Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nacjonalizm Rosja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nacjonalizm Rosja. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 16 października 2016

Swoi i obcy, czyli kaci i ofiary



W położonym na zachodzie Rosji mieście Orioł odsłonięto właśnie pomnik  otoczonego ponurą sławą cara Iwana Groźnego. Z bezwzględnym okrucieństwem Iwan mordował, torturował, niszczył i palił. Na ceremonii w Orle zebrali się przedstawiciele najbardziej radykalnych rosyjskich ugrupowań nacjonalistycznych, pisarz Aleksander Prochanow, politolog i reżyser teatralny Siergiej Kurginian, przywódca motocyklowego gangu "Nocne Wilki" Aleksander  "Chirurg" Załdostanow. W odpowiedzi w rosyjskich mediach demokratycznych ukazała się seria krytycznych publikacji. Na łamach "Nowej Gaziety" znany reżyser filmowy Paweł Łungin ostrzega, iż upamiętnianie Iwana Groźnego, dzielenie Rosji na swoich i obcych może się skończyć tragicznie. Także dla tych, którzy w przyszłości widzą się w roli katów, nie ofiar.



Autor: Paweł Łungin






Na odsłonięciu pomnika Iwana Groźnego w Orle zebrali się przedstawiciele najbardziej radykalnych rosyjskich ugrupowań nacjonalistycznych. 




O Iwanie Groźnym wiadomo praktycznie wszystko. Był synobójcą, żonobójcą, wnukobójcą. Osobiście torturował ludzi. Mógł przerwać modlitwę, by udzielić instrukcji kogo i jak torturować. Nie ma wątpliwości, iż ten człowiek był prawdziwym złoczyńcą.

Więcej nawet, wiadomo, iż podczas ostatnich dwudziestu lat swoich rządów przegrał wszystkie wojny. Ich skutkiem był jeden z najciemniejszych okresów w historii Rosji. Groźny podzielił kraj na swoich i obcych. Nadeszły czasy Wielkiej Smuty, do której najlepiej pasuje termin Wojna Domowa.

Pojawia się pytanie, czy Rosja oszalała? Dlaczego teraz, po upływie pięciu stuleci postanowiła uwiecznić pamięć złoczyńcy?

W odpowiedzi na to pytanie słyszymy, proszę bardzo: "Przyjrzyjmy się postaci słynnego angielskiego króla Henryka VIII. Też był tyranem i żonobójcą". Ale to była prawda i osobliwości innych czasów.  Nas o wiele bardziej interesuje mówienie nie o Groźnym, a o nas samych.

"To jakby marzenie o Stalinie"

Nie mogę sobie wyobrazić, by nagle w Anglii zaczęły pojawiać się jak grzyby po deszczu pomniki Henryka VIII. Albo, by we Francji zaczęto na masową skalę budować pomniki upamiętniające Karola IX  i dodawać do nich stosowną inskrypcję: "W podziękowaniu za noc św. Bartłomieja i zniszczenie hugenotów".

Tu chodzi o pytania pod naszym adresem. Dotyczące nas samych. Jak widzimy i oceniamy swoją przeszłość i czas obecny.

To przecież nie trudno zrozumieć, w rzeczywistości nie chodzi o Groźnego. Posługujemy się eufemizmami, uczestnicząc w nierozwiązanym do dziś sporze o Stalina.

Groźny namalowany przez Eisensteina odbierany jest jako metafora odnosząca się do rządów Stalina. Tak wygląda marzenie o Stalinie.

To oznacza, iż w naszym społeczeństwie istnieje określona część pragnąca podzielić kraj na swoich i cudzych, na katów i na ofiary.

Z jakiegoś powodu są święcie przekonani, iż oni właśnie znajdą się wśród katów.

Marzy im się miejsce wśród "opryczników" z głową psią przytroczoną do siodła, lub jak to genialnie opisał Sorokin, "z głową psią na masce Mercedesa".

Warto jednak wszystkich uprzedzić, iż historia bywa o wiele bardziej złożona i nieprzewidywalna. Ci którzy są przekonani, iż wypadnie im rola katów, karmią się iluzjami.

Niech lepiej pomyślą o swym własnym życiu, o losie swoich dzieci i ludzi żyjących obok nich.

Chciałbym ich ostrzec:  "Nie przyzywajcie ducha złoczyńcy. Nie igrajcie z ogniem. To niebezpieczna gra. Wy sami możecie paść jej ofiarą".




Tłum.: ZDZ







*Paweł Łungin (ur. 1949), znany rosyjski reżyser filmowy, laureat licznych nagród zdobytych na rosyjskich i międzynarodowych festiwalach filmowych. Do jego najbardziej znanych filmów należą Taxi Blues, Wyspa, Car, Luna Park. W 2014 r. podpisał list do prezydenta Putina popierający aneksję Krymu. 












Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com



Projekt "Media-w-Rosji" ma na celu umożliwienie czytelnikowi w Polsce bezpośredniego kontaktu z rosyjską publicystyką niezależną, wolną od cenzury. Publikujemy teksty najciekawszych autorów, tłumaczymy materiały najlepiej ilustrujące ważne problemy współczesnej Rosji. Projekt "Media-w-Rosji" nie ma charakteru komercyjnego.





wtorek, 14 czerwca 2016

Striełkow: ludzie Putina potrafią tylko kraść….



Dwa lata temu ludzie tacy, jak Igor Striełkow, Aleksander Borodaj, Denis Puszylin podpalili wschód Ukrainy. Ich rebelia przyniosła krwawe żniwa. Przy aktywnym poparciu rosyjskich sil zbrojnych umocnili władzę separatystów na terenie Ługańskiej i Donieckiej Republiki Ludowej. Teraz jednak nacjonalistyczni radykałowie typu Igora Strielkowa na wschodzie Ukrainy nie są już potrzebni. Moskwa szuka sposobu na polepszenie stosunków z Zachodem. Jak w starym porzekadle "Murzyn zrobił swoje…". Teraz Igor Striełkow szuka dla siebie miejsca w rosyjskiej polityce… Obszerną rozmowę z weteranem donbaskiej rebelii przeprowadziła popularna dziennikarka o liberalnej orientacji Jekatierina Winokurowa. W Rosji odbiła się sporym echem… 



(Publikacja rozmowy w żadnym wypadku nie oznacza, iż blog "Media-w-Rosji" chciałby się przyczynić do popularyzacji nacjonalistycznych poglądów Igora Striełkowa. Takich intencji nie miał też liberalny i opozycyjny portal znak.com, na którym ten wywiad ukazał się w oryginale. Przetłumaczyliśmy go, gdyż zawiera on sporą porcję wiedzy o tym, czego chcą i jakie mają plany rosyjscy nacjonaliści, dostarcza także materiału do oceny rozmiarów związanego z nimi niebezpieczeństwa.)


