wtorek, 17 marca 2015

Zamiast państwa: konfederacja organizacji mafijnych



Po piętnastu latach rządów Wladimira Putina Rosja znalazła się na rozdrożu. Czy pozostanie w gronie państw cywilizowanych, czy też opuściwszy żelazną kurtynę, pogrąży się w samoizolacji? Prawdopodobieństwo, iż zrealizowany będzie ten drugi scenariusz jest ogromne – uważa Dmitrij Orieszkin, wybitny rosyjski politolog o demokratycznej orientacji. Sprzyja temu degradacja instytutów i mechanizmów państwowych. Zamach na Borysa Niemcowa pokazuje najlepiej, w jakim stopniu współczesne państwo rosyjskie przekształciło się w konfederację organizacji mafijnych. Każda stowarzyszona w nim mafia gra swoją grę, ma rację ten, komu pierwszemu uda się dotrzeć do ucha szefa.
 

Z Dmitrijem Orieszkinem rozmawiał Roman Popkow
  


Dmitrij Orieszkin: Państwo ulega przekształceniu w konfederację organizacji mafijnych. Ramzana Kadyrowa nie powstrzyma żadne prawo, nawet feudalne.

Politolog Dmitrij Orieszkin opowiedział naszemu portalowi, jak w dzisiejszej Rosji przebiega proces rozpadu mechanizmów oraz instytucji państwa.





Zamach na Borysa Niemcowa jeszcze bardziej unaocznił prawdę o współczesnym rosyjskim państwie.
W coraz większym stopniu przekształca się w konfederację organizacji o charakterze mafijnym. 



Roman Popkow:
Śledztwu w sprawie zamachu na Borysa Niemcowa towarzyszą coraz liczniejsze przecieki informacyjne do prasy. Ich źródła znajdują się w organach odpowiedzialnych za ochronę prawa i porządku. Dysponują podobno stosowną wiedzą o sytuacji. Wielu politologów i dziennikarzy, blogerzy podkreślają, iż między dwiema głównymi siłami wspierającymi władzę wybuchł konflikt. Jedną z nich są federalne instytucje siłowe, przeciwną obóz Kadyrowa. Coraz więcej zwolenników ma pogląd, iż porzucenie przez zespół śledczy wersji o zabójstwie na zlecenie, może oznaczać zwycięstwo obozu Kadyrowa nad federalnymi strukturami siłowymi. Może o tym świadczyć także przyznanie Ramzanowi Kadyrowowi kolejnej nagrody państwowej. Jak się panu wydaje, mamy rzeczywiście do czynienia z tego rodzaju wojną wewnątrz obozu władzy?

Pytanie o dym

Dmitrij Orieszkin:
Zapytał mnie pan o dym. Jego źródłem może być ogień, ale nie zawsze. Putin doprowadził kraj do punktu, w którym konieczne jest podjęcie decyzji fundamentalnej, czy pozostaniemy w gronie państw cywilizowanych, czy też opuszczamy żelazną kurtynę i pogrążamy się w samoizolacji. Czeka nas wybór jednego z dwóch modeli, albo europejskiego, albo sułtańskiego.

Nie potrafię odpowiedzieć na pana pytanie wprost. W rzeczywistości domaga się pan ode mnie komentarza na temat konfliktu między dwoma sułtanatami, kadyrowskim i łubiańskim. Brakuje mi bezpośredniej informacji, mogę wdawać się tylko w przypuszczenia. Jak mi się zdaje, w tej dziedzinie zawsze istnieje konkurencja, chodzi o prawo do zabijania, albo o prawo do życia bez ograniczeń narzucanych przez prawo. Przecież to oczywiste, zabójcy Niemcowa zakładali, iż nie grożą im żadne konsekwencje, że się wywiną, tak jak to w takich wypadkach bywało wcześniej.

Aresztowano zapewne ludzi w jakimś stopniu odpowiedzialnych za to przestępstwo. Bezpośredniego wykonawcę, a może kogoś, kto był w pobliżu, Bóg wie. Najważniejsze dla mnie jest to, że w naszym kraju zniknęło państwo, jako system mechanizmów i instytucji. Zostało ono sprywatyzowane przez jakieś grupy, one same uciekają się do przemocy, kiedy jest to dla nich korzystne. Nie jest to nawet wariant stalinowski, wówczas rozkazy wydawał Stalin, zabijano, by je wykonać. Wcale nie myślę, iż to Putin kazał zabić Annę Politkowską, albo Natalię Estemirową. Przecież nie brakuje innych ludzi gotowych z przyjemnością wydawać podobne rozkazy i z przyjemnością zabijać.

Stowarzyszenie mafijne

Mogę z łatwością wyobrazić sobie sytuację, kiedy samo państwo staje się organizacją terrorystyczną, zamienia się w mafię, w niej jeden człowiek decyduje, co jest zgodne z prawem, co nie. To wariant stalinowski. Ale bywa i tak, że państwo zamienia się w stowarzyszenie mafijne, każda stowarzyszona w nim mafia gra swoją grę, ma rację ten, komu pierwszemu uda się dotrzeć do ucha szefa. Wygląda na to, że mamy obecnie do czynienia właśnie z tym wariantem. Niewiadomo, kto zabija w każdym konkretnym przypadku, czy za cyngiel pociągnęli ludzie Kadyrowa, czy ludzie Łubianki, czy też ktoś inny zrobił to z własnej inicjatywy.

Jakby nie było, tak nie funkcjonuje normalne państwo, mamy do czynienia z nowym zjawiskiem. Badacze będą mieli co studiować.

Epoka zgody wewnątrz elity putinowskiej dobiegła kresu. Moim zdaniem, to obiektywny fakt, możliwy do potwierdzenia metodami naukowymi. Ten koniec wewnętrznej systemowej zgody, zaobserwować można na różnych płaszczyznach. Dokonuje się rozpad instytucji, degradacja systemu wartości. Boję się, że to są zjawiska nieodwracalne, przybliżające koniec rosyjskiej państwowości.

Popkow:
Czy jest uzasadnione porównanie współczesnej Rosji ze społeczeństwem feudalnym? Wówczas nie istniało państwo o charakterze narodowym, życie regulował skomplikowany system podporządkowania o charakterze wasalnym. Między różnymi grupami elity arystokratycznej stale wybuchały konflikty.

Przejaw postępu

Orieszkin:
W jakimś stopniu mamy system podobny do feudalizmu. W pewnym sensie można to uznać, za przejaw postępu w porównaniu z epoką stalinowską, wówczas państwo opierało się na niewolnictwie, ludziom nie zostawiano ani odrobiny wolności. W tamtym modelu państwo zapewniało kawałek chleba, lepszym, bardziej wydajnym niewolnikom przysługiwała lepsza racja, pensja w wysokości 250 rubli, a nie 200. Kiepskich niewolników wsadzano za nieróbstwo. Na zmianę przyszedł system w pewnym stopniu podobny do feudalizmu. Są w nim z pewnością obecne niektóre charakterystyczne dla niego cechy.

Ale choćby niewielkie państwo feudalne różni się  od wielkiej mafii tym, że zapisuje w kodeksach prawa i ograniczenia, a potem musi je respektować. Król angielski Jan Bez Ziemi przestrzegał Wielkiej Karty Wolności. Istniała specjalna instytucja pilnująca, by jej zapisy były przestrzegane. Ale my nie mamy teraz nawet tego.

W konfederacji różnych mafii żadne prawo, nawet feudalne, nie powstrzyma kogoś w rodzaju Kadyrowa. Kadyrow może zabić, kogo zechce. Może prowadzić swoją politykę zagraniczną, może zmuszać kobiety do noszenia hidżabu, albo i nie zmuszać, bez względu na to, co o tym myśli Sąd Najwyższy Rosji. Życia mafii nie organizuje prawo, jest ono regulowane przez pojęcia.

Potrzebna będzie odbudowa państwa 

Popkow:
Może więc celem rosyjskiego ruchu protestu jest w rzeczywistości odbudowa państwa w jego normalnym kształcie? Może chodzi o to, by pozbyć się państwa feudalnego, niewolniczego, mafijnego?

