Strony

czwartek, 28 lipca 2016

Szukajcie gdzie indziej: od czego w Rosji zacznie się kolejna rewolucja?



Rosyjskie instytucje polityczne ulegają przyspieszonej degradacji. Z roku na rok ich funkcjonowanie pozostawia coraz więcej do życzenia. Zdaniem politologa i socjologa Michaiła Komina to największe niebezpieczeństwo zagrażające stabilności rosyjskiego systemu społeczno-politycznego. Jego zdaniem nie brak też grup i środowisk coraz bardziej niezadowolonych ze sposobu w jaki w Rosji sprawowana jest władza. Lokalne środowiska pracownicze, zdanych na siebie mieszkańcy dużych miast, weteranów wojny na wschodzie Ukrainy może już wkrótce ogarnąć gotowość do buntu. Ich protestów reżim winien obawiać się bardziej, niż gniewu pokonanych w latach 2011-2012 opozycjonistów z Placu Blotnego.     



Autor: Michaił Komin




Po doświadczeniach z 1917 roku Rosjanie boją się rewolucji. Coraz częściej jednak zastanawiają się, czy degradacja reżimu Putina nie doprowadzi w końcu do buntu na większą skalę.




Gdy zadamy pytanie o to, co może osłabiać trwałość obecnego reżimu, trzeba podkreślić, iż nie będzie to zjawisko poszerzania się grup społecznych gotowych do podjęcia nowych akcji protestacyjnych, i nie będzie to także, brak obaw ze strony Kremla, iż stąd może nadejść określone zagrożenie. Ważniejsza jest degradacja istniejących obecnie instytucji politycznych, z każdym rokiem mają one mniej możliwości, by na sposób pokojowy rozwiązywać nawarstwiające się problemy i sprzeczności.


Agresywny bezruch


Niedawno opublikowano wskaźniki dotyczące napięcia społeczno-ekonomicznego i politycznego w rosyjskich regionach. Wcześniej, wzrost niezadowolenia obywateli, tak oczywisty w ostatnich miesiącach, odczuwaliśmy zaledwie na poziomie intuicyjnym, teraz uzyskaliśmy twarde potwierdzenie, iż zjawisko to się nasila. Choć równocześnie dane socjologiczne demonstrują niewielki spadek gotowości ankietowanych do udziału w działalności protestacyjnej, to z  drugiej strony trudno oprzeć się wrażeniu, iż społeczeństwo rosyjskie zamarło w narzuconej mu pozie "agresywnego bezruchu". Ludzi rozdrażniają działania szefów, władzy lokalnej i federalnej, brak im jednak determinacji, by to rozdrażnienie zademonstrować światu zewnętrznemu. Ale w tej pozie trudno trwać wiecznie. Wywołujące gniew społeczny problemy mają charakter strukturalny, jednak obecna elita nie jest w stanie, by  sobie to uświadomić.

Od czasów demonstracji na Placu Błotnym (autor ma na myśli serię wystąpień opozycji przeciw fałszerstwo wyborczym w latach 2011-2012 - "mediawRosji") strategia Kremla obliczona na przeciwdziałanie działalności protestacyjnej nie zmieniła się, choć w rezultacie wywołanej przyłączeniem Krymu euforii oraz największego spadku poziomu życia od końca lat dziewięćdziesiątych dokonała się jawna transformacja całego rosyjskiego pejzażu społeczno-politycznego. Z przeciwnikiem walczy się wciąż tak samo, liderzy opozycji są prześladowani, grozi się im represjami, przykleja się etykietkę zdrajcy wszystkim tym, których poglądy różnią się od oficjalnych. Przeprowadzana równocześnie czystka kadrowa przypomina imitację, działania protestacyjne udaje się marginalizować. Ale wszystkie te podejmowane przez Kreml działania mają niewiele wspólnego z rzeczywistym wzrostem napięcia, jaki można zaobserwować w rosyjskim społeczeństwie. Potencjalne protesty zdolne do zakwestionowania legitymacji obecnej elity zrodzą się nie w środowisku zwolenników Placu Błotnego, czy wśród aktywnych użytkowników sieci Facebook, lecz w zupełnie innych grupach społecznych. Gdy trzeba będzie odpowiedzieć na ich żądania, władza napotka szczególne trudności, lub okaże się, że nie potrafi tego zrobić.


