Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polityka zagraniczna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polityka zagraniczna. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 21 lipca 2016

Śmierć Pawła Szeremeta. Wersje…



Przeprowadzony w Kijowie zamach na popularnego dziennikarze Pawła Szeremeta odbił się szerokim echem nie tylko na Ukrainie. Wywołał on także szok w rosyjskim środowisku demokratycznym. Niezależne media pełne były wspomnień o zamordowanym dziennikarzu. Przypomniano, iż bliska przyjaźń łączyła go z pozbawionym życia w podobny sposób opozycyjnym politykiem, Borysem Niemcowem. Ilja Jaszyn znal dobrze obydwu, Niemcowa i Szeremeta. Jego zdaniem, przede wszystkim rosyjskie służby specjalne miały oczywisty motyw, by Szeremeta pozbawić życia. Przeprowadzony w centrum Kijowa spektakularny zamach daje im szansę na destabilizację sytuacji politycznej na Ukrainie. Reżim Putina wciąż prowadzi wymierzoną w ten kraj zimną wojnę.


Autor: Ilja Jaszyn



Zamachu na popularnego dziennikarza Pawła Szeremeta dokonano w samym centrum Kijowa. 



Ukraińskie organy śledcze poinformowały, iż sformułowano kilka wersji odnoszących się do zabójstwa dziennikarza Pawła Szeremeta w Kijowie. Większość z nich nie wytrzymuje krytyki, z pewnością już w najbliższym czasie przyjdzie z nich zrezygnować.

Pierwszy przykład. Śledczy zakładają, iż Paweł mógł rozgniewać któregoś z wpływowych dygnitarzy, lub oligarchów. To oni mieliby zorganizować zabójstwo, by zapobiec publikacji nie znanych jeszcze kompromitujących ich materiałów.

Szeremet nie zajmował się dziennikarstwem śledczym

Jednak Szeremet nie zajmował się dziennikarstwem śledczym. Jego specjalnością była publicystyka, analityka, wywiady, reportaże. Nawet jeśli założyć, że w jakiś sposób zdobył kompromitujące kogoś materiały, to zabójstwo niespecjalnie mogło zablokować ich publikację. Szeremet musiałby o tego rodzaju materiałach uprzedzić swoich kolegów, czy choćby swoją partnerkę życiową, szefową portalu "Ukraińska Prawda" dziennikarkę Alonę Pritułę.

Jeszcze jedna wersja związana jest z samą Pritułą, to w prowadzonym przez nią portalu "Ukraińska Prawda" Paweł był  zatrudniony. Śledczy dopuszczają możliwość, iż głównym celem zabójców była Prituła, zaś Paweł, który siedział za kierownicą jej samochodu zginął omyłkowo.

Ona sama jednak oświadczyła, iż przemieszczając się po mieście, Szeremet prawie zawsze korzystał z jej samochodu. Mordercy, organizując tego rodzaju zamach,  zazwyczaj zawczasu obserwują potencjalną ofiarę, musieli więc być zorientowani, kto znajduje się za kierownicą. W dodatku, prokuratura poinformowała, iż podłożony w samochodzie ładunek wybuchowy został odpalony zdalnie. Mordercy musieli więc widzieć dokładnie, iż kierowcą był Szeremet, co oznacza, iż zamierzali rozprawić się właśnie z nim.

Białoruski ślad?

Zapewnie śledczy spróbują także sprawdzić, czy z tym zabójstwem nie są powiązane białoruskie służby specjalne. Szeremet urodził się na Białorusi i przez wiele lat był konsekwentnym krytykiem reżimu Aleksandra Łukaszenki. Szeremeta wydalono z kraju i pozbawiono białoruskiego obywatelstwa. Mimo to, w dalszym ciągu kierował jednym  z najbardziej popularnych portali opozycji, w nim publikowano codziennie wiadomości ignorowane przez oficjalną propagandę.

A jednak Łukaszenka jest człowiekiem racjonalnym, w obecnej sytuacji trudno przypuszczać, by skandal tego rodzaju był mu na rękę. Szeremet rozdrażniał prezydenta Białorusi, jednak nie był w stanie wyrządzić jego władzy większej szkody. W dodatku, dziś, Łukaszence w pewnym stopniu udało się uregulować stosunki z Zachodem, sankcje w odniesieniu do jego kraju zostały zniesione. Sam Batka czuje się dobrze w roli budowniczego pokoju, przyjmował w Mińsku przywódców innych państw prowadzących rozmowy na temat pokojowego uregulowania konfliktu w Donbasie. Jeśli w zabójstwie Szeremeta znaleziono by ślad wiodący ku białoruskim służbom specjalnym, mogłoby to doprowadzić do ponownej izolacji reżimu Łukaszenki. Doświadczony dyktator nie będzie podejmował takiego ryzyka.

Rosyjskie służby specjalne

I na koniec główna wersja - zamach na Szeremeta zorganizowały rosyjskie służby specjalne. Moim zdaniem, to ona jest najbardziej prawdopodobna, jej weryfikacja wymaga od śledczych szczególnego wysiłku i uwagi.

