niedziela, 23 lutego 2014

Borys Niemcow: Lekcja Majdanu

Nie cała Rosja daje się ogłupić kremlowskiej propagandzie na temat wydarzeń na Ukrainie. W Rosji obecne są wszystkie te negatywne zjawiska (korupcja, arogancja władzy, kryzys gospodarczy),  które na Ukrainie doprowadziły do rewolucji – uważa były wicepremier, dziś jeden z liderów anty kremlowskiej opozycji Borys Niemcow.


Jego zdaniem cierpliwość Rosjan nie będzie wieczna. Rosyjskiego Majdanu w przyszłości nie da się wykluczyć.


Janukowicz jest wszystkiemu winien




Majdan na 100% został sprowokowany przez Janukowicza.  Jego przyczyny są następujące:


Borys Niemcow od lat krytykuje reżim Wladimira Putina
za korupcję i represje wobec jego krytyków/ 


1. Bezprecedensowe oszustwo (przypomnijcie sobie, jak Janukowicz przez dwa lata pod rząd przekonywał ukraińskie społeczeństwo, iż pragnie eurointegracji, i jak potem oszukał)

2. Niewiarygodne złodziejstwo. Dzieci Janukowicza dorobiły się podczas jego rządów miliardowej fortuny, poziom korupcji na Ukrainie jest wyższy, niż w Rosji Władimira Putina.

3. Kryzys gospodarczy i zubożenie społeczeństwa. Ukraińskie pensje są wielokrotnie niższe od rosyjskich. W kraju panuje wysokie bezrobocie, emerytury i pensje pracowników sfery budżetowej są bardzo niskie.

4. Pogardliwy stosunek do społeczeństwa i niechęć do prowadzenia z nim dialogu i poszukiwania kompromisu. Cała historia Majdanu, od listopada,  bierze się właśnie stąd.

5. Stosowanie przemocy wobec obywateli. Nawet wówczas, kiedy protesty nosiły pokojowy charakter. Tak przebiegały wydarzenia nocą 30g0 listopada, tak samo w grudniu.

6. Uzurpacja władzy. Zmiana konstytucji na swoją korzyść i przyjęcie w połowie stycznia dyktatorskich ustaw (o agentach obcych państw, zakazie demonstracji, itd.).

Wszystko to stało się przyczyną ludowego powstania i obalenia Janukowicza. Nie mam najmniejszych wątpliwości, iż kwestia jego rezygnacji zostanie rozwiązana lada moment. Jego minister spraw wewnętrznych Zacharczenko uciekł z kraju, nikt już nie stanie w jego obronie. Istnieją za to organy władzy gotowe ogłosić Impeachment Janukowicza. Rada Najwyższa Ukrainy już pewnie zaraz przeprowadzi w tej sprawie stosowne glosowanie (wpis na blogu Niemcowa ukazał się na chwilę przed sobotnim glosowaniem Rady o pozbawieniu Janukowicza stanowiska prezydenta – „media w Rosji”).


W programie telewizja "Rossija" prowadzonym przez Władimira
Sołowjowa uczestnicy straszyli publiczność okrucieństwem
banderowskiego faszyzmu. 

Majdan w Rosji?


A teraz przyjrzyjmy się sytuacji w Rosji. U nas także obecne są wszystkie te zjawiska, które stały się przyczynami Majdanu.

1. Oszukiwanie ma u nas jeszcze bardziej podły i cyniczny charakter, niż w Kijowie. Przypomnijcie sobie zapluwających się Kisielowów, Żyrinowskich, Żeliezniaków, Sołowjowów (pro kremlowscy publicyści i politycy, którzy ostatnio szczególnie krytycznie komentowali sytuację na Ukrainie – „media w Rosji”) i ich wezwania do krwawej rozprawy ze społeczeństwem. Opowieści o terrorystach i faszystach na Majdanie emitowane od rana do wieczora przez naszą zdegenerowaną telewizję.

2. O złodziejstwie pisać nie będę. Sami wiecie wszystko.

3. W Rosji nie ma ciężkiego kryzysu gospodarczego, ale obserwujemy dewaluację waluty i stagnację ekonomiki.

4. Paraliż dialogu. Mamy monolog Kremla. Widzimy jego pomagierów w ekstazie klaszczących w dłonie. Cała nasz Duma jest nic nie warta.

5. Przemoc stosowana przez władze. Więźniowie polityczni. Bezwzględne tłumienie akcji protestu.

6. Uzurpacja władzy w Rosji jest większa nawet, niż na Ukrainie. Putin kurczowo trzyma się władzy i chce rządzić aż do śmierci.

Widzę tylko dwie różnice. Putin ma więcej pieniędzy. Nasze społeczeństwo gotowe jest znosić więcej. Ale cierpliwość narodu nie będzie trwać wiecznie.

Czy Kreml jest w stanie wysnuć wnioski z lekcji Majdanu? Czy władza będzie teraz mniej kłamać i kraść? Czy będzie gotowa zwrócić obywatelom ich prawa i wolność i zrezygnować z wiecznych rządów? Mam wielkie wątpliwości. Najpewniej będą jeszcze bardziej kłamać, jeszcze bardziej kraść, i by utrzymać się u władzy postawią na represje.

Wtedy okaże się, że rosyjski Majdan jest nieunikniony. Cała odpowiedzialność spadnie wtedy na cyniczną i żądną zysków rosyjską władzę. Wtedy i na nich spadnie przekleństwo, tak jak teraz przeklęty jest Janukowicz.





Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com




czwartek, 20 lutego 2014

Pisarz Borys Akunin: strach Putina przed Majdanem w Rosji

Liberalna Rosja w niemym przerażeniu obserwuje wydarzenia w Kijowie. I tak, jak pisarz Borys Akunin, obawia się możliwej reakcji swojego prezydenta:  dalszych surowych kar  i represji w stosunku do oponentów. 


Blog Borysa Akunina


Oglądam transmisję z Kijowa – myślę o Moskwie. O tym, że i u nas może się to zdarzyć i jakie to będzie straszne.

Najważniejsze, iż przecież nikt tego nie chce, z wyjątkiem, tych najbardziej szalonych, z tej i z tamtej strony. Pierwszym śni się rewolucja, drugim śni się Gułag.

Spoglądacie tak na sytą, migocącą światełkami reklam Moskwę i nie wierzycie, że coś takiego jak w Kijowie jest u nas możliwe. Prawda?

Ale Putin w to wierzy. Tylko tak, można wytłumaczyć wszystkie jego działania. Ale te działania są niemądre. Nie wiadomo, po co drażni, i tak już rozdrażnioną publiczność bezmyślnym propagandowym gdakaniem w telewizji. Nie wiadomo, po co dusi telewizję „Dożd’” i radiostację „Echo Moskwy”, choć ich publiczność, tak czy inaczej, odwróciła się od niego na zawsze. Za to swoich Putin nie rzuca nigdy, nawet jeśli są oczywistymi przestępcami. Niestety – tak działa świadomość małolata.

Jeśli jutro wtrąci na długie lata do więzienia demonstrantów z Placu Błotnego (21go lutego sąd w Moskwie ma wydać wyrok w tej sprawie – „MediawRosji”) – zgodnie z typową logiką Putina, tak należy zareagować na Majdan – trzeba  potem będzie posadzić  jeszcze wielu. Ludzi z pasją u nas dostatek….. Otwarta niesprawiedliwość nawet flegmatyków zmienia w pasjonarnych aktywistów. Tak to potoczy się dalej. I pewnego dnia, to co wydaje się nam dziś strasznym snem, zamieni się w rzeczywistość.


Trzeba nam bardzo, by nasz władca dojrzał jak najszybciej. Wszyscy razem powinniśmy dokładnie przestudiować ten obraz: 





środa, 19 lutego 2014

Rewolucjoniści na Majdanie.

