niedziela, 16 października 2016

Swoi i obcy, czyli kaci i ofiary



W położonym na zachodzie Rosji mieście Orioł odsłonięto właśnie pomnik  otoczonego ponurą sławą cara Iwana Groźnego. Z bezwzględnym okrucieństwem Iwan mordował, torturował, niszczył i palił. Na ceremonii w Orle zebrali się przedstawiciele najbardziej radykalnych rosyjskich ugrupowań nacjonalistycznych, pisarz Aleksander Prochanow, politolog i reżyser teatralny Siergiej Kurginian, przywódca motocyklowego gangu "Nocne Wilki" Aleksander  "Chirurg" Załdostanow. W odpowiedzi w rosyjskich mediach demokratycznych ukazała się seria krytycznych publikacji. Na łamach "Nowej Gaziety" znany reżyser filmowy Paweł Łungin ostrzega, iż upamiętnianie Iwana Groźnego, dzielenie Rosji na swoich i obcych może się skończyć tragicznie. Także dla tych, którzy w przyszłości widzą się w roli katów, nie ofiar.



Autor: Paweł Łungin






Na odsłonięciu pomnika Iwana Groźnego w Orle zebrali się przedstawiciele najbardziej radykalnych rosyjskich ugrupowań nacjonalistycznych. 




O Iwanie Groźnym wiadomo praktycznie wszystko. Był synobójcą, żonobójcą, wnukobójcą. Osobiście torturował ludzi. Mógł przerwać modlitwę, by udzielić instrukcji kogo i jak torturować. Nie ma wątpliwości, iż ten człowiek był prawdziwym złoczyńcą.

Więcej nawet, wiadomo, iż podczas ostatnich dwudziestu lat swoich rządów przegrał wszystkie wojny. Ich skutkiem był jeden z najciemniejszych okresów w historii Rosji. Groźny podzielił kraj na swoich i obcych. Nadeszły czasy Wielkiej Smuty, do której najlepiej pasuje termin Wojna Domowa.

Pojawia się pytanie, czy Rosja oszalała? Dlaczego teraz, po upływie pięciu stuleci postanowiła uwiecznić pamięć złoczyńcy?

W odpowiedzi na to pytanie słyszymy, proszę bardzo: "Przyjrzyjmy się postaci słynnego angielskiego króla Henryka VIII. Też był tyranem i żonobójcą". Ale to była prawda i osobliwości innych czasów.  Nas o wiele bardziej interesuje mówienie nie o Groźnym, a o nas samych.

"To jakby marzenie o Stalinie"

Nie mogę sobie wyobrazić, by nagle w Anglii zaczęły pojawiać się jak grzyby po deszczu pomniki Henryka VIII. Albo, by we Francji zaczęto na masową skalę budować pomniki upamiętniające Karola IX  i dodawać do nich stosowną inskrypcję: "W podziękowaniu za noc św. Bartłomieja i zniszczenie hugenotów".

Tu chodzi o pytania pod naszym adresem. Dotyczące nas samych. Jak widzimy i oceniamy swoją przeszłość i czas obecny.

To przecież nie trudno zrozumieć, w rzeczywistości nie chodzi o Groźnego. Posługujemy się eufemizmami, uczestnicząc w nierozwiązanym do dziś sporze o Stalina.

Groźny namalowany przez Eisensteina odbierany jest jako metafora odnosząca się do rządów Stalina. Tak wygląda marzenie o Stalinie.

To oznacza, iż w naszym społeczeństwie istnieje określona część pragnąca podzielić kraj na swoich i cudzych, na katów i na ofiary.

Z jakiegoś powodu są święcie przekonani, iż oni właśnie znajdą się wśród katów.

Marzy im się miejsce wśród "opryczników" z głową psią przytroczoną do siodła, lub jak to genialnie opisał Sorokin, "z głową psią na masce Mercedesa".

Warto jednak wszystkich uprzedzić, iż historia bywa o wiele bardziej złożona i nieprzewidywalna. Ci którzy są przekonani, iż wypadnie im rola katów, karmią się iluzjami.

Niech lepiej pomyślą o swym własnym życiu, o losie swoich dzieci i ludzi żyjących obok nich.

Chciałbym ich ostrzec:  "Nie przyzywajcie ducha złoczyńcy. Nie igrajcie z ogniem. To niebezpieczna gra. Wy sami możecie paść jej ofiarą".




Tłum.: ZDZ







*Paweł Łungin (ur. 1949), znany rosyjski reżyser filmowy, laureat licznych nagród zdobytych na rosyjskich i międzynarodowych festiwalach filmowych. Do jego najbardziej znanych filmów należą Taxi Blues, Wyspa, Car, Luna Park. W 2014 r. podpisał list do prezydenta Putina popierający aneksję Krymu. 












Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com



Projekt "Media-w-Rosji" ma na celu umożliwienie czytelnikowi w Polsce bezpośredniego kontaktu z rosyjską publicystyką niezależną, wolną od cenzury. Publikujemy teksty najciekawszych autorów, tłumaczymy materiały najlepiej ilustrujące ważne problemy współczesnej Rosji. Projekt "Media-w-Rosji" nie ma charakteru komercyjnego.





środa, 5 października 2016

Sztuka ważniejsza niż kino: telewizja i rosyjska świadomość zbiorowa….



Telewizja rosyjska pozostaje zagadką nie tylko dla obserwatorów z zewnątrz. Także rosyjscy analitycy i eksperci zastanawiają się, dzięki czemu udało się Kremlowi przekształcić ją w tak skuteczne narzędzie propagandy. Ankietowani przez Centrum Lewady ludzie przyznają, iż telewizja pozostaje dla nich głównym źródłem informacji. Jednocześnie nie ukrywają, iż mają do niej ograniczone zaufanie. Wybitny rosyjski socjolog Aleksiej Lewinson uważa, iż to nie telewizja panuje nad społeczeństwem. Jego zdaniem to społeczeństwo kontroluje telewizję będącą jednym z jego podsystemów. To nie telewizja mówi społeczeństwu jak ma myśleć, a społeczeństwo (włączając w to także taki jego podsystem, jakim jest aparat władzy) dyktuje telewizji, co ma pokazywać.   




Autor: Aleksiej Lewinson




 

Rosjanie przyznają, iż telewizja pozostaje dla nich najważniejszym źródłem informacji. Choć nie do końca jej dowierzają. 



Wprawdzie społeczeństwo ma dostęp do różnych źródeł informacji, to jednak w tej dziedzinie wybiera monopol. Autocenzura widzów pojawia się wcześniej, niż cenzura, lub autocenzura nadawców.


Gdyby Lenin żył do dziś, to zapewne skorygowałby swoją słynną formułę i za najważniejszy rodzaj sztuki uznałby nie kino, a telewizję. Dlaczego? Może dlatego, iż telewizji w dzisiejszej Rosji wyznaczono funkcję podobną do tej, spełnianej przez kino w tamtych czasach. Dokładniej mówiąc i posługując się nie językiem komisarzy, a językiem socjologa, telewizja winna zapewniać integrację społeczeństwa w oparciu o narzucone wartości i wzory. Dzięki temu możliwe jest zarządzanie społeczeństwem przez jeden, scentralizowany ośrodek władzy. 


Obraz świata


Pogląd, iż telewizja formuje obraz naszych myśli i narzuca modele zachowań u większości ludzi nie budzi zastrzeżeń. Tego rodzaju konstatacja, choć nie przynosi nam specjalnego zaszczytu, uwalnia jednak od odpowiedzialności za własne myśli, lub mówiąc precyzyjniej za ich brak, a także za własne działania, lub bezczynność. Choć ludzie nazywają telewizor "zombiskrzynką", nie przestają go oglądać.

Sformułowanie "oglądać program telewizyjny" niezbyt dokładnie opisuje dziś wzajemne relacje między ludźmi, a telewizją. Telewizji się nie ogląda. Kobiety włączają telewizję i zajmują się swoimi sprawami. Potem zaś mówią" "ja jej nie oglądam, telewizor coś tam sobie gada, ale ja nie zwracam na to uwagi."

Mężczyźni biorą do ręki pilota i skacząc z kanału na kanał złoszczą się: "tu nie ma nic do oglądania". Być może dla samej telewizji, nie jest to przyjemne, jednak potrafiła się ona do tej sytuacji zaadaptować. Gdy idzie o uprawiane przez telewizję "zombowanie", specjaliści uważają, iż jej sugestywność rośnie, gdy ludzie oglądają program z oczami na w pół przymkniętymi i słuchają jej niezbyt uważnie. I rzeczywiście, nie wszystko co zostało powiedziane zdołają usłyszeć,  dostrzegą nie wszystko to, co zostało pokazane. Gdy jednak zastosować technologię wielokrotnego powtarzania, mechanicznie tego samego, lub co efektywniejszych obrazów z wariacjami, w sytuacji, kiedy wszystkie stacje reprezentują podobne stanowisko, to najważniejsze przekazywane treści zostaną przyswojone. Specjaliści od reklamy zrozumieli to już dawno temu. Nie jest potrzebna tajemnicza dwudziesta piąta 25ta klatka, wystarczy popracować nad odpowiednim zaprogramowaniem anteny, nad zawartością programów informacyjnych.

I rzeczywiście, na pytanie o najważniejsze źródło informacji o wydarzeniach w kraju i na świecie, 86% dorosłych Rosjan odpowiada, iż jest nim telewizja. Nawet ci, którzy przyznają, iż codziennie korzystają z Internetu, także po to by mieć dostęp do informacji, nie rezygnują z telewizji. Jest ona głównym  źródłem wiadomości dla 80% z nich. Tylko połowa czerpie informacje z sieci. Tak wygląda sytuacja obecnie, gdy nie dzieje się nic nadzwyczajnego. Ale podobnie wyglądała też, gdy obserwowaliśmy wydarzenia na Krymie, a później na wschodzie Ukrainy. Nasze media uparcie krzyczały, tam nie ma naszych wojskowych. Równocześnie w Internecie kipiało, oni tam są. Większość rosyjskich konsumentów informacji, nawet ci, którzy potrafili odnajdywać ją w Internecie, wybrała wersję proponowaną przez własną telewizję. Po co mieliby wierzyć w to, co mówią inni? 


Wiara w siłę


W naszej historii mieliśmy czasy, gdy zakazywano nam wyłączania własnego radia, za to słuchanie obcego było zakazane. W dzisiejszych czasach te zasady nie obowiązują. Władze, na razie, tylko przygotowują się do objęcia Internetu pełną kontrolą. Jesteśmy świadkami tego, jak ludzie sami odwracają się od Internetu. Główna część naszych obywateli z dziesiątki kanałów udostępniających aktualną informację wybiera trzy.

Nasi widzowie mają techniczne możliwości, by czerpać informacje z różnorodnych źródeł. A jednak wybierają monopol. Powierzają w ten sposób zarządzanie sobą jednemu ośrodkowi, tak właśnie kształtuje się sytuacja autorytarnego zarządzania w polityce i rozpowszechnianiu informacji. Autocenzura widzów pojawia się nim jeszcze zetkniemy się z cenzurą, lub autocenzurą nadawców.

Autocenzura widzów wyraża się nie tylko w tym, by nie oglądać, nie słuchać, ale także w tym, by nie wierzyć. Telewizję oglądają prawie wszyscy (86%), ale zaufanie do niej deklaruje tylko 59% (będziemy w tym wypadku mówili o współczynniku zaufania na poziomie 0,69). Grupą obdarzającą telewizję największym zaufaniem są emeryci (0,77). Widzowie z ograniczonym wykształceniem wierzą telewizji bardziej (0,76), ci z wyższym wykształceniem mniej (0,60). Obserwujemy tu określoną prawidłowość, im więcej oglądają, tym bardziej wierzą.

Regularnie korzystający z Internetu wierzą telewizji mniej, niż wynosi średnia dla użytkowników sieci (0,61). Jednak poziom zaufania dla publikowanych w sieci magazynów, gazet jest jeszcze mniejszy - wynosi 0,6. Telewizja przeważa nad Internetem nawet w środowisku jego użytkowników.

Jednak kwestia zaufania jest szczególnie złożona. Brak zaufania jeszcze bardziej. Spośród tych, którzy ją włączają, prawie jedna trzecia nie ufa przekazywanym przez telewizję informacjom.  Co dzieje się w ich głowach? Możemy założyć, iż jakaś ich część szuka sposobów weryfikacji informacji rozprzestrzenianej przez telewizję, ale jak wiemy jest ona niewielka. Dla pozostałych ważniejsze jest hasło: "ja im (wszystkim) i tak nie wierzę!" Ludzie ci, jak gdyby, poszukują sposobu obrony przed z góry oczekiwanym kłamstwem, przed dezinformacją. Ale nie są też w stanie znaleźć dla niej zamiany w postaci informacji wiarygodnej i co ważniejsze nie mają zamiaru, by się o to starać. Ich świadomość, jak im się zdaje, nie podlega ograniczeniom, może ona korzystać z wolności,  gotowa jest jednak zaakceptować z równym prawdopodobieństwem  dowolną prawdę, choć najczęściej zaaprobuje prawdę wspartą przez siłę.


