Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sankcje elita Putina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sankcje elita Putina. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 2 listopada 2015

Dylemat Putina: wojować, czy handlować?



Rosyjska elita unika jak ognia krytyki prezydenta Putina, jednak w swej ocenie prowadzonej przez Kreml polityki pozostaje podzielona. Tatiana Stanowaja w artykule opublikowanym na portalu Moskiewskiego Centrum Fundacji Carnegie dzieli rosyjską elitę władzy na trzy grupy: "wojowników", "handlowców" i "duchownych". Każda z nich ma inne priorytety, zwłaszcza w odniesieniu do polityki zagranicznej. W oczach prezydenta Putina ich współistnienie jest harmonijne, jednak i dla niego w czasach daleko posuniętej izolacji Rosji na arenie międzynarodowej podstawowy obecnie dylemat to pytanie: wojować, czy handlować? 



Autor: Tatiana Stanowaja





Tylko na pozór rosyjska elita władzy sprawia wrażenie jednomyślnej. W rzeczywistości jest podzielona na frakcje, klany i obozy. 



Wewnątrz rosyjskiej elity widzimy kilka grup zwolenników różnych i jasno określonych długoterminowych projektów organizujących stosunki Rosji ze światem zewnętrznym. Do grup tych będą pasowały swego rodzaju umowne nazwy, takie jak "wojownicy", "handlowcy" i "duchowni".


Podziały i konflikty

Czy rosyjska elita boi się izolacji międzynarodowej? Czy można zaobserwować w niej podziały i konflikty w związku z obecną linią rosyjskiej polityki zagranicznej? Dla Kremla strategia już od dawna utraciła znaczenie, najważniejsze są zadania taktyczne. Za to wśród rosyjskiej elity nie brakuje różnorodnych projektów o charakterze strategicznym. Konkurujące ze sobą propozycje o charakterze długoterminowym, jak budować stosunki Rosji ze światem zewnętrznym mają swoich licznych zwolenników.

Odwiedzając prezydenta Putina, przedstawiciele owych grup rosyjskiej elity, przekazują mu zawierające odmienne pomysły teczki z dokumentami. Znaleźć w nich można najróżniejsze rekomendacje i oceny możliwego ryzyka. Przypomnijmy sobie skandal, jaki wywołało opublikowanie w "Nowej Gazietie" notatki analitycznej przygotowanej, jak można było domniemywać przez Konstantina Małofiejewa w styczniu 2014 roku: w niej przedstawiono szczegółowy scenariusz przyłączenia Krymu do Rosji. Na pozór publikacja ta ułatwiła zadanie ludziom poszukującym dowodu na to, iż Kreml zawczasu szykował się do aneksji półwyspu. Z drugiej jednak strony, przeprowadzona tam operacja przypominała pospieszną improwizację. W jakiejś chwili Putin zdecydował, iż z różnych złożonych na jego biurku teczek wybierze tę jedną, której zawartość, jego zdaniem, najlepiej odpowiadała na wyzwania chwili. Od tego momentu zaczyna się wprowadzanie w życie proponowanych się w niej rozwiązań.

Do prezydenta Putina ze swymi troskami i obawami docierają różni ludzie, można ich podzielić na trzy szerokie grupy zwolenników tych, lub innych koncepcji politycznych.

Wojownicy gotowi są używać siły

Grupa pierwsza, i jak się wydaje dziś najbardziej uprzywilejowana (ze względu na możliwości i rolę odgrywaną w prowadzonej obecnie polityce) to "wojownicy". Odnajdziemy w niej nie tylko struktury siłowe (przede wszystkimi Ministerstwo Obrony i FSB). Należą do niej wszyscy, o których można powiedzieć, iż są zwolennikami stosowania siły. Na szczytach naszej władzy takich ludzi jest bardzo dużo, choćby spiker parlamentu Siergiej Naryszkin, ekonomista Siergiej Głaziew, autorzy projektu "Noworosji", wicepremier Dmitrij Rogozin, lobbyści kompleksu wojskowo-przemysłowego, itd. Wszyscy oni spodziewają się rozszerzenia swoich wpływów i przywilejów, gdyby doszło do daleko idącej realizacji scenariusza izolacjonistycznego.

Trudno grupę tę nazwać partią wojny, nic w niej nie jest podobne do partii. Możemy mówić jedynie o szeregu rozrzuconych po różnych dziedzinach naszego życia politycznego i gospodarczego działaczach zainteresowanych i opowiadających się za scenariuszem konfrontacji. Im bardziej nasze stosunki z Zachodem będą się pogarszać, tym bardziej będą się rozszerzać granice ich wpływów. Trzeba to zrozumieć, "wojownicy" są całkowicie zdeterminowani, by wyprzedać swoje zachodnie nieruchomości, zamknąć rachunki bankowe i doprowadzić do powrotu do kraju swoich dzieci. Po spełnieniu tych warunków mogą liczyć na jeszcze większą dywidendę, jednak już tylko wewnątrz samej Rosji.

Handlowcy nie chcą konfrontacji  

Druga grupa to "handlowcy". Nie ma w tym nic dziwnego, im właśnie najbardziej odpowiada realizowana obecnie przez państwo rosyjskiej linia: ani pokoju, ani wojny. Pozwala ona "handlowcom" w maksymalnym stopniu zachować swobodę manewru. Putin jest nieprzewidywalny, nie da się całkowicie wykluczyć, że już jutro Kreml wybierze drogę porozumienia i rozpocznie promowanie demokracji oraz zachodnich wartości.

"Handlowcy" reprezentują biznes. Jedni ten stary, uformowany jeszcze w latach dziewięćdziesiątych, inni zbudowany na przyjaźni z Putinem w latach dwutysięcznych. Tak państwowy, jak i duży biznes prywatny gotowe są do wspierania Putina. Pierwszy nie potrafiłby działać inaczej, drugi, w przeciwnym wypadku mógłby wszystko stracić. Ludzie związani z biznesem państwowym zostali objęci sankcjami, to jeszcze bardziej zbliżyło ich do Putina, jest on dla nich monopolistycznym źródłem wszelkich korzyści. Weterani biznesu z lat dziewięćdziesiątych także ponieśli straty w wyniku obecnego kryzysu geopolitycznego, jednak nie w każdym wypadku uderzyły w nich bezpośrednio. Starają się więc minimalizować ryzyko, solidaryzując się z władzą. "Nie lubię, kiedy nie jestem kochany" - w wywiadzie dla agencji TASS stwierdził Władimir Potanin (właściciel "Norylskiego Niklu" - "mediawRosji"). Rosyjski oligarcha wciąż jeszcze nie utracił wiary w wielbiących Rosję zachodnich biznesmenów. Być może uważa też, iż politykom demonstrującym wobec Rosji destrukcyjne, agresywno-emocjonalne stanowisko już nie długo będzie z tego powodu wstyd.

