Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cenzura w Rosji. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cenzura w Rosji. Pokaż wszystkie posty

piątek, 4 listopada 2016

Zamówienie państwowe: prezydent Putin jest dobry, a my go kochamy….



Kamieniem, który uruchomił lawinę, było wystąpienie reżysera teatralnego, dyrektora teatru "Satyrykon Konstantina Rajkina na październikowym VII Zjeździe Działaczy Rosyjskiego Teatru. Znany reżyser podniósł alarm, w rosyjskim życiu artystycznym coraz częściej obecna jest cenzura. Krzykliwe grupy radykalnych hunwejbinów, używając hurra patriotycznej retoryki, przy poparciu państwa kneblują usta ludziom kultury poszukującym obiektywnej prawdy w otaczającej rzeczywistości. Wokół wystąpienia Rajkina rozwinęła się dyskusja, pojawiły się artykuły i apele, niekiedy nawet ciekawsze niż to, od którego się zaczęła. Najlepszym przykładem może być artykuł znanego reżysera filmowego Andrieja Zwiagincewa. Jego krytyka wymierzona jest przede wszystkim w aparat urzędniczy, uzurpujący sobie prawo do dysponowania pieniędzmi publicznymi, by składać zamówienia w imieniu państwa. W efekcie powstają dzieła puste i jałowe.  Państwo narzuca obywatelom swoją ideologię, zamiast wspierania twórczości, upowszechnia propagandę.
  


 Autor: Andriej Zwiagincew





W zeszłym oku działacze opozycyjnej partii "Jabłoko" pikietowali budynek Ministerstwa Kultury Rosji. W rękach trzymali tabliczkę z napisem" Ministerstwo Cenzury Federacji Rosyjskiej". 



To oczywiste, iż cenzura wróciła i w życiu kulturalnym naszego kraju zajmuje znów kluczowe miejsce. Jej obecność zakwestionować może tylko kłamczuch, lub całkowity ignorant. Zdjęcie spektaklu z afisza, zamknięcie wystawy, zakaz publikacji tekstu, tak właśnie działa cenzura. To aż niewiarygodne, z jaką łatwością dokonała się u nas zamiana pojęć. Nikt już nie okazuje zniecierpliwienia. My wskazujemy palcem: "to cenzura", oni odpowiadają: "zamówienie państwowe". I do tego proponują nam, byśmy nie mylili pojęć. Czy moglibyście wymienić, choćby jeden teatr operowy działający bez wsparcia państwa, lub choćby dziesięć filmów powstałych bez jego współudziału? Sytuacja w gospodarce i kulturze wygląda dziś tak, że innych teatrów i filmów nie mamy. Logika demonstrowana przez naszego rzecznika prasowego (autor nawiązuje do wystąpienia rzecznika prasowego prezydenta, Dmitrija Pieskowa -"mediawRosji"), dla którego "jeśli państwo daje pieniądze… to zamawia dzieło sztuki na ten, lub inny temat" oznacza, iż całe życie kulturalne Rosji służy dziś państwu.


Kto w imieniu państwa składa zamówienia na dzieła artystyczne?


Kim są ludzie składający zamówienia? Wiceminister Aristarchow  i minister kultury Medinski ? Czy może Jarowaja (deputowana do ros. Dumy, znana ze swych jastrzębich poglądów - "mediawRosji"), lub rzecznik prezydenta Pieskow ? Czy to oni dokonują wyboru? Rzeczywiście, mamy urzędników, to im najwyższe władze powierzyły zarządzanie ministerstwem kultury i innymi wyspecjalizowany organami państwa. Ale to nie oni stworzyli Teatr Wielki, czy choćby teatr "Satyrykon". To nie oni są twórcami podstaw poetyki, estetyki, nie oni kształtowali kierunki rozwoju współczesnego kina, czy teatru. Jak więc mogą składać "zamówienia na dzieła artystyczne"?

Miliony ludzi w naszym kraju uczą się długo, każdy z nich samodzielnie wybiera sobie zawód. Potem latami doskonalą umiejętności, by osiągnąć mistrzowski poziom.  Nauczyciele potrafią uczyć, lekarze leczyć, artyści tworzyć. A tu nagle pojawiają się funkcjonariusze państwa i zaczynają na nowo uczyć wszystkich, jak "tworzyć" i jak "leczyć". Ciekawe, jak zdobyli swe niepodważalne kwalifikacje, umożliwiające im podejmowanie działań we wszystkich dziedzinach? Kiedy, w końcu, urzędnicy zrozumieją, iż zadanie ich polega na organizowaniu i wspieraniu ludzkiej pracy, a nie na rozdawaniu "zamówień?".

Mieszanie się władzy w działalność zawodową różnego rodzaju specjalistów, często bywa absurdalne, jednak ten absurd powiększa się stukrotnie, gdy urzędnicy lezą w to, czym zajmują się twórcy. Istotą tej działalności jest swobodna twórczość, kreowanie czegoś nowego, autor do pewnego momentu często sam nie wie, jaki będzie efekt końcowy. Kiedy temat dla artysty określa urzędnik i kontroluje, czy przypadkiem autor nie idzie w nieprawidłowym kierunku, mamy zazwyczaj do czynienia z celnym ciosem wymierzonym w najświętszą w zawodzie artysty tajemnicę procesu twórczego.

Pieskow mówi, że gdy państwo płaci artyście pieniądze, to artysta winien wypełniać wolę państwa. Dla Pieskowa prawda ta jest oczywista. Może pamiętacie, mamy taką wulgarną anegdotę, "kto dziewczynę zjada na kolację, ten ją potem obtańcuje". Tak wygląda wyobrażenie naszej władzy o sztuce. Ci właśnie ludzie postanowili, iż to oni wiedzą, czego potrzebuje społeczeństwo i za fundusze społeczne zamawiają swoje marne imitacje. Zazwyczaj zrealizowane tak dzieła są ograniczone, z jednej strony wątpliwości budzi poziom rzemiosła, z drugiej zawężenie horyzontów i zniekształcenia w postrzeganiu dowolnego przedmiotu i tematu. Swymi zleceniami urzędnicy zubożają ideę twórczą, zmuszają twórcę, by zamiast swym wyrafinowanym stylem, posłużył się prostym dłutem odpowiednim dla topornej rzemieślniczej roboty.


Państwo ma obowiązki wobec twórcy


To nie twórca ma obowiązki wobec państwo, a na odwrót, to państwo ma określone obowiązki wobec twórcy. Władza winna cieszyć się, gdy pojawiają się twórcy wybitni, wspierać  proces poszukiwania w społeczeństwie talentów.  Społeczeństwo dowiaduje się prawdy o sobie, dojrzewa, doskonali, zdobywa nową wiedzę nawet wtedy, gdy docierają do niego spostrzeżenia raniące je, niekiedy paraliżujące. To one zawsze kreują napięcie intelektualne, niezbędne dla duszy i umysłu widza, czytelnika, słuchacza, jak woda na pustyni.

Przyglądając się, jak bez ograniczeń, swobodnie rozwija się  dzieło stworzone przez wolny umysł, widz dostrzega, jak w odbiciu lustrzanym, siebie samego, czuje się wyzwolony, wolny od ograniczeń. Przecież, jak wiadomo, twórca nie będzie w stanie wydobyć z siebie pieśni, której lud nie zaśpiewa sam. Zamiast tego, władze wspierają prymitywne kłamstwo o człowieku, obrazy tego rodzaju zapełniają ekrany naszych telewizorów i kin. W rezultacie człowiek oddala się od siebie samego, takiego jakim jest, w całej swojej złożoności. Oto do czego prowadzą zamówienia państwowe.

