piątek, 2 września 2016

Putinowi potrzebna była kasa….



W latach dziewięćdziesiątych, w czasach rozkwitu petersburskiej przestępczości zorganizowanej, Maksym Freidzon brał udział w wielu podejrzanych operacjach. Kiedy trzeba płacił łapówki, wiedział do kogo się zwrócić, gdy trzeba było załatwić licencje, zezwolenia, odpowiednie lokale. I co najważniejsze orientował się dobrze, jaką rolę odgrywał w tym wszystkim były pierwszy zastępca mera miasta, Władimir Putin. Freidzon mieszka teraz w Izraelu. Czując się bezpiecznie, opowiada mediom o ciemnych interesach wokół petersburskiego portu, o rzece przelanej krwi w walce o kontrole nad płynącymi zeń dochodami. I przede wszystkim o współpracy środowiska przestępczego z przyszłym prezydentem Rosji.



  

Z Maksymem Freidzonem rozmawia Dmitrij Wołczek   




Rosyjskie media niezależne nie ustają w zbieraniu informacji o niejasnej petersburskiej przeszłości obecnego prezydenta Rosji. 





W żółwim tempie toczy się proces sądowy w sprawie, znajdującego się już za kratami, lidera tambowskiej grupy przestępczej Władimira Barsukowa (Kumarina). Dotyczy zorganizowanego przez niego zamachu na przedsiębiorcę Siergieja Wasiliewa.

Przestępstwo popełniono 5 maja 2006 roku. Kiedy samochody ze współwłaścicielem ‘Petersburskiego Terminalu Naftowego’ i jego ochroną wjechały na Prospekt Lewaszowski, zostały ostrzelane z karabinów automatycznych.

W czerwcu 2014 roku przysięgli uniewinnili Barsukowa i jego dwóch przypuszczalnych wspólników. W listopadzie Sąd Najwyższy uchylił wyrok w tej sprawie. Ze względów bezpieczeństwa proces toczy się w Moskwie. W maju 2016 roku przysięgli uznali oskarżonego za winnego. Wyrok miał zapaść w lipcu, jednak posiedzenie zostało przeniesione na 19 sierpnia (w końcu w tej sprawie został wydany wyrok, Kumarina skazano na 23 lata pozbawienia wolności w instytucji penitencjarnej o zaostrzonym reżimie - "mediawRosji").

Nazwisko jeszcze jednego znanego w bandyckim Petersburgu biznesmena Ilji Trabiera o przezwisku "Antikwar" znalazło się w nakazie aresztowania, wydanym w maju przez sąd w Hiszpanii. Hiszpańskie śledztwo zakłada, że poza Trabierem do grupy przestępczej należeli deputowani Dumy Państwowej i urzędnicy. Niewykluczone także, iż ślady prowadzą na Kreml.


W cyklu wywiadów udzielonych Radiu Swoboda mieszkający w Izraelu  biznesmen Maksym Freidzon opowiedział już, jak w latach 90tych w Petersburgu świat przestępczy zawarł sojusz z władzą. i jaką rolę odegrał w nim urzędnik merostwa Władimir Putin. Freidzon przyznał, iż przyszły prezydent Rosji dwukrotnie otrzymał od niego łapówkę za załatwienie określonych formalności  – po 10 tysięcy dolarów.


Nowa rozmowa z cyklu dotyczy okresu, kiedy Putin, po ucieczce Anatolija Sobczaka do Paryża (b. mer St. Petersburga, znany polityk okresu pieriestrojki i szef Putina - "mediawRosji"). i objęciu urzędu przez Władimira Jakowlewa, stracił w Petersburgu swoje wpływy. Z czasem jednak zrobił w Moskwie zawrotną karierę. W opinii naszego rozmówcy, tak szybki awans nie byłby możliwy, gdyby wpływowi przedsiębiorcy petersburscy, nie udzielili Putinowi pomocy finansowej. W pierwszej kolejności, należy wspomnieć o jego udziale w aktywach petersburskiego portu. „Na ile mi wiadomo, po tym jak Putin otrzymał stanowisko w FSB, rozpoczął się okres pełnej bezkarności dla jego partnerów z Petersbuskiego Terminalu Naftowego, spółki OBIP oraz petersburskiego portu. Współpracownik Putina, Aleksiej Miller (obecnie prezes zarządu Gazpromu) pełnił rolę jego pełnomocnika opiekując się wspomnianymi aktywami. Dzięki wsparciu FSB i takiego partnera, jak Putin, ludzie ci przestali lękać się prawa. Przestępcy i służby działali efektywnie i w pełnej harmonii. Tylko dużo przelano krwi” – wspomina Maksym Freidzon.





Dmitrij Wołczek:
Jak „środowisko” postawiło na Putina?

Maksym Freidzon:
Jeśli dobrze pamiętam, kiedy Władimir Władimirowicz był urzędnikiem merostwa, chętnie przyjmował łapówki i udziały, starał się nie przepuszczać żadnej okazji. Z kasyna pieniądze odbierał wówczas Roma Cepow, potem walizki z gotówką szły w górę. Miller zbierał łapówki. Graham Smith w Liechtensteinie prał i akumulował środki z przemysłu naftowego. Ale kiedy Sobczak przegrał wybory i musiał uciekać w obawie przed sprawą karną, Władimirowi Władimirowiczowi zrobiło się ciężko. Nikt nie potrzebuje urzędnika złodzieja. Nie bardzo wiedziano, za co mu płacić.


