czwartek, 23 stycznia 2014

Ukraina : rosyjski polityk wzywa Janukowicza do odejścia.

Konflikt na Ukrainie stał się centralnym tematem rosyjskich mediów. Oficjalna Rosja krytykuje ekstremistów za stosowanie metod terrorystycznych. Konstantin Borowoj, przedstawiciel Rosji krytycznej wobec reżimu Władimira Putina, apeluje do Wiktora Janukowicza: odejdź !


Konstantin Borowoj

Odejdź !

Tak wygląda sytuacja na Ukrainie: trafiła kosa na kamień.

Do dyspozycji Wiktora Janukowicza pozostało niewiele możliwości działania.

Wariant najlepszy – powtórzyć to, co zrobił Michaił Gorbaczow.
Konstantin Borowoj był jednym z pionierów rosyjskiej
gospodarki rynkowej. Dziś nie kryje swych krytycznych
poglądów wobec reżimu Władimira Putina. 

Nie kręcić w sprawie rezultatów referendum, albo wyborów, na których większość prostych obywateli… i tak dalej.

Po prostu odejść. Zapewni to mu spokojne życie. Niezłą emeryturę, Fundację im. Prezydenta Janukowicza.

Ale można też, tak jak były prezydent Gruzji Zwiad Gamsahurdia postraszyć przeciwników rakietami „ziemia-ziemia”. I kiedy na ulicach zjawią się transportery opancerzone nie warto przypominać społeczeństwu, że jest się legalnie wybranym prezydentem. Lepiej powiedzieć: „nie chcę być przyczyną rozlewy krwi i odejść.

Odejść godnie, to oznacza, iż może uda się uratować życie, i że uniknie się pod swoim adresem przekleństwa, jesteś podłym szczurem.

Mieliśmy do czynienia z podobnymi sytuacjami, przypomnijmy sobie Nicolae Ceausescu i Slobodana Milosevica.

W wypadku z Janukowiczem, przed rozstrzelaniem, albo rozprawą przed Trybunałem Międzynarodowym w Hadze, z pewnością jeszcze spotka go poniżenie.

Można spróbować, ale gwarancji, że się uda nie ma.

Nie warto także liczyć na Putina.

Czekiści nie lubią przegranych.

Inny wariant, 20-30 lat życia na daczy pod Moskwą, w otoczeniu ochroniarzy, to pogrzeb za życia.

Tak więc, Wiktorze Fiodorowiczu, niech Pan obejrzy ostatnie wystąpienie prezydenta Gorbaczowa, i niech Pan jak najszybciej wyruszy do studia.

Choć do końca dnia 23 stycznia zostało jeszcze sporo czasu.

Konstantin Borowoj (1948), znany  rosyjski polityk i przedsiębiorca o poglądach liberalnych. W latach 1990-1992 prezes Giełdy Towarowo-Surowcowej. Jeden z pionierów rosyjskiej gospodarki rynkowej. Przewodniczący partii „Zachodni Wybór”. Jego blog można znaleźć pod adresem: http://kborovoi.livejournal.com/


Jak Rosja odbiera kryzys na Ukrainie? Inne publikacje na blogu.


poniedziałek, 20 stycznia 2014

Andriej Konczałowski: Coraz bliżej dna !


Rosja znalazła się na skraju przepaści. Ludzie wykształceni, myślący, zatroskani losem ojczyzny znajdują się w przerażającej mniejszości. Od kilkuset lat naród pogrążony jest w feudalnej śpiączce. Rosji potrzebny jest nowy przywódca na miarę Piotra Wielkiego – w artykule opublikowanym w wydawnictwie sieciowym AdMe.ru alarmuje wybitny reżyser filmowy Andriej Konczałowski.




Chciałbym przypomnieć kilka wstrząsających statystyk i faktów potwierdzających w oczywisty sposób, iż Rosja w oparciu o szereg wskaźników nie znajduje się w Europie i nawet nie w Azji. Obecna w Rosji korupcja, średnia długość życia, poziom wydatków inwestycyjnych na naukę, a także szereg innych wskaźników sytuują nas w Afryce !
Powiem więcej. To nie my powinniśmy się obrazić za podobne porównanie, a Afrykanie. Im łatwiej wytłumaczyć przyczyny swego zacofania. 
Reżyser Andriej Konczałowski nie tylko realizuje filmy. Od lat publikuje w prasie pełne pasji artykuły i eseje analizujące kondycję współczesnej Rosji. 

Przez cztery stulecia bezwzględnie eksploatowali ich najeźdźcy – rasiści i kolonizatorzy. Kto nas gnębił na przestrzeni minionych czterech wieków, poza nami samymi?
Często ignorujemy statystykę. Więc spójrzmy teraz na statystykę, choć bywa, iż przy pomocy suchych cyfr trudno ogarnąć rzeczywistość.

Śmiertelność w Rosji.

  •  W ciągu minionych 20 lat w Rosji umarło ponad 7 milionów Rosjan. Ten wskaźnik jest u nas wyższy, niż w Brazylii i Turcji o 50%, a w porównaniu z Europą kilkakrotnie wyższy.
  •  Co roku Rosja traci tyle ludności, ile mieszka dziś w Obwodzie Pskowskim, lub w dużym mieście o takich rozmiarach, jak Krasnodar.
  •  Liczbę zarejestrowanych w Rosji samobójstw, otruć, morderstw i nieszczęśliwych wypadków można porównać z poziomem śmiertelności w Angoli, lub Burundi.
  •  Pod względem średniej długości życia Rosja zajmuje 160 miejsce na świecie, pod tym względem jesteśmy gorsi od Bangladeszu.
  •  Pod względem tempa spadku ludności Rosja zajmuje dziś niekwestionowane pierwsze miejsce na świecie.
  •  Według prognoz ONZ do 2025 roku ludność Rosji zmniejszy się ze 143 milionów do 121-136 milionów.

Kryzys Rodziny

  • - Ośmioro z dziesięciorga ludzi w podeszłym wieku zamieszkałych w domach starców posiadają krewnych i bliskich zdolnych do ich utrzymania. Mimo to ludzie ci wysyłani są do przytułków. Bliscy się od nich odrócili.
  • - Mamy dziś w kraju od 2 do5 milionów bezdomnych dzieci (po wojnie było ich 700 tysięcy).
W Chinach z liczbą ludności 1 miliard 400 milionów bezdomnych jest ok. 200 tys. To znaczy 100 razy mniej, niż u nas. Oto czym dla Chińczyków są dzieci. Okazywanie troski osobom w podeszłym wieku i dzieciom, to podstawa dobrobytu każdego narodu.
  • 80% spośród 370 tysięcy dzieci znajdujących się obecnie w domach dziecka ma żywych rodziców.
Te dzieci utrzymuje państwa. Moim zdaniem to przestępstwo.
  • Zajmujemy 1 miejsce na świecie pod względem liczby dzieci porzuconych przez własnych rodziców.
Te cyfry to najlepsze świadectwo postępującej w Rosji erozji moralnej, czy toczącego nas rozpadu wartości rodzinnych.

Przestępstwa przeciw dzieciom

  • - Według danych Komitetu Śledczego Federacji Rosyjskiej w 2010 roku ofiarą przestępstw padło 100 tysięcy dzieci. Spośród nich 1700 zgwałcono i zamordowano (nasze dane są wyższe, niż w Afryce Południowej). To oznacza, iż każdego dnia zabijanych jest w Rosji 4-5 dzieci.
  • - W 2010 popełniono w Rosji 9500 przestępstw o charakterze seksualnym w odniesieniu do niepełnoletnich. Spośród nich 2600 to gwałty. 3600 to stosunki seksualne pozbawione przemocy (w ciągu ośmiu lat ilość przestępstw o charakterze seksualnym wzrosła w Rosji ośmiokrotnie.)
W tej dziedzinie przestępczości wyprzedza nas tylko Afryka Południowa.

Narkomania i alkoholizm

  • co roku 30 tys. obywateli Rosji traci życie w wyniku przedawkowania narkotyków (ludność niewielkiego miasteczka).
  • rocznie, 70 tys. ludzi traci życie z powodu alkoholizmu. Podczas wojny w Afganistanie zginęło 14 tysięcy naszych żołnierzy.
  • według danych Międzynarodowej Organizacji Zdrowia dotyczących spożycia alkoholu, na jednego obywatela Federacji Rosyjskiej przypada 15 litrów czystego spirytusu rocznie. Jeśli spożycie wynosi 8 litrów oznacza to śmiertelne zagrożenie dla dowolnego narodu.

Korupcja

Rozmiary łapówkarstwa uległy w Rosji zdziesięciokrotnieniu. Procesy sądowe pomiędzy naszymi oligarchami w Londynie zrobiły z nas pośmiewisko w oczach międzynarodowego świata biznesu.
Bezkarność w odniesieniu do naruszających prawo doprowadziła do tego, iż właśnie zainicjowano śledztwo skierowane przeciw Siergiejowi Magnickiemu, prawnikowi, pozbawionemu życia w areszcie więziennym. Postanowiono sądzić nieżyjącego człowieka, który rzecz jasna nie może stanąć we własnej obronie. W Europie incydent podobnego rodzaju wydarzył się po raz ostatni w XVII wieku, gdy z grobu wykopano Cromwella i powieszono go na szubienicy – tak wyglądała praworządność nadrabiająca „zaległości”.
W świetle przytoczonych cyfr można śmiało mówić o rozkładzie kondycji moralnej narodu. Odpowiedzialność za to zjawisko ponoszą nasze władze.

A teraz – czy wiedzą państwo, że:

