czwartek, 20 sierpnia 2015

Żarty się skończyły



Zaostrzający się kryzys prowokuje rosyjskich publicystów do zadawania coraz poważniejszych pytań. Czy możliwy jest powrót do metod z okresu Wielkiego Terroru? Czy Rosji grozi głód? Jak bardzo kraj pogrąży się w izolacji od świata zewnętrznego? Coraz częściej też pojawia się pytanie o możliwość zamachu stanu. W historii Rosji w ten sposób władza zmieniała się nie raz. Władimir Jakowlew, dziennikarz, wydawca, założyciel popularnej gazety "Kommersant" ostrzega: już w najbliższej przyszłości Rosji grozi kataklizm na wielką skalę, gwałtowna zmiana władzy, lub dramatyczny kryzys społeczny i polityczny. Jakowlew ostrzega: wyjeżdżajcie z kraju, zabierajcie ze sobą dzieci. Apeluje o powołanie Komitetu Ocalenia Narodowego. Jego dramatyczny wpis na Facebooku wzbudził w Rosji szeroką dyskusję.



 Autor: Władimir Jakowlew



 


Władimir Jakowlew ostrzega: nowy rosyjski kryzys może przynieść ze sobą sceny przerażającej przemocy. 





Przyznam uczciwie, nie mam najlepszej opinii na temat poziomu swojej inteligencji. Moi znajomi mogą potwierdzić, mam wiele wad i cech osobliwych. Ale jeśli idzie o intuicję, nigdy jeszcze mnie nie zawiodła. Dlatego piszę ten tekst.

Jestem pewien, że w Rosji, w najbliższym możliwie czasie - liczonym w tygodniach, miesiącach - dojdzie do realizacji jednego z dwóch scenariuszy.


Dwa scenariusze


Może dojść do zmiany władzy. Następstwa są absolutnie niemożliwe do przewidzenia. Mogą się okazać niezwykle niebezpieczne.

Może także rozpocząć się ciężki kryzys społeczny. Towarzyszyć mu będzie przestępczość na ulicach, deficyt podstawowych towarów, zagrożenie życia i zdrowia obywateli.

Żarty się skończyły.

Jeśli macie taką możliwość, WYJEŻDŻAJCIE I PRZEDE WSZYSTKIM ZABIERAJCIE DZIECI.

Ok., niekoniecznie na zawsze, choćby na dwa, trzy miesiące (tam, dokąd można bez wizy), pół roku. Ale wyjeżdżajcie. Jeśli przez ten czas nie wydarzy się nic, a sytuacja ulegnie normalizacji będę się cieszył ze swej pomyłki.

Dobrze rozumiem, iż ci którzy mają dziś po 25-30 lat nie czują, iż scenariusze takie są prawdopodobne. Kiedy byłem w tym wieku, też niczego nie przeczuwałem. Ale pewnego dnia wróciłem z urlopu, rano poszedłem na zajęcia sportowe w klubie "Dynamo", kiedy wyszedłem z sali gimnastycznej, wsiadłem do samochodu, a potem zauważyłem, że na czerwonym świetle obok Dworca Białoruskiego razem ze mną stoją czołgi i inne pojazdy opancerzone.

To zdarzyło się rano, 19 sierpnia 1991 roku. Był to poranek pod znakiem GKCzP.  Przez trzy noce miasto przysłuchiwało się w trwodze wystrzeliwanym na zewnątrz, za oknami seriom z broni automatycznej. Wówczas tylko cudem nie skończyło się wielkim przelewem krwi.

Tym razem jednak cud się nie zdarzy. Słabi wówczas, dziś są silni. W kraju zaś nie ma tych, którzy byli w nim wówczas i potrafili wpłynąć na przebieg wydarzeń.


Przewrót przychodzi nieoczekiwanie


Przewroty zawsze dokonywane są nieoczekiwanie. Przewrót w Rumunii zaczął się od wielkiej demonstracji zorganizowanej dla poparcia ówczesnego władcy - Ceausescu. Ostatnie wybory do Rady Najwyższej ZSRR, przeprowadzone przed rozpadem państwa, cieszyły się "poparciem i aprobatą" ze strony społeczeństwa.

Wojna domowa w Rosji zaczęła się od niepokojów w Petersburgu, w kraju nie było o nich wiadomo nic. Dopiero po wielu latach nazwano je "Wielką Rewolucją Październikową".

Zewnętrzne przejawy pewności siebie ze strony władzy trudno oceniać jako dowód na stabilność sytuacji. Istnieją dwa klasyczne objawy świadczące o zbliżaniu się kataklizmów społecznych:

1. Ogólne, znaczne niezadowolenie ludności. TO ABSOLUTNIE NIEWAŻNE CZYM ZOSTAŁO SPOWODOWANE (nawet jeśli przyczyny są różne, niezadowolenie jest jedno).
2. Rozłam społeczeństwa na dwa zwalczające się obozy. W normalnych okolicznościach, obserwując społeczeństwo widzimy ogromną paletę różnorodnych poglądów. Ale gdy dwa zwalczające się obozy zajmują całkowicie różne stanowiska, gdy nie liczą się odcienie,  w obu aż kipi od skierowanych przeciwko sobie emocji.

Oba te objawy są widoczne w dzisiejszej Rosji. Przeczucie podpowiada mi, iż nadchodzącej katastrofie zapobiec się nie da. Można ją będzie tylko przeżyć. Zdaję sobie z tego sprawę, że nie zostanę usłyszany, ale powiem tak czy inaczej - trzeba byśmy przestali się nawzajem przeklinać, wyjaśniać kto ma rację. To nie jest już ważne. Można się będzie tym zająć później. Obecnie ważne jest jedno - jak będziemy ratować ludzi. Żywych ludzi, bez względu na ich przekonania polityczne.