Przestrzeń dla twórczości


W przestrzeni telewizyjnej, faktycznie przy współudziale samych widzów, doszło do wykreowania monopolu "wielkich kanałów", tylko one przyciągają uwagę ludności. W tych warunkach, ludzie telewizji stanęli przed zadaniem o charakterze politycznym, należy zapełnić siatkę programową materiałami prezentującymi wspomniane wyżej "podkontrolne" treści w możliwie różnorodnej formie (z tego jednak wynika ich ograniczoność). Pod tym względem, oczekuje się od telewizji jak najwięcej, tak pod względem tematycznym, jak i wizualnym. Wymagane jest podejście twórcze, tak jak to zwykle bywa, gdy idzie o różnego rodzaju prezentacje i wizualizacje. Hegemonię na polu informacyjnym sprawują mogące pochwalić się największą oglądalnością stacje telewizyjne Rosja 1, Kanał Pierwszy i NTV. Gdy widz poczuje zmęczenie programami informacyjnymi, proponuje mu się filmy. Wciąż jeszcze, jak gdyby wypełniając testament Lenina, telewizja rosyjska pokazuje o wiele więcej filmów i seriali, niż telewizja w Europie i USA. W największych stacjach kontent tego rodzaju zajmuje od jednej trzeciej do połowy programu.

Tak wyglądał, jeśli można tak powiedzieć, stary model. Obecni szefowie telewizji i ich szefowie są świadomi, iż ten cudowny monopol trzech wielorybów naszej anteny powoli zacznie się rozpływać, i że zmiana doprowadzi do wykreowania całkowicie nowej sytuacji. Wczorajszy podział na Rosję telewizyjną i Rosję internetową zaniknie. Z technicznego punktu widzenia, Internet pochłonie środowisko telewizyjne, wprowadzi doń charakterystyczną dla siebie różnorodność form i sposobów łączenia treści z wyobrażeniami widza/użytkownika. Jeśli jednak wierzyć ludziom poinformowanym, gdy idzie o treści, nasza telewizja przygotowuje się do tego, by nowe środowisko zalać swoim własnym "kontrolowanym" programem.


Reakcja obronna


Być może, czytelnikowi może się zdawać, iż wspólnie z nim zastanawiamy się nad swego rodzaju utopią, czy też anty utopią i że rysujemy fantastyczne perspektywy dla nadchodzącej epoki cyfrowej. A jednak, to nie tak. Mowa tu raczej o sztuce telewizyjnej. Telewizję możemy uznać za sztukę tylko w leninowskim rozumieniu tego terminu. Lenin, jeśli ktoś sobie przypomina, także powstanie zbrojne traktował jako sztukę (kino zaś jako oręż).

Czytelnik tego artykułu może odnieść wrażenie,  iż także jego autor podziela przeważający wśród widzów pogląd, iż telewizja w pełnej mierze potrafi manipulować ich świadomością. To nie tak, jestem w tej sprawie innego zdania. Punktem wyjścia dla mnie nie jest przeświadczenie, iż to telewizja panuje nad społeczeństwem. Jest wręcz na odwrót, to społeczeństwo kontroluje telewizję, będącą jednym z jego podsystemów. To nie telewizja mówi społeczeństwu jak ma myśleć, a społeczeństwo (włączając w to także taki jego podsystem, jakim jest aparat władzy) dyktuje telewizji, co ma pokazywać. Wiadomo na ogół, iż stacje telewizyjne muszą reagować na wskaźniki popularności i w rezultacie będą pokazywać programy cieszące się zainteresowaniem. Ale w tym wypadku nie o to chodzi, mimo iż podobna konstatacja przynajmniej częściowo jest prawdziwa. Mam raczej na myśli dzisiejszą sytuację geopolityczną i naszego widza zajmującego w niej określone miejsce. Po aneksji Krymu i wydarzeniach na wschodzie Ukrainy, Rosjanie dowiedzieli się, iż większość państw (dawniej moglibyśmy określić je jako "znaczących innych") zajęła stanowisko osądzające Rosję. Nie łatwo jest być obiektem bojkotu, być potępianym przez innych. Dotyczy to w równej mierze jednostki, co świadomości społecznej.

Rosyjska świadomość masowa w ramach reakcji obronnej wypracowała określony typ reakcji. Osądzają nas wrogowie, a to oznacza, że mamy rację. Podstawą takiej logiki jest sprowadzona do tego samego poziomu obserwacja, iż jesteśmy na tyle dobrzy, na ile oni są źli. Tak to wygląda. W tej sytuacji nie wystarczy chwalić się samemu. Pomaga, gdy poniża się wroga. Stąd dla telewizji wynika określone zadanie, należy zademonstrować, na ile oni są źli, na ile głupi, jak bardzo obrzydliwi są wszyscy ci, którzy występują przeciwko nam. Tego rodzaju demonstrację należy stale odświeżać. Dlaczego? Jeśli nastąpi pauza, jeśli oskarżenia zaczną nas nudzić, świadomość usłyszy wewnętrzny szept: a może potępiają nas i osądzają nie bez podstaw?


Telewizja stara się ze wszystkich sił


Warto zauważyć, iż zlecenie na oskarżycielski jazgot nie jest zamówieniem na informacje, zwłaszcza na te odpowiadająca rzeczywistości, prawdziwe. Oskarżycielski jazgot spełnia swoją rolę, już przez to tylko, że nim jest. Podobnie dzieje się z "nadużyciem", tym jest lepsze, im jest gorsze. Nikt nie zamierza wierzyć w propagandowy wrzask, przynajmniej w tym sensie, w jakim zazwyczaj rozumiemy ten termin.

Telewizja nie może karmić widza wyłącznie nienawiścią. Tego rodzaju emocje należy kompensować uczuciami pozytywnymi. Pod czyim adresem mogą Rosjanie kierować obecnie swoje dobre uczucia? Doświadczenie pokazało, iż można je kierować pod adresem własnej przeszłości. Stąd wziął się swoisty kult przodków. Wokół niego powstały własne rytuały. Na ekranie regularnie pokazuje się nasze "stare dobre kino", narracja budująca mit. Są w nim obecne nieaktualne dziś konflikty (być może nie istniały one i wówczas, w czasach radzieckich). Rozwiązywane są przy pomocy sposobów niewspółczesnych. Tak rodzi się obraz zbiorowego przodka. Miłe emocje z duszy zrzucają ciężar. Najważniejsze ze sztuk będzie w dalszym ciągu służyć narodowi.



*Wskaźniki zostały opracowane na podstawie badania przeprowadzonego przez Centrum Lewady w lipcu. Autor wyraża wdzięczność pani Ljubow Borusjak za pomoc w przygotowaniu niniejszego tekstu.