  • W ciągu minionych 10 lat na Syberii zniknęło z powierzchni ziemi 11 tys. wiosek i 290 miast.
  • Średnia gęstość zaludnienia Syberii i Dalekiego Wschodu wynosi 2 osoby na kilometr kwadratowy.
  • Średnia gęstość zaludnienia Środkowej części Rosji – 46 osób na kilometr kwadratowy.
  • Średnia gęstość zaludnienia Chin – 140 osób na kilometr kwadratowy.
  • Średnia gęstość zaludnienia Japonii – 338 osób na kilometr kwadratowy.
Dla kogo podbiliśmy i rozwijaliśmy Syberią i Kuryle?
Dla Chińczyków, dla Japończyków – na to wygląda !
To wstyd, by w kraju dysponującym taką obfitością surowców naturalnych i zapasów wody połowa ludności żyła w biedzie.
Te cyfry budzą we mnie przerażenie.
Mam nadzieję, że wy też jesteście przerażeni. Jestem pewien, że Putin zna wszystkie dane – to ciekawe, co sam myśli na ten temat.
Tragedia polega na tym, że jak mi się wydaje, to jeszcze nie to najgorsze, co nas czeka. Jeszcze nie spadliśmy na dno, społeczeństwo jeszcze nie doszło do takiego punktu, by poczuć prawdziwą trwogę, by na koniec znaleźć w sobie odwagę i zadać pytanie, „gdzie my żyjemy?”
Żyjemy zamroczeni zapachem ubikacji i klatek schodowych. Przyzwyczailiśmy się, iż nas zabijają. Przyzwyczailiśmy się, iż mieszkańcy naszych miast i wsi walczą o przeżycie.
Urodzony w Stanicy Kuszczewskiej dziennikarz Anatoli Jemolin napisał następujące słowa: „Jeśliby w Kuszczewskiej nie zamordowano za jednym zamachem 12 ludzi, a mordowanoby pięciokrotnie po dwie ofiary, to na te zabójstwa nikt nie zwróciłby uwagi, tak to w naszym kraju zazwyczaj bywa.”
Ale czy jest ktoś w Rosji, kto by nie orientował się, iż Kuszczowka to nie tylko historia z Krasnodaru. Tak samo dzieje się w całym kraju. Bandyci i capki (szef bandy w Stanicy Kuszczewskiej, która dokonała tam masowego morderstwa  miał na nazwisko Capok- przyp. „mediawrosji”) dysponują prawdziwą władzą. Sami ich wybieracie, powierzając im mandaty deputowanych do lokalnych władz. W każdej wsi ludzie dobrze wiedzą, kto jest „ważny”, kogo chronią odpowiednie kontakty z prokuraturą i policją.
Kreml jedynie udaje, iż walczy z korupcją, zwalniając ze stanowisk dziesiątki generałów MSW, urzędników średniego szczebla, gubernatorów.
Wielkodusznie kara śmierci przez rozstrzelanie zostaje zamieniona im na „zasłużony wypoczynek” w Dubaju i na Lazurowym Wybrzeżu. Czy na prawdę władzy wydaje się, iż w ten sposób zwalczy korupcję?  Ale z drugiej strony, to wy, w całym kraju wybieracie do władz lokalnych kandydatów, u których na czole bez trudu można dostrzec napis :”Jestem złodziejem”. A potem dziwicie się, że mamy skorumpowane władze. 
Zastanawiam się, czy na prawdę połowa narodu powinna wymrzeć, nasze terytorium winno skurczyć się do Uralu, byśmy się obudzili (powtarzam, całe społeczeństwo, a nie znikoma ilość ludzi myślących) i zażądali od władzy, by zaprzestano karmić nas uspokajającymi, przyjemnymi informacjami i kolejnymi obietnicami, by władza przyznała w jakie wpadliśmy bagno.
Przypomnijcie sobie; w 1941 nastąpiła katastrofa. Za nią odpowiadał Stalin. W 1956 roku bolszewicy poczuli, iż grozi im rozrachunek za dziesięciolecia terroru. Do działania historia zmusiła Chruszczowa.  
Dziś Rosja znalazła się w obliczu demograficznej i moralnej katastrofy o nieznanych dotychczas rozmiarach.
Ta sytuacja uwarunkowana jest wieloma okolicznościami.
Najważniejszą z nich była nieodpowiedzialna polityka gospodarcza lat dziewięćdziesiątych. Tamte decyzje spadły na ludzi ze świadomością feudalną, którzy nigdy wcześniej nie zetknęli się z własnością prywatną i nie wiedzieli, co to kapitalizm. W ciągu minionych 70 lat, ci ludzi utracili, dopiero co kiełkującego ducha przedsiębiorczości.

Co robić?

Dziennikarz Michaił Berg pisze w swoim blogu: „Mieszkamy w jednym kraju, ale jesteśmy podzieleni na dwa różne narody. Mikroskopijna grupka ludzi myślących, im potrzebna jest wolność  oraz uczciwe wybory. Obok nich żyją gigantyczne masy pogrążonych we śnie obywateli. Między nimi istnieje ogromna przepaść zbudowana ze strachu, potężnego i niebezpiecznego strachu i braku społecznego zaufania.
Można walczyć z „partią żulików i złodziei”, można potępiać tak powszechnie obecny w Rosji pierwiastek urzędniczy sprzyjający procesom gnilnym w całej naszej historii. Nie da się jednak zakwestionować tego, iż podstawowe parametry charakteryzujące ludność Rosji nie zmieniają się już od wielu od stuleci...”
Jakby bardzo nie byłoby to przygnębiające, muszę się z nim zgodzić. I gotów jestem dodać od siebie, nasi ciemiężcy rodzą się wśród nas.
Dlatego nie wiem co robić, z wyjątkiem być może jednego, należałoby wami potrząsnąć i zmusić byście i wy odczuli przerażenie.
Julia Łatynina (popularna moskiewska dziennikarka, publicystka „Nowej Gazety” i radiostacji „Echo Moskwy” – przyp. „mediawrosji”) uważa, iż jestem nie tylko pesymistą, ale i „demotywatorem” – mnie jednak się wydaje, że można w człowieku rozbudzić motywację, pod warunkiem jednak, iż zachowuje on świadomość i szuka ratunku. Nie da się, jeśli utracił przytomność, lub pozostaje w degradującym go śnie. Bywa, iż lekarz starając się wybudzić człowieka z omdlenia, bije go po twarzy.
Już wiem, co usłyszę w odpowiedzi. Słyszałem to już wiele razy, ale sądzę, iż gdyby przynajmniej jedna trzecia tych, co mnie czytają i słuchają zgodziłaby się ze mną, Rosja byłaby innym krajem.
Jestem przekonany, iż Rosja potrzebuję przywódcy odważnego na miarę Piotra Wielkiego. Zdolnego do sformułowania pod adresem ludzi słowa, jakich dawno już nie słyszeli. Będzie to gorzka prawda, trudno przecież przyznać się przed samym sobą, iż Rosja nie jest w stanie ruszyć do przodu, przede wszystkim dlatego, iż nie chce uświadomić sobie, jak bardzo pod względem rozwoju cywilizacyjnego pozostała w tyle za Europą.
Zdaję sobie sprawę, iż przywódca narodu, polityk zmaga się z olbrzymim brzemieniem odpowiedzialności i zazwyczaj bywa mu trudno wypowiadać się z pełną otwartością. Dziś jednak tylko precyzyjne, emocjonalne, a nawet bezlitosne słowo, jednak żywe i szczere może stać się impulsem dla rozbudzenia narodu z feudalnej śpiączki.
Andriej Konczałowski uważa, iż Rosja
potrzebuje dziś nowego przywódcy
na miarę cara Piotra Wielkiego. 

Można mieć nadzieję, iż naród korzystając ze swej instynktownej mądrości zrozumie i wybierze ten nieprosty szlak uwalniający nas z głębokiej jamy w jakiej się znaleźliśmy, jednak wydarzyć się to może tylko w odpowiedzi na wezwanie przywódcy.
Nie mam pojęcia, czy Władimir Władimirowcz Putin zdolny jest do podjęcia takiego samobójczego kroku. Czy będzie zdoła wziąć do rąk „stalową miotłę” i ogłosić, iż od tej pory wszyscy jesteśmy równi wobec prawa. Wszyscy bez wyjątku. Jeśli tak, to zapewni sobie honorowe miejsce w Panteonie Rosyjskiej Historii. Jeśli nie… nie mam pojęcia…
Jestem Rosjaninem. Tęsknię za swoją ojczyzną. Ale ja jej „nie widzę”.
Nie widzę kraju, z którego chciałbym być dumny. Spostrzegam tylko tłum niezadowolonych i rozdrażnionych twarzy i obcych sobie ludzi lękających się siebie nawzajem.
Chciałbym być dumny ze swojej ojczyzny, ale teraz jest mi za nią wstyd.
Kiedy byłem dumny ze swojej ojczyzny po raz ostatni, już nie pamiętam. Ale wiem na pewno, iż słowa prawdy o tym w jakim stanie znajduje się dziś nasz naród, słowa wypowiedziane głośno na cały świat napełniłyby mnie (i nie tylko mnie) większą dumą, niż największe zwycięstwo naszych hokeistów na Olimpiadzie.

Tłum. ZDZ

*Andriej Konczałowski (1937), wybitny rosyjski reżyser filmowy i scenarzysta. Reżyserował w Rosji i w Ameryce. Do najbardziej znanych filmów należą „Szlacheckie gniazdo”, Syberiada”, „Tango i Cash”, „Kurka Riaba”. Laureat wielu znaczących nagród filmowych. Brat reżysera Nikity Michalkowa.




Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:


Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com







poniedziałek, 13 stycznia 2014

Aleksiej Kudrin: na co wystarczy 700 miliardów dolarów?

Aleksiej Kudrin od lat osiemdziesiątych należał do grona liberalnych rosyjskich ekonomistów. Po rozwiązaniu ZSRR w merii St. Petersburga odpowiadał za finanse. Tam spotkał Władimira Putina. W latach dwutysięcznych, z jego inicjatywy, przez blisko 10 lat zajmował stanowisko ministra finansów. Zdymisjonowany przez Dmitrija Miedwiediewa dołączył nieoczekiwanie do akcji protestacyjnej przeciw sfałszowanym wyborom w 2011 roku.

W pogarszającej się w Rosji sytuacji gospodarczej Kudrin, liberalny ekonomista traktowany jest przez media jako potencjalny kandydat na stanowisko premiera. Kreml nie widzi w nim przeciwnika politycznego, Putin podtrzymuje z nim kontakt.

Na zeszłorocznym spotkaniu w Jekaterinburgu, zorganizowanym przez niezwykle interesujące, miejscowe wydawnictwo internetowe www.znak.com, Kudrin w ciekawy sposób wypowiedział się o rosyjskiej polityce, gospodarce, historii.


Sytuacja gospodarcza. Inercja.

Jeśli zajmiemy się obecną sytuacją gospodarczą, to chciałbym powiedzieć, że w każdym kraju mamy do czynienia z polityczną inercją. Nie da się jej przełamać momentalnie, przy pomocy pałeczki czarnoksięskiej, bo tak sobie nagle wyobraziliśmy. Po to by to osiągnąć potrzebne jest współdziałanie wszystkich instytucji społecznych, takich jak system sądowniczy i prawny, uczciwe wybory, a także instytucje ekonomiczne. Potrzebne są niepopularne decyzje, których wpływ na rezultat wyborów może okazać się ogromny. Przyczyną inercji, tak jak widzę ją ja, jest lęk przed podejmowaniem niepopularnych decyzji oraz pragnienie, by okazać się lepszym, niż to możliwe.
Na listopadowym spotkaniu w Jekaterinburgu na Uralu
Aleksiej Kudrin mówił o polityce, gospodarce, historii
Jeszcze do nas nie dotarło, że sytuacja w dalszym ciągu będzie się pogarszać. Tempo rozwoju gospodarczego, tempo przyrostu dochodów budżetowych uległo w połowie 2013 roku silnemu spowolnieniu. Na razie wciąż dysponujemy małą warstewką zapasów budżetowego „tłuszczu”. Regiony redukują inwestycje, przez co udział wydatków socjalnych w budżecie rośnie. Jeszcze nie przekroczyliśmy granicy, choć wielu regionom wydaje się, że znalazły się pod ścianą. Budżet federalny,  na razie nie zdaje sobie sprawy, do jakiego stopnia rzeczywistość ulegnie skomplikowaniu w ciągu najbliższych 2-3 lat. Teraz właśnie prowadzone są prace nad budżetem na ten okres. Jest on projektowany w taki sposób, jak gdyby, nie istniały żadne poważniejsze zagrożenia. Mówiłem już o tym, przez najbliższe 3 lata będziemy mieli do dyspozycji o 3 tryliony rubli mniej, niż zakładają to autorzy budżetu. Na razie jednak przyjmuje się, że dochody na tym poziomie są do osiągnięcia. Ale, jeśli w połowie 2014 roku trudności gospodarcze zaczną być odczuwalne wyraźniej, być może wtedy trzeba będzie podjąć odważniejsze decyzje.

Elity


Elity, to nie tylko urzędnicy, to także wpływowi biznesmeni, działacze polityczni i społeczni. Mówimy tu o grupie osób zdolnych okazać wpływ na podejmowanie decyzji, zainteresowanych ich kształtem. Biznesowi, dla przykładu, zależy na przyjęciu określonych decyzji, ale do tej pory nie słyszałem, by wypowiadał się wyrazistym głosem. Biznes, przede wszystkim informuje, iż jest niezadowolony, że ma masę problemów, jednak do tej pory nie dotarły do nas sformułowane przez biznesmenów sugestie, dotyczące przyszłych działań rządu. A kto pierwszy powinien zdać sobie z tego sprawę? Zawsze mówiłem o tym, iż biznes winien donośniej mówić o swoich problemach i o tym, co jego zdaniem trzeba zrobić. Pod warunkiem, że nie będzie sugerował rozwiązań uproszczonych. W rodzaju, zmniejszcie podatki, więcej nie wytrzymamy. Potrzebujemy decyzji o charakterze instytucjonalnym.