Potrzebny jest Komitet Ocalenia Narodowego


A to dlatego, iż już za chwilę bardzo źle, bardzo strasznie będzie absolutnie wszystkim.

Jak mi się zdaje, żaden normalny człowiek nie ma dziś wątpliwości, władza utraciła możliwości działania. Nie dysponuje też żadnymi efektywnymi instrumentami niezbędnymi dla zarządzania krajem, tak w sytuacji stabilnej, jak i tym bardziej kryzysowej.

W sytuacji jaką mamy, naprawdę, może trzeba powołać do życia Komitet Ocalenia Narodowego?  Nie po to, by obalić władzę. Sama poradzi sobie z tym zadaniem, nie trzeba jej będzie pomagać. Ale w tych warunkach, być może już w najbliższym czasie, trzeba będzie ratować ludzi.

Mam wielką nadzieję, iż ktoś mądrzejszy od mnie i bardziej spostrzegawczy, już taki komitet, chicho i bez rozgłosu (tak byłoby, nawiasem mówiąc, najwłaściwiej) już dawno powołał do życia. Albo organizuje teraz. Chodorkowski, a może Nawalny.

Ale jeśli się mylę i niczego takiego nie ma, to trzeba zabrać się do roboty natychmiast. Mogę nawet podpowiedzieć odpowiednią nazwę. Nazwijcie "19-20".

Na cześć tej jedynej nocy z 19 na 20 sierpnia 1991 roku, nocy Białego Domu, gdy szukając ratunku kraj zjednoczył się naprawdę.






Tłumaczenie: Zygmunt Dzięciołowski

Oryginał ukazał się na prowadzonej przez Władimira Jakowlewa stronie w Facebooku. Tekst trafił później na łamy różnych rosyjskojęzycznych portali i blogów. https://www.facebook.com/photo.php?fbid=812561068860477&set=a.431251400324781.1073741826.100003197744579&type=1&theater





Władimir Jakowlew (ur.1959 ) rosyjski dziennikarz, wydawca, biznesmen. Założyciel gazety i Domu Wydawniczego "Kommersant". Mieszka obecnie w Izraelu. 










Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com




Projekt "Media-w-Rosji" ma na celu umożliwienie czytelnikowi w Polsce bezpośredniego kontaktu z rosyjską publicystyką niezależną, wolną od cenzury. Publikujemy teksty najciekawszych autorów, tłumaczymy materiały najlepiej ilustrujące ważne problemy współczesnej Rosji. Projekt "Media-w-Rosji" nie ma charakteru komercyjnego. 

W niewoli żyje się długo



Przez lata Alfred Koch cieszył się w Rosji podejrzaną reputacją. Zarzucano mu współudział w programie złodziejskiej prywatyzacji najbardziej dochodowych gałęzi gospodarki rosyjskiej. Potępiano za rolę, jaką odegrał w likwidacji niezależnej telewizji NTV. Zawsze jednak był przekonanym zwolennikiem gospodarki i polityki liberalnej. Teraz przekonania zaprowadziły go do obozu najbardziej zawziętych przeciwników prezydenta Putina. Pisany przez Kocha na emigracji w Bawarii blog cieszy się w Rosji gigantycznym zainteresowaniem. Koch pisze z rozmachem, nie wstydzi się wulgaryzmów, bez litości tropi przejawy demoralizacji w obozie władzy. Jego rozmówcą w wywiadzie dla magazynu Sobiesiednik jest Dmitrij Bykow, błyskotliwy poeta, eseista, satyryk, dziennikarz. Rozmawiają o tym, co najważniejsze. O wojnie na Ukrainie, zabójstwie Niemcowa, przyszłości Władimira Putina.


 

Z Alfredem Kochem rozmawia Dmitrij Bykow



W przeszłości jeden z najbardziej kontrowersyjnych polityków rosyjskich. Dziś Alfred Koch jest dysydentem, opozycjonistą, emigrantem politycznym, popularnym blogerem. 





Alfred Koch w rozmowie z "Sobesednik.ru": o przyszłości Rosji, zabójstwie Niemcowa, wojnie na Ukrainie i przyszłości Czubajsa.


Alfred Koch byłby idealnym bohaterem powieści współczesnej. Zazwyczaj w naszej literaturze bohater się nie rozwija, brakuje dróg awansu, więc bohater do końca książki pozostaje taki, jak na początku.

Koch był wyrazistym członkiem zespołu Anatolija Czubajsa. Zdążył zdobyć doświadczenie pracy w rządzie, gdy władzę sprawował gabinet młodych reformatorów (gabinet zaaprobowany przez Borysa Jelcyna w 1998 roku z udziałem Anatolija Czubajsa i Borysa Niemcowa - "mediawRosji"). Nie brakuje mu doświadczenia biznesowego. Uczestniczył w rozpędzeniu telewizji NTV, wtedy zasłużył sobie na miano satrapy. Dziś uważany jest za jednego najbardziej zdeterminowanych dysydentów. Nie jestem człowiekiem specjalnie lojalnym wobec władzy, ale samo czytanie, nawet nie pisanie podobnego bloga wywołuje u mnie dreszcz emocji. Dziś Koch znany jest przede wszystkim jako dziennikarz i pisarz, był wcześniej współautorem Igora Swinarenki (dziennikarz, red. magazynu "Domowoj" - "mediawRosji") i Pietra Awena (ekonomista, jeden z szefów Alfa Banku, w przeszłości minister w gabinecie Jegora Gajdara - "mediawRosji"). Znalazł się dziś na przymusowej emigracji, w ojczyźnie wszczęto przeciw niemu postępowanie śledcze. Wszyscy widzą, że zarzuty są dęte, To także swego rodzaju demonstracja ze strony władzy.