"Handlowcy" nie chcą konfrontacji z Zachodem. Pragną jak najszybszego zniesienia sankcji. Igor Sieczyn skarży się, iż ucierpiała kapitalizacja jego firmy. Gennadij Timczenko zrestrukturyzował swoje aktywa, by zminimalizować straty. Władimir Potanin jest niezadowolony, iż ograniczono mu dostęp do kredytów. Oleg Deripaska powiedział Ksieni Sobczak, iż "należy starać się o zmniejszenie eskalacji napięcia w stosunkach z USA i z innymi wpływowymi krajami opowiadającymi się po ich stronie, a także z Europą".

Ale ani Potanin, ani Deripaska nie ośmielają się krytykować Władimira Putina. Obecna rzeczywistość z popularnością prezydenta na poziomie 90% jest dla nich czymś oczywistym. Putin w dzisiejszej Rosji pozostaje dla nich częścią niezniszczalnego wszechświata, trzeba go czcić niczym słońce nad głową. Z drugiej strony jednak, pod żadnym pozorem nie chcą traktować sankcji jako oczywistości.  Chcą wierzyć, iż za jakiś czas, zostaną one niechybnie anulowane.

Dla "handlowców" obowiązywanie sankcji przez dłuższy czas to scenariusz najgorszy z możliwych. Wszystko jakoś się ureguluje, wypowiadają te słowa pod nosem niczym swoista mantrę. "Po pewnym czasie piana zniknie. Najbardziej powierzchowne pójdzie w niepamięć. Komuś z pewnością będzie wstyd za dzisiejsze niepotrzebne emocje i obraźliwe słowa. W żaden sposób nie damy sobie rady bez Europy i Ameryki. I oni bez nas też. Może nie będziemy się przyjaźnić, ale trzeba będzie  w jakiś sposób uregulować stosunki" - mówił Potanin. Choć zapewne trudnym, Zachód pozostaje dla niego partnerem.
Konsolidacja wokół figury Putina nie zasypała przepaści, jaka istnieje w stosunkach między "wojownikami", a "handlowcami". Różni ich stosunek do niektórych czysto rosyjskich problemów. Anatoli Czubajs prowadzi dialog z Aleksiejem Nawalnym, choć zdaniem resortów siłowych opozycjonista dawno winien trafić za kratki i to jako zwykły przestępca. Potanin charakteryzuje Dmitrija Zimina (założyciela fundacji "Dynastia", uznanej przez reżim za agenta obcego państwa - "mediawRosji") jako "prawdziwego rosyjskiego patriotę" (zupełnie jak Ramzan Kadyrow podejrzanego o zabójstwo Niemcowa Zaura Dadajewa). Równocześnie dla autorów filmu pokazanego przez telewizję NTV Zimin jest po prostu agentem Departamentu Stanu. Wspólnie szykują w Rosji kolorową rewolucję wiodącą ku rozpadowi państwa. Trudno nie zauważyć, iż w ocenie Aleksieja Nawalnego i Dmitrija Zimina "handlowcy" i "wojownicy" różnią się tak bardzo, iż można mówić o przepaści.

Duchowni i ich werble

Istnieje jeszcze jedna wpływowa grupa. Jej orkiestra potrafi grać głośniej od pozostałych. Jednak najwyraźniej jej rzeczywiste wpływy są o wiele mniejsze. Mam tu na myśli "duchownych" - Rosyjską Cerkiew Prawosławną, zapalczywych parlamentarzystów, prawosławnych aktywistów i propagandystów. Ich dziełem jest propaganda wojny. Podgrzewanie agresji społecznej i nienawiści jest dla nich najważniejszym instrumentem, sensem życia i działania (dla samego Putina to wyłącznie kwestia pragmatyczna, na ile będą użyteczne w polityce).

"Duchowni" budują fundamenty reżimu. Na nowym etapie władzy Putin potrzebuje wsparcia ideologicznego. W proponowanej przez nich nowej ideologii odnaleźć można wiarę, tradycyjne wartości, potępienie dla zachodniego stylu życia, przeświadczenie o upadku cywilizacji zachodniej. W przeszłości na Kremlu za kwestie ideologiczne odpowiadał Wiaczesław Surkow, teraz walka o czystość ideową odbywa się na zewnątrz kremlowskich ścian. W ten sposób grupa "duchownych" dała o sobie znać, dowiodła, iż na jej światopogląd istnieje zapotrzebowanie. W końcu jej przedstawiciele trafili na ekrany telewizorów, na górze uznano, że ludzie ci zasługują na promocję. Ideologia konserwatywna jest ich chlebem codziennym i gwarancją pomyślnej przyszłości.

"Duchowni" cieszą się uznaniem, gdy Zachód wywiera na Rosję presję, kiedy Putinowi wykręcane są ręce i wrogowie depczą nasze interesy narodowe. Im więcej wrogów, tym bardziej rozszerza się pole bitwy. W tego rodzaju okolicznościach łatwiej z budżetu ukraść pieniądze, łatwiej o karierę. Jedna istotna cecha odróżnia "duchownych" od "wojowników", tym pierwszym zależy na tym, by Zachód był pozostawał dostępny. Ostrzejsza konfrontacja z Zachodem sprawiłaby, iż ogromna armia propagandystów przestałaby być potrzebna. Dziś przedmiotem ich zabiegów propagandowych jest Zachód, wojna prowadzona jest na froncie ideologicznym. Ale w rzeczywistości, choć formalnie ich działalność skierowana jest na zewnątrz, ich przesłanie skierowane jest i do władzy i do prostego obywatela.