Po pierwsze, zamachowcy okazali się profesjonalistami. Sprawnie podłożyli ładunek wybuchowy. Eksplozje przeprowadzono w taki sposób, by Szeremet nie miał najmniejszej szansy na przeżycie. Z drugiej strony, uniknięto ofiar ze strony osób postronnych. Techniczna realizacja zamachu w sposób oczywisty świadczy o kwalifikacjach wykonawców, wskazuje na charakter pisma typowy dla służb specjalnych.

Po drugie, ewentualni rosyjscy zleceniodawcy mieli oczywisty motyw. Bądźmy konkretni, mówmy wprost: reżim Putina kontynuuje swoją zimną wojnę wymierzoną w Ukrainę. Rozprawa ze znanym dziennikarzem, w samym centrum Kijowa, destabilizuje sytuację polityczną w kraju, nanosi wielka szkodę dla reputacji jego władz. Warto zwrócić uwagę, jak starannie propaganda kremlowska podejmuje temat warunków w jakich działa obecnie  ukraińska prasa - według rosyjskich propagandystów administracja Poroszenki nie jest w stanie zapewnić jej bezpieczeństwa. Z całą pewnością, także opozycja na Ukrainie obarczy za to odpowiedzialnością prezydenta Poroszenkę ( i nie bez podstaw).

Po trzecie, zabójstwo Szeremeta jest jednoznacznym sygnałem wysłanym w kierunku tych obywateli rosyjskich, którzy wyemigrowali na Ukrainę i nie zrezygnowali z krytyki reżimu Putina. Może się im wydawać, iż znajdując się na terytorium innego państwa są bezpieczni. Dla wszystkich emigrantów politycznych śmierć Szeremeta oznacza w sposób oczywisty, iż w rzeczywistości ich bezpieczeństwo jest iluzją. Teraz musiało do nich dotrzeć: krytyków Putina można pozbawić życia nie tylko naprzeciw Kremla, ale i w centrum Kijowa.

Stosunkowo często spotykaliśmy się z Szeremetem. Po śmierci Borysa Niemcowa, rozmawiając z Pawłem, zastanawiałem się, czy nie należało w swoim czasie przekonać Borysa, iż powinien przenieść się na Ukrainę. Może to uratowałoby mu życie.

Szeremet wówczas już stosunkowo długo mieszkał w stolicy Ukrainy. Uśmiechnął się wtedy ze smutkiem i powiedział:

- Jeśli myślisz, że służby specjalne Putima, nie mogą tu dostać kogo zechcą, to się mylisz. Agenci FSB w Kijowie czują się jak w domu.


Tłumaczenie: Zygmunt Dzięciołowski

Oryginał ukazał się na Facebooku opozycyjnego polityka Ilji Jaszyna:

https://www.facebook.com/yashin.ilya/posts/1081234435263534




*Ilja Jaszyn (ur. 1983), rosyjski polityk opozycyjny orientacji demokratycznej. Zaczynał działalność w młodzieżówce liberalnej partii "Jabłoko". Obecnie jest wiceprzewodniczącym opozycyjnej partii PARNAS. Brał udział w licznych akcjach, ulicznych, demonstracjach. Jest autorem tekstów publicystycznych publikowanych w mediach opozycyjnych. Wielokrotnie zatrzymywany przez policję. 









Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com





Projekt "Media-w-Rosji" ma na celu umożliwienie czytelnikowi w Polsce bezpośredniego kontaktu z rosyjską publicystyką niezależną, wolną od cenzury. Publikujemy teksty najciekawszych autorów, tłumaczymy materiały najlepiej ilustrujące ważne problemy współczesnej Rosji. Projekt "Media-w-Rosji" nie ma charakteru komercyjnego



sobota, 9 lipca 2016

Gdzie znajduje się Łotwa?



Warszawski szczyt NATO w wielkim napięciu obserwowano w Moskwie. W pro kremlowskich mediach, jak zwykle można było usłyszeć o amerykańskich ambicjach, by narzucić światu swoje rządy. Nawet autor pieriestrojki, Michaił Gorbaczow ostrzegł przed prowadzonymi przez Zachód przygotowaniami do wojny. Publicysta moskiewskiej radiostacji "Echo Moskwy" Anton Oriech wypowiada się w nieco sarkastycznym tonie. Rosja jest nieprzewidywalna, to co zrobi zależy od jednego człowieka. Cztery bataliony stacjonujące w Europie Wschodniej nie będą miały żadnego znaczenia. I jeśli wybuchnie prawdziwy konflikt rozstrzygną go rakiety strategiczne z głowicami jądrowymi.