"Paczka" stawia na Wołodię


Wolczek:
Jednak postanowili płacić?

Freidzon:
Moim kolegą był wtedy Dima Skigin, partner w spółkach "Sigma" i" Sowex". Od niego dowiedziałem się, że zdecydował się na nieco ryzykowny (jak na tamte czasy) ruch. Dima uznał, że Władimirowi Władimirowiczowi należy pomóc w zachowaniu udziałów w sensownie już wtedy zarządzanym terminalu naftowym i firmie "Sowex". Z terminalem sprawa był prosta: jednemu z inżynierów portu, od początku zaangażowanemu w jego budową, nie przedłużono umowy o dzierżawie. Przeszła ona na Skigina i Trabiera. Jak powiedział Dima, całą operację przepchnął bezpośrednio Władimir Władimirowicz, potem wszechstronnie pomagał przy powstawaniu terminalu. Za to dostał swój udział.

Dima postawił na niego i zapewnił swoich partnerów – Trabiera, Wasiljewa i Kumarina, że Putina nie warto spisywać na straty. Sytuacja była wielobiegunowa. Trudno było przewidzieć, kto w końcu przejmie władzę. Myślę, że Putinowi po prostu potrzebne były pieniądze. Przypuszczam, że w czasie pracy w merostwie porządnie nakradł, ale w Moskwie podejście do pieniędzy jest inne. Potrzebne jest stałe źródło porządnych dochodów, biednych ludzi tam się nie lubi, tacy w Moskwie nikomu nie są potrzebni. Bierezowski miał cudowne powiedzonko: "pieniądze były, jeszcze nie raz będą, ale teraz ich nie ma!"  

W 1996 roku Miller otrzymał stanowisko zastępcy dyrektora terminala naftowego. Zastępcą był także Sasza Diukow, najbardziej zaufany współpracownik Dimy Wasiljewa, a Trabier był dyrektorem naczelnym. Następnie Miller został jednym z dyrektorów i upoważnionym przedstawicielem spółki OBIP, gdzie znów spotkał się z Diukowem. Ilja Trabier sprawował funkcję przewodniczącego rady dyrektorów. Dima ulokował Millera jako protegowanego Władimira Władimirowicza. Chodziło o to, by pokazać, iż  będziemy wspierać Putina – naszego człowieka w Moskwie – i to nam się opłaci. Proszę mi wierzyć, to była poważna decyzja. Sytuacja szybko się zmieniała i wydawanie pieniędzy na kogoś, kto na razie niczego nie może zrobić, było bardzo ryzykowne.


Wołczek:
Ryzykowne, ale perspektywiczne... Inwestycja szybko się opłaciła, kiedy Putin został szefem FSB.


Rzeka krwi


Freidzon:
Na ile mi wiadomo, inwestycja w Putina opłaciła się już wcześniej, gdy w roku 1997, udało mu się umocnić pozycję w administracji prezydenta.

Myślę, że to były ustalenia zawarte przez Putina, to on otrzymał dla swego „środowiska” carte blanche na prywatyzację portu petersburskiego i odsprzedanie go Moskwie (bez poparcia petersburskiej „paczki”, ludzie z Moskwy nigdy by tam weszli). W 1997 roku, choć koszta były wysokie, portem zaczęła zarządzać spółka OBIP. Ale los uśmiechnął się do nas najbardziej, gdy Putin stanął na czele FSB. Trabier & Co zupełnie przestali bać się prawa. Gdy przejmowano port i potem, gdy go sprzedawano oraz zaprowadzano własne porządki, zginęli po kolei kapitan spółki "Morskoj Port Sankt-Peterburga" Michaił Sinielnikow, jego asystent odpowiadający za bezpieczeństwo Siergiej Bojew, kierownik spółki "Siewiero-Zapadnoje Parochodstwo" Jewgienij Chochlow, główny kadrowiec tej firmy Nikolaj Jewstafiejew, współwłaściciel spółki "Siewiero-Zapadnyj Tamożnyj Terminal" Nikolaj Szatilo, oraz dyrektor generalny Witold Kajdanowicz. Zginęli także współwłaściciele Koncernu "Orimi" Dmitrij Warwarin i Siergiej Kriżan uwiklani w walkę o przejęcie spółki "Pietroliesport" i inne mniej znane osoby.

Wołczek:
Najgłośniejsze było zabójstwo wicegubernatora Sankt Petersburga Michaiła Maniewicza. Zastrzelono go z karabinu automatycznego w środku miasta, na Prospekcie Newskim…

Freidzon:
Maniewicz sprzeciwiał się, by port wyszedł spod kontroli miejscowych władz. Myślę, że to było główną przyczyną zabójstwa. Po jego śmierci władze petersburskie zrezygnowały ze swoich pretensji pod adresem portu. Nieco później Diukow, Miller i Trabier przenieśli się ze spółki OBIP do jego zarządu. Diukow został dyrektorem generalnym, Miller zastępcą do spraw inwestycji, Trabier – członkiem rady dyrektorów. Z powodzeniem odsprzedali port ludziom z Moskwy. Myślę, że Władimir Władimirowicz nadzorował transakcję i jako udziałowiec i jako szef FSB. Petersburski port jest obiektem strategicznym o znaczeniu państwowym.