Najbliższa przyszłość: trzy scenariusze


Dmitrij Bykow:
Jakie przewidujesz scenariusze w Rosji na najbliższą przyszłość?

Alfred Koch:
Jest ich kilka, żaden z nich nie jest pewny, swoich prognoz nie formułują dziś tylko leniwi. Wersja pierwsza: wojna, choć nie koniecznie na Ukrainie (jednak najbardziej prawdopodobna właśnie tam). Druga: przewrót pałacowy, Putina zdradzają swoi. Trzecia: Putin rządzi dożywotnio, pozostajemy przez ten czas w ciemności. Mam też swoją wersję: uważam, że wszystko zakończy się wtedy, gdy skończą się pieniądze na finansowanie sił zbrojnych i resortów siłowych. W ich szeregach nie ma żadnej bezinteresowności, tak samo z resztą jak i szeregach naszych propagandystów. W obecnej sytuacji na rynku ropy naftowej nasze rezerwy topnieją w szybkim tempie, skończą się za 2-3 lata.

Bykow:
Więc wykluczasz przewrót na szczytach władzy?

Koch:
Praktycznie tak. Władza samego Putina traci resztki swojej legitymności, a co tu mówić o nich… Kim są i co powiedzą społeczeństwu? Na jakiej podstawie, ten kto obaliłby Putina miałby rządzić Rosją? Nie wybrano go, nie jest pomazańcem bożym, nie jest też trybunem ludowym wyniesionym do władzy przez masy.

Czeczeńcy i rządy zachodnie

Bykow:
W wojnę nie wierzysz?

Koch:
Jeśli Putin miałby ochotę, no i co najważniejsze możliwości, to podbiłby dziś Europę bez szczególnych trudności. A potem cały świat. Europa w ogóle nie jest przygotowana do wojny, Stany także nie. Oni pójdą na każde ustępstwo, po to żeby nie było wojny. Ukraina nie należy do NATO i jeśli Rosja ruszy na Mariaupol, Charków, nikt tam nie polezie. Nawet Estonia, dla przykładu, jest członkiem NATO, ale i za nią, nikt nie włączy się do wojny światowej.

Działające dziś na Zachodzie rządy nie są przygotowane do oporu. Nie ma nikogo, kto przypominałby Margaret Thatcher, albo Ronalda Reagana. Chciałbym rzecz jasna wierzyć, iż kiedy zetkniemy się w pełnej skali z koniecznością historyczną, kiedy stanie się absolutnie zrozumiałe, iż z Putinem nie da się osiągnąć żadnego porozumienia, tego rodzaju postacie jak Reagan i Thatcher pojawią się w sposób naturalny. Ale obecnie nie ma nikogo zdolnego do tego, bo go powstrzymać. To oczywiste, iż jeśli Putin nie spotkał by się ze zdecydowanym oporem na Ukrainie, już dawno rozpoczęłaby się tam otwarta, prowadzona z pełnym rozmachem wojna. Ale ukraińska armia każdego dnia nabiera doświadczenia i staje się coraz silniejsza. Rok temu marsz na Mariaupol zatrzymali Merkel i Hollande podejmując całkowicie nadzwyczajne działania. Ale już zimą w walce o kocioł w Debalcewe Noworosjanie z Buriatii mieli o wiele trudniejsze zadanie.

Bykow:
A ochotnicy czeczeńscy?

Koch:
Opowieści o ich zdolnościach do walki i nieustępliwości są znacznie przesadzone. Zwykle nie wsadzają nosa w nie swoje sprawy. Wyrosłem w Kazachstanie, szkołę ukończyłem w Togliatti. Mieszkałem wśród zesłanych Niemców i Czeczeńców. Czeczeńcy i Inugusze żyli swoim życiem, nie interesowali się innymi. Często brali udział w różnego rodzaju drakach i awanturach, walczyli o swoje prawa. Nie mam wrażenia, iż Czeczeńcy są dziś gotowi zdobywać Ukrainę dla Władimira Putina. Wydaje mi się raczej, iż nowe przepisy umożliwiające policji strzelanie do tłumu, do kobiet przyjęto po to, by łatwiej można było się rozprawić ze zbyt niezależną Czeczenią. Myślę też, iż na Kremlu nikt nie żywi jakichś specjalnych iluzji, gdy podnoszona jest kwestia lojalności Ramzana Kadyrowa.

Jeśli idzie o podbój Ukrainy - Putin dawno by już to zrobił, bez względu na okoliczności, ale jeszcze latem zeszłego roku zrozumiał, iż jego możliwości są ograniczone. A dziś ukraińskie siły zbrojne wałczą o wiele lepiej. Nie mam wątpliwości, iż wcześniej czy później dadzą sobie radę z tak zwanymi powstańcami z tak zwanej Noworosji. Tylko czy zatrzymają się wtedy na granicy z Rosją?To ciekawe pytanie… Żartuję…

Jak mi się wydaje. scenariusz wojny był już gotowy. Podjęto decyzję, iż zostanie zestrzelony nasz samolot, który powinien był lecieć tamtędy o tej właśnie porze. Po to zawieziono tam BUK, no a potem wszystko robi się już jasne. Nie możemy pogodzić się z tym, że zestrzeliwuje się nasze samoloty. Casus belli byłby oczywisty. To jak z radiostacją w Gliwicach, itd. Nikt na świecie nawet by nie pisnął, przecież ucierpiał samolot cywilny. Ale powstańcy przestrzelili, trafili w malezyjski Boeing… Tak to moim zdaniem wyglądało, nie tylko z resztą moim…

Potem, kiedy scenariusz wojenny nie wypalił, zaczęto zwiększać nacisk, udzielając pomocy Noworosji. Putin jednak nie przewidział, iż przeciwstawi mu się armia aż w takim stopniu przekonana o słuszności swojej walki, która wie o co walczy. Putinowi wydawało się, że to powstańcy mają poczucie misji, a okazało się, że wszystko jest na odwrót….


Putin zwyczajnie nie rozumie


Bykow:
Dlaczego aż tak bardzo ich nie docenił? Jemu także się wydawało, iż wszystko co ukraińskie musi być w drugim gatunku….

Koch:
Putin zwyczajnie nie rozumie jednego, że walczą z nim tacy sami Rosjanie. Tylko to są zachodni Rosjanie. Byłem niedawno we Lwowie. Naokoło wszędzie słyszałem rosyjski. Zobaczyłem, jak wygląda rosyjski katolicyzm, uniaci. Bez przerwy powtarza się u nas, że Rosjanie i Ukraińcy są jednym narodem, ale w gruncie rzeczy tego się nie rozumie. Uważa się, że Ukraina, jest boczną gałęzią. Nic podobnego. Tam mieszkają inni Rosjanie, wybrali Europę, nie Azję. Jedną z najsmutniejszych spraw w historii Rosji jest zdrada, jakiej wobec społeczeństwa dopuściła się cerkiew. Cerkiew zawsze, w każdych okolicznościach staje po stronie władzy. Nawet podczas okupacji. Teraz także. W katolicyzmie jest inaczej, w nim jest więcej wolności od państwa, więcej godności. Rosjanie zachodni, nie są w drugim gatunku, oni są inni, są alternatywą.


Rak duszy rosyjskiej


Bykow:
Kiedy Rosja dokonała swojego wyboru? Mnie się wydaje, iż rak toczący dziś duszę rosyjską ma swe źródło w słowianofilstwie, w jego samozadowoleniu.

Koch:
Pojawił się jeszcze wcześniej. Mogę wymienić dokładną datę - 1251 rok. Aleksander Newski przyjął delegatów papieża i odpowiedział, iż wiary katolickiej nie przyjmie. Papier Innocenty IV proponował mu wsparcie w walce z Tatarami. Aleksander wybrał sojusz z Tatarami w walce z Krzyżakami. Według scenariusza, film Eisensteina miał się kończyć inaczej, oto Aleksander Newski po pokonaniu Krzyżaków wybiera się do Złotej Ordy złożyć okup.

Bykow:
Aleksander nie mógł dokonać innego wyboru?

Koch:
Może przestraszyły go wydarzenia konstantynopolskie. W Bizancjum obalono imperatora Izaaka Anioła. Jego syn obiecał Krzyżakom dwieście tysięcy marek, pod warunkiem, iż Krzyżowcy uwolnią jego osadzonego w ciemnicy i oślepionego ojca i przywrócą mu tron. Oświadczył także, iż w takim wypadku Bizancjum podda się zwierzchnictwu Stolicy Świętej. Krzyżowcy zmienili swoja marszrutę (odbywała się wówczas IV Wyprawa Krzyżowa), przypłynęli do Bizancjum, zwrócili Izaakowi tron. Ale u Bizancjum nie było pieniędzy, żeby zapłacić. Z trudem zebrano połowę uzgodnionej sumy. Wtedy Krzyżowcy złupili miasto. Izaakowi powiedziano, wyciągnęliśmy Cię z jamy, teraz do jamy Cię wrzucimy. Był rok 1204. Być może Aleksander Newski znał tę historię, na pewno znał. Doszedł do wniosku, że rycerze będą niepewnym sojusznikiem.


Rozpad Rosji?


Bykow:
Jak ci się wydaje, dlaczego tak często jesteśmy straszeni możliwym rozpadem Rosji?

Koch:
Ja też tego nie rozumiem. Dlaczego? Tak się złożyło, ze względu na swoje obowiązki mieszkałem w trzech miejscach, na Powołżu, w Petersburgu, w Moskwie. To całkowicie rożne regiony, funkcjonują w oparciu o swoje własne zasady i tradycje. Tak długo, jak w Rosji nie zostanie przeprowadzona prawdziwa federalizacja, nic się nie zmieni. `W warunkach ustanowionej przez centrum dyktatury możliwa jest jedynie budowa piramidy władzy. To straszenie rozpadem Rosji jest ważnym wskaźnikiem. Oznacza, iż na górze rozumieją, iż cały system zarządzania gigantycznym państwem opiera się na nagim strachu, kontroli finansowej i braku samorządności lokalnej.

Bykow:
Pamiętam, jak 6 lat temu rozmawialiśmy o Związku Radzieckim. Twoja ocena była wówczas bardzo krytyczna. Ale może dziś, jeśli dokonać odpowiedniego porównania, położyć po drugiej stronie wagi, to co dzieje się w obecnej Rosji - może zgodziłbyś się  z opinią, iż przynajmniej "jakość" społeczeństwa była wtedy lepsza?

Koch:
Może gotów byłbym się z tobą zgodzić, tylko powiedz mi, co takiego zrobiło się naprawdę gorsze…

Bykow:
Fanatyzm religijny.

Koch:
Rzeczywiście pojawił się fanatyzm… Ale na ile lepsze było propagowanie totalnego ateizmu w starym ZSRR?

Bykow:
O kwestię narodową można cię w ogóle nie pytać…

Koch:
To prawda. Takiego pytanie lepiej nie zadawać przedstawicielom wysiedlanych narodów. Także ich potomkom, takim jak ja.


Putin, na początku


Bykow:
Jak to było z tobą na początku rządów Putina. Miałeś nadzieję, że dzięki niemu….? Ja ją miałem.

Koch:
Ja też. Na początku wiele robił prawidłowo. Mniej więcej do 2003 roku. Do aresztowania Chodorkowskiego, dla mnie, dla większości to jest granica. Zepsuły go wysokie ceny na ropę. Jego otoczenie także się zepsuło. Opanowała ich niewiarygodna żądza bogactwa. Przyszło im do głowy, żeby zabrać "Jukos". Rozpuszczono plotki, iż Chodorkowski zamierza przejąć kontrolę nad parlamentem. To nawet nie była przesada, to było kłamstwo, jestem o tym przekonany. W dodatku z obiektywnego punktu widzenia było to wówczas niemożliwe. Putin wystraszył się i powiedział, róbcie co chcecie. Za to w sprawie cen na ropę, możemy się już nie niepokoić. Ona jeszcze spadnie. I to sporo. W Rosji nie pojawi się już więcej pokusa surowcowa.

Bykow:
Co zagraża Anatolijowi Czubajsowi?

Koch:
Jak mi się zdaje, jemu osobiście nic. Ale jest dziś głównym kandydatem na kozła ofiarnego. A jednak atak na niego jest bez sensu. Czubajs jest dziś całkowicie lojalny. Jest wiernym putinowcem. Bardzo się zmienił.


Kto zabił Niemcowa?


Bykow:
Masz odpowiedź na pytanie, kto zabił Niemcowa?

Koch:
Jestem pewien, że bez zgody Putina, coś takiego byłoby mało prawdopodobne. Niemcow był dla niego poważną przeszkodą.

Bykow:
Pod jakim względem?

Koch:
Niemcow był skarbnikiem opozycji. To on zbierał pieniądze, także moje. Pozostawał "moderatorem" opozycji. Tylko on, jako jedyny ze wszystkich, potrafił dogadywać się z różnymi ludźmi. Był najbardziej wpływowym i najbardziej doświadczonym człowiekiem w całym środowisku opozycyjnym. A jeszcze dodam od siebie, był przyzwoitym człowiekiem, potwierdzają to nawet jego przysięgli wrogowie. Jak mi się zdaje, to ten przypadek, kiedy poznamy prawdę, wcześniej zapewne niż później.

Bykow:
Jaka twoim zdaniem będzie przyszłość Putina?

Koch:
Będzie żył długo. W niewoli żyje się długo.

Bykow:
W jaki sposób znajdzie się w niewoli?

Koch:
Na podstawie decyzji trybunału międzynarodowego. Możliwości Putina się skończyły. Najpierw będzie sąd w sprawie Boeinga. Potem, stopniowo, zaczną się areszty ludzi z jego otoczenia… Albo oni sami zaczną mówić… Stopniowo dobiorą się i do niego.

Bykow:
Nie żałujesz, że tak późno wziąłeś się za pisanie?

Koch:
Nie stałem się pisarzem. Jestem autorem bloga. Ale wygląda na to, że mój blog ma swoje znaczenie… Inaczej nie stałbym się bohaterem śledztwa…


Powrót do Rosji


Bykow:
Nie możesz wrócić do Rosji?

Koch:
Aresztują mnie na lotnisku.

Bykow:
Co to za historia z przemytem obrazu?

Koch:
Śmiechu warta. Tak jak i wszystko co oni teraz wyprawiają.  Zamierzałem dla żony do Niemiec zawieźć obraz. Nie kosztuje nawet jednej dziesiątej tego, co wydano na moją sprawę karną. Ten obraz nie przedstawia żadnej wartości materialnej, poza rodzinno-biograficzną. Ale potrzebowali dowolnego pretekstu. Rozumiem ich.

Bykow:
Może od początku mogłeś wybrać zawód literacki….

Koch:
Widzisz, to jest tak, Tołstoj też na początku musiał uczyć się języków Wschodu na uniwersytecie w Kazaniu. Potem go wyrzucono, walczył na Kaukazie, w Sewastopolu zajął się balowaniem. Czechow z jakiegoś powodu musiał pojechać na Sachalin (wielki, prawdziwy Czechow zaczął się po Sachalinie). Biorę przykład z najwybitniejszych.

Bykow:
Szkoda, że ja nie mogłem pozajmować się biznesem. Od razu by mnie kropnęli….

Koch:
W biznesie nie zawsze zabijali. Jeśli człowiek po prostu zbankrutował, nikt go nie tykał, po co komu jeszcze jeden grzech na duszy…. A poza tym to są kłopoty… Zabijali w przeciwnym wypadku, kiedy były pieniądze, a facet nie oddawał. Ale to nie twój wypadek. Ty byś ich po prostu nie zarobił.

Bykow:
Czy może w Rosji wybuchnąć prawdziwy, wielki terror?

Koch:
Współczesna Rosja przypomina mi straszne i przygnębiające zdjęcia z Katynia. Widziałem dokumentalne kadry z ekshumacji ciał polskich oficerów rozstrzelanych przez Stalina. Najpierw rozkopano mogiły. Widzimy trupy w mundurach, nawet jakby zachowały się ich twarze… ale pociągniesz za rękę - ona odpadnie. Wszystko przegniło, pozostał pozór ciała. W takim mniej więcej stanie znajduje się współczesna Rosja. Pojedyncze okrucieństwa są możliwe, tortury, szantaż, ale terror masowy? Nie.

Bykow:
Dlaczego w twoim adresie poczty elektronicznej jest odniesienie do Petersburga?

Koch:
Bo to najlepsze miasto w moim życiu. Przeżyłem tam piętnaście najlepszych lat. Na razie.


Tłumaczenie: Zygmunt Dzięciołowski

Oryginał ukazał się na portalu moskiewskiego magazynu "Sobiesiednik: http://sobesednik.ru/dmitriy-bykov/20150817-alfred-koh-putin-legko-zavoeval-by-ves-mir-esli-by-mog




*Alfred Koch (ur. 1961), rosyjski polityk orientacji liberalnej, związany z formacją Jegora Gajdara i Anatolija Czubajsa. Publicysta, biznesmen. W latach 1993-1997 pracował w Komitecie d.s. Własności Państwowej, w ostatnim okresie na stanowisku przewodniczącego. Był współodpowiedzialny za program prywatyzacji, który stal się źródłem bajecznego bogactwa dla garstki rosyjskich oligarchów. Pod rządami Władimira Putina stal się jego radykalnym krytykiem. W obawie przed aresztowaniem wyjechał z Rosji w 2014 roku. Mieszka w Niemczech. Jego strona w Facebooku cieszy się gigantyczną popularnością. 






*Dmitrij Bykow (ur. 1967), znakomity rosyjski poeta, publicysta, krytyk literacki, wykładowca. laureat wielu nagród literackich. 









Teksty Alfreda Kocha opublikowane przez "Media-w-Rosji":

Wesele Dmitrija Pieskowa, rzecznika prasowego prezydenta Rosji wciąż jest gorącym tematem w rosyjskich mediach społecznościowych. Mieszkający dziś w Bawarii Alfred Koch, polityk i publicysta oszacował koszta hotelu, ...
Porozumienie z Iranem budzi w Rosji niepokój. Napływ tamtejszej ropy naftowej na światowe rynki może doprowadzić do istotnego spadku cen tego surowca. Alfred Koch, polityk liberalnej orientacji, były minister do spraw ...
Na swojej stronie w Facebooku, polską ambasador wziął w obronę Alfred Koch, polityk, publicysta, jedna z najbarwniejszych postaci na rosyjskiej scenie politycznej: "Nie da się jednostronnie przyznać sobie tytułu ...



Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com




Projekt "Media-w-Rosji" ma na celu umożliwienie czytelnikowi w Polsce bezpośredniego kontaktu z rosyjską publicystyką niezależną, wolną od cenzury. Publikujemy teksty najciekawszych autorów, tłumaczymy materiały najlepiej ilustrujące ważne problemy współczesnej Rosji. Projekt "Media-w-Rosji" nie ma charakteru komercyjnego. 



piątek, 14 sierpnia 2015

W ślepym zaułku "antyzachodniej" integracji



Skłócona z Europą i Ameryką Rosja Władimira Putina poszukuje nowych sojuszników i partnerów. Podejmuje też rozpaczliwe działania, by odzyskać status mocarstwa światowego. Dawne republiki radzieckie stara się wciągnąć do unii gospodarczej. Z nowymi rozwijającymi się gospodarkami usiłuje stworzyć przeciwwagę dla potęgi świata zachodniego. Aleksiej Małaszenko, rosyjski ekspert Moskiewskiego Centrum Fundacji Carnegie uważa jednak, iż starania te wiodą w ślepy zaułek. Jego zdaniem, polityczne korzyści z inicjowanych, lub wspieranych przez Moskwę zabiegów integracyjnych są ograniczone. Kreml jednak nie chce zejść z wybranej drogi, udając, iż nie dostrzega niepowodzenia swoich starań.
 


Autor: Aleksiej Małaszenko 






Propaganda rosyjska usiłowała przedstawić lipcowy szczyt BRICS w Ufie jako wielki sukces rosyjskiej dyplomacji. 




Perspektywy podejmowanego przez Rosję „zwrotu na Wschód” wcale nie wyglądają różowo.
http://www.novayagazeta.ru/views_counter/?id=69464&class=NovayaGazeta::Content::Article&0.7386022815390616
Zakończony w Ufie 9 lipca szczyt aż dwóch naraz międzynarodowych organizacji Szangajskiej Organizacji Współpracy SzOW i BRICS jest postrzegany w Rosji jako wyjątkowo znaczący krok ku światowym przeobrażeniom. Jednak pozostali uczestnicy spotkania  nie podzielają tej oceny.

Daje się zauważyć określona maniera, mówi się o końcu epoki „zachodocentryzmu” i o kształtowaniu się na świecie nowych ośrodków siły. Wolta, jakiej dokonuje Rosja polega na zmianie orientacji z Zachodu na „Niezachód”. Ten ostatni termin jest neologizmem stworzonym dla potrzeby chwili (określenie to wprowadził Dmitrij Trenin z moskiewskiego biura fundacji Carnegie i pokrywa się ono w pewnym stopniu z używanymi niegdyś terminami „Trzeci Świat” lub „kraje rozwijające się” -  „media-w-Rosji”).  Ta reorientacja odbywa się stosunkowo gładko, ze względów politycznych i psychologicznych Rosja była do niej gotowa. Po aneksji Krymu skłonność do zmiany ta przerodziła się w konieczność i, jak łatwo przewidzieć, nie zniknie ona do końca panowania Putina. 

Równocześnie Rosja podejmuje rozpaczliwe działania, aby odzyskać status światowego mocarstwa. Dążąc do osiągnięcie tego celu, angażuje się w różnorodne projekty integracyjne. Projekty te sytuują się na czterech poziomach.

Projekty regionalne

Projekt pierwszego, najniższego poziomu to Euroazjatycka Unia Gospodarcza. Jest ona wyłącznie inicjatywą rosyjską, choć początkowy impuls dał jej prezydent Kazachstanu  Nursułtan Nazarbajew. Projekt ten nie ma wielkiego znaczenia, można powiedzieć, że jest regionalny i obliczony na ustanowienie hegemonii Rosji w przestrzeni posowieckiej. Istnieje pogląd, że unia stanowi swoistą próbę wskrzeszenia ZSRR w okrojonym rozmiarze. Mimo wszelkich wysiłków Rosji EUG borykała się z problemami, a kryzys na Ukrainie jeszcze je pogłębił.






Innym, o wiele wcześniejszym projektem, tym razem o charakterze wojskowo-politycznym jest powstała w 1992 roku Organizacja Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (OUBZ). Ma ona od początku znaczenie dość fasadowe, na razie nie musiała stawiać czoła agresji z zewnątrz, a w wewnętrzne konflikty u swoich członków ingerować nie chce. Potwierdzeniem takiego podejścia jest choćby pasywna postawa OUBZ, zajęta przez nią podczas wydarzeń w Kirgistanie w roku 2010. Wojnę o Nagorny Karabach potraktować należy w całkowicie odrębnych kategoriach, mimo iż jednym z uczestników konfliktu jest należąca do OUBZ Armenia.

Pewnego ożywczego impulsu dostarczyło OUBZ islamskie państwo ISIS, gdyż wraz z nim powróciło z pewną ostrością zagrożenie agresją z zewnątrz.

SZoW: Sam na sam z Chinami

Na drugim poziomie integracji umieścić możemy powstałą w 2001 roku z inicjatywy Chin Szangajską Organizację Współpracy SzOW. Tworząc ją Chiny postawiły sobie za cel ostateczne wytyczenie granic między Chinami a dawnymi republikami radzieckimi.  W nieformalny sposób Chiny pełnią w tej organizacji rolę przywódczą, kładąc przy tym szczególny nacisk na kwestie ekonomiczne. Z kolei Moskwa podejmuje nieustanne wysiłki, aby SzOW nadać wyraźniejsze oblicze polityczne, Chińczycy jednak przystać na to nie chcą. 

Rosja chciałaby, aby SzOW uważano za efekt wspólnego projektu i zabiega, aby przystąpili do niej dalsi członkowie, jak Iran, Afganistan, Pakistan, a w szczególności Indie. Szczyt przyjął rezolucję o rozpoczęciu procedury przystąpienia Pakistanu i Indii do SzOW. W razie spełnienia się tych zamiarów Rosja nie pozostawałaby już sam na sam w SzOW z Chinami.  Jednak poszerzenie SzOW raczej nie przyczyni się do jej wewnętrznej konsolidacji, a spowoduje de facto powstanie podziału na dwie orbity. Pierwszą tworzyć będą „członkowie-założyciele” Rosja, Chiny i państwa Azji Centralnej, a do drugiej zakwalifikowani zostaną „nowicjusze”, dla których przystąpienie do SzOW będzie miało znaczenie raczej symboliczne.

Należałoby ocenić, że SzOW pozostaje dość pasywną organizacją. Bardziej zajeta jest planowaniem działań, niż rzeczywistymi działaniami.

Jedwabny szlak: nowa wersja

Trzeci z poziomów integracji to nowa chińska wersja Jedwabnego Szlaku. W poprzednich wcieleniach projekt ten istniał od lat 90-tych ubiegłego wieku, jednak nie wyszedł poza sferę rozmów wstępnych. Obecna wersja, pod przemożnym chińskim wpływem, ma szanse doczekać się realizacji. Z pewnością do projektu dołączy Euroazjatycka Unia Gospodarcza EUG. Po części będzie to z korzyścią dla unii, ale z drugiej strony Rosja straci w niej rolę wiodącą. Co ciekawe, Chiny wcześniej odnosiły się do pomysłów integracji euroazjatyckiej pod rosyjską egidą z wyraźną obojętnością, od 2015 roku jednak zaczęły wykazywać w tym kierunku rosnące zainteresowanie. O ile w chińskim słowniku dyplomatycznym nie pojawiało się określenie „euroazjatycki” i istniał tylko przymiotnik „azjatycki”, to obecnie Chińczycy zaczęli odmieniać „euroazjatycki” na różne sposoby. Tak więc unia EUG może udać się na Jedwabny Szlak choć zagubi na nim swoją niezależność. Wówczas projekt ten może przynieść jej dobroczynne skutki. 

Przyszłość BRICS

Na czwartym poziomie integracji umieścić można stowarzyszenie BRICS (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny i Republika Południowej Afryki) zainicjowane w 2001 roku. Przewiduje się, że w najbliższych dziesięcioleciach BRICS stanie się najbardziej wpływową organizacją międzynarodową. W ujęciu Moskwy BRICS stanie się alternatywą dla światowej dominacji Zachodu tak w aspekcie politycznym, jak i gospodarczym.

Trzeba zauważyć, że ambicje Brazylii oraz Indii dyktują im politykę mającą na celu uzyskanie lepszej pozycję geopolitycznej i zdobycie miejsca wśród światowej elity państw. Dla Chin podobne zabiegi polityczne ze strony BRICS nie mają znaczenia, gdyż zaistniały już one w roli światowego mocarstwa i, w odróżnieniu od Rosji, nie cierpią na kompleks niższości. Chińczycy traktują BRICS, jak i pozostałe inicjatywy integracyjne, w sposób instrumentalny. BRICS jest dla nich narzędziem umożliwiającym przekształcenie światowego systemu monetarnego tak by odpowiadał bardziej potrzebom ich gospodarki.

