Pani prezydent jednego z należących do niej krajów doczekała impeachmentu, do Afryki Południowej lepiej się nie zbliżać, widać co tam się dzieje pod przywództwem obecnego genialnego prezydenta. Indie z Chinami w ogólne nie są zaprzyjaźnione, nawzajem umacniają swoje granice, traktują się z ostrożnością, niekiedy nieżyczliwie. Zajmujemy jedną siódmą planety, ogromne terytorium, ale jednocześnie zmniejsza się liczba ludności zdolnej do pracy, w takiej sytuacji nie da się zbudować własnego, samodzielnego i stabilnego modelu. Trzeba myśleć o świecie globalnym. Do świata globalnego można wejść przez bramę od frontu, albo wybrać dla siebie rolę przyjaciela Chin i jednocześnie o wiele młodszego brata.

Parchomienko:
Młodszy brat to my?

Jurgens:
Wystarczy proste porównanie. Z jednej strony liczba ludności 1,4 miliarda i druga gospodarka świata. Z drugiej 146 milionów ludzi i dwunasta gospodarka. Proszę samemu wyciągnąć wnioski. Na pewno więc ostrożny Putin, po przeprowadzeniu odpowiedniej analizy musi myśleć o tym, jakie zająć stanowisko w 2018 roku. Tutaj może mu się przydać konfrontacja między Kudrinem i Głaziewem, tolerując ją Putin wysyła jasny sygnał tak do wewnątrz, jak i za granicę. Po pierwsze, wy także musicie się jakoś określić, dajcie znać, na co mogę liczyć w zamian, jeśli znów pójdziemy drogą liberalnych reform i kontrolowanego liberalizmu sugerowanego przez Kudrina. Jak zmieni się wasz stosunek do mnie osobiście i do grupy osób uczestniczących wraz ze mną w sprawowaniu władzy? Jak zmieni się wasz stosunek do mojego kraju?

Parchomienko:
Dla Putina ważna jest reakcja za granicą?

Jurgens:
To będzie rozstrzygające. Niektórzy mówią, że w konfrontacji ze światem zewnętrznym nasze kontrsankcje przyniosły nam zwycięstwo. Ci ludzie zapewne większość czasu spędzają na daczy, dla nich kartofle są ważniejsze, niż wszystkie inne warzywa i owoce produkowane na świecie. Ale nie oni określą kierunek rozwoju naszego kraju. Dla Putina dychotomia, o jakiej wspomniałem wiąże się z koniecznością poszukania odpowiedzi na wiele pytań. Putin rozumie je dobrze, formułuje prawidłowo, ale podjęcie decyzji nie będzie łatwe.

Parchomienko:
Tylko taki istnieje wybór? Między umownym Kudrinem i umownym Głaziewem? A może dryfujemy w jeszcze innym kierunku. Jeśli tak, to dokąd zmierzamy?

Kudrin kontra Głaziew

Jurgens:
Nazwiska są symbolami, o nich słyszeliśmy najwięcej. Aleksiej Kudrin zajął określone stanowisko, oświadczył: "Spróbuję, potrafię." Mam odpowiednich ludzi, drużynę. Kierowany przez niego Ośrodek Badań Strategicznych to duży świetny zespół ludzi z wielką wiedzą i doświadczeniem. Oni potrafią napisać plan, co i kiedy trzeba zrobić. Także Głaziew w polityce obecny jest od dawna, jeszcze z czasów partii "Rodina". Tam także jest swoja filozofia, ideologia, zwolennicy, jeśliby przeprowadzić głosowanie, mogłoby się okazać, że to oni dysponują większością. Ich hasła są atrakcyjne, Głaziew sugeruje, iż gospodarka może opierać się na kredycie, dzięki takiemu podejściu rozwiążemy główne problemy, odrodzimy przemysł obronny, rozwiniemy politykę socjalną, uzdrowimy wszystko. Za nami pociągną inni. Mamy dwóch liderów symbolizujących różne podejścia, oni sami są autorami swojej reputacji. Ale sytuacja jest bardziej złożona, należy uwzględnić wiele różnych niuansów, istnieje zapewne trzecia, czwarta, piąta droga. Mamy w kraju ludzi zdolnych do odegrania roli lidera, potrafiliby zebrać wokół siebie odpowiednich ludzi, mają doświadczenie biurokratyczne, nie brakuje im charyzmy. Jednak w czasie trwającego w naszym kraju dwadzieścia pięć lat procesu reform wszyscy oni zrozumieli dobrze, iż mamy w kraju głównego arbitra. Więc poczekajmy jeszcze trochę i przekonajmy się, czego on chce. On może wyeliminować z gry jednego, albo drugiego, może też grę tę zainicjować i uporządkować.

Parchomienko:
Porozmawiajmy więc może o naszym głównym arbitrze. Znamy dobrze starą kremlowską tradycję, by starać się o zachowanie równowagi, by uniemożliwić komukolwiek zdobycie zbyt szerokich wpływów, i równocześnie wyeliminować przypadki zbyt gwałtownego upadku. Teraz kiedy stoi przed nami konieczność dokonania opisanego przez pana wyboru, przestrzeganie tej tradycji jest czymś dobrym, czy złym? Może dzięki niej uda się wziąć u obu stron to, co najlepsze, albo zdarzy się coś odwrotnego, weźmiemy od obydwu to, co najgorsze. W rezultacie dostaniemy ni to ni sio.