Jeszcze przed obecnym zaostrzeniem sytuacji w Kijowie Olga Musafirowa, dziennikarka opozycyjnej, moskiewskiej „Nowej Gaziety” przeprowadziła wywiad z Dmitro Jaroszem, liderem szczególnie aktywnej w ostatnich wydarzeniach na Ukrainie, radykalnej organizacji „Prawy Sektor”.  

 

Ukrainie potrzebna jest rewolucyjna przebudowa systemu sprawowania władzy – uważa Jarosz. Presja Rosji ustanie, gdy i w niej samej dojdzie do przekształceń rewolucyjnych i uda się obalić tyranię. 

 

„Media w Rosji” publikują obszerne fragmenty wywiadu opublikowanego w „Nowej Gazietie”  w dniu 17 lutego.


Prowodnyk


Olga Musafirowa:
Jak Pana przedstawić czytelnikom „Nowej Gaziety”?

Dmitro Jarosz:
Dmitro Jarosz (ur. 1971) , prowodnyk organizacji "Prawy Sektor" dążącej
do rewolucyjnej  rekonstrukcji systemu sprawowania władzy na Ukrainie. 

Jestem „prowodnykiem” (komendantem – redakcja) ogólnoukraińskiej organizacji „Tryzub” imienia Stiepana Bandery. Większą część życia poświęciłem właśnie „Tryzubowi”. Urodziłem się w 1971 roku w Dnieprodzierżyńsku, w obwodzie dniepropietrowskim. Pracowałem w kombinacie metalurgicznym, służyłem w armii radzieckiej. Zajmowałem się działalnością społeczno-polityczną w takich organizacjach jak „Ruch Narodowy”, „Ukraiński Związek Helsiński”. Jestem z wykształcenia filologiem, w 2001 roku ukończyłem uniwersytet pedagogiczny w Drohobyczu, w obwodzie iwano-frankowskim.

Olga Musafirowa:
- Był Pan także wykładowcą?

Dmitro Jarosz:
- Nie (z uśmiechem), nie pracowałem jako wykładowca. Ale wygłosiłem setki wykładów na obozach przygotowawczych, więc zostałem i pedagogiem.

Olga Musafirowa:
- Chcę zapytać o moskiewski fragment pańskiej biografii.

Dmitro Jarosz:
- EEEE…. To lipa, fejk. W moim życiu nie było żadnego moskiewskiego okresu. Ja już dałem znać kolegom, żeby nie rozpowszechniali tej głupoty.

Od redakcji:
Na oficjalnej stronie lidera „Prawego Sektoru” na Facebooku, pewien Siergiej Nazarewicz, zamieścił pełne zachwytu wspomnienie o przyjacielu z czasów młodości. Moskwa, 1989 rok, Ukraiński Klub Kulturologiczny „Sławutycz”  już wtedy irytował swoim ostrożnym stanowiskiem co bardziej radykalnie nastrojonych rodaków, wśród nich Jarosza i Nazarewicza. To oni w ramach klubu tworzą komórkę o nazwie „Szalionyj Ruch” („Wściekły ruch”).

Kolejne zebranie. Wielka sala. Świąteczna atmosfera. Wystąpienie konsula Ukraińskiej SSR. Wystąpienie Tarasa Sipienko o Księdze Wełesowej (tak – red.. W pewnym momencie na scenę wchodzi Dmitro Jarosz. I wypowiadając słowa: jestem teraz obywatelem niepodległej Ukrainy pokazuje swój radziecki paszport, po czym wyrywa z niego strony zadrukowane po rosyjsku i podpala je. Na ten widok tolerancyjnym „sowieciarzom” „Sławutycza” opadła szczęka.

Olga Musafirowa:
- Tak więc w czasach radzieckich nie było pana w Moskwie i nie spalił pan paszportu?

Dmitro Jarosz:
- Jakoś tam bywałem. Brałem udział w głodówce związanej z ekologią. Uczestniczyłem w pikiecie na Arbacie, spoktałem znanych dysydentów ukraińskich, Łukjanienko, Chmarę. Ale żeby palić…. Sam się zdziwiłem, kiedy to przeczytałem.

Prawy Sektor


Olga Musafirowa:
Jak powstała organizacja, jakie macie zamiary, kto was finansuje, jak jest wasze miejsce na mapie politycznej kraju?

Dmitro Jarosz:
Oficjalna strona interenetowa "Tryzuba"
„Prawy Sektor” powstał w listopadzie zeszłego roku. Inicjatorem był „Tryzub” imienia Stepana Bandery. Dołączyli do nas nasi bracia z UNA-UNSO, „Patriotów Ukrainy” „Zgromadzenia socjal-narodowego”, a także różnych struktur regionalnych, na przykład z „Karpackiej Sieci”. Dołączył także „Biały młot z Kijowa”.

Olga Musafirowa:
To ci, którzy atakowali nielegalne salony gier hazardowych i apteki, w których sprzedawano narkotyki?

Dmitro Jarosz:
- Tak, tak. Powstała platforma dla młodych obywateli przejętych duchem rewolucyjnym. Po raz pierwszy daliśmy o sobie znać, kiedy zezwierzęcony Berkut rozpędził studentów nocą 30 listopada. To był ich chrzest bojowy. Przykryli sobą ludzi, umożliwili pobitym ukrycie się w Michajłowskim Chramie. Także wtedy sformowaliśmy pierwsze sotnie „Samoobrony Majdanu”.  Chłopaki zademonstrowali prawdziwe męstwo podczas próby szturmu miasteczka namiotowego 11 grudnia. Najważniejszy moment w naszej działalności do tej pory – to rzecz jasna wydarzenia na ulicy Hruszewskiego. Przekształciliśmy się w ogólnoukraiński ruch rewolucyjny. Nasze struktury pojawiły się w regionach. Zgłasza się do nas masa ludzi, gotowych wesprzeć nas finansowo, jestem tym wzruszony. Ludzie przynoszą setki tysięcy hrywien, przyjmuje je nasza komendantura. Mamy precyzyjnie określony cel: to obalenie obecnie istniejącego reżimu, pełne przeformatowanie rzeczywistości, zbudowanie nowego jakościowo systemu  sprawowania władzy.

Olga Musafirowa:
- Jesteście zwolennikami państwa narodowego?

Dmitro Jarosz:
- To oczywiste. Chcemy budować państwo dla narodu ukraińskiego, w którym będą przestrzegane prawa i wolność każdego obywatela.

Olga Musafirowa:
- Ma pan na myśli „Naród polityczny”, marzenie byłego prezydenta Wiktora Juszczenki?

Dmitro Jarosz:
- Wie Pani co, ja nie lubię fałszywych określeń. Rodowity naród na Ukrainie to Ukraińcy, jesteśmy w niej gospodarzami, nie mamy innego kraju, tak jak nie mają go Francuzi, czy Niemcy. Ale obca jest nam ksenofobia. Także dla mniejszości narodowych chcemy stworzyć odpowiednie warunki. Choć chcę podkreślić, tylko dla tych, którzy szanują naszą ziemię. Tę propozycje sformułował jeszcze Stepan Bandera: pierwsza kategoria – to nasi współbracia, ci którzy razem z Ukraińcami walczą o nasze narodowe interesy. Kategoria druga, to ludzie wobec nas tolerancyjni, my także wobec nich zachowujemy tolerancję, to naturalne, nie zwracając uwagi na ich narodowość. I jest kategoria trzecia – to ci, którzy do naszego prawa odnoszą się wrogo. My ich także będziemy traktować jak wrogów. Podkreślam to w każdej rozmowie z dziennikarzami, takiego rodzaju porządki obowiązują w każdym cywilizowanym państwie. Ale Ukraina przypomina dziś państwo „niczyje”. Przecież nasze kryminalno-oligarchiczne grupy nie pełnią roli gospodarza kraju.

Olga Musafirowa:
- Ale władzę dziś się zdobywa nie w rezultacie ulicznych walk, ale poprzez wybory?