Pan Pieskow nie spróbował nawet odnieść się do słów Rajkina, kiedy mówił on o koszmarnym postępowaniu niektórych ludzi zdolnych do tego, by publicznie niszczyć rzeźby i oblewać uryną fotografie. Tym samym potwierdził refleksję Konstantina Arkadjewicza [Rajkina} o tym, iż państwo woli tego wszystkiego nie zauważać. Przyczyna jest oczywista. Te rozmnażające się, jak króliki organizacje społeczne, ci niemoralni opiekunowie moralności, działają właśnie na zamówienie państwa, nawet wówczas, gdy ich obelgi miotane pod adresem twórców, wynikają ze szczerych przekonań. Właśnie dlatego, iż nasze dzisiejsze państwo zgłasza zapotrzebowanie na tego rodzaju produkt, chce kraju szarych średniaków, jednowymiarowego, izolacjonistycznego. Posłuszne stado ma być podstawą jego potęgi. Agresywni radykałowie zawsze świetnie wyczuwają tego rodzaju zapotrzebowanie.


Nie ich pieniądze, a nasze


A teraz o tym, co najbardziej zdumiało mnie w wypowiedzi Pieskowa. Prawdę powiedziawszy, już nie raz wcześniej, docierały do mnie słowa ministra kultury Medinskiego zawierające podobne stanowisko. Podobne rzeczy wygadywał jeszcze jeden bohater płomiennego wystąpienia Konstantego Rajkina, pan wiceminister Aristarchow. Naszej władzy brakuje poczucia moralności. Najlepiej ilustruje to jej przeświadczenie, iż pieniądze, jakimi rozporządza, są jej własnością. Ci ludzie z łatwością wyparli ze swej świadomości myśl prostą i oczywistą, iż nie są to ich pieniądze, a nasze. Wspólne. Zamawiają za nie swe agitki, a skonfiskowali  je u społeczeństwa.

Samo społeczeństwo, naród, jest wielką kopalnią myśli oraz oczekiwań - żadna władza nie jest w stanie ich rozpoznać. Pewnego razu, przyszło mi dyskutować na ten temat z panem Medinskim, zdumiało mnie wówczas, z jak szczerym przekonaniem, wierzy on, iż to oni dają nam pieniądze. Ta zwyczajna okoliczność, iż te pieniądze są w takim samym stopniu moje, jak i jego, w ogóle nie przyszła mu do głowy.

Komuś, kto miałby ochotę zamówić utwór u któregoś z artystów, chciałbym udzielić rady. Proszę sprzedać swój dom, albo samochód, a za otrzymane pieniądze, proszę zamówić spektakl. Albo dziesięć spektakli. Jeśli znajdą się chętni, a tacy znajdą się na pewno, pokażą wam na scenie, to co zechcecie zobaczyć. Jeśli jednak jesteście wykonawcami woli narodu, otrzymujecie wynagrodzenie z narodowej kasy, jeśli wciąż, tak jak i my pozostajecie obywatelami naszego kraju, starajcie się pomagać wolnym, niezależnym twórcom, nie przeszkadzajcie im. W końcu, niech i do was to dotrze, twórcy nie chcą waszych zamówień, nie chcą z wami ani spotykać się na kolacji, ani tańczyć.

I na zakończenie. Mój syn, dopiero co, obchodził swoje siódme urodziny. On nie wie, kim jest Putin. Mieszka w szczęśliwej krainie, która nazywa się dzieciństwo. Na razie jak mi się wydaje, nie ma powodu, by już teraz dowiadywał się kim jest Putin, albo Żyrinowski, co to takiego pakiet ustaw Jarowej, albo ustawy Miłonowa, lub Mizuliny. Od wielu lat nie mamy w domu telewizora. We wrześniu mój syn poszedł do pierwszej klasy. Gdy kończył się pierwszy tydzień nauki, na pytanie, jaki materiał przerabiali na lekcjach, odpowiedział: "W Moskwie jest Plac Czerwony, Kreml i ogród zoologiczny. A jeszcze mamy prezydenta Putina. Jest dobry, a my go kochamy". To właśnie jest zamówienie państwowe. Zamiast czystej, obiektywnej wiedzy, serwuje się ideologię. Razem z rozwiązywaniem szkolnych zadań, propagandę.

Lao Tzu mówił: najlepszym przywódcę będzie ten, o którym społeczeństwo zaledwie się domyśla, że istnieje. Nieco gorsi będą przywódcy żądający od narodu miłości i uniżonego szacunku. Jeszcze gorsi będą, ci których naród się boi. Istnieje także inny przekład tego tekstu, o wiele bardziej wyrazisty: "W państwie dobrobytu poddani nie znają imienia swojego przywódcy." Chodzimy wciąż w koło. Znane z przeszłości cienie podnoszą się i znów pogrążamy się w somnambulicznym śnie. W nim śni się nam nasz własny strach.

Tłum.: ZDZ

Tekst ukazał się w moskiewskiej gazecie "Kommersant": http://www.kommersant.ru/doc/3126654





*Andriej Zwiagincew (ur. 1964), wybitny rosyjski reżyser filmowy. Laureat licznych nagród, w tym "Złotego Lwa" na festiwalu w Wenecji. Do jego najbardziej znanych dzieł należą "Powrót" i "Elena" i "Lewiatan". 








Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com



Projekt "Media-w-Rosji" ma na celu umożliwienie czytelnikowi w Polsce bezpośredniego kontaktu z rosyjską publicystyką niezależną, wolną od cenzury. Publikujemy teksty najciekawszych autorów, tłumaczymy materiały najlepiej ilustrujące ważne problemy współczesnej Rosji. Projekt "Media-w-Rosji" nie ma charakteru komercyjnego.

poniedziałek, 23 maja 2016

Rosyjskie media: w żelaznych objęciach Kremla



W poradzieckiej Rosji życie dziennikarzy i mediów nigdy nie było łatwe. Choć zakres wolności słowa w czasach Borysa Jelcyna był bardzo szeroki media borykały się przede wszystkim z trudnościami o charakterze materialnym. Cenzura polityczna pojawiła się po objęciu rządów przez Władimira Putina. Pierwsza pod nóż poszła niezależna stacja telewizyjna NTV. Z czasem żelaznej kontroli poddano wszystkie federalne stacje telewizyjne. W mediach internetowych, w niektórych gazetach i magazynach udawało się zachować margines wolności, jednak od roku 2010 widoczne są coraz aktywniejsze starania Kremla, by narzucić mediom odpowiednia dyscyplinę. Publikowany na emigracji portal "Meduza" przygotował materiał odtwarzający głośne przypadki rozprawy z niezależnymi mediami, redaktorami i dziennikarzami jakie miały miejsce w okresie w Rosji ostatnich pięciu lat.




Dwanaście redakcji w ciągu pięciu lat. Zwolnienia redaktorów naczelnych, blokady, likwidacje. Jak władza reformowała rynek  środkow masowego przekazu.



13 maja 2016 roku zostali zwolnieni ze stanowisk szefowie szeregu redakcji wchodzących w skład "RBK", największego w Rosji niezależnego holdingu medialnego. Z wielu źródeł zorientowanych w sytuacji można usłyszeć, iż zwolnienia spowodowało niezadowolenie Kremla z publikowanych przez holding informacji. Szczególną irytację na górze wzbudziły publikacje na temat  najbliższej rodziny prezydenta Putina oraz dokumentów panamskich. Na znak solidarności ze zwolnionym kierownictwem wielu dziennikarzy i redaktorów zamierza porzucić holding, inni sygnalizują, iż pozostaną w pracy do chwili, gdy choć jedna przygotowana przez nich notatka zostanie zdjęta. "Meduza" przypomina najważniejsze przypadki nacisku o charakterze politycznym wywieranego na rosyjskie media od chwili rozpoczęcia prezydenckiej kampanii wyborczej w 2011 roku. Z naszych obliczeń wynika, iż było ich ponad 10. 