Orieszkin:
Najważniejszy jest postulat odbudowy normalnie funkcjonującego państwa, chodzi o to by prawo było przestrzegane, by odbywały się uczciwe wybory, byśmy mieli niezależne sądy, żeby ludzie nie byli zabijani na ulicach, by położyć tamę samowoli… Michaił Chodorkowski ma absolutną rację, kiedy mówi, ze najważniejsze jest odtworzenie fundamentów prawnych.

Kiedy mamy normalne państwo? Wtedy, kiedy ludzie dysponujący władzą, ludzie z pistoletami przestrzegają prawo. Jednak „oni” uważają dziś, że prawo jest dla idiotów, przepisy ruchu drogowego dla idiotów, zaś prawdziwi ludzie mają prawo jeździć pod prąd, na sygnale alarmowym. Nawiasem mówiąc, ta ostatnia osobliwość, z punktu kulturowego punktu widzenia nosi charakter feudalny. Kiedy suweren, albo pan feudalny ruszał w drogę prosty lud winien był zatrzymać swoje pojazdy, zejść z drogi, na poboczu czekać na kolanach. Mniej więcej z tym samym mamy do czynienia i obecnie. Glina z megafonem rozkazuje kierowcom, by swoje samochody przesunęli w kierunku pobocza, właśnie będzie przejeżdżała kolumna ważnego człowieka. Mało komu przyjdzie do głowy, że to fragment kultury feudalnej, nie polityki, nie gospodarki, a właśnie kultury.



Tłumaczenie: ZDZ



Oryginał został opublikowany na portalu openrussia.org:



*Dmitrij Orieshkin (ur.) 1953, ceniony rosyjski politolog o demokratycznej orientacji. Jest współzałożycielem analitycznej grupy „Mercator”. Aktywnie uczestniczył w akcjach opozycji demokratycznej. Publikuje w mediach niezależnych. 











Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com





piątek, 13 marca 2015

„Nowaja Gazieta”: nasza lojalność nie jest na sprzedaż



Jest bodaj najważniejszą w Rosji gazetą opozycyjną. „Nowaja Gazieta” powstała w 1993 roku. Od początku jej redaktorem naczelnym był Dmitrij Muratow. Od ponad 20 lat jest sumieniem Rosji. Demaskowała skandale polityczne, walczyła z korupcją. Jej dziennikarze Anna Politkowska, Jurij Szczekoczichin, Igor Domnikow zapłacili za pracę w „Nowej” życiem. Jej sytuacja finansowa zawsze była trudna. Od początku wspierał ją Michaił Gorbaczow i jego fundacja. Nieco później dołączył biznesmen Aleksander Lebiediew. Jednak te źródła wsparcia finansowego wyschły. Redaktor naczelny „Nowej Gaziety” ostrzega, iż już w maju może ona zniknąć z rynku.


 

 Rozmawiała: Marina Ozierowa, "Moskowskij Komsomolec".



 

Istnieje od ponad 20 lat. W świecie rosyjskich mediów "Nowaja Gazieta" jest wyjątkiem.
Nie kłamie, demaskuje skandale, walczy z korupcją. 



 Już w maju może przestać ukazywać się papierowe wydanie „Nowej Gaziety” – poinformował redaktor naczelny tego popularnego organu prasowego, Dmitrij Muratow. W wywiadzie udzielonym gazecie „Moskowskij Komsomolec” wytłumaczył, dlaczego niebezpieczeństwo, iż zniknie ona z rynku jest całkiem realne i poinformował, jaki los czeka, w takim wypadku, zespół redakcyjny.





Marina Ozierowa:
Czy to prawda, że „Nowaja Gazieta” zostanie zamknięta?

Dmitrij Muratow:
Istnieje duże prawdopodobieństwo, iż w maju wydanie papierowe przestanie się ukazywać.

Ozierowa:
Dlaczego?


Od państwa nie dostaliśmy kopiejki


Muratow:
Mam nadzieję, iż zdaje sobie pani z tego sprawę, że nie działamy w warunkach rynkowych. W Rosji istnieje ograniczona ilość wydań prasowych, które korzystają z pomocy finansowej państwa. W ten sposób zniszczono rynek. Media te, wszystkie swoje koszta pokrywają z dotacji. Dodatkowym źródłem dochodu jest dla nich reklama. W naszym wypadku, nigdy nie dostaliśmy ani jednej kopiejki z budżetu. Rynek reklamowy jest regulowany przez to samo państwo, gazeta ją dostanie, w zamian za lojalność wobec władz. A my swoją lojalnością nie handlujemy.

Wszystkie wskaźniki, jakimi mierzona jest działalność mediów, są w wypadku „Nowej GAziety” doskonałe. We wszelkiego rodzaju notowaniach zajmujemy jedno z pierwszych miejsc. Możemy pochwalić się świetnym audytorium z segmentu „premium”. Czytelnicy są nam wierni latami. W każdym innym kraju, w którym działają sprawnie mechanizmy rynkowe, „Nowaja Gazieta” byłaby przynoszącym dochód projektem. Ale obecnie nasz główny inwestor jest niemal bankrutem... Zniszczono go…


Rozliczymy się ze wszystkimi


Ozierowa:
Ma pan na myśli Aleksandra Lebiediewa?

Muratow:

Tak. Aleksander Lebiediew przez wiele lat ten ciężar brał na siebie. Dziś jest naszym publicystą. Nie może jednak już pełnić roli inwestora. Nie chcemy zbankrutować, rozliczymy się ze wszystkimi do ostatniej kopiejki, oświadczam to z pełną odpowiedzialnością. Zobaczymy, jak sytuacja rozwinie się do maja… Wymyśliliśmy wspaniały projekt… „Wspaniale Karty Wielkiej Wojny Ojczyźnianej”, to z naszej strony wyraz pamięci o niezmyślonej wojnie z niezmyślonym wrogiem. Mamy nadzieję, że zdołamy go zrealizować, bardzo byśmy chcieli.




Dmitrij Muratow jest redaktorem naczelnym "Nowej Gaziety" od 1993 roku, to jest od
początku jej istnienia. 



Ozierowa:
Jeśli druk gazety zostanie wstrzymany, być może „Nowaja Gazieta” pozostanie w Internecie?


"Nowaja" w internecie?


Muratow:
Na razie trudno powiedzieć. Nie jesteśmy wydaniem informacyjnym. Nasi dziennikarze pracują w terenie. Niekiedy zdobywają informacje w szczególnie trudnych warunkach. Nie zbierają jej w Internecie. Nie chcemy być swego rodzaju informacyjnym agregatorem internetowym.

Ozierowa:
Co stanie się z zespołem redakcyjnym?

Muratow:

W naszej redakcji pracują wspaniali, utalentowani ludzie. Jesteśmy świetnym zespołem, wolnym od intryg. Cokolwiek by się nie wydarzyło, nie zostawimy dziennikarzy samym sobie…


Tłum.: ZDZ


Oryginał wywiadu ukazał się na portalu gazety „Moskowskij Komsomolec”:
http://www.mk.ru/social/2015/03/12/novaya-gazeta-priostanovit-vypusk-v-mae-ee-investor-razoren.html






Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com






środa, 11 marca 2015

Po śmierci Borysa Niemcowa: prezydent w ślepym zaułku



Od samego początku, założyciele opozycyjnej, moskiewskiej „Nowej Gaziety” wielkie znaczenie przywiązywali do dziennikarstwa śledczego. Od rozpadu ZSRR, poradziecka Rosja była krajem skandali,  zabójstw na zamówienie i informacyjnych przecieków do mediów. „Nowaja Gazieta” uważała rozsupływanie tajemnic, poszukiwanie prawdy za swą najważniejszą misję. Kilku jej dziennikarzy, Anna Politkowska, Jurij Szczekoczichin, Igor Domnikow zapłaciło za to cenę życia.
 