Dmitro Jarosz:
- Dziś ważne jest zwycięstwo procesu rewolucyjnego. Dziś nie pozwalają nam posuwać się do przodu pokojowymi metodami, także z powodu presji z zagranicy. Ryzyko zaostrzenia się konfliktu na Ukrainie pozostaje bardzo wysokie, istnieje także wielkie niebezpieczeństwo, iż będą stosowane prowokacje, włączając w to akty terrorystyczne. Po zwycięstwie będziemy mogli mówić o udziale „Prawego sektoru” w życiu politycznym, w tej, lub w innej formie. Na przykład w wyborach.

Olga Musafirowa:
- Działacie w stolicy. W jaki sposób docieracie do regionów?

Dmitro Jarosz:
- Rośniemy jak grzyby po deszczu. I nie tylko na zachodzie kraju, także w Doniecku, Ługańsku, na Krymie. „Ultrasi” masowo wstępują w szeregi nacjonalistów. Nie jesteśmy na razie w stanie kontrolować tego procesu na sto procent.

To wszystko dzieje się żywiołowo, ludzie do nas telefonują, kontaktują się przez sieci społecznościowe. Zapraszamy ich do Kijowa, przyglądamy się, sprawdzamy z kim mamy do czynienia, czy szanują te same zasady, co my. Za kilka tygodni będziemy wiedzieli jak wygląda nasza mapa w całej Ukrainie. Także na poziomie poszczególnych rejonów. Ale chcę powiedzieć, że powstają także lipne, fałszywe komórki.

Mamy już dość…


Olga Musafirowa:
- Co przeszkadza połączeniu się „Prawego sektora” ze „Swobodą”? Macie zamiar zostać ich grabarzami?

Dmitro Jarosz:
- Między partią obecną w parlamencie, a ruchem ogólnonarodowym istnieje wielka różnica. Nasze czysto ludzkie kontakty z członkami Swobody są bardzo dobre. Ale ich politycy są niekonsekwentni , takie są ich oświadczenia na Majdanie, ich działania na ulicy także podporządkowane są pewnym rygorom. Z tego punktu widzenia, nam przeciwnikom systemu jest łatwiej.

Olga Musafirowa:
- "Prawy Sektor” pojawił się na studenckim Euromajdanie. Skandowaliście „Dyskoteka – nie! Rewolucja – tak!” . Wtedy, kiedy Rusłana zaśpiewała „Czerwoną rutę” i poprosiła o włączenie latarek w telefonach komórkowych. I niekiedy krzyczeliście „Rusłanę na pal!” Milicja później twierdziła, iż to ją zaatakowano. Ludzie w maskach na twarzy zaczęli w nią rzucać metalowymi przedmiotami i płonącymi polanami.

Dmitro Jarosz:
- Kiedy wyposażony w tarcze i plastikowe pałki batalion Berkuta posuwa się do przodu, w oczywistym zamiarze, by bić jak najmocniej, kiedy protestujących okrążają wojska wewnętrzne  to zaczynasz rozumieć, oni tu przyszli, nie po to, by nas prosić o rozejście się, a po to by rozpędzić. To nie nasi komendanci pierwsi użyli siły, nie oni zaatakowali. A jeśli chodzi o Rusłanę… Wtedy odczuwaliśmy młodzieńczy zapał bojowy, nie byliśmy w stanie wszystkiego kontrolować, teraz nasze stosunki są doskonale.

Olga Musafirowa:
- Bitwa na Bankowej – także nie ponosicie za nią odpowiedzialność?

Dmitro Jarosz:
- To możliwe, iż jacyś oddzielni ludzie od nas brali w tym udział. Chociaż to jasne, iż w ten sposób nie da się wziąć administracji prezydenta, niczym Termopile. Tam dał o sobie znać nastrój sprawiedliwego gniewu ze strony ludu. Mamy już dość. Wystarczy ! Ale nasz cel strategiczny był inny, zależało nam na umocnieniu pozycji na Majdanie. I cel ten zrealizowaliśmy.

Olga Musafirowa:
- Niech Pan popatrzy. Nakręciłam ten film przy pomocy telefonu. Noc z 21 na 22 stycznia. Ulica Hruszewskiego. Ogień, kłęby dymu, koktajle Mołotowa, wystrzały Berkutu. W pobliżu restauracji „Suszija” szykuje się do wymarszu na barykady kolejny oddział „Prawego Sektoru”. Zasłonięte twarze, odpowiednie wyposażenie, ale to się rzuca w oczy, wśród wyruszających do walki są niepełnoletnie dziewczynki. Chronią je, ustawiają w drugim szeregu. Ale już za chwilę drobna postać z czarno-czerwoną flagą pojawia się na dachu kabiny spalonej ciężarówki Ural i zaczyna na  niej tańczyć.

Dmitro Jarosz:
W dniach 21 i 22 stycznia na ulicy Hruszewskiego doszło po raz pierwszy
podczas obecnych wydarzeń na Ukrainie do regularnych walk
protestujących z milicją.
 
- Spróbuj je przegnać. Mogliśmy z nich formować grupy sanitarne. Ale wtedy słyszymy… kim ty jesteś… ? Jakie masz prawo wydawać rozkazy? (śmieje się). Dziewczyny wywarły na mnie wielkie pozytywne wrażenie podczas tych wydarzeń. Chwała Boga, ani jedna nie została zraniona, nie odniosła kontuzji. Ale ich duch ! Niewielkiego wzrostu z młotkiem przyklejonym taśmą klejącą do nogi. Po jej oczach widać, iż gotowa jest walczyć z Berkutem do końca. Ukraińskie kobiety zawsze wyróżniały się bohaterstwem. Takich, jak one, nie ma na całym świecie.

Olga Musafirowa:
- Na stronie „Tryzuba” znaleźć można systemowy opis bojowych doświadczeń partyzantów czeczeńskich. To dla was podstawowy kanon….?

Dmitro Jarosz:
- W naszej walce stosujemy „narodowo-zdalną” metodologię, staramy się korzystać z najlepszych doświadczeń wszystkich narodów. Jeśli idzie o szkolenie młodych ludzi w wieku przedpoborowym – zajmowałem się tym ok. 20 lat – kampania czeczeńska jest bardzo ważna. Pragniesz pokoju – szykuj się do wojny i tak żeby zwyciężyć, tracąc jak najmniej krwi. W naszych szeregach są Ukraińcy walczący w Czeczenii z siłami federalnymi.

Olga Musafirowa:
- Ukraina i Rosja, Ukraina i Unia Europejska, Ukraina i USA. Jaki obraz świata wam odpowiada?

Dmitro Jarosz:
- Występujemy za dobrosąsiedzkie stosunki, nie walczymy z rosyjskim imperializmem jako takim. Ukraina jest samowystarczalna, niech nikt nie próbuje leźć w nasze sprawy. Wywierana na nas presja ustanie wtedy, kiedy także w Rosji dokona się rewolucyjna transformacja. W oddziałach „Prawego Sektora” i Rosjanie i Białorusini uczę się metod walki z tyranią.

Ukraina powinna stać się podmiotem, a nie przedmiotem geopolityki. Taki scenariusz jest możliwy, tylko wówczas, gdy silne państwo będzie rozkwitać. Umowę stowarzyszeniową z Unią trzeba podpisać, ona stwarza nam określone możliwości i buduje antyrosyjską barierę. Ale jesteśmy kategorycznie przeciw pełnemu członkostwu Ukrainy w Unii. Brukselski, biurokratyczny potwór narzuca narodom zbyt wiele negatywnych rzeczy. To polityka antychrześcijańska, tępienie tożsamości narodowych, niszczenie tradycyjnych wartości rodzinnych, i tak dalej.

USA odgrywają rolę światowego żandarma, NATO, blok zbudowany wokół USA miesza się do wszystkiego. Trzeba ograniczyć imperialistyczne wpływy Ameryki. Ale z Ameryką  jest łatwiej, niż z Rosją, w końcu znajduje się za oceanem.

Olga Musafirowa:
-A teraz porozmawiajmy o osobistych ambicjach Dmitro Jarosza w ukraińskiej polityce.

Dmitro Jarosz:
- Wolałbym pójść już na emeryturę. Mam troje dzieci, dopiero co urodził  się wnuk, a ja wciąż muszę tu sterczeć.


Jak Rosja odbiera kryzys na Ukrainie? Inne publikacje na blogu.



sobota, 15 lutego 2014

Chwała Bogu, iż 25 lat temu wyszliśmy z Afganistanu…

25 lat temu, po dziesięcioletniej wojnie, wojska radzieckie wyszły z Afganistanu. Pozostawiły po sobie chaos i zniszczenia. Wojna w Afganistanie okazała się dla obywateli Związku Radzieckim potężną traumą. Jedną z tych, która przyspieszyła upadek radzieckiego imperium. Wiaczesław Izmajłow, publicysta opozycyjnej „Nowej Gaziety” brał w niej udział. Teraz marzy o tym, by wojska rosyjskie już nigdy nie musiały nigdzie wchodzić. 


Autor: Wiaczesław Izmajłow



Data o charakterze jubileuszowym. 15 lutego 1989 roku radzieckie wojska wyszły z Afganistanu. Tak zakończyła się dla nas, obywateli radzieckich afgańska tragedia. Ale, nie zakończyła się ona dla samych Afgańczyków i dla tych, którzy przyszli tam po nas.

15 lutego 2014 roku mija 25 rocznica wy-
prowadzenia wojsk radzieckich z Afganistanu
Dla nas ta historia zaczęła się w końcu grudnia 1979 roku. Zaledwie kilku ludzi (można ich policzyć na palcach) podjęło decyzję, o tym, iż Związek Radziecki powinien wziąć udział w zbrojnej walce po jednej ze stron wewnętrznego afgańskiego konfliktu.

Ile stron w nim uczestniczyło? – nawet specjalistom nie łatwo było dać prawidłową odpowiedź.  Z resztą ich wtedy, nikt nawet nie spytał o zdanie.

Decyzja trzech starców 


Trzech-czterech ludzi z Biura Politycznego KPZR zadecydowało o wszystkim: Leonid Breżniew, sekretarz generalny, Dmitrij Ustinow, minister obrony, Jurij Andropow, przewodniczący KGB… Wszyscy byli już w sędziwym wieku, choć nie byli jakimiś całkowitymi starcami, wszyscy na coś chorowali. Dzięki kremlowskiej służbie zdrowia żyli dłużej, niż wynosiła wówczas statystyczna średnia długość życia radzieckich mężczyzn.

A jak zachowali się wówczas pozostali, młodsi członkowie Biura Politycznego? Na przykład Michaił Gorbaczow, wówczas kandydat na członka Biura Politycznego, albo inny kandydat Michaił Szewardnadze? Dowiedzieli się o wysłaniu wojsk z mediów. 

Rządząca wówczas w Afganistanie Partia Ludowo-Demokratyczna kontrolowała 13 % terytorium swojego kraju.

A my wmieszaliśmy się w konflikt wewnątrz partii.

Leonid Breżniew, Dmitrij Ustinow, Jurij Andropow wkrótce potem umarli. Z trudom dotrwali do polowy wojny. Potem już tylko jakaś inercja spowodowała, iż trwała ona jeszcze pięć lat. Nikt już nie zdawał sobie sprawy, po co walczymy w Afganistanie.

Przybyłem do Afganistanu w 1985 roku. Jeden z dowódców (należącej do, jak przyjęto wówczas mówić, „ograniczonego kontyngentu wojsk radzieckich”), 40ej armii powiedział mi wtedy, iż tej wojny starczy i dla naszych dzieci i dla naszych wnuków. Od innego usłyszałem: „Jesteśmy tu dlatego, iż nasza armia zbyt się zmęczyła latami bez wojny”. Wszystkie moje iluzje na jej temat rozsypały się, kiedy pewien młody oficer z uśmiechem powiedział mi w oczy: „Porządny Afgańczyk, to martwy Afgańczyk”. Na każdym kroku słyszeliśmy hasła : ”Obronimy południowe rubieże Związku Radzieckiego”, „Wypełnimy nasz internacjonalistyczny obowiązek”.

Wydostać się z bagna


Już na drugi dzień w Afganistanie zrozumiałem, że należy w jakiś sposób wydostać się z tego bagna, a jeszcze do tego pozostać człowiekiem. Zrozumiałem, że muszę chronić swoich podwładnych, towarzyszy i Afgańczyków. I że w miarę możliwości, samemu też należałoby zachować życie (komu jeszcze oprócz mnie potrzebne były moja żona i córka). W podobny sposób oceniali sytuację liczni żołnierze, oficerowie i generałowie.

Jeszcze inni wybrali „mamonę”. Ale my wszyscy, ci dobrzy i źli, pełniąc służbę znaleźliśmy się w bagnie. Kto w nim ubrudził się, jeden Pan Bóg to wie.

O wielu „Afgańcach”, których znam mogę powiedzieć, iż są ludźmi honoru. Ale podziały między nami także bywają ogromne. Zobaczyliśmy to jesienią 1996 roku, gdy ludzie dzielący między sobą w Afganistanie skórkę od chleba, nie potrafili podzielić milionów. Wtedy właśnie, przy pomocy  bomby podłożonej na Cmentarzu Kotlakowskim jedni afgańscy kombatanci zabili wielu ze swych towarzyszy broni.

Odpowiednią odznakę otrzymali
wszyscy kombatanci wojny w
Afganistanie
Władze ze swej strony starają się, byśmy się jednoczyli. Albo może lepiej powiedzieć, starają się nas powiązać. Wszystkim nam, mającym za sobą Afganistan, wręczono odznakę „Od wdzięcznego narodu afgańskiego”. Tam na górze, na pewno doszli do wniosku, że naród afgański powinien nam być wdzięczny za to, że nie zdołaliśmy zabić wszystkich Afgańczyków.

Niektórzy poszli dalej….

W ośrodku zdrowia, w podmoskiewskim miasteczku Żukowski (to tam znajduje się nasz ośrodek badań lotniczych), na drzwiach prowadzących do gabinetu lekarskiego wisi napis: „Uczestnicy Wielkiej Wojny Ojczyźnianej i innych wojen mają prawo od wizyty poza kolejnością”. W tym napisie chodzi także o tych, którzy walczyli w Afganistanie i Czeczenii.  Ale nas jest tak wielu, że sami musi stanąć w długiej kolejce. Ale w jakiej kolejce powinna stanąć matka czeczeńska, która w tej wojnie straciła dziecko, albo matka rosyjska, która w Czeczenii straciła syna? Tak wiele pytań pozostaje bez odpowiedzi.

Na szczęście, chwała Bogu, 25 lat temu wyszliśmy z Afganistanu. I chwała Bogu, iż kilka lat temu (nikt nie wie dokładnie kiedy) wyszliśmy z Czeczenii. Teraz Boże Wszechmogący spraw, byśmy nigdy i nigdzie nie musieli wchodzić. Ani my, ani nasze dzieci i wnuki.





Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com




Projekt "Media-w-Rosji" ma na celu umożliwienie czytelnikowi w Polsce bezpośredniego kontaktu z rosyjską publicystyką niezależną, wolną od cenzury. Publikujemy teksty najciekawszych autorów, tłumaczymy materiały najlepiej ilustrujące ważne problemy współczesnej Rosji. Projekt "Media-w-Rosji" nie ma charakteru komercyjnego. 



środa, 12 lutego 2014

Reżyser Sokurow do Putina: nie wierzę, że przestraszył się pan krytyki i satyry

Pozbawiona dostępu do sieci kablowych niezależna telewizja Dożd’ walczy o przetrwanie. W jej obronie list otwarty do prezydenta Putina napisał wybitny reżyser filmowy Aleksander Sokurow.


„Ktoś sieciom kablowym powiedział, że to Pan, Władimirze Władimirowiczu, wydał takie polecenie. Nie wierzę w to. Nie wierzę, że prezydent Federacji Rosyjskiej przestraszył się satyry i krytyki."


Z młodymi trzeba prowadzić dialog. Nie wolno uciekać od odpowiedzi na najtrudniejsze pytania – apeluje Aleksander Sokurow. 





Szanowny Panie Prezydencie,


Upłynęło kilka miesięcy, od kiedy moja dusza nie może znaleźć spokoju.
Ostatnio pochłonęła mnie całkowicie atmosfera pracy nad nowym filmem o Drugiej Wojnie Światowej. Ale przez cały czas dochodzą do mnie głosy moich rodaków, po raz kolejny uwikłanych w wielką batalię o charakterze politycznym.

Moja Ojczyzna znów znalazła się w okopach, wszędzie przekleństwa,  działania bojowe, agresywne przemówienia.

Aleksander Sokurow jest laureatem
najważniejszych festiwali filmowych. 
Nie wiadomo, kiedy to się skończy. Kolejny raz tracimy siły nie na tworzenie, a na walkę – i znów z wrogiem wewnętrznym. W tych politycznych bojach uczestniczy nawet Cerkiew Prawosławna.
Korzystamy z naszego potencjału nie w celu odbudowy gospodarki, przemysłu. Nie szukamy odpowiedzi na pytania z zakresu stosunków między etnicznych. Nie staramy się o rozwój kultury w dużych i małych miastach, czy na wsi.

Jak byłoby dobrze, gdybyśmy się zmobilizowali i zajęli rozwiązywaniem problemów. Ale niestety, ze  wszystkich sił staramy się podnieść poziom frustracji politycznej, manifestujemy nieodwracalną agresję.

Człowieka ogarnia beznadzieja, gdy ogląda programy polityczne naszych federalnych stacji telewizyjnych. Ludzie zajmujący oficjalne stanowiska nawołują do tego, by palić ludzi, dyskryminować, wypędzać, zabijać. Demonstracja innego punktu widzenia uważana jest za przestępstwo.
W oczach i słowach wypowiadanych przez naszych parlamentarzystów dostrzec można wojujące szaleństwo.

Ale jak tak może być?

Dokoła – społeczeństwo.

Różnorodne. Żyjące w trudnych warunkach. Poddające się emocjom.

Młodsza część społeczeństwa urodziła się i kształtowała w nowych czasach, wolnych od ducha totalitaryzmu. I tę zaskakująco młodą część naszego społeczeństwa charakteryzuje niepewność, wielu młodych ludzie jest marnie wykształconych, nie objęła ich choćby w minimalnym stopniu szkoła „socjalizacji”.

Druga część młodzieży, pozbawiona Przewodnika, inspiracji szuka w nazizmie, z którym na śmierć i życie walczyli nasi ojcowie i dziadkowie.

Jest i trzecia grupa. To ludzie o gorących i emocjonalnych sercach, problemami Ojczyzny przejmują się jak własnymi. I to oni właśnie, nie potrafiąc realnie ocenić swoich możliwości, podejmują aktywne działania wymierzone we władze.

Osobiście bardzo przejmuję się właśnie losem młodych ludzi, tych wszystkich, o których przed chwilą wspomniałem. Wszystkich wyeliminowano z procesu tworzenia rzeczywistości , grając na emocjach, wciąga się ich do udziału w fałszywych spektaklach politycznych.

Może nie musielibyśmy się martwić, ale rosyjskie społeczeństwo nie jest trupą teatralną. Brakuje nam artyzmu. Państwo rosyjskie dawno już przestało być teatrem.

Co robić…


Przecież pragniemy wspólnie z młodymi żyć i mieszkać w jednym państwie – musimy zmądrzeć.
Pan, Władimirze Władimirowiczu, wzywał do tego niejednokrotnie.

Moje pokolenie nie potrafi współdziałać, „śpiewać chórem” – nieważne dużym, czy małym. Mamy określone doświadczenia społeczne, zachowaliśmy pamięć o życiu w trudnych czasach.

I jeszcze, rzecz jasna, charakteryzuje nas poziom wiedzy oraz miłość do Wielkiej Kultury i do Wielkiej Sztuki Rosyjskiej. Zdajemy sobie dobrze sprawę z tego, ile wysiłku kosztowało nas wykształcenie u ludzi tej pasji dla kultury – nas wychowywano, ale potrafiliśmy też samodzielnie wyciągnąć się z błota.

Najlepszymi z nas okazali się nasi wielcy humaniści, dysydenci-buntownicy. Oni pierwsi podjęli walkę z manipulacjami o charakterze politycznym. Walczyli o prawa człowieka, wtedy, gdy miliony wolały milczeć.

To byli też nasi młodzi obywatele. To oni oddali władzę współczesnym politykom i naszym miliarderom. Dzięki nim, wolnością mogą cieszyć się obecnie różne wyznania religijne.

Pozbawiona od kilku tygodni dostępu do
sieci kablowych niezależna stacja TV Dożd'
walczy o przetrwanie. 
Brak uznania i troski dla naszych młodych rodaków równy jest samobójstwu. W każdej dziedzinie życia istotnej dla społeczeństwa, energia młodych zasługuje na cierpliwą i mądrą uwagę. Zasługuje na nagrodę. Powinniśmy wsłuchiwać się w głos młodych, zwracać uwagę, co mają do powiedzenia. Życie samo z siebie jest wielkim ciężarem, to taki „bucik bez pary”, potrafi ostudzić parzącą niektórych kipiącą energię . Energia młodych – to nadzieja, by i społeczeństwo odczuło powiew ciepła.

I tak 10go lutego sieci kablowe wyłączyły sygnał stacji telewizyjnej „Dożd’” i nas użytkowników pozbawiły jego programu. Jaka ustawa to umożliwiła?

Ktoś im powiedział, że to Pan, Wladimirze Władimirowiczu, wydał takie polecenie. Nie wierzę w to. Nie wierzę, że prezydent Federacji Rosyjskiej przestraszył się satyry i krytyki.

Jacyś faceci starają się Panu wysługiwać


Ci ludzie, od kilkudziesięciu lat, każdego dnia karmią społeczeństwo frazesami, zapełniają ekrany przemocą, obrzucając błotem myślących inaczej.

Brakuje im wszelkiej inicjatywy. Gdy padamy ofiarą katastrof, klęsk żywiołowych, gdy znajdujemy się w żałobie, zdolni są tylko do pacyfikacji śmiałych nadawców. Mają drobne oczka, wielkie uszy i demonstrują wyłącznie cynizm.

Panie Prezydencie! W tej telewizji pracował najmłodszy kolektyw autorski, nie tylko w Rosji, ale i na całym świecie. Cokolwiek, by o nich nie opowiadano – ten zespół stal się dla nas wielką narodową wartością, stanowił wyjątek pod każdym względem. Sam się dziwię, jakim cudem udało się zbudować tego rodzaju zespół? W kraju pozbawionym prawdziwego, narodowego programu, wartościowego środowiska zawodowego, w którym istnieje wyłącznie moskiewska telewizja, moskiewska polityka i kultura. Gdzie „Dożd’” znalazł tych młodych, wykształconych, przystojnych, odważnych ludzi. Z jakiej przybyli do nas planety?

Od razu widać – nie będą się  biczować .

Młodzi. Popełniają błędy, takie, jakie młodzi powinni robić.

Na czym polega ich błąd? Na tym, że stawiają pytania, jakich należałoby oczekiwać od ich pokolenia? Raz tylko w życiu spotkał mnie zaszczyt rozmowy z wybitnym Rosjaninem, Wiktorem Astafiewem (wybitny pisarz rosyjski – MWR).  Podczas tego spotkania z goryczą i łzami w oczach powtarzał… blokada…, blokada…, ilu zginęło ludzi… było jakieś wyjście….

Możemy unikać zadawania dotyczących historii pytań, ale potem to one nas odnajdą, w najbardziej nieodpowiednim momencie.