Urodził się w Moskwie w rodzinie o liczącej kilka pokoleń tradycji wojskowej. Po studiach Igor Striełkow pojechał jako ochotnik na wojnę w Naddniestrzu. Od początku bliskie mu były idee nacjonalistyczne.



Szeroka publiczność usłyszała o byłym funkcjonariuszu FSB Igorze Striełkowie (Girkinie) na wiosnę 2014 roku. Rosja właśnie zaanektowała Krym, a on w Słowiańsku, mieście położonym w obwodzie donieckim, zajął budynki należące do miejscowej administracji. Striełkow ogłosił wówczas przejście Słowiańska pod zarząd Donieckiej Republiki Ludowej. Swoją batalię w Słowiańsku prowadził przez kilka miesięcy, potem stanął na czele sił zbrojnych DRL. Jednak w pewnym momencie podał się do dymisji i opuścił terytorium nieuznawanej republiki. Striełkow od pewnego czasu aktywnie polemizuje z Władisławem Surkowem, doradcą prezydenta Putina. Jego zdaniem, to Surkow ponosi odpowiedzialność za nie uznanie przez Rosję republik ludowych w Doniecku i Ługańsku i za odmowę wprowadzenia do nich regularnych sił zbrojnych. Po powrocie z Donbasu Striełkow stanął na czele organizacji udzielającej pomocy DLR o nazwie "Noworosja". Przy jego współudziale powstał także  Komitet 26 stycznia; znaleźli się w nim publicyści i działacze społeczni o poglądach nacjonalistycznych. W zeszłym tygodniu organizację przekształcono w "Ogólnorosyjski Ruch Narodowy".

Ruch opublikował już swoją deklarację programową. Zwraca w niej uwagę uznanie za bezprawne porozumienia z Białowieży o powołaniu do życia Wspólnoty Niezależnych Państw oraz żądanie przyłączenia do Rosji Ukrainy i Białorusi. W deklaracji mówi się także o konieczności przekształcenia Rosji w państwo kontrolowane przez naród rosyjski. Ważne, by były w nim przestrzegane wartości demokratyczne, by prawa i wolności człowieka znajdowały się pod ochroną. Striełkow proponuje wprowadzenie wiz dla obywateli państw Azji Środkowej. Z kolei dla obywateli USA i Unii Europejskiej oraz innych państw rozwiniętych procedury wizowe należy uprościć.

Biuro ruchu "Noworosja" zajmuje kilka niewielkich pokojów w budynku położonym niedaleko moskiewskiej stacji Metra "Taganskaja". Nie przeprowadzono w nim remontu, poruszać tu należy się z ostrożnością. Wystarczy wejść, by poczuć, iż w biurze mieszka kot. Ogromne rude zwierzę nazywa się "Chmuryj", podczas wywiadu drzemie na biurku. Na ścianie wisi kalendarz z portretem Mikołaja II, taki sam wizerunek stoi na biurku Striełkowa.



Pod tym względem nie różnimy się z Nawalnym.

Jekatierina Winokurowa:
Niedawno opublikowaliście deklarację. Chciałoby się wiedzieć, kto w rzeczywistości jest jej autorem. Po drugie, zawiera ona wewnętrzne sprzeczności. Z jednej strony, jest w niej mowa o wartościach europejskich, o zbliżeniu z państwami Pierwszego Świata, z drugiej o konieczności odbudowy kontroli nad Białorusią i Ukrainą. Moim zdaniem, tego nie da się pogodzić.

Igor Striełkow:
Po pierwsze, deklaracja jest efektem pracy zbiorowej. Rzecz jasna, iż podstawowe punkty wyszły spod pióra moich kolegów Kryłowa i Proswirnina, ale potem uwagi i poprawki wniosło wielu ludzi. Ja też brałem w tym udział, napisałem kilka akapitów. Ale nie ma co zaprzeczać, tekst podstawowy był dziełem przedstawicieli frakcji nacjonalistycznej. Jednak ten dokument to nie jest "Dziesięcioro Przykazań" zapisanych na kamiennych tablicach. Będzie się go uzupełniać, korygować. Nie ma mowy o jakichś zasadniczych zmianach, nie jesteśmy chorągiewkami na wietrze, by stale się zmieniać, ale podkreślam deklaracja nosi charakter roboczy. Więc możliwe są zmiany w zależności od rzeczywistej sytuacji politycznej. Proszę się ze mną zgodzić,  wszelkie normy demokratyczne i prawne będą funkcjonować, tylko wtedy, gdy w państwie lub społeczeństwie panuje spokój.  W warunkach ostrego kryzysu, one nie tylko przestają działać, są wręcz w stanie przyspieszyć destrukcję państwa i społeczeństwa. Nasza deklaracja, gdyby opisać ją przy pomocy żargonu przedstawia  sobą określony zespół naszych "zachcianek". Mówimy w niej o tym, co chcielibyśmy osiągnąć w ideale, jeśli uda się proces zmian przeprowadzić bez jakichś szczególnych wstrząsów. W naszym Komitecie zajmuję być może stanowisko skrajnie prawicowe, chociaż równocześnie staram się polemizować z nacjonalistami. Bez sojuszu z lewicą zwolennicy prawicy nie są obecnie w stanie stworzyć struktury wyrażającej stanowisko sił patriotycznych. W deklaracji jest o tym mowa.

Winokurowa:
Nie rozumiem jednak… Chcecie ponownego zjednoczenia z Ukrainą i Białorusią, czy demokracji?

Striełkow:
Proszę posłuchać, przeczytam jak to brzmi. "Występujemy za zjednoczenie Federacji Rosyjskiej, Ukrainy, Białorusi, a także za przyłączenie innych rosyjskich terytoriów w ramach jednolitego państwa rosyjskiego. Należy także przekształcić dawne terytorium ZSRR w strefę wpływów rosyjskich ". Proszę powiedzieć, gdzie tu jest mowa o wojnie? Ja to rozumiem, kiedy człowiek czyta tego rodzaju tekst, zaraz przypomina sobie Strielkowa i jego rajd na Słowiańsk, także działania na Krymie. Uświadamia sobie, że ten facet uczestniczył w pięciu wojnach i dochodzi do wniosku, iż ten Striełkow zamierza zorganizować podobne do Wermachtu siły zbrojne oraz najechać zbrojnie Ukrainę, Białoruś oraz każde inne terytorium, jakie mu tylko przyjdzie do głowy. Ale gdzie to zostało zapisane w deklaracji? Być może nasi przeciwnicy polityczni oraz liczne kremlowskie boty i trolle pragną, by nasz dokument interpretowano w taki właśnie sposób, Striełkow to tępy żołdak, faszysta  marzący o sławie Napoleona. Ale to nie tak...

Winokurowa:
A jak miałby wyglądać scenariusz bezkrwawego zjednoczenia?

