czwartek, 13 marca 2014

Chodorkowski w Kijowie: za naszą i waszą wolność


Po zwolnieniu z więzieniu w grudniu zeszłego roku Michail Chodorkowski zapewnił, iż nie będzie zajmował się polityką. Jednak znaczenia rewolucji na Ukrainie nie da się zmierzyć przy pomocy skali stosowanej do oceny faktów i zdarzeń z zakresu zwykłej polityki. Ukraina i Rosja stanęły wobec wyzwań o znaczeniu historycznym. Chodorkowski obiecuje, że zrobi wszystko, co w jego mocy, by między Ukrainą i Rosją nie powstała przepaść niemożliwa do zasypania.

Publikujemy poniżej pełny tekst przemówienia wygłoszonego przez Michaiła Chodorkowskiego na politechnice w Kijowie w dniu 10 marca. 



Zwróciłem się z prośbą o zorganizowanie tego spotkania ze studentami politechniki, przede wszystkim dlatego, iż przez wszystkie lata swojej kariery zawodowej byłem związany z techniką i uczelniami technicznymi. Przez wiele lat współpracowaliśmy z Politechniką w Tomsku. Przywykłem traktować studentów jako jedno z głównych źródeł kadr dla przemysłu, dla tej dziedziny biznesu, w której przepracowałem całe swoje życie. A poza tym, studenci, wykładowcy, elita kulturalna odgrywają znaczącą rolę w czasach, gdy zachodzą przemiany rewolucyjne. Od tego, jakie zajmiecie stanowisko właśnie wy, zależy jak zmieni się społeczeństwo w nowej Ukrainie.


Dwa tysiące widzów wysłuchalo przemówienia Michaiła Chodorkowskiego wygłosznego
10.03 w wielkiej auli kijowskiej Politechniki

Oprócz problemów Ukrainy, z pewnością to one są przedmiotem waszej największej troski, istnieją także problemy Rosji. To, co dziś dzieje się na Ukrainie, ma znaczenie w kontekście o wiele szerszym, będę o tym mówił więcej. Mój wykład nazywa się „za waszą i naszą wolność”.

Nie wszyscy Rosjanie uwierzyli reżimowej propagandzie.


Dopiero co, byliśmy świadkami tragicznych wydarzeń. Wywarły one wrażenie na każdym Ukraińcu, Rosjaninie, Europejczyku. Kiedy zdałem sobie sprawę ze skali tego , co się zdarzyło, podjąłem decyzję o podróży do Kijowa. Trzy powody zadecydowały, że postanowiłem tu wystąpić.

Po pierwsze, chciałem zaprezentować Wam ocenę tego, co się dzieje sformułowaną przez tę część społeczeństwa rosyjskiego, która myśli o rzeczywistych, a nie wyimaginowanych interesach Rosji. Postanowiłem przedstawić punkt widzenia tej części społeczeństwa, która nie poddała się praniu mózgu uprawianemu przez propagandę telewizyjną. Jeszcze raz chcę powiedzieć: reprezentuję interesy i poglądy społeczeństwa rosyjskiego, one mogą różnić się od waszych poglądów, jednak na pewno warto byście się z nimi zapoznali.

Pragnę także sformułować pewne propozycje, gdyby zostały usłyszane, może moglibyśmy nie dopuścić, by obecna sytuacja przekształciła się w trwającą długo konfrontację między Rosją, a Ukrainą, i co jeszcze gorsze, między naszymi narodami. Przywiązuje do tych propozycji wielkie znaczenie.

Od razu chciałbym zarysować swoje stanowisko: jestem zwolennikiem budowy w Rosji demokratycznego i narodowego państwa prawa otwartego dla wszystkich obywateli. Tak samo bezwarunkowo popieram podobne starania narodu ukraińskiego.

Po drugie, trzeba być konsekwentnym. Dlatego wzywam swoich rodaków do obrony należących do Rosji terytoriów. Także tych położonych na Kaukazie północnym, także z bronią w ręku (mówiłem o tym od razu po wyjściu z więzienia). Naród ukraiński ma pod tym względem takie samo prawo. To jest moje zdanie na ten temat.

Praktycznie wszystkie światowe potęgi, włączając Rosję, przez wiele miesięcy, a przedtem przez kilka stuleci, siłowały się z Ukrainą. To normalne, wszyscy jesteśmy ze sobą powiązani. Rozpoczynając swoją krymską ekspansję państwo rosyjskie (jeszcze raz podkreślam państwo, rząd, ale nie Rosja jako kraj, albo naród) gwałtownie naruszyło granice opisane przez prawo międzynarodowe, wybrało konfrontację z większą częścią społeczności międzynarodowej (na własne oczy obserwujemy to w światowych mediach). Najbardziej prawdopodobnym celem rosyjskiej ekspansji jest aneksja Krymu, lub stworzenie na jego terytorium pseudo niepodległego państwa  w rodzaju Abchazji, albo Osetii Południowej. W ten sposób rząd mojego kraju  powraca do praktyki rozwiązywania sporów terytorialnych rodem z XIX wieku. Będzie to miało bez wątpienia możliwie największe konsekwencje tak dla całego świata, jak i dla Rosji.

Sprawiedliwość wymaga, bym, powiedział, iż los Krymu to kwestia szczególnie bolesna tak dla Rosjan, jak i Ukraińców. Nie mamy do czynienia z prostym sporem terytorialnym i walką o mniej, lub więcej kilometrów kwadratowych. Na Krymie nie ma ropy, dla Rosji będzie on raczej ciężarem, niż cenną zdobyczą. Ale Krym jest dla Rosjan miejscem sakralnym, zajmuje ważne miejsce w naszej pamięci historycznej, pozostał nie zaleczoną raną od chwili rozpadu Związku Radzieckiego. Nie popełnię błędu, jeśli powiem, iż dla wielu Rosjan, Sewastopol, podobny jest do kawałka Ziemi Świętej. Poszukując formuły umożliwiającej uregulowanie kryzysu, trzeba to uwzględnić, inaczej żadnego uregulowania nie da się osiągnąć.

Niemniej jednak, ani znaczenie symboliczne Krymu obecne w świadomości rosyjskiej, ani historyczne prawo do terytorium Krymu nie usprawiedliwiają aż tak agresywnego wmieszania się w sprawy zaprzyjaźnionego z nami od wieków narodu. Usprawiedliwieniem dla tego rodzaju działań nie mogą być także ani obecny konflikt na Ukrainie, zmiana władzy, ani zarzucana innym krajom próba odegrania aktywnej roli na miejscowej scenie politycznej.

Zniszczymy przyjaźń rosyjsko-ukraińską, zdobywając terytorium, gdzie pełno pałaców wybudowanych przez „sługi społeczeństwa”.  Zrobimy to w interesie polityków pragnących wejść do historii jako „zbieracze” ziemi rosyjskiej. My, Rosjanie, tracimy w ten sposób, przyjaźń ze strony braterskiego narodu. Pozbawiamy się także prawa moralnego i wpływu finansowego, tak nam potrzebnych dla przeprowadzenia reform we własnym kraju.

Wielu ludzi nie rozumie, jak wiele tracimy (niestety obawiam się, że w Rosji stanowią oni większość). Przez to, ludzie ci, występują nieświadomie przeciw narodowym interesom Ukrainy, a także Rosji.

Tworzony obecnie precedens, w przyszłości może okazać się niebezpieczny dla samej Rosji. Kto sieje wiatr, ten zbiera burzę. Mówiłem już o tym, Rosja stoi wobec niemniejszej liczby problemów, podobnych do tych, obecnych na Ukrainie. Nie da się wykluczyć, iż w przyszłości znajdzie się ktoś, kto wykorzysta wypracowane obecnie technologie przeciwko samej Rosji.

Rozumiem dlaczego niektórzy politycy w Rosji i zaprzyjaźnieni z nimi biznesmeni, po zakończeniu projektów budowlanych związanych z Olimpiadą, wolą zająć się Krymem, nie zaś Woroneżem, Wołogdą, czy innymi rosyjskimi regionami, które jak kania dżdżu (M.CH. użył tu wyrazistej gestykulacji) potrzebują uwagi i środków, gdzie na rozwiązanie czekają rzeczywiste problemy obywateli Rosji.

Nie rozumiem też czegoś innego. Nie pojmuję, dlaczego niektórzy moi współobywatele, nie dostrzegają, iż w chwili obecnej następuje zamiana pojęć.  To jest dla mnie niejasne, tę sytuację bardzo chciałoby się zmienić.

Dlatego wierzę, że najlepszym rozwiązaniem w chwili obecnej, mogłoby być pozostawienie Krymu Ukrainie. Jednocześnie należałoby pomyśleć o zapewnieniu mu szerokiej autonomii (na wzór tej, z jakiej w Wielkiej Brytanii korzysta Szkocja)i zagwarantowaniu ludności prawa do posługiwania się językiem ojczystym.

