Pokazywanie postów oznaczonych etykietą malezyjski Boeing. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą malezyjski Boeing. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 30 lipca 2015

Veto: przyznanie do winy



Reakcja Kremla nie powinna być zaskoczeniem. Jak można było się spodziewać, władze Rosji zablokowały powołanie trybunału międzynarodowego dla wyjaśnienia tragicznej historii zestrzelonego nad Donbasem malezyjskiego samolotu. Niezależna Rosja z oburzeniem zareagowała na veto nałożone przez Kreml podczas głosowania w Radzie Bezpieczeństwa. Z licznych głosów krytyki wybraliśmy wpis na bogu opozycyjnego polityka i publicysty z St. Petersburga, Borysa Wiszniewskiego. Jego zdaniem przyczyną veta był paniczny strach przed wyjaśnieniem prawdy, w ten sposób oficjalna Rosja sama przyznała się do winy.


Autor: Borys Wiszniewski





Jak się okazuje rosyjski dyplomata Wasilij Czurkin już wcześniej kłamał w podobnej sprawie. W 1983 roku jako I sekretarz ambasady radzieckiej w USA oświadczył, iż jego kraj nie miał nic wspólnego z katastrofą koreańskiego Boeinga na radzieckim Dalekim Wschodzie. 



Nałożone przez Rosję veto podczas głosowania rezolucji o powołaniu międzynarodowego trybunału w sprawie zestrzelonego Boeinga (na pokładzie nie było obywateli Rosji, samolot nie był własnością Rosji, został zestrzelony nie nad jej terytorium, a więc jej interesy nie zostały naruszone w żaden) jest absolutnie cyniczną i brutalną próbą niedopuszczenia do wyjaśnienia prawdy.



Strach 


Jedyną przyczyną veta był paniczny strach władz rosyjskich przed wyjaśnieniem istoty sprawy  w sądzie, któremu nie da się wydawać poleceń.

Tak właśnie decyzja Rosji zostanie odebrana. Co by nie powiedzieli Putin,  Ławrow i Czurkin.

Widać ich strach, iż śledztwo może doprowadzić do odkrycia prawdy, kto rzeczywiście ponosi odpowiedzialność i że winnymi mogą się okazać wspierani przez władze rosyjskie separatyści. A mogą także rosyjscy wojskowi, ci którzy podobno na dzień do zestrzelenia samolotu zwolnili się z wojska. A może i nie zwolnili.

Zauważmy: w rosyjskich propagandowych mediach ani razu (!) nie pojawiła się, choćby jako jedna z wielu możliwych wersji, hipoteza, iż samolot mogli zestrzelić separatyści. W rosyjskich mediach winna jest wyłącznie Ukraina, separatystów wybiela się ze wszystkich sił.

Jeśli Kreml byłby zainteresowany przeprowadzeniem obiektywnego śledztwa, pierwszy domagałby się powołania trybunału.

A "veto": to w rzeczywistości przyznanie się do winy. 


Szansa na uratowanie twarzy


Szkoda. Istniała szansa uratowania twarzy.

Należało oddać winnych. Przeprosić. Wypłacić odszkodowania.

Ale w świecie czekistów i ich wyobrażeń nie ma miejsca ani dla przyznania się do winy, ani dla przeprosin, ani dla starań o naprawienie własnych błędów.

Nawiasem mówiąc, to właśnie Pierwszy Sekretarz Ambasady ZSRR w USA Czurkin wydal w Waszyngtonie oświadczenie, iż Związek Radziecki nie miał nic wspólnego ze zniszczeniem południowokoreańskiego Boeinga.

Tak domknęło się koło historii.



Tłum. : ZDZ

Oryginał ukazał się na blogu Borysa Wiszniewskiego publikowanym na portalu radiostacji "Echo Moskwy": http://echo.msk.ru/blog/boris_vis/1594052-echo/




*Borys Wiszniewski (ur.1955), politolog, publicysta, opozycyjny polityk, deputowany Zebrania Ustawodawczego St. Petersburga. 







Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com


czwartek, 31 lipca 2014

Rosyjskie badania opinii : odpowiadamy, jak chce władza



Ponad 80% ankietowanych uczestniczących w badaniu przeprowadzonym przez Centrum Lewady za zestrzelenie malezyjskiego Boeing obarczyło armię ukraińską. W marcowym sondażu na pytanie o niezidentyfikowane oddziały wojskowe na Krymie, ludzie odpowiadali, iż istotnie ich pochodzenie jest nieznane. Te odpowiedzi – dowodzi wybitny socjolog Aleksiej Lewinson – nie wynikają z niewiedzy. W sytuacji, gdy jak twierdzi propaganda Rosja znalazła się we wrogim okrążeniu, są one wyrazem wsparcia dla swoich, solidarności z władzą.
 