Striełkow:
Powtarzam jeszcze raz, to jest deklaracja, zbiór naszych zamierzeń, opis naszych pragnień. Weźmy dla przykładu Białoruś i Rosję, by je zjednoczyć wcale nie trzeba rozwiązywać wojny. Zakładam, iż jeśli będziemy funkcjonować w odpowiednich warunkach politycznych i jeśli  Białoruś nie zostanie potraktowana jako łup, to zjednoczenie będzie możliwe bez wojny, bez rozlewu krwi. Kwestia Ukrainy jest rzecz jasna inna. Tam wojna już się toczy, w żaden sposób nie da się temu zaprzeczyć. W niej należy zwyciężyć, przegrana oznaczać będzie klęskę nie tylko na Ukrainie, ale i wszędzie indziej. Mój pogląd na ten temat nie uległ zmianie. Na tym polu od chwili połączenia z Krymem nie ma alternatywy. Tamta decyzja była prawidłowa, ale ja podkreślam nie jej prawidłowość, a znaczenie. W następstwie przyłączenia Krymu przekreślony został scenariusz pokojowego uregulowania. Albo my rozgromimy juntę, albo przed nią skapitulujemy.

Winokurowa:
Jeśli realizowany będzie pański scenariusz, to proponowane przez was w deklaracji zbliżenie z Pierwszym Światem pozostanie iluzją. W podobnym przypadku czeka nas nowa fala sankcji.

Striełkow:
Nie jestem i nie byłem prawnikiem, Zdobyłem wykształcenie na pięciomiesięcznym kursie w Akademii im. Frunzego (należącej do FSB Rosji), tam uczono mnie jak walczyć z organizacjami podziemnymi, jak z nimi pracować. Niemniej jednak, kiedy toczy się dyskusja wokół tak poważnego dokumentu jak nasza Deklaracja, trzeba ją czytać dosłownie, tu nie trzeba niczego wymyślać. Jesteśmy za sprowadzeniem do Rosji przedstawicieli biznesu, polityków z krajów tak zwanego Pierwszego Świata. Ale przecież nie zapisaliśmy, iż chcemy przyjaźni z całym Pierwszym Światem, w dodatku na ich warunkach.  Przeciwnie, opowiadamy się za budową suwerennej Rosji. Pragniemy, choć dziś zabrzmieć to może zabawnie, rozwoju państwa prawa przestrzegającego podstawowe wolności człowieka. Jeśli odniesiemy sukces, to sami zbliżymy się pod względem rozwoju do państw Pierwszego Świata. Już dziś w kwestiach gospodarczych jesteśmy z nimi silnie związani. Być może  teraz jesteśmy przede wszystkim źródłem surowców. Jesteśmy wielką rurą, przez nią odsysane są nasze surowce i bogactwa. W zamian dostajemy pieniądze, ale i one natychmiast trafiają do nich z powrotem. Pod tym względem nie będę spierał się z Nawalnym, cały system napędzany jest silnikiem korupcyjnym, ukraść, sprzedać, wywieźć za granicę.


Nasze zadanie - nie obalać reżimu


Winokurowa:
Wypowiadał się pan o możliwych zmianach w systemie rosyjskiej władzy. Jakimi metodami zamierza pan walczyć o władzę? Czy zamierza pan kandydować do parlamentu?


Striełkow:

Nie, nie zamierzam kandydować do Dumy. Szczerze mówiąc, nie przepadam za polityką. Niczego na ten temat nie kręcę. Dziś też nie chcę się nią zajmować. Dobrze znam naturę polityki, to ona mnie zniechęca. Patrzę na nią oczami byłego funkcjonariusza organów bezpieczeństwa państwowego, polityka to mętna historia, w niej wszyscy kłamią… Mnie kłamać, tym bardziej teraz, po prostu nie wolno. Nienawidzę kłamstwa.

Winokurowa:
To dlaczego zajął się pan polityką?

Striełkow:
Przyczyna jest ta sama, co i wówczas, gdy najpierw pojechałem na Krym, a potem do Słowiańska. Od dawna nie podoba mi się wojaczka. Jeszcze Napoleon mówił o tym, iż wojowanie możliwe jest w odpowiednim wieku. Kiedy się kończy 40 lat, ktoś kto przedtem uczestniczył w wojnie, nie ma już na nią ochoty. Taki człowiek widział dużo, jest świadomy, że tam nie ma żadnej romantyki. Boli go pamięć o dawnych przeżyciach, nie ma tez apetytu na nowe wyzwanie i ryzyko. Ja spełniłem swój dług. Nic nie dostałem za Krym, nie powiedziano mi nawet dziękuję. To samo robiłem potem w Słowiańsku. Pod przymusem wyszedłem z ukrycia i zdjąłem maskę. Gdybym tego nie zrobił (dlaczego i w jaki sposób to oddzielna historia), do tej pory uważalibyście, iż pułkownik Striełkow to szalony barczysty kapitan GRU, który plując potrafi zestrzelić samolot i przy pomocy jednego wystrzału jest w stanie spalić kolumnę czołgów. To samo w polityce, jestem w niej nie dlatego, iż mi się podoba, albo mam na nią apetyt. Nie potrzebna mi władza, zwłaszcza w warunkach pokoju, za to na wojnie sam potrafię ją zdobyć, to dla mnie żaden problem. Nie bardzo znam się na gospodarce, chociaż staram się sporo czytać, dokształcać, to jednak nie jest moja dziedzina. Nie interesuje mnie gra wokół wyborów, wskaźniki popularności, nie będę kłamać w walce o poparcie wyborców. Ale dostrzegam dziś w kraju przejawy kryzysu i dlatego nie mogę pozostawać z boku. Jeśli już los zrządził tak, iż zdobyłem pewną popularność, ludzie mnie znają, to nie mam prawa zakopać jej  w piasek….

Winokurowa:
Więc jak będzie wyglądał ten pana pokojowy sposób walki o władzę?

Striełkow:
Teraz w ogóle teraz nie będziemy walczyć o władzę, nawet na sposób pokojowy….

Winokurowa:
Co więc będzie pan robić?

Striełkow:
Już dawniej mówiliśmy, iż ten reżim jest skazany na klęskę, że pożre się sam. Na naszych oczach przebiega proces samozniszczenia reżimu niezdolnego do samodzielnej zmiany. Rozsypuje się na poziomie gospodarczym, politycznym, rozpada się jego struktura władzy. Naszym zadaniem nie jest obalenie reżimu, choćby dlatego, iż zobaczyliśmy na przykładzie Ukrainy do czego może ono doprowadzić. Nasze zadanie jest inne, kiedy reżim zacznie się rozpadać, musimy dysponować silą zdolną do uratowania państwa. Nie będziemy mu się przeciwstawiać, myślimy o ratowaniu kraju przed katastrofą i budowie nowego politycznego jutra.

Winokurowa:
W sytuacji kryzysowej będziecie gotowi, by wziąć władzę w swoje ręce?