Redakcja portalu lenta.ru. Do czasu zwolnienia redaktor naczelnej Galiny Timczenko lenta uważana była za najlepsze rosyjskie internetowe wydanie informacyjne. 




Artykuł portalu Meduza.io


Maj 2016 roku: "RBK"

Co się wydarzyło?
Nacisk ze strony Kremla doprowadził do tego, iż redakcję "RBK" opuściło trzech wiodących redaktorów (rzecznik prasowy prezydenta Rosji Dmitrij Pieskow temu zaprzecza): redaktor odpowiedzialny połączonych redakcji Jelizawieta Osetinskaja, redaktor naczelny "RBK" Roman Badanin, oraz redaktor naczelny gazety "RBK" Maksim Solus. W ślad za nimi, gotowość do odejścia zgłosili kierownicy wielu wydziałów oraz poszczególni dziennikarze. Wszyscy pracują w holdingu do 30 czerwca.

Rezultaty:
Na razie nie są znane. Nie jest jasne, kto w przyszłości stanie na czele RBK. Trudno odgadnąć, jaką część redakcji uda się zachować. Trudno przewidzieć, jak ułożą się stosunki nowego szefa "RBK" z Kremlem oraz głównym akcjonariuszem, właścicielem grupy "Oneksim", oligarchą Michaiłem Prochorowem. Odchodząc ze stanowiska Maksim Solus przypomniał, iż tuż przed uderzeniem w redakcje "RBK" wszczęto postępowanie śledcze w stosunku do osób zajmujących kierownicze stanowiska w pionie finansowym holdingu. Zarzuca się im malwersacje. W związku z tym, jak się wydaje, prawdopodobieństwo, iż cała historia zakończy się pomyślnie dla MIchaiła Prochorowa jest niewielkie.


Styczeń 2016 roku: "Forbes"

Co się wydarzyło?
W związku z wejściem w życie ustawy ograniczającej udziały inwestorów zagranicznych w rosyjskich środkach masowego przekazu, koncern Axel Springer stanął wobec konieczności znalezienia chętnych do zakupu magazynu "Forbes" i pozostałych należących doń rosyjskich aktywów. Rozmowy trwały wiele miesięcy i zakończyły się w końcu 2015 roku.

Na początku ustalono, iż 20% akcji "Axel Springer Russia" pozostanie własnością dotychczasowej dyrektor generalnej firmy Reginy von Fleming. Oznaczałoby to, iż udałoby się zachować ciągłość w działalności wydawnictwa. A jednak transakcja nie doszła do skutku, nabywcą 100% akcji został biznesmen Aleksander Fiedotow.  "Meduza" dysponuje informacjami, iż Fiedotow od razu zaczął wtrącać się do polityki redakcyjnej, domagał się zdejmowania określonych materiałów. Redaktor naczelny magazynu "Forbes" Elmar Murtazajew próbował się przeciwstawiać, jednak już wkrótce, w połowie stycznia 2016 roku odszedł z pisma "na własną prośbę"

Rezultaty:
Stanowisko Murtazajewa zajął Nikołąj Uskow, do tej pory nie miał on żadnego doświadczenia z pracy w magazynie poświęconym biznesowi. Uskow oświadczył od razu, iż "Forbes" nie będzie zajmować się polityką, choć pozostanie pismem "sprawiającym kłopoty". Jak zmienił się "Forbes" pod kierownictwem Uskowa, zobaczymy w ciągu najbliższych kilku miesięcy, gdy ukaże się choćby kilka numerów przygotowanych pod jego kierownictwem.

Sierpień 2015 roku: "Rosyjska Grupa Medialna"

Co się wydarzyło?
Latem 2015 roku założyciel fundacji "Federacja", producent Władimir Kisieliow zaproponował Władimirowi Putinowi, iż stworzy w Rosji patriotyczny holding medialny. Dla realizacji projektu zaplanowano połączenie kilku stacji telewizyjnych z aktywami "Rosyjskiej Grupy Medialnej" (Russkoje radio, HIT FM, radio Maximum, DFM, Monte Carlo oraz stację telewizyjną Ru.tv). Ustalono, iż należąca do holdingu "IFD Kapitał" Leonida Fieduna "Rosyjska Grupa Medialna" zostanie sprzedana po cenie niższej od rynkowej, zaś nabywcą będzie  przedsiębiorstwo "Goskoncert" (podporządkowane Ministerstwu Kultury). Przeciwko tej transakcji zaprotestowało kierownictwo "Rosyjskiej Grupy Medialnej", a także liczni producenci oraz muzycy. Powołano do życia konsorcjum prywatne złożone z menedżerów grupy, szeregu producentów i artystów, które zaproponowało, iż wykupi jej  aktywa. Jednak propozycja została odrzucona. W sierpniu w grupie pojawił się nowy dyrektor generalny. Na swoim stanowisku utrzymał się przez tydzień, potem odszedł skarżąc się na podejmowane przez Ministerstwo Łączności próby mieszania się do polityki redakcyjnej.

Rezultaty:
Jesienią 2015 roku wielu pracowników, w tym znaczna część zespołu redakcyjnego  radiostacji "Russkoje Radio," postanowiło odejść z pracy. W listopadzie 2015 roku niektórzy z nich utworzyli "Nowoje Radio". Jednak do chwili obecnej nie doszło do zakupu przez Goskoncert "Rosyjskiej Grupy Medialnej". W kwietniu gazeta "Wiedomosti" poinformowała, iż struktury Władimira Kisieliowa otrzymały kredyt w wysokości 3 miliardów rubli przeznaczony na jej zakup.


Luty 2015 roku: TV2 z Tomska

Co się wydarzyło?
Już w końcu 2014 roku jednej z najstarszych w Rosji niezależnych stacji telewizyjnych zaczęło grozić zamknięcie. W grudniu 2014 roku znajdujące się w Tomsku Obwodowe Centrum Radiowo-Telewizyjne podjęło jednostronną decyzję o zerwaniu umowy na nadawanie jej sygnału. Na początku 2015 roku stacja zaprzestała nadawania w sieciach kablowych. W Tomsku zorganizowano demonstrację z poparciem dla niej, dla widzów było oczywiste, iż zamknięcie TV2 wynika z jej niezależnej polityki redakcyjnej.

Rezultaty:
4 lutego 2015 roku pracownicy TV2 ogłosili zbiórkę pieniędzy potrzebnych, by można było kontynuować nadawanie w Internecie. Tego też dnia pojawiła się informacja, iż Fundacja "Srieda" udzielająca wsparcia rosyjskim mediom przyznała stacji TV2 grant w wysokości 7,5 miliona rubli. Obecnie Agencja Informacyjna TV2 prowadzi działalność, publikując kilka portali internetowych, w sieci także publikowany jest content video.


Grudzień 2014 roku: "Russkaja Planieta"

Co się wydarzyło?
Nieoczekiwanie, tego samego dnia, właściciele portalu "Russkaja Planieta" ogłosili wiadomość o zwolnieniu redaktora naczelnego Pawła Priannikowa i o mianowaniu jego następcy. Redakcję poinformowano , iż współpracownicy "Russkiej Płaniety" nie spełniają oczekiwań i że dlatego magazyn czeka reforma zgodna z koncepcją właścicieli.  Portal "Russkaja Płanieta" był finansowany przez korporację budowlaną "Morton". Priannikow stworzył jedno z najbardziej samodzielnych rosyjskich wydawnictw. Razem z nim odeszła znaczna część zespołu redakcyjnego. Pracownicy redakcji uznali, iż zmiana na stanowisku redaktora naczelnego jest wyrazem presji wywieranej przez właściciela, by całkowicie zmienić  kształt polityki redakcyjnej.

