Pokazywanie postów oznaczonych etykietą protest kierowców tirów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą protest kierowców tirów. Pokaż wszystkie posty

środa, 24 lutego 2016

Faszyzm light, bez nadziei na liberalizację



Czy reżim Putina jest stabilny? Jak poważnym zagrożeniem jest dla niego załamanie cen na rynku ropy naftowej? Jak ostre są konflikty wewnątrz elity? Czy Kreml ma podstawy, by obawiać się "kolorowej" demokratycznej rewolucji? Jak bardzo w warunkach obniżenia poziomu życia powszechne są nastroje protestacyjne? - w wywiadzie udzielonym agencji informacyjnej stacji TV Tomsk 2 młoda i błyskotliwa politolog Maria Sniegowaja udziela odpowiedzi na najważniejsze pytania odnoszące się do aktualnej rosyjskiej rzeczywistości politycznej. Jej zdaniem reżim Putina to faszyzm w wersji light, całkowicie niezdolny do zainicjowania z góry reform wiodących ku liberalizacji.
 



 Z Marią Sniegowają rozmawiała Julia Mucznik 





Julia Mucznik:
Przez całą poprzednią dekadę nasza opozycja powtarzała uparcie, iż władza zawdzięcza swą siłę wysokim cenom na ropę naftową. Ceny spadną i piramida władzy rozpadnie się. Czy zgodzi się pani z opinią, iż władza okazała się o wiele stabilniejsza, niż się wydawało to jej krytykom?


Wzrost niezadowolenia


Maria Sniegowaja:
Jej stabilność na razie przejawiła się w ten sposób, iż władza nie upadła natychmiast, gdy ceny ropy poleciały w dół. Ale niskie ceny na surowce energetyczne mamy zaledwie od roku. To za krótki okres, by na tej podstawie wyciągać wnioski na temat stabilności systemu  i jego zależności od cen ropy. Warto równocześnie zwrócić uwagę na to, iż nastroje protestacyjne w kraju rosną. Ludziom nie wystarczą zagraniczne zwycięstwa na "wszystkich frontach". W ciągu minionego roku zwiększyło się niezadowolenie wywołane sytuacją gospodarczą. Socjologiczne sondaże pokazują, iż znacząco zwiększyła się liczba ludzi, którzy uważają, iż kraj idzie niewłaściwą drogą (proszę przestudiować ostatnie dane Centrum Lewady). Równocześnie zmniejsza się odsetek aprobujących działalność Władimira Putina (z 88% w październiku 2015 roku, to jest zaraz po rozpoczęciu operacji wojskowej w Syrii, do 82% w styczniu 2016 roku). Podobną dynamikę obserwujemy w odniesieniu do różnych wskaźników, takich jak aprobata dla premiera Miedwiediewa, rządu, gubernatorów. To dla systemu sygnał alarmowy.

Mucznik:
Jednak oprócz protestów kierowców ciężarówek (siedzą sobie w nich bez szczególnego poparcia ze strony społeczeństwa), na razie trudno zaobserwować w kraju inne powszechne przejawy protestu….


Protesty kierowców tirów nie gasną. W ostatnich dniach z radykalnym żądaniem dymisji rządu wystąpili kierowcy St. Petersburga. 


Sniegowaja:
Na razie tylko ruch kierowców tirów znalazł się w centrum uwagi i zainteresowały się nim media. Ale w roku 2015 liczba akcji protestacyjnych zwiększyła się o 40% w porównaniu z rokiem poprzednim. Takie dane w oparciu monitoring podaje "Centrum Praw Społeczno-Pracowniczych". Są one są wiarygodne. W zeszłym roku odnotowano w kraju 409 akcji o charakterze protestacyjnym. Były one różnorodne, nie bardzo masowe, szybko ugasały. Ale w porównaniu z falą protestów w latach 2011-2012 zmienił się przekrój ich uczestników. Wówczas protestowała tak zwana "klasa kreatywna", podnosząc postulaty o charakterze politycznym. Teraz buntują się inne warstwy społeczne, najgorzej opłacane i najsłabsze, wałczą przede wszystkim z opóźnieniami w wypłacie wynagrodzeń.
Warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden wskaźnik - gotowość do udziału w protestach. Badania potwierdzają, iż przyznaje się do niej ok. 20% ankietowanych, zamieszkujących różne regiony. Tak więc stabilność systemu nie jest taka, jak wielu może się wydawać.

Mucznik:
Istnieje jednak pogląd, iż jeśli kryzys będzie się pogłębiał, ludzie stracą ochotę do protestów. Ważniejsze będą starania o to, jak związać koniec z końcem, trzeba będzie poszukiwać dodatkowych źródeł dochodów, praca na działce pochłonie wiele czasu, itd.