  Autor: Anton Oriech 










Nic nie mogę na to poradzić, za każdym razem, kiedy słyszę o kolejnym szczycie NATO, NATO i UE, Rosji i NATO, i tak dalej, w dowolnej kolejności, zaczyna mnie mdlić. Całe to kolędowanie nie ma najmniejszego sensu. Wszyscy ci generałowie w cywilnych garniturach,  biurokraci z całego świata spotykają się po to, by przez kilka dni sobie pogadać, zagwarantować miejscowym hotelom pełne obłożenie (przyjeżdżają przecież ze swoją świtą) i na koniec objeść się kanapkami z łososiem. NATO to ogromna i mało zwrotna organizacja. Unia Europejska jest tak samo ogromna i nieruchawa. W NATO wszystko zależy od decyzji podejmowanych przez Stany Zjednoczone. Bez nich wszystko to, co dotyczy kwestii wojskowych nie ma żadnego sensu. W Unii Europejskiej o wszystkim decydują Niemcy, bez ich pieniędzy, także w tym wypadku, gadanie o czymkolwiek traci sens.


Duże państwa, małe państwa


Istnieją potężne państwa, istnieją także słabe państewka wiszące na szyi tych pierwszych. Wielcy krzyczą o globalnym bezpieczeństwie, więc teraz muszą te małe taszczyć na swym garbie. Naprzeciw nich wszystkich - Rosja. Ten kraj ma masę wad, jego gospodarka jest zacofana, brakuje mu wyobraźni. Rosja nie ma sojuszników. Ale to jest także jej plusem. Rosja może podejmować działania szybko, gwałtownie, nie musi się nikogo radzić, oprócz Władimira Władimirowicza. Rosja może nie przestrzegać reguł gry, podczas gdy w NATO obowiązują liczne ograniczenia i procedury. W rezultacie, gdy Rosja ruszyła na wojnę z Gruzją, NATO po prostu przyjęło to do wiadomości. Gruzja wprawdzie nie jest członkiem NATO, ale ta organizacja wzięła na siebie obowiązki dotyczące globalnego bezpieczeństwa. A jednak Gruzja utraciła część swojego terytorium, za to Rosja rozszerzyła się o dwa regiony, które przeszły pod jej kontrolę. Rosja przeprowadza błyskawiczną operację mającą na celu przyłączenie Krymu, ale NATO nic z tym nie może zrobić.

Unia Europejska, choć przedłuża wszelkiego rodzaju sankcje, coraz bardziej ogarnięta jest przez różnego rodzaju wątpliwości. NATO i Unia Europejska podejmują właśnie decyzje o najbardziej znaczącym zwiększeniu swego bezpieczeństwa od czasów Zimnej Wojny, zwiększają swój potencjał obronny, by móc przeciwstawić się wojnom hybrydowym, różnym innym zagrożeniom. I co z tego? Proszę bardzo, w Donbasie od dwóch lat toczy się wojna hybrydowa, jak możecie teoretycznie się temu przeciwstawić? Wystarczą cztery bataliony desantowe w Polsce? Wyobraźmy sobie, iż Rosja zechce odebrać utraconą Kłajpedę, albo Narwę, albo część Łotwy, by wziąć pod ochronę doprowadzonych do ostateczności zwolenników federalizacji…. NATO ruszy na wojnę? Za Narwę i Kłajpedę? Gotowe będzie do rozpętania Trzeciej Wojny światowej z powodu Łotwy?


Rakiety z głowicami


Niczego nie rozpętają. Przede wszystkim dlatego, iż większość ich mieszkańców nawet nie ma pojęcia, gdzie znajduje się ta Łotwa. To wyczerpuje temat. Ważniejsza będzie skala naszego awanturnictwa, i do jakiego stopnia ulegniemy sile fantazji. A jeśli wojna zacznie się naprawdę, to o jej rezultatach zadecydują nie jakieś bataliony, a rakiety balistyczne z głowicami nuklearnymi. Wówczas nie będziemy nawet pamiętać o deklaracjach i szczytach.

Tłum.: ZDZ

Oryginał ukazał się na portalu radia "Echo Moskwy":



*Anton Oriech, moskiewski publicysta o liberalnej orientacji. Regularny autor  radiostacji "Echo Moskwy". 








Inne felietony Antona Oriecha na blogu "Media-w-Rosji":


Jak wygrać krymskie referendum? Po dwa czołgi w lokalu wyborczym.


Powrotu Krymu do Rosji pragnie nie tylko Władimir Putin i najbliższa mu elita władzy. Większość społeczeństwa czeka nań z zachwytem. Czy jednak zdaje sobie sprawę z dalekosiężnych konsekwencji awantury o Krym?



Wojna o Krym, czyli jak zniszczyć Rosję….


Rozpalając pożar na swojej granicy i wspierając krymskich separatystów, Rosja wstąpiła na pole minowe. Wojna z Ukrainą nie będzie przypominać wojny z Gruzją. Próba odzyskania starych rosyjskich terytoriów może się dziś skończyć tylko rozpadem samej Rosji.







Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com



Projekt "Media-w-Rosji" ma na celu umożliwienie czytelnikowi w Polsce bezpośredniego kontaktu z rosyjską publicystyką niezależną, wolną od cenzury. Publikujemy teksty najciekawszych autorów, tłumaczymy materiały najlepiej ilustrujące ważne problemy współczesnej Rosji. Projekt "Media-w-Rosji" nie ma charakteru komercyjnego. 


poniedziałek, 6 czerwca 2016

Rosyjska władza i jej wojna o nieskrępowaną niezależność



Po przeszło piętnastu latach rządów Władimira Putina rosyjska władza może skonstatować z dumą, iż wybiła się na pełną niezależność, jej poczynania nie podlegają żadnym ograniczeniom. Leonid Gozman, rosyjski polityk orientacji liberalnej opisuje na jakich polach rosyjska władza wykonawcza zapewniła sobie monopol działania. Nic nie krępuje jej działań w odniesieniu do polityki kadrowej, nie dozwolone są oceny krytyczne pod jej adresem. Obecnej władzy rosyjskiej nie wiążą zobowiązania międzynarodowe, wolno jej posługiwać się dowolnymi koncepcjami uzasadniającymi jej postępowanie.



Autor: Leonid Gozman




Wielka wojna o niezależność (2000-2016)



Polityk Leonid Gozman o tym, jak władza w Rosji pojmuje dla siebie pojęcie wolności. 




Korespondencja Iwana Groźnego i Elżbiety I trwała kilkanaście lat. Na namalowanym przez XIX wiecznego malarza Aleksandra Litowczenkę car pokazuje brytyjskiemu ambasadorowi swoje skarby. Ale w swoich listach zarzucał angielskiej królowej, że jej władza poddana jest kontroli parlamentu. 





Każdy żywy organizm posiada instynkt wolności. Niech ktoś spróbuje kotu skrępować ruchy i potrzymać go w ten sposób przez jakiś czas. Zacznie się wyrywać. Władza zachowuje się identycznie.

W swoim słynnym liście adresowanym do królowej Elżbiety Iwan Groźny dziwił się, jak bardzo nieprawidłowo zorganizowano w Anglii system zarządzania państwem. Myśleliśmy, że Jej Wysokość jest gospodynią w swoim kraju, a okazuje się, że u Ciebie wszystkie decyzje podejmują ludzie. Żeby to byli ludzie, ale to są kupcy i handlarze. Iwan Groźny miał na myśli parlament. W jego rozumieniu, a także w rozumieniu większości jego następców, władza nie powinna podlegać żadnym ograniczeniom.

Wasyl Szujski, oczywiście, kłaniał się narodowi, obiecywał ując nikogo nie karać bez winy i nie prześladować rodzin podejrzanych. W październiku 1905 roku Mikołaj II ofiarował państwu manifest. Przypomnijmy też carycę Annę Iwanownę. I ona podpisała stosowne zobowiązania. Wystarczyły trzy tygodnie i caryca łaskawie się ich wyparła. Los wszystkich innych prób ograniczenia pełnomocnictw i praw rosyjskiej władzy był mniej więcej taki sam.

Konstytucja Federacji Rosyjskiej zawiera jasną deklarację stwierdzającą, iż źródłem władzy  jest naród. To oznacza, iż władza winna podlegać jego, tj. narodu, kontroli. Szliśmy w tym kierunku w ponurych latach dziewięćdziesiątych, mieliśmy wówczas wybory, wolną prasę, itp. Ale w 2000 roku władza podjęła wielką wojnę o niezależność i odrzucenie jakichkolwiek narzucanych jej ograniczeń. Właśnie ta wojna jest stałym elementem rosyjskiej polityki na przestrzeni ostatnich 15 lat.

Wojna toczona jest jednocześnie na kilku frontach.


Niezależność kadrowa


Wszelkie stanowiska w systemie władzy państwowej winny być zajmowane wyłącznie na podstawie rozporządzenia z góry, żaden inny sposób nie jest dopuszczalny. Ta zasada ma nie tylko racjonalne uzasadnienie, ważne także są jej aspekty emocjonalne i estetyczne. Proces wyborczy zorganizowano w ten właśnie sposób, nie tylko po to, by władzy wykonawczej zapewnić pełną kontrolę. Chodzi także o to, by zablokować wybór do parlamentu deputowanych niezależnych. Władza nie chce ich również w organach władzy uchwałodawczej na poziomie miejskim, czy obwodowym. Zamiana Władimira Czurowa na Ełłę Panfiłową na stanowisku szefa państwowej komisji wyborczej może oznaczać, iż być może na poziomie "estetycznym" i "emocjonalnym" dojdzie do pewnego rodzaju "poluzowania" i że władza zrezygnuje z dywanowych nalotów bombowych na już i tak rozgromionego (lub rozgromionego w oczach władzy) przeciwnika.

W szeregu przypadków, rezygnując z cudów nad urną wyborczą, władza po prostu zlikwidowała wybory. Swego czasu skasowano wybory gubernatorów obwodów, a także w znacznej mierze, merów miast. W tym samym celu zniszczono nie tylko system rozdzielający różne rodzaje władzy. Zniszczono wchodzące w jego skład komponenty, znaczenia zachowała wyłącznie władza wykonawcza.