Putin obserwuje wszystkich z góry. W jego oczach te policentryczne konglomeraty (nawet używana wcześniej nazwa grupa do nich nie bardzo pasuje) składają się na zrozumiały dla niego obraz świata. "Wojownicy" są dla niego istotnym źródłem siły, "handlowcy" niezbyt skuteczną formacją polityczną. "Duchowni" obecni są w tle i gdy trzeba biją w werble. Putin żyje w swoim własnym świecie, tam między nimi panuje harmonia. Jednak zapewne ani "wojownicy", ani "handlowcy" nie są zadowoleni z podziału ról w tym spektaklu. Im bardziej tworzone przez partię wojny instrumenty okazują się potrzebne i użyteczne, tym bardziej rosną jej wpływy w rzeczywistej polityce. W rezultacie, do pewnego stopnia Kreml staje się zależny od skuteczności ich działań. "Handlowcy" z kolei stają się ofiarą nowych trendów. Dziś nabierają one trwałego charakteru, przestają być tymczasowe i koniunkturalne. "Wojować", czy "handlować" - to teraz główny dylemat przed którym stanął Władimir Putin.



Tłumaczenie: Zygmunt Dzięciołowski



Oryginał ukazał się na portalu Moskiewskiego Centrum Fundacji Carnegie: http://carnegie.ru/2015/10/28/ru-61774/ikgx




 *Tatjana Stanowaja, rosyjska publicystka, analityk, politolog, współpracownica Ośrodka Technologii Politycznych kierowanego przez Igora Bunina. Autorka artykułów publikowanych w mediach rosyjskich i międzynarodowych. Regularnie współpracuje z portalem slon.ru. Mieszka we Francji. 











Artykuły Tatiany Stanowej na "Media-w-Rosji":



Wydarzenia na kijowskim Majdanie wybuchły rok temu. Na Ukrainie rewolucja odniosła zwycięstwo. Dla Wladimira Putina taki rozwój wydarzeń był nie do zaakceptowania. Działania podjęte przez Kreml, zajęcie Krymu, sprowokowanie działań zbrojnych na wschodzie Ukrainy pociągnęły za sobą daleko idące następstwa, śmierć ludzi, zniszczenia, zmiany granic.Publicystka i politolog Tatiana Stanowaja zastanawia się, jaki jest dla Rosji bilans strat i zysków związanych z kryzysem na Ukrainie.






Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com






Projekt "Media-w-Rosji" ma na celu umożliwienie czytelnikowi w Polsce bezpośredniego kontaktu z rosyjską publicystyką niezależną, wolną od cenzury. Publikujemy teksty najciekawszych autorów, tłumaczymy materiały najlepiej ilustrujące ważne problemy współczesnej Rosji. Projekt "Media-w-Rosji" nie ma charakteru komercyjnego. 






sobota, 31 maja 2014

Rosyjska gospodarka: sankcje i spowolnienie


Przez ostatnich 14 lat rosyjska gospodarka mogła pochwalić się solidnymi wskaźnikami rozwoju. Teraz jednak gwałtownie wyhamowała. Kryzys ukraiński – ostrzega były minister finansów i wicepremier, Aleksiej Kudrin - przyniesie dodatkowe spowolnienie. Jeśli za jakiś czas, jego skutkiem będzie spadek dochodów ludności, Kreml może się zetknąć z groźnymi przejawami niezadowolenia społecznego. W dodatku, recepty rządu na walkę ze spowolnieniem gospodarczym są niejasne i nieprzekonujące.


Rozmowa  z Aleksiejem Kudrinem, wieloletnim ministrem finansów i wicepremierem Federacji Rosyjskiej (2000-2011) na antenie stacji telewizyjnej „DOŻD’”. Wyemitowano ją w programie „Hard Day’s Night



W rozmowie wzięli udział:

Michail Zygar – naczelny redaktor telewizji „DOŻD’”
Maria Makiejewa – zastępca redaktora naczelnego telewizji „DOŻD’”
Lew Parchomienko – autor programów gospodarczych na antenie telewizji „DOŻD’”
Jelizawieta Osetinskaja – red. naczelna redaktor agencji RBK
Andriej Gorianin – redaktor naczelny portalu „slon.ru”








Michaił Zygar:
Nie możemy zacząć od innego tematu, zwłaszcza teraz, kiedy ze wschodu Ukrainy przychodzą takie, a nie inne wiadomości. Zaledwie pół roku temu, jak sądzę, nikt z nas nie mógłby sobie wyobrazić, iż w mieście z ludnością powyżej miliona mieszkańców, położonym niedaleko od Moskwy  będzie toczyć się prawdziwy walka, albo że ukraińskie lotnictwo przeprowadzi tam bombardowanie. To jasne, że trudno nam obecnie odgadnąć, czym to się wszystko zakończy.

Jak pan myśli, jaką cenę, za to co się dzieje, przyjdzie zapłacić Rosji?

Spowolnienie


Aleksiej Kudrin:
Rozmawiając o następstwach tego, co się zdarzyło w naszych stosunkach z Ukrainą, musimy porozmawiać też o konflikcie pomiędzy Rosją, a krajami Zachodu.  Nałożono na nas sankcje i w rezultacie naszą gospodarkę dotknie spadek tempa wzrostu, co najmniej w granicach,  od 1% do 1,5%.  Autorzy różnych prognoz mówią o zerowym wzroście, być może o wzroście 0,5%. W innej sytuacji mogliśmy myśleć o wzroście na poziomie 1,5%, albo i 2%. To są skutki tego, co zdarzyło się wokół naszego kraju. Przypominam, mówimy o spowolnieniu wzrostu w ciągu jednego roku. 1% rosyjskiego PKB,  to mniej więcej 700 miliardów rubli.

Michaił Zygar:
Porównywał pan tę sumę z pieniędzmi, jakie wydano na Olimpiadę…

Lew Parchomienko:
Mówił pan, że sankcje będą nas kosztować właśnie tyle. Jakby pan jednak ocenił ich szersze następstwa, nie tylko na poziomie czysto finansowym?

Aleksiej Kudrin:
Nie jesteśmy jeszcze w stanie dać pełnej oceny. Mówiłem już o stracie 1% PKB w tym roku. Ale wpływ sankcji będzie trwał, nawet jeśli nie będą one zaostrzane, wystarczy, że zostaną zachowane. Weźmy taki przykład – w tym roku wiele przedsiębiorstw nie podejmie decyzji o rozpoczęciu nowych projektów. Nie rozumieją, jak będzie się przedstawiała kwestia finansowania, tak ze źródeł wewnętrznych, jak i zewnętrznych. Czy pojawią się nowe elementy ryzyka, czy stanie się ono jeszcze większe…? Inwestorzy postanowili poczekać. W tym roku zaobserwujemy w naszej gospodarce zmniejszenie inwestycji. Nawet jeśli będzie ono niewielkie, na poziomie 2-3%, to jednak w porównaniu z poprzednim okresem, będzie to spadek. To oznacza, że w przyszłym roku nie zostaną uruchomione nowe zakłady, nie powstaną nowe miejsca pracy.