Striełkow:
W pewnym sensie tak. Obecnie nie widzę innej możliwości, by dojść do władzy. Każdy człowiek żyjący obecnie w naszym kraju, jeśli nie jest patologicznym hipokrytą, albo członkiem partii "Jedna Rosja" musi rozumieć, iż wszystkie nasze wybory były i są fikcją oraz profanacją,  już od początku lat dziewięćdziesiątych.

Winokurowa:
Musi pan wiedzieć, iż w naszym kraju działaczy nacjonalistycznych wsadza się do więzienia. Nie obawia się, iż pan i koledzy traficie za kratki?

Striełkow:
Nie boję. Nie dlatego, że nie mogą mnie aresztować, a dlatego, że po prostu się nie boję. Proszę zrozumieć, pod jakim względem różnię się od Nawalnego. On przez całe życie był politykiem, zarabiał pieniądze, osobisty komfort jest dla niego istotną wartością. Ja też lubię wygodne życie. Ja nie jestem ascetą, zakonnikiem, lubię dobre piwo, nie będę się sprzeciwiał, gdy poczęstują mnie czymś smacznym, lubię podróże. Ale w życiu zetknąłem się z takimi sytuacjami, jakie Aleksiejowi Nawalnemu nawet się nie śniły. Potrafię sobie wyobrazić, co się ze mną stanie, gdy trafię do obozu, lub aresztu. Ale bywałem w sytuacjach trudniejszych. Może z boku wyglądało to inaczej, ale kiedy znajdowałem się w Słowiańsku, rozumiałem dobrze, że ryzykuję życiem.  I że moja szansa na przeżycie jest mniejsza, niż ryzyko śmierci. Nie jestem aż takim wariatem, czy szaleńcem, by całkowicie wierzyć w zwycięstwo. Rozumiałem, że w rzeczywistości nasze szanse były niewielkie, że w gruncie rzeczy wybraliśmy drogę wiodącą do nikąd. Że może ludzie nas poprą, a może i nie. W końcu poparcie, jakiego nam udzielono było połowiczne. Czułem, że moje szanse przeżycia w tej sytuacji wynoszą jeden do dziesięciu. Wszedłem w to nie w poszukiwaniu sławy. Do dziś męczy mnie moja rozpoznawalność, nie lubię, kiedy na ulicy podchodzą do mnie ludzie i proszą o autograf.

Winokurowa:
Udziela pan autografów?

Striełkow:
Teraz trochę o mnie zapomniano, w końcu mogę korzystać z metra. Bywa, że ktoś mi się przygląda, coś mu się przypomina, ale w telewizji mnie już nie ma, moje nazwisko coś ludziom mówi, ale jak wyglądam, zapomnieli. Wróćmy jednak  do pani poprzedniego pytania, czy mnie posadzą. Ja się nie boję. Nie wydaje mi się, że mogą mnie wsadzić za kratki, bardziej prawdopodobne wydaje mi się, iż zostanę po prostu sprzątnięty, wypadek samochodowy, coś w tym rodzaju. Jestem starym funkcjonariuszem służb specjalnych, taki scenariusz wydaje mi się łatwiejszy do realizacji.

Winokurowa:
Jest pan fatalistą?

Striełkow:
Nie. Dla mnie najważniejsza jest stara rzymska zasada, "rób co powinieneś, a będzie, co będzie."





Dwa lata temu w kwietniu, rajd Igora Striełkowa i jego oddziału na położone w Donbasie miasto Słowiańsk okazał się początkiem wspieranej przez Moskwę separatystycznej rebelii.


Ludzie Putina potrafią tylko kraść

Winokurowa:
Dawniej deklarował pan poparcie dla Władimira Putina. Czy pana stosunek do niego uległ zmianie?

Striełkow:
Zauważyła pani szafę, tam w rogu gabinetu? Stoi na niej portret Władimira Putina. Cały jest zakurzony, przedtem wisiał nad biurkiem. Znajdował się tam do rozpoczęcia awantury syryjskiej. Trzymałem go, nie dlatego, że jestem jego szczególnym zwolennikiem, i że uważam go za najlepszego przywódcę. Dokąd toczyła się wojna, trwała nadzieja, iż będzie dowodził nią w charakterze głównodowodzącego. A on okazał się kapitulantem. Był dla mnie wodzem naczelnym. Ale teraz Putin idzie drogą Mussoliniego. Jeszcze ma czas, by z niej zejść. Jeśli znów zobaczymy go takim, jak w 2014 roku, i jeśli dojdzie do spełnienia szeregu odpowiednich warunków, wtedy znów będę gotów go poprzeć.

Winokurowa:
O jakich warunkach pan mówi?

Striełkow:
Gdy w 2014 roku Putin dokonał gwałtownej zmiany kursu w polityce zagranicznej i wewnętrznej, winien był jednocześnie przeprowadzić szerokie zmiany kadrowe. Jegor Proswirnin zawsze mnie ostro krytykuje, ale każdy pamięta słowa Stalina: "Kadry decydują o wszystkim". Jeśli ważne i pożyteczne zadanie powierzyć swołoczy i nygusowi, to zobaczymy jak ktoś taki kradnie, zdradza i wiedzie na manowce. Drużyna, jaka zebrała się wokół Putina nie podlega zmianom. Jej część została dokooptowana z czasów Jelcyna, część to jego ludzie z czasów spółdzielni "Jezioro", znajomi z podwórka i klatki schodowej. Potrafią tylko kraść, nic więcej. Byłem przekonany, że seria zmian kadrowych, że w związku z realizacją nowych zadań poszuka ludzi zdolnych od ich realizacji. Trudno opierać się Zachodowi, gdy dzieci ministra spraw zagranicznych uczą się w Wielkiej Brytanii, gdy własna córka Putina mieszka w Holandii, alby gdy rodzina polityka odpowiedzialnego na Kremlu za Ukrainę mieszka w Londynie. Nie da się walczyć z przeciwnikiem, gdy wśród ludzi odpowiedzialnych za walkę znajdują się potencjalni szpiedzy. I jak mi się wydaje wśród nich są nie tylko potencjalni…

Jednak zmian kadrowych nie przeprowadzono. Nie da się samochodem osobowym przeznaczonym do przejażdżek po autostradzie pojechać w deszczową pogodę po grzyby do lasu. Teraz ten samochód osobowy ugrzązł w błocie, nie da się go stamtąd wyciągnąć. Nie mam pojęcia, czy on, Putin,  boi się z niego wysiąść, czy nie rozumie, że to jest konieczne? On wciąż siedzi w aucie i tonie w błocie.

Kiedy rzuciliśmy Zachodowi rękawicę, należało zatroszczyć się o zachowanie równowagi między polityką a gospodarką. Jeśli zależy nam na suwerenności w polityce zagranicznej, potrzebna nam jest także niezależność gospodarcza, jeśli z niej rezygnujemy, to o prawdziwej samodzielności nie ma mowy. Rura nie może być niezależna. Trzeba było zainicjować przebudowę gospodarki, albo dokonać zwrotu i zharmonizować politykę z gospodarką. A nasza polityka i gospodarka idą w różnych kierunkach, i w rzeczywistości stoimy w miejscu, przegrywamy i tu i tam.

Winokurowa:
Ale przecież tak wiele się mówi o produkcji zastępującej import…

Striełkow:
Można mówić, co się chce. Na przykład, powrót do ekonomicznej polityki Kudrina świadczy o tym, iż w rzeczywistości nie chce się niczego zmieniać. Kudrin to gospodarka rury. Nie mam pojęcia, jakim on jest finansistą, i czy jest w stanie zadbać o oszczędne dysponowanie naszymi aktywami. Ale to co on proponuje, to gospodarka rury, w dodatku rury ulegającej degradacji. Wystąpiłem niedawno z wykładem w Rosyjskiej Akademii Gospodarki i Służby Państwowej przy Prezydencie RF i na tablicy narysowałem rurę, tą drogą z Rosji na Zachód wysyłane są surowce, tam są sprzedawane, część pieniędzy wraca z powrotem, ale potem znów trafia na Zachód. Rura ma określone ograniczenia przepustowe. Opiszmy to tak, wydobywamy 100%, ale nie wszystko trafia na Zachód, rura ma też swoje zobowiązania. To broń jądrowa, wojsko, flota, nauka, kultura, wydatki o charakterze socjalnym, emeryci, aparat państwowy. Sięgają one gdzieś ok. 50% tego co wydobywamy. Gospodarka Zachodu zainteresowana jest tym, by nasze zobowiązania się zmniejszały, Kudrinowi też na tym zależy. A to już jest nasza wspólna sprawa, to nasza suwerenność, nasza niezależność, siły zbrojne, flota. Kto nie chce utrzymywać własnych sił zbrojnych, będzie utrzymywał cudze.

Winokurowa:
Nie myślał pan o tym, by dołączyć do Ogólno Rosyjskiego Frontu Ludowego, by pomoc Putinowi w przeprowadzeniu reform.

Striełkow:
Jeśli wdepnie pani w kupę nawozu, to oczywiste, że się pani ubrudzi. Mnie to brzydzi. Widzę tych wszystkich ludzi i rozumiem, że można im zlecić wszystko jedno co. Wczoraj byli komunistami, do 1991 roku, potem stali się demokratami i liberałami, a jeszcze później państwowcami i patriotami. A ja nie jestem chorągiewką na wietrze, nie chcę się znaleźć  w jednej łódce z ludźmi o naturze kameleona. Oni potrafią tylko kraść i podlizywać się władzy. Jeśli jutro do władzy dojdzie w Rosji Hitler, wszyscy oni wstąpią do NSDAP, jeśli jutro wylądują u nas Amerykanie, przyjmą ich ze łzami radości. Jeśli jutro dotrze do nas Poroszenko na czołgu, wyjaśni się, że wszyscy mają dziadka Ukraińca i babcię Żydówkę. Ja nie jestem taki, jak ci ludzie.

Ze wszystkich sil staram się upowszechniać swój punkt widzenia. Wystąpiłem z wykładem w Akademii Gospodarki, potem wszystkim zabroniono, by mnie zapraszali. Nawet na prowincji. Zewsząd telefonują moi dawni koledzy, że "nie wolno". Cała struktura władzy przeniknięta jest tchórzostwem i lojalizmem, ale ze mną jeszcze potrafią walczyć. Nawet Władimir Pozner (jeden z najbardziej znanych rosyjskich dziennikarzy telewizyjnych, o orientacji liberalnej - "mediawRosji"), kiedy mówił o przyjętej przez faszystów deklaracji, wymienił nazwiska Proswirnina, Kryłowa, ale nie Striełkowa. Choć jeszcze niedawno cieszyłem się popularnością, teraz należy o mnie zapomnieć, łatwiej się będzie ze mną rozprawić… Ale nie wystarczy im czasu. Dla nich dzwoni dzwon. Gdyby mieli chociaż pięć lat….

Winokurowa:
Nie mają tyle?

Striełkow:
Nie. Najwyżej dwa. Ich polityka przypomina teraz kaftan Triszkina z wiersza Kryłowa. Zniszczyła się jedna część, oni odrywają inną, reperują. Kaftan się kurczy, wszędzie dziury. Dwie wojny, wleźliśmy w nie połowicznie, połowicznie z nich wyszliśmy. Jedną z nich mogliśmy wygrać, pstrykając palcami. Przestraszyliśmy się. Poleźliśmy na drugą wojnę. Zrozumieliśmy, że jej nie wygramy, ale w tej pułapce utkwiła nasza noga. Nasze zgrupowanie tam rośnie, musimy też zaopatrywać armię Asada. Za to nie wprowadzamy reform strukturalnych, nie rozumiemy nawet, że są niezbędne. Wyciągnęliśmy ze śmietnika Kudrina,  może stać go na cud? Ale to niemożliwe.

Wszyscy zawisną pomiędzy zębatymi wieżami Kremla. Żartuję.

Winokurowa:
Wróćmy do początku naszej rozmowy. Załóżmy, iż uda się panu zdobyć władzę, wtedy, gdy kraj zacznie się rozpadać. Co pan wówczas zamierza zrobić ze swymi przeciwnikami politycznymi, na przykład z liberałami?

Striełkow:
Chciałaby pani, żebym uspokoił pani duszę? To oczywiste, wszyscy zawisną między zębatymi wieżami Kremla, komuniści, liberałowie, członkowie Jednej Rosji. To żart. Chcę panią rozczarować. Do tego nie dojdzie z jednego prostego powodu. Nie dlatego jestem nacjonalistą, że pragnę zniszczenia innych narodów, ale dlatego, że boli mnie los mojego narodu. Lubię wszystkie inne narody, ale najbardziej swój. Powinniśmy mieć szansę na lepsze jutro, nie wolno nam zmienić się w obywateli świata, jestem kategorycznie przeciw takiemu pojęciu. Bez różnorodności nie będzie rozwoju. Jeśli wszyscy będą rozmawiać, posługując się takim samym ubogim simple English świat nie będzie się rozwijał. Także wtedy, gdy wszyscy będą oglądać te same filmy, żuć tę samą gumę do żucia. Jestem zwolennikiem rozwoju każdej kultury narodowej, ale przede wszystkim zależy mi na jedności Rosji. Mówię to dlatego, by podkreślić, iż naród rosyjski poważnie osłabł, a przecież każdy człowiek jest wartością. Tylko, na przykład, nie ktoś taki, jak Anatolij Borysowicz Czubajs  (rosyjski polityk liberalny, jeden z autorów reform i programu prywatyzacji, obecnie szef korporacji RosNano - "mediawRosji") nie przedstawia żadnej wartości, podobnie ludzie do niego podobni. Nie odczuwam wrogości wobec liberałów, uczestników ruchu białej wstążki (uczestnicy protestów z lat 2011-2012 - "mediawRosji"), jeśli zdołamy stworzyć normalne państwo i dla nich znajdzie się miejsce. Niech Bóg da im szczęście i dużo dzieci.

Winokurowa:
W jakim państwie znajdzie się miejsce dla Czubajsa?

Striełkow:
Dla niego miejsca nie będzie.

Winokurowa:
I co z nim się stanie?

Strielkow:
Myślę, że on ma swój własny samolot. W Kijowie, po upadku Janukowicza prywatne odrzutowce startowały co dziesięć minut. A potem wydawać państwowe pieniądze, by szukać go na całym świecie…? Za tę forsę lepiej będzie wybudować przedszkole…. Potem i tak ktoś go ograbi, ci faceci coś znaczą, tylko wtedy gdy znajdują się tutaj i mają władzę.

Winokurowa:
Porozmawiajmy na koniec o Donbasie. Niedawno minister Ławrow mówił o Donbasie w składzie Ukrainy i wspomniał, iż nie uznajemy jego samodzielności. Nie żałuje Pan tego, co pan zrobił….?

Striełkow:
Nie żałuję. Żałować byłoby głupotą. Zwłaszcza tego, co zostało zrobione. Chrześcijanin mógłby wyrazić skruchę, ale w moim wypadku to też byłoby bez sensu, kierował mną poryw czystego serca. Pojechałem tam nie po sławę, pieniądze, czy bogactwo. Wybrałem się tam, by pomóc miejscowej ludności rosyjskiej. I pomogłem,  na ile starczyło mi sił i możliwości. Być może moja pomoc nie była wystarczająca. Być może można było zrobić więcej. Moim zdaniem ludność Donbasu - Noworosji prowadzi sprawiedliwą wojnę. Jeśli mógłbym doprowadzić ją do końca, zrobiłbym to z największą chęcią. Jestem przekonany, iż Kijów jest miastem rosyjskim, zaś Rosja bez niego traci swoją tożsamość, zamienia się w Federację Rosyjską. Niestety, federacja to nie Rosja.

Winokurowa:
O ile się orientuję, utrzymuje pan łączność z Donbasem. Co pan myśli o tej sytuacji humanitarnej, jaka istnieje obecnie? Dla przykładu, jeden z bojowników, Aleksander Żuczkowski pisze regularnie o tym, iż znaczna część pomocy humanitarnej jest rozkradana.

Striełkow:
Nie mogę na ten temat wiele powiedzieć, nie ma mnie tam na miejscu. Krąży wiele plotek, jak mi się zdaje, wiele z nich jest wiarygodnych. Jest wiele pośrednich danych mówiących o rozkradaniu pomocy. Jeśli cokolwiek zależałoby ode mnie, już dawno powołałbym do życia komisję śledczą. Zaprosiłbym do niej ludzi wiarygodnych. Ale stanowczo na temat wypowiadać się nie jestem w stanie. Żuczkowski może, jest na miejscu, orientuje się lepiej.

Ogólnie rzecz biorąc, nie ma tam głodu. Najtrudniejsza sytuacja panowała zimą 2014-2015 roku. Wtedy ludzie uzależnieni od pomocy społecznej np. emeryci umierali z głodu. Teraz jest inaczej. Ale poziom życia w Donbasie drastycznie spada. Związki gospodarcze z Ukrainą zostały zerwane, nie ma normalnych związków z Rosją. Wszystkim kręci mafia. Na Ukrainę wysyła się pociągi pełne węgla, wszystko odbywa się w jakiejś szarej strefie, za to górnicy i kolejarze nie dostają pieniędzy, cały zysk gromadzony jest przez odpowiednich ludzi w Kijowie i Doniecku. Sytuacja jest koszmarna. Obserwując to co się dzieje, można stwierdzić, iż Moskwa zdradziła rosyjską ludność Donbasu, tak pod względem gospodarczym, jak i politycznym. W Donbasie rośnie nędza, zwiększa się rozwarstwienie społeczeństwa, pojawiła się grupa nowych oligarchów…

Winokurowa:
Podtrzymuje pan kontakty z takimi ludźmi, jak Aleksander Borodaj, czy Wiaczesław Małofiejew?

Striełkow:
Nie. Z żadnym z nich się nie kontaktuję.

Winokurowa:
A czym pan sam zajmuje się na co dzień?

Striełkow:
Jestem teraz kimś w rodzaju blogera i działacza politycznego. Jestem ignorowany przez media. Nie mam też środków, by stworzyć pełnowartościową siłę polityczną, ograniczamy się więc do budowania struktury "kadrowej". W radzieckiej armii były dywizje kadrowe i gotowe do boju. W kadrowych trzymano minimalną ilość żołnierzy, większą część oficerów oraz sprzęt wojskowy. Gdyby rozpoczęły się działania bojowe taką, dywizję można było postawić w stan gotowości w ciągu tygodnia. Podobnie jest z nami, nie mamy środków, by powołać do życia gotową do działania strukturę,  więc na razie szykujemy formację kadrową. Szukamy zwolenników, gotowych do działania bez wynagrodzenia, stawiamy przed nimi zadania nie wymagające finansowania, próbujemy się przygotować na nadejście czasów, gdy zechcą do nas dołączyć tłumy ochotników. Jednak ogólnie rzecz biorąc jestem teraz bardziej blogerem i publicystą, niż pełnokrwistym działaczem politycznym.

Tłumaczenie: Zygmunt Dzięciołowski


Oryginał ukazał się na publikowanym w Jekaterynburgu liberalnym portalu znak.com:
https://www.znak.com/2016-06-03/igor_strelkov_o_svoih_politicheskih_planah_oshibkah_kremlya_i_novoy_deklaracii






*Jekatierina Winokurowa (ur. 1985), jedna z bardziej znanych dziennikarek rosyjskich młodego pokolenia. Jest autorem głośnych wywiadów, budzących rezonans społeczny artykułów. Jest moskiewskim korespondentem znak.com, uralskiego portalu o orientacji liberalnej.





Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com



Projekt "Media-w-Rosji" ma na celu umożliwienie czytelnikowi w Polsce bezpośredniego kontaktu z rosyjską publicystyką niezależną, wolną od cenzury. Publikujemy teksty najciekawszych autorów, tłumaczymy materiały najlepiej ilustrujące ważne problemy współczesnej Rosji. Projekt "Media-w-Rosji" nie ma charakteru komercyjnego. 



poniedziałek, 19 stycznia 2015

Antymajdan: rosyjskie tituszki szykują się do boju



Perspektywa Majdanu na Placu Czerwonym w Moskwie spędza sen z powiek kremlowskich funkcjonariuszy. Od dawna zastanawiają się, jak mu zapobiec. Gotowi są mobilizować w tym celu wszystkie dostępne środki. „Antymajdan” powołali do życia politycy i działacze społeczni od dawna znani ze ścisłej współpracy z Kremlem. Nie ukrywają determinacji. Z „piątą kolumną” zamierzają walczyć przy pomocy metod budzących strach.  Chcą rozpędzać opozycyjne demonstracje, w godzinie próby gotowi są chwycić za broń.
  


Autorzy: Jekatierina Fomina, Nikita Girin
 



Po prostu będziemy zbierać się tam, gdzie gromadzi się opozycja.

Przywódca „Nocnych wilków” Chirurg jest przekonany: jedyne, co może powstrzymać rosyjską opozycję, to strach przed śmiercią. Organizacja, która wzięła na siebie rozwiązanie tego problemu przystąpiła do odpowiednich szkoleń.





Bojówka "Antymajdanu" w czapkach zaobrębionych georgijewską wstążką
przeszła chrzest bojowy na Placu Maneżowym, pomagając policji w rozpędze-
niu demonstracji poparcia dla Aleksieja Nawalnego. 
Rosyjscy przeciwnicy „piątej kolumny” i „pomarańczowych zwierzątek” połączyli swoje siły. Do nowego ugrupowania społecznego przystąpili: przywódca „Nocnych wilków” (klub patriotycznie nastawionych motocyklistów zaprzyjaźniony z Władimirem Putinem – „mediawRosji) Aleksander „Chirurg”  Załdostanow, członek Rady Federacji Dmitrij Sablin, pisarz Nikołaj Starikow, członek rady weteranów Afganistanu Wiaczesław Szabanow, mistrzyni świata w mieszanej sztuce walki Julia Bierieznikowa, zastępca przewodniczącego parlamentarnej frakcji „Jedna Rosja” Franc Klincewicz oraz aktor Michaił Porieczenkow (całkiem niedawno zademonstrował pełną gotowość bojową -  mowa o pozowania aktora do zdjęć z karabinem maszynowym na lotnisku w Doniecku – „mediawRosji”).


Babcie i ciasteczka

„Będziemy po prostu zbierać się tam, gdzie gromadzi się opozycja – tak taktykę nowego ruchu opisał deputowany Sablin. Prezentacja projektu odbyła się w czwartek, w zeszłym tygodniu (15.01) w Międzynarodowej Agencji Informacyjnej „Rossija Siegodnia”. Uczestniczący w niej inicjatorzy „Antymajdanu” zademonstrowali prawdziwe zdecydowanie. Weteran wojny w Afganistanie Szabanow zadeklarował gotowość do walki wręcz, zapaśniczka Bieriezikowa stwierdziła, iż gdy powstanie taka konieczność, gotowa jest bić się z bronią w ręku.

„Chirurg” Załdostanow starał się możliwie precyzyjnie sformułować cele „Antymajdanu”: „nie dopuścimy do rozpadu państwa, nie pozwolimy, by „piąta kolumna” sprowokowała podział kraju, tak jak to zrobiono w latach dziewięćdziesiątych. Odłamki podzielonego wówczas państwa krwawią do dziś.”

 Na konferencji prasowej Załdostanow był jeszcze bardziej szczery i odmalował obraz staruszek zza oceanu piekących ciasteczka przeznaczone dla gromadzących się na placach zbuntowanych.

- „Te ciasteczka – dodał podczas naszej bezpośredniej rozmowy – to przenośnia. Proszę przypomnieć sobie, jak to było na Majdanie. Babcie przywoziły je majdanowcom. Jakie to obrzydliwe! Czy one tam polazły, by wyrazić zatroskanie losem Ukrainy? Hipokryzja, niczym nie przykryta obłuda! Dla mnie każda była jak starucha Izergil (bohaterka opowiadania Maksyma Gorkiego – „mediawRosji”). Zależy jej tylko na tym, by jednych Rosjan napuścić na drugich.”

Zdaniem szefa bajkerów w Rosji mechanizm kreujący piątą kolumnę działa sprawnie.




Oligarchia na płocie

- „Piąta kolumna jest jak oligarchia siedzącą na płocie. Wyczekuje, przygląda się, w którą stronę zeskoczyć. Do oligarchii należy prasa liberalna, autorzy dziecięcych filmów rysunkowych  przedstawiających księcia jako podłego tchórza to też piąta kolumna. Jest tylko jeden sposób, by zmusić ich  („piątą kolumnę”) do rezygnacji z planów. To strach. Ci ludzie potrafią zdradzać i zabijać za pieniądze, ale do śmierci za pieniądze nie są gotowi. Ci, którzy finansowali Majdan, finansują także „piątą kolumnę”. Mam na myśli ludzi rządzących Ameryką. To są oczywiste historie, o czym tu rozmawiać, wystarczy popatrzeć w telewizor. Nie muszę pamiętać nazwisk tych ludzi.” – kontynuował Załdostanow. „Jesteśmy świadkami niczym nie skrywanej agresji, przygotowywana jest wojna, jej inicjatorzy chcą nas zniszczyć. Boją się walczyć z nami wprost, pamiętają o Stalinie, w spadku po nim odziedziczyliśmy potęgę, do dziś jeszcze jej nie przejedliśmy…”

- „Nie mamy jeszcze struktury organizacyjnej. Nie ustaliliśmy, jak będziemy przyjmować nowych członków. Na razie „Antymajdan” pozostaje ideą, organizacja nie została zarejestrowana. Ale to oczywiste, kto dołączy do naszych szeregów. Wszystkim nam zależy, by przestraszyć na śmierć pomarańczowe „zwierzaki”. - Dmitrij Sablin jest zastępcą przewodniczącego organizacji zrzeszającej weteranów wojny w Afganistanie. „Wiaczesław Szabanow także tam walczył. Chirurg ma swoich zwolenników, oni nie muszą uczyć się, jak przy pomocy siły walczyć o swoje ideały”.

Do „Antymajdanu” ma zamiar dołączyć Centralne Wojsko Kozackie. Jego inicjatorzy nie wykluczają, iż dołączą do nich również ochotnicy powracający z Ukrainy do domu.

Sablin twierdzi, że już wkrótce powstanie sztab ruchu, jego komitet wykonawczy. Ludzie będą wstępować do organizacji dobrowolnie.

Szabanow puścił trochę pary z ust na temat finansowania ruchu. Powiedział, iż u jednoczących się organizacji istnieją swoje „wypróbowane kanały”. „Antymajdan” liczy na pomoc sponsorów i składki członkowskie.


Chrzest bojowy

„Chrzest bojowy” ludzie „Antymajdanu” przeszli już na Placu Maneżowym, wieczorem 15 stycznia. Tutaj planowali swoje spotkanie zwolennicy Aleksieja Nawalnego. Przeciwników „pomarańczowych zwierzaków” można było poznać po jednakowych czapeczkach dzierganych z włóczki w pomarańczowo-czarne paski, wszyscy przypinali także do ubrania georgijewskie wstążki.

Na plac przyszła prawie cala grupa inicjatywna „Antymajdanu” (nie było tylko Chirurga prowadzącego w tym czasie choinkową imprezę w swoim centrum „bajkerów”).