Jakie to dziwne. Tyle razy, my obywatele, zadawaliśmy ze zdumieniem pytania o politykę programową naszych federalnych kanałów telewizyjnych. Brakuje im  smaku, pokazują ogromną ilość filmów ze scenami otwartej przemocy, ani razu nikt za to nie odpowiedział.  Czy Pan jest tego świadomy Władimirze Władimirowiczu, iż współczesna telewizja rosyjska korzysta przede wszystkim z importowanych formatów zachodniej i amerykańskiej telewizji? Nie mamy własnych pomysłów, nie rozwijamy systemu szkolenia naszych własnych reżyserów telewizyjnych, nie ma prawdziwych Mistrzów.

Z żalem wspominam wspaniały okres telewizji w Leningradzie, a także centralnej telewizji w okresie pieriestrojki. Sami wtedy wymyślaliśmy nowe formy rozmowy ze społeczeństwem. Niezależność w dziedzinie języka i formy kontaktu ze swoim narodem – to, jak mi się wydaje pod wieloma względami podstawa narodowej niezależności.

Jak mi się wydaje, to jest pewnik


Jestem przekonany, iż „Dożd’” poszukuje własnego języka, związanego organicznie z życiem społeczeństwa nowej Rosji. Oni niczego nie importują. Sami tworzą wszystko. Do mnie, Władimirze Władmirowiczu, zwracał się kanał „Kultura”, proponując udział w swoich programach. Zapytałem, czy będą jakieś wynikające z cenzury poprawki. Odpowiadają jakoś nieprzekonująco. To poczekam, odpowiadam ja. Co to za czasy, kiedy nawet taki apolityczny człowiek jak ja, może być poddany cenzurze…. W porządku…. Poczekam…. Tak bardzo kocham rosyjska kulturę i Ojczyznę, że poczekam.

Nie jestem młody.

Młodzi nie powinni czekać.

Z nimi trzeba prowadzić oddzielny dialog. Ojcowski, cierpliwy, z wiarą w nich, z nadzieją.
Na różnych.

Nie wiem, Szanowny Wladimirze Wladimirowiczu, czy znajdzie Pan czas, żeby przeczytać ten list.

Nie mogłem go nie napisać.

Jest Pan Prezydentem mojego kraju.

Do kogo innego miałbym napisać, może tylko do dziadka na wsi.

Z najlepszymi życzeniami,

Oddany Panu,

Aleksander Sokurow




*Aleksander Sokurow (ur.1951), wybitny rosyjski reżyser filmowy, laureat wielu nagród na najważniejszych festiwalach filmowych. Do najwazniejszych w jego twórczości obrazow należą: "Faust" (2011), "Moloch" (1999), "Rosyjska Arka" (2002), "Aleksandra" (2007). Mieszka w St, Petersburgu. 








Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com









piątek, 7 lutego 2014

Borys Akunin: czego oczekuję od Olimpiady?

Obserwując przygotowania do Olimpiady w Soczi telewizja, gazety, media społecznościowe najchętniej relacjonowały związane z nimi problemy.  Znany ze swej krytyki pod adresem Władimira Putina pisarz Borys Akunin nie chciałby jednak, by skończyły się one dla Rosji kompromitacją. W swoim blogu wyraża nadzieję, iż igrzyska będą prawdziwym świętem pięknego sportu.



Poczułem, jak zaczyna mnie drażnić totalny masochizm obecny na facebooku w odniesieniu 
do Soczi, jak tam wszystko zorganizowano okropnie, po chamsku, obrzydliwie.


No tak, być może. Tylko dlaczego z taką rozkoszą tym się karmimy? Czy naprawdę wszystko tam jest wyłącznie koszmarem? I niczego nie zrobiono z sercem, porządnie i pięknie? Powstało jedynie wielkie zero? A przecież poświęcono na igrzyska tyle sił i pieniędzy. Więc może nie wszystko udało się ukraść?
Więc naprawdę…  Może spróbowalibyśmy jakoś oddzielić od siebie obie te sprawy. To co rozkradziono i oszukano od tego, co dotyczy „święta sportu”?
Jest mi wszystko jedno, jaka reprezentacja zdobędzie najwięcej medali, pod tym względem ze mnie żaden kibic. Ale zależy mi na tym, by na Olimpiadzie w Soczi:

1.       Obyło się bez aktów terroru

2.       Pokazano dużo pięknego sportu

3.       Udało się pobić dużo nowych rekordów

4.       I żeby cała to historia nie stała się naszą kompromitacją

Na Boga, nie jestem gotów żyć zgodnie z zasadą „im gorzej dla Putina, tym lepiej dla nas”.  


wtorek, 4 lutego 2014

Co Rosjanie myślą o Olimpiadzie w Soczi?

Olimpiadą w Soczi zachwycają się kontrolowane przez Kreml media. Ale, jak wynika z sondażu przeprowadzonego przez cenione w Rosji „Centrum Lewady”, stosunek społeczeństwa do igrzysk nie jest jednoznaczny. Jedni, widzą w nich szansę na umocnienienie międzynarodowego prestiżu Rosji. Inni są przerażeni związaną z Olimpiadą korupcją.


Z dyrektorem „Centrum Lewady”, Lwem Gudkowem, rozmawia Andriej Szaryj.


Materiał rosyjskiej redakcji Radio Swoboda.


Andriej Szaryj:
To ciekawe, czego Rosjanie spodziewają się od Olimpiady w Soczi?

Lew Gudkow:
Stosunek Rosjan do Olimpiady rozmija się silnie z jednomyślnym entuzjazmem i zachwytem demonstrowanym przez naszą telewizję. Z jednej strony, znacząca część Rosjan odbiera to drogie i pompatyczne przedsięwzięcie na podobieństwo baletu królewskiego, widzi w nim autoreklamę autorytarnego reżimu, starającego się odrodzić charakterystyczny dla Związku Radzieckiego styl państwowego empire’u. Z drugiej jednak strony, jakby na igrzyska nie patrzeć, pieniądze już zostały wydane i może dlatego, część Rosjan nie ukrywa nadziei, iż Olimpiada w Soczi przyniesie nam jakieś korzyści.


Tylko 23% respondentów uważa, iż dla takiego wielkiego kraju jak Rosja, zorganizowanie w nim Zimowych Igrzysk Olimpijskich jest czymś ważnym i zaszczytnym. Wierzą oni, iż igrzyska przyspieszą w Rosji rozwój sportu i staną się impulsem dla konsolidacji społeczeństwa. 17 procent uważa, iż ta impreza ma na celu poprawę wizerunku osobiście prezydenta Wladimira Putina i władz Federacji Rosyjskiej. 15% respondentów jest zdania, iż Olimpiada przyspieszy rozwój Soczi jako kurortu i będzie sprzyjać rozwojowi turystyki.

Ale największa grupa ankietowanych – 38% - jest przekonana, iż główną przyczyną, dla której rosyjscy biurokraci, tak bardzo starali się o przeprowadzenie igrzysk konkretnie w Soczi, jest możliwość odessania z budżetu i zarobienia kolosalnych pieniędzy. Na pytanie, dlaczego Rosja wydała na organizację Olimpiady więcej, niż inne państwa, 47% ankietowanych odpowiada, iż jej organizatorzy jednocześnie zmarnowali ogromne sumy i zapewnili sobie wielkie dochody. 34% respondentów uważa, iż przedsiębiorstwa dopuszczone za aprobatą władz do  organizacji imprezy, myślały tylko o własnym zysku. 19% twierdzi, iż popełniono zasadnicze błędy w zarządzaniu podczas realizacji wielkich,  finansowanych przez państwo projektów.

Zaledwie 14-15 % ankietowanych gotowych było usprawiedliwić zwiększone wydatki na organizację Olimpiady. Ich zdaniem przyczyną była skomplikowana linia brzegowa Soczi i konieczność zastosowania nowoczesnych technologii, dla zbudowana odpowiadających współczesnym wymogom obiektów sportowych.
Szaryj:

- Co przede wszystkim irytuje Rosjan w związku z Olimpiadą w Soczi? Korupcja, wyższe, niż planowane wydatki, kwestie ekologiczne, nie przestrzeganie praw człowieka, kampania propagandowa związana z igrzyskami?
Gudkow:

- Temat korupcji obecny jest podczas każdej rozmowy dotyczącej rosyjskiej polityki, lub władz naszego kraju. W odniesieniu do igrzysk, to ona irytuje ludzi najbardziej.  Mimo to,  będą Olimpiadę oglądać. 20% obejrzy całość transmisji, bez wyjątków, jeszcze 50% wybrane transmisje. Dla większości naszych respondentów, igrzyska nie są okazją do zachwytu nad poziomem najlepszych sportowców świata. Dla nich, ważniejsza jest geopolityczna gra, mająca na celu umocnieniu prestiżu Rosji. Najważniejsze dla ankietowanych są sukcesy naszych reprezentantów, 85% chciałoby, by reprezentacja Rosja znalazła się w pierwszej trójce najsilniejszych.
Szaryj:

- Rosja będzie rozczarowana, gdyby jej reprezentacja na igrzyskach nie znalazła się w pierwszej trójce?
Gudkow:

- Tak. Ewentualna porażka zostanie odebrana jako cios dla autorytetu Rosji, jej prestiżu na arenie międzynarodowej. Ogólnie rzecz biorąc, Olimpiada nie jest odbierana jako zawody sportowe, ale jako zjawisko geopolityczne.
Szaryj:

- Pytaliście swoich respondentów, jak wielu z nich chciałoby obejrzeć igrzyska na własne oczy?

Gudkow:
- Nie, to pytanie nie miało by większego sensu. Wyjazd do Soczi dla większości Rosjan jest przyjemnością zbyt drogą. Poza tym, wszyscy są świadomi najróżniejszych ograniczeń związanych z takim wyjazdem.

Szaryj:
- W rezultacie, będziemy mieli igrzyska za żelazną kurtyną. Jak rozumiem, Rosjanie liczą na to, że Olimpiada umocni ich dumę narodową, z drugiej jednak strony, nie widzą dla siebie miejsca na tej imprezie?

Gudkow:
- Tak. Gdy władze podjęły decyzję o przeprowadzeniu Olimpiady, w oczach 53% była ona słuszna. 26% wypowiedziało się krytycznie. Ale większość ankietowanych nie chce, by w przyszłości ponownie organizowano w Rosji takie drogie imprezy.

Szaryj:
- Nikt ich nie będzie pytać o zdanie. W 2018 roku odbędzie się w Rosji futbolowy Mundial, ta impreza będzie wymagać wysiłków organizacyjnych i wydatków na podobną skalę. Mam jeszcze jedno pytanie, czy analizując stosunek Rosjan do Olimpiady, odkrył Pan dla siebie jakieś nieznane wcześniej cechy rosyjskiego charakteru narodowego?

Gudkow:
- Chyba nie. Zobaczyliśmy mieszankę złożoną z zainteresowania Państwa dla Olimpiady i obojętności na poziomie jednostki. Przede wszystkim, igrzyska odbierane są jako rozrywka telewizyjna.

Szaryj:
- Ogólnie rzecz biorąc, ma pan wrażenie, iż Olimpiada, to ważne wydarzenie w życiu obywateli Rosji?

Gudkow:
- Nie. Jednak pragnę podkreślić iż świadomość masowa w znacznym stopniu uzależniona jest od sposobu informowaniu o tym wydarzeniu w mediach.  W rezultacie ludzie zwracają uwagę na Olimpiadę, niczym na gigantyczną atrakcję, organizowaną przez państwo. I będą je oglądać. Z drugiej strony sama Olimpiada ich nie porywa, ludzie boją się nowego kryzysu, więc tego rodzaju kosztowna impreza ich nie zachwyca.



Lew Gudkow, znany rosyjski socjolog, dyrektor Centrum Lewady, cenionego w Rosji i za granicą ośrodka badania opinii publicznej. 




poniedziałek, 3 lutego 2014

Głos z Rosji: Tymoszenko musi wrócić do gry !

Oficjalna propaganda rosyjska oskarża kraje zachodnie o mieszanie się do wewnętrznych spraw Ukrainy. Ale w środowisku rosyjskich ekspertów, niezależnych politologów toczy się  żywa dyskusja nad sposobami rozwiązania kryzysu ukraińskiego. Znany ekonomista Jewgienij Gontmacher, członek rosyjskiego Komitet Inicjatyw Obywatelskich uważa, iż nadszedł czas, by do polityki ukraińskiej wróciła Julia Tymoszenko


Rzecz jasna, to nie będzie w porządku, gdy jako obywatel Rosji zacznę publicznie oceniać wydarzenia na Ukrainie. Jednak usprawiedliwieniem dla mnie, może być fakt, że urodziłem się i chodziłem do szkoły we Lwowie. Kiedy przeprowadziłem się do Moskwy, nie przestałem interesować się tym co dzialo się w mojej „małej ojczyźnie.” Wciąż mieszkają tam moi krewni i znajomi.

Dlatego chciałbym się jednak podzielić swoimi przemyśleniami na temat wydarzeń na Ukrainie. Mam nadzieję, że moje subiektywnie sformułowane tezy mogą stać się tematem dla dyskusji.

1.
Podczas swej niedługiej prezydentury Wiktorowi Janukowiczowi udało się ostatecznie wykończyć, słabnącą i tak gospodarkę. Poziom korupcji i wspierania swoich stal się nie do wytrzymania dla biznesu i prostych ludzi. Wybuchowi otwartego kryzysu zapobiegały dwie rzeczy: aresztowanie Julii Tymoszenko i powtarzanie deklaracji o zamierzonej asocjacji z Unią Europejską, jak się wydawało, gotową obsypać Ukrainę złotem. Ale, gdy tylko Janukowicz oświadczył, iż rezygnuje z podpisania umowy europejskiej, skończyła się cierpliwość najbardziej aktywnej warstwy społeczeństwa ukraińskiego. Zaczął się Majdan. Jak wiadomo na początku podjęto próbę jego rozpędzenia przy oddziałów specjalnych. Sprowokowała ona reakcję łańcuchową, okazało się ludzie są gotowi do protestu z użyciem siły i bunt ten trwa po dzień dzisiejszy.
Wielu obserwatorów kryzysu ukraińskiego uważa, iż
uwolnienie Julii Tymoszenko jest kwestią czasu. 

2.
Cała historia nie ograniczyła się do kijowskiego Majdanu. Gdy tylko wybuchły walki na ulicy Gruszewskiego stało się dla mnie jasne, iż wkrótce rozpocznie się przejmowanie władzy przez siły wrogie prezydentowi w obwodach Ukrainy na Zachodzie. Już 20 stycznia na stronie internetowej Komitetu Inicjatyw Obywatelskich napisałem: „Jeśli nie da się zatrzymać przemocy i konfrontacji w Kijowie i eskalacja konfliktu będzie trwała, to nie wykluczone jest wypowiedzenie posłuszeństwa prezydentowi Janukowiczowi  przez takie miasta jak Lwów, Tarnopol, Chmielnicki (http://komitetgi.ru/news/news/1209/#.Uuvy_B2ZRD0). Proces ten zaczął się dosłownie już następnego dnia.  W chwili obecnej Janukowicz i jego administracja utracili kontrolę nad ponad dziesięcioma obwodami Ukrainy, już nie tylko na zachodzie, ale i na północy.
3.

Warto podkreślić, że w zbuntowanych przeciw Janukowiczowi regionach opowiedziały się przeciwko niemu nie tylko miejscowe ograny władzy uchwałodawczej, lecz także organy władzy wykonawczej niosące odpowiedzialność za infrastrukturę i organizację życia codziennego na tych terenach. Przeważająca część tamtejszej ludności udziela faktycznie poparcia nowej władzy.
4.
We wschodnich i południowych regionach Ukrainy społeczeństwo milczy. W tej postawie wyraża się różnica obecnej sytuacji z Pomarańczową Rewolucją 2004 roku. Wówczas do Kijowa docierali ludzie gotowi wesprzeć Janukowicza, także dobrowolnie, nie tylko zwożeni autobusami. Obecnie stamtąd przyjeżdżają wyłącznie t.zw. „tituszki”, to jest opłaceni przez władzę prowokatorzy. Choć w Donbasie, Charkowie i Odessie otwartych zwolenników integracji europejskiej jest niewielu, reszta ludności umęczona trudnościami o charakterze socjalnym wyczekuje, skąd powieje wiatr. Specyficzna sytuacja istnieje na Krymie. Mieszka tam wielu przeciwników Majdanu, jednak ludzie ci domagając się integracji Krymu z Rosją, nie popierają Janukowicza. Zamieszkali tam Tatarzy Krymscy, których charakteryzuje wysoki stopień samo-organizacji stanowią znaczącą przeciwwagę wobec nastrojów prorosyjskich.