Rezultaty:
Z "Russkiej Płaniety" odeszło wielu dziennikarzy, kształt portalu zmienił się zasadniczo, teraz jest on wydawnictwem patriotycznym publikującym artykuły o zaletach rosyjskiego uzbrojenia, felietony Edouarda Limonowa, gniewne polemiki z opozycją. Po odejściu z "Russkoj Płaniety" Paweł Priannikow wraz z grupą kolegów znalazł pracę w portalu "Lenta.ru". Swego czasu, w podobny sposób, pozbawiono tu pracy redaktora naczelnego, Galinę Timczenko. Jednak w końcu Priannikow wylądował na stanowisko redaktora naczelnego projektu "Takije dieła".


Sierpień 2014 roku: REN TV

Co się wydarzyło?
1 sierpnia 2014 roku ogłoszono wiadomość o likwidacji programu "Tydzień z Marianną Maksymowską". Był to jeden z ostatnich obiektywnych programów analitycznych emitowanych przez rosyjską telewizję ( i jak potwierdzały to dane TNS jeden z najbardziej popularnych programów REN TV). Właściciele stacji nie poinformowali, z jakich powodów zdecydowali się na likwidację programu.

Rezultaty:
Po zamknięciu "Tygodnia" Maksymowska pozostała w REN TV na stanowisku zastępcy redaktora naczelnego. Jednak już w grudniu 2014 roku porzuciła stację. Upłynął jakoby termin jej kontraktu. Od 2015 roku Maksymowska zajmuje stanowisko wiceprezydenta w grupie przedsiębiorstw "Michajłow i partnerzy". Okno antenowe "Tygodnia z Maksymowską" zajmuje teraz program "Dobrow na antenie", opowiada on o głównych tematach mijającego tygodnia z punktu widzenia "zwykłego obywatela".


Marzec 2014 roku: "Grani.ru"

Co się wydarzyło?
13 marca 2014 roku na podstawie decyzji Prokuratury Generalnej opozycyjny portal "Grani.ru" został zablokowany. Jak wyjaśniono, przyczyną była publikacja sprzecznych z prawem wezwań do udziału w masowych demonstracjach organizowanych niezgodnie z przepisami. "Grani.ru" okazały się pierwszym portalem zablokowanym na terytorium Rosji, równocześnie agencja Roskomnadzor podjęła decyzję o wprowadzeniu ograniczeń w dostępie do portali "kasparov.ru" i "ej.ru". Decyzję podjęto tego samego dnia, w obu wypadkach jej uzasadnienie było identyczne.

Rezultaty:
Jeszcze przed ogłoszeniem blokady, sytuacja finansowa portalu "Grani.ru" była trudna. Jednak wciąż kontynuuje on działalność. Na górze strony publikowana jest instrukcja, w jaki sposób można ominąć  blokadę wydawnictw internetowych. "Grani", tak jak i dawniej, publikują materiały na temat wydarzeń bieżących, portal zajmuje się przede wszystkim polityką, jego stanowisko jest zdecydowanie opozycyjne.


Marzec 2014 roku: "Lenta.ru"

Co się wydarzyło?
12 marca 2014 roku, tuż przed aneksją Krymu, wiodący akcjonariusz korporacji "Afisza-Rambler-SUP" Aleksander Mamut podjął decyzję o zdymisjonowaniu redaktora naczelnego portalu "Lenta.ru", Galiny Timczenko. Mamut uzasadnił swoją decyzję ostrzeżeniem ze strony agencji "ROSKOMNADZOR". Wydano je  z powodu odnośnika znajdującego się w opublikowanym  przez portal wywiadzie z jednym z przywódców ukraińskiego, nacjonalistycznego ugrupowania "Prawy Sektor" (zakazanego w Rosji). Na znak solidarności z Timczenko z redakcji odeszło ponad 80 pracowników portalu. Z pracy zrezygnowała praktycznie cała redakcja. Odchodzący opublikowali list otwarty, w którym zwolnienie redaktor naczelnej nazwali aktem cenzury naruszającym przepisy ustawy o mediach. Na stanowisko szefa portalu "Lenta.ru" powołano Aleksieja Goresławskiego, wcześniej byłego redaktora naczelnego pro kremlowskiej gazety "Wzgliad". Od pewnego czasu pracował w korporacji Rambler, odpowiadając za kontakty s instytucjami państwowymi.

Rezultaty:
Po odejściu z portalu "Lenta.ru", jego byli pracownicy założyli szereg różnych wydań, takich jak "N+1", "Meduza", agencja "Mochnatyj Syr". Niektórzy dziennikarze znaleźli pracę w takich instytucjach medialnych, jak "Forbes", "RBK", "Wiedomosti", "Arzamas" oraz w różnych innych. Na początku 2016 roku Aleksiej Goresłóawski został mianowany na stanowisko dyrektora wykonawczego do spraw mediów w grupie Rambler & Co. Redaktorem naczelnym "Lenta.ru" został dotychczasowy zastępca Goresławskiego Aleksander Biełonowski, który znalazł się w redakcji po odejściu z "RBK" (po jej poprzedniej reorganizacji).


Styczeń 2014 roku: stacja telewizyjna "DOŻD'"

Co się wydarzyło?
Pretekstem do ataku na "TV DOŻD'" stała się opublikowana na portalu stacji ankieta dotycząca blokady Leningradu w czasie wojny. Widzów poproszono o odpowiedź na pytanie "Czy należało poddać miasto, by uratować setki tysięcy istnień ludzkich?" Najpierw wiodący operatorzy telewizji kablowej (NTV+, AKADO, Dom.ru i inni) wyłączyli sygnał "TV DOŻD'". Większość z nich uzasadniała swoją decyzję niezadowoleniem ze strony widzów. Jednak dyrektor generalna stacji Natalia Sindiejewa wyjaśniła, iż większość operatorów podjęła decyzję po otrzymaniu odpowiednich dyspozycji z góry, przyznawali się do tego podczas prywatnych rozmów. Według Sindiejewej atak na stację nie był związany z ankietą dotyczącą Leningradu, a z programem na temat dacz należących do zajmujących wysokie stanowiska urzędników.

Rezultaty:
Stacja została zmuszona do zmiany swego modelu biznesowego. W konsekwencji wprowadzono płatny abonament dla widzów oglądających program w Internecie. Wiosną 2014 roku poinformowano o redukcji wynagrodzeń wszystkich pracowników. Przyjęta w tym samym roku ustawa o zakazie umieszczania reklamy w pobierających opłatę abonamentową stacjach telewizyjnych dodatkowo skomplikowała pracę "TV DOŻD'". W końcu roku stację usunięto z zajmowanych przez nią pomieszczeń w kompleksie biurowym "Krasnyj Oktiabr". A jednak "TV DOŻD'" kontynuuje swoją działalność. Od 2015 roku program nadawany jest ze studia znajdującego się na terenie dawnej fabryki "Flakon".

Grudzień 2013 roku: "RIA Nowosti"

Co się wydarzyło?
9go grudnia opublikowano dekret prezydenta Rosji Władimira Putina likwidujący nieoczekiwanie największą rosyjską agencję informacyjną. Teraz, opierając się na zrębach starej agencji, państwo będące jej właścicielem postanowiło powołać do życia nową strukturę. Szef prezydenckiej administracji Siergiej Iwanow tak sformułował zadania nowej instytucji medialnej: "Winna ona tłumaczyć światu, iż Rosja prowadzi samodzielna politykę i stanowczo występuje w obronie swoich interesów narodowych." Nowa organizacja otrzymała nazwę "Rossija siegodnia". Na stanowisko dyrektora generalnego powołano rosyjskiego propagandystę telewizyjnego Dmitrija Kisieliowa. Stanowisko redaktora naczelnego powierzona szefowej telewizji "Russia Today" Margaritcie SImonian.

Rezultaty:
Przekształcenia w "RIA NOWOSTI", najbardziej innowacyjnej rosyjskiej instytucji medialnej należącej do państwa doprowadziły do utraty znacznej części sieci korespondenckiej, wiele projektów zlikwidowano, wielu pracowników utraciło pracę. Niektóre wydania RIA ("RAPSI"," INOSMI") zachowano jako oddzielne instytucje. W dalszym ciągu funkcjonuje portal "Ria.ru", jednak utracił on samodzielność i nie jest dziś niczym więcej, jak tylko dodatkiem do agencji "Rossija Siegodnia". Na początku 2016 roku ostatni redaktor naczelny dawnego "RIA Nowosti" Swietłana Mironiuk została powołana na stanowisko dyrektora departamentu marketingu i informacji Sbierbanku.


Wrzesień 2013 roku. "Gazeta.ru"

Co się wydarzyło?
Tuż przed wyborami do parlamentu w 2011 roku stanowisko zastępcy redaktora naczelnego portalu "Gazeta.ru" opuścił Roman Badanin. Podjął on decyzję o rezygnacji, gdy kierownictwo portalu postanowiło usunąć z niego banner informujący o wspólnym projekcie realizowanym z pozarządową organizacją "Gołos". W jego ramach czytelnicy portalu nadsyłali do redakcji informacje o zauważonych przez nich podczas kampanii wyborczej naruszeniach obowiązujących przepisów. Redaktor naczelny "Gazety.ru" Michaił Kotow poinformował, iż decyzja ta miała przede charakter biznesowy, miejsce po bannerze miała wypełnić płatna reklama. Z kolei szef Domu Wydawniczego "Kommersant" Demian Kudriawcew (w tamtym okresie "Gazeta.ru" tworzyła z "Kommersantem" wspólny holding) powiedział, iż źródłem konfliktu była odmowa Badanina, by umieścić na portalu reklamę partii "Jedna Rosja".

Rezultaty:
Po wyborach 2012 roku holding SP Media będący właścicielem portalu "Gazeta.ru" przeszedł pod pełną kontrolę biznesmena Aleksandra Mamuta. W marcu 2013 roku z portalu odszedł Michail Kotow, na jego miejsce przyszła Swietłana Łopajewa związana z gazetą.ru od 2007 roku. Po kilku miesiącach właściciele postanowili zamienić i ją, stanowisko redaktora naczelnego powierzono byłej pracownicy gazety "Izwiestia" i agencji "RIA Nowosti "Swietłanie Babajewej. O tej nominacji ogłoszono we wrześniu 2013 roku, jednak już wówczas w portalu niemal całkowicie uległ zmianie skład działu "Polityka", odeszło także wielu innych pracowników zaangażowanych w informowanie o kampaniach wyborczych z lat 2011 i 2012.

Grudzień 2011 roku: "Kommersant"

Co się wydarzyło?
16 grudnia 2011 z Domu Wydawniczego "Kommersant" zwolniono Maksyma Kowalskiego, wieloletniego redaktora naczelnego tygodnika "Kommersant-Włast'". Jego dymisję uzasadniono publikacją fotografii karty wyborczej, na której obok nazwiska Władimira Putina znajdowało się słowo o charakterze niecenzuralnym. Z ostrą krytyką wystąpił właściciel "Kommersanta" oligarcha Aliszer Usmanow oraz dyrektor Domu Wydawniczego Demian Kudriawcew. Pracownicy "Kommersanta" wystąpili z listem otwartym z poparciem dla Kowalskiego, określając jego zwolnienie "akcją zastraszania".

Rezultaty:
Jak się okazało zwolnienie Maksyma Kowalskiego nie było ostatnim tego rodzaju wydarzeniem w historii Domu Wydawniczego "Kommersant". Pod naciskiem Aliszera Usmanowa (i według informacji nieoficjalnych pod naciskiem Kremla) dwukrotnie, w 2012 i 2013 roku, zmuszano do dymisji redaktorów naczelnych radiostacji" Kommersant FM". W 2012 roku z "Kommersanta" odszedł Demian Kudriawcew. Od tamtej pory zmiany personalne w wydawnictwie zdarzają się regularnie. W 2014 roku dyrektorem generalnym została mianowana Maria Komarowa (jak mówiono, była ona protegowaną zastępcy szefa kremlowskiej administracji Wiaczesława Wołodina). W 2016 jej miejsce zajął Władimir Żełonkin, były szef grupy medialnej "Zwiezda". "Kommersant" w dalszym ciągu pozostał jednym z większych holdingów medialnych Federacji Rosyjskiej, jednak coraz bardziej jego wydawnictwom stawia się zarzuty, iż publikowane w nich informacje o opozycji są redagowane, lub wręcz usuwane. Słyszy się o publikowaniu artykułów na zlecenie, lub o przemilczaniu tematów mogących sprowokować niezadowolenie władz.


Tłumaczenie: Zygmunt Dzięciołowski

Oryginał ukazał się na emigracyjnym, publikowanym w stolicy Łotwy Rydze portalu Meduza.io:
https://meduza.io/feature/2016/05/17/12-redaktsiy-za-pyat-let





Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com





Projekt "Media-w-Rosji" ma na celu umożliwienie czytelnikowi w Polsce bezpośredniego kontaktu z rosyjską publicystyką niezależną, wolną od cenzury. Publikujemy teksty najciekawszych autorów, tłumaczymy materiały najlepiej ilustrujące ważne problemy współczesnej Rosji. Projekt "Media-w-Rosji" nie ma charakteru komercyjnego.





czwartek, 23 lipca 2015

Zemsta upokorzonej biurokracji



Dla warstwy ludzi wykształconych życie w poradzieckiej Rosji nigdy nie było szczególnie komfortowe. Jednak jajogłowi we własnej niszy mogli poświęcać się ukochanej pasji, pisali książki, prowadzili badania, reżyserowali filmy i spektakle. Te czasy odeszły do przeszłości. Nauka i kultura są celem świadomego ataku ze strony dyszącej żądzą rewanżu biurokracji. Grozi nam coraz większa ucieczka mózgów - alarmuje Dmitrij Trawin, profesor ekonomii na Uniwersytecie Europejskim w St. Petersburgu. Władze nie będą z nią walczyć. W obecnej sytuacji zależy im bardziej na uciszeniu jajogłowych, niż na wspieraniu działalności twórczej.



Autor: Dmitrij Trawin 





Dla rosyjskiej klasy kreatywnej nastały czasy szczególnie trudne. 




"Zewsząd słyszymy jęki. Ze wszystkich końców naszego ogromnego kraju dochodzą wołania o pomoc". Te słowa Ostapa Bendera pokazują dobrze, jak mają się sprawy w dzisiejszej Rosji. Ale to nie wołają dzieci ulicy, a osieroceni intelektualiści reprezentujący różne dyscypliny.

Dawno nie mieliśmy w naszym kraju do czynienia z równie silnym atakiem na naukę, kulturę, system ochrony zdrowia i oświatę.


Nowa polityka kulturalna


W Moskwie słychać jęki lekarzy z reorganizowanych szpitali. W Petersburgu likwidacja grozi najstarszemu czasopismu literackiego, choć potrzeba niewielkiej, groszowej dotacji państwowej, by zapewnić mu byt. W kinematografii swoje porządki zaprowadza minister kultury, obiecując, iż wstrzyma dotacje na filmy  przedstawiające "raszkę-gawniaszkę" (jak sam wyraził się kulturalnie). Nie będzie pieniędzy na "Martwe dusze", "Salę numer sześć", "Historię jednego miasta", "Archipelag Gułag", "Opowiadania kołymskie", itp. W wielu wyższych uczelniach rośnie obciążenie wykładowców. W obecnych warunkach przestają być naukowcami, zamieniają się belfrów, nie mają czasu, by czytać nawet podstawową literaturę naukową. O nauczycielach, o ich przeciążeniu biurokratyczną pisaniną jeszcze jeden raz pisać nie ma sensu. To samo z kwestią finansowania muzeów i bibliotek, wylano już na ten temat morze atramentu. Mamy tu do czynienia nie z oddzielnymi zjawiskami odzwierciedlającymi poglądy naszych ministrów, kultury Władimira Medyńskiego i szkolnictwa Dmitrija Liwanowa, a z określoną prowadzoną świadomie polityką.

Nie trudno odgadnąć, iż wynika ona w głównej mierze z katastrofalnej sytuacji finansowej państwa z kurczącą się gospodarką, które bez względu na okoliczności, stara się równocześnie podnosić wydatki na zbrojenia. Ale jeśli kwestię tę przeanalizować, to okaże się, iż mamy do czynienia nie tylko z problemami o charakterze ekonomicznym. Równie ważne jest zjawisko zaostrzenia się wzajemnych stosunków między społeczeństwem, a inteligencją. Spróbujmy wyrazić się precyzyjniej, po jednej stronie barykady widać biurokrację z przemysłem, po drugiej kulturę i naukę.

Istota reform rynkowych postulowanych przez środowiska intelektualne u zmierzchu władzy radzieckiej polegała na tym, by zmusić naszą gospodarkę by zaprzestała nieróbstwa, by zabrała się do roboty w pocie czoła i produkowała potrzebne konsumentowi towary. Nie dałeś rady - bankrutujesz, równocześnie tracisz wynagrodzenie i miejsce pracy. Podobne żądania intelektualiści formułowali pod adresem biurokracji, domagano się redukcji części aparatu, Pozostali winni byli zaprzestać przekładania papierów, zająć się pracą mierzoną wynikami. W swoim czasie podjęto nawet próbę przeprowadzenia reformy administracji, jednak jej rezultaty okazały się praktycznie zerowe.

Ale równocześnie część warstwy wykształconej zapragnęła by jej życie regulowały inne zasady. Nauka akademicka chce zajmować się interesującymi ją problemami i oczekuje, iż państwo będzie ją wspierać. Nauka nie przejmuje się, czy uzyskiwane przez nią wyniki będą opłacalne. Uczonym z uniwersytetu zależy na twórczych kontaktach ze studentami i na jak najmniejszej ilości formalnych obowiązków. Potrzebują masy wolnego czasu, by w spokoju pracować nad programem prowadzonych przez siebie zajęć obejmujących interesujące ich zagadnienia. Inteligencja twórcza pragnie tworzyć filmy, inscenizować spektakle nie dla milionów widzów, tym potrzebna jest strzelanina, pościgi i seks, ale dla przygotowanego, wybranego odbiorcy niezdolnego z kolei do zapewnienia, by twórczość tego rodzaju była opłacalna. Szkoła i medycyna, rzecz jasna, w mniejszym stopniu domagają się swobody twórczej na koszt państwa, jednak nie rezygnują z postulatu bezpłatnej oświaty i bezpłatnego systemu ochrony zdrowia. W istocie i one chcą otrzymywać pieniądze z budżetu i nie widzą potrzeby powiązania wydatków z konkretnymi rezultatami.

Trudno się dziwić, iż w umysłach wielu urzędników zajmujących wysokie stanowiska już dawno pojawiła się myśl, iż jajogłowych także należałoby poddać większej dyscyplinie. Proszę bardzo, popatrzcie, wciąż wywierają na nas presję, choć z ich działalności budżet nie ma żadnego pożytku. Płacone przez nich podatki to zaledwie niewielka część przyznawanych im dotacji. W dodatku ludzie ci nie musza się rozliczać przed społeczeństwem z jakichś precyzyjnie określonych obowiązków.


Rewanż za upokorzenia


Obecny kryzys finansowy stworzył warunki pozwalające na to, by owe skrywane do tej pory myśli lęgnące się w mózgach naszej biurokracji doczekały się realizacji. Z formalnego punktu widzenia, nikt rzecz jasna nie powie, iż oto dokonuje się akt zemsty na intelektualistach wcześniej forsujących reformy i zmiany. I że jest on rewanżem za wszelkie upokorzenia doznawane przez urzędników i doświadczonych działaczy gospodarczych. A jednak surowość rozprawy z nauką i kulturą świadczą o poczuciu prawdziwej satysfakcji odczuwanej przez rządowych "reformatorów". Widzimy także wyraźnie, iż społeczeństwo, choć bywa od czasu do czasu adresatem apeli ze strony lekarzy, profesorów i reżyserów filmowych ma cierpienia jajogłowych w wielkim poważaniu.






Strategia władzy wobec obcej jej duchowo warstwy wykształconych inteligentów jest prosta. Wszystko to, co da się poddać zasadom rynku będzie skomercjalizowane. Tam gdzie osiągnięcie opłacalności będzie niemożliwe wobec inteligencji zostaną sformułowane rygorystyczne oczekiwania. Żadnego chleba z masłem i miodem. Opracowywanie programów i wszelkiego rodzaju sprawozdawczość zajmą teraz wykładowcom więcej czasu, niż same wykłady. Czytanie książek w czasie pracy uznane zostanie za niedopuszczalny kaprys. Czy takie podejście jest sprawiedliwe? Ogólnie rzecz biorąc, zapewne tak. Jak to się mówi, o co walczyliście, to i zdobyliście. Socjalizmu już dawno nie ma. Jak mówi Putin, "jeśli będziemy żuć gile z nosa, to przez lata nie zmienimy niczego."

Mamy tylko jedną biedę. Jak mówią ekonomiści, sprawiedliwość nie zawsze dogaduje się z efektywnością. Często zdarza się, że powstają między nimi sprzeczności.

W Ameryce, choć rynek w niej gra decydującą rolę, od dziesiątków lat państwo i prywatni sponsorzy przeznaczają ogromne sumy na rozwój nauki, także tej nie przynoszącej bezpośredniego zysku. Amerykanie dysponują czasem na badania, wystarcza im pieniędzy na podróże w celach naukowych i na konferencje. W rezultacie, nawet w rosyjskich księgarniach, 70 procent porządnych książek z takich dziedzin, jak historia, ekonomika, historia, to przetłumaczone z angielskiego prace amerykańskich profesorów. Nie znajdziecie na tych półkach produktów rodzimych zastępujących import.


Ucieczka mózgów


Przez ostatnich 15 lat w USA pisze się o rozwoju tak zwanej "klasy kreatywnej". Należy do niej spora liczba intelektualistów. Prowadzą oni niezależny, swobodny obraz życia. Zajmują się tym, co ich interesuje. Nie są skrępowani rygorystycznymi obowiązkami. To właśnie klasa kreatywna tworzy wartości, potem rodzą się z nich miliony. Jednak nie dzieje się tak na skutek urzędniczych rozporządzeń. Nie najważniejsze jest pragnienie rychłego wzbogacenia się. Najważniejsza jest działalność twórcza, wszystko inne jest "produktem ubocznym".

Nasza klasa kreatywna jest niewielka. To właśnie jej przedstawiciele stanowią większość rosnącej z dnia na dzień fali emigracji na Zachód. Zmiany przeprowadzane obecnie w nauce i w kulturze oznaczają, iż strumień emigracji będzie się zwiększał. Choć brakowało jej wolności obywatelskich Inteligencja pozostawała w Rosji, wystarczyło, iż intelektualiści byli odpowiednio wynagradzani i że  nie brakowało im możliwości, by zajmować się pracą twórczą. Dziś powstrzymywać ich przed wyjazdem będzie zaledwie naturalne dla ludzi pragnienie, by żyć we własnej ojczyźnie. Jednak od pewnego momentu i ono przestaje hamować ucieczkę mózgów.

Ta sytuacja w zasadzie powinna niepokoić władze. Emigracja klasy kreatywnej komplikuje rozwój gospodarki. W XXI wieku jeden intelekt twórczy zapewnić może więcej podatków niż tysiąc spracowanych rąk. Ale władze rosyjskie nie widzą tu problemu. Nasz system finansowy opiera się, nie na szerokim rozwoju przedsiębiorczości, ale na dochodach branży naftowej. Kreml nie potrzebuje intelektualistów. W obecnej sytuacji politycznej i gospodarczej są oni raczej źródłem problemów, niż korzyści. Władzy zależy na ograniczeniu protestów inicjowanych przez jajogłowych bardziej, niż na rozwijaniu działalności twórczej. Nie widzę szans na zmiany, jak długo nasze władze zachowają obecny kształt.



Tłumaczenie: Zygmunt Dzięciołowski





Oryginał ukazał się na łamach petersburskiego portalu fontanka.ru: 





*Dmitrij Travin, ekonomista, publicysta, profesor Uniwersytetu Europejskiego w St. Petersburgu, dyrektor Ośrodka Studiów nad Procesami Modernizacji. Członek opozycyjnego Komitetu Inicjatyw Obywatelskich powołanego do życia przez bylego ministra finansow Aleksieja Kudrina.









Przebudzenie Rosji: scenariusze


W rosyjskich środowiskach liberalnych panuje przekonanie, iż po piętnastu latach rządów Władimira Putina Rosja pogrąża się w zastoju. Przestała rozwijać się gospodarka, zostały zerwane liczne więzi łączące ją ze światem zewnętrznym.  Nie są wprowadzane żadne nowe, potrzebne reformy. Dmitrij Trawin, ekonomista i publicysta z Uniwersytetu Europejskiego w St. Petersburgu zastanawia się, jak długo jeszcze sytuacja ta będzie trwać. Chłodna analiza prowadzi go do wniosku, iż przebudzenie Rosji związane będzie ze zmianą pokolenia rządzących. Za 15-20 lat.



Projekt „Żyrinowski”: jak długo jeszcze?

 

W wielkiej polityce pojawił się  w czasach radzieckich. Władimir Żyrinowski jest jedynym politykiem z tamtych czasów, który przetrwał do dziś. Niedawne skandale z jego udziałem postawiły jednak pod znakiem zapytania jego dalszą karierę. Tym bardziej, iż nacjonalistyczny elektorat Żyrinowskiego przechodzi stopniowo na stronę prezydenta Putina. Dymtrij Trawin uważa jednak, iż stary mistrz populistycznego PR nie da się jeszcze wysłać na emeryturę.





Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com







poniedziałek, 15 grudnia 2014

Telewizja „DOŻD’”: ten deszcz wciąż jeszcze pada.



Kilka lat temu, kiedy zakładała swoją wymarzoną stację telewizyjną Natalii Sindiejewej spodobala się nazwa „DOŻD’”. Po polsku deszcz. Jest w niej coś optymistycznego, woda oznacza życie. Dzięki świetnemu zespołowi dziennikarzy TV DOŻD’ zdobył serca widzów. Jest jedyną w Rosji stacją telewizyjną wolną od cenzury. Na antenie występują przedstawiciele opozycji, nie ma na niej miejsca dla kłamstwa o kryzysie ukraińskim.


 

Od wielu miesięcy stacja jest celem ataku inicjowanego przez władze. Po utracie ostatniego studia przeniosła się do prywatnego mieszkania w centrum Moskwy. Reporterka opozycyjnej „Nowej Gaziety” opowiada jak wygląda realizacja programu telewizyjnego z zaimprowizowanego studia i jakich cudów dokonywać muszą pracownicy, by nie przerwać nadawania.
 


Autor: Natalia Zotowa




 

Reżyserkę oddzielają od studia cienka ściana i szklane drzwi. 




Zapuszczona klatka schodowa, winda ze starych czasów radzieckich z wciśniętymi na zawsze przyciskami, na piętrze dziecięce wózki i rower. Sąsiedzi na razie nie orientują się, że do ich klatki schodowej wprowadziła się prawdziwa stacja telewizyjna. W korytarzu wszystkim odwiedzającym wydawane są ochraniacze na buty. Szeptem proszeni są, by przestawili telefony komórkowe na tryb bez sygnału. Przechodząc dokądkolwiek, należy zachować ciszę i spokój, z salonu prowadzona jest transmisja na żywo. Od czasu do czasu jednak, w korytarzu coś spada na podłogę, technicy wybiegając wtedy z reżyserki demonstrują pełen irytacji wyraz twarzy.

Podłogi do wymiany

- „Tutaj albo trzeba wymienić podłogi, albo w studiu założyć izolację” – mówi Iwan, operator dźwięku. Już wkrótce przywiozą ekrany akustyczne, to pozwoli nam wyeliminować efekt echa słyszalny przez widzów. Na razie, nasze zadanie polega na tym, by widzowie bez zakłóceń słyszeli choćby słowa prowadzących. Z dźwiękami dochodzącymi z zewnątrz niczego zrobić się nie da. Jakaś przebudowa w mieszkaniu nie jest możliwa, to nasza tymczasowa przystań, trzeba je będzie zwrócić właścicielowi w idealnym stanie.

„DOŻD’” nadaje z mieszkania już kolejny dzień. Trzeba było się tu wprowadzić w okolicznościach nadzwyczajnych, gdy stację zmuszono do wyprowadzenia się z redakcji magazynu „SNOB”. Innego miejsca w Moskwie, nękanej przez władze stacji telewizyjnej, znaleźć się nie udało. „Największy wyczyn – mówią pracownicy – mają na koncie nasi inżynierowie. Przez całą dobę nie wychodzili z mieszkania, montowali sprzęt konieczny do prowadzenia programów na żywo” Pracowali z niewiarygodną szybkością (ilość sprzętu trzeba było zmniejszyć o jedną trzecią, w mieszkaniu nie mieści się pełen komplet). A tak w ogóle mieszkanie wymagało sporej adaptacji. W przestronnej łazience urządzono pomieszczenie do makijażu, w kącie reżyserki stoi pianino, nadaje się jako podstawka dla drobnej aparatury.

- „Wszystko tu jest improwizacją. Tak się tego nie robi. Gdy się pojawia jakiś problem, rozwiązanie wymyślamy natychmiast sami.” – opowiada Iwan.


Na antenie Michail Kozyriew (z lewej): "Zaczynamy nasz   Telemieszkalnik". 




Nie wszyscy mieszkancy orientują się, że ich sąsiadem zostala prawdziwa stacja telewizyjna. 





