Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nowaja Gazieta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nowaja Gazieta. Pokaż wszystkie posty

piątek, 13 marca 2015

„Nowaja Gazieta”: nasza lojalność nie jest na sprzedaż



Jest bodaj najważniejszą w Rosji gazetą opozycyjną. „Nowaja Gazieta” powstała w 1993 roku. Od początku jej redaktorem naczelnym był Dmitrij Muratow. Od ponad 20 lat jest sumieniem Rosji. Demaskowała skandale polityczne, walczyła z korupcją. Jej dziennikarze Anna Politkowska, Jurij Szczekoczichin, Igor Domnikow zapłacili za pracę w „Nowej” życiem. Jej sytuacja finansowa zawsze była trudna. Od początku wspierał ją Michaił Gorbaczow i jego fundacja. Nieco później dołączył biznesmen Aleksander Lebiediew. Jednak te źródła wsparcia finansowego wyschły. Redaktor naczelny „Nowej Gaziety” ostrzega, iż już w maju może ona zniknąć z rynku.


 

 Rozmawiała: Marina Ozierowa, "Moskowskij Komsomolec".



 

Istnieje od ponad 20 lat. W świecie rosyjskich mediów "Nowaja Gazieta" jest wyjątkiem.
Nie kłamie, demaskuje skandale, walczy z korupcją. 



 Już w maju może przestać ukazywać się papierowe wydanie „Nowej Gaziety” – poinformował redaktor naczelny tego popularnego organu prasowego, Dmitrij Muratow. W wywiadzie udzielonym gazecie „Moskowskij Komsomolec” wytłumaczył, dlaczego niebezpieczeństwo, iż zniknie ona z rynku jest całkiem realne i poinformował, jaki los czeka, w takim wypadku, zespół redakcyjny.





Marina Ozierowa:
Czy to prawda, że „Nowaja Gazieta” zostanie zamknięta?

Dmitrij Muratow:
Istnieje duże prawdopodobieństwo, iż w maju wydanie papierowe przestanie się ukazywać.

Ozierowa:
Dlaczego?


Od państwa nie dostaliśmy kopiejki


Muratow:
Mam nadzieję, iż zdaje sobie pani z tego sprawę, że nie działamy w warunkach rynkowych. W Rosji istnieje ograniczona ilość wydań prasowych, które korzystają z pomocy finansowej państwa. W ten sposób zniszczono rynek. Media te, wszystkie swoje koszta pokrywają z dotacji. Dodatkowym źródłem dochodu jest dla nich reklama. W naszym wypadku, nigdy nie dostaliśmy ani jednej kopiejki z budżetu. Rynek reklamowy jest regulowany przez to samo państwo, gazeta ją dostanie, w zamian za lojalność wobec władz. A my swoją lojalnością nie handlujemy.

Wszystkie wskaźniki, jakimi mierzona jest działalność mediów, są w wypadku „Nowej GAziety” doskonałe. We wszelkiego rodzaju notowaniach zajmujemy jedno z pierwszych miejsc. Możemy pochwalić się świetnym audytorium z segmentu „premium”. Czytelnicy są nam wierni latami. W każdym innym kraju, w którym działają sprawnie mechanizmy rynkowe, „Nowaja Gazieta” byłaby przynoszącym dochód projektem. Ale obecnie nasz główny inwestor jest niemal bankrutem... Zniszczono go…


Rozliczymy się ze wszystkimi


Ozierowa:
Ma pan na myśli Aleksandra Lebiediewa?

Muratow:

Tak. Aleksander Lebiediew przez wiele lat ten ciężar brał na siebie. Dziś jest naszym publicystą. Nie może jednak już pełnić roli inwestora. Nie chcemy zbankrutować, rozliczymy się ze wszystkimi do ostatniej kopiejki, oświadczam to z pełną odpowiedzialnością. Zobaczymy, jak sytuacja rozwinie się do maja… Wymyśliliśmy wspaniały projekt… „Wspaniale Karty Wielkiej Wojny Ojczyźnianej”, to z naszej strony wyraz pamięci o niezmyślonej wojnie z niezmyślonym wrogiem. Mamy nadzieję, że zdołamy go zrealizować, bardzo byśmy chcieli.




Dmitrij Muratow jest redaktorem naczelnym "Nowej Gaziety" od 1993 roku, to jest od
początku jej istnienia. 



Ozierowa:
Jeśli druk gazety zostanie wstrzymany, być może „Nowaja Gazieta” pozostanie w Internecie?


"Nowaja" w internecie?


Muratow:
Na razie trudno powiedzieć. Nie jesteśmy wydaniem informacyjnym. Nasi dziennikarze pracują w terenie. Niekiedy zdobywają informacje w szczególnie trudnych warunkach. Nie zbierają jej w Internecie. Nie chcemy być swego rodzaju informacyjnym agregatorem internetowym.

Ozierowa:
Co stanie się z zespołem redakcyjnym?

Muratow:

W naszej redakcji pracują wspaniali, utalentowani ludzie. Jesteśmy świetnym zespołem, wolnym od intryg. Cokolwiek by się nie wydarzyło, nie zostawimy dziennikarzy samym sobie…


Tłum.: ZDZ


Oryginał wywiadu ukazał się na portalu gazety „Moskowskij Komsomolec”:
http://www.mk.ru/social/2015/03/12/novaya-gazeta-priostanovit-vypusk-v-mae-ee-investor-razoren.html






Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com






środa, 11 marca 2015

Po śmierci Borysa Niemcowa: prezydent w ślepym zaułku



Od samego początku, założyciele opozycyjnej, moskiewskiej „Nowej Gaziety” wielkie znaczenie przywiązywali do dziennikarstwa śledczego. Od rozpadu ZSRR, poradziecka Rosja była krajem skandali,  zabójstw na zamówienie i informacyjnych przecieków do mediów. „Nowaja Gazieta” uważała rozsupływanie tajemnic, poszukiwanie prawdy za swą najważniejszą misję. Kilku jej dziennikarzy, Anna Politkowska, Jurij Szczekoczichin, Igor Domnikow zapłaciło za to cenę życia.
 

Teraz redakcja „Nowej” nie szczędzi wysiłków, by uczestniczyć w wyjaśnianiu zagadki śmierci Borysa Niemcowa. Sensacyjny artykuł, podpisany przez cały zespół dziennikarzy śledczych „Gaziety”, sugeruje wprost, iż wykonawców, inspiratorów i zleceniodawców zamachu, szukać należy w rządzonej przez Ramzana Kadyrowa, Czeczenii. Fakt ten zdaniem „Nowej Gaziety” stawia prezydenta Putina przed szczególnie trudnym wyzwaniem.


Autor: Redakcja Śledcza "Nowej Gaziety"
 


Patrioci Rosji i jej wrogowie


Zabójstwo Borysa Niemcowa stawia prezydenta przed koniecznością dokonania wyboru.



Czeczeński batalion "Północ" jest jednostką wojsk wewnętrznych Rosji. Jej najważniejsi przywódcy 
(na zdjęciu prezydent Miedwiediew) przez lata nie szczędzili jego żołnierzom wyrazów uznania. 





















O tym, kto i w jaki sposób dokonał zamachu na Borysa Niemcowa mówi się zbyt wiele. I w rezultacie na ten temat wiadomo niewiele. Piana bita przez komentatorów, przecieki informacyjne pochodzące ze źródeł w organach śledczych rodzą plotki, na ich podstawie powstają nowe, przybywa ich w postępie geometrycznym. Ale główna pogłoska pojawiła się w poniedziałek i nie ma ona przypadkowego charakteru. Właśnie wtedy, jednocześnie, do aresztu trafili organizatorzy, zleceniodawcy i wykonawcy tego najgłośniejszego zabójstwa politycznego w historii współczesnej Rosji. Motywem, jak podawano, okazała się osobista wrogość, sprowokowana poczuciem głębokiej urazy na tle religijnym, swego rodzaju odprysk sprawy „Charlie Hebdo”. Pojawienie się tej  zaproponowanej przez kogoś interpretacji wyglądało na podjętą przez Kreml i osobiście prezydenta Putina próbę znalezienia wyjścia z powstałej w wyniku zabójstwa Niemcowa szczególnie skomplikowanej sytuacji. Problem polega na tym, iż wersja ta nie zgadza się z rzeczywistością.

A co z nią się zgadza? Nie będziemy brać pod uwagę komentarzy fabrykowanych przez amatorów, grafomanów, pomińmy różne przecieki informacyjne ze śledztwa, wszystko, co przypomina medialny szum. Blefują ci, którzy powołują się na ustalenia śledztwa. Odpowiedzialni za nie funkcjonariusze niczego nie komentują, że tak właśnie jest, widać choćby na przykładzie szczególnie ostrożnych wypowiedzi rzecznika Komitetu Śledczego, apelującego do opinii publicznej, by nie wierzyła w nic, co zostało napisane.