Lokalne grupy zawodowe


Lokalne grupy zawodowe w dużych miastach mobilizujące się pod wpływem pogarszającej się sytuacji gospodarczej mogą okazać się pierwszym i zapewne najlepiej widocznym źródłem nowej fali protestów. Mogliśmy się już zorientować, iż Kreml nie ma zupełnie pojęcia co robić ze strajkami lekarzy, walutowych kredytobiorców, czy kierowców tirów. Co więcej, w porównaniu z zeszłym rokiem rośnie liczba tego rodzaju akcji protestacyjnych. W pierwszej połowie 2016 roku we wszystkich miastach Rosji zarejestrowano nieco ponad 150 akcji tego rodzaju.

Te strajki trudno jednak określić mianem buntu, większość z nich została zainicjowana w związku niewypłacaniem wynagrodzeń. Noszą one charakter zbiorowego apelu skierowanego do wyższych instancji władzy z prośbą, by zorientowały się co się dzieje.

Tradycyjna rosyjska wiara w dobrego cara batiuszkę i przekupnych bojarów-urzędników przed utratą popularności chroni wyłącznie Putina, poparcie dla pozostałych ogniw władzy stale spada.

Na rosyjską mentalność o charakterze paternalistycznym nie okazują wpływu głośne skandale, jak choćby ten ze słynną wypowiedzią premiera Miedwiediewa, "pieniędzy nie ma, ale trzymajcie się", będący  tym roku najpopularniejszą inspiracją dla przeróżnych memów. Podobnie wyglądał kolejny w tym roku incydent tego rodzaju - drwina wicepremiera Szuwałowa dla  mieszkań o powierzchni 20 metrów kwadratowych. Takie zdarzenia pokazują wyraźnie, iż między wyobrażeniami elity o życiu należącego do "putinowskiej większości" prostego człowieka, a jego oczekiwaniami, by elita już teraz podjęła określone działania, powstała prawdziwa przepaść. W naszej historii często bywało tak, iż gdy obywatele uświadamiali sobie rozmiary tej przepaści, zmieniali się z "agresywno-milczącej" większości w agresywną i zbuntowaną większość. Według podobnego scenariusza zaczynały się wydarzenia o charakterze rewolucyjnym. Oliwy do ognia dolewała władza, car zignorował prostych obywateli podczas Krwawej Niedzieli w St. Petersburgu, partia komunistyczna podjęła energiczne starania, by ukryć prawdziwe skutki katastrofy atomowej w Czarnobylu, itd.

Trzeba podkreślić, iż wszelkie reżimy autorytarne z trudem dają sobie radę z buntami pracowniczymi i to z dwóch powodów.

Po pierwsze, trudno je tak po prostu zignorować, uznać za skutek działania agentów Zachodu, czy własnej piątej kolumny. Ich charakter oznacza, iż są one bliskie i zrozumiale dla świadomości masowej. Początkowa apolityczność takiego protestu okazuje się jego siłą. Będące jego następstwem wezwania do zmiany władzy brzmią o wiele donośniej, zwłaszcza wówczas, gdy władza nie była w stanie odpowiedzieć zaspokajając uzasadnione i czysto ekonomiczne żądania uczestników protestu. Warto pamiętać, iż ostatni gwóźdź do trumny reżimu radzieckiego wbili górnicy,  stukając kaskami o bruk Placu Czerwonego. Gorbaczow zwyczajnie nie miał pojęcia co z nimi zrobić.

Po drugie, przeprowadzone niedawno badania pokazują, iż w społeczeństwach z przewagą "zamkniętego" kapitału społecznego (takiego jak w autorytarnej Rosji) spontanicznie utworzone struktury posiadają ogromny potencjał mobilizacyjny. Uczestniczący w nich ludzie gotowi są do udziału w akcjach protestacyjnych nie w ramach stabilnych, organizacji sieciowych, a korzystając z nieoczekiwanie nawiązanych związków społecznych w miejscu pracy, czy w swoim sąsiedztwie. Spontaniczność podobnych protestów nie pozwala ich uczestnikom na ocenę ewentualnego ryzyka, nie mają czasu, by zastanowić się, czy nie grożą im represje. To pewnego rodzaju poczucie wspólnoty z otaczającym ich światem ułatwia im podejmowanie działań o charakterze zbiorowym. Z wizualnego punktu widzenia takie akcje protestacyjne będą przypominać przysłowiowy rosyjski "wiec ludowy".