Pytanie, czy głos jednej części elity jest słyszany przez jej drugą część... Jeśli przyjrzeć się jej rządowej części, to również w jej łonie istnieją poważne podziały. Niektórzy słyszą glosy krytyczne, inni nie….

Putin i gospodarka


Wyobraźmy sobie, że prezydentem, na drugą kadencję zostałby Miedwiediew (sala śmieje się). O co pytalibyście mnie teraz? Czy Miedwiediew zdaje sobie sprawę…? Proszę zrozumieć, problem nie polega na tym. Jeśli przyjrzymy się naszej historii, do tej pory nie zdarzyło się, by w Rosji aspirującej do budowy cywilizowanych mechanizmów sprawowania władzy, do demokracji, władza tak długo znajdowała się w tych samych rękach. By tak długo tak wiele zależało od jednego człowieka.

Emocjonujemy się pytaniem, czy sama władza zdolna jest do nowej oceny obecnej sytuacji, czy będzie gotowa do podjęcia nowych decyzji? Chcę przypomnieć, iż wszyscy czekaliśmy na Putina 2.0, dziennikarze, politolodzy. Niestety, do pewnego stopnia, nie doczekaliśmy się. W jakiejś mierze jego program jest nowy, choć nie wszystko nam się w nim podoba.
Dopiero teraz zdaliśmy sobie sprawę ze stopnia złożoności naszego procesu politycznego. Uświadomiliśmy sobie, iż musimy szukać potencjału do rozwiązania problemów wewnątrz naszego niego. Dopiero teraz zobaczyliśmy jego różnorodność. Tu nie chodzi, jak mi się wydaje, o Putina. Ważniejszą kwestią jest system wyborów, stopień zdecydowania różnych politycznych grup, by zaproponować inną platformę polityczną, inne stanowisko. Nawalny? A może w tym wypadku mamy  do czynienia z nie do końca uformowanym politykiem? A może nie rozumiemy do końca jego stanowiska…? Kto jeszcze oprócz Nawalnego? Okazało się, że różne instytucje, organizacje są w tym samym stopniu nie przygotowane co i władza, która wybory organizuje i na nie wpływa.

Przytoczę zdanie, jakie wypowiedziałem z trybuny na Prospekcie Sacharowa (na demonstracji protestu, po wyborach 2011 r. – przyp. znak.com). „Nie proponuję, byśmy uznali wybory za nieważne i rozwiązali Dumę. Co by się wtedy zdarzyło? W ciągu dwóch miesięcy, na podstawie istniejących przepisów, odbyłyby się nowe wybory. Kto by na nie poszedł? Czy istnieje jakaś inna, autentyczna partia, zdolna do rzeczywistego udziału w takich wyborach?” Zaproponowałem wtedy inne rozwiązanie, najpierw należałoby przyjąć nową ustawę o wyborach umożliwiającą start wyborczy różnym strukturom politycznym. Mniej, więcej półtora roku-dwa lata przygotowań, a potem przedterminowe wybory. Taka sytuacja byłaby zdrowsza. Choć widzimy dziś, iż na razie nie powstały partie zdolne do stworzenia realnej konkurencji w stosunku do władzy.
Aleksiej Kudrin, do niedawna minister finansów, nieoczekiwanie
pojawił się na opozycyjnej demonstracji zorganizowanej na znak
protestu przeciw sfałszowanym wyborom do parlamentu w 2011
Jakimi wpływami dysponują ci, którzy już zarejestrowali się i wzięli udział w ostatnich wyborach regionalnych? Czy „Platforma Obywatelska” stanie się realną siłą polityczną, zdolną do konkurowania z obecna władzą, a konkretnie z Putinem? Niezbędne jest powstanie realnych ugrupowań politycznych, one kształtują się dopiero teraz. Dokładnie teraz powstaje zapotrzebowanie na zmiany, także w odniesieniu do systemu wyborów. Takie było źródło krytycznej reakcji po wyborach 2011 roku. Obecnie jej dynamika spadła, ale jak mi się wydaje, właśnie teraz odbywa się swojego rodzaju transformacja, poszukiwanie nowych rozwiązań. Za 2-3 lata zobaczymy to wszystko jeszcze wyraźniej. Przed nowymi wyborami sytuacja będzie znacznie bardziej interesująca, emocjonująca, pojawią się nowe ugrupowania. 

Silna ręka


Jeśli spojrzymy na naszą historię, to zobaczymy, iż przeżywaliśmy o wiele trudniejsze okresy. Trudno porównać obecną stagnację z najgorszymi momentami naszej historii. Jeden z filozofów zaobserwował, iż za każdym razem, gdy mówi się o tym, iż Rosja znajduje się na skraju przepaści, można mieć nadzieję, iż od przepaści wciąż dzieli ją jakaś odległość. Podobne momenty w naszej historii zdarzały się często, jakoś dawaliśmy sobie radę. Okres po roku 1917, lata stalinowskie były dla kraju znacznie bardziej dramatyczne, niż to co przeżywamy obecnie. Przecież staliśmy się otwartym krajem, ludzie podróżują…

Co najważniejsze, działa Internet. Można z łatwością korzystać z najróżniejszych kanałów informacyjnych, zdobycie informacji przestało być dziś problemem. To prawda, nasze centralne stacje telewizyjne często rozmijają się z prawdę, ale jeśli komuś zależy naprawdę, nie ma problemu z dotarciem do informacji. Jesteśmy świadkami rosnącej dojrzałości opinii publicznej. Na arenie politycznej będziemy obserwować rosnący nacisk na władze, by zaczęła podejmować decyzje. Zetkniemy się z rosnącą konkurencją. Jeśli nawet nie będzie ona miała charakteru otwartego, to tak czy inaczej poczujemy rosnący nacisk ze strony opozycji, także wewnątrz elity (dziś przyjęto mówić o podziale elit). Zostaną podjęte wysiłki, bo do władzy doszli nowi ludzie. Zgadzam się, istnieje także wariant modernizacji autorytarnej, nie można go wykluczyć do końca, nie ma żadnej gwarancji, iż nie zostanie zrealizowany. Ale moim zdaniem, nie ten scenariusz okaże się zwycięski.

Rezerwy walutowe. Na co wystarczy 700 miliardów dolarów?


Czy mogliśmy sobie pozwolić na wydawanie tych pieniędzy? W odniesieniu do tej kwestii mylą się politycy, działacze gospodarczy, niejednokrotnie ludzie ze stopniem naukowym. Na początku lat dwutysięcznych cena ropy wynosiła 20 dolarów za baryłkę. Roczny dochód ze sprzedaży ropy, gazy i produktów naftowych wynosił wówczas 60 miliardów dolarów. Później cena wzrosła dwukrotnie, trzykrotnie, w zeszłym roku eksport ropy, gazu i produktów naftowych wyniósł 350 miliardów dolarów, przy całkowitym rozmiarze eksportu wynoszącym trochę ponad 500 miliardów. To jasne, kto dostaje te pieniądze. To są dochody przedsiębiorstw gazowych i naftowych. Co firmy z nimi robią? Może inwestują je w Rosji? Ale dolar nie jest u nas oficjalną walutą…. Czy tymi pieniędzmi, zarobionymi bezpośrednio na eksporcie można wypłacić pensje? można je zainwestować? Zbudować jakieś obiekty? Nie. Te dolary są sprzedawane na rynku wewnętrznym za ruble. Kiedy przeprowadzana jest operacja sprzedaży dolarów (co roku ilość sprzedawanych za ruble dolarów rośnie) czy prowadzi to do wzrostu masy rublowej w gospodarce? Czy może firmy naftowe skupują ruble, które już obecne są w gospodarce? Masa rublowa na rynku w tym momencie nie rośnie, za to tanieje dolar, a rubel zaczyna się umacniać. Kto sprzedaje ruble? Ci, którzy mają zamiar wydać je poza terytorium Federacji Rosyjskiej. W efekcie te dolary nie są inwestowane w kraju, są wykorzystywane w operacjach zagranicznych. To tymi dolarami opłacane są dostawy importowe, albo regulowane długi zagraniczne. Dzięki nim tworzono są rezerwy dolarowe na rachunkach banków rosyjskich i zagranicznych.

Umocnienie rubla wyrządziło Rosji niedźwiedzią przysługę. Jeśli rubel umacnia się, to za swoje wynagrodzenie obywatel Federacji Rosyjskiej może kupić więcej dolarów, albo towarów importowanych, bo stają się one dla obywateli bardziej dostępne. Jak tylko rzucamy na rynek większą ilość dolarów, tanieje import i towary importowane zaczynają zalewać rynek. Jeśli ceny na rynku wewnętrznym rosną szybciej, niż ceny naszych partnerów handlowych, od których kupujemy towary importowane, oznacza to, iż import staje się jeszcze bardziej dostępny. To zjawisko znane jest dobrze jako „choroba holenderska”. W rzeczywistości prowadzi ona do dławienia produkcji wewnętrznej importem, źródłem jest tu umocnienie waluty krajowej.

Ten efekt „choroby holenderskiej” wskazuje dlaczego kraje naftowe, zorientowane na eksport, nie wydają wszystkich swoich dolarów na rynku wewnętrznym i nie wydają ich na modernizację.

Pojawia się wtedy nowe pytanie, czy dysponujemy odpowiednią ilością rubli, by sfinansować inwestycje budowlane, wypłatę wynagrodzeń, itd.? Czy chcemy wydrukować więcej rubli? W latach 2006-2007, kiedy Bank Centralny skupował dolary za emitowane dodatkowo ruble, masa rublowa na rynku wzrosła o 50%  w ciągu roku. Czy można taką sytuację tolerować w normalnej gospodarce? To było zjawisko niekorzystne. Dla porównania, w Chinach, gdy wzrost gospodarczy osiągał 10 % pozwalano sobie na zwiększanie masy pieniężnej o maksimum 18-20%. Chodziło o to, by nie utracić kontroli nad inflacją. Nasza polityka była odważniejsza, ale w rezultacie inflacja wyniosła 9%, a w 2007 wzrosła do 13% (w tym wypadku przyczyną jej wzrostu była nie tylko polityka pieniężna, ale także wzrost cen produktów rolnych). Tak więc kwestia wykorzystywania rezerw finansowych nie jest taka prosta.
Poznali się w petersburskiej merii. Zaprzyjaźnili. Po objęciu
prezydentury Władimir Putin powołał Aleksieja Kudrina
na stanowisko ministra finansów i wicepremiera. 
A teraz przyjrzyjmy się tej sytuacji z drugiej strony. Czy wiecie Państwo jaka jest całkowita suma rocznych wydatków inwestycyjnych w Federacji Rosyjskiej? Powiedziano tu, iż by przeprowadzić pełną modernizację kraju potrzeba nam 700 miliardów dolarów (pod tym względem zgadzam się z Gajdarem). Odpowiadam: 13 bilionów rubli, to jest 400 miliardów dolarów. To są pieniądze wydawane na wydobycie, na nieruchomości, banki, centra handlowe, na wszystko. Tak więc roczny przyrost majątku narodowego wynosi obecnie w Rosji 400 miliardów dolarów rocznie. Powstaje więc pytanie, dlaczego w takim wypadku nie prowadzimy globalnej modernizacji? W rzeczywistości proces modernizacji się odbywa, choć w tempie wolniejszym, niż byśmy tego pragnęli i może niekoniecznie w tych w najważniejszych dla nas dziedzinach. Z tego powodu, iż nie udało się nam wziąć pod kontrolę inflacji i upowszechnić na rynku długoterminowych kredytów o niskiej stopie procentowej (ona zaś zależy od inflacji), w warunkach wysokiej inflacji dostępne były kredyty krótkoterminowe o wysokiej stopie procentowej. W rezultacie, jak grzyby po deszczu zaczęły wyrastać centra handlowe, rozwinął się przemysł developerski, budownictwo, to co związane z nieruchomościami. W tej dziedzinie rozmiar kredytowania zwiększał się corocznie o 30-50%, bywało, że i o 80%. Wiele z tych kredytów pozostało potem niespłaconych.Za to tam, gdzie przeprowadzana jest modernizacja przemysłu, potrzebny jest kredyt na 7 lat, na 5-7 %. Dla modernizacji w tej dziedzinie tamten model finansowy się nie nadawał, trzeba było prowadzić o wiele bardziej restrykcyjną politykę pieniężno-kredytową.

