Pokazywanie postów oznaczonych etykietą agent obcego państwa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą agent obcego państwa. Pokaż wszystkie posty

środa, 7 września 2016

Podłość i świństwo



Od 2012 obowiązuje w Rosji ustawa o organizacjach niekomercyjnych. Przewiduje ona, iż organizacje pozarządowe zajmujące się polityką i korzystające z zagranicznych źródeł finansowania otrzymają status "agenta obcego państwa". Ministerstwo Sprawiedliwości zostało zobowiązane do prowadzenia odpowiedniego rejestru takich organizacji. Przestraszony przez falę protestów z lat 2011-2012 Kreml wydał wojnę pozarządowym stowarzyszeniom i organizacjom zajmującym się obroną praw człowieka, przeciwstawiającym cenzurze, piętnującym arbitralność władzy. Dziesiątki rosyjskich organizacji padło ofiarą drakońskiej ustawy. Zmuszono je do zaprzestania działalności. 


Teraz na listę agentów obcego państwa wpisano Ośrodek Lewady, najbardziej szanowaną w Rosji pracownię socjologiczną prowadzącą badania opinii publicznej. Publikowane przez nią dane i wskaźniki uważano za wiarygodne,  cieszyły się zainteresowaniem w Rosji i na całym świecie. Przyszłość Ośrodka stanęła pod poważnym znakiem zapytania…..

  
Z dyrektorem Ośrodka Lewady, Lwem Gudkowem rozmawia Natalia Diomina 




Wywiad z dyrektorem Ośrodka Lewady Lwem Gudkowem udało się przeprowadzić wieczorem 6 września. Dzień wcześniej dowiedzieliśmy się, iż 5 września Ministerstwo Sprawiedliwości Federacji Rosyjskiej umieściło jeden z najbardziej szanowanych ośrodków socjologicznych w kraju na liście agentów obcego państwa.




Wybitny rosyjski socjolog Lew Gudkow jest szefem Ośrodka Lewady od 2006 r. 





Natalia Diomina:
Dzień dobry Lwie Dmitrijewiczu, czy można zadać panu kilka pytań?

Lew Gudkow:
Dzień dobry Nataszo ! Udzieliłem już dziś 52 wywiadów, ale jeśli trzeba, proszę bardzo. Tylko że język zaczął mi się  już plątać.

Diomina:
Co zmieni się w działalności Ośrodka Lewady, jeśli nie uda się odwołać decyzji o wpisaniu go na listę agentów obcego państwa?

Koniec działalności badawczej

Gudkow:
W różnym stopniu odbije się to na pracy poszczególnych komórek Ośrodka. Jeśli nie uda się niczego zrobić, to prawdopodobnie, zachowana zostanie ta część naszego zespołu, która zajmuje się badaniami komercyjnymi, marketingowymi. Ale jak mi się wydaje, cała robota autentycznie socjologiczna, analityczna zostanie wstrzymana. Na tym praktycznie zakończy się historia Ośrodka Lewady jako organizacji badawczo-analitycznej.

Zostanie zachowana jakaś struktura formalna, ale nie będzie to obecny zespół badawczy, który zdobył sobie taki autorytet i szacunek.

Działając w nowych warunkach, napotkamy poważne ograniczenia finansowe, nie będzie nam wolno prowadzić badań i sondaży socjologicznych. Naprawdę nie wolno! W pewnym stopniu zostanie to nam zabronione. W końcu nie da się prowadzać sondaży wyborczych i politycznych z przyklejoną łatką agenta obcego państwa.

Oprócz tego, ucierpi cały szereg prowadzonych przez nas obecnie badań obejmujących np. pracodawców, struktury zarządzające. Oni i tak się trzęsą, gdy się do nich zwracamy, ale od teraz, gdy będziemy mieli status agenta obcego państwa zwyczajnie będą nam odmawiać. 
W wielu regionach obowiązuje niejawna instrukcja kierownictwa, by nie podtrzymywać kontaktów z organizacjami agentami. Dotyczy to instytucji socjologicznych, ekonomicznych, charytatywnych, historyczno-krajoznawczymi. Więc choćby z powodów technicznych nasza dalsza praca będzie niemożliwa.

Diomina:
Czy decyzja Ministerstwa Sprawiedliwości była dla was zaskoczeniem? Czy ma związek ze zbliżającymi się wyborami do parlamentu?

Dusząca pętla

Gudkow:
Nie była dla nas niespodzianką. Ale irracjonalnie miałem nadzieję, że do tego nie dojdzie… Już wcześniej przeprowadzano u nas różne kontrole, ale wówczas przepisy były bardziej precyzyjne. Jeśli chodzi o finansowanie z zagranicy, to zabronione były granty bezpośrednie. Zrezygnowaliśmy z nich już w zeszłym roku, przestaliśmy wówczas uczestniczyć w jakichkolwiek konkursach umożliwiających zdobycie grantu. Od tamtej pory, współpracę z partnerami zagranicznymi, organizacjami komercyjnymi, albo placówkami badawczymi, uniwersytetami, podejmowaliśmy tylko w oparciu o umowy komercyjne.

W pewnym momencie do ustawy o agentach obcego państwa wprowadzono określone poprawki, teraz jako zakazane klasyfikowane jest wszelkiego rodzaju wsparcie finansowe z zagranicy. Dziś dowolne finansowanie z zagranicy, nawet jeśli sponsorami są nasze krajowe firmy, lub organizacje, albo uniwersytety z innych państw jest traktowane jako swego rodzaju "kryminał". Ta taktyka jest nieskończenie tępa, w dodatku stwarza warunki uniemożliwiające prowadzenie niezależnych badań socjologicznych. Po cichu niezależnej nauce nakłada się duszącą ją pętlę.

Diomina:
Czy nie wydaje się panu dziwne, że obecna decyzja została podjęta przed wyborami? Władza udawała, iż zależy jej na tym, by przeprowadzono je uczciwie….

Przed wyborami

Gudkow:
Zbliżające się wybory odegrały rzecz jasną swoją rolę. Stały się swego rodzaju katalizatorem, przyspieszyły czysto formalne zakończenie kontroli. Przeprowadzono ją niedbale, to była pospieszna chałtura, potraktowano nas z lekceważeniem. Łatwo było w niej dostrzec ślady zamówienia politycznego. Czarną robotę zepchnięto na drobnych podwykonawców. Jak mi się zdaje, Ministerstwo Sprawiedliwości, w oczywisty sposób nie chciało zajmować się tą sprawą, ona ruszyła do przodu dopiero po trzecim oświadczeniu wydanym przez działaczy "Anty-Majdanu". Kluczową rolę odegrała oficjalna interpelacja Sablina, członka Rady Federacji. Wtedy ruszyła kontrola. Początkowo zapowiadano, iż będzie trwała od 12 do 31 sierpnia, w rzeczywistości ograniczono ją do pięciu dni.