Małe szanse na "fusion"

Jurgens:
W ideale świat przetrwa w oparciu o zasady wynikające z teorii konwergencji. Zajmowali się nią wybitni myśliciele Eugene Rostow, Sacharow, inni. To co najlepsze z socjalizmu plus to, co najlepsze z kapitalizmu. Nieefektywność jednego modelu, nieefektywność drugiego, skąpstwo kapitalistów i nieefektywność gospodarki socjalistycznej zostaną odrzucone, za to pozostaną prawdziwie sprawiedliwe socjalistyczne zdobycze socjalne i kapitalistyczna efektywność mechanizmu gospodarczego. Tak,  trzeba iść drogą konwergencji. To w gruncie rzeczy model szwedzki, taki jaki znaliśmy do niedawna, bo w tym siedmiomilionowym kraju także obserwujemy swego rodzaju ruchy tektoniczne. Ale model szwedzki i tak pozostaje najlepszy, taka konwergencja jest nam potrzebna. Instynktownie, świadomie także Władimir Władimirowicz szuka dla siebie czegoś podobnego. Mówiłem już o tym, i u Głaziewa i u Kudrina można znaleźć uzasadnione obserwacje i sugestie. To pod ich adresem padło wezwanie: pracujcie. Z propagandowego punktu widzenia, byłoby najlepiej, gdyby na końcu można było zaproponować "fusion" sklejony z obu programów. Proszę bardzo, to propozycje Kudrina odnoszące się do efektywności w dziedzinie zarządzania, a tu propozycje Głaziewa z zakresu problematyki socjalnej, ułatwiające mobilizację mas oraz realizację projektów infrastrukturalnych na wielką skalę. Ale między zespołami obu tych ekonomistów nie ma odpowiedniej chemii, nie ma zaufania. Między nimi od 25 lat trwa spór, niekiedy otwarty, niekiedy za kulisami, z tego powodu nie ma mowy o połączeniu programów. W dodatku w wielu wypadkach zawarte w nich propozycje nie pasują do siebie. To przypadek podobny do przeszczepu wątroby, najpierw trzeba ustalić, czy jest szansa na przyjęcie przez nowy organizm nowego organu. Ale wtedy może się okazać, że nie każda wątroba się nadaje.

Parchomienko:
Jak mi się wydaje, tak czy inaczej, w pewnym momencie trzeba będzie dokonać wyboru.

Jurgens:
Ci spierający się ze sobą ekonomiści postawili przed sobą ambitne zadanie, albo do 2018 roku nasz program zostanie przyjęty, albo… Wtedy rozstrzygnie się los tych ludzi….

Wolność dla biznesu

Parchomienko:
I na koniec jeden z ważniejszych momentów wspominany i przez Głaziewa i Kudrina. Obydwaj są zwolennikami liberalizacji warunków w jakich działa biznes. Postulują, by na biznes nie wywierano takiej presji. Zapewne to najważniejsze zadanie i jedno z trudniejszych, bo efekty przyjętych rozwiązań okażą wpływ na sytuację wielu grup naszej elity.

Jurgens:
To rzeczywiście zagadnienie najważniejsze. Wszystkie gospodarki, które odniosły sukces najpierw zadbały o wolność dla producenta, wolność dla naukowców dostarczających pomysły, wolność dla ludzi gotowych do ponoszenia ryzyka, zmniejszyły stopień regulowania zjawisk gospodarczych. Niech pan spróbuje w Ameryce nie zapłacić podatku… Od razu więzienie. Ale człowiek, który stworzył swój niewielki biznes ma pole do działania. Na przestrzeni ostatnich 25 lat nasza góra skostniała, zostały zablokowane drogi awansu społecznego. Na górze widzę paraliż,  nie brakuje tam bogatych, rozsądnych, energicznych, skutecznych ludzi, ale w tym środowisku nie widzę zmian. Więc zastanawiam się, jak środowisko to zareaguje na działania ludzi z resortów siłowych, dla których najważniejsze jest zachowanie porządku, w przeciwnym razie, ich zdaniem, grozi nam powtórka z 1917 roku. Z resztą, to także jest prawdopodobne. Zastanawiam się, jak ta elita odpowie na ostrzeżenia zgłaszane przez ludzi z resortów siłowych rysujących scenariusze wiodące do zburzenia status-quo. Dlatego wśród ludzi z najbliższego otoczenia (Putina) nie zobaczymy wielkiej ochoty do zmian. Nie oczekiwałbym tego nawet od znajdujących się tam liberałów. Ale jak w takim razie, zmienimy wzajemne relacje między światem biznesu, a prokuraturą, MSW, Komitetem Śledczym? Od 25 lat krzyczymy "łapy precz od biznesu", "przestańcie ich zastraszać". Ale od dwudziestu lat trwa tylko dokręcanie śruby. I dlatego uważam, iż pana pytanie jest tak ważne. Jeśli jednak dojdzie do zmian, uda się przeprowadzić sensowną reformę administracyjny, to będziemy żyli w innym kraju. Czy jednak wówczas od ludzi zaangażowanych w obronę ojczyzny w jej najbliższym sąsiedztwie, na Ukrainie, w Donbasie, a także w Syrii nie usłyszymy" "sekundę, a gdzie nasza dola? Na wasz rozkaz przelewaliśmy krew, coś nam się chyba należy. Więc sam pan widzi, jak ważne pytanie jest zadane przez pana pytanie.

Tłum.: Zygmunt Dzięciołowski


Oryginał ukazał się na portalu stacji telewizyjnej "TV DOŻD'": https://goo.gl/JOMrgA





*Igor Jurgens (ur. 1952), rosyjski ekonomista orientacji liberalnej. Obecnie przewodniczący Związku Firm Ubezpieczeniowych, a także szef wpływowego think-tanku "Instytut Nowoczesnego Rozwoju" (INSOR). Jest także profesorem Wyższej Szkoły Ekonomiki. Uczestniczył w anty kremlowskich protestach i demonstracjach w latach 2011-2012










Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com



Projekt "Media-w-Rosji" ma na celu umożliwienie czytelnikowi w Polsce bezpośredniego kontaktu z rosyjską publicystyką niezależną, wolną od cenzury. Publikujemy teksty najciekawszych autorów, tłumaczymy materiały najlepiej ilustrujące ważne problemy współczesnej Rosji. Projekt "Media-w-Rosji" nie ma charakteru komercyjnego. 

piątek, 6 maja 2016

Zmiany są konieczne




W oczach części rosyjskiej opinii publicznej Aleksiej Kudrin jest wybitnym liberalnym ekonomistą, zwolennikiem reform, na sprawowanym przez siebie stanowisku ministra finansów osiągnął w swoim czasie znaczące sukcesy. Dla innych jest przede wszystkim przyjacielem prezydenta Putina, który od czasów wspólnej pracy w petersburskiej merii żyrował prowadzone przez niego i jego przyjaciół ciemne interesy. Po odejściu ze stanowiska rządowego Kudrin założył Komitet Inicjatyw Obywatelskich, nieraz występował z krytyką Kremla. Teraz zapowiedziano jego powrót do struktur władzy. W obliczu kryzysu gospodarczego Aleksiej Kudrin ma się zająć opracowaniem długofalowego programu reform. Jego zdaniem zaniechanie ich grozi Rosji wieloletnią stagnacją i degradacją.
 


Autor: Aleksiej Kudrin

(wystąpienie na konferencji w moskiewskiej Wyższej Szkole Ekonomiki)  








Rosja wkracza w okres przemian. Elity, znacząca część społeczeństwa, dojrzały do nich - oświadczył na kwietniowej konferencji w Wyższej Szkole Ekonomiki były minister finansów Rosji Aleksiej Kudrin. W niedalekiej przyszłości obejmie stanowisko szefa rady Ośrodka Badań Strategicznych. Oczekuje się, iż OBS stanie się intelektualnym zapleczem władz, pomoże w opracowaniu długofalowego planu rozwoju kraju, na okres po roku 2018. Ta koncepcja cieszy się poparciem samego prezydenta Rosji Władimira Putina. Magazyn "Słon" publikuje treść wystąpienia Kudrina.  Na posiedzeniu, na którym je wygłosił zastanawiano się jaki wpływ na gospodarkę Rosji wywierają różne modele kulturowe oraz instytucjonalne. By ułatwić czytelnikowi zrozumienie tekstu poddano go redakcji i odpowiednim skrótom.





Przeszkody uniemożliwiające rozwój


To dla mnie nietypowa sytuacja, rzadko wypowiadam się na temat6 wartości, instytucji społecznych, zaufania, jestem przede wszystkim specjalistą w zakresie makroekonomii. Ale w życiu praktycznym, już od ponad dwudziestu lat, zajmuję się przekształceniami modernizacyjnymi, czy oddzielnie wprowadzanymi reformami i coraz bardziej jestem przekonany, iż wartości oraz modele instytucjonalne są niezwykle ważne, że w sposób decydujący wpływają na rezultaty podejmowanych działań. Nie udzielając temu zagadnieniu odpowiedniej uwagi, nie poszerzymy zakresu naszych możliwości, nie osiągniemy pożądanych rezultatów, nie podniesiemy efektywności. To dla nas jasne, iż obecny stopień rozwoju naszego sądownictwa, współdziałania między organami ochrony prawa i społeczeństwem, między władzą i społeczeństwem, poziom efektywności działań podejmowanych przez władze, czy ich zdolności do samoorganizacji stały się podstawową przeszkodą uniemożliwiającą dalszy rozwój.


Co trzeba zrobić? Kto powinien wystąpić z wezwaniem, weźmy się do roboty, zacznijmy się zmieniać? Kto powinien ogłosić: "Oto mój plan. Proszę bardzo, tak właśnie powinniśmy zreformować instytucje państwowe"! Moi koledzy już opracowali program reformy systemu zarządzania państwem. Pracując nad nim, skorzystali z najlepszych przykładów, wzorów stosowanych w innych krajach. Ale jak to wszystko wprowadzić w życie? Jakie istnieją przeszkody? I wtedy dostrzegamy znaczenie instytucji państwa demokratycznego, modeli kulturowych. Z drugiej strony, widzimy też jak przy pomocy określonych metod właściwych dla umiarkowanego autorytaryzmu usiłuje się bronić określonych interesów. To jest temat do dyskusji, zastanowienia, dlaczego nasze modele kulturowe są takie jakie są, skąd one się wzięły.


O potrzebie reform


W Rosji wprowadzaliśmy skomplikowane reformy często stojące ze sobą w sprzeczności. Niekiedy okazywały się szkodliwe, nie przyniosły odpowiednich rezultatów, zwłaszcza w pierwszej dekadzie wieku. W dodatku podważyły pokładane w ich skutki wiarę.
Potrzebę reform odczuwano w Rosji jeszcze w czasach radzieckich, już w latach sześćdziesiątych. Elity to rozumiały, takie były ich oczekiwania. Byłem wówczas studentem, pamiętam dobrze, czytałem wówczas różne teksty, projekty, autorem jednego z nich był profesor Liberman (ekonomista Jewsiej Liberman uważany jest za autora reform wprowadzonych w roku 1965, nazywanych dziś "reformami Kosygina" - "Slon"). Mówiono wówczas o libermanizacji radzieckiej gospodarki. Reformy były bardzo potrzebne, zrobiono w tym kierunku pewne kroki. Ale potem wszystko to wyhamowało, na wiele lat ugrzęźliśmy w zastoju.


Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku: https://www.facebook.com/mediawrosji


Czy ludzie radzieccy, Rosjanie nie byli gotowi do przyjęcia programu demokratyzacji? Może istnieją tu pewne problemy o charakterze kulturowym, nie wszystkie wartości są dla nas do przyjęcia i w rezultacie ludzie nie chcą zaakceptować podobnych przekształceń? W społeczeństwach totalitarnych istnieją także inne przyczyny, które hamują, lub w znacznym stopniu komplikują wprowadzanie reform. Wspomnijmy tu choćby o KGB i cenzurze, o roli odegranej przez te instytucje.


Zakazane słowo "konkurencja"


Mogę o tym wszystkim mówić na podstawie własnych doświadczeń, pracowałem wówczas w Akademii  Nauk. Pisane przez nas teksty o konieczności konkurencji w gospodarce były zakazywane. Słowo konkurencja musiałem wykreślać ze swoich artykułów. To był termin zabroniony.


Dopiero w roku 1988 (pamiętam to dokładnie) zezwolono na posługiwanie się w artykułach w odniesieniu do gospodarki radzieckiej terminem "konkurencja". Do pewnego momentu obowiązywała zbiorowa dyscyplina, nie pozwalano na dyskutowanie nowych idei i propozycji różnych od obowiązującej głównej linii zaakceptowanej przez kierownictwo KPZR. Instytucjom sprzeciwiającym się reformom udało się je znacząco opóźnić, osłabiło to gospodarkę, spotęgowało jej nieefektywność, skutkiem był upadek gospodarki planowej i rozpad Związku Radzieckiego.


W swojej książce "Upadek imperium" Jegor Gajdar świetnie pokazał, jak na przestrzeni dwóch lat, od 1988 do 1990 roku dokonał się proces zniszczenia wszelkich instytucji ważnych dla gospodarki. Przestały działać instytucje finansowe odpowiadające za politykę kredytowo-pieniężną, czy równoważenie budżetu. Z jednej strony system gospodarki planowej domagał się byśmy podnosili poziom życia  i zwiększali wynagrodzenia, z drugiej żądał zwiększenia wydobycia ropy będącej dla budżetu głównym źródłem dochodu. Można tu przytoczyć pewien bardzo pouczający przykład, w pewnym momencie Gospłan podjął dwie wykluczające się nawzajem decyzje, choć mogłoby się wydawać, że podobna sytuacja nie może zdarzyć się nigdy. Najpierw postanowiono dodatkowe pieniądze wydać na zakup sprzętu do wydobycia ropy, zaraz potem te same pieniądze przeznaczono na zakup masła i innych artykułów żywnościowych, zupełnie niezbędnych, wtedy bowiem pojawiły w sklepach wielkie kolejki oraz talony na określone towary.  


Zgliszcza


Na czym polegał problem? Może jako kraj z określonym systemem wartości, modelami kulturowymi  nie byliśmy gotowi do przeprowadzenia reform? Jednak osobiście jestem przekonany, iż już od dawna jesteśmy gotowi do wprowadzenia oddzielnych reform, także rynkowych. Tutaj chciałbym przypomnieć, iż reformatorzy lat dziewięćdziesiątych zastali zgliszcza, nie mieli żadnego pola wyboru. W 1992 roku pracowałem na stanowisku naczelnika wydziału finansowego St. Petersburga. Pieniądze utraciły swoją funkcję, rozpadł się system zaopatrzenia w żywność i inne towary.  Zbierałem u siebie dyrektorów przedsiębiorstw, robiliśmy listy różnych towarów, odwiedzaliśmy różne regiony, by te towary wymieniać na żywność. Nie było mowy o tym, by pracować nad planem reform, przede wszystkim dlatego, iż potrzebowaliśmy pieniędzy. Liberalizacja cen dokonała się spontanicznie, nieoczekiwanie. A jednak w ciągu dwóch-trzech lat nasze pieniądze stały się walutą, zaczęto się nią posługiwać. Chociaż inflacja nawet w trzecim roku reform wynosiła 400%. Ale po pięciu-sześciu latach udało się ją obniżyć do 20-40%.


Chciałbym przytoczyć jeszcze dwa przykłady. Niektóre dane mówią o tym, iż prywatyzacja przyniosła zerowe rezultaty. Ale próbuję sobie wyobrazić, co by się stało, gdybyśmy odłożyli prywatyzację na dziesięć lat i próbowali odbudować gospodarkę opartą o własność państwową. Jak mi się wydaje i teraz i w końcu lat dziewięćdziesiątych położenie gospodarki byłoby o wiele gorsze.


Gospodarka rynkowa


W latach 2003-2004 Zachód stwierdził, iż w Rosji istnieje gospodarka rynkowa. OECD, USA, Unia Europejska uznały, iż w Rosji powstały podstawy gospodarki rynkowej, że ten model zaczął funkcjonować. Można więc powiedzieć, że rosyjska gospodarka rynkowa liczy sobie 12-13 lat. Teraz przyszła pora, by ją udoskonalić, zastosować w niej rozwiązania znane w czołowych gospodarkach światowych. Myślę przede wszystkich o odpowiednich ramach instytucjonalnych. Przeszliśmy długą i trudną drogę. Jeśli dziś porównamy obecną gospodarkę z tą, jaka mieliśmy 25 lat temu, to możemy powiedzieć, iż ogólnie rzecz biorąc odnieśliśmy sukces. Choć rzecz jasna na tej drodze musieliśmy przezwyciężyć wiele przeszkód, zderzyliśmy się z rozmaitymi perypetiami, trzeba było rozwiązać wiele sprzeczności.


