wtorek, 8 marca 2016

Nowe wojny nie będą niespodzianką



Jednego dyktatora na innego można zmienić tylko przy pomocy siły. Największym zagrożeniem dla dyktatorów jest stanowiący wsparcie dla ich władzy blok instytucji siłowych. Istnieje szereg sposobów neutralizacji tego zagrożenia. Jego funkcjonariuszom, ich żonom, córkom i kolegom można zapewnić możliwości do robienia biznesu. Odpowiednie nominacje pozwalają sprawować nad aparatem siłowym kontrole polityczna. Ale jak twierdzi wybitny petersburski politolog, Grigorij Gołosow jeszcze skuteczniejszą metodą jest zaangażowanie bloku instytucji siłowych do walki z wrogiem, najlepiej zewnętrznym. Walcząc poza granicami kraju siły zbrojne są mniej skłonne do mieszania się do polityki wewnętrznej i dlatego udział Rosji w nowych wojnach wcale nie jest wykluczony.    




Autor: Grigorij Gołosow 




 

Autorytarne reżimy rozumieją dobrze, iż wysyłając siły zbrojne na wojnę poza granicami kraju, eliminują je z gry w polityce wewnętrznej. 




Powszechna militaryzacja


Współczesna Rosja to kraj, w którym spora część ludności bierze udział w przygotowaniach do wojny w szeregach sił zbrojnych, aktualnie uczestniczy w działaniach bojowych, lub też z przerażeniem ogląda w telewizji materiały z pól bitewnych, niekiedy położonych w pobliżu, niekiedy znacznie dalej. Na pierwszy rzut oka, widać ogólną militaryzację naszego życia. Dopiero co, świętowaliśmy dzień obrońcy ojczyzny, grzmiały artyleryjskie saluty, może więc warto zastanowić się nad przyczynami tego stanu rzeczy.

Konstrukcja autorytaryzmu elektoralnego jest prosta. W ramach takiego reżimu z pewnych elementów demokracji liberalnej (parlament, partie, wybory) korzysta się nie w tym celu w jakim je stworzono, tj. po to by zmienić władze, a w przeciwnym, żeby zmianę władzy zablokować. Sytuacja ta jest do pewnego stopnia zagadkowa, zmusza do zastanowienia się, intryguje. Narzuca się proste pytanie, po co to wszystko jest potrzebne? W jakim celu wydaje się z budżetu gigantyczne pieniądze na organizowanie fikcyjnych wyborów? Można byłoby je przecież wydać na inny pożyteczny cel, lub zwyczajnie ukraść. A tu "marnotrawi się" je bezmyślnie na bezsensowne procedury wyborcze….

Słyszymy często, iż fikcyjne wybory potrzebne są po to, by zamydlić oczy społeczności międzynarodowej, by zdobyć zaufanie zagranicznych inwestorów, a także by zapobiec radykalizacji opozycji. Prawdę powiedziawszy uzasadnienia te nie mają wielkiego znaczenia. W dwudziestym wieku znajdziemy masę przykładów reżimów autorytarnych zdolnych do osiągania podobnych celów bez budowania demokracji. Wybory są więc raczej potrzebne dla legitymizacji władzy, dla potwierdzenia jej prawa do władzy zdobytej wcześniej. Jest to wytłumaczenie prawidłowe, ale niewystarczające. Niewiadomo bowiem, od kogo reżim oczekuje uznania swojej władzy?

Najbardziej ogólna odpowiedź, iż reżimowi nie jest potrzebne uznanie ze strony społeczeństwa nie będzie wystarczająca i to z dwóch powodów.


Wybory fikcyjna bywają szkodliwe


Po pierwsze, społeczeństwo (przynajmniej jego większość) można przekonać, iż reżim zapewnia określone korzyści przy pomocy odpowiedniej propagandy. Z tego punktu widzenia, dla reżimu wybory fikcyjne będą szkodliwe, gdyż w niewielkim zakresie umożliwiają opozycji przedstawienie własnego stanowiska. Po drugie, społeczeństwo nie stanowi dla reżimu żadnego zagrożenia. Jeśli z kolorowych rewolucji płynie jakaś nauka, to będzie nią wniosek, iż przed nimi nie są w stanie obronić się wyłącznie reżimy już osłabione, władza autorytarna znajdująca się w fazie rozpadu.


Dyktatorom zagraża jedno tylko niebezpieczeństwo. Jest nim, będący także ich głównym wsparciem, aparat siłowy. Nie ulega wątpliwości, iż jednego dyktatora na innego można zmienić tylko przy pomocy siły. Aparat siłowy nie całkiem lojalny wobec władzy może wykorzystać presję wywieraną przez społeczeństwo, by dokonać zmiany reżimu. Ale by dowolne starania w tym kierunku uznać za działania nielegalne, lub wręcz bunt, należy dysponować szczególnie istotnymi argumentami.

Fikcyjne wybory pozwalają wytyczyć granicę między prostą uzurpacją władzy, a jej zdobyciem na sposób legalny, w oparciu o odpowiedni mandat społeczny. Tak oto pojawia się wspomniany argument, prosty i przekonujący. Stąd bierze się stale obecny w wystąpieniach liderów autorytarnych motyw, retoryczna figura "legalnej władzy". Władza pozostaje legalna, nawet jeśli zabija dziesiątki tysięcy własnych obywateli (jak w Syrii), dlatego iż sama przyznała sobie wyborcze zwycięstwo. Bez wyborów się nie da. Ale tylko wybory nie wystarczą.


Neutralizacja aparatu siłowego


Im mniejsza jest popularności formacji sprawującej władzę, tym mniej będą przekonujące wiecznie przez nią wygrywane wybory. Wówczas rodzi się potrzeba użycia dodatkowych środków umożliwiających neutralizację niebezpieczeństwa zagrażającego ze strony aparatu siłowego. W arsenale dyktatorów znajduje się wiele metod pozwalających na realizację tego zadania, trzy jednak z nich uznać należy za główne.

Sposób pierwszy to kontrola polityczna nad blokiem siłowym. Jest ona możliwa, gdy w kierownictwie poszczególnych  instytucji bloku siłowego znajdują się nominaci polityczni, osobiście związani z przywódcą rządzącego ugrupowania. Dobrym przykładem takiej nominacji jest wybór na stanowisko ministra obrony Siergieja Szojgu. Ale i ta metoda ma swoje ograniczenia. Praca w instytucjach należących do bloku siłowego, zwłaszcza w siłach zbrojnych, wymaga odpowiedniego stopnia przygotowania zawodowego. W nich, nawet na samej górze, nie wystarczy wyłącznie lojalność polityczna. O tym jak wielkie można spowodować szkody, stosując choćby w ograniczonym zakresie zasadę lojalności, mogą świadczyć katastrofalne rezultaty działalności na stanowisku ministra obrony ZSRR, Dmitrija Ustinowa.

Sposób drugi polega na zapewnieniu ludziom aparatu siłowego preferencji w działalności gospodarczej. Tradycyjne podejście polega na tym, by stale zwiększać budżet obronny. Jednak współczesne reżimy autorytarne nie ograniczają się tylko do tej metody. Reżimy te, same opierają się na prowadzonej w interesach biurokracji eksploatacji zasobów państwowych, nie mogą więc sobie pozwolić na to, by ludzie resortów siłowych pozostali bez swojej doli. W rezultacie, tak aktywa gospodarcze, jak i strumienie finansowe przechodzą pod kontrolę resortów siłowych. Najwyższe władze polityczne będą traktować z wyrozumieniem wyjątkowe sukcesy biznesowe odnoszone przez żony, córki, kuzynów i dobrych znajomych zajmujących wysokie stanowiska oficerów. Tak wygląda dodatkowe wynagrodzenie za okazywaną wobec władz lojalność.

Jak wiadomo apetyt rośnie w miarę jedzenia. Jednak aspiracje ludzi z aparatu siłowego mogą zostać zaspokojone tylko o tyle, o ile nie stoją w sprzeczności z interesami kluczowych uczestników procesu politycznego i związanych z nimi bezpośrednio w sferze gospodarczej grup wpływu. To zrozumiałe, iż interesy te mogą być do pewnego stopnia elastyczne. Im bardziej elita struktur siłowych będzie zrastała się z władzą polityczną, tym bardziej zwiększa się prawdopodobieństwo, iż prosperujący na rynku biznesmeni będą mogli pochwalić się stopniem wojskowym nie niższym od pułkownika. W tym kierunku zmierzamy. Jednak paradoks polega na tym, iż im bardziej zwiększają się wpływy ludzi z resortów siłowych, tym bardziej rośnie ich znaczenie wewnątrz systemu. W końcu zaczyna być potrzebny trzeci i najbardziej skuteczny sposób neutralizacji pochodzącego od nich zagrożenia.


Potrzebna jest wojna


Sposób ten poglądowo przedstawia stary radziecki film "Iwan Wasilewicz zmienia zawód" (wyjątkowy popularny w ZSRR film fabularny, prod. 1973, reż. Leonid Gajdaj, jeden z wątków skomplikowanej fabuły nawiązuje do historii cara Iwana Groźnego - "mediawRosji"). Bohater filmu staje wobec wyzwania, by na nie odpowiedzieć stosuje najprostsze rozwiązanie. Na jego rozkaz chan krymski zostaje usunięty z kontrolowanego przezeń szlaku. W filmie sytuacja ta pokazana jest dosłownie: zbuntowani wcześniej strzelcy, teraz z pieśnią na ustach wyruszają na wojnę. Iwan Wasilijewicz pozostaje na miejscu by korzystać z przyjemności carskiego życia. Rzeczywistość niekiedy różnić się może od filmu, jednak istota tej sytuacji nie ulegnie zmianie. Chodzi o to, iż ambicje polityczne instytucji siłowych można łatwo zneutralizować, należy tylko skierować je do walki z wrogiem. Wróg wewnętrzny, weźmy dla przykładu terrorystów, daje szansę na realizację zamierzonego celu, jednak koszta polityczne poniesione dla osiągnięcia stabilności, mogą okazać się zbyt duże. A to oznacza, iż potrzebna jest wojna.