Niezależność od ocen krytycznych


Władza stara się zrobić wszystko, by nikt nie miał prawa do oceny rezultatów podejmowanych przez nią działań (lub zaniechania działania). W wystąpieniach przywódców, w ich oficjalnych sprawozdaniach, mowa jest przede wszystkim o osiągnięciach; prosty obywatel nie dysponuje żadnymi narzędziami umożliwiającymi weryfikację tego rodzaju samochwalstwa. Weźmy dla przykładu patetyczne "wstawanie z kolan" i jego najświeższe przykłady. Tak naprawdę, trudno ocenić na ile nasze operacja w Syrii odniosła sukces. Informacje na ten temat docierają do ludzi tylko z ekranów telewizyjnych, nie mają żadnej możliwości, by samemu sprawdzić jej wiarygodność.

Kontrola nad mediami ułatwia władzom utrwalenie w świadomości odbiorców odpowiedniego obrazu świata. Teraz ludzie wierzą, że cały świat wypowiedział nam wojnę, że jej celem jest zniszczenie naszego kraju. Pytania o poziom życia być może wciąż padają na antenie, jednak robi się wszystko, by pomniejszyć ich znaczenie. Ludzie, tacy jak rzecznik praw człowieka, rzecznik praw dziecka, rzecznik przedsiębiorców, zobowiązani do informowania społeczeństwa, jaka jest ich ocena różnych aspektów naszego życia, zostali pozbawieni prawa do wypowiadania się. Zamiast nich swoimi komentarzami dzielą się ludzie całkowicie lojalni i przewidywalni.


Niezależność od zobowiązań międzynarodowych


Rosja podpisała szereg porozumień międzynarodowych nakładających na nią określone obowiązki. Władza stara się, by przestały jej wiązać ręce. Sytuacja pod tym względem, uległa zasadniczemu zaostrzeniu po aneksji Krymu. Teraz nasza władza próbuje odwoływać się do szczególnie egzotycznych konstrukcji politycznych. Pierwszą z nich jest kategoryczne żądanie kontynuacji systemu politycznego w krajach związanych z nami różnego rodzaju umowami. Porozumienia z Ukrainą mogą być nie przestrzegane, gdyż po sukcesie Majdanu mamy do czynienia z innym państwem. To jasne, iż na podobnej podstawie można odmówić przestrzegania zapisów dowolnej umowy. W odniesieniu do Francji, można powiedzieć, iż kraj ten pod rządami Francois Hollande'a różni się zasadniczo od dawnej Francji rządzonej przez Nicolasa Sarkozy'ego. Po drugie, nasi partnerzy są oskarżani o prowadzenie polityki wrogiej wobec Rosji. Mówi się wręcz, iż toczą z nami wojnę. W takich warunkach, zasada przestrzegania podpisanych porozumień po prostu przestaje obowiązywać. Po trzecie, władza odwołuje się do takich pojęć jak prawo historyczne, świętość terytorium, obrona rodaków żyjących za granicą, itd. Wszystkie one, a priori, z punktu widzenia naszej władzy są ważniejsze, niż zobowiązania wynikające z podpisanych umów. Pojęciami tymi łatwo się posługiwać, także dlatego iż one również nie poddają się weryfikacji. To oznacza, iż władza dysponuje monopolem na formułowanie pytań, na udzielanie odpowiedzi, na rozwiązywanie związanych z nimi problemów. Te analogie historyczne, które w związku z tym przychodzą do głowy są koszmarne. Być może lepiej nie mówić o nich w ogóle.


Niezależność konceptualna


Nie tylko na poziomie konkretnych działań, lecz także na poziomie deklaracji władza przestala traktować dobrobyt ludności jako cel priorytetowy, to zadanie przestało dla niej być najważniejsze. W niedawno zaakceptowanej formalnie Koncepcji Bezpieczeństwa Narodowego mówi się wprost, iż jej celem jest zapewnienie Rosji statusu wielkiego mocarstwa. O bezpieczeństwie obywateli, konieczności zapewnienia im skutecznej ochrony przed zagrożeniami wewnętrznymi i zewnętrznymi mówi się też, lecz daleko nie na pierwszym miejscu. Wielkość, misja historyczna, prestiż są nie tylko zadaniami z dziedziny PR, w świadomości władz pojęcia te zajmują tyle miejsca, iż na kwestie oświaty, ochrony zdrowia, ekologii niemal nie zwraca się uwagi. W dawnych czasach samodzielny książę mógł uważać, iż budowa soboru jest ważnym zadaniem, zaś upowszechnienie umiejętności czytania i pisania nie. Tak powstawały fantastyczne sobory, podziwiamy je do dziś. Więc może warto zrozumieć, iż stary system feudalny do dziś pozostał nie pokonany.

Tłumaczenie: Zygmunt Dzięciołowski 



Oryginał ukazał się na lamach moskiewskiej gazety "Wiedomosti":




*Leonid Gozman (1950), polityk i publicysta, od czasów pieriestrojki związany z demokratyczną i liberalną formacją Jegora Gajdara i Anatolija Czubajsa. Był współprzewodniczącym liberalnej partii Sojusz Sił Prawicowych. Z wykształcenia psycholog, był wykładowcą Uniwersytetu w Moskwie. Obecnie jest prezydentem Fundacji "Perspektywa". 






Inne teksty Leonida Gozmana na blogu „Media-w-Rosji”:



W Rosji weszła właśnie w życie ustawa: przewiduje ona karę za publiczne użycie określenia „zbrodnicze” w odniesieniu do represji stosowanych w czasie wojny przez takie organizacje, jak NKWD, czy SMIERSZ.  Polityk i publicysta Leonid Gozman, uważa iż były one organizacjami przestępczymi na równi z hitlerowskimi GESTAPO i SS. I oświadcza, iż jest gotów stanąć w tej sprawie przed sądem, tak jak przewiduje to nowa ustawa.





Ukraińska awantura przyniesie Rosji poważne następstwa. Polityk i publicysta Leonid Gozman przede wszystkim obawia się konsekwencji w polityce wewnętrznej. Jego zadaniem dalsze zaostrzenie kursu będzie nieuniknione. Rosję czeka umocnienie policyjnych mechanizmów kontroli nad społeczeństwem, więcej cenzury, militaryzacja nauki, emigracja młodzieży i rosnące zacofanie kraju.



Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com





Projekt "Media-w-Rosji" ma na celu umożliwienie czytelnikowi w Polsce bezpośredniego kontaktu z rosyjską publicystyką niezależną, wolną od cenzury. Publikujemy teksty najciekawszych autorów, tłumaczymy materiały najlepiej ilustrujące ważne problemy współczesnej Rosji. Projekt "Media-w-Rosji" nie ma charakteru komercyjnego. 




środa, 30 marca 2016

Terror. Rosyjski punkt widzenia



Oficjalnie stary Związek Radziecki potępiał metody terroru indywidualnego. Tego typu działania oceniano jednak inaczej, gdy uznawano je za przejaw usprawiedliwionej walki rewolucyjnej. Terroryści z Irlandzkiej Armii Republikańskiej i i ugrupowań palestyńskich mogły skutecznie działać tylko dzięki wsparciu udzielanemu im przez ZSRR i inne państwa bloku wschodniego. Lata siedemdziesiąte były w czasach najnowszych okresem największej aktywności terrorystycznej - podkreśla wybitny petersburski politolog Grigorij Gołosow. Dzisiaj Rosja opowiedziała się po stronie Baszira Asada, lecz gdyby zmuszono go do odejścia kilka lat temu, nie doszłoby do wybuchów w Paryżu i Brukseli. Polityka Rosji nie sprzyja usunięciu istniejących w świecie arabskim uwarunkowań stanowiących glebę współczesnego terroryzmu islamskiego.
  



Autor: Grigorij Gołosow 




Kwiaty przed ambasadą Belgii w Moskwie. Mieszkańcy stolicy Rosji na wiadomość o zamachach w Brukseli zareagowali spontanicznie i ze współczuciem. 




Diagnoza z telewizora


Terroryści znów zaatakowali Euopę. Teraz, gdy pierwszy szok mamy już za sobą nadeszła pora, by zastanowić się, o co tu chodzi. Jednak dla większości Rosjan pytanie skąd to się bierze, nie jest szczególnie ważne. Wystarczy im odpowiedź, iż tam że tam na Zachodzie postawili na demokrację z multikulturalizmem , całkowicie ignorując kwestię bezpieczeństwa. Taką odpowiedź uparcie podpowiada też telewizor. Za to w naszym kraju wszystko jest inaczej. Możemy się w nim czuć całkowicie bezpieczni. Jeśli ta nieskomplikowana diagnoza nie jest propagowana z maksymalną siłą, to dlatego, iż także nasi propagandyści rozumieją, iż nie ma żadnej gwarancji, iż terroryści nie zaatakują Rosji. Propagandyści jednak zawsze znajdą sposób, by bez utraty wiarygodności wypromować swoją wersję, choćby najbardziej pokrętną, w końcu są profesjonalistami.

W rzeczywistości terroryzm nie jest pochodną demokracji, a produktem jej deficytu i politycznych gier prowadzonych przez reżimy autorytarne.  Więcej demokracji oznacza mniej terroru. I na odwrót, dyktatura, nawet jeśli sami przywódcy są całkowicie bezpieczni i obok nich nie przeleci nawet mucha, tworzy świetną glebę dla przemocy politycznej, tak u siebie, we własnym domu, jak i za granicą.


Władzę zdobywa się przy pomocy karabinu


Polityczna przemoc nie jest czymś nowym. Założyciel zaprzyjaźnionej z nami Chińskiej Republiki Ludowej Mao Zedong zwykł był podkreślać, iż władzę zdobywa się karabinem. Zanim wojna między Komunistyczną Partia Chin o Kuomintangiem przekształciła się w regularny konflikt zbrojny, Mao stosował metody jakie z dzisiejszego punktu widzenia można spokojnie uznać za terrorystyczne. Rosyjscy partyzanci z Kraju Primorskiego, którzy próbowali w Rosji nawiązać do metod stosowanych przez Mao, skazani zostali na kary pozbawienia wolności (autor ma na myśli bandę przestępczo-terrorystyczną działającą na rosyjskim Dalekim Wschodzie w pierwszej dekadzie XXI wieku - "mediawRosji"). Sprawiedliwie i zasłużenie.