Na co moim zdaniem jest dziś szczególne zapotrzebowanie? Pod tym względem odczuwają to podobnie, nasza elita, ta klasa średnia, która się u nas pojawiła, nawet klasa robotnicza. Wszyscy rozumiemy, iż nie działają odpowiednio takie elementy, jak system sądowniczy, mechanizm zarządzania państwowego, system kształcenia i ochrony zdrowia, policja. Pod tym względem, w większym, lub mniejszym stopniu wszyscy jesteśmy podobnego zdania. Dobrze zdajemy sobie sprawę, jak to wygląda kiedy przyjdziemy do państwowego szpitala. Wiemy jak działa nasza oświata. Wiemy jak działa policja, choć zapewne spełnia ona swoją podstawową rolę.


Ostatnie badanie Instytutu Stosowania Prawa, przeprowadzono je na zlecenie Komitetu Inicjatyw Obywatelskich, pokazuje, iż 99% spraw trafiających do naszego sadu kończy się skazaniem, sąd orzeka o winie oskarżonego. 57% wyroków zapada w szczególny sposób, w wyniku przyznania się oskarżonego do winy. Ten system sądowy nie odpowiada na aktualne wyzwania stawiane przez rozwijającą się gospodarkę.


Musimy dokonać przebudowy powstałego u nas systemu, inaczej czeka nas długotrwała stagnacja. Jestem przekonany, iż stoimy dziś na progu albo nowych społecznych wstrząsów, albo inicjowanych z góry zmian. W tych ramach organizacyjnych w jakich funkcjonuje nasze społeczeństwo, nasze normy kulturowe pozwalają nam, by domagać się od władzy zmian i przebudowy. Czy ten proces potrwa pięć, czy siedem lat trudno powiedzieć. Ale ogólnie rzecz biorąc stoimy na progu okresu przemian. One dojrzały, by je wprowadzić w życie.


Dobrze zdaję sobie sprawę, iż w tych przekształceniach określona rolę powinni odegrać nasi przywódcy, politycy, ugrupowania polityczne, ich znaczenie jest większe, niż odpowiedni plan przygotowany przez ekonomistów. Ekonomiści powiedzą, no tak, żeby osiągnąć wysokie tempo rozwoju, żeby przekształcić się w nowoczesny kraj sukcesu, trzeba, to i to…. Ale tutaj zderzymy się niczym z betonową ścianą z ograniczeniami o charakterze politycznym. I nie my będziemy dokonywać wyboru. To siły polityczne będą wyjaśniać między sobą, co zrobimy dziś, czy będziemy drukować pieniądze, by wypłacić wynagrodzenia, czy będziemy zwiększać wydajność pracy i efektywność. Na krótką metę rola przywódcy politycznego, samej polityki jest ważniejsza, niż naszych modeli kulturowych. Później, w ostatecznym rozrachunku nasza mentalność, przyzwyczajenia kulturowe, modele zachowań dadzą o sobie znać. Jak mi się wydaje w Rosji istnieją solidne podstawy dla zmian, które przyniosą sukces.

Tłum.: Zygmunt Dzięciołowski


Tekst został opublikowany przez moskiewski portal slon.ru:

https://slon.ru/posts/66993





Aleksiej Kudrin (ur. 1960), rosyjski polityk i działacz gospodarczy. Zwolennik kursu liberalnego w gospodarce. W latach dziewięćdziesiątych wspólnie z Wladimirem Putinem pracował w petersburskiej merii. W latach 2000-2011 minister finansów i wicepremier. Po odejściu z rządu powołał do życia „Komitet Inicjatyw Obywatelskich”. Brał udział w demonstracjach protestacyjnych przeciw fałszerstwom wyborczym w latach 2011-2012. Obecnie profesor Uniwersytetu w St. Petersburgu. Choć w ostatnich latach często krytykował Kreml, wiadomo, iż pozostaje w przyjacielskich stosunkach z prezydentem Putinem. Ostatnio zapowiedziano jego powrót do struktur władzy, Kudrin będzie odpowiadał za opracowanie długofalowego programu reform.  





Inne wypowiedzi Aleksieja Kudrina udostępnione na blogu "Media-w-Rosji":




Aleksiej Kudrin od lat osiemdziesiątych należał do grona liberalnych rosyjskich ekonomistów. Po rozwiązaniu ZSRR w merii St. Petersburga odpowiadał za finanse. Tam spotkał Władimira Putina. W latach dwutysięcznych, z jego inicjatywy, przez blisko 10 lat zajmował stanowisko ministra finansów. Zdymisjonowany przez Dmitrija Miedwiediewa dołączył nieoczekiwanie do akcji protestacyjnej przeciw sfałszowanym wyborom w 2011 roku. 

W pogarszającej się w Rosji sytuacji gospodarczej Kudrin, liberalny ekonomista traktowany jest przez media jako potencjalny kandydat na stanowisko premiera. Kreml nie widzi w nim przeciwnika politycznego, Putin podtrzymuje z nim kontakt. 

Na zeszłorocznym spotkaniu w Jekaterinburgu, zorganizowanym przez niezwykle interesujące, miejscowe wydawnictwo internetowe www.znak.com, Kudrin w ciekawy sposób wypowiedział się o rosyjskiej polityce, gospodarce, historii. 


Rosyjska gospodarka: sankcje i spowolnienie


Przez ostatnich 14 lat rosyjska gospodarka mogła pochwalić się solidnymi wskaźnikami rozwoju. Teraz jednak gwałtownie wyhamowała. Kryzys ukraiński – ostrzega były minister finansów i wicepremier, Aleksiej Kudrin - przyniesie dodatkowe spowolnienie. Jeśli za jakiś czas, jego skutkiem będzie spadek dochodów ludności, Kreml może się zetknąć z groźnymi przejawami niezadowolenia społecznego. W dodatku, recepty rządu na walkę ze spowolnieniem gospodarczym są niejasne i nieprzekonujące.