Mimo to, nawet teraz, z tych 400 miliardów dolarów inwestowanych w rosyjskiej gospodarce, 25% przeznaczane jest na przemysł przetwórczy. 100 miliardów dolarów rocznie inwestowane jest w fabryki, przedsiębiorstwa, wydawane jest na remonty, nowe linie technologiczne. Widzimy to także analizując import, połowa to maszyny, sprzęt, technologie, materiały budowlane, jednym słowem towary inwestycyjne.
I ostatnia myśl. Niedawno zrobiłem odpowiednie rachunki. Od 2001 do 2012 roku Rosja podwoiła swój PKB, bez względu na kryzys, udało nam się to osiągnąć nie w ciągu 10 lat, a w 12-13. W tym okresie swój produkt wewnętrzny podwoiło 27 rosyjskich regionów.

Olimpiada

Teraz powiem coś zaskakującego. Jak Państwo myślą – ile wynoszą wydatki budżetu federalnego na Olimpiadę? Niech będzie to 700-800 miliardów rubli (22-27 miliardów dolarów) przez cały okres budownictwa olimpijskiego. W ciągu roku wydajemy na drogi i ich utrzymanie trochę więcej, niż 400 miliardów rubli, gdzieś tak pod 500. To prawda, na budowę infrastruktury powinniśmy w ciągu roku wydawać około 1 biliona rubli (30-32 miliardy dolarów). Tu wskaźniki trzeba podwajać i potrajać. Niezbędne nam są w tej dziedzinie poważne inwestycje. Ale Soczi, pod tym względem nas by nie uratowało, oznacza bowiem rezygnację ze zwiększenia inwestycji na drogi na rok-dwa. Ja nie byłem przeciw Soczi, aktywnie wspierałem nasze starania o Olimpiadę, pamiętam dobrze jak wszyscy cieszyliśmy się ze zwycięstwa, wtedy jednak nie znaliśmy ceny, jaką przyjdzie na za to zapłacić, ceny korupcji. To jasne, że wolałbym, byśmy jej uniknęli.

Federalizm

Także jestem zdania, że dojrzała kwestia decentralizacji władzy. Potrzebne jest wzmocnienie roli regionów i samorządu terytorialnego. Potrzebne są bezpośrednie wybory gubernatorów, szefów władz miejskich, niezbędne są zmiany w regionalnej polityce budżetowej. Nie zmienimy sytuacji bez bardziej sprawiedliwego, wolnego od korupcji systemu sądowego.  Bez nowoczesnych instytucji, bardziej odpowiadających współczesnej gospodarce, nowy model nie będzie funkcjonował. Nie wystarczy zmienić stawki procentowe, albo przeprowadzić redystrybucję pełnomocnictw między urzędnikami, jedna, dwie zmiany nie sprawią, że model zacznie działać. Mamy do czynienia z zadaniem kompleksowym, powinny zacząć funkcjonować wszystkie odpowiednie mechanizmy.

Krok za krokiem będziemy doskonalić system federalny. To się nie stanie w minutę, tutaj także potrzebne jest dojrzewanie systemu. Ważne, żeby odpowiednie mechanizmy działały płynnie, żeby przygotować grunt, byśmy uruchomili instytucje kontrolne.

Anatoli Czubajs

Znam go dobrze jeszcze z czasów, gdy był docentem Instytutu Inżynieryjno-Ekonomicznego im. Palmiro Togliatti w Petersburgu. Poznaliśmy się po jego powrocie z rocznego stypendium na Węgrzech, kiedy usiłował przenieść na nasz grunt zasady tamtejszych reform rynkowych. Wtedy dołączyłem do grupy ekonomistów jednoczącej specjalistów z Moskwy i Petersburga. Byli wśród nich Gajdar, Czubajs, Siergiej Ignatiew, Michail Dmitriew, Piotr Awen. To była mocna grupa, która potem objęła w Rosji władzę.
Anatoli Czubajs, obecnie szef korporacji Rosnano odegrał
niezwykle ważną rolę we współczesnej historii Rosji
Borys Jelcyn zaproponował Gajdarowi wprowadzenie reformy gospodarczej, kiedy faktycznie doszło już do całkowitego rozpadu ZSRR, późną jesienią 1991 roku. Jak dokonać transformacji gospodarki planowanej  do rynkowej, jeśli ta planowana praktycznie umarła? Spadła cena ropy naftowej, ZSRR borykał się z wielkimi długami, gospodarka ledwie dyszała. Wtedy także rozsypał się Związek Radziecki, przestał działać jako połączony, jedyny organizm oparty na planowaniu. A tu jeszcze zakazano KPZR. Kadra zarządzająca, zapewne nie efektywna, ale jedyna, która nam pozostała przestała pracować. Tego mechanizmu nie było czym zamienić. W tych warunkach Gajdar i Czubajs stanęli przed koniecznością znalezienia szybkiego sposobu na aktywizację handlu. Chciałbym przypomnieć, czym była jesień 1991 roku i zima 1992. W Petersburgu nie mieliśmy zapasów żywności, potencjał gospodarczy miasta w połowie związany jest z przemysłem obronnym, budowa statków w 80-90% miała charakter wojskowy. Co robić z tą produkcją, gdzie znaleźć artykuły żywnościowe? Ta terapia szokowa, rezygnacja z planowania, nie była wyborem Gajdara i Czubajsa, to nie była ich propozycja. Taka była surowa rzeczywistość. Trzeba było szybko uruchomić mechanizmy handlowe. Gospodarka jednak w żaden sposób nie była przygotowana do nowych mechanizmów, do nowych cen. Okazało się, że towary produkowane przez cały kraj nie są nikomu potrzebne. Szukaliśmy żywności, towarów masowej konsumpcji, zamówienia dla przemysłu obronnego zostały zredukowane pięciokrotnie. Jednak zespół Gajdara i Czubajsa sprostał temu wyzwaniu. Nawet nie wyobrażam sobie, jak by potoczyła się historia, gdyby na ich miejscu okazali się ludzie nie rozumiejący rynku, bez świadomości koniecznych do podjęcia decyzji.
Mówią nam często – zniszczyliście przemysł. Kiedy rozpadał się ZSRR nie mieliśmy żywności, obowiązywał system kartkowy, za to w dalszym ciągu produkowano czołgi. Stały na placach fabrycznych, choć dla wszystkich było jasne, że nigdzie już nie pojadą i nie uratują kraju od rozpadu. Ten błąd popełnili stratedzy wojskowi, zupełnie nie rozumieli prawdziwych zagrożeń tamtych czasów, te zagrożenia nosiły inny charakter. Więc jak, trzeba było w dalszym ciągu klepać czołgi?

Na szczęście władzę powierzono wówczas odpowiednim ludziom, zdolnym do zrobienia czegoś w tamtych warunkach. Choć otaczały ich ruiny, potrafili w gospodarkę tchnąć życie. Transformacja rynkowa dokonała się u nas w najsurowszych warunkach, nikt się tego nie spodziewał. Okazali odwagę, a ich zasługi pozostają niedocenione. Do tego obarcza się ich odpowiedzialnością za wszystko.
Kiedy używamy terminu „biedne dziewięćdziesiąte”, trzeba pamiętać, iż o tym jak wyglądały, nie rozstrzygnęły wyłącznie podejmowane wówczas działania. Źródła tkwiły w przeszłości. 20 lat wcześniej możliwe było przemyślane przejście do gospodarki rynkowej, tak jak to się dzieje obecnie w Chinach. W połowie lat sześćdziesiątych przespaliśmy ten scenariusz. Wtedy właśnie podjęto i u nas próbę refleksji na temat nieefektywności naszej gospodarki, zastanawiano się nad systemem bodźców, absurdami gospodarki planowej, kierowanej przez trzydzieści, czterdzieści ministerstw związkowych, które między sobą nie mogły dojść do porozumienia. Ale ówczesna elita polityczna była na tyle niewykształcona, na tyle nie rozumiała potrzeby rynku, iż nie była w stanie podjąć niezbędnych kroków, nie zrozumiała wyzwania przed jakim stanęła. Czytałem pisane  wówczas książki, ministrowie handlu, dyrektorzy pisali cale wykłady, o tym jak można w ramach całego ZSRR podejmować zupełnie racjonalne kroki. W końcu dociągnęliśmy z nimi do końca, do całkowitej degradacji. Przez jakiś czas dawaliśmy sobie radę dzięki wysokim cenom ropy naftowej, pamiętam, jak do Petersburga dostarczano francuskie masło w ładnych opakowaniach, choć już wtedy korzystano także z kartek. Tak więc reformatorzy znaleźli się na pogorzelisku, system zarządzania się rozpadł i decyzje trzeba było podejmować w biegu. Gajdar kierował radą ministrów przez rok. A teraz gniewamy się, że nie przeprowadził przemian gospodarczych płynnie i racjonalnie.
96 rok. Poparcie dla prezydenta było minimalne. Wynosiło nie więcej, niż kilka procent. W sztabie kierowanym przez wicepremiera Olega Soskowca, przy wsparciu Barsukowa (szef FSB) i Korżakowa (szef prezydenckiej ochrony) zaczęła dojrzewać myśl, iż Jelcyn nie ma szans na zwycięstwo i że w związku z tym trzeba będzie rozwiązać parlament i odłożyć wybory. Powoli zaczęto realizować ten scenariusz, szykowano odpowiednie dokumenty, projekty dekretów, wybierano się z tym do Jelcyna. Wtedy właśnie do jego drzwi zastukał także Czubajs, choć praktycznie był wtedy człowiekiem z ulicy. Postarał się przekonać Jelcyna, iż tamtą drogą iść nie wolno i spróbował narysować inny scenariusz, jak przejść przez wybory. Między Czubajsem i Jelcynem dochodziło wówczas do bardzo ostrych sporów. Ale w rezultacie prezydent zmienił całkowicie plan przygotowań do wyborów 1996 roku, zdymisjonował Soskowca, na szefa sztabu wyborczego powołał premiera Czernomyrdina, Czubajsa mianowano szefem zespołu analityków. Wszystkie dokumenty przechodziły wówczas przez niego.

Rosja pokonała wówczas poważny zakręt w swojej historii. Wyobraźcie sobie możliwe konsekwencje pozakonstytucyjnych działań podjętych przez Barsukowa i Korżakowa.
Być może uniknęliśmy wtedy wojny domowej. To jest zasługa Czubajsa. W każdym kraju takich ludzi jest zaledwie kilku, jednostki, Czubajs jest postacią historyczną, dzięki niemu uniknęliśmy wielu dramatycznych wstrząsów.