Teraz redakcja „Nowej” nie szczędzi wysiłków, by uczestniczyć w wyjaśnianiu zagadki śmierci Borysa Niemcowa. Sensacyjny artykuł, podpisany przez cały zespół dziennikarzy śledczych „Gaziety”, sugeruje wprost, iż wykonawców, inspiratorów i zleceniodawców zamachu, szukać należy w rządzonej przez Ramzana Kadyrowa, Czeczenii. Fakt ten zdaniem „Nowej Gaziety” stawia prezydenta Putina przed szczególnie trudnym wyzwaniem.


Autor: Redakcja Śledcza "Nowej Gaziety"
 


Patrioci Rosji i jej wrogowie


Zabójstwo Borysa Niemcowa stawia prezydenta przed koniecznością dokonania wyboru.



Czeczeński batalion "Północ" jest jednostką wojsk wewnętrznych Rosji. Jej najważniejsi przywódcy 
(na zdjęciu prezydent Miedwiediew) przez lata nie szczędzili jego żołnierzom wyrazów uznania. 





















O tym, kto i w jaki sposób dokonał zamachu na Borysa Niemcowa mówi się zbyt wiele. I w rezultacie na ten temat wiadomo niewiele. Piana bita przez komentatorów, przecieki informacyjne pochodzące ze źródeł w organach śledczych rodzą plotki, na ich podstawie powstają nowe, przybywa ich w postępie geometrycznym. Ale główna pogłoska pojawiła się w poniedziałek i nie ma ona przypadkowego charakteru. Właśnie wtedy, jednocześnie, do aresztu trafili organizatorzy, zleceniodawcy i wykonawcy tego najgłośniejszego zabójstwa politycznego w historii współczesnej Rosji. Motywem, jak podawano, okazała się osobista wrogość, sprowokowana poczuciem głębokiej urazy na tle religijnym, swego rodzaju odprysk sprawy „Charlie Hebdo”. Pojawienie się tej  zaproponowanej przez kogoś interpretacji wyglądało na podjętą przez Kreml i osobiście prezydenta Putina próbę znalezienia wyjścia z powstałej w wyniku zabójstwa Niemcowa szczególnie skomplikowanej sytuacji. Problem polega na tym, iż wersja ta nie zgadza się z rzeczywistością.

A co z nią się zgadza? Nie będziemy brać pod uwagę komentarzy fabrykowanych przez amatorów, grafomanów, pomińmy różne przecieki informacyjne ze śledztwa, wszystko, co przypomina medialny szum. Blefują ci, którzy powołują się na ustalenia śledztwa. Odpowiedzialni za nie funkcjonariusze niczego nie komentują, że tak właśnie jest, widać choćby na przykładzie szczególnie ostrożnych wypowiedzi rzecznika Komitetu Śledczego, apelującego do opinii publicznej, by nie wierzyła w nic, co zostało napisane.

Logika wydarzeń pozwala przypuszczać, iż na Kremlu zabójstwo Niemcowa wywołało szok. Tam też zażądano, by najpierw ustalono prawdę, co wydarzyło się naprawdę. Dlatego wybór padł na Krasnowa, oficera śledczego do spraw szczególnie ważnych. Kontakty z prasą nie są w jego stylu, Krasnow nie uprawia też polityki. Podobnego rodzaju zakaz wydano też członkom grupy śledczej – obowiązuje ich milczenie nawet po odnalezieniu winnych i wydaniu wyroku przez sąd. „Nowaja Gazieta” jest w tym przypadku dobrze zorientowana, to właśnie general Krasnow wykrył sprawców zabójstwa Stanisława Markiełowa i Anastazji Baburowej, i w konsekwencji sprawę „BORNu”.


Wykonawcy


Wiadomo, iż o wykonanie zamachu na Borysa Niemcowa podejrzewany jest Zaur Dadajew, były zastępca dowódcy batalionu "Północ", jednostki wojsk wewnętrznych MSW Federacji Rosyjskiej. Śledczy podejrzewają także byłego funkcjonariusza tego oddziału Biesłana Szabanowa. Dadajewowi postawiono zarzuty, został aresztowany razem ze swoim kuzynami, braćmi Szadidem i Anzorem Gubaszewami. Pod zarzutem współudziału w zbrodni (prawdopodobnie prowadzili obserwację polityka) aresztowano także Ramzata Bachajewa i Tamerlana Eskerchanowa (były funkcjonariusz na MSW Czeczenii). Związek obu podejrzanych z elitarną czeczeńską jednostką potwierdził w swoim Instagramie przywódca Czeczenii, Ramzan Kadyrow. Sam Zaur Dadajew, jako jedyny spośród aresztowanych złożył zeznania, w nich całą winę wziął na siebie. Drugiego podejrzanego, Szabanowa przesłuchać się nie udało, albo on sam popełnił samobójstwo, wysadzając się przy pomocy granatu, albo zginął od przypadkowego wybuchu podczas niedzielnego szturmu jego miejsca zamieszkania w Groznym.

Podejrzanych odnaleziono błyskawicznie. W historii rosyjskich śledztw prowadzonych w związku z zabójstwami na zlecenie, nigdy jeszcze żadnego nie przeprowadzono z podobną szybkością. Wytłumaczyć to można na kilka sposobów. Po pierwsze, skutecznie posłużono się agenturą FSB. Są też inne przyczyny.

Kamery zainstalowane na moście i na Kremlu rzecz jasna funkcjonowały. To właśnie brak nagrań z nich w Internecie najlepiej świadczy o powadze z jaką prowadzone jest śledztwo. Pod tym względem,  w innych sprawach kryminalnych dochodziło do częstych przecieków informacyjnych, przestępców praktycznie w reżimie online informowano, czy winni brać nogi za pas, czy nic im nie grozi (stacja telewizyjna TVC wyłożyła w sieci video ze swej kamery z własnej inicjatywy, zrobiono to zanim śledztwo zdążyło film włączyć do zespołu dowodów rzeczowych).

Z drugiej strony, trzeba powiedzieć, iż zapisy video nakręcone przez kamery należące do Federalnej Służby Ochrony niekoniecznie przekazano organom śledczym natychmiast. Tak działają nasze procedury: najpierw postronna organizacja zgłosić musi zapotrzebowanie, ten wniosek jest rozpatrywany i dopiero później podejmowana jest decyzja o zdjęciu klauzuli tajności z potrzebnych organom śledczym materiałów. Tylko po zaaprobowaniu własnego wniosku uzyskują one dostęp do zapisów video.

Spora ilość czasu potrzebna była także, by przejrzeć materiały video pochodzące z systemu „Potok”. Rejestruje on ruch uliczny na głównych arteriach stolicy. Czas był także potrzebny dla odtajnienia funkcjonariuszy prowadzących obserwację Borysa Niemcowa w przededniu akcji 1go marca. Jak się zdaje, byli to właśnie ci funkcjonariusze, którzy znaleźli się na miejscu zdarzenia i w rezultacie pomogli prowadzącym śledztwo. Stało się tak nie od razu, bez zgody kierownictwa nie mieli oni prawa do współpracy z organami śledczymi. Są to współpracownicy tajni, nie powinniśmy się więc dziwić, iż gdy zostaną wezwani do sądu, publiczność i media zostaną poproszone o opuszczenie sali rozpraw. Obowiązują ich odpowiednie instrukcje, naruszenie ich jest niedopuszczalne. Dla przykładu, nie wolno im interweniować w jakichkolwiek wydarzeniach, nawet jeśli dzieją się na ich oczach. Jakby nie wyglądało to dziwnie, pretensje należy zgłaszać nie do nich, a do autorów instrukcji resortowych.

Funkcjonariusze prowadzący obserwację poruszali się pieszo (pieszego nie śledzi się przy pomocy samochodu) nie mieli szans, by ruszyć w pościg. Założenia taktyczne normujące prowadzenie obserwacji przewidują, iż wspomagające samochody wspomagające winny być rozstawione w tych punktach, w których można spodziewać się „obiektu”. Oznacza to, iż samochody te nie byłyby w stanie przybyć błyskawicznie na miejsce zamachu.

Wykonawcy zamachu nie zatroszczyli się, by utrudnić ich zidentyfikowanie. W pamięci kamer pozostawili wizerunki własnych twarzy, w samochodzie zachowały się ich ślady, nie pofatygowali się nawet, by go spalić. Byli całkowicie pewni swojej bezkarności. Zabijając w odległości 100 metrów od Kremla, nie zamierzali nadać swemu czynowi charakteru „sakralnego”. Wybrali miejsce, bo było dogodne. Odpowiadały im schody, wielość dróg ucieczki. Mało prawdopodobne, iż wiedzieli o organizowanym marszu, to oznacza, że Borys Niemcow znajdował się pod ich obserwacją. Wszystko świadczy o tym, iż zabójcy nie byli zawodowcami, ich pomyłki - a popełnili wszystkie z możliwych – wynikały z przyzwyczajenia do stosowania metod siłowych innego rodzaju.


Batalion Północ


Samodzielny, specjalny, zmotoryzowany batalion „Północ” imienia bohatera Rosji Achmata „Hadż” Kadyrowa wchodzi w skład 46ej samodzielnej brygady operacyjnej wojsk wewnętrznych Rosji. Liczy ok. 600 żołnierzy, stacjonuje na stałe w Groznym. Jego dowódcą jest bohater Rosji, pułkownik Alibek Delimchanow, kuzyn deputowanego Dumy Państwowej (również nagrodzonego orderem bohatera Rosji). Jeśli się przyjrzeć wszystkim okolicznościom, trzeba stwierdzić, iż oddział ten ma charakter specjalny i wyjątkowy, nawet jeśli porównać go z innymi strukturami siłowymi Czeczenii.

Funkcjonariusze „Północy” wielokrotnie byli nagradzani odznaczeniami państwowymi. Otrzymali je Dadajew, Szabanow (na stronie internetowej rządu Czeczenii jest informacja o tym, iż order za męstwo wręczył mu osobiście ówczesny minister spraw wewnętrznych Rosji, Raszyd Nurgalijew).
Z resztą i cała 46ta brygada nie mogła skarżyć się na brak zainteresowania i uwagi, niejednokrotnie odwiedzali ją goście na stanowiskach, szefowie, członkowie „Bojowego Bractwa” organizacji weteranów miejscowych wojen i służb specjalnych na czele z Dmitrijem Sablinem, jednym z organizatorów „Antymajdanu” (na naszej stronie o Antymajdanie: Antymajdan: rosyjskie tituszki szykuja się do boju’ – „mediawRosji”).

Żołnierze batalionu „Północ” (być może dawni żołnierze, albo urlopowani – dokładnie nie jest to wiadome) walczą obecnie po stronie Donieckiej Republiki Ludowej. Ich liczebność – jedna kompania. Całkiem niedawno, pod Debalcewe zginął żołnierz o pseudonimie „Małysz” (znamy tylko jego imię – Rustam).

Jeśli poddać analizie przestępstwa kryminalne, w których odnaleziono ślad czeczeński, to nie sposób nie zauważyć pewnej osobliwości: żaden aresztowany, nawet gdy przedstawianu mu akt oskarżenia, nigdy nie składał zeznań. Ograniczano się do informacji: „urodziłem się, ożeniłem”. Jeśli w sprawę zamieszani byli funkcjonariusze struktur siłowych, to zakładali, iż wykonali odpowiedni rozkaz. Milczeli także dlatego, iż w sprawę zamieszani byli ich krewni (tak było w wypadku Anny Politkowskiej, tak jest w wypadku Borysa Niemcowa). Krewnych się nie wydaje. W dodatku zleceniodawcami byli także krewni, lub starsi i szanowani koledzy – ich także zdradzić byłoby nie w porządku. Przyznanie się do winy, po to by zmniejszyć rozmiar wyroku, także jest niedopuszczalne – można w ten sposób zagrozić pozostałym. Dlatego wszyscy milczeli.

Jednak Zaur Dadajew zaczął mówić od razu. Co więcej, demonstracyjnie zrezygnował z adwokata. Jedyną przyczyną może być postawione przed nim zadanie, jeśli już wpadłeś, twoja jedyna szansa (jeśli nie brać pod uwagę intryg o charakterze politycznym) polega na tym, byś odwrócił uwagę organów śledczych od prawdziwych organizatorów. Być może później nasz humanitarny system penitencjarny skieruje cię do zakładu karnego w „malej ojczyźnie”. Tam już może się wydarzyć wiele dziwnych rzeczy. Wszystko to jest tajemnicą poliszynela.


O czym poinformowano prezydenta?


Jeszcze w środku minionego tygodnia prezydenta Rosji poinformowano o wszystkim, o czym do tej chwili wiadome było organom śledczym.

O czym konkretnie? Że istnieje na prawdę lista osób przewidzianych do odstrzału. Na niej obok Borysa Niemcowa znajdowali się, Aleksiej Wieniediktow, Michail Chodorkowski i prawdopodobnie Ksenia Sobczak.  I że w odniesieniu do każdego z obecnych na liście działa nie jedna grupa zabójców, a jak to przyjęto w Czeczenii co najmniej dwie.

Wymieniono także niektórych wykonawców. Padły nazwiska organizatorów zamachu i nie brzmiało ono Dadajew.



Jako deputowany Dumy Obwodowej w Jaroslawlu Borys Niemcow szczególnie 
aktywnie walczył z miejscową korupcją. Po jego śmierci, w ramach śledztwa, przesłuchano
najważniejszych tamtejszych urzędnikow, razem z gubernaorem obwodu. 



Jak się wydaje, podejrzany o organizację zabójstwa ma na imię Rusłan. Nosi stopień majora. Prezydent zna jego nazwisko, w poniedziałek poddano go w Groznym przesłuchaniu, udało się także zapobiec przeciekom informacyjnym na ten temat. Pojawiła się jednak aluzja, iż bliski krewny Rusłana zajmuje w Czeczenii wysokie stanowisko. My także znamy to nazwisko, jednak pamiętając o domniemaniu niewinności, nie podamy go do wiadomości publicznej,. Ale nazwisko to jest znane już dziesiątkom, jeśli nie setkom funkcjonariuszy MSW, FSB i Komitetu Śledczego.

Rusłan również odbywał niegdyś służbę w batalionie „Północ”. Nagradzano go wielokrotnie. Później przeniósł się do Moskwy, tutaj pracowali dwaj jego wujowie. Jednego z nich, razem z grupą kolegów,  jesienią 2006 roku, zatrzymali funkcjonariusze Krasnosielskiego Oddziału Spraw Wewnętrznych. Znaleziono wówczas u niego swego rodzaju „pakiet zabójcy”. Z jednego z karabinów można było przebić samochód opancerzony. Z opresji całą grupę (na początku nie pomogły pokazane przez nich legitymacje MSW Czeczenii, gdyż brakowało skierowania na delegację) wybawił interweniujący specjalnie pułkownik FSB Bażanow. Dyżurny funkcjonariusz zademonstrował wówczas dziwny upór i o mało co nie zatrzymano i ratownika z FSB. Tak, czy inaczej, później wszystkich zwolniono.

Informacje o tym incydencie, trafiły do opinii publicznej dzięki byłemu merowi Groznego Besłanowi Gantamirowowi. Odwiedził nas w „Nowej Gazietie” i opowiedział, iż ludzi tych wysłano do Moskwy, po to, by go zabili. Warto przypomnieć, iż nieco wcześniej, przed odwiedzinami Gantemirowa zabito Annę Politkowską, zaś nieco później podpułkownika FSB Mowładi Bajsarowa.

Jeszcze później, tego samego wuja Rusłana poddano przesłuchaniu w sprawie o zniknięcie (w styczniu 2008 roku) autorytetu kryminalnego Rusłana Atłangerijewa. Należał on do kręgu znajomych byłego zastępcy dyrektora FSB. Atłangirejewa wywieziono z Moskwy do Czeczenii w bagażniku samochodowym (o ile informacje „Nowej Gaziety” odpowiadają rzeczywistości, zgodę wydał jeden z byłych generałów MSW, odpowiedzialny za kierunek „kaukaski”). Ów wuj trafił na przesłuchanie także w 2009 roku, w sprawie o zabójstwo deputowanego Rusłana Jamadajewa. Teraz człowiek ten zajmuje się polityką.

Polityką zajmuje się także drugi wuj Rusłana. W systemie „Syrena” (sprzedaż biletów lotniczych) udało się odnaleźć informacje o tym, iż Rusłan często towarzyszył swemu wysoko postawionemu wujowi w charakterze ochroniarza, a może asystenta. Nazwiska obu wujów są także znane prezydentowi. Wiadomo mu także, iż obydwaj znajdują się w gronie bliskich znajomych i współpracowników Ramzana Kadyrowa.

Rusłan ma też trzeciego wuja. Zajmuje on wysokie stanowisko w Rejonowym Oddziale Spraw Wewnętrznych w Szełkowo. Niegdyś odbywał tu służbę podejrzany o udział w zabójstwie Niemcowa Eskerchanow.


Wersje i motywy


Jeśli zignorować wszystkie bzdury, iż zamach zorganizowano na polecenie prezydenta, Chodorkowskiego, lub że była to operacja specjalna Służby Bezpieczeństwa Ukrainy, możliwych wersji przestępstwa pozostawało wciąż wiele. Wszystkie należało zweryfikować, sprawdzić, czy nie było to zbrodnia na tle bytowym, osobistym, ekonomicznym, czy nie brała w niej udziału Anna Duricka. W tej sytuacji trzeba byłoby sprawdzić, czy za zabójstwo Niemcowa nie odpowiadają przypadkiem Marsjanie (jeśli tylko istniałoby naukowe potwierdzenie ich istnienia). Wszystkich śledczych uczy się, iż należy sprawdzić wszystkie możliwości i na podstawie bazy dowodowej wyeliminować wersje pozbawione uzasadnienia. Dlatego więc, swego rodzaju histeria związana z przesłuchiwaniem kobiet zaprzyjaźnionych w swoim czasie z Niemcowem, budzi irytację. Wszystkie należało przesłuchać obowiązkowo.

W polu widzenia grupy operacyjnej, znalazła się jeszcze jedna wersja, ją także sprawdzano w pierwszej kolejności. Chodzi o tak zwany ślad jarosławski. Jak wiadomo, Borys Niemcow zdobył mandat deputowanego do tamtejszej Dumy Obwodowej. Już w Jarosławlu udało mu się zdemaskować lokalne machinacje korupcyjne, w konsekwencji w kierownictwie obwodu doszło do głośnych dymisji. Rewizje w Jarosławlu przeprowadzono już w niedzielę 1 marca, a w poniedziałek przesłuchano grono miejscowych dygnitarzy, na czele z gubernatorem.

Na tym stadium, grupie operacyjnej pozostały do zweryfikowania dwie wersje. Pierwsza zakładała, iż morderstwa dokonali mieszkańcy Czeczenii, druga iż odpowiedzialność ponosili ludzie uczestniczący w konflikcie na Ukrainie.

Pierwsze aresztowania wyjaśniły sporo, jednak w gruncie rzeczy wciąż nie ma odpowiedzi na pytanie, czy w sprawie tej, nie byli ze sobą związani przedstawiciele różnych środowisk naszych „patriotów”.

Obecnie niektóre media, powołując się na organy wymiaru sprawiedliwości, informują o innym jeszcze możliwym motywie zbrodni. Zastanówmy się, czy wersja ta jest wiarygodna. Mamy tu na myśli, kwestię urazy za wypowiedzi ofiary na temat rozprawy w redakcji magazynu „Charlie-Hebdo”. Dlaczegóżby nie? W zrealizowanym przez stację telewizyjną NTV programie „Anatomia protestu -3” (na razie nie dopuszczono go na antenę) dla Borysa Niemcowa wyznaczono rolę głównego bohatera. Określono go, jako najbliższego sojusznika Michaiła Chodorkowskiego, który jak wiadomo wypowiedział się wyjątkowo ostro na temat masakry we francuskiej redakcji. Rozdrażniony tym komentarzem, przywódca Czeczenii Ramzan Kadyrow, określił później Chodorkowskiego jako głównego wroga i szydercę islamu.

Tego motywu nie można wykluczyć. Jednak uwzględnić go można, tylko jako część skomplikowanej gry wymierzonej w Borysa Niemcowa. Niewykluczone, iż dla samych wykonawców miał on znaczenie, trudno jednak uznać go za najważniejszą przyczynę krwawej rozprawy.

Wszystko pozostałe stanowi oczywisty sygnał wysłany pod adresem Kremla. „Patrioci Rosji” mają dość czekania. Wrogów należy likwidować. Pora, by zdjąć nogę z hamulca. Jeśli nie zrobicie tego wy, znajdziemy innych. Ale w tej sytuacji staniecie się od nas zależni, będziecie musieli rachować się tylko z nami. To my reprezentujemy siłę zdolną przełamać waszą słabość. To, co robimy dla obrony ojczyzny przed wrogami, w sytuacji gdy nasze służby specjalne nie dają sobie rady, zasługuje na uznanie i nagrody.


Polityczny ślepy zaułek i wojna na oświadczenia


Istnieje także inna siła. Do tej pory wielokrotnie dostawała po nosie. Tłumaczono, że to w celu zachowania stabilności politycznej na Kaukazie. Mamy tu na myśli instytucje powołane do strzeżenia prawa i służby specjalne. Nie jeden raz, w okazywali się w sytuacji ludzi wysłanych po wodę z durszlakiem. Udaje mi się wykryć zabójców, a ktoś wypuszcza ich na wolność. Wykrywają tajemnicę zabójstwa, a ktoś uniemożliwia im przesłuchanie podejrzanych, ci zaś się z nich śmieją. Być może w latach 2006-2009, kiedy należało rozwiązywać problem stabilności politycznej Czeczenii, kiedy w lasach znajdowała się jeszcze spora ilość „wiernych synów islamu” planujących oddzielenie się od Rosji i powołanie do życia kalifatu, być może wówczas należało patrzeć przez palce na w ten sposób legitymizowaną przemoc. Ale w późniejszym okresie, służby specjalne zaczęły działać z wyprzedzeniem. Pierwszym sygnałem było zapobieżenie zamachu na Isę Jamadajewa (polityk czeczeński, jeden z pięciorga braci,  przez lata skłócony z Ramzanem Kadyrowem – „mediawRosji”). Ostatnim, podobna operacja w odniesieniu do mera Chasawjurtu Sajgidpaszy Umachanowa. W tym ostatnim wypadku, choć organy śledcze znały nazwiska zleceniodawców, uniemożliwiono im pociągnięcie ich do odpowiedzialności.

Tym razem jednak żadna z instytucji, takich jak MSW, FSB, czy Komitet Śledczy nie chce powtórki starego schematu. Nie chcą by zatknięto im usta i wykorzystano. Wystarczy przypomnieć niedawny skandal z aresztowaniem i późniejszym uwolnieniem funkcjonariuszy MSW Czeczenii,  wydelegowanych do Moskwy, w celu zapewnienia ochrony dla najważniejszych w republice dygnitarzy. Porwany przez nich i torturowany człowiek, cudem zachował życie. Odpowiedzialnych nie udało się pociągnąć do odpowiedzialności, mimo iż śledztwo w tej sprawie otoczyli osobistą opieką szef Komitetu Śledczego Bastrykin i kierownictwo FSB. Przypomnijmy, zaraz po tym incydencie, kilku wyższych stopniem oficerów FSB z aparatu centralnego tej organizacji, odmówiło pełnienia służby i zastanawiało się nad złożeniem raportów z prośbą o zwolnienie.

Powstała nowa sytuacja. Zderzyły się ze sobą dwie siły wspierające Kreml, teraz obie przesuwają się w przeciwnych kierunkach.  Zmuszają w ten sposób władze Rosji do określenia, kto jest prawdziwym patriotą, a kto nie. Domagają się, by władza dokonała wyboru najważniejszego sojusznika. Wszystko to, odbywa się w niełatwych warunkach politycznych. Rosja de facto uwikłana jest w wojnę, boryka się z kryzysem gospodarczym, nie potrafi uwolnić się od wymyślanego przez specjalistów od PR strachu przed „pomarańczową zarazą”.

W tym kontekście mniej istotne są liczne komentarze. Naszym zdaniem warto przede wszystkim zwrócić uwagę na kilka faktów i cztery oświadczenia.

Najpierw fakty: przebieg przestępstwa jest w zasadzie znany, szef państwa został szczegółowo poinformowany przez dyrektora Federalnej Służby Bezpieczeństwa Bortnikowa. Na terytorium Czeczenii prowadzone są aktywnie działania operacyjno-śledcze, o jakich wcześniej trudno było nawet myśleć. Mediom podrzucono wersję o braku zleceniodawcy, bo to najlepszy sposób, by dokonać pomiaru średniej temperatury w całym szpitalu.



Czy sojusz Władimira Putina z Ramzanem Kadyrowem przetrwa kryzys wywołany przez
zamach na Borysa Niemcowa


A teraz wspomniane przez nas oświadczenia:

1. Wydał je Władimir Putin na kolegium Ministerstwa Spraw Wewnętrznych: „Najwięcej uwagi należy udzielić głośnym przestępstwom, w tym także popełnionym w oparciu o motywy polityczne. Trzeba wreszcie uwolnić Rosję od wstydu i tragedii podobnych do tej, jaką nie dawno przeżyliśmy i widzieliśmy wspólnie. Mam tu na myśli wyzywające zabójstwo Borysa Niemcowa, jakiego dopuszczono się w samym centrum stolicy.” Ta wypowiedź miała miejsce 4go marca, kiedy prezydent mógł już znać całą prawdę.

2. To oświadczenie wydal Ramzan Kadyrow, natychmiast po zamachu, jeszcze przed falą aresztowań. „Tylko siły zainteresowane we wzroście napięcia mogły zdecydować się na tak brutalny zamach. Organizatorzy zabójstwa mieli nadzieję, iż świat o zabójstwo Niemcowa oskarży nasze władze państwowe <…>. Nie ma żadnych wątpliwości, iż zabójstwo Niemcowa zorganizowały służby specjalne Zachodu <…>. Borys Niemcow był przede wszystkim obywatelem Rosji, zaś zamach na życie każdego obywatela Rosji zasługuje na surową karę <…>”.

3. Złożył je Ramzan Kadyrow już po zatrzymaniu podejrzanych. „Znałem Zaura (Dadajewa – red.) jako prawdziwego rosyjskiego patriotę.  <…> Jestem przekonany, iż jest on całkowicie oddany Rosji, że był gotów za ojczyznę oddać swoje życie. <…> Wszyscy, którzy znali Zaura twierdzą, iż jest on człowiekiem głęboko wierzącym. Jak wszyscy muzułmanie on także poczuł się głęboko wstrząśnięty postępowaniem „Charlie” i komentarzami wspierającymi publikację karykatur. <…> Tak, czy inaczej, jeśli sąd udowodni winę Zaura, to trzeba będzie stwierdzić, iż dopuścił się ciężkiego przestępstwa. Ale chcę podkreślić raz jeszcze, Zaur nie mógł zrobić niczego na szkodę Rosji. Dla niej przez wiele lat ryzykował życiem.” W oświadczeniu, Kadyrow, także Biesłana Szabanowa (stracił życie podczas próby aresztowania), nazywa „dzielnym bojownikiem”.

4. Słowa Władimira Jakunina, jednego z ludzi z najbliższego otoczenia Władimira Putina. Jest on szefem Rosyjskich Kolei. Jakunin wypowiedział się po opublikowaniu drugiego z kolei oświadczenia Ramzana Kadyrowa. „To zabójstwo było demonstracją. Nie przypadkowo zamachu dokonano w centrum stolicy, tak by zobaczyli je wszyscy. Była to starannie zaplanowana akcja. Jej celem było uderzenie w autorytet władz Rosji”.

Władimir Jakunin, tak jak i inne osoby z bliskiego otoczenia prezydenta, jest także byłem funkcjonariuszem służb specjalnych. Jest człowiekiem poważnym, nigdy nie mówi niczego bez uzasadnienia, nie robi lekkomyślnych aluzji.

Niestety, mamy do czynienia z sytuacją, w której o losie śledztwa w sprawie zamachu na Borysa Niemcowa decydować będą nie Komitet Śledczy, czy FSB, a osobiście prezydent. Od jego decyzji, zależeć będzie nie tylko kto znajdzie się na ławie oskarżonych, ale także przyszła konfiguracja polityczna Rosji. Kraj znalazł się dziś na krawędzi wojny między dwiema silami stanowiącymi podpory reżymu. Trzeba będzie określić, kto jest patriotą, a kto nie. Prezydenta ze szczególnym cynizmem i przemocą wpędzono w ślepy zaułek. Teraz dowiemy się, jak z niego zamierza wyjść. Zapewne już w niedalekiej przyszłości.



Tłumaczenie: K.W.



Oryginał ukazał się na portalu moskiewskiej „Nowej Gaziety”: http://www.novayagazeta.ru/inquests/67575.html




Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com





wtorek, 10 marca 2015

Kuczma: chcą dostać to, czego nikt im nie da



W czasach radzieckich był dyrektorem wielkich zakładów przemysłu zbrojeniowego. Dwa razy pełnił urząd prezydenta Ukrainy. Dziś reprezentuje swój kraj na trójstronnych rozmowach mających na celu uregulowanie sytuacji w Donbasie. Starannie dobiera słowa, uważnie formułuje opinie. Jednak nie ma też złudzeń, nie upiększa rzeczywistości. Gospodarka Ukrainy leży w gruzach, trudno wyobrazić sobie odzyskanie przez nią kontroli nad granicą z Rosją w nieodległej przyszłości, Rosja za wszelką cenę nie chce dopuścić do integracji Ukrainy z Europą. Kuczma jest też politykiem pragmatycznym, nie wierzy by prezydent Putin bezpośrednio odpowiadał za zabójstwo Borysa Niemcowa i spodziewa się,  iż Nadia Sawczenko już wkrótce odzyska wolność.
 

Z Leonidem Kuczmą rozmawiał Dmitrij Wołczek.
 




Leonid Kuczma, drugi z kolei prezydent Ukrainy, reprezentuje swój kraj na rozmowach trójstronnej grupy kontaktowej prowadzonych w kwestii uregulowania sytuacji w Donbasie. W wywiadzie udzielonym Radiu Svoboda opowiedział o tym, co już udało się osiągnąć, jakie są perspektywy jej dalszego uregulowania i w jaki sposób Rosja narusza osiągnięte ustalenia. Autor książki „Ukraina – to nie Rosja” tłumaczy, dlaczego Kreml uczestniczy w tej wojnie. Wyjaśnia też, dlaczego ma nadzieję, iż zabójca Borysa Niemcowa zostanie odnaleziony, a Nadieżda Sawczenko odzyska wolność.





Podczas swojej prezydentury Leonid Kuczma musial stawiać czoła 
najtrudniejszym sytuacjom i wyzwaniom. Niewielu ukraińskich 
politykow może pochwalić się podobnym doświadczeniem





Dmitrij Wołczek:
Ustalenia wypracowane przez grupę kontaktową były już naruszane nie raz, w ten, lub inny sposób. Gdyby pan jednak chciał pan o nich powiedzieć coś pozytywnego, co udało się najbardziej?

Leonid Kuczma:
Najważniejsze, że zaczął się sam proces. Można było prowadzić wojnę bez końca. Bardzo powoli, stopniowo, ale jednak zaczynamy rozumieć, że trzeba ją zatrzymać. Trzeba przestać strzelać, po to, by nie ginęli ludzie, żołnierze i przede wszystkim mieszkańcy cywilni, dzieci. Najważniejsze, co udało się osiągnąć, to zmniejszenie liczby strat ponoszonych w chwili obecnej, w porównaniu z całym okresem poprzednim.


Rozmówcy z automatami


Wołczek:
Pana rozmówcy ze strony DLR i ŁRL, używajmy sformułowań łagodnych, nie są profesjonalnymi politykami. Czy łatwo z nimi rozmawiać? Czy udaje się znaleźć wspólny język? Słyszałem, że przychodzili na rozmowy uzbrojeni, z automatami, to prawda?

Kuczma:
Na samym początku, kiedy jeździliśmy do Doniecka, stykaliśmy się z sytuacjami tego rodzaju. Ale nie wydaje mi się, iż mieli ochotę kogoś przestraszyć. Jeśli idzie o mnie, to w życiu najadłem się tyle strachu, iż widok dwóch automatów nie robi na mnie wrażenia. Na pewno facet z automatem czuje się znacznie pewniej. Na Ukrainie myśli się dziś i o tym: działania bojowe ustaną, ilu jednak ludzi zachowa broń. Proces negocjacyjny jest zawsze bardzo trudny, często załamuje się z prostego powodu, tamci chcą dostać to, czego nikt im nie da. Ogłosili powstanie Donieckiej Republiki Ludowej, Ługańskiej Republiki Ludowej, ale to jasne, one nie mają przyszłości. To się kładzie cieniem na naszych rozmowach. Trzeba też pamiętać, że nie mamy do czynienia z politykami niezależnymi, to nie oni dyktują reguły gry.

Rosyjscy żołnierze


Wołczek:
Zapewne zwrócił pan uwagę na pan głośny wywiad „Nowej Gaziety” z żołnierzem rosyjskim (jego tłumaczenie zamieściliśmy na naszej stronie – „mediawRosji”), który leży w szpitalu w Doniecku. To jeden z wielu dowodów na obecność wojsk rosyjskich na Ukrainie. Ale Rosja, tak jak i wcześniej, twierdzi, iż w tym konflikcie nie jest stroną uczestniczącą. Zapewne nie łatwo prowadzić rozmowy, gdy ich kluczowy uczestnik, zaprzecza, iż jest stroną konfliktu. Sytuacja prawdziwie paradoksalna.

Kuczma:
Ma pan rację. Jak mi się zdaje, nikt na świecie nie ma dziś wątpliwości, iż tam w Donbasie walczą zawodowi rosyjscy żołnierze i że posługują się najnowocześniejszymi rodzajami uzbrojenia. O ile Ukraińcy walczą przy pomocy uzbrojenia pochodzącego z XX wieku, to na terytorium Donbasu znajdują się już dziś modele broni wyprodukowane w XXI. Wszyscy to rozumiemy, pochodzą z Rosji. Tam też pojawiła się formuła, oni sami tam nie walczą, mamy do czynienia z konfliktem wewnętrznym… Ale jeśli, byłby to konflikt czysto ukraiński, dawno już znaleźlibyśmy rozwiązanie, choćby w sierpniu ubiegłego roku. Ale wtedy Rosja pokazała całemu światu, iż jest jego bezpośrednim uczestnikiem,… Czym to się wtedy skończyło, pamiętamy. Mam niestety na myśli „kocioł iłowajski”, w nim zginęło wielu ukraińskich żołnierzy, wielu cywilnych mieszkańców. Na świecie nikt nie ma wątpliwości, nikt nie stawia pytania, czy naprawdę są też tam Rosjanie. Tylko dziś dano mi do przeczytania wywiad z rosyjskim czołgistą opublikowany w „Nowej Gazietie”. Jego fotografia sprawia straszne wrażenie, to trudna lektura. Jaka oni tam prowadzą propagandę, żeby z Rosji przyjeżdżali do nas na wojnę?

Wołczek:
Wspomniał pan o Iłowajsku. Proszę jednak wytłumaczyć nam, co zdarzyło się w Debalcewe? Dlaczego doszło do rozlewu krwi na tak skalę już po podpisaniu porozumień?

Kuczma:
Nie jestem wojskowym, chociaż cale życie przepracowałem w kompleksie wojskowo-przemysłowym. Zapewne, strona ukraińska, nasz sztab generalny winien był uważniej patrzeć na mapę, obserwować tę miejscowość, rozumieć, iż tam grozi nam ryzyko okrążenia. Podpisane w Mińsku porozumienie o wycofaniu ciężkich rodzajów uzbrojenia na określoną odległość, dotyczyło także Debalcewe. Rosjanie w poważnym stopniu naruszyli przyjęte ustalenia. Kontynuowali działania zbrojne. I oto jaki mamy rezultat tych kilku dni, zdobyli węzeł kolejowy, im się wydaje że to zdobycz perspektywiczna. Ale moim zdaniem, jeśli zastanowić się nad przyszłością Donbasu, to jej znaczenie nie jest duże. Mało zrozumiała pozostaje dla mnie tylko reakcja wspólnoty międzynarodowej… Przecież widać wyraźnie, na pierwszy rzut oka, iż porozumienie pokojowe zostało naruszone w oczywisty sposób… A od nich słyszymy, chłopcy, nie przejmujcie się, pozostańmy przyjaciółmi. Jeśli w dalszym ciągu reakcja na to co dzieje się w Donbasie, będzie taka sama, to mam wątpliwości, czy uda nam się osiągnąć najważniejszy cel, jakim jest doprowadzenie do pokoju.


Wołczek:
Nie żałuje pan, iż na rozmowach w Mińsku nie było przedstawicieli Ameryki? Że prowadzono je w formacie normandzkim, nie genewskim? Może z udziałem Amerykanów byłoby łatwiej?



Kuczma:
Strona ukraińska w stu procentach jest zwolennikiem udziału w tych rozmowach także Ameryki. Ale dokładnie w takim samym stopniu nie chcą tego Rosjanie. Nam z Amerykanami byłoby łatwiej.


Czego chcą mieszkańcy Donbasu?


Wołczek:
Jak się panu wydaje, czego pragną ludzie w Donbasie? Od wybuchu konfliktu minął prawie rok. Jakie jest pana wrażenie, po czyjej stronie jest większość?

Kuczma:
Jeśli takie pytania będzie się zadawało prosto w oczy, to nie ma co liczyć na uzyskanie wiarygodnej odpowiedzi. Z tego co się orientuję, ludzie tam podzieleni są pół na pół. W rejonach wiejskich w większym stopniu opowiadają się za Ukrainą, one od wieków zamieszkałe są przez Ukraińców. Sytuacja w miastach jest nieco inna, tam zwożono ludzi z całego Związku Radzieckiego, potrzebni byli do pracy w donieckim zagłębiu węglowym. Więc, jak mi się zdaje mamy do czynienia z podziałem 50 na 50. Ale jeśli przypomnieć sobie czasy sprzed konfliktu, mogę z przekonaniem powiedzieć, iż w miastach większość opowiadała się za niepodległą Ukrainą. Nawet dziś zwolenników przyłączenia się do Rosji nie jest zbyt wielu, na pewno nie jest to większość. Ludzie rozumieją, że Donbas taki jak obecnie, Rosji nie jest potrzebny. Zniszczono w nim całą infrastrukturę. Wiele zakładów przemysłowych nie pracuje. Większość młodych wyjechała, na miejscu pozostało starsze pokolenie, emeryci, ci którzy nie mieliby się gdzie podziać. Życie w podobnych warunkach jest tragedią. Kiedy opowiadają nam o katastrofie humanitarnej, musimy rozumieć, że taka jest prawda.

Wołczek:
Jak się panu zdaje, czy rejony znajdujące się dziś pod kontrolą separatystów, tak jak niegdyś,  znów znajdą się w składzie Ukrainy? A jeśli nie, jaki będzie ich status? Sam pan mówił, iż formacje takie jak DRL i ŁRL są nie do zaakceptowania.

Kuczma:
Miałem na myśli ich funkcjonowanie jako niezależnych republik w składzie Ukrainy. Władze ukraińskie mówią otwarcie, proszę bardzo, bierzcie tyle autonomii i odpowiedzialności za siebie, ile chcecie. Mam tu na myśli przyznanie regionom prerogatyw jak najszerszych. Odnosi się to nie tylko wobec Donbasu. Tutaj napotykamy największe sprzeczności. Ten proces rozstrzygnie się nie jutro i nie pojutrze, trudno pod tym względem mieć wątpliwości. W obecnej chwili najważniejsza dla nas jest realizacja pierwszego, najważniejszego punktu porozumień. Trzeba zaryglować granice między Rosją, a Ukrainą, wtedy damy sobie radę z problemami w Donbasie. W najbliższym czasie do tego nie dojdzie, więc trzeba zastanowić się nad realizacją mniej korzystnego scenariusza. Myślę o wprowadzeniu kontyngentu sił pokojowych i nie na granicę ukraińsko-rosyjską, a wzdłuż linii przewidzianej dla wycofania ciężkich rodzajów uzbrojenia.


Putin i jego gra


Wołczek:
Rozumie pan grę Putina? Czego chce, i dlaczego nie wycofuje się z Ukrainy… Dlaczego nie zwraca uwagi na nacisk międzynarodowy, na sankcje, na pozbawienie miejsca w gronie „wielkiej ósemki”.

Kuczma:
Nie sądzę, żeby Putin stracił wiele dlatego, iż Rosję pozbawiono w niej miejsca. Chociaż może z moralnego punktu widzenia… Z tego względu to miało jakieś znaczenie. Brzeziński podkreśla, iż rosyjskie imperium nie jest możliwe bez Ukrainy. Bez niej Rosja jest inna. Najważniejsze zadanie Rosji, to nie dopuścić do jej integracji z Unią Europejską, uniemożliwić budowę silnej, zdolnej do odnoszenia sukcesów gospodarki. Putin nie chce, by Ukraina stała się pod tym względem przykładem dla Rosji. To jest najważniejsza sprzeczność. Wojna jednak, nie daj Panie Boże, jak zniszczyła naszą gospodarkę… Może dlatego tak ważne, by otrzeźwienie przyszło jak najszybciej. Dlatego też, musimy zachowywać optymizm.

Wołczek:
Moskwa żegna się teraz z Borysem Niemcowem. To zabójstwo już dziś porównywane jest z podpaleniem Reichstagu, zamordowaniem Kirowa, terrorem wobec opozycji w Niemczech i w Związku Radzieckim. Mówi się o śladzie ukraińskim, pojawiły się sugestie, iż podobno zabili go żołnierze jednego z ochotniczych batalionów Donbasu (wywiad ukazał się przed aresztowaniem pochodzących z Czeczenii domniemanych zabójców – „mediawRosji”). Pytanie dziś najbardziej aktualne, kto skorzystał na tym morderstwie? Zapewne i pan szuka na nie odpowiedzi.




Na pierwsze spotkania grupy kontaktowej przedstawiciele separatystów przychodzili
uzbrojeni w automaty. 



Kuczma:
Ukraiński ślad jest wykluczony. Ale to nie jest wydarzenie przypadkowe, to oczywiste. Nie chcę jednak formułować przedwczesnych wniosków. Sam przeszedłem przez podobną tragedię, to się w moim życiu nie skończyło do tej pory, do dziś próbuje się tym grać (Kuczma ma na myśli popełnione podczas sprawowania przez niego urzędu, zabójstwo dziennikarza Georgija Gongadze – „mediawRosji”). Jestem absolutnie przekonany, że sam prezydent Rosji nie ponosi bezpośredniej odpowiedzialności. Niemcow rzeczywiście był wyrazistym politykiem, ktoś chciał wykorzystać jego śmierć we własnym celu, ale to już całkiem oddzielna historia.


Śmierć Borysa Niemcowa


Wołczek:
Znał go pan?

Kuczma:
Poznaliśmy się bardzo dawno temu. Zajmował wówczas stanowisko w rządzie Federacji Rosyjskiej. Kontakty z nim były interesujące. Bywają ludzie, którzy przyciągają do siebie, z nimi chce się rozmawiać, szukać u nich rady, zastanawiać wspólnie, jaka jest teraźniejszość, jaka będzie przyszłość. Bywają też politycy odpychający. Niemcow był wyjątkowy… W równym stopniu budził zainteresowanie polityków, kobiet… To smutne, kiedy tacy ludzie tracą życie. Dla polityka 55 lat to młody wiek.  Niemcow był prawdziwym przyjacielem Ukrainy, dla nas to ma także wielkie znaczenie. W obecnej sytuacji, Ukraina nie ma już w Rosji tak wielu przyjaciół. Z pewnością jacyś nam pozostali, jednak zeszli do podziemia. A telewizji rosyjskiej lepiej nie oglądać.

Wołczek:
Następnego dnia po zabiciu Borysa Niemcowa, przyjaciele Ukrainy wyszli na ulice, w centrum Moskwy. Ta akcja sprawiała wrażenie. Musiał ją pan widzieć.

Kuczma:
Oczywiście. To była demonstracja wewnętrznego sprzeciwu, ostrzeżenie dla władzy, uważajcie, by Rosja nie poszła ta drogą. Pojawiają się porównania z 34ym i 37ym rokiem. Moim zdaniem nie są uzasadnione. Tak, czy inaczej śmierć Niemcowa wywołała szok. Miejmy nadzieje, ze rosyjski wymiar sprawiedliwości wykryje prawdę. Prawda jest przede wszystkim potrzebna prezydentowi Federacji Rosyjskiej.


Los Sawczenko


Wolczek:
Jeszcze jedna sytuacja jest dla opinii publicznej źródłem szoku, to los Nadii Sawczenko. Trudno zrozumieć, dlaczego trzyma się ją w więzieniu, kiedy jej życie wisi na włosku. Co pan o tym myśli, dlaczego w tej sprawie rosyjskie władze demonstrują taki upór.

Kuczma:
Sam się dziwię. Dla takiego postępowania z Sawczenko nie ma żadnego uzasadnienia, znam trochę jej biografię. Ale mam wrażenie, ze w niedługim czasie będzie zwolniona. Możliwa jest podobna formuła, z jakiej niedawno skorzystano na Ukrainie. Pewną kobietę (Kuczma ma na myśli Julię Tymoszenko – „mediawRosji”) zaproszono na leczenie za granicę. Słyszeliśmy, że niedawno Sawczenko badali niemieccy lekarze. Stan jej zdrowia nie jest najlepszy, słychać głosy, że w marcu może zdarzyć się coś nieodwracalnego. Jak mi się zdaje, Rosja także jest zainteresowana, by w tej sprawie uniknąć komplikacji. Robią z niej wielkiego przestępcę XXI wieku! Niech Rosjanie popatrzą na Donbas, co tam się wyprawia. Tam zginęły tysiące ludzie, jak traktują tych, którzy ze strony rosyjskiej strzelają do Ukraińców. Niech spojrzą w inny sposób na los Sawczenko. Świat nie akceptuje w tej sprawie ich zasadniczego stanowiska. Albo pokażcie przekonujące dowody… Miejmy nadzieję, że to się dobrze skończy. Sawczenko jest deputowaną do parlamentu ukraińskiego, jest członkiem Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy, choćby z tego punktu widzenia należy ją uwolnić. Opinia publiczna jest coraz bardziej na jej stronie. Mam nadzieję, że strona rosyjska podejmie prawidłową decyzję.


Tłumaczenie: ZDZ



Oryginał wywiadu ukazał się na portalu Svoboda.org:

http://www.svoboda.org/content/article/26881712.html



Wcześniej na stronie „Media-w-Rosji”:

 http://goo.gl/hpVuZO

Doradzałem Janukowiczowi, żeby spełnił pierwsze postulaty Majdanu. Dla Putina przybliżanie się NATO ku Moskwie jest najgorsze. Wschód i Południe są przerażone działaniami obecnej „pomarańczowej władzy”. Ale federalizacja kraju narzucona przez Moskwę doprowadzi do zniszczenia państwa – na pytania Radio Swoboda odpowiada Leonid Kuczma, były prezydent Ukrainy.





Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com