Tłumaczenie: Zygmunt Dzięciołowski


Oryginał ukazał się na portalu rbc.ru:  http://www.rbc.ru/opinions/politics/24/08/2016/57bd601b9a7947df992a83c1




*Aleksiej Lewinson (ur.1944), socjolog, eseista, ceniony rosyjski intelektualista, kierownik Pracowni Badań Socjo - Kulturowych w Centrum Lewady. Stały autor gazety "Wiedomosti ", czasopisma "Nieprikosnowiennyj zapas",agencji RBK




wtorek, 13 września 2016

Monolog generała



Był jednym z najbardziej wpływowych ludzi w Rosji w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych. Wszędzie, jak cień towarzyszył prezydentowi Jelcynowi. Ale general Aleksander Korżakow był nie tylko szefem jego ochrony. Przyjaźnili się, razem pili, spotykali na uroczystościach rodzinnych. Jak przyznaje sam Korżakow, podczas choroby Jelcyna, musiał wręcz wypełniać funkcję głowy państwa. Przestał być faworytem Jelcyna latem 1996 roku. Korżakow uważał , iż Jelcyn nie ma szansa na zwycięstwo w wyborach prezydenckich, był za ich odłożeniem. Po swej dymisji Korżakow nie odszedł z polityki, trafił do parlamentu. Jednak starał się trzymać język za zębami. Rozumiał, iż na razie w trosce o własne bezpieczeństwo nie powinien dzielić się wiedzą o kulisach rosyjskiej polityki. Dziennikarz portalu Mediazona Maksym Sołopow namówił jednak generała na garść interesujących wspomnień.


Generała Aleksandra Korżakowa wysłuchał Maksym Sołopow



Maksym Sołopow wybrał się z wizytą do podmoskiewskiej wioski Mołokowo. Odwiedził w niej jednego z samych wpływowych ludzi w Rosji w latach dziewięćdziesiątych, byłego ochroniarza Borysa Jelcyna i założyciela Służby Bezpieczeństwa Prezydenta, generała Aleksandra Korżakowa.





Był jednym z najbardziej wpływowych ludzi w Rosji w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych. Generał Korżakow był nie tylko ochroniarzem, ale i bliskim przyjacielem prezydenta Jelcyna. 




Byłem jednym z lepszych oficerów KGB, wiele razy zdobywałem mistrzostwo w różnych dyscyplinach sportu, w strzelaniu, siatkówce, biegu sportowym na orientację. Potem, proszę wybaczyć, byłem w Afganistanie. Specjalnie w tym celu wydano mi paszport zagraniczny. Wówczas dostawał go mało kto. Zaczęli mnie wysyłać w świat. Byłem we Francji, Czechach, Anglii, Chinach. To znaczy, że cieszyłem się zaufaniem. Zwolniono mnie w 1989 r. Za co? Za to, że poszedłem na urodziny niszczonego wówczas Jelcyna. Tylko się zastanów, czy odwiedziłem bandytę? Byłem na urodzinach jakiegoś Rotenberga (jeden z oligarchów ery Putina, jego przyjaciel jeszcze z czasów leningradzkich - "mediawRosji").? Odwiedziłem faceta, który był ministrem w rządzie ZSRR, członkiem Komitetu Centralnego. Członkiem KC!  Może nie Biura Politycznego,  ale co z tego…. Potem pracowałem u niego jako ochroniarz przez ponad dwa lata. Znaleźliśmy wspólny język. Został moim starszym druhem. I za to mnie wtedy zwolniono.

Emerytura

To była inicjatywy Jurija Plechanowa, naczelnika Zarządu Dziewiątego (jednostka KGB zajmująca się ochroną najważniejszych osób w ZSRR i gości przybyłych z zagranicy). Sam Kriuczkow (ostatni przewodniczący KGB) jeszcze mnie nie znał, ale Jelcyna śledzono. Nawet wtedy o tym nie myślałem. Miałem jedno marzenie, by z emeryturą w wysokości 250 rubli przenieść się na wieś do matki, wybudować tam dom, a mieszkanie w mieście oddać córkom. Od dziecka kochałem wieś. Od razu, gdy przywieziono mnie tu po raz pierwszy, pokochałem tę okolicę. Nigdy nie byłem na obozie pionierskim. A tu nagle mnie zwalniają. Dobre sobie! Zacząłem pytać o wysokość emerytury. 200 rubli, a mogło być 250. 50 rubli w czasach radzieckich, na tamte pieniądze, oj, oj, to było strasznie dużo. Mama z ojcem dostawali wówczas 120 rubli, później 132. I byli szczęśliwi.

Jeden ze znajomych zaproponował mi pracę w archiwum. Odmówiłem. Teraz myślę, iż może zrobiłem błąd. Tam, jak się okazuje, jest wiele ciekawych rzeczy. Ale w tamtych czasach jeszcze byłem wysportowany. Potrzebowałem ruchu, działania. I wtedy ktoś z naszych, kto wcześniej przeszedł na emeryturę, zaproponował mi pracę w kooperatywie "Plastik". Wtedy już działały kooperatywy. Wynagrodzenie - 1000 rubli. W KGB zarabiałem 300, a tutaj tysiąc. "A co tu trzeba robić? - pytam. - To samo". W porządku, spróbuję. Mamakina, tego alkoholika,  wziąłem jako zastępcę (były funkcjonariusz Zarządu Dziewiątego KGB, później kierownik sekretariatu i sekretarz Jelcyna). Zrobiłem z niego człowieka. Potem przyjęliśmy ludzi, napisaliśmy instrukcje, ułożyliśmy kalendarz. Mamakin był świetnym sztabowcem. We dwójkę zorganizowaliśmy pracę służby ochrony. Już po kilku miesiącach zacząłem zarabiać 3000 rubli.

Skrzynka bananów

Żona była szczęśliwa. Przy takiej pensji samochód Ładę można było kupić w ciągu dwóch miesięcy. Żona mówiła potem, że to był najlepszy okres w naszym życiu.

Idę po ulicy, widzę sprzedają przyzwoite banany. Mówię konwojentowi, "zanieś kilka skrzynek do mojego samochodu". Każda skrzynka kosztowała 21 rubli, daję mu 50 za dwie. Patrzę, sprzedają czereśnie. Cztery, pięć rubli za kilo. Ludzie kupują po 30-40 deko. Forsy brak. A ja mówię, "dla mnie proszę całą skrzynkę".

Takich kooperatyw było już wtedy sporo. Uaktywnił się świat kryminalny, zaczęto wtedy mówić o braciach Kwantriszwili. Ja w żaden sposób nie ucierpiałem. Wzięliśmy do siebie sportowców, zapaśników, bokserów. Miałem świetnych chłopaków. Podczas szkolenia dawaliśmy im odpowiednie instrukcje: "Jeśli zaczynają strzelać, walcie się na podłogę samochodu. Do diabla, macie ratować życie. A tamci, w cholerę. Sami widzicie skąd mają kasę."

Składki partyjne

Odeszliśmy już stamtąd, ale jeszcze przez półtora roku płaciliśmy z Mamakinem składki partyjne. Ogromne. Prawie po 500 rubli (zgodnie ze statutem KPZR, członkowie partii o dochodach powyżej 300 rubli, winni byli płacić składki w wysokości 3% zarobków). Specjalnie chodziliśmy płacić składki w dzień wypłaty. Dzwoniliśmy na Kreml, przepuszczali nas do Arsenału, do naszego starego biura. Ludzie stawali w kolejce, by popatrzeć jak płacimy. Po pół roku przepędzono nas i zmuszono byśmy przenieśli się do organizacji partyjnej w administracji budynku, pod adresem zamieszkania. Mieszkańcy, emeryci, zaczęli nas nachodzić, pytali, kiedy zapłacę składki. Wtedy napisałem oświadczenie, iż  zawieszam swoje członkostwo w KPZR aż do momentu, gdy zostanie rozstrzygnięta kwestia powołania wewnątrz partii Platformy Demokratycznej. A oni tam dyskutują na mój temat, obsmarowują, zażądano, żebym oddal legitymację. Nie wy mi ją dawaliście. I dlatego wciąż ją zachowałem.

Chodziłem na demonstracje popierające Jelcyna. Kupiłem sobie specjalne stylisko do łopaty, doczepiłem do niego tablicę z plakatem "Ręce precz od Jelcyna". Brałem udział w demonstracjach "DemRossiji" jako szeregowy uczestnik. Nie byłem wtedy jeszcze ochroniarzem Jelcyna. Za to moje fotografie przekazywano z rąk do rąk w Zarządzie Dziewiątym KGB: "To on, zdrajca. Zobaczcie jak się stoczył. Przefarbował się. Major KGB."

Trzy adresy

W tamtym czasie zaprzyjaźniliśmy się z Jelcynem jeszcze bardziej. Do momentu, kiedy nie upadł z mostu. Do dziś niewiadomo, co się wtedy stało. Wtedy koledzy, choć jeszcze przez kilka miesięcy pracowałem w "Plastiku", powierzyli mi stanowisko szefa jego ochrony. Kierownictwo kooperatywy marzyło, żebym wrócił. Odszedłem stamtąd ostatecznie we wrześniu 1990 roku, ale dopiero w styczniu 1991 zostałem pozbawiony etatu definitywnie. Zrozumieli, że już nie wrócę.

Za to Jelcyn poszedł do góry. Ale mnie były potrzebne pieniądze, w końcu miałem na utrzymaniu dwoje dzieci. Żona znalazła sobie pracę w cerkwi, ale przyzwyczailiśmy się już do mojego niezłego wynagrodzenia. Poprosiłem wtedy naszego kolegę Siergieja Trubę z DemRosiji, by wypłacano mi wynagrodzenie w wysokości 300 rubli. Razem z emeryturą już dawało się żyć. Ten facet przekazał mi 3 adresy: "pod nie możesz przyjeżdżać po pieniądze co miesiąc, takiego a takiego dnia". Więc jeździłem pod różne adresy, podpisywałem się i w różnych kooperatywach dostawałem po 100 rubli. W jednej zatrudniono mnie jako budowlańca, w innej kontrolera, w trzeciej ochroniarza. Nie było to przyjemne. Czułem się jak bandyta z mafii. Moje stanowisko ochroniarza Jelcyna miało całkowicie nieformalny charakter.

Ochroniarz Jelcyna

Jeździłem wtedy do Tuły. Żeby ochraniać Jelcyna, kupiłem tam dwie strzelby. Kiedy przemieszczaliśmy się samochodem, woziłem ze sobą rakietnice i nóź desantowy. Ale z bronią mogłem się narwać na wielkie problemy, nóż przywiozłem jeszcze z Afganistanu, więc dałem sobie z nim spokój. Z resztą za nóż by mnie nie wsadzili. Nie miałem żadnych pistoletów. Nawet wówczas, gdy dostawałem od kogoś pistolet gazowy, zaraz potem przekazywałem go komuś innemu. Za to nie rozstawałem się z rakietnicą myśliwską. Dobrze wiedziałem, że jeśli wystrzelić z niej w zagrażający nam samochód, to skutek będzie natychmiastowy.

Powiedział pan słusznie, w 1991 roku uratowaliśmy wszystkich, którzy do dziś znajdują się u władzy. Ale oni nie mieli nic wspólnego z rewolucją demokratyczną. Autorami rewolucji są fanatycy, ale władza wpada w ręce niegodziwcom. Nie znoszę naszych rządzących. Znam ich wszystkich.

Jak założyłem FSO…

Cały Zarząd Dziewiąty KGB liczył sobie 15 tysięcy ludzi. Teraz w FSO pracuje blisko 50 tysięcy. Kiedy odszedł Jelcyn, było ich 13 tysięcy. I wystarczało, ochraniali gubernatorów, premierów, sędziów Sądu Konstytucyjnego, Najwyższego, ochraniali też dacze.

To ja stworzyłem Służbę Bezpieczeństwa Prezydenta. Teraz ta nazwa wywołuje wiele spekulacji, ale w rzeczywistości osobista służba ochrony prezydenta jest częścią Federalnej Służby Ochrony. Zaraz po puczu, powołałem do życia oddzielną strukturę, Główny Zarząd Ochrony. Podlegał bezpośrednio prezydentowi, nie tak jak w Zarządzie Dziewiątym, gdy nadzór należał do Oddziału Pierwszego. Ja napatrzyłem się na ten Oddział Pierwszy. Więc rozwiązaliśmy dziewiątkę i odtworzyliśmy, jak w czasach Stalina, oddzielną strukturę. Ochrona rządu i enkawudziści, którzy nocami przeprowadzali aresztowania, ty byli różni ludzie. Różnili się przede wszystkim pod względem psychologicznym.

Dlaczego nigdy nie potępiałem Władimira Miedwiediewa, naczelnika ochrony Gorbaczowa, za to, iż porzucił prezydenta na daczy w Forosie? (mowa o puczu w sierpniu 1991 roku - "mediawRosji"). Miedwiediew dostał rozkaz od Plechanowa, który osobiście przyleciał do Gorbaczowa. Miedwiediew był jego podkomendnym, zajmował stanowisko zaledwie szefa oddziału. Zabieraj rzeczy i wynoś się ! Powinienem pójść do niego, poinformować Michaiła Siergiejewicza…. - Wynoś się….




Podczas sierpniowego puczu w 1991 roku Aleksander Korżakow nie odstępował Borysa Jelcyna na na chwilę. 



Zmieniłem wszystko tak, żeby było jak przy szefie ochrony Stalina, Nikołaju Własiku. Teraz szef ochrony podporządkowany jest tylko pierwszej osobie w państwie. Jeśli zechce mnie zdjąć, proszę bardzo. Ale nie może przyjechać jakiś generał i zarządzić, żebym porzucił swoje stanowisko. Wszystkimi innymi niech zajmuje się FSO. Niech ochraniają Dumę, patriarchę, Pudrina, kogokolwiek.

Swój człowiek u każdego gubernatora

Kiedy powstawała FSO, wszyscy nasi mini prezydenci (szefowie republik - MZ), wszyscy gubernatorzy też organizowali swoją ochronę. Po roku 1991, zwłaszcza po roku 1993, ruszyła cała fala, wszyscy zamawiali sobie własnych ochroniarzy. Jeden bal się bandytów, inny komunistów. I kogo brali do tej ochrony? Albo byłych żołnierzy specnazu, albo byłych sportowców. Mają mocne pięści, ale nie potrafią obchodzić się z bronią. Albo potrafią, ale nie mają pojęcia o przepisach. Wszystko to było zgniłe. Przyszedł mi do głowy pomysł, poszedłem z nim do prezydenta.  "Niech pan pozwoli, weźmiemy wszystkie te ochrony pod nasze skrzydła". Jeśli nie potrafisz powstrzymać jakiegoś procesu, powinieneś nim pokierować. Masz forsę? Chcesz wynająć sobie ochronę? Proszę bardzo, ale tylko spośród etatowych funkcjonariuszy FSO…

O co chodziło? Wszystkich tych ludzi zbieraliśmy u siebie w Kuławnie, tam mieliśmy świetny obóz treningowy. Popracujemy dwa tygodnie, poćwiczą strzelanie, walkę na macie, poznają przepisy. I zrozumieją choć trochę, co to takiego prawo i przepisy. Jeśli nie służyłeś w wojsku, damy ci stopień młodszego sierżanta, po dwóch latach będziesz podporucznikiem. Ci ludzie byli szczęśliwi.

Jeśli wezmę pistolet i kogoś zastrzelę, posadzą mnie. Ale jeśli jesteś funkcjonariuszem FSO i o bronisz ochranianego człowieka, to już całkiem inna historia. Wyszkoliliśmy tych sportowców, daliśmy im status prawny. Tak właśnie pojawiła się Federalna Służba Ochrony.

To już nie była służba taka jak GUO (Główny Zarząd Ochrony), która ochraniała Kreml, dacze państwowe w pobliżu Moskwy, plus po jednej daczy w Karelii i w Soczi. Stary GUO rozszerzyliśmy na cały kraj. Z chłopakami pracowali nie tylko instruktorzy, ale także funkcjonariusze operacyjni. Zazwyczaj świetni profesjonaliści, starzy czekiści, wiedzieli kogo i jak zwerbować. Więc proszę na to zwrócić uwagę, w ochronie każdego gubernatora mieliśmy swojego człowieka. Jeśli tam zaczynało się coś złego, dowiadywaliśmy się o tym pierwsi. I Jelcyn wiedział doskonale, iż nie są szykowane żadne spiski.

Korupcja

Nasi funkcjonariusze operacyjni walczyli także z korupcją. Oddelegowaliśmy ich do dwóch różnych oddziałów, "K" odpowiadał za administrację prezydenta, "P" za rząd. Przegnaliśmy z rządu 14 ludzi, na czele z pierwszym wicepremierem Aleksandrem Szochinem. Pożegnaliśmy się z szefem administracji prezydenta Siergiejem Fiłatowem. To był skorumpowany łajdak, współpracował z chuliganami, złodziejami, zbudowali mu prywatny dom, o wiele bogatszy, niż mój. Samo ogrodzenie z żeliwa kosztowało 400 tysięcy dolarów.

A jak wygląda moja sytuacja? Moje książki wychodziły w milionowych nakładach, wiele kontraktów podpisałem z różnymi radiostacjami. One moją książkę "Jelcyn od świtu do zmierzchu" czytały u siebie na antenie.

Ale w mojej książce są zaledwie 3% prawdy. Dziś można już opowiedzieć o wiele więcej. Dawniej wydawało mi się, iż pisanie o pewnych rzeczach będzie nie w porządku. Ale teraz zrozumiałem, co oni tam wyprawiają.

Teraz dużo mówi się o Szuwałowie (pierwszy  wicepremier, bohater prowadzonych przez Aleksieja Nawalnego śledztw). Z tyłu, za moim garażem stoi dom jego dawnego komendanta. Odszedł, nie był w stanie dalej pracować. Kiedy aktualna była historia ze Skołkowem (nieukończony projekt rosyjskiej Doliny Krzemowej, promowany w czasach prezydentury Miedwiediewa - "mediawRosji"), Szuwałowowi pieniądze przywożono ciężarówkami. Przywozili mu je do domu, w pudłach, workach, w ogromnych paczkach. Wrzucali do szaf na ubrania.

Murow. Jak można go było tolerować?

Odszedł teraz Jewgienij Murow (dyrektor FSO w latach 2000-2016). Jak długo można go było jeszcze tolerować? Zwolnił takiego człowieka, jak Aleksiej Aleksandrowicz Diomin. Tylko nie pomyl go z byłym ochroniarzem Putina, gubernatorem obwodu tulskiego Diuminem. Losza za czasów Gorbaczowa dostał najwyższe odznaczenie, order Lenina, w Zarządzie Dziewiątym KGB było tylko dwóch takich ludzi. To oni w ciągu 6 miesięcy wybudowali dla Gorbaczowa, na działce o powierzchni 66 hektarów, daczę "Barwicha". Po wygnaniu Gorbaczowa, także Jelcyn miał ochotę, by w niej zamieszkać.

Przyszedł Putin i mianował Murowa. We wszystkich wywiadach z 1996 roku mówiłem, że ten facet jest skorumpowanym łapówkarzem. Jednak gazety to wycinały, bano się FSO. Zaraz po swojej nominacji Murow wezwał swego zastępcę do spraw budownictwa, Diomina. Po moim odejściu, mój następca Jurij Krapiwin mianował Loszę na generalskie stanowisko.

Murow zwołał zebranie, gdy dobiegło końca zarządził: " wy Diomin, zostańcie".

Codzienne spotkania u Murowa przewidziane na pięć minut ciągnęły się po trzy godziny. Jakaś brednia. Po co brali w nich udział kucharze? Dlaczego w ich obecności omawiano sprawy, o których dowiedziałeś się tylko od samego prezydenta. Znać je powinni tylko funkcjonariusze operacyjni. Tak się nie da. Nigdy nie robiłem wielkich zebrań.

Wcześniej Murow nigdy niczym nie zarządzał. Putin go mianował, bo siedzieli razem w jednym gabinecie. Putin uważał, że Murow jest mu oddany. Ale kiedy Murow spotkał swojego zastępcę do spraw budownictwa, powiedział mu od razu: "Policzmy się, proszę bardzo. Od każdego kontraktu, umowy należy się 10%". Losza o mało co nie upadł z wrażenia. Ale wyżej pójść się już nie da. Wyżej jest tylko Pan Bóg. I jeśli kraść w takim miejscu? Tak wcześniej nigdy nie było. Losza harował uczciwie, przepracował tyle lat. Wyszedł i od razu napisał podanie o dymisję. Ze stanowiska generalskiego. Kiedy Murow chciał na nie wybrać któregoś z podległych mu funkcjonariuszy, wszyscy odmówili.