5.
Ukraińsckich nacjonalistów spod znaku Bandery widzimy dziś przede wszystkim na Majdanie i na zachodzie Ukrainy. Charakteryzuje ich świetna organizacja i nieugięta postawa wobec władzy. Jednak należy podkreślić, iż to nie ich aktywność rozpoczęła reakcję łańcuchową, która doprowadziła do tak dramatycznej eskalacji konfliktu. Nacjonalistom udało się jednak stać siłą wiodącą.

6.
Warto zauważyć, iż ukraińskim nacjonalistom spod znaku Bandery nie jest potrzebna integracja kraju z Europą. Charakteryzuje ich ksenofobia i postawa izolacjonistyczna. Nienawidzą obcych – Rosjan, Polaków, Niemców, itd. W hipotetycznym przypadku objęcia przez nich władzy, modelem do naśladowania będą dla nich współczesne Węgry, gdzie obecne władze podejmują wiele decyzji niezgodnych ze standardami Unii Europejskiej.

7.
Wśród ukraińskich nacjonalistów jest także skrzydło „niebanderowskie” (umiarkowane). Jego zwolennikami są przede wszystkim wykształcone środowiska z Kijowa i Ukrainy środkowej. Suwerenność Ukrainy ma dla nich wielkie znaczenie, jej obecność na mapie Europy jako samodzielnego, niepodległego państwa. Jednak, jak im się wydaje, realizacja tego celu możliwa jest poprzez integrację z Europą, zdolną do obrony Ukrainy przed „imperialistycznymi zakusami Moskwy.” Ta umiarkowanie nacjonalistyczna Ukraina występuje zdecydowanie przeciw Janukowiczowi. Kliczko i Jaceniuk są najbardziej znanymi przedstawicielami tego obozu.

8.
Jednak umiarkowani nacjonaliści nie kontrolują Majdanu.  W jeszcze większym stopniu prawda ta odnosi się do zachodnich regionów Ukrainy. Dlatego też działania Janukowicza (anulowanie drakońskich przepisów z 16 stycznia i amnestia dla uczestników wydarzeń w zamian za opuszczenie budynków administracji państwowej) są skazane na klęskę.

9.
Ewentualna próba zastosowania przez Janukowicza siły także z góry skazana jest na klęskę, przede wszystkim ze względu na brak masowego poparcia na Wschodzie i południu. Tym bardziej, iż większość formacji „siłowych” (z wyjątkiem nielicznego w skali kraju Berkuta) uległa demoralizacji i nie jest gotowa do działań zbrojnych przeciwko współobywatelom, którzy, zwłaszcza na zachodzie Ukrainy, gotowi będą do okazania masowego oporu.

10.
W tej sytuacji najrozsądniejszym wyjściem dla Janukowicza byłoby ogłoszenie przedterminowych wyborów prezydenckich i parlamentarnych. Taka decyzja pozwoliłaby mu na zachowanie resztek swojej legitymności. W ten sposób Janukowicz mógłby rozwiązać także kwestię osobistego bezpieczeństwa po przeprowadzonych w kraju wyborach, postarawszy się na przykład o odpowiednie gwarancje ze strony Rosji i Niemiec.

11.
W ten sposób zwycięstwo opozycji będzie opierać się na procedurach konstytucyjnych, nie zostanie odniesione metodą zdobywania kolejnych budynków i terytoriów.

12.
Jednak biorąc pod uwagę słabość obozu umiarkowanych nacjonalistów, istnieje duże prawdopodobieństwo, iż po odejściu Janukowicza i jego ludzi, kryzys polityczny na Ukrainie będzie trwał dalej. „Banderowcy” (partia Swoboda i innego tego rodzaju formacje) mogą zdobyć większość w wielopartyjnej Radzie. Nawet jeśli nie będzie to większość absolutna, to może okazać się wystarczająca dla blokowania różnego rodzaju decyzji. Uniemożliwiłoby to stworzenie trwałego i zdolnego do działania rządu. Prawdopodobny jest też powrót do Konstytucji z 2004 roku ograniczającej pełnomocnictwa prezydenta w porównaniu z obecną. Taki status prezydenta uniemożliwi mu odgrywanie roli stabilizującej. W rezultacie Ukraina pogrąży się w niekończących się konfliktach wewnętrznych o charakterze politycznym, a jej sytuacja gospodarcza i socjalna ulegnie dalszemu pogorszeniu. W tych okolicznościach można spodziewać się, że i Rosja zacznie stosować zwyczajne dla siebie metody nacisku (cło, cena na gaz, odmowa ulgowych kredytów). Dla Unii Europejskiej będzie to nie do zaakceptowania i w rezultacie usunie się na bok.

13.
Rzecz jasna, taki rozwój wydarzeń byłby nie na rękę i Rosji. Istnienie po sąsiedzku ogromnej zdestabilizowanej przestrzeni, w której nie da się znaleźć odpowiednie partnera do rozmów, to sytuacja o wiele gorsza dla Rosji, iż dla Europy. W odróżnieniu od Europy Rosja i Ukraina powiązane są siecią wielopłaszczyznowych związków, historycznych, humanitarnych, ekonomicznych. I w dodatku to przez terytorium Ukrainy realizowane są dostawy naszych surowców energetycznych do Europy, to one zapewniają znaczna część naszych dochodów z eksportu.

14.
Tylko jeden sposób, jak się wydaje, może zapewnić Ukrainie stabilny rozwój: to uwolnienie Julii Tymoszenko. Janukowicz mógłby ją ułaskawić, tak jak to się niedawno zdarzyło w Rosji w odniesieniu do Michaiła Chodorkowskiego. Wówczas na arenie politycznej pojawiłby się silny polityk, potencjalnie możliwy do zaakceptowania przez wszystkie siły uczestniczące w obecnym konflikcie:

-  przez nacjonalistów, bez względu na stopień ich radykalizmu (przypomnijmy, iż w poprzednich wyborach prezydenckich cała zachodnia Ukraina głosowała za Tymoszenko).
- przez Rosję (relacje między Wladimirem Putinem, a Julia Tymoszenko podczas sprawowania przez ni funkcji premiera były w pełni konstruktywne), a także dla wyczekujących Wschodu i Południa – Julię Tymoszenko trudno określić jako „banderówkę”.

Taki scenariusz daje Ukrainie niezłą szansę na zajęcie się spokojnymi przygotowaniami do integracji europejskiej (jak pokazuje przykład Turcji i kilku innych krajów, proces ten może trwać dziesiątki lat) a także na wypracowanie w szybkiego i korzystnego dla obu stron kompromisu z Rosją.

Materiał opublikowany na stronie internetowej radio „Echo Moskwy”
Jewgienij Gontmacher (1953), znany rosyjski ekonomista i polityk. W latach dziewięćdziesiątych zajmował stanowisko wiceministra do spraw zabezpieczenia socjalnego ludności. Obecnie jest wicedyrektorem Instytutu Gospodarki Światowej i Stosunków Międzynarodowych Rosyjskiej Akademii Nauk. Jest także członkiem powołanego do życia przez Aleksieja Kudrina (były wicepremier i minister finansów)  opozycyjnego Komitetu Inicjatyw Obywatelskich.




Jak Rosja odbiera kryzys na Ukrainie? Inne publikacje na blogu.