Z dolą należącą do Putina wszystko załatwiono jak trzeba, inaczej, niż w wypadku pokrętnej sprawy Roldugina (wiolonczelista, przyjaciel Putina figurujący w dokumentach ujawnionych w Panamie - "mediawRosji"). Tutaj wszystko było prostsze. Pod ręką znajdował się Graham Smith, współpracowano z nim długo i owocnie od czasów spółki "Sowex". Pod jego kontrolą rzetelnie i sprawnie rozdzielono udziały. Sprzedaż portu odbyła się poprzez spółkę "Nasdor", zarejestrowaną w Liechtensteinie, pod tym samym adresem co należąca do "Sowexu" spółka "Horizon International Trading",. Wszystko nadzorował Smith, a Trabier figurował jako beneficjent. Jeśli mówić o prawdziwych relacjach Władimira Władimirowicza, jako szefa Federalnej Służby Bezpieczeństwa ze światem przestępczym, to według mnie wyglądała ona następująco: w porcie pracował jego najbliższy zaufany współpracownik Miller,  Putin sprawował swego rodzaju patronat. Miller orientował się w całej działalności portu, także wówczas, gdy była niezgodna z prawem, w końcu brał udział w grze. By przejąć port, sprzedać go, wszystko załatwić jak należy, trzeba było podjąć masę działań o charakterze  organizacyjnym. Zajmowali się nimi Sasza Diukow i Losza Miller. Występowali jako upoważnieni pełnomocnicy, prowadzili rozmowy, a gdy nie udawało się osiągnąć porozumienia, zjawiał się Trabier ze znajomymi i problem rozwiązywano radykalnie.

Wołczek:
Wychodzi na to, że port petersburski odegrał ogromną rolę w rosyjskiej polityce. Możliwe, że gdyby go nie było, prezydentem w Rosji zostałby ktoś inny?


Określone zobowiązania


Freidzon:
Myślę, że jeśli w 1996 roku Dima Wasilijew nie zadbałby o udział w terminalu i spółce "Sowex" dla Władimira Władimirowicza, temu ostatniemu byłoby znacznie trudniej. Kiedy do petersburskiego merostwa na stanowisko szefa przyszedł Władimir Jakowlew, Putin stracił wiele ze swych wcześniejszych źródeł dochodów. Bez nich miał niewielkie szanse, by zajść wyżej.

Sądzę, że Putin nawiązał bliską współpracę z tym środowiskiem. Przekroczyła ona ramy zwykłej w Rosji urzędniczej korupcji, dało się to zauważyć najlepiej w 1996 roku, gdy mer Petersburga Anatolij Sobczak przegrał wybory. Żeby zachować udziały i ciągły dopływ gotówki, Putin musiał swojej "paczce" przynosić określone korzyści. Należeli do niej tacy kumple, jak Kumarin, Trabier, Wasiliew, Skigin, Timczenko, Smith, Diukow i inni szanowni panowie. Pozbawiony pracy urzędnik merostwa został poparty przez grupę złożoną z przestępców i biznesmenów, ostatecznie stał się jej członkiem. Bronił jej interesów na tyle, na ile w Moskwie było to możliwe. Trzeba było odpracować otrzymaną dolę. Myślę, że do dnia dzisiejszego wobec tych ludzi Putin ma określone zobowiązania.

Wołczek:
Wśród  nich są też Traibier i Wasilijew?

Freidzon:
Sądzę, że Trabier i Wasiliew, jak i szereg innych członków grupy, są nietykalni ponieważ wsparli Putina w trudnym momencie życia. Są związani z nim wspólną działalnością w latach dziewięćdziesiątych. Myślę, że przypadek Kumarina jest wyjątkiem, on w pewnym momencie przekroczył dozwoloną granicę. W grupie przestrzegano określonej zasady, panowie, załatwiajcie sprawy między sobą tak, jak chcecie, ale Wołodii proszę nie zaczepiać. Niepożądane były strzelaniny publiczne i kłopoty na mieście, to mogłoby podważyć autorytet Wołodii. Nie strzelajcie jeden do drugiego, to najważniejsza lekcja, jaką ci faceci musieli przyswoić.

Port w Petersburgu jest ogromnym aktywem. To jedyny poważny port na północnym zachodzie Rosji. Główny strumień towarów do jej części europejskiej, w tym do Moskwy, idzie przez Petersburg. Dzięki temu port ma znaczenie strategiczne. Naturalnie, przejęcie nad nim kontroli umożliwia kontrolowanie gospodarki w europejskiej części Rosji.

Władimir Władimirowicz prowadził w Moskwie określoną grę, by odnieść sukces najbardziej potrzebne mu były pieniądze. Poprzez sprzedaż portu dużo zyskał w oczach moskiewskich partnerów. Zuch – wsparł swoją "paczkę", pomógł ludziom z Moskwy i o sobie nie zapomniał. Dla moskiewskich partnerów było to potwierdzeniem jego zdolności do działania i wierności – proszę bardzo, człowiek z Petersburga zasługuje na zaufanie. Trzeba było pokonać wiele przeciwności, by w końcu przepchnąć sprzedaż petersburskiego portu ludziom z Moskwy. By to osiągnąć potrzebny był ktoś z wewnątrz.

W Petersburgu Moskwian nie lubią.  Nie dopuszcza się ich do swoich spraw. Wołodia potrafił pomóc i nieźle na tym zarobił. A bogatemu człowiekowi łatwiej zajmować się polityką.


Statuetka Piotra Wielkiego


Wołczek:
Jednak Putin nie pchał się do polityki, wszystko wydarzyło się trochę wbrew jego woli…

Freidzon:
Nie pchał się na początku. Jednakże w swoim gabinecie chętnie umieścił statuetką Piotra Wielkiego. Zaraz po wyborach prezydenckich zrobiono z Putinem świetny wywiad. Gdy stało się jasne, że wygrał, wtedy powiedział: „Nawet w koszmarnym śnie nie mogłem wyobrazić sobie czegoś podobnego”. Kiedy oglądałem tę wypowiedź, zadzwonił do mnie Dima Skigin i powiedział, że mieliśmy rację. Myślę, że Władimir Władimirowicz nie czuł się z tym dobrze, na pewno z początku. Do tego trzeba być specyficznym człowiekiem. On kocha pieniądze, nigdy nie wyróżniał się jako osoba publiczna. Ale władza zmienia ludzi.


Mądrzy ludzie


Wołczek:
Pana przyjaciele nie chcieli w ślad za nim wejść do polityki?

Freidzon:
Nie, to byli mądrzy ludzie. Dima Wasilijew cicho przeprowadził się do Nicei i Monako. Chcesz zagwarantować sobie bezpieczeństwo, wtedy warto znajdować się w pobliżu władzy, nie brać na siebie żadnej odpowiedzialności. Można zarządzać terminalem naftowym, uczestniczyć w sprzedaży portu, zajmować się eksportem produktów ropopochodnych, zarabiać kasę i spokojnie żyć za granicą. Timczenko to pod tym względem najlepszy przykład. Ale brać na siebie odpowiedzialność za kraj o nazwie Rosja i akceptować wszystko, co z tym związane? Nie, dziękuję bardzo! Dima nie poszedł do polityki, wybrał kasę, przeprowadził do Nicei i Monako.

Wolczek:
A Pana nie ciągnęło do Moskwy?

Freidzon:
Pracować dla KGB? Dziękuję bardzo. Z tą organizacją najlepiej nie mieć żadnych związków. Niestety, wielu moich całkiem wykształconych i inteligentnych znajomych wykorzystało daną im przez służby szansę, by "wybić się na ludzi". Nawiasem mówiąc, przy Putinie uczciwi profesjonaliści nie szukali władzy. Jeden z moich dobrych przyjaciół zajmował się zagadnieniami infrastruktury portowej w spółce "RosMorPort". Na początku lat dwutysięcznych otrzymał propozycję z Moskwy, by objąć wysokie stanowisko w pewnym ministerstwie. Odmówił: „W żadnym wypadku. Nie mamy w kraju problemów politycznych - tłumaczył swoją decyzję - mamy za to problemy infrastrukturalne i technologiczne. W naszym systemie władzy są one nie do rozwiązania".

Jeśli chcesz doić krowę, musisz się o nią troszczyć. A naszą krowę już zjedzono i zakopano. Putin i jego ludzie – to nie ścierwniki lat dziewięćdziesiątych, a trupie robactwo. Wszystko niedługo zacznie się sypać: podstacje, kotłownie – nie są przecież wieczne.

Putin odwraca uwagę ludzi pracy, ale kiedy posypie się energia elektryczna i ogrzewanie, zrobi się bardzo niemiło. Nie mówiąc już o tym, że kraj nie jest w stanie sam zaopatrzyć się w produkty spożywcze. I dla przyjezdnych także jest za drogo. Jak mówi mój przyjaciel: pojadę do Rosji, jeśli w końcu zbudujecie drogę z Petersburga do Moskwy. Wtedy uwierzę, że kraj wstał z kolan.

Myślę, że Putina trzeba usunąć tak szybko, jak to możliwe. Rządzi w taki sposób, że katastrofa techniczna jest nie do uniknięcia. On ostatecznie dobije kraj. Putin kradł, krył bandytów, zarabiał pieniądze,  potem zaczął głosić idee patriotyczne i zagarnął Krym, ale to drobiazgi w porównaniu z tym, co nas czeka. Nie gra w patriotyzm jest ważna, musimy walczyć o przeżycie.


Tłumaczenie: MR


Oryginał ukazał się na portalu rosyjskiej redakcji Radio Svoboda: http://www.svoboda.org/a/27914802.html


W porównaniu z oryginałem w polskiej wersji dokonano niewielkich skrótów. 




 *Maksym Freidzon, petersburski biznesmen związany z miejscowym światem przestępczym. W latach dziewięćdziesiątych brał udział w różnych podejrzanych transakcjach, był udziałowcem spółek działających na pograniczu prawa.. Przed sądem w USA wytoczył proces szeregowi wielkich rosyjskich korporacji, zarzucając im przejęcie należącej do niego własności. Obecnie mieszka w Izraelu. Od pewnego czasu udziela wywiadów, opowiadając o ciemnych stronach petersburskiego życia biznesowego w latach dziewięćdziesiątych i zarzucając Wladimirowi Putinowi przyjmowanie łapówek.





*Dmitrij Wołczek (ur. 1964), od 1988 roku dziennikarz rosyjskiej redakcji Radio Swoboda. Redaktor naczelny portalu svoboda.org. Poeta, tłumacz literatury anglojęzycznej. 









Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com




Projekt "Media-w-Rosji" ma na celu umożliwienie czytelnikowi w Polsce bezpośredniego kontaktu z rosyjską publicystyką niezależną, wolną od cenzury. Publikujemy teksty najciekawszych autorów, tłumaczymy materiały najlepiej ilustrujące ważne problemy współczesnej Rosji. Projekt "Media-w-Rosji" nie ma charakteru komercyjnego. 




niedziela, 28 sierpnia 2016

Bolszewicy jak zwierzęta…



Od kilku dni Rosja ma nowego ministra oświaty. Na to stanowisko mianowano znaną ze swych konserwatywno-nacjonalistycznych poglądów Olgę Wasilijewą. Wcześniej nowa minister pracowała w Administracji Prezydenta. Jej zdaniem system oświatowy wymaga zmian, by wychowywać dzieci i młodzież w duchu lojalności wobec państwa. Młodzi ludzie muszą być gotowi do obrony państwa. Tylko dzięki temu, iż Stalin nawiązał przed wojną i w jej czasie do rosyjskich tradycji patriotycznych Związek Radziecki zdołał odnieść zwycięstwo. Wyrażane swego czasu przez Wasilijewą pochwały dla tyrana wywołały po jej nominacji na stanowisko ministra szereg komentarzy. Odezwał się także znany ze swej krytycznej oceny dla reżimu Putina, publicysta,, ekonomista i polityk emigracyjny Alfred Koch.




Autor: Alfred Koch










Nowa minister Wasilijewa sprowokowała kolejną odsłonę dyskusji na temat skali stalinowskich represji. Znów wszyscy zaczęli liczyć słupki i zastanawiać się, jaki poziom represji można uznać za dopuszczalny, a jaki za nadmierny.



Z kalkulatorem w ręku



Wezmę i ja kalkulator do ręki. Panowie stalinowcy!  Posłużę się waszymi danymi wyjściowymi, choć rzecz jasna uważam je za zaniżone. Ale nawet wasza statystyka potwierdza co następuje:

1. Ofiary Wojny Domowej: z obu stron zginęło 4,5 miliona ludzi. Stracili życie w walce, od ran, na skutek białego i czerwonego terroru.

Mam nadzieję, iż nikt tego nie zakwestionuje: jeśliby bolszewicy nie uzurpowali władzy i nie rozpędzili Konstytuanty, to nie byłoby żadnej wojny domowej….?

2. Na skutek głodu z lat 1921-1922 umarło minimum 5 milionów ludzi. Te cyfry pochodzą od rządu radzieckiego, podano je, gdy bolszewicy zwrócili się o pomoc żywnościową do Ameryki. Te szacunki, nigdy potem, nie uległy zmianie. Masowy głód był oczywistym następstwem wprowadzenia komunizmu wojennego i stosowania masowych rekwizycji. Dopiero później, Lenin z powodu głodu z nich zrezygnował.

3. Głód w latach 1932-1933. Pod tym względem wszystko jest jasne, mamy oświadczenie Dumy Państwowej z 2 kwietnia 2008 roku "Dla uczczenia pamięci ofiar głodu w latach trzydziestych na terytorium ZSRR". W nim, panowie stalinowcy, putinowska Duma, czarno na białym, informuje, iż liczba ofiar głodu wyniosła 7 milionów. W tym oświadczeniu można także przeczytać, iż głód był skutkiem bezmyślnej kolektywizacji prowadzonej przez Stalina.

4. "Wielki terror" z lat 1937-1938. Wasza cyfra - 1 milion. To tylko ludzie wówczas rozstrzelani. Ilu jednak umarło w obozach na skutek głodu, podczas transportu, itd…? Tej cyfry, waszym zdaniem podawać nie potrzeba. No więc niech tak będzie - 1 milion.

5. Deportacje narodów represjonowanych. Wasza statystyka - deportowano 2,5 miliona ludzi. Straty podczas wywózek nie przewyższyły 20%, to znaczy 0,5 miliona. Niech wam będzie.

6. Straty podczas II wojny światowej spowodowane przez złe dowodzenie armią. Nie wliczam tu ofiar ludności cywilnej. Załóżmy, że za nie wszystkie odpowiada Hitler (choć rzecz jasna wersja ta nie bardzo odpowiada prawdzie).

Stalinowska wersja historii jest taka, iż do lata 1943 roku (to jest do bitwy na Łuku Kurskim) inicjatywa strategiczna należała do prowadzącej ofensywę armii niemieckiej. Za to później przejęły ją oddziały radzieckie. To oznacza, iż przez 2 lata armia radziecka się cofała, a przez dwa lata prowadziła działania ofensywne.

Tak więc Wermacht i Armia Czerwona, mniej więcej, przez tyle samo czasu prowadziły działania obronne i ofensywne. Straty Armii Czerwonej wyniosły 8 milionów 866 tysięcy ludzi, armia niemiecka straciła 6 milionów 700 tysięcy. Ta różnica robi wrażenie.

Odpowiedzialnością za śmierć co najmniej 2 milionów żołnierzy radzieckich można śmiało obarczyć "genialnego" wąsatego przywódcę i jego posłusznych marszałków.

7. Głód 1946 roku. Znów statystyka stalinowska informuje o trudnych do wytłumaczenia stratach demograficznych w wysokości 1 miliona ludzi.