Przypomnijcie sobie jak żyliśmy w ZSRR. Z deficytowymi towarami, różnymi zakazami, nie wyjeżdżaliśmy za granicę, doświadczyłem tego w pełnej mierze, nie chcę do tego wracać. Mówią dziś o tym, jaka była wówczas nauka, albo przemysł. Ale ja pamiętam za jaką cenę. Ale dziś nauka w taki sposób działać już nie może.
W 2003 roku świat uznał, iż w Rosji istnieje gospodarka rynkowa. Przyjęliśmy wówczas cały szereg ustaw, o podatkach, budżecie, kodeks pracy, obywatelski.  W ciągu 10 lat Rosja podpisała 360, lub 370 wielostronnych konwencji i umów międzynarodowych. Przyjęliśmy dla siebie system standardów w dziedzinie przepływu kapitałów, ochrony własności intelektualnej, zgodności przepisów podatkowych, zaakceptowaliśmy system zasad międzynarodowych, wstąpiliśmy to WTO. Podporządkowaliśmy się postanowieniom Trybunału Strasburskiego do spraw człowieka. Każdy z tych kroków prowadził ku liberalizacji, do odbudowy mechanizmów rynkowych. Byli tacy, którzy przez ten czas krzyczeli, i tacy, którzy robili krok za krokiem. Robiliśmy to w sposób zaplanowany, zorganizowany, co byśmy na ten temat nie mówili. Teraz, kiedy rozwój gospodarczy uległ pewnemu spowolnieniu, okazuje się, iż trzeba dalej działać na rzecz ochrony biznesu, usprawniać pracę sądownictwa, walczyć z korupcją. Obecny rząd też to robi, ale trzeba robić więcej. Z obecnej sytuacji są dwa wyjścia, albo pogłębienie liberalizacji, albo jej ograniczanie. Ale w tym drugim wypadku rozwoju gospodarczego na pewno nie będzie. Przecież nie da się odbudować Komisji Planowania, KPZR, KGB, mechanizmów przemocy obecnych w każdej dziedzinie. Dziś dokręcanie śruby nie da spodziewanego rezultatu. Może więc teraz trochę podrepczemy na miejscu, ale w końcu, tak czy inaczej pójdziemy liberalnym traktem.

-----------------------------------------------------------------------------------------


Także o aktualnym stanie gospodarki rosyjskiej:


Gospodarka Rosji: w 2014 roku prawie jak w czasach kryzysu



Na najbliższe lata zaplanowano w Rosji wielkie wydatki na modernizację wojska, na różnego rodzaju programy socjalne. Jednak eksperci alarmują, iż w 2014 roku rosyjska gospodarka zetknie się z poważnymi problemami, wręcz uniemożliwiającymi realizację tych planów. Nie brak głosów wieszczących nadejście poważnego kryzysu gospodarczego. 


wtorek, 7 stycznia 2014

Gospodarka Rosji: w 2014 roku prawie jak w czasach kryzysu

Na najbliższe lata zaplanowano w Rosji wielkie wydatki na modernizację wojska, na różnego rodzaju programy socjalne. Jednak eksperci alarmują, iż w 2014 roku rosyjska gospodarka zetknie się z poważnymi problemami, wręcz uniemożliwiającymi realizację tych planów. Nie brak głosów wieszczących nadejście poważnego kryzysu gospodarczego.
Iwan Trefiłow, dziennikarz "Radio Swoboda" przedstawia prognozy ekspertów na rok 2014.

Stare modele rozwoju gospodarczego Rosji przestały działać, jednak na razie władze nie proponują nowych wariantów polityki gospodarczej gwarantujących wzrost.

Nowy, dopiero co rozpoczęty rok 2014 będzie jednym z trudniejszych dla rosyjskiej gospodarki w ostatnim dziesięcioleciu. Eksperci ostrzegają, iż kraj pogrąży się w długotrwałej stagnacji. Stare modele umożliwiające osiąganie wzrostu gospodarczego wyczerpały swój potencjał, władze na razie nie są w stanie zaproponować nowych wariantów polityki gospodarczej.

Wraz z pogorszeniem się sytuacji gospodarczej eksperci nie
wykluczają 10-procentowej dewaluacji rubla. 
W końcu grudnia Ministerstwo Rozwoju Gospodarczego po raz kolejny podało niższe prognozy dotyczące wzrostu gospodarczego Rosji w 2013 i 2014 roku. Według skorygowanych danych wzrost PKB wyniesie 1,4 procenta, wcześniej prognozowano wyższy - 1,8. Prognozę na rok 2014 obniżono z 3 % do 2,5%. Jeszcze bardziej pesymistyczne prognozy odnoszące się do tempa wzrostu rosyjskiej gospodarki ogłosił Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Na początku grudnia eksperci tej organizacji obniżyli je po raz trzeci w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Teraz spodziewają się, iż zamiast prognozowanych wcześniej 3,25% wzrost rosyjskiego PKB wyniesie 2%.


Na przestrzeni ostatniej dekady będą to dla rosyjskiej gospodarki najtrudniejsze czasy, jeśli nie uwzględniać okresu najostrzejszego kryzysu z 2008 roku.


Sami specjaliści nie wierzą w dwuprocentowy wzrost. Były minister finansów Rosji, Aleksiej Kudrin uważa, iż wskaźnik ten osiągnąć będzie trudno. Według niego „stary model wzrostu się przeżył, w obecnym modelu trudno zaś zobaczyć jakieś impulsy wiodące do wzrostu”. Podobnego zdania jest były szef rządu rosyjskiego, Michaił Kasjanow. Według niego, obecną sytuację gospodarki charakteryzuje nadmierna zależność od koniunktury na rynku ropy naftowej: „Model rozwoju gospodarki funkcjonujący u nas w ostatnich latach opierał się na wzroście ceny ropy naftowej. Ale, gdy tylko wzrost cen ropy uległ zahamowaniu, zaczęła się stagnacja. Jeśli jej ceny ulegną obniżce, w naszej gospodarce zaobserwujemy realny spadek PKB. Nawet jeśli utrzyma się obecna cena, spadek PKB niemal na pewno rozpocznie się już w 2014 roku.”

W 2014 roku szereg znanych czynników będzie oddziaływał negatywnie na rosyjska gospodarkę. Jednak władze zachowują nieuzasadniony optymizm.

Były minister gospodarki Rosji, prezes banku „Rosyjska Korporacja Finansowa” Andriej Nieczajew wymienia trzy podstawowe przyczyny poważnego wyhamowania tempa wzrostu rosyjskiej gospodarki. Pierwsza, to zmniejszenie rozmiarów inwestycji, tak w Rosji, jak i poza nią. „Ten rok jest już zdeterminowany przez określone czynniki. Ja i zdecydowana większość specjalistów jesteśmy jednomyślni, oceniając postawę władz jako nadmiernie optymistyczną. Spada zapotrzebowanie na inwestycje, jego przyczyną jest (pomijając fakt, iż Rosja do tej pory nie stała się krajem atrakcyjnym dla inwestorów, przez ostatnich pięć lat obserwujemy stabilną ucieczkę kapitału) plan zamrożenia taryf w dziedzinach kontrolowanych przez nasze monopole naturalne dla odbiorców przemysłowych. To z kolei okaże swój wpływ na plany inwestycyjne rosyjskich monopolistów.”

Igor Nikołajew, dyrektor należącego do korporacji FBK Instytutu Analizy Strategicznej zgadza się z opinią, iż inwestycje monopolistów są niesłychanie ważne dla gospodarki rosyjskiej. Bez nich, jego zdaniem, jakikolwiek znaczący wzrost gospodarczy będzie w Rosji niemożliwy. „W Rosji monopole naturalne są w znacznym stopniu źródłem inwestycji i kapitału. Gospodarka rosyjska z punktu widzenia dynamiki inwestycji w decydującym stopniu uzależniona jest od tego, co mogą zaoferować monopole. Ich programy inwestycyjne zostały ostatnio poważnie ograniczone, zaś zamrożenie taryf doprowadzi do ich dalszego wielokrotnego spadku. Czym są inwestycje? Oznaczają one pracę dla podwykonawców, pieniądze dla innych dziedzin gospodarki. Nie będzie inwestycji, nie będzie wzrostu gospodarczego”.

Tempo wzrostu dochodów i wydatków ludności regularnie spada.


Innym kluczowym problemem dla gospodarki rosyjskiej jest według Andrieja Nieczajewa spadek zapotrzebowania na towary i usługi ze strony obywateli. Władze nie doczekają się wzrostu inwestycji, i co za tym idzie, podkreśla Nieczajew, wzrostu PKB związanego z przyrostem inwestycji zaplanowanym w budżecie. „Tempo wzrostu dochodów i wydatków ludności stale spada. Oprócz tego, w 2014 planowane jest zamrożenie wynagrodzeń szeregu grup zawodowych wypłacanych z budżetu. Nie będzie przeprowadzana indeksacja wynagrodzeń. Te plany dotkną wojskowych, urzędników państwowych. Zredukowany zostanie poziom indeksacji rent i emerytur. Wszystkie te decyzje wpłyną także na zmniejszenie zapotrzebowania na rynku towarów i usług.” – tłumaczy Andriej Nieczajew.

Zamrożenie wynagrodzeń w nowym roku dotknie przede wszystkim poszczególne kategorie ludności wynagradzane z budżetu federalnego. Równocześnie, zgodnie z rozporządzeniem prezydenta Wladimira Putina z maja 2012 roku, władze regionalne mają obowiązek zwiększania wynagrodzeń urzędników opłacanych z budżetów lokalnych. Jednak w wielu regionach ich władze nie będą w stanie wywiązać się z tego obowiązku. Według deputowanej Dumy Państwowej, Oksany Dmitriewej nie będzie ich na to stać.

Regiony powinny podwyższać wynagrodzenia swoim pracownikom. Jednak nie pozwala im na to sytuacja budżetowa, zwłaszcza tam, gdzie brak dochodów z ropy naftowej i gazu.


„Regiony mają swoje problemy. Powinny podwyższać wynagrodzenia swoim pracownikom, ale stan ich budżetów jest jeszcze gorszy, nie uzupełniają ich dochody z ropy.” – mówi Oksana Dmitriewa. My nie zatwierdzamy prognoz odnoszących się do budżetów regionalnych, jednak do władz regionalnych wysyłana jest informacja o tym, iż dochody ich budżetów będą rosnąć w tempie 8% na rok (niewiadomo skąd te pieniądze się znajdą, jakie będą ich źródła), i że wystarczy im środków na ochronę zdrowia, oświatę, na zwiększenie wynagrodzeń.  Mimo, iż tych pieniędzy nie ma. W  regionach rośnie poziom zadłużenia, władze lokalne zmuszone są do zaciągania kredytów, rośnie poziom zadłużenia w stosunku do budżetu federalnego. Z tego powodu wiele regionów odczuwa rzeczywisty brak pieniędzy. Nie wszystkie, jednak wiele z nich.

Sytuację finansową w regionach jako wyjątkowo niestabilną charakteryzuje także Natalia Zubarewicz, dyrektor Niezależnego Instytutu Polityki Społecznej. Według niej, w pierwszej połowie 2013 roku, statystycznie rzecz biorąc, rosyjskie regiony jako całość nie odczuwały problemów z budżetem. W rzeczywistości jednak, w połowie z nich pojawił się deficyt. „Na razie od stycznia do lipca, formalnie, w regionach widzimy nadwyżki budżetowe. 


Jednym z rosyjskich regionów dysponujących nadwyżką budżetową jest
położony na Dalekim Wschodzie Sachalin. Produkcja ropy naftowej osią-
gnęła tu rekordowy poziom. 
Zawdzięczamy to trzem regionom. Najpierw można wymienić Moskwę, jej budżet jest gigantyczny, wiec można tez trochę zaoszczędzić. Kolejnym regionem tego rodzaju jest Sankt Petersburg, jego budżet w ostatnich latach zwiększono, dzięki temu na przykład, iż przeniesiono tu siedzibę firmy „Gazprom Nafta”, a także innych. Trzecim regionem  tego rodzaju jest Sachalin, tam sytuacja jest obecnie znakomita, wydobycie ropy osiągnęło rekordowe rozmiary. Na Sachalinie istnieje porozumienie o podziale produkcji, co oznacza, iż nie da się zabrać stąd wszystkich pieniędzy, sporo zostaje dla miejscowego budżetu. W niektórych innych regionach także odnotowaliśmy niewielką nadwyżkę dochodów nad wydatkami, ale 60 procent rosyjskich obwodów boryka się z deficytem budżetu.”