Można byłoby pomyśleć o porozumieniu Rosji z Ukrainą i powołaniu na terytorium Krymu wspólnej strefy gospodarczej. W oparciu o tego rodzaju porozumienie, Rosja mogłaby podjąć się realizacji programu rozwoju gospodarczego regionu. Jeśli mój kraj istotnie pragnie pomóc rodakom, to należy stworzyć mu taką możliwość . W tym celu nie ma potrzeby, by nasz kraj, Rosja, odbierał kawałek terytorium od zaprzyjaźnionego z nami sąsiada, od państwa bliskiego nam ze względu na historyczne braterskie związki.

Tak, czy inaczej, z problemem Krymu będziemy mieli teraz do czynienia przez najbliższe dziesięciolecia. Musimy zacząć go rozwiązywać. Jak mi się wydaje, moglibyśmy odnieść wielkie korzyści, zwołując poświęconą Krymowi konferencję międzynarodową. Do udziału w niej, należałoby zaprosić najwybitniejsze umysły „naszych czasów” , ludzi posiadających uznawany na świecie autorytet moralny. Konferencja mogłaby stworzyć specjalną komisję, powierzając jej zadanie udzielenia pomocy w rozwiązaniu konfliktu i przezwyciężenia jego nieuniknionych  następstw.

Kwestia Krymu to zaledwie preambuła w odniesieniu do znacznie ważniejszego i większego zagadnienia. Mam tu na myśli, kwestię pamięci historycznej narodów Rosji i Ukrainy, jak odnosimy się do naszego wspólnego dziedzictwa. Temat ten nie ma końca, wierzę jednak, iż historia wojny krymskiej jest w takim samym stopniu częścią historii Ukrainy, co i historii Rosji. Sewastopol, to w końcu miasto tak rosyjskiej jak i ukraińskiej chwały wojskowej. Teoretycznie, można by oczywiście, odrzucić ten fragment historii, który związany był z istnieniem imperium. Uznać, ze mieliśmy wówczas do czynienia z okupacją. Wtedy moglibyśmy zacząć żyć od nowa. Będzie to jednak mądrzejsze, gdy my wszyscy, Ukraińcy i Rosjanie, nauczymy się wyciągać wnioski ze wspólnej historii. Michaił Bułhakow jest w równym stopniu pisarzem ukraińskim, co i rosyjskim. Gogol i Szewczenko są w równym stopniu pisarzami ukraińskimi, co rosyjskimi. 

Po przylocie do Kijowa Michaił Chodorkowski
odwiedził Majdan 

Jak podzielić wspólną historię?


Kiedy szedłem do Was, droga prowadziła przez sale muzealne. Posłuchajcie: Koroliow, Mendelejw, Czełomiej… Jak mamy się tym podzielić? To nasza wspólna historia, i taką powinna zostać zapamiętana, mimo, iż obecnie nasze narody rozpoczęły budowę dwóch, niezależnych od siebie państw narodowych.

Kolejny ważny aspekt: władze rosyjskie wolą określać wydarzenia na Ukrainie jako „przewrót konstytucyjny”, unikając jak ognia terminu „rewolucja”. Trudno się z tym zgodzić. Przewrót może się wydarzyć tylko wówczas, gdy w kraju działa rząd oparty na konstytucji. Ukrainę z Janukowyczem, tak jak i obecną Rosję, trudno uznać za państwa prawa, mimo iż w obu istnieje zapisana na papierze konstytucja. Państwo prawa istnieje tylko tam i wtedy, gdzie respektowany jest podział władzy, gdzie istnieje niezależny system sądowniczy i zagwarantowana jest możliwość zmiany władzy przy pomocy kartki wyborczej, tam gdzie przestrzegane jest prawo. To oczywiste, niczego takiego nie było na Ukrainie Janukowicza, niczego takiego nie ma i w Rosji Wladimira Putina. Wniosek: nie da się obalić czegoś czego nie ma.

W rzeczywistości, nikt z wyjątkiem władz Rosji, nie ma kropli wątpliwości, iż na Ukrainie dokonała się autentyczna rewolucja. Po zakończeniu buntu, wewnątrz ogarniętego nim  kraju, jak i poza nim odbywa się poszukiwanie odpowiedzi na pytanie, jak ocenić dopiero co przeprowadzoną rewolucję? Rozstrzygające znaczenie ma tu kwestia, na ile ową rewolucję uznamy za sprawiedliwą. Od czasów „ojców założycieli” konstytucji amerykańskiej uważa się powszechnie, iż społeczeństwo ma prawo do buntu przeciw przywódcom, którzy uzurpowali władzę. Głęboko mylą się zwolennicy poglądu, iż rewolucja zawsze będzie związana z naruszeniem prawa, często bywa tak, iż dzięki niej dokonuje się odbudowa systemu prawnego zniszczonego przez pokonaną władzę.

Druga rewolucja ukraińska była sprawiedliwa. Byłem wczoraj na Majdanie, mogłem zobaczyć jaką cenę, naród ukraiński musiał zapłacić za zwycięstwo. Trudno to sobie wyobrazić, choć byłem uczestnikiem konfliktów moskiewskich w 1991 i 1993 roku. Okrywają się hańbą ci, którzy odpowiadają za terror wymierzony przeciw swemu narodowi, i ci, którzy im patronowali. Wstyd ! Przelanej krwi nie wolno zmarnować. Ludzie ramię w ramię stojący na Majdanie mieli różne poglądy na życie, jednak jednoczyły ich dwa cele. Oba zrozumiale i zasługujące na szacunek. Z jednej strony była to rewolucja narodowa, kolejny etap walki narodu ukraińskiego za prawo do samookreślenia. Z drugiej ruszono do walki z otępiałym z chciwości skorumpowanym reżimem. Tamta władza zapomniała o istnieniu jakichkolwiek innych interesów społecznych, poza napychaniem sobie kieszeni. Pragnę podkreślić, iż społeczeństwo rosyjskie stoi dziś wobec potrzeby rozwiązania takich samych problemów. Ta sytuacja jest źródłem niepokoju władz.

Druga rewolucja ukraińska to wydarzenie znaczące w skali całego świata, istotne nie tylko dla samej Ukrainy. Wszystko to, co dzieje się obecnie na Ukrainie może doprowadzić do przeformatowania całej polityki europejskiej. Na nieszczęście, nie wszyscy i nie w pełni, zdają sobie z tego  sprawę. Tymczasem mamy do czynienia z problemem wymagającym potraktowania go z największą powagą. Po raz pierwszy w historii od czasów konferencji w Jałcie, przedmiotem rewizji jest cała struktura Europy. Jestem w pewien, że w swoim czasie i w Rosji zasługi rewolucji ukraińskiej i zostaną docenione jak należy i stanie się ona dla nas przykładem do naśladowania.

Ukraina zapłaciła za rewolucję cenę krwi. Chodorkowski
przekonal się o tym, odwiedzając jeden z kijowskich szpitali. 
Oddawszy zasłużony hołd ukraińskiej rewolucji, nie wolno jednak milczeć na temat jej błędów. Jak każda inna rewolucja, tak i ukraińska stała się ciężkim doświadczeniem dla społeczeństwa. Przede wszystkim dlatego, iż w jej trakcie, na pierwszym planie pojawili się radykałowie reprezentujący obie strony konfliktu. Ich działalność może wpędzić społeczeństwo w ślepą alejkę. Może też doprowadzić do bolesnej obywatelskiej konfrontacji  i wówczas czynnik zewnętrzny – o którym tak chętnie się teraz rozmawia – moim zdaniem, przestaje odgrywać decydująca rolę (na ile się orientuję, nie mało zwolenników ma przeciwny punkt widzenia, ale moja osobista ocena jest właśnie taka). Naród zjednoczony mógłby się presji zewnętrznej nie obawiać.

Radykalizm części Majdanu stał się, obok innych, jedną ze sprężyn nakręcających na Ukrainie spiralę konfrontacji ( z wielkimi obawami czytam , i jak myślę Państwo też, o wydarzeniach na wschodzie Ukrainy). Trzeba koniecznie pamiętać o tym, iż mieszkańcy Krymu oraz mieszkańcy regionów wschodnich, oraz odbywający służbę wojskową, odrzucając starą przysięgę, pozostają obywatelami Ukrainy. Konfrontacja między nimi to prosta droga do wewnętrznego konfliktu (powtarzam, nie biorę teraz pod uwagę innych czynników, takich jak na przykład interwencja zewnętrzna. Interwencji w przeszłości doświadczono w wielu konfliktach „domowych” , by wymienić dla przykładu rewolucję amerykańską, czy rewolucję w Rosji w 1917 roku. )

Status języka rosyjskiego i błąd nowej władzy.