Podsumujmy wyniki. 21 milionów ludzi straciło życie wyłącznie dzięki mądrej polityce bolszewików, prowadzonej pod kierownictwem Lenina i Stalina.


Dużo, czy mało?


Nie ja to wymyśliłem. To są wasze cyfry panowie stalinowcy. Jeśli wziąć pod uwagę, iż liczba ludności ZSRR wynosiła w tym okresie ok. 150 milionów, oznacza to, iż odsetek ofiar wyniósł 14%. Byli wśród nich przede wszystkim młodzi ludzie, mężczyźni w wieku produkcyjnym, oraz dzieci. W okresie Wielkiego Terroru dołączyli do nich wybitni uczeni, inżynierowie, ludzie kultury…

Czy to dużo, czy mało, wybierajcie sami…. Cyfry wymieniane przez waszych oponentów, panowie stalinowcy (ja się z nimi zgadzam), są o wiele wyższe.

Co więc powiecie w związku z waszą statystyką? Gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą. Jakoś blado, mało przekonujące. Za to zbudowaliśmy przemysł…. No ale, czy w tym celu należało zgładzić 12 milionów chłopów? I czy potrzebne były ofiary wojny domowej? Bolszewicy nie objęliby władzy, co nas to obchodzi? Sami mówiliście, iż to oni w 1917 roku zerwali ciągłość historii, i że było to nieszczęście….

Jak można koniecznością industrializacji uzasadnić śmierć Wawiłowa (wybitny genetyk radziecki zamordowany w czasach wielkiego Terroru - "mediawRosji"). Albo pogruchotanie żeber Koroliowa (główny konstruktor radzieckiego programu kosmicznego - "mediawRosji").

Nie bardzo rozumiem, dlaczego zwycięstwo nad Niemcami miałoby się okazać niemożliwe, gdyby nie rozstrzelano Tuchaczewskiego, albo Rokossowskiemu nie powybijano zębów.

Oto co wam powiem… Ci wszyscy ludzie, 21 milionów zginęli nie w imię industrializacji, albo zwycięstwa. Stracili życie, bo bez terroru bolszewicy nie utrzymaliby władzy. Stracili życie tylko dlatego, iż czerwone zwierzęta nie chciały oddać władzy. Dlatego naród musiał się bać i przelano tyle krwi.


Niewinni ludzie w zamian za walcownię


Ale to jeszcze nie wszystko. Najstraszniejsze jest to, co stało się z wami panowie stalinowcy. Staliście się zwierzętami. Dyskutujecie na temat dopuszczalnej liczby ofiar, jakbyście byli badaczami populacji parzystokopytnych, jakbyście byli myśliwymi w rezerwacie. Zima zamarzło 5% stada, nic się nie stało, latem się je odbuduje… Wiki zagryzły 10 procent młodych, to w granicach normy, tak bywa zawsze….

Zupełnie nie boli was koszmar tego, iż ofiarami byli ludzie zupełnie niewinni. Niewinni, rozumiecie? Wasza logika dopuszcza jakieś dziwne normy. Przestrzeganie ich oznacza, iż to całkiem normalne, by zabić pewną ilość niewinnych ludzi, w zamian za nową walcownię, albo piec martenowski.

No i niech tak będzie. Gdyby jednak panią, pani minister Wasilijewa zapytano: jeśli dopuszczalne będzie zamorzenie głodem pewnej ilości niewinnych ludzi w zamian za nową obrabiarkę przeznaczoną do obróbki skrawaniem, to może wśród nich znalazłaby się i pani…? Albo jeszcze lepiej, pani dzieci….

Zawahała się pani…? A to dlaczego? A panią, to za co? Chłopów z Powołża było za co? Albo za co w wagonach towarowych morzono głodem i chłodem dzieci czeczeńskie ….? Za zwycięstwo? Nie byłoby go bez tej dziecięcej tragedii? Był już 1944 rok….

Nie mam pod adresem tych "historyków-specjalistów", w rodzaju pani Wasilijewej, żadnych pretensji. Jakie można mieć pretensje pod adresem robotów, którym zależy wyłącznie na utrzymaniu się przy władzy i zademonstrowaniu wierności wobec tronu? Ci ludzie tak wiele trąbią o patriotyzmie, a jednocześnie, nie odczuwają ani cienia współczucia wobec swych własnych współplemieńców.

Jestem przekonany, iż naród rosyjski ma przechlapane, jeśli nie dostrzega, iż komenderują nim jego wrogowie, iż w rzeczywistości poddany jest władzy przypominających ludzi zwierząt. Niczym Marsjanie, sprawujący w Rosji władzę uważają naród za mięso armatnie i materiał budowlany dla swych megalomańskich projektów.


Żal mi narodu rosyjskiego. Słowo honoru… Jak mi się wydaje, zasługuje na coś lepszego…. Chociaż czort wie, na co zasługuje…. O wszystkim i tak zdecyduje wola Boża….





Tłumaczenie: Zygmunt Dzięciołowski


Oryginał ukazał się na stronie Alfreda Kocha w Facebooku (tekst został powielony przez wiele rosyjskich portali niezależnych,, np. kasparov.ru): https://www.facebook.com/koch.kokh.haus/posts/1601307930166410












*Alfred Koch (ur. 1961), rosyjski polityk orientacji liberalnej, związany z formacją Jegora Gajdara i Anatolija Czubajsa. Publicysta, biznesmen. W latach 1993-1997 pracował w Komitecie d.s. Własności Państwowej, w ostatnim okresie na stanowisku przewodniczącego. Był współodpowiedzialny za program prywatyzacji, który stal się źródłem bajecznego bogactwa dla garstki rosyjskich oligarchów. Pod rządami Władimira Putina stal się jego radykalnym krytykiem. W obawie przed aresztowaniem wyjechał z Rosji w 2014 roku. Mieszka w Niemczech. Jego strona w Facebooku cieszy się gigantyczną popularnością. 






Teksty Alfreda Kocha na "Media-w-Rosji":


W niewoli żyje się długo


Przez lata Alfred Koch cieszył się w Rosji podejrzaną reputacją. Zarzucano mu współudział w programie złodziejskiej prywatyzacji najbardziej dochodowych gałęzi gospodarki rosyjskiej. Potępiano za rolę, jaką odegrał w likwidacji niezależnej telewizji NTV. Zawsze jednak był przekonanym zwolennikiem gospodarki i polityki liberalnej. Teraz przekonania zaprowadziły go do obozu najbardziej zawziętych przeciwników prezydenta Putina. Pisany przez Kocha na emigracji w Bawarii blog cieszy się w Rosji gigantycznym zainteresowaniem. Koch pisze z rozmachem, nie wstydzi się wulgaryzmów, bez litości tropi przejawy demoralizacji w obozie władzy. Jego rozmówcą w wywiadzie dla magazynu Sobiesiednik jest Dmitrij Bykow, błyskotliwy poeta, eseista, satyryk, dziennikarz. Rozmawiają o tym, co najważniejsze. O wojnie na Ukrainie, zabójstwie Niemcowa, przyszłości Władimira Putina.

Wesele Dmitrija Pieskowa, rzecznika prasowego prezydenta Rosji wciąż jest gorącym tematem w rosyjskich mediach społecznościowych. Mieszkający dziś w Bawarii Alfred Koch, polityk i publicysta oszacował koszta hotelu, ...

Porozumienie z Iranem budzi w Rosji niepokój. Napływ tamtejszej ropy naftowej na światowe rynki może doprowadzić do istotnego spadku cen tego surowca. Alfred Koch, polityk liberalnej orientacji, były minister do spraw ...

Na swojej stronie w Facebooku, polską ambasador wziął w obronę Alfred Koch, polityk, publicysta, jedna z najbarwniejszych postaci na rosyjskiej scenie politycznej: "Nie da się jednostronnie przyznać sobie tytułu ...






Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com




Projekt "Media-w-Rosji" ma na celu umożliwienie czytelnikowi w Polsce bezpośredniego kontaktu z rosyjską publicystyką niezależną, wolną od cenzury. Publikujemy teksty najciekawszych autorów, tłumaczymy materiały najlepiej ilustrujące ważne problemy współczesnej Rosji. Projekt "Media-w-Rosji" nie ma charakteru komercyjnego. 


wtorek, 16 sierpnia 2016

Kadry decydują o wszystkim



Od kilkunastu miesięcy prezydent Putin konsekwentnie dokonuje zmian w rosyjskim aparacie władzy. Wysokie stanowiska otrzymują ludzie do tej pory nieznani, ze stażem w strukturach siłowych, lub służbie protokołu prezydenta. Praca w jego osobistej ochronie może dziś w Rosji zapewnić stanowisko gubernatora regionu, lub wyższe. Wladimirowi Putinowi nowi ludzie na szczytach władzy gwarantują osobistą lojalność, tylko jemu zawdzięczają swoje kariery. Dziennikarz stacji telewizyjnej "DOŻD'", Anton Żełnow uważa, iż obecne zmiany kadrowe w rosyjskiej polityce zgodne są z niektórymi zasadami życia salonowego…


 
Autor: Anton Żełnow





Prezydent Putin ogląda nowy park na terenie Kremla. Jego przewodnikiem (na prawo od Putina) jest nowy szef kremlowskiego Zarządu ds. Gospodarczych, Aleksander Kołpakow. Wcześniej pracował w ochronie prezydenta. 



Lato tego roku zapamiętamy ze względu na znaczne przetasowania w aparacie władzy. Zaczęły się one w końcu lipca. W ciągu jednego dnia Putin zwolnił czterech gubernatorów i trzech pełnomocnych przedstawicieli w okręgach federalnych. Wówczas na zwolnione stanowiska mianowano przede wszystkim ludzi ze stażem w resortach siłowych. W piątek 12 sierpnia zdymisjonowany został szef administracji prezydenta, Siergiej Iwanow, jego miejsce zajął Anton Wajno, wcześniej naczelnik oddziału protokołu. Kim są politycy nowej fali? 

Czego można się po nich spodziewać? Analizuje i komentuje Anton Żełnow


Nowy trend

Od pewnego czasu obserwujemy nowy trend na szczytach rosyjskiej władzy. Zmiany na wysokich stanowiskach mają na celu odnowienie najważniejszych kadr. Mają one specyficzny charakter. W maju 2014 roku zwolniono Władimira Kożyna, który przepracował 14 lat w Administracji Prezydenta. Na zwolnione przez niego stanowisko szefa Zarządu Gospodarczego powołano Aleksandra Kołpakowa, wcześniej kierował on pracą jednego z zarządów w Służbie Ochrony Prezydenta. Ze poinformowanego źródła w radzie ministrów Telewizja "DOŻD'" dowiedziała się, iż Kołpakow w rzeczywistości pełnił funkcję majordoma w rezydencji Putina nad Wałdajem. Już wówczas można było wyciągnąć wniosek, iż prezydent stawia na ludzi ze swojej ochrony. Nie oczekują oni niczego w zamian za lojalność wobec szefa. Nie są zwolennikami żadnej ideologii.