Logika wydarzeń pozwala przypuszczać, iż na Kremlu zabójstwo Niemcowa wywołało szok. Tam też zażądano, by najpierw ustalono prawdę, co wydarzyło się naprawdę. Dlatego wybór padł na Krasnowa, oficera śledczego do spraw szczególnie ważnych. Kontakty z prasą nie są w jego stylu, Krasnow nie uprawia też polityki. Podobnego rodzaju zakaz wydano też członkom grupy śledczej – obowiązuje ich milczenie nawet po odnalezieniu winnych i wydaniu wyroku przez sąd. „Nowaja Gazieta” jest w tym przypadku dobrze zorientowana, to właśnie general Krasnow wykrył sprawców zabójstwa Stanisława Markiełowa i Anastazji Baburowej, i w konsekwencji sprawę „BORNu”.


Wykonawcy


Wiadomo, iż o wykonanie zamachu na Borysa Niemcowa podejrzewany jest Zaur Dadajew, były zastępca dowódcy batalionu "Północ", jednostki wojsk wewnętrznych MSW Federacji Rosyjskiej. Śledczy podejrzewają także byłego funkcjonariusza tego oddziału Biesłana Szabanowa. Dadajewowi postawiono zarzuty, został aresztowany razem ze swoim kuzynami, braćmi Szadidem i Anzorem Gubaszewami. Pod zarzutem współudziału w zbrodni (prawdopodobnie prowadzili obserwację polityka) aresztowano także Ramzata Bachajewa i Tamerlana Eskerchanowa (były funkcjonariusz na MSW Czeczenii). Związek obu podejrzanych z elitarną czeczeńską jednostką potwierdził w swoim Instagramie przywódca Czeczenii, Ramzan Kadyrow. Sam Zaur Dadajew, jako jedyny spośród aresztowanych złożył zeznania, w nich całą winę wziął na siebie. Drugiego podejrzanego, Szabanowa przesłuchać się nie udało, albo on sam popełnił samobójstwo, wysadzając się przy pomocy granatu, albo zginął od przypadkowego wybuchu podczas niedzielnego szturmu jego miejsca zamieszkania w Groznym.

Podejrzanych odnaleziono błyskawicznie. W historii rosyjskich śledztw prowadzonych w związku z zabójstwami na zlecenie, nigdy jeszcze żadnego nie przeprowadzono z podobną szybkością. Wytłumaczyć to można na kilka sposobów. Po pierwsze, skutecznie posłużono się agenturą FSB. Są też inne przyczyny.

Kamery zainstalowane na moście i na Kremlu rzecz jasna funkcjonowały. To właśnie brak nagrań z nich w Internecie najlepiej świadczy o powadze z jaką prowadzone jest śledztwo. Pod tym względem,  w innych sprawach kryminalnych dochodziło do częstych przecieków informacyjnych, przestępców praktycznie w reżimie online informowano, czy winni brać nogi za pas, czy nic im nie grozi (stacja telewizyjna TVC wyłożyła w sieci video ze swej kamery z własnej inicjatywy, zrobiono to zanim śledztwo zdążyło film włączyć do zespołu dowodów rzeczowych).

Z drugiej strony, trzeba powiedzieć, iż zapisy video nakręcone przez kamery należące do Federalnej Służby Ochrony niekoniecznie przekazano organom śledczym natychmiast. Tak działają nasze procedury: najpierw postronna organizacja zgłosić musi zapotrzebowanie, ten wniosek jest rozpatrywany i dopiero później podejmowana jest decyzja o zdjęciu klauzuli tajności z potrzebnych organom śledczym materiałów. Tylko po zaaprobowaniu własnego wniosku uzyskują one dostęp do zapisów video.

Spora ilość czasu potrzebna była także, by przejrzeć materiały video pochodzące z systemu „Potok”. Rejestruje on ruch uliczny na głównych arteriach stolicy. Czas był także potrzebny dla odtajnienia funkcjonariuszy prowadzących obserwację Borysa Niemcowa w przededniu akcji 1go marca. Jak się zdaje, byli to właśnie ci funkcjonariusze, którzy znaleźli się na miejscu zdarzenia i w rezultacie pomogli prowadzącym śledztwo. Stało się tak nie od razu, bez zgody kierownictwa nie mieli oni prawa do współpracy z organami śledczymi. Są to współpracownicy tajni, nie powinniśmy się więc dziwić, iż gdy zostaną wezwani do sądu, publiczność i media zostaną poproszone o opuszczenie sali rozpraw. Obowiązują ich odpowiednie instrukcje, naruszenie ich jest niedopuszczalne. Dla przykładu, nie wolno im interweniować w jakichkolwiek wydarzeniach, nawet jeśli dzieją się na ich oczach. Jakby nie wyglądało to dziwnie, pretensje należy zgłaszać nie do nich, a do autorów instrukcji resortowych.

Funkcjonariusze prowadzący obserwację poruszali się pieszo (pieszego nie śledzi się przy pomocy samochodu) nie mieli szans, by ruszyć w pościg. Założenia taktyczne normujące prowadzenie obserwacji przewidują, iż wspomagające samochody wspomagające winny być rozstawione w tych punktach, w których można spodziewać się „obiektu”. Oznacza to, iż samochody te nie byłyby w stanie przybyć błyskawicznie na miejsce zamachu.

Wykonawcy zamachu nie zatroszczyli się, by utrudnić ich zidentyfikowanie. W pamięci kamer pozostawili wizerunki własnych twarzy, w samochodzie zachowały się ich ślady, nie pofatygowali się nawet, by go spalić. Byli całkowicie pewni swojej bezkarności. Zabijając w odległości 100 metrów od Kremla, nie zamierzali nadać swemu czynowi charakteru „sakralnego”. Wybrali miejsce, bo było dogodne. Odpowiadały im schody, wielość dróg ucieczki. Mało prawdopodobne, iż wiedzieli o organizowanym marszu, to oznacza, że Borys Niemcow znajdował się pod ich obserwacją. Wszystko świadczy o tym, iż zabójcy nie byli zawodowcami, ich pomyłki - a popełnili wszystkie z możliwych – wynikały z przyzwyczajenia do stosowania metod siłowych innego rodzaju.


Batalion Północ


Samodzielny, specjalny, zmotoryzowany batalion „Północ” imienia bohatera Rosji Achmata „Hadż” Kadyrowa wchodzi w skład 46ej samodzielnej brygady operacyjnej wojsk wewnętrznych Rosji. Liczy ok. 600 żołnierzy, stacjonuje na stałe w Groznym. Jego dowódcą jest bohater Rosji, pułkownik Alibek Delimchanow, kuzyn deputowanego Dumy Państwowej (również nagrodzonego orderem bohatera Rosji). Jeśli się przyjrzeć wszystkim okolicznościom, trzeba stwierdzić, iż oddział ten ma charakter specjalny i wyjątkowy, nawet jeśli porównać go z innymi strukturami siłowymi Czeczenii.

Funkcjonariusze „Północy” wielokrotnie byli nagradzani odznaczeniami państwowymi. Otrzymali je Dadajew, Szabanow (na stronie internetowej rządu Czeczenii jest informacja o tym, iż order za męstwo wręczył mu osobiście ówczesny minister spraw wewnętrznych Rosji, Raszyd Nurgalijew).
Z resztą i cała 46ta brygada nie mogła skarżyć się na brak zainteresowania i uwagi, niejednokrotnie odwiedzali ją goście na stanowiskach, szefowie, członkowie „Bojowego Bractwa” organizacji weteranów miejscowych wojen i służb specjalnych na czele z Dmitrijem Sablinem, jednym z organizatorów „Antymajdanu” (na naszej stronie o Antymajdanie: Antymajdan: rosyjskie tituszki szykuja się do boju’ – „mediawRosji”).

Żołnierze batalionu „Północ” (być może dawni żołnierze, albo urlopowani – dokładnie nie jest to wiadome) walczą obecnie po stronie Donieckiej Republiki Ludowej. Ich liczebność – jedna kompania. Całkiem niedawno, pod Debalcewe zginął żołnierz o pseudonimie „Małysz” (znamy tylko jego imię – Rustam).

Jeśli poddać analizie przestępstwa kryminalne, w których odnaleziono ślad czeczeński, to nie sposób nie zauważyć pewnej osobliwości: żaden aresztowany, nawet gdy przedstawianu mu akt oskarżenia, nigdy nie składał zeznań. Ograniczano się do informacji: „urodziłem się, ożeniłem”. Jeśli w sprawę zamieszani byli funkcjonariusze struktur siłowych, to zakładali, iż wykonali odpowiedni rozkaz. Milczeli także dlatego, iż w sprawę zamieszani byli ich krewni (tak było w wypadku Anny Politkowskiej, tak jest w wypadku Borysa Niemcowa). Krewnych się nie wydaje. W dodatku zleceniodawcami byli także krewni, lub starsi i szanowani koledzy – ich także zdradzić byłoby nie w porządku. Przyznanie się do winy, po to by zmniejszyć rozmiar wyroku, także jest niedopuszczalne – można w ten sposób zagrozić pozostałym. Dlatego wszyscy milczeli.