Bez pomocy państwa


Kolejna, stosunkowo liczebna, grupa demograficzna i społeczna zdolna do zainicjowania protestu to nowe pokolenie mieszkańców dużych miast cieszących się z odniesionego sukcesu. Do protestu może je popchnąć brak jakichkolwiek znaczących zmian w naszych instytucjach społecznych i politycznych. Niedawne badania socjologiczne ujawniły, iż odsetek ludzi przekonanych, iż są w stanie zapewnić sobie dobrobyt bez najmniejszej pomocy ze strony państwa wzrósł w Rosji do 44%. Ten trend najłatwiej zauważyć w dużych miastach o liczbie ludności nie przekraczającej 1go miliona. W nich wskaźnik "samodzielności" przekracza 50%. Tam, gdzie usługi i pomoc ze strony państwa okazywane są na poziomie niższym, niż w stolicy, nie prowadzi się odpowiedniej indeksacji wynagrodzeń, zaś kwalifikacje urzędników są rozpaczliwie niskie. W tych warunkach można liczyć tylko na siebie samego. Niektórzy dają sobie radę, w ich oczach państwo jest w stanie robić dobrze tylko dwie rzeczy: nic nie robić i przeciągać strunę.

Ludzie ci muszą być niezadowoleni z funkcjonowania władzy, Irytuje ich będący skutkiem wprowadzania sankcji, kontr sankcji oraz nie kończących się zakazów rosnący wpływ władzy na ich życie osobiste. Musi ich drażnić narzucanie modelu życia skomponowanego z prawosławia i codziennych praktyk regulujących radzieckie życie codzienne (na przykład konieczność przestrzegania zasad w ramach programu "gotów do pracy i obrony").

Rosnący brak równości, brak dróg awansu społecznego, zablokowanych najczęściej przez dzieci obecnej elity, wszystko to będzie prowadzić do wzrostu rozdrażnienia. Tak ludzie będą reagować na rosnącą ingerencję funkcjonariuszy państwa w życie osobiste. Wystarczy 5-10 lat, by wspomniane wyżej grupy i środowiska zmieniły się znacząco.  Teoria rewolucji wymyśliła termin, który będzie wówczas do nich pasował -"ludzie zbędni". Będziemy mieli do czynienia z pokoleniem niezdolnym do tego, by znaleźć dla siebie w życiu odpowiednie zgodne z ich wykształceniem i poziomem aspiracji miejsce. Będzie mu także trudno, by zapewnić sobie znaczący awans w hierarchii materialnej i społecznej. Wiara we własne siły pomoże takim wspólnotom ponieść koszty działań zbiorowych, zaś brak widocznej poprawy w polityce państwa, dalsza degradacja ekonomiczna i społeczna kolejnych regionów, mogą stać się bodźcem przyspieszającym wybuch buntu. Po zjednoczeniu ludzi "zbędnych" , dla przykładu, z nowymi uczestnikami rosyjskich protestów pracowniczych, "nowymi górnikami" gotowymi do wyjścia na Plac Czerwony, może powstać odpowiednia mieszanka wybuchowa zdolna do rozpalenia rewolucyjnych wstrząsów.


Zwolennicy "rosyjskiej wiosny"


Jeszcze jednym źródłem wzrostu napięcia politycznego może okazać się środowisko zwolenników "rosyjskiej wiosny". Ludzie ci wrócili z południowego wschodu Ukrainy, tam uczestniczyli w działaniach bojowych, lecz  po wypełnieniu swojej misji nie zdołali tam zostać. Są dobrze wyszkoleni, potrafią posługiwać się bronią, w Rosji jednak brakuje dla nich miejsca, zwłaszcza w sytuacji, gdy z życia politycznego eliminowana jest retoryka agresji, władza zaś orientuje się na odbudowę współpracy z Zachodem. Przed nimi dwie możliwe drogi. Niektórzy zdecydują się na przystąpienie do struktur podobnych do "Prywatnej Kompanii Wojskowej" Wagnera (prywatna firma wojskowa i ochroniarska uczestnicząca w walkach w obwodzie lugańskim, obecnie rekrutuje najemników do walk w Syrii - "mediawRosji"). Inni podejmą próbę wykorzystania w ojczyźnie zdobytego wcześniej kapitału społecznego i symbolicznego. Do podobnych symboli i grup społecznych odwołuje się już bohater "rosyjskiej wiosny" Igor Striełkow. Najpierw współuczestniczył w powołaniu do życia "Komitetu 25go stycznie", potem Ogólno Rosyjskiego Ruchu Narodowego.

Po doświadczeniach na Ukrainie, ludzie ci nie zdołali znaleźć dla siebie miejsca w systemie władzy politycznej w Rosji, odczuwają rozczarowanie i frustrację w związku z faktycznym odrzuceniem projektu "Noworosja".  Rozczarowani nigdy nie będą już wobec Kremla całkowicie lojalni i będą szukać wsparcia w alternatywnych ośrodkach siły i władzy. Rzecz jasna, będzie im trudno zrozumieć motywy obu opisanych wcześniej "potencjalnie rewolucyjnych" środowisk społecznych czy się z nimi połączyć. Zbyt różnią się światopoglądem, inne są bodźce popychające ich do działania. Jednak gdy system przestanie sobie radzić z rosnącym w społeczeństwie napięciem, ludzie dysponujący doświadczeniem wojskowej mobilizacji mogą wykorzystać sytuację.  Pod hasłem zachowania jedności kraju mogą lokalnie przejmować kontrolę nad wyznaczonymi przez siebie strefami. Ruch Strielkowa opublikował manifest, w nim mówi się nie o zdobyciu władzy, a o przejęciu jej w odpowiednich okolicznościach, gdy kraj ogarnie powszechny kryzys. Na jego podstawie można sądzić, iż działacze Ogólno Rosyjskiego Ruchu Narodowego traktują ten scenariusz jako nadający się do realizacji.

Główny jednak problem stabilności rosyjskiego reżimu związany jest nie z rosnącym wpływem grup społecznych skłonnych do działań protestacyjnych i nawet nie z tym, iż Kreml nie wyczuwa tkwiącego w nich zagrożenia. Większym niebezpieczeństwem jest postępująca degradacja i prymitywizacja funkcjonujących obecnie instytucji politycznych (zwłaszcza na poziomie regionalnym). Z roku na rok tracą one zdolność rozwiązywania rosnących sprzeczności metodami pokojowymi. Mamy więc do czynienia z różnymi przeciwstawnymi tendencjami. Z jednej strony rzeczywistość społeczno-polityczna znacznie się komplikuje, z drugiej strony systemowi coraz trudniej będzie się do niej adaptować. Taka sytuacja może doprowadzić do wybuchu.



Tłumaczenie: Zygmunt Dzięciołowski


Oryginał ukazał się na portalu rosyjskiej edycji magazynu "Forbes": http://www.forbes.ru/mneniya/protesty/323807-ne-tam-ishchut-otkuda-zhdat-novoi-revolyutsii-v-rossii






 *Michaił Komin, moskiewski politolog młodego pokolenia. Jego teksty publikowane są przez popularne rosyjskie media, magazyn "Forbes", portal ośrodka Carnegie, magazyn agencji "RBK".









Obserwuj i polub "Media-w-Rosji" na Facebooku:

Obserwuj nas na Twitterze:

Można też do nas napisać. Zgłosić uwagi, pochwalić, zapytać: mediawrosji@gmail.com





Projekt "Media-w-Rosji" ma na celu umożliwienie czytelnikowi w Polsce bezpośredniego kontaktu z rosyjską publicystyką niezależną, wolną od cenzury. Publikujemy teksty najciekawszych autorów, tłumaczymy materiały najlepiej ilustrujące ważne problemy współczesnej Rosji. Projekt "Media-w-Rosji" nie ma charakteru komercyjnego




3 komentarze:

  1. Staram się myśleć dalej: co będzie po Putinie i po odwilży, jaka po nim powinna logicznie nastąpić. Spodziewam się silnej powrotnej fali krymnaszyzmu :-/ Już dziś warto by się zastanawiać, jak rozbrajać tę bombę, jaka jest podłożona pod światem - mam na myśli tę huśtawkę z lewa na prawo, a raczej z centrum na lewicowo-prawicowy ekstremizm.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację z troską patrząc w przyszłość. Ta tykająca bomba zegarowa też mnie niepokoi. Żeby się od imperialno-nacjonalistycznej Rosji skutecznie odgrodzić i zabezpieczyć na okoliczność wstrząsów, jakie po Putinie nastąpią, najlepiej dla Polski będzie wzmacniać suwerenność Ukrainy, wspierać jej potencjał polityczny, ekonomiczny i obronny oraz stymulować rozwój obywatelskich, prodemokratycznych postawy u jej obywateli. Prawdziwie suwerenna i demokratyczna Ukraina jest najlepszym zabezpieczeniem polskich granic przed agresywnym rosyjskim imperializmem.

      Usuń
  2. Wniosek z powyższego artykułu : w Rosji nie dojdzie do buntu, tylko do rozpadu państwa.

    OdpowiedzUsuń