Rozmowa  z Aleksiejem Kudrinem, wieloletnim ministrem finansów i wicepremierem Federacji Rosyjskiej (2000-2011) na antenie stacji telewizyjnej „DOŻD’”. Wyemitowano ją w programie „Hard Day’s Night”





Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com




Projekt "Media-w-Rosji" ma na celu umożliwienie czytelnikowi w Polsce bezpośredniego kontaktu z rosyjską publicystyką niezależną, wolną od cenzury. Publikujemy teksty najciekawszych autorów, tłumaczymy materiały najlepiej ilustrujące ważne problemy współczesnej Rosji. Projekt "Media-w-Rosji" nie ma charakteru komercyjnego.





poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Czy do kubka na herbatę można nalać wody?


Obecni są w podmiejskich pociągach i autobusach, na bazarach i peronach. Drobni handlarze w Rosji sprzedają wszystko, prasę, słodycze, ubrania, kosmetyki, kwiaty. zabawki. Rzeczy potrzebne i nie. Także tę dziedzinę handlu warto obserwować nie tylko jako fragment rzeczywistości gospodarczej. Petersburska dziennikarka Anastazja Mironowa uważa, iż studiując zachowania sprzedających i kupujących można dowiedzieć się wiele o kondycji rosyjskiego społeczeństwa.  Dziś w modzie jest marketing patriotyczny, nawet chiński zeszyt łatwiej sprzedać jeśli do jego reklamy wpleść wątek narodowy. I nawet towary wyprodukowane na Syberii sprzedają się lepiej, gdy uda się wmówić nabywcy, iż pochodzą z Krymu.



 Autor: Anastazja Mironowa



Jak działa marketing patriotyczny


Żeby dowiedzieć się o ludziach wszystkiego (no, albo prawie wszystkiego), wystarczy przyjrzeć się, w jaki sposób i u kogo robią zakupy.





Rosyjskie pociągi  podmiejskie i autobusy przypominają często sklep na kółkach. Pomysłowość handlarzy w zachwalaniu towaru bywa niekiedy zdumiewająca. 



Łgać trzeba umiejętnie

Często jeżdżę pociągiem podmiejskim, lubię też odwiedzać bazary i pchle targi. Na przykładzie tych dość pospolitych miejsc opowiem państwu o prawdziwej Rosji. Handel w podmiejskich osobówkach jest przecież wcieleniem najprawdziwszego marketingu, nie skażonego teoretycznymi wywodami speców od teorii rynkowych, nie wypaczonego bujnymi fantazjami dizajnerów. Sprzedawcy z pociągów to twardzi, bezkompromisowi i trzeźwo myślący znawcy rosyjskiej duszy. Handel obnośny ma swoje sekrety i oryginalne recepty na sukces. Chociaż w zasadzie wszystkie te cudowne sposoby można sprowadzić do wspólnego mianownika: „łżyj, łżyj i jeszcze raz łżyj!”. Tyle tylko, że łgać trzeba umiejętnie i na temat.

Rosjanie kupując w pociągu byle drobiazg lubią mieć poczucie, że uczestniczą w wymianie towarowo-pieniężnej, a ich partnerem w tej operacji jest nie jakiś tam geszefciarz w wytartych spodniach, lecz przedstawiciel normalnego, porządnego sklepu. Dlatego każdy obnośny handlarz zaczyna swój występ od słów: „W naszym sklepie…”, „Nasz sklep…”, „Oferujemy państwu…”. Klientowi przyjemnie jest myśleć, że sturublowy banknot staje się łącznikiem między nim i jakąś potężną firmą, jakimś gigantem na euroazjatycką skalę.

Patriotyzm na sprzedaż

Dla klienta istotne jest również, żeby firma sprzedawała „nasze” wyroby. Dlatego można śmiało powiedzieć, że połowa prywaciarzy z podmiejskich „elektryczek” sprzedaje patriotyzm w takiej czy innej postaci: „Prezentujemy państwu wynalazek naszych fizyków z Petersburga”; „Oto najnowsze osiągnięcie naszych moskiewskich chemików”. Użycie słowa „nasi” jest tu obowiązkowe, dzięki niemu już na starcie można znokautować wszelkiej maści handlarzy-przybłędów. Tak naprawdę petersburscy fizycy nie są dla handlarzy-patriotów nikim bliskim, ale czemu by nie skorzystać z okazji i się pod nich nie podczepić? A wspominając o moskiewskich chemikach można nawet dodać, że sam Bóg nam ich zesłał, więc ich „naszość” nie powinna budzić żadnych wątpliwości. Nawiasem mówiąc, w rzeczywistości nie wszyscy uważają moskwiczy za „naszych”, a już na pewno nie wszyscy identyfikują się z moskiewskimi chemikami.

Patriotyzm to skuteczny lep na klienta, zawsze działający niezawodnie, nawet jeśli na opakowaniu towaru widnieje angielskojęzyczny napis „Made in China”. Czasem się zdarzy, że jakaś wyjątkowo ciekawska gospodyni domowa zdąży zapytać o ten napis nieuważnego sprzedawcę. W przypadku takiej dociekliwej paniusi niezbędne jest wówczas zastosowanie bardziej zaawansowanych chwytów patriotycznych. Na własne uszy kiedyś słyszałam, jak pewien komiwojażer pouczał jedną z pasażerek: „Szanowna, u nas, dzięki Bogu, ludzie mają jeszcze dość pieniędzy i rozumu, żeby nie zezwalać zagraniczniakom na produkowanie w Rosji wszelkiego szkodliwego chłamu”. Paniusia uśmiechnęła się z zadowoleniem: faktycznie, nie jesteśmy jakimiś tam niewolnikami z trzeciego świata. Stać nas na to, żeby nie zatruwać ojczystego nieba i ojczystej atmosfery. My zajmujemy się wynalazkami i projektowaniem, a od brudnej roboty to są przecież "Chińczyki".