Nowa władza ukraińska, jak mi się wydaje,  popełniła błąd, zmieniając ustawę o statusie języka rosyjskiego. Zrobiono to pod wpływem elementów radykalnych, atakując po kawaleryjsku. Ten błąd  skomplikował sytuację polityczną na Ukrainie i nie pomogła tu reakcja rozumnej części ukraińskiego establishmentu. Znaczna część zamieszkałej Ukrainę ludności poczuła zagrożenie. Odrodził się lęk w odniesieniu do szczególnie wrażliwej kwestii językowej. Pamiętamy lata przymusowej rusyfikacji prowadzonej na Ukrainie. One też liczą się w ogólnym rachunku. Tak było. Ale ten żałosny fakt, nie może stanowić uzasadnienia dla podjęcia akcji ukrainizacji. Albo dla poważnych rozmyślań, iż taka akcja zasługuje na realizację. Wszyscy państwo doskonale rozumiecie, jak można rozgrywać tego rodzaju momenty informacyjne przy pomocy propagandy.

Dla odbudowania na Ukrainie pokoju etnicznego i dla zwalczenia separatyzmu, należy dziś podjąć intensywne starania, by w stosunkach między dwiema największymi wspólnotami, ukraińskojęzyczną i rosyjskojęzyczną znów pojawiło się zaufanie. Istnieje potrzeba podjęcia całego szeregu kroków, tak, w dziedzinie ustawodawstwa, jak i w polityce. Chodzi o to by przekonać obie strony, iż nie grozi im przymusowa asymilacja rosyjskojęzycznych, ani pełzająca rusyfikacja prowadzona w duchu radzieckim, wspierana przez dawną metropolię. Ludziom, pod tym względem, potrzebna jest pewność.

Dla zniszczenia zaufania wystarczył jeden podpis. Teraz, by je odbudować, niezbędna jest długofalowa i zrównoważona polityka wraz z gwarancjami prawnymi ze strony państwa. Bez spełnienia tego warunku, nie da się odbudować na Ukrainie pokoju społecznego. Ukraina pod tym względem nie jest jakimś wyjątkiem. Sytuacja mieszkańców Quebecu, Szkotów, szwedzkojęzycznych mieszkańców Finlandii nie bardzo różni się od sytuacji rosyjskojęzycznych mieszkańców Krymu.  Udzielenie im stosownych gwarancji , zapewnienie autonomii kulturalnej w żadnym wypadku nie naruszy podstaw państwa, a na odwrót tylko je umocni. I tak w ogóle, moim zdaniem, mielibyśmy na Ukrainie do czynienia z sytuacją idealną, gdyby wszyscy mieszkańcy porozumiewali się w obu językach. Tak, jak w Szwajcarii. Zapewne, tak to z resztą, wygląda w rzeczywistości – większość mieszkańców Ukrainy mówi w obu językach. Wielojęzyczność nie szkodzi ani Szwajcarii, ani Belgii, nie podważa ich niezależności. Byłoby mi trudno sobie wyobrazić, jak dwujęzyczność mogłaby zaszkodzić Ukrainie.

Tak uważałem dawniej, takie jest moje stanowisko obecnie, iż wspólne zbliżanie się do Europy może stać się podstawą dla zbliżenia politycznego narodów Rosji i Ukrainy. To najważniejsze, co nas łączy w sferze polityki. Na początku XXI wieku lokomotywą zbliżenia z Europą mogła być Rosja, dziś jednak dokonała się zmiana i liderem w procesie poradzieckiej integracji, jeśli tylko tego zapragnie, może stać się Ukraina. Nowa Ukraina ma szansę stać się drogowskazem i źródłem nowych wartości także dla nowej, przyszłej Rosji. Inicjując zbliżenie z Europą, trzeba jednak wystrzec się błędu, nie wolno dopuścić, by paliwem dla silnika integracji stała się mieszanka wybuchowa złożona z etnicznej niecierpliwości i chęci odwetu w stosunku do byłych przeciwników politycznych i oponentów.

Humanizm i cierpliwość nie są dziś dla Ukrainy terminami pozbawionymi znaczenia, hasłami propagandowymi, można je wygłosić i zaraz o nich zapomnieć. To dziś nasz instrument walki. Powiem więcej, to jedyna skuteczna broń, jaką dziś macie do dyspozycji. Ukraina jest dziś słaba z wojskowego i ekonomicznego punktu widzenia. Trudno jej będzie walczyć z jakimkolwiek potencjalnym agresorem, czy z kryzysem, który może okazać się bardziej niebezpieczny od agresji zewnętrznej. Jeśli jednak nie możecie siłą przeciwstawić się przeciwnikowi, musicie zademonstrować swoją wyższość moralną. Dzięki niej wykreujecie siłę, jaka zmusi przeciwnika do zatrzymania się. Ale przegracie podwójnie, jeśli z moralnego punktu widzenia, wspólnie z przeciwnikiem zademonstrujecie ten sam poziom. Jeśli zaczniecie wyrównywać rachunki z pokonanymi, jeśli dopuścicie do poza sądowych represji wobec przegranych, zamieniając praworządność w tanie przedstawienie (jak to było tu wcześniej i jak to dzieje się dziś w Rosji). Musicie szybko i efektywnie zapobiegać przejawom nacjonalizmu, nawet w wypadku jakichś izolowanych ekscesów (takie zdarzenia mają miejsce). Jeśli Ukraina ma zamiar pójść do przodu ścieżką europejską, to najlepiej byłoby zacząć od wielkich tradycji europejskiego humanizmu.

Co dla nowej Ukrainy mogliby zrobić rosyjscy obrońcy praw człowieka?


Mam propozycję, warto pomyśleć o zaproszeniu na Ukrainę znanych rosyjskich obrońców praw człowieka, by pomogli w rozwiązywaniu nieuniknionych sytuacji konfliktowych, w jakich uczestniczyć może rosyjskojęzyczna ludność Ukrainy.

Stanowisko reprezentowane przez osoby znane w Rosji ze swej niezależności, mogłoby okazać się pomocne nie tylko w kwestii rozwiązywania poszczególnych problemów (z nimi jak rozumiem, dacie radę sobie sami), ale także może pomniejszyć efekty propagandowe wynikające z wykorzystywania takich sytuacji przez ludzi zainteresowanych w pogorszeniu się naszych wzajemnych stosunków. 

Jestem gotów okazać wszelkie niezbędne wsparcie dla organizacji takiej pracy.
Następna kwestia. Reputacja władzy, przed którą stoi zadanie przezwyciężenia obecnego w kraju konfliktu wewnętrznego winna być absolutnie czysta. Częściowo reputację taką można zbudować zapewniając, iż wybory jakie zostaną przeprowadzone w maju, będą całkowicie legitymne. Problem wyborów polega na tym, iż już dziś, zawczasu można przewidzieć, iż strona przegrana, najprawdopodobniej będzie podnosić kwestię ich uczciwości. Szczególnie niebezpieczna, może okazać się nieunikniona próba wyjawienia naruszeń procedury w oparciu o kryteria etniczne. Groźne może okazać się odwoływanie do motywów etnicznych w trakcie kampanii wyborczej. Nie mówię już o tym, iż Wasi obecni oponenci są zainteresowani tym, by wybory po prostu zerwać, dla nich władze ukraińskie pozbawione legitymacji wyborczej, to świetna okazja dla nowych działań agresywnych.

Jeśli pojawią się tego rodzaju kwestie etniczne, to nie możecie mieć wątpliwości: przeciwnicy wolnej i niezależnej Ukrainy spostrzegą nową możliwość realizacji swoich celów.

Obawiam się, iż Ukraina nie jest podobna do Chile, trudno mi sobie wyobrazić, iż kandydat przegrany przyjedzie do hotelu zwycięzcy, by pogratulować mu wygranej. Niestety. Tym większe znaczenie ma rola obserwatorów. Ale i tu widzę problem, z góry można przewidzieć, iż pojawią się dwa zespoły obserwatorów międzynarodowych. Będą ze sobą konkurować, także w ramach OBWE. Jeden z tych zespołów określiłbym jako „europejski”, ten drugi jako „czurowski” (od nazwiska Czurowa, przewodniczącego rosyjskiej Centralnej Komisji Wyborczej – „mediawRosji”) . W Europie uwierzą jednemu z nich, w Rosji drugiemu. Widzę w tym niebezpieczeństwo, brak legitymności władzy stanie się wewnątrz Rosji szczególnie istotnym argumentem, uzasadniającym podjęcie działań agresywnych, wymierzonych w Ukrainę.

Po przylocie do Kijowa Chodorkowski wysttąpił  na Majdanie.. 
Gdzie jest wyjście? Jak mi się wydaje, ono istnieje – można pomyśleć o zaproszeniu jeszcze jednej grupy obserwatorów, cieszącej się zaufaniem społeczeństwa rosyjskiego. W jej skład można powołać grono zawodowych obserwatorów z Rosji, którzy odegrali szczególnie istotną rolę podczas prezydenckich i parlamentarnych wyborów w 2011 roku, oraz niedawno podczas wyborów mera Moskwy. Chętnie pomogę w organizacji ich pracy na Ukrainie, zwłaszcza jeśli doprowadzi ona do zmniejszenia napięcia i zwiększenia legitymności rezultatu wyborczego.

Choć gorycz będąca wynikiem poniesionych strat jest wciąż wielka, i choć świeże rany wciąż krwawią (w przenośni i dosłownie – byłem wczoraj w szpitalu) należy pamiętać, iż istniejące obecnie czynniki ryzyka mają charakter długoterminowy. Tu nie chodzi tylko o to, co obecnie spotka Krym, lub jaki będzie los tego, lub innego rządu. Najważniejsze są przyszłe historyczne losy narodu ukraińskiego i rosyjskiego. Przez wiele stuleci szły ze sobą razem, ale w punkcie w jakim znalazły się obecnie, mogą się rozejść, oderwać się od siebie na zawsze i w przyszłości stać się przeciwnikami. Ale jesteśmy najbliższymi sąsiadami, tego nie da się zmienić. Przezwyciężenie skutków obecnej konfrontacji zajmie nam stulecia. Jeśli w ogóle jest możliwe. Właśnie dlatego, uważam iż decyzja władz rosyjskich o brutalnej interwencji w procesy ukraińskiej rewolucji była historycznym błędem.

Warto zwołać wspólny kongres inteligencji rosyjskiej i ukraińskiej.


Właśnie dlatego uważam, iż wszystkim staraniom politycznym mającym na celu uregulowanie kryzysu ukraińskiego powinny towarzyszyć, nawet jeśli komuś może się to wydać dziwne, wysiłki ze strony społecznej, mające na celu zachowanie tej tradycyjnie serdecznej atmosfery w stosunkach rosyjsko-ukraińskich. Choć dziś widzimy, jak ta atmosfera rozpada się na naszych oczach. Dla niektórych ludzi  to nie istotny drobiazg. Jednak w rzeczywistości zachowanie tej atmosfery jest najważniejsze. Jeśli uratujemy „przestrzeń zaufania” między społeczeństwami, to wcześniej, czy później zmusimy rządy do poszukiwania rozwiązań politycznych. Jeśli owa aura zaufania zostanie utracona, to rozejdziemy się na zawsze. Nadszedł moment, kiedy to kultura może formułować i określać politykę.

Mamy dziś do czynienia z paradoksem, oto Kreml, jeśli można się tak wyrazić, przyznał sobie monopol na rolę obrońcy i mecenasa kultury rosyjskiej, języka rosyjskiego na Ukrainie. Wygląda to na swego rodzaju pakiet propozycji; jeśli jesteś Rosjaninem i mieszkasz na Ukrainie, lub jeśli jesteś Ukraińcem i interesujesz się kulturą rosyjską i językiem, (idzie mi tu o jej etniczny sens), to równocześnie oczekujemy od Ciebie wsparcia dla polityki w stosunku do Ukrainy prowadzonej przez obecny rosyjski reżim. Proponowana Ci jest rola swego rodzaju „piątej kolumny”. Jeśli nie chcesz stać się „piątą kolumną” to i tak nie masz alternatywy. Wydaje mi się to nieprawidłowe. Uważam, iż także wewnątrz Ukrainy należy stworzyć odpowiednie warunki, by rosyjskojęzyczni mieszkańcy kraju, a także wszyscy Ukraińcy zainteresowani kulturą rosyjską i językiem mieli do nich dostęp. Jest nam niezbędne „okno do dialogu”, przestrzeń, w której można będzie odbudować i rozwijać współdziałanie. Jak wiem, wiele się robi w tym kierunku, trzeba jednak robić więcej i o tym mówić. Tak by słyszano to w Rosji, a także wśród rosyjskojęzycznych Ukraińców, którzy zadają sobie pytanie, jakie teraz będą ich perspektywy kulturalne. Chciałbym wesprzeć powołanie do życia na Ukrainie „Stowarzyszenia Kultury Rosyjskiej” realizującego jak najszerzej rozumiane zadania oświatowe. Chciałbym, by stało się ono swego rodzaju „hub’em” umożliwiającym realizację możliwie różnorodnych inicjatyw kulturalnych. Jednak realizacją tego problemu musicie zająć się sami.

Szczególną rolę w zachowaniu tej atmosfery wzajemnych stosunków między narodami powinni odegrać przywódcy opinii publicznej. Tylko oni są w stanie przeciwstawić się tej oszalałej propagandzie, obecnej w najważniejszych kanałach telewizji rosyjskiej. Każdy człowiek cieszący się dziś autorytetem uznanym przez wielu ludzi, winien zrozumieć iż rewolucja ukraińska, to także jego sprawa, zaś działalność na rzecz zatrzymania konfrontacji między naszymi narodami – to jego obowiązek. Uważam, iż można w tej sytuacji zaproponować zorganizowanie już w najbliższym czasie, jeszcze przed wyborami na Ukrainie, w Kijowie, lub w dowolnym innym mieście Kongresu Rosyjskiej i Ukraińskiej Inteligencji. Będę się starał, by wpływowa i niezależna od władzy rosyjska elita wzięła w nim udział. Taka impreza mogłaby mieć wielkie znaczenie dla społeczeństw Rosji i Ukrainy.

Ukraina musi stać się współczesnym, europejskim państwem. By to osiągnąć, konieczne jest rozwiązanie dwóch związanych ze sobą zadań: zlikwidowanie korupcji i przyciągnięcie zagranicznych inwestycji.

Walka z korupcją


W przemówieniu Chodorkowski obiecał
aktywnie wesprzeć ukraińskie przemiany. 
Trzeba powiedzieć wprost – Ukraina i Krym, to potencjalnie sytuacja podobna do tej w jakiej istniały wspólnie Niemcy Wschodnie i Zachodnie. W tym miejscu rozstrzygnie się kwestii przewagi wartości w zachodnich w nowym, zmienionym świecie. Jeśli Zachód  w tej walce o wartości, pogodzi się z przegraną, po Gruzji i Krymie wydarzy się więcej. Wszystkiego tego doświadczyliśmy 70 lat temu, znamy to z naszej europejskiej historii. To oznacza, iż Ukrainie potrzebny jest nowy plan Marshalla. W jego ramach należy zaproponować nie tylko pomoc finansową, lecz także wsparcie dla kampanii antykorupcyjnej. Dla Ukrainy, a także dla Rosji walka z korupcją jest równie ważna, co denazyfikacja w Niemczech w 1945r. To zadania porównywalne pod względem znaczenia. Najważniejsze jednak jest to, iż sukces w budowie demokratycznej Ukrainy, może okazać się wstępem do stworzenia nowej Rosji, opartej na sprawiedliwości i wartościach demokratycznych. Z drugiej strony, gdyby się wam nie udało, możecie spodziewać się dalszej bezsensownej dla Rosji, korzystnej jednak dla reżimu ekspansji, co jak rozumiem może się skończyć wojną w Europie. Wcześniej, czy później. To trzeba rozumieć, przed takim właśnie stoimy problemem.

Osobiście, chciałbym zrobić wszystko co w moich siłach, by zapobiec realizacji takiego scenariusza. Mam wrażenie, że tego także pragną wszyscy obecni w tej sali.

Dziękuję bardzo za uwagę.


Dołącz do nas na Facebooku: https://www.facebook.com/mediawrosji

poniedziałek, 10 marca 2014

Borys Akunin: co nas czeka po przyłączeniu Krymu?


Przyłączenie Krymu – konstatuje pisarz Borys Akunin - cieszy się poparciem większości obywateli. Rozentuzjazmowana większość nie zdaje sobie sprawy, że konsekwencje będą katastrofalne. Rosję czekają gigantyczne trudności gospodarcze, ograniczenie wolności słowa, represje polityczne. I kres im może położyć rewolucja…


Nowy wpis na blogu znanego pisarza i tlumacza


Rozmyślam teraz nie  o Ukrainie.
O Ukrainie, oczywiście też, ale jest to w końcu, choć i bliski nam, INNY kraj. Porusza się swoją ścieżką. Życzę mu wszystkiego najlepszego. Ten kraj udowodnił męstwem i krwią, iż istnieje naprawdę jako oddzielny byt. Jak mi się wydaje przyszłość Ukrainy będzie pomyślna i bez Krymu. Zachód przezwycięży swoje skąpstwo i pomoże Ukrainie przekształcić się w państwo, w którym przestrzegane są wartości demokratyczne. Mieszkańcy Krymu zdążą jeszcze gorzko pożałować, iż postanowili się oddzielić.

Przyszłość Rosji


Znacznie bardziej przejmuje mnie teraz pytanie o najbliższą przyszłość mojego własnego kraju – Rosji.
Chciałbym zwrócić się z pytaniem, do tych moich rodaków, którzy demonstrują radość z powodu przesądzonego już przyłączenia Krymu (takich zdaje się jest większość): Szanowna Większości Obywateli, czy zdajecie sobie sprawę jak wiele przyjdzie nam zapłacić za to trofeum.

Nie?
Na skutek tego, iż Rosja wysłała swoje siły zbrojne na terytorium obcego państwa (bez względu na wszystkie kłamstwa bezwstydnego Putina) odczujemy następujące następstwa:

- Rosja odczuje izolację polityczną, a później gospodarczą. Pieniądze odpłyną za granicę. Nie będzie inwestycji, świat szybko znajdzie sposób, by zamienić jakoś naszą naftę i gaz. Skończą się energetyczne mega zyski.

- Do tego wszystkie dojdzie nieunikniony wzrost wydatków na siły zbrojne, Wszystkie te czynniki razem spowodują spadek wartości rubla, a w konsekwencji rezygnację z jego wymienialności.
Trzeba będzie pożegnać się z Egiptem, Tajlandią i Antalią.

- Gwałtownie podrożeją towary importowane, wiele z nich po prostu zniknie z rynku.
- Naszych zapasów walutowych nie wystarczy na długo.

Rząd uruchomi maszynę drukarską, żeby znaleźć pieniądze na wypłatę pensji i emerytur. Doprowadzi to do inflacji i jeszcze większego wzrostu cen. Potem, nie będzie już czym płacić pracownikom sfery budżetowej. Państwo zbankrutuje.
- Trzeba będzie gasić rosnące niezadowolenie, co raz bardziej surowy reżim będzie coraz częściej stosował brutalną siłę i uciekał się do bezprawia.

Większość społeczeństwa  popiera powrót Krymu
do Rosji

Putin dożywotnio


Internet zostanie wykastrowany i poddany cenzurze. Na temat zwykłych mediów nie warto strzępić języka. Stale będzie rosnąć liczba więźniów politycznych. Do tej grupy represjonowanych dołączą także ludzie trzymający się od polityki na dystans. Kary będą groziły za każdą akcję protestu.
- Tak, dzięki awanturze krymskiej, Putin zagwarantuje sobie władzę do końca życia. Sam skazał się na wieczne rządzenie. Teraz zwyczajnie będzie się bał podać do dymisji. Ale mało prawdopodobne, by to dożywocie okazało się długotrwałe. Zakończy się wiadomo jak. Kiedy nie działa mechanizm zmiany zbankrutowanego reżimu, zaczynają działać prawa rewolucji. Rewolucja w wielonarodowym państwie, dysponującym arsenałem nuklearnym, to coś strasznego.

Nie straszę i nie kraczę.
Trzeba przyznać z przykrością, iż wszystko to po prostu jest nie tylko bardzo prawdopodobne, lecz nieuniknione. Chyba, że zdarzy się cud.

Tak czy inaczej, najlepsze życzenia dla nieszczęsnej większości zachwyconej przyłączeniem Krymu.


Oryginał mozna znaleźć tu: http://borisakunin.livejournal.com/124961.html



Inne wypowiedzi Borysa Akunina publikowane przez „Media-w-Rosji”


Znany pisarz Borys Akunin: TV „DOŻD’” stała się bastionem wolności.

 

TV Dożd’ już dawno przestała być modną telewizją hipsterską – uważa znany rosyjski pisarz Borys Akunin. Dziś, w Rosji Wladimira Putina, to prawdziwy bastion wolności słowa. Czy uda się go uratować? Akunin nie jest optymistą, władze trudno będzie powstrzymać. Ale nic nie jest wieczne i już dziś, według pisarza, można dostrzec w Rosji zalążki zbliżającej się zmiany.

  

Liberalna Rosja w niemym przerażeniu obserwuje wydarzenia w Kijowie. I tak, jak pisarz Borys Akunin, obawia się możliwej reakcji swojego prezydenta:  dalszych surowych kar  i represji w stosunku do oponentów. 


Dwa kolejne zamachy terrorystyczne w Wołgogradzie wzbudziły w Rosji wielkie emocje. Media pełne są komentarzy na ten temat. Pisarz Borys Akunin na blogu stara się spojrzeć na to, co się stało w szerszym politycznym I historycznym kontekście. 


Dołącz do nas na Facebooku: https://www.facebook.com/mediawrosji




czwartek, 6 marca 2014

Jak wygrać krymskie referendum? Po dwa czołgi w lokalu wyborczym.

Powrotu Krymu do Rosji pragnie nie tylko Władimir Putin i najbliższa mu elita władzy. Większość społeczeństwa czeka nań z zachwytem. Czy jednak zdaje sobie sprawę z dalekosiężnych konsekwencji awantury o Krym?


Autor: Anton Oriech,

Wpis na blogu publikowanym na stronie internetowej radiostacji "Echo Moskwy".


Wcale się nie zdziwię, jeśli obudzimy się rano i słuchając wiadomości, dowiemy się, że jak się okazuje referendum na Krymie zostało już przeprowadzone. I to w miniony weekend. Zwyczajnie nie chciano, byśmy cieszyli się z niego przedwcześnie

Pytanie, jakie zadano w przeprowadzonym już głosowaniu brzmiało tak: „Czy chcesz, by Krym pozostał częścią Ukrainy?
Warianty odpowiedzi:
1. Tak, nie chcę.
1. Nie, nie chcę.


Według Władimira Putin żołnierze przybyli na Krym
munudury, broń i czołgi... kupili w specjalistycznych sklepach. 

Wyślijmy po dwa czołgi do każdego lokalu wyborczego

W przyszłym tygodniu przyjęta zostanie ustawa o przyspieszonym i uproszczonym trybie przyłączania do Federacji Rosyjskiej wszystko jedno kogo i wówczas żadne referendum nie będzie już potrzebne. Ustawa zezwoli na przyłączanie do nas jednostek terytorialnych na podstawie decyzji podejmowanych przez ich własne władze. Decyzja parlamentu krymskiego została już podjęta. Tak więc nie ma już żadnego znaczenia, jakiej odpowiedzi udzielą mieszkańcy Krymu. Dowolna ich odpowiedź będzie pozytywna. 

Tak, lub… tak. 

Na wszelki wypadek, żeby w momencie głosowania, wyborcy nie mieli żadnych wątpliwości można do każdego lokalu wyborczego przysłać po dwa czołgi, zaś w każdej kabinie do głosowania postawić dwóch strzelców wyborowych. Znajdzie się takich spośród uzbrojonych ludzi niewiadomego pochodzenia, którzy, jak to stwierdził nasz prezydent, kupili rosyjskie mundury wojskowe w sklepie, i jak się wydaje tam też kupili swoje uzbrojenie, transportery opancerzone, samochody pancerne „Tigr” i to wszystko, co jeszcze mają do dyspozycji.
Mówiąc otwarcie, wydaje mi się, iż mieszkańcy Krymu mogliby i tak oddać swoje głosy za powrót ich republiki do Rosji i bez podpowiedzi z Moskwy, bez zachęty ze strony niewiadomego pochodzenia sił zbrojnych i innych tego rodzaju forteli. Na Krymie Rosjanie stanowią większość, w przeszłości przekazanie Krymu Ukrainie także wyglądało nieco dziwnie.
Ale rozumiem jeszcze lepiej, iż w chwili obecnej, większość obywateli Rosji z zachwytem czeka, kiedy wreszcie dokona się powrót Krymu. I ma nadzieję, że do Krymu cała sprawa się nie ograniczy. Przecież naszym zdaniem,  Donieck i Charków to także nasze ziemie – prawda? No i nawiasem mówiąc Kijów też, jeśli ktoś by na minutę o tym zapomniał – to „macierz rosyjskich miast”.

Na co powinniśmy być gotowi?

Tam na Górze Starokijowskiej leży też kamień z napisem: „odtąd rozpościera się ziemia rosyjska”. Przestrzeń dla naszych marzeń i pożądań jest ogromna. Dziś spełniają się nasze pragnienia. Oznacza to, iż odpowiedzialność za to, co stanie się potem, także spoczywa na nas wszystkich. Nie tylko Putin i deputowani, lecz i my wszyscy powinniśmy być przygotowani ma izolację międzynarodową, na całkowite zerwanie stosunków  z państwem będącym naszym najbliższym i najważniejszym sąsiadem, które nazywamy braterskim. Bądźmy także świadomi tego, iż występując w obronie Rosjan na Krymie, im nawiasem mówiąc, nic nie groziło, stwarzamy sytuację podwyższonego ryzyka dla Rosjan mieszkających w innych regionach Ukrainy. I nie tylko tam. Przecież teraz, każde sąsiadujące z nami państwo, zamieszkałe również przez Rosjan, zrozumie, iż Rosja w dowolnej chwili, pod pretekstem ich obrony, będzie gotowa do rozpętania wojny, bez względu na to, czy ich Rosjanom coś grozi, lub nie.
Jeśli więc dla przyłączenia Krymu gotowi jesteśmy pogodzić się z tym, iż zaczynają się teraz dla nas, nie wiadomo na jak długo, nieprzewidywalnie trudne czasy – proszę bardzo, taki był nasz wybór. Trzeba tylko pamiętać, że sami dokonaliśmy tego wyboru.






Anton Oriech, moskiewski publicysta o liberalnej orientacji. Regularny autor  radiostacji Echo Moskwy. 






Wstrząs mózgu. Kolejny napad na Pussy Riot.

Krótki zapis z blogu Nadieżdy Tołokonnikowej mówi sam za siebie...


Zostałyśmy napadnięte. Zdarzyło się to w Niżnym Nowgorodzie, dokąd przyjechałyśmy, aby wystąpić w obronie kobiet osadzonych w tutejszym obozie, przeciw szykanom, jakimi poddawane są ze strony administracji więziennej. Napadu dokonały niżegorodzkie „tituszki” za aprobatą miejscowego centrum „E” (do walki z ekstremizmem).




Masza Aliochina doznała wstrząsu mózgu. Napastnicy rozpylili nam w oczy toksyczną, przezroczystą ciecz. Pryskali ze strzykawki do oporu. W oczy. Przez dziesięć minut nie widziałyśmy niczego, potem wzrok powoli wraca. Potem ciekną łzy, oczy czerwienieją, patrzenie sprawia ból.

Jeśli idzie o zieloną farbę, Bóg z nią, możecie nas nią oblewać codziennie. Mogę do obozu przyjść w kolorze zielonym.Nnajważniejsze dziś dla mnie, to jak pomóc skazanym, karanym przez administrację za prawdę.

Ale wstrząs mózgu, to po co? I poparzenie oczu? Oraz celowe i cyniczne zadawanie bólu?

W obozie IK-2 w Niznym Nowogordzie, dokąd się dziś wybieramy kwitnie korupcja, regularnie naruszane są prawa pracownicze osadzonych tu skazanych. Skazane proszą nas o pomoc i my nie możemy im odmówić. Idziemy do obozu, nie zwracając uwagi na to, iż to co robimy nie podoba się miejscowej policji i miejscowym „tituszkam”. 


Blog „Media-w-Rosji”. Pozostałe publikacje na temat Pussy Riot.

 

 

Maria Aliochina (Pussy Riot): skazana nie jest człowiekiem, a workiem z rzeczami.

 

Po wyjściu na wolność na podstawie amnestii dziewczyny z zespołu Pussy Riot dzielą się z mediami obozowymi doświadczeniami. W przejmującym wywiadzie udzielonym opozycyjnej moskiewskiej "Nowoj Gazietie" Maria Aliochina opowiada o swojej trwającej dwa lata walce o godność i poszerzenie granic wewnętrznej wolności.

 

Piekło na ziemi. Kobieta w obozie pracy w czasach Putina.

 

Siedziały w obozach w Mordowii, tam gdzie zesłano też solistkę Pussy Riot Nadię Tołokonnikową. Malowany przez nie obraz obozowej egzystencji jest jeszcze czarniejszy od relacji Nadii. 

 

Pussy Riot: więzienne życie Nadii Tołokonnikowej

 


Nadieżda Tołokonnikowa z zespołu Pussy Riot odsiaduje wyrok w Zakładzie Karnym numer 14, w wiosce Parts, w Republice Mordowia. Przez 9 dni w końcu września prowadziła strajk głodowy, by zaprotestować przeciwko panującym w obozie warunkom. 

Jelena Masjuk, dziennikarka opozycyjnej Nowej Gaziety jest jednocześnie członkiem prezydenckiej Rady Praw Człowieka. Z tego tytułu dwukrotnie była członkiem komisji prowadzącej inspekcję w obozie Tołokonnikowej. Podczas ostatniej wizyty komisji Tołokonnikowa prowadziła już swój strajk głodowy. Jelena zapisała z nią obszerną rozmowę opublikowaną na łamach "Nowej Gaziety". 


wtorek, 4 marca 2014

Mówi radio „Echo Moskwy”


O wyborach redaktora naczelnego w radiostacji "Echo Moskwy" pisze Natalia Rostowa. Materiał portalu slon.ru .


Radiostacja „Echo Moskwy” od lat zajmuje szczególne miejsce w archipelagu rosyjskich mediów. Pozostaje źródłem wolnej od cenzury informacji i komentarzy przedstawiających różne punkty widzenia. Formalnie większościowym udziałowcem radia jest koncern Gazprom Media.

Od kilku miesięcy Kreml usiłuje poddać rosyjskie media bardziej rygorystycznej kontroli. Atak na telewizję „Dożd’” usilił obawy, iż kolejną ofiarą Kremla może stać się „Echo Moskwy”. Dlatego tak wielkie znaczenie ma, czy na stanowisku redaktora naczelnego utrzyma się znany dziennikarz, Aleksiej Wieniediktow. Wczoraj na następną kadencję powierzył mu je zespół redakcyjny. Decyzję tę musi jeszcze zatwierdzić Rada Nadzorcza holdingu Gazprom Media.



Wczoraj zespół radiostacji „Echo Moskwy” wybrał ponownie na stanowisko redaktora naczelnego Aleksieja Wieniediktowa. Jego poprzedni kontrakt wygasa 17 marca. Był on jedynym zgłoszonym kandydatem. Zgodnie z regulaminem, dowolna grupa złożona z pięciu pracowników stacji miała prawo do zgłoszenia kandydata. Takie samo prawo przysługiwało akcjonariuszom  (na tej podstawie teoretycznie do wyborów mogło stanąć 17 pretendentów).
72 pracowników radiostacji oddało swój glos za Wieniediktowa (potrzebna do zwycięstwa minimalna ilość głosów wynosiła 45), 4 głosowało przeciw, 3 wstrzymało się od głosu. Na obecnych wyborach rezultat Wieniediktowa okazał się gorszy niż na poprzednich, wtedy oddano za niego 88 głosów, przy trzech głosach sprzeciw i jednym wstrzymującym się.

Aleksiej Wieniediktow jest redaktorem
naczelnym "Echa Moskwy" od 1998 roku. 
Zgodnie ze statutem radiostacji, tę decyzję powinna teraz zatwierdzić rada nadzorcza „Echa Moskwy”. Gdyby jednak, nie udało się zwołać posiedzenia rady (ta procedura nie jest określona w statucie) zgodnie ze statutem, na cztery miesiące kierowanie stacją zostanie powierzone miesięcy (w charakterze pełniącego obowiązki redaktora naczelnego), obecnemu zastępcy Wieniediktowa Siergiejowi Buntmanowi (do 30 czerwca). Od 1 lipca Buntmana musiałby zamienić Władimir Warfołomiejew,  obecnie także jeden z zastępców Wieniediktowa.
Jednak bez względu na okoliczności, posiedzenie Rady Nadzorczej powinno odbyć się przed zaplanowanym na lipiec walnym zebraniem akcjonariuszy ZAO „Echo Moskwy”.

Zebranie wyborcze zaczęło się od przemówienia Wieniediktowa o „plonach i zasiewach”, to jest od sprawozdania. Ale najpierw Wienidiktow skomentował jeden z materiałów zaprezentowany niedawno przez stację telewizyjną NTV. Pokazano w nim kilku obywateli demonstrujących przed siedzibą „Echa” na Arbacie i przed budynkiem holdingu Gazprom Media (holding jest właścicielem tak Echa Moskwy, jak i telewizji NTV) swój sprzeciw wobec polityki redakcyjnej radia.
-  „Ten materiał był obrzydliwy” – powiedział Wieniediktow. I dodał: „koledzy, wielkie dzięki za fajną reklamę.”


Polityka trzech "R"


Polityka redakcyjna „Echa” podkreślił Wieniediktow, opiera się na trzech „R”. Są nimi reklama, rankingi i reputacja. Przez trzy ostatnie lata, pod względem reklamy wskaźniki były dobre – radiostacja przynosiła akcjonariuszom zysk. Według Wienieditkowa było to „przede wszystkim osiągnięcie niedawno zwolnionego ze swego stanowiska Jurija Fiedutinowa”. Dochody reklamowe były niewielkie, ale radiostacja jest na finansowym plusie.
- „Moim zdaniem niedawne zwolnienie Feidutinowa ze stanowiska było nieuczciwe- powiedział redaktor naczelny – i wynikało z pobudek politycznych.”

 Fiedutinow pozostaje akcjonariuszem radia. Stanowisko dyrektora generalnego zajmował przez ponad 20 lat. Ostatnie walne zebranie akcjonariuszy, przeprowadzone 18 lutego, podjęło decyzję o jego zwolnieniu. Podczas glosowania, Fiedutinowa poparli akcjonariusze reprezentujący redakcję „Echa”. Dysponowali oni 34 procentowym pakietem akcji. Jednak  właściciele większościowego pakietu (66%) mianowali na stanowisko dyrektora generalnego Jekatierinę Pawlową.
Jeśli idzie o drugie „R” (ranking), czyli o wyniki słuchalności, według „Gallup Media" (obecnie „TNS”), w 2010 roku „Echo Moskwy” zajmowało dziewiąte miejsce wśród moskiewskich radiostacji, obecnie awansowało na piąte. Według danych „Comcon” „Echo” zajmowało drugie, bądź trzecie miejsce w przeszłości, obecnie zaś zajmuje pierwsze spośród 54 kontrolowanych radiostacji.