Refleksja, iż każda wojna, a także militaryzacja życia społecznego ma swoje korzenie w polityce wewnętrznej wydaje się trywialna. Często słyszymy wyjaśnienie, iż tego rodzaju tendencje pozwalają reżimom autorytarnym zdobyć większe poparcie ze strony jednoczącego się wobec wroga zewnętrznego społeczeństwa. Jest ono prawidłowe, ale niepełne. Nie mniejsze znaczenie ma fakt, iż użycie sił zbrojnych w konfliktach międzynarodowych jest użyteczne ze względu na neutralizację ich potencjału w polityce wewnętrznej. To dla naszego kraju niedobra wiadomość, oznacza bowiem, iż nowe wojny nie powinny być dla nas niespodzianką


Tłumaczenie: Zygmunt Dzięciolowski



Artykuł ukazał się na portalu slon.ru: https://slon.ru/posts/64500?utm_source=slon.ru&utm_medium=email&utm_campaign=morning#payline






*Grigorij Gołosow (ur.1963), wybitny rosyjski politolog, profesor Uniwersytetu Europejskiego w St. Petersburgu. Wykładał i prowadził badania w prestiżowych  uczelniach i instytutach badawczych w Anglii, USA, Norwegii. Autor licznych publikacji naukowych i publicystycznych w mediach rosyjskich i zagranicznych. 






Inne artykuły Grigorija Gołosowa:




Kreml zdał sobie sprawę, iż wciągnięcie Ukrainy do Unii Euroazjatyckiej jest niemożliwe. Teraz Moskwie najbardziej zależy, by zahamować zbliżenie między Ukrainą i Zachodem. Temu służy projekt federalizacji. Jednak wybitny petersburski politolog Grigori Gołosow uważa, iż cel ten Moskwie łatwiej będzie osiągnąć powstrzymując się od wspierania separatystów. Rosja powinna wesprzeć reintegrację Wschodu i Południa Ukrainy. Tylko tak można będzie zwiększyć ich wpływy w polityce ukraińskiej i uniknąć ich pełnej marginalizacji.





Prezydent Putin znajduje się u władzy dłużej niż większość światowych przywódców. Wszystkie instytucje państwowe w Rosji znajdują się pod pełną kontrolą władzy wykonawczej, a więc samego Putina. Być może w kręgach niezadowolonych prowadzi się rozmowy o usunięciu Putina, jednak rzeczywistych kandydatów do jego obalenia brak. Wybitny politolog z St. Petersburga Grigorij Gołosow zastanawia się jednak, czy możliwe jest dobrowolne ustąpienie Władimira Putina i w jakich mogłoby nastąpić okolicznościach. Jakich gwarancji należałoby udzielić ustępującemu przywódcy, by zgodził się odejść. 





Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com





Projekt "Media-w-Rosji" ma na celu umożliwienie czytelnikowi w Polsce bezpośredniego kontaktu z rosyjską publicystyką niezależną, wolną od cenzury. Publikujemy teksty najciekawszych autorów, tłumaczymy materiały najlepiej ilustrujące ważne problemy współczesnej Rosji. Projekt "Media-w-Rosji" nie ma charakteru komercyjnego.






wtorek, 1 marca 2016

Państwo gorsze od społeczeństwa



Rosjanie są społeczeństwem paternalistycznym, a jednak podejrzliwie traktują reprezentujących państwo urzędników. Nagminnie lekceważą przepisy, ale pomogą sąsiadowi w biedzie i nakarmią go talerzem gorącej zupy. Ella Paniejach, socjolog z Uniwersytetu Europejskiego w St. Petersburgu od lat obserwuje społeczeństwo rosyjskie i biurokrację. W rozmowie z dziennikarzem portalu Meduza ostrzega, iż w dzisiejszej Rosji, osoby szanujące wartości europejskie nie mogą czuć się wolne od lęku i spać spokojnie. Nie dlatego, że są tchórzami. Przyczyną jest prawdziwa ekspansja państwa na obszary należące do strefy życia prywatnego. Obywatele, którzy chcą żyć i działać według własnych indywidualnych zasad, poddawani są naciskom. W Rosji - podkreśla Ełła Paniejach - państwo jest o wiele gorsze od społeczeństwa.



  

Z Ełłą Paniejach rozmawiał Andriej Kozienko  




 
Państwo rosyjskie lubi rozmach, splendor, poczucie wielkości. Agresywnie ingeruje w życie obywateli. 







„Państwo rosyjskie jest o wiele gorsze od rosyjskiego społeczeństwa” – opinia socjolog Ełły Paniejach o poglądach, wartościach i obawach Rosjan



Ełła Paniejach, w rozmowie z Andriejem Kozienko, dziennikarzem „Meduzy” potwierdziła, iż wartości wyznawane przez mieszkańców Rosji w zasadzie niewiele różnią się od wartości europejskich, są jednak tłumione przez strach wywołany presją ze strony państwa – niewydolnego, ale za to nieustannie ingerującego w życie osobiste obywateli.




Andriej Kozienko:
Chciałem zapytać panią o rosyjską mentalność. Powszechnie uważa się, iż pod tym względem wyróżniamy się na tle innych. Czy odrębna rosyjska mentalność rzeczywiście istnieje?


Mit wyjątkowości


Ełła Paniejach
Takie zjawisko jak mentalność nie istnieje! Socjolog, słysząc ten termin, od razu się krzywi. Istnieją za to różnego rodzaju odrębności kulturowe. W przypadku Rosjan nie są one jednak aż tak wyjątkowe, jak to nam się wydaje z naszej własnej, wewnętrznej perspektywy.

Co zwykle kryje się pod pojęciem „mentalność”? Jakiś szczególny profil psychologiczny, specyficzny sposób myślenia. Jednak w socjologii od dawna już rozpatruje się to zjawisko jako zbiór złożony z różnorodnych elementów. To właśnie poszczególne elementy różnią się między sobą w zależności od środowiska, od przynależności do grupy społecznej. W przypadku poszczególnych osób funkcjonujących w ramach jednej i tej samej kultury różnice są znacznie silniejsze, niż w przypadku mieszkańców różnych krajów.

Podam prosty przykład: jak wiadomo, światopoglądy młodzieży i osób starszych bardzo się od siebie różnią. Podobnie jest w przypadku kobiet i mężczyzn – w dość patriarchalnym społeczeństwie rosyjskim chłopców i dziewczynki wychowuje się według odmiennych wzorców.  W ankietach i badaniach odpowiedzi mężczyzn i kobiet na dokładnie te same pytania różnią się bardziej, niż w przypadku, powiedzmy, Rosjan i Niemców.

Pojęcie „mentalność” wprowadza niepotrzebne zamieszanie. Jeśli natomiast uwzględnimy poszczególne elementy składające się na światopogląd, to zauważymy, że pod pewnymi względami mieszkańcy Rosji niezbyt różnią się od Europejczyków, pod innymi zaś różnią się dość mocno.

Popularny jest pogląd, że wartości typowe dla kultury rosyjskiej są zupełnie wyjątkowe i znacznie różnią się od wartości europejskich. Jesteśmy rzekomo zwolennikami kolektywizmu, lekceważymy indywidualizm i wysoko cenimy jakąś mityczną soborność. Jednak gdy socjolog rozłoży te zjawiska na czynniki pierwsze, gdy zapyta: „Jaki jest pani/pana stosunek do takiej i takiej kwestii? Jak by się pan zachował w takiej sytuacji? Czy należy zabraniać ludziom tego, albo zachęcać do robienia owego?” – okazuje się, że w kulturze rosyjskiej nie ma takich wartości, które absolutnie odróżniałyby ją od pozostałych kultur. Zresztą, mit własnej wyjątkowości istnieje dosłownie w każdej społeczności.

Kozienko:
A na jakiej podstawie określa pani, co jest wartością, a co nie?

Paniejach:
Wartości to wyobrażenia ludzi o tym, co jest dobre, a co złe. Odwołując się do tych wyobrażeń, członkowie społeczeństwa są gotowi działać wbrew osobistym interesom.

Wartości nie należy utożsamiać z normami społecznymi, czyli z działaniami, dzięki którym niezbyt różnimy się od otaczających nas ludzi. Wartości to przekonania czy też wyobrażenia o świecie. Angielski termin „beliefs” czasami tłumaczy się jako „przekonania”, ale nie chodzi tu o przekonania w takim znaczeniu, w jakim mówimy o sobie np. „jestem liberałem”. Chodzi tu o przekonania dotyczące zasad funkcjonowania świata. Wartości to coś, co kieruje twoim postępowaniem niezależnie od ewentualnych konsekwencji.

Jak się je bada? Sposób klasyczny to ankiety. Opisuje się w nich przykładowe sytuacje i respondenci odpowiadają, które z nich by wybrali. „Chciałby pan (pani), żeby otaczali pana ludzie z określonymi cechami, czy lepiej, żeby było ich jak najmniej? W jakich kwestiach byłby pan gotów wprowadzić zakazy dla innych? Czy należy zakazać seksu przedmałżeńskiego? Czy trzeba zabraniać używania narkotyków? Jeśli tak, to w jaki sposób należy karać tych, którzy to robią – surowo czy łagodnie?”. Dzięki tej metodzie otrzymujemy obraz wartości deklarowanych, czyli dowiadujemy się, co ludzie mówią na dany temat.


Rosja nie jest krajem religijnym


Rosyjskie wartości nie są przesadnie tradycyjne, są raczej świeckie. Nie jesteśmy krajem religijnym. Pewnie dla ludzi zanurzonych po uszy w prawosławiu takie stwierdzenie brzmi dość niewiarygodnie, ale naprawdę wystarczy trochę popytać, aby się przekonać, że Rosjanie są zsekularyzowanym społeczeństwem. To zupełnie naturalne po dziesięcioleciach radzieckiego ateizmu. Na dodatek nasze społeczeństwo jest bardzo indywidualistyczne. A przy tym w Rosji bardziej ceni się stabilność, niż skłonność do zmian i postępu.

Niedawno ukazał się artykuł opisujący prace zespołu pod kierownictwem Władimira Maguna, który dość wnikliwie przebadał różnice i podobieństwa pomiędzy różnymi krajami europejskimi Następnie, według tej samej metodologii, przebadano respondentów w Rosji. Okazało się, że pod względem większości kryteriów Rosja zajmuje pozycję na środku skali, czyli że jest zupełnie przeciętnym europejskim krajem.

Kozienko:
Skoro wyznajemy podobne wartości, to dlaczego nasza codzienność tak bardzo się różni?

Paniejach:
Działa tu szereg czynników i, jak sądzę, wartości odgrywają wśród nich rolę drugorzędną. Przykładowo, w Rosji państwo jest o wiele gorsze od społeczeństwa. Z tego rodzaju państwem zwykle mamy do czynienia w krajach, które wg parametrów jakościowych (wykształcenie, wielkość kapitału ludzkiego, śmiertelność wśród dzieci) Rosja wyprzedza w międzynarodowych rankingach o kilkadziesiąt pozycji.

Kozienko:
A jednak… Panują u nas stosunkowo silne nastroje paternalistyczne, a jednocześnie pogardliwie  i podejrzliwie odnosimy się do urzędników. Powszechne jest lekceważenie przepisów i norm, poczynając od drobnych łapówek w urzędzie paszportowym, a kończąc na łamaniu przepisów ruchu drogowego. Wciąż także mamy w Rosji wielu dobrych i wrażliwych ludzi. Pomagają sąsiadom, każdego gościa obowiązkowo poczęstują talerzem zupy. Czy to wszystko nie składa się na „mentalność”?

Paniejach:
Jeśli ktoś nie ma ochoty analizować całego szeregu elementów, które się na te zjawiska składają, to może użyć słowa „mentalność” i uważać, że powiedział coś sensownego.

Ot, choćby wspomniane przez pana lekceważenie norm. W Rosji przepisy są równie szczegółowe, jak w Niemczech, ale ich jakość bardziej pasuje do Ghany. Nasze przepisy są naprawdę kiepskie, ale za to mamy ich zatrzęsienie. Zwykle tam, gdzie nie potrafią tworzyć prawa w ogóle, przepisów jest niewiele. A tam, gdzie potrafią to robić, zaczyna się niepotrzebne mnożenie norm i paragrafów. W efekcie ludzie narzekają na biurokrację, ale mimo wszystko poszczególne przepisy nie są ze sobą wzajemnie sprzeczne. Natomiast w Rosji obywatele są otoczeni prawdziwym gąszczem drobiazgowych reguł, których po prostu nie da się przestrzegać, bo przeczą sobie nawzajem i nieustannie się zmieniają. Nikt nie jest w stanie nadążyć za tymi zmianami, więc co zwykli ludzie mogą zrobić? Mogą wymyśleć jakieś usprawiedliwienie dla powszechnego łamania przepisów. To właśnie jest ten całkowicie obiektywny i racjonalny czynnik. Nie ma to nic wspólnego ze sposobem myślenia. 

Powyższe zjawiska są skutkiem okoliczności, w których Rosjanom przyszło funkcjonować.

Istnieje też zupełnie inny aspekt tego problemu. Ogromną liczbę przepisów formalnych stworzono wychodząc z założenia, że ci, dla których są one przeznaczone, będą ich rzetelnie i uczciwie przestrzegać. Natomiast kiedy wszyscy dookoła są przekonani, że urzędnicy biorą w łapę, to najmądrzejsze, najbardziej racjonalne, co można zrobić, to nauczyć się omijać przepisy.

Trzeci parametr to zatrważająco niska kultura organizacyjna. Boimy się nie tego, że urzędnik zażąda od nas łapówki, lecz tego, że może zapodziać gdzieś nasze dokumenty. Boimy się biurokratycznego bałaganu. System dopuszcza się całego mnóstwa błędów. Przy takiej kulturze organizacyjnej przepisów powinno być o wiele mniej, bo państwo najzwyczajniej nie ma narzędzi gwarantujących należyte egzekwowanie prawa.

A jednocześnie wiemy przecież, że Rosjanie na emigracji radzą sobie całkiem nieźle. Historia USA dowodzi, że emigranci pochodzenia rosyjskiego zawsze należeli do grona tych, którzy odnosili największe sukcesy. Osoby te szybko wspinały się po drabinie społecznej, robiły karierę i obecnie normalnie funkcjonują w tamtejszym środowisku prawnym; tam wymaga się przestrzegania przepisów. W kulturze rosyjskiej nie ma niczego, co uniemożliwiałoby ludziom życie zgodnie z określonymi normami, pod warunkiem, że są to normy rozsądne.

W Rosji tworzenie ustaw i kodeksów ciągle napotyka na przeszkody. A im surowsze są kryteria, tym uchwalane prawo jest gorsze, bo przepisy zawisają w próżni. Przepisy tworzone są „od czapy”. Nie ma dyskusji, nie ma dialogu, nie istnieje płaszczyzna porozumienia. Ostatnio już nawet ekspertów resortowych nikt nie pyta o zdanie, a o ekspertach niezależnych autorzy ustaw w ogóle zapomnieli. Tu nawet nie chodzi o złą wolę, po prostu nikt nie potrafi przewidzieć, jakie problemy powstaną po wprowadzeniu w życie kolejnego rozporządzenia. W przychodniach wprowadzono elektroniczną rejestrację wizyt u specjalistów. Efekt? W razie potrzeby lekarz nie ma możliwości poświęcić choremu choćby dodatkowych pięciu minut. To się odbija na zdrowiu pacjentów, a sami lekarze są przepracowani. Nikt celowo nie dążył do takiego rezultatu. Tak wyszło, bo nasz system polityczny funkcjonuje w sposób, który uniemożliwia uwzględnianie sugestii i rad osób, faktycznie znających się na jakimś zagadnieniu.

Kozienko:
Czyli co? Ludzie dopasowują się do systemu i w efekcie stają się tacy a nie inni?

Paniejach:
Moim zdaniem, obecnie w Rosji ludzie w znacznie mniejszym stopniu kierują się własnymi wartościami, niż się nam, socjologom, dotychczas wydawało. Opieraliśmy się na teoriach stworzonych na bazie danych zebranych w krajach zachodnich albo wśród typowych społeczności tradycyjnych. O ile jednak dla zachodniego socjologa – odwołuję się tu do Avnera Greifa – normy, wartości i światopogląd stanowią trzy równoprawne elementy składowe zjawisk społecznych, to w Rosji proporcje między nimi rozkładają się nieco inaczej.

Do takiego wniosku doszłam, kiedy uczestniczyłam w badaniach, w których stosowaliśmy zarówno kryteria ilościowe, jak i jakościowe. Rozdawaliśmy ludziom ankiety, przeprowadzaliśmy z nimi pogłębione, wielogodzinne wywiady, a oprócz tego analizowaliśmy statystyki dotyczące ich działalności, różne sprawozdania i dane.

Co się okazało? Okazało się, że ludzie deklarują jedne wartości, a w praktyce przestrzegają zupełnie innych. Przykładowo, jeśli zapytać sędziego: Co jest dla pana (pani) najważniejsze w pracy – przestrzeganie prawa, solidność, humanizm…? Sędzia odpowie: prawo stoi dla mnie na pierwszym miejscu. A przecież wszyscy wiemy, jak w praktyce wygląda praca sędziów. Pracują tak, żeby nie przekroczyć terminów, przestrzegają ustalonych procedur, dbają o należyte wypełnienie dokumentacji i starają się wykonać jak najwięcej pracy w jak najkrótszym czasie. A zatem tak naprawdę wyznają wartości biurokratyczne, a nie legalistyczne.

A przepisami prawa manipulują, jak chcą. I to nie tylko, jak się powszechnie sądzi, w trosce o własne interesy, ale również po to, żeby faktycznie wdrażać w życie te wartości, które szczerze cenią.

Następnie przechodzimy na wyższy poziom i zaczynamy analizować procedurę związaną z podejmowaniem decyzji. Okazuje się, że ludzie przestrzegają wyznawanych przez siebie wartości wyłącznie wtedy, gdy nie wiąże się to z negatywnymi skutkami. Są gotowi poświęcić niewielką część swojego komfortu wyłącznie po to, żeby samych siebie mogli uważać za przyzwoitych ludzi. Osoby zajmujące dość wysokie stanowiska kierownicze, mające stosunkowo wysoki status i przestrzegające surowych standardów etycznych, gotowe są co najwyżej pozwolić sobie na niegroźne konflikty z otoczeniem. Daje im to poczucie, że są porządnymi ludźmi. Czyli wyznawane przez nich wartości mają wątły fundament.


Uczestnicząc w sondażach ludzie kłamią….


Istotne jest też to, że w Rosji uczestnicy badań opinii społecznej kłamią znacznie częściej, niż respondenci w innych krajach. Amerykanie napisali szereg artykułów o tym, jak ludzie już po wyborach manipulowali swoimi odpowiedziami i twierdzili, że głosowali na zupełnie innych kandydatów. To znaczy, gdy pytano ich, na kogo głosowali, dawali jedną odpowiedź, ale po upływie kilku lat część spośród 4% „niezdecydowanych” twierdziła, że głosowała za zwycięskiego kandydata. Już po fakcie chcieli zrobić dobre wrażenie i pokazać, jacy są mądrzy, więc okłamywali socjologów.

Kozienko:
A dlaczego ludzie kłamią w takich badaniach? Przecież ankiety są anonimowe, uczestników wybiera się losowo.

Paniejach:
Przyczyn jest kilka. Przytoczyłam już przykład amerykański. W Rosji z kolei odsetek ludzi, którzy po upływie kilku lat mówią niezgodnie z prawdą, że głosowali na zwycięzcę, jest większy i stanowi już kilkanaście procent. Czyli samo zjawisko jest powszechne, ale w Rosji występuje ono znacznie intensywniej.

Kozienko:
A dlaczego?

Paniejach:
Wymienię trzy najpowszechniejsze przyczyny. Po pierwsze, ludzie chcą zrobić dobre wrażenie. Niepokoi ich, co o nich pomyśli ankieter, który siedzi naprzeciwko nich, lub rozmawia z nimi przez telefon. Taki uczestnik badania siedzi sobie i główkuje: „Ale jestem głupi, głosowałem na partię, która przegrała wybory. Zmarnowałem swój głos. I co ten facet od ankiet teraz sobie o mnie pomyśli?”. Więc badany woli skłamać.

W Rosji kłamstwo nie jest jakoś specjalnie piętnowane, mówienia nieprawdy nie uważa się za coś wstydliwego. Sądzę, że to pozostałość po sowieckiej dwulicowości, w tamtych czasach była zjawiskiem niemal powszechnym. Od ludzi żądano nie tylko, by się nie sprzeciwiali, ale żeby wstawali i głośno deklarowali: wierzę partii i władzom. Dlatego właśnie słowo ma u nas bardzo niską wartość. Nie chodzi mi tu o obietnice, a w ogóle o słowa: rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji nie jest uznawane za coś kompromitującego.

Po drugie, w kraju panuje reżim autorytarny, na obecnym etapie jego transformacji czeka nas jeszcze silniejsze „dokręcanie śruby”. Naturalne jest więc, że ludzie żyją z przekonaniem, iż wyrażanie na głos nielojalnych wobec władzy opinii jest niebezpieczne. 

Trudno określić granice ostrożności, bo kiedy mówisz, że nie ufasz prezydentowi, to jest to niewątpliwie przejaw nielojalności. Ale czy brak zaufania do władz lokalnych też można uznać za nielojalność? Dziś niby nie grozi to żadnymi konsekwencjami, ale kto wie, co będzie za trzy lata? Czy na skutek propagandy tradycyjnych wartości nie dojdzie do tego, że z czasem zwolennicy aborcji na życzenie też zostaną uznani za element podejrzany?  Nie wiadomo. Dlatego ludzie stają się nadmiernie ostrożni, tak na wszelki wypadek. Krótko mówiąc, jestem pewna, że odsetek „kłamiących lojalnie” jest stosunkowo wysoki. Trzeba tu jednak zrobić dwa zastrzeżenia: nie jesteśmy w stanie zmierzyć skali tego zjawiska; nie możemy też twierdzić, że wszyscy ludzie, którzy odpowiadają ankieterom nie do końca szczerze, w rzeczywistości myślą tak albo inaczej.

Ostatnim, trzecim czynnikiem, jest niezwykle niski poziom zaufania. Ludzie nie ufają sobie nawzajem, nie ufają organom ścigania i sądom, a przede wszystkim nie ufają państwu jako takiemu. Ktoś może kochać ojczyznę całym sercem, wychwalać aneksję Krymu, ale jednocześnie podczas wizyty dzielnicowego taki ktoś staje się czujny i nerwowy, waży każde swoje słowo.


Na Krymie bez prądu


Kozienko:
Czy obecnie dwulicowość się nasiliła? Obserwuje pani taką tendencję?

Paniejach:
Jak każdy, kto mieszka w Rosji, jestem pewna, że fałszu w naszym życiu przybyło. Ale socjologom trudno jest oceniać poziom czyjejś szczerości. Nie posiadamy maszynki do czytania myśli. Jedyny sposób, dzięki któremu mamy czasem możliwość zmierzyć szczerość odpowiedzi, to porównywanie tego, co ludzie mówią, z tym, co rzeczywiście robią.

Kozienko:
Wierzy pani w wyniki badań WCIOM [Rosyjskie Centrum Badania Opinii Publicznej] i innych socjologów związanych ze strukturami państwowymi?

Paniejach:
Nie mam cienia wątpliwości, że akurat we WCIOM-ie badania przeprowadza się rzetelnie, a ich wyniki nie są wyssane z palca.

Tyle tylko, że aby otrzymać pożądane wyniki, nie trzeba niczego fałszować. Wystarczy tylko nieprawidłowo formułować pytania, albo stawiać w określonej kolejności. Często wystarczy po prostu zadać takie pytanie, którego w danym miejscu i czasie nie powinno się stawiać.

Wyjaśnię to na przykładzie: WCIOM wysyła swoich ludzi na Krym i pyta „Czy popieracie pomysł, żeby jeszcze trochę wytrzymać bez prądu, ale za to nie podpisywać porozumienia z Ukrainą, bo Ukraińcy chcą wpisać do umowy pewne sformułowania o charakterze politycznym, których my nie możemy zaakceptować?”. Ankieta z takimi pytaniami nie daje odpowiedzi na pytanie, czy rzeczywiście mieszkańcy Krymu chcą i są w stanie znosić niegodności. To jest jedynie odpowiedź na pytanie, czy są gotowi to zadeklarować w rozmowie z ankieterem, który zadzwonił do nich w noworoczną noc.

Konkretny respondent może rękami i nogami popierać przyłączenie Krymu, ale przecież mieszka na zaanektowanym terytorium. Jak wiadomo, warunki zmieniły się tam z dnia na dzień – dotychczasową względną swobodę i liberalizm zastąpiły silne tendencje autorytarne. Dlatego respondent z Krymu jest dziś ostrożniejszy, niż przeciętny Rosjanin mieszkający gdzieś na dalekiej prowincji. Gdyby mieszkańców jakiegoś, przykładowo, Uriupińska zapytano, czy z takich a takich względów gotowi są tolerować odcięcie energii elektrycznej w środku zimy, to bez względu na polityczne podteksty i obawę przed konsekwencjami, respondenci udzieliliby zupełnie innych odpowiedzi, niż mieszkańcy Krymu. W samej Rosji obywatele nie są jeszcze aż tak zastraszeni.

Zatem socjolog ma do dyspozycji następujące dane wyjściowe: jeżeli w noworoczną noc zadzwoni się do mieszkańców Krymu z pytaniami o prąd i światło, to dadzą właśnie taką odpowiedź, jak przytoczona powyżej.

Kozienko:
A jaka jest wartość takiej informacji z naukowego punktu widzenia?

Paniejach:
To w ogóle nie są dane naukowe. Jakie wnioski mogłabym z tych danych wyciągnąć? Powiedzmy, widzę teraz wyraźnie, na ile nerwowi i niepewni jutra są tamtejsi mieszkańcy. Nie wyciągam jednak z tego wniosku, że przestali się cieszyć z aneksji.


Urzędnicy nie mają lekko


Kozienko:
Powiedziała pani, że w Rosji państwo jest o wiele gorsze, niż społeczeństwo. Czy na tej podstawie można stwierdzić, że we współczesnej Rosji najbardziej komfortowo czuje się biurokracja jako klasa? To przecież właśnie ci ludzie uosabiają państwo.

Paniejach:
Biurokracją zajmuję się od dawna, skupiam się na socjologii instytucji państwowych. Kiedy mamy do czynienia z urzędami jako obywatele, wydaje nam się, że urzędnikom wiedzie się świetnie. W każdym razie o wiele lepiej, niż nam samym. Ale jeśli spojrzeć na problem od wewnątrz, okazuje się, że urzędnicy czują się okropnie. Żyją w ciągłym stresie i strachu, z poczuciem poniżającej zależności, a na dodatek są przepracowani. Może nie wszędzie, ale w większości przypadków tak właśnie jest.

Jeśli instytucja państwowa zajmuje się nie tylko powszednią papierkologią, jeśli do jej obowiązków należy również obsługa petentów, to jej pracownicy są naprawdę zawaleni robotą.  Policja też jest przepracowana. Pracują ponad 8 godzin dziennie, chociaż tak naprawdę mnóstwo czasu poświęcają nie na to, co faktycznie przynosi pożytek. Najważniejsze jest imitowanie wydajnej pracy oraz udawanie, że wszelkie przepisy są przy tym przestrzegane. A potwierdzeniem tej ich intensywnej działalności mają być stosy papierków i raportów.

W budżetówce przepracowanie jest powszechnym zjawiskiem. A sfera budżetowa to nie tylko gryzipiórki z urzędów, ale też lekarze czy nauczyciele. Oni też pracują ponad siły. Biurokracja i wypełnianie dokumentacji zabiera im mnóstwo czasu, więc na zasadniczą pracę zostaje go niewiele. Więc realnie pracuje się już raczej już po godzinach pracy.

Pracownicy budżetówki żyją w ciągłym stresie i pod presją. Nie chodzi tu jedynie o strach przed utratą pracy, ale też o obawę przed odpowiedzialnością karną. System wymaga produkowania ogromnej masy dokumentów, więc łatwo tu o pomyłki i nadużycia. A przecież nawet mało ważny świstek, ale wypisany ze wsteczną datą, podpada pod paragrafy o nadużyciu stanowiska służbowego.

Jednocześnie w naszym kraju istnieje fenomen, który moi koledzy z Wyższej Szkoły Ekonomii nazwali „kryminogennym regulowaniem biznesu”. W szerszym znaczeniu jest to po prostu stosowanie nielegalnych metod wobec każdego, kto uczestniczy w obrocie dokumentów - zarówno wobec przedsiębiorców, jak i w odniesieniu do organizacji non-profit, instytucji państwowych czy jednostek budżetowych. Nasze organy ścigania mają skłonność każde najdrobniejsze wykroczenie traktować jak poważne przestępstwo. Nawet wtedy, gdy wystarczyłaby kara w postaci zwolnienia z pracy albo nagany, ewentualnie postępowania administracyjnego. Nasi urzędnicy naprawdę nie mają lekko.

Kozienko:
Jak rozumiem, organy ścigania i organy nadzoru wszczynające w takich sprawach postępowanie karne, również działają pod dokładnie taką samą presją?


Taryfa ulgowa


Paniejach:
Szczególnie policja. Funkcjonariusze bardziej wpływowych i samodzielnych resortów mogą jeszcze liczyć, że w razie czego ktoś się za nimi wstawi.

Oczywiście, funkcjonariusze resortów siłowych są grupą uprzywilejowaną, podobnie jak urzędnicy najwyższego szczebla. W razie kłopotów w ich obronie wystąpi ich rodzimy resort, a sądy wolą z takimi instytucjami nie zadzierać. Statystyki dowodzą, że w stosunku do osób, które pracowały dla „systemu”, najczęściej wynoszone są łagodne wyroki. W ich przypadku domniemanie niewinności nie jest martwym przepisem. Kiedy przed sądem staje, na przykład, były śledczy, to nagle okazuje się, że sędziowie potrafią wysłuchać argumentów adwokata, potrafią interpretować wątpliwości na korzyść oskarżonego. Takim ludziom najczęściej włos z głowy nie spadnie. I wcale nie dlatego, że ktoś w ich interesie nagiął przepisy. Po prostu, inaczej niż podczas większości zwykłych procesów, tutaj sędziowie nie podporządkowują się pokornie woli prokuratora. A takie sytuacje się zdarzają.

Kozienko:
A jak jest w przypadku przedsiębiorców? W stosunku do nich też stosuje się jakieś taryfy ulgowe?

Paniejach:
Sytuacja przedsiębiorców niewiele różni się od sytuacji zwykłych ludzi. Z jednej strony, oczywiście, biznesmen ma wyższy status społeczny, zazwyczaj ma też jakieś znajomości, no i stać go na wynajęcie adwokata (co w naszym kraju wcale nie jest takie powszechne). Z drugiej strony, sędziowie od początku są do przedsiębiorców uprzedzeni, nie potrafią zdobyć się na bezstronność. Istnieją oczywiście  grupy, w stosunku do których sędziowie przejawiają znacznie więcej wyrozumiałości, na przykład niezbyt chętnie skazują na więzienie studentów. Niemniej jednak studentów wsadza się u nas za kraty znacznie częściej, niż byłych funkcjonariuszy organów ścigania i resortów pokrewnych.


Ekspansja państwa


Kozienko:
Omówiliśmy kilka znaczących grup społecznych. Jak pani myśli, czy w Rosji w ogóle są jeszcze ludzie wyznający normalny system wartości? Żyją sobie spokojnie i mówią wprost, co myślą nie poddając się presji otoczenia?

Paniejach:
Na zachowania człowieka wpływają nie tylko wyznawane przez niego wartości. Ważne są tu również warunki, w jakich żyje i całe jego otoczenie. Nie powiedziałabym, że osoby szanujące wartości europejskie mogą w dzisiejszych czasach niczego się nie obawiać i spać spokojnie. Nie dlatego, że są tchórzami, a dlatego, że obecnie mamy do czynienia z prawdziwą ekspansją państwa na obszary należące do strefy życia prywatnego.

Przestała już działać popularna w Rosji zasada: „kto by się tam mną przejmował; byle się nie wychylać, to nikt mnie ruszy”. Nie wychylałeś się, a mimo to oni sami cię znaleźli, przyszli i zrównali z ziemią twój sklepik razem z towarem. Ciesz się, że ciebie samego przy okazji nie zgarnęli. Tak niedawno stało się w Moskwie. To nie ludzie zwrócili się do państwa, to państwo przyszło do ludzi. Takie sytuacje stają się coraz częstsze. W konsekwencji obywatele, którzy chcieli żyć i działać według własnych indywidualnych zasad, obecnie poddawani są naciskom. Ryzykują, żyją w niepewności, a przecież dotykające ich represje nie mają jeszcze, - póki co, - charakteru politycznego.

Kozienko:
A jakie konkretnie są to represje?

Paniejach:
Pierwszy z brzegu przykład. Władze Moskwy postanowiły zadbać o estetykę miasta. Krążą plotki, że przy okazji konkretne osoby nieźle się obłowiły, ale mniejsza z tym. Załóżmy, że chodziło wyłącznie o upiększenie stolicy. Władze zburzyły w tym celu pawilony handlowe koło stacji metra, a ludzie zostali pozbawieni pracy i źródła dochodów. Kiedy handlowcy powołali się na swoje akty własności i zawarte umowy, władze odpowiedziały, że te papierki nie mają żadnego znaczenia. No to pójdźmy o krok dalej: jakie papierki są dowodem, że wykupione przez nas mieszkanie jest naszą własnością? Czy wszystkie te świstki zdobyliśmy zgodnie z przepisami? Zresztą, nie ma sensu rozpatrywać skrajnych przykładów i dumać, co się stanie, gdy krwawy reżim przyjdzie i wyrzuci nas z własnego mieszkania. Rozpatrzmy bardziej prawdopodobną sytuację: przychodzi do nas urzędnik i mówi „Proszę rozebrać zabudowę balkonu, te szyby są wstawione niezgodnie z przepisami”. Tu nie ma żadnej polityki, ale mimo wszystko ktoś przecież wdziera się na nasze terytorium, które urządziliśmy sobie tak, jak nam się podobało.

Kilka lat temu zaczęłam pracować jako wykładowca na uczelni. Kiedy wzięłam się za pisanie swojego pierwszego w życiu programu zajęć, usłyszałam: nie może pani korzystać z podręczników starszych, niż sprzed pięciu lat. Tak zdecydowało państwo i nie ma od tej zasady wyjątków. Wtedy od momentu wydania jedynego solidnego podręcznika z mojej dziedziny, który zamierzałam wykorzystywać na zajęciach, minęło równo sześć lat.  Ze zdziwienia, delikatnie mówiąc, zaniemówiłam.

Kozienko:
Czyli tu też mamy do czynienia z odgórną ingerencją.

Paniejach:
Tak, ale proszę zwrócić uwagę na pewien istotny szczegół. Kiedy na podstawie autorskiego programu prowadzi się zajęcia dla niewielkiej grupki aspirantów, to zasada, o której przed chwilą powiedziałam, niewątpliwie jest pewnym problemem. Ale jeśli w oparciu o standardowy podręcznik prowadzi się wykłady z socjologii dla studentów z innych wydziałów i uczelni? Podręcznik dla takich studentów rzeczywiście jest wznawiany co kilka lat w dużych nakładach, ale materiał jest w nim uproszczony, dostosowany do potrzeb niespecjalistów. Zatem wychodzi na to, że cały ten przepis utrudnia prowadzenie zajęć ze słuchaczami zarówno na poziomie podstawowym, jak i zaawansowanym. 

W ogóle, im intensywniej rozwija się jakaś dziedzina, tym większym utrudnieniem staje się dla niej gęsta sieć nienaruszalnych przepisów. To ogranicza możliwości rozwoju. Dlatego właśnie w Rosji, przy tak wysokim ogólnym poziomie wykształcenia, tak słabo rozwija się na przykład biznes w branży IT. Nowe pomysły nie mieszczą się w ramach wyznaczonych przez przestarzałe przepisy. Brakuje przestrzeni dla rozwinięcia skrzydeł.




Tłumaczenie: Katarzyna Kuc









*Ełła Paniejach (ur. 1970), socjolog, publicystka, profesor Uniwersytetu Europejskiego w St. Petersburgu. Studiowała w Uniwersytecie Michigan (Ann Arbour) w USA. Jest autorką licznych publikacji w Rosji i za granicą. 











Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com





Projekt "Media-w-Rosji" ma na celu umożliwienie czytelnikowi w Polsce bezpośredniego kontaktu z rosyjską publicystyką niezależną, wolną od cenzury. Publikujemy teksty najciekawszych autorów, tłumaczymy materiały najlepiej ilustrujące ważne problemy współczesnej Rosji. Projekt "Media-w-Rosji" nie ma charakteru komercyjnego.






piątek, 26 lutego 2016

Zamach na Niemcowa. Raport "Nowej Gaziety"



Rok temu, w bezpośrednim sąsiedztwie Kremla, zastrzelono czołowego polityka poradzieckiej Rosji, Borysa Niemcowa. W ciągu ostatnich 25 lat, płatni mordercy przelali w Rosji rzekę krwi, mordując polityków, dziennikarzy, przedsiębiorców, obrońców praw człowieka. Dziwnym trafem, ginęli przede wszystkim ludzie zaangażowani w walkę o prawdę, przeciwnicy rosnącego w silę autorytaryzmu. 


W związku z pierwszą rocznicą śmierci Niemcowa, na łamach opozycyjnej "Nowej Gaziety" ukazał się przejmujący raport podsumowujący to wszystko, co wiadomo dziś o zamachu. Bezpośrednich wykonawców aresztowano błyskawicznie, przyznali się do winy, dziś jednak kręcą i odwołują zeznania. Ślady zbrodni prowadzą wysoko na górę, istnieją podstawy, by  zapytać o ich rolę w zbrodni przywódcę Czeczenii Ramzana Kadyrowa i dowódcę Wojsk Wewnętrznych Rosji, generała Zołotowa. "Nowaja Gazieta" relacjonuje przebieg zdarzeń, dzieli się wątpliwościami, podpowiada tropy… 





Raport przygotowała redakcja śledcza moskiewskiej "Nowej Gaziety" 






Borys Niemcow, rosyjski polityk orientacji demokratycznej. Zastrzelony rok temu w pobliżu Kremla. 

 


Informację o tym, kto 27.02.2015 r. zastrzelił Borysa Niemowa na Dużym Moskworieckim Moście, w odległości trzystu kroków od Kremla prezydentowi Putinowi przekazano już 2 marca.

Najistotniejsza wiadomość w raporcie dyrektora FSB Bortnikowa mówiła o tym, iż wykonawcą zamachu była grupa czeczeńskich funkcjonariuszy z batalionu "Północ" wchodzącego w skład Wojsk Wewnętrznych Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Federacji Rosyjskiej. Szefem grupy był prawdopodobnie zastępca dowódcy batalionu "Północ" Rusłan Gieremiejew.

5 marca zostali aresztowani Zaur Dadajew, bracia Anzor i Szadid Gubaszewowie, Tamerlan Eskerhanow, Chamzat Bachajew. Przy próbie zatrzymania został zabity Biesłan Shawanow.

Trójka z nich to funkcjonariusze resortu spraw wewnętrznych Czeczenii. Dadajew i Szawanow służyli w batalionie "Północ", Eskerchanow był do niedawna funkcjonariuszem Wydziału Spraw Wewnętrznych w rejonie Szołkowo. Jego zwierzchnikiem był krewny Rusłana Gieremiejewa i deputowanego do Dumy Państwowej Adama Delimchanowa - Wacha Gieremiejew. Pozostali, Bachajew i młodszy z braci Gubaszewów oficjalnie nie byli zatrudnieni.

Bardzo szybko ustalono, jaki był przebieg przestępstwa. Do niezwłocznego ustalenia sprawców przyczyniły się dwa czynniki, pytanie prezydenta "kto się ośmielił?", a także uruchomienie sieci agenturalnej w kierownictwie Republiki Czeczeńskiej. Zwłaszcza zachowanie niektórych przedstawicieli kierownictwa Czeczenii odpowiedzialnych za zamachy i zabójstwa zniecierpliwiło moskiewskie służby. Uzasadnione jest przypuszczenie, iż zabójstwo Borysa Niemcowa było dla nich szczególnym powodem do irytacji. Nigdy wcześniej się nie zdarzyło, by konkurujące ze sobą MSW, FSB, Komitet Śledczy, FSKN i Prokuratura Generalna skoordynowały swe działania w jednej konkretnej sprawie. To łatwo wyjaśnić: w przeszłości, w wielu wypadkach, kiedy śledztwo pozwalało na postawienie zarzutów opartych o najcięższe paragrafy kodeksu karnego, a podejrzanymi byli funkcjonariusze czeczeńskich resortów siłowych, sprawie ukręcano łeb. Środki zapobiegawcze wobec podejrzanych ograniczano do zakazu opuszczania kraju, dzięki czemu mogli oni wrócić do siebie do domu, bywało też że odnajdywali się w Donbasie.


Dlaczego nie zatarto śladów?


Ogólnie rzecz biorąc wykonawcy, którzy wkrótce staną przed sądem przysięgłych, nie próbowali się ukrywać. Najwyraźniej mieli podstawy, by zakładać, iż za realizację zamówienia złożonego przez ojczyznę, nie zostaną pociągnięci do odpowiedzialności. Nikt nie zebrał łusek z miejsca zabójstwa. Nikt nie chował się przed obiektywami kamer video. Nawet samochód marki ZAZ umyto przed popełnieniem przestępstwa, a nie po. Dzięki temu można było w nim odnaleźć ślady materiału genetycznego i gazów wybuchowych. Z samochodowego video rejestratora nie usunięto danych. W mieszkaniu wynajmowanym przez podejrzanych odnaleziono sim karty, nikt nie zamierzał ich wyrzucić.

Podejrzani byli zaszokowani tym, że ich aresztowano. Od razu złożyli odpowiednie zeznania zarejestrowane przez urządzenie video. Na zapisanym filmie nie widać, by ktokolwiek miał pod oczami siniaki, lub torturowano go wstawiając do odbytu butelkę od szampana, na co potem skarżyli się podejrzani. Zeznania złożone na gorąco zostały później potwierdzone podczas specjalnego eksperymentu śledczego. Umownie określono go jako "weryfikację zeznań na miejscu popełnienia przestępstwa". W obecności kamery Dadajew & co aktywnie i szczegółowo opowiadali, gdzie się zatrzymali, gdzie stali, jak obserwowali Niemcowa, jak go zabili. W rezultacie Komitet Śledczy dysponuje zeznaniami Zaura Dadajewa, Anzora Gubaszewa i Tamerlana Eskerchanowa, w których przyznają się do winy. Jednak, gdy do sprawy włączyli się nowi adwokaci, podejrzani zaczęli je odwoływać. Tak, czy inaczej wiarygodność zeznań złożonych na gorąco oceni sąd przysięgłych, nam wystarczy iż one istnieją.


Co robią w hotelu "Prezydent" oficerowie z Czeczenii?


Pojawia się pytanie: co robią w Moskwie oficerowie wojsk wewnętrznych, choć ich zadaniem jest służba w oddalonym regionie Federacji Rosyjskiej. Od przeszło dziesięciu lat odpowiedź na to pytanie wydaje się oczywista. Spośród wszystkich podmiotów Federacji Rosyjskiej, tylko kierownictwu Czeczenii pozwolono na delegowanie do stolicy grupy własnych funkcjonariuszy resortów siłowych, Oficjalnie do ich obowiązków należy zapewnienie bezpieczeństwa wysoko postawionym urzędnikom republiki przyjeżdżającym do Moskwy z różnych powodów. Sam przywódca Republiki Czeczenia Ramzan Kadyrow bywa w Moskwie niezbyt często. Może dlatego mamy prawdo do zdumienia i wolno nam zadać pytanie skąd wzięli się tu ci ludzie? Komu są potrzebni funkcjonariusze uzbrojeni w pistolety Stieczkina, posiadający specjalne dokumenty zakazujące np. kontrolowania ich samochodów. Nikt przecież nie słyszał o specnazie z obwodu jarosławskiego i by zlecano mu ochronę gubernatora regionu podczas jego wizyt w stolicy. Wspomnieliśmy tu obwód jarosławski nie przypadkowo, zaledwie w półtora dnia po zabójstwie Borysa Niemcowa jego gubernator został wezwany na przesłuchanie. Warto przypomnieć, że to tutaj właśnie Borys Niemcow wygrał wybory do lokalnego Zgromadzenia Ustawodawczego. Gubernator od razu przyszedł na wezwanie, zgłosił się jednak nie śledczych przybyłych z Moskwy, a do swoich, miejscowych. Za to Ramzana Kadyrowa nie przesłuchano do dzisiaj, mimo iż wielokrotnie w swoim Instagramie dawał dowód na to, iż słyszał o zabójstwie i wiele mógłby powiedzieć o podejrzanych. Nie pomogły wnioski o przesłuchanie Kadyrowa składane przez poszkodowanych, członków rodziny Borysa Niemcowa.



Nie przednim planie Rusłan Gieremiejew, moskiewski hotel "Ukraina". Na dzień do zamachu na Borysa Niemcowa. 

Co ciekawe, stacjonujący w Hotelu Prezydent, naprzeciw Ministerstwa Spraw Wewnętrznych funkcjonariusze odpowiedzialni za bezpieczeństwo najważniejszych przedstawicieli władz Czeczenii, potrafili nieźle przestraszyć pozostałych zamieszkałych tu stałych gości. Wystarczyło popatrzeć na ich dresy i koszulki ozdobione obrazkami najróżniejszych rodzajów broni, od kindżałów do pistoletów i karabinów maszynowych.

Jednak na korytarzach VIP hotelu przy ulicy Jakimanka najczęściej spotkać można uprzywilejowanych funkcjonariuszy czeczeńskich struktur siłowych. Ich grupy taktyczne pracują w Moskwie na zmianę, po kilku miesiącach starych funkcjonariuszy zastępują nowi. Przeważnie dla szeregowych funkcjonariuszy wynajmowane są mieszkania w oddalonych dzielnicach Moskwy. Tam trzymają się w kupie, do nich należy wykonywanie najbardziej wrażliwych zadań, takich jak porwania, zabójstwa, szantaż. W przerwach, by odpocząć od realizacji tych ważnych zadań, obywatele ci spotykali się w zamkniętej obecnie restauracji Praga. Tam wzywano dziewczyny lekkiego prowadzenia. Niektóre później musiały leczyć się w moskiewskich klinikach od różnego rodzaju fizycznych obrażeń.

Zlecenia szczególnie wrażliwe najczęściej omawiano w położonym w lobby hotelu "Renesans Sławianskaja" barze, w restauracji Tattler, czasem w hotelu Ukraina i w innych tego rodzaju prestiżowych miejscach. Na wizytę w nich jak widać mogą sobie pozwolić rozjeżdżający mercedesami kapitanowie i majorzy wojsk wewnętrznych Federacji Rosyjskiej.

We wszystkich tych miejscach od września 2014 do lutego 2015 wielokrotnie widziano podejrzanych w sprawie zabójstwa Borysa Niemcowa.  Bywali w nich w towarzystwie zastępcy dowódcy batalionu "Północ" Rusłana Gieremiejewa. Przychodzili do nich różni ludzie z teczkami, kiedy się rozstawali teczki były o wiele chudsze.

Na ile potrafiliśmy ustalić, jedno z takich wrażliwych zleceń (jeśli nie brać pod uwagę zabójstwa Niemcowa) zostało wykonane przez (prawdopodobnie) funkcjonariuszy grupy taktycznej Gieremiejewa. Zabrali się do swej roboty z entuzjazmem. Na pasie startowym lotnisku "Wnukowo 3" obsługującego prywatne rejsy biznesowe znajdował się samolot, z niego porwano jednego z ważniejszych menedżerów Gazpromu. Ów urzędnik skasował do własnej kieszeni pieniądze nie odpowiadając jego statusowi. Zwrócił je w ciągu doby.

Nawiasem mówiąc, z tego co ustaliliśmy na podstawie informacji pochodzącej z naszych źródeł w Czeczenii, w swoim czasie Zaur Dadajew (domniemany zabójca) był dowódcą osobistej ochrony deputowanego Dumy, Adama Delimchanowa.


Przygotowania do zabójstwa


We wrześniu 2014 roku na ulicy Wiejernej w Moskwie wynajęto dwa mieszkania. Pierwsze wynajął krewny Rusłana Gieremiejewa, Artur Gieremiejew. NAjemca drugiego został kierowca Gieremiejewa, Rusłan Muchudtinow, także funkcjonariusz batalionu "Północ" (w mieszkaniu tym zauważono również innego oficera MSW Czeczenii Chatajewa, który w sprawie Niemcowa nie znajduje się w kręgu podejrzanych). W mieszkaniu wynajętym przez Muchutdinowa zainstalowali się Dadajew i jego brygada. Rozpoczęła się praca nad zamówieniem.

Miał tu miejsce swoisty przetarg. Gdy pojawia się niepożądany klient, którego istnieje przeszkdza w życiu "orzyzwoitym ludziom" do środowiska grup taktycznych zainstalowanych w Moskwie nadawany jest sygnał: należy sprzątną takiego, a takiego, za tyle i tyle. Kto wykona zdanie pierwszy dostaje pieniądze.

W sierpniu 2014 roku ogłoszono "przetarg" na czwórkę ludzi. .Należeli do niej Borys Niemcow, Michail Chodorkowski, Aleksiej Wieniediktow, Ksenia Sobczak. Z czeczeńskiego punktu widzenia ten spis jest zaskakujący, nikt z nich nie prowadził z Czeczenią żadnych interesów, z nikim nie prowadzono sporów finansowo-politycznych. Jakie nie byłyby przyczyny i motywy, znana jest cena za wykonanie zlecenia - 15 milionów rubli (ok. 500 tys. dolarów po kursie sprzed roku - "mediawRosji")

Po niepowodzeniu na moście Moskworieckim (chodzi o to, że zabójcę aresztowano) przetarg anulowano, choć na jak długo, pytanie pozostaje otwarte.




Zdjęcie z kamery bezpieczeństwa. Bandyci obserwują swoją ofiarę. 



Jak się okazało Borys Niemcow był dla zabójców celem niewygodnym. Po pierwsze prowadził nie uregulowany tryb życia. Nie wiadomo kiedy był w  pracy, kiedy w domu. Bywało, że zamykał się w mieszkaniu na kilka dni, że wyjeżdżał za granicę, albo do Jarosławla, gdzie zdobył mandat deputowanego do lokalnego Zebrania Ustawodawczego. W dodatku Niemcow lubił poruszać się metrem. Tak więc ustalanie w wypadku Niemcowa podstawowych danych odnoszących się do trybu jego życia zajęło sporo czasu. Ich praca się wydłużyła, również dlatego, że podejrzani w związku z zamówieniem na Niemcowa sporo czasu spędzali w przyjemnych restauracjach.

Jednak ludzie, którzy ogłosili przetarg zaczęli się niecierpliwić, domagać by zamówienie wykonano jak najszybciej. Najprawdopodobniej w końcu lutego taką wiadomość przywiózł do Moskwy oficer MSW Czeczenii, Szawanow. Dlatego podjęto decyzję, by wykonać zlecenie bez względu na okoliczności. Mały szczegół: śledząc Niemcowa korzystano z czterech samochodów, wśród nich był także Mercedes o numerach rejestracyjnych a007ar, można założyć, iż to nim rozjeżdżał Rusłan Gieremiejew.


Jak wykonano wyrok?


27 lutego ok. 11.00 zabójcy stawili się na ulicy Mała Ordynka, w pobliżu miejsca zamieszkania Borysa Niemcowa. Zaczęli czekać. Niemcow się nie pojawiał. Jego samochód pojechał do supermarketu, ofiara nie wychodziła z domu. Potem Niemcow pojechał na ósmą wieczór do radia "Echo Moskwy, by wziąć udział w programie. Ponownie, tym razem w towarzystwie kobiety, Niemcow wyjechał z domu o 21.45. Wyruszył w kierunku Placu Czerwonego. Jak ustalono później, razem z Anną Duricką zjedli kolację w znajdującej się w budynku Domu Towarowego "GUM" restauracji "Bosco". Wokół tego miejsca kręcili się Anzor Gubaszew i Szawanow (potwierdza to zapis z kamer bezpieczeństwa). Po kolacji Niemcow i Duricka na piechotę poszli z powrotem, do domu. Po drodze na ulicę Mała Ordynka musieli przejść przez Duży Moskworiecki Most. Tam dokonano zamachu. Dadajew wszedł na most po schodach i wystrzelił pięć razy w plecy Niemcowa (ani jeden wystrzał nie pozostał niecelny, Dadajew od lat zajmował się ćwiczeniami strzeleckimi). Jednak zabójca oszczędził towarzyszkę ofiary, po zabójstwie wsiadł do prowadzonego przez Anzora Gubaszewa samochodu ZAZ.

Dadajew zabrał ze sobą dwie sztuki broni, jedną z nich na wszelki wypadek, gdyby trzeba było uciekać przed pościgiem, drugą przerobioną z pistoletu gazowego, z niej dokonano zamachu. Łuski pochodziły od pocisków z różnych serii, zrozumiałe dlaczego. Treningi prowadzone są najczęściej na amatorskich, improwizowanych strzelnicach (te w regionie podmoskiewskim zostały sprawdzone przez Komitet Śledczy), w nich do broni ładowane są pociski z różnych serii.

Następnie 28.02 Gubaszew i Szawanow opuszczają Moskwę, wylatując z lotniska Wnukowo. Potwierdza to zapis z kamer bezpieczeństwa. Dadajew i Gieremiejew początkowo ukrywają się w podmoskiewskim rejonie Odincowo, potem wylatują z Moskwy 1.03. Na lotnisko odwiózł ich Muchutdinow. Jak się wydaje, on także (tak przynajmniej utrzymuje śledztwo) odwiózł później broń do Czeczenii.

By uniknąć histerycznej reakcji adwokatów broniących podejrzanych, śledztwo nie zarzuca takim osobom, jak Bachajew, Eskerchanow i Szadid Gubaszew bezpośredniego udziału w zabójstwie. Stoją oni pod zarzutami ukrywania dowodów, prowadzenia obserwacji ofiary, okazywania usług transportowych swoimi samochodami pozostałym członkom grupy, a także organizacji wyżywienia.


Aresztowanie i później…


Kierownictwo struktur siłowych Rosji zareagowało ze wściekłością. Już wcześniej było poirytowane bezkarnością funkcjonariuszy z Czeczenii. W dodatku, do pracy zdopingowało je zadane na górze pytanie: Kto? Zorganizowano operację specjalną. Do Czeczenii i Inguszetii skierowano specjalną grupę funkcjonariuszy oddziałów specjalnych. Miała ona za zadanie aresztowanie podejrzanych.

Podejrzani popełnili błąd, wybierając się po narkotyki do Inguszetii. Anzor Gubaszew i Zaur Dadajew zostali pojmani gorącym uczynku przez funkcjonariuszy FSKN Inguszetii (Federalna Służba Kontroli nad Obrotem Narkotykami). Odwieziono ich do lokalnego Oddziału Spraw Wewnętrznych, tutaj przejęli ich ludzie specnazu z Moskwy. Równolegle w podmoskiewskim rejonie Odincowo, gdzie podejrzani ukrywali się bezpośrednio po zamachu, zatrzymano jeszcze czterech członków grupy.

Nawiasem mówiąc Gubaszewowie są kuzynami Dadajewa, to rys charakterystyczny "czeczeńskich zamachów". Do udziału w nich wciąga się swoich, po to by samemu zarobić więcej (podobnie było w przypadku Anny Politkowskiej).