Wtedy Murow wziął Saszkę, mojego dawnego szefa sztabu i mianował go zastępcą do spraw budownictwa. Po dwóch latach Sasza w stopniu generała porucznika odszedł na emeryturę. I zarobił dwa zawały serca. Tacy teraz przychodzą do FSO i innych organów ochrony prawa. Ci, którzy spekulują na patriotyzmie nie są ludźmi. Można to określić jednym słowem, taniocha. Putin zwolnił Murowa nie tylko za korupcję, a tak jak w wypadku Jakunina za angielskie paszporty. Miał je sam Murow, albo jego dzieci.

Spisek generała Rochlina

Co to zapytanie, czy wierzę w spisek Rochlina? Sam brałem w nim udział. Lew Rochlin (przywódca Ruchu Poparcia dla Sil Zbrojnych, general armii) przygotował rysunki, na ich podstawie zacząłem przygotowania mające na celu przerzut korpusu Rochlina z Wołgogradu do Moskwy. Do dziś czekają na mnie w fabryce im. Skuratowa w Tule.

Tak byłem uczestnikiem tego spisku. Wcale się nie wstydzę. Kiedy funkcję regenta wypełniał Anatolij Czubajs, nie trzeba było wiele wysiłku, by zająć Kreml. Po prostu tfu! Wystarczyłby jeden korpus. Po wydarzeniach 1993 i 1996 roku już nikt by nie posłuchał Jelcyna.

Po 1 lutego 1996 roku Jelcyn był żywym trupem. Kropka. Nie nadawał się do tego, by na niego głosować. Na pracę zostawały mi wówczas dwie godziny. Przychodziłem do biura o dziewiątej, o jedenastej telefonował Jelcyn: "Aleksandrze Wasilijewiczu, może zjemy razem obiad?" Finito, dzień pracy się skończył. Mówiono wówczas, że ja byłem drugim człowiekiem w państwie. Ale warto to skorygować. Proszę mnie nie obrażać, niekiedy byłem i pierwszym. Wtedy, kiedy Jelcyn nie miał już nikogo, kto za niego naciskał by na odpowiednie guziki. Kiedy dziś pytają mnie, kto moim zdaniem mógłby zająć prezydencki fotel Jelcyna, odpowiadam od razu - Rochlin.

To prawdziwa bieda, kiedy nie wiesz na kogo postawić. Tak jak i dzisiaj, kiedy pytają, a kogo widzielibyście na miejscu Putina. Wystarczy wyznaczyć kogokolwiek, byle był uczciwy. Wystarczy prosty, uczciwy facet.

Moim zdaniem Rochlin byłby najlepszym kandydatem. Przede wszystkim dla tego, iż był człowiekiem honoru. Rochlin nikomu się nie podlizywał. Miał z tego powodu wielu wrogów w Ministerstwie Obrony. A przecież realizował wszystkie zadania. Trzeba było zająć jakąś miejscowość, proszę bardzo, on to robił. Straty były niewielkie, jeśli w ogóle nie zerowe. Sam zawsze starał się przemyśleć każdą operację… Tylko sam.

Żona wariatka

Ale spisek się nie udał. Jego lider został zabity. Kropka. Rochlina zastrzeliła żona-wariatka. Nie było żadnych snajperów, strzelców. Jakiś przedziwny zbieg okoliczności. Znałem go dobrze. Bywałem u niego w domu, w bani, tam gdzie go zastrzelono. Opowiedział mi całe swoje życie.

W spisku, razem z nami, uczestniczyli różni ludzie. Także ci, którzy byli razem Chasbułatowem w 1993 roku. Ci stawiali przed sobą całkiem inny cel, chcieli by wrócił komunizm i Związek Radziecki. Ja byłem przeciw. Ja nie chciałem powrotu ZSRR. Ja miałem dość, potrzebowaliśmy prawdziwej demokracji. Żeby była konkurencja. żeby nie było wszędzie monopoli. Dlaczego tak lubię Amerykanów? Teraz będą mieli wybory. Nawet jeśli zrobią pomyłkę i postawią na Trumpa, za cztery lata go zmienią. Mają też Kongres. Nie pozwolą narobić głupstw.

Ale u nas tak się nie da. Przyjęliśmy głupią konstytucję. Idiotyczną. A co by się stało, gdyby nie było mnie wtedy obok Jelcyna. Konstytucja byłaby jeszcze gorsza. To był mój pomysł, by wprowadzić gubernatorów do Rady Federacji. Podzieliłem się nim z Jelcynem. On wtedy jeszcze nie rozumiał po co. A ja rozumiałem. Ważne, by była jakaś przeciwwaga. Czytałem tę konstytucję i było mi wstyd.

Pracowałem wtedy w Dumie, w komisji do spraw obronności. Starałem się pomóc Rochlinowi. Chodziło to, by jego chłopcy z miejsca dyslokacji w Wołgogradzie dostali się na Kreml. By to się udało, należało do czołgów i transporterów opancerzonych dołączyć przyczepy. Byłem wtedy deputowanym z Tuły, dlatego zwrócono się do mnie, żebym to załatwił. Zamówiłem przyczepy na sumę 240 tysięcy dolarów. Ale tam gdzie je zrobiono, leżą do tej pory. Wszystkie zardzewiały. Dlatego, że zleceniodawca ich nie odebrał. Nikt nie mógł ich odebrać.

Tak to było. Takie było moje zadanie. Rochlin zamierzał działać tak, jak w Czeczeni. Tam zbliżał się do przeciwnika swoimi ścieżkami, nikt inny ich nie znał. I teraz Rochlin wiedział, jak  przerzucić wojsko do Moskwy w ciągu dwóch dób. Cały korpus. Miał pomysł jak zająć Kreml, ja miałem pomóc w jego realizacji. Na Kremlu znalem każdy zakątek. wiedziałem, jak się tu przedostać, kogo trzeba będzie ogłuszyć. Wiedziałem nawet, którędy należałoby należy przejść, żeby kropnąć Jelcyna. Na to jednak  się nie zdecydowałem. Spotkało mnie później wiele zarzutów. "Dlaczego go nie zabiłeś?" Ale jak mogłem go zabić, jeśli Jelcyn był legalnie wybranym prezydentem? Wy go wybraliście. Mówią, że to nie my. Więc skąd się wzięło 70% za Jelcyna? Wybaczcie, ale to społeczeństwo oddało na niego swój głos.

Nie mogłem zostać zdrajcą. Ale byłbym w stanie go kropnąć, kiedy mnie zwolniono (wtedy gdy kazałem aresztować dwóch złodziei-posłańców). Wtedy Jelcyn zdradził własny naród i na czele państwa postawił Czubajsa. Tak, kiedy to się wydarzyło byłbym w stanie go zabić.

Kiedy zginął generał Rochlin, już nikt więcej do mnie się nie zgłaszał. Prawda potem uczestniczyłem w jeszcze jednym spisku. Ale jego inicjator też już umarł. Po prostu umarł. Tak się zdarza. Nie wydaje mi się, by ktoś mu w tym pomógł.

Patriarcha, Szojgu, Putin i emerytura inżyniera

Ja nie uznaję autorytetu Kiryła. To nie jest mój patriarcha. Przychodził do mnie, kiedy był zastępcą Aleksieja, przez cztery godziny piliśmy z nim koniak. Świetnej jakości, podarowany Jelcynowi i mnie przez ludzi z Mołdawii. Prezydent wówczas wyznaczył mi specjalne zadanie, miałem kontrolować handel bronią.  Nie chodziło o to, by łapać międzynarodowych bandytów, ale o to by kontrolować handel zagraniczny. Razem z FSO powołaliśmy do życia korporację "Rozwoorużenije". Wchodzące w jej skład fabryki, zatrudnieni w nich ludzie, zaczęli dostawać choć jakieś pieniądze. Ale obecny patriarcha namawiał mnie, byśmy Cerkwi oddawali 10% od sprzedaży uzbrojenia. Oni już wówczas dostawali kupę forsy z alkoholu i papierosów. Natychmiast powiedziałem nie. "Chcecie jeszcze forsę z uzbrojenia? Nawet mnie nie namawiajcie". Ale on zaczął mi tłumaczyć, że w kraju nie ma teraz ideologii, i że tylko cerkiew może ją zaproponować.



W 2011 roku Aleksander Korżakow ostatecznie rozstał się z polityką. W wybranym wówczas parlamencie zabrakło dla niego miejsca. 



Wskaźnik poparcia dla Putina wynosi teraz 80%, Szojgu (minister obrony )ma 70%. Obawiałbym się, iż los Szojgu już jest wiadomy. Nasz szef boi się go. Sierioża Szojgu jest niezłym facetem, ale należy wystrzegać się zbyt bliskich kontaktów z przywódcą narodu. A teraz jeszcze Putina nastraszyli Turcy.

Oczywiście słyszałem o ostatnich nominacjach. Wstrząsnął mną sondaż opinii przeprowadzony przez radio "Echo Moskwy". Słuchacze mieli wybór: te nominacje dla ochroniarzy oznaczają, iż Putin czegoś się boi. Albo na odwrót - niczego się nie boi. 95 % uczestników sondażu odpowiedziało, że Putin się boi. 95%! Szczerze mówiąc, ja też jestem tego zdania. Czas płynie i pewne rzeczy Putinowi robić jest coraz trudniej. Po co stworzono gwardię? Przecież prezydentowi i tak podporządkowane są wojska wewnętrzne, minister spraw wewnętrznych, minister obrony i dyrektor FSB.

Tłumaczyłem już, jak tworzyliśmy FSO. W ten sposób uwolniliśmy Jelcyna od lęku, wszystkie regiony były pod naszą kontrolą. Dzisiaj zadanie służby ochrony nie polega na tym, by okazywać pomoc w rozwiązywaniu problemów gospodarki. Ważniejsza jest kontrola, pewność że nikt nie zawiązuje spisku. Te nominacje były nierozsądne. Gubernator winien zajmować się gospodarką, w trochę mniejszym stopniu polityką, ale dziś jakich mamy menedżerów, jakich polityków? Teraz każdy z nich będzie miał kuratora z administracji prezydenta, to on będzie podejmował decyzje w kwestiach gospodarczych. Komu to jest potrzebne? Ci ludzie mają inny zawód.

Im się wydaje, że społeczeństwo jest za Putinem. Figa z makiem. Mój brat go popierał, jest inżynierem. Właśnie przenieśli go na emeryturę. Paszoł won. Brat harował całe życie. Miał 22 lata, kiedy skierowali go do fabryki im. Chruniczewa. Pracował w niej całe życie. Ani razu nie był za granicą, nawet nie jeździł do sanatorium. Odpoczywał podczas delegacji, na kosmodromie w Bajkonurze. A teraz musi się utrzymywać z emerytury w wysokości 18 tysięcy rubli. Choćby dali mu dyplom honorowy.



Korżakow

1969-1970 - Aleksander Korżakow odbywa służbę wojskową w Pułku Kremlowskim.
1970 - przyjęty na służbę w IX Zarządzie KGB.
1985-1987 - pracuje jako ochroniarz Pierwszego Sekretarza Komitetu Moskiewskiego KPZR, członka kandydata Biura Politycznego Borysa Jelcyna.
Październik 1987  - Jelcyn występuje na plenum KC z ostrą krytyką kierownictwa partyjnego. Jego przemówienie nie zostaje opublikowane w radzieckiej prasie, jest jednak szeroko rozpowszechniane w samizdacie.
Luty 1988  - Jelcyn zostaje pozbawiony stanowiska członka kandydata Biura Politycznego. Zostaje przeniesiony do pracy w Komitecie do spraw Budownictwa "Gosstroj".
1989 - Korżakow zostaje zwolniony z KGB. Jelcyn zostaje wybrany delegatem na Zjazd Deputowanych Ludowych.
1990 - Jelcyn zostaje wybrany na stanowisko przewodniczącego Rady Najwyższej RSFSR
1991 - Jelcyn wygrywa wybory na stanowisko prezydenta  Rosji. Korżakow staje na czele Głównego Zarządu Ochrony. W 1996 roku zostaje on przekształcony w Federalną Służbę Ochrony.
1996 r. - Korżakow traci wszystkie stanowiska.  Jest to skutkiem skandalu związanego z zatrzymaniem Siergieja Lisowskiego i Arkadija Jewstafiewa, działaczy sztabu wyborczego Jelcyna. Ich zatrzymanie ma miejsce w najgorętszym okresie kampanii wyborczej.
1997 - Korżakow zostaje wybrany deputowanym do parlamentu. Do roku 2011 pracuje w Komisji do spraw Obrony.
Lipiec 1998 r. - pod Moskwą ginie zastrzelony przywódca opozycyjnego Ruchu Poparcia dla Sil Zbrojnych, generał armii Lew Rochlin. Za sprawcę zbrodni została uznana żona generała, Tamara Rochlina.



Tłumaczenie: Zygmunt Dzięciołowski

Oryginał ukazał się na portalu Mediazona: https://zona.media/article/2016/05/09/korzhakov






*Maksym Sołopow, moskiewski dziennikarz młodszego pokolenia. Obecnie pracuje w portalu "gazeta.ru". Wcześniej związany był z zajmującym się obroną praw człowieka portalem http://zona.media/ (uruchomionym z inicjatywy dziewcząt z Pussy Riot). Współpracuje z nim po odejściu do gazeta.ru. 










Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com



Projekt "Media-w-Rosji" ma na celu umożliwienie czytelnikowi w Polsce bezpośredniego kontaktu z rosyjską publicystyką niezależną, wolną od cenzury. Publikujemy teksty najciekawszych autorów, tłumaczymy materiały najlepiej ilustrujące ważne problemy współczesnej Rosji. Projekt "Media-w-Rosji" nie ma charakteru komercyjnego.