Jednak Zaur Dadajew zaczął mówić od razu. Co więcej, demonstracyjnie zrezygnował z adwokata. Jedyną przyczyną może być postawione przed nim zadanie, jeśli już wpadłeś, twoja jedyna szansa (jeśli nie brać pod uwagę intryg o charakterze politycznym) polega na tym, byś odwrócił uwagę organów śledczych od prawdziwych organizatorów. Być może później nasz humanitarny system penitencjarny skieruje cię do zakładu karnego w „malej ojczyźnie”. Tam już może się wydarzyć wiele dziwnych rzeczy. Wszystko to jest tajemnicą poliszynela.


O czym poinformowano prezydenta?


Jeszcze w środku minionego tygodnia prezydenta Rosji poinformowano o wszystkim, o czym do tej chwili wiadome było organom śledczym.

O czym konkretnie? Że istnieje na prawdę lista osób przewidzianych do odstrzału. Na niej obok Borysa Niemcowa znajdowali się, Aleksiej Wieniediktow, Michail Chodorkowski i prawdopodobnie Ksenia Sobczak.  I że w odniesieniu do każdego z obecnych na liście działa nie jedna grupa zabójców, a jak to przyjęto w Czeczenii co najmniej dwie.

Wymieniono także niektórych wykonawców. Padły nazwiska organizatorów zamachu i nie brzmiało ono Dadajew.



Jako deputowany Dumy Obwodowej w Jaroslawlu Borys Niemcow szczególnie 
aktywnie walczył z miejscową korupcją. Po jego śmierci, w ramach śledztwa, przesłuchano
najważniejszych tamtejszych urzędnikow, razem z gubernaorem obwodu. 



Jak się wydaje, podejrzany o organizację zabójstwa ma na imię Rusłan. Nosi stopień majora. Prezydent zna jego nazwisko, w poniedziałek poddano go w Groznym przesłuchaniu, udało się także zapobiec przeciekom informacyjnym na ten temat. Pojawiła się jednak aluzja, iż bliski krewny Rusłana zajmuje w Czeczenii wysokie stanowisko. My także znamy to nazwisko, jednak pamiętając o domniemaniu niewinności, nie podamy go do wiadomości publicznej,. Ale nazwisko to jest znane już dziesiątkom, jeśli nie setkom funkcjonariuszy MSW, FSB i Komitetu Śledczego.

Rusłan również odbywał niegdyś służbę w batalionie „Północ”. Nagradzano go wielokrotnie. Później przeniósł się do Moskwy, tutaj pracowali dwaj jego wujowie. Jednego z nich, razem z grupą kolegów,  jesienią 2006 roku, zatrzymali funkcjonariusze Krasnosielskiego Oddziału Spraw Wewnętrznych. Znaleziono wówczas u niego swego rodzaju „pakiet zabójcy”. Z jednego z karabinów można było przebić samochód opancerzony. Z opresji całą grupę (na początku nie pomogły pokazane przez nich legitymacje MSW Czeczenii, gdyż brakowało skierowania na delegację) wybawił interweniujący specjalnie pułkownik FSB Bażanow. Dyżurny funkcjonariusz zademonstrował wówczas dziwny upór i o mało co nie zatrzymano i ratownika z FSB. Tak, czy inaczej, później wszystkich zwolniono.

Informacje o tym incydencie, trafiły do opinii publicznej dzięki byłemu merowi Groznego Besłanowi Gantamirowowi. Odwiedził nas w „Nowej Gazietie” i opowiedział, iż ludzi tych wysłano do Moskwy, po to, by go zabili. Warto przypomnieć, iż nieco wcześniej, przed odwiedzinami Gantemirowa zabito Annę Politkowską, zaś nieco później podpułkownika FSB Mowładi Bajsarowa.

Jeszcze później, tego samego wuja Rusłana poddano przesłuchaniu w sprawie o zniknięcie (w styczniu 2008 roku) autorytetu kryminalnego Rusłana Atłangerijewa. Należał on do kręgu znajomych byłego zastępcy dyrektora FSB. Atłangirejewa wywieziono z Moskwy do Czeczenii w bagażniku samochodowym (o ile informacje „Nowej Gaziety” odpowiadają rzeczywistości, zgodę wydał jeden z byłych generałów MSW, odpowiedzialny za kierunek „kaukaski”). Ów wuj trafił na przesłuchanie także w 2009 roku, w sprawie o zabójstwo deputowanego Rusłana Jamadajewa. Teraz człowiek ten zajmuje się polityką.

Polityką zajmuje się także drugi wuj Rusłana. W systemie „Syrena” (sprzedaż biletów lotniczych) udało się odnaleźć informacje o tym, iż Rusłan często towarzyszył swemu wysoko postawionemu wujowi w charakterze ochroniarza, a może asystenta. Nazwiska obu wujów są także znane prezydentowi. Wiadomo mu także, iż obydwaj znajdują się w gronie bliskich znajomych i współpracowników Ramzana Kadyrowa.

Rusłan ma też trzeciego wuja. Zajmuje on wysokie stanowisko w Rejonowym Oddziale Spraw Wewnętrznych w Szełkowo. Niegdyś odbywał tu służbę podejrzany o udział w zabójstwie Niemcowa Eskerchanow.


Wersje i motywy


Jeśli zignorować wszystkie bzdury, iż zamach zorganizowano na polecenie prezydenta, Chodorkowskiego, lub że była to operacja specjalna Służby Bezpieczeństwa Ukrainy, możliwych wersji przestępstwa pozostawało wciąż wiele. Wszystkie należało zweryfikować, sprawdzić, czy nie było to zbrodnia na tle bytowym, osobistym, ekonomicznym, czy nie brała w niej udziału Anna Duricka. W tej sytuacji trzeba byłoby sprawdzić, czy za zabójstwo Niemcowa nie odpowiadają przypadkiem Marsjanie (jeśli tylko istniałoby naukowe potwierdzenie ich istnienia). Wszystkich śledczych uczy się, iż należy sprawdzić wszystkie możliwości i na podstawie bazy dowodowej wyeliminować wersje pozbawione uzasadnienia. Dlatego więc, swego rodzaju histeria związana z przesłuchiwaniem kobiet zaprzyjaźnionych w swoim czasie z Niemcowem, budzi irytację. Wszystkie należało przesłuchać obowiązkowo.

W polu widzenia grupy operacyjnej, znalazła się jeszcze jedna wersja, ją także sprawdzano w pierwszej kolejności. Chodzi o tak zwany ślad jarosławski. Jak wiadomo, Borys Niemcow zdobył mandat deputowanego do tamtejszej Dumy Obwodowej. Już w Jarosławlu udało mu się zdemaskować lokalne machinacje korupcyjne, w konsekwencji w kierownictwie obwodu doszło do głośnych dymisji. Rewizje w Jarosławlu przeprowadzono już w niedzielę 1 marca, a w poniedziałek przesłuchano grono miejscowych dygnitarzy, na czele z gubernatorem.

Na tym stadium, grupie operacyjnej pozostały do zweryfikowania dwie wersje. Pierwsza zakładała, iż morderstwa dokonali mieszkańcy Czeczenii, druga iż odpowiedzialność ponosili ludzie uczestniczący w konflikcie na Ukrainie.

Pierwsze aresztowania wyjaśniły sporo, jednak w gruncie rzeczy wciąż nie ma odpowiedzi na pytanie, czy w sprawie tej, nie byli ze sobą związani przedstawiciele różnych środowisk naszych „patriotów”.

Obecnie niektóre media, powołując się na organy wymiaru sprawiedliwości, informują o innym jeszcze możliwym motywie zbrodni. Zastanówmy się, czy wersja ta jest wiarygodna. Mamy tu na myśli, kwestię urazy za wypowiedzi ofiary na temat rozprawy w redakcji magazynu „Charlie-Hebdo”. Dlaczegóżby nie? W zrealizowanym przez stację telewizyjną NTV programie „Anatomia protestu -3” (na razie nie dopuszczono go na antenę) dla Borysa Niemcowa wyznaczono rolę głównego bohatera. Określono go, jako najbliższego sojusznika Michaiła Chodorkowskiego, który jak wiadomo wypowiedział się wyjątkowo ostro na temat masakry we francuskiej redakcji. Rozdrażniony tym komentarzem, przywódca Czeczenii Ramzan Kadyrow, określił później Chodorkowskiego jako głównego wroga i szydercę islamu.

Tego motywu nie można wykluczyć. Jednak uwzględnić go można, tylko jako część skomplikowanej gry wymierzonej w Borysa Niemcowa. Niewykluczone, iż dla samych wykonawców miał on znaczenie, trudno jednak uznać go za najważniejszą przyczynę krwawej rozprawy.

Wszystko pozostałe stanowi oczywisty sygnał wysłany pod adresem Kremla. „Patrioci Rosji” mają dość czekania. Wrogów należy likwidować. Pora, by zdjąć nogę z hamulca. Jeśli nie zrobicie tego wy, znajdziemy innych. Ale w tej sytuacji staniecie się od nas zależni, będziecie musieli rachować się tylko z nami. To my reprezentujemy siłę zdolną przełamać waszą słabość. To, co robimy dla obrony ojczyzny przed wrogami, w sytuacji gdy nasze służby specjalne nie dają sobie rady, zasługuje na uznanie i nagrody.


Polityczny ślepy zaułek i wojna na oświadczenia


Istnieje także inna siła. Do tej pory wielokrotnie dostawała po nosie. Tłumaczono, że to w celu zachowania stabilności politycznej na Kaukazie. Mamy tu na myśli instytucje powołane do strzeżenia prawa i służby specjalne. Nie jeden raz, w okazywali się w sytuacji ludzi wysłanych po wodę z durszlakiem. Udaje mi się wykryć zabójców, a ktoś wypuszcza ich na wolność. Wykrywają tajemnicę zabójstwa, a ktoś uniemożliwia im przesłuchanie podejrzanych, ci zaś się z nich śmieją. Być może w latach 2006-2009, kiedy należało rozwiązywać problem stabilności politycznej Czeczenii, kiedy w lasach znajdowała się jeszcze spora ilość „wiernych synów islamu” planujących oddzielenie się od Rosji i powołanie do życia kalifatu, być może wówczas należało patrzeć przez palce na w ten sposób legitymizowaną przemoc. Ale w późniejszym okresie, służby specjalne zaczęły działać z wyprzedzeniem. Pierwszym sygnałem było zapobieżenie zamachu na Isę Jamadajewa (polityk czeczeński, jeden z pięciorga braci,  przez lata skłócony z Ramzanem Kadyrowem – „mediawRosji”). Ostatnim, podobna operacja w odniesieniu do mera Chasawjurtu Sajgidpaszy Umachanowa. W tym ostatnim wypadku, choć organy śledcze znały nazwiska zleceniodawców, uniemożliwiono im pociągnięcie ich do odpowiedzialności.

Tym razem jednak żadna z instytucji, takich jak MSW, FSB, czy Komitet Śledczy nie chce powtórki starego schematu. Nie chcą by zatknięto im usta i wykorzystano. Wystarczy przypomnieć niedawny skandal z aresztowaniem i późniejszym uwolnieniem funkcjonariuszy MSW Czeczenii,  wydelegowanych do Moskwy, w celu zapewnienia ochrony dla najważniejszych w republice dygnitarzy. Porwany przez nich i torturowany człowiek, cudem zachował życie. Odpowiedzialnych nie udało się pociągnąć do odpowiedzialności, mimo iż śledztwo w tej sprawie otoczyli osobistą opieką szef Komitetu Śledczego Bastrykin i kierownictwo FSB. Przypomnijmy, zaraz po tym incydencie, kilku wyższych stopniem oficerów FSB z aparatu centralnego tej organizacji, odmówiło pełnienia służby i zastanawiało się nad złożeniem raportów z prośbą o zwolnienie.

Powstała nowa sytuacja. Zderzyły się ze sobą dwie siły wspierające Kreml, teraz obie przesuwają się w przeciwnych kierunkach.  Zmuszają w ten sposób władze Rosji do określenia, kto jest prawdziwym patriotą, a kto nie. Domagają się, by władza dokonała wyboru najważniejszego sojusznika. Wszystko to, odbywa się w niełatwych warunkach politycznych. Rosja de facto uwikłana jest w wojnę, boryka się z kryzysem gospodarczym, nie potrafi uwolnić się od wymyślanego przez specjalistów od PR strachu przed „pomarańczową zarazą”.

W tym kontekście mniej istotne są liczne komentarze. Naszym zdaniem warto przede wszystkim zwrócić uwagę na kilka faktów i cztery oświadczenia.

Najpierw fakty: przebieg przestępstwa jest w zasadzie znany, szef państwa został szczegółowo poinformowany przez dyrektora Federalnej Służby Bezpieczeństwa Bortnikowa. Na terytorium Czeczenii prowadzone są aktywnie działania operacyjno-śledcze, o jakich wcześniej trudno było nawet myśleć. Mediom podrzucono wersję o braku zleceniodawcy, bo to najlepszy sposób, by dokonać pomiaru średniej temperatury w całym szpitalu.



Czy sojusz Władimira Putina z Ramzanem Kadyrowem przetrwa kryzys wywołany przez
zamach na Borysa Niemcowa


A teraz wspomniane przez nas oświadczenia:

1. Wydał je Władimir Putin na kolegium Ministerstwa Spraw Wewnętrznych: „Najwięcej uwagi należy udzielić głośnym przestępstwom, w tym także popełnionym w oparciu o motywy polityczne. Trzeba wreszcie uwolnić Rosję od wstydu i tragedii podobnych do tej, jaką nie dawno przeżyliśmy i widzieliśmy wspólnie. Mam tu na myśli wyzywające zabójstwo Borysa Niemcowa, jakiego dopuszczono się w samym centrum stolicy.” Ta wypowiedź miała miejsce 4go marca, kiedy prezydent mógł już znać całą prawdę.

2. To oświadczenie wydal Ramzan Kadyrow, natychmiast po zamachu, jeszcze przed falą aresztowań. „Tylko siły zainteresowane we wzroście napięcia mogły zdecydować się na tak brutalny zamach. Organizatorzy zabójstwa mieli nadzieję, iż świat o zabójstwo Niemcowa oskarży nasze władze państwowe <…>. Nie ma żadnych wątpliwości, iż zabójstwo Niemcowa zorganizowały służby specjalne Zachodu <…>. Borys Niemcow był przede wszystkim obywatelem Rosji, zaś zamach na życie każdego obywatela Rosji zasługuje na surową karę <…>”.

3. Złożył je Ramzan Kadyrow już po zatrzymaniu podejrzanych. „Znałem Zaura (Dadajewa – red.) jako prawdziwego rosyjskiego patriotę.  <…> Jestem przekonany, iż jest on całkowicie oddany Rosji, że był gotów za ojczyznę oddać swoje życie. <…> Wszyscy, którzy znali Zaura twierdzą, iż jest on człowiekiem głęboko wierzącym. Jak wszyscy muzułmanie on także poczuł się głęboko wstrząśnięty postępowaniem „Charlie” i komentarzami wspierającymi publikację karykatur. <…> Tak, czy inaczej, jeśli sąd udowodni winę Zaura, to trzeba będzie stwierdzić, iż dopuścił się ciężkiego przestępstwa. Ale chcę podkreślić raz jeszcze, Zaur nie mógł zrobić niczego na szkodę Rosji. Dla niej przez wiele lat ryzykował życiem.” W oświadczeniu, Kadyrow, także Biesłana Szabanowa (stracił życie podczas próby aresztowania), nazywa „dzielnym bojownikiem”.

4. Słowa Władimira Jakunina, jednego z ludzi z najbliższego otoczenia Władimira Putina. Jest on szefem Rosyjskich Kolei. Jakunin wypowiedział się po opublikowaniu drugiego z kolei oświadczenia Ramzana Kadyrowa. „To zabójstwo było demonstracją. Nie przypadkowo zamachu dokonano w centrum stolicy, tak by zobaczyli je wszyscy. Była to starannie zaplanowana akcja. Jej celem było uderzenie w autorytet władz Rosji”.

Władimir Jakunin, tak jak i inne osoby z bliskiego otoczenia prezydenta, jest także byłem funkcjonariuszem służb specjalnych. Jest człowiekiem poważnym, nigdy nie mówi niczego bez uzasadnienia, nie robi lekkomyślnych aluzji.

Niestety, mamy do czynienia z sytuacją, w której o losie śledztwa w sprawie zamachu na Borysa Niemcowa decydować będą nie Komitet Śledczy, czy FSB, a osobiście prezydent. Od jego decyzji, zależeć będzie nie tylko kto znajdzie się na ławie oskarżonych, ale także przyszła konfiguracja polityczna Rosji. Kraj znalazł się dziś na krawędzi wojny między dwiema silami stanowiącymi podpory reżymu. Trzeba będzie określić, kto jest patriotą, a kto nie. Prezydenta ze szczególnym cynizmem i przemocą wpędzono w ślepy zaułek. Teraz dowiemy się, jak z niego zamierza wyjść. Zapewne już w niedalekiej przyszłości.



Tłumaczenie: K.W.



Oryginał ukazał się na portalu moskiewskiej „Nowej Gaziety”: http://www.novayagazeta.ru/inquests/67575.html




Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com





poniedziałek, 17 marca 2014

Krym i Ukraina: większość Rosjan popiera interwencję.


Bezpośrednio po wybuchu kryzysu na Ukrainie rosyjska opinia publiczna ze spokojem obserwowała bieg wydarzeń. Dopiero zmasowana kampania propagandowa obudziła demony i większość Rosjan uwierzyła w zagrożenie ze strony banderowskich radykałów. Zmniejszył się lęk przed wojną, wzrosło poparcie dla interwencji wojskowej na Krymie i we wschodnich regionach Ukrainy.

O wynikach sondażu przeprowadzonego przez Centrum Lewady rozmawiają Andriej Lipski (Nowaja Gazieta) i Lew Gudkow (dyrektor Centrum).

Oryginał wywiadu opublikowano na łamach moskiewskiej „Nowej Gaziety”.


Andriej Lipski, Nowaja Gazieta:
Obserwujecie sytuację na Ukrainie od października zeszłego roku. Bezpośrednio przed wybuchem „kampanii krymskiej” (w drugiej połowie lutego) przeprowadziliście kolejne badanie, by wyjaśnić jak Rosjanie odnoszą się do wydarzeń na Ukrainie. Sytuacja uległa zaostrzeniu po 30 listopada, kiedy na Majdanie pobito studentów – potem już wypadki toczyły się z rosnącą szybkością. Wasze badanie w lutym przeprowadzono, kiedy kryzys osiągnął już wielkie rozmiary, ludzie i w Rosji i na Ukrainie zdążyli się do niego ”przyzwyczaić” , jednak decyzje o użyciu siły w konflikcie krymskim nie były jeszcze podjęte. Na pewno można poddać analizie zmiany jakie zachodziły w świadomości masowej Rosjan od chwili rozpoczęcia kryzysu, do momentu agresji na Krym i uruchomienia maszyny „propagandy wojennej”?
Lew Gudkow, Centrum Lewady:
- Na początku Rosjanie odnosili się do wydarzeń na Ukrainie raczej obojętnie. Dominowało ogólne niezrozumienie tego, co się tam działo. Nawiasem mówiąc, to niezrozumienie istnieje i dzisiaj, kiedy stoimy wobec na poły wojennej ewolucji konfliktu. Ogólnie rzecz biorąc panowało powszechne przekonanie, iż lepiej nie mieszać się do tego, co dzieje się na Ukrainie.
Lipski:
- To znaczy obywatele Rosji nie bardzo chcieli przejmować się sytuacją, jaka złożyła się u naszych sąsiadów?
Gudkow:
- Nie chcieli. Takie stanowisko jest typowe dla świadomości masowej zmęczonego społeczeństwa: nie ma sensu, by Rosja angażowała się w konflikty poza jej terytorium, nadszedł czas, by zająć się własnymi
W przeprowadzonym 16.03 referendum ponad 90%
głosująych poparło przyłączenie Krymu do Rosji. 
sprawami. Ludzie występowali raczej, przeciwko stosowaniu siły dla rozwiązywania konfliktów o charakterze politycznym i narodowościowym. Pamięć utrwaliła doświadczenie Tbilisi, Wilna, Rygi, Baku. A także doświadczenie 1993 roku, kiedy sami znaleźliśmy na krawędzi wojny domowej. Dlatego od 65 do 75% ankietowanych aż do połowy lutego (!) uważało, iż  Rosja winna zachować dystans i nie mieszać się w sprawy wewnętrzne Ukrainy. Przeważała opinia, iż Ukraina lawiruje między Rosją, a Zachodem, rozumiano iż znalazła się ona w katastrofalnej sytuacji gospodarczej. Rozumiano także, iż na Ukrainie przez lata testowano różne modele: stary radziecki, potem mafijny oligarchiczno- skorumpowany. W rezultacie spory odsetek Rosjan był gotów zaaprobować model oparty na integracji z Europą. Tylko 29% uważało wówczas, iż wybór takiej drogi będzie zdradą Ukrainy wobec „braterstwa słowiańskiego” , związku z Rosją, itd. Taki rozwój wypadków traktowano wówczas jako nieunikniony, a nawet uzasadniony. Towarzyszyło temu przekonanie, iż Ukraina staje się całkowicie samodzielnym państwem, z którym warto utrzymywać przyjacielskie kontakty, bez wprowadzania barier celnych, wiz, zachowując otwarte granice. Ludzie uważali także, iż między obydwoma krajami zachowały się bliskie, historyczne, kulturalne, a nawet czysto rodzinne związki. 40% mieszkańców Rosji ma na Ukrainie biskich znajomych, lub krewnych, albo stąd pochodzi. Około 28% Rosjan ma swoje korzenie na Ukrainie. Stąd istniejące w Rosji poczucie szczególnej bliskości w stosunku do Ukrainy. Nic dziwnego, iż sam pomysł mieszania się w wewnętrzne sprawy w świadomości społecznej wydawał się szalony.
W grudniu zeszłego zaszła zmiana, wydarzenia na Ukrainie zaczyna się oceniać jako prowokację Zachodu, usiłującego doprowadzić tam do zaostrzenia konfliktu. Ta wersja natychmiast przenika do świadomości masowej. W grudniu i styczniu 83% ankietowanych uważało już, że konflikt na Ukrainie jest prowokacją ze strony Zachodu. Równolegle istniały także inne interpretacje (dla przykładu oburzenie i protest Ukraińców przeciw reżimowi Janukowicza), jednak zaczęły one podlegać korekcie. Kryzys jest faktem, ale Zachód zaczyna „łowić ryby w mętnej wodzie”.
Jednak od stycznia do lutego, wersja o „zachodnim śladzie” traci na popularności.  Aż dwa razy, z 83 do 43% .
Lipski:
- I jaka wersja pojawia się w zamian?
Gudkow:

Kłamliwa kampania pełna agresji

- Mamy tu całą paletę wariantów: i powstanie ludowe przeciw skorumpowanemu reżimowi, próbę antyrządowego przewrotu, próbę zdobycia władzy przez radykalnych nacjonalistów oraz odwet za okrucieństwo i niekompetencję reżimu Janukowicza.
Sytuacja zmienia się jednak radykalnie w połowie lutego, kiedy rozpoczyna się masowa kremlowska kampania propagandowa. Osobiście, nigdy nie widziałem kampanii o podobnym stopniu agresji, intensywności, równie kłamliwej. Ta propaganda opera się na kilku podstawowych tezach.
1. Powstało zagrożenia dla życia Rosjan na Ukrainie. I w rezultacie zaistniała potrzeba obrony „swoich”.
2. Dyskredytacja Majdanu i jego zwolenników, ruchu protestu na Ukrainie oraz jego całej motywacji. Postawiono pod wątpliwość przebudzenie społeczeństwa, jego starania, by zbudować demokrację, utrwalić szacunek dla prawa i wybrać władze świadome swej odpowiedzialności. Zwolenników Majdanu i integracji europejskiej zaczęto nazywać „bandytami”, nazistami, antysemitami, radykalnymi nacjonalistami-banderowcami. W ten sposób usunięto ze świadomości społecznej wersję o uzasadnionym społecznym proteście. Zastąpiono ją historią o banderowcach, choć większość w Rosji nie pamięta już, lub po prostu nie ma pojęcia kim był Stepan Bandera. Najważniejsze jest to, że propagandowa narracja połączyła ze sobą dywizję SS Galizien, Stepana Banderę, faszystów, antysemitów z relacjami o prawicowych radykałach obecnych na kijowskich barykadach. W rezultacie powstał groźny koktajl ideologiczny będący swego rodzaju zasłoną dymną, przesłaniająca rzeczywiste motywy konfrontacji na Majdanie.
3. W końcu lutego – na początku marca obserwujemy trzecią istotną zmianę. Propaganda zaczyna opowiadać o obecnym na Ukrainie chaosie i braku władzy. Słyszymy o rosnącym bandytyzmie, szabrownictwie i wynikającym z nich zagrożeniu dla rosyjskojęzycznej ludności, zamieszkałej przede wszystkim na Krymie i na wschodzie Ukrainy. W tych warunkach, by je ratować Rosja musi podjąć interwencję.
Stopniowo od końca lutego do marca w propagandzie nabiera siły jeszcze jedna ważna teza. Wschodnie regiony Ukrainy, to ogólnie rzecz biorąc, z historycznego punktu widzenia, ziemie rosyjskie i także dlatego Rosja powinna wystąpić w ich obronie i przejąć nad nimi kontrolę.
Na czym polega skuteczność takiej propagandy? Rozprzestrzeniano ją jednym, pozbawionym przerwy strumieniem. Powtarzano te same tezy i sformułowania. Wykluczono jakikolwiek, alternatywny punkt widzenia. Wykorzystano zasady psycholingwistyki. Montowano obrazy ze słowami i korzystano z podmiany pojęć. Uparcie wbijano do głów widzów odpowiednie skojarzenia. Towarzyszyła temu otwarta dezinformacja o nie prawdziwych aktach przemocy, porwaniach, bójkach i pobiciach, dyskryminacji rosyjskojęzycznych mieszkańców i kierowanych pod ich adresem groźbach, itp. W ten sposób stworzono w umysłach kaszę. I następujący obraz świadomości społecznej: mniej niż jedna trzecia ankietowanych stwierdziła, iż w jakimś stopniu rozumie, to co dzieje się na Ukrainie, zaś 70% przyznało, że nie są w stanie tego zrozumieć. Równolegle 63 % ankietowanych było zdania, iż federalne stacje telewizyjne relacjonowały obiektywnie bieg wydarzeń. To oznacza, iż ludzie bezkrytycznie łykają i przyswajają, to co przekazywane jest z ekranu.
Lipski:
- Z drugiej strony, wasze badanie potwierdza, iż obywatele Rosji nie dowierzają podstawowym kanałom telewizyjnym. Dzieje się tak w sytuacji wolnej od napięcia i konfliktów, gdy toczy się zwykłe życie. Zazwyczaj tak reaguje nieco mniej, niż połowa ludności.
Gudkow:
- Tak. To dziś ok. 47%.
Lipski:
- Za to dziś stopień zaufania do telewizji gwałtownie się zwiększył. W głowach powstał chaos, nie wiadomo, na czym się oprzeć, by nie zbłądzić. W tej sytuacji rośnie zapotrzebowanie na telewizję, powstaje iluzja, że człowiek coś z tego zrozumie. Dzięki temu znika przerażenie, wynikającego z braku wiedzy i zrozumienia tego, co się dzieje.
Gudkow:
- Skąd więc się bierze taka siła przekonywania, zwłaszcza, gdy towarzyszy jej brak zrozumienia? Wydaje mi się, że pierwszym źródłem tej sytuacji jest strach. Lęk przed destabilizacją, ewentualnymi wstrząsami politycznymi, przed kryzysem i konfliktami. Dla obywateli Rosji najważniejsze jest to, by zachować to co się ma, nie zaś podnieść poziom własnego życia. Dlatego niezrozumienie tego, co się dzieje wzbudza trwogę, niepokój i zwiększa szczególną podatność na manipulację.
Lipski:
- Postawa, „żeby tylko nie zrobiło się gorzej” występuje nie tylko w warunkach konfliktu, takiego jak ten wokół Ukrainy. Ona jest obecna i w spokojniejszych okolicznościach. Obywatele pragną się dostosować, adaptować. Nie daj Boże zaczną się zmiany, one mogą oznaczać tylko jedno, będzie gorzej.

Strach zamienia się w agresję

Gudkow:
- Moment kolejny, to przekształcenie strachu w agresję wobec tego, kogo propaganda przedstawia jako źródło strachu i niepokoju. Bardzo często taką rolę narzuca się zwolennikom zmian. Nawet jeśli będą to idealiści, reformatorzy, a ich działania opierają się na uznawanych za ważne z obywatelskiego punktu widzenia wartościach. Strach rodzi agresję, pragnienie „dołączenia do tłumu” i oparcia się na tym co znane, zgodne z przyzwyczajeniami. Nasze największe przyzwyczajenie, to postawa pełna pokory i zależności od władzy. I właśnie tego rodzaju propaganda skłania ludzi do konsolidacji wokół władzy. Ludzie wyrażają akceptację dla władzy, choć równocześnie, jej stanowisko może budzić ich wątpliwości. Tego rodzaju konsolidację buduje się wokół starych schematów i stereotypów myślenia imperialnego: „biją naszych”, „postępuje proces rozpadu państwa”, „Rosjanie znaleźli się w niebezpieczeństwie”. I w rezultacie, to państwo, jakim by ono nie było, bierze na siebie rolę obrońcy, gwaranta. Paternalistyczno-państwowa świadomość nie tylko aktywizuje się, lecz staje się wręcz silniejsza pod wpływem imperialnych mitów, legend i symboli. Wszystko odbywa się na poziomie mitologicznym, równocześnie dokonuje się powszechne uproszczenie rzeczywistości. Zaś Zachód, to rzecz jasna prowokator, pragnący przeniknąć w głąb rosyjskiej strefy wpływu.
Gęstniejąca atmosfera strachu o rosyjskojęzyczną część ludności Ukrainy, wraz ze wzrostem anarchii i bezprawia powoduje, iż jedynym rozumnym i uzasadnionym moralnie działaniem ze strony władz rosyjskich, pozostaje wprowadzenie wojsk na Ukrainę, a na dalszym planie wprowadzenie kontroli ze strony Rosji nad wschodnią częścią kraju.
Jak wyjaśniło ostatnie badanie, przeprowadzone w dniach 7-10 marca, 43% ankietowanych  uważają, iż nacjonaliści i bandyci stanowią dla Rosjan rzeczywiste niebezpieczeństwo. Tylko rosyjskie wojska są w stanie mu się przeciwstawić.
28% uważa, iż prawa rosyjskiej ludności zostały ograniczone, jednak lepsze będzie rozwiązanie polityczne, bez użycia sil zbrojnych.
Zaledwie 8% ankietowanych wyraża pogląd, iż niebezpieczeństwo zagrażające Rosjanom jest pretekstem, by utrudnić życie nowym władzom w Kijowie i nie dopuścić do integracji Ukrainy z Europą. 6% uważa, iż władzom rosyjskim potrzebna jest mała zwycięska wojna, by odwrócić uwagę społeczeństwa od problemów wewnętrznych. Suma głosów krytycznych wyniosła 14%.
Jest oczywiste, że głównym źródłem napięcia jest Krym. 58% Rosjan popiera wprowadzenie sil zbrojnych na terytorium Krymu i do innych regionów Ukrainy. Przeciw jest 26%.
67% uważa, iż to właśnie „faszyzujący banderowcy” są odpowiedzialni za zaostrzenie się sytuacji wokół Krymu. 9% obarcza odpowiedzialnością Tatarów krymskich (?!), 16 % grupy mafijne. Postać Janukowicza znika ze sceny, to już zużyta figura. Zaledwie 5% uważa, iż to on odpowiada za kryzys. I jeszcze mniej, bo 2 % jest zdania, że za zaostrzenie sytuacji na Krymie odpowiadają władze Rosji.
W uzasadnieniu dla konieczności wprowadzenia rosyjskich sił zbrojnych na Krym i do innych regionów Ukrainy, pojawiają się imperialne stereotypy. Zadaliśmy pytanie, „dlaczego można uważać za uzasadnione, z prawnego punktu widzenia, wprowadzenie wojsk rosyjskich na Krym i do innych regionów Ukrainy?” I odkryliśmy, że wśród grupy liczącej 58% ankietowanych wspierających wprowadzenie wojsk, dwie trzecie uważają, iż Krym oraz wschodnie obwody Ukrainy są w istocie rosyjskim terytorium. I dlatego Rosja ma prawo do użycia siły w celu obrony swojej ludności.
Zadziwiające, że na obecnym etapie, zagrożenie wojną nie bardzo wzbudza obawy naszych nieulękłych obywateli. 44% wszystkich ankietowanych wyraziło pogląd, iż wprowadzenie wojsk wesprze proces stabilizacji i proces pokojowego uregulowania powstałych problemów.
21% uważa, iż wprowadzenie wojsk doprowadzi do eskalacji konfliktu i może spowodować rozlew krwi.
I jeszcze 15% obawia się, iż rezultatem może stać prawdziwa wojna i niemożliwe do przewidzenia konsekwencje. W sumie więc, zaledwie 36% Rosjan odczuwa niebezpieczeństwo związane ze zbliżającym się rozlewem krwi.

Jeśli idzie o Krym, to kwestia błędu popełnionego przez Chruszczowa i konieczności jego naprawienia występuje trwale w naszych badaniach prowadzonych od wielu lat, jeszcze od 1990 roku. W różnych okresach odsetek Rosjan, zwolenników powrotu Krymu do Rosji wahał się od 80 do 84%.

Lipski:

- Chciałbym zauważyć, że także badania prowadzone na Krymie świadczą o złożoności sytuacji. KIjowska fundacja „Inicjatywa demokratyczna” przeprowadziła swój sondaż w lutym, to jest jeszcze przed rozpoczęciem masowej propagandy telewizyjnej, prowadzonej także na Krymie (rosyjskie kanały telewizyjne cieszą się tam sporą popularnością). Wynik był taki: 41 procent mieszkańców Krymu opowiedziało się za przyłączeniem półwyspu do Rosji. Później już prowadzenie tego rodzaju badań na Krymie było zbyt niebezpieczne. Ale to oczywiste, iż masowa propaganda musiała doprowadzić do podwyższenia tego wskaźnika. W innych regionach Ukrainy,  zamieszkałych przez znaczny odsetek ludności rosyjskojęzycznej wyniki były następujące: za przyłączeniem do Rosji opowiadało się 33,2% mieszkańców obwodu donieckiego, 24,1% ługańskiego, 24% odesskiego, 16,7 zaporożskiego i 15,1% charkowskiego. Im dalej na zachód, tym wartości te były niższe. W Kijowie na przykład 5,3%. 

Broń masowego ogłupiania. Wczoraj, dziś, jutro w twoim domu. Telewizja jest dziś w Rosji podstawowym instrumentem propagandy. 


Wystarczą dwa tygodnie masowej propagandy

Gudkow:
- W Rosji uważa się, iż po przeprowadzeniu na Krymie referendum (mało kto wątpi w jego wyniki) półwysep powinien zostać przyłączony do Rosji. Ten pogląd poparło 79% ankietowanych. Podobny wskaźnik wymieniałem wcześniej, potwierdzają go prowadzone przez wiele lat badania. Inne propozycje rozwiązania kwestii krymskiej nie są w ogólne brane pod uwagę, przede wszystkim dlatego, iż nie mówi się o nich w telewizji. Ani w telewizji, ani w odpowiedziach na nasze pytania nie pojawiają się takie pojęcia, jak suwerenność i nienaruszalność granic państwowych, prawo międzynarodowe, czy porozumienia budapeszteńskie. Wszystko to odchodzi na dalszy plan. Ludziom narzuca się prymitywną konstrukcję myślową opartą na prawie silniejszego. Niestety społeczeństwo ją przyjmuje.
Lipski:
- Proszę powiedzieć więcej o zależności rosyjskiej opinii publicznej od masowej propagandy telewizyjnej. Sytuacja ukraińska nie jest wyjątkowa, mieliśmy z tym do czynienia w odniesieniu do innych krajów, a także różnych kwestii z obszaru polityki wewnętrznej. Wydaje mi się to zadziwiające, iż półtora-dwa tygodnie masowej propagandy telewizyjnej są w stanie spowodować istotne zmiany w poglądach opinii publicznej, w tak gigantycznym kraju, jak Rosja.
Gudkow:
- Jest to efekt mobilizacji negatywnej. Jest on możliwy od osiągnięcia, gdy rysuje się obraz wroga i związanych z nim zagrożeń. Mogą one nosić czysto fizyczny charakter, mogą zagrażać naszym „podstawowym wartościom”, tradycjom. W takim wypadku, w pewnym momencie, występuje ostra reakcja. Jej częściami są wrogość, wzrost poziomu agresji i konsolidacja wokół władz uznanych za obrońcę zagrożonych wartości. Zazwyczaj, taka emocjonalna reakcja nie trwa długo. Dowolna kampania mobilizacyjna nie może trwać dłużej, niż kilka miesięcy. Dwa do trzech miesięcy to typowy okres. Inna sprawa, że obecna historia wywoła głębsze i bardziej długotrwałe następstwa, , niż na przykład wydarzenia wokół pomnika Żołnierza z Brązu w Tallinie. Stanie się tak dlatego, iż obecny kryzys dotyczy niemal wszystkich dziedzin życia w naszych dwóch krajach.

Lew Gudkow (1946), rosyjski socjolog i analityk, o 2006 roku dyrektor Centrum Lewady, cenionego, moskiewskiego ośrodka badań społecznych. 

Andriej Lipski, rosyjski dziennikarz, zastępca redaktora naczelnego opozycyjnej "Nowej Gaziety". 



środa, 19 lutego 2014

Rewolucjoniści na Majdanie.

Jeszcze przed obecnym zaostrzeniem sytuacji w Kijowie Olga Musafirowa, dziennikarka opozycyjnej, moskiewskiej „Nowej Gaziety” przeprowadziła wywiad z Dmitro Jaroszem, liderem szczególnie aktywnej w ostatnich wydarzeniach na Ukrainie, radykalnej organizacji „Prawy Sektor”.  

 

Ukrainie potrzebna jest rewolucyjna przebudowa systemu sprawowania władzy – uważa Jarosz. Presja Rosji ustanie, gdy i w niej samej dojdzie do przekształceń rewolucyjnych i uda się obalić tyranię. 

 

„Media w Rosji” publikują obszerne fragmenty wywiadu opublikowanego w „Nowej Gazietie”  w dniu 17 lutego.


Prowodnyk


Olga Musafirowa:
Jak Pana przedstawić czytelnikom „Nowej Gaziety”?

Dmitro Jarosz:
Dmitro Jarosz (ur. 1971) , prowodnyk organizacji "Prawy Sektor" dążącej
do rewolucyjnej  rekonstrukcji systemu sprawowania władzy na Ukrainie. 

Jestem „prowodnykiem” (komendantem – redakcja) ogólnoukraińskiej organizacji „Tryzub” imienia Stiepana Bandery. Większą część życia poświęciłem właśnie „Tryzubowi”. Urodziłem się w 1971 roku w Dnieprodzierżyńsku, w obwodzie dniepropietrowskim. Pracowałem w kombinacie metalurgicznym, służyłem w armii radzieckiej. Zajmowałem się działalnością społeczno-polityczną w takich organizacjach jak „Ruch Narodowy”, „Ukraiński Związek Helsiński”. Jestem z wykształcenia filologiem, w 2001 roku ukończyłem uniwersytet pedagogiczny w Drohobyczu, w obwodzie iwano-frankowskim.

Olga Musafirowa:
- Był Pan także wykładowcą?

Dmitro Jarosz:
- Nie (z uśmiechem), nie pracowałem jako wykładowca. Ale wygłosiłem setki wykładów na obozach przygotowawczych, więc zostałem i pedagogiem.

Olga Musafirowa:
- Chcę zapytać o moskiewski fragment pańskiej biografii.

Dmitro Jarosz:
- EEEE…. To lipa, fejk. W moim życiu nie było żadnego moskiewskiego okresu. Ja już dałem znać kolegom, żeby nie rozpowszechniali tej głupoty.

Od redakcji:
Na oficjalnej stronie lidera „Prawego Sektoru” na Facebooku, pewien Siergiej Nazarewicz, zamieścił pełne zachwytu wspomnienie o przyjacielu z czasów młodości. Moskwa, 1989 rok, Ukraiński Klub Kulturologiczny „Sławutycz”  już wtedy irytował swoim ostrożnym stanowiskiem co bardziej radykalnie nastrojonych rodaków, wśród nich Jarosza i Nazarewicza. To oni w ramach klubu tworzą komórkę o nazwie „Szalionyj Ruch” („Wściekły ruch”).

Kolejne zebranie. Wielka sala. Świąteczna atmosfera. Wystąpienie konsula Ukraińskiej SSR. Wystąpienie Tarasa Sipienko o Księdze Wełesowej (tak – red.. W pewnym momencie na scenę wchodzi Dmitro Jarosz. I wypowiadając słowa: jestem teraz obywatelem niepodległej Ukrainy pokazuje swój radziecki paszport, po czym wyrywa z niego strony zadrukowane po rosyjsku i podpala je. Na ten widok tolerancyjnym „sowieciarzom” „Sławutycza” opadła szczęka.

Olga Musafirowa:
- Tak więc w czasach radzieckich nie było pana w Moskwie i nie spalił pan paszportu?

Dmitro Jarosz:
- Jakoś tam bywałem. Brałem udział w głodówce związanej z ekologią. Uczestniczyłem w pikiecie na Arbacie, spoktałem znanych dysydentów ukraińskich, Łukjanienko, Chmarę. Ale żeby palić…. Sam się zdziwiłem, kiedy to przeczytałem.

Prawy Sektor


Olga Musafirowa:
Jak powstała organizacja, jakie macie zamiary, kto was finansuje, jak jest wasze miejsce na mapie politycznej kraju?

Dmitro Jarosz:
Oficjalna strona interenetowa "Tryzuba"
„Prawy Sektor” powstał w listopadzie zeszłego roku. Inicjatorem był „Tryzub” imienia Stepana Bandery. Dołączyli do nas nasi bracia z UNA-UNSO, „Patriotów Ukrainy” „Zgromadzenia socjal-narodowego”, a także różnych struktur regionalnych, na przykład z „Karpackiej Sieci”. Dołączył także „Biały młot z Kijowa”.

Olga Musafirowa:
To ci, którzy atakowali nielegalne salony gier hazardowych i apteki, w których sprzedawano narkotyki?

Dmitro Jarosz:
- Tak, tak. Powstała platforma dla młodych obywateli przejętych duchem rewolucyjnym. Po raz pierwszy daliśmy o sobie znać, kiedy zezwierzęcony Berkut rozpędził studentów nocą 30 listopada. To był ich chrzest bojowy. Przykryli sobą ludzi, umożliwili pobitym ukrycie się w Michajłowskim Chramie. Także wtedy sformowaliśmy pierwsze sotnie „Samoobrony Majdanu”.  Chłopaki zademonstrowali prawdziwe męstwo podczas próby szturmu miasteczka namiotowego 11 grudnia. Najważniejszy moment w naszej działalności do tej pory – to rzecz jasna wydarzenia na ulicy Hruszewskiego. Przekształciliśmy się w ogólnoukraiński ruch rewolucyjny. Nasze struktury pojawiły się w regionach. Zgłasza się do nas masa ludzi, gotowych wesprzeć nas finansowo, jestem tym wzruszony. Ludzie przynoszą setki tysięcy hrywien, przyjmuje je nasza komendantura. Mamy precyzyjnie określony cel: to obalenie obecnie istniejącego reżimu, pełne przeformatowanie rzeczywistości, zbudowanie nowego jakościowo systemu  sprawowania władzy.

Olga Musafirowa:
- Jesteście zwolennikami państwa narodowego?

Dmitro Jarosz:
- To oczywiste. Chcemy budować państwo dla narodu ukraińskiego, w którym będą przestrzegane prawa i wolność każdego obywatela.

Olga Musafirowa:
- Ma pan na myśli „Naród polityczny”, marzenie byłego prezydenta Wiktora Juszczenki?

Dmitro Jarosz:
- Wie Pani co, ja nie lubię fałszywych określeń. Rodowity naród na Ukrainie to Ukraińcy, jesteśmy w niej gospodarzami, nie mamy innego kraju, tak jak nie mają go Francuzi, czy Niemcy. Ale obca jest nam ksenofobia. Także dla mniejszości narodowych chcemy stworzyć odpowiednie warunki. Choć chcę podkreślić, tylko dla tych, którzy szanują naszą ziemię. Tę propozycje sformułował jeszcze Stepan Bandera: pierwsza kategoria – to nasi współbracia, ci którzy razem z Ukraińcami walczą o nasze narodowe interesy. Kategoria druga, to ludzie wobec nas tolerancyjni, my także wobec nich zachowujemy tolerancję, to naturalne, nie zwracając uwagi na ich narodowość. I jest kategoria trzecia – to ci, którzy do naszego prawa odnoszą się wrogo. My ich także będziemy traktować jak wrogów. Podkreślam to w każdej rozmowie z dziennikarzami, takiego rodzaju porządki obowiązują w każdym cywilizowanym państwie. Ale Ukraina przypomina dziś państwo „niczyje”. Przecież nasze kryminalno-oligarchiczne grupy nie pełnią roli gospodarza kraju.

Olga Musafirowa:
- Ale władzę dziś się zdobywa nie w rezultacie ulicznych walk, ale poprzez wybory?

Dmitro Jarosz:
- Dziś ważne jest zwycięstwo procesu rewolucyjnego. Dziś nie pozwalają nam posuwać się do przodu pokojowymi metodami, także z powodu presji z zagranicy. Ryzyko zaostrzenia się konfliktu na Ukrainie pozostaje bardzo wysokie, istnieje także wielkie niebezpieczeństwo, iż będą stosowane prowokacje, włączając w to akty terrorystyczne. Po zwycięstwie będziemy mogli mówić o udziale „Prawego sektoru” w życiu politycznym, w tej, lub w innej formie. Na przykład w wyborach.

Olga Musafirowa:
- Działacie w stolicy. W jaki sposób docieracie do regionów?

Dmitro Jarosz:
- Rośniemy jak grzyby po deszczu. I nie tylko na zachodzie kraju, także w Doniecku, Ługańsku, na Krymie. „Ultrasi” masowo wstępują w szeregi nacjonalistów. Nie jesteśmy na razie w stanie kontrolować tego procesu na sto procent.

To wszystko dzieje się żywiołowo, ludzie do nas telefonują, kontaktują się przez sieci społecznościowe. Zapraszamy ich do Kijowa, przyglądamy się, sprawdzamy z kim mamy do czynienia, czy szanują te same zasady, co my. Za kilka tygodni będziemy wiedzieli jak wygląda nasza mapa w całej Ukrainie. Także na poziomie poszczególnych rejonów. Ale chcę powiedzieć, że powstają także lipne, fałszywe komórki.

Mamy już dość…


Olga Musafirowa:
- Co przeszkadza połączeniu się „Prawego sektora” ze „Swobodą”? Macie zamiar zostać ich grabarzami?

Dmitro Jarosz:
- Między partią obecną w parlamencie, a ruchem ogólnonarodowym istnieje wielka różnica. Nasze czysto ludzkie kontakty z członkami Swobody są bardzo dobre. Ale ich politycy są niekonsekwentni , takie są ich oświadczenia na Majdanie, ich działania na ulicy także podporządkowane są pewnym rygorom. Z tego punktu widzenia, nam przeciwnikom systemu jest łatwiej.

Olga Musafirowa:
- "Prawy Sektor” pojawił się na studenckim Euromajdanie. Skandowaliście „Dyskoteka – nie! Rewolucja – tak!” . Wtedy, kiedy Rusłana zaśpiewała „Czerwoną rutę” i poprosiła o włączenie latarek w telefonach komórkowych. I niekiedy krzyczeliście „Rusłanę na pal!” Milicja później twierdziła, iż to ją zaatakowano. Ludzie w maskach na twarzy zaczęli w nią rzucać metalowymi przedmiotami i płonącymi polanami.

Dmitro Jarosz:
- Kiedy wyposażony w tarcze i plastikowe pałki batalion Berkuta posuwa się do przodu, w oczywistym zamiarze, by bić jak najmocniej, kiedy protestujących okrążają wojska wewnętrzne  to zaczynasz rozumieć, oni tu przyszli, nie po to, by nas prosić o rozejście się, a po to by rozpędzić. To nie nasi komendanci pierwsi użyli siły, nie oni zaatakowali. A jeśli chodzi o Rusłanę… Wtedy odczuwaliśmy młodzieńczy zapał bojowy, nie byliśmy w stanie wszystkiego kontrolować, teraz nasze stosunki są doskonale.

Olga Musafirowa:
- Bitwa na Bankowej – także nie ponosicie za nią odpowiedzialność?

Dmitro Jarosz:
- To możliwe, iż jacyś oddzielni ludzie od nas brali w tym udział. Chociaż to jasne, iż w ten sposób nie da się wziąć administracji prezydenta, niczym Termopile. Tam dał o sobie znać nastrój sprawiedliwego gniewu ze strony ludu. Mamy już dość. Wystarczy ! Ale nasz cel strategiczny był inny, zależało nam na umocnieniu pozycji na Majdanie. I cel ten zrealizowaliśmy.

Olga Musafirowa:
- Niech Pan popatrzy. Nakręciłam ten film przy pomocy telefonu. Noc z 21 na 22 stycznia. Ulica Hruszewskiego. Ogień, kłęby dymu, koktajle Mołotowa, wystrzały Berkutu. W pobliżu restauracji „Suszija” szykuje się do wymarszu na barykady kolejny oddział „Prawego Sektoru”. Zasłonięte twarze, odpowiednie wyposażenie, ale to się rzuca w oczy, wśród wyruszających do walki są niepełnoletnie dziewczynki. Chronią je, ustawiają w drugim szeregu. Ale już za chwilę drobna postać z czarno-czerwoną flagą pojawia się na dachu kabiny spalonej ciężarówki Ural i zaczyna na  niej tańczyć.

Dmitro Jarosz:
W dniach 21 i 22 stycznia na ulicy Hruszewskiego doszło po raz pierwszy
podczas obecnych wydarzeń na Ukrainie do regularnych walk
protestujących z milicją.
 
- Spróbuj je przegnać. Mogliśmy z nich formować grupy sanitarne. Ale wtedy słyszymy… kim ty jesteś… ? Jakie masz prawo wydawać rozkazy? (śmieje się). Dziewczyny wywarły na mnie wielkie pozytywne wrażenie podczas tych wydarzeń. Chwała Boga, ani jedna nie została zraniona, nie odniosła kontuzji. Ale ich duch ! Niewielkiego wzrostu z młotkiem przyklejonym taśmą klejącą do nogi. Po jej oczach widać, iż gotowa jest walczyć z Berkutem do końca. Ukraińskie kobiety zawsze wyróżniały się bohaterstwem. Takich, jak one, nie ma na całym świecie.

Olga Musafirowa:
- Na stronie „Tryzuba” znaleźć można systemowy opis bojowych doświadczeń partyzantów czeczeńskich. To dla was podstawowy kanon….?

Dmitro Jarosz:
- W naszej walce stosujemy „narodowo-zdalną” metodologię, staramy się korzystać z najlepszych doświadczeń wszystkich narodów. Jeśli idzie o szkolenie młodych ludzi w wieku przedpoborowym – zajmowałem się tym ok. 20 lat – kampania czeczeńska jest bardzo ważna. Pragniesz pokoju – szykuj się do wojny i tak żeby zwyciężyć, tracąc jak najmniej krwi. W naszych szeregach są Ukraińcy walczący w Czeczenii z siłami federalnymi.

Olga Musafirowa:
- Ukraina i Rosja, Ukraina i Unia Europejska, Ukraina i USA. Jaki obraz świata wam odpowiada?

Dmitro Jarosz:
- Występujemy za dobrosąsiedzkie stosunki, nie walczymy z rosyjskim imperializmem jako takim. Ukraina jest samowystarczalna, niech nikt nie próbuje leźć w nasze sprawy. Wywierana na nas presja ustanie wtedy, kiedy także w Rosji dokona się rewolucyjna transformacja. W oddziałach „Prawego Sektora” i Rosjanie i Białorusini uczę się metod walki z tyranią.

Ukraina powinna stać się podmiotem, a nie przedmiotem geopolityki. Taki scenariusz jest możliwy, tylko wówczas, gdy silne państwo będzie rozkwitać. Umowę stowarzyszeniową z Unią trzeba podpisać, ona stwarza nam określone możliwości i buduje antyrosyjską barierę. Ale jesteśmy kategorycznie przeciw pełnemu członkostwu Ukrainy w Unii. Brukselski, biurokratyczny potwór narzuca narodom zbyt wiele negatywnych rzeczy. To polityka antychrześcijańska, tępienie tożsamości narodowych, niszczenie tradycyjnych wartości rodzinnych, i tak dalej.

USA odgrywają rolę światowego żandarma, NATO, blok zbudowany wokół USA miesza się do wszystkiego. Trzeba ograniczyć imperialistyczne wpływy Ameryki. Ale z Ameryką  jest łatwiej, niż z Rosją, w końcu znajduje się za oceanem.

Olga Musafirowa:
-A teraz porozmawiajmy o osobistych ambicjach Dmitro Jarosza w ukraińskiej polityce.

Dmitro Jarosz:
- Wolałbym pójść już na emeryturę. Mam troje dzieci, dopiero co urodził  się wnuk, a ja wciąż muszę tu sterczeć.


Jak Rosja odbiera kryzys na Ukrainie? Inne publikacje na blogu.