Obecnie, w dwóch z pięciu krajów grupy BRICS, to jest w Brazylii i Republice Południowej Afryki, władzę sprawują przywódcy, którzy we wcześniejszych stadiach swej kariery brali bezpośredni udział w działaniach o charakterze terrorystycznym - tak musiałby je zakwalifikować każdy sąd. A tak w ogóle, przywódcy sporej grupy państw, od Nikaragui do Timoru Wschodniego zdobyli władzę posługując się karabinami i bombami.


Akademia terroru


Nie ujawnię wielkiej tajemnicy, gdy napiszę, iż na arenie międzynarodowej głównym sponsorem terroryzmu w niedawnych, choć na szczęście minionych czasach był Związek Radziecki. W swej retoryce propaganda radziecka zawsze potępiała terror indywidualny. Ale powstawały niejasności, gdy należało odróżnić terror indywidualny od walki rewolucyjnej. Dla przykładu, jeśli organizacja bojowa Afrykańskiego Kongresu Narodowego z Republiki Południowej Afryki działająca pod nazwą "Włócznia Narodu" dokonała zamachu na jakiegoś urzędnika to mieliśmy do czynienia z walką rewolucyjną. Nabywszy doświadczenia w rzucaniu bomb młodzi aktywiści AKN mogli uniknąć więzienia, wyjeżdżając na studia na moskiewskim uniwersytecie imienia Patricka Lumumby. Bliskie więzi przyjaźni scementowane wielokrotnymi pocałunkami łączyły też naszego genseka Breżniewa z uznanym powszechnie za terrorystę przywódcą Palestyny, Jaserem Arafatem.

Bardziej zawoalowany charakter miało poparcie udzielane przez Związek Radziecki organizacjom terrorystycznym działającym w Europie Zachodniej. Wówczas prawdę na ten temat starannie ukrywano, dziś jednak wiadomo, iż Związek Radziecki i inne kraje bloku wschodniego (przede wszystkim NRD) zachęcały do działania najbardziej aktywne grupy terrorystyczne tego okresu, takie jak Irlandzka Armia Republikańska, czy Frakcja Armii Czerwonej w zachodnich Niemczech.

Ktoś mógłby wzruszyć ramionami, to przecież historie z dalekiej przeszłości. Niezupełnie. To właśnie korzystając z radzieckich pieniędzy i uzbrojenia wychowano  całe pokolenie różnego rodzaju rewolucjonistów. Ich doświadczenie ułatwiło wypracowanie podstaw organizacyjnych współczesnego terroryzmu. W tym środowisku pojawili się islamscy terroryści nowego pokolenia. W Rosji dobrze wiadomo, iż ruch powstańczy w Afganistanie, który odegrał decydującą rolą w zbudowaniu Al.-Kaidy cieszył się wsparciem ze strony CIA. Mniej za to wiadomo o tym, iż kadry przygotowane z myślą o tym ugrupowaniu dołączyły także do palestyńskich i irańskich organizacji terrorystycznych wspomaganych przez wiele lat przez Związek Radziecki.  Terroryzm stanowił jeden z frontów Zimnej Wojny, obie strony ponoszą odpowiedzialność za ostateczne rezultaty. Ale jak się zdaje, odpowiedzialność ZSRR jest większa.


Bumerang


Dzisiaj mało kto sobie uświadamia, iż jeśli spojrzeć na to zagadnienie szerzej, szczyt terroryzmu przypada na lata siedemdziesiąte zeszłego wieku. Dziś pod wieloma względami obserwujemy replikę tamtego zjawiska. Jednak występują też spore różnice. Najwazniejsza polega na tym, iż o ile terroryści lat siedemdziesiątych walczyli o władzę polityczną, niezbędną do wcielenia w życie projektu przebudowy społecznej (stąd wzajemna sympatia między nimi i Związkiem Radzieckim), o tyle celem współczesnego terroryzmu islamskiego jest zmiana porządku politycznego na skalę globalną. Nie chodzi o to, iż sama władza nie będzie mu potrzebna. Z punktu widzenia terroryzmu islamskiego władza  w ramach starego państwa narodowego mogłaby być zbyt słaba i ograniczona. Islamistom potrzebne jest nowe ogólnoświatowego super państwo.

Ta zmiana jest rezultatem upadku samej idei państwa narodowego, przede wszystkim w świecie arabskim. Chciałbym przypomnieć, iż świat arabski to jedyny region na świecie, gdzie prawie nigdy nie było demokracji (istnieją nieznaczące i nietrwałe w czasie wyjątki pozbawione znaczenia). Na tym obszarze funkcjonują reżimy dwóch rodzajów: monarchie absolutne (taki jak w Arabii Saudyjskiej) oraz elektoralne reżimy autorytarne (takie jak w Egipcie i Algierii). Jednym ze skutków autorytaryzmu jest ograniczenie walki o władzę wewnątrz klasy rządzącej. Po drugie hamuje on też procesy awansu społecznego, uniemożliwiając przedstawicielom niższych klas zrobienie znaczącej kariery politycznej.