Także w przyszłym roku, jak mi się zdaje, grozi nam zerowy wzrost PKB. Pogrążyliśmy się w stagnacji na co najmniej 2-3 lata. Potencjalnie grozi nam utrata wzrostu, nawet w przypadku, gdyby sankcje nie uległy zaostrzeniu. Spróbowałem oszacować wysokość strat w tym roku i w ciągu najbliższych dwóch lat. A przecież trzeba jeszcze znaleźć pieniądze na zagospodarowanie Krymu. Bieżące wydatki każdego roku to wynagrodzenia, usługi komunalne wszystkich instytucji budżetowych, emerytury, tu będziemy potrzebować  dodatkowo od 80 do 100 miliardów rubli. I tak już będzie każdego roku. Plus inwestycje na Krymie. Do 2020 roku, ta suma urośnie zapewne to 1 biliona rubli, być może będzie trochę mniejsza. Tak, czy inaczej, idzie o setki miliardów. Nasze straty wyniosą w ciągu najbliższych 2-3 lat ok. 200 miliardów dolarów, to jest suma której nam zabraknie.

Lew Parchomienko:
Ma pan na myśli utracone zyski…

Aleksiej Kudrin:
Tak. Plus wydatki bieżące.

Jelizawieta Osetinskaja:
Chciałabym rozwinąć temat strat związanych z Krymem. W tym wypadku. możemy mówić wyłącznie o dodatkowych ciężarach? Być może jednak w związku z Krymem pojawią się też jakieś nowe możliwości gospodarcze? Chciałabym, byśmy ten obraz opisali w sposób bardziej zrównoważony. Mamy tam wielkie terytorium, dwa miliony mieszkańców, będą inwestycje, one przecież pobudzą wzrost. Zastanawiał się pan nad tym, czy tez skupił się pan tylko na tendencjach negatywnych?



Internetowa strona "Komitetu Inicjatyw Obywatelskich" zalożonego
przez Aleksieja Kudrina po jego odejściu z rządu. 


Aleksiej Kudrin:
Moje oceny dotyczą całego kraju. Straty w tej skali wielokrotnie przewyższają niewielkie projekty inwestycyjne i dochody z Krymu. Nie chciałbym w żaden sposób pomniejszać możliwości Krymu, ale korzyści z niego w ciągu najbliższych 3-5 lat będą minimalne. Będziemy więcej wydawać, realizować nowe projekty inwestycyjne, ale przez jakiś czas nie będzie z nich większego pożytku. To będą czysto rosyjskie inwestycje, o żadnych zagranicznych projektach na Krymie, na razie, nie ma mowy. Ten stan rzeczy potrwa tak długo, jak Krym będzie pozostawał strefą o nieokreślonym statusie międzynarodowym. Jak wiadomo, sankcje dotkną tych, którzy zechcieliby na Krymie podjąć jakieś prace. Takie firmy też muszą się z nimi liczyć. Z tego powodu, niektóre nasze czołowe przedsiębiorstwa nie mogą angażować się na Krymie, stanęłyby bowiem w obliczu poważnych strat, tu chodzi o akcjonariuszy, inwestycje, realizacje niektórych projektów, także w Rosji.

Maria Makiejewa:
A utrata przychylności ze strony władz? Nie zaboli bardziej?

Aleksiej Kudrin:
Sukcesy naszych przedsiębiorstw nie zależą tylko od przychylności władz. Równie ważny jest odbiór ich działalności ze strony ludności, innych inwestorów, partnerów, także tych z zachodu. Z wieloma z nich wciąż współpracujemy, sprzedajemy wyroby własne, importujemy ich produkcję, technologie, sprzęt. Utrata tych form współpracy, a budowaliśmy je latami, także stanowi swego rodzaju ryzyko, przedsiębiorcy nie chcą się na nie narażać.

Maria Makiejewa:
Kiedy pojawiły się wspomniane przez pana szacunki, w którym momencie? Czy zostały one przedstawione władzom kraju? Czy prezydenta zainteresowały pana poglądy, zanim jeszcze przyłączono Krym?

Tajne zebranie


Aleksiej Kudrin:
Te szacunki noszą orientacyjny charakter. Wcześniej dotarły do mnie 2-3 prognozy opracowane przez różne agencje, instytucje, we wszystkich odnalazłem jakieś minusy. Wynikały one z tego, iż nie mamy do czynienia wyłącznie z określonym środowiskiem instytucjonalnym i różnymi rodzajami ryzyka ekonomicznego. Na naszych oczach podejmowane są decyzje polityczne, w ich następstwie określone inwestycje, czy formy współpracy likwidowane są momentalnie. Dopiero prognozy uzupełnione o określone poprawki dały obraz możliwych strat. Podzieliłem się moim widzeniem tych problemów na jednym z zebrań, a poza tym, ja specjalnie swoich wątpliwości przed nikim nie ukrywałem.

Maria Makiejewa:
Nie pamięta pan daty tego zebrania?

Aleksiej Kudrin:
Odbyło się jeszcze przed krymskim referendum.

Maria Makiejewa:
Na tym zebraniu na pewno przedstawiano i inne prognozy.

Aleksiej Kudrin:
Nie bardzo wolno mi o tym mówić.

Maria Makiejewa:
Brał Pan udział w tajnym zebraniu ?

Aleksiej Kudrin:
Tak.

Michaił Zygar:
Jednak proszę powiedzieć dokładniej, co to było za zebranie.

Aleksiej Kudrin:
Mówiliśmy o rozwoju gospodarczym, przedstawiano prognozy….

Michaił Zygar:
Na Kremlu?

Aleksiej Kudrin:
Tak, na Kremlu. Ale, jak mi się wydaje, uczestnicy tamtej dyskusji nie do końca uświadomili sobie następstwa sankcji. Mówiliśmy o nich, najwięcej ja.

Jelizawieta Osetinska:
Władze analizują, jaką cenę przyjdzie nam zapłacić? Osobiście odnoszę wrażenie, iż nikt się tym specjalnie nie zajmuje. A przecież jakiekolwiek działania polityczne zawsze mają określone następstwa dla kraju, ludności, finansów.

Aleksiej Kudrin:
Wydaje się, że nikt nie pokusił się o dokładniejsze obliczenia. Ale na tym zebraniu poczucie ryzyka było obecne, także zrozumienie tego, iż w wyniku sankcji, na przykład, eksport ulegnie zmniejszeniu. Na razie, jak sądzę, mamy do czynienia z realizacją scenariusza umiarkowanego ryzyka, z takim scenariuszem nasze władze się liczyły.

Michaił Zygar:
Jeśli prawidłowo zrozumiałem pytanie Lizy Osetinskiej, to jej chodziło także o to, czy przypadkiem w obliczu oczywistych korzyści politycznych związanych z ogromną popularnością obecnej polityki zagranicznej, kwestia sankcji nie zeszła na drugi plan, nikt się nimi specjalnie nie przejął. Sankcje? proszę bardzo, a my i tak wzięliśmy swoje, Krym jest nasz, wystarczy sobie to uświadomić, by poczuć wielki przypływ adrenaliny. W takiej sytuacji, czego tu się bać?

Aleksiej Kudrin:
Nie zgodziłbym się. W tej sytuacji, wszystko jest poddawane ocenie, robione są różnego rodzaju bilanse. I oczywiście trudno zachować pełny spokój. Kiedy dzieliłem się własnymi ocenami, wysłuchano ich z wielką uwagą.



Oficjalnie, rosyjscy biznesmeni i dygnitarze demonstrują
lekceważenie dla zachodnich sankcji. 

Jakoś to będzie...


Andriej Gorianow:
Podczas Forum Ekonomicznego w Petersburgu odniosłem wrażenie, iż nasza elita, urzędnicy, wielcy biznesmeni, są jednomyślni, oceniając optymistycznie perspektywy naszej gospodarki. Ta jednomyślność jest porażająca. Jest pan chyba jedynym człowiekiem, który swoimi wątpliwościami dzieli się publicznie. Skąd bierze się ta jednomyślność? Oprócz pana, ktoś jeszcze usiłuje wytłumaczyć naszym decydentom, iż odmienny punkt widzenia nie jest pozbawiony uzasadnienia?  Takich ludzi na pewno nie jest zbyt wielu.

Michaił Zygar:
Jest ich mniej niż dwóch.

Aleksiej Kudrin:
A ja na forum nie wyczułem aż takiego optymizmu. No tak, oficjalne oceny bywają formułowane w sposób bardziej optymistyczny, mówi się, iż ryzyko nie jest aż tak duże, jak niektórzy się spodziewają i że sankcje uderzą rykoszetem w zachód, nikt jednak nie wymienia żadnych cyfr. Dzisiaj na koniec Ministerstwo Rozwoju Gospodarczego….

Andriej Gorianow:
Proszę mi wybaczyć, pan i Aleksiej Uliukajew (minister rozwoju gospodarczego – „mediawRosji”)….

Aleksiej Kudrin:
… dwa tygodnie temu opublikowało nową prognozę wzrostu PKB na 2014 rok – 0,5%. A ja już półtora miesiąca temu uprzedzałem, że będzie 0%, albo 0,5%. Obecnie dla ministerstwa ten ostatni wskaźnik jest obowiązujący. Ale, jak mi się wydaje, będzie mniej niż pół procenta, być może pozostaniemy w strefie dodatniej, ale znacznie bliżej zera.

Jelizawieta Osetinska:
Usłyszałam to samo od jednego z poważnych biznesmenów,  to był Wekselberg (jeden z rosyjskich miliarderów, szef fundacji „Skołkowo” i holdingu „Renova”). OK., powiedział, będziemy żyć w warunkach takiej stabilizacji.

Andriej Gorianow:
Słyszałem to od wszystkich swoich rozmówców.

Jelizawieta Osetinska:
Przeprowadziliśmy serię wywiadów, za każdym razem słyszeliśmy to samo…

Aleksiej Kudrin:
Chcecie powiedzieć, że nikt się nie niepokoi tym, co będzie dalej….

Jelizawieta Osetinska:
Nie niepokoi...

Michaił Zygar:
Być może mają zamiar kogoś wyprowadzić w pole?

Andriej Gorianow:
Zaczynając od Andrieja Kostina (prezes wielkiego banku „VTB” – „mediawRosji”)

Jelizawieta Osetinska:
Do Gennadija Timczenko (biznesmen, miliarder, przyjaciel Władimira Putina – „mediawRosji”).

Andriej Gorianow:
Tak to wygląda.

Aleksiej Kudrin:
Są dwa stanowiska, zwróćcie na to uwagę. Zgodnie z oficjalną prognozą rządu wzrost gospodarczy wyniesie 0,5 %. To najwolniejsze tempo wzrostu od 14 lat, z wyjątkiem 2009 roku.

Niezadowolenie społeczne


Andriej Gorianow:
Trudno oprzeć się wrażeniu, iż nikt nie bije na alarm….

Aleksiej Kudrin:
W końcu oficjalne stanowisko jest takie, że nie spodziewamy się spadku PKB, chociaż możliwość, że i taki będzie scenariusz w gospodarce, też jest dopuszczana. Ze spadkiem PKB mieliśmy do czynienia w 2009 roku, jakoś udało nam się z tego wybrnąć. Popularny jest pogląd, że jeśli dojdzie do stabilizacji sytuacji wokół Ukrainy, uspokojenia w sprawie sankcji, to damy sobie radę. Ale wydaje mi się, że zawyżamy prognozę w dziedzinie zatrudnienia, w rzeczywistości zmniejszenie ilości miejsc pracy będzie większe. Weźmy przemysł samochodowy, zatrudnienie zostanie zmniejszone o 10%, a może o więcej. Nie zdajemy sobie sprawę z tego na przykład, iż w ogromnym stopniu osłabły nasze banki, w ciągu ostatniego jednego kwartału wycofano z nich depozyty na sumę 400 miliardów rubli. To oznacza istotne osłabienie systemu bankowego w skali całego kraju, dlatego rząd podjął decyzję o dekapitalizacji banków w oparciu o podporządkowane instrumenty dłużne.

Nie zdajemy sobie także sprawy z tego, iż po raz pierwszy od 14 lat, z wyjątkiem 2009 roku, zahamowany zostanie wzrost realnych dochodów ludności. Jeśli powtórzy się to przez dwa-trzy lata, zetkniemy się z niezadowoleniem społecznym. Jako ekspert, mogę mówić o tym wszystkim otwarcie. Urzędnicy na stanowiskach nie mają ochoty wypowiadać się na ten temat. Zwłaszcza teraz, przecież jeszcze to wszystko się nie zdarzyło…  Być  może mają nadzieję, iż do tego nie dojdzie, a nuż się uda, unikniemy najgorszego, nagle coś nam pomoże. Ale tak, czy inaczej także oficjalne prognozy są wystarczająco powściągliwe, a nawet pesymistyczne.

Andriej Gorianow:
Władimir Putin sformułował pewien program wyprowadzenia rosyjskiej gospodarki ze ślepego zaułka. Przyznał, że jest kryzys, spadek, zapowiedział podjęcie odpowiednich kroków. Pana zdaniem, będą wystarczające, by gospodarka rosyjska wróciła na ścieżkę wzrostu?



Władimir Putin na petersburskim Forum Ekonomicznym w 2014 roku. Prezydent
Rosji zapowiedzial kroki mające na celu uzdrowienie sytuacji w gospodarce,
ale do końca nie wiadomo, na czym będą polegały. 


Aleksiej Kudrin:
Ten program zawiera szereg racjonalnych decyzji oraz zaleceń. Jednak do tej pory, rząd nie wypowiedział się skąd weźmie środki i w jakiej skali ten program będzie realizowany. Mówi się na przykład o tym, iż zostaną udostępnione kredyty przeznaczone na modernizację przemysłu, mają być udzielane według stawki inflacja + 1%. Na razie, trudno mi sobie wyobrazić, co to będą za kredyty, gdzie znajdziemy potrzebne środki, jaką przeznaczymy na nie sumę…  100 miliardów, 500, czy może bilion rocznie? Nawet bez tego rodzaju wsparcia, inwestycje w naszej gospodarce wynoszą ok. 13 bilionów rocznie, więc kredyty na sumę 100 miliardów, czy 300 miliardów będą bez znaczenia, nawet jeśli pieniądze zostaną przeznaczone na szereg konkretnych projektów.

O rzeczywistej przebudowie gospodarki można będzie mówić, kiedy kredytowanie osiągnie poziom porównywalny z ogólnymi rozmiarami już realizowanych inwestycji. Zwłaszcza, iż obecnie, wspomniane przeze mnie inwestycje, nie są realizowane przemyśle – pieniądze są przeznaczane na transport, łączność, usługi, handel, nieruchomości, wydobycie. Przemysł korzysta z inwestycji w niewielkim stopniu. Więc, kiedy mówi się o dodatkowym inwestowaniu, to na razie nic nie wiadomo na jaką skalę, jakie będą źródła finansowania. Do tej pory nie usłyszeliśmy od rządu przekonujących wyjaśnień.

Maria Makiejewa:
Zapewne ma Pan jakąś własną odpowiedź na te pytania? Zechce Pan się nią podzielić?

Poluzowanie polityki pieniężnej?


Aleksiej Kudrin:
To żadna tajemnica…. Jednym ze źródeł zwiększenia inwestycji może być Fundusz Dobrobytu Narodowego . Możliwa jest także zmiana jednej z zasad budżetowych, na razie jej nie korygowano, myślę tu podjęciu inwestycji państwowych. Wtedy za inwestycje odpowiadać będzie budżet. Kierunek trzeci, to zapewne wydzielenie bankom niewielkich subsydiów, by możliwe było obniżenie stawek procentowych. W dodatku możliwe będzie wprowadzenie gwarancji państwowych, by zmniejszyć cenę ryzyka. Tak też można obniżyć stawkę procentową.



Na petersburskim Forum Ekonomicznym przedstawiciele biznesu
od Aleksieja Kudrina starali się dowiedzieć jaka będzie przyszłość
rosyjskiej gospodarki. 


Ale wszystkie te posunięcia nie wystarczą. Wygląda na to, iż myśli się o jakichś działaniach ze strony banku centralnego, możliwe jest zwiększenie na rynku refinansowania w oparciu o nie całkowicie rynkowe, lub zupełnie nierynkowe rozrachunki. Nazwijmy to poluzowaniem polityki pieniężno-kredytowej. Ważne w jakiej skali będą prowadzone te działania, czy nie doprowadzą one do zwiększenia inflacji, jak to wpłynie na nasze dochody, wynagrodzenia. Tu pojawiają się także inne pytania, do jakiego stopnia poprzez obłożenie innych gałęzi gospodarki podatkiem inflacyjnym zostaną obciążone same inwestycje. Ostateczna odpowiedź, wpływ źródeł finansowania na realizację programu i jego rozmiary, wszystko to na razie pozostaje niezbyt jasne.

Jelizawieta Osetinska:
Chciałabym na chwilę odejść od gospodarki. Mówił pan dużo o cenie jaką trzeba będzie zapłacić. Jak się Panu wydaje, co należało zrobić inaczej? Myślę o Krymie i kolejnych naszych działaniach. Na pewno ma pan na te sprawy własny pogląd. Powtarza pan: „płacimy wielką cenę, nieproporcjonalnie wielką, zahamowaliśmy wzrost gospodarczy.” Pan zawsze występował za politykę wzrostu gospodarczego. Co pana zdaniem powinien był zrobić Putin?

Aleksiej Kudrin:
Kiedy działo się to wszystko, reagowałem bardzo emocjonalnie. Czuję te emocje do tej pory. Także w związku z obecnymi tragicznymi wydarzeniami, trwa wojna, na Donieck spadają bomby. Ale wraz z upływem czasu, staram się analizować, to co się stało, czego można było uniknąć, jak to wpływa na pozycję Rosji na arenie międzynarodowej.

Makiejewa:
Jak pan zareagowal na wydarzenia krymskie. Cieszył się pan? Był pan przejęty?

Kudrin:
Jesteśmy świadkami tragedii. Jej ofiarą jest naród Ukrainy. Jej ofiarą jest naród rosyjski. O żadnych zwycięstwach nie ma tu mowy. Obserwujemy wydarzenia bliskie wojnie domowej na terytorium Ukrainy między rosyjskojęzyczną i ukraińskojęzyczną ludnością. Trudno na to patrzeć obojętnie.

Izolacja na arenie międzynarodowej


Parchomienko:
Kiedy po raz pierwszy usłyszał pan o Krymie? przez telefon? podczas rozmowy osobistej? Na to, co tam się wydarzyło, jak pan zareagował, jakie odebrał pan emocje?.