Haczyki do bielizny

- Ściany w mieszkaniu były pomalowane na beżowo, taki kolor nie nadaje się do telewizji, zlewa się z kolorem twarzy.” – tłumaczy operator Wolodia. „Korzystamy z odpowiednich lamp, zamieniamy go w biały. Jasne światła na dzień przyklejamy do ściany taśmą klejącą. Po zakończeniu programu odklejamy je. Na ich miejsce instalujemy reflektory, niebieskie przesłony mocujemy na nich przy pomocy haczyków do bielizny. Taki niebieski odcień na ścianie jest nam potrzebny, daje w kadrze inna atmosferę, dzięki niej różne programy nie wyglądają tak samo. Rzecz jasna formaty poszczególnych programów uległy zmianom. W starym studio, w ogromnej hali na terenie dawnej fabryki „Krasnyj Oktiabr” wszystko można było przestawiać, przebudowywać, wystarczało na to dziesięć minut, ale z nim pożegnaliśmy się jeszcze jesienią. Teraz trudno nawet marzyć, byśmy mogli zbudować starą kuchnię jako dekorację dla programu „Dziadko X 3. Duże programy, projekty specjalne, na nie brak teraz możliwości.

- W czwartek chciałam zrobić „okrągły stół”. Ale tu nie ma nie tylko okrągłego stołu, przede wszystkim brakuje możliwości, by w kadrze zmieścić więcej, niż jednego człowieka.” – mówi prowadząca i zastępca redaktora naczelnego TV DOŻD’, Maria Makiejewa.

- „Okrągły stół. Cha, cha. Teraz zmieścimy tylko kwadratowe stoliki”. – żartują koledzy.

W starych warunkach stacja produkowała programy w sześciu formatach, teraz musi ograniczać się do dwóch. Ale Makiejewa nie płacze, oba wykorzystywane są na maksa.



W reżyserce do porozumiewania się często wystarczyć muszą gesty. Slowa mogłyby
być slyszalne na antenie. 




Korespondenci potrafią wszystko

- „W naszej stacji wszystkich korespondentów zatrudniamy jako producentów. Potrafią wyprodukować temat od początku do końca. Potrafią wszystko, opanowali całe instrumentarium, robią zdjęcia, montują. Tak było u nas od początku, a dziś to rozwiązanie okazało się szczególnie korzystne.”

Przydało się także doświadczenie nadawania programu poza siedzibą stacji. „DOŻD’” swego czasu skompletował studio wyjazdowe dysponujące niezbędna aparaturą. Potrzebne było na przykład podczas wielkich moskiewskich demonstracji, lub innych wydarzeń. Pracownicy „DOŻDia” maja więc doświadczenie pracy warunkach polowych. Teraz często nie kryją irytacji, jednak dają sobie radę. Reżyserkę oddzielają od studia cienka ściana i szklane drzwi, w niej nie da się mówić pełnym głosem, więc obecni w niej ludzie, by się porozumieć często machają rękami, starając zwrócić na coś uwagę.

Prowadzący swój program autorski, profesor Wyższej Szkoły Ekonomiki Siergiej Miedwiediew trafił do mieszkania-studia po raz pierwszy. „Mam wrażenie, jakbym dołączył do konspiracji, czuję się tu prawie jak w redakcji gazety „Iskra”  (gazeta partii bolszewickiej wydawana w podziemiu – „mediawRosji) – ironizuje. Brama wejściowa, kod, przed nią brakuje tylko agentów, miejmy nadzieję, że do tego nie dojdzie…”

-„ DOŻD’” to telewizja szczególnie efektywna. Jej baza jest maleńka, a oni wciąż nadają.” – ciągnie Miedwiediew. „Oni chcą pracować, produkują dobre programy, mają widza, pozostaje kwestia bazy technicznej. Mam nadzieję, że uda się ją rozwiązać.”



Kolejne wydanie programu informacyjnego prowadzi gwiazda stacji Timur Olewski,
znany przede wszystkim ze swych reportaży z Ukrainy. 




Pomieszczenie dla makijażu wygospodarowano w obszernej łazience. 



Przeprowadzka do nowego studia

Przeprowadzka do nowego, bardziej odpowiedniego, pomieszczenia może się odbyć w nieodległej przyszłości. Natalia Sindiejewa poinformowała o rozmowach prowadzonych z jego właścicielem. Rozpatrywane wcześniej warianty okazały się zbyt drogie. Obecnie głównym źródłem finansowania stacji jest reklama i opłaty abonamentowe wnoszone przez widzów. W ten sposób wykupują oni dostęp do programu. Ale już 1 stycznia zacznie obowiązywać ustawa zakazująca rozmieszczania opłaconej reklamy w programie płatnych stacji telewizyjnych. W chwili obecnej „DOŻD’” znajduje się w ofercie 300 operatorów kablowych, przede wszystkim mniejszych. Największe rosyjskie sieci kablowe wyłączyły sygnał „DOŻDia” podczas poprzedniej zimy, wtedy, gdy zaczął się atak wymierzony w niepokorna stację. Do dziś nie podłączyły go ponownie.

- „Ludzie, następnym razem, jak przyjdziecie bez kapci, będziecie chodzić na bosaka”. – z mieszkania po zakończeniu pracy wychodzi część pracowników, koledzy śmieją się z nich.

- Witajcie ! zaczynamy nasz program „Telemieszkalnik” –  na antenie startuje właśnie program Michaiła Kozyriewa.

W telewizji „DOŻD’” deszcz wciąż jeszcze nie przestał padać.



Tłum.: ZDZ




Artykuł ukazał się na portalu „Nowej Gaziety”: http://www.novayagazeta.ru/politics/66489.html





TV „DOŻD”’ na blogu „Media-wRosji”:


Jedyny w polskich mediach ekskluzywny wywiad udzielony redakcji bloga „Media-w-Rosji” przez Natalię Sindiejewą, założycielkę i dyrektor naczelną niezależnej stacji telewizyjnej „Dożd”.

Jeszcze w czwartek ostatnie przemówienie Władimira Putina na antenie telewizji „DOŻD’” komentowali najważniejsi rosyjscy dygnitarze, wicepremier Rogozin, szef wywiadu Fradkow, prokurator generalny Czajka. Ale już następnego dnia, jak grom z jasnego nieba spadła wiadomość o tym, że jedyna w Rosji wolna od cenzury stacja telewizyjna została wyrzucona ze swego tymczasowego studia i że wyprowadzić się musi natychmiast. 

Natalia Sindiejewa, założycielka i dyrektor generalny telewizji „DOŻD’” na antenie radia „Echo Moskwy” opowiedziała w jaki sposób bezdomna stacja zamierza stawić czoła nowemu kryzysowi. Czy Kreml przystąpił do ostatecznej rozprawy z niepokorną telewizją?

Od poniedziałku „TV DOŻD’” będzie nadawać z mieszkania Natalii Sindiejewej. Z Natalią Sindiejewą rozmawia Ksenia Łarina.

Jedyna w Rosji niezależna stacja telewizyjna „TV Dożd’” nie poddaje się. Pozbawiona na polecenie Kremla dostępu do sieci kablowych i dochodów z reklamy zwróciła się do swoich widzów i przyjaciół z apelem o wsparcie. Aleksander Winokurow, współwłaściciel stacji, podaje na swym blogu interesujące dane na temat jej budżetu. 

Materiał wydawnictwa internetowego www.newsru.com

Materiał stacji telewizyjnej „Dożd’” (www.tvrain.ru)








Telewizję "Dożd'" ("Deszcz") można oglądać na stronie internetowej www.tvrain.ru






Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com