Oto gotowe klocki umożliwiające zbudowanie organizacji terrorystycznej. Dysponujący pieniędzmi, lecz pozbawiony możliwości działania na scenie politycznej umowny Osama bin Laden odnajduje umownego Mohammeda, bezrobotnego, pozbawionego pieniędzy i nadziei na lepsze życie, opętanego dziką nienawiścią do istniejącego porządku. Dawniej Mohammed dołączyłby zapewne do ruchu nacjonalistycznego i socjalistycznego. Być może też, wzbudzając przerażenie wśród lokalnych urzędników i biznesmenów wstąpiłby do odpowiedniej organizacji terrorystycznej, choć w tamtych okolicznościach nawet nie przyszedłby mu do głowy pomysł ataku na Brukselę. Jednak socjalizm arabski razem ze Związkiem Radzieckim odszedł do historii. Nacjonalizm zaś uległ pełnej kompromitacji i jest ona skutkiem istnienia sprzedajnych drapieżnych dyktatur w rodzaju syryjskiej, której z takim trudem usiłujemy przedłużyć życie.


Stare radzieckie wzory


Kiedy na Bliskim Wschodzie zaczęła się tak zwana "arabska wiosna" zalała nas fala refleksji o tym, iż mamy do czynienia z amerykańską intrygą, i że skutki jej będą zerowe, gdyż wymierzona jest przeciw legalnym władzom. I rzeczywiście nic z tego nie wyszło. W Syrii przetrwała "legalna" władza. Rosja udzieliła jej aktywnej pomocy, choć jak mi się zdaje (kto dziś wie coś na pewno?), gdyby Baszir Asad utracił władzę kilka lat temu, stolica Belgii spałaby dziś spokojnie. Ważna jednak jest inna kwestia. "Arabska wiosna" była naszą ostatnią nadzieją, iż niezadowolenia mas arabskich uda się skierować w konstruktywnym kierunku. Krach "arabskiej wiosny" oznaczał, iż wybuchy w Paryżu i Brukseli stały się nieuniknione.

W tej mierze, w jakiej Rosja stara się prowadzić działania na arenie międzynarodowej, w znacznym stopniu powiela ona stare radzieckie wzory. Udzielamy wsparcia uzbrojonej opozycji w sąsiednim kraju, podpieramy zgniłą tyranię w kraju od nas oddalonym. Gdyby los modelu radzieckiego był dla nas lekcją, to przede wszystkim musielibyśmy się zastanowić, jakimi konsekwencjami w dłuższej perspektywie zaowocuje dla Rosji prowadzona dzisiaj polityka.




Tłumaczenie: Zygmunt Dzięciołowski



Oryginał ukazał się na portalu slon.ru: https://slon.ru/posts/65775




*Grigorij Gołosow (ur.1963), wybitny rosyjski politolog, profesor Uniwersytetu Europejskiego w St. Petersburgu. Wykładał i prowadził badania w prestiżowych  uczelniach i instytutach badawczych w Anglii, USA, Norwegii. Autor licznych publikacji naukowych i publicystycznych w mediach rosyjskich i zagranicznych. 






Inne artykuły Grigorija Gołosowa:




Kreml zdał sobie sprawę, iż wciągnięcie Ukrainy do Unii Euroazjatyckiej jest niemożliwe. Teraz Moskwie najbardziej zależy, by zahamować zbliżenie między Ukrainą i Zachodem. Temu służy projekt federalizacji. Jednak wybitny petersburski politolog Grigori Gołosow uważa, iż cel ten Moskwie łatwiej będzie osiągnąć powstrzymując się od wspierania separatystów. Rosja powinna wesprzeć reintegrację Wschodu i Południa Ukrainy. Tylko tak można będzie zwiększyć ich wpływy w polityce ukraińskiej i uniknąć ich pełnej marginalizacji.





Prezydent Putin znajduje się u władzy dłużej niż większość światowych przywódców. Wszystkie instytucje państwowe w Rosji znajdują się pod pełną kontrolą władzy wykonawczej, a więc samego Putina. Być może w kręgach niezadowolonych prowadzi się rozmowy o usunięciu Putina, jednak rzeczywistych kandydatów do jego obalenia brak. Wybitny politolog z St. Petersburga Grigorij Gołosow zastanawia się jednak, czy możliwe jest dobrowolne ustąpienie Władimira Putina i w jakich mogłoby nastąpić okolicznościach. Jakich gwarancji należałoby udzielić ustępującemu przywódcy, by zgodził się odejść. 




Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com




Projekt "Media-w-Rosji" ma na celu umożliwienie czytelnikowi w Polsce bezpośredniego kontaktu z rosyjską publicystyką niezależną, wolną od cenzury. Publikujemy teksty najciekawszych autorów, tłumaczymy materiały najlepiej ilustrujące ważne problemy współczesnej Rosji. Projekt "Media-w-Rosji" nie ma charakteru komercyjnego.