Nietuzinkowe rozwiązania

Trzeba przyznać, że „nasi” mityczni chemicy i fizycy opracowują wyłącznie nietuzinkowe rozwiązania. Co dzień coś wymyślają: a to oryginalny środek do dezynfekcji piwniczki na wino, a to wędkę o unikalnej konstrukcji albo legginsy uszyte jakąś niespotykaną metodą. Nawet plan petersburskiego metra u obnośnych sprzedawców można dostać wyłącznie w wersji „unikalnej” (mimo, że nic się tam od lat nie zmieniło, może z wyjątkiem holu na stacji Sportiwnaja). No cóż, rosyjski konsument nie cierpi rutyny.
Wiara we własną potęgę i wyjątkowość „naszych fizyków” to nie jedyny towar, jaki można wcisnąć Rosjanom. Bo można im jeszcze sprzedać marzenia. Oczywiście marzenia się zmieniają, są różne w różnych epokach. Pamiętam, że pod koniec lat 90-tych w pociągu podmiejskim na trasie Petersburg – Pawłowsk dziwaczne prostokątne poliestrowe torby sprzedawano turystom jako „profesorskie dyplomatki”. Wtedy ludzie, którzy przyjeżdżali do nas z Chabarowska, żeby podziwiać zabytki kupując je, choć przez moment mogli poczuć się jak petersburski profesor z teczką pod pachą. A dziś, jeśli sądzić na podstawie intensywnego handlu w elektryczkach, ludzie identyfikują się z zupełnie innymi bohaterami. Na przykład już od jakichś dwóch lat popularne są latarki „policyjne”, okulary „policyjne”, a nawet gwizdki „policyjne”. Pewnie sprzedawcy z pociągu relacji Ługa – Petersburg za pomocą takiego chłamu rozbudzają u pasażerów głęboko ukryte fantazje o hollywoodzkich superbohaterach. Inaczej tego fenomenu nie potrafię wytłumaczyć. Bo chyba Rosjanie nie myślą serio, że ci spośród policjantów, którzy nie zdołali jeszcze przesiąść się do samochodów klasy Infinity, poruszają się po mieście w ciemnych okularach, oświetlając sobie drogę latarkami i dmąc w policyjny gwizdek? A wszystko wyłącznie po to, żeby przypadkiem nie zderzyć się z takim samym nieszczęśnikiem w identycznych ciemnych okularach.

Obowiązkowa instrukcja obsługi

Kolejnym istotnym dla udanego handlu czynnikiem jest akcentowanie wartości patriarchalnych. Wyobraźmy sobie piękną, ale słabą i delikatną kobietę. Kiedy taka dama nie może oprzeć się na silnym męskim ramieniu, staje się kompletnie bezradna. Dlatego też na osełki do noży, lampy biurkowe z mnóstwem ustawień, składane parasolki i temu podobne akcesoria o wiele łatwiej znaleźć kupca, jeśli dodać, że „poradzi sobie z nimi każda kobieta”.
Jeśli nie jeżdżą państwo pociągami podmiejskimi, to zapewne mają państwo wyidealizowane wyobrażenia o świecie. Nie macie pojęcia, że w takiej osobówce wędrowni handlarze potrafią niezwykle dokładnie objaśnić, jak należy używać gumek do włosów, jak ustawić lampę biurkową albo w jaki sposób założyć plastikową okładkę na paszport. Od nich dowiemy się, że paszport w takiej okładce można bez obaw położyć na stole czy krześle, można też wsunąć go do kieszeni. Usłyszymy także, że składana parasolka bez trudu zmieści się w torebce, że książki można użyć w charakterze podstawki, a z plastikowego kubeczka  możemy pić nie tylko herbatę, ale i wodę. Handlarze krążący pomiędzy wagonami powtarzają te wszystkie blubry nie dlatego, że nie mają lepszego zajęcia. Robią to, bo dobrze wiedzą, że zawsze znajdzie się ktoś, kto spyta, czy można w kubeczek do herbaty nalać wody? Albo czy okładki na paszport można użyć jako futerału na bilety do kina?

Dostępne tylko w sklepach internetowych

Owszem, ludzie mają swój rozum. Ale nie są aż tak mądrzy, jak mogłoby się nam wydawać. Nie mają też wielkiego pojęcia o nowinkach technicznych. Wiele sprzedawanych w pociągach towarów handlarze reklamują jako dostępne - póki co - jedynie w sklepach internetowych. Ostatnio z tego rodzaju wynalazków popularne są papierowe skaczące motyle. „Takie motyle można zamówić jedynie w Internecie, kosztują 500 rubli plus koszt wysyłki”.  Wcześniej w modzie były plastikowe spinki do włosów, oczywiście również dostępne wyłącznie w sklepach internetowych. Dla stałych użytkowników naszych podmiejskich pociągów Internet jest przestrzenią tajemniczą, mityczną i fantastyczną, to kraina marzeń, gdzie można znaleźć dosłownie wszystko. Trzeba tylko mieć odpowiednią kasę. Dlatego każdego, kto podaje się za wysłannika Internetu, potencjalni klienci witają z ożywieniem i zaciekawieniem. Ale myli się ten, kto sądzi, iż każdego ze smartfonem w ręku uważa się automatycznie za speca od Internetu. Zajrzyjcie takiemu przez ramię, a sami poznacie prawdę. Na sześciocalowych ekranach smartfonów u 90% pasażerów elektryczek i metra zobaczycie co najwyżej prościutkie gry polegające na rozbijaniu baniek mydlanych albo popularnego „Pająka”.




Władze od czasu do czasu ruszają na wojnę z handlem obnośnym. Jak na razie bez wielkiego skutku. 