W ciągu pół roku ludzie zaczną odczuwać pierwsze zmiany na gorsze. Władze zrezygnują z zapowiedzianego podwyższania emerytur i wynagrodzeń.

Innymi słowami, zapotrzebowanie na towary i usługi będzie się zmniejszać. Jak obawia się Michail Kasjanow, sytuacja może ulec drastycznemu pogorszeniu, jeśli cena ropy naftowej na rynkach światowych znacząco spadnie. „Już za pół roku ludzie zaczną odczuwać pierwsze zmiany na gorsze. Władze mogą zrezygnować z zapowiedzianego podwyższenia emerytur oraz wynagrodzeń dla pracowników zatrudnionych w sferze budżetowej. Potem zetkniemy się z opóźnieniami w wypłatach. To wydarzy się jednak nie wcześniej niż za rok, kiedy wszystkie rezerwy ulegną wyczerpaniu. Naszych rezerw wystarczy na rok – półtora. Ale jeśli cena ropy spadłaby do 60 dolarów za baryłkę, rezerw nie wystarczy nawet na rok.”

Jeszcze jednym ważnym czynnikiem wpływającym na gospodarkę Rosji są według Andrieja Nieczajewa, prezesa banku „Rosyjska Korporacja Finansowa” rozmiary eksportu. Pod tym względem sytuacja budzi poważne obawy. „Trzeci czynnik wzrostu gospodarczego, eksport przestaje być źródłem nadwyżki budżetowej. Import rośnie szybciej od eksportu, co nawiasem mówiąc stwarza poważne przesłanki dla dewaluacji rubla. Nie wydaje mi się, by była ona skokowa, ale jak mi się zdaje czeka nas co najmniej 5-10 procentowa obniżka kursu rubla w stosunku do innych walut.”

Eksperci podkreślają, iż Rosja winna jak najszybciej skorygować swoją politykę gospodarczą. Wiele z ich porad wygląda dosyć banalnie.
Inaczej niż w przeszłości, władze rosyjskie przyznają, iż źródła obecnych problemów gospodarczych mają charakter wewnętrzny i nie są one wywołane przez czynniki zewnętrzne. Mówił o tym także w swoim wystąpieniu przed połączonymi izbami parlamentu prezydent Putin. Eksperci nie ukrywają, iż ich zdaniem Rosja do swojej polityki gospodarczej powinna jak najszybciej wprowadzić istotne zmiany. Ich rady wyglądają dosyć banalnie. Według Andrieja Nieczajewa powrót na ścieżkę wzrostu gospodarczego zależy od stworzenia w kraju lepszego klimatu dla przedsiębiorców. Będzie to możliwe, jeśli uda się osiągnąć poprawę w zakresie ochrony prawa własności, zagwarantować niezawisłość sądów, podjąć rzeczywistą walkę z korupcją.

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Pisarz Borys Akunin: tragedia w Wołgogradzie

Dwa kolejne zamachy terrorystyczne w Wołgogradzie wzbudziły w Rosji wielkie emocje. Media pełne są komentarzy na ten temat. Pisarz Borys Akunin na blogu stara się spojrzeć na to, co się stało w szerszym politycznym I historycznym kontekście.

W wyniku dwóch ataków terrorys-
tycznych w Wołgogradzie zginęło ponad
30 ofiar, a blisko 100 odniosło rany. 
Swego czasu mianowanie przewodniczącego Federalnej Służby Bezpieczeństwa na stanowisko premiera, a potem następcą ustępującego prezydenta wytłumaczono nam koniecznością walki z terroryzmem: wysadzano wówczas domy mieszkalne, w Dagestanie toczyły się walki, w Czeczenii porywano ludzi.
Upłynęło wiele lat. Przez ten czas pod sztandarami walki z terroryzmem skonstruowano piramidę władzy, wszystko podporządkowano byłym funkcjonariuszom służb specjalnych, w stwarzającym największe problemy regionie kaukaskim władzę powierzono na wyłączność klanowi Kadyrowa, pozwalając mu równocześnie na jej sprawowanie bez oglądania się na federalne uregulowania prawne.

Jednak wydarzenia w Wołgogradze pokazują, iż wszystko to nie działa. Były przewodniczący federalnej Służby Bezpieczeństwa przez półtora dekady nie potrafił rozwiązać najważniejszego, stojącego przed nim problemu.

Pisarz Borys Akunin na swoim blogu
regularnie wypowiada się w kluczowych dla
społeczeństwa kwestiach. 
Wszystko jest nie tak, jak trzeba. Nie te metody, nie ci ludzie, nie te priorytety. Czyżby wciąż pod tym względem nie było jasności, iż tej tragicznej, zapuszczonej kwestii służby specjalne rozwiązać nie są w stanie? Starali się długo. Nie wyszło.
Trzeba zmienić wszystko. Żadne „surowe decyzje” i kary śmierci nie zadziałają (spróbujcie przestraszyć terrorystę samobójcę karą śmierci). Logika pionowej „piramidy” władzy jest tu nieskuteczna, potrzebna jest „pozioma”.

Potrzebna jest konsolidacja społeczeństwa, tylko jak osiągnąć konsolidację, jeśli nie prowadzimy dialogu – wszędzie podziały, dezorganizacja, wzajemny brak zaufania, wrogość.

Dialog odbywa się nie wtedy, kiedy wielkorządca wzywa do siebie przedstawicieli społeczeństwa obywatelskiego, lub opozycji i powiada: tak ma być, wtedy was posłucham. Dialog to podział władzy, na wykonawczą, ustawodawczą i sądową. Razem z niezależnymi od państwa środkami masowego przekazu. Proszę mi wybaczyć te recepty.



Pisarz Borys Akunin na blogu media-w-rosji:



sobota, 28 grudnia 2013

Maria Aliochina (Pussy Riot): skazana nie jest człowiekiem, a workiem z rzeczami.


Po wyjściu na wolność na podstawie amnestii dziewczyny z zespołu Pussy Riot dzielą się z mediami obozowymi doświadczeniami. W przejmującym wywiadzie udzielonym opozycyjnej moskiewskiej "Nowoj Gazietie" Maria Aliochina opowiada o swojej trwającej dwa lata walce o godność i poszerzenie granic wewnętrznej wolności.

Jelena Kostiuczenko, Nowaja Gazieta:
Jak znalazłaś się na wolności?

Maria Aliochina, Pussy Riot:
Po wyroku Marię Aliochinę skierowano do obozu karnego
Bieriezniaki w Permskim Kraju za Uralem
Na polecenie Dyżurnego Przedstawiciela Naczelnika Obozu wezwano mnie do obozowej dyżurki. Tam nas wzywają często. Chodzimy tam, gdy w jakiejś sprawie żądają od nas wyjaśnień, na przykład kiedy którejś z nas zsunie się z głowy chustka. Tym razem wezwano mnie o ósmej rano. Zaprowadzono do Izby Kontroli Osobistej, to w odległości dwóch kroków. Tam ogłoszono mi postanowienie o amnestii. Zrobiono to w obecności wszystkich zastępców naczelnika obozu karnego, byli tam także szefowie różnych służb obozowych. Przyniesiono moje rzeczy. Poszliśmy do samochodu. Wcześniej, kiedy wysyłano mnie w etap, odbywało się to podobnie. Ale kiedy tym razem zobaczyłam czarną Wołgę, szczerze mówiąc, zareagowałam ze zdziwieniem.
Jechałaś na tylnym siedzeniu?
Tak. Tam siedzieli jeszcze dwaj konwojenci. Na początku sprzedano mi bajkę, że jedziemy do prokuratury. Ale potem zorientowałam się, że jedziemy w innym kierunku. Wysadzili mnie na dworcu, pożegnali się, życzyli powodzenia. Taki to był konwój.

Chciałaś odmówić skorzystania z amnestii?
No jasne. Ale amnestia to rozporządzenie dla zakładu karnego, nie dla mnie. W tym wypadku, byłam po prostu pionkiem.

Co wtedy poczułaś ?
Torby. Poczułam ich ciężar (śmieje się). To było jak w filmie. Cała sytuacja była bardzo filmowa. Ale bywa, iż w takich najostrzejszych, wyrazistych momentach, czujesz się czasem, jakby z zewnątrz.

Widziałaś Filipa przez te dwa lata?
Naturalnie. Przyjeżdżali do mnie. I do obozu w Bieriezniakach i Niżnim też.
Wystraszył się w obozie?

Nie. Pokój do widzeń jest całkiem zwyczajny, z łóżkiem, stołem, są w nim nawet zabawki. Jemu się spodobało, nie zapłakał ani razu. Filip jak na swój wiek jest bardzo dorosły (syn Marii ma 6 lat – EK). Zadziwiające. Jest bardzo poważny…  Ale jestem tez przerażona, bo te dwa lata nie mogą pozostać bez wpływu….

Tabu

Miałam 87 fantastycznych dredów. Pomogła mi je zrobić jedna z dziewczyn, wyglądały bardzo profesjonalnie. Ale teraz ruda farba w obozie została zabroniona, dawniej można było się dogadać, ale po moich warkoczykach, już nie.

Dlaczego zabroniona?

Na podstawie rozporządzenia zastępcy naczelnika obozu do spraw bezpieczeństwa i pracy operacyjnej. W obozie obowiązuje wiele różnych zakazów. Głowę wolno myć tylko w łaźni (bani) w specjalnie wyznaczonym dniu. W oddziale nie wolno. Jeśli się pobrudzisz, to trzeba załatwić specjalne zezwolenie u oddziałowej.

Nie wolno znajdować się w miejscu przeznaczonym na sen w czasie nie przeznaczonym na sen. Tam można się znajdować tylko od 21,20 do 5,30. Jeśli poczytamy sobie regulamin obowiązujący więźniów w Oświęcimiu albo Buchenwaldzie, odnajdziemy w nim podobieństwa do naszego. Tam nie wolno było siedzieć na pryczach. Czytałam Primo Leviego, Imre Kertesza, mam za sobą lekturę radzieckich dysydentów. To się powtarza, ta historia z miejscem do spania. Jest w tym jakaś szalona inercja. Wszystko powtarza się z roku na rok, ministerstwo zatwierdza te same przepisy i regulaminy. Jeśli jednak pozwolić skazanemu siedzieć na łóżku w czasie nie przeznaczonym na sen, to powstrzymałoby to rehabilitację skazanego przestępcy?
Wszystkie te zasady nie obowiązują stale, tylko od czasu do czasu. Nazywa się to „zaostrzeniem dyscypliny” – to takie dokręcenie śruby. Przez dłuższy czas nikt niczego nie zauważa, ale potem, nagle, jeśli znajdą w twojej szafce nocnej, ciasteczko, albo okruszki, może zostać sporządzony raport o nie przestrzeganiu przez skazaną „warunków sanitarnych”
I jeszcze. Nawet jeśli nie jadasz w stołówce, masz obowiązek tam chodzić. Minimum trzy razy w ciągu dnia. Jeśli to jest obóz z „miejscówkami” (ogrodzony teren przylegający do poszczególnych baraków), tak jak w Bieriezniakach, to oznacza to codziennie stratę 40-50 minut. Najpierw oddziałowa ustawia nas w szeregu, potem całą kolumną idziemy do stołówki, tam spędzamy 20 minut. Po wyjściu znów ustawiamy się w szeregu i kolumną marszową wracamy na nasz plac. Godzina zmarnowana na nic. Siedzisz i obserwujesz, co dzieje się dookoła. Latem wszędzie czuć brudny zapach intymnych podpasek.