W protokole pokontrolnym jest wiele błędów, powtórek, naciągnięć. Chciałem go dziś opublikować, ale zderzyłem się z przeszkodami o charakterze formalnym. Dokument wymienia kilka firm, z którymi współpracowaliśmy,  zawiera także informacje o charakterze finansowym, publikując je moglibyśmy naruszyć wiążącą nas tajemnicę handlową.

To utrudnia publikację protokołu pokontrolnego. Postaramy się w najbliższym czasie zorientować, czy nasi partnerzy nie będą mieli zastrzeżeń, a jeśli ktoś nie wyrazi zgody, dane te zostaną zasłonięte. Za to same nazwy firmy zostały wymienione na portalu Ministerstwa Sprawiedliwości. Więc ukrywanie ich byłoby śmieszne.




Setki rosyjskich organizacji pozarządowych umieszczono w rejestrze agentów obcego państwa, zmuszając ich działaczy do zaprzestania, albo ograniczenia działalności.

"Polit.ru" : 
Agencja Interfaks powołując się na Ministerstwo Sprawiedliwości poinformowała , iż znaczna część otrzymanego przez Ośrodek finansowania pochodziła od Uniwersytetu Wisconsin. Wśród innych firm i organizacji zagranicznych finansujących Ośrodek Lewady znajdowały się: IPSOS MORI UK LTD (Wielka Brytania), moskiewska filia Jones Day Partnership Limited (USA), FAFO AIS AS (Norwegia), Fernland Holdings LTD (Szwajcaria), Deutsche Gesselschaft Fuer Technische Zusammenarbeit GNBH (RFN), Gallup Inc (USA), Viesoji Istaiga (litwa), University of Wisconsin (Madison, USA), Regents of University of Colorado, Columbia University, The George Washington University (USA).



Diomina:
Być może im więcej w raporcie znajduje się błędów, tym lepiej? Łatwiej będzie w sądzie zaskarżyć postanowienie ministerstwa….

Zamówienie o charakterze politycznym

Gudkow:
Mamy do czynienia z oczywistym zamówieniem o charakterze politycznym. Dotyczy ono nie tylko Ośrodka Lewady. Taka jest ogólna tendencja. Co raz bardziej do głosu dochodzą siły reakcji. Ja to nazywam recydywą totalitaryzmu. Nie tylko my staliśmy się jej ofiarą, zwrócono na nas uwagę, bo jesteśmy trochę bardziej rozpoznawalni od innych. Nasze dane częściej pojawiają się w mediach.

Diomina:
Jak się Panu wydaje, jaka byłaby reakcja na tę sytuację założyciela ośrodka, Jurija Lewady?

Gudkow:
Powiedziałby, że to "podłość i świństwo". Tak samo ocenił swego czasu wrogie przejęcie WCIOMu (od 1992 roku Jurij Lewada, uczony z dysydencką przeszłością,  kierował pracami najważniejszej wówczas rosyjskiej pracowni socjologicznej Wszechrosyjskiego Ośrodka Badania Opinii Publicznej. W 2003 roku pozbawiono go stanowisko. Na znak protestu Lewada i grupa jego wspołpracowników opuścili WCIOM, zakładając swoją własną pracownię badawczą - "mediawRosji)".

Diomina:
Czy odczuwa pan wsparcie ze strony środowiska? Zebrano już ponad 200 podpisów pod petycją skierowaną do ministra sprawiedliwości. Jej inicjatorem na portalu change.org jest socjolog Dmitrij Rogozin.

Gudkow:
Jeszcze jej nie widziałem, ale to z jego strony gest zasługujący na szacunek, zwłaszcza, iż on sam często występował z krytyką pod naszym adresem.

Diomina:
Dotarły do was listy ze wsparciem od kogoś jeszcze? Kolegów socjologów?

Gudkow:
Na razie niczego nie widziałem, przez cały dzień, od rana rozmawiam przez telefon. Bez przerwy. No i jeszcze odbyliśmy zebranie z prawnikami.

Diomina:
Oddacie sprawę do sądu?

Pójdziemy do sądu

Gudkow:
Nie mamy innego wyjścia. Spodziewałem się, że w piątek zostanę wezwany do Ministerstwa Sprawiedliwości, gdzie miano zapoznać mnie z protokołem pokontrolnym i gdzie miałbym szanse na zgłoszenie swoich zastrzeżeń. Ale prawdopodobnie, wczoraj, na Ministerstwo Sprawiedliwości wywarto silny nacisk, jego urzędnicy szybko zrezygnowali z piątkowego dialogu na temat protokołu. Moje zastrzeżenia przestały kogokolwiek interesować. Powiedziano nam, że nie będą rozpatrywane, zostaną dodane do akt, gdy naszą sprawę oddamy do sądu. Podpisali szybko decyzję i przysłali do nas. Więc teraz możemy już iść tylko do sądu.

Diomina:
Jak mi się wydaje, środowisko socjologiczne winno wystąpić w waszej obronie. Jeśli dobrali się do was, dobiorą się i do innych…

Gudkow:
Istotnie, nasza sprawa dotyczy wszystkich. Jeśli nie uda się nam wywinąć, to będą bić wszystkich za udział w projektach międzynarodowych. Bez względu na to, czy uderzenie trafi w ludzi lojalnych wobec władzy, czy nie. Będziemy mieli do czynienia z całkowitym bezprawiem.

Diomina:
Będziecie dalej publikować swoje prognozy przedwyborcze?

Gudkow:
Mówiąc szczerze, nie wiem. Być może, naszemu koledze Grażdankinowi uda się coś jeszcze opublikować.

Diomina:
Przyszło mi do głowy, iż być może władze postanowiły przeszkodzić wam w opublikowaniu jakichś danych tuż przed wyborami, czy zaraz po nich?

Gudkow:
Nie wydaje mi się, choć ofensywa przeciw nam zaczęła się od neurotycznej reakcji na prawybory w partii "Jedna Rosja". Tendencja uległa wzmocnieniu latem, gdy okazała się, że spada jej popularność. W warunkach kryzysu, władza rzeczywiście obawia się rosnącego niezadowolenia społecznego, negatywnych ocen Dumy, rządu i innych organów władzy. Więc w odpowiedzi, zaczynają na wszystkich wywierać presję.


Memoriał

PS. Wieczorem, 6 września pojawiła się informacja o tym, iż rozpoczęła się nie planowana wcześniej kontrola charytatywnego Stowarzyszenia Memoriał zajmującego się obroną praw człowieka. Na podstawie instrukcji wydanej przez Prokuraturę Generalną, Ministerstwo Sprawiedliwości sprawdza, czy "czy istnieją przesłanki mówiące o tym, iż organizacja zajmując się działalnością nie mającą charakteru komercyjnego, jednocześnie spełnia rolę agenta obcego państwa…."  W odpowiedzi na żądanie Ministerstwa Sprawiedliwości Memoriał udostępnił kontrolerom protokoły, sprawozdania z prowadzonej działalności, listy publikacji, dokumenty finansowe, bankowe, itd. z ostatnich 4 lat (od chwili przyjęcia odpowiedniej ustawy). Przedstawione dokumenty liczą 31250 stron. Wyniki kontroli winny zostać opublikowane nie później, niż 30 września.



Tłumaczenie: Zygmunt Dzięciołowski
Oryginał rozmowy ukazał się na portalu polit.ru:




* Lew Gudkow (1946), wybitny socjolog rosyjski, analityk, od 2006 r. dyrektor Ośrodka Lewady, cenionego w Rosji i za granicą ośrodka badania opinii publicznej. Autor licznych artykułów i książek publikowanych w Rosji i za granicą.









*Nataia Diomina, rosyjska dziennikarka specjalizująca się w problematyce naukowej. Publikuje na portalu polit.ru i w magazynie "Troicki Wariant"








*Ośrodek Lewady, rosyjska organizacja socjologiczna zajmująca się badaniem opinii publicznej. Uważana za najbardziej wiarygodną instytucję tego rodzaju w kraju. Ośrodek powstał w 2003 roku, gdy grupa socjologów na czele z Jurijem Lewadą została wypędzona z moskiewskiego Wszechrosyjskiego Centrum Badania Opinii Publicznej. Ówczesne wydarzenia wokół WCIOMu interpretowano jako jeden z pierwszych sygnałów pojawienia się w Rosji tendencji autorytarnej po objęciu urzędu prezydenta przez Władimira Putina.
Badacze tacy, jak Jurij Lewada, Borys Dubin, Lew Gudkow, Aleksiej Lewinson związani byli z WCIOMem od lat. Ich zasługą był rozwój nowoczesnej rosyjskiej socjologii. Pozbawieni pracy, założyli własną placówkę badawczą, działającą najpierw pod nazwą VCIOM-A, później jako Ośrodek Lewady. Pierwszy szef placówki, wybitny uczony z dysydencką przeszłością w czasach radzieckich, wielki przyjaciel Polski Jurij Lewada umarł w 2006 roku, jego następcą na stanowisku dyrektora został Lew Gudkow.





Inne wywiady z Lwem Gudkowem na "Media-w-Rosji":



Krym i Ukraina: większość Rosjan popiera interwencję.


Bezpośrednio po wybuchu kryzysu na Ukrainie rosyjska opinia publiczna ze spokojem obserwowała bieg wydarzeń. Dopiero zmasowana kampania propagandowa obudziła demony i większość Rosjan uwierzyła w zagrożenie ze strony banderowskich radykałów. Zmniejszył się lęk przed wojną, wzrosło poparcie dla interwencji wojskowej na Krymie i we wschodnich regionach Ukrainy.

O wynikach sondażu przeprowadzonego przez Centrum Lewady rozmawiają Andriej Lipski (Nowaja Gazieta) i Lew Gudkow (dyrektor Centrum).



Co Rosjanie myślą o Olimpiadzie w Soczi?

 

Olimpiadą w Soczi zachwycają się kontrolowane przez Kreml media. Ale, jak wynika z sondażu przeprowadzonego przez cenione w Rosji „Centrum Lewady”, stosunek społeczeństwa do igrzysk nie jest jednoznaczny. Jedni, widzą w nich szansę na umocnienienie międzynarodowego prestiżu Rosji. Inni są przerażeni związaną z Olimpiadą korupcją.


Z dyrektorem „Centrum Lewady”, Lwem Gudkowem, rozmawia Andriej Szaryj.



Nawalny: biegacz ze związanymi nogami




Lew Gudkow, dyrektor Centrum Lewady, uważa, iż pod koniec moskiewskiej kampanii wyborczej można zaobserwować wzrost popularności wszystkich kandydatów. Jego zdaniem, jednak prawdopodobieństwo, iż w Moskwie dojdzie do drugiej tury wyborów mera nie jest wysokie. Fragmenty wypowiedzi Lwa Gudkowa w programie Radio Swoboda.









Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com



Projekt "Media-w-Rosji" ma na celu umożliwienie czytelnikowi w Polsce bezpośredniego kontaktu z rosyjską publicystyką niezależną, wolną od cenzury. Publikujemy teksty najciekawszych autorów, tłumaczymy materiały najlepiej ilustrujące ważne problemy współczesnej Rosji. Projekt "Media-w-Rosji" nie ma charakteru komercyjnego.





środa, 22 kwietnia 2015

Agent Numer 55



Kremlowi trudno wyobrazić sobie, iż obywatele sami mogą się buntować przeciwko nieodpowiadającej im polityce. Zadowoleni obywatele nie wychodziliby przecież na ulice bez zachęty ze strony obcych państw. Od 2012 roku prowadzony jest w Rosji rejestr organizacji "agentów obcego państwa". Znaleźć się w nim można na podstawie decyzji Ministerstwa Sprawiedliwości. Wystarczy, iż władze uznają, że organizacja stara się wpłynąć na kształt podejmowanych przez państwo decyzji i że otrzymuje fundusze z zagranicy. Szanowany Komitet "Pomocy Obywatelskiej" wpisano do rejestru pod numerem 55. Teraz w każdym dokumencie organizacja musi informować, iż jest "agentem". Jej przewodnicząca, Swietłana Ganuszkina tłumaczy, dlaczego jej organizacja w żadnym wypadku nie podporządkuje się tej decyzji i nie będzie zamieszczać upokarzającego zapisu.



 


Już kilkadziesiąt organizacji pozarządowych zostało wpisanych w Rosji do rejestru "agentów obcego państwa".




Działający na rzecz praw człowieka Komitet "Pomocy Obywatelskiej" został wpisany do rejestru "agentów obcego państwa". Jej szefowa, Swietłana Ganuszkina tłumaczy, dlaczego uważa tę decyzję za absurdalną oraz jak zamierza z nią walczyć.







Jak zostaje się agentem obcego państwa?

W postanowieniu wydanym przez prokuraturę mowa jest o tym, iż odmawiając zarejestrowania się w na liście organizacji pełniących funkcję "agenta obcego państwa" naruszamy obowiązujące przepisy. Wydano je w oparciu o materiały zebrane podczas stosownej kontroli. Prokuratura uważa, iż niektóre z naszych projektów świadczą o naszej winie. Co to za projekty? Jednym z nich jest analiza dotycząca korupcji. Przeprowadzili ją nasi eksperci, zgodnie z przepisami akredytowani przy Ministerstwie Sprawiedliwości. Wszyscy oni przesyłali zebrane przez siebie materiały na adres organów władzy odpowiedzialnych za opracowanie i przyjmowanie ustaw. Ich odbiorcami były Duma Państwowa,  Rada Federacji, Federalna Służby do spraw Imigracji. Właśnie ten projekt skłonił prokuraturę do uznania nas za agenta obcego państwa.

Zajmowaliśmy się także humanizacją systemu penitencjarnego. Ujawnialiśmy przypadki pobicia, tortur, niezgodnego z przepisami traktowania ludzi znajdujących się w zakładach karnych, skazanych,  pociągniętych do odpowiedzialności karnej. Nie możemy pochwalić się pod tym względem jakąś szczególną skutecznością, ale zdarzały się przypadki, gdy w oparciu o nasze materiały, pracownikom systemu penitencjarnego wytaczano sprawy karne. Z drugiej strony kary w tych sprawach nie były wysokie, wręcz przeważały uniewinnienia, choć sprawcy traktowali ludzi ze szczególną brutalnością. A jednak obserwowaliśmy też pozytywne efekty, niektórych skazanych, zwyczajnie pozostawiano w spokoju.


Agent w komisji rządowej


Pragnę opowiedzieć o jeszcze jednym zabawnym momencie. Wyliczyłam już niektóre motywy jakimi kierowała się prokuratura. Ale oni zwrócili uwagę także na to, iż na podstawie postanowienia rządu, zostałam powołana w skład komisji rządowej zajmującej się polityka migracyjną. Prokuratura skontrolowała całość naszej działalności, niektóre sformułowane przez nią później postulaty były uzasadnione. Poproszono nas o wniesienie poprawek do statutu organizacji. Ale z ich punktu widzenia priorytet miała kwestia wpisania nas do rejestru "agentów obcego państwa". W dokumencie prokuratorskim wyznaczono nam miesiąc na spełnienie ich żądań. Postanowienie wręczono nam na zebraniu "z udziałem prokuratora". Ja jednak nie zauważyłam, by przedstawicielka tej instytucji wzięła jakikolwiek udział w zebraniu. To my sami, w jej obecności, poddaliśmy analizie treść dokumentu.


Jest jednym z najbardziej szanowanych w Rosji działaczy na rzecz praw człowieka. Od kilkudziesięciu
lat Swietłana Ganuszkina pomaga uciekinierom, chorym, biednym, skazanym. 



Podjęliśmy stosowne decyzje. Zgodziliśmy się na wprowadzenie zmian do statutu. Po drugie, postanowiliśmy, iż będziemy się starać o nowelizację ustawy o stowarzyszeniach społecznych. To nasz wspólny problem, chodzi o klasyfikację organizacji na podstawie ich położenia terytorialnego. W rezultacie, okazuje się, iż organizacja zarejestrowana w Moskwie nie może okazywać pomocy humanitarnej w Inguszetii. A my tym właśnie się zajmujemy. Prokuratura ma rację. Tutaj naruszyliśmy obowiązujące prawo. Ale problem polega na czymś innym. Ta ustawa jest sprzeczna z Konstytucją. Uniemożliwia bowiem organizacjom prowadzenie całkowicie legalnej działalności. Nie jest to efekt czyjegoś świadomego działania, po prostu, gdy ją uchwalano, nie przemyślano kwestii klasyfikacji terytorialnej.


Państwo też walczy z korupcją


Po trzecie, oczywiście nie będziemy zgłaszać wniosku o wpisanie nas do rejestru agentów. Całkiem odwrotnie, zwracamy się do prokuratury, by i ona przyznała, iż cała opisana przez nią nasza działalność, nie jest prowadzona w celu wymuszenia zmian w polityce naszego państwa. Samo państwo otwarcie deklaruje wolę prowadzenia polityki walki z korupcją. Podobnie jest z humanizacją systemu penitencjarnego, podobno państwu też na niej zależy. Państwo znalazło dla mnie miejsce w składzie komisji rządowej, jeśli prokuratora chce wiedzieć dlaczego, winna raczej zapytać rząd, a nie nas. Dostałam propozycję, do mnie należało wyrażenie zgody. Lub nie.

A tak w ogóle, polityka, co to takiego? Polityka to sytuacja obecna, czy też raczej szereg działań mających na celu osiągnięcie jakiegoś celu? Prawdziwa jest druga odpowiedź. Z tego punktu widzenia, nasza działalność idealnie wpisuje się w deklarowany przez rząd program. Jeśli prokuraturze ten program nie odpowiada, zwracajcie się s wątpliwościami nie do nas, a do kogoś innego.





Na koniec podjęliśmy decyzję. Sporządziliśmy odpowiedni protokół i wręczyliśmy go prokuraturze. Poprosiliśmy ją, by wycofała się ze skierowanego do nas żądania, byśmy zarejestrowali się w charakterze agenta. Ale prokurator, ma się rozumieć, powtarzała tylko jedno: jeśli wam się nie podoba możecie złożyć odwołanie do sądu. Pani prokurator mówiła tylko jedno, iż nie jest upoważniona do jakichkolwiek wypowiedzi. Tak więc, naprawdę trudno pojąć, na czym polegał jej udział w spotkaniu mającym na celu przeanalizowanie naszej sprawy.

W końcu pani prokurator wyszła. Po kilkunastu minutach z inicjatywy Ministerstwa Sprawiedliwości nasza organizacja pojawiła się w rejestrze agentów. Podstawą do wpisania nas na listę były wyniki kontrolę wykorzystane w postanowieniu prokuratury.


Dodatkowe obowiązki


Z tą sytuacją związane są dodatkowe obowiązki. Po pierwsze, musimy składać bieżące sprawozdania co kwartał. Co pół roku, nie co rok jak to było wcześniej, obowiązuje nas składanie raportu szczegółowego. Po drugie, organizacja ma teraz obowiązek prowadzenia audytu, to akurat wydaje mi się uzasadnione, stowarzyszenie tego rodzaju jak nasze, jeśli zależy mu na reputacji i tak powinno prowadzić odpowiednie kontrole. Wszystko to da się przeżyć. Ale najważniejsze jest co innego. Teraz na każdym, napisanym przez siebie, dokumencie będziemy musieli obok nazwy dodawać zapis: "Organizacja wypełniająca rolę funkcję agenta obcego państwa". Wszystko o czym mówiłam wcześniej, wykonamy, tego robić nie będziemy. Dlatego, że to kłamstwo. Nie jesteśmy "agentem obcego państwa", nigdy nim nie byliśmy i nie będziemy.

Nasz Komitet "Pomocy Obywatelskiej" jest w większym stopniu organizacją charytatywną, niż typowym stowarzyszeniem zaangażowanym w działalność na rzecz praw człowieka. To, że uznano nas za agenta obcego państwa, przede wszystkim demaskuje charakter naszej władzy. Czy można posunąć się jeszcze dalej? Rozdajemy pieniądze, lekarstwa, pomagamy głodnym, chorym, załatwiamy dla dzieci szkołę, pomagamy uciekinierom załatwiać sprawy w Służbie do spraw Imigracji.



Prokuratorzy nękają Komitet "Pomocy Obywatelskiej" od lat. Trudno z nimi prowadzić dialog.
Pozostają głusi na argumenty. Wypełniaja polecenia kierownictwa. 



Trochę mi wstyd. Prokuratura to pożyteczna instytucja, ale zachowuje się w naszej sprawie niepoważnie. 22 stycznia, Sąd Konstytucyjny rozpatrywał naszą skargę w kwestii niedokładnych sformułowań tych punktów ustawy o prokuraturze, które odnoszą się do prowadzonych przez nią kontroli. Wystąpiłam przed sądem, ale już po tygodniu w naszym biurze pojawił się prokurator i rozpoczęto kontrole dokładnie według scenariusza sprzed dwóch lat. Tak zachowują się niedojrzałe nastolatki, jeszcze raz ci przyłożę i udowodnię, kto tu silniejszy. Ta kontrola ciągnęła się bardzo długo, sprawozdanie z niej wręczono nam dokładnie w tym samym dniu, kiedy Sąd Konstytucyjny oglosił korzystny dla nas wyrok!

Ciekawe, dlaczego prokuratura nie mogła poczekać na wyrok Sądu Konstytucyjnego? Dlaczego nie chcą go wykonać? Czego w końcu chcą? Co to za napinanie muskułów? W przeszłości kilka razy występowaliśmy wspólnie z prokuraturą przeciwko bezprawnym decyzjom podejmowanym przez administrację stolicy. Wtedy współpracowało nam się dobrze, w przyjaznej atmosferze, więc dlaczego teraz tak się zachowują?


"Obowiązuje mnie przysięga"


To jest niepoważne. Do naszego biura przyszła prokurator, na egzaminie dostałaby najwyżej tróję,  powiedziała: "Teraz będzie musieli to udowodnić w sądzie". Na to zareagował nasz prawnik: "A czy przypadkiem nie wie Pani, iż ciężar przeprowadzenia dowodu spoczywa na was?" A ona po minucie znów to samo: "Będziecie w stanie udowodnić to w sądzie?". No więc nasz prawnik znów jej tłumaczy: "To wy będziecie musieli udowadniać. My, rzecz jasna, pójdziemy do sądu. Ale sąd od Was będzie oczekiwał zgłoszenia przekonujących dowodów".

Ale ta prokurator zachowywała się demonstracyjnie, ona niczego udowadniać nie musi.  Sama rozmawiałam z nią sporo, w końcu usłyszałam od niej: "Dziękuję. Współpraca z panią była bardzo przyjemna". Kiedy była w naszym biurze, broniłam jej. Nasza młodzież gotowa była zetrzeć ją w pył. Zrobiło mi się jej żal. Ale potem ona mi objaśniła, iż obowiązuje ją złożona przysięga. A ja pytam, komu pani przysięgała? A ona, że ją do nas skierowało kierownictwo i że obowiązuje ją przysięga. Złożona kierownictwu? - nie wytrzymałam.

Niedawno Siergiej Adamowicz Kowalow przypomniał cytat z Sałtykowa-Szczedrina: "Wielu z nas często myli te dwa pojęcia: "Ojczyzna" i "Wasza Ekscelencja".



Tłumaczenie: ZDZ



Oryginał ukazał się na portalu openrussia.org:
https://openrussia.org/post/view/4388/







*Swietłana Ganuszkina (ur. 1942), ciesząca się wielkim uznaniem rosyjska działaczka na rzecz praw człowieka. Należy do grona współzałożycieli Komitetu "Pomocy Obywatelskiej" (1990 r.). Jest laureatem wielu nagród rosyjskich i międzynarodowych. W 2010 roku była jednym z poważniejszych kandydatów do pokojowej nagrody Nobla. 








Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com





sobota, 25 października 2014

Stowarzyszenie „Memoriał”: jakie są zamiary rosyjskich władz?



Niewiele rosyjskich organizacji obywatelskich cieszy się na świecie takim szacunkiem i uznaniem, co stowarzyszenie „Memoriał”. Powszechnie znane są jego starania o upowszechnienie wiedzy o represjach w czasach komunistycznych oraz działania na rzecz obrony praw człowieka. Dlatego informacja o tym, iż Ministerstwo Sprawiedliwości wystąpiło do sądu z wnioskiem o jego likwidację wywołała szok światowej opinii publicznej.


W wywiadzie udzielonym magazynowi „The New Times” Arsenij Rogiński, członek kierownictwa „Memoriału” i dawny więzień polityczny tłumaczy, jaka jest obecna sytuacja stowarzyszenia. Jego zdaniem władzom nie uda się sparaliżować jego działalności, a Rosja w przyszłości wróci na drogę wiodącą ku demokracji i przestrzeganiu prawa.


 Z Arsenijem Rogińskim rozmawiał Kirył Michajłow


 







Społeczeństwa obywatelskiego nie da się zadekretować z góry.
Członek zarządu „Memoriału” o przyczynach kampanii wymierzonej w organizację.


Atak Ministerstwa Sprawiedliwości na Rosyjskie Stowarzyszenie „Memoriał” znalazł się w fazie końcowej: 13 listopada sąd może zlikwidować organizację. Członek zarządu „Memoriału”,  Arsenij Rogiński opowiedział „The New Times”, czego obrońcy praw człowieka oczekują od władz.

15 października „Memoriał” skierował na adres ministerstwa list. Zawierał on prośbę, by resort zwrócił się do Sądu Najwyższego z wezwaniem o przełożenie terminu posiedzenia z 13 listopada na początek grudnia w sprawie pozwu o likwidację stowarzyszenia. W dniach 20-24 listopada „Memoriał” zamierza przeprowadzić w Moskwie konferencję, na niej omówione zostaną zarzuty pod adresem organizacji sformułowane przez Ministerstwo, planowane jest także przyjęcie poprawek do obecnie obowiązującego statutu.



Zgodnie z zasadami KC KPZR

Kirył Michajłow:
Na czym polegają zarzuty Ministerstwa Sprawiedliwości?

Arsenij Rogiński:
Zaproponowano nam, byśmy powołali do życia zarząd główny, a on z kolei zorganizował oddziały regionalne i objął nad nimi kontrolę. Obecnie „Memoriał” jest federacją ponad 60 różnych organizacji, nie wszystkie z nich są zarejestrowane i posiadają osobowość prawną. Niektóre z nich, zwyczajnie zrezygnowały z rejestracji w związku z przyjęciem ustawy o organizacjach pozarządowych, jej przepisy w znacznym skomplikowały ich funkcjonowanie (chodzi o przepisy z dnia 20.07.2012 przewidujące, iż organizacje otrzymujące wsparcie finansowe z zagranicy muszą rejestrować się w charakterze agenta obcego państwa).  Obecnie są to zwykłe zespoły osób prywatnych, przez co organizacje te nie mają prawa zawierania i podpisywania jakichkolwiek umów . Jeśli na przykład, jest im potrzebna sala, by w niej przeprowadzić dyskusję, to muszą dogadać się nieformalnie z jakąś zaprzyjaźnioną biblioteką. W chwili obecnej nasze Stowarzyszenie jest celem ataku bezprzykładnego ataku.

Michajłow:
Zaproponowano Wam, byście stworzyli pionową strukturę organizacyjną?

Rogiński:
Coś w tym rodzaju. Chciano, byśmy stworzyli instytucję podobną do Komitetu Kobiet Radzieckich powołanego do życia przez KC KPZR.  Ale my powstawaliśmy od dołu, każda nasza organizacja regionalna zaczynała działalność samodzielnie. W 1989 roku zjednoczyliśmy się, powołując do życia Ogólnoradzieckie Stowarzyszenie „Memoriał”. Społeczeństwo obywatelskie rośnie od dołu, nie da się go powołać do życia na polecenie z góry. Będziemy bronić naszego stanowiska we wszystkich instancjach, aż do Trybunału Konstytucyjnego. Chce podkreślić, iż likwidacja centralnego Rosyjskiego Stowarzyszenia „Memoriał” nie będzie oznaczała likwidacji każdej oddzielnej organizacji wchodzącej w jego skład.

Michajłow:
Czy kontaktował się pan z kimś osobiście w Ministerstwie Sprawiedliwości? Ktoś się do pana telefonował, proponował spotkanie, dialog?

Rogiński:
Nie. Jak się wydaje decyzję o likwidacji „Memoriału” podjęło kierownictwo Departamentu Organizacji Społecznych Ministerstwa Sprawiedliwości. Niewykluczone, jednak, ze był to ktoś na wyższym szczeblu. Ale w tym miejscu zaczyna się już polityka.

Michajłow:
Więc jak się panu zdaje, na ile w tej historii obecna jest polityka?

Rogiński:
Oczekuje pan ode mnie uczciwej odpowiedzi?

Michajłow:
Oczywiście

Rogiński:
Najbardziej uczciwa brzmi – nie wiem. A do tego mamy do czynienia z pytaniem, o to co wspólnie uznamy za politykę. Kiedy w 2005 roku utworzono Izbę Społeczną, odrzuciliśmy propozycję udziału w jej pracach. Z naszego punktu widzenia, społeczeństwo obywatelskie nie potrzebuje swojego przedstawicielstwa, nie może ono wybierać swojego KC, czy swojego przewodniczącego.
Czyżbyśmy mieli do czynienia z polityką, kiedy mówimy, ze jesteśmy za Putinem, lub przeciw niemu? Jesteś za Striełkowem i Borodajem, czy też przeciw? Chyba nie, polityką jest tworzenie w Rosji społeczeństwa obywatelskiego. Życie społeczne i polityczne kraju znajduje się pod wpływem tego właśnie procesu.

Michajłow:
Jak wielkie jest prawdopodobieństwo, że władze doprowadzą do zamknięcia „Memoriału”?




Arsenij Rogiński, dysydent z czasów radzieckich, historyk, nauczyciel rosyjskiego, jest jednym
z założycieli stowarzyszenia "Memoriał". W czasach komunistycznych odsiedzial w obozie 4 lata. 



Rogiński:
Zrozumiemy to w ciągu dwóch tygodni, wtedy gdy Ministerstwo Sprawiedliwości odpowie na naszą prośbę o przeniesienie terminu rozprawy w Sądzie Najwyższym. Istnieje możliwość, iż machina urzędowa po cichu doprowadzi do tego, iż 13 listopada zostaniemy formalnie zlikwidowani. W takim wypadku będziemy poszukiwać jakichś nowych sposobów wspólnego działania.

Sytuacja jest bardzo prosta. Jeśli organizacja nie podoba się władzom, mają one do dyspozycji masę sposobów, by utrudnić jej życie.  Wszystkie one są od dawna znane, od kontroli podatkowej do pożarowej i sanitarno-epidemiologicznej. Jest też nowy sposób. Organizację pozarządową można uznać za polityczną, wówczas gdy otrzymuje wsparcie finansowe z zagranicy. I zaraz później wypalić na niej piętno "agenta obcego państwa”. Ale, gdy trzeba będzie wydrukować tego rodzaju określenie na własnym papierze firmowym, każda organizacja pozarządowa wybierze samolikwidację.

W ten właśnie sposób zniszczono wspaniałą organizację – Centrum do Walki z Dyskryminacją „Memoriał” w St. Petersburgu. Nawiasem mówiąc, tylko oni w całym kraju zajmowali się prawami Cygan. Prokuratura uznała, iż Centrum przygotowując dla ONZ raport na temat przestrzegania w Rosji Konwencji o Zakazie Dyskryminacji, zajęło się polityką. Działacze Centrum nie uznali decyzji o nadaniu mu statusu „agenta obcego państwa”. Teraz zaś ogłoszono, iż agentem jest także Ośrodek Obrony Praw Człowieka ”Memoriału". I jego los zawisł na włosku.

Zagraniczne granty

Michajłow:
Czy „Memoriał” otrzymuje obecnie zagraniczne granty?

Rogiński:
Tak. Otrzymujemy wsparcie finansowe od rosyjskich i zagranicznych fundacji. Ich beneficjantami są tak Międzynarodowe Stowarzyszenie „Memoriał”, jak i kilka naszych organizacji regionalnych. Te pieniądze przeznaczone są na realizację konkretnych projektów. Z ideowego punktu widzenia ich nikt nie kontroluje. Ale przestrzeganie procedur i przejrzystość w zakresie finansów ma dla nas znaczenie zasadnicze. Mówią nam, zrezygnujcie z pieniędzy zagranicznych, skończą się wasze nieprzyjemności. 

Proponuje się nam konflikt z naszym własnym rozumieniem prawa, tak samo jak wówczas, gdy pojawia się sugestia, by budować organizację z góry, a nie od dołu. Nie mamy żadnej ustawy, która zakazywałaby organizacjom społecznym otrzymywanie grantów z zagranicy.

Michajłow:
A jak wcześniej udawało wam się znajdować wspólny język z państwem?

Rogiński:
W latach 90ych państwo nie miało do nas głowy. Uparcie nie zwracano na nas uwagi. Jak mi się dziś wydaje, były to dla nas najlepsze czasy. Z drugiej strony, było nam okropnie przykro, iż państwo nam nie pomaga, choć robiliśmy tyle pożytecznych rzeczy.

Potem zaczął się nowy etap, czasy odbudowy piramidy władzy. Państwo próbowało wówczas z nami rozmawiać, jednocześnie usiłując sformalizować kontakty z organizacjami pozarządowymi. Wielu ich przedstawicieli weszło wówczas w skład różnych rad, powoływanych do życia przez rozmaite instytucje, ministerstwa, władze regionalne. Jak się wydawało, nie było w tym niczego złego, sformułowaliśmy wówczas stosowne hasło: „Rozmawiamy ze sobą jak równorzędni partnerzy: społeczeństwo i państwo”.

Początek nowej epoki w naszych stosunkach związany jest z kolorowymi rewolucjami. Wtedy państwo wbiło sobie do głowy, iż organizacje społeczne są źródłem całego zła, to one na poradzieckiej przestrzeni pełnią rolę propagatora złowrogich wpływów Zachodu. Od tej pory obowiązywał jeden kurs: działalność każdej organizacji winna zostać poddana surowej kontroli.  Przyjęto ustawę o „agentach obcego państwa”. Trzeba jednak przyznać, iż prezydencka administracja ze swego budżetu, zaczęła wówczas wydzielać granty organizacjom reprezentującym społeczeństwo obywatelskie. Nawet te, uznane za „agentów obcego państwa”, jak na przykład Ośrodek Obrony Praw Człowieka „Memoriału” w dalszym ciągu otrzymują pieniądze z tego źródła.

Jak mówi dyrektor „Centrum Lewady”, Lew Gudkow, organizacje obywatelskie mają dziś do wyboru trzy warianty postępowania: albo akceptują stanowisko władz, albo rozwiązują się, lub zostają zlikwidowane, lub też dołączają do opozycji politycznej. Nasz problem polega na tym, ze żaden z tych wariantów nie wydaje nam się odpowiedni. Nie możemy zgodzić się ze stanowiskiem władz, przede wszystkim dlatego, iż nasze poglądy na szereg istotnych kwestii różnią się zasadniczo. Mamy się rozwiązać sami? To wyglądałoby dziwnie, sami kładziemy głowę pod topór. A jeśli idzie, o przejście w szeregi opozycji politycznej? Takie rozwiązanie oznaczałoby zasadnicze naruszenie samej istoty pozarządowej organizacji o charakterze obywatelskim.

Więc nie, powinniśmy dalej robić to samo, kontynuować swoją działalność z godnością i spokojnie.

Michajłow:
Jeśli Sąd Najwyższy istotnie wyda wyrok o likwidacji „Memoriału”. jakie Wasze projekty ucierpią najbardziej?



Jelena Bonner, żona wielkiego fizyka i obrońcy praw człowieka, Andrieja Sacharowa
przemawia na konferencji założycielskiej "Memoriału" w 1989 roku.  


Bieżące projekty 

Rogiński:
Żaden nie ucierpi. Wynika to z wewnętrznej struktury rosyjskiego stowarzyszenia „Memoriał”. Dla przykładu, takie projekty, jak stworzenie ogólnokrajowej księgi pamięci, albo organizacja w regionach serii historycznych wystaw oświatowych powiązanych z dyskusjami, lub imprez organizowanych dla uczniów, zastaną przejęte przez Naukowo-Informacyjny Ośrodek „Memorial” w Moskwie, albo przez Stowarzyszenie Międzynarodowe „Memoriał”.  Żeby te projekty zablokować, należałoby zlikwidować każdą związaną z nami organizację oddzielnie, do tej pory jednak nikt nie przyznał się do takich zamiarów. Temat pamięci historycznej jest dziś w Rosji tak ważny, wywołuje tyle dyskusji, iż nie jest możliwe, by gra na tym polu toczyła się bez nas.

Michajłow:
Jednak sytuacja w kraju rozwija się takim kierunku, iż ludzie zaczynają się zastanawiać co będzie „pojutrze”, jak będzie Rosja po odejściu Putina. Czy istnieje szansa, że wtedy wybierze wolność i przestrzeganie prawa?

Rosja po Putinie

Rogiński:
Jestem marnym prognostą. W 1985 roku, kiedy wyszedłem z więzienia, przyjechał do mnie do domu zagraniczny dziennikarz. Pamiętam dobrze, spacerujemy po ulicy, a on pyta, jak się panu wydaje, jak długo to jeszcze potrwa? Wydawało mi się, że dzięki swemu doświadczeniu strasznie zmądrzałem, w końcu odsiedziałem w obozie 4 lata, przeczytałem w życiu wiele książek. I odpowiedziałem, najmarniej 25-30 lat.


W ciągu ostatniego stulecia przeżyliśmy wiele. I tak czy inaczej, z mniejszymi, lub większymi przerwami, będziemy iść w kierunku wolności i przestrzegania prawa. Dzisiaj, rzeczywiście, poruszamy się w odwrotnym. Ale pozostajemy częścią Europy i częścią światowego ruchu ku wolności. Można zahamować rozwój kraju na 10-20 lat, ale historia dyktuje nam wektor rozwoju, prędzej, czy później i u nas powstanie społeczeństwo obywatelskie respektujące wolność i prawo. Najważniejsze, byśmy nie poddawali się panice i przygnębieniu. 




Oryginał ukazał się w moskiewskim tygodniku „The New Times”: http://www.newtimes.ru/articles/detail/88562


Tłum.: ZDZ






Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com








czwartek, 23 stycznia 2014

Rosja: Lekcja Ukrainy

Przed dziesięcioma laty pomarańczowa rewolucja stała się dla Kremla pretekstem do zaostrzenia polityki wewnętrznej. Teraz znów władze są przestraszone przebiegiem wydarzeń na Ukrainie. W obliczu nieuchronnych w Rosji trudności gospodarczych fałszywie rozumiany instynkt samozachowawczy dyktuje Kremlowi kurs na dokręcanie śruby.

 

Siemion Nowoprudski dla „Nowej Gazety”

Władze rosyjskie mogą wykorzystać wydarzenia na Ukrainie dla politycznego uzasadnienia radykalnego przykręcenia śruby w samej Rosji. W ostatnich dniach deputowani frakcji „Jedna Rosja” nieoczekiwanie wycofali z parlamentu swój projekt ustawy nadającej środkom masowego przekazu finansowanym z zagranicy status „agenta obcego państwa”.
Projekt zgłosili w listopadzie 2012 roku deputowani „Jednej Rosji” Jevgienij Fiodorow, Anton Romanow i Magomied Selimhanow. Przewidywał on, iż „środki masowej informacji”, które zajmują się tematyka polityczną, dysponujące majątkiem i zasobami finansowymi pochodzącymi z zagranicy przekraczającym 50% ich własnych dochodów, muszą informować oficjalnie o tym, iż są „agentami obcego państwa”. Projekt ustawy wydaje się całkowicie zgodny z tą logiką, która podyktowała ustawodawcy przyjęcie ustawy o agentach zagranicznych wśród organizacji pozarządowych. Zastosowanej zgodnie z przeznaczeniem, przeciw organizacjom, które Kreml uważa za szkodliwe.
Dlaczego nagle projekt ustawy został wycofany? Przecież nie dlatego, by naszego ustawodawstwa nie wzbogacić o jeszcze jeden bastion dla obrony dyktatury. „Po prostu zaostrzamy sformułowania związane z pojęcie „obcego agenta”. W pierwszym projekcie mówiliśmy o 50 procentowym finansowaniu. Uważamy, iż ten wskaźnik trzeba zwiększyć (choć chyba tu chodzi w rzeczywistości o zmniejszenie - przyp. autor, S.N.). Ma to związek z wydarzeniami na Ukrainie, gdzie w istocie media wzywały do wojny domowej.” – stwierdził w rozmowie z agencją RIA Nowosti jeden z autorów projektu ustawy Jewgienij Fiodorow.
Wspierając prezydenckie aspiracje Wiktora Janukowicza
Władimir Putin zapewne nie podejrzewał ilu kłopotów
przysporzy mu ten polityk. 
Tak oto, zdaniem wpływowego polityka partii władzy, media rosyjskie, tak jak i ukraińskie, prowokują ludzi, wzywając do wojny domowej. Nie ma najmniejszych wątpliwości, iż jeśliby Ukraina podpisała porozumienie o stowarzyszeniu  z Unią Europejską nie byłoby żadnego Majdanu. Wówczas trudno byłoby sobie wyobrazić, by w centrum Kijowa doszło do pogromów, na ulicach wybuchały butelki z koktajlem Mołotowa. Jeśli nie całą, to przynajmniej część odpowiedzialności za podjęty przez władze ukraińskie wybór, który w konsekwencji doprowadził do rozlewu krwi, ponosi Rosja. Naciskano na prezydenta Janukowicza wszelkimi sposobami, poza wojskowymi. Ale dla obywateli Rosji najważniejsze jest to, jak rosyjskie władze wykorzystają wydarzenia na Ukrainie we własnym kraju. Słowa szefa rosyjskiej dyplomacji Siergieja Ławrowa, o tym że wydarzenia na Ukrainie „stanowią naruszenie norm przyjętych w Europie” brzmią szczególnie cynicznie. Rosja nie szczędziła wysiłków, by jak raz władze ukraińskie nie zaakceptowały norm respektowanych w Europie. I z całą pewnością normy te nie są drogowskazem dla władz rosyjskich.
Autorytarne reżimy, zwłaszcza te znajdujące się w stanie przedagonalnym, szczególnie chętnie oskarżają media i Internet o prowokowanie ludzi do bratobójczej walki. I Hosni Mubarak, na kilka dni przed swoim upadkiem, i Baszir al-Asad w Syrii próbowali zablokować Internet w swoich krajach. Reżimy autorytarne różnią się od rządów demokratycznych, iż nigdy nie przyznają się do odpowiedzialności za protesty ze strony ludności. Wszyscy, którzy nie zgadzają się z tego rodzaju władzą, są jej zdaniem obcymi agentami, zjadaczami szykowanych w Departamencie Stanu smakołyków.
Ukraina, swego czasu, była już źródłem natchnienia dla władz rosyjskich. Pierwsza fala autorytaryzmu ogarnęła Rosję zaraz po „pomarańczowej rewolucji”. Wtedy właśnie, po raz pierwszy, starano się wepchnąć na prezydencki tron w Kijowie, jak się wówczas wydawało, całkowicie posłusznego Kremlowi Wiktora Janukowicza. Antyzachodnia histeria, ataki pod adresem niezależnych mediów, zaostrzenie przepisów wyborczych, stosowanie na masowa skalę fałszerstw podczas wyborów na każdym szczeblu, oto jak Kreml zareagował na wyimaginowane przez siebie w tamtej chwili „pomarańczowe niebezpieczeństwo”.
Dziś władze w Rosji mają znacznie większe podstawy, by obawiać się wstrząsów społecznych. Rzuca się w oczy krach polityki gospodarczej, jego konsekwencje miliony obywateli bardzo szybko odczują w swoich portfelach. Dla scenariusza, według którego czeka nas wzrost bezrobocia, spadek dochodów ludności na przestrzeni kilku najbliższych lat, jak się wydaje, nie ma alternatywy. Trzecia kadencja Putina od samego początku zbudowana jest na zakwestionowaniu tezy o tym, iż jest on prezydentem wszystkich Rosjan. Putin zaczął udawać prezydenta „prostych ludzi” – w naszych warunkach najmniej aktywnej, biednej, apolitycznej warstwy ludności. Z tego wynika konfrontacja „mas pracujących” z napychającymi sobie kieszenie „darmozjadami-hipsterami”. Zaczęto przy pomocy odpowiedniego ustawodawstwa ograniczać prawa otwartych przeciwników władzy do organizowania publicznych akcji. Do praktyki politycznej, przy pomocy odpowiednich ustaw, wprowadzono termin „agenta obcego państwa”. Doszło do serii głośnych dymisji w mediach, nie obyło się bez likwidacji niektórych państwowych instytucji medialnych, do tej pory całkowicie lojalnych wobec władzy.
Obecnie, gdy gospodarka rosyjska zaczyna regulować rachunki rosyjskiej polityki, zaś polityk stojący na czele państwa od 15 lat nie może już udawać, iż jest prezydentem nadziei, władzom rosyjskim szczególnie kusząca wydaje się jedna droga, ta wiodąca do maksymalnego zaostrzenia rygorów. Fałszywie rozumiany instynkt samozachowawczy staje się jedynym impulsem do podejmowania kluczowych dla kraju decyzji. Na naszych oczach Ukraina przekształca się w poligon doświadczalny dla nowego, represyjnego kursu w samej Rosji.
-----------------------------------
Blog Media w Rosji o wydarzeniach na Ukrainie:

1.
2.