To właśnie te rzesze układające pasjansa na kupionych na raty smartfonach są najważniejszą klientelą obnośnych handlarzy. To właśnie do niej adresowany jest ów reklamowy bełkot. Chcesz im sprzedać zeszyty w linię?  Mów, że to nasze, petersburskie zeszyty z unikalnymi (pewnie pochylonymi w lewo) linijkami. Wyprodukowano je jednak w Chinach. I bardzo dobrze! Nasi nie będą przecież truć się podczas pracy na fabrycznej taśmie. Niech zajmują się tym Chinole.


Można zeszyt położyć na szafce


W tekście reklamowym koniecznie wyjaśnij, jak należy pisać w oferowanym przez ciebie zeszycie, czym pisać i kiedy pisać. Podkreśl, można w nim pisać nie tylko długopisem, ale i ołówkiem! A nawet markerem! I że można go bez trudu otwierać i zamykać, że z łatwością można go położyć na skraju stołu albo na środku blatu. A jeśli ktoś chce, to oczywiście może też położyć zeszyt na szafce. Nie zapomnij podkreślić, że w takich właśnie zeszytach swoje protokoły zapisują i policjanci, i śledczy. Albo jeszcze lepiej: że używają ich policyjni śledczy. No i oczywiście, że zamawiają je specjalnie przez Internet. A do sklepu internetowego zeszyty dostarcza kto? Oczywiście wasza interkontynentalna firma, która jedynie dziś, tylko ten jeden jedyny raz, uruchomiła swoje przedstawicielstwo w miasteczku Krasne Łapcie: „Ludzie, korzystajcie  z okazji, bo już jutro nas tu nie będzie! Jutro wracamy do naszej kwatery głównej w Zurychu”.  Koniecznie też rozpocznij swoje wystąpienie od życzeń: miłego dnia,  wesołego weekendu albo spokojnego tygodnia w pracy. Warto podkreślić przy okazji, że sprzedaż zeszytów zleciła ci jakaś nieszczęsna staruszka. Dobrze jest też dodać coś o babci z Krymu. Dlaczego akurat z Krymu? Ano, dlatego, że oprócz rodzimych uczonych właśnie staruszki i krymskie historie budzą wśród naszej klienteli żywe zainteresowanie. Staruszkom się współczuje, obrazki z głodującymi babcinkami towarzyszą Rosjanom od lat 90-tych. Nawet kradziony rower łatwiej sprzedać na bazarze, jeśli powiesz, że sprzedajesz go „na prośbę babci”, która potrzebuje pieniędzy na mleko dla wnuczka. No, a jeśli babcia wpadła na bazar po drodze z Krymu, to już w ogóle…


Krymskie sny


Bazarowa klientela bardzo lubi historyjki z krymskimi motywami w tle. Na sobotnio-niedzielne pchle targi przywozi się niezbyt legalne towary, głównie przeterminowane albo podróbki: soki, wino, sery, konserwy, przetwory. Na etykiecie może być napisane, że produkt pochodzi z Jarosławla, ale sprzedawca i tak będzie nam wmawiał, że został wyprodukowany na Krymie. Ten numer działa bez pudła, przed straganem od razu ustawia się cała kolejka chętnych. Kioski spożywcze na rynkach i bazarach obwieszone są kartkami z napisami „krymskie przyprawy”, „herbata krymska”, „wino z Krymu”. Koniecznie „z Krymu”, bo tak właśnie mówią amatorzy wszystkiego, co ma związek z „krymskim snem”. Marzy im się, że w taki prosty sposób staną się posiadaczami maleńkiej cząstki Krymu. Dlatego na pchlich targach drobnym chłamem i towarami od pasera handluje się lepiej, gdy klientom opowiedzieć krymską bajkę: przyjaciele z Krymu odwiedzili sprzedawcę i uprosili go, by pomógł im sprzedać to i owo.

-  „Wiadomo, tam na Krymie życie było trudne, teraz jeszcze ta blokada. Każdy grosz im się przyda”.

Wcześniej, zanim pojawiły się legendy o mieszkańcach Krymu, sprzedawcy bajdurzyli o przymierających głodem uciekinierach z Donbasu: "ja im robię przysługę,  po znajomości wyprzedaję ich dobytek”. Ale ten typ sprzedawców zniknął już z rynku, razem z nim żebracy z kartką „Jestem uciekinierem z Donbasu”. Donbas należało koniecznie zapisać przez jedno „s”, choć po rosyjsku to błąd ortograficzny. Im mniej liter, tym łatwiej zabieganym rosyjskim przechodniom przeczytać treść kartki. Legendy o uchodźcach ze wschodu Ukrainy wyparowały jednak z ulic rosyjskich miast. Serca petersburżan trudno dziś wzruszyć opowieścią o niedoli mieszkańców Doniecka. Chcecie wzbudzić w nich pozytywne emocje? W swoich hasłach reklamowych nawiążcie do Krymu. I opowiedzcie im o krymskich liściach laurowych.




Tłum.: Katarzyna Kuc



Oryginał ukazał się na portalu rufabula.com: http://www.rufabula.com/author/mironova/1073



Anastazja Mironowa (ur. 1984), dziennikarka z St. Petersburga, stała autorka portalu rufabula.com . Jest przenikliwym obserwatorem rosyjskiej codziennej rzeczywistości. 

















Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com





Projekt "Media-w-Rosji" ma na celu umożliwienie czytelnikowi w Polsce bezpośredniego kontaktu z rosyjską publicystyką niezależną, wolną od cenzury. Publikujemy teksty najciekawszych autorów, tłumaczymy materiały najlepiej ilustrujące ważne problemy współczesnej Rosji. Projekt "Media-w-Rosji" nie ma charakteru komercyjnego.