Aleksiej Kudrin:
Nie chciałbym rozmawiać teraz o emocjach. Wolałbym pominąć ten temat. Przez cały czas starałem się patrzeć na sytuacje kompleksowo, takiego widzenia nam brakuje. Ale mogę częściowo odnieść się do pana pytania. Sformułuję to tak: doczekaliśmy poważnych zmian w polityce światowej, a także naszej rosyjskiej, wewnętrznej. Echo wydarzeń na Krymie słyszalne jest daleko poza Krymem. Ta sytuacja ma poważne następstwa nie tylko w polityce rosyjskiej, czy dla bilateralnych stosunków między Rosją, a Ukrainą. Przed nami dziesięciolecia bardzo trudnych stosunków. Pokłóciliśmy z braterskim narodem na długo. To wszystko ma związek z moimi emocjami.

Ważny jest także inny aspekt, związany z bezpieczeństwem międzynarodowym, pojawiły się nowe czynniki ryzyka. Rosja, czy na arenie ONZ, czy w Radzie Bezpieczeństwa zawsze wypowiadała się za kolektywnymi gwarancjami bezpieczeństwa. Rosja nie jest w stanie samodzielnie dyktować rozwiązań, nawet w naszym regionie. Nasza siła wynikała ze współpracy z innymi krajami, bliskimi nam, w działaniu na rzecz bezpieczeństwa zbiorowego, także w Radzie Bezpieczeństwa. Teraz jednak zrezygnowaliśmy z tej polityki.

Lew Parchomienko:
Ja bym to nazwał izolacją….

Aleksiej Kudrin:
Nie, jeszcze nie mamy do czynienia z izolacją. Ale naruszyliśmy pewien porządek działań zbiorowych,  postąpiliśmy tak, jak postępują niektóre inne kraje, będące obiektem naszej krytyki. Jaki będzie rezultat, jak to się ułoży, proporcje korzyści, z tym co straciliśmy, zwłaszcza w perspektywie długoterminowej, to są wszystko rzeczy jeszcze wymagające oceny. Ważne byśmy także pamiętali o sprawach nie poddających się ścisłej ocenie przy pomocy kryteriów czysto ekonomicznych.

Warto powiedzieć, iż moim zdaniem, jednym z celów Putina była odpowiednia reakcja na wydarzenia na Ukrainie, przejęcie władzy przy użyciu broni, chaos, niebezpieczeństwo dla ludności cywilnej. Jego prognozy się sprawdziły. Rozmawiam z wieloma znanymi politykami, biznesmenami, wygląda na to, że w przyszłości Krym nie stanie się źródłem zaostrzenia konfliktu i sankcji, jeśli pojawią się nowe sankcje ich przyczyną będą już inne wydarzenia.

Lew Parchomienko:
Z Krymem, jak się wydaje wszyscy się pogodzili, nawet Ukraina.

Aleksiej Kudrin:

Być może, robiono jakieś kalkulacje, podejmowano próbę oceny możliwych następstw… Rzeczywiście wygląda na to, iż wielu pogodziło się z tym, co wydarzyło się na Krymie, przynajmniej nieoficjalnie.



Tłumaczenie, skróty: Zygmunt Dzięciołowski



Aleksiej Kudrin (ur. 1960), rosyjski polityk i działacz gospodarczy. Zwolennik kursu liberalnego w gospodarce. W latach dziewięćdziesiątych wspólnie z Wladimirem Putinem pracował w petersburskiej merii. W latach 2000-2011 minister finansów i wicepremier. Po odejściu z rządu powołał do życia „Komitet Inicjatyw Obywatelskich”. Brał udział w demonstracjach protestacyjnych przeciw fałszerstwom wyborczym w latach 2011-2012. Obecnie profesor Uniwersytetu w St. Petersburgu. 





Tekst rozmowy opublikowano na stronie internetowej telewizji "DOŻD'", a także na stronie kierowanego przez Aleksieja Kudrina "Komitetu Inicjatyw Obywatelskich":
http://komitetgi.ru/news/news/1569/#.U4mUz6OKD4g






Na blogu „Media-w-Rosji” o gospodarce rosyjskiej:

Na najbliższe lata zaplanowano w Rosji wielkie wydatki na modernizację wojska, na różnego rodzaju programy socjalne. Jednak eksperci alarmują, iż w 2014 roku rosyjska gospodarka zetknie się z poważnymi problemami, wręcz uniemożliwiającymi realizację tych planów. Nie brak głosów wieszczących nadejście poważnego kryzysu gospodarczego. 
Iwan Trefiłow, dziennikarz "Radio Swoboda" przedstawia prognozy ekspertów na rok 2014.



Aleksiej Kudrin od lat osiemdziesiątych należał do grona liberalnych rosyjskich ekonomistów. Po rozwiązaniu ZSRR w merii St. Petersburga odpowiadał za finanse. Tam spotkał Władimira Putina. W latach dwutysięcznych, z jego inicjatywy, przez blisko 10 lat zajmował stanowisko ministra finansów. Zdymisjonowany przez Dmitrija Miedwiediewa dołączył nieoczekiwanie do akcji protestacyjnej przeciw sfałszowanym wyborom w 2011 roku. Na zeszłorocznym spotkaniu w Jekaterinburgu, zorganizowanym przez niezwykle interesujące, miejscowe wydawnictwo internetowe www.znak.com, Kudrin w ciekawy sposób wypowiedział się o rosyjskiej polityce, gospodarce, historii. 




Obserwuj i polub nas na Facebooku: 





środa, 2 kwietnia 2014

„Pussy Riot” w Parlamencie Europejskim: „Więcej sankcji dla reżimu Putina.”


Nie wolno dopuścić, by po rosyjskiej agresji na Krym, Rosję znów oddzieliła od Europy  żelazna kurtyna. Obywatelom Rosji trzeba pomóc, by mogli na własne oczy zobaczyć, jak wygląda europejskie życie. Potrzebne są uproszczone przepisy wizowe. Należy też koniecznie rozszerzyć listę objętych sankcjami urzędników i oligarchów związanych z Putinem. 

W Parlamencie Europejskim dziewczyny z „Pussy Riot”, Nadia Tołokonnikowa i Masza Aliochina, wyłożyły prosto z mostu, co myślą o reżimie Putina.

Publikujemy tezy ich wystąpienia zamieszczone na Facebooku Nadii.


Tak jak zapowiedziały po wyjściu na wolność Nadia i Masza zajęły sie na serio działalnością publiczną. W Parlamencie Europejskim wystąpiły przeciw nowej żelaznej kurtynie dzielącej Rosje od Europy. 