Nikołaj Starikow wytłumaczył naszej gazecie, iż w tym wypadku, chodziło o swego rodzaju profilaktykę. Mózgi „majdanowców” atakuje „infekcja”, trzeba jej zapobiegać.  Niezbędne jest szczególne lekarstwo: „Jeśli nam się uda, jeśli wystarczy nasza obecność, jeśli zademonstrujemy determinację, by zapobiec rozruchom, będzie to najlepszy dowód na to, iż wybraliśmy prawidłową drogę. Chcecie z nas zrobić zamordystów? Nie przeszkadzamy ludziom, niech wychodzą dokąd chcą. Ale najpierw niech załatwią zgodę na swoją imprezę. Kto jej nie dostanie ryzykuje, że przyjdziemy, staniemy mu na drodze. Jeśli macie taki zamiar, proszę bardzo, nazywajcie nas ormowcami „Antymajdanu”.

Latem, na moskiewskim wiecu „Za rosyjski Donbas” ze sceny można było usłyszeć wezwanie: „Nie wstajemy z kolan, przysiedliśmy tylko, by zawiązać sznurowadła w naszych wojskowych butach.” Tym razem zapaśniczka Berzikowa wytłumaczyła, iż nie mamy do czynienia, jak niektórym mogłoby się wydawać, z kolejnym ogniwem tego samego przeklętego łańcucha (aluzja do głośnej w Rosji wypowiedzi opozycyjnego dziennikarza Filipa Dziadko, charakteryzującego kolejne zwolnienia liberalnych redaktorów z rosyjskich mediów, jako ogniwa „tego samego przeklętego łańcucha” – „mediawRosji”), a ogniwami tej samej kolczugi, teraz nadeszła pora zwarcia szeregów.


„Bobry i Kaczki”

Na kolejną akcję „antymajdanowców” nie trzeba było czekać długo. W piątek po południu (16.01) rosyjskie „tituszki” wpadły do kawiarni „Bobry i Kaczki” na bulwarze Czystoprudnym.  W niej zwolennicy Aleksieja Nawalnego i jego współpracownika z Fundacji do Walki z Korupcją, Leonida Wołkowa zamierzali zorganizować spotkanie.


W kawiarni "Bobry i Kaczki" po wtargnięciu grupy tituszek
zapachniało pogromem
- „Na początku wykład Wołkowa miał się odbyć w klubie „Koalicja”, ale do dzierżawcy lokalu zatelefonował właściciel i dal do zrozumienia, iż byłoby lepiej, gdyby do imprezy nie doszło. Dlatego spotkanie przeniesiono do „Bobrów i Kaczek”. – szczegóły zrelacjonował nam Andriej Bystrow, aktywista partii „5go Grudnia”. Niczego nie ukrywaliśmy, jednak nie prowadziliśmy szerokiej akcji reklamowej. A jednak „tituszkom” udało się zdobyć odpowiednie informacje. Najwyraźniej mają własną sieć agentów. Nasza grupa liczyła 25 osób, wśród nich 10 dziewczyn. Wołkow w końcu nie przyjechał, skończyło się na towarzyskiej nasiadówce”.

Z relacji Bystrowa dowiadujemy się, co się stało dalej. „Ok. 19 30 – bum ! Do kawiarni wpadło 20 ludzi w czapkach obramowanych georgijewską wstążką (w podobnych „antymajdanowcy: wystapili na Placu Maneżowym 15 stycznia – red. Now. Gaz.) Krzyczą: „Majdan nie przejdzie!” Domagają się,  byśmy opuścili pomieszczenie. Najpierw przyjechali ochroniarze z jakiejś agencji, potem policja. Tamci faceci od razu zaczęli udawać ofiary. Zapowiedzieli, że złożą odpowiednią skargę. Pozostali goście w kawiarni reagowali różnie. Zapytasz kogoś: „wystąpisz w charakterze świadka?” Facet się zgadza. Ale inni nie zawsze, dla niektórych ważniejsze jest, by spędzić udany wieczór. W rezultacie policja uznała, iż łatwiej będzie sytuację przedstawić, jako konflikt między przedstawicielami różnych grup, niż zwykły napad chuliganów na klientów kawiarni. Kilkoma autobusami odwieziono wszystkich na komisariat. Tam posadzono ludzi w różnych celach. Po godzinie wypuszczono nas, policja odstąpiła od sporządzenia protokołu. Z napastnikami już się więcej nie spotkaliśmy.”

Rzecznik prasowy moskiewskiej policji Andriej Galiakberow, w rozmowie z naszą gazetą, potwierdził, iż w „Bobrach i Kaczkach” zatrzymano ok. 15 osób. Jednak odmówił podania nazwisk oraz informacji,  jakie podjęto w stosunku do nich decyzje. Kawiarnia nie poniosła żadnego uszczerbku materialnego, więc i ona nie miała podstaw poskarżyć się policji.


1000 mężczyzn z doświadczeniem bojowym 

Inicjatorzy nowego „Antymajdanu” zaprzeczają, iż brali udział w wydarzeniach w „Bobrach i Kaczkach”. Bajker „Chirurg” oświadczył, iż ruch nie będzie zajmował się takimi głupotami, tego rodzaju działania wyrządziłyby mu szkodę. „Nasz ruch zamierza w większym stopniu zajmować się działalnością ideologiczną, ważne by pomysły takich spotkań tłumić w zarodku”.

- „Kiedy na placu znajdzie się tysiąc mężczyzn z doświadczeniem bojowym, oni nie ograniczą się do czczej gadaniny.” – tą oceną sytuacji, do pewnego stopnia sprzeczną, z poglądami Chirurga, podzielił się z nami jego współpracownik, senator Dmitrij Sablin.

Jako autorzy artykułu, bylibyśmy zadowoleni, gdybyśmy mogli napisać, iż nie rozróżniamy poszczególnych formacji „tituszek”. Ale, jak się wydaje do kawiarni wtargnęli zwolennicy Ruchu Narodowo-Wyzwoleńczego (NOD).

Wskazują na to do pewnego stopnia słowa jego przywódcy, deputowanego Dumy Państwowej, Jewgienija Fiodorowa.

- „Sam sztab takiej akcji nie organizował. Ale orientuję się, że tam doszło do przepychanki między przedstawicielami „piątej kolumny”, a zwolennikami suwerenności narodowej” – powiedział Fiodorow. „NOD” nie jest formalnie zarejestrowaną organizacją, nie prowadzimy formalnej rejestracji członków. Mamy jednak miliony sympatyków. Państwo nie wywiązuje się z roli Obrońcy Ojczyzny. Dlatego to brzemię musieli na siebie wziąć sami obywatele.”




Tłum.:ZDZ


Artykuł ukazał się na portalu moskiewskiej opozycyjnej „Nowej Gaziety”: http://www.novayagazeta.ru/society/66859.html







*Jekatierina Fomina, reporterka „Nowej Gaziety”









*Nikita Grin, reporter „Nowej Gaziety”          









Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com