Obóz

W ogóle nie jadłaś obozowego jedzenia?

Próbowałam, degustowałam. To było dla mnie interesujące. Wydaje mi się, że w obozie niżegorodzkim wyżywienie jest lepsze, niż w permskim kraju.  

W obozie nie ma wegetarianek. Jadłam, to co przysyłano mi w paczkach, tarłam marchewkę.
Jedzenie w obozie ma wielkie znaczenie. To tam jedyna dostępna przyjemność. Bardzo cenione jest jedzenie domowe, kotlety, kartofle. Ale zezwolenie na paczkę z podobnymi produktami musi podpisać naczelnik oddziału sanitarnego-medycznego.

Bez drutu kolczastego rosyjskie obozu wyglądałyby jak zwykła
fabryka z dobudowanym do niej hotelem robotniczym. 
Przeważająca część skazanych to narkomanki. Jest ich około 70%. Im wszystko jedno, co jedzą. Najważniejsze, żeby było jak najwięcej i możliwie słodkie. Po aresztowaniu, kiedy mija zatrucie narkotykowe zaczynają bardzo dużo jeść. Najbardziej lubią słodką herbatę z czekoladkami.
Kolejna liczebnie część skazanych to kobiety, które popełniły szczególnie ciężkie zbrodnie, są odpowiedzialne ze śmierć innej osoby. W ich wypadku dotykamy rożnych kwestii związanych z feminizmem. Są to zwykle kobiety w starszym wieku mające na sumieniu śmierć mężów, albo partnerów życiowych. Przedtem musiały znosić ich alkoholizm, były regularnie bite. Wszystkie powtarzają tę samą historię. Pił, bił, nie wytrzymałam.

Podczas śledztwa nie bronią się. Przyznają się do winy i godzą się na rozpatrzenie ich sprawy  w ramach szczególnej procedury. Bywają często skazywane na wyroki nie uwzględniające ich doświadczenia. W Bieriezniakach siedziała na przykład pewna kobieta, skazana na 8 lat. Osiem ! Ale jeśli ją regularnie bito i ona wystąpiła w swojej obronie, trudno skazywać ją za zwykłe morderstwo. Kobieta mieszkająca na wsi, albo w osadzie typu miejskiego, ma tylko dom, w dodatku na spółkę z takim partnerem. Nie może sprzedać domu, bo jest on pozbawiony jakiejkolwiek wartości. Nie może odejść, bo nie ma dokąd. Nie może przegonić swojego partnera, bo on także jest tam zameldowany. Może zwrócić się do organów ścigania, zatrzymają go, ale po wyjściu na wolność będzie ją bil jeszcze bardziej. Nie mamy w kraju żadnych mechanizmów ochrony kobiety od przemocy. Kobiety nie maja do kogo się zwrócić. Wpadają w pułapkę. Takich kobiet jest bardzo dużo.
No i są jeszcze skazane za przestępstwa gospodarcze – 5%.

Ile kobiet siedziało w twoich obozach?
W obu -po 1100-1200 skazanych. I tu i tam podstawowym zajęciem było krawiectwo. Cały czas obowiązuje dyscyplina, kobiety spędzają czas w towarzystwie swojej brygady. W Bieriezniakach jest też wydział wikliniarski, produkowane są również materace, w Niżnim Nowgorodzie wyroby metalowe, opakowania ozdobne.

Starano się nie dopuszczać mnie do pracy w brygadzie. W Bieriezniakach byłam instruktorem obozowej szkoły zawodowej, wcześniej sama przechodziłam szkolenie. Pilnowałam, by ludzie, którzy ani razu w życiu przedtem nie siedzieli przy maszynie do szycia i nie umieli szyć, nie zrobili sobie krzywdy. W Niżnim Nowgorodzie pracowałam jako bibliotekarka. To jest dobre zajęcie, powierzono mi je na prośbę obwodowego Zarządu Służby Więziennictwa (FSIN). Zależało im na tym, bym zamilkła więc starali się stworzyć mi komfortowe warunki. Tam były dwie biblioteki, obozowa i szkolna. Pracowałam w szkolnej.
Kto przychodził do twojej biblioteki?

Dorośli bez wykształcenia, szkołę kończyli w obozie. Uczyli się od 5ej do 11ej klasy. Niektórzy nawet korespondencyjnie studiują na wyższych uczelniach. Przychodzono do mnie po wiersze i podręczniki. Czasem proszono mnie, bym coś dla nich wybrała. Dziewczyny, z którymi się kontaktowałam interesowały się Foucault, podarowałam im jego książkę „Nadzorować i karać”, bardzo je zaciekawiła. Miałam swoją własną mini-bibliotekę, dzieliłam się nią. Tam bardzo lubi się wiersze. Podobał się Gieorgij Iwanow, Mandelsztam też. Im się rzeczywiście dużo podobało. Połykały te utwory błyskawicznie. Ale cenzura ! Cenzura w obozie jest nieskończenie tępa.

Na przykład?
Dochodziło do tego na przykład, iż człowieka, który przynosił mi prasę, zmuszano do tego, by nożyczkami wycinał kadry z filmu Larsa von Triera. Widok gołego ciała na ekranie, albo na obrazku u administracji obozu wzbudza, nie wiadomo dlaczego, strach i drżączkę. Domagają się, by podobne rodzaju obrazki natychmiast niszczyć. Przecież to śmieszne. W obozie do łaźni chodzi po 50 osób na raz. I co, one tam chodzą w futrach? To są dorosłe kobiety, widzą się nawzajem codziennie. A tam w obozie, zabrania się nawet, na wszelkiego rodzaju imprezach „kulturalnych” pokazywać z gołymi ramionami. Nawet pod balowe sukienki należy zakładać jakieś idiotyczne golfy.

W Bieriezniakach nie miałam żadnego kontaktu z oddziałem wychowawczym, mnie nie wypuszczano poza „miejscówkę” należącą do naszego baraku. A tu (w obwodzie niżegorodzkim) miałam okazję, by poznać wszystkie tutejsze porządki. Chciałam zorganizować klub filmowy. Straciłam ponad tydzień, by przekonać administrację, by pozwoliła pokazać „Piękność dnia”. Tłumaczyłam, ze kobiety obejrzą film z zainteresowaniem. Usiłowałam sformułować jakieś argumenty, mówiłam o „wychowawczej roli Bunuela”. Boże ! Chciałam pokazać „Melancholię”. Choćby po jednym filmie światowych klasyków. Starałam się wybierać filmy w jakimś stopniu aktualne dla kobiet. Ale w odpowiedzi słyszałam uparte „nie”.

Książki

Dużo przeczytałaś książek?

Tak, czytałam, czytałam. Kiedy jeszcze siedziałam w izolatce w Bieriezniakach, miałam możliwość oglądania kina. Ściągnęłam do celi telewizor i video, przedtem przekopałam się przez nasz kodeks. To wszystko jest przewidziane przez prawo. Skazanych przebywających w „bezpiecznym miejscu” obowiązuje regulamin zwykły. Więc jeśli „regulamin zwykły”, to kiedy znajdujesz się w oddziale, w nim  jest telewizor. W kodeksie postępowania karnego jest nawet paragraf zezwalający krewnym na przekazywanie skazanym do obozu radioodbiorników i telewizorów. Do tego udało mi się ściągnąć nawet czajnik. Wszyscy go mają. A mnie co? też był potrzebny. Ogólnie rzecz biorąc, byli gotowi na wszelkie ustępstwa, żebym tylko nie wychodziła z tego „bezpiecznego miejsca”.
Mieli nadzieję, że bezpośrednio stamtąd wyślą mnie w etap. Wsadzili mnie tam i jak mi się zdaje, czekali na papiery z Moskwy. Żeby na tej podstawie przenieść mnie do innego obozu.

Kiedy wyszłam z izolatki, administracja przez „więzienny aktyw” przekazała skazanym, żeby się ze mną nie kontaktowały.
Kiedy złożyłam w sądzie apelację od nałożonych na mnie w obozie kar dyscyplinarnych, nie zawieziono mnie nawet na rozprawę. Podłączono video aparaturę, w ten sposób nawiązano łączność, podłączono także faks. Dostarczono odpowiednie wyposażenie techniczne. Kiedy poprosiłam o warunkowe zwolnienie, także nie zawieziono mnie do sądu, w Bieriezniakach nie pozwalano mi jeździć dokądkolwiek. A ja nie ukrywałam, że jak tylko znajdę się poza granicami obozu, przy pierwszej okazji, opowiem wszystko co o nim myślę. Więc w procesach sądowych uczestniczyłam z obozu, obserwowało mnie 5 video rejestratorów, w obecności wszystkich naczelników, siedzących w tym samym pomieszczeniu, w którym odbywało się to niby posiedzenie sądu. Plus, zarządzono wówczas zaostrzenie regulaminu, bez najmniejszego uzasadnienia. Kłódki na drzwiach prowadzących na plac przed barakiem, każdego ranka zaostrzona kontrola. W tamtej chwili głodówka była jedynym wyjściem. Mój błąd polegał na tym, że nie wyjaśniłam przyczyn głodówki w formie pisemnej. Po prostu poskarżyłam się na kłódki. Ale one były tylko symbolem tego, co wyprawiała administracja. Powiesili je na drzwiach prowadzących do mojego oddziału i do oddziału tej jedynej dziewczyny, która mnie wówczas wspierała. Cały obóz chodził i skarżył się  jakiego ma pecha. 

Jak to się stało, że trafiłaś do pojedynczej celi?
W obozie są tacy ludzie, którzy wypełniają instrukcje administracji, nawet najbardziej obrzydliwe. Jak tylko po przejściu kwarantanny skierowano mnie do oddziału, przeniesiono także do niego skazane o najdłuższych wyrokach, zmuszone przez okoliczności do współpracy z administracją. I to one sprowokowały konflikt. 


Podczas pobytu w obozie w Bieriezniakach Maria Aliochina
w sądzie domagała się anulowania nałożonych na nią
kar dyscyplinarnych. 
Najpierw namawiały mnie do podjęcia głodówki na znak protestu przeciw postępowaniu administracji, ale kiedy odmówiłam, zaczęto im grozić. To było jasne od początku, one były prowokatorkami, ale nie rozumiałam, co powinnam yrobić. Dlatego poszłam do oficera operacyjnego, to on podyktował mi tekst prośby o przeniesienie w „bezpieczne miejsce”, podpisałam ją. I tylko wtedy, kiedy odprowadził mnie do pojedynczej celi, zrozumiałam, o co tu chodziło. Już z rozmowy z naczelnikiem wydziału operacyjnego powinnam była zrozumieć, że to jego robota. Ale wtedy, jeszcze nie orientowałam się w gąszczu oficjalnych i nieoficjalnych zasad i przepisów. Siedziałam po raz pierwszy. „Bezpieczne miejsce”, jak się okazało, znajdowało się na terenie karceru.

Ile dostałaś kar dyscyplinarnych?
 W Bieriezniakach cztery, trzy z nich anulował sąd. W obwodzie niżegorodzkim na początku bano się pisać na mnie raporty, im się zdawało, że będę się z nimi sądzić.
Dlatego w tym obozie robiłam, to co chciałam. Potem zdarzył się konflikt z jedną z kobiet, ona nie odchodziła od telefonu i donosiła na pozostałe. Jak to powinnam powiedzieć w grzecznej formie? Ostrzegłam ją, że jej przyłożę. I do tego wykonałam określone ruchy i gesty. Jakieś osoby postanowiły mnie powstrzymać. W rezultacie dostałam naganę ustną, to najdrobniejsza możliwa do wymierzenia kara dyscyplinarna.
Co to znaczy nie odchodziła od telefonu?