O czym mówiłyśmy dzisiaj w Parlamencie Europejskim...
1.
Istnieje niebezpieczeństwo, iż znów rozdzieli nas żelazna kurtyna.
Putin pragnie znów oddzielić Europę od Rosji przy pomocy żelaznej kurtyny. Wszystko co robi, temu służy. Na ekranach telewizji prowadzona jest oszalała propaganda antyzachodnia, tak jak robiono to w czasach Związku Radzieckiego i zimnej wojny.
2.
Kurtyna – nie.
Mieszkańcom Rosji żelazna kurtyna nie jest potrzebna. Potrzebują jej Putin, jego urzędnicy i oligarchowie. Dzięki niej, mogą bezkarnie ogłupiać społeczeństwo i napychać sobie kieszenie pieniędzmi z ropy i gazu. Wszyscy dookoła są wrogami. Oprócz Putina. Przy jego aprobacie, niektórzy przyjaciele prezydenta pomogą zarabiać po 138 milionów rubli miesięcznie (12 milionów zlotych), tyle wynosi całkowicie legalna pensja Igora Sieczina.
Życie Putina i jego otoczenia opiera się na heglowskiej zasadzie: „Jeśli fakty przeoczą mojej teorii, tym gorzej dla faktów”. Tak funkcjonują w Rosji wszystkie media kontrolowane przez obóz Putina.
3.
Tak dla rozszerzenia sankcji w stosunku do urzędników i oligarchów Putina.
Unia Europejska winna poważniej potraktować kwestię surowych sankcji wobec rosyjskiej elity odpowiedzialnej za rozpętanie agresji wobec Ukrainy i za panującą w kraju korupcję. Lista ludzi objętych sankcjami powinna zostać rozszerzona.
4.
Nie – dla sankcji wobec samej Rosji.
Sankcje nie powinny obejmować mieszkańców Rosji. Na liście ludzie objętych nimi powinni znajdować się wyłącznie ludzie z elity odpowiedzialnej za agresję wobec Krymu i rozkradanie zasobów państwowych.
5.
Tak – dla rozszerzenia kontaktów między Europą i Rosją i dla liberalizacji przepisów wizowych dla obywateli Rosji.
Starajmy się nie pozwolić Putinowi na odtworzenie upragnionej przez niego żelaznej kurtyny. Potrzebne są bliższe kontakty między Rosją a krajami zachodnimi, obejmujące takie dziedziny jak kulturę i obronę praw człowieka. Jesteśmy zwolenniczkami uproszczenia przepisów wizowych dla zwykłych obywateli Rosji. To ważne, by mieli szansę, by odwiedzić Europę i zobaczyć ją osobiście, nie oczami kremlowskiej propagandy.
6. Mieszkańcom Krymu potrzebna jest pomoc ze strony Europy.
W związku z przejęciem kontroli nad Krymem przez Rosję, jego mieszkańcy znaleźli się w trudnej sytuacji prawnej. Mogą spodziewać się trudności, ubiegając się o wizy do krajów zachodnich. Jeśli Unia Europejska odwróci się od nich, ludzie ci pozostaną oko w oko z putinowskimi oligarchami i ze złodziejami już znajdującymi się na liście osób objętych sankcjami. To oni wezmą się za interesy w dziedzinie nieruchomości, zalewając betonem znajdujące się pod ochroną części krymskiego wybrzeża. To oni wyślą do więzienia aktywistów występujących w obronie przyrody Krymu.



Nadia i Masza uważają, iż elita reżimu Putina winna boleśniej odczuć sankcje ze strony Europy.
7.
Proponujemy rozszerzenie listy osób objętych sankcjami . Powinny one jeszcze bardziej dotknąć putinowską elitę. W szczególności chcielibyśmy, by na liście znalazły się następującego osoby.
- Dmitrij Miedwiediew. Przez dłuższy czas na Zachodzie, a także do pewnego stopnia i w Rosji  uważano go za przedstawiciela „liberalnego skrzydła” rosyjskich władz. W rzeczywistości Dmitrij Miedwiediew okazał się obłudnym i wstrętnym wykonawcą poleceń Putina.
- Igor Sieczin. To on jest w rzeczywistości szefem surowcowego kompleksu Rosji. Szef korporacji „Rosnieft’”, nadzoruje też blok siłowy w otoczeniu Putina.
- Roman Abramowicz. Kluczowy oligarcha w otoczeniu Putina. Znacząca część jego aktywów została już zainwestowana na Zachodzie.
- Wiktor Wekselberg. Oligarcha z otoczenia Putina i Miedwiediewa. Nadzoruje sektor wysokich technologii w rosyjskiej gospodarce, projekt Skołkowo. Odpowiada osobiście za nieefektywne wykorzystanie funduszów i ich defraudację.


Oryginał można znaleźć pod adresem: https://www.facebook.com/tolokno/posts/725807244116830


Inne teksty poświęcone Pussy Riot opublikowane przez „Media-w-Rosji”:


1.

Krótki zapis z blogu Nadieżdy Tołokonnikowej mówi sam za siebie...

2.

Po wyjściu na wolność na podstawie amnestii dziewczyny z zespołu Pussy Riot dzielą się z mediami obozowymi doświadczeniami. W przejmującym wywiadzie udzielonym opozycyjnej moskiewskiej "Nowoj Gazietie" Maria Aliochina opowiada o swojej trwającej dwa lata walce o godność i poszerzenie granic wewnętrznej wolności.

3.

Pussy Riot: więzienne życie Nadii Tołokonnikowej


Nadieżda Tołokonnikowa z zespołu Pussy Riot odsiaduje wyrok w Zakładzie Karnym numer 14, w wiosce Parts, w Republice Mordowia. Przez 9 dni w końcu września prowadziła strajk głodowy, by zaprotestować przeciwko panującym w obozie warunkom.

Jelena Masjuk, dziennikarka opozycyjnej Nowej Gaziety jest jednocześnie członkiem prezydenckiej Rady Praw Człowieka. Z tego tytułu dwukrotnie była członkiem komisji prowadzącej inspekcję w obozie Tołokonnikowej. Podczas ostatniej wizyty komisji Tołokonnikowa prowadziła już swój strajk głodowy. Jelena zapisała z nią obszerną rozmowę opublikowaną na łamach "Nowej Gaziety". 





Dołącz do nas na Facebooku: https://www.facebook.com/mediawrosji