piątek, 7 lutego 2014

Borys Akunin: czego oczekuję od Olimpiady?

Obserwując przygotowania do Olimpiady w Soczi telewizja, gazety, media społecznościowe najchętniej relacjonowały związane z nimi problemy.  Znany ze swej krytyki pod adresem Władimira Putina pisarz Borys Akunin nie chciałby jednak, by skończyły się one dla Rosji kompromitacją. W swoim blogu wyraża nadzieję, iż igrzyska będą prawdziwym świętem pięknego sportu.



Poczułem, jak zaczyna mnie drażnić totalny masochizm obecny na facebooku w odniesieniu 
do Soczi, jak tam wszystko zorganizowano okropnie, po chamsku, obrzydliwie.


No tak, być może. Tylko dlaczego z taką rozkoszą tym się karmimy? Czy naprawdę wszystko tam jest wyłącznie koszmarem? I niczego nie zrobiono z sercem, porządnie i pięknie? Powstało jedynie wielkie zero? A przecież poświęcono na igrzyska tyle sił i pieniędzy. Więc może nie wszystko udało się ukraść?
Więc naprawdę…  Może spróbowalibyśmy jakoś oddzielić od siebie obie te sprawy. To co rozkradziono i oszukano od tego, co dotyczy „święta sportu”?
Jest mi wszystko jedno, jaka reprezentacja zdobędzie najwięcej medali, pod tym względem ze mnie żaden kibic. Ale zależy mi na tym, by na Olimpiadzie w Soczi:

1.       Obyło się bez aktów terroru

2.       Pokazano dużo pięknego sportu

3.       Udało się pobić dużo nowych rekordów

4.       I żeby cała to historia nie stała się naszą kompromitacją

Na Boga, nie jestem gotów żyć zgodnie z zasadą „im gorzej dla Putina, tym lepiej dla nas”.  


wtorek, 4 lutego 2014

Co Rosjanie myślą o Olimpiadzie w Soczi?

Olimpiadą w Soczi zachwycają się kontrolowane przez Kreml media. Ale, jak wynika z sondażu przeprowadzonego przez cenione w Rosji „Centrum Lewady”, stosunek społeczeństwa do igrzysk nie jest jednoznaczny. Jedni, widzą w nich szansę na umocnienienie międzynarodowego prestiżu Rosji. Inni są przerażeni związaną z Olimpiadą korupcją.


Z dyrektorem „Centrum Lewady”, Lwem Gudkowem, rozmawia Andriej Szaryj.


Materiał rosyjskiej redakcji Radio Swoboda.


Andriej Szaryj:
To ciekawe, czego Rosjanie spodziewają się od Olimpiady w Soczi?

Lew Gudkow:
Stosunek Rosjan do Olimpiady rozmija się silnie z jednomyślnym entuzjazmem i zachwytem demonstrowanym przez naszą telewizję. Z jednej strony, znacząca część Rosjan odbiera to drogie i pompatyczne przedsięwzięcie na podobieństwo baletu królewskiego, widzi w nim autoreklamę autorytarnego reżimu, starającego się odrodzić charakterystyczny dla Związku Radzieckiego styl państwowego empire’u. Z drugiej jednak strony, jakby na igrzyska nie patrzeć, pieniądze już zostały wydane i może dlatego, część Rosjan nie ukrywa nadziei, iż Olimpiada w Soczi przyniesie nam jakieś korzyści.


Tylko 23% respondentów uważa, iż dla takiego wielkiego kraju jak Rosja, zorganizowanie w nim Zimowych Igrzysk Olimpijskich jest czymś ważnym i zaszczytnym. Wierzą oni, iż igrzyska przyspieszą w Rosji rozwój sportu i staną się impulsem dla konsolidacji społeczeństwa. 17 procent uważa, iż ta impreza ma na celu poprawę wizerunku osobiście prezydenta Wladimira Putina i władz Federacji Rosyjskiej. 15% respondentów jest zdania, iż Olimpiada przyspieszy rozwój Soczi jako kurortu i będzie sprzyjać rozwojowi turystyki.

Ale największa grupa ankietowanych – 38% - jest przekonana, iż główną przyczyną, dla której rosyjscy biurokraci, tak bardzo starali się o przeprowadzenie igrzysk konkretnie w Soczi, jest możliwość odessania z budżetu i zarobienia kolosalnych pieniędzy. Na pytanie, dlaczego Rosja wydała na organizację Olimpiady więcej, niż inne państwa, 47% ankietowanych odpowiada, iż jej organizatorzy jednocześnie zmarnowali ogromne sumy i zapewnili sobie wielkie dochody. 34% respondentów uważa, iż przedsiębiorstwa dopuszczone za aprobatą władz do  organizacji imprezy, myślały tylko o własnym zysku. 19% twierdzi, iż popełniono zasadnicze błędy w zarządzaniu podczas realizacji wielkich,  finansowanych przez państwo projektów.

Zaledwie 14-15 % ankietowanych gotowych było usprawiedliwić zwiększone wydatki na organizację Olimpiady. Ich zdaniem przyczyną była skomplikowana linia brzegowa Soczi i konieczność zastosowania nowoczesnych technologii, dla zbudowana odpowiadających współczesnym wymogom obiektów sportowych.
Szaryj:

- Co przede wszystkim irytuje Rosjan w związku z Olimpiadą w Soczi? Korupcja, wyższe, niż planowane wydatki, kwestie ekologiczne, nie przestrzeganie praw człowieka, kampania propagandowa związana z igrzyskami?
Gudkow:

- Temat korupcji obecny jest podczas każdej rozmowy dotyczącej rosyjskiej polityki, lub władz naszego kraju. W odniesieniu do igrzysk, to ona irytuje ludzi najbardziej.  Mimo to,  będą Olimpiadę oglądać. 20% obejrzy całość transmisji, bez wyjątków, jeszcze 50% wybrane transmisje. Dla większości naszych respondentów, igrzyska nie są okazją do zachwytu nad poziomem najlepszych sportowców świata. Dla nich, ważniejsza jest geopolityczna gra, mająca na celu umocnieniu prestiżu Rosji. Najważniejsze dla ankietowanych są sukcesy naszych reprezentantów, 85% chciałoby, by reprezentacja Rosja znalazła się w pierwszej trójce najsilniejszych.
Szaryj:

- Rosja będzie rozczarowana, gdyby jej reprezentacja na igrzyskach nie znalazła się w pierwszej trójce?
Gudkow:

- Tak. Ewentualna porażka zostanie odebrana jako cios dla autorytetu Rosji, jej prestiżu na arenie międzynarodowej. Ogólnie rzecz biorąc, Olimpiada nie jest odbierana jako zawody sportowe, ale jako zjawisko geopolityczne.
Szaryj:

- Pytaliście swoich respondentów, jak wielu z nich chciałoby obejrzeć igrzyska na własne oczy?

Gudkow:
- Nie, to pytanie nie miało by większego sensu. Wyjazd do Soczi dla większości Rosjan jest przyjemnością zbyt drogą. Poza tym, wszyscy są świadomi najróżniejszych ograniczeń związanych z takim wyjazdem.

Szaryj:
- W rezultacie, będziemy mieli igrzyska za żelazną kurtyną. Jak rozumiem, Rosjanie liczą na to, że Olimpiada umocni ich dumę narodową, z drugiej jednak strony, nie widzą dla siebie miejsca na tej imprezie?

Gudkow:
- Tak. Gdy władze podjęły decyzję o przeprowadzeniu Olimpiady, w oczach 53% była ona słuszna. 26% wypowiedziało się krytycznie. Ale większość ankietowanych nie chce, by w przyszłości ponownie organizowano w Rosji takie drogie imprezy.

Szaryj:
- Nikt ich nie będzie pytać o zdanie. W 2018 roku odbędzie się w Rosji futbolowy Mundial, ta impreza będzie wymagać wysiłków organizacyjnych i wydatków na podobną skalę. Mam jeszcze jedno pytanie, czy analizując stosunek Rosjan do Olimpiady, odkrył Pan dla siebie jakieś nieznane wcześniej cechy rosyjskiego charakteru narodowego?

Gudkow:
- Chyba nie. Zobaczyliśmy mieszankę złożoną z zainteresowania Państwa dla Olimpiady i obojętności na poziomie jednostki. Przede wszystkim, igrzyska odbierane są jako rozrywka telewizyjna.

Szaryj:
- Ogólnie rzecz biorąc, ma pan wrażenie, iż Olimpiada, to ważne wydarzenie w życiu obywateli Rosji?

Gudkow:
- Nie. Jednak pragnę podkreślić iż świadomość masowa w znacznym stopniu uzależniona jest od sposobu informowaniu o tym wydarzeniu w mediach.  W rezultacie ludzie zwracają uwagę na Olimpiadę, niczym na gigantyczną atrakcję, organizowaną przez państwo. I będą je oglądać. Z drugiej strony sama Olimpiada ich nie porywa, ludzie boją się nowego kryzysu, więc tego rodzaju kosztowna impreza ich nie zachwyca.



Lew Gudkow, znany rosyjski socjolog, dyrektor Centrum Lewady, cenionego w Rosji i za granicą ośrodka badania opinii publicznej. 




poniedziałek, 3 lutego 2014

Głos z Rosji: Tymoszenko musi wrócić do gry !

Oficjalna propaganda rosyjska oskarża kraje zachodnie o mieszanie się do wewnętrznych spraw Ukrainy. Ale w środowisku rosyjskich ekspertów, niezależnych politologów toczy się  żywa dyskusja nad sposobami rozwiązania kryzysu ukraińskiego. Znany ekonomista Jewgienij Gontmacher, członek rosyjskiego Komitet Inicjatyw Obywatelskich uważa, iż nadszedł czas, by do polityki ukraińskiej wróciła Julia Tymoszenko


Rzecz jasna, to nie będzie w porządku, gdy jako obywatel Rosji zacznę publicznie oceniać wydarzenia na Ukrainie. Jednak usprawiedliwieniem dla mnie, może być fakt, że urodziłem się i chodziłem do szkoły we Lwowie. Kiedy przeprowadziłem się do Moskwy, nie przestałem interesować się tym co dzialo się w mojej „małej ojczyźnie.” Wciąż mieszkają tam moi krewni i znajomi.

Dlatego chciałbym się jednak podzielić swoimi przemyśleniami na temat wydarzeń na Ukrainie. Mam nadzieję, że moje subiektywnie sformułowane tezy mogą stać się tematem dla dyskusji.

1.
Podczas swej niedługiej prezydentury Wiktorowi Janukowiczowi udało się ostatecznie wykończyć, słabnącą i tak gospodarkę. Poziom korupcji i wspierania swoich stal się nie do wytrzymania dla biznesu i prostych ludzi. Wybuchowi otwartego kryzysu zapobiegały dwie rzeczy: aresztowanie Julii Tymoszenko i powtarzanie deklaracji o zamierzonej asocjacji z Unią Europejską, jak się wydawało, gotową obsypać Ukrainę złotem. Ale, gdy tylko Janukowicz oświadczył, iż rezygnuje z podpisania umowy europejskiej, skończyła się cierpliwość najbardziej aktywnej warstwy społeczeństwa ukraińskiego. Zaczął się Majdan. Jak wiadomo na początku podjęto próbę jego rozpędzenia przy oddziałów specjalnych. Sprowokowała ona reakcję łańcuchową, okazało się ludzie są gotowi do protestu z użyciem siły i bunt ten trwa po dzień dzisiejszy.
Wielu obserwatorów kryzysu ukraińskiego uważa, iż
uwolnienie Julii Tymoszenko jest kwestią czasu. 

2.
Cała historia nie ograniczyła się do kijowskiego Majdanu. Gdy tylko wybuchły walki na ulicy Gruszewskiego stało się dla mnie jasne, iż wkrótce rozpocznie się przejmowanie władzy przez siły wrogie prezydentowi w obwodach Ukrainy na Zachodzie. Już 20 stycznia na stronie internetowej Komitetu Inicjatyw Obywatelskich napisałem: „Jeśli nie da się zatrzymać przemocy i konfrontacji w Kijowie i eskalacja konfliktu będzie trwała, to nie wykluczone jest wypowiedzenie posłuszeństwa prezydentowi Janukowiczowi  przez takie miasta jak Lwów, Tarnopol, Chmielnicki (http://komitetgi.ru/news/news/1209/#.Uuvy_B2ZRD0). Proces ten zaczął się dosłownie już następnego dnia.  W chwili obecnej Janukowicz i jego administracja utracili kontrolę nad ponad dziesięcioma obwodami Ukrainy, już nie tylko na zachodzie, ale i na północy.
3.

Warto podkreślić, że w zbuntowanych przeciw Janukowiczowi regionach opowiedziały się przeciwko niemu nie tylko miejscowe ograny władzy uchwałodawczej, lecz także organy władzy wykonawczej niosące odpowiedzialność za infrastrukturę i organizację życia codziennego na tych terenach. Przeważająca część tamtejszej ludności udziela faktycznie poparcia nowej władzy.
4.
We wschodnich i południowych regionach Ukrainy społeczeństwo milczy. W tej postawie wyraża się różnica obecnej sytuacji z Pomarańczową Rewolucją 2004 roku. Wówczas do Kijowa docierali ludzie gotowi wesprzeć Janukowicza, także dobrowolnie, nie tylko zwożeni autobusami. Obecnie stamtąd przyjeżdżają wyłącznie t.zw. „tituszki”, to jest opłaceni przez władzę prowokatorzy. Choć w Donbasie, Charkowie i Odessie otwartych zwolenników integracji europejskiej jest niewielu, reszta ludności umęczona trudnościami o charakterze socjalnym wyczekuje, skąd powieje wiatr. Specyficzna sytuacja istnieje na Krymie. Mieszka tam wielu przeciwników Majdanu, jednak ludzie ci domagając się integracji Krymu z Rosją, nie popierają Janukowicza. Zamieszkali tam Tatarzy Krymscy, których charakteryzuje wysoki stopień samo-organizacji stanowią znaczącą przeciwwagę wobec nastrojów prorosyjskich.

5.
Ukraińsckich nacjonalistów spod znaku Bandery widzimy dziś przede wszystkim na Majdanie i na zachodzie Ukrainy. Charakteryzuje ich świetna organizacja i nieugięta postawa wobec władzy. Jednak należy podkreślić, iż to nie ich aktywność rozpoczęła reakcję łańcuchową, która doprowadziła do tak dramatycznej eskalacji konfliktu. Nacjonalistom udało się jednak stać siłą wiodącą.

6.
Warto zauważyć, iż ukraińskim nacjonalistom spod znaku Bandery nie jest potrzebna integracja kraju z Europą. Charakteryzuje ich ksenofobia i postawa izolacjonistyczna. Nienawidzą obcych – Rosjan, Polaków, Niemców, itd. W hipotetycznym przypadku objęcia przez nich władzy, modelem do naśladowania będą dla nich współczesne Węgry, gdzie obecne władze podejmują wiele decyzji niezgodnych ze standardami Unii Europejskiej.

7.
Wśród ukraińskich nacjonalistów jest także skrzydło „niebanderowskie” (umiarkowane). Jego zwolennikami są przede wszystkim wykształcone środowiska z Kijowa i Ukrainy środkowej. Suwerenność Ukrainy ma dla nich wielkie znaczenie, jej obecność na mapie Europy jako samodzielnego, niepodległego państwa. Jednak, jak im się wydaje, realizacja tego celu możliwa jest poprzez integrację z Europą, zdolną do obrony Ukrainy przed „imperialistycznymi zakusami Moskwy.” Ta umiarkowanie nacjonalistyczna Ukraina występuje zdecydowanie przeciw Janukowiczowi. Kliczko i Jaceniuk są najbardziej znanymi przedstawicielami tego obozu.

8.
Jednak umiarkowani nacjonaliści nie kontrolują Majdanu.  W jeszcze większym stopniu prawda ta odnosi się do zachodnich regionów Ukrainy. Dlatego też działania Janukowicza (anulowanie drakońskich przepisów z 16 stycznia i amnestia dla uczestników wydarzeń w zamian za opuszczenie budynków administracji państwowej) są skazane na klęskę.

9.
Ewentualna próba zastosowania przez Janukowicza siły także z góry skazana jest na klęskę, przede wszystkim ze względu na brak masowego poparcia na Wschodzie i południu. Tym bardziej, iż większość formacji „siłowych” (z wyjątkiem nielicznego w skali kraju Berkuta) uległa demoralizacji i nie jest gotowa do działań zbrojnych przeciwko współobywatelom, którzy, zwłaszcza na zachodzie Ukrainy, gotowi będą do okazania masowego oporu.

10.
W tej sytuacji najrozsądniejszym wyjściem dla Janukowicza byłoby ogłoszenie przedterminowych wyborów prezydenckich i parlamentarnych. Taka decyzja pozwoliłaby mu na zachowanie resztek swojej legitymności. W ten sposób Janukowicz mógłby rozwiązać także kwestię osobistego bezpieczeństwa po przeprowadzonych w kraju wyborach, postarawszy się na przykład o odpowiednie gwarancje ze strony Rosji i Niemiec.

11.
W ten sposób zwycięstwo opozycji będzie opierać się na procedurach konstytucyjnych, nie zostanie odniesione metodą zdobywania kolejnych budynków i terytoriów.

12.
Jednak biorąc pod uwagę słabość obozu umiarkowanych nacjonalistów, istnieje duże prawdopodobieństwo, iż po odejściu Janukowicza i jego ludzi, kryzys polityczny na Ukrainie będzie trwał dalej. „Banderowcy” (partia Swoboda i innego tego rodzaju formacje) mogą zdobyć większość w wielopartyjnej Radzie. Nawet jeśli nie będzie to większość absolutna, to może okazać się wystarczająca dla blokowania różnego rodzaju decyzji. Uniemożliwiłoby to stworzenie trwałego i zdolnego do działania rządu. Prawdopodobny jest też powrót do Konstytucji z 2004 roku ograniczającej pełnomocnictwa prezydenta w porównaniu z obecną. Taki status prezydenta uniemożliwi mu odgrywanie roli stabilizującej. W rezultacie Ukraina pogrąży się w niekończących się konfliktach wewnętrznych o charakterze politycznym, a jej sytuacja gospodarcza i socjalna ulegnie dalszemu pogorszeniu. W tych okolicznościach można spodziewać się, że i Rosja zacznie stosować zwyczajne dla siebie metody nacisku (cło, cena na gaz, odmowa ulgowych kredytów). Dla Unii Europejskiej będzie to nie do zaakceptowania i w rezultacie usunie się na bok.

13.
Rzecz jasna, taki rozwój wydarzeń byłby nie na rękę i Rosji. Istnienie po sąsiedzku ogromnej zdestabilizowanej przestrzeni, w której nie da się znaleźć odpowiednie partnera do rozmów, to sytuacja o wiele gorsza dla Rosji, iż dla Europy. W odróżnieniu od Europy Rosja i Ukraina powiązane są siecią wielopłaszczyznowych związków, historycznych, humanitarnych, ekonomicznych. I w dodatku to przez terytorium Ukrainy realizowane są dostawy naszych surowców energetycznych do Europy, to one zapewniają znaczna część naszych dochodów z eksportu.

14.
Tylko jeden sposób, jak się wydaje, może zapewnić Ukrainie stabilny rozwój: to uwolnienie Julii Tymoszenko. Janukowicz mógłby ją ułaskawić, tak jak to się niedawno zdarzyło w Rosji w odniesieniu do Michaiła Chodorkowskiego. Wówczas na arenie politycznej pojawiłby się silny polityk, potencjalnie możliwy do zaakceptowania przez wszystkie siły uczestniczące w obecnym konflikcie:

-  przez nacjonalistów, bez względu na stopień ich radykalizmu (przypomnijmy, iż w poprzednich wyborach prezydenckich cała zachodnia Ukraina głosowała za Tymoszenko).
- przez Rosję (relacje między Wladimirem Putinem, a Julia Tymoszenko podczas sprawowania przez ni funkcji premiera były w pełni konstruktywne), a także dla wyczekujących Wschodu i Południa – Julię Tymoszenko trudno określić jako „banderówkę”.

Taki scenariusz daje Ukrainie niezłą szansę na zajęcie się spokojnymi przygotowaniami do integracji europejskiej (jak pokazuje przykład Turcji i kilku innych krajów, proces ten może trwać dziesiątki lat) a także na wypracowanie w szybkiego i korzystnego dla obu stron kompromisu z Rosją.

Materiał opublikowany na stronie internetowej radio „Echo Moskwy”
Jewgienij Gontmacher (1953), znany rosyjski ekonomista i polityk. W latach dziewięćdziesiątych zajmował stanowisko wiceministra do spraw zabezpieczenia socjalnego ludności. Obecnie jest wicedyrektorem Instytutu Gospodarki Światowej i Stosunków Międzynarodowych Rosyjskiej Akademii Nauk. Jest także członkiem powołanego do życia przez Aleksieja Kudrina (były wicepremier i minister finansów)  opozycyjnego Komitetu Inicjatyw Obywatelskich.




Jak Rosja odbiera kryzys na Ukrainie? Inne publikacje na blogu.

piątek, 31 stycznia 2014

Anatomia rozprawy: nie będziemy się wciąż bać.

W świecie rosyjskich mediów stacja telewizyjna „Dożd’” jest wyjątkiem. Nie kłamie. Nie jest instrumentem kremlowskiej propagandy. Zaprasza do studia przedstawicieli opozycji. Pokazuje wydarzenia na Ukrainie. Kilka dni temu, w programie poświęconym blokadzie Leningradu padło adresowane do widzów pytanie, czy kapitulacja miasta, nie uratowałaby życia tysiącom mieszkańców. Kreml wykorzystał je do rozprawy z niepokorną stacją.


Rozmowę o wydarzeniach związanych z kanałem telewizyjnym TV Dożd’ przeprowadzono na antenie radiostacji „Echo Moskwy”. Uczestniczyli w niej Natalia Sindiejewa, dyrektor kanału „Dożd’”, Ilja Kliszyn, redaktor strony internetowej stacji oraz dziennikarze radiostacji "Echo Moskwy", Aleksander Pluszczew i Sofiko Szewardnadze.

Aleksander Pluszczew:
Jak obecnie wygląda sytuacja w waszej redakcji? Jak to wygląda od wewnątrz?
Natalia Sindiejewa:
To co się dzieje, przypomina trochę działania wojenne, rzeczywiście tak to wygląda. Wczoraj jeszcze odczuwałam coś na kształt demoralizacji, po raz pierwszy pozwoliłam sobie na to, by zostać w domu, schować się, popłakać. Nawet nie odczuwałam strachu, niebezpieczeństwa, miałam poczucie wielkiej krzywdy. Dziś jednak wzięłam się w garść, przyjechałam do pracy, zwołaliśmy zebranie, zaczęliśmy zastanawiać się, analizować jak rozwijały się wydarzenia. Nagle wszystko przyspieszyło jeszcze bardziej, co chwila zbieraliśmy się znów na mini zebrania. Dlaczego? Najpierw dostajemy oświadczenie „Akado” o tym, że wyłączają nasz sygnał. Potem dociera do nas ogromna ilość telefonów, mejli od widzów „Dom.ru”, to od nich dowiadujemy się, że ci też nas wyłączają, nie zawiadamia nas o tym sam operator. Równocześnie nasi prawnicy sprawdzają umowy z operatorami, a ja staram się do nich dodzwonić, wyjaśnić o co chodzi, zapytać co się w ogóle dzieje?
Sofiko Szewardnadze:
No i do kogoś udało się dodzwonić?
Sindiejewa:
Do nikogo się nie dodzwoniłam, wszystkie telefony były wyłączone, albo nie podnoszono słuchawki. Nie chcę nikomu stawiać zarzutów, ale nie otrzymaliśmy żadnego oficjalnego pisma, żadnej oficjalnej reakcji, odpowiedzi…


Kadr z programu TV "Dożd'" poświęconego wojennoj
blokadzie Leningradu.
Potem nagle, Walentyna Matwijenko, spiker Rady Federacji mówi, nie można dopuścić do zamknięcia stacji telewizyjnej „Dożd’”. Redakcja od razu się cieszy. To znaczy, że Matwijenko nas wspiera, na początku warknęła, ale potem…  A potem, nagle przestały działać nasze telefony, pauza trwała pół godziny, służba techniczna mówi, że u nas wszystko jest w porządku, że nie wiadomo dlaczego telefony ucichły.
Następny moment – zaczął się atak DDoS na sajt, w pewnym momencie nasza strona internetowa przestala działać, udało się jednak ją reanimować, daliśmy sobie radę.
Rzecz jasna, dla dziennikarzy to były chwile pełne emocji, gorące, wszyscy odczuwaliśmy drive, choć zdawaliśmy sobie sprawę z niebezpieczeństwa, rozumieliśmy jakie mogą być następstwa. Czułam jak wszyscy patrzą mi w oczy, szukają odpowiedzi na pytanie, jaka jest moja reakcja, jak będę się zachowywać. Dlatego dziś wzięłam się w garść, stąd się bierze moja wiara w to, ze się uratujemy, że wszystko jakoś się ułoży, przez cztery lata, wierzcie mi, staramy się pracować najuczciwiej jak potrafimy. Popełniamy błędy, bywa, że trudno ich uniknąć, czasem brakuje nam profesjonalizmu, można nam stawiać rożne zarzuty, ale zawsze unikaliśmy obłudy, nigdy nie prowadziliśmy podwójnej gry, żeby coś załatwić, osiągnąć, gdzieś coś wygrać. Staraliśmy się zawsze wykonywać pracę uczciwie, by z dziennikarskiego punktu widzenia nasza robota była profesjonalna. Dlatego, że… No może dlatego, że tak jest nasza natura, tacy po prostu jesteśmy, chce nam się robić swoją robotę. Kiedy zdarza się taka sytuacja, trzeba podejmować kroki antykryzysowe. My jednak nie dysponujemy żadnym sztabem antykryzysowym, który by wiedział jak się zachować w takich okolicznościach.
Pluszczew:
Sekunda, proszę. Tylko co dotarła do mnie wiadomość, że „NTV Plus „włączył was ponownie. Nie dostaliśmy żadnego oficjalnego oświadczenia, ale przychodzi masa twitów na Twitterze, ludzi piszą, że na NTV Plus „Dożd’” można oglądać znów.
Sindiejewa (śmieje się):
Może jutro, tak samo zrobią wszyscy pozostali.
Szewardnadze:
Jedna platforma za drugą zaczęły was wyłączać, w ogóle do nikogo nie udało się dodzwonić? Do kogoś na górze, lub na dole? Nikt niczego nie komentował, nie tłumaczył, nie mówił?
Sindiejewa:
Komentowali tylko w kuluarach, nieoficjalnie, za kulisami. W rozmowach ze mną, ci do których się dodzwoniłam. W rozmowach z naszymi kolegami. Mówiono, o tym, że były telefony z góry. Z poleceniem, by nas wyłączyć pod dowolnym pretekstem. Problemów z kontraktem, kłopotów technicznych, co wam przyjdzie do głowy. Macie ich wyłączyć i sami wymyślić przyczyny. Dlatego operatorzy, którzy nas wyłączyli, posługują się różnymi argumentami. Ktoś mówi, że dobiegła końca umowa między nami, a my jej nie przedłużyliśmy. Weźmy na przykład spółkę „Dom.ru”, spotkaliśmy się z nimi 5 dni temu, omawialiśmy kwestię przedłużenia umowy, zastanawialiśmy jak będziemy promować kanał „Dożd’” na ich platformie. Robiliśmy wielkie plany. Ja mam potwierdzenie tego, takie zakulisowe, nieoficjalne, że wyłączano nas na telefoniczne polecenie z góry, oficjalnie jednak…
Szewardnadze:
To interesujący moment, czy było polecenie z góry, czy operatorzy postanowili z własnej inicjatywy zademonstrować lojalność wobec góry…
Sindiejewa:
Operatorzy? Nie.To wszystko jest takie dziwne. Nasi widzowie przysyłają nam odpowiedzi operatorów, ludzie się wściekają, telefonują do nich, a tam w centrach obsługi, chłopcy i dziewczyny, którzy odpowiadają na telefony, tylko przepraszają. Przykro nam - proszę państwa - tłumaczą, to nie zależy od nas, sami jesteśmy niezadowoleni, dla nas to też jest nieprzyjemna sytuacja, proszę zrozumieć, że to polecenie z góry, tu nic nie zależy od naszego własnego kierownictwa. To mówią sami operatorzy swoim widzom, klientom. 
Pluszczew:
A sama redakcja? Jak wy na to reagujecie?
Ilja Kliszyn:
Jak mi się wydaje w redakcji panuje nastrój bojowy. Może dlatego, że wkładamy masę wysiłku w organizację niedzielnego maratonu, organizujemy taką imprezę pod hasłem „Kochać ojczyznę”.
Sindiejewa:
Najważniejsze, żeby ten maraton nie przekształcił się w manifestację z poparciem dla „Dożdia”.
Kliszyn:
Jasne. Odczuwamy masę emocji, staramy się jednak, by nie przeszkadzały nam w pracy. Ludzie są gotowi pracować w nadgodzinach, w dni wolne od pracy, podczas maratonu, wszyscy na wlasną prośbę. Nasz kolega Pawel Łobkow zaczął snuć wspomnienia o wydarzeniach 2001 roku (rozprawa Kremla ze stacją telewizyjna NTV – mediawrosji).
Sindiejewa:
Pasza Łobkow (czołowy publicysta stacji – mediawrosji) powiedział, że w jego życiu, to już szósta historia tego rodzaju. Zaczęło się od mera Petersburga Sobczaka, na początku bardzo wspierał dziennikarzy, ale potem, w następstwie jakiejś publikacji, zaczął zamykać różne wydania. Pasza po raz pierwszy znalazł się wtedy w opałach. Złapał się dziś za głowę : o co tu chodzi?
Szewardnadze:
Jeśli zostanie zrealizowany najczarniejszy scenariusz i wszyscy was wyłączą, macie jakiś plan zapasowy?
Sindiejewa:


Natalia Sindiejewa, dyrektor stacji
telewizyjnej "Dożd'"
Wielkie nadzieje pokładamy w naszych widzach i w Internecie. Internet wyłączyć, to na pewno skomplikowana sprawa. Jeśli rozszerzymy trochę bazę techniczną, to w Internecie będzie nas mogła oglądać nieograniczona, w każdym razie wystarczająca, ilość widzów. W tych dniach gwałtownie zwiększyła się liczba widzów wykupujących roczny abonament na dostęp do „Dożdia” w sieci. Dziś przybyło nam tylu abonentów, ilu zwykle przybywa w tydzień. Ludzie okazują solidarność, mówią nam, mamy już abonament, w jaki sposób jeszcze możemy Wam pomóc. Na sajcie rozszerzyliśmy ofertę naszego sklepu internetowego, dodamy tam przycisk z napisem: „Jak wesprzeć „Dożd’”? W tej sytuacji nie mamy innego wyjścia, możemy zwrócić się tylko do widzów. Z punktu widzenia rozwoju, biznesu, to prymitywny sposób, jesteśmy w końcu stacją telewizyjną, koszty naszej produkcji są bardzo wysokie.
Pluszczew:
Jesteście w stanie ocenić obecne straty finansowe?
Sindiejewa:
Teraz to niemożliwe. Teraz można oszacować tylko bezpośrednie straty wynikające z rezygnacji operatorów z naszego sygnału. Oni za niego płacili. Ale to były niewielkie sumy. Na razie jednak nie obserwujemy ucieczki reklamodawców, powiedzmy do dnia dzisiejszego. Powiedzmy tak, jeśli zostaniemy tylko z tymi operatorami, którzy na razie nas nie wyłączyli, to jakoś damy sobie radę, wybrniemy, na dziś utraciliśmy 20% zasięgu. Ale jeśli to pójdzie dalej….
Pluszczew:
Pozwólcie spytać o to pytanie, które padło u was na antenie?
Kliszyn:
Ja spróbuję opowiedzieć tę historię, tu nie ma niczego nadzwyczajnego, opowiem ze szczegółami. Na antenie telewizji „Dożd’”, już od jakiegoś czasu nadawany jest program pod tytułem „Dyletanci”. Tytuł współbrzmi z nazwą naszego partnera, magazynu historycznego „Dyletant”. Głównym tematem ich numeru styczniowego jest…
Szewardnadze:
„Blokada i jej szajka”
Kliszyn:
Tak to się nazywa, „Blokada i jej szajka”. Chodzi o blokadę Leningradu. Na antenie stacji „Dożd’” ten program emitowany jest co niedziela wieczorem. Biorą w nim udział różne osoby, prowadzona jest dyskusja.
Szewardnadze:
W każdej edycji robicie sondę?
Kliszyn:
Co tydzień zadajemy różne pytania…. Tam niekiedy…
Sindiejewa:
Chciałam zwrócić uwagę na jeden ważny moment, to pytanie formułowane jest na żywo, w czasie programu, rodzi się podczas dyskusji z zaproszonym gościem … I to pytanie…
Szewardnadze:
W naszej radiostacji bywa podobnie….
Kliszyn:
Chciałbym by słuchacze Echa zrozumieli co się wydarzyło. W niedzielę wieczorem nadajemy wspólny program razem z magazynem „Dyletant”. Temat – blokada Leningradu. I pojawia się pytanie, zostało zadane także na stronie internetowej magazynu, chodzi o swego rodzaju hipotetyczną interpretację…
Pluszczew:
W trybie warunkowym….
Kliszyn:
Tak, w trybie warunkowym, na temat blokady Leningradu, czy można byłoby uratować mieszkańców, porzucając, poddając  miasto, ewakuując… Tego pytania wcześniej nie konsultowano z redakcją, ani ze mną, ani….
Szwardnadze:
A tak w ogóle, pytania trzeba konsultować?
Kliszyn:
W wypadku tego programu, tak to było ustalone, ufaliśmy jego autorom, to oni dyskutują o historii, formułują interesujące myśli, zadają też pytania…. Tak więc to konkretne pytanie wymyślono na żywo, zwrócono się także do naszego redaktora odpowiedzialnego za sieci społecznościowe, chodziło o to, by dać ludziom możliwość odpowiedzi, za pośrednictwem Twittera i na naszym sajcie. Równolegle do dyskusji na antenie.
Sindiejewa:
Pytanie zostało sformułowane podczas dyskusji z udziałem Orłowej, Dymarskiego i Jerofiejewa. Oglądałam program, kiedy ono padło, nasz redaktor natychmiast je zapisał, on praktycznie stenografował….
Kliszyn:
Co działo się dalej? Przypominam, niedziela, wieczór, pytanie dostaje nasz redaktor sieci społecznościowych. Mnie samego nie było w redakcji… Pytanie zostaje opublikowane. Znajduję się w tym momencie w Moskwie, daleko od redakcji, nawet nie oglądałem programu. Ale nagle zaczynam dostawać wiadomości, esemeski. Piszą do mnie, Ilja, popatrz co się tam u was dzieje na Twitterze, ktoś zadał dziwne pytanie. Piszą przyjaciele, koledzy, dziennikarze. Idę po ulicy, biorę telefon, zaglądam i widzę tę straszną reakcję. Rzucili się na nas ludzie typu Krystiny Potupczik, Konstantina Rykowa, tego rodzaju prokremlowscy blogerzy.
Szewardnadze:
Tobie Natasza, to pytanie nie wydało się dziwne?
Sindiejewa:
Widzowie z nami. Banner na stronie internetowej
www.tvrain.ru, gdzie widzowie moga wesprzeć
stację finansowo. 
Powstała absurdalna sytuacja, w kontekście samej audycji to było normalne, uzasadnione pytanie, długo na ten temat dyskutowano, przy tym nie sformułowano jakiegoś oczywistego stanowiska, nikt nie upierał się przy swoim poglądzie, czy powinno być tak, czy inaczej. Potem, długo zastanawialiśmy się dlaczego to właśnie pytanie sprowokowało taką reakcję. I nie tylko ze strony, jakbyśmy tu ich nazwali, prokremlowskich blogerów, ale także zwykłych ludzi. Oni też poczuli się dotknięci. Stało się tak dlatego, iż pytanie zostało wyrwane z kontekstu całej audycji. Wielu widzów, internautów usłyszało je, nie oglądając programu. Dlatego wzbudziło ich reakcję. Wśród nas, ludzi naszej stacji, także znalazły się osoby zdziwione i dotknięte. Oni tłumaczą dlaczego. Jeśli by, można było wszystko cofnąć, przewinąć do tyłu, to jak mi się wydaje, nie zrezygnowalibyśmy z pytania, sformułowalibyśmy je tak, lub czy inaczej, nie wycofalibyśmy się z dyskusji na ten temat, ale na pewno należałoby zadbać o sposób jego zadania, tu trzeba było zachować dyscyplinę.
Kiliszyn:
Zgodnie z naszym stanowiskiem można zadawać dowolne pytania, także te najbardziej drażliwe dla społeczeństwa, odnoszące się do naszej historii, ale bardzo ważne jest, by je formułować prawidłowo. Niestety, pytanie, które stało się przyczyną kryzysu zostało sformułowane nieprawidłowo. To się stało nie chcący, sprawił to nieszczęśliwy zbieg okoliczności.
Kiedy się zorientowałem, że mamy problem, skontaktowałem się z redaktorem naczelnym stacji Michaiłem Zygariem. W ciągu dwudziestu minut od pojawienia się pytania na Twitterze i na stronie internetowej stacji, podjęliśmy decyzję, by je zdjąć. I nie dlatego, że nie zasługiwało na dyskusję, ale dlatego, ze zostało sformułowane nieprawidłowo. Zorientowaliśmy się, że niektórzy ludzie mogą poczuć się dotknięci. I w Twitterze i na sajcie przeprosiliśmy za jego publikację.
Pluszczew:
Ktoś poniesie odpowiedzialność, za to co się stało?
Sindiejewa:
Nie, rzecz jasna, nie. Nikogo nie będziemy karać, zwalniać. Moje stanowisko jest pod tym względem oczywiste. Jakby to wyglądało…? Jeśli by dziennikarz wyraził opinię, jestem zwolennikiem faszyzmu, jestem homofobem, wtedy bym go zwolniła. To nie są wartości ani moje, ani stacji. Ale tu mamy do czynienia z pomyłką, nawet trudno się zorientować, kto za nią ponosi odpowiedzialność. Uczestnicy programu formułują pytanie, Dymarski, Orłowa, Jerofiejew, zapisuje je redaktor odpowiedzialny za sieci społecznościowe. Kogo miałabym karać? Musimy wyciągnąć wnioski. Ale zrobić publiczną czystkę wśród pracowników? Co wtedy powiedzieliby pozostali? Wszyscy chcą się na stacji zemścić,  więc dla ciebie zdradzić nas to żaden problem?
Szwardnadze:
Zgoda, sformułowanie pytania było niefortunne, wynika z niego, iż jeśliby poddano Leningrad, to ludzie by nie zginęli, ale to nie tak, w Leningradzie mogło wydarzyć się to samo co w Kijowie. To jasne jednak, że reakcja na to, co się zdarzyło, nie ma żadnego związku z prawdą historyczną, czy postulatem wymierzenia historycznej sprawiedliwości. Na temat waszej stacji kursuje wiele teorii spiskowych. Kto was kontroluje, czyje wyrażacie interesy? Wszystko to przecież do was dochodzi. Nie byłoby historii z tym pytaniem, znaleziono by coś innego.
Sindiejewa:
Od jakiegoś czasu zaczęły do nas dochodzić sygnały ostrzegawcze, zwróciliśmy na nie uwagę, zaraz po emisji na antenie reportażu Badanina. Puściliśmy go w programie „I tak dalej” opartym na wynikach śledztwa Nawalnego na temat osiedla dacz, tego w którym mieszkają Wołodin, Niewierow, Prichodźko (wyżsi funkcjonariusze kremlowskiej administracji – mediawrosji). To był obszerny materiał. Od razu, następnego dnia, jeśli pamiętacie, u was na antenie, Niewierow oświadczył, iż przyszła pora skontrolować „Dożd’”, skąd mamy pieniądze, itd. Po drugie, informują nas w trybie „off the record”, iż w ciągu minionego półtora miesiąca odbywały się regularne zebrania w administracji prezydenta, na jednym z nich wydano instrukcje, by poszukać sposobów, jak tu z nami zrobić porządek.


Banner rosyjskiego operatora Akado, ktory jako pierwszy
wyłączył sygnał stacji telewizyjnej "Dożd'"
Trzy tygodnie temu zdarzyła się jeszcze jedna dziwna historia, pro kremlowscy blogerzy wynaleźli zrzut ekranowy sajta „Dożdia” ze zdjęciem Doku Umarowa, napisano o nas, że pozwalamy na antenie wypowiadać się terrorystom. To zdjęcie wisiało na sajcie od czterech miesięcy, to była jedna sekunda, kiedy pojawiało się w kadrze jednego z programów Julii Taratuty. Nikt na nie zwracał uwagi i oczywiście nikt nie dawał Umarowowi słowa. Po prostu szukano pretekstu…
Szewardnadze:
Chciałam zapytać o maraton, jaki organizujecie w niedzielę…
Kiliszyn:


Daliśmy mu nazwę „Kochać ojczyznę”
Szewardnadze:
Nie boicie się, że z tej okazji znów na antenie pojawią się jakieś sformułowania, które zostaną wykorzystane przeciw wam, że zostaniecie pozwani do sądu i przegracie. Nie wydaje się wam, że pomagacie swoim przeciwnikom znaleźć jeszcze jeden pretekst dla zamknięcia stacji.
Sindiejewa:
Jeśliby tak było, może powinniśmy zamknąć stację? Zrezygnować z pracy. Jeśli dowolne sformułowanie, jakie może zabrzmieć na antenie, albo nieudany materiał filmowy, reportaż, oznacza, iż depczemy komuś po piętach i po odciskach, to wtedy pewnie trzeba się przestać tym zajmować. Nie możemy stale się bać.



Tekst opublikowany na stronie internetowej radiostacji Echo Moskwy (www.echo.msk.ru). Skróty i redakacja - blog mediawrosji


Inne materiały opublikowane na blogu dotyczące telewizji „Dożd’” i problemów rosyjskich mediów:


Telewizja, której nie jest wszystko jedno. Ekskluzywny wywiad udzielony redakcji bloga przez Natalię Sindiejewą, założycielkę i dyrektora niezależnej stacji telewizyjnej „Dożd”.


Od blokady Leningradu, do blokady TV „Dożd’” . Materiał wydawnictwa internetowego www.newsru.com



Wielkie zmiany w świecie rosyjskich mediów . Materiał stacji telewizyjnej „Dożd’” (www.tvrain.ru)

 






środa, 29 stycznia 2014

Od blokady Leningradu, do blokady TV „Dożd’”

Wśród kontrolowanych przez Kreml rosyjskich mediów, stacja telewizyjna TV Dożd’ jest absolutnym wyjątkiem. Żadna inna telewizja rosyjska nie poświęca tyle uwagi działalności opozycji, korupcji urzędników, walce o prawa człowieka. Nadany kilka dni temu program poświęcony wojennej blokadzie Leningradu (z udziałem pisarza Wiktora Jerofiejewa) stał się pretekstem dla zmasowanego ataku na „Dożd’”. Czy telewizyjna wysepka wolności przetrwa pro kremlowskie tsunami?


Spółki telekomunikacyjne rozpoczęły wyłączanie kanału telewizyjnego „TV Dożd’”, mimo poparcia dla stacji ze strony prezydenckiej Rady do Spraw Człowieka.

Funkcjonująca w dziesiątkach miast naszego kraju platforma „Dom.ru” wstrzymała nadawanie sygnału stacji telewizyjnej „Dożd’”. Jest to skutek skandalu związanego z zadaniem w audycji poświęconej blokadzie Leningradu kontrowersyjnego pytania. O zamiarze usunięcia kanału ze swojej oferty zawiadomiła także platforma „Akado”.
TV Dożd' jedyna w Rosji stacja tele-
 wizyjna ignorujaca kremlowską cenzurę. 
„Brak programu telewizji „Dożd’” w ofercie Dom.ru wynika z tego, iż do tej pory nie udało się podpisać pomiędzy naszymi firmami odpowiedniej umowy. Obecnie obowiązujące przepisy zakazują operatorom łączności transmitowania kanałów telewizyjnych i ich programów, jeśli w tej sprawie nie zostało zawarte i podpisane stosowne porozumienie.” – takie wyjaśnienie pojawiło się na stronie internetowej operatora „Dom.ru”

Jak się okazuje i inni operatorzy gotowi są do wyrażenia solidarności z siecią „Dom.ru”. Spółka „GK Akado” podjęła decyzję o wyłączeniu sygnału telewizji „Dożd’” w swojej sieci kablowej od 30 stycznia – takie oświadczenie firma rozpowszechniła za pośrednictwem Twittera.
Oświadczenie na ten temat wydane przez kierownictwo AKADO i przekazane agencji Interfax zawiera, między innymi, następujące sformułowania: „Nasza współpraca ze stacją „Dożd’” rozpoczęła się latem 2011 roku, jednak w ostatnim okresie kanał znacząco zmienił koncepcję swojego programu. Fakt ten stał się dla nas źródłem wątpliwości, czy powinniśmy w dalszym ciągu rozpowszechniać sygnał „Dożdia” w naszej sieci kablowej.”

 Wcześniej dyrektor naczelna stacji Natalia Sindiejewa wypowiedziała się na temat wzajemnej współpracy: „Jurij Pripaczkin (wówczas Akado) jeszcze w dawniejszych czasach, zaraz po powstaniu stacji, wyłączał nas po każdym telefonie od Wiaczesława Surkowa, zastępcy szefa kremlowskiej administracji.
„Trikolor TV” na razie nie ma zamiaru przyłączyć się do „blokady” stacji, ale nie wyklucza, iż podejmie tego rodzaju decyzję w przyszłości. Informację na ten temat przekazała radiostacja „Echo Moskwy w Sankt-Petersburgu”.

W programie radiostacji „Echo Moskwy” dyrektor kanału TV „Dożd” Natalia Sindiejewa stwierdziła, iż taki rozwój wypadków był dla niej całkowitą niespodzianką.  
Spółka „Er-Telekom” sprzedająca usługi telekomunikacyjne w rosyjskich regionach,  korzysta w nich z nazwy „Dom.ru” . Spółka jest obecna w 56 miastach, liczba jej klientów wynosi ok. 6 milionów – informuje portal „Russkaja Planeta”.

Przypomnijmy dotychczasowy bieg zdarzeń. 26 stycznia, z okazji 70ej rocznicy zakończenia wojennej blokady Leningradu, na stronie internetowej stacji telewizyjnej „Dożd’” widzom i czytelnikom zaproponowano udział w sondażu. W jego ramach zadano pytanie: „Czy lepszym rozwiązaniem byłoby poddanie miasta wojskom hitlerowskich Niemiec, gdyby w ten sposób można było zapobiec śmierci tysięcy jego cywilnych mieszkańców?” . Tak sformułowane pytanie wywołało ostrą krytykę ze strony rosyjskich blogerów, deputowanych do parlamentu oraz Jurija Pripaczkina, prezydenta Rosyjskiego Stowarzyszenia Telewizji Kablowej.  Pripaczkin zasugerował wyłączenie sygnału „ Dożdia” z sieci kablowych.

Stała Komisja do spraw Wolności Informacyjnej i Praw Dziennikarzy, funkcjonująca w ramach prezydenckiej „Rady Praw Człowieka” wypowiedziała się stanowczo, krytykując inicjatywę Pripaczkina. Zdaniem Komisji:  „Nie wolno zamknąć, lub wyłączyć sygnału któregokolwiek z oficjalnie zarejestrowanych środków masowego przekazu bez ostrzeżenia ze strony „Roskomnadzoru”, lub wyroku sądowego. W odniesieniu do TV „Dożd’” tego rodzaju kroków nie podejmowano.”

Także spiker wyższej izby rosyjskiego parlamentu „Rady Federacji’ Walentyna Matwijenko wypowiedziała się przeciw zamknięciu stacji, choć jej zdaniem, zadane na antenie pytanie, odnoszące się do blokady miasta z czasów wojny miało „bluźnierczy” charakter.

Zgodnie z informacjami otrzymanymi z Roskomnadzoru specjaliści tej organizacji analizują sytuację, szukając odpowiedzi na pytanie, czy  nadając tego rodzaju pytanie, stacja naruszyła istniejące przepisy.

W środę deputowani miejskiego Zgromadzenia Ustawodawczego Sankt-Petersburga postanowili zwrócić się do Jurija Czajki, prokuratora generalnego Federacji Rosyjskiej, z prośbą, by w związku z publikacją na stronie internetowej „Dożdia” materiału noszącego prowokacyjny charakter, podległa mu prokuratora przeprowadziła odpowiednią kontrolę i dokonała stosownej oceny prawnej. Jeśli w jej wyniku okaże się, iż istnieje odpowiednie dla tego rodzaju decyzji podstawa prawna – postulują petersburscy deputowani - stację „Dożd” należy zamknąć.
Audycja z udzialem pisarza Wiktora Jerofiejewa, poświęcona
blokadzie Leningradu, dostarczyło wrogom stacji pretekstu do ataku. 
Przedstawiciele parlamentarnej frakcji Komunistycznej Partii Federacji Rosyjskiej dzień wcześniej oświadczyli, iż zamierzają zwrócić się do prokuratury z prośbą o przeprowadzenie w stacji kontroli i odnalezienie autorów i inicjatorów przeprowadzonego przez nią prowokacyjnego sondażu. W odpowiedzi prokuratora poinformowała, iż będzie gotowa do realizacji postulatu parlamentarzystów KPRF, gdy tylko do niej dotrze na piśmie.

W odpowiedzi na zarzuty Michaił Zygar’, redaktor naczelny ”Dożdia” wyraził przekonanie, iż stacja nie naruszyła prawa i nie miała zamiaru nikogo urazić. Jeszcze wcześniej Zygar’ oświadczył, iż deputowani oraz blogerzy krytykujący „Dożd” stali się wykonawcami określonego „zamówienia politycznego”. Skandaliczne pytanie usunięto ze strony stacji, a jej kierownictwo złożyło wyrazy ubolewania.
Materiał ze strony internetowej newsru.com  


Na blogu Media W Rosji inne materiały o sytuacji rosyjskich środków masowego przekazu:


Wielkie zmiany w świecie rosyjskich mediów. Material stacji telewizyjnej TV „Dożd’”.
http://media-w-rosji.blogspot.com/2013/12/wielkie-zmiany-w-swiecie-rosyjskich.html

Telewizja, której nie jest wszystko jedno . Wywiad z założycielką i dyrektor naczelną TV Dożd’, Natalią Sindiejewą. Eksluzywny materiał dla blogu „MediawRosji”. 
http://media-w-rosji.blogspot.com/2013/04/telewizja-ktorej-nie-jest-wszystko-jedno.html


wtorek, 28 stycznia 2014

Monopol na przemoc i prawo do buntu

Kirył Rogow

Ukraina znalazła się na progu wojny domowej. Jeszcze kilka lat temu, tego rodzaju rozwój wydarzeń wydawałby się nieprawdopodobny i zmyślony. Dlatego dziś, tak ważne jest, by przyjrzeć się mechanizmowi, który uruchomił taki właśnie scenariusz. Kryzys postsowieckich reżimów nabiera charakteru systemowego. Także obywatele Rosji już niedługo mogą zakwestionować monopol państwa do stosowania przemocy.

Know-how po kremlowsku

Na Kremlu, można sobie wyobrazić, zacierają ręce, w oficjalnych rosyjskich mediach w każdy możliwy sposób reklamowana jest jedna myśl, popatrzcie tylko, do czego mogą doprowadzić tak zwane „pokojowe protesty”. I rzeczywiście, niezależnie od tego, do jakiego stopnia Kreml zaangażowany jest bezpośrednio w opracowywanie taktyki stosowanej przez administrację Janukowicza w walce z kijowskimi demonstrantami, w historii tej konfrontacji, widać jak na dłoni podstawowe idee „doktryny Putina”. 

Po odrzuceniu umowy stowarzyszeniowej, prezydent Janukowicz zderzył się z największą falą protestów od czasów pomarańczowej rewolucji. Na początku zademonstrował pełną gotowość do tego, by ją zignorować. 
Majdan to dla Kremla dowód, iż taktyka zastosowana w Rosji
do walki z wlasną opozycją okazała się skuteczna. 
Podpisując umowę z Putinem, Janukowicz stwierdził wprost: niech Majdan stoi choćby do wiosny. To prawda, że protest o charakterze pokojowym może się pochwalić znaczącą przewagą „miękkiej siły”. Ale z drugiej, nie dysponuje żadnymi instrumentami umożliwiającymi okazanie realnego wpływu na rozwój wydarzeń. Konfrontacja odbywa się wyłącznie w przestrzeni moralno-politycznej. Jeśli zignorować dyskurs prowadzony w takim języku, to energia protestu szybko okazuje się w ślepym zaułku. Widzieliśmy to na przykładzie wielu protestów organizowanych w minionych latach.
Dla wsparcia protestu niezbędna jest jego eskalacja. W innym wypadku, ludzie w końcu zaczynają się rozchodzić, doświadczając uczucia pełnej frustracji – czują się jakby ich opluto. By zapobiec eskalacji protestu  trzeba zademonstrować siłę – przeprowadzić akcję zastraszania. I w końcu wymieńmy trzeci element tej strategii: przyjęcie ustaw znacząco ograniczających prawa obywateli do protestu i radykalnie zwiększające uprawnienia władzy do zastosowania siły wobec protestujących.

To właśnie ten koktajl, w skład którego wchodzą ignorowanie pokojowych protestów, zastraszająca demonstracja siły, ustawodawstwo ograniczające prawa obywateli do sprzeciwu oraz poszerzenie prawa władzy do zastosowania siły stanowi „know how”, który jak się uważa na Kremlu zagwarantował Putinowi sukces w walce z akcjami protestu w Rosji, w latach 2011-2012.  Tę właśnie taktykę zastosowano w „scenariuszu Janukowicza”.

Państwo i prawo naturalne


Zastosowanie tej taktyki wspiera się na dwóch podstawowych ideach. Pierwsza z nich, to idea państwowego monopolu do stosowania przemocy. Druga, to legistyczne rozumienie prawa, pojmowanego jako wyłącznie pozytywne. W ramach takiej interpretacji za prawo uważane jest wyłącznie to, co zapisano w ustawach przyjętych przez ustawodawcę. Takie rozumienie prawa było charakterystyczne dla epoki feudalizmu i absolutyzmu, gdy suweren pełnił rolę jedynego źródła prawa na kontrolowanym przez siebie terytorium.

W państwie współczesnym państwowy monopol do stosowania siły jest ograniczony koncepcją prawa naturalnego. To oznacza, iż prawem nie może stać się dowolny eksces ustawodawcy. Prawo nie może naruszać naturalnych praw obywatela uzyskiwanych przez niego od narodzenia. Prawo nie może też rozmijać się z wyobrażeniami społecznymi o sprawiedliwości. Tego rodzaju ograniczenie wynika między innymi z faktu, iż w ramach demokracji przedstawicielskiej, ustawodawca nie pełni roli źródła władzy, jest zaś wyłącznie przedstawicielem władzy ludu. Idea pełnej władzy ludu znajduje się u podstaw większości współczesnych konstytucji, w tym także rosyjskiej i ukraińskiej.
Wynika z tego, iż ani rosyjska Duma, ani ukraińska Rada nie mogą uchwalać ustaw ograniczających podstawowe prawa obywateli. A to dlatego, iż zgodnie z konstytucją, to obywatelom zawdzięczają swoje pełnomocnictwa to uchwalania ustaw i sprawowania rządów. Ograniczenie praw obywateli staje się w tej sytuacji aktem uzurpacji, antykonstytucyjnego przewrotu. Nawet, jeśli takie ograniczenia są wprowadzane z powołaniem się na wolę „większości”.  Większość parlamentarna nie może uchwalić legalnego postanowienia o ograniczeniu praw obywateli, gdyż źródłem władzy pozostaje nie większość ludu, a wszyscy wolni obywatele razem. Do nich prawa te należą od urodzenia.

Dlatego właśnie koncepcja prawa naturalnego, czy w rzeczywistości koncepcja pierwszeństwa naturalnych praw obywateli w stosunku do prawa państwa do stosowania przemocy zakłada (jak to zauważano wielokrotnie w ostatnich dniach) istnienie prawa obywateli do buntu. Wprost sformułowano je w dokumentach epoki Oświecenia, wówczas gdy podniesiono także ideę prawa naturalnego i suwerenności narodu (Deklaracja praw człowieka w konstytucji francuskiej 1793 roku, czy w Deklaracji Niepodległości USA).

Prawo do nieposłuszeństwa – to nie wezwanie, ani hasło, a termin opisujący określoną kolizję prawną. Polega ona na tym, iż państwo z natury pretendujące do monopolu na stosowanie przemocy, naruszając prawo naturalne, traci w oczach obywateli swoja legitymność. W konsekwencji stosowana przez państwo przemoc traci uzasadnienie prawne. Ta kolizja została opisana od razu na wstępie Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka przyjętej przez ONZ : ”jest istotne, aby prawa człowieka były chronione przez przepisy prawa, tak, aby człowiek nie musiał, doprowadzony do ostateczności, uciekać się do buntu przeciw tyranii i uciskowi”.

 

Zburzenie monopolu

 

Archaiczna tonacja „doktryny Putina” polega na tym, iż zgodnie z nią, prawo państwa do stosowania przemocy zachowuje pierwszeństwo w odniesieniu do praw obywateli. Ono właśnie traktowane jest jako źródło i podstawa władzy. Tę interpretację, ilustruje nie tylko wyjątkowa skłonność Władimira Putina do stosowania przemocy nie w charakterze ostatniego argumentu, lecz raczej jako środka prewencji, a także w jego szczerej pogardzie wobec dowolnych inicjatyw obliczonych na podjęcie rozmów, albo pójście na ustępstwa wobec czyichkolwiek żądań. W oczach prezydenta Putina pomysł, by obywatele występowali z żądaniami wygląda jak zamach na zdobyty przez niego monopol do stosowanie siły. Uważa on, całkowicie w duchu feudalno-absolutystycznym, iż obywatele mają najwyżej prawo zwracania się z prośbami i składania petycji, co z ich strony oznacza uznanie priorytetu dla prawa na stosowanie przemocy wobec nich samych.

Władimir Putin uważa siebie za „państwowca” na tej podstawie, iż wyznaje zasadę priorytetu prawa państwa do stosowania przemocy ponad prawami obywateli. W rzeczywistości zakorzenione w takiej interpretacji nadużywanie monopolu władzy na stosowanie przemocy, prowadzi do jego ograniczenia i w efekcie do naruszenia podstaw państwowości. Co właśnie obserwujemy dziś na Majdanie. 

Przecież dziś w Kijowie, to nie państwowe siły porządkowe stanęły do konfrontacji z opozycją. Na ulicach Kijowa, konkretna społeczność ludzka (Majdany) bije się z drugim zbiorowiskiem ludzkim , Berkutem, „tituszkami”, anonimowymi bandami porywającymi działaczy. Tak właśnie wygląda początek wojny domowej i uruchomienie jej mechanizmu.

Na Kremlu, prawdopodobnie, zacierają dziś ręce w nadziei iż wydarzenia kijowskie staną się dobrą lekcją dla własnych obywateli. Źródłem rosnącego niepokoju Kremla stało się w ostatnich latach umacnianie się w świadomości społecznej idei legitymności protestów ulicznych ludności. W najbliższej przyszłości pewnie ich nie zobaczymy. Ale już w perspektywie średnioterminowej zachodząca dziś w Kijowe delegitymizacja przemocy państwowej wywrze silny wpływ na świadomość masową.
Kryzys legitymności uformowanych na przestrzeni minionych dwudziestu lat postsowieckich, neo-patrymonialnych, klanowych reżimów zaczyna nosić charakter systemowy. Towarzyszy mu znaczne pogorszenie warunków rozwoju gospodarczego. Jakoś głupio taszczyć ze sobą chrust do palącego się domu sąsiada, zwłaszcza gdy na dworze wieje wiatr.







Kirył Rogow (1966), wybitny intelektualista rosyjski średniego pokolenia, publicysta, politolog, analityk Instytutu Gospodarki Okresu Przejściowego im. Jegora Gajdara.






Blog Media W Rosji

Wydarzenia na Ukrainie oczami rosyjskich mediów



Co dla nas lepsze ? Ukraina zjednoczona, czy podzielona? Wydanie sieciowe www.znak.com


Rosja: Lekcja Ukrainy, Siemion Nowoprudskij, Nowaja Gazieta