Przyszłych gubernatorów i szefów zarządów prezydent testował w pracy na stanowiskach w różnych strukturach siłowych. Dla przykład, Siergiej Mironow (obecnie gubernator Obwodu Jarosławskiego) pracował wcześniej w KGB i Federalnej Służbie Ochrony. W 2014 roku Putin przeniósł go do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, w zamian za aresztowanego Denisa Sugrobowa (były wyższy rangą funkcjonariusz MSW odpowiedzialny za walkę z korupcją - "mediawRosji"). Były ochroniarz stanął na czele instytucji powołanej do walki z korupcją, stąd z kolei przeprowadził się do biura gubernatora obwodu.


Nowi gubernatorzy w Jarosławlu i Kalinigradzie


W podobny sposób prezydent przetestował Jewgienija Ziniczewa. Był on także funkcjonariuszem osobistej ochrony prezydenta. W czerwcu zeszłego roku przerzucono go do Kaliningradu, gdzie został szefem miejscowego zarządu FSB. Teraz Ziniczew jest już gubernatorem obwodu.

Podobnie wyglądała kariera Aleksieja Djumina, obecnego gubernatora obwodu tulskiego. Był on także funkcjonariuszem osobistej ochrony prezydenta. W 2014 roku przeniesiono go do jednego z elitarnych departamentów GRU (służby wywiadu wojskowego). W wywiadzie udzielonym gazecie "Kommersant" Djumin opowiedział, iż podczas Olimpiady w Soczi odpowiadał za jej bezpieczeństwo. Według innych źródeł, pracując w GRU Djumin należał do grona kierującego krymską operacją specjalną.

Władimir Putin dba o zachowanie równowagi na szczytach władzy. Awansowani są nie tylko funkcjonariusze Federalnej Służby Ochrony, lecz także pracownicy Służby Protokołu. Do pewnego stopnia przypomina to sytuację z wyborem kandydata na stanowisko prezydenta w roku 2008, Wówczas Putin wybierał między Dmitrijem Miedwiediewem, a Siergiejem Iwanowem. Putin wybrał tego pierwszego, Jak sam przyznał w prywatnej rozmowie z jednym z urzędników, dodatkowy but nikomu nie jest potrzebny.



O nowym szefie Administracji Prezydenta Aleksandrze Wajno opowiadają, iż wycieczki po siedzibie rządu i biurach administracji może poprowadzić z zamkniętymi oczami. Dobrze pamięta, kto zajmuje każdy gabinet. 



Nowe pokolenie


Nowe pokolenie ludzi z resortów siłowych i służby protokołu z Putinem wiąże fakt, iż pozostają pod każdym względem zobowiązani tylko jemu samemu. Nie mają pojęcia, jaki był ich szef w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Nawiasem mówiąc, to jedna z zasad życia salonowego - otoczenie należy zmieniać co dziesięć lat, tak by nikt nie był w stanie przypominać człowiekowi jego wieku i przeszłości.

Nowy szef Administracji Prezydenta już dwa razy odpowiadał za przejmowanie przez Putina obowiązków w aparacie władzy, po raz pierwszy gdy przenosił się z Kremla do Białego Domu (siedziba rządu rosyjskiego) i po raz drugi, gdy wracał na Kreml. Opowiadają o nim, iż wycieczkę po Białym Domu Wajno może poprowadzić z zawiązanymi oczami, dobrze pamiętając do kogo należy każdy gabinet. Podobnie do Dmitrija Mironowa i Aleksandra Djumina także Aleksander Wajno nigdy nie był człowiekiem publicznym. Prezydent Putin z latami zaczął cenić podobny rys w karierze urzędnika. Nasz rozmówca z Administracji Prezydenta opowiadał, jak bardzo drażniły Władimira Putina wystąpienia, lub artykuły takich jego współpracowników, jak Wladimir Jakunin i Władisław Surkow, w których wypowiadali się o sytuacji Rosji i geopolityce. Putin uważa, iż na podobne tematy wypowiadać się może tylko on sam.




Tłum.: ZDZ


Oryginał ukazał się na portalu niezależnej telewizji "DOŻD'"






 *Anton Żełnow (ur. 1981) dziennikarz i producent niezależnej stacji telewizyjnej "DOŻD'". Jest jej korespondentem politycznym, akredytowanym w kremlowskim poolu. Publikował w prasie drukowanej, m.in. w "Wiedomostiach", "Russkim Pionierie". Jest laureatem prestiżowej nagrody "Tefi" za film dokumentalny "Brodzki, nie poeta". 








Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com



Projekt "Media-w-Rosji" ma na celu umożliwienie czytelnikowi w Polsce bezpośredniego kontaktu z rosyjską publicystyką niezależną, wolną od cenzury. Publikujemy teksty najciekawszych autorów, tłumaczymy materiały najlepiej ilustrujące ważne problemy współczesnej Rosji. Projekt "Media-w-Rosji" nie ma charakteru komercyjnego.