Wieniediktow podkreślił wzrost liczby internautów korzystających ze strony internetowej „Echa”. W 2010 roku licznik mail.ru oceniał, iż stronę Echa odwiedza co miesiąc 31 milionów internautów. W roku 2013 ich liczba wzrosła do 91 milionów, dane te nie uwzględniają jednak ostatniego okresu i wzrostu napięcia w związku z kryzysem ukraińskim. W podobnych sytuacjach audytorium mediów gwałtownie rośnie.
- „ To są efekty waszej pracy, to was słuchają , to czytają wasze materiały” – redaktor naczelny podziękował zebranym, nie wspominając jednak, iż na stronie internetowej „Echa” znaczną część tekstów stanowią blogi i wypowiedzi przenoszone tu z innych platform.

Ostatnie „R” – to reputacja stacji. Wieniediktow podkreślił, iż obecne wydarzenia na Ukrainie udowodniły, iż „Echo” cieszy się szacunkiem i „tej i tamtej strony”.
- „Szanują nas bandyci po jednej i po drugiej stronie, ci którzy doszli do władzy, i ci których jej pozbawiono, ludzie Tymoszenko i ludzie Janukowicza.”


Co miesiąc stronę internetową "Echa Moskwy" odwiedza
91 milionów internautów (www.echo.msk.ru)

W historii radia było kilka trudnych momentów, przede wszystkim w okresie masowych protestów na ulicach Moskwy, zbiegły się one w czasie z „początkiem poprzedniej kadencji” Wieniediktowa.  Dane agencji „Medialogia”  mówią jednak o tym, iż „Echo Moskwy”znalazło się wówczas na pierwszym miejscu rankingu pod względem zacytowań.
Według Wieniediktowa, kolejnym kryzysem w historii „Echa Moskwy” były niedawne wybory mera stolicy (z udzialem Aleksieja Nawalnego –„mediawrosji”). .

- „Zarzuty pod naszym adresem, zgłaszali tak przedstawiciele merii, jak przedstawiciele opozycyjnego kandydata, Aleksieja Nawalnego.” – powiedział Wieniediktow i zademonstrował „specjalnie przygotowany dokument” świadczący o tym, iż radio udzielało tyle samo uwagi (pod względem ilościowym) obu kandydatom. Zdaniem Wieniediktowa na pytanie, czy w tamtej sytuacji inne media zachowały się równie obiektywnie, pozytywnej odpowiedzi można udzielić wyłącznie  w odniesieniu do gazet Wiedomosti.
- „Staraliśmy się zachować zbalansowane podejście, przed wszystkim dlatego, że jesteśmy profesjonalistami, a nie działaczami”

Naczelny redaktor Echa wytłumaczył zajmowane przez siebie stanowisko, jego zdaniem należy przestrzegać rozdziału tradycyjnego dziennikarstwa, od dziennikarstwa uprawianego przez działaczy obywatelskich.

Tradycyjne dziennikarstwo


- „Jeśli zostanę wybrany ponownie, będziemy, tak jak i teraz,  przestrzegać zasad tradycyjnego dziennikarstwa. Każda informacja podlega weryfikacji, zaś dziennikarze, z wyjątkiem tych wynajętych do udzielenia  komentarza, mogą swoje poglądy schować, gdzie chcą”. Wieniediktow nie ma zamiaru ograniczać obecności swoich dziennikarzy w sieciach społecznościowych, prosił ich jednak, by pamiętali, iż publikowane przez nich tam poglądy, wyrażają ich osobisty punkt widzenia, a nie redakcji.

- „Jeśli się z tym nie zgadzacie, możecie oddać swój glos przeciwko mnie”
Redaktor naczelny podkreślił dwukrotnie, iż pracowników „Echa” obowiązują ograniczenia w odniesieniu do konstytucyjnego prawa wszystkich obywateli do udziału w demonstracjach i zgromadzeniach wyrażających poparcie dla ubiegających się o wybór kandydatów.

- „Jak pamiętacie, z tego powodu kilka osób od nas odeszło. Dokonali wyboru, opowiedzieli się za dziennikarstwem obywatelskim. (Wienidiktow miał tu na myśli dziennikarza Tichona Dziadko – obecnie zastępca Red. Nacz. Telewizji „Dożd’”). To ograniczenie nie dotyczy innych demonstracji, nie związanych z wyborami – uzupełnił  Wieniediktow .
Wieniediktow jest przekonany, że większość pracowników stacji łączą podobne poglądy polityczne. Jednak on sam, zamierza kontynuować swoją politykę redakcyjną:

- „Nasza radiostacja winna pozostać platformą dla dyskusji, wymiany poglądów, najistotniejsze jest,  byśmy zachowywali się jak profesjonaliści. Jeśli dojdziecie do wniosku, ze przymusiłem was do czegoś, proszę bardzo, zwołujcie zebranie i zdejmijcie mnie ze stanowiska.” – tłumaczył swoim krytykom.
Taka polityka redakcyjna, dowodził Wieniediktow pozwoliła stacji osiągnąć dobre wyniki. Potwierdził to także przykład regionalnej radiostacji „Echo Saratowa”. On sam jeździł tam rok temu:

- „Powiedziałem im, iż jeśli zastosują się do naszej zasady, to inne media zaczną się na nich powoływać. I to podziałało. Stacja awansowała z dwudziestego na trzecie miejsce.”


Naciski na radio

- „Jedni i drudzy, struktury władzy, oraz liderzy opozycyjni usiłują wywierać na mnie presję. I na was także.” – Wieniediktow odniósł się także do obecnie najbardziej aktualnego problemu dla rosyjskich mediów. „Bywa, że ta presja staje się nie do wytrzymania, ludzie powołują się na starą znajomość, wtedy przychodźcie do mnie, nauczę was jak rozmawiać w tej sytuacji. Opowiadamy o politykach, zapewniamy im platformę medialna, ale nie jesteśmy ich rzecznikami. Jeśli ktoś z Was, ze względu na przyjacielskie kontakty z kimś,  zacznie na antenie zajmować się agitacją polityczną, takiego pracownika zwolnię za brak profesjonalizmu. Do tej pory z czymś takim nie mieliśmy do czynienia. Najpierw jesteśmy profesjonalistami, potem wszystko pozostałe. Nikt nie oczekuje od nas jakiejś ostatecznej prawdy, nikt jej przecież nie zna, ludzie chcą poznać różne punkty widzenia, żeby samemu wyciągnąć wnioski. Więc nie podrzucajmy im zgniłego towaru, nie narzucajmy im swojego poglądu na temat tego, czy innego lidera, tak jak to się dzieje w innych mediach, ta tendencja zaczyna dominować w naszych mediach.”

Wieniediktow zakończył swoje inauguracyjne wystąpienie o 18,30. Potem przedstawił nową dyrektor generalną: „Blondynka”.
Radiostacji nie oczekują jakieś globalne zmiany – podkreśliła Jekatierina Pawlowa .

- "Będziemy mogli wydać, tyle ile zarobimy”.

Wienieditkow odpowiedział też na pytania pracowników na temat okazywanych na radio i media nacisków.
Jego zdaniem WGTRK (państwowa organizacja radiowo-telewizyjna, właściciel stacji „Rossija” - mediawrosji) na przestrzeni minionego miesiąca zajmowała się płatną propagandą.

-„Odczuwamy psychologiczną presję: my jesteśmy ci źli, oni ci dobrzy. Moim zdaniem, nie warto na to zwracać uwagi.”

 
Kandydaturę Wieniediktowa musi
jeszcze zatwierdzić Rada NAdzorcza
Holdingu Gazprom-Media
Na pytanie czy nie obawia się wprowadzenia cenzury w związku obecnym kryzysem na Ukrainie, Wienieditkow powiedział: „Cenzura w  Rosji jest zabroniona przez konstytucję”
Dodał też: „Ja rzecz jasna ograniczam Wasze konstytucyjne prawo do udziału w demonstracjach, ale cenzury u nas nie ma.”

- „Wprowadziliśmy tylko pewne ograniczenia na stronie internetowej, usuwamy obraźliwe wpisy pod adresem działaczy politycznych. Kto chce ich obrażać, to nie u nas. Naciski były zawsze – przypomniał. Jeszcze przy Gorbaczowie, w miesiąc po uruchomieniu stacji, Rada Bezpieczeństwa Związku Radzieckiego zastanawiała się jak ją zamknąć.
„Nigdy nikomu się nie podobaliśmy, bo nie obsługujemy ani władzy, ani opozycji. Obsługujemy naszych słuchaczy i wśród nich jest i władza i opozycja i zwykli słuchacze. W rezultacie, pewnego razu, pewien minister federalny, szef resortu siłowego i pewien działacz opozycji napisali publicznie, że jesteśmy podobni do gówna” – Wieniediktow miał na myśli obecnego wicepremiera Dmitrija Rogozina i opozycjonistę Borysa Niemcowa. Obydwaj oskarżyli radiostację o stosowanie cenzury.
Ta opowieść wzbudziła chichot zebranych. W tym nastroju rozeszli  się, by wziąć udział w głosowaniu. Na liście kandydatów znajdowało się tylko jedno nazwisko.


*
Informacyjno-publicystyczna radiostacja "Echo Moskwy" powstała w 1990 roku. Po raz pierwszy zdobyła popularność podczas "puczu Janajewa" w sierpniu 1991 roku. Od samego początku redakcja opowiedziała sie przeciw puczystom. Obecnie tygodniowe audytorim radia w Moskwie wynosi 2,2 miliony sluchaczy, w calym kraju 7 milionów. Od 1998 roku redaktorem naczelnym jest Aleksiej Wieniediktow. 


-------------------------------


Rosyjskie media – inne artykuły na blogu „Media-w-Rosji"


eksluzywny wywiad dla "media-w rosji" z Natalią Sindiejewą, dyrektorem generalnym niezależnej stacji telewizyjnej „TV Dożd’”

Od blokady Leningradu, do blokady TV „Dożd’

Wśród kontrolowanych przez Kreml rosyjskich mediów, stacja telewizyjna TV Dożd’ jest absolutnym wyjątkiem. Żadna inna telewizja rosyjska nie poświęca tyle uwagi działalności opozycji, korupcji urzędników, walce o prawa człowieka. Nadany kilka dni temu program poświęcony wojennej blokadzie Leningradu (z udziałem pisarza Wiktora Jerofiejewa) stał się pretekstem dla zmasowanego ataku na „Dożd’”. Czy telewizyjna wysepka wolności przetrwa pro kremlowskie tsunami?

 

Anatomia rozprawy: nie będziemy się wciąż bać.”

W świecie rosyjskich mediów stacja telewizyjna „Dożd’” jest wyjątkiem. Nie kłamie. Nie jest instrumentem kremlowskiej propagandy. Zaprasza do studia przedstawicieli opozycji. Pokazuje wydarzenia na Ukrainie. Kilka dni temu, w programie poświęconym blokadzie Leningradu padło adresowane do widzów pytanie, czy kapitulacja miasta, nie uratowałaby życia tysiącom mieszkańców. Kreml wykorzystał je do rozprawy z niepokorną stacją.

 

Wielkie zmiany w świecie rosyjskich mediów

Likwidacja agencji RIA Nowosti okazała się najbardziej znaczącym epizodem w wielkim procesie transformacji rynku rosyjskich mediów. W ciągu ostatnich lat zmniejszyła się liczba znaczących uczestników tego rynku. Uległa wzmocnieniu rola mediów należących do państwa. Konsekwentnie od kilkunastu miesięcy Kreml przekształca rosyjskie media w instrument propagandowy.


niedziela, 2 marca 2014

Jaką cenę zapłacimy za ukraińską awanturę?

Ukraińska awantura przyniesie Rosji poważne następstwa. Polityk i publicysta Leonid Gozman przede wszystkim obawia się konsekwencji w polityce wewnętrznej. Jego zadaniem dalsze zaostrzenie kursu będzie nieuniknione. Rosję czeka umocnienie policyjnych mechanizmów kontroli nad społeczeństwem, więcej cenzury, militaryzacja nauki, emigracja młodzieży i rosnące zacofanie kraju. 


Stało się. I nie wiadomo, czym to się skończy. Upłynęło 25 lat, odkąd wyszliśmy z Afganistanu. Pora na coś nowego.

Najbardziej obrzydliwe jest w tym kłamstwo. Faszyści, banderowcy, pogromy. Potrzebujemy naszych wojskowych w związku z niebezpieczeństwem, jakie zawisło nad naszymi wojskowymi. Wszyscy pod tym względem jesteśmy jednomyślni. Jeden do jednego.


Nieuniknioną konsekwencją ukraińskiej awantury będzie dla Rosji
zaostrzenie kursu w polityce wewnętrznej i nasilenie represji wobec opozycji. 

Jak razie wydarzenia rozwijają się w zgodzie z najgorszym scenariuszem. Zbuntowane regiony nie oddzielają się, a stwierdzają nielegitymność Kijowa, to znaczy, że nasz dzielny i wierny przyjaciel Janukowicz będzie teraz zgłaszał pretensje do całej Ukrainy. Kijów, rzecz jasna, nie uznaje kreatur typu Aksjonowa (premier Krymu – „mediawrosji”). Mamy do czynienia nie ze zwykłą dyslokacją naszych sił zbrojnych w obcym kraju – tam toczy się prawdziwa wojna. Ładunek 200 (tak nazywano w czasach wojny w Afganistanie trumny z martwymi żołnierzami – „mediawrosji”), ranni. Zeszłym razem toczyła się tam do 1953 roku.

W porządku, Ukraińcy sami dokonają wyboru, będą bić się, czy ogłoszą kapitulację, z kim i na jakich warunkach się będą gotowi się porozumieć.

Ale czym zapłacimy my?


Nie będę wypowiadał się na temat gospodarki w warunkach realnej recesji, pod tym względem wolę posłuchać specjalistów.

Czy spotka nas izolacja na arenie międzynarodowej? Nie jest to oczywiste. Świat demonstruje swoje oburzenie z powodu naszego wojskowo-sportowego święta „Wiosna” (Aksjonow, jeśli ktoś nie pamięta), ale równocześnie ma do rozwiązania więcej ważnych problemów - Syria, Iran, Korea Północna. I potrzebuje nafty oraz gazu. Pozostają sprawy, na które reżim może nie zwracać uwagi – kwestia wizowa (ale nie dla wszystkich), rezygnacja z różnego rodzaju programów kulturalnych, oświatowych, wymiany naukowej, itd. Wygnają nas pewnie z grupy G-8. Jak się wydaje, nie uda się uniknąć zimnej wojny, ale Zachód nie zdecyduje się na podjęcie bardziej zdecydowanych działań.

Dokręcanie śruby….


Nieuniknione za to okażą się następstwa wewnątrz kraju i zetkniemy się z nimi niezależnie od przebiegu wojny.

Po pierwsze ulegnie zaostrzeniu kurs władz w polityce wewnętrznej. Opozycjoniści - i tak traktuje się ich jak wrogów Ojczyzny, teraz jednak, staną się ofiarą „prawa czasu wojny”. Zaostrzeniu ulegnie cenzura, już w ogóle nie będziemy mieli czym oddychać. Nasze życie zostanie ujęte w duchowe klamry, podporządkowane tradycyjnym wartościom i symfonii wykonywanej przez władze

Po drugie, nieprzyjemności mogą się spodziewać ci wszyscy, którzy utrzymują kontakty z cudzoziemcami. Podsłuch, obowiązkowe sprawozdania po każdym spotkaniu (w niektórych instytutach domagają się tego już teraz) i innego tego rodzaju przyjemności, tak dobrze znane każdemu, kto zdążył popracować przy władzy radzieckiej. Można się spodziewać wprowadzenia wiz wyjazdowych. W organach pracuje u nas wystarczająca liczba funkcjonariuszy (dla wielu stalinowski SMIERSZ to symbol oddania i bohaterstwa), sam zdążyłem to poczuć na sobie. Teraz znajdą pole do działania.

Po trzecie doświadczymy militaryzacji nauki i systemu kształcenia. Prace naukowe związane z obronnością, to prawdę mówiąc jedyny rodzaju nauki zrozumiały dla władzy. I to oznacza, że pozostali mogą się uspokoić i poszukać sobie pożytecznego dla kraju zajęcia. Nieunikniona militaryzacja gospodarki jeszcze bardziej obniży poziom konkurencji.

Po czwarte, emigracja. Rezultaty niedawnego badania mówią o tym, iż 39% młodzieży, i to tej bardziej wykształconej, myśli o emigracji. Z 40% zaraz zrobi się 80%. Co najważniejsze, wielu nie poprzestanie na rozmowach, zabiorą się do dzieła. Będziemy częściej za granicę wywozić dzieci, nie wszyscy maja ochotę na wychowywanie chłopców, tak by w przyszłości gotowi byli do obrony rodaków w którymś z braterskich dla nas krajów.

Po piąte. Wszystko to, o czym pisałem poprzednio sprawi, że staniemy się jeszcze bardzie zacofani. Będziemy mieli pozbawiony wewnętrznej konkurencji system autorytarny z archaiczną ideologią. Doświadczymy spadku wartości kapitału ludzkiego, utracimy zdolność do konkurowania z innymi. Jedną z możliwych konsekwencji będzie dalsze staczanie się w objęcia dyktatury, inną wybuch.
Pierwszego marca 1881 roku bomba Hryniewieckiego zniszczyła nadzieję na Konstytucję i rozwój w pokoju. Potem czekała nas już rewolucja. Kiedy piszę te słowa znów mamy 1go marca.



*Leonid Gozman (1950), polityk i publicysta, od czasów pieriestrojki związany z demokratyczną formacją Jegora Gajdara i Anatolija Czubajsa. Były współprzewodniczący liberalnej partii Sojusz Sił Prawicowych. 






Oryginał tekstu można znaleźć pod adresem: http://www.echo.msk.ru/blog/leonid_gozman/1269692-echo/