W oddziałowej świetlicy jest podłączony telefon. Każdy funkcjonariusz administracji ma swój numer. W takim wypadku, kiedy skazana chce coś powiedzieć o którejś ze swoich współtowarzyszek, telefonuje do oficera operacyjnego i melduje się: „Ja skazana, taka i taka melduję”.

Przy wszystkich?
Oczywiście przy wszystkich. Tam żyją tak wszyscy.

Po co to robią?
To jest bardzo proste. Mamy tu do czynienia z „jednostką o pozytywnej charakterystyce”, która stara się o warunkowe zwolnienie przed ukończeniem wyroku. Taka jednostka powinna pomagać w pracy administracji obozowej.

Dyscyplinarną karę, pozbawiającą warunkowego zwolnienia można złapać za wszystko. Chustka zsunęła się z głowy. Nawet nie ma takiej potrzeby, by osobiście zauważył to funkcjonariusz. Wystarczy, że inna skazana, odpowiednio poinstruowana napisze stosowne wyjaśnienie: widziałam ją bez chustki. Na podstawie takiego dokumentu sporządzany jest raport, skazana otrzymuje karę dyscyplinarną i w ten sposób staje się „jednostką o negatywnej charakterystyce”.
Odczuwam wstręt, kiedy widzę, jak człowiek rezygnuje z zasad i sprzedaje współtowarzysza, z którym dosłownie wczoraj jadł jeszcze z tego samego talerza. Pierwsze dwa razy to się robi z trudem. Trzeci, już spokojnie. A czwarty z radością.

Z radością?
Tak. Wielu skazanych odczuwa coś w rodzaju euforii, jeśli udaje im się kogoś „zgnoić”. Nazywają to „zgnój”. W obozie przechodzą lekcję, jak to robić. Takie przeszkolenie odbywa się pod hasłem stosowania prawa. W imieniu Federacji Rosyjskiej. Kiedy zaczynasz rozumieć, jak bardzo to jest rozpowszechnione, i jak wielu ludzi to dotyka, ogarnia cię uczucie niesmaku.

Po wyjściu na wolność Maria Aliochina i Nadieżda Tołokonnikowa
spotkały się w Krasnojarsku, by omówić plany na przyszłość. 
I to samo czujesz także wtedy, kiedy kobiety wypowiadają na przykład takie słowa: „I w porządku, widziałam więzienie. To nic szczególnego. Będę się zajmować, tym co przedtem”. Kiedy słyszysz je na przykład od handlujących narkotykami. W obozach karnych uczą konsekwentnie, iż jedyna efektywna metoda zdolna okazać na człowieka wpływ, to knut. Niektóre zaczynają to usprawiedliwiać, racjonalizować, pragną, by go stosowano, inne odczuwają lęk. Nie widzą żadnej alternatywy.
To, jak sama rozumiesz, czyste szaleństwo. A ty jesteś wewnątrz. Nagle przestajesz rozumieć, czy z tobą samą jest wszystko w porządku. Pobyt w obozie karnym wywołuje jeszcze inne konsekwencje – przestajesz rozumieć, prawidłowo oceniać świat rzeczywisty. Strach przed wyjściem na wolność jest bardzo powszechny. To silny lęk.

Widziałaś takich ludzi?
Tak. Obserwujesz wstrząsającą przemianę, kiedy osoba wczoraj jeszcze zajmująca w obozie stanowisko funkcyjne, należąca do aktywu obozowego, pełna wiary w siebie, nagle gaśnie w oczach. I wszystko dlatego, że już za dziesięć dni nadejdzie termin wyjścia na wolność, a tu człowiek nie ma pojęcia jak tam żyć. Więc widzisz jak siedzi i rozmyśla głośno, że nie potrafi żyć na wolności, że potrafi żyć tylko tutaj, że nie ma pojęcia od czego tam zacząć. Czuje, że jest w sytuacji bez wyjścia i powtarza to bez końca.

Samoorganizacja

W obozach kobiecych nie ma w ogóle samoorganizacji. Tak to funkcjonuje, nie jest nikomu potrzebna. Przy mnie w niżegorodzkim obozie karnym IK-2 siedziało siedem dziewczyn. Do końca wyroku zostało im od dwóch miesięcy do dwóch lat. One wierzą, że będą w stanie bronić swoich praw. Coś takiego zdarzyło się tam po raz pierwszy. Było mi przykro, kiedy je zostawiałam, nawet nie pożegnałyśmy się. Będę z nimi utrzymywać kontakt. Jak mi się zdaje, na wolności będę mogła zrobić dla nich więcej.

Najbliższe kontakty w tym obozie utrzymywałam z Olgą Szaliną. To aktywistka „Innej Rosji”, jest stalinistką, kłóciłyśmy się na cały obóz. Zwróciłam uwagę, iż ona w zonie zachowywała się bardzo aktywnie. Jeśli Olga organizowała jakąś imprezę, rozrywkę, to potrafiła dla swojego oddziału zrobić bardzo dużo, ceniono ją także w administracji obozowej. Jednocześnie nigdy nie szkodziła innym skazanym, to spotyka się bardzo rzadko. Kiedy mnie tu przeniesiono, ją odesłano do karceru.
Dlatego, że obie byłyście „polityczne”?

No tak, jak mi się zdaje administracja starała się, byśmy się nie stykały. Rzecz jasna Oldze to się nie spodobało. I postanowiła zaskarżyć ten karcer. W sądzie. Obserwowałam tę rozprawę. Dwa tygodnie po jej zakończeniu, w ramach oddzielnej procedury, zachowując tajemnicę, zmuszono ją do spakowania rzeczy i posadzono do awtozaka. Doszły do nas pogłoski, że przeniesiono ją do obwodu kemerowskiego.
To jeszcze jeden przykład ilustrujący, jak system naszej Służby Więziennictwa (FSIN) traktuje ludzi, nawet tych, którzy jakby się zdawało cieszą się niezłą reputacją administracji obozowej. Skazana nie jest człowiekiem, a workiem z rzeczami, który można przerzucić z obozu do obozu, z obozu do więzienia śledczego, zawsze skontrolować, coś skonfiskować, a jeśli się komuś zechce to i wypuścić na wolność.

Ale pozostali skazani nie są ślepi, wszystko widzą. Wyciągają wnioski. I w końcu zaczynają działać. Trzeba im pomóc. Zwłaszcza tym, którzy nie znają wszystkich mechanizmów.
A skąd ty znasz mechanizmy?

Świetną szkołą był dla mnie pobyt w „bezpiecznym miejscu”, w Bieriezniakach, na początku mojego wyroku.
Tam obserwowała mnie kamera video. Funkcjonariusze regularnie przeglądali zapis z niej i zwracali uwagę na moje zachowania. Ja, na przykład, włączałam telewizor o piętnaście minut później, niż to przewidziane w regulaminie, oni w odpowiedzi próbowali pisać raport. W takich momentach uczysz się cierpliwości, uczysz się odpowiadać w taki sposób, żeby dla wszystkich było jasne, iż to ty masz rację, a nie oni. Studiujesz nasze prawo.

Kiedy wywieziono Olgę, zebrałam materiały i napisałam artykuł opublikowany przez moskiewski magazyn „The New Times”. Do obozu zaczęły przyjeżdżać kontrole. Kobiety zauważyły, że ktoś zwrócił na obóz uwagę. Powoli zaczęłam odnajdować osoby, oceniające tak samo, to co się w nim działo. Zaczęłyśmy się spotykać regularnie, choć czułyśmy też nacisk ze strony administracji. Kontaktowałyśmy się, spotykałyśmy na papierosa. Na wszystkie posypały się raporty, ale one zaczęły rozmawiać z działaczami ruchu praw człowieka. Potem inne kobiety, zobaczyły, że tych pierwszych nie rozstrzelano, więc i one się dołączyły. W rezultacie Komitet Przeciwko Torturom zapisał ponad 30 zeznań. Dotyczyły one wszelkiego rodzaju naruszeń praw przysługujących skazanym, a także kradzieży wynagrodzeń i stażu. W Komitecie obiecano, że te zeznania zostaną opracowane w najbliższej przyszłości i opublikowane. Rozmawiałam z nimi o tym już po wyjściu na wolność, to trzeba doprowadzić do końca.
Co to takiego kradzież stażu?

Zaraz wytłumaczę. Mam ze sobą rozliczenia. Przed wyjściem na wolność nie przechodziłam rewizji osobistej (wyciąga kilka cienkich karteczek).
To jedyne potwierdzenie tego, że skazana w obozie pracuje. Pasek rozliczeniowy. Wydawany jest za każdy miesiąc. Wszystkie szwaczki w obozie pracują po sześć dni w tygodniu, czyli 24 dni w miesiącu. Ale oficjalnie skazanym zalicza się siedem przepracowanych dni, albo dwa.

Dlaczego?
Także zastanawiałam się nad tym. Te dane wysyłane są do Funduszu Emerytalnego, w Urzędu Skarbowego. Obóz nie wysyła rzeczywistych danych i dzięki temu wielokrotnie udaje mu się zmniejszyć wysokość obowiązkowych wypłat socjalnych i emerytalnych.


Dziewczyny z Pussy Riot po wyjściu na wolność na pierwszej
konferencji prasowej w Moskwie. 
Popatrz. Wynagrodzenie skazanej za listopad 2012 roku – 195 rubli (20 złotych). Za tę sumę skazana ma sobie kupić produkty na Nowy Rok. A ona, tak jak wszystkie pracowała sześć dni w tygodniu.
Teraz obejrzyj mój pasek. Zobaczysz jak bardzo się różni. Wynagrodzenie 5000 rubli (500 złotych), znajdziesz w nim także podpunkt o rozmiarach minimalnego wynagrodzenia za pracę. On powinien znajdować się na każdym pasku.

W ogóle nie odczuwałaś strachu?
Strachu? Tak, bałam się. Zupełnie niedawno. Napisałam o jednej z kobiet. Chorowała na marskość wątroby. Właśnie w ostatni czwartek wysłano ją etapem do szpitalu przy areszcie śledczym. Przypadkowo znalazłam się w okolicy bramy. Te żelazne wrota nazywane są śluzą. Wsadzali ją do awtozaka. Wyciągnęłam do niej rękę, żeby się pożegnać. Miała siną bezwładną dłoń, jakby zrobioną z waty, bez kości. I ta dziewczyna, z okropnie spuchnięta twarzą, żółtymi oczami, ciężko było na nią patrzeć. Wydawałoby się ciężko chory człowiek,  wszyscy to widzą, wszyscy wiedzą, tylko niczego nie da się zrobić. Dlaczego nie można śmiertelnie choremu człowiekowi pozwolić umrzeć na wolności?

Upłynęły dwa lata. Jak je teraz oceniasz?
To był nieprawdopodobnie cenny czas. To może brzmi paradoksalnie, ale obozowe doświadczenie pomogło mi odnaleźć wolność wewnętrzną. Pobyt za kratami dyscyplinuje. I wyzwala. Rzeczywiście tworzy pewnego rodzaju ramy, między którymi trzeba wybierać. Wyobraźmy sobie, że na ciebie krzyczą. Albo zmuszają do zrobienia czegoś, czego nie chcesz. I że to powtarza się po kilka razy dziennie. Masz wtedy wybór. Możesz zrobić, lub powiedzieć „nie”. Jeśli konsekwentnie mówisz „nie”, odnajdujesz w sobie cechy, których wcześniej nie dostrzegałaś, nie uważałaś za ważne. To mam na myśli, kiedy mówię o odnajdywaniu wolności wewnętrznej. Wtedy pojawia się przekonanie, że możesz stawić temu systemowi opór. Tak to działa. I pewnie nie ma w tym niczego strasznego.

Oryginał wywiadu można znaleźć: http://www.novayagazeta.ru/society/61604.html



Także na blogu inne materiały o sprawie Pussy Riot i warunkach panujących w rosyjskich obozach karnych: