Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anschluss Krymu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anschluss Krymu. Pokaż wszystkie posty

środa, 10 grudnia 2014

Rosja, jak wirus Ebola



Wydarzenia na kijowskim Majdanie wybuchły rok temu. Na Ukrainie rewolucja odniosła zwycięstwo. Dla Wladimira Putina taki rozwój wydarzeń był nie do zaakceptowania. Działania podjęte przez Kreml, zajęcie Krymu, sprowokowanie działań zbrojnych na wschodzie Ukrainy pociągnęły za sobą daleko idące następstwa, śmierć ludzi, zniszczenia, zmiany granic.



Publicystka i politolog Tatiana Stanowaja zastanawia się, jaki jest dla Rosji bilans strat i zysków związanych z kryzysem na Ukrainie.
 



Październik 2014 r. Spotkanie w Mediolanie w "normamdzkim formacie": Rosja-Ukraina-Francja-Niemcy.
Ale na razie rozwiązania dla kryzysu ukraińskiego nie znaleziono.  


 

21 listopada 2013 rząd Ukrainy postanowił wstrzymać przygotowania do podpisania  umowy stowarzyszeniowej Ukrainy z UE, wyjaśniając to „względami bezpieczeństwa narodowego Ukrainy” oraz koniecznością „bardziej szczegółowej analizy” kroków wiodących do „odbudowy współpracy handlowo-gospodarczej z Federacją Rosyjską oraz innymi państwami Wspólnoty Niezależnych Państw w tych dziedzinach, w jakich została ona zaniechana”. Decyzja ta stała się punktem wyjścia dla wydarzeń, których konsekwencje odczuwa do tej pory nie tylko Ukraina, Rosja, ale i cała społeczność międzynarodowa. Rezygnacja Ukrainy ze stowarzyszenia z Unią Europejską doprowadziła do rewolucji, zaangażowania się Rosji w konflikt wojskowy, utraty Krymu i innych skutków, niemożliwych do przewidzenia pod koniec poprzedniego roku. Co zyskała, a co straciła Rosja w globalnym starciu z Zachodem o sąsiedni kraj, do niedawna traktowany jak bratni?

Historia nie zna trybu przypuszczającego, ale jeśli mimo wszystko Putin byłby w stanie w listopadzie 2013 r. odbyć podróż w czasie i ujrzeć wszystko to, co dzieje się dzisiaj, czy powtórzyłby swoje działania, czy może się z nich wycofał? Rosyjskie stacje telewizyjne bardzo lubią oskarżać Zachód, przede wszystkim USA, o sprowokowanie rewolucji na Ukrainie. Nie można jednak zaprzeczyć, że prawdopodobieństwo takich wydarzeń byłoby wielokrotnie niższe, jeśli Moskwa zrezygnowałaby z nacisków na Wiktora Janukowicza prowadzących do zablokowania stowarzyszenia Ukrainy z Unią Europejską. Dzień 21 listopada stał się impulsem dla politycznej „bifurkacji”, rozstrzygającej o wektorach rozwoju sytuacji na przyszłe lata.


Rosyjskie zyski


Z drogi tej nie można się już cofnąć, ale można nową sytuację podsumować. Angażując się w projekt „Ukraina bez UE i NATO” Rosja bez wątpienia osiągnęła też pewne zyski. Po pierwsze – przyłączyliśmy Krym. W rzeczywistości jest to bonus, zdobyty bez żadnych szczególnie sprytnych planów i wysiłków. Krymu nie można było nie wziąć. Takie było przekonanie zarówno Putina – szczerze wierzącego w niesprawiedliwość jego utraty –  jak i zdecydowanej większości Rosjan. Krym to jednak nie tyle zagadnienie terytorialne, co potężny środek mobilizacji, który uciszył protesty polityczne, zmarginalizował opozycję poza systemową, wyniósł pod niebiosa sondaże poparcia dla Putina. „Krym nasz” dał władzy olbrzymią dywidendę, w porównaniu z nią zdobycie jego terytorium pozostało w cieniu, to zaledwie jeden z niuansów  kryzysu wokół Ukrainy.

Putin wielokrotnie powtarzał, iż, że jeśli nie zajęlibyśmy Krymu, to znalazłyby się tam bazy NATO. Można powiedzieć OK., Rosja zagwarantowała sobie bezpłatną obecność wojskową na półwyspie na długie lata. Zaliczone.

Po drugie – pomimo zwycięstwa rewolucji nowy prezydent Petro Poroszenko zmuszony był i tak do odłożenia o rok terminu wejścia w życie części ekonomicznej umowy stowarzyszeniowej. To także jest powodem do dumy dla naszych propagandzistów. Uwielbiają oni powtarzać, że rewolucjoniści wrócili do punktu, od którego zaczęły się zamieszki, a więc Rosja rzekomo miała rację, gdy namawiała ukraińskie władze, by te nie spieszyły się ze stowarzyszeniem. Tyle tylko, że ci sami propagandziści z jakichś powodów nie wspominają, iż bez rosyjskiego szantażu pod adresem Unii Europejskiej, część ekonomiczna mogłaby wraz z tekstem głównym wejść w życie już teraz. Żadnych innych gwarancji Rosja nie otrzymała. W kwestii opóźnienia realizacji części ekonomicznej umowy Kreml musi uwierzyć Kijowowi na słowo. I co dalej? Doprowadzając do jej zamrożenia Moskwa miała nadzieję, iż zaraz potem Kijów z Brukselą pospiesznie przystąpią do omawiania „wzajemnych interesów” oraz kwestii strefy wolnego handlu. Tyle tylko, że Unia Europejska uprzejmie Moskwie podziękowała, zaznaczając równocześnie, że stosunki między UE i Ukrainą nie dotyczą stron trzecich.

Trzecim osiągnięciem Moskwy jest zablokowanie integracji euroatlantyckiej Ukrainy poprzez budowę strefy trwałej niestabilności na wschodzie kraju. O negatywnych stronach tego procesu napiszę niżej. Istotne jest to, że Kreml opracował i realizuje plan wbudowania w ukraińskie realia polityczne mechanizmu „przywracania ustawień”. Kijów zaczyna się krzątać i obijać progi NATO – separatyści natychmiast się aktywizują i rozszerzają strefę wpływów, w odpowiedzi Ukraina podejmuje działania wojenne. Ale i bez tego jest ona Sojuszowi Północnoatlantyckiemu nieszczególnie potrzebna. Co dopiero z zaanektowanym Krymem i konfliktem zbrojnym. Mogłoby się to zmienić, gdyby USA i Niemcy przejawiły wolę polityczną i postąpiły wbrew ustalonym zasadom, czyniąc dla Ukrainy wyjątek. Ale to już zupełnie inna historia.

W końcu czwarte osiągnięcie – proces miński. Trzeba przyznać, że okazał się on dużo bardziej produktywny niż można było oczekiwać. Niemal przez dwa miesiące był podstawą pewnego rodzaju rozejmu (stale naruszanego) i dawał choć złudną nadzieję na zamrożenie konfliktu. Jednak i to osiągnięcie okazało się nietrwałe. Kijów nie chce dłużej prowadzić dialogu z separatystami, ogłoszono blokadę ekonomiczną Donbasu i postawiono na wybuch tam społecznego niezadowolenia. Kijów zrozumiał, że zbrojna szarpanina z „dziurawym” Wschodem nie daje szans na wygraną. Postanowił więc zmierzyć się z Moskwą na nerwy. Konieczność utrzymania ludzi z Donbasu wywoła ból głowy na Kremlu. Akurat tutaj czołgi bez wątpienia nie pomogą.

I właściwie to tyle osiągnięć. Trudno powiedzieć, czy dużo, czy mało, spis zysków jest w każdym razie dosyć krótki i, co najważniejsze, są one nietrwałe. Krymu Rosja oczywiście nie zwróci. Ale już efekt „za to Krym nasz” nie będzie trwał latami, część ekonomiczna umowy stowarzyszeniowej prędzej czy później wejdzie w życie i nikt nie będzie przejmował się naszymi interesami (występowanie w ich obronie jest teraz coraz trudniejsze). Zagadnienie integracji euroatlantyckiej również nabiera nowego sensu geopolitycznego, teraz kwestia ta stoi ostrzej,  niż przed wydarzeniami na Majdanie. „Cena” Ukrainy na rynku geopolitycznym gwałtownie wzrosła, a pozycja Rosji runęła.


Koniec dialogu z Rosją


Wymienię teraz listę strat Rosji – w tym momencie trzeba się uzbroić w cierpliwość. Kluczowa strata polega na katastroficznym spadku zaufania Zachodu do Rosji, a dokładniej – osobiście do Władimira Putina. To koniec dialogu z Rosją, zamienił go język ultimatów. Rosja wykluczono z grupy G8, Putin uciekł ze szczytu G20. Angela Merkel mówi wprost, że rządy Putina kiedyś się skończą. Zachód stawia na zmianę reżimu. To koniec marzenia o Rosji należącej do grupy państw „kształtujących losy świata”. Rosja zajmuje teraz miejsce jednego z zagrożeń, obok wirusa Ebola i radykalizmu islamskiego.

To poczucie niebezpieczeństwa jest źródłem następnego problemu. Unia Europejska i USA zainicjowały stanowczą politykę powstrzymywania Rosji, teraz, po raz pierwszy od upadku ZSRR mówią o niej jednym głosem. Osobno trzeba opisywać skutki sankcji. Już teraz widać, że prowadzą one do deficytu środków, zaostrzenia konkurencji między ugrupowaniami walczącymi o dostęp do finansowania, wprowadzają ryzyko wybuchu społecznego, recesji, wpływają na ryzyko bankowe, zależność od Chin, spowolnienie przemysłu paliwowo-energetycznego itd., itp. Oddzielnej wzmianki wymaga tutaj koniec przyjaźni rosyjsko-niemieckiej. Zamiast oparcia w krajach Starego Świata Rosji pozostał flirt z Serbią i pocieszanie się kontrowersyjnym prezydentem Czech.

Po trzecie – Rosja całkowicie przegrała w grze o uznanie nowych ukraińskich władz. Moskwa próbowała wytargować coś dla siebie w zamian za uznanie przeprowadzonych w maju wyborów prezydenta Ukrainy. Niczego jednak nie uzyskała. Co więcej, zmuszona była de facto uznać odsunięcie od władzy Janukowicza, jeszcze przez kilka miesięcy po jego lutowej ucieczce Kreml bronił go jako prawowitego prezydenta kraju. Nieaktualne stało się także żądanie federalizacji Ukrainy. Mimo usilnych starań Moskwa nie uzyskała wpływu na ukraiński proces konstytucyjny, jej zdanie w tej sprawie nikogo nie interesuje.


Rosja bez gwarancji


Po czwarte – Rosja nie otrzyma żadnych gwarancji, że Ukraina nie wejdzie w skład NATO. Zwycięzcy wyborów do Rady Najwyższej podpisali umowę koalicyjną, zapisano w niej wprost, iż kraj będzie dążył do uzyskania członkostwa w Sojuszu Północnoatlantyckim. NATO jawnie ignoruje Rosję i jej obawy. Kijów już marzy o bazach sojuszu w obwodzie lwowskim oraz poszerza dialog z USA na temat bezpośredniej pomocy wojskowej. W aspekcie wojskowym Ukraina nigdy nie była jeszcze tak blisko Zachodu. I nigdy jeszcze Rosja nie była tak daleka od uzyskania gwarancji, że Ukraina do NATO nie wstąpi. Jak wygląda scenariusz dla Rosji najbardziej optymistyczny? Jeśli Moskwa w ogóle cokolwiek otrzyma, to tylko na poziomie gołosłownych obietnic.

Po piąte – Rosja na dziesięciolecia utraciła sympatię narodu ukraińskiego. Na dodatek, co jest szczególnie przykre, wzajemnie. Rosja w oczach Ukrainy jest agresorem, upokorzenie narodu ukraińskiego stało się częścią oficjalnej rosyjskiej propagandy. Na tym z resztą polega sens działań Kremla: zabrać siłą, nie dzięki zaufaniu. (…) Putinowi potrzebne jest terytorium, a nie sympatia narodu. Stąd też i charakter jego ukraińskiej polityki: wyszarpać, nie szukać porozumienia.

Po szóste – na wschodzie Ukrainy Kreml zdobył nie tyko terytoria kontrolowane przez siły prorosyjskie, teraz ponosi odpowiedzialność za całą strefę.  Mieszkańcy Doniecka i Ługańska, ofiary terroru szalonych bojowników i bombardowań „junty”, czekają na pomoc od Putina. Ale taka pomoc nie nadejdzie. Są oni zakładnikami w walce geopolitycznej. Również i sami separatyści, oddający życie za Noworosję, doczekają się wyrównania rachunków, poniżających ich ustępstw i obojętności Moskwy, nigdy nie zainteresowanej oddzieleniem wschodu od Ukrainy. Wszystko było tylko krwawym blefem.

Po siódme – przegrana gazowa. Po kilku miesiącach blokady Moskwę zmuszono, by zgodziła się  na sprzedaż błękitnego paliwa po obniżonych cenach, przynajmniej w okresie zimowym. Kierowała się przy tym potrzebą przedłużenia procesu mińskiego. Ostatecznie rozmowy mińskie zostały zerwane, a gaz jednak sprzedano. Moskwa próbowała wykorzystywać mechanizm gazowy dla nacisku zarówno na Kijów, jak i na Brukselę. W końcu jednak Kreml sam z niego zrezygnował, nie chcąc Poroszence podstawić nogi. Z nim Kremlowi, choć jako tako, udaje się dogadywać.

Minął rok. Obalenie Janukowicza 21 listopada 2013 ostatecznie doprowadziło do największej porażki geopolitycznej Moskwy. Rosja okazała się zbyt słaba, by zmusić Kijów do zawrócenia z drogi do Unii Europejskiej. Próba „przekupienia” części elity doprowadziła do eksplozji politycznej i rozłamu. Ukraina już nigdy nie będzie „nasza”. Rosja osłabła pod tym zbyt wielkim ciężarem. Od Putina niewiele teraz zależy. Historia wkrótce wyda swój wyrok.



Tłumaczenie: T.Cz. 


Oryginał ukazał sie na portalu slon.ru:




 *Tatjana Stanowaja, rosyjska publicystka, analityk, politolog, współpracownica Ośrodka Technologii Politycznych kierowanego przez Igora Bunina. Autorka artykułów publikowanych w mediach rosyjskich i międzynarodowych. Regularnie współpracuje z portalem slon.ru. Mieszka we Francji. 











Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com






piątek, 8 sierpnia 2014

Gdzie się podział Putin, pragmatyk, zwolennik „Realpolitik”?



Dokładnie piętnaście temu schorowany Borys Jelcyn mianował Władimira Putina na stanowisko premiera i ogłosił swoim następcą. Putin okazał się twardym pragmatykiem, zwolennikiem ”Realpolitik” dążącej do umocnienia na świecie równowagi sił. Dzięki niemu Rosja znów stała się znaczącym graczem na arenie międzynarodowej. Jednak włączenie do konfliktu ukraińskiego retoryki narodowo-romantycznej przekreśla ambicje Rosji w globalnym świecie. Skazuje ją na prowincjonalność i izolację. Co się stało z twardym pragmatykiem Władimirem Putinem – zastanawia się politolog i publicysta Fiodor Łukianow.
   


Autor: Fiodor Łukianow, gazeta.ru






Piętnaście lat temu, 9 sierpnia 1999 roku, prezydent Rosji Borys Jelcyn powierzył stanowisko premiera Władimirowi Putinowi, wtedy dodał także, iż widzi w nim swego następcę. Dla wielu były to tymczasowe „zawijasy” (by posłużyć się terminologią samego Jelcyna) rządzącej kliki. Nie trudno było zauważyć, jak nerwowo poszukiwała wówczas sposobu na zachowanie kontroli w państwie borykającym się z kryzysem swego modelu politycznego.

Realpolitik Władimira Putina


Po piętnastu latach nazwisko Putina używane jest na arenie międzynarodowej, niemal jak synonim samego pojęcia „Rosja”, świat analizuje jego działania i zamiary (starając się je odgadnąć), fenomenowi „putinizmu” poświęcono niejedną pracę naukową.

Władimir Putin nie jest strategiem. A jednak nie brakuje mu intuicji, skonstruował dla siebie możliwie całościowy obraz świata, potrafi myśleć systemowo. Jego posunięcia o charakterze taktycznym, mają często „reaktywny” charakter, bywają nieuniknione, w określonych okolicznościach rozumieją się same przez się, a jednak dzięki osobowości Putina wolne są od wewnętrznych sprzeczności.




Przez 15 lat Władimir Putin odnosił sukcesy dzięki swej stanowczej pragmatycznej
orientacji zwłaszcza w polityce międzynarodowej. 





Logika zachowania prezydenta Rosji była dla mnie czytelna zawsze, z wyjątkiem ostatniego okresu, o nim porozmawiamy poniżej. Putin jest zwolennikiem tej szkoły myśli, jaką specjaliści w dziedzinie stosunków międzynarodowych nazywają „realistyczną” (realipolitk).

Współistnieniu państw towarzyszą niekończące się konfrontacje, prowadzona różnymi metodami walka o wpływy, znaczenie, prestiż. Pokój (w rozumieniu braku wojny, czy ostrych konfliktów) jest możliwy do osiągnięcia dzięki równowadze sił. Brak równowagi, czyjeś nieuzasadnione przewagi powodują wzrost napięcia, prowokują konfrontację. Podejście realistyczne zakłada zrozumienie dla granic tego, co możliwe, dopuszczalne, trafną ocenę własnych sił i zamiarów, niezbędną, by uniknąć konsolidacji przeciwnika przeciw nam. Realista będzie się starał stworzyć system zasad wynikający z równowagi sił obliczony na jej umacnianie. Wszystko to z resztą ma charakter czasowy, nie istnieją zasady obowiązujące na zawsze.

Na Zachodzie takie podejście uważane jest za staromodne. Jednak trudno zaprzeczyć, iż jest ono zgrabne i nie pozbawione pewnej precyzji, zwłaszcza, iż w tle mamy do czynienia z motywowanym ideologicznie, a przez to sprawiającym wrażenie sztucznego i dwulicowego, kursem państw zachodnich i ich organizacji. Po zakończeniu „zimnej wojny” ich polityka stała się z założenia „antyrealistyczna”, gdyż zaprzecza ona konieczności budowania równowagi.

Zygzakiem między dogmatami i rzeczywistością


Państwa zachodnie kierując się swymi wyborami w sferze wartości, w obliczu coraz bardziej wielobarwnego i zaplątanego obrazu świata globalnego, poruszają się zygzakiem pomiędzy dogmatami, rzeczywistością i własnymi interesami.

Tego rodzaju hipokryzja, obecna od dawna w prowadzonej na wysokim poziomie polityce Zachodu,  przekształca się jednak w imię własnych interesów w otwarte manipulowanie różnymi pojęciami. Brutalna prostota Władimira Putina, który zwykle otwarciej przedstawiał swoje poglądy od politycznych partnerów sprawiała na nich wrażenie. Demonizacja Putina częściowo wyrażała odczuwaną na Zachodzie dysfunkcjonalność podejmowanych tam działań politycznych. Wynikała także z pragnienia by odpowiedzieć Putinowi, za to, że „udawało mu się” częściej, niż innym.


Odbudować znaczenie Rosji


Władimir Putin został premierem, gdy obserwując rozkład okresu przejściowego w latach dziewięćdziesiątych, na świecie zaczęto zastanawiać się, jak może wyglądać „Świat bez Rosji”. Artykuł pod takim tytułem opublikowany w USA na dwa miesiące przed przyjściem Putina odbił się szerokim echem. Jego zadanie na arenie międzynarodowej było oczywiste, polegało na odbudowie statusu Rosji w hierarchii międzynarodowej, udowodnieniu, iż pozostaje ona ważnym graczem na światowej arenie. Tak można określić jego linię przewodnią.

W sierpniu 1999 roku Rosja pogrążona była w ostrym kryzysie. Istniała obawa rozpadu kraju. Najważniejsze zadanie polegało na zachowaniu państwa jako „jednego podmiotu”. Należało ratować wewnętrzną spójność społeczeństwa i reprezentującej go klasy politycznej zdezintegrowanych na skutek szoku poradzieckiego okresu przejściowego. Nikt wtedy nie myślał o wpływach na skalę globalną.

Symbolem utraty przez Rosję strategicznego znaczenia stała się wówczas wojna NATO przeciw Jugosławii. Wzbudziła ona sprzeciw nie tylko w społeczeństwie, podobnie zareagowały jej władze, wówczas prawie całkowicie zorientowane na Zachód. Jednak Rosja w żaden sposób nie była w stanie okazać sprzeciwu.

W porównaniu z końcem lat dziewięćdziesiątych, czy choćby połową pierwszej dekady 21 wieku pod koniec 2013 roku znaczenie Rosji na arenie międzynarodowej wzrosło znacząco.  Kraj odbudował swoje instrumentarium gracza na skalę światową. Nie staliśmy się znów supermocarstwem, jednak okazało się, iż jesteśmy państwem, bez którego nie da się rozwiązać najważniejszych problemów na świecie. Realistyczne podejście Putina, jego talent prawidłowego formułowania zadań bieżących i chłodnego pragmatycznego ich rozwiązywania przyniosły rezultaty.

W pierwszym akcie dramatu jaki rozegrany został jeszcze zimą i na początku wiosny tego roku, Rosja przyłączyła do siebie Krym w ślad za prozachodnim przewrotem w Kijowie. Moskwa wówczas podniosła licytację, gambit krymski był adresowany do tych podmiotów, od których zależy kształt globalnego ładu. Co przede wszystkim zachęciło ją do działania? Niewątpliwe chodziło o zagwarantowanie obecności floty rosyjskiej na Morzu Czarnym i niedopuszczenie do wstąpienia Ukrainy do NATO.  Wiązało się to z odmową do udziału w grze o narzuconych z góry zasadach. Rosja wykonała ryzykowny ruch obliczony na obronę swoich własnych interesów strategicznych i umocnienie pozycji. Był on przemyślany, w duchu „Realpolitik” Putina.

Retoryka romantyczna


Jednak później Kreml wybrał inne boisko. Przypomnijmy głośne przemówienie Putina z 18 marca. Było ono prawdziwym osiągnięciem kunsztu oratorskiego, jednak przeniosło nas ono z płaszczyzny „realpolitik” na narodowo-romantyczną. Wprowadzenie do polityki ideologii, tym bardziej romantycznego nacjonalizmu to krok bardzo zobowiązujący, wręcz wiążący ręce. Realista-pragmatyk reaguje elastycznie na zmiany okoliczności. Jeśli jakieś działania nie przynoszą oczekiwanych skutków, można cofnąć się, przemyśleć taktykę, zaproponować nowe rozwiązania.

Ale kiedy do własnego arsenału włącza się retorykę romantyczną, nawet jeśli podobna decyzja nosi charakter instrumentalny, to poruszone zostają drzemiące w społeczeństwie emocje i nastroje. Pojawia się brak racjonalizmu, osiągając niekiedy stadium narodowej egzaltacji. Jak do tej pory Władimir Putin zawsze pamiętał, by w polityce zagranicznej tego rodzaju emocji unikać, ostro także krytykował Zachód za jego motywowane emocjami, wsparte ideologią, nieprzemyślane działania, a także za skoncentrowaną propagandę wymierzoną w aktualnych przedstawicieli „sił zła”.  

Inną stroną nowego rosyjskiego paradygmatu jest sprzeczność z tymi zadaniami, jakie sam Putin formułował w przeszłości. Wciągnięcie Rosji w ukraińską przepaść odpowiada interesom państw i polityków zainteresowanych niedopuszczeniem umocnienia roli Rosji na arenie międzynarodowej. Wszelkiego rodzaju programy o charakterze narodowo-romantycznym, one uruchamiały wydarzenia polityczne na przestrzeni ubiegłych stuleci, w świecie globalnym skazują państwa na prowincjonalność, izolacjonizm.  W historii z Rosją ta sytuacja oznacza dla nas brak jakiegokolwiek wsparcia. Nie istnieją na świecie mocarstwa gotowe same z siebie, wesprzeć wysiłki innego mocarstwa walczącego o „historyczną sprawiedliwość”, nie ma takich ani na Wschodzie, ani na Zachodzie. Zdarza się, iż taka walka odpowiada także cudzym interesom, ale to poparcie może trwać bardzo krótko.

Z poziomu globalnego na lokalny


Wojna domowa na wschodzie Ukrainy przeniosła Rosją z poziomu globalnego na lokalny.

Rosja grzęźnie w lokalnym konflikcie, jej cele nie są jasne,  a zastosowane metody pozostają wątpliwe. Od rezultatu tego konfliktu nie zależy ani przebieg wielkiej polityki światowej,  ani potrzebna równowaga sił.

Twardy pragmatyk-realista, bronił idei stabilności i utrzymania procesów politycznych pod kontrolą, nie rezygnował z obrony interesów, ale wzywał do racjonalnych transakcji zawieranych w oparciu o równowagę sił – taki obraz Władimira Putina pomógł mu stać się jednym z najbardziej wpływowych polityków w społeczeństwie globalnym, zmęczonym rosnącym chaosem i dominacją Zachodu., Jednak nowa rola Rosji niesie ze sobą wielkie ryzyko. Dla romantyka nie ma drogi powrotnej, trzeba będzie iść do przodu pod patetycznymi hasłami, tu brakuje miejsca na przemyślenia.

Przez 15 lat poznaliśmy trochę prezydenta Rosji. Ale jego nowy obraz całkiem nie pasuje do starego.

Tłum. : ZDZ


Artykuł ukazał się na łamach internetowego wydania www.gazeta.ru
http://www.gazeta.ru/comments/column/lukyanov/6163529.shtml



*Fiodor Łukianow (1967), politolog, publicysta, redaktor naczelny magazynu „Rosja w Polityce Globalnej”. W swych wystąpieniach publicznych reprezentuje zwykle punkt widzenia oficjalnej Moskwy, jednak w wersji „soft”, bez propagandowej przesady. Jest aktywnym uczestnikiem międzynarodowych konferencji, chętnie widzianym przez gremia zachodnie partnerem do rozmów i konsultacji.




Inne artykuły Fiodora Łukianowa na naszym blogu:




Rozmowa z Fiodorem Łukianowem, politologiem, redaktorem naczelnym magazynu „Rosja w Polityce Globalnej”.

Kreml zrobi wszystko, by nie dopuścić do przyłączenia się Ukrainy do wrogich sojuszy – przyznaje politolog Fiodor Łukianow. Destabilizacja na wschodzie kraju ułatwia Rosji realizację tego zadania. Trudno sobie wyobrazić bezpośrednią interwencję wojskową, jednak nie można wykluczyć, iż wydarzenia wymkną się spod kontroli. Jednak najlepszą szansę na uregulowanie kryzysu stwarza federalizacja Ukrainy. 



Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com






sobota, 1 marca 2014

Anschluss Krymu


Od rozpadu Związku Radzieckiego upłynęło ponad dwadzieścia lat. W Rosji nie brakuje ludzi pragnących rewanżu. Paradoksalnie, rewolucja na Ukrainie otworzyła dla Kremla furtkę do odzyskania Krymu. Sukces pod tym względem, umocniłby na lata władzę Wladimira Putina.


Moskiewski publicysta Aleksander Morozow alarmuje, iż Anschluss Krymu przez Rosję jest bardzo prawdopodobny i że w oczach Kremla okoliczności dla tej akcji są sprzyjające.

Autor: Aleksander Morozow, colta.ru



Kreml stanął w obliczu wielkiej pokusy. To Anschluss Krymu. Na pierwszy rzut oka, trudno sobie nawet wyobrazić, tak agresywny akt ze strony Władimira Putina.  Ale jeśli zastanowić się na serio, to trudno też wyobrazić sobie istnienie okoliczności, które dla takiego kroku stanowiłyby poważną przeszkodę. Za to korzyści mogłyby być ogromne. 


Odpowiedzialność Europy. Odpowiedzialność Kremla. 



W kierunku granic Ukrainy zbliżają się rosyjskie czołgi. 

Do ucieczki Janukowicza z Kijowa, cała odpowiedzialność za Ukrainę spoczywała na Europie. I Europa tego doświadczała. Konflikt obywatelski na Ukrainie rozpoczął się od „porozumień wileńskich” i Europa nie mogła zostawić samemu sobie naród, który do niej się zwracał. Jednak po zwycięstwie Majdanu i ucieczce Janukowicza piłka na boisku znalazła się po stronie Putina. Teraz, to jakby na niego, spadła odpowiedzialność za tę część Ukrainy, która znalazła się w opozycji do Kijowa. Wygląda na to, że Wschód i Południe pogodziły się z klęską Janukowicza i zaczęły szykować się do przedterminowych wyborów. Ale Krym – nie. 

25 lutego, pod kierownictwem Putina, odbyło się posiedzenie rosyjskiej Rady Bezpieczeństwa poświęcone Ukrainie. Nie wiemy, jakie podjęto wówczas decyzje. Ale w ciągu kilku następnych dni wydarzenia zaczęły się toczyć z nową dynamiką. Nie tylko odnaleziono w Rosji Janukowicza, lecz on sam wydał jeszcze oświadczenie i wypowiedział się na konferencji prasowej. Z drugiej strony Janukowicz jest już przegraną kartą. Ale jego oświadczenie z pewnością jest Kremlowi na rękę. Na Krymie, parlament miejscowy przegłosował decyzję o referendum. W odpowiedzi, w Moskwie, nasi deputowani wystąpili z własną inicjatywą, by uprościć procedurę przyłączania nowych terytoriów do Federacji Rosyjskiej. 26-28 lutego na Krym wyruszyły grupy senatorów, deputowanych, prawosławnych bajkerów, ochotników. Pojawiły się informacje o przejęciu kontroli nad lotniskami w Sewastopolu i Symferopolu.

Stanowisko Kremla


Oficjalne stanowisko Kremla można prawdopodobnie zrekonstruować na podstawie niedawnych tekstów Fiodora Łukianowa, jednego z niewielu rosyjskich ekspertów zdolnego do systemowej analizy sytuacji. Jest ono następujące: Ukraina stała się „failed state”, nowe władze w Kijowie są pozbawione legitymności, klęskę Janukowicza zorganizował Zachód. Większość zamieszkałej na Krymie ludności pragnie z własnej woli dla swego terytorium „samodzielnej państwowości” (choć na razie w granicach Ukrainy). Tak więc wygląda na to, iż idzie o „federalizację” Ukrainy. Od niej dzieli nas już tylko jeden krok od przyłączenia Krymu do Federacji Rosyjskiej.

Czy istnieje coś, co dla takiej polityki stanowiłoby przeszkodę? Putin ma w swoich rękach dobre karty umożliwiające posłużenie się odpowiednia retoryką dyplomatyczną. Po pierwsze, już w tym roku referendum odbędzie się w Szkocji (więc czemu nie w Krymie?). Po drugie, choć oficjalna Moskwa przestrzega i wspiera międzynarodową zasadę terytorialnej integralności oraz sama unika agresji, to jednak tylko w pewnych granicach. Choćby w tych wyznaczonych w Kosowie przez Zachód. W 2008 roku Wladimir Putin podczas rozmowy z George’m Bushem wspomniał o warunkowości powojennych granic Ukrainy. Może powtórzyć swą ówczesną uwagę i w rozmowie z obecnym prezydentem USA. Dla Europy i Stanów Zjednoczonych wypracowanie odpowiedzi na anschluss Krymu będzie skomplikowanym zadaniem.


Korzyści z Anschlussu


W obecnej sytuacji przyłączenie Krymu do Rosji daje prezydentowi Putinowi ogromne korzyści. W tej sprawie może on liczyć na więcej niż wsparcie obywateli Federacji Rosyjskiej. Będzie ono pełne zachwytu. Tak zwany powrót Krymu zbuduje obraz polityczny Władimira Putina nie na dwa-trzy lata wprzód, a na dziesięciolecia. Wszelkie możliwe w najbliższych latach kłopoty w polityce wewnętrznej utracą znaczenie w porównaniu z tym wielkim historycznym osiągnięciem. W ramach tej logiki, która rządzi „światową szachownicą”, Putin udzieli w ten sposób symetrycznej odpowiedzi, na to, co zdarzyło się w Jugosławii. Stworzy sobie, w ten sposób, gwarancję na czwarte, piąte, dwunaste zwycięstwo w wyborach prezydenckich.

Prawdopodobieństwo, iż rozgrywany jest właśnie ten scenariusz, potwierdza przede wszystkim pojawienie się Wiktora Janukowicza w Rostowie. Najwidoczniej, do 25 lutego Putin i jego otoczenie dokonali wyboru. Będą jak najdłużej wspierać koncepcję nielegitymności obecnego Kijowa. Do chwili, gdy uda się znaleźć rozwiązanie kryzysu krymskiego korzystne dla Rosji. Trzeba będzie też zdążyć przed 25 maja. Jednocześnie rzecz jasna Moskwa będzie uczestniczyć w wyborach prezydenckich na Ukrainie. Dmitrij Orłow (rosyjski ekspert w dziedzinie PR – „mediawrosji”) już zapowiedział rekrutację specjalistów w dziedzinie wyborów do pracy na Ukrainie. Ów kierownik jednej z około kremlowskich fundacji dał do zrozumienia, iż orientuje się, kto ma największe szanse, by zostać kandydatem Wschodu i Południa i kto może liczyć na wsparcie Moskwy.
Czy Majdan będzie w stanie wystąpić w obronie Krymu? Najwidoczniej na Kremlu uważają, iż w tej sprawie Majdan będzie miał związane ręce. Kijów nie ma obecnie do dyspozycji żadnych instrumentów umożliwiających zatrzymanie procesu „federalizacji” Krymu. Pozostanie mu tylko apelowanie do Europy i USA. Odpowiedź Kremla można przewidzieć z góry’ Pokój jałtański już nie obowiązuje, wszyscy mamy teraz wolne ręce.

Warto przypomnieć, iż od pokoju w Wersalu do Anschlussu Austrii upłynęło 19 lat. W swoim czasie Putin określił rozpad ZSRR jako „największą geopolityczna katastrofę XX wieku”. Dla tych którzy myślą podobnie, a także boleśnie odczuli porażkę w październiku 1993 roku, upłynęło właśnie 21 lat od tamtych wydarzeń. Dwadzieścia lat, to wystarczający okres, by na scenie pojawiło się nowe pokolenie domagające się rewanżu. W Rosji znajdzie się dziś wielu, którzy z radością powitają Anschluss Krymu i dostrzegą w nim właściwą odpowiedź na nasz własny poradziecki Wersal.




Aleksander Morozow (1959), rosyjski publicysta i politolog. Naczelny redaktor pisma „Russkij Żurnał”. Jego artykuły i komentarze ukazywały się w takich popularnych wydaniach (sieciowych i drukowanych), jak „colta.ru”, „openspace.ru”, „gazeta.ru”, Forbes”, „Wiedomosti”


.