Próba aresztowania Szawanowa skończyła się niepowodzeniem. Podejrzany ukrył się we własnym mieszkaniu w Groznym. Dom otoczyła grupa funkcjonariuszy federalnych. Przez okrążenie przepuszczono jednego z wiceministrów spraw wewnętrznych Czeczenii (redakcja zna jego nazwisko), potem rozległy się dwa wybuchy. Wszystkich w końcu poinformowano, iż Szawanow wysadził się przy pomocy granatu.

Po kilku dniach w Dżałce, rodzinnej wsi Gieremiejewów odbyło się spotkanie na wysokim szczeblu. Oprócz Ramzana Kadyrowa, jak się wydaje, wzięli w nim także udział: deputowany Dumy Adam Delimchanow, wiceminister spraw wewnętrznych Czeczenii Alaudinow, senator Sudim Geremiejew, a także poszukiwany listem gończym za zabójstwo czeczeńskiego opozycjonisty w Wiedniu, Szaa Turldajew. Były tam także inne osoby, wśród nich rzecz jasna Rusłan Gieremiejew.

Dżałkę ochraniali wtedy funkcjonariusze batalionu "Północ". Na wjazd do wsi pozwolono wyłącznie kilku domniemanym przedstawicielom wojsk wewnętrznych i Federalnej Służby Ochrony. Jak się wydaje, to właśnie na tym spotkaniu osiągnięto ramowe porozumienie, jak należy postępować dalej.

W rezultacie działania śledcze przedstawicieli resortów siłowych z Moskwy na terytorium Czeczenii ograniczono do ogólnych rozmów z krewnymi podejrzanych oraz zbierania informacji ogólnych, w rodzaju: urodził się, ożenił.


Po zamachu


Rusłan Gieremiejew, jako koniuch Ramzana Kadyrowa wyjechał przez port w Kaspijsku do Arabskich Emiratów. Zlecenie na jego aresztowanie i doprowadzenie na przesłuchanie zostało wysłane do Czeczenii jeszcze w marcu 2015 roku. Jednak czeczeńska FSB i policja zwlekały jak mogły z odpowiedzią na pytanie, w którym domu w Dżałce mieszka podejrzany. Nieco później do ZAE wyjechał także Muchitdinow.

Niezwłocznie po przesłuchaniu domniemanego zabójcy Zaura Dadajewa taśmę wideo z jego zeznaniami ktoś z Komitetu Śledczego udostępnił przywódcy Czeczenii,  Ramzanowi Kadyrowowi. Po zapoznaniu się z ich treścią, Kadyrow zaczął publicznie opowiadać o szczerym patriotyzmie Dadajewa. Dwukrotnie wnioski o postawienie zaocznych zarzutów Rusłanowi Gieremiejewowi i wystawienie listu gończego zostały odrzucone przez szefa Komitetu Śledczego Rosji, Bastrykina.

W rezultacie pojawiła się ostateczna wersja oskarżenia. W niej za głównego organizatora zabójstwa uznano kierowcę Gieremiejewa Rusłana Muchutdinowa. Stwierdzono, że dysponuje sumą 15 milionów rubli. W związku z tym, wydano nakaz aresztowania i wysłano za nim list gończy. Wszyscy pozostali podejrzani zmienili swoje zeznania. W nowej wersji strzelał jakoby nieżyjący już Szawanow, on też wymyślił całą operację. Szawanow przebywa już na tamtym świecie, trudno więc zapytać go, jak było naprawdę. Trudno też przesłuchać Muchutdinowa ukrywającego się w Emiratach. Nie przypadkowo tam. Warto przypomnieć, przed laty Kazbiek Dukuzow, domniemany zabójca redaktora naczelnego rosyjskiej wersji magazynu "Forbes" Paula Chlebnikowa, odsiedział w Emiratach wyrok za grabież, a potem spokojnie wrócił do Czeczenii. Zupełnie nie przejął się zdawałoby się groźnymi dla niego wnioskami Ministerstwa Sprawiedliwości i Prokuratury Generalnej.

Wszyscy podejrzani korzystają teraz z pomocy "odpowiednich" adwokatów. Jednak ich próby udowodnienia, iż posiadają niepodważalne alibi, przyniosły efekt odwrotny od zamierzonego. Zebrane informacje z miejsca zamieszkania w Moskwie i szereg zeznań jeszcze bardziej pozwalają na uchwycenie wzajemnych powiązań między podejrzanymi. Na tej podstawie można przypuszczać, iż mają na sumieniu jeszcze inne, nie całkiem zgodne z prawem wyczyny.

Tymczasem rodzina Geremiejewów umocniła swoje wpływy i dotyczy to także związanych z nią kobiet. Siostrę Rusłana Chedę awansowano, zajęła teraz stanowisko kierownika rejonowego wydziału opieki społecznej. Ta decyzja sprowokowała protesty niezadowolonych. Ich zdaniem 70% zaplanowanych wypłat przekazywane jest nie wiadomo gdzie. Wacha Gieremiejew, szef Rejonowego Oddziału Spraw Wewnętrznych w istocie został najważniejszym człowiekiem w całym rejonie.


O motywach zabójstwa


Wersja przedstawiano publiczności przez obronę podejrzanych nie wytrzymuje krytyki. Według niej, główny motyw zabójstwa miał charakter religijny. Podobno, zaraz po zamachu terrorystycznym na dziennikarzy magazynu "Charlie Hebdo"   Niemcow wypowiadał się obelżywie na temat Proroka i Allacha. To jest oczywiste kłamstwo. Po pierwsze, zgodnie z zeznaniami samych podejrzanych, przygotowania do zamachu na Niemcowa podjęli na długo do styczniowego ataku terrorystycznego w Paryżu. Po drugie, tłumacząc na początku swoje motywy podkreślali, iż Niemcow był opozycjonistą, zamierzał zorganizować jakiś "marsz", po drugie popierał Ukrainę, po trzecie utrzymywał go Obama, po czwarte używał wulgarnych słów pod adresem przywódcy Rosji. Gdzie, kiedy i jak Niemcow pozwalał sobie na podobne postępowanie podejrzani nie wyjaśniają. Wytłumaczenie jest jedno, sami podejrzani stali się obiektem propagandowego prania mózgów.


Kamień na grobie Borysa Niemcowa na moskiewskim cmentarzu Trojekurowskim. 

Jednak tego rodzaju sprzeczne wyjaśnienia stanowią podstawę do postawienia nowych pytań. Kto nauczył ich podobnych sformułowań i poglądów? Kto był organizatorem "przetargu" na zabójstwa szeregu osób uznanych w Czeczenii za wrogów? Co wie na ten temat były zastępca dowódcy Federalnej Służby Ochrony i obecny dowódca Wojsk Wewnętrznych Rosji, general Zołotow. To prawdopodobnie podlegli jemu funkcjonariusze jeździli do Dżałki, zaś sam generał Zołotow przez dłuższy czas nie odpowiadał na pytanie Komitetu Śledczego, w jakim  charakterze tam się znaleźli. Dlaczego Federalna Służba Ochrony nie udostępniła śledztwu zapisów z kamer zainstalowanych na Placu Czerwonym i na ścianach Kremla? Z tego powodu, śledztwo mogło skorzystać tylko z zapisu zarejestrowanego przez kamerę telewizji TVC (jak się okazało, kamera miejska zainstalowana moście była skierowana obiektywem w niebo). I na koniec, dlaczego szef Komitetu Śledczego Rosji nie pozwala na przesłuchanie Rusłana Gieremiejewa, zastępcy dowódcy batalionu "Północ" wchodzącego w skład Wojsk Wewnętrznych Federacji Rosyjskiej (ten ostatni nie tylko wrócił z Emiratów do Czeczenii, ale zdążył się też wypowiedzieć na temat zamachu na Borysa Niemcowa). Według Gieremiejewa, Dadajew nie mógł popełnić tego przestępstwa, przez cały bowiem czas znajdował się razem z nim, Gieremiejewem. Obydwaj byli zajęci ochranianiem pewnych wysoko postawionych pracowników administracji Republiki Czeczenia. Może więc byłoby dobrze, gdyby Gieremiejew złożył swoje zeznania także oficjalnie... Mógłby oficjalnie opowiedzieć o swoich wątpliwościach i zdziwieniu związanych z obecnością w Moskwie Szawanowa (informowała o nich agencja Rosbałt). Taka jest oficjalna wersja obrony: zabił nieżyjący już Szawanow, zleceniodawcą był kierowca Muchutdinow. Teraz próbuje się znaleźć dla niej potwierdzenie.



Tłumaczenie: Zygmunt Dzięciołowski


Tekst ukazał się na portalu "Nowej Gaziety": http://www.novayagazeta.ru/inquests/71968.html








*Nowaja Gazieta, czołowa rosyjska gazeta opozycyjna. Ukazała się po raz pierwszy w kwietniu 1993 roku. Jej redaktorem naczelnym jest Dmitrij Muratow. Kilku dziennikarzy gazety zapłaciło cenę życia za walkę o prawdę, Anna Politkowska, Jurij Szczekoczichin, Igor Domnikov, Anastasija Baburowa. 













Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com





Projekt "Media-w-Rosji" ma na celu umożliwienie czytelnikowi w Polsce bezpośredniego kontaktu z rosyjską publicystyką niezależną, wolną od cenzury. Publikujemy teksty najciekawszych autorów, tłumaczymy materiały najlepiej ilustrujące ważne problemy współczesnej Rosji. Projekt "Media-w-Rosji" nie ma charakteru komercyjnego.