Sniegowaja:
Tego rodzaju zjawiska trudno prognozować. Należy pamiętać, iż w okresie koniunktury na ropę poziom życia ludności bardzo się podniósł. Pogodzić się z jego obniżeniem psychologicznie nie będzie łatwo. Ale nie wydaje mi się, by ludzie tak jak w czasach radzieckich, lub na początku lat dziewięćdziesiątych szykowali się do powrotu na własne działki i pola. W mniejszym, lub większym stopniu przyzwyczaili się do wysokiego poziomu konsumpcji. Powtórzę się, przestrzegałabym przed niedocenianiem siły nastrojów protestacyjnych i możliwości pojawienia się tego rodzaju akcji już w najbliższej przyszłości.


Reżim neopatrymonialny


Trzeba pamiętać o tym, jaki rodzaj systemu uformował się w dzisiejszej Rosji. Ten reżim określiłabym jako neopatrymonialny, charakteryzuje go destrukcja instytucjonalnej tkanki społecznej. Życie społeczne, obywatelskie, na poziomie podstawowym nie istnieje, co uniemożliwia ludziom samoorganizację. Niewielkie, izolowane akcje protestacyjne nie mogą się zjednoczyć, dotrzeć do opinii publicznej. Wszystkie kanały komunikacji ułatwiające jednoczenie się zostały zawczasu zniszczone. Tego rodzaju różnorodne i chaotyczne protesty są charakterystyczne dla systemów patrymonialnych, ludzie domagają się w nich od góry by "dała pieniądze" i "ułatwiła ludziom przetrwanie ". Trudno obecnie przewidzieć, jak w miarę pogłębiania się kryzysu gospodarczego będzie rozwijać się rozdrobniony na razie ruch protestacyjny, czy przybierze poważniejszy kształt i stanie się niebezpieczny dla systemu politycznego współczesnej Rosji.


Przy okazji warto wspomnieć o jeszcze jednym rysie charakterystycznym dla podobnych systemów patrymonialnych: pod ich panowaniem na ryzyko szczególnie narażony jest mały biznes. Wszyscy chcą go złupić i wydoić. Nie wszystkie systemy autorytarne zachowują się w ten sposób. Niektóre wręcz przeciwnie, szukają oparcia w małym biznesie. Ale Rosja to nie ten przypadek. Stąd wynika prawdopodobieństwo, że mały biznes może przyłączyć się do protestów organizowanych na dole. Jeśli "umowni" kierowcy tirów połączą się z małymi przedsiębiorcami i zorganizują wspólne akcje, będziemy mieli do czynienia z inną jakością ruchu protestacyjnego.

Mucznik:
Określa pani obecny reżim panujący w Rosji jako patrymonialny. Jakie są jego podstawowe cechy charakterystyczne?


Ważne są układy nieformalne


Sniegowaja:
Przywódca reżimu neopatrymonialnego utrzymuje władzę, umacniając swoją rolę arbitra. Ważne są układy nieformalne, związki osobiste, a nie ideologia, czy prawo. Formalnie istniejące instytucje polityczne w rzeczywistości nie mają znaczenia. O wszystkim rozstrzyga dystrybucja renty. Jest ona źródłem władzy i bogactwa, dla ich zdobycia nie są potrzebne jakieś specjalne starania. W naszym wypadku jej źródłem jest ropa naftowa, inne surowce. Pochodząca z nich renta rozdzielana jest wewnątrz elity, resztki dostają się dołom. Cały system opiera się na tej redystrybucji. Jak długo mamy co dystrybuować, pozostaje stabilny.

Mucznik:
Dochody z renty obecnie spadają. Jaka będzie reakcja systemu?

Sniegowaja:
Zobaczymy wojnę wewnątrz elity. Już dziś obserwujemy rosnącą liczbę spraw kryminalnych, których źródłem jest atak jednej grupy ludzi z FSB na inną. Na Kremlu boją się dziś bardziej niezadowolenia elity. Mówi się o możliwym ataku ze strony "tabakierki". Mniejsze obawy wywołują protesty dołów, te choćby wspomniane przeze mnie wcześniej. Stąd biorą się starania, by zmniejszające się dochody z renty dzielić między różnymi grupami elity. Ich efektem są takie historie jak "ustawy Rotenberga", "System Platon", ulgi i preferencje dla Gennadija Timczenki, przekazanie lotniska Szeremietiewo Rotenbergowi. Od czasu do czasu, słyszymy odgłosy toczących się wewnątrz elity walk, im bardziej dochody z renty będą się zmniejszać, tym będą głośniejsze.

Mucznik:
Wspomniała pani "tabakierkę". Na ile prawdopodobny jest bunt elity? Przecież jej nie brakuje instynktu samozachowawczego. Ci ludzie rozumieją, że jeśli coś już się wydarzy, będą główną ofiarą.


Instynkt samozachowawczy


Sniegowaja:
Instynkt samozachowawczy, przyswojone normy zachowania, to istotne kwestie Mówi się na przykład, że ludzie ci boją się spotkań w grupach, choćby liczących trzy osoby. Ktoś mógłby donieść Putinowi, że organizują spisek. Ten system uległ pewnej formalizacji, istnieje już przecież od wielu lat. Ludzie którzy się weń nie wpisują są wyrzucani za burtę, nawet tak lojalni jak były minister finansów Aleksiej Kudrin. Pozostają najbardziej lojalni. Także ci, którzy z tego okrętu nie będą mieli dokąd uciec. Jak pani widzi, Kreml prowadzi rozpaczliwe starania mające na celu zniesienie zachodnich sankcji (stąd wzięło się niedawne wystąpienie Miedwiediewa w Monachium, spotkanie patriarchy Cyryla z papieżem, wizyta w Moskwie Henry Kissingera, związana z dziewczynka Lizą, wymierzona w Merkel kampania propagandowa Kremla w Niemczech). To jeszcze jedno świadectwo kurczenia się aktywów, a także obaw Kremla przed konsekwencjami kryzysu gospodarczego. Takimi choćby jak rozłam wewnątrz elity.

Mucznik:
Rozmawiamy o perspektywach ruchu protestu. Ale istnieje jeszcze jeden ważny temat: "eksport (tranzyt) kolorowych rewolucji". Przez kilka ostatnich lat poświęcano mu wiele uwagi we wszystkich publicznych dyskusjach o przyszłości. Dostrzega pani możliwość takiego tranzytu?


Eksport rewolucji?


Sniegowaja:
Rosyjskie władze i media straszą takim scenariuszem, popatrzcie tylko do jakiego chaosu prowadzi "eksport" tak zwanych rewolucji demokratycznych, prowadzących do obalenia autorytarnego przywódcy.

Zapewne istnienie swego rodzaju fali rewolucyjnej jest możliwe. Z różnych powodów. Taka fala może powstać pod wpływem różnych czynników, obserwujemy wtedy efekt śnieżnej kuli. Dzieje się tak, gdy pojawia się zjawisko wspólne dla wszystkich, na przykład kryzys światowy, albo spadek cen na ropę naftową. Jego skutkiem może być pogorszenie się poziomu życia i upadek rządów (dobrym przykładem jest tu kryzys kredytowy w krajach Ameryki Łacińskiej w latach osiemdziesiątych). Ludzie spostrzegają, jak niezadowoleni ze swej sytuacji sąsiedzi, obalili władcę. Tak rozwinęła się "arabska wiosna. " Ale to była właśnie lawina śnieżna i fala rewolucyjna, nie zaś spisek inspirowany przez Departament Stanu. Świat jest dziś przejrzysty, uczestnicy protestów w różnych krajach uczą się od siebie wzajemnie. Ważny jest wynikający z podobnych rewolucji efekt "pokazowy". Ale także władze uczą się, jak reagować na podobne wydarzenia. Nasze, jak widać, z powodzeniem. Stąd bierze się reakcja Kremla na Majdan. Kreml przestraszył się, iż przykład Majdanu może okazać się zaraźliwy, ten lęk stal się podstawą polityki rosyjskiej na Ukrainie.

Mucznik:
Zapewne bardziej niż ukraiński, jest dla nas aktualny przykład Syrii. Wielu ekspertów utrzymuje, iż zdecydowane poparcie udzielone przez Rosję reżimowi Asada wynika z tego, iż choć Syria jest od nas daleko, Kreml nie chce dopuścić do obalenia jej przywódcy. Byłby to bowiem kolejny przykład dla naszych opozycjonistów… Zagraża nam syryjski scenariusz?

Sniegowaja:
To bardzo wątpliwe, iż w Rosji może wydarzyć się coś podobnego. Warianty eksportu, tranzytu rewolucji w dużym stopniu uzależnione są od parametrów istniejącego reżimu. Reżim rosyjski zasadniczo różni się od syryjskiego. Kluczowa różnica związana jest z mniejszościowym charakterem reżimu Asada. Na jego czele stoi religijna mniejszość alawitów. To nieliczna i silnie zintegrowana kasta. Nie bez podstaw obawia się, iż jej przetrwanie całkowicie zależy od trwałości rządu Asada. Alawicka mniejszość rządzi sunnicką Syrią już od czterdziestu lat. Zajęła dominującą pozycję w syryjskich silach zbrojnych i służbach specjalnych. Elity alawickie są całkowicie lojalne wobec reżimu, w jego obronie będą walczyć do ostatniej kropli krwi, sprzyja temu poczucie oblężonej twierdzy. Ludzie ci zdają sobie sprawę z tego, jak straszny będzie ich los po obaleniu Asada. Po odniesieniu zwycięstwa, opozycja, sunnicka większość fizycznie zetrze alawitów z powierzchni ziemi.

W Rosji istnieje populistyczny reżim autorytarny. Opiera się nie na jakiejś stanowiącej mniejszość grupie, otoczonej w dodatku przez wrogą większość. W rosyjskim przypadku zasadnicze znaczenie ma redystrybucja zasobów pomiędzy różnymi wspierającymi reżim grupami, takimi jak wąski krąg elity, reprezentanci resortów siłowych, biurokracja i lojalni wobec władzy ludzie utrzymywani przez budżet. Tych grupy nie jednoczy poczucie wspólnej identyfikacji. W tym systemie nie ma mniejszości, której przetrwanie byłoby uzależnione od zachowania władzy przez Władimira Putina. Rosyjskie elity stoją wobec znacząco mniejszego ryzyka w porównaniu z popierającymi Asada alawitami.

Mucznik:
Czy to oznaczy, że w naszym przypadku nikt za władzę nie będzie bił się do ostatniej kropli krwi….?

Sniegowaja:
Niech Pani wyobrazi sobie wicepremiera Rogozina, który nawiasem mówiąc niedawno strzelił sobie w nogę, za to przedtem miał trudności, żeby wdrapać się czołgu. Czy on będzie walczył aż do końca z automatem w ręku za swego przywódcę? Oczywiście, że nie. Można zapewne wyobrazić sobie, iż taką siłą staną się "kadyrowcy". Więc jak, wejdą do Moskwy, ich batalion "Wschód" zacznie zabijać stołecznych dysydentów?

Mucznik:
A jak ich potem wyprowadzić z Moskwy?


Kupowanie lojalności


Sniegowaja:
Jak mi się wydaje, na Kremlu obecna działalność Ramzana Kadyrowa budzi lęk, władza nie wie co z tym zrobić. Pod tym względem reżim rosyjski odczuwa brak stabilności, rozumie swoją zależność od lojalności ludzi z resortów siłowych. Dlatego na ich utrzymanie z budżetu idą tak wielkie pieniądze. Tak kupuje się lojalność, w inny sposób nie da się jej zapewnić. I zapewne także do określonego momentu możliwe będzie kupowanie lojalności władz Czeczenii.


W latach 2011-2012 w protestach "klasy kreatywnej" uczestniczyły w Moskwie dziesiątki tysięcy ludzi. 

W systemach, w których lojalność wobec kierownictwa podtrzymywana jest poprzez redystrybucję renty, elity w zmienionych okolicznościach łatwiej przechodzą na stronę opozycji. Taki przebieg miała zmiana reżimu Milosevica w Serbii, tak wyglądał upadek Janukowicza na Ukrainie. Podobne zjawisko obserwowaliśmy w Rosji w latach 2011-2012, kiedy niektóre grupy elity zaczęły w sposób niejawny wspierać protesty opozycji pozaparlamentarnej. Obecnie nastroje protestacyjne udało się przygasić, ale z drugiej strony nie widzę w Rosji jakichkolwiek grup gotowych na śmierć w obronie reżimu. Jeśli więc i do Rosji trafi "tranzytem" jakaś rewolucja, to prawdopodobnie przebiegnie ona według przyspieszonego i bardziej pokojowego scenariusza.

Mucznik:
Obecny reżim porównywany bywa z różnymi innymi, tak zapewne można lepiej poznać jego naturę. Zestawia się go na przykład, z system radzieckim, przed radzieckim samodzierżawiem,  latynoamerykańskim (w typie rządów Chaveza), z włoskim z czasów Mussolini. Które z tych porównań są uzasadnione? I czy rzeczywiście pomagają nam w zrozumieniu reżimu Putina?


Faszyzm light


Sniegowaja:
Mamy w Rosji faszyzm light, w stylu Mussoliniego. To władza korporacji, grupa czekistów na czele reżimu, podobna ideologia grupy rządzącej, antyliberalizm, odrzucanie demokracji i praw człowieka, retoryka mobilizacyjna, szukanie oparcia w kontrolowanych przez państwo monopolach, w uzależnionych od państwa grupach ludności, zachowujących lojalność, bo nie znane są im inne sposoby funkcjonowania.  To kult państwa, towarzyszy mu zasada podporządkowanie interesów osobistych, indywidualnych interesom państwa. To pozwala wytłumaczyć dziwne przyzwyczajenie naszego państwa do niszczenia niezależnego, ale lojalnego wobec niego biznesu. Chciałoby się spytać, po co, dla jakich korzyści? Takie postępowanie nanosi szkody gospodarce, zwiększa potencjał protestu. Ale i tu jest swoja logika. Ważna jest likwidacja wszelkiej niezależności, temu systemowi niepotrzebny jest człowiek, który sam zarabia na życie, nie zależy od wypłacanej przez władze jałmużny.

Mucznik:
Czy pogłębiający się kryzys polityczny i gospodarczy zmusza systemy takie jak nasz do podejmowania reform? Według niektórych prognoz kryzys winien zmusić władze od "odkręcenia śruby". Innymi słowy, czy możliwa jest pokojowa transformacja rosyjskiego systemu politycznego, wybór kursu zbliżonego do liberalnego?

Sniegowaja:
Ja i w latach 2011-2012, kiedy podobne oczekiwania były o wiele powszechniejsze, nie uważałam, iż ten system może pójść drogą "odkręcania śruby". W nim jakakolwiek liberalizacja nie jest możliwa. Reżim opiera się na biurokracji, ludziach z resortów siłowych. W warunkach jakiejkolwiek liberalizacji utraciliby dochody ze swojej renty, przynajmniej ich znaczną część. Większość nich podobna jest do bakterii; nie przynoszą organizmowi żadnych korzyści, tylko go niszczą. Uwolnienie się od nich byłoby równoznaczne ze zniszczeniem systemu. Władza na to nie pójdzie nigdy. Jest bardziej prawdopodobne, iż zobaczymy starania zmierzające do zniesienia sankcji (naciski na zachód trwają cały czas), albo próbę doprowadzenia do podwyższenia ceny na ropę naftową poprzez destabilizację sytuacji na Bliskim Wschodzie. Ale to jest stara metodologia radziecka, w tym że po nią sięgnięto nie ma nic dziwnego, reżim coraz bardziej przypomina ten ze schyłkowego okresu ZSRR. Nie jest on w stanie zaproponować jakichkolwiek nowych pomysłów, idei. Proszę porzucić jakąkolwiek nadzieję na dobrowolną liberalizacje reżimu zainicjowaną z góry.


Tłumaczenie: Zygmunt Dzięciolowski
Wywiad ukazal się na portalu stacji telewizyjnej Tomsk2. Program telewizyjny zostal zlikwidowany, jednak jego ludzie w dalszym ciagu prowadzą portal internetowy:




*Maria Sniegowaja, rosyjska politolog, socjolog, ekonomistka orientacji liberalnej. Wykształcenie zdobywała na rosyjskich i amerykańskich uczelniach (universytety Harvard, Columbia). Często publikuje artykuły w mediach rosyjskich i międzynarodowych. 













Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com





Projekt "Media-w-Rosji" ma na celu umożliwienie czytelnikowi w Polsce bezpośredniego kontaktu z rosyjską publicystyką niezależną, wolną od cenzury. Publikujemy teksty najciekawszych autorów, tłumaczymy materiały najlepiej ilustrujące ważne problemy współczesnej Rosji. Projekt "Media-w-Rosji" nie ma charakteru komercyjnego.












piątek, 27 listopada 2015

Protest groźniejszy, niż wszyscy terroryści na całym świecie



Pisząc obecnie o Rosji, media światowe koncentrują się przede wszystkim na polityce zagranicznej, jej roli w konflikcie syryjskim. Od kilku tygodni trwa jednak w kraju masowy i spontaniczny protest kierowców tirów. Jest on odpowiedzią na decyzję o wprowadzeniu wysokich opłat za przejazd po drogach federalnych. Licencję na ich pobór przyznano prywatnej firmie należącej do syna jednego z najbardziej zaprzyjaźnionych z prezydentem Putinem oligarchów. W dodatku, okazało się, iż zaprojektowany w tym celu system komputerowy "Platon" ma wiele wad i może paraliżować ruch na drogach. Rząd rosyjski już poszedł na ustępstwa, obniżył stawki za przejazd. Protest jednak nie wygasł. Moskiewski publicysta Aleksander Minkin uważa, iż jest on dla władz groźniejszy, niż jakakolwiek akcja protestacyjna w minionych latach.



Autor: Aleksander Minkin

Zdjęcia: "Nowaja Gazieta"





Zdesperowani podwyżką cen za przejazd kierowcy tirów protestują w wielu rosyjskich regionach




Całą Rosję ogarnęła fala protestów. Kierowcy tirów blokują drogi. Wygląda na to, że władze się przelękły. Tę reakcję można opisać jednym słowem: władza oniemiała. Dosłownie straciła mowę (telewizor milczy).

Jeśli więc Wy, Towarzyszko Obywatelko istniejecie tylko jako zbudowana z białka przystawka do odbiornika telewizyjnego i jeśli wasza praca polega na przełączaniu się z jednej federalnej stacji telewizyjnej na inną - to nie wiecie nic o ogólno-rosyjskiej akcji protestacyjnej naszych kierowców tirów. Nie znacie więc prawdy o najważniejszym.


Kto zatrzymuje ruch na drogach?


Dla władz protest kierowców jest znacznie bardziej niebezpieczny, niż wszyscy terroryści na całym świecie. Po pierwsze, dlatego że terroryści, jak to widać, nie bywają groźni dla przywódców. Są zagrożeniem  dla prostych obywateli - pasażerów metra, samolotów, widzów na stadionie, klientów kawiarni. Po drugie, akty terrorystyczne zwykle integrują społeczeństwo wobec przywódcy, za to strajki mogą się skończyć obaleniem rządu.

O blokadach dróg w ostatnich dniach informowano z Kaługi, Czelabińska, Pietrozawodska, Jekaterynburga, Tiumeni, Dagestanu. Blokowano ruch na świętej, moskiewskiej obwodnicy MKAD i na trasie "Don".

Ruch zatrzymują ci, którzy powinni jechać. Ruch zatrzymują, ci którym zazwyczaj zależy na tym, by jechać jak najszybciej. Wcześniej, reagowali nerwowo na wszelkie przeszkody utrudniające im jazdę. W przeszłości bywali nią emeryci (po stracie wielu przywilejów), lekarze, niekiedy obrońcy praw człowieka. Władze rozpędzały ich akcje protestu właśnie pod pretekstem, iż przez nie zablokowany jest ruch na drogach.

Nawet jeśli stoją "tylko" na poboczu, nawet jeśli nie utrudniają jazdy innym, to sam fakt,  iż się zatrzymali jest najważniejszy. Stoją przecież nie staruszkowie, nie obrońcy prawa do uczciwych wyborów, mówiąc krócej, stoją nie biedne, zmarznięte istoty. Zatrzymały się ogromne samochody ciężarowe, w każdym z nich znajdują się tony jedzenia i innych towarów konsumpcyjnych.

I jeśli staną na poważnie, natychmiast znokautują władze, doprowadzą do zniesienia nowych opłat, a potem…

Władze spróbują po cichu rozprawić się z najbardziej aktywnymi. Spróbują także napuścić na kierowców pozostałe grupy społeczne.  Usłyszymy od nich: "tylko popatrzcie, przez tych naciągaczy w waszych sklepach nie ma towaru! Tylko patrzcie, jakie macie problemy z powodu tych szoferzyn!".


Co powiedział deputowany Fiodorow?


Jeden z przedstawicieli władzy już się pospieszył. Właśnie oświadczył, iż kierowcy tirów realizują plan "przygotowany w USA", iż są "piątą kolumną", "sabotażystami", "sojusznikami interwentów" i że to oni sami, kierowcy, jako pierwsi "ucierpią od represji amerykańskich okupantów". To wszystko znalazło się w wystąpieniu Jewgienija Fiodorowa, deputowanego do Dumy Państwowej (patia "Jedna Rosja") adresowanym do kierowców tirów. Wielu uważa, iż jest wariatem, ale w rzeczywistości Fiodorow jako deputowany ma się całkiem nieźle, może pochwalić się sporym majątkiem, wydaje bezpłatnie rozdawaną na ulicach gazetę, jej nakład wynosi ponad 100 tys. egzemplarzy (papier, drukarnia, armia ludzi rozdających gazetę, to ogromne koszta). Oto cytat z jego video wystąpienia:

"Pod flagą niby protestujących kierowców tirów, bezpośrednio do Rosji, zostaną skierowani bojownicy. Niektórzy już znajdują się na jej terytorium, później dołączą do nich wyszkoleni przez USA mówiący po rosyjsku bojownicy pochodzący z terytorium Ukrainy. Ich zadaniem będzie okazywanie oporu wobec działań policji, organizowanie buntów. Ich celem będzie powrót do idei Majdanu, po to by obalić legalne władze, by zniszczyć rosyjską państwowość."

Teraz "niby protestujący kierowcy" zobaczyli właśnie z jaką łatwością deputowany, członek partii rządzącej rzuca na nich niepotwierdzone oszczerstwa. Może łatwiej będzie im teraz zrozumieć, iż z podobną łatwością i równie kłamliwie, władze oskarżają innych. Wystarczy, że są z czegoś niezadowoleni, że władze widzą w nich zagrożenie.

Sam kierowca będzie dobrze rozumiał, iż on sam nie jest ani żadną piątą kolumną, ani amerykańskim najemnikiem, czy bojownikiem. Równie dobrze wie to jego rodzina, przyjaciele, bliscy. I nie zapomną tego oszczerstwa rzuconego na nich przez członka "Jednej Rosji".

A jak jest ich wielu? Liczba kierowców tirów w Rosji wynosi co najmniej 3 miliony. Z rodzinami 12 milionów. Co za koszmar (dla władz).

Rozejdzie się po kościach?

***

Jak zachowa się społeczeństwo?


Jak zachowa się społeczeństwo? Na ogół uważa się, że w Rosji go nie ma. Istnieją oddzielne grupy, od czasu do czasu z czegoś niezadowolone.

Kiedyś w Moskwie na ulice wyszli naukowcy. Wystąpili w obronie Akademii Nauk. Ale jakże im daleko do prostych mas. Krzyczeli o niszczeniu nauki. Nikt ich nie poparł. Gdzieś indziej, na ulice wyszli nauczyciele. Już nawet nie pamiętamy w jakiej sprawie. Chyba po to by ratować system oświatowy. Także nauczycieli nie poparł nikt. Protestowali również lekarze. Krytykowali medycynę, nie chcieli łączenia placówek, ostrzegali by nie niszczono opieki zdrowotnej. Wszystkie te protesty były rozdrobnione, niezrozumiałe: niszczą szpitale, niszczą szkoły, no i co? Nigdy, ani razu, żaden kierowca tirów nie udzielił im poparcia. Za to blokada dróg i brak towarów w sklepie - to od razu rozumieją wszyscy. Od razu widać, łatwo zrozumieć.


Mieszkańcy objętych protestami regionów przywożą kierowcom tirów herbatę i kanapki.



Teraz naukowcy, lekarze i nauczyciele mogą dokonać wyboru i zdecydować, jak się zachować?

Można tak: "Odczuwaliśmy uzasadnioną gorycz i żal, kiedy okazało się, że naszego protestu nikt nie wspiera. Usiłowaliśmy ratować naukę (medycynę, system oświatowy), pozostawiono nas samym sobie. Teraz też, niech ci kierowcy poczują, jak to jest, gdy walczy się samotnie. Niech na swojej skórze odczują obojętność współobywateli."

Ale można inaczej: " Odczuwaliśmy uzasadnioną gorycz i żal, kiedy okazało się, że naszego protestu nikt nie wspiera. Na własnej skórze odczuliśmy, jak obrzydliwa jest obojętność współobywateli. Przywieziemy kierowcom herbatę i kanapki. Własne samochody ustawimy obok ciężarówek.".

…w 2007 roku szanse, by zaprowadzić porządek w wojsku miały siły zbrojne, nie wykorzystały jej. Można było przypomnieć rządowi, iż nie jest głupkiem-wielmożą, a sługą narodu.  W roku 2007 na stanowisko ministra obrony powołano Anatolija Sierdiukowa. Dla wojska był to policzek, natychmiast wymyślono dla niego przezwisko "Taburetkin". Oficerowie pili, spluwali, przeklinali, na plac nie wyszedł nikt.


A przecież wystarczyłoby, gdyby jeden - dwa tysiące kapitanów, majorów i półkowników (bez broni, pokojowo) wyszły na plac i powiedziały "nie chcemy takiego ministra". Nie byłoby potem sprawy "Oboronserwisu" (ciągnąca się korupcyjny skandal w rosyjskiej armii z czasów ministra Anatolija Sierdiukowa - "mediawRosji"), poniżającej wyprzedaży majątku, poniżającego złodziejstwa, poniżających sądów (w sprawie Wasilijewej). Nie byłoby utkanego z korupcji kontraktu na zakup Mistrali. Nie doszłoby do utraty prawie gotowego, wyjątkowego okrętu ratunkowego… (minister Anatolij Sierdiukow był przeciwnikiem dokończenia budowy okrętu ratunkowego "Iwan Biełousow"  - "mediawRosji").


***

Jeśli kierowcy okażą twardość i nieustępliwość…


Kiedy protesty nosiły charakter polityczny, kiedy na plac Błotny przychodziły tysiące inteligentów, liczebność oddziałów specjalnych OMONu była wystarczająca, nie trzeba było nawet korzystać z czeczeńskiej rezerwy (mowa o moskiewskich protestach publicznych z lat 2011-2012 - "mediawRosji")).

Ale teraz kiedy liczba protestujących może przewyższyć milion, nie wystarczy ani OMONu, ani tej rezerwy.

W dodatku, tak się złożyło, iż cały swój wysiłek intelektualny władze poświęcają wojnie w Syrii, wojnie na Wschodzie, terrorystom…

Jeśli kierowcy pokażą, że są twardzi, rząd pójdzie na ustępstwa. Zrezygnują z opłat. Ciężarówki pojadą po starych, rozbitych drogach. Nasz bezradny rząd i urzędnicy odetchną z ulgą. Potem racząc się stekiem (obowiązkowo krwistym) i kieliszkiem wina wymyślą nowy remont kapitalny, podwyżkę cen na wodę, światło i gaz, nowe chodniki z granitu, katastry… Przez ostatnie lata niczego innego nie wymyślali… Niczego, co by ułatwiło nam życie.



Rząd poszedł już na pewne ustępstwa, ceny zostały obniżone, obiecano nie nakładać mandatów i kar za przejazd bez opłaty. Protesty jednak wciąż trwają. 



Kierowcy tirów wyszli nie z powodu opóźnień w wypłacie wynagrodzeń. Nie zbuntowali się przeciw własnemu pracodawcy (jak w Pikalowo) i nie z powodu odebranych im ulg (jak emeryci). Wystąpili, by zaprotestować przeciw decyzjom rządu. I nie lokalnie (w jednym mieście), a w całej Rosji. Dlatego przedstawiają rzeczywistą siłę.

Jeśli kierowcy uświadomią sobie, że reprezentują siłę, mogą łatwo doprowadzić do upadku rządu. By to osiągnąć, potrzebny im jest lider. W innym wypadku, rzucą im na pocieszenie kość (odwołają system "Platon"). Wówczas mogą uruchomić silniki, z głupoty ciesząc się ze zwycięstwa..

Kierowcom tirów zagrażają trzy niebezpieczeństwa: sprzymierzeńcy, prowokatorzy i zabójcy.

Trudno powiedzieć, czy protesty ucichną, jeśli z rąk nieznanych sprawców zginie gdzieś dwóch-trzech kierowców. Może nie. Ale źródłem największego niebezpieczeństwa są ich sojusznicy polityczni. Kierowcy winni przegonić wszystkich tych, którzy zaczną (już zaczęli) podłączać się do ich protestu. Nazwa sojusznika nie ma znaczenia - niech się nazywają Ananas, Związek, Pegaz (aluzja do różnych opozycyjnych i często kanapowych formacji opozycyjnych "Jabłoko", "Parnas", "Związek Sił Prawicowych" - "mediawRosji"). Będą krzyczeć "bracia, bracia, jesteście w potrzebie", potem zaduszą kierowców w swoich objęciach. Jeśli zaofiarują pomoc prawną, należy z niej skorzystać. Ale, formalne sojusze, członkostwo, to wykluczone…

… Kiedy zbliżamy się do kresu wytrzymałości, w którymś miejscu tama powinna puścić. Tam mamy gladiatorów, gdzieś indziej górników, albo dokerów. Kiedy w Polsce doszło do wybuchu, przywódcą Solidarności został nie były urzędnik-biurokrata, a doker, elektryk, robociarz. I nawet stan wojenny niczego później nie mógł już zmienić.


Historia ruszyła z miejsca.


Przekład: Zygmunt Dzięciołowski



Oryginał ukazał się w gazecie "Moskowskij Komsomolec": http://www.mk.ru/politics/2015/11/23/poekhali.html



*Aleksander Minkin (ur. 1946), jeden z najbardziej znanych współczesnych dziennikarzy rosyjskich. Z drugiej strony w latach dziewięćdziesiątych wiele jego publikacji opartych o źródła w służbach specjalnych budziło kontrowersje. Był komentatorem "Nowej Gaziety", obecnie pracuje w do pewnego stopnia niezależnym i popularnym moskiewskim dzienniku "Moskowskij Komsomoliec". 








Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com




Projekt "Media-w-Rosji" ma na celu umożliwienie czytelnikowi w Polsce bezpośredniego kontaktu z rosyjską publicystyką niezależną, wolną od cenzury. Publikujemy teksty najciekawszych autorów, tłumaczymy materiały najlepiej ilustrujące ważne problemy współczesnej Rosji. Projekt "Media-w-Rosji" nie ma charakteru komercyjnego.