Rosja nie może zapomnieć, że jest spadkobierczynią jednego z dwóch światowych mocarstw i dlatego może do pewnego stopnia zagubić się w BRICS. Dla nieprzyjaznej jej Europy, Rosja ze względu na swą wielkość pozostaje mimo wszystko w centrum zainteresowania, za to w takim stowarzyszeniu jak BRICS przypada jej bardziej poślednia rola. Na Brazylii, Indiach czy RPA rosyjski potencjał jądrowy nie robi większego wrażenia.

Wydaje się też, że Kreml, trochę po żeńsku czaruje Chiny swą potęgą militarną. Stąd zapewnienia, iż okaże się ona "jak znalazł" w razie konfliktu ze Stanami Zjednoczonymi. W tych okolicznościach propagandzie rosyjskiej tym łatwiej przychodzi roztrząsać możliwości wybuchu nowej wojny światowej. Pekin przysłuchuje się aluzjom tego rodzaju, bywa, że okazuje im życzliwe zrozumienie i poparcie, jednak na długą metę w Chinach nie wierzy się w konflikt z użyciem broni atomowej.   

Członkowie BRICS targują się z Zachodem

W BRICS, tak jak wśród uczestników innych inicjatyw integracyjnych trudno znaleźć zdeklarowanych przeciwników Zachodu. Członkowie BRICS nie tyle kłócą się z Europą i Ameryką, co targują. Na ich tle Rosja stała się czarną owcą i będzie musiała powściągnąć swoje gwałtowne antyzachodnie odruchy. Ponadto swoiste zbiorowe podejście członków BRICS do kwestii politycznych w żadnym razie nie oznacza ich poparcia dla rosyjskich pretensji w kryzysie ukraińskim. Krym na mapach używanych w BRICS nadal pozostaje częścią Ukrainy.

Członkami OUBZ i SzOW w ich obecnym składzie są państwa rządzone przez podobne autorytarne reżimy, natomiast systemy polityczne państw uczestniczących w BRICS różnią się od siebie. Jasnym jest, że integracja wymagałaby większej jednorodności. Oczywistym jest też, że Indii i Brazylii nie będzie interesował de-facto jednopartyjny system polityczny Rosji. Będą one Rosję krytykować za jej łamanie praw człowieka, które one same respektują.

Pod względem gospodarczym Rosja zajmuje w BRICS dopiero czwarte miejsce. Brak jest szczególnych powodów, aby oczekiwać, że samo członkostwo w BRICS dostarczy Rosji bodźca do natychmiastowego wzrostu gospodarczego. Dwie trzecie potencjału gospodarczego BRICS przypada na Chiny. Gdyby chińska gospodarka uległa kryzysowi, czego - sądząc po ostatnim załamaniu chińskiego rynku finansowego - nie można wykluczyć, to ambicje Chin co do Jedwabnego Szlaku oraz SzOW zostaną podkopane. Jak wiemy, notowania na giełdach w Szanghaju i Shenzhen spadły tego lata o 35%. Jeśli ten trend nie ustąpi, to oznaczać to będzie potężny cios dla chińskiej gospodarki. W ślad za tym może dojść do dalszego znacznego spadku cen ropy naftowej.

Nowa społeczność międzynarodowa

Oczekiwania Kremla, iż wszystkie projekty integracyjne, w jakie się angażuje, stworzą swoistą nową międzynarodową społeczność mogą budzić wątpliwości, choć z drugiej strony, w taki właśnie sposób komentowano w Rosji sukces szczytu BRICS i SzOW w Ufie. W istocie wszyscy uczestnicy szczytu kierowali się swymi egoistycznymi interesami  narodowymi i są one od siebie wyraźnie różne. „Niezachodnia” integracja przy całym swoim budzącym wrażenie zasięgu geograficznym nie daleka jest od wykreowania powszechnego światowego trendu.

Polityczne korzyści z zabiegów integracyjnych są dla Rosji ograniczone. Nie ziszczają się jej nadzieje na przekształcenie porządku światowego i nadania mu nowej, dwubiegunowej formy Zachód - „Niezachód”. Żaden BRICS nie jest w stanie wziąć na siebie odpowiedzialności za światową sytuację polityczną. Nawiasem mówiąc, co dziś tego rodzaju odpowiedzialność miałaby oznaczać? Jaki może być przebieg wydarzeń na Bliskim Wschodzie, gdyby Zachód postanowił, iż pozostawia tam rozwój wypadków swojemu losowi? 

Korzyści gospodarcze, uzyskiwane przez Rosję z projektów w rodzaju OUBZ czy BRICS są minimalne i takimi pozostaną w przyszłości. Za to do OUBZ Rosja musi wręcz dopłacać z własnej kieszeni.

Kreml udaje, jakby tego wszystkiego nie zauważał. Najwyraźniej zauważyć nie chce.



Tłumaczenie : Maciej Górski

Oryginał ukazał się na portalu moskiewskiej "Nowej Gaziety": http://www.novayagazeta.ru/politics/69464.html







*Aleksiej Małaszenko (ur. 1951), rosyjski politolog, znawca problematyki Islamu, Bliskiego i Dalekiego Wschodu. W latach 2000-2006 był profesorem Państwowego Moskiewskiego Instytutu Spraw Zagranicznych (MGIMO). Obecnie ekspert Moskiewskiego Centrum Fundacji Carnegie. 









Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com



Projekt "Media-w-Rosji" ma na celu umożliwienie czytelnikowi w Polsce bezpośredniego kontaktu z rosyjską publicystyką niezależną, wolną od cenzury. Publikujemy teksty najciekawszych autorów, tłumaczymy materiały najlepiej ilustrujące ważne problemy współczesnej Rosji. Projekt "Media-w-Rosji" nie ma charakteru komercyjnego.