 Na antenie stacji telewizyjnej TV DOŻD’ z socjologiem Aleksiejm Lewinsonem rozmawiają Maria Makiejwa i Tichon Dziadko.
 




Aleksiej Lewinson, jest jednym z najwybitniejszych współczesnych socjologów
rosyjskich. Był jednym z najbliższych współpracowników legendy rosyjskiej
socjologii Jurija Lewady. 




Wskaźniki popularności obecnego prezydenta wzrosły gwałtownie do poziomu 80% po przyłączeniu Krymu, od tego czasu, przez wszystkie kolejne miesiące trwał ich wzrost. Ostatnie wyniki sondażu przeprowadzone przez Centrum Lewady mówią także o tym, iż ponad 80% Rosjan przekonanych jest, że malezyjskiego Boeinga nad Ukraina zestrzeliła armia ukraińska. 16% wstrzymało się od udzielenia odpowiedzi. Zaledwie 3 procent ankietowanych obarcza odpowiedzialnością powstańców-separatystów.

Reakcje Rosjan omówimy z Aleksiejem Lewinsonem, kierownikiem Oddziału Badań Socjo-kulturowych w Centrum Lewady.

Tichon Dziadko:
Proszę powiedzieć szczerze, zdziwiły pana te wyniki?

Aleksiej Lewinson:
Wolałbym powiedzieć, iż dają się one wytłumaczyć. Dają się objaśnić tym, iż Rosjanie dziś, odpowiadając na to, a także wiele innych pytań, rozmyślnie orientują się na punkt widzenia władz rosyjskich. Innymi słowami popierają stanowisko, jakie zgodnie z ich przypuszczeniami zajmują władze. O tym, jakie jest ich stanowisko, dowiadują się z mediów. Mamy do czynienia ze swoistą formą poparcia dla swoich, tak się to da określić. Jest to szczególna nowa jakość , charakterystyczna dla obecnej sytuacji.

Tichon Dziadko:
Inaczej mówiąc, znaleźliśmy się we wrogim okrążeniu, trzeba popierać swoich?

Aleksiej Lewinson:
No tak. Wrogie okrążenie, to także prawidłowe sformułowanie. Chociaż z drugiej strony, trzeba stwierdzić, iż na pytanie jak powinniśmy rozwijać stosunki z Zachodem, 60% odpowiedzi wsparło budowę dobrych i konstruktywnych relacji.

Maria Makiejewa:
A jak to robić? Przypadkiem ankietowani nam nie powiedzieli?

Aleksiej Lewinson:
Opinia publiczna jest do pewnego stopnia naiwna. Ludziom czegoś się chce, i takiej udzielają odpowiedzi. Teraz chcieliby, żeby nie robiono nam krzywdy i nie potępiano, za to co robimy. A jeśli obrażają się sami, to sami są sobie winni.

Maria Makiejewa:
Można powiedzieć więc, iż ostatnie reakcje i masowe zaufanie do władz są czymś wyjątkowym? Jak wiadomo różnimy się pod tym względem od innych narodów i społeczeństw, Rosjanie kochają teorie spiskowe, różne, dziwne wersje, tego co się wydarzyło. Co by się nie stało, zawsze pojawiają się jakieś inne, uzupełniające interpretacje, w świadomości masowej, tego jest zawsze bardzo dużo. Wszelkie, także tragiczne wydarzenia tłumaczone są na różne sposoby. Ale w tym wypadku odpowiedź jest  jednoznaczna….

Aleksiej Lewinson:
Warto coś doprecyzować. Ten wskaźnik 80% został obliczony nie podstawie jednej odpowiedzi na jedno tylko pytanie. Tam były dwie odpowiedzi, 36% jest zdania, iż Boeing został zestrzelony przez samolot armii ukraińskiej, zaś 46%, iż zestrzelono go przy pomocy rakiety przeciwlotniczej wystrzelonej przez ukraińską armię. I tylko mniej, niż 3% ankietowanych gotowych jest obarczać odpowiedzialnością donbaskich separatystów.

Maria Makiejewa:
Tak więc w tym wypadku, jeśli pojawiają się różne warianty odpowiedzi, to dotyczą one wyłącznie sposobu z jakiego skorzystała armia ukraińska…

Aleksiej Lewinson:
Chciałbym równocześnie podkreślić niemal całkowite odrzucenie tej wersji, jaka zdobyła największą popularność poza granicami Rosji, że  samolot zestrzelili separatyści. Tylko 3% ankietowanych jest gotowych się z nią zgodzić, pozostali nie.

Tichon Dziadko:
Z czego wynika to odrzucenie? Ludzie nie mają dostępu do informacji, czy też inaczej, informacji  wskazujących na odpowiedzialność separatystów jest sporo, ale ludzie im nie dowierzają.

Aleksiej Lewinson:
W marcu zdawaliśmy ludziom pytanie na temat pozbawionych znaków rozpoznawczych oddziałów znajdujących się na terytorium Krymu. Proponowaliśmy kilka wariantów odpowiedzi. I ten, że są to oddziały rosyjskie i taki, że to nie wiadomo kto. Większość ankietowanych wybrała ten ostatni,  że te oddziały są nie wiadomo skąd. Trudno mi sobie wyobrazić, iż w tamtej chwili Rosjanie myśleli takna prawdę.  Ale wydawało im się, iż odpowiedzieć powinni właśnie tak. W pewnym sensie kopiowali stanowisko zajęte przez władze rosyjskie.

Maria Makiejewa:
Przez wiele lat obserwujecie społeczeństwo rosyjskie. Tak bywało i wcześniej? ludzie na pytania zadawane przez socjologów masowo odpowiadali, tak jak trzeba, a nie tak jak myślą naprawdę?

Aleksiej Lewinson:
Nie tylko na podstawie tych odpowiedzi, ale także wielu innych możemy stwierdzić iż rosyjskie społeczeństwo żyje dziś w warunkach „stanu nadzwyczajnego”. Wcześniej nigdy z czymś podobnym się nie spotykaliśmy.  Widzimy z resztą wiele jeszcze fenomenów z tym związanych zasługujących na zbadanie i interpretację. Jeszcze jeden interesujący moment, to co obserwujemy teraz pojawiło się niemal bezpośrednio po okresie charakteryzującym się szczególnie wysokim dla społeczeństwa rosyjskiego poziomem nastrojów protestacyjnych. Powszechnie krytykowano wówczas tego samego polityka, którego dziś wielu chciałoby odznaczyć najwyższym odznaczeniem państwowym, tytułem bohatera Rosji. Taka transformacja świadomości społecznej to dla socjologów temat szczególnie interesujący. Także z punktu widzenia społeczeństwa jest to dla niego przemiana szczególnie istotna. Zetkniemy się jeszcze w przyszłości z poważnymi następstwami tej przemiany.



Tłum. ZDZ









*Aleksiej Lewinson (ur.1944), socjolog, eseista, kierownik Oddzialu Badań Socjo-Kulturowych w Cetrum Lewady







*Maria Makiejewa (ur.1974), popularna dziennikarka radiowo-telewizyjna. Obecnie prowadzi programy informacyjne w „TV DOŻD’”. Jest także zastępcą redaktora naczelnego.






*Tichon Dziadko (ur.1987), wyróżniający się dziennikarz rosyjskiego młodego pokolenia o demokratycznej orientacji. Pracował w radiu „Echo Moskwy”. Obecnie prowadzi programy informacyjne w „TV DOŻD’”. Zastępca redaktora naczelnego stacji/ 







Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com





czwartek, 24 lipca 2014

Ze wschodem słońca zaczął się kolejny dzień wojny



Od trzech miesięcy Maria Turczenkowa fotografuje i opisuje dla niezależnych rosyjskich i międzynarodowych mediów wojnę na wschodzie Ukrainy. Już w kilka godzin po zestrzeleniu malezyjskiego Boeinga dotarła na miejsce jego upadku. Rozświetlając nocne ciemności słabym światełkiem telefonu komórkowego, zrozumiała, że stała się straszna tragedia. Płacząc, doczekała do świtu, by zobaczyć jej pełne rozmiary. Wstrząsająca relacja Marii Turczenkowej została opublikowana na portalu snob.ru


Autor: Maria Turczenkowa, snob.ru
 




Tu kończy się ostatni odcinek drogi oświetlonej samochodowymi reflektorami. Po obu jej stronach – czarne pole, przede mną całkowita ciemność. Z niej wynurzają się białe twarze, skulone cienie spieszą się, by z głuchego, gęstego mroku wyskoczyć ku światłu. Tutaj, na wąskiej ścieżce światła panują gwar i chaos, na niej zebrał się niewielki sztab ratowników, koledzy dziennikarze łączą się na żywo ze swoimi redakcjami, kierowcy półgłosem dzielą się ostatnimi plotkami, samochody podjeżdżają i odjeżdżają. Toczy się życie. Do tego miejsca starają się wrócić, ci wszyscy, którzy byli już tam i w ciemności widzieli wszystko.







Tam gdzie kończy się granica światła, zamykam oczy i powoli idę wzdłuż pobocza drogi. W moim kierunku dobiega szelest szybkich kroków. Czyjeś wymawiane trzęsącym się głosem: „Boże, Mój Boże” pozostaje wraz ze mną w mroku. Ktoś jeszcze powrócił z pola ku światłu.

Dzień nie różnił się od innych, był taki jak te ostatnie 3 miesiące spędzone w Donbasie. Co dzień reportaże z pola walk – gdzieś znów zaczynają strzelać. Dzisiaj pracowałam w Ługańsku, tam strzelano w rejonie lotniska. Kiedy strzelanina choć trochę ucichła – od razu pojechałam do szpitala, a tam kłótnia z uzbrojoną ochroną Ługańskiej Republiki Ludowej, po to by się zgodzili na rozmowę z rannymi. Przepuścili.

W ługańskim szpitalu


Pokaleczeni ludzie, wiele przeżyli pod obstrzałem. Delikatnie wydostają spod poduszek kawałki pocisków; lekarze wyciągnęli je z ich rąk i nóg. Fotografuję, oddaję z powrotem. Katia, Ania, Żenia, Igor, jeszcze wczoraj zupełnie się nie znali. Telefonistka, sprzedawca, manager w dziale sprzedaży, górnik, dziś już są jedną zaprzyjaźnioną rodziną. Połączyło ich wspólne doświadczenie. Dodano ich do zaktualizowanej statystyki, teraz określani są jako ranni. Wszyscy pod poduszką trzymają kawałek swojego pocisku. Różnią się pod jednym względem, odłamek trafił Anię w nogę, na ranę nałożono szwy, ona przechowuje go w chusteczce do nosa. Odłamek Igora jest duży jak pół dłoni, trafił go w nogę, konieczna była amputacja. Teraz przechowuje go w plastikowej reklamówce.

W mieście Snieżnoje widziałem podobne odłamki. To było przedwczoraj, 15 lipca. Podczas nalotu bombowego na to niewielkie miasteczko, pocisk spadł na dom mieszkalny. Cała klatka schodowa zamieniła się w ruinę. Zginęło 11 osób. Aż do tego dnia w Snieżnoje panował spokój, tu nie toczyły się walki i ludzie żyli w miarę normalnie. Bombardowanie przeprowadzono znienacka, mieszkańcy poczuli szok. Przez cały dzień, zmieniając jeden drugiego, prowadzili akcję ratunkową. W mniejszym stopniu uczestniczyły w niej kobiety, większość z nich pochowała się w piwnicach. Strona ukraińska nie przyznała się do nalotu, wydano oficjalne oświadczenie, iż tego dnia samoloty nie wykonywały lotów bojowych. Kijów oskarżył o bombardowanie samolot, który nadleciał przez granicę, ze strony Rosji, to odległość zaledwie 35 kilometrów. Następnego dnia separatyści Donieckiej Republiki Ludowej strącili dwa samoloty szturmowe SU-25 należące do sił powietrznych Ukrainy. Była to z ich strony „zemsta za śmierć cywilnych mieszkańców”.

Znów zagrzmiało, w Ługańsku wznowiono wymianę ognia. Zbliżyła się piąta po południu i postanowiłam, że pojadę z powrotem do Doniecka. Ranni pacjenci zaczęli się spierać, o to czy strzelają Grady, czy haubice.

Po drodze do Doniecka trzeba przejechać wiele posterunków kontrolnych, dla zachowania bezpieczeństwa, lepiej wrócić do hotelu przed zapadnięciem ciemności. Rutynowa kontrola dokumentów, na każdym posterunku typowa wymiana zdań: „Piszcie prawdę, nie kręćcie”. „Tak, tak, po to przyjechaliśmy”. Jedziemy po pustej szosie, przywykłam do tego, stacje benzynowe po drodze są pozamykane. I nawet, kiedy zauważyłam na widnokręgu dym, wydał mi się on zwyczajną, niewyróżniającą się  plamą na miejscowym pejzażu. Od czasu, kiedy podjęta została Operacja Antyterrorystyczna strąconych zostało 14 helikopterów i samolotów wojskowych. Dziennikarze regularnie wyruszali na poszukiwanie miejsc, gdzie je zestrzeliwano. Szukaliśmy ich na polach i bagnach, często bez skutku. Aż do momentu, gdy na leżący na ziemi wrak natykali się miejscowi mieszkańcy, wtedy informacje błyskawicznie rozlatywały się po całym rejonie.

Mój kierowca jednak nie ukrywa niechęci, nie pojedziemy w kierunku dymu, pędzimy po trasie, a ja patrzę nań ze smutkiem, wyobrażam sobie, ze piloci zdążyli się katapultować, teraz biegną po polach, by wyrwać się z terytorium kontrolowanego przez separatystów i uniknąć niewoli.

Telefon od kolegi dziennikarza


Zmierzcha, kiedy dojeżdżamy do Doniecka. Odbieram telefon. Dzwoni kolega. Wyrzuca z siebie informację. „Samolot pasażerski, leciał z Amsterdamu do Kuala-Lumpur, zestrzelono go, spadł gdzieś w odległości 25 km od Snieżnego, w pobliżu miasta Torez. Na pokładzie znajdowało się 300 pasażerów. W programach informacyjnych mówią tylko o tym. Wszyscy są wstrząśnięci.” Przed oczami widzę horyzont z jasno-szarym dymem i biegnącymi pilotami…






Stoję w ciemności…  Jest spokojnie i cicho. Wsłuchuję się w szum pszenicy. Ten przytłumiony szelest brzmi, jak szept setek głosów zbłąkanych w niekończącym się czarnym polu. Niczego nie widać. Latarka telefonu komórkowego daje słabiutkie światełko, ono nie wystarczy, by zobaczyć cały obraz, po kolei wyświetlają się tylko jego małe fragmenty, w przerwach można odetchnąć, uspokoić się, odreagować, to co dało się zobaczyć.

Od tych pól obsadzonych słonecznikami i pszenicą w dzień aż bije piękno. Teraz są wypalone i wypełnione śmiercią. Wysoka trawa uwięziła wszystkich, którzy spadli z nieba, ukryła ich w sobie, schowała przed ludzkim wzrokiem. Leżeli w niej, choć nie powinni tu być, stali się przypadkowymi ofiarami bezmyślnej wojny palącej życie i losy ludzkie, tak jak płonące paliwo lotnicze wypaliło te pola. Idę ostrożnie i cicho. Wydaje mi się, iż choćby jeden gwałtowny ruch wystarczy, by zburzyć ten spokój i sen. Jeden, dwa, trzy, cztery, dwanaście, dwadzieścia… Jaśniejsze plamy błyskają w czarnej trawie. Ludzkie życia spadły tu z wysokości 10 000 metrów z niewiarygodną szybkością. Nadzieje i plany żywe jeszcze dzisiaj rano, wbiły się w ziemię i rozleciały na kawałki. Teraz leżą wszędzie po obu stronach drogi.

Płacz w ciemności


Wydaje mi się, ze jestem małym punkcikiem na mapie terytorium obserwowanego z satelity. Jestem samotnym punktem przemieszczającym się przez pola zarośnięte przez przerwane ludzkie życia. Opadają mi ręce, nie mogę już więcej robić zdjęć, nie mogę powstrzymać łez. Stoję i łkam w głuchej otaczającej mnie ciszy.

Wracam na drogę. Obok mnie prześlizgują się sylwetki ludzkie. Poznaję kolegów idących w moim kierunku. Milcząc, obejmujemy się w ciemności i rozchodzimy się. Być może dla dziennikarzy to rzadka możliwość zobaczyć miejsce tragedii z tak bliskiej odległości, Wszyscy teraz jesteśmy świadkami. Jesteśmy wstrząśnięci. Ale teraz trzeba ludziom przekazać prawdę bez emocji.

Samolot spadł siedem godzin temu. Tutaj, na miejscu zdarzenia mało kto mówi, iż właśnie wydarzyła się wielka tragedia, mówią o niej wszędzie na świecie. Całe terytorium pozostaje nie ogrodzone. Nie ma chaosu charakterystycznego dla miejsc, gdzie zdarzyły się wielkie katastrofy. Nie ma reflektorów, setek ratowników, helikopterów, tłumu dziennikarzy, kordonu funkcjonariuszy policji. Jesteśmy na terenie toczącej się wojny. Po obu stronach drogi pospiesznie zorganizowano dwa zaimprowizowane posterunki separatystów Donieckiej Republiki Ludowej. Jeszcze kilku uzbrojonych ludzi z czerwono-niebieskimi naszywkami w kolorach flagi nieuznawanej przez nikogo Noworosji dyżuruje  na miejscu, gdzie spadla największa część zniszczonego w powietrzu samolotu. Dziesiątka funkcjonariuszy Służby do Spraw Sytuacji Nadzwyczajnych walczy z pożarem. Światła samochodu straży pożarnej są jedynym źródłem światła na tym pozbawionym kresu polu.

Około pierwszej w nocy zapada spokój. Pożar został ugaszony. Powstańcy-separatyści ułożyli się do snu na poboczu drogi, w trawie. Ja i trzech kolegów dziennikarzy podejmujemy decyzję, zostajemy na miejscu do rana, poczekamy aż wstanie dzień, by można było zobaczyć pełen obraz miejsca tragedii.

Zaczyna wiać wiatr. Przynosi ze sobą słodkawy, drażniący zapach. Czuję go w gardle, przenika ubranie. Tu w Donbasie ten zapach spotykałam często, nie budzi już we mnie wstrętu. Staram się nie oddychać, w myślach pospieszam wskazówki zegarka. Jestem punkcikiem, utkwiłam pośrodku pozbawionych życia czarnych pól. Pospieszam czas, pragnę by Ziemia kręciła się szybciej.

Do świtu – cala wieczność.

Wreszcie słońce oświetliło prawdę, choć wciąż jeszcze nie mogliśmy w nią uwierzyć.

Boeing Malezyjskich Linii Lotniczych lecący z Amsterdamu do Kuala Lumpur zabrał na pokład 298 osób. Ich życie skończyło się tu, na wschodzie Ukrainy. Samolot zestrzelono i rozpadł się w powietrzu.

Na tym terenie wojna trwa już od trzech miesięcy. Całe niebo skąpane jest w nienawiści. Media podgrzewają emocje i strach w interesach politycznej linii tej i tamtej strony. Wszystko tu utraciło sens, nie da się w niczym odnaleźć logiki.






Nocą, tam w ciemności, kiedy przechodziłam od jednej ofiary do drugiej, tak ostrożnie, jakbym chodziła po polu minowym, wydawało mi się, iż ta tragedia wraz ze wschodem słońca zmieni wszystko. I że już rankiem, obie strony wstrzymają ogień. I że śmierć trzystu niewinnych ludzi wstrząśnie ludźmi tak bardzo, by można było natychmiast skończyć tę bezmyślną wojnę. I wreszcie skończą się kłamstwa i podgrzewanie nienawiści.

W piątek, kiedy górnicy i ratownicy zajęci byli poszukiwaniem ciał poległych, rozrzuconych na polach w promieniu 15 kilometrów, za horyzontem słychać było strzelaninę, wybuchały pociski i granaty. Nic się nie zmieniło.

Wraz ze wschodem słońca zaczął się kolejny dzień wojny.



Tłumaczenie: Zygmunt Dzięciolowski



Oryginał ukazał się na portalu snob.ru





*Maria Turczenkowa, fotoreporterka, dziennikarka. Wspólpracuje z prasą rosyjską i międzynarodową. 










Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com






piątek, 18 lipca 2014

Rosja przestaje być częścią cywilizowanego świata



Oficjalna rosyjska propaganda na zestrzelenie malezyjskiego samolotu zareagowała jak pies Pawłowa. Winą obarcza Ukrainę. Wymyśla nieprawdopodobne scenariusze. Jednak w niepodporządkowanych Kremlowi mediach pojawiło się wiele emocjonalnych głosów wolnych od akcentów propagandowych. Rosja przestaje być częścią cywilizowanego świata – na łamach portalu colta.ru ostrzega socjolog i publicysta Konstantin Siemionow. Za śmierć ludzi na niebie nad Ukrainą winni odpowiedzieć, ci którzy rozpętali wojnę i aktywnie ją wspierają.
 



Autor: Konstantin Kisieliow
 




Nawojowaliśmy się. Zestrzelono cywilny samolot pasażerki. Zginęły setki ludzi. Żadna z ofiar, w żaden sposób nie uczestniczyła w tej wojnie. Nie dotyczyła ona nikogo z pasażerów Boeinga. Być może w ogóle nie wiedzieli, że na Ukrainie toczy się wojna, że na świecie istnieją miasta Donieck i Ługańsk. Z pewnością nikt z nich pojęcia nie miał o istnieniu takich miejscowości jak Thorez, Snieżnoje i Grabowo. Wczoraj o ukraińskiej wojnie dowiedzieli się wszyscy. Wojna przyszła do Australii, Malezji, Holandii.




Fragmenty malezyjskiego samolotu zostały rozrzucone w promieniu 15 kilometrów
w pobliżu miasta Snieżnyj. 





Zginęły dzieci.

Chce się krzyczeć. Powiedzieć coś ostrego, emocjonalnego, zakląć… Budzą się uczucia złości, goryczy. Spróbuję jednak racjonalnie.

Wersje


Możliwościami, by zestrzelić samolot malezyjski dysponowali separatyści Girkina-Striełkowa, Rosjanie i Ukraińcy. Wszystkie usprawiedliwienia, w rodzaju „to nie my, nie mamy takiego uzbrojenia” są podważane przez samych usprawiedliwiających się. Wystarczy tylko przypomnieć sobie oświadczenia, jakie składali kilka dni temu. Wtedy okaże się, że separatyści mieli do dyspozycji wyrzutnie zdolne do zestrzelenia celu na wysokości 10 kilometrów. A z resztą i tak dobrze wiadomo, samoloty zestrzeliwali tylko separatyści. Chwalili się sami, opowiadała o tym rosyjska propaganda.

Z punktu widzenia strony ukraińskiej stosowanie Śródków obrony przeciwlotniczej nie miało sensu. Ukraina sama posługiwała się lotnictwem. Tak więc prawdopodobieństwo, iż odpowiedzialność ponosi strona ukraińska jest nikczemnie mała.

O tym, że zrobili to rosyjscy wojskowi, wolę nawet nie myśleć. Tak, czy inaczej fakty zostaną ustalone. Nie uda się ich ukryć. Pozwalają na to możliwości techniczne. Nie dziś, to jutro przeprowadzone zostanie śledztwo. Obiektywne śledztwo. I co więcej, jeśli którakolwiek ze stron zdobędzie dowody potwierdzające, lub kwestionujące winę cudzą, lub swoją, zostaną one ujawnione natychmiast.

Nie ma żadnych dowodów potwierdzających winę Ukrainy. Absolutnie żadnych. Pojawiły się pierwsze oświadczenia. Zebrano pierwsze fakty. Równocześnie mamy do czynienia z plotkami i podejrzeniami. Do pracy ruszyli propagandyści, pojawiły się absurdalne oskarżenia o polowanie na rosyjski samolot prezydencki. Nie trudno było nie zauważyć próby usprawiedliwiania się, przygotowywania odpowiedniego gruntu dla usprawiedliwień. Wszystko to na razie potwierdza tylko prawdopodobieństwo, iż winę za to, co się stało ponoszą separatyści Girkina-Striełkowa, Biesa-Bezlera, lub któregoś jeszcze komendanta polowego. Miejscowi, lub nasłani. Wyszkoleni, lub nie. Ideowcy, lub walczący za pieniądze.

W końcu wina zostanie udowodniona. Prawdopodobieństwo, iż winni są separatyści jest ogromne. W konsekwencji, część odpowiedzialności spadnie na tego, kto ich wspierał. Poparcia udzielały rosyjskie władze, stając się tym samym współodpowiedzialnym za tragedię.

Konsekwencje


Po tej tragedii, w symbolicznym sensie, z punktu widzenia Zachodu Rosja przestaje być częścią cywilizowanego świata. Jest jej coraz bliżej do Kadafiego i al-Megrahi. Nic tu nie da się zrobić. Nawet przy założeniu, iż niczego nie uda się udowodnić i tak winą obarczany będzie Władimir Putin i władze rosyjskie. Niesłusznie? Czy strona rosyjska nie wspierała separatystów i ich formacji zbrojnych ideologicznie i materialnie? Czyż władze rosyjskie nie ponoszą odpowiedzialności, za tych wszystkich którzy zginęli i wczoraj i wcześniej?

W rzeczywistości strącenie samolotu pasażerskiego daje uzasadnione podstawy do wysunięcia oskarżenia o terroryzm. I o wspieranie terroryzmu, co może pociągnąć za sobą wielorakie   konsekwencje.

Po pierwsze, cokolwiek by się nie stało i ktokolwiek nie byłby winny, zmniejsza się  znacznie możliwość bezpośredniej rosyjskiej interwencji. Teraz mamy do czynienia nie tylko z konfliktem lokalnym Rosji i Ukrainy. Teraz w tej historii uczestniczy już cała społeczność międzynarodowa, nie aprobująca działań podejmowanych jednostronnie. Czy ktoś jednak wie, czym kierują się dyktatorzy? Ich decyzje często są spontaniczne, nie dyktuje ich rozum i z pewnością nie poczucie moralności.

Po drugie, rośnie prawdopodobieństwo nałożenia na Rosję sankcji europejskich. Jeśli uda się udowodnić winę separatystów, to Europa będzie musiała podjąć takie działania. Sankcje amerykańskie zostaną wzmocnione. Bardzo prawdopodobne, że odezwą się także inne kraje.

Po trzecie, już dziś z powodu sankcji rosyjska gospodarka boryka się z trudnościami, teraz będzie już po prostu źle.

Po czwarte, a może czeka nas próba narzucenia pokoju przy pomocy ONZ? Lub operacja sił lądowych NATO? Prawdopodobieństwo nie jest duże, ale już dziś straszy się nią obywateli Rosji. Z pewnością jednak zostanie zwiększona pomoc udzielana Ukrainie, w tym także wojskowa.

Po piąte, szanse na to, że władze rosyjskie przyznają swoją wina i poproszą o wybaczenie nie jest wielka. To oznacza kontynuację kursu izolacjonistycznego, obliczonego na konfrontację. Będziemy świadkami jeszcze większych konfliktów wewnątrz elity, coraz trudniej będzie znaleźć kompromis.

Trzeba być gotowym, iż będzie tylko gorzej. W gospodarce, polityce, kulturze i propagandzie.

Kto na tym skorzysta?


Zwolennicy biało-czarnego obrazu rzeczywistości, poszukując usprawiedliwienia dla swych działań, zadają tradycyjne dla konspirologii pytanie, a kto w tym wypadku mógł odnieść korzyści? Ich niekiedy całkowicie nieuzasadnione odpowiedzi również utrzymane są w czarno-białej stylistyce. Spadła na ziemię rakieta wynosząca na orbitę…. Kto na tym skorzystał? Spisek. Spada kurs rubla…. Z korzyścią dla kogo? Spisek. Spadł deszcz… Ktoś musiał na tym skorzystać…. Znowu można mówić o spisku.

Do poszukiwania możliwych beneficjentów przy pomocy mediów zachęcono społeczeństwo. Wcześniej określono kierunek poszukiwań. W rezultacie otrzymaliśmy tradycyjną odpowiedź, dawno już się do niej przyzwyczailiśmy: na świecie dzieje się wiele zła, dla nas to nie jest korzystne. Korzyść odnoszą oni. Lub na odwrót.

„Oni” to, jak się okazuje, Amerykanie, banderowcy, faszyści, masoni, geje, piąta kolumna, Morganowie/Rockefellerowie i podobni do nich magnaci-oligarchowie…  Winnych za wszystko beneficjentów można znaleźć i szuka się wszędzie. Można wymyśleć dowolną konstrukcję, co tylko przyjdzie do chorej głowy. Wystarczą chęć i odpowiedni bodziec.

Poszukiwanie korzyści w taki sposób, to droga do nikąd. Ślepy zaułek. Od razu przypomina się brzytwa Hanlona: nie warto tłumaczyć złymi intencjami, lub spiskiem, tego co wynikło z głupoty. Dodajmy, także to, co  zdarzyło się przypadkowo, pod wpływem okoliczności.

Na koniec, pomyślcie tylko o tak sformułowanym pytaniu: kto mógłby skorzystać na strąceniu samolotu pasażerskiego? Robi się mdło, na samą myśl o ciekawskich, nikczemnych konspirologach.

W sytuacji tragicznej, gdy tak wielu ludzi straciło życie, poszukiwanie tych, co mogli na tym skorzystać często wynika z próby usprawiedliwienia się, przerzucenia odpowiedzialności na innych. A jeszcze częściej bywa świadectwem nędzy moralnej.

Eksces wykonawcy


W prawie karnym istnieje pojęcie „ekscesu bezpośredniego wykonawcy”. Wykonawca sam będący współuczestnikiem przestępstwa, może przekroczyć granice zaplanowanych działań, popełniając czyn jeszcze straszniejszy, lub zasadniczo odmienny.

Nie wydaje mi się, by celem tych, którzy wystrzelili rakietę był istotnie samolot pasażerski. Ten nieszczęsny malezyjski Boeing. Mam wrażenie, ze w tym wypadku mamy do czynienia z ekscesem ze strony wykonawcy.

Z punktu widzenia kodeksu karnego wykonawca przekraczający granice pierwotnego planu, ponosi osobistą odpowiedzialność, jego wspólnicy za jego „eksces” nie odpowiadają. Ale w tym wypadku nie chodzi tylko o formalne przestrzeganie prawa, ważniejsza jest kwestia moralności i sprawiedliwości, więc do odpowiedzialności należy pociągnąć wszystkich uczestniczących w przestępstwie. Właśnie dlatego wszyscy wspólnicy, ci którzy rozpętali wojnę i ci, którzy wspierają ją tak energicznie usprawiedliwiają wykonawcę (prędzej, czy później zostanie zidentyfikowany). I dlatego konfabulują, wymyślając swe niewiarygodne wersje oraz niszcząc możliwe poszlaki.

Obserwujcie, kto kłamie, kto się usprawiedliwia, kto ukrywa prawdę, kto fałszuje rzeczywistość przy pomocy propagandy. Wszystkich nas czeka wielkie zdziwienie. Także wykonawców, inspiratorów, organizatorów.

Dewaluacja


Przyzwyczajono nas do śmierci. Przywykliśmy do terroru. Stale towarzyszy nam wojna.  W swoim czasie, rzucenie pod czyimś adresem oskarżenia o faszyzm, zabójstwo, zdradę, torturowanie innych było czymś strasznym. Dzisiaj tego rodzaju zarzuty stały się częścią codzienności. Podobnie jest z ocenami działań w obronie praw człowieka. Trudno zliczyć wszystkich działaczy, bohaterów, „naszych”. To, co dawniej było czymś wielkim i wyjątkowym, bez względu na to, czy dobrym, czy złym, zszarzało, uległo dewaluacji. Dewaluacja dotknęła słów i zachowań.

Nudno ci, możesz poskakać po wraku. Połazić w szortach, między kawałkami rozbitego samolotu. Na pamiątkę sfotografować trupy. Zachwycić się pięknem spadania. Tam na wojnie, wszystko to można znaleźć.

Tutaj jest trochę inaczej. Swoich, lub obcych, jak na wojnie, nikt już nie liczy. Śmierć „obcych” budzi radość. Resztki wątpliwości ogarniają nas być może, gdy nieszczęście spotyka obywateli innych państw. Ale za chwilę znów zjawi się chęć usprawiedliwienia się, zrzucenia winy na innych. Natychmiast wysuwane są oskarżenia o zdradę. Proponujemy, zastrzel się. Bez cienia wątpliwości. Bez refleksji o pokucie.

Ból, wstyd, koszmar.




Artykuł ukazal się na portalu colta.ru:

http://www.